Jump to content
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Leaderboard


Popular Content

Showing content with the highest reputation since 09/21/18 in all areas

  1. 70 points
    Problemy, które przewijają się na forum w większości są takie same, różnią je tylko szczególiki, które przy odgrywanych niczym mantra schematach są nieistotne. W każdym razie, nie wszyscy to rozumieją a już z całą pewnością duży problem z tym ma spore grono świeżaków. Wchodzisz na forum, zakładasz wątek i prawdopodobnie już pierwsza niespodzianka - nie przeczytałeś regulaminu a więc nie przywitałeś się i nie założyłeś avatara a więc dostajesz z miejsca ostrzeżenie przez które nie możesz nic pisać przez 3h. W czasie trwania ostrzeżenia, jeśli je dostałeś proponuję ten regulamin doczytać - nie gryzie 😆. W Twoim wątku, mimo, że zarzekasz się, iż czytałeś forum 1001 dni i nocy przewijają się te same pytania i tematy, które były tu poruszane po tysiąckroć. Na 99,9 % usłyszysz stwierdzenie od braci - jesteś białym rycerzem, w stopniu mniejszym bądź większym. Kto to w ogóle jest? Zanim przejdziemy dalej pragnę uświadomić Cię: jeśli szukasz jakiejś jednej złotej porady, która obróci Twoje życie o 180 stopni, jeśli szukasz jakichś wskazówek, które w krótkim czasie spowodują, że panie będą za Tobą latać z wywieszonym jęzorem, drapiąc i gryząc konkurentki, to tutaj tego NIE znajdziesz. Jest za to kilka sposobów aby znacząco podnieść jakość i komfort swojego życia, co przełoży się też na inne jego aspekty. Najważniejsze rady od forumowej społeczności 1. Nie stawiaj kobiet na piedestale 2. Nie rób nic pod kobiety 3. Pracuj nad coraz lepszą wersją siebie - dla siebie 4. Znajdź swoją życiową pasję 5. Popracuj nad samooceną i pewnością siebie 6. Rozwijaj się zawodowo 7. Pokochaj siebie Wyjaśnienia: Ad1. Kobieta ma być dodatkiem do Twojego życia, nie jego sensem. To, że właśnie rozstałeś się z jakąś nie znaczy, że powinieneś się wziąć i wyhuśtać. Po co? Kobiet na świecie są MILIONY, więc twierdzenie, że tylko jedna z nich była tą wyjątkową, jedyną i najcudowniejszą jest błędne. O tym jednak przekonasz się dopiero, gdy poznasz kolejną, która wzbudzi w Tobie uczucia równie mocne, jeśli nie mocniejsze od poprzedniej. Ad2. Zawsze mnie zastanawiało dlaczego niektórzy mężczyźni chodzą na siłownię, odchudzają się, robią cokolwiek, czego nie lubią aby przypodobać się kobietom. Jest to sztuczne, nienaturalne i prędzej spowoduje u Ciebie frustrację niż oczekiwane efekty. Nie lubisz trenować na siłowni? Nie trenuj, może wolisz sztuki walki, które nie zbudują u Ciebie równie imponującej muskulatury jak w przypadku siłowni ale będzie to coś co lubisz robić? Ad3. Możesz siedzieć na kanapie, oglądać tv i zajadać się kolejną paczką chipsów, tylko czy to ma jakiś sens? Życie jest krótkie, a my mamy całkowitą pewność tylko do tego, które obecnie przeżywamy, nie wiemy co będzie później. Pytanie, które Ci zadam jest raczej retoryczne, chcesz tak je przeżyć? Możesz zacząć nad sobą pracować, zmieniać szkodliwe nawyki, pozbywać się programowania religijnego, zacząć zdobywać nową wiedzę, umiejętności, zarabiać większe pieniądze, zwiedzać, poznawać nowych ludzi, zagłębiać się w tematy duchowe. Możliwości jest mnóstwo. Doceń to, że masz to szczęście i okazję tu być i tego doświadczać. Zacznij żyć, nie wegetuj. Ad4. Temat rzeka, są ludzie, którzy uważają, że jej nie mają. Wydaje mi się, że nie są dostatecznie zdeterminowani by ją odkryć. Nie jest to wcale taka prosta sprawa, gdyż niektórzy dopiero próbując 99 rzeczy, do tej 100 się przekonują i widzą, że mają w tej kwestii jakiś potencjał. Inni od młodości są chwaleni za predyspozycje w jakiejś dziedzinie i nic z tym nie robią a mogliby zacząć się rozwijać i być może później zarabiać na tym duże pieniądze. Nie znam nikogo, kto by nie chciał połączyć przyjemnego z pożytecznym. Ad5. Praca nad sobą nie jest łatwa, trzeba zdobyć się na samodyscyplinę i realnie oceniać to co jest do poprawy, co trzeba zmienić a co można zostawić w stanie obecnym. Można to porównać do przemeblowywania pokoju, jeśli tuż przed drzwiami postawiłeś kanapę, przez którą nie możesz ich otworzyć, twoje ściany są obdrapane i brudne a stare ubrania walają się po pokoju to znak, że trzeba zrobić tu solidny porządek. Zacznij od afirmacji - możesz je pisać, możesz kupić też nagranie (między innymi w sklepie Marka), przestań się karmić negatywnymi emocjami, informacjami, muzyką, dużo czytaj forum, jeśli wierzysz w istotę wyższą zacznij zgłębiać ezoterykę (religie to syf - opinia subiektywna). Wyjdź ze strefy komfortu. Ad6. Rób szkolenia, kursy, podnoś swoje umiejętności i kwalifikacje - szukaj coraz to lepszej pracy, bądź zdobądź duże doświadczenie w jakiejś dziedzinie i spróbuj założyć własną firmę, jeśli nie umiesz pracować zespołowo. Ad7. Dosłownie. Zaakceptuj to jaki jesteś, wymień swoje wszystkie wady i zalety. Te fizyczne i te charakteru. Jesteśmy tylko ludźmi i mamy swoje słabości, nad którymi powinniśmy pracować. W każdym razie nie biczuj się, próbuj stawać się coraz lepszy ale zaakceptuj to, że nie zawsze wszystko będzie szło po Twojej myśli, czasem przegrasz z sobą ale to nie jest powód do tego by się nienawidzić. Kochaj swoje ciało, pojazd dzięki, któremu możesz eksplorować ten świat, może nie jest idealny - masz krzywy nos, wystające zęby czy za duży brzuch. To nic takiego, cechy fizyczne zawsze można zmienić, pamiętaj, że jesteś czymś więcej niż zbiorem cech fizycznych i charakteru. Najczęściej zadawane pytania przez białych rycerzy i nie tylko Ple, ple, ple. Co ona myśli? Staram się, jestem dla niej zawsze miły, czemu mnie nie zauważa? Byliśmy parą/małżeństwem, wszystko było okej ale po czasie wydaje mi się, że mnie zdradziła. Czy to moja wina? Jak stać się samcem alfa? Jak nie nienawidzić kobiet? Ma X lat i ma dwójkę dzieci, jest całkiem ładna i fajna z charakteru. Iść w tango? Moja myszka jest inna, trafiacie na złe kobiety! Czy istnieje prawdziwa miłość? Obiecała mi, że już nie będzie tak robić, nie dotrzymała słowa a ja nie mam serca jej ukarać. To źle? Rzuciła mnie a teraz chce do mnie wrócić. Dać jej drugą szansę? Zdradziła mnie ale wciąż coś do niej czuję, czy powinniśmy się pogodzić i zejść? Dziewczyna ma męża/chłopaka i ciągnie ją do mnie. Wchodzić w romans? Straciłem pracę a ona zamiast mnie wspierać, zostawiła mnie i odeszła z innym. Jak mogła? Kocham nasze dzieci, kocham też żonę ale podejrzewam ją o zdradę. Ostatnio ciągle się stroi i znika na kilka godzin. Moja wybranka w ogóle się nie stara i nie chce uprawiać seksu. Jak to odwrócić? 1 - Zapamiętaj, nie jest ważne to co kobieta myśli, tylko co robi. Prawdą jest, że kobieta jedno myśli, drugie czuje, trzecie robi a czwarte śni, dlatego nie zwracaj uwagę na to co ona Ci mówi/obiecuje, tylko co robi. 2 - Panie mają pociąg do silnych samców, nie tylko fizycznie rzecz jasna. Obecnie siłą może być Twój status/pozycja/wygląd, etc. Silni mężczyźni, pewni siebie nie muszą zabiegać o względy pań, oni tylko pokazują swoje zainteresowanie a pani wpada w ich objęcia, gdy starasz się za bardzo, nalegasz, namawiasz, prosisz oznacza to, że jesteś słabym samcem, który dla niej zrobi wszystko. Dla kobiet jest to odrzucające, obrzydliwe. Fuj. 3 - Nasze damy mają tą słabość, że po skoku w bok lubią obdzielać winą samego mężczyznę lub też, gdy by to za mocno kuło w oczy rozkładać ją na oboje partnerów (mimo, iż przykładowo rozpad zwiazku jest spowodowany tylko przez nią). Nie dajmy się zwariować, jeśli byłeś przykładnym partnerem/mężem niczym z ekranowych telenoweli to prawdopodobnie byłeś spantoflonym misiem, który po 1 nie daje kobiecie emocji, po 2 nie wzbudza w niej pożądania, gdyż okazał się słaby, po 3 zaczyna ją brzydzić. W efekcie tego, gdy jest możliwość zdrady, pani z niej korzysta. To nie twoja wina, tylko Twój brak wiedzy i świadomości. 4 - Dramy forumowe dot. samców alfa już dawno sięgnęły apogeum. Zastanówmy się czy ogólnie rzecz biorąc tym samcem alfa warto być? Ktoś taki, mimo, iż ma powodzenie wśród płci pięknej bardzo często jest kompletnym idiotą. Łatwo go zaoobrączkować, on sam nie stroni również od ryzyka, co przekłada się na krótkie i burzliwe życie. Najlepiej jest brać to co najlepsze z poszczególnych typów i składać to w całość pod samego siebie. Weźmy pewność siebie od alfa, inteligencję i obiektywizm od bety, ostrożność od bety, przebojowość od alfy i zróbmy z tego fajna mieszankę. 5 - Musisz zrozumieć, że to nie jest wina kobiet, że takie są, tak jak nie jest winą lwa, że je mięso ani ryby, że nie może oddychać na powierzchni. One tak zostały stworzone i zamiast się na nie gniewać (a raczej na tego, kto je stworzył) zacznij rozumieć jak działają i dlaczego, zaakceptuj to. Zdobądź wiedzę i z niej korzystaj, nie obrażaj się na świat, za to, że nie jest taki jaki byś chciał, żeby był. 6 - Najpierw panie w kwiecie wieku, czyli od 17 do 30+ przebierają, wybrzydzają, by potem się okazało, że owa samiczka zostaje z dzieckiem/dwoma a jej wspaniały, męski badboy ruchający wszystko co nie ucieknie na drzewa ją zostawia (lub gdy okres jej seksualnej atrakcyjności się kończy), wtedy kobiety zaczynają pozornie doceniać tych dobrych, czułych mężczyzn. Wchodzą z nimi w związki, gdyż taki miś święcie wierzący w niewinność niewiasty będzie tyrać i na nią i na obce geny. W imię miłości. Zwróćmy uwagę na to, że gdy panie chcą to potrafią tak świetnie grać, iż myślimy, że mamy pierdyliard wspólnych zainteresowań i pasji, są miłe, czułe, dają dupki i ogólnie męska część populacji wpada w te sidła. Bajka mydlana pęka i zaczyna się... życie. Chcesz tyrać na cudze geny, chcesz służyć głównie za bankomat a w zamian dostać namiastkę miłości i drugie miejsce w jej serduszku zaraz po dzieciach? Bardzo proszę. 7 - Otóż to stwierdzenie jest debilne same w sobie, bo, żeby Twoja myszka była inna to chyba musiała by być Szarakiem z galaktyki Andromedy. Każda kobieta na tej ziemii jest skonstruowana w ten sam sposób, różnią się jedynie temperamentem, charakterem, libido, wyglądem, zainteresowaniami, wyznawaną religią (software) ale tzw. hardware, czyli gadzi mózg jest u wszystkich bez wyjątku, dlatego - nie, Twoja myszka nie jest wyjątkowa i nie, nie jest wcale inna. Być może kiedyś się o tym przekonasz, czego Ci nie życzę. 8 - Wyzbądźcie się złudzeń, wy którzy to czytacie, białorycerze w lśniących zbrojach. Nie ma czegoś takiego jak miłość kobiety do mężczyzny. Kobieta może kochać swoje dziecko, mężczyzna może być co najwyżej jej jakoś bliski, mogą się dobrze dogadywać, mogą mieć wspaniały seks i wiele fajnych chwil ale tak naprawdę nadrzędnym celem natury jest rozmnażanie, dlatego to co odczuwamy jako miłość jest tylko zachętą stwórcy do kopulacji i płodzenia potomstwa, potem niech się dzieje co chce. 9 - Podstawą w relacjach jest trzymanie ramy i nagradzanie oraz karanie kobiety wg wcześniej ustalonych zasad. Nie musisz z nią spisywać żadnej umowy, po prostu pokaż, że niektórych rzeczy nie tolerujesz (np kupczenia dupą) i konsekwentnie się tego trzymaj. Jesteś mężczyzną więc prowadź tą relację tak Wam obojgu było dobrze. Nie masz być tyranem ale kimś, kto w związku posługuje się logiką a nie ulega emocjom. Wymagaj. 10 - Nie dajemy drugich szans. Jeśli kobieta chce wrócić, to oznacza, że gałąź na którą przeskakiwała uległa złamaniu i z braku opcji chce wrócić do Ciebie aby nie być sama. Do tego bardzo często przy powrocie kobieta (jeśli to Ty ją rzuciłeś) chce się zemścić i robi to w sposób naprawdę okrutny. 11 - jw. 12 - Wszystko sprowadza się do Twojego moralnego kręgosłupa, oczywiście możesz iść i rozbijać związki i ułatwiać paniom zdradzanie, tylko kiedyś Ty sam wejdziesz w związek a być może ktoś, kto myśli tak jak Ty wcześniej puknie Twoją kobietę. Co wtedy? Będziesz go wyzywać i szukać aby spuścić mu łomot? Stary, wyjdziesz na kompletnego hipokrytę, przecież GDYBY ON TEGO NIE ZROBIŁ, ZROBIŁ BY TO KTOŚ INNY! 😆 Stąd ja preferuję podejście - jeśli mamy wiedzę, że ta kobieta ma partnera, grzecznie dziękujemy i jak najszybciej się oddalamy oraz zrywamy kontakt. 13 - Panie są niezwykle przyziemne, domniemania o ich "eteryczności" i "wyższym stanie duchowym" mijają się z prawdą jak polscy zawodnicy w ekstraklasie z piłką, dlatego też widząc, że nie dajesz sobie rady, popadasz w jakieś stany depresyjne i nie daj Boże ulegasz jej sugestii aby o wszystkim sobie mówić (czyli żalisz się jej) - to sam kastrujesz sobie jaja! Nie widząc w Tobie żadnego potencjału, po serii dni z dopierdalaniem (co wg pań ma być motywacja dla Ciebie) pakuje się i czule żegna. Arrivederci. Nie ma większej obrzydliwości dla kobiet od słabości. 14 - Jeśli nie chcesz zostawić swoim dzieciom złych wzorców, jeśli masz przesłanki, że małżonka Cię zdradza, po upewnieniu się, że tak jest - bierz rozwód. Zrób to jednak mądrze, kobiety są obecnie lepiej ustawione prawnie choć ciągle wrzeszczą o braku równouprawnienia! Absurd. W forumowym sklepie znajdziesz wiedzę o tym jak to zrobić w pigułce. Naprawdę, dla wszystkich będzie lepiej a zwłaszcza dla dzieci, jeśli rozstaniesz sie z kobietą, która Cię zdradza i nie pozwolisz się szmacić. 15 - Zadbaj o siebie, zacznij ćwiczyć, zmień perfumy, sposób ubierania się. Spraw abyś był pożądany w oczach innych kobiet, spraw aby czuła niepokój, to na pewno spowoduje, że jej pociąg seksualny wróci. *Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autora - zabronione.
  2. 68 points
    Mówili - nie ma żadnych postępowań, przesłuchań, Kotoński kłamie, manipuluje, wymyśla. Mówili - Kotoński upadnie, jesteśmy wszyscy jak jedna, wielka miotła, która oczyści internet z mizoginistycznego plugastwa. Mówili - i klepali się po ramionach, motywując się wzajemnie do kolejnych przestępstw, każdy pewny swego druha... ------------------ A teraz stan faktyczny: 1. Postępowania się toczą, niektóre są zamykane z sukcesami gdzie ustalono sprawców i metody działania. 2. Wielu chojraków internetowych przyznaje się do tego co zrobili, i mocno nieprawilnie mówi co zrobili koledzy - w wielkim zapale, nawet gdy przesłuchujący nie pytają 3. Druhowie, ziomeczki i przyjaciele kończą się na posterunku, stojąc przed policyjnym fotografem ze zrezygnowaną miną (Adrian, nie wiedziałem że ważysz na oko grubo ponad 110kg, i nie są to mięśnie ) 4. Ziomeczki dziwnie zapominają powiedzieć swoim kolegom, co i kiedy zeznali, a nieświadomi koledzy dalej śmieszkują w obecności konfidentów 5. 179 stron akt gdzie ziomeczek śpiewał jak skowronek. Dziękuję za tę wiedzę 6. Adi, za Twoją nieocenioną pomoc w innych sprawach chciałbym Ci wybaczyć, ale nie mogę - pozew z obszernym uzasadnieniem jest już szykowany
  3. 55 points
    Wiadomym jest, że kobiety to istoty nie potrafiące myśleć abstrakcyjnie w sposób przyczyna/skutek. Są jak dzieci, którym się daje gotowe zabawki, gdyż same nie potrafią kreować - naśladują tylko czasem. Przykładów jest mnóstwo, ale spójrzmy chociażby na sport. Czy jest choć jedna dyscyplina sportowa wymyślona, wdrożona i rozwinięta przez kobiety? Nie ma. Identycznie jest we wszystkich dziedzinach - ONE TYLKO ZASYSAJĄ GOTOWE ROZWIĄZANIA. Czasem je upiększając jakimś "kwiatkiem", oczywiście żądając przy okazji od mężczyzn aby weszli na rusztowanie, i tego kwiatka przyśrubowali, boć to rzecz męska łazić po rusztowaniach, co nie? Po co o tym piszę? Bo to KLUCZOWA kwestia w wyjaśnieniu sobie dlaczego kobieca roszczeniowość jest tak daleko posunięta, i co chyba ważniejsze DLACZEGO ICH WŁASNE DZIECKO WALI JE ŁOPATĄ W PLECY. Pamiętając więc to co wyżej, wiemy, że kobiety są odkurzaczami zasysającymi gotowe przepisy na swoje własne życie, dawane im przez ludzi których nawet na oczy nie widziały. Ludzi, którzy tworzą co? REKLAMĘ TELEWIZYJNĄ/MEDIALNĄ. Tak, reklama telewizyjna/medialna mówi im, że za oceanem kobiety leżą w narożnych wannach na obwolucie których stoją rzędy świec, a za oknem apartamentu widać jak Nowy Jork zapada powoli w sen. One muskane delikatnie płatkami róż pływającymi w wodzie, piją prawdziwego szampana, i czekają... Zegar bije równą godzinę, i wchodzi ON - FACET MARZEŃ. 190cm wzrostu, piękny jak arabski książę, spadkobierca fortuny ojca -szejka, właściciela pól naftowych w Kuwejcie. Piękny garnitur, koszula, buty, zegarek, uśmiech, i...oczy. Tylko te oczy oprócz tego, że są piękne, czarne i głębokie, to mają jeszcze jedną, najważniejszą cechę - patrzą z uwielbieniem na obiekt swojego pożądania i miłości - (że tak pojadę po Januszowsku ) babę w wannie. Jego obiekt miłości i lokat pieniężnych. A hasło końcowe reklamujące dywanik pod wannę ( bo o tym tak naprawdę jest ta reklama)? JESTEŚ TEGO WARTA!!! Schemacik taki sam jak w bajkach - kopciuch, książę, kareta. Jakie więc to ma przełożenie na czasy współczesne, na to co obserwujemy obecnie w sferze towarzysko związkowej? Kardynalne. Ale o tym za chwilę. Zanim przejdę do sedna, trzeba sobie przypomnieć jeszcze jedną, bardzo ważną rzecz. A jest nią wiedza o tym, że kobiety są tak skonstruowane psychicznie, że są hipergamiczne, zaś hipergamia jest to "zainteresowanie osobą o wyższej wartości seksualnej niż własna", i jest integralną częścią kobiecego ja. Nieodłączną. Mamy to. Idziemy dalej. Teraz więc na scenę wchodzą...MACHERZY OD REKLAMY. Tutaj można pisać kilka dni o przyczynach, powodach i skutkach ich działań, jednak w czasie obecnym, w obowiązujących realiach polityczno społecznych, bardzo ważnym, o ile nie najważniejszym aspektem ich działalności jest MISJA "kreatorów rzeczywistości", zadana im przez tych, którzy wdrażają marksistowskie plany zniszczenia kultury zachodniej. Temat długi i polityczny, wiec tylko nakreśliłem w jednym zdaniu jakie jest tło tego. A teraz już górki. Mamy hipergamię, która mówi kobietom, że MUSZĄ mieć partnera który, jak to one nazywają "im imponuje", czyli o wyższym SMV. Czyli bogatszy, mądrzejszy, i ...piękniejszy od niej samej(!). Mamy macherów - kreatorów, którzy wdrażają wizje tego co daje szczęście w życiu, a co nie daje. I... mamy wykreowaną bajkę "O PRZYSTOJNYM KSIĘCIU MILIARDERZE, I KRÓLEWNIE", której się kurwa należy bo jest tego warta!!! NIEKUMATY INCELU!!! Poprzeczka więc jest wysoko kolego. Bardzo wysoko. Tak wysoko, że nawet ona, kiedy założy najwyższe szpilunie od LABUTĘ jakie ma w szafie, kupione za całą wypłatę, premię i dodatek świąteczny, do tego stając na taboreciku i pudełku od butów, NIE DOSIĘGA. Ale Ty musisz tam dosięgać, ba, być kurwa na tej wysokości, bo jak nie to NIE ZASŁUGUJESZ! Kumasz incelu? I puenta, która w zasadzie jest już tylko krótką formalnością. 1 - Kobiety/dzieci pod wpływem bajek z telewizora, Harlekinów czy kolorowych gazet, zassały z nich swoją zajebistość, którą dodatkowo podrasowały u fryzjera, kosmetyczki, w sklepie odzieżowym, i na studiach specjalistycznych " Wyższa szkoła tego i owego" w Łomży. 2 - Sztucznie napompowały swoje SMV o kilka oczek w górę. 3 - Ich natura każe im szukać zawsze faceta o wyższym SMV. 4 - Poprzez sztuczne pompowanie swojego SMV, w ich mniemaniu ilość facetów stojących wyżej od nich jest tak mała że " NIE MA JUŻ PRAWDZIWYCH FACETÓW". 5 - "Księciów" spadkobierców fortun po swoich ojcach szejkach nie wystarcza dla wszystkich. 6 - Starość z kotem, frustracją i żółcią zalewającą im wątroby. Dlatego dzieciom się nie daje zapałek, bo w ramach zabawy podpalą dom i siebie. Teraz zaś "dzieci" dostały palnik gazowy...Jak to się dla nich skończy, wiadomo. Wystarczy tylko spokojnie czekać.
  4. 53 points
    Bracia, wyprowadziłem się. Był płacz, prośby, przepraszanie, ale byłem nieugięty. Szkoda, że tak to się skończyło, ale to ona wybrała tę drogę, dla mnie najważniejsze jest moje zdrowie psychiczne. Teraz jestem u siebie i odpoczywam. Dzięki Wam za wsparcie.
  5. 51 points
    Witam Na podstawie własnych bardzo ciężkich doświadczeń oraz tego co na tym forum przeczytałem w wieeeeelu wątkach, widzę jeden jedyny schemat (i pewnie każdy go widzi) w przypadku samotnych matek związujących się z bezdzietnymi singlami (być może jest inaczej jeśli facet również ma swoje dzieci, na pewno ma doświadczenie z dziećmi, więc wie czego się spodziewać). Czy zawsze musi to tak wyglądać? 1. Jesteś bezdzietnym singlem. Poznajesz wspaniałą kobietę, zainteresowana Tobą, super charakter, super się rozmawia, jednak ona jest samotną matką, wychowuje swoje 5-10 letnie dziecko (najczęściej jedynaka). Ale to Ci nie przeszkadza, bo ona jest taka super, że chcesz ją poznać bliżej. A dziecko? Cóż, nigdy nie miałeś nic wspólnego z dziećmi na co dzień, nie wiesz jak to jest wychowywać dziecko, ale cóż - chcesz się przekonać, może nie będzie źle? Chcesz sprawdzić, przecież na tym etapie nawet o tym się nie myśli. 2. Zaczynasz się z nią spotykać. Najpierw "na mieście" (bo nie wiedziałbyś jak się zachować w domu przy jej dziecku, w końcu nie masz żadnego doświadczenia z dziećmi). Jest super, świetnie się dogadujecie, ona ma cudowny charakter, chcesz więcej! Z czasem się spotykacie u niej w domu (lub u Ciebie) w te dni gdy nie ma jej dziecka, jest w babci lub u ojca, itd. Coraz bardziej się zachwycasz tą kobietą. 3. Seks. Najlepszy na świecie. W życiu nie spotkałeś tak otwartej kobiety. Zawsze ma ochotę. Zawsze wiele razy. Zawsze wszystkie możliwe pozycje. Seks z nią nigdy nie jest nudny, nigdy nie jest przewidywalny. Lepiej trafić nie mogłeś, jesteś nią zachwycony. Dla takiego seksu zaczynasz bardziej się starać, mimo że wiesz że seks będzie dopiero w weekend (jak nie ma jej dziecka) to cały tydzień jesteś gotowy dla niej robić wszystko, poświęcając swój czas, energie i pieniądze. 4. Ona coraz więcej opowiada o dziecku. Zauważasz, że dziecko to jej oczko w głowie, jest dla niej najważniejsze - to jest naturalne i normalne, ale Ty nigdy nie miałeś doświadczenia z dziećmi, więc nigdy nie patrzyłeś na to w ten sposób. Nie wiedziałeś że ze względu na dziecko, ona natychmiast może zmienić plany, zmienić swój nastrój, stać się zła, smutna, zajęta, czy też w ogóle odwołać wszystko. Teraz to widzisz - myślisz sobie: trudno, przecież to matka, muszę się do tego dostosować, dam radę. 5. Nadal spotkania z nią są super, nadal seks jest super, ale tak jakby jest trochę go mniej. Jeszcze tego nie zauważasz, ale coraz więcej spotkań zamiast flirtu i seksu, to opowiadanie o dziecku, żalenie się że coś w szkole nie tak, że dziecko znowu choruje, że u lekarza była taka kolejka, że w sklepie dziecko nic nie chciało sobie wybrać a przecież musi mieć nowe buty i tyle godzin w sklepach spędzili, że znowu ojciec dziecka odwołał w ostatniej chwili plany że je zabiera i Twoja kobieta jest wkurzona więc nie ma nastroju. 6. No właśnie. Ojciec dziecka. Coraz częściej ona o nim mówi, widzisz że jak on odwołuje "zabranie dziecka na weekend" czy coś takiego to ona już ma zły nastrój i seksu z Tobą nie będzie, widzisz że jak ona z nim musi się złożyć na jakiś większy wydatek dla dziecka i nie mogą się dogadać to ona już ma zły nastrój i seksu z Tobą nie będzie. Itd. Twoje plany się zmieniają przez jakiegoś faceta którego nawet nigdy nie poznałeś. 7. Ona zaczyna wymagać, żebyś w końcu zapoznał się z jej dzieckiem bliżej. Być może już kilka razy je widziałeś, nawet może rozmawialiście przez chwilę, no ale to była taka rozmowa jak dziecka z sąsiadem czy panem w sklepie. Ona chce żeby dziecko wiedziało że jesteś jej facetem. Ty sobie myślisz - kurcze, nie sądziłem że to tak szybko, czy się sprawdzę w takiej roli? To przecież odpowiedzialna rola, jej dziecko Cię obdarzy zaufaniem, zaprzyjaźni się z Tobą. Zastanawiasz się czy na pewno dasz sobie radę, czy jesteś wystarczająco odpowiedzialny by dbać o to dziecko, przecież zupełnie nie znasz się na dzieciach, nie wiesz jakie mają potrzeby, nie wiesz nic. Ale cóż - zakładasz że ona się tego domyśla, w końcu ona ma taki cudowny charakter. Otóż nie, ona się nie domyśla Twoich obaw. 8. Kolejny dobry seks, dobre obiadki, dałeś się przekonać. Zacząłeś regularnie ją odwiedzać w domu, prawie codziennie, dziecko już Cię poznało, nawet Cię polubiło, bo się starasz być fajnym kumplem dla tego dziecka. Co prawda popełniłeś wiele błędów nie wiedząc jak się rozmawia z dzieckiem w tym wieku, jakie może mieć zainteresowania czy potrzeby, ale mimo to dziecko Cię polubiło. Ona też wydaje się zadowolona że z dzieckiem się dogadujesz jak przychodzisz na obiadki czy kolacje. Więc w te dni gdy nie ma dziecka, seks jest nadal super a nawet jeszcze lepszy, tak dobrego seksu w życiu nie miałeś a widziałeś tylko na filmach. Myślisz że jednak się ułoży. 9. Znowu Cię uderza proza życia. Teraz nie tylko ona na spotkaniach we dwoje opowiada o problemach z dzieckiem (szkoła, choroba, czy też niegrzeczne zachowanie), ale codziennie sam widzisz to na żywo. Jesteś u nich na tych obiadkach czy kolacjach, a może nawet wspaniałomyślnie wymyśliłeś wspólny wyjazd na cały dzień i widzisz jakie to dziecko jest niegrzeczne, jakie rozpieszczone, jak rządzi swoją matką czyli Twoją kobietą. Tego jeść nie będzie, tutaj nie chce iść, tego robić nie będzie, w domu podnosi głos (matka na dziecko zresztą też), no typowy rozpieszczony jedynak. Wkurza Cię to. Widzisz błędy w wychowaniu (obiektywnie patrzysz, na chłodno, więc je widzisz). Coraz częściej jesteś świadkiem ich kłótni, krzyków tego dziecka, fochów tego dziecka, wymagań tego dziecka. Widzisz jak matka (Twoja kobieta) nie daje sobie rady na co dzień z tym dzieckiem, widzisz jak ona nie ma siły, jak się wkurza i teraz rozumiesz dlaczego często przestaje mieć ochotę na seks, na flirt czy jakikolwiek romantyzm. Po paru godzinach spędzonych z nimi razem, sam też przestajesz mieć ochotę na seks, jak słuchałeś fochów i kłótni dziecka. 10. Nie wiesz co robić, ale postanawiać pomóc w wychowaniu. Jesteś w końcu odpowiedzialnym facetem, zaangażowałeś się, według Ciebie dostajesz dużo w zamian (seks i obiadki), a widzisz jak ją męczy wychowanie dziecka to chcesz pomóc. Dziecko pół dnia męczy że koniecznie chce zjeść na obiad to i to? Ok, TY pojedziesz do sklepu, niech Twoja kobieta odpocznie. Dziecko chore, a ona zmęczona? Ok, Ty pojedziesz do apteki po leki, ona niech odpocznie. Dziecko sobie przypomniało późnym wieczorem, że na jutro do szkoły potrzebuje klej i papier techniczny? Ok, Ty pojedziesz do sklepu, ona niech odpocznie bo już późna godzina. Strasznie Cię to wkurza, ale ona oddaje Ci kasę za te zakupy, więc widzisz że jest uczciwa i porządna, jedyne co Ty tracisz to paliwo i swój czas. Już zrezygnowałeś z siłowni i z biegania wieczornego, bo przecież lepiej ten czas przeznaczyć na jej dziecko. 11. Ona się przyzwyczaiła, że pomagasz przy jej dziecku. Ty nadal myślisz, że robisz to bo możesz, a nie musisz. Pewnego dnia (normalnie tak jak całe życie) postanawiasz znowu pójść na siłownię, troche to zaniedbałeś bo jej dziecko było chore, ale już wyzdrowiało więc kupiłeś sobie nowe rękawice i buty i wracasz na siłownię. Chcesz nadrobić straconą formę, też dla niej, żeby miała fajnego faceta w łóżku. Ona do Ciebie dzwoni czy przyjedziesz do nich, Ty mówisz że nie bo lecisz na siłkę. No ok, mówi z lekkim fochem. Za parę kolejnych takich razy, już nie będzie lekkiego focha a wielki FOCH. Po co tracisz czas na siłownię, jeśli w tym czasie mógłbyś być u niej pod ręką i skoczyć do sklepu po coś dla jej dziecka lub po prostu zająć się jej dzieckiem w domu, gdy ona by sobie odpoczęła? Po co Ci ta siłka? To samo gdy zamierzasz spotkać się z kumplami, czy raz na parę miesięcy wyskoczyć do innego miasta na zlot (motoryzacyjny, sportowy, biegowy, czy inny jaki lubisz i na jakich bywasz całe życie). Więc zloty też zaniedbałeś, w ogóle całe swoje hobby zaniedbałeś. Bo ona wymaga żebyś był przy jej dziecku w tym czasie, a nie jakieś głupie hobby. Zastanawiasz się dlaczego, bo jak ją poznałeś to ona była zachwycona Twoim hobby i tym że ćwiczysz, biegasz itd, a teraz to hobby stało się przyczyną Waszych kłótni. 12. Skoro tyle robisz dla jej dziecka, poświęcasz swój czas i poświęciłeś swoje hobby (już je słabo pamiętasz, wypadłeś z obiegu, nie śledzisz w necie nowości na temat swojego hobby), to uznajesz że czas jej trochę poprzestawiać sposób wychowania dziecka - na taki który ułatwi jej życie i również Tobie. Czyli trzeba przestawić jej jedynaka żeby nie był roszczeniowym księciem (lub księżniczką) a po prostu zaczął być grzecznym dzieckiem. Zaczynasz swojej kobiecie mówić po jej każdej kłótni z dzieckiem, że powinna inaczej postąpić, że powinna być konsekwentna, że nie powinna dawać dziecku wchodzić jej na głowę, że dziecko nie może rządzić w domu. Dajesz rady jak powinna się zachować, bo Ciebie też zachowanie roszczeniowego krzykliwego dziecka wkurza. Co słyszysz w zamian? "TO NIE TWOJE DZIECKO, TY NIE MASZ DZIECI, NIE ZNASZ SIĘ, NIE WTRĄCAJ SIĘ". 13. Wkurza Cię to dziecko, wkurza Cię Twoja kobieta. Seksu już prawie nie ma, bo ona wiecznie wkurzona albo na dziecko albo na Ciebie. Nadal jednak musisz (już wiesz że musisz, a nie że możesz) poświęcać czas na jeżdżenie do aptek, do sklepów, do szkoły/przedszkola, wszystko dla jej dziecka. Nie pamiętasz kiedy był ostatni romantyczny wieczór we dwoje, bo teraz nawet gdy jesteście sami (a dziecko u ojca) to ona pierze i prasuje ciuchy dziecka, a Ty pomagasz robić wycinanki z papieru kolorowego na poniedziałek do szkoły. Potem ona jest zmęczona i nie zapali świec w całym mieszkaniu do ostrego seksu, a po prostu pójdzie spać. Nie w seksownej bieliźnie, a w tym brudnym szerokim dresie bo sprzątała pokój dziecka, a że dziecko bałaganiarz i ma w dupie jej uwagi co do samodzielnego sprzątania, to sam rozumiesz że jest zmęczona. 14. Zaczynasz ją okłamywać. Potajemnie wróciłeś do swojego hobby, potajemnie spędzasz czas w internecie by znowu być na bieżąco ze swoją branżą, ze swoim hobby, z siłką i innymi rzeczami które zawsze Cię interesowały. Jakby się dowiedziała że tyle czasu znowu na to tracisz, to by się wkurzała. Dlatego ją okłamujesz. Co znaczy, że musisz kręcić gdy ona pyta co robiłeś całe przedpołudnie w niedzielę sam bez nich, a gdy Ty kręcisz to ona tym bardziej się wkurza. 15. Zastanawiasz się dlaczego jesteś z kobietą z którą już nie ma dobrego seksu, ani choćby żadnych romantycznych chwil, z którą nie rozmawiasz o wszystkim tak jak dawniej, bo teraz gadacie tylko o jej dziecku? Dlaczego Twoje weekendowe plany psuje ojciec jej dziecka, jakiś facet którego nigdy nie poznałeś, jest Ci obcy, więc nic do niego masz, ale jego zachowanie psuje nastrój Twojej kobiety i może o 180 stopni zmienić jej plan na weekend? Dlaczego musisz kłamać i w ukryciu poświęcać czas na swoje hobby, a kiedyś mogłeś się nim chwalić i wręcz opowiadać o tym jakie to hobby jest dla Ciebie ważne? I dlaczego jak jesteś zmęczony po całym dniu w swojej pracy to zamiast odpocząć, musisz jechać do pięciu sklepów po rzeczy dla dziecka? Przecież nie masz swojego dziecka... przecież nawet nie znasz się na dzieciach... przecież nie raz od niej usłyszałeś "nie wtrącaj się, to nie Twoje dziecko". Przecież... CHCIAŁEŚ TYLKO SPRÓBOWAĆ CZY DASZ RADĘ BYĆ W ZWIĄZKU Z DZIECKIEM, to miała być tylko próba, a nie decyzja że "tak, ślubuję temu dziecku wierność na całe życie". 16.. 17. 18. 19. 20... Kolejne punkty to Twoja chęć ucieczki z tego związku, Twoje próby ucieczki a jednocześnie Twoje gryzące Cię sumienie, że przecież to dziecko Cię polubiło, ze zawiedziesz dwie osoby jeśli odejdziesz, Twoje nieprzespane noce, brak energii na cokolwiek, brak nastroju, wkurzenie na cały świat i samego siebie, ogólnie męczarnia. A jej strony? Ona po prostu Ci zrobi piekło. Płacz, krzyki, telefony, smsy. Będzie Cię wyzywała od najgorszych, pisała najgorsze rzeczy o jakich nigdy byś nie pomyślał, oskarżała o rzeczy których nigdy nie zrobiłeś i byś nie zrobił. A jednocześnie będzie mówiła jak bardzo tęskni za Tobą. Albo że dziecko tęskni. A ona nie chce Cię znać. Zwariujesz i zgłupiejesz. ps. to wersja light o tych (i o mnie) którzy nie zdecydowali się na wspólne mieszkanie, bo jeśli ktoś przyjął do swojego mieszkania matkę z dzieckiem... to... sami się domyślcie... Jeszcze są tacy których ona namówiła na wspólne dziecko... zapomniałem napisać takiego punktu że w pewnym momencie związku ona zacznie Cię namawiać na wspólne dziecko...
  6. 49 points
    Nikole Teslę chyba każdy zna, nie każdy jednak może trafił na jego wypowiedzi odnośnie "wyzwolenia" kobiet Tłumaczenie moje, wypowiedzi wyszukiwane po internetach, z wywiadu dla jakiejś gazety. Zainteresowanych braci zapraszam do lektury Zawsze myślałem o kobiecie, jako o istocie posiadającej te delikatne cechy umysłu i duszy, które czyniły ją, pod tym względem, o wiele lepszą od mężczyzny. Mówiąc obrazowo, stawiałem ją na wysokim piedestale i ceniłem ją, ze względu na pewne ważne atrybuty, wyżej niż mężczyznę. Czciłem u stóp istotę, którą sam wyniosłem do tej wielkości i jak każdy, prawdziwy wierny czułem się niegodny obiektu moich uwielbień. Teraz to już przeszłość. Świat doświadczył wielu tragedii, ale w moim umyśle największą z nich wszystkich jest obecna ekonomiczna kondycja, w której kobiety dążą przeciwko mężczyznom i wielu sytuacjach rzeczywiście udaje im się uzurpować swoje miejsce, w profesjach i przemyśle. Kobiety, stają się silniejsze od mężczyzn, zarówno fizycznie jak i psychicznie. Kobieca, zdeterminowana konkurencja z mężczyzną w świecie biznesu, niszczy niektóre z najlepszych tradycji - rzeczy, które stanowiły ważne czynniki, w wolnym lecz znaczącym rozwoju świata. Praktycznie wszystkie wielkie osiągnięcia mężczyzny, aż do teraz, były zainspirowane jego miłością i oddaniem do kobiety. Mężczyzna aspirował do wielkich rzeczy, bo jakaś kobieta w niego wierzyła, bo chciał on panować nad jej uwielbieniem i szacunkiem. Z tych powodów, za każdym razem, wałczył o nią, ryzykował swoim życiem i wszystkim co miał. Być może samiec jest bezużyteczny w ludzkim społeczeństwie. Mogę szczerze przyznać, że nie mam pojęcia, czy kobiety zaczynają to w ten sposób odczuwać, a istnieje dobitny dowód, że tak właśnie jest - a w takim razie wchodzimy w najokrutniejszy okres historii świata. Nasza cywilizacja spadnie do ustroju znajdującego się wśród pszczół, mrówek i innych insektów - ustroju w którym samiec jest bezlitośnie zabijany. W tym matriarchalnym imperium, które zostanie ustanowione, samice będą rządzić. Jako że samica zacznie dominować, samce będą na jej łasce. Są oni uważani za ważnych jedynie jako czynnik w ogólnym schemacie kontynuacji życia. Skłonność kobiet do odpychania na bok mężczyzn, do wypierania starego ducha współdziałania wraz z nim w obliczu wszystkich spraw życia, jest dla mnie niezadowalająca. Kobieca niezależność i jej spryt w osiąganiu tego, czego pragnie w świecie biznesu niszy męskiego ducha niezależności. Stary ogień, którego kiedyś doświadczał będąc w stanie osiągnąć coś, co wzbudziłoby i zatrzymało kobiece oddanie, zmienia się w popiół.Kobiety nie zdają się dziś w ogóle chcieć takiego obrotu spraw. Wydają się chcieć kontrolować i zarządzać. Zamiast spoglądać na mężczyznę, kobiety chcą, żeby to on spoglądał na nie. Zastanawiam się nad tym zapytaniem nie tylko z punktu widzenia mężczyzny. Zastanawiam się nad punktem widzenia kobiet. Rozważając każdą zmianę, naturalnie deliberujemy nad wynikami, które mogą podążać za tą innowacją. Jeden ze skutków, który przychodzi mi do głowy, jest bardzo żałosny. Sama kobieta jest tak naprawdę ofiarą, a nie - tak jak uważa - zwycięzcą. Zadowolenie jest nieobecne w jej życiu. Jest ambitna, często ponad swoje naturalne przysposobienie, by pozyskać rzeczy, których pragnie. Wielokrotnie zapomina też, że nie każda kobieta może zostać "prima donną" czy gwiazdą filmową. Niezadowolenie kobiet sprawia, że dzisiejsze życie staje się bardziej stresujące. Wielki ton nadawany egzystencji przez ludzi, którzy są niespokojni i niezadowoleni, tym że nie udaje im się osiągnąć rzeczy całkowicie nieproporcjonalnych do zdrowia czy talentu, którymi obdarzyła ich Natura, jest zły dla świata. Wydaje mi się, że kobiety są niekoniecznie szczęśliwe w tej nowo odnalezionej wolności, w konkurencji, którą tak usilnie prowadzą przeciw mężczyznom, w biznesie, zawodach czy nawet sporcie. Pytanie, które naturalnie narasta, brzmi: czy same kobiety zyskują, czy też może tracą. Malkontenctwo jest dla dziwaków i nienormalnych ludzi. W dzisiejszych czasach zdaje się istnieć ich spora ilość. To jeden z powodów, dla których trzymam się z dala od tłumów. Publiczna, albo pół publiczna postać staje się celem wszelkiego rodzaju ataków i nieprzyjemnych wiadomości.np. często otrzymywałem różnego rodzaju wiadomości, wiele z nich to listy od dziwaków grożących mojemu życiu, dlatego że przeczytali gdzieś o moich eksperymentach mających na celu stworzenie błyskawic. Pisali, że chcę użyć tych błysków by ich zabić! Wydaje mi się że cokolwiek, co prowadzi do tego wielkiego malkontenctwa, które obserwujemy dziś na każdym kroku musi źle wpływać na nasze życie. Kobiety, które są poruszone swoimi ogromnymi ambicjami, by pokonać mężczyznę w jego grze, tym samym tracą coś, co koniec końców znaczy o wiele więcej - według mnie - od tego, co mogłyby dać puste osiągnięcia w interesach.Historia dała nam wiele przykładów o cudownych wpływach wywartych przez nadzwyczajne kobiety. wśród nich były matki wspaniałych mężczyzn, ale ich wpływ nie leżał w determinacji by przewyższyć mężczyznę, albo z nim konkurować. http://anengineersaspect.blogspot.com/2011/07/nikola-tesla-mr-tesla-explains-why-he.html
  7. 48 points
    Cześć Bracia i niewiasty. Jestem na forum blisko cztery lata, ten czas był dobry dla mnie. Doznałem i upodlenia siebie i oświecenia. Poznałem mnóstwo ludzi którzy myślą podobnie. Tak to był dobry czas. Spełniłem się w sensie samarytanina co zawsze lubiłem i jako koleś który ma przyjaciół i znajomych, choćby z neta. Spotykając, korespondując, rozmawiając z tak wieloma ludźmi jak na moje preferencje, stwierdzam że każdy z nas ma coś z deklem. Większość z nas jest poobijana przez życie, w pewnym stopniu przez kobiety, lub facetów. Chyba to nas łączy na tym forum, w dużym stopniu kobiety i ich manipulacje. Ale chyba w większym jest to że nadajemy na tych samych falach, , rozumiemy się, to samo nas boli. Jesteśmy krótko mówiąc rozczarowani matrixsem. Wspierajmy się razem, warto.
  8. 47 points
    Panowie, ale nawet po spełnieniu wszystkich wymagań to jest dalej ruletka. U kobiet nowe żądania się nie kończą nigdy. Masz kasę, zaliczone. Masz wzrost, zaliczone. Nie masz czegoś i ci zrobi piekło. Uzyskasz to. Coś nowego, nie masz, znowu piekło. To się nie kończy. Do jachtu baba się przyzwyczai w pierwszej sekundzie. To już będzie za mało. Ale przecież tamten twój kolega ma większy jacht od twojego, lepsza marka. I nie mówcie, że tak nie będzie, bo kurwa będzie. Kojarzycie na pewno wyraz drobnego, subtelnego niezadowolenia w oczach kobiety, wbijanie w poczucie winy, bo czegoś tam nie zrobiłeś. Tak mają bogaci, biedni, wysocy, wysportowani, wszyscy mężczyźni. Mężczyźni mają ten problem, że właśnie nie potrafią odpuścić do końca, a to jedyne sensowne rozwiązanie na dzień dzisiejszy. A my tutaj analizujemy, kurwa, jaki to ma sens? Mówię od dawna. Postawmy na tematy, które nam, mężczyznom dadzą realny, twardy rozwój. Przestańmy mówić o kobietach w ogóle. Skupmy się na sobie, na własnych marzeniach, w których nie ma miejsca na kobiety i ich oczekiwania. To mój drobny apel. Z de facto obcej osoby, nieznajomego wymyślamy sobie wielką miłość, romantyczne uniesienia. A kobieta to przecież kurwa obcy, totalnie obcy człowiek. Czy z seksu jest, aż taka przyjemność, aby oddawać majątek, spełniać oczekiwania dodatkowe, cokolwiek robić? No kurwa nie bardzo. Ja nie kumam tak samo mężczyzn, jak kobiet szczerze mówiąc. Te wszystkie tematy, żale, kurwa, jebać to. Zajmijmy się sobą.
  9. 46 points
    @Lethys przesadzasz. JA znam Pan zainteresowania. Kinomatogtafia, czyli: Netflix HBO Go M jak miłość Pierwsza miłość Social media: Facebook, Instagram, Mesenger, Whats Up. Rzemiosło: Robienie hybryd. Kulturoznawstwo: Piwo lub wino z psiapsiulka w domu. Szukanie innej gałęzi. Markting, ekonomia, handel: Aliexpress Avon Oriflame Zalando Jak by się tak dobrze przyjrzał jeszcze by się coś znalazło
  10. 42 points
    Po myślnikach stawiamy spację, po trzykropkach również, a zdania kończymy kropką. Zapoznanie się z interpunkcją w różnorakich wyliczeniach również może się pani przydać, proszę uprzejmie: https://www.ekorekta24.pl/interpunkcja-w-wyliczeniach-przecinki-sredniki-a-moze-nic/ Brakuje w pani wypowiedzi również dwóch przecinków. Sugestia: gdy otwarcie szukamy drzazgi w cudzym oku, należy wielokrotnie upewnić się, że na pewno wyjęliśmy belkę ze swojego. ☺️ Z wyrazami szacunku, Ważniak
  11. 42 points
    Kiedyś opisywałem tutaj przypadek mojej koleżanki (singielka,32 lata) z pracy, która się czepia wszystkich, a w szczególności facetów i publicznie ich wyśmiewa i stara się w oczach innych koleżanek ośmieszyć każdego faceta w pracy. O tutaj o tym pisałem. I dzisiaj mieliśmy "ciekawą" rozmowę, oczywiście publicznie przy innych pracownikach, na tyle ciekawą że stwierdziłem że muszę to napisać na tym forum. Jesteśmy wszyscy na przerwie, pijemy kawe, gadamy na luźne tematy, oczywiście ona przoduje w opowiadaniu o sobie z cyklu "co to nie ja" - akurat się chwaliła że często chodzi na siłownię. Ok, wszyscy słuchamy, nikt się jej nie czepia, normalna rozmowa. Nagle ona się zwraca do mnie przy wszystkich: "a Ty też powinieneś zacząć chodzić na siłownię, faceci to naprawdę lenie" Ja odpowiadam "a czemu się mną interesujesz? ja sportu uprawiam więcej niż Ty" Ona: "taaa, chyba siedząc w domu" Ja: "nie, nie jestem Tobą" Ona: "a co Ty taki niemiły jesteś?" Ja: "to Ty wiecznie się czegoś czepiasz" Ona: "aaa bo mnie wkurzasz" Ja: "ja Cię wkurzam? czym?" Ona: "Bo nie masz dziecka ani żony! Ożeniłbyś się, zrobił dziecko, to byś w końcu żył normalnie!!! Wkurzają mnie tacy faceci co tak żyją jak Ty bez zobowiązań" Padłem. Ale pociągnąłem temat dalej. Ja: "ja nie narzekam na swoje życie, ale to Ty już w tym wieku powinnaś mieć dziecko i męża, skoro tak uważasz " Teraz ona padła. Coś tam pod nosem powiedziała i wyszła.
  12. 42 points
    Długo na to czekałem i się doczekałem. Zrobiłem sobie nowy uśmiech. Zdjęcie przed i po. Nawet nie wiecie jaki jestem dzisiaj szczęśliwy, w końcu mogę normalnie się uśmiechać po 3 latach.
  13. 42 points
    Mam nadzieję, że moja historia rozwieje w kilku głowach myśl "jestem z nią, ale nic nie czuję do niej". Moja historia, którą opowiem jest najbardziej żenująca i kładąca cień na mnie, kiedy stoję przed lustrem, ale trudno, przeszłości nie zmienię. Będzie długo. Poznałem kiedyś "Kamilę" lat 29 lat. Jestem starszy od niej o 12 lat. Kamilę poznałem na klatce schodowej, kiedy wprowadzałem się do nowego mieszkania, była moją sąsiadką. Spodobała mi się z daleka bo i z daleka się z nią przywitałem. Po kilku dniach zaprosiła mnie do siebie na herbatę. Usiadłem i zacząłem ją obserwować. I w tym momencie przestała mi się podobać. Miała 156 cm, wyjątkowo krótkie nogi tym samym złe proporcje, szerokie stopy, duże dłonie - dosłownie takie jak moje, miała dużo pieprzów na skórze (takich z włosami), i miała ciężki zapach który mi bardzo nie odpowiadał, małe piersi, dodatkowo jedno oko uciekało jej czasem (jedno oko na Maroko drugie na Kaukaz). Stwierdziłem w głowie, ok. nie będę zainteresowany seksualnie. Odciąłem tą myśl jako o kobiecie z którą mógłbym współżyć. Ona była miła, a ja poczułem litość. Wiecie jaka myśl pojawiła się w mojej głowie ? "w niej jest tyle defektów, że jak będziemy mieli dziecko, to ono będzie niepełnosprawne". Kamilę oceniam na 4/10. 156 cm, szczupła. Wyższe wykształcenie, pochodzi z zapadłej wsi gdzie czas zatrzymał się w 1973 r. zarówno jeśli chodzi o wyposażenie domu i jego obejście. Matka nauczycielka w wiejskiej szkole, ojciec był stolarzem - umarł na raka. Matka ma konkubenta - prosty chłop z kopalni. W domu pojedyncze książki, generalnie oglądanie seriali w TV. Kiedy poznałem Kamilę zarabiała 2.800 zł, jeździła starym Seatem i wynajmowała kawalerkę. Siebie oceniam na 9/10. 182 cm, wysportowany. Wyższe wykształcenie, pochodzę ze średniego miasta, w domu zawsze było modnie i dość nowocześnie. Matka zajmowała funkcje kierownicze w budżetówce, ojciec prawnik + biznes farmaceutyczny. W domu dużo książek i rozmowy na dość wysokim poziomie. Kiedy się poznaliśmy zarabiałem około 20.000 zł, jeździłem VW CC i wynajmowałem 2 pokojowe mieszkanie. Utkwiło mi w pamięci jak Kamila opowiadała o swoim ojcu, który był dobrym człowiekiem, ale nie chciał wchodzić do domu, tylko siadał na ławce przed nim i mówił "tam mnie nikt nie chce, nie chce mi się tam wchodzić". Zaprzyjaźniliśmy się z Kamilą, spędzaliśmy ze sobą każde popołudnie, byliśmy nierozłączni. Graliśmy w tenisa, chodziliśmy do kawiarni, do kina, na imprezy, wyjeżdżaliśmy w góry, nad jezioro, na plażę....no właśnie na plaży zauważyłem kiedy się rozebrała do stroju, że z pępka wystają jej czarne włosy o długości 3 cm - okropność. Jak można iść na plaże i nie ogolić sobie tam włosów ! Na plaży, kiedy była w stroju jej brak właściwych proporcji był jeszcze bardziej widoczny - kaczka. W mojej głowie znowu pojawiła się litość, a jednocześnie ta uspokajająca myśl "dobrze, że nie wpakowałem się w ten związek". Kamila bardzo się starała, gotowała dla mnie, dzwoniła co chwilę, pisała, pytała co bym dzisiaj zjadł, zawsze była gotowa przebywać ze mną. Czułem, że jest we mnie zakochana. Czas płynął, a my byliśmy wciąż przyjaciółmi - na szczęście, bo naprawdę jej ciało mnie odpychało. Jednocześnie bardzo dobrze się z nią czułem, dobrze nam się rozmawiało, cieszyliśmy się sobą. Kiedy wyjeżdżaliśmy na weekendy np. w góry, zawsze spaliśmy w osobnych łóżkach. W mojej głowie była jeszcze poprzednia kobieta - typ strzelistej modelki, pachnącej i delikatnej. Po 3 miesiącach tej przyjaźni obydwoje zmieniliśmy pracę i przeprowadziliśmy się do dużego miasta w Polsce. Każde wynajęło osobne mieszkanie po dwóch końcach miasta. Często u niej zostawałem na noc z uwagi na fakt, że godzinę trzeba było jechać od jednego mieszkania do drugiego. Kiedy zostawałem u niej spaliśmy w jednym łóżku, ale nie było ani przytulania, ani seksu. Pewnej nocy jednak nagle zaatakowałem. Rozebrałem ją i zaczęliśmy się kochać. Całowaliśmy się, ale nie odpowiadało mi to, całowałem jej ciało, ale nie pasował mi zapach i brak gładkości…i te pieprze z włosami brrr, kiedy zszedłem do cipki i zacząłem całować, myślałem że zwymiotuję z powodu okropnego zapachu. Ledwo dałem rady dokończyć, musiałem się zmusić myśląc o innej kobiecie - tak bardzo fizycznie mi nie odpowiadało. Smród. Ponadto różnica wzrostu również dała się we znaki, szczególnie od tyłu, nosz qrwa kąt nieodpowiedni i co chwile wypadał penis...i te szerokie stopy i miała długie wystające włosy przy odbycie. Jednym słowem dramat. Poszedłem do łazienki nie mogłem patrzeć w lustro na siebie. Następnego dnia kiedy spotkaliśmy się obróciliśmy to wszystko w żart, nikt nic nie planował, nie rozmawialiśmy o związku, żyliśmy jak do tej pory czyli jak przyjaciele. Nawet zostawaliśmy u siebie i już więcej się nie kochaliśmy. Powiedziałem Kamili, że to był niekontrolowany zryw i nie widzę nas jako para i bardzo mi zależy, żebyśmy nadal byli przyjaciółmi jak dotąd. Po kilku miesiącach takiego przyjacielskiego życia w moim życiu zawodowym zdarzył się kryzys i straciłem pracę. Kamila w tym czasie otrzymała propozycję pracy w innym mieście. Zaproponowała mi, żebyśmy razem wynajęli mieszkanie i zamieszkali jako przyjaciele. Zgodziłem się. Zamieszkaliśmy razem jako przyjaciele. Jestem dość uporządkowanym mężczyzną, który ma bardzo wyczulony węch, zawsze chodzę modnie ubrany, zawsze ładnie pachnę, pralka, zmywarka, żelazko to podstawowe urządzenia jakich używam. Po jednym dniu koszula obowiązkowo do pralki, ręczniki po użyciu do pralki, higiena nienaganna. Kiedy wpakowaliśmy wszystkie nasze rzeczy do szaf, następnego dnia z szafy poczułem dziwny zapach, a wręcz smród. Wącham moje rzeczy – pachną. Wącham rzeczy Kamili – śmierdzą. Piszę smsa do Kamili, że coś jest nie tak z zapachem jej rzeczy. Po chwili otrzymuję odpowiedź „wyjaśnię ci w domu bo trochę się wstydzę”. Okazało się, że Kamila jest tak nauczona w domu, że chodzi się w jednej rzeczy kilka dni – więc zapocone, zakurzone, brudne rzeczy odwiesza się do szafy…bo po co to prać. Wyjąłem wszystkie jej rzeczy i wrzuciłem do kosza do prania. Nastała era pralki dla Kamili. Byliśmy wciąż przyjaciółmi, ale spaliśmy razem. Po kolejnym miesiącu coś mi w głowie zaczynało przeskakiwać i zacząłem się zastanawiać „a może to jest to ? może to jest ta miłość, nadal mi nie odpowiada fizycznie, ale może by tak spróbować inaczej tym razem, z rozumem, a nie pożądaniem ja zawsze”? No i zaczęliśmy. Cieszyliśmy się, tańczyliśmy w kuchni, ja gotowałem, oglądaliśmy filmy w łóżku, ona wciąż mówiła mi jak mnie kocha, zostawiała mi karteczki z seduszkami, przychodziła do domu i dawaliśmy sobie buziaka, poznawaliśmy nowych ludzi, rozmawialiśmy dużo, kupiliśmy mieszkanie które się buduje - ja je zaprojektowałem w środku (zawsze chciałem być architektem, a zostałem prawnikiem), każda koleżanka zachwycała się jaki to jestem przystojny, generalnie byliśmy postrzegani jako ciekawa para. Podczas seksu jednak nigdy się nie całowaliśmy z językiem i nigdy nie dotknąłem ustami jej cipki. Nie dałem rady. Pomimo to Kamila była bardzo zadowolona z seksu i mocno szczytowała. Ja za każdym razem wiedziałem, że to nie jest to i zaczynałem się zastanawiać jak się z tego wycofać – byłem przerażony, że do końca życia będę z kobietą, która mnie nie pociąga fizycznie. Czujecie to ? Przystojniak i mała brzydula – naprawdę było mi z tym źle. Mój umysł wbił sobie do głowy, że przecież ona taka sympatyczna, uśmiechnięta, dobra i muszę być w sumie jej wdzięczny, że taka dobra osoba jest ze mną, a ja jestem taki niedobry i wykorzystuję dziewczynę, oszukuję i jeszcze wymyślam że śmierdzi. Nie miałem odwagi jej zostawić. Kurwa ! Dzisiaj wiem, że nie była dobra, była toksyczna, bluszcz – mój psycholog mnie uświadomił. Wiecie czego nie zauważyłem ? Kiedy zamieszkaliśmy razem Kamila przestała: - gotować, - prasować - przyszywać - podlewać kwiatki - robić kawę kiedy przychodzili goście - robić zakupy - zmieniać ręczniki - zmieniać pościel - piec ciasta - ubierać choinkę na Boże Narodzenie - dbać o święta - kupować kartki na święta - myśleć o prezentach dla bliskich - myśleć o kwiatach na uroczystości - itd., itd. ... Wiecie kto to wszystko robił ? Tak, ja. To co robiła Kamila ? Przychodziła do domu, uśmiechała się i pytała „co na obiad”? po czym włączała TV i oglądała do zaśnięcia. Prosiłem ją wielokrotnie o to, żeby mi ugotowała obiad raz w miesiącu - nie zrobiła tego, uśmiechała się tylko i mówiła, że ja lepiej gotuję. Ja potrzebowałem tego, żeby kobieta mi ugotowała, to dla mnie bardzo seksowne. Kiedy ja nie ugotowałem, to po prostu byliśmy głodni. Było mi co raz bardziej przykro. Wiecie co jeszcze robiła ? Zostawiała zakrwawione podpaski koło ubikacji, zdarzało jej się zostawić ślady hamowania w ubikacji po zrobieniu dwójki. Dodam, że na zewnątrz była dobrze ubraną (przeze mnie) panią kierownik eksportu w międzynarodowej korporacji. Kamila miała też taką fobię: myślała że ją zawieje jak jest otwarte okno np. w sypialni. więc w lipcu kiedy było na zewnątrz 30 stopni spaliśmy przy zamkniętych oknach, a ona jeszcze miała na głowie kołdrę. Jak wchodziłem do sypialni, kiedy ona już spała od 2 godzin i myślałem że padnę z tego jej smrodu lipcowego. Pamiętam jak wielokrotnie wracałem wieczorem do domu z delegacji, gdzie jechałem PKP 600 km i nikt po mnie nie wyjechał na dworzec, a w domu na moje pytanie czy przygotowała kolację, otrzymywałem odpowiedź „nic nie ma w lodówce”. Pamiętam jak wybrałem się zimą autobusem miejskim na siłownię (mam tak, że jak mieszkam w mieście to nie używam tam samochodu). Kiedy zakończyłem trening była już noc i nie zdążyłem na ostatni autobus więc zadzwoniłem do Kamili, żeby po mnie przyjechała (10 minut jazdy). Usłyszałem, że nie przyjedzie bo godzinę temu umyła włosy. No to stałem na przystanku z mokrym ciałem bo wcześniej na siłowni wziąłem prysznic, na głowę padał mi śnieg, a ja myślałem, gdzie jest ta kochająca kobieta która tak walczyła o mnie. Pamiętam jak pojechaliśmy na święta wielkanocne do jej domu, a tam otwarcie mnie zaatakowano słownie, obrażono i nie przeproszono. W związku z tym wyszedłem z jej domu i zapytałem czy Kamila jedzie ze mną ? Pojechała. Zachowała się lojalnie. Nawet opierdoliła matkę za jej zachowanie i tym samym postanowiła ochłodzić relacje z toksyczną matką. Tej chęci chłodzenia relacji wystarczyło Kamili na tydzień, po tygodniu zaczęły się ciepłe telefony pomiędzy matką, a córką – i w sumie nie wiedzą o co mi chodzi. Od tego momentu Kamila spędzała każde święta z mamą – nie ze mną, tylko ze swoją mamą. Czujecie to ?! Przychodzi Boże Narodzenie, a Kamila nie pyta mnie czy chcę aby ona została, tylko pakuje się i jedzie do mamy, a ja siedzę w Wigilię sam i patrzę w ścianę. Pewnego dnia Kamila przekazała mi informację, że jej kuzynka, która mieszka w USA i ma tam męża oraz dwójkę małych dzieci - zrobiła loda koledze, ale uważa że to nie jest zdrada bo nie było penisa w pochwie. Kamila opowiadała mi to jak coś normalnego i w sumie to ona nie widzi w tym nic nadzwyczajnego i faktycznie jej zdaniem: to nie zdrada. Zdębiałem i zacząłem podniesionym głosem mówić jej, że ma natychmiast zawiadomić męża. Usłyszałem, że przesadzam bo przecież nic się nie stało. Powiedziałem jej, że zarówno kuzynka jak i Kamila nie mają kręgosłupa moralnego i są siebie warte. Zero moralności. Tak mnie już obrzydzała i fizycznie i psychicznie, że co raz częściej zasypiałem niby przypadkiem na kanapie, nie chciałem spać w tym smrodzie z nią. Pewnego dnia Kamila miała imprezę integracyjną w firmie. Ok. poszła jak zawsze – nigdy nie robiłem z tym problemu. Tego dnia o północy kiedy ona była jeszcze na imprezie wyszedłem na spacer po mieście. Poszedłem tam i tu, wstąpiłem do nocnego po wodę, usiadłem na ławce i patrzyłem w niebo. Postanowiłem, że wrócę już do domu. Idę. Przed sobą nagle widzę zakochaną parę, która idzie w tym samym kierunku. Pomyślałem, ale im dobrze. Ona go trzyma w pas, on ją za ramię. Ona kładzie głowę na jego ramieniu, on bawi się jej włosami. Myślę, trzeba przyśpieszyć i ich wyprzedzić, idą w tym samym kierunku. Podchodzę bliżej i widzę, że to moja Kamila. Myślałem, że umrę, ale wytrzymałem. Zwolniłem i szedłem za nimi tak z odległości 3 metrów. Nie odwrócili się ani razu. Szedłem za nimi 10 minut. Słuchałem jak się kochają, jak mówią do siebie kotku, żabko. Kiedy miałem już dosyć tych informacji postanowiłem ich wyprzedzić. Podczas wyprzedzania spojrzałem na Kamilę i powiedziałem „cześć Kamila”. Natychmiast się puścili. Ona powiedziała „kolega odprowadza mnie do domu”, a on powiedział jedynie „o kurwa”. Nic nie zrobiłem, przyśpieszyłem, wszedłem do domu i zacząłem się pakować. Koniec historii. Pomijam inne aspekty jakie każdemu przyjdą na myśl: np. niska samoocena - chociaż na poziomie świadomym oceniam siebie jako mocarza. Tak wiem, powiedział mi to psycholog na terapii: spotkał pan wyjątkowo sprytną, toksyczną kobietę. Moja rada dla Braci: jeśli ciało mówi wam "nic z tego nie będzie, nie pachnie ci, nie ten dotyk, nie te włosy", to nie tłumacz sobie, że może jakoś to będzie, bo będzie tylko ranienie się nawzajem. Uciekaj zanim się zaangażujesz emocjonalnie.
  14. 42 points
    Panowie, jest nadzieja dla nas ojców i dziś właśnie się o tym przekonałem. Jakiś czas temu pisałem o mojej byłej żonie, której totalnie odbiło po tym, jak dołączyła do mnie w Polsce moja kobieta - Afrykanka. Zaczęło się nastawianie przeciwko mnie naszych dzieci, utrudnianie kontaktów a także pomówienia, wyzwiska i wykpiwanie mojej kobiety w wiadomościach wysyłanych przez nią do moich znajomych. Równolegle w sądzie rodzinnym założyła sprawę o uregulowanie moich kontaktów z dziećmi (czytaj: sprawę o wyjebanie ojca z życia dzieci), której kluczowym elementem było żądanie, by moja czarnoskóra dziewczyna broń boże nie oddychała nawet tym samym powietrzem co dzieciaki, nie miała do nich dostępu i w ogóle najlepiej bym ją kneblował i zamykał w piwnicy na czas odwiedzin dzieci u mnie udając, że mieszkam sam, co by ich nadmiernie nie stresować. Moje kontakty natomiast z trzech weekendów w ciągu miesiąca miały się sprowadzić do niespełna 12 godzin miesięcznie rozbitych na dwa dni. Dziś była rozprawa. Nigdy wcześniej się tak dobrze nie bawiłem. Sędzina (tak, pani sędzia, rodzaj żeński) rozjechała moją ex żonę na placek niemalże tak, że po ścianach krew tryskała. Laska przepierdzieliła dosłownie wszystkie swoje postulaty, ja dostałem dużo większą swobodę kontaktów z dzieciakami i pełne przyzwolenie na kształtowanie rozwoju relacji mojej kobiety z dziećmi (z czego akurat nie chcę korzystać, ale to temat na inną opowieść). Wszystko to grzecznie, stanowczo i w białych rękawiczkach. Nawet nie musiałem specjalnie argumentować. Sędzina (Pani Sędzia - przez duże "P" i duże "S") wiedziała wszystko. I zaorała alienatorkę. Zwieńczeniem dzieła zniszczenia było zobowiązanie matki dzieci do współpracy z psychologiem dziecięcym w celu ponownego otwarcia naturalnej ciekawości dzieci na obcą, afrykańską kulturę mojej dziewczyny. Powód: wcześniejsze rasistowskie zachowania matki i babci dzieci względem mnie, moich zagranicznych kontrahentek a także mojej partnerki. Aż śmiać mi się chciało, kiedy moja ex z całą mocą i stanowczością (i totalnie wbrew przedstawionym dowodom jej rasizmu) stwierdziła, że ona nigdy nie nastawiała dzieci przeciwko osobom innego koloru na co Sąd stwierdził, że "to świetnie, to nie będzie pani miała problemu z wypełnieniem zobowiązania". Zobowiązanie wpisane w ugodę i do protokołu. Sama sprawa zaś została umorzona. I teraz panowie, kilka rad dla Was, jeśli chcecie. Mi pomogły: - "ugryzienie" problemu na sali sądowej od strony potrzeb dzieci a nie potrzeb ojca, na zasadzie: "mój syn potrzebuje regularnego kontaktu z mężczyzną" a nie "lubię z synem spędzać czas". W praktyce sprowadza się do tego samego, ale sądu nie interesuje nasza osoba. Kluczowe jest dobro dziecka i z jego perspektywy trzeba argumentować swoje stanowisko. - spokój, spokój i jeszcze raz spokój, brak ataku na matkę, ewentualnie spokojne stanowcze odnoszenie się do faktów, - szacunek do sądu. Tu chyba moja ex przegrała już na wstępie, robiąc kwaśne miny i gadając do sądu jak do sprzedawczyni. To mocno kontrastowało do mojego "tak, wysoki sądzie", "nie, wysoki sądzie", "trudno mi powiedzieć, dlatego zdaję się na mądrość wysokiego sądu" itd. - doskonałe zorientowanie w potrzebach dzieci, które czerpię z wywiadówek i regularnych spotkań z dziecięcym psychologiem, - wielokrotnie deklarowana chęć współpracy z matką (w pismach procesowych i na sali sądowej), - dowody z ostatnich dwóch i pół roku - korespondencja, paragony, zdjęcia. Taka sugestia - zbierajcie wszystko, co macie i nie wywalajcie niczego. Nawet paragonu z Pepco na szampon dziecięy za 3zł. Ja dzięki temu byłem w stanie udowodnić, że mojej ex żonie regularnie odbija na tle rasistowskim, dysponując argumentami z trzech lat włącznie i że regularnie dbam o dzieciaki reagując na sytuacje kryzysowe. Życzę powodzenia braciom będącym w sytuacji podobnej do mojej. Idę otworzyć szampana 😉
  15. 41 points
    Chciałbym zwrócić uwagę, na pewien trend obecny na naszym forum który można z łatwością zauważyć przeglądając je regularnie. Trend ten objawia się wśród bardzo dużym procencie naszego forum, u osób które nic się nie nauczyły, lub nie chciały się nauczyć. Wyobraźmy sobie że jest Krzyś, Krzyś żyje sobie w Warszawie, pracuje w korpo, ma 20 lat, spotyka się z atrakcyjną brunetką która niestety od Krzysia wolała jego portfel. A więc po kilku wspaniałych miesiącach polegających na tym, że Krzyś kupował swojej kobiecie drogie prezenty, pożyczał jej pieniądze, był jej podnóżkiem, ale też tamponem emocjonalnym w zamian za włożenie swojego przyrodzenia w jej genitalia i pomachanie nim kilka razy, było tak aż do końca... no właśnie czego? Czy można to nazwać związkiem? Aż do końca tej nieoficjalnej umowy sponsoringu. Pani ostatecznie znudziła się kompletnie Krzysiem, a poza tym to poznała takiego jednego glinę, któremu już nie raz popuściła co nieco "będąc" z naszym głównym bohaterem. Jest to jeden z bardziej kolorowych scenariuszy, ponieważ Krzyś, nie musi płacić alimentów, nie był też z brunetką żonaty i w żaden inny sposób związany. Krzyś jednak będąc młodym i niedoświadczonym, czuje straszny żal z tego powodu, ma pretensje do wszystkich, jest wkurwiony na wszystko i wtedy znajduje złoty graal. Tym złotym graalem jest forum braciasamcy i radiosamiec, Krzyś zakłada temat w dziale ŚWIEŻAKOWNIA i opisuje swoją historię, pyta jak ją odzyskać, co zrobił źle, czy może nie był wystarczająco dobry? Myślę ze schemat bardzo dobrze wszystkim nam znany, ale nie chcę odchodzić od tematu. Krzyś dostaje złote rady od elity forumowej, jak i od mniej doświadczonych użytkowników, za ich namową słucha radia samiec i kupuje książki Pana Marka zgłębiając tajemnice kobiecej psychiki. Przychodzi mu to z lekkim trudem, dowiaduje się jakie mechanizmy prowadzą kobietę do różnych działań, na czyj widok robi się im mokro, jak myślą i co czują kobiety. Wiadomo że są to dla nas zachowania nielogiczne, irracjonalne, skomplikowane i kompletnie inne niż to co przedstawił nam mainstream. Nasze jaskiniowe, męskie, nabuzowane testosteronem małe mózgi nie są w stanie zrozumieć tak skomplikowanej i wysoce zaawansowanej maszyny jaką jest kobieta, ale jesteśmy w stanie zrozumieć przyczyny i skutki zachowań kobiety i dzięki forum nabrać trochę teorii, aby później metodą prób i błędów uczyć się praktyki. I wykorzystać tą wiedzę w taki sposób aby polepszyć swoje życie z kobietami. Ale ale, co z tym Krzysiem? A no Krzyś po poznaniu wiedzy tajemnej obraził się na cały wszechświat, kobiety całkowicie odrzucił, obrażając je na forum i poklepując się po plecach z resztą MIZOGINÓW, tak użyję tego niewygodnego słowa bo moje jaja po sterydach się skurczyły i chciałbym je odzyskać. Mówi ciągle o tym jakie kobiety są głupie, próżne, leniwe, lecące na kasę i w ogóle to najlepiej by je zakuć w kajdany żeby dawały dupy, wychowywały i sprzątały. Tak proszę państwa na naszym forum są wieczni mizogini (mizoginia- nienawiść do kobiet) którzy tylko niszczą nasze dobre imię chcąc wylać gdzieś tą frustrację. Puentę wywnioskujcie sobie sami. Jeszcze tylko dwa punkty na zakończenie: 1. Myślę że mizoginia to jeden z etapów odkrywania prawdy na temat relacji damsko-męskich przełykania czerwonej tabletki, skutek uboczny który powinien zniknąć po kilku kolejnych dawkach. U niektórych zostaje na zawsze. Bronię w ten sposób użytkowników którzy dopiero przybyli na forum i powoli wdrażają się w temat. 2. Przypomnę fragment credo forum, tak często zapominany, a tak ważny :" Zgnoję każdego, kto liczy że znajdzie sobie u nas koleżków, którzy będą nienawidzić kobiet, gardzić nimi. To nie takie miejsce. Tu uczymy się o kobietach, tym jak zostały uwarunkowane - nie ma tu miejsca na poniżanie czy pogardę." " W mojej wizji jest to środowisko, które uczy ludzi jak wygląda prawdziwe życie oraz związki z kobietami. Nie jesteśmy wrogami kobiet, tylko ich przyjaciółmi" Proszę, nie gubmy tej idei.
  16. 41 points
    Bracia, uznałem że te wszystkie wojenki z naszym sąsiadem nie mają sensu w zjednoczonej europie (w sumie już nie wiadomo co jest czyje), i informuję was że będę od jutra reklamował na forum kilka niemieckich firm. Od tej pory uważam że rozmowy o reparacjach wojennych od niemiec są po prostu bez sensu, i proszę o tym nie pisać (niestety, będą warny) - naprawdę, nie widzę żadnego sensu w tej ciągłej szarpaninie, trzeba patrzeć do przodu i iść w przyszłość, a nie ciągle żyć złudną przeszłością. Pieniądze przeznaczone z reklam wydam na passata (będę miał sporą zniżkę, już mam zarezerwowany model, nie oszukujmy się vw to najlepsze fury) żebym mógł lepiej dbać o forum i o Waszą tu kondycję. Tu prośba do całego forum, żebyście klikali te reklamy dla naszego dobra. Mam nadzieję że każdy normalny człowiek zrozumie i mi przytaknie, szkoda życia na wojenki. Także ogólnie nie bądźmy głupi, passaty są najlepsze, niemiecka technika, jakość, jakaś tam opinia i fejm a nie dziadostwo o którym gadałem (wiem, byłem głupi) do tej pory. Wątek odblokuję za kilka godzin żebyście mogli coś napisać, na razie informacja.
  17. 40 points
    Psy szczekają, karawana jedzie dalej. Przegryw, stulejarz, szaraczek... chuj mnie to obchodzi, jak mnie ktoś tak nazwie. Sam tu trafiłem wychodząc z największego życiowego koszmaru, który zafundowała mi taka jedna pizda zwana moją byłą żoną. Dzisiaj ta pizda wydzwania, błaga o przebaczenie a zablokowana nasyła pół rodziny po prośbie. Więc? Kto tu jest przegrywem? A forum pomogło mi bardziej, niż najlepszy przyjaciel.
  18. 38 points
    Jak w tytule! Marzenia się spełniają, dzisiaj zrealizowałem kolejne moje marzenie, zachciankę, ale o tym niżej. Od zawsze czegoś chciałem, marzyłem. Chciałem mieć coś swojego, dążyłem do tego, w części osiągnąłem. Chciałem mieć swoją rodzinę, to się zdecydowałem,(wiem, matrix, duperele, olać to.) Założyłem rodzinę, synki ogarnięte, jest ok. Czegoś brakowało w bloku, mieszkanie, chów klatkowy, duszę się. Kolejne marzenie, swoja działka, swój dom. I pyk, jest, najpierw ziemia, później dom. Tutaj muszę przyznać wstępnie małe zainteresowanie budową domu, ale jak zamieszała, to w życiu z powrotem do bloku. Mam dom, szczęśliwą rodzinę, nudzę się. kolejne etapy się spełniły. Co dalej? No to wymarzyłem sobie dom na kólkach, kamperka w Mercedesie i to z ostatnich dobrych egzemplarzy. No i jest, mój Ci on, tak jak miał być, stary, dobry, solidny, jak moja osoba. Będzie namiastka wolności, będą plany i swoboda, wolność. Jest OK, najbliższy wypad to do Zakopca, na zlot. A niech im gały wylezą. Można? można.... Tylko jaki następny etap? Pozdro. A teraz Tadammm... https://www.otomoto.pl/oferta/mercedes-benz-208d-kaczka-208d-2-4-160-tys-km-automat-kamper-ID6BUKJS.html?fbclid=IwAR0iG7J5XzhBa8go3vzReRxUWVXGGKAMPxmQ8oxxm1QbLgpO-qwsGxhgAzc#gallery-open
  19. 38 points
    Nie jestem pewny, czy to dobry dział, ale napiszę tutaj. Jakiś czas temu miałem dziesięciolecie matury. Całkiem przyjemne, kameralne spotkanie po latach. Otrzymałem zaproszenie, więc postanowiłem się wybrać. Były tam koleżanki z liceum, do których w czasach polerowania zbroi wzdychałem (ale było to lata temu). Podobało mi się ich spojrzenie. Goście podłysiali, z brzuszkami, dostojne damy, dzieciate, zamężne „ustatkowane”, siedzą sobie przy stole. Nagle wchodzę ja - dobrze dopasowana, taliowana koszula, szczupły, pewny siebie, uśmiechnięty. Nie ten gość. Oczywiście dawne koleżanki komplementują, „nie poznałam Cię”, „świetnie wyglądasz”, „co słychać”, itp. Niektóre z nich mężatki, inne już rozwiedzione. Kilka singielek. Ogólnie, żeby się nie rozpisywać - dziewczyny, które dawniej mnie nie zauważały, okazywały wyraźne zainteresowanie. Potańczyłem, pomacałem, było lizanie, niemalże nie skończyło się w łóżku z jedną. Poczułem satysfakcję. Wspaniałe uczucie być mądrzejszym, bogatszym o pewne doświadczenia, znać w końcu zasady gry. Niesamowite uczucie, mieć świadomość, że ja w zasadzie dopiero zaczynam życie, nie mam zobowiązań, jestem królem życia, a dawne królowe życia, które wcześniej mnie dostrzegały teraz chętnie by rozłożyły nogi, są u kresy swej drogi, SMV spada na łeb, na szyję. Może to płytkie, ale poczułem się dobrze kiedy zrewanżowałem się „koleżance”, singielce, która przebierała w chłopakach, do tej pory nie ma męża, ani stałego chłopaka, ma niesamowite parcie na „stabilizację”, a ja dawny „niewidzialny” zlałem ją ciepłym moczem i na propozycję przeniesienia imprezy do mnie powiedziałem, że nie mogę bo jutro muszę wstać wcześniej, ale „zdzwonimy się”. Zadziwiające jak niektórzy się szybko starzeją (zwłaszcza żonaci)
  20. 38 points
    Niestety, prawda jest gorzka jak piołun. Ze mną zrobiono znacznie gorsze rzeczy, niż wymienionymi blogerami. Pan od MGTOW zamknął bloga właściwie bez powodu, kierując się podejrzeniami że go o coś oskarżą - a adwokaci mają sprawę którą na 80% wygrają i będą mieli więcej klientów. Zresztą nie wiadomo jak dalej się potoczy ich sprawa, wszystko zależy jak się teraz zachowają. A co ze mną? Ośmieszenie w życiu i internecie, bezustanne donosy, straszenie pobiciem, śmiercią, kalectwem, więzieniem, grożenie mojej rodzinie, groźby brutalnego gwałtu mojej matki wypowiedziane na żywo przez Pana Adriana S. (sprawa w prokuraturze ciągnie się jak guma z majtek, grożący nabija się z prokuratorów publicznie). Zrobili ze mnie śmiesznego, żałosnego oszołoma, który okrada ludzi na pieniądze i założył sektę - i żąda od chorych na depresję kobiet seksu, mimo że co innego mówiłem. Ale nikt nie słuchał tego co mówię, ponieważ masie kazano się śmiać i nienawidzić, więc tak uczynili. Nikt nie chciał słuchać ze zrozumieniem, idol machnął grzywą i podał im na tacy informację, którą przyjęli bezkrytycznie. Pod audycjami mam setki wyzwisk i bluzgów ludzi, którzy nawet nie przesłuchali mojej audycji. Robią ze mną śmieszne obrazki nazisty, jednocześnie rysując na fladze Polski penisy i swastyki - i nic. Wszystko gra. W końcu patriotyzm dla tych ludzi jest niczym. Każda wzmianka o mnie w sieci, kończy się wylewaniem ścieków przez ekipę hejterów, np. artykuł na WP który przejął Sławek z chłopakami - https://kobieta.wp.pl/samiec-tlumaczy-dlaczego-kobiety-wola-brutali-podniecaja-ich-6259106693441153a myślicie że te komentarze są przypadkowe? Otóż nie są. - Forum jest BEZUSTANNIE atakowane, są trollerskie konta, ataki hakerskie (np. DDOS), podkładanie min żeby złożyć donos albo iść ze mną do sądu, normą jest straszenie mnie sądami i sprawami karnymi. Najlepsi userzy są śledzeni, stalkowani. - Wszystkie moje książki z których utrzymuję forum i siebie, są w opisach na necie opluskwiane i pełne oszczerstw, by nikt ich nie kupował. Moje i Reda książki są kupowane, a później wrzucane w sieć, by je darmowo rozdawać i żebym za swoją pracę nie dostał pieniędzy. - Przez trzy lata na wykopie, Sławek używający nicku 'Kanister" oczerniał mnie przy milczącej aprobacie moderacji portalu, i dopiero prokuratura otrzeźwiła wykop - skasowali konto Kanistra. Kanister założył konto i pisał swoje posty z komputerów Politechniki Częstochowskiej (ustalenia policyjnych informatyków), czyli przypadkiem tam, gdzie pracuje mój największy hejter, Sławek. No ale to pewnie przypadek. - Mój kanał w który władowałem dwa lata ciężkiej pracy i ponad 10 tysięcy złotych, został zniszczony przez hejterów kilkudniowym słaniem zgłoszeń, co też hejterzy oficjalnie pisali że tak właśnie robią. Te wskazówki nadal są w sieci, są cały czas aktualne jak zniszczyć forum, youtube i moje strony. - Bezustanne wizyty w skarbówce (jestem oczyszczony z wszelkich zarzutów wywołanych donosami, tym razem składał je z nazwiska Paweł z Leeds), prokuraturze i rzadziej w sądzie. Donosy do wszelkich możliwych instytucji - jestem czysty jak łza. - Moja przyjaciółka po trzech zawałach serca, dostaje zdjęcia swojej posesji i jak wjeżdża na nią autem ze znajomym (jestem też ja na zdjęciu). Upadła jej reputacja przez to, co pisane jest o mnie w internecie. Stresy, nerwy - groźby śmierci, pobicia. Myślę że w tej sytuacji mówienie o tym czy mi coś zrobią, jest nieaktualne - już zrobili mi masę zła, i nie tylko mi, a ludziom obok mnie. Niejedna osoba musiała uciekać z forum, gdy ją wyśledzono i niszczono jej opinię w internecie. Później o takim uciekinierze mówi się, że nie mógł wytrzymać terroru na forum. Wielokrotnie byłem na skraju załamania nerwowego, przeżywałem rozpacz, nienawiść wymieszaną z rezygnacją. Siadło zdrowie, nerwy. Z człowieka który chciał pomóc innym (i wielokrotnie pomógł), stałem się śmiesznym, żałosnym sekciarzem, który ogłupia i okrada ludzi na pieniądze wciskając im bajki oraz żąda seksu za podanie leków ciężko chorej na depresję kobiecie - i nie ma znaczenia gdy cytuję książki naukowców, gdzie wieloletnie badania stwierdzają że to co mówię, ma podstawy naukowe. ------------------------------------- To teraz o lojalności ludzi, którym chciałem poświęcić swoje życie, by "żyło się im lepiej". Ludzie w zdecydowanej większości są absolutnie niewdzięczni, nielojalni. Jest tylko garstka tych, którzy rozumieją po co jest forum i nowe portale, którzy rozumieją jaką cenę się płaci za podawanie INFORMACJI, które zmniejszają w życiu cierpienie. Większość chce tylko atencji, wysrać się w innych - wziąć ile się da i pójść dalej, czasem nawet mścić się na dobroczyńcach szkalując i krytykując. Szokiem dla mnie jest to, że niektórzy żądają by w audycjach nie mówić o Sławku, co jest konieczne żeby ograniczyć wpływ hejtu na moje życie. Jeśli ktoś wie co jest grane, nie uwierzy od razu z miejsca w pisane o mnie oczernianie - a ktoś kto tego nie wie (i do tego zachęcają ci, którzy postulują by nie wspominać o Sławku), uwierzy. Forum traci Brata, a ja klienta na produkt z którego żyję i opłacam funkcjonowanie portali, a czasem z tego człowieka robi się nasz krytyk. Co do sojuszy między ludźmi z tej bajki - to taki sojusz już był. Kumplowałem się z turbo uduchowionym Jarkiem Kefirem, chciałem mu pomóc, płaciłem za reklamę moich stron. W obecnej chwili nazywa mnie KAŁczem (a dobrze wie jak przeżywałem swoją chorobę) i wyszydza publicznie ile się da, także z Kanistrem/Sławkiem. Inni z tej bajki jawnie bądź mniej jawnie mnie krytykują, a na pewno nienawidzą - powodem jest forum, i to że dzięki książkom wyrwałem się z nędzy a oni nie. Sojusz z MGTOW? Nie, dlatego że ja nie ograniczam się do kobiet, uważam koncentrację na tym za upośledzenie człowieka - poruszam zagadnienia religijne, ezoteryczne, technologiczne i wiele innych. Dlatego "Kobietopedia" jako bodajże jedyna książka poruszająca temat kobiet, zawiera w sobie naukę o wpływie religii na seks i związki. Mężczyzna musi rozwijać się całościowo. Poza tym nie chcę z nikim łączyć sił, bo ludzie się zmieniają i wcześniej czy później dochodzi do konfliktów. Szefem do końca tego co stworzyłem, będę tylko ja - z wszystkimi tego konsekwencjami. No i to tyle w tej kwestii. A co do przyszłości, to wcześniej czy później ktoś da zielone światło hejterom i w ten czy inny sposób mnie zniszczą. Jedynym ratunkiem jest zrozumienie sytuacji, oraz aktywne tworzenie nowych mediów. Jeśli zrobią świństwo Kotońskiemu, to nic się nie stanie. Ale jeśli zrobią świństwo Kotońskiemu który ma kilka znanych portali i śledzą jego życie tysiące osób, to już jest znacznie grubsza sprawa, i będą tacy którzy będą zadawać niewygodne pytania. Stąd cały czas apeluję o to, by rozwijać samiecweb.pl Forum ma kopie zapasowe, w każdej chwili mogę przenieść je na zagraniczne serwery. Póki żyję, nie upadniemy.
  21. 37 points
    Słuchałem wczoraj sobie audycji pt " Nie ma ohydniejszej zbrodni, niż dać mężowi cudze dziecko do wychowania", i tak przy okazji tematu wszedłem na kilka forów, które wyskoczyły mi po wpisaniu w gugla frazy " mam dziecko z innym mąż nic nie wie". "Ciekawostek" tam było z milion, bo baby mają tak pokrętną logikę jeśli chodzi o wybielanie swoich brudów, że szczena może opaść. Jednak znam trochę bab, i to akurat mnie nie zaskakuje. Moją uwagę zwróciły jednak trzy wpisy, które niby są w sumie banalne, ale kiedy im się dokładniej przyjrzeć, wyziewa z nich tyle treści o naturze kobiecej, pokrętnej "logice", i wyrachowaniu, o jakich się nie śniło facetom którzy nie mają wiedzy na ten temat. Zobaczmy na te wpisy, i ukryte w nich informacje. Wpis nr 1 Klasyka. Czyli, że ciapa, płatnik, który zapewni utrzymanie potomstwu jest już złowiony. Teraz czas na znalezienie dawcy dobrych genów - przystojny skurwiel - przeciwieństwo "ciapy frajera". Co nam mówi jeszcze ten wpis? Że zdrada ( w domniemaniu zdradzony będzie mąż, bo "ciapa frajer" musi być uwikłany w małżeństwo, aby łożenie na nią i dzieci było przyklepane przez prawo, czyli PEWNE) jest zaplanowana już od dawna, z pietyzmem i nieuchronnością. To info dla tych, którzy ciągle żyją w przekonaniu, że to kochanek jest przyczyną zdrady. Wpis nr 2 " Wierna do bólu". Jest pewna, że na miliard procent ojcem jest jej mąż. Chwała pod niebiosa. Ale...widzimy też i ukrytą treść: "...tylko z nim do 10 roku po ślubie". Czyli, że żonka była wierna dziesięć lat. Po 10 latach mąż ma już rogi. Wpis nr 3 No panowie, co, ładna po kochanku któremu dawała żona dupy, czy brzydkie po sobie? Hę? To jest tak kurewsko wyrachowane, że aż ciśnienie skacze. Ona wykazuje, że zdradą robi nam przysługę! Co nam mówi ten wpis dodatkowo? Ano, że jak w dwóch wpisach wyżej - zdrada jest dla niej czymś normalnym, naturalnym, i dopuszczalnym, ba, wskazanym, kiedy zaistnieją ku temu przesłanki. Oczywiście o tym czy zaistniały, decyduje ona sama. Post ten dedykuję chłopakom, którzy dalej żyją w naiwności, że kobietę trzeba namawiać do zdrady, bo bez tego by nie zaistniała.
  22. 37 points
    Witam panowie. Od x czasu spotykam się z pewną damą. Nie dalej jak we wtorek, pani dzwoni abym do niej przyjechał wieczorem. Na co odpowiedziałem, że jest to niemożliwe, gdyż gra Milan z Piątkiem w Pucharze Włoch i wieczór mam zajęty. Najwyżej po meczu mogę odwiedzić. Kobieta jak to kobieta, mówi obejdzie się!(rozszczenia, że mecz ważniejszy! ) Mówię ok. To nie przyjadę. Dużo mi nie trzeba mówić. Meczyk oglądany w męskim gronie, plus whisky w pakiecie, przecież dziś już nie prowadzę Koniec meczu, towarzystwo się rozeszlo do swoich mieszkań, w ten telefon.... - Gdzie ty jesteś? - W domu, ogarniam się i kładę się spać. - Żartujesz sobie? Wykąpalam się, czekam a Ciebie nie ma! - Słucham? Miałem nie przyjeżdżać, poza tym wypiłem whisky więc odpada.. - Wkurwiłes mnie! (myślę sobie, pani stapa po kruchym lodzie) No ale nic, olałem. 15 minut Dzwoni... - Jak ty mnie potraktowałes?! Powtarzam gadke na temat tego, że miało mnie nie być.... A pani odpala petarde. - To nie moja wina, że jesteś tępy! I nie rozumiesz kobiet.... No i huj. Pani włączyła guzik chama w mojej osobie. Bunt należy dusić w zarodku! Nie przebierajac w słowach, powiedzialem co o niej sądzę i jej zachowaniu. W skrócie "wypierdalaj mi z oczu" ubrane w eleganckich słowach. Czerwona słuchawka i koniec rozmowy. Nalelem whisky i do snu. Drugi dzień, pani foch, zero odzewu. Mi w to graj, spokojny wieczór będzie. Ale nieeee, chomik w głowie damy wybiegał plan, jak by tu Stilla podejść! Sms: Wiem, że mamy(ona ma😉) trudne charaktery, bla bla bla i te ich racjonalizowanie sytuacji, ale przyjedź po pracy wieczorem, sprzedałam dziecko do mamy, to pogadamy.- Czytaj, uchyle szparki na zgodę No [email protected] kobietę.... Dama okazuje brak poszanowania a ja jeszcze mam lecieć dla dupy! Krótko odpisalem, prędzej Zygmunt zejdzie z kolumny w Warszawie, niż ja pojadę na skiniecie palca jak piesek! Chcesz przeprosić? Zapraszam,adres znasz. Pani.... Chyba sobie żartujesz i te słynne "jak chcesz" No kuźwa pani mnie rozbawila mentalnie Mija parę chwil, wywala kolejny atrybut kobiecej manipulacji. Stanowczością faceta, który ma jaja i nie da za bardzo pogrywac kobiecie, który zna swoją wartość, pani nazywa to tak: Przez to jak byłeś traktowany przez swoją EX, to teraz wszystkie kobiety mierzysz jedną miarą i je ranisz. Z początku rozbawila mnie tym tekstem, ale wracając pamięcią, to nie pierwszy raz słyszę to z ust kobiety. Zwalaja winę z siebie na inne kobiety, na faceta a nie zauważają tego, że poprostu spotyka na drodze silnego faceta, innego niż poprzedni. Tak więc panowie a szczególnie młodzi, gasic bunty kobiet w zarodku, bo będzie tylko gorzej i zmiela was na mielone a potem wysraja! Brak pl znaków. Piszę z tel.
  23. 37 points
    Witam serdecznie. Dzisiaj spotkałem przez przypadek kolegę że szkoły. Nie widzieliśmy się 10 lat. Standardowa gadka co u mnie co u niego. U niego jak u większości dramat miłosny. Facet bardzo szybko się ożenił zaraz po szkole. Po szkole pracował w Niemczech po kilku latach kupił dom za ponad 200 tyś plus go wyremontował, kobieta standardowo nic. Teraz rozwód w toku żona go zdradziła. Pojechał do pracy wrócił po 30 minutach, bo czegoś zapomniał. W łóżku inny gach. Teraz teksty zniszczę Cię, będziesz golcem itp. facet się boi pytał się mnie o prawników czy mam, bo nie chce wszystkiego stracić. Dlatego z miejsca apeluje do młodych mężczyzn w wieku 20 lat i ciut więcej na tym forum. Dziękujcie Bogu ( o ile istnieje ), że jest ktoś taki jak Marek, bo wiedza i audycje mogą wam życie uratować dosłownie. Zapomniałem dodać, że żona posądziła go że ją bije, psychicznie wykańcza :D. Słuchać, i uczyć się wielu z moich kolegów nie miało takiej wiedzy 8-10 lat temu.
  24. 36 points
    Gdy oni to nagrają, wszyscy biją brawo. Gdy na forum to pokazujemy, opisujemy itd., wyzywają nas i wyśmiewają. Dziwny ten świat...
  25. 36 points
    Możesz napisać naście książek, tysiące felietonów, nagrać tysiące audycji, założyć forum, na którym setki ludzi potwierdzi wszystko, o czym się rozprawia na różnorakich mediach, ale nie zrobisz jednego: nie wykonasz za nikogo jego "pracy". Pracy w sensie połączenia odrobiny inteligencji z nutką ciekawości i nieufności, które to cechy zawsze prowadzą do jakże prostego i ważnego pytania: "Po co?" (w domyśle: "mam się żenić", ale to pytanie należy sobie non-stop zadawać przedsiębiorąc jakąkolwiek czynność). Niestety, ale proceder jebania naiwniaków na nieruchomości/hajs/usługi nigdy nie będzie miał końca, bo dla tych "yntelygentów" kawałek cipy jest jakimś Świętym Graalem, dla którego są gotowi wszystko oddać - świadczy to jedynie o niskim IQ i słabym poziomie rozwoju umysłowego. Dodaj do tego zalanie hormonami i nieszczęście gotowe. A potem lament, że jak to się mogło stać. Co lepsi zawodnicy, żenią się drugi i trzeci raz, tych to podziwiam. Że to w ogóle przeżyło do dorosłości, takie niedojebanie mózgowe. Dla mnie takie osoby są w jakimś stopniu upośledzone, mimo że na pierwszy rzut oka wyglądają normalnie. Należy zacząć ich piętnować, stygmatyzować i wyszydzać, bo po dobroci nic do nich nie dociera. Chuj już z tej satysfakcji, że po wszystkim powie się takiemu "A nie mówiłem?", skoro cały majątek psu w dupę, a raczej jakiejś głupiej suce. Z wyrazami szacunku, Ważniak
  26. 36 points
    Raz, ile masz lat, że żyjesz dalej z rodzicami i siostrą, która ma 34 lata. Możliwie najszybsza wyprowadzka to dla mężczyzny zbawienie. Koniec i kropka. A napierdala na ciebie, bo nie ma innego faceta, więc na kimś musi wyładować frustrację. Do tego dochodzi okres i zmiany hormonalne, więc i to z dużym prawdopodobieństwem. Jak odbijać? Trzeba gnoić w każdej chwili, aż do gleby. Nie pracujesz, nie rozkazujesz. Teksty w takim stylu. Możesz dołożyć więcej do rachunków i powiedzieć na głos, że widzisz, kto tutaj pomaga, a kto pasożytuje na biednych rodzicach. Trzeba wyjść samodzielnie z inicjatywą wpędzania w poczucie winy, w sposób wręcz przegięty. Tylko tak się obronisz podejmując identyczne, celowe działanie. To niestety jedyny ratunek. Wpędzanie w poczucie winy to strategia, która zamyka mordy również kobietom, jeżeli stosujesz systematycznie. Wstajesz i mówisz do niej i co kolejny piękny dzień bez pracy? W co grasz na telefoniku, może byś tak do pracy poszła? Kiedy się dołożyłaś ostatnio do rachunków, jesz za moje. Masz doprowadzić swoim zachowaniem do takiego stanu, że będzie bała się cokolwiek złego o tobie powiedzieć, bo zaczniesz eskalować na nią totalnym poczuciem winy. Tresura, jak u psa. A działa i to bardzo. Tak kobiety z nami postępują, ale same też nie są odporne na podobne praktyki. Pomóż rodzicom. Pomóż mamie, tacie. Siostra, skończyłaś zarządzanie, a na razie zarządzasz tylko lodówką, dupa ci rośnie mocno. Praca nie zając, co siostra? Wolisz sobie pograć, hehe. 34 lata, może męża być sobie w końcu znalazła. I wiele innych. Wszystko bym osobiście zastosował. Pracuję, więc relaksuję się w wannie, a ty za to capisz, ale nie chciałem ci tego wcześniej mówić. I co ci z tego zarządzania? Siostra, widziałaś się w lustrze ostatnio? (krzywa mina). Siostra, mam robotę dla ciebie. Pozmywaj gary.
  27. 35 points
    Witam braci, Po którejś tam kłótni, otrzymałem od swej lubej wiadomość (kopia poniżej). Jest napisana w języku rdzennych troli z Wenus. Bardzo proszę o tłumaczenie braci, do których takie wiadomości od obcych cywilizacji już dochodziły Wiadomość: Przeszła mi taka myśl przez głowę. Zróbmy sobie przerwę. Miesiąc, dwa, albo nawet trzy. Poukładaj swoje życie, zastanów się nad tym w jaki sposób powinny wyglądać zaloty i czy rzeczy banalne są aż tak zbędne. Przemysl kwestie szacunku do kobiet, w końcu słusznie powinno się je nosić na rękach. Przez 9 miesięcy noszą w sobie dziecko danego mezczyzny, a przez kolejne lata o nie dbają. Pospotykaj się z innymi kobietami, znajdź czas dla znajomych. Jeżeli po takim czasie ja wciąż będę chodzić Ci po głowie, wtedy zastanowimy się nad tym czy jest jeszcze dla nas nadzieja. Co Ty na to?
  28. 35 points
    @Toranaga Naprawdę dajesz się jeszcze nabierać na teksty kobiet: ty to jesteś najlepszy, a poprzedni to byli beznadziejni? Rany, obudź się. Po tobie kolejny słyszy to samo.
  29. 35 points
    Wiecie co Wam powiem? Ja na miejscu Marka, dawno bym te forum zamknął, takiej niewdzięczności kurwa dawno nie widziałem. Ktoś zbiera na klatę 99% ataków hejterów, opłaca wszystko, daje Wam wiedzę i wielokrotnie daje Wam swój czas, pomocną rękę i co otrzymuje w zamian? Nie mam pojęcia co, bo w pewnym temacie to chyba zebrała się banda dzieci i białorycerzy drących ryja jakiej to krzywdy nie robimy tutaj kobietom. Pisałem na pw i z jedną damą i z drugą i jeszcze inną i to są świetne dziewczyny, które są świadome. Ktoś się zapędzi? Sam jak widzę, to przywracam to porządku. Ale rezerwat musi być na tym forum, co zresztą NAOCZNIE widać, dlaczego, gdy jakaś kobietka zawędruje poza jego granice. Czepiacie się nazw, że nie taka, że sraka. Pożal się Boże, esteci. To jest jasne jak słońce, że część mężczyzn będzie tutaj sfrustrowana, bo jaka ma być? Radosna? Skoro 90% mężczyzn tu trafia po ciężkich przejściach. Niektórzy to przetrawią i złapią balans, inni nie ale i tak będą wiedzieć więcej niż gdyby tkwili w tym co wcześniej. Zrozumcie, forum to jest narzędzie, wiedza, a z wiedzy i narzędzi można korzystać w różnoraki sposób, można budować ale i można burzyć. My nie jesteśmy od leczenia frustracji, nie jesteśmy psychologami czy psychiatrami, pokazujemy jak jest, doradzamy i pomagamy w miarę możliwości. Cel jest szlachetny i warty wsparcia, tymczasem ogromna część osób nie wpłaciła nawet złotówki a jak co do czego to pierwsi w narzekaniu. Zamiast narzekać i cisnąć po właścicielu czy moderacji, dopierdalać i być złośliwym, to skoro macie jakieś pomysły, po prostu je napiszcie. Jeśli nikt nie zwróci na nie uwagi, to znaczy, że niestety mój przyjacielu jeden z drugim - nie są tak świetne jak myślisz. Taki @Tomko potrafi doradzić np: w kwestii perfum, relacji damsko męskich a znowu @SzatanKrieger w kwestii ezoteryki. Wymiana wiedzy, jedni korzystaja z wiedzy i doświadczeń drugich, wzajemnie się wspomagając - o to tutaj chodzi. Tymczasem widzę coraz więcej osób, które na uwagę moda czy właściciela pyskują, są niemili, doszukują się nie wiadomo czego. A przecież my wszyscy dbamy o to by było Wam jak najlepiej, może chociaż do kilku osób to dotrze. I kontynuując zdanie, którym zacząłem ten wątek - na szczęście, to nie ja jestem właścicielem, tylko Marek więc powinniście okazać mu te minimum. Szacunek, życzliwość, pomocną dłoń - pieniędzy nikt nie chce, ale widocznie i te 3 rzeczy są tak trudne dla niektórych. Miłego wieczoru. Aha, bo zapomniałem, jak widzę teksty w stylu "kobiety nie są podludźmi" i inne, to scyzoryk się w kieszeni otwiera. POKAŻ GDZIE, ktoś tak napisał, bo myślę, że więcej przeczytałem tematów na forum niż większość ale czegoś takiego to nie widziałem.
  30. 35 points
    Dobry wieczór, Prawie 5 miesięcy temu moja narzeczona postanowiła przeskoczyć na zasobniejszego samca przy czym mnie oklamywała, pewnie i zdradziła oraz wbiła takie poczucie winy, że ledwo mogłem na siebie patrzeć. Moja samoocena spadła chyba do zera. Teraz po ponad 5 miesiącach wyszedłem na prostą wrócił stary,ulepszony patz i patrzę z podniesioną głową ku przyszłości. A co u niej. Hmm wczoraj dostałem sms ,jedynie jej numeru nie zablokowałem.. Pamiętam jak w tamtym roku spędzaliśmy dzień kobiet. Zabrałem ją do restauracji , a potem akcja w hoteliku prawie cała noc. Myślę, co za numer do mnie pisze 😅. -Znamy sie? - Już o mnie zapomniałeś wiedziałam,że mnie nie kochałes. -hmm Aśka? -Tak -Odezwę się później , bo wiesz co musze z dziadkiem porozmawiać chcą przepisać na mnie mieszkanie wiesz to co Ci pokazałem, do usłyszenia. - Dobra. Mija kilka godzin ,a ona -Jak tam już załatwiłeś sprawę? -Halo No i zadzwoniła raz. Dzisiaj przez cały dzień napisała 3 smsy. -Cześć jak bedziesz mógł odezwij się. - Czemu mnie olewasz? -Dobra spierdalaj, chciałam Ci dać druga szansę. -Nienawidzę Cię!!! Dzięki Bogu, czy jakiejś sile, która uratowała mnie przed nią. A ja chciałem z nią rodzinę zakładać.. Jak kiedyś bedziesz to czytać Asiu, Asieńku, Asiuniu. To dziekuje Ci , otworzylaś mi oczy już totalnie i wiem , że nigdy nie łączyć się z kobieta w której to matka rządzi w domu. I uznajesz ja za swoją najlepszą przyjaciółkę, oraz taką która ma koleżanki rozwodki. I taką która mówi, że kasa dla niej się nie liczy. Pamietam dokładnie twoje słowa, gdy wróciłem z Niemiec. "Ja nie chcę by twoi rodzice myśleli, że lecę na hajs" Zdrówka. Udanego weekendu, aż idę sobie kielona strzelić 😁.
  31. 34 points
    W zasadzie to nie wiem od czego zacząć. Nie chcę narzekać bezsensownie na nasze rodaczki ale to się tak już narzuca, że ciężko nie zauważyć. O tym jak roszczeniowe są Polki było już multum tematów. Ale poważnie się zastanawiam czy cały ten wpływ poprzedniego ustroju, mieszanina genów, kompleksy nie wpłynął już w naturę naszych rodzimych pań. Jakby miały jakieś spierdolenie, zakodowane, które z czasem w nich tylko rośnie. 1. Byłem tydzień temu na kilkanście dni w niewielkim kraju na południu Europy (nie chcę pisać o jaki chodzi z pewnych powodów). Rozmawiałem z miejscowymi kobietami z tym, że za każdym razem w szoku, bo były najzwyczajniej w świecie miłe i uśmiechnięte niezależnie od poziomu ich atrakcyjności. Nie spotkałem się z typową miną pogardy znaną z naszych ulic. Ani razu. Nawet pół nie było. I teraz co najciekawsze: Duża cześć tych kobiet były w Polsce: w Krakowie i Zakopanem z tego co pamietam. I co same powiedziały, bez moich sugestii, że kobiety w Polsce zachowują się jak księżniczki a najgorsze to są matki z dziećmi szczególnie w komunikacji miejskiej. W szoku nie byłem, nawet odczułem w jakimś stopniu ulgę, że nie tylko Nam na forum towarzyszą takie odczucia. Jak rozpoznawałem turystki z PL? Wchodze do autobusu. Srebrne buty, zrobione pazury, rzęsy i usta (pewnie za 500+), wystające boczki. No i ten wyraz twarzy. Charakterystyczny jak logo McDonalds. Buzia w smartfonie. Siadam blisko. Jaki język słyszę? 2. Może niektórzy z Was pamiętają, wspominałem że spotykam się z młodą kobietą z Azji środkowej. No i sobie obserwuje jej zachowanie (wdzięczny do końca życia za forum i całą twórczość @Marek Kotoński). Oczywiście potwierdzają się dosłownie wszystkie tezy, rozmyślenia które niejednokrotnie były poruszane. Z tym, że można zauważyć u niej totalnie odmienne zachowanie (mimo, że jest u Nas kilka lat) niż nasze rodaczki. Na samą myśl, że miałaby zostać sama z dzieckiem i prowadzić męczeńskie życie samotnej matki-rozwódki robią jej się szklane oczy i twierdzi, że byłaby to jej największa porażka życiowa z którą do końca życia by się nie mogła pogodzić. Mimo, że zaradna i dobrze sobie radzi w kraju. Na jakieś teorie tak u Nas modne o tych niezależnych ble ble to dosłownie zaczyna się śmiać tak jak my tutaj. Wie gdzie jej miejsce, jest tego świadoma. Szanuje mnie, słucha się, podziwia, brak tych najgorszej masy zachowań (sami wiecie o jakie chodzi). Czekam, czekam ale póki co nic się nie dzieje. W porównaniu do całej gromady kobiet z którymi się spotykałem- jakiś kosmos. Ale oczy i uszy mam szeroko otwarte. 3. Truskawka na torcie. Ogladałem przed chwilą dwa odcinki programu ,,Jestem z Polski”. Uczestnicy, nasi rodacy zapraszają do swojego miejsca zamieszkania w różnych częściach globu. Ogladam dwa odcinki z rzędu. a). Polak w Tajlandii, widać że w porządku gość. Prowadzi spokojne życie, żona z Nepalu, mają dwójkę dzieci. Widomo, że tv więc trochę zachowania na zamówienie, jednak nie zauważyłem jakiegoś nienaturalnego pajacowania. Panowie, jak byście widzieli zachowanie tej małżonki. Pomijając to że bardzo ładna kobieta. Ciepły uśmiech level hard, widać oddanie i wdzięczność w kierunku męża. I tutaj mógłbym to zakończyć ale bohater odcinku opowiadał o tej swojej żonie. Powiedział po długim zastanowieniu coś w stylu, że to jest najbardziej dobra i miła osoba jaką w życiu poznał. Takie rzeczy po prostu widać, jak ktoś ma zmysł socjologiczny to od razu to wyczuje. b) Polka w Brazylii. Na oko około 32-35 lat. Bodajże 10 lat tam mieszka (nie pamietam dokładnie ale coś około tego). Mają dwójkę dzieci z mężem z BR. Do końca nie obejrzałem, nie dałem rady. Przełączyłem na mecz. Zacznę od klasyki: Na antenie o swoim mężu:,,to jest inteligenty leń” z taką miną bojową, pokazana jakaś sytuacja i krzyczy do niego ,,odbieraj telefon baranie!”, gdzieś tam padło po drodze że to debil. Wiadomo niby żartobliwie. Jako ciekawostkę dodam, że razem pracują w firmie rodzinnej, nieruchomości którą kieruje jego matka. Pewnie całkiem przypadkowo się okazało, że brazyliano jest ustawiony 🙂. Teksty, że kazała kupić teściowej zasłonę, żeby na niego nie mogła patrzyć w pracy bo inaczej się rozwiodą. Takie tam żarciki. Dziewczucha jak to modnie bywa, połączona z Europą internatami prowadzi bloga (jak sama dodała jak teściowa nie patrzy to w pracy pod biurkiem pisze na telefonie) na temat- uwaga- tego jak jakieś dziewczyny schudły to nie robią tego dla siebie, tylko innym dzieczynom żeby im wbić szpileczkę, że dały radę. Wrzucają tam zdjęcia, opisują itd. Na to tylko Polka mogła wpaść (no ewentualnie mieszkanka USA). Oczywiscie pani chodzi na siłkę- trenuje crossfit. Pewnie zawsze o tym marzyła 🙂. Ostatnie dla mnie najlepsze. ,,Polacy są tacy hmmmm... np tutaj w autobusie, jak przychodzę z dzieckiem na rękach i nie ważne czy jest umorusane czy obsrane to od razu ustępują miejsca. A Polacy (kwaśna mina) hmmm baba z dwoją dzieci, pewnie usiądzie obok mnie (to aż sobie zapisałem żeby tutaj wspomnieć o tym)”. Takie odniesienie do mojego punktu 1 🙂. Czuję żenadę. W tv włącza się reklama zachęcają do oglądania programu eks Żyłowej ,,Ekstra zmiana”, dodają że rozwód to nie koniec życia. Zobaczyłem urywki tego co chcą przekazać. Losie święty. Ten kraj nie ma przyszłości. Przyznaję, że słuchając audycji bossa z których pośrednio a czasami wprost wynikało, że tutaj są maczane palce dziwnych ludzi, żeby rozjechać nam kraj, myślałem, że chyba tym sposobem tego nie robią. Aż tak grubo nie jest. Coś tam kiełkowało ale nie do końca się zgadzałem. Nie wszystko mi pasowało. Teraz siedzę i myśle, że coś w tym jest. To niemożliwe, że takie rzeczy są promowane bez powodu i ludzie nie widza konsekwencji tego całego gówna. I teraz taki apel do młodych użytkowników naszego forum. Wiem, że duża cześć się ze mną nie zgodzi, cześć może mnie skarci. Uciekajcie z tego kraju, układacie sobie życie gdzie indziej. Na świecie jest na prawdę masa świetnych miejsc do życia. Pomijając całą gospodarkę, warunki życia i perspektywy. Podejście ludzi u Nas, pogoda, kobiety. To ma duży wpływ na nasze samopoczucie oraz jakość życia a co za tym idzie- jego długość. Uciekajcie, bo ludzie w tym kraju tańczą naćpani walca nad przepaścią. Sorry, że tak chaotycznie ale trochę mi się nazbierało! 5!
  32. 34 points
    Dziwny wpis. Tytuł mówi o spotykaniu się a w podtekście autorce chodzi o związek a nie spotykanie. Ale "polska jENzykA - trudnA jENzykA a myślenie jeszcze trudniejsze od krętactwa. Sama siebie przekonuje, że jest "silna i niezależna" (pisząc choćby "Związek z tak silną kobietą nie jest dla Ciebie") bo co? Bo urodziła? Są jakieś inne atrybuty siły i niezależności tam? Choćby od socjalu i alimentów? Ona sobie "radzi w sprawach łóżkowych ("a nawet w sprawach łóżkowych świat poszedł tak do przodu, by można samej sobie poradzić") ale męskie potrzeby określa mianem "pojebanych żądzy" ("Jeśli masz ochotę tylko na chwilę "pobyć" z taką kobietą, by tylko zapełnić swoje pojebane żądze"). Hipokrytka. Autorka pisze: "Kiedy zatem związek z samotną matką jest dla Ciebie? Kiedy jesteś gotowy na związek, o który należy dbać, w którym należy wspólnie starać się" a sama deklaruje, że ona się o związek starać nie będzie, bo dziecko najważniejsze. Ciężar starań kto poniesie? Jak myślicie? No bo przecież ona się stara bardziej. Tyle że o dziecko. A to już jest ciężka aberracja, rodem z brazylijskich seriali, którymi przecież w kontekście facetów, nieco wcześniej głęboko pogardza: "Możesz śmiało umówić się z samotną matką jeśli dziecko nie stanowi dla Ciebie problemu, a jedynie o czym myślisz, to pokochać je tak samo, jak jego matkę." No serio? Zajebisty związek, spółka założona w celu pokochania jej dzieci i łożenia na cudzy materiał genetyczny. No bez jaj kobieto.
  33. 34 points
    Jako kultura europejska tzw. zachodnia jesteśmy dumni ze swoich osiągnięć naukowych, cywilizacyjnych oraz klasycznej myśli humanistycznej. Nie trzeba być szczególnie sprawnym obserwatorem, żeby zauważyć, że wszystko w czasie się zmienia, niestety na gorsze i jeśli porównamy to z okresami schyłkowymi dawnych cywilizacji widać wyraźnie iż chylimy się ku upadkowi. Chcę opisać tutaj kilka symptomów tego upadku. 1 Degeneracja systemu prawnego: Przejawia się na wiele sposobów, najbardziej popularne i rażące to: - przewlekłość postępowań - korupcja - nepotyzm Znamy je z naszego własnego poletka. Jednak ja chciałem zwrócić uwagę na jeszcze jedną patologię, którą spotyka się w państwach zachodnich, wymaga to odrobiny więcej wyjaśnienia. W dawnych czasach było tak, że każdy człowiek był sądzony za swój czyn w oparciu o prawo miejsca, z którego pochodził ,przynajmniej w tych przypadkach gdy lokalsi nie roznieśli nieszczęśnika mim stanął przed sądem w tej czy innej przyjętej prawnie bądź zwyczajowo formie. Było to prymitywne i nieefektywne, przykładowo ktoś z państwa A, zabił człowieka w państwie B np. z przyczyn religijnych i uznawano, że powinien być sądzony według praw własnego kraju. Przynajmniej w sprawach przestępstw, które występowały powszechnie i nie stanowiły bezpośredniego wystąpienia przeciw lokalnej władzy, bo wiadomo, że takich miejscowa władza szybko się pozbywała niezależnie od miejsca pochodzenia. Później wraz z rozwojem cywilizacji pojawiło się prawo, które sądziło takie osoby na podstawie zasad obowiązujących na danym terytorium. Oczywistym jest, że w dawnych czasach były podziały na obywateli, nie obywateli, ludzi wolnych i niewolnych, różne klasy społeczne itp. Prawo nie działało tak samo dla wszystkich obywateli, jedne grupy miały przywileje inne nie. Jednakże każdego winowajcę sądzono według prawa obowiązującego na danym terenie. Czyli dokonano skoku z sądzenia i karania winowajcy na podstawie "jego" praw do sądzenia i karania na podstawie "lokalnych" praw. Niektórzy w tym miejscu już pewnie załapali o co chodzi. Coraz częściej znajdujemy w doniesieniach medialnych takie kwiatki, że sąd nie wymierzył kary lub wymierzył jakąś niską/ symboliczną ewentualnie, że umorzono postępowanie gdyż sprawca pochodził z innego kraju/ kręgu kulturowego i tam jest inne prawo i obowiązują inne normy społeczne. Czyli aparat prawny pokazuje iż uwstecznia się o całe tysiąclecia, a jest to tylko efekt wtórny pewnych zmian społecznych, oznacza to iż osoby, które w tym aparacie prawnym sprawują jakieś funkcje degenerują się moralnie i cywilizacyjnie. Skoro w chwili obecnej takiego postępowania nie narzuca sama litera prawa, a osoby te same z siebie (np. sędziowie) oceniają winę według takich kryteriów, które już całe tysiąclecia uznano za niewłaściwe/ niesprawiedliwe/ nieefektywne/ szkodliwe społecznie. Jest to kolosalny regres. 2 Degeneracja słowa pisanego: Przejrzyjcie sobie tzw. media społecznościowe, coraz częściej pojawia się na tinderach, fejsach i innych coraz więcej emotikonów w postach i przeróżnych skrótów. Z racji tego, że ilość emotikonów jest mocno ograniczona to ich znaczenie musi być dość szerokie. Język zawsze dążył do tego żeby pojawiało się więcej słów o węższym znaczeniu była to naturalna konsekwencja rozwoju cywilizacyjnego, powstawania nowych gałęzi wiedzy, odkryć naukowych itp. Czyli więcej słów, które określały coraz precyzyjniej jakieś zjawiska, w uproszczeniu więcej i dokładniej. Pan z kanału "Szarpanki z życiem" określił to zjawisko powrotem do hieroglifów, oczywiście rozumiem jego przesłanie i zgadzam się z tym co chciał przekazać, aczkolwiek będę trochę czepialski bo akurat hieroglify były już wczesną formą pisma i można było nim przekazywać dość skomplikowane informacje w sposób bardzo precyzyjny tak jak innymi dawnymi formami pisma piktograficznego. Tutaj degeneracja postępuje dużo dalej bo mamy do czynienia raczej z petroglifami jakie jaskiniowcy malowali lub ryli na ścianach jaskiń, czyli są to symbole przedliterackie. Więc w mojej opinii degeneracja postępuje dużo dalej niż cofnięcie się do epoki hieroglifów, czyli czasów początków pisma. Nawet wtedy nie każdy mógł ich używać, taki człowiek pierwotny musiał posiąść umiejętność wytwarzania farby i jakąś chęć realizacji artystycznej żeby przenieść na ścianę jaskini co mu w duszy gra, a teraz przypomina to działania małpy, która dostała stemple z ziemniaka i farby plakatowe, jedyna różnica, że stempel z kartofla i plakatówki zastępuje ekran komputera, smartfona czy tabletu i czujniki dotyku w tej czy innej formie. Oczywiście w tej degeneracji słowa pisanego przodują nasze kochane Panie, to samo się narzuca, wystarczy poprzeglądać ich posty w mediach społecznościowych. Taka forma komunikacji jak najbardziej sprzyja ich naturalnym skłonnościom, ponieważ emotikony mają szerokie znaczenie i zawsze z syfu, który się narobi można się łatwo wykręcić na zasadzie nie zrozumiałeś, nie to miałam na myśli. Drugim aspektem jest to iż użycie dużej ilości emotikonów jest w sytuacji prowadzenia konwersacji z drugą osobą w sieci jest objawem lenistwa wszak pisanie głupot na fejsie godzinami świadczy o nadmiarze czasu wolnego, a nie jego braku. Może również świadczyć o braku szacunku do rozmówcy. Oczywiście są wyjątki, mamy jakąś grupę emotikonów branżowych/ środowiskowych, które są precyzyjne i przydatne w różnych momentach np. dla graczy podczas dynamicznej rozgrywki do szybkiego przekazania informacji. Emotki czy skróty skróty są również popularne w IT. W konkretnych środowiskach mają sens i cel, przyśpieszają precyzyjną komunikację. Niektóre emotikony mogą być dodatkiem do treści pisanej jako podkreślenie stanu emocjonalnego piszącego, ale coraz częściej mamy dwa trzy słowa (lub wcale) i ścianę petroglifów, a to już jest patologia w komunikacji międzyludzkiej. Z czasem, za degeneracją słowa pisanego nastąpi degeneracja słowa mówionego, a konsekwencją będzie ogólna degeneracja społeczeństwa. 3 Upadek wartości moralnych. Tutaj nie ma się co rozpisywać, każdy wie o co chodzi, wystarczy spojrzeć jak było 20 - 30 - 40 lat temu, a jak jest teraz. Promowanie rozwiązłości, skrajnych zachowań seksualnych, zdjęcie hamulców etycznych i moralnych w pewnych obszarach życia jest typowym zjawiskiem dla cywilizacji schyłkowych. Postępuje przebiegunowanie, powszechnie promuje się cenienie wartości jak konsumpcjonizm, kult wyglądu, dewiacje, niezdrowy egoizm (tzn. dążenie do realizacji własnych celów ze szkodą dla innego człowieka). Można by dalej wymieniać ale mi się nie chce. Podsumowując, wszystko się uwstecznia o tysiąclecia, system prawny, wartości, metody komunikacji. W prawdzie zawsze tak było, że w społeczeństwo składało się z różnych warstw, a każda warstwa miała charakterystyczne obyczaje, określony poziom intelektualny i obyczajowy, a elity stanowiły mikroskopijny składnik społeczeństwa, nie oszukujmy się nie każdy będzie elitą, takich ludzi nie trzeba wielu, oni majką tylko nadawać określony kierunek i pęd całemu społeczeństwu, jest to naturalny stan rzeczy. Jednakże! Do tej pory każda warstwa społeczna wraz z rozwoje cywilizacyjnym rozwijała się, stawał lepsza pod pewnymi względami, teraz tzw. prosty człowiek ma znacznie większą wiedzę niż 200 lat temu, kiedy potrafił orać pole, a w całej wsi czytał tylko wójt. Teraz nawet prości ludzie są znacznie bardziej wyedukowani niż 100 czy 200 lat temu, jednakże następuje załamanie tego cywilizacyjnego trendu i ludzie zaczynają się uwsteczniać. Czym będziemy za kolejne 50 lub 100 lat, prymitywnymi małpami bez zasad, woli działania i pomysłu na siebie, które różni od zwierząt jedynie to, że posiadły umiejętność posłużenia się tabletem i social media?
  34. 34 points
    Mam kontakt z facetami z młodego pokolenia. Większość jest świadoma ale nie do końca. Czytają artykuły, obserwują kobiety. Kilku po studiach nie znając forum mówi to samo co tutaj jest napisane. Jednego miałem okazję wyprostować skutecznie kiedy powiedział mi, że sprzedaje mieszkanie po babci by budować dom na działce jego narzeczonej. Jak to usłyszałem to zadałem mu jedno konkretne pytanie: - Pojebało Cię? Po czym wyjaśniłem jemu czyją własnością będzie taki dom. Nie wierzył. Ale poszedł do prawniczki jaką miał w rodzinie. Dziękował mi potem, że nie umoczył. Nie jest już z tą kobietą. Znalazł następną. Kiedyś rozmawialiśmy i się bardzo cieszył, że jego aktualna kobieta, u której mieszka (!!!) ma działalność gospodarczą i wszystko co kupuje za swoją kasę to bierze na fakturę na jej firmę i odlicza z tego VAT i dodatkowo wrzuca w koszty. A jest jeszcze taniej bo oszczędza na podatku. Wiecie co mu powiedziałem? - Pojebało Cię? I mu wytłumaczyłem, że w przypadku rozstania jego słoneczko zabiera wszystko to co kupił na fakturę na jej firmę. A jeżeli słoneczko będzie chciało się zemścić to naśle najpierw na niego policję i zgłosi kradzież tych rzeczy. Jego mina.....bezcenna. Zdaje się, że już na jej firmę nic nie kupował. Aż mi się przypomniało, że wiele lat temu ex teściowa proponowała: "- po co masz kupować mieszkanie? dobuduj się do mojego domu". Na szczęście już wtedy miałem na tyle instynktu samozachowawczego aby odmówić tak intratnej propozycji. Niestety aktualnie kobiety są tak wyrachowane i w dodatku zdemoralizowane prawodawstwem jakie obowiązuje bezczelnie je faworyzując (łagodnie pisząc), że jest samobójstwem dla mężczyzny podpisywać umowę cywilno-prawną dla niepoznaki zwaną ślubem - to tak jakby włożyć głowę w paszczę dzikiego krokodyla z nadzieją, że tej paszczy nie zamknie. W miastach aktualnie jest niemalże pewnym, że rozwód będzie prędzej czy później dlatego tak ważne jest aby się majątkowo zabezpieczyć - bo jakim prawem człowiek z cyckami ma wam zabierać wypracowany przez Was majątek. Jest równouprawnienie i każdy ma równe szanse. Mało pańci pieniędzy? Proszę bardzo, może rano wstać pójść do urzędu miasta i zarejestrować działalność gospodarczą i zacząć rozkręcać swój biznes i zarabiać miliony nikt kobietom tego nie zabrania a wręcz są zachęcane do tego i wspierane. Czytałem, że są organizacje wspierające wyłącznie kobiety w rozwijaniu swojego biznesu. Aktualnie, aktualna panna zaczęła już plany co to razem na spółę kupimy (namiot chciała kupić) - za każdym razem jej mówię, że nie tworzę wspólnego majątku, jak chce to może kupić sama albo ja kupię a nigdy wspólnie. Tym bardziej, że kilka akcji już zdążyła przeprowadzić - a moja cierpliwość już jest na wyczerpaniu. Pannie się miesza ponieważ chce wszystko po partnersku, czyli jak rozumiem koszty życia obowiązki też po partnersku itd. I w pewnym momencie wyskoczyła, że chce żebym jej zapewnił bezpieczeństwo - a ja na to "eeeeee...,.że co?" I mówię, że skoro po partnersku to nie może ode mnie wymagać żebym jej bezpieczeństwo zapewniał, sama ma to sobie zrobić. Dodałem, że owszem skoro ma takie wymaganie to musimy przejść na tryb tradycyjnego modelu rodziny i nie ma mowy o partnerstwie bo zapewniający "bezpieczeństwo" jest w tym momencie "głową rodziny". Skoro ja mam pracować na "bezpieczeństwo" to ona musi ogarnąć dom bo na dwa fronty robił nie będę. Skoro będę wnosił większy wkład na "bezpieczeństwo" to jeżeli ma być po partnersku bo ona ten mój większy wkład musi zrównoważyć swoją pracą w domu. Podsumowując, temat ciężki do przejścia dla kobiet, bo jak to nie kochasz mnie? Będziemy do końca życia przecież. No w sumie jak do końca życia to intercyza tym bardziej nie szkodzi. Także intercyza to papierek lakmusowy motywacji kobiety, która chce być z wami. Jak po takiej stanowczej Waszej postawie i żądania intercyzy Wasze słoneczko Was zostawi - to nie rozpaczajcie - cieszcie się bo wygraliście właśnie 6 w totolotka i wygraliście życie.
  35. 34 points
    Panowie ku przestrodze. Mimo, że udało mi się jako tako babę okiełznać, dziś odkryłem coś co rozłożyło mnie na łopatki. Moja stara bo już młoda nie jest postanowiła buszować w szufladzie z kondomami. Jako, że trzymam rękę na pulsie, sprawdzam wszystko. Cóż się okazało ?? Wszystkie gumy zostały przez nią podziurawione i schowane spowrotem do pudełeczka. Owszem zasadzała się na zrobienie kolejnej pijawki ( już trzeciej ) dziwnym zbiegiem okoliczności w momencie gdy wziąłem się za siebie i za nią. Przejęcie władzy było twarde i bezkompromisowe. Ale.... było to dość dawno. (Rok czy półtorej) Oczywiście tłumaczenia typu bo ona nie jest pewna, że bym ją zaraz zostawił jak obecna dwójka podrośnie. Także Panowie nawet taka stara dupa w wieloletnim małżeństwie dochodząca czterdziestki zachowuje się jak durna siksa próbująca łapać na bachora.
  36. 34 points
    Takie same baby jak i inne, tylko wzorce mają inne. Dasz takiej dobrze, obrośnie w piórka, do tego biały rycerz i dupa w rozmiarze standardowym. Dostanie taka paszport UE, będzie miała Twoje dziecko, poczuje się pewnie, wtedy rozwód bo miś za dobry, alimenty, chata i cały świat jest przed nią, kosztem Twoim biedny biały rycerzu. Mój Synek założył konto na ba..., zapoznał rosjankę, lat 29, foty że ja prdl, proponował jej przyjazd do siebie na wyspę. Oczywiście z jej strony ochy i achy, ale żeby przesłał kasę na podróż, bo ona biedna. Na szczęście moje nauki nie poszły w las. Synek kutwa po tatusiu i sprawdził numer konta, wyszło jakaś agencja towarzyska. Nie twierdzę że to ona pisała, pewnie to było standardowe wyłudzenie. Piszę o tym aby uprzedzić spragnionych, zdesperowanych braci, co to baby na siłę potrzebują. Synkowi nauczka się przydała i tyle. Piszę o zdarzeniach z obecnego czasu. Jeszcze jedno, podesłałem mu wcześniej linka do działu o podrywie w internecie na naszym forum. Mówi że się nie zapoznał. uparty jest, albo ściemnie. No cóż to jego życie ma 26 lat. Jakby któraś z obecnych tu samiczek reflektowała do pracy na wyspę, to zapodam linka do Synka. Jest zdesperowany, łyknie co popadnie😂, na początku, później kutwa nie miłosierna, łatwo nie będzie.😂 Oczywiście weryfikacja wstępna należy do mnie. Jednocześnie informuję że w moim domu panuje prawo pierwszej nocy.😂
  37. 33 points
    Ja się tylko odniosę do kilku kwestii bez pokazywania palcem i cytowania, przy okazji nakreślę mój punkt widzenia. 1 Tak na forum są mocno krytyczne osoby z tendencją do atakowania ludzi o innych poglądach, szczególnie w zakresie relacji damsko - męskich. Są też ludzie o miękkich poglądach w tej kwestii, jak w każdej społeczności najwięcej jest ludzi, którzy idą środkiem drogi, aczkolwiek jak to zwykle w życiu bywa najgłośniej krzyczą ci ze skrajów bieguna i ciągle się ścierają ze sobą. Co do zasady jest to fajne, bo w dyskusji chodzi o ścieranie się poglądów, jednak często robi się niefajnie, gdy robi się gównoburzę z w wątku kogoś kto przyszedł po radę. Owe ekstrema mają też tendencje do osądzania i wyśmiewania postępowania innych, niekoniecznie musi się to podobać mi, czy innym członkom moderacji, ale do momentu jak napastliwość nie przekroczy pewnych granic i strony starają się zachować kulturalnie nie ingerujemy. Niestety nieprzyjemnie jest jak grupa osób z danego bieguna naskakuje np. na nowego użytkownika. Nie raz, i nie dwa prosiłem o zachowanie spokoju w określonych wątkach, liczni userzy dostali upomnienia na PW, ale jak mówiłem nie będę pokazywał publicznie palcem. 2 Często występuje pretensja o podziały alfa/ beta itp. Są to terminy, które się generalnie przyjęły nie tylko w tym środowisku, jednak jest duży rozdźwięk względem tego czym jest ten mityczny samiec alfa, jest nawet gdzieś wątek, w którym to się bardzo mocno poddaje dyskusji. Warto sobie uświadomić, że alfa w dzisiejszym potocznym pojmowaniu to zupełnie coś innego niż w sensie biologicznym. Niesłuszne w mojej ocenie jest też identyfikowanie samca alfa z tzw. Chadem, który ma pewne cechy samca alfa (głównie fizyczne, ale i psychiczne) ale niekoniecznie musi nim być. W mojej ocenie alfa to mężczyzna, który w dzisiejszych czasach posiada określone właściwości: 1 Pozycja społeczna/ władza. 2 Majątek. 3 Psychika. 4 Cechy fizyczne/ wygląd/ siła. I wystarczy żeby posiadał dwie z wymienionych i były one odpowiednio uwydatnione i wywierał za ich pomocą wpływ na otoczenie. Przeanalizujcie to sobie na spokojnie przykładowo śmieszny niski naukowiec w okularkach, który zarabia ciut więcej niż średnia krajowa z silną psychiką, który potrafi ustawić swoich podwładnych będzie w swoim środowisku samcem alfa, bo ma pozycję społeczną i silną psychikę (silną w tych okolicznościach, w których większość czasu funkcjonuje). Ktoś kto ma majątek i pozycję społeczną i został nauczony jak to wykorzystać, w cale nie musi być przystojny czy mieś silnej psychiki, a dalej będzie mógł być alfą w środowisku i okolicznościach, w których funkcjonuje. Przystojny Chad obdarzony silną psychiką też będzie samcem alfa w najbardziej pierwotnym ujęciu i są środowiska, gdzie sprawdzi się jako alfa z takimi cechami np. wojsko, przestępczość. Jednak w innych okolicznościach, jego cechy w dzisiejszych czasach będą niewystarczające, ponieważ ta kombinacja będzie mniej efektywna w życiu w dzisiejszym społeczeństwie. Oczywiście im więcej punktów, tym lepiej, większość współczesnych samców alfa posiada 3/4. Teraz przejdźmy do meritum, niektórzy napisali że forum nie spełnia swojej funkcji, działa inaczej niż było w pierwotnych założeniach. Forum i idea to są narzędzia, które każdy może wykorzystać. Są jednostki, którym jak dasz młotek i dłuto skorzystają z tego tworząc piękną rzeźbę, są też tacy, którzy młotkiem zgniotą sobie kciuk, a dłutem potną dłonie i nic konstruktywnego nie stworzą i będą krzyczeli, że skrzywdził ich ten, który im dał dłuto i młotek. Bitch please! Wszystko jest dla ludzi myślących, weryfikujących pewne rzeczy, testując je w rzeczywistości. Ponadto są dwa takie faktory, które dość mocno determinują to czy się z czegoś korzysta właściwie czy niewłaściwie, a w tym drugim przypadku ma się pretensje do gościa, który dał to dłuto i młotek ... Mówię tutaj o doświadczeniu, które przychodzi wraz z ilością zdarzeń w życiu (co najczęściej, ale nie zawsze wiąże się z wiekiem, zazwyczaj osoby starsze doświadczeń mają więcej, ale są wyjątki). Drugi istotny element to logiczne podejmowanie decyzji, opiera to się na rozważeniu za i przeciw i zaakceptowaniu możliwych następstw decyzji, zarówno pozytywnych jak i negatywnych. Finalnie czytelnik forum jest samodzielną i dorosłą jednostką, może prosić o radę, może się tymi radami kierować, ale przed zastosowaniem uzyskanej na forum rady (czy gdziekolwiek indziej) powinien rozważyć konsekwencje wprowadzenia rady w życie, w tym te negatywne. Człowiek, który podejmuje decyzję bez rozważenia konsekwencji jest idiotą (najczęściej ma tendencje do winienia innych za swoje niepowodzenia), człowiek, który rozważył dane zagadnienie i podjął decyzję w oparciu o logikę, nawet gdy kieruje się cudzą radą/ bazuje na cudzym doświadczeniu zdaje sobie sprawę, że w wypadku niepowodzenia tak naprawdę wina leży po jego stronie, ponieważ ostateczna decyzja należała do niego (tak wiem, mocno upraszczam, przy realizacji jakichkolwiek przedsięwzięć na niepowodzenie mogą mieć czynniki zewnętrzne od nas niezależne, lub takie, których nie przewidzieliśmy lub nie wiedzieliśmy o ich istnieniu, a pojawią się w trakcie realizacji przedsięwzięcia i tyczy się to również relacji międzyludzkich, a może głównie tych relacji). Zmierzam do tego, że człowiek myślący, bazujący na logice przy podejmowaniu decyzji, nigdy nie będzie winił osoby, która rady mu udzieliła. Rada mogła być dobra/ zła/ średnia, doradzający mógł się mylić bo jego doświadczenia były inne lub nie znał pełnego obrazu sytuacji, lub dotyczyła sytuacji/ osoby z odmiennego środowiska. Osoba MYŚLĄCA podejmująca samodzielną decyzję! Żeby zastosować się do cudzej rady musiała przejść przez cały proces myślowy, rozważyć za i przeciw i finalnie uznała, że cudza rada była znacznie lepsza niż to co do tej pory sama wymyśliła, więc zastosowała najlepsze rozwiązanie jakie znalazła, nie istotne że rozwiązanie przyszło z zewnątrz. Taka osoba skorzysta z cudzych narzędzi bo uznała obiektywną analizą, że jej własne były słabsze, a jak coś nie wyjdzie, nie będzie winić tego kto dał jej ten młotek i dłuto, wszak otrzymała lepsze narzędzia, a mimo to poniosła klęskę, zajmie się weryfikowaniem tego co nie wyszło i wyciągnie wnioski żeby kolejnym razem młotek i dłuto wykorzystać jak należy. Tyle pokrótce o logicznym i samodzielnym podejmowaniu decyzji przez dorosłego i świadomego forumowicza. Wróćmy teraz do doświadczenia, które każdy z nas gromadzi. Im człowiek zgromadził więcej doświadczeń tym jego decyzje powinny być lepsze, ale stanie się tak tylko wtedy gdy podda dotychczasowe doświadczenia zarówno pozytywne jak i negatywne analizie logicznej i wyciągnie wnioski. Doświadczenie ma jeszcze jedną właściwość, pozwala lepiej dostosować rozwiązania do własnej sytuacji. Niekoniecznie całościowe rozwiązanie działające dla innej osoby, która ma inną sytuację życiową/ społeczną/ rodzinną musi w stu procentach zadziałać dla was. Doświadczenie pozwala wam określić co z cudzej rady będzie dla was dobre, a co należy zmodyfikować pod siebie. Reasumując to co pomaga wam skutecznie korzystać z narzędzi, które daje wam forum czy inne społeczności to dwie rzeczy: 1 Własne doświadczenie. 2 Logiczna analiza danej sytuacji. Jak już wspomniałem doświadczenie najczęściej przychodzi z wiekiem, ponieważ im człowiek starszy tym miał styczność z większą ilością zjawisk i zdarzeń i musiał siłą rzeczy podejmować więcej decyzji. Jeśli decyzje poddał analizie i wyciągną wnioski, uzyskał w ten sposób większą pulę doświadczenia. Oczywiście może być tak, że młoda osoba ma wielkie doświadczenie, ponieważ często podejmuje różne wyzwania, zmienia środowisko, wychodzi ze strefy komfortu ale zdarz się to niezbyt często. Teraz spójrzmy jak to wygląda w praktyce. Niby człowiek dorosły w sensie prawnym to osoba pełnoletnia czyli 18 latek. Jednak wszyscy, którzy obserwują świat wiedzą, że w naszej szerokości geograficznej tak naprawdę osiemnastolatek jest osobą bardzo niedoświadczoną życiowo, a jego pozycja startowa zależy tak naprawdę od wzorców, które uzyskał w dzieciństwie w domu rodzinnym i zasobności portfela rodziców. Przeciętny osiemnastolatek ma kiełbie we łbie i tyle. Kiedy więc zaczyna się kształtować dorosły człowiek (głównie mężczyzna, bo społeczeństwo poddaje mężczyzn większej presji i więcej od nich wymaga)? W mojej ocenie dzieje się to około 21 roku życia, z prostej przyczyny młody człowiek zmienił środowisko przynajmniej częściowo, albo podjął pracę, albo dalej się edukuje. Nastąpiło wyrwanie (choćby częściowe) z rodzinnego gniazda pojawia się nowe środowisko pracy lub środowisko uczelniane, gdzie zderzają się ze sobą różne poglądy, style życia, wartości, tutaj nowy człowiek po raz pierwszy wychodzi ze strefy komfortu i musi stanąć twarzą w twarz z nieznanym, czy to będzie środowisko w miejscu pracy, czy w miejscu zdobywania nauki. Często młodzi ludzie zaczynają dopiero rozwijać zdolności adaptacyjne jak znajdą się w tak odmiennych warunkach, wcześniej rozwijali je tylko w ograniczonym zakresie bo funkcjonowali w środowisku dom - szkoła. Teraz jest coś innego coś nowego, więc człowiek po ukończeniu szkoły średniej przez dwa trzy lata przechodzi kolejną znaczącą metamorfozę. W okresie dziecięcym i młodzieńczym to rodzice głównie chronili go przed najważniejszymi życiowymi błędami, w zasadzie pilnowali żeby właściwie funkcjonował w społeczeństwie, nie zrobił żadnych poważnych głupstw, które zaważą na całym jego życiu, oczywiście mówię o rodzinie jako zdrowej jednostce społecznej, pomijam kwestie patologii. Tak więc 21 latek w mojej opinii staje na progu dorosłości. Można powiedzieć, że to dorosły mężczyzna, który jednak nadal jest narażony na wiele niebezpieczeństw. Teraz zaczyna się proces zbierania doświadczeń. Kolejne 8 - 10 lat w życiu mężczyzny to jest zbieranie najważniejszych doświadczeń, jest to również okres popełniania najgorszych błędów. W tym okresie młody człowiek powinien już mieć na starcie określoną wiedzę, którą znajdzie na forum, najważniejsze żeby rozważał wszystkie ewentualności i miał z tyłu głowy, że sprawy mogą przyjąć zły obrót. Dla młodego mężczyzny w wieku 21 - 30 najważniejsze jest żeby uniknął kilku naprawdę dużych błędów, wszystko inne da się później naprostować, bo nigdy nie jest tak, że wszystkich błędów da się uniknąć. Błędy, które najbardziej wpłyną na życie takiego mężczyzny to: 1 Popadnięcie w konflikt z prawem, nawet jak nie skończy się więzieniem, to wyrok w zawieszeniu + oczekiwanie na zatarcie skazania odetnie wiele życiowych możliwości, uniemożliwi wejście na pewne ścieżki. Więc wiedza na temat tego jakiego środowiska unikać i jakich szemranych przedsięwzięć unikać jest dla młodego mężczyzny bezcenna. 2 Posiadanie nieplanowanego dziecka tzw. wpadka, która będzie miała wpływ na resztę życia takiego mężczyzny, a minimum na kolejne 25 lat. Świadomość na temat stosowania antykoncepcji oraz trików stosowanych przez panie w celu zajścia w ciążę bez zgody partnera również jest nieoceniona. 3 Życie z dnia na dzień, czyli nie planowanie swojej przyszłości z wyprzedzeniem. Są setki tysięcy młodych ludzi, którzy jakieś studia skończyli, ale tak naprawdę, nie posiadają ani przydatnych na rynku pracy umiejętności, ani przydatnej wiedzy, są to osoby wysoce nieprzystosowane. Ściśle z tym zagadnieniem wiąże się nieefektywne gospodarowanie własnym czasem i planowanie zdobywania umiejętności. 4 Podejmowanie decyzji pod wpływem emocji/ chwili/ pobudzenie hormonalnego, jak zwał tak zwał. To często prowadzi do nieszczęść wszelakich. 5 Nie poświęcanie czasu jak rozwijanie asertywności i budowanie pewności siebie. 6 Zniszczeni sobie zdrowia. Podejmowanie aktywności fizycznych, które mogą spowodować trwały uszczerbek na zdrowiu lub poważne kalectwo, tylko w celu zaimponowania osobom trzecim. Nie mówię tu o uprawianiu sportu, a głupim popisywaniu się lub uprawianiu sportu w warunkach, które nie zapewniają należytego bezpieczeństwa. Co innego jest skoczyć do basenu z wysokiej trampoliny, a co innego z podobnej wysokości ze skały w nieznanym miejscu, gdzie nie wiem jak jest głęboko i co jest na dnie, tylko po to żeby zaimponować grupie. Łapiecie co chcę przekazać? 7 Nałogi - popadnięcie w jakikolwiek nałóg, czy to narkotyki, papierosy, alkohol, sterydy jest destrukcyjne fizycznie i psychicznie. Nawet jak się z nałogu wyjdzie to zostawi on ślady w ciele lub psychice do końca życia. Przyjmijmy, że ten rdzeń męski ukształtowany jest w okolicach trzydziestki, szczęściarz uniknął tego co opisałem powyżej, więc około trzydziestki mamy już z grubsza ukształtowanego mężczyznę, który w większości przypadków przejdzie zaplanowaną przez siebie drogą przez życie, ma jakieś kompetencje rozwinięte w zakresie kontaktów międzyludzkich i tych ogólnospołecznych, zawodowych czy romantycznych. Jak zdobył odpowiednie narzędzia przed trzydziestką i wyrobił odpowiednie nawyki, nie spotka go żadna nieprzewidziana trauma to wszystko powinno być z grubsza ok. I takiego mężczyznę w wieku 30 - 32 lata, który nie spierdolił czegoś poważnie w dotychczasowym życiu (lub zdążył wyciągnąć wnioski i naprawić to co do tej pory spierdolił) można traktować jako dorosłego, ukształtowanego i poważnego mężczyznę. Oczywiście każdy będzie ewoluował wraz z wiekiem, doświadczeniem i przemyśleniami, ale taki mężczyzna będzie już miał ukształtowany pewien rdzeń, wokół którego będzie później budować kolejne warstwy. Warto nadmienić że w dawnych czasach, ta mentalna dorosłość była osiągana znacznie wcześniej z tej prostej przyczyny, że życie było krótsze, warunki życia cięższe i w pewnych obszarach doświadczenie zdobywało się szybciej. Więc proszę przystawcie miarę do czasów współczesnych i nie lećcie z argumentami, a mój pradziadek jak miał siedemnaście lat to ..... albo, ale przecież Aleksander Wielki bla bla bla .... Więc miło byłoby gdyby niektórzy bardziej krewcy userzy, wzięli sobie to do serca i trochę inną miarę przykładali do mężczyzn młodszych i mniej doświadczonych, traktowali ich łagodniej i ze zrozumieniem, a szczególnie tych którzy znaleźli się na jakichś rozstajach życia... Popatrzcie jednak co się dzieje z ludźmi, którzy popełnili błędy z listy, ile bardziej ich życie jest skomplikowane ... Jasne mogą wrócić na prostą w każdym wieku, ale ile więcej to pracy wymaga i i le więcej mają przeszkód do pokonania... Na koniec zwrócę wam uwagę na jedną rzecz. Czemu ludzie przychodzą na forum opowiadając swoje historie? 1 Szukają porady i/lub pocieszenia. 2 Wiedzą już co spierdolili ale potrzebują się tym podzielić ze światem, żeby dokonać swoistego katharsis. 3 Chcą aby inni uniknęli powielania ich błędów, czyli chcą aby ich przeżycia pełniły funkcję edukacyjną (w sumie tą funkcję będą pełnić wszystkie historie niezależnie od motywów autorów, różnica będzie jedynie w tym czy funkcja edukacyjna była głównym celem autora). Niestety wiele osób, które odpowiada na posty nie posiada czegoś takiego jak zdolność do nauczania innych, często się frustrują brakiem postępów u osób, którym starają się pomóc radą i przekształca to się we frustrację i wylewanie żalu na osobę, która o radę prosiła. Dla tego po udzieleniu rady, dawaniem wskazówek wraz z rozwojem sytuacji nie warto angażować się nadmiernie emocjonalnie w wątki pomocowe, zwyczajnie osoba doradzająca, która podchodzi nadmiernie emocjonalnie traci dystans i może zmienić się w potępiającego agresora. Oczywiście zdarzają się też jednostki niereformowalne, które przez długi okres czasu powielają błędy lub jednostki wybitnie oporne na wiedzę, ale to temat na zupełnie inny wpis. I na koniec proszę o zachowanie spokoju i kultury w tym temacie.
  38. 33 points
    Dział wprawdzie "moje doświadczenia..." jednak nie opiszę swoich a te, w których miałem (i niestety mam nadal) przykrą powinność uczestniczenia. Tu na wstępie podziękowania dla @Mosze Red za wsparcie, nie tylko merytoryczne w paru istotnych tematach. Ale żeby nie było jak na wręczeniu Oscarów, przejdę do rzeczy. Uczestnikiem i animatorem wielu wydarzeń, stałem się wbrew własnej woli, na skutek próśb ze strony rodziny, żeby pomóc ogarnąć się zdesperowanemu człowiekowi z rodziny. Naprawdę wolałbym się zajmować w tym czasie swoimi sprawami i dupeczką Blondi, zwłaszcza, że z czasem wychodzi na jaw, w jakim szambie muszę się taplać. Więc grzebię się z adwokatami, kontami bankowymi, policją i prokuraturą. Szczęśliwie mam do pomocy jego zięcia, facet mega skrupulatny i precyzyjny, kapitalnie się sprawdza w charakterze dyrektora wykonawczego. Jak się z nim coś ustali, to przeprowadzi to od a do z ze 100% skutecznością. Otóż jest sobie pan X, który po rozwodzie z pierwszą żoną (zresztą trochę jędzowatą, tak między nami) wpierdolił się w długofalowy związek z kolejną kobietą, dajmy na to panią Y. Sam z pierwszego małżeństwa ma dwójkę dzieci, nabyta żoneczka Y miała (bo już można o niej mówić w czasie przeszłym) syna z pierwszego związku. Nowy związek został przypieczętowany formaliną małżeńską i trwał niemal 30 lat. Pan X, ultra utalentowany muzyk, który potrafił siąść do fortepianiu i wyklawiszować muzykę w tonacji deszczu tłukącego o parapet. Tak z pały. Multiinstrumentalista, muzyka była wszędzie, grywał z góralami na cyi i gęślach, na harfie, basie, na puszcze po pomidorach i "blaszanym bębenku". Syn bankiera (nie mylić z bankowcem) któremu po prostu wszystko poszło w talent. Nie miał pojęcia o rzeczywistym świecie. Żył kompletnie obok niego. Szczyt jego "nowoczesnych" możliwości to zagrać w pasjansa na kompie i wypłacić kasę w bankomacie. A żoneczka? No cóż, nie miałem z nią jakoś szczególnego kontaktu, pewnie widzieliśmy się z pięć razy w życiu, ponieważ izolowała siebie i jego od części rodziny. Klasyka. Na komunii jego jednej z wnuczek nawet się nie pojawiła a on wymykał się na wigilie i święta chyłkiem do "swoich", żeby choć na chwilę pobyć. Oczywiście płacił za to cichymi dniami i cholera wie czym jeszcze. Pani Y? Też muzyk (bądź jak pewnie wolałaby pani europosłanka Spurek - muzyczka, choć wcale nie tak skoczna ;)) Ale bardzo mierny, taki trochę terminator odgrywający zapis nutowy z kartki. Jeśli ktoś miałby być szczery, rzekłby - beztalencie. W zeszłym roku pani Y trafiła którejś nocy na SOR z silnymi bólami trzewnymi. Okazało się że ma nowotwór jelit. O ile w ich małżeństwie do tamtej pory układało się ledwie jako-tako i często konfliktowo (o tym później) to diagnoza odmieniła jej stosunek do pana X. Nagle stał się potencjalnie potrzebny do opieki i nastąpił rozkwit "miłości" i uczuć względem niego. Idealna harmonia, wspólne wyjazdy i spędzanie czasu, sanatorium, wakacje nad morzem itd. Ale to według wszelkich poszlak, które udało mi się rozpoznać - było czystej wody pozoranctwem obliczonym na efekt i cel. A było nim wymaganie przyszłego poświęcenia się z jego strony, ignorując wszystko co miało miejsce dotychczas. W każdym razie pan X z panią Y wiedli sobie jakieś tam życie. Pan X przed zawarciem związku wyłożył pani Y kasę na zakup mieszkania, oczywiście w imię "miłości", bez żadnych kwitów czy domagania się udziału. Pierwszy karny kutas dla niego. Dziś okazuje się, że po jej śmierci należy mu się co najwyżej zachowek od tej nieruchomości i poza tym nie ma do niej żadnych praw, ponieważ został w szpitalnym testamencie w zeszłym miesiącu wydziedziczony na rzecz syna pani Y, bo jemu właśnie mieszkanie zapisała. W końcu dla kobiety, mąż to nie rodzina, rodzina to ona i jej bezpośrednie potomstwo, jak pisała jeszcze w latach '70 ub. wieku pani Esther Vilar. Pani Y potwierdzała to cyklicznymi przelewami dla wnuczki, zasilaniem inwestycji syna i generalnie transferowaniem tego co pan X przyniósł do domu i wspólnoty małżeńskiej, na rzecz swojej linii genetycznej. Dokopałem się w historii transakcji bankowych do kilku lokat i ubezpieczeń na rzecz syna i wnuczki. Wiedziałem poniekąd czego szukać, bo kilka lat temu pan X miał podejrzenia co do stanu finansów i że coś się z kasą dzieje dziwnego. Poszedł wówczas do banku po papierowe wyciągi (bo oczywiście konto online to dla niego abstrakcja) i znalazł na nich transfery na konto pasierba o których nie był nawet informowany. I to nie były kwoty idące w nędzne setki PLNów. Pani Y, stosując wieloletnią metodę gotowania żaby, była przekonana, że pan X o stanie finansów, regulowaniu opłat za gaz, prąd, mieszkanie, działkę etc. nie ma bladego pojęcia bo i z ledwością wie gdzie jest siedziba ich lokalnego oddziału banku, jechała na bezczela i szła w zaparte, twierdząc że nic o czym on nie wie nie ma absolutnie miejsca. No to rzucił jej w twarz wyciągami bankowymi. Obraziła się, że nie ma do niej zaufania, zarzuciła że on na pewno też swoim dzieciom daje kesz (a figę, nawet wnuczki nic nigdy nie dostały poza okazjonalną stówką na urodziny czy od święta) i tym podobna babska racjonalizacja, odwracanie kota ogonem i przenoszenie winy. Ale pani Y od tego momentu stała się ostrożniejsza i zmieniła strategię na gotówkową. Zrobiłem sobie choćby zestawienie ich transakcji wypłat kartami i okazało się, że pani Y wypłacała bankomatami z konta w ciągu ostatniego roku pięciokrotnie więcej niż pan X. Kwot podawał nie będę, ale stanowiły niemal 200% jej osobistych, rocznych wpływów do domowego budżetu. Czyli było dojone i osiołek ciągnął. Oczywiście normalne koszty życia i utrzymania były zleceniami stałymi, poza operacjami karcianymi. Niestety serwis transakcyjny tego banku jest do kitu i umożliwia dostęp do historii transakcji dla usera tylko do dwóch lat wstecz. W sumie kpina, trzeba to będzie prześwietlić w postępowaniu spadkowym. Akcja nabrała tempa na finiszu, kiedy pani Y trafiła po licznych chemiach do szpitala a potem do hospicjum. I przemilczam tutaj 99% faktów dla anonimizacji i dobra wszystkich. Po prostu przyjmijcie, że opisuję tylko wygląd wierzchołka góry lodowej, pobłyskującej w pięknym słońcu arktycznym. Wówczas pojawił się testament zapisujący majątek osobisty pani Y synowi, upokorzenie pana X w postaci spisu biżuterii którą ma dostarczyć do szpitala i się z niej rozliczyć przed synem i wnuczką, której zapisała "bezcenne precjoza". Jak zobaczyłem na własne oczy listę i te "ptaszki" przy kolejnych pozycjach pt "złoty pierścionek z niebieskim oczkiem" (kurwa, kto nie nazywa kamieni po imieniu?) gdzie jak magazynier miał się rozliczyć z inwentury, to bym nie uwierzył. Pan X siedział przy szpitalnym łóżku naćpanej opioidami i kolejno odfajkowywał to co przyniósł i wyjmował ze szkatułki. Przy tym, na łożu śmierci, zażądała, żeby jej część pieniężnego majątku w całości została przekazana synowi. Formalną intencją jak widać, było wydziedziczenie pana X i wygolenie go na zero. Ale to jeszcze nic. Będąc już w hospicjum, powstało notarialne upoważnienie do jej konta, na którym na osobiste imię pozakładała lokaty inwestycyjne na ładne setki tys. Oficjalnie, niby jej syn ściągnął notariusza (którego nota bene nikt z pracowników hospicjum nie widział na oczy, raczej obstawiam inny scenariusz, zwłaszca że syn dysponował dłuższy czas jej dowodem osobistym pod pretekstem załatwiania spraw przyszłego pochówku) po czym przy próbie sprawdzania czy wpłynęły na to konto pieniądze pana X, okazało się, że tych inwestycji nie ma. Zostały zlikwidowane i kasa przelana na jakieś zewnętrzne konto przez jej syna. Tak się spieszył, że za zerwanie tych funduszy zapłacił karniaka w wysokości niemal 3k PLN. Sprawa za poradą adwokata została zgłoszona do banku i na policję, prokuratura sformułowała dość sensowny zarzut z art 286 KPK o doprowadzeniu przez niego do niekorzystnego rozporządzenia mieniem. I wiecie, trochę to dziwne, bo niejako pod samym nosem odchodziły akcje, przed którymi przestrzegam szersze forum chłopaków. Wczoraj zapytałem pana X, czy wiedząc to co wie (zwłaszcza, że przez ostatnie kilka tygodni zrobiłem mu świadomościowe, totalne pranie mózgu) ożenił by się po raz drugi. Niemal wstał z krzesła, zapowietrzył się i zdecydowanie wykrzyknął: nie, nigdy, nie ma mowy! Reasumując: - uważajcie z kim i na jakich warunkach się wiążecie - dbajcie o własne finanse i bądźcie czujni - intercyza, własne konto - zaufanie jest dobre, ale kontrola jeszcze lepsza - cudze potomstwo jest po prostu cudze, poza naszym osobistym interesem a wręcz wbrew niemu
  39. 33 points
    Tak, chwalę się bo mam czym. Prawie rok temu założyłem temat o swoim koledze z dzieciństwa, zastanawiałem się jakiej formy wsparcia mu udzielić i w konsekwencji nakłoniłem go na leczenie stacjonarne w Monarze. Żeby nie zapeszyć jest dobrze za miesiąc wychodzi i najprawdopodobniej wraca do woja a jak nawet wróci do woja dopiero za rok to i tak sukces bo wiem, że ogarnęli mu tam nieźle psychikę. Więc bracia - Oczywiście trzeba pomagać ludziom, ale zawsze należy robić to realnie czyli w zakresie swoich możliwości ponieważ ja nie jestem terapeutą to odesłałem go do ludzi, którzy terapeutami są. A zatem pomogłem realnie i w zakresie swoich kompetencji. Dodatkowo sąd przychylił się do naszego wniosku i ze względu na terapię stacjonarną w Monarze kuzyn mógł odrobić godziny (kara ograniczenia wolności) na miejscu czyli w ośrodku terapeutycznym. Nigdy w życiu nie czułem większej satysfakcji bo wiem, że ma już ogarniętą sytuację prawną, ekononomiczną (znaleźliśmy nabywcę na dom po jego dziadku), i psychiczną (kończy leczenie, widać że się zmienił). Teraz już musi sobie radzić beze mnie, ale jak tego nie spierdoli to sytuacje ma już idealną. (jeśli go do woja przyjmą) a jeśli nie to może mieszkać przez dwa lata w motelu dla monarowców (gdzie będzie płacił 100zł miesięcznie).
  40. 33 points
    Akt pierwszy... Poznaliśmy się na pewnym popularnym portalu randkowym, gdzie ona w piątkowe wieczory zabijała nudę (ojciec dzieci zabiera je wtedy na noc) a ja świeżo rozwodzie i zakończeniu 8 letniego związku, szukałem chyba bardziej zapomnienia niż jakiejś tam miłości swojego życia. Miała fajne zdjęcie (takie inne od wszystkich) odpowiedni wiek (ona ok. 40, ja ok. 45) jakieś dzieci (mi akurat pasuje, bo też mam) no i była naturalnie ładna w sensie że bez kilograma tapety na ryju i ufarbowanych kudłów mogła się podobać wielu facetom, ale przede wszystkim była zajebiście inteligentna, a przy tym nie taka nadęta jak te wszystkie tam gwiazdy, łapała w mig moje żarty, odróżniała ironię i sarkazm od bycia chamskim gburem, a co w tym wszystkim najśmieszniejsze, to bardzo szybko się okazało, że jej były facet, ojciec jej dzieci, to mój koleś, który mieszkał kiedyś klatkę obok mnie i byliśmy tzw. chłopakami z podwórka, miałem więc o tyle ułatwione zadanie, że nie musiałem się specjalnie wysilać nawet, żeby ją "zbajerować" na tym portalu, bo gadka kleiła się sama, po jakimś czasie zaczęliśmy się regularnie spotykać, nasze dzieciaki też się polubiły, no i tak to się zaczęło. Akt drugi... Pierwszy rok znajomości, to była prawdziwa sielanka. Spotykaliśmy się kiedy tylko było to możliwe, pieprzyliśmy się bez przerwy, a weekendy spędzaliśmy jak przykładna rodzinka z reklamy Winiary, ona, ja, nasze dzieci. W niedzielę wieczorem wszyscy się rochodzili i wracali do siebie, mój syn do swojej mamy, ja do swojego mieszkania, moja królewna z dzieciakami do swojego i tak to sobie leciało, aż zaczęło się powoli psuć, najpierw jakieś drobne sprzeczki i fochy (mnie wkurwiało na przykład to, że umawiam się z nią gdzieś o tej i o tej godzinie, a ta sobie nie przychodzi, bo coś tam) potem poważniejsze kłótnie i tak zwane ciche dni z tym że zawsze to ona musiała coś zjebać, a potem się dąsała, że ją opierdalam albo się obrażam, a ja się nie obrażam tylko mam wypierdolone na laskę, z którą przez dwa tygodnie się umawiam na romantyczny weekend nad morzem w naszą pierwszą rocznicę i wszystko co miała zrobić, to zarezerwować pokój w pensjonacie (ja zapierdalałem w tym czasie na budowie w Berlinie, dlatego poprosiłem ją o załatwienie tego) a ona w ostatniej chwili mnie informuje, że to jednak głupi pomysł, bo taki pensjonat to przecież kosztuje i po co w ogóle bla bla bla, żeby jakis czas później niechcący się wygadać, że w tym samy czasie przebywał w naszym mieście wielki kurwa celebryta obciągacz parów niejaki Michał Piróg (kto to w ogóle jest do chuja wacława?) i jej córka bardzo by chciała mieć z nim zdjęcie, bo to jej idol jest. Jej córka po pierwsze była wtedy u swojego ojca, który mógł dopilnować, żeby córeczka sobie zrobiła zdjęcie ze swoim idolem, o którego istnieniu dowiedziała się chyba tydzień wcześniej jak miał do nas przyjechać, ale to szczegół. No więc nie, moja ukochana uznała że zdjęcie córki z jakimś lachociągiem jest ważniejsze od naszych ustaleń, od naszej rocznicy, od jebanego weekendu nad morzem i postanowiła osobiście dopilnować, żeby córcia to zdjęcie miała. Oczywiście że dostałem wtedy szału i zacząłem baczniej się przyglądać. Akt trzeci... Drugi rok znajomości, to było już powolne opadanie, bo nagle zaczęło do mnie docierać jakim jestem pierdolonym frajerem, że to szok. Im więcej się kłóciliśmy, tym rzadziej się widywaliśmy, a im rzadziej się widywaliśmy, tym więcej miałem czasu na przemyślenia, a im więcej o tym wszystkim myślałem, tym mocniej się zastanawiałem nad tym CO JA TU KURWA ROBIĘ? PO CO MI TO WSZYSTKO? NA CO MI TO? Żeby bzyknąć raz na miesiąc, o ile zasłużę i będę miał farta, że akurat trafię w jej dobry nastrój? A jeśli nie trafię, to co wtedy? I tak było rzeczywiście. Przychodziła do mnie albo ja do niej i już od progu wiedziałem, że coś jest nie tak. Nie wiedziałem tylko co. Jeden piątek, drugi piątek, trzeci piątek, czwarty piątek... no ileż można nie ruchać! W końcu zauważyłem dziwną prawidłowość, że im bliżej weekendu, tym intensywniej moja królewna szuka pretekstu do kręcenia afery o dosłownie wszystko, powody tak z dupy wzięte, że nawet nie będę się rozpisywał, bo i tak nikt nie uwierzy. Jeden przykład poglądowy: dzwoni do mnie w któryś czwartek około południa i mi opowiada jak to rozmawiała dzisiaj przez telefon ze swoją siostrą i się pożarły, bo ona jej powiedziała, a tamta powiedziała... A ja jestem w pracy. Stoję na dachu budynku i pilotuję dźwigowego, który mi z dołu podaje na taras palety z oknami. Obok moi ludzie i jeszcze druga ekipa tynkarzy, żeby nam pomóc we wciąganiu tego ciężkiego chujstwa do środka, wszyscy stoją i czekają na mnie, a ta mi pierdoli przez telefon o swojej siostrze jakiejś. Mówię do niej, że nie mogę teraz rozmawiać, wpadnę wieczorem to pogadamy, a ona na to żebym spierdalał wieczorem, bo wieczorem dzieci się uczą i że w takim razie to nie ma sensu, bo nie daję jej wsparcia... No i tak to mniej więcej wyglądało za każdym razem, gdy tylko zbliżał się czas weekendu. No dosłownie wszystko robiła tylko po to, żeby zjebać atmosferę, nie dać mi dupy za karę i siedzieć całą noc naburmuszona tylko po to, żebym ja nigdzie sam nie polazł. Po któryms z kolei takim zagraniu zaczęło mnie to wszystko już wkurwiać z lekka, bo jak ja mam siedzieć w jakimś syfie, zapierdalać na każde wezwanie (przynieś, wynieś, zawieź, podwieź, załatw, zrób, pomóż, napraw, zobacz, sprawdź i tak do zajebania) i gówno z tego mieć dla siebie, tylko fochy, dąsy i szczucie dupskiem, którego i tak nie dostanę, bo ona wiecznie zmęczona i śpiąca... noż kurwa, laska pracuje w aptece, chuja tam wielkiego robi, tylko siedzi na piździe i książki czyta albo na fejsie z kimś pierdoli, to faktycznie po tygodniu tak ciężkiej pracy może nie mieć już siły na nic. Za to ja mogę. Ba, muszę. Dla mnie nie ma takich słów jak "zmęczony po pracy" czy "muszę odpocząć" albo "zrobię to jutro" nie i chuj. Zrobisz to teraz a jak skończysz, to coś ci znajdę. I nie licz na to, że jak już wszystko zrobisz tak jak chcę, to ja ci się odwdzięczę jakimś seksem czy czymś innym, o nie mój drogi. Na to to trzeba sobie zasłużyć, a to co robisz czy coś tam mi naprawisz to są normalne obowiązki mężczyzny, każdy to robi. Droga ku wolności... Trzeci rok znajomości rozpoczęliśmy od wspólnego zamieszkania ze sobą, co zresztą na niej siłą niemal wymusiłem, bo gdyby mogła, to pewnie by ciągnęła w nieskończoność relację opartą na wysługiwaniu się zakochanym kretynem w zamian nie dając od siebie nic. Tłumaczyłem jej milion razy, że takich lasek jak ona, roszczeniowych i leniwych babsztyli, które jedyne co mają do zaoferowania to podstarzałe ciało z przemijającymi już niestety śladami dawnej urody, to w internetach siedzą tysiące i tylko czekają na jełopa, który będzie im przysługi różne świadczył nie wołając za to pieniędzy, tylko wpadnie na obciąganie i wypnij tyłek od czasu do czasu i żadna to dla mnie atrakcja tkwić w związku z wiecznie obrażoną królewną, która nie rozumie, że za darmo nie ma nic. Nigdy. Jak coś ode mnie chcesz, to sama też musisz coś dać w zamian. Tyle weźmiesz ile dasz. Tak to kurwa działa na tym świecie. Albo ona jest odporna na argumenty, albo ja mam za słaby dar przekonywania. Po wspólnym zamieszkaniu nie zmieniło się zupełnie nic, a nawet gorzej, bo doszły mi tylko nowe obowiązki oraz coraz więcej kłótni, kiedy próbowałem protestować czy otwarcie się stawiać. W końcu doszło do tego, do czego musiało prędzej czy później dojść i padł z jej strony argument ostateczny - wynoś się z tego domu. O co poszło? O kotlety. A konkretnie o to, że miała te jebane kotlety usmażyć w niedzielę na obiad. Ja miałem pojechać w tym czasie po ziemniaki i coś na surówkę. No to pojechałem. Wracam do domu, a ta leży i napierdala w telefon. Nic nie mówiąc usiadłem obok i zacząłem obierać ziemniaki które przywiozłem. Następnie umyłem sałatę i zacząłem szykować sos do surówki. Nagle ona wstaje i zaczyna się ubierać. Nic nie mówię i robię swoje. Poszła do jakiejś koleżanki. Ja zostałem w domu sam z dzieciakami. Super. Wróciła po chyba dwóch godzinach, pokręciła się po chacie, pograła przez godzinę w grę na telefonie, coś do kogoś napisała i znów zaczyna się ubierać. Nie wytrzymałem i się pytam czy znowu gdzieś wychodzi. Na co ona - a co, nie widać? Poprosiłem więc grzecznie, żeby w takim razie zabrała ze sobą dzieci, bo ja jestem głodny, obiadu nie ma, więc pojadę na miasto zjeść. Dostała szału, ale zacisnęła zęby i kazała się ubierać bachorom. Ja w tym czasie się ulotniłem i pojechałem z moim młodym na pizzę. Jak wróciliśmy, to jej jeszcze nie było, więc siedzieliśmy do wieczora sami we dwóch. No i chuj. Obejrzeliśmy jakiż film i odwiozłem go do byłej, a wkurwiony byłem już tak, że dach w samochodzie mi się zmarszczył jak zamykałem drzwi. No i wracam do domu... Ta już jest, ale nic się nie odzywa, to ja też nie i chuj z nią. Zbliża się pora spania, ja już w łóżku, a ona jak gdyby nigdy nic: - ty jutro jedziesz do roboty? - jutro jest sylwester i nikogo nie będzie - to znaczy tak czy nie? - to znaczy nie - ja idę do apteki na rano - fajnie - dzieci zostają w domu i nie ma dla nich obiadu - ach tak? - tak, dlatego zrobisz im kotlety - ja zrobię? te kotlety co ty je miałaś dzisiaj zrobić? - a co to jakiś problem? - ty poważnie teraz mówisz czy jaja sobie robisz? - ja będę w pracy, a ty w domu, to chyba możesz kotlety usmażyć, czego tu nie rozumiesz? - no w sumie logiczne, tylko widzisz jest jeden mały problem jakby... - jaki znó‬w problem? - taki problem, że w piździe to mam - słucham? - który fragment mam ci powtórzyć? - rozumiem że nie zrobisz dzieciom obiadu, bo jesteś obrażony i będziesz teraz stroił fochy? - nie, nie rozumiesz. nie zrobię dzieciom obiadu, gdyż ponieważ albowiem nie jestem waszym służącym - tak wiem, już to słyszałam. to w takim razie będziesz tak uprzejmy, spakujesz swoje rzeczy i do widzenia - serio? - serio serio. kiedy najszybciej mógłbyś to zrobić? - no nie wiem, muszę coś znaleźć najpierw, pieniędzy nawet nie mam na kaucję i wynajem, musiałbym załatwić... - a to mnie już gówno interesuje, do końca tygodnia ma cię tu nie być - w porządku, jak chcesz - dziękuję Kurtyna opada i zjeżdża na linie wielki napis The End... Kasę musiałem pożyczyć od byłej żony. Nie miała oporów, żeby mi przelać pięć koła od tak do "kiedyś tam jak będziesz miał" ale co się wstydu najadłem, to przez całe swoje życie chyba tyle nie. Po nowym roku ogarnąłem jakiś kwadrat do wynajęcia i wyjebałem stamtąd w pizdu jak ta moja była w pracy. Nie minął nawet miesiąc, a już do mnie wydzwaniają byłe dupy z którymi kiedyś tam się bujałem czy nie mam może wolnego wieczoru i ochoty, żeby się spotkać "na kawę" aż opędzać się muszę. Wczoraj miałem ustawione takie ruchańsko z jedną taką moją Dorotką, że chyba by jej dupę rozerwało jak bym z nią skończył, to odpieprzyć się nie chciała, kiedy zacząłem wymyślać wymówki, że nie mogę bo coś tam gówno sraczka. Może i mogę, ale nie chcę. To jest najmniej ważne akurat. Najważniejsze jest to, że kiedy dzisiaj tak sobie siedzę albo leżę i o tym wszystkim myślę... Owszem, zachowałem jakieś tam wspomnienia, bo nie zawsze było chujowo, bez przesady, tak jak pisałem przez pierwszy rok na serio się zabujałem, mało tego, po wprowadzeniu się do niej byłem tak szczęśliwy i podjarany, że następnego dnia kupiłem jej pierścionek zaręczynowy (wypierdoliłem na ten cel trzy tysiące zaliczki z kolejnej roboty, brawo ja) a dwa tygodnie później się oświadczyłem w naszej ulubionej restauracji. Jej mina, gdy znalazła pierścionek w fasoli... jakby dostała kupon rabatowy do biedronki, zero emocji, żadnego dziękuję, no ładny pierścionek a gdzie cukier do herbaty? Podsumowanie i wnioski... W sumie to już przynudzam, bo nie mam jakoś żadnego pomysłu na efektowne zakończenie mojego pierwszego powitalnego wpisu, a pisać mógłbym przez trzy kolejne noce bez przerwy o tym jak pańcia nie wiadomo kiedy z wielkiego wytatuowanego oprycha zrobiła bezwolne popychadło i osobistego lokaja, któremu wystarczyło zakręcić dupą przed nosem, żeby zapierdalał jak opętany na wysokości lamperii bez chwili na oddech czy choćby na jakąś refleksję w stylu - coś ty kurwa ze swoim życiem zrobił... Jakie płyną wnioski z mojej historii? Wniosek jest w zasadzie jeden - jeśli pojawiają się wątpliwości, to nie ma wątpliwości. Brnięcie w szambo po szyję cały czas licząc na to, że jeszcze wszystko się ułoży, kiedy kolejne fale gówna zalewają ci twarz... Nic się już nie ułoży. Dlatego zamiast sobie wmawiać, że nie jest aż tak przejebane jak mogłoby być, bo inni mają gorzej, trzeba zadać sobie jedno zasadnicze pytanie - czy nie mogłoby być inaczej, bo w końcu jacyś inni mają do kurwy nędzy lepiej. Dzięki za uwagę i dotrwanie do końca. Pozdrawiam.
  41. 33 points
    Pierwsza żona: Upadła totalnie. Zostawiłem jej dom, którego nie mogła utrzymać. Pieniądze roztrwoniła. Do dzisiaj nikogo nie ma. Minęło 18 lat od rozwodu. Wiecznie z pretensją na ustach. Mieszka w małym mieszkanku, sama z kotem. Żal mi jej, jako człowieka. Uroda skończyła się już dawno, został jej tylko smutek. Druga żona: Myślałem, że ma się dobrze jednak były to pozory. Minęło 8 lat od rozwodu. Mieszka u rodziców. Dużo imprezuje, pozoruje szczęście na FB. Kiedy spotykam czuję od niej gniew, jakby mogła to chętnie by mnie uderzyła. Z racji wcześniejszego procesu karnego o zniesławienie jaki jej wytoczyłem, ostatkiem sił się powstrzymuje. Pochodzi z tzw.dobrej, dystyngowanej rodziny - spotkała jednak mnie, który odkrył jej kurewską naturę. I w pierwszym i w drugim przypadku usłyszałem te same wykrzyczane słowa: przez ciebie teraz nie mogę sobie nikogo znaleźć! ...ja znajduję nieustannie. Wszystko przeze mnie bracia 😎
  42. 33 points
    Witam forumowiczów ☺️ Podzielę się z Wami moją historią walki z ciężką depresją. Po ponad ośmiu miesiącach walki z tą podstępną chorobą,udało mi się odnieść zwycięstwo :) Postanowiłem udać się o pomoc do lekarza specjalisty psychiatry. Dzięki pani doktor i pana psychologa, udało mi się wyjść na prostą i teraz cieszę się każdym dniem, a nie go przeklinałem jak byłem chory :( Leki przepisane przez panią doktor to : Parogen/Paroxinor (SSRI) po ośmiu miesiącach codziennego stosowania się do zaleceń lekarza, wyprostowały mi myślenie :) Najważniejsze,aby się przyznać przed sobą,że ma się problem,mi się udało. Miłego dnia 😇
  43. 33 points
    Siema, Temat jest dla mnie ciężki i jeszcze trochę bolesny pomimo upływu czasu, ale wolę opisać pewne mechanizmy i sytuacje, żeby młodsi koledzy nie musieli przechodzić przez to całe szambo i mogli się w porę ewakuować. Pisząc te słowa mam pewne poczucie winy, wręcz czuję się jak zdrajca, który publicznie występuje przeciwko własnej matce i ujawnia kulisy swojego rodzinnego życia, ale myślę, że muszę to zrobić jak nawet nie dla siebie to dla innych chłopaków. Myślę, że mogę to napisać bo nigdy nikomu nie zwierzałem się ze swojej przeszłości. Po pierwsze nie chcę, żeby ktokolwiek uznał mnie za ofiarę ponieważ myślę, że od prawie dwóch lat skutecznie walczę z tym syndromem(treningi, kursy, szkolenia itd). Nie chcę też, żeby ktokolwiek uznał moją matkę za psychopatkę i wariatkę bo jest to dobra kobieta, ale sama w życiu wiele przeszła więc myślę, że miała nieźle zniekształcony obraz rzeczywistości. Może była nawet chora, ale ponieważ nie jestem psychiatrą to nie chcę wyrażać takich kategorycznych opinii. Podzielmy zatem ten post na kilka części: Struktura rodziny - Rodzice rozwiedli się gdy, miałem 11 lat w sumie w żaden sposób to na mnie nie wpłynęło było to dla mnie wręcz obojętne. Cały związek moich rodziców to zawsze była tylko formalność, ojciec nigdy z nami nie mieszkał za wyjątkiem pierwszych kilku lat mojego życia. Zwykłe małżeństwo na papierze, które nigdy nie miało racji bytu. Gdy miałem 5 lat ojciec został skazany na karę pozbawienia wolności, odsiedział rok czasu. Matka została tylko ze mną, moją starszą siostrą, długami i częstymi groźbami utraty życia (słynne lata 90). Z tych gróźb nigdy nic konkretnego nie wynikało, ale często dostawała anonimy w stylu : ,,Jutro Twoje dzieci zdechną, uważaj na siebie", zdarzały się gówna na wycieraczce, dziwne rzeczy w rurze wydechowej i inne tego typu niespodzianki Nie były to groźby od chłopaków z miasta tylko od zwykłego plebsu.(potwierdzone info bo chłopaki z miasta nic do nas nie miały ;)) Po roku życia w ciągłym strachu sytuacja się unormowała nikt już nie groził nam śmiercią więc był pełen chill ;). W sumie czyn, którego dopuścił się mój ojciec nie był znowu tak bardzo społecznie szkodliwy, żeby ten motłoch reagował taką furią, zawiścią i agresją na moją matkę i na mnie. Najwyższa szkoda jaką ktokolwiek poniósł to było 1500 zł (wszystko zostało zwrócone więc niech wypierdalają raz na zawsze). Między mną a siostrą była duża różnica wieku (10 lat) więc naturalnym było, że szybciej wyprowadziła się z domu rodzinnego i zostałem sam z matką. Relacja z ojcem - Uważam go za dobrego człowieka, ale swoje w życiu spieprzył. W każdym razie jak wyszedł z więzienia i się ogarnął prowadził nowe interesy przez jakiś czas. Tym razem bez większego przypału. Jak miał pieniądze to nigdy mi niczego nie odmawiał - miał zasądzone 400 zł alimentów to przez kilka lat płacił 1600 zł oczywiście wszystko do rąk matki. Dlatego dostał zaszczytną funkcję bankomatu. Później niestety po kilku dobrych latach wszystko wróciło do normy i biznes przestał się układać matka nie pracowała. Starał się zabierać mnie na mecze, na wakację, ale matka uznała, że on mnie molestuje seksualnie i jak dalej będzie się do mnie zbliżał to zrobi aferę na pół Polski przyjedzie TV i będę miał wstyd w szkole.( ojciec oczywiście nigdy mnie nie molestował, żeby była jasność) Ponieważ alimenty spadły z 1600 zł i ojciec płacił już tylko 600 zł (więcej nie mógł), żyliśmy z tych pieniędzy plus jakiś zasiłków i innych takich. Zwykła dysfunkcyjna rodzina jak ich wiele - Jak miałem 12 lat to matce już całkiem odjebało i stwierdziła, że jak będę chodził do szkoły to mnie ktoś porwie i zajebie więc jak tylko wychodziłem z domu to wybiegała za mną i kazała mi wracać. Cudem skończyłem piątą klasę szkoły podstawowej.(Miałem frekwencję ledwo ponad 50% więc mi się fartem udało, że nie kiblowałem w podstawówce.(wiem patola) Później już było tak jak być mogło. Skończyłem gimnazjum(ciągle się z kimś musiałem napierdalać chociaż tego nie lubiłem, średnia ocen niska, zachowanie poprawne) i tak trafiłem do najgorszego liceum w swoim mieście. W liceum było spoko. Zacząłem się uczyć i miałem bardzo dobre oceny w sumie na tle szkolnych kolegów wyróżniałem się na plus(co trudne nie było bo z całym szacunkiem, ale mądrością nie grzeszyli.). Środowisko Karyn i Sebixów. Pracowałem też legalnie w weekendy oraz wakacje w liceum byłem powszechnie lubiany i nie sprawiałem żadnych kłopotów wychowawczych wręcz byłem wzorem dla innych. (Co zdarzyło mi się wtedy pierwszy raz w życiu) Finał historii. Skończyłem liceum, zdałem maturę, poszedłem na studia prawnicze i tu zaczyna się cała historia manipulacji, gry na emocjach i niszczenia poczucia własnej wartości. Mieszkanie w którym mieszkałem z matką poszło na licytację komorniczą(długi ojca), sprzedaliśmy je na wolnym rynku i rozpocząłem studia jako człowiek bezdomny. Po spłacie długów zostało nam jakieś 5 tysięcy złotych z mieszkania wartego około 300 tysięcy. Ponieważ prawie całe swoje życie( za wyjątkiem liceum) byłem społecznym wyrzutkiem i ofiarą ostracyzmu ze strony rówieśników, sąsiadów i innych to wypracowałem sobie rzadką cechę jaką jest twarda dupa potraktowałem całą tą sytuację - UWAGA jako dar od losu i szansa na nauczenie się nowych rzeczy. Zacząłem więc dużo czytać o nieruchomościach, o spółkach i tego typu innych rzeczach. Niestety, ale musiałem się jakoś utrzymać na studiach. Za wynajem różnych mieszkań przez te wszystkie lata płaciłem średnio ponad 1600 zł, matka pracowała za niską stawkę na zleceniu więc koszty utrzymania przeszły całkowicie na mnie. Alimentów nie dostawałem, nie chciałem też ścigać o nie swojego ojca) Skąd miałeś na to wszystko pieniądze, Ty tępy, głupi, były dresiarzu z pojebanej rodziny? Zapytacie. Otóż odpowiem. Zatrudniałem się w branżach w których były duże prowizje, premie i niskie podstawy. Czyli sprzedaż, odszkodowania i inne takie. Musiałem postawić na efektywność bo inaczej bym zdechł z głodu i na ulicy. Musiałem być po prostu najlepszy. Gdyby nie te studia to bym to wszystko olał i wyjechał za granicę zarabiać lepszy hajs i uczyłbym się programowania, ale byłem młody, głupi, pełen ideałów i jakiś naiwnych marzeń, że kiedyś będę świetnym adwokatem. Studiować próbowałem nawet się udzielałem w różnych stowarzyszeniach studenckich i kołach naukowych po pracy ;). Nawet poznałem tam swoją byłą. Całe życie studenckie to był jeden wielki tryb eksternistyczny. Jaka zatem mogła być moja relacja z moją matką? Może zacznę od przykładu pewnej rozmowy z nią na trzecim roku studiów: Matka : ,, Posłuchaj mnie ty (tu pada moje nazwisko - zawsze mówiła mi po nazwisku jak była na mnie zła) jeśli do jutra nie przyniesiesz pieniędzy za mieszkanie dla wynajmującego to cie stąd wypierdolę" Powiedziała to w dniu 06.02 czynsz płaciłem zawsze zgodnie z umową do 10 każdego miesiąca więc byłem cztery dni przed terminem. Tego dnia nie poszedłem po pracy do bankomatu po kasę bo byłem przeziębiony i jak najszybciej chciałem znaleźć się w łóżku. Miałem takich awantur wiele. W okresie studiów nie trenowałem na siłowni więc słyszałem od niej, że jestem ,,brzydki, chudy, blady i nie może na mnie patrzeć bo jestem okropny" Moja matka była chora na reumatyzm więc często pokazywała mi swoje ręce i stopy (mało estetyczne) i w trakcie kłótni mówiła np : ,,Popatrz kłócisz się z chorą matką, zobacz. nie wstyd Ci? Gdybyś miał prawdziwego ojca to by Ci taki wpierdol spuścił, że byś popamiętał. Na 1 roku studiów rzuciła się na mnie z pięściami złapałem ją w odruchu obronnym za nadgarstki. Zostały ślady, wróciłem po pracy do domu. Już miałem policję na chacie i byłem przesłuchiwany. Ogólnie książkę mógłbym o tym napisać jak matki manipulują swoimi synami, ale może wymienię te najczęstsze: 1. Wzbudzanie poczucia winy(choroba) 2. Prowokowanie awantur i wzywanie policji(sytuacja miała miejsce u mnie tylko raz, ale moja siostra miała z moją matką duże gorsze przeboje ode mnie) Za wyjątkiem tego niefortunnego złapania jej za nadgarstki w odruchu obronnym to nigdy nie dałem się jej sprowokować i nigdy jej nie uderzyłem. 3. Mówienie po nazwisku i porównywanie mnie do mojego do ojca nieudacznika, oszusta i sprawcy całego zła na świecie. 4. Krytyczne uwagi na temat mojej sylwetki, ubioru czy jasnej karnacji. 5. Twierdzenia, że skoro nie chcę zrobić czegoś po jej myśli to jestem niedorozwiniętym idiotą i inne takie. 6. Porównywanie mnie do jej ojca(znany adwokat) oczywiście w tych porównaniach wypadałem blado. 7. Oskarżenia ojca i szwagra o molestowanie seksualne najbliższych członków rodziny(bezzasadne), ale afery w mopsie i prokuraturze były. Trzeba też powiedzieć uczciwie ja sam święty nie byłem, ale też bez przesady. Ogólnie proszę o nie hejtowanie mojej matki, gdyż aktualnie naprawdę bardzo się zmieniła na plus może dlatego, że nie mamy już częstych kontaktów. Teraz zawsze mi powtarza, że jestem świetnym facetem i wychowała syna na wspaniałego człowieka . Nie ma nic lepszego dla relacji na lini matka-syn jak ograniczenie kontaktów Aktualnie mam 27 lat jak zakończyła się historia byłego drecha z dysfunkcyjnej rodziny? W sumie szczęśliwie. Mam swoje mieszkanie na strzeżonym osiedlu, właśnie je wykańczam .Moja matka również ma już swój kąt więc bezdomność jej nie grozi. Cieszę się, że będzie bezpieczna. Kocham ją bardzo, ale musiałem to napisać i raz na zawsze zakończyć ten temat. Z chwilą gdy piszę ten post zostawiam całą przeszłość raz na zawsze za sobą i wiem, że teraz będzie między mną a nią już tylko dobrze. Post zamieszczony na prośbę @AR2DI2. Pozdro. Dodam jeszcze do tego rollerocuster emocjonalny, który powodował u mnie już takie zaburzenie obrazu rzeczywistości, że już sam nie wiedziałem co jest prawdą a co nie i przepraszałem za rzeczy, których obiektywnie nie byłem winny.
  44. 32 points
    Mam nadzieję że nie czerpiesz przyjemności i satysfakcji z tego że człowiek się przewrócił, upodlił, rozpierdolił kasę i teraz jest bezdomnym. Nie wiadomo co nią kierowało jak poszła do biznesu, co się stało że nie chcą jej tam, lub ona nie chce. Nie oceniałbym, szanujmy nawet tych co są na dnie. Pozdro.
  45. 32 points
    Stary, próbujesz rozłożyć gówno na czynniki pierwsze, a to po prostu zwykłe gówno. Daj se siana, idź na spacer. Kobiety mają w dupie inteligencję i mądrość; penga, looksy i status, męskie skurwysyństwo się wyłącznie liczą. Wiadomo, że typ nie może być młotem, ale jak zna tabliczkę mnożenia i buduje kalekie zdania złożone, to już im to wystarczy. Reszta to tylko kreacje i zwykłe pierdolenie.
  46. 32 points
    Wesołego po Świętach Bracia To w telegraficznym skrócie byłem grzeczny i Mikołaj przyniósł rozwód. Bez orzekania o winie - aby uniknąć epopei na lata (ale i tak się ciągnęło) Wnioski z rozpraw: -Mimo, że bez orzekania o winie EX nie mogła powstrzymać się i w odpowiedzi na pozew poniosła ją i jej prawniczkę fantazja. Ilość mega kłamstw powalająca: np. Mieszkanie moich rodziców to było i jest jej i ona mnie tam zameldowała, ja zdradzałem i ja uzależniony byłem od różnych używek.... Powiem tak, byłem przesłuchiwany jako świadek i gdybym nie poświęcił czasu na rozwój i zdystansowanie (tak czas jest najlepszym lekarstwem) to zapewne by mi zawór puścił - a tak na spokojnie punkt po punkcie - wypunktowałem podkreślając, że na wszystko mam dowody. W uzasadnieniu sąd przyznał mi rację i podkreślił to co ja powiedziałem (wiem podczas rozwodu bez orzekania o winie nie jest to ważne, ale..) No właśnie ale... Teraz zaczyna się rozgrywka o finanse oraz alimenty jako, że spodziewam się strzała z pozwem. Tak więc kolejna bitwa została wygrana - wróg poniósł ogromne straty i jest już raczej pokonany (coś jak III Rzesza w 1944) ale jeszcze zaatakuje (coś jak Ardeny w 44 albo Budapeszt w 45) Jest o wiele lżej na sercu, no i podejście do płci pięknej już od dawna jest zmienione o 18 stopni. Pozdrawiam Radośnie
  47. 32 points
    Pierwsza książka dotycząca rozwoju osobistego dostępna już w sprzedaży, znajdziecie ją w sklepie https://samczeruno.pl/sklep/downloads/zbuduj-sie-od-nowa-pdfepub/ Goj i Żyd znów w akcji, wasi ulubieni autorzy pochylają się nad wszelakimi problemami, aby żyło się lepiej. Książka ta skupia się na wielu zagadnieniaci, a najważniejsze z nich: 1 Jak gospodarować czasem. 2 Jak pozyskać środki. 3 Jakie przydatne umiejętności nabyć, aby ciągle rozwijać się na wielu płaszczyznach. 4 Czego należy unikać. 5 Nawiązywanie przydatnych znajomości. 6 Wpływ relacji romantycznych na rozwój. 7 Inteligencja finansowa. 8 Rozumienie rzeczywistości. 9 Jak podnieść jakość życia. I wiele innych kwestii i problemów, które sygnalizujemy czytelnikowi, aby pomóc mu w wyborze właściwej dla siebie drogi. Publikacja ta ma być drogowskazem na dalszej drodze życia. Jest przeznaczona dla czytelnika w każdym wieku, zarówno dla mężczyzny dopiero wchodzącego w dorosłość, jak i w średnim wieku, a nawet jesieni życia, który pragnie coś zmienić na lepsze.
  48. 31 points
    Jestem w trasie. Wyprasowałem się, ogoliłem i spakowałem. Buziak na pożegnanie dla żony i dzieciaków. Kolega przyjechał po mnie i jedziemy.
  49. 31 points
    Bracia, jak wiecie, bardzo przeżywam publiczne oskarżenia wobec nas, a zwłaszcza oskarżenia o głupotę i że siedzą tu analfabeci, którzy w podstawówce spali zamiast się uczyć. Ja wiem że bardzo mądry człowiek może sadzić błędy, ale nasi krytycy używają błędów (głównie w tytułach wątków) by nas chłostać tym i robić z nas publicznie debili. Jednocześnie puchnę z dumy, gdy kilka razy Panie pisały, że ciekawym jest że na forum jest mało błędów - było tak kilka razy. Jak nas widzą, tak nas piszą. W związku z tym bardzo proszę o zaznajomienie się z kilkoma zasadami. Proszę o to nie dla mojego widzimisię, a po to by ludzie którzy się do nas o wszystko przypie..., nie mogli się akurat tego przyczepić. Znajdą inne rzeczy na pewno, ale już numer z robieniem z nas debili nie przejdzie. Na niektóre błędy w tekście często z Moderatorami przymkniemy oko i poprawimy po cichu, ale jeśli chodzi o tytuły, wprowadzamy zasadę "zero tolerancji". Wiele razy prosiłem, apelowałem, tłumaczyłem - i nadal niektórzy mają to w nosie. A później ja muszę się wstydzić, gdy się śmieją że jesteśmy analfabetami. Zasady: 1. Zawsze piszemy tytuł z dużej litery. ZAWSZE. 2. Znaki typu "?", "!" - z tym jest największy problem. Pamiętajcie że zawsze te znaki stawiamy bez spacji pod koniec zdania. Przykład: ...puściła się z Witkiem ! - to jest źle, ponieważ między ostatnim słowem a znakiem "!" jest spacja. ...puściła się z Witkiem! - to jest dobrze. 3. Przecinki. Jedna zasada: po słowie od razu stawiamy przecinek czy kropkę, BEZ SPACJI. Przykład: ...ona wtedy powiedziała , - ŹLE! ...ona wtedy powiedziała, - DOBRZE! Identycznie postępujemy z kropkami. UWAGA! Gdy o coś pytamy, stawiamy znak zapytania. Gdy coś chcemy zaakcentować - stawiamy wykrzyknik, zawsze bez spacji. Gdy coś cytujemy, stawiamy dane zdanie w cudzysłowiu. Np. kolega zrobił tytuł: POLACY są tacy paskudni opinia polskich myszek na babskim forum I wygląda to tak, jakby autor wątku tak twierdził. Dlatego zmieniłem ten tytuł na: "POLACY są tacy paskudni" - opinia polskich myszek na babskim forum Prawda że zupełnie inaczej wygląda? I tyle. Dzięki za uwagę.
  50. 31 points
    Kocham Was A co, myśleliście, że nowy temat? Nic z tych rzeczy. Kocham, ale bez homo No i tyle. Mam nadzieję, że mnie też kochacie
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.