Jump to content
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

rasputnik

Użytkownik
  • Content Count

    6
  • Donations

    0.00 PLN 
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

2 Neutralna

About rasputnik

  • Rank
    Kot

Profile Information

  • Płeć
    Mężczyzna

Recent Profile Visitors

The recent visitors block is disabled and is not being shown to other users.

  1. Napisz coś więcej jaki to ma wpływ na postępowanie w rozwodzie, tzn w jaki sposób relacja z dziećmi/dzieckiem może zaważyć na rozstrzygnięciach w sądzie, jaki wiek musi mieć dziecko, w jaki sposób są od niego zbierane informacje? Z dziećmi kontakt mam raczej dobry, choć nie mamy 'sztamy' przeciw matce - nie miałem nigdy takich pomysłów. Poza tym dzieciaki są jeszcze dość młode i po prostu nie chcę ich obciążać dylematami. Ale drobne sekrety mamy, matka jest dość rygorystyczna i lubi szafować zakazami i wprowadzać jakieś 'zasady' znienacka i od czapy, więc dzieciaki wiedzą że przy mnie mogą sobie od czasu do czasu pozwolić na malutkie przyjemności i nic im za to nie grozi.
  2. Dawno się nie odzywałem, ale jestem. Dzięki za wszelkie porady itepe. Pracuję nad sobą, tak żeby nie dać sobie wgrywać programów i jakoś ciągnąć inne obszary życia. Żona też się jakby trochę się uspokoiła, ale myślę że to tylko działania pozorowane, może zauważyła że inaczej reaguję teraz i zwracam bardzo uwagę na rozmaite jej zagrywki i stała się bardziej ostrożna. Bo nie mam wątpliwości że to tylko zmiana powierzchowna, pod spodem jest nadal ta sama przebiegła osoba i jej dwulicowa gra. Oczywiście nie ma powrotu do 'relacji małżeńskich' czyli ciche dni trwają nadal, nie podnoszę nawet tematu ale też nie udaję że nic się nie stało ani broń boże nie wyciągam pierwszy ręki 'do pojednania' wiedząc że tylko na to czeka. To co sierżant napisał wyżej - pasuje mi do tej układanki - jej się należy, ona ma mieć dzieci, dom, rodzinę, odpowiedni 'poziom' ale jako mąż tylko jej przeszkadzam - bo przecież to jest JEJ życie, rodzina, osiągnięcie, sukces, i jeszcze broń boże któś mógłby pomyśleć że np mnie coś zawdzięcza. A niestety, zawdzięcza.
  3. Nie, właśnie to jest takie dziwne i nieracjonalne dla mnie. Czasami to jakby za wszelką cenę chciała mi dokopać, z małej dyskusji potrafi przejść do jakichś uwag personalnych, wtrętów o mojej rodzinie, jak widzi że nie ma efektu to wrzuca parę komentarzy o mojej matce albo ojcu albo jakieś losowo wybrane oskarżenie o coś tam z przeszłosci. Ale mija jakiś czas i ona wydaje się nie pamiętac że w ogóle coś takiego miało miejsce, albo że to w ogóle jakiś mógł być problem dla mnie. Potrafi jakby nigdy nic za chwilę rozmawiać o zwykłych domowych sprawach, organizować zajęcia, prosic mnie o zrobienie czegoś itp. Myślę że to objaw jej podwójnej strategii - udaje że wszystko jest normalnie (zwłaszcza w obecności osób z zewnątrz) ale byle co wystarczy żeby wyszła z niej ta chęć dowalenia, upokorzenia, poniżenia - i dlatego też uważam że pod spodem kryje się jakaś nienawiść do mnie. Nie ma też możliwości mówienia o tych jej zachowaniach bo od razu następuje kolejny konflikt.
  4. Dzięki, domyślam się że nie jest to normalne zachowanie, ale czy zaburzenie osobowości to nie wiem - ona potrafi to kontrolować, potrafiła się maskować latami, ma okresy kiedy wszystko wydaje się ok, ale z pewnoscią ma narcystyczne skłonności które pogłębiły się z biegiem czasu. Szambo wybiło w okolicach urodzenia się najmłodszej córki, wydaje mi się że nabrała wtedy przekonania że ma mnie w garści i nie musi się hamować, ale może przyczyna była inna, może jakiś kryzys związany z urodzeniem dziecka. Nieważne w sumie, przy braku woli zauważenia problemu z jej strony nie ma sensu gdybanie i analizowanie. Po prostu postanowiła mnie w pewnym momencie zgnoić i zabrała się za to z werwą. Nie sądzę żeby kogoś miała, według mnie to w ogóle nie o to chodzi. Bardziej o to że ona odczuwa autentyczną nienawiść do mnie i wszystkiego co się ze mną wiąże, sama wierzy w swoje historie i swoje krzywdy, na dodatek te krzywdy rosną z biegiem czasu. Nie da się jej nijak pokazać że żyje w swojej własnej rzeczywistości i choćby nie wiem jak się starała zachowywać normalnie i stwarzać pozory to cały czas wychodzi ta pogarda i niechęć którą gdzieś tam głęboko czuje. Ale z drugiej strony nie dopuszcza myśli że mógłbym ją zostawić, nie wolno (sama też nie wie dlaczego się ze mną nie rozwiodła skoro takich krzywd rzekomo doznała z mojej strony). Do rozwodu chcę się przygotować bo wiem że nie będzie łatwo, słowo przeciw słowu, oczywiście na każde oskarżenie znajdzie jakieś 'dowody', w końcu ani ja ani moja rodzina ideałami nie jesteśmy i zdarzały mi się wszelkie grzechy zaniedbania, odwlekania spraw czy niezbyt entuzjastycznego uczestniczenia w życiu domowym, ale żeby od razu z tego zrobić poniżanie, prześladowanie, znęcanie się i zostawienie na pastwę losu to nie potrafię pojąć - aż taki lewy nie jestem. Prawnika nie znalazłem jeszcze, przeprowadziłem parę rozmów ale miałem wrażenie że nie trafiłem na właściwe osoby. W ostatnich dniach trochę przybastowała z oskarżeniami i atakami, zostały ciche dni i okazjonalne czepianie się czegoś. Przyjąłem strategię żeby nie puszczać płazem jej uwag i nawet jeśli z góry wiem że wszystkiego się wyprze i będzie sie awanturować zamiast wziąć odpowiedzialnosć za swoje zachowanie to jednak wypunktować co mi się nie podoba i powiedzieć swoje zdanie. Nie jest to przyjemne dla mnie, widzę jakie efekty dała tresura - jak mam się z nią handryczyć o głupstwa to wolę już odpuścić, na samą myśl o dyskutowaniu z nią czuję stres i niepokój bo wiem że sensownie nie będzie. No ale może na tresurę powinienem też odpowiadać tresurą, bo na argumenty dyskutować się nie da póki co.
  5. Witajcie jestem nowy na forum. Przychodzę z podkulonym ogonem, bo mi wstyd, ale potrzebuję wsparcia. Sytuacja: 19 lat małżeństwa, są dzieci i to w młodym wieku. Problemy w małżeństwie. Od urodzenia naszego ostatniego dziecka (3 lata temu) żona po prostu poszła na wojnę ze mną, choć wcześniej też zdarzały się trudne okresy. A co się dzieje? Ano konflikty w stopniu dotąd niespotykanym - oskarżenia i krytyka, obwinianie o rozmaite rzeczy z przeszłości, nagle sobie przypomniała jak strasznie ją traktowałem przez lata małżeństwa, że ją wykorzystywałem i poniżałem, że nic nigdy nie robiłem, że nie dbam o dzieci i rodzinę, że jestem przeciwko niej, że nie wspierałem i nie pomagałem, że tylko ona sama wszystko robi i robiła. Oczywiście wszsytko co robiłem przestało istnieć, jej wersja taka że ona i tylko ona zajmuje sie wszystkim - jeśli coś robię to jest źle wg niej. Jeśli tego nie robię to też jest źle. Np - jeśli np zostaję w domu opiekując się dziećmi a ona wraca z pracy to zaczyna się szukanie problemów - co z tego że dom ogarnięty, dzieci nakarmione, obowiązki odrobione - ona i tak stwierdzi że najwyraźniej dziećmi w ogóle się nie zajmuję i chodzą samopas, w lodówce bałagan a pranie źle zrobione. - pogardliwe uwagi i napastliwe wywody - ataki na moją rodzinę. Oskarżenia że jestem z rodziną w zmowie, zakaz kontaktów. Utrudnianie kontaktów dzieci z moją rodziną oraz w ogóle jakichkolwiek kontaktów. Wywoływanie konfliktów, prowadziła rozmaite intrygi obrabiając tyłki osobom z mojej rodziny i próbując napuszczać mnie na rodzinę - pogardliwe wypowiedzi nt mojej matki czy innych członków rodziny, także przy dzieciach. Oskarżanie mojej rodziny że są złymi ludźmi, że spiskują przeciw mojej żonie i jej zazdroszczą, ogólnie przedstawianie każdego w złym świetle. - sceny, cyrk, szantaże, kłótnie przy byle okazji, jeśli tylko moje kochanie chce postawić na swoim. - manipulacje, przekręcanie historii, budowa własnej wersji wydarzeń, przypisywanie złych intencji osobom z mojej rodziny i oskarżanie ich o działanie przeciw mojej żonie. Budowa wizerunku ofiary, ciągle pokrzywdzonej, prześladowanej i ogolnie źle traktowanej przez moją rodzinę. Żeby udowodnić swoje tezy posunęła się do kłamstw które niestety wyszły na jaw. - nie przyjmuje jakichkolwiek uwag na temat swojego zachowania. Zawsze pokrzywdzona, zawsze niewinna, to ja jestem winny niezależnie od faktów. Nie ponosi odpowiedzialności za nic bo przecież wszyscy inni są winni ale nie ona. - żadnych argumentów też nie przyjmuje, będzie się wykłócać do upadłego wciskając swoją wersję - ciche dni, brak jakichkolwiek kontaktów intymnych. Nieustająca kara dla mnie bo zły człowiek jestem Na początku próbowałem zrozumieć o co jej chodzi, przyglądałem się jej krzywdom i próbowałem wyjaściać co takiego zrobiłem, i kiedy mogła się poczuć przeze mnie poniżona czy wykorzystana. Ale tu trudno ustalić fakty, ciągle inne oskarżenia i ciągle inne krzywdy, przeszłość pływa i zmienia się na zawołanie. Próbowałem wyjaśniać te oskarżenia wobec mojej rodziny ale moje kochanie zupełnie tu nie współpracowało - widać było że nie zależy jej na wyjaśnieniu czegokolwiek a tylko daje okazję do pogłębiania konfliktów. W końcu zaczeło mi świtać że to wszystko pic na wodę, całe jej krzywdy i nieszczęście to tylko narzędzie żeby we mnie nap**dalać. Odpowiada jej to że jestem ciągle czemuś winny i ciągle o coś oskarżany, odpowiada jej to że może się awanturować i traktować mnie jak gówno ale jest usprawiedliwiona bo przecież ona to tylko biedna pokrzywdzona ofiara. Doszło do mnie jak kontrolującą osobą jest, jak ciągle sprawdza z kim rozmawiam i o czym, jak boi się żeby jej działania nie wychodziły na jaw. Niektóre z jej działań były na tyle perfidne i okrutne że nie zostawiają wątpliwości - to nie pomyłka, moje kochanie po prostu gra w swoje gierki w sposób wyrachowany i zaplanowany, realizuje jakiś scenariusz i nie przejmuje się takimi rzeczami jak uczciwość czy prawda. Obawiam się że zacznie mnie obsmarowywać wśród znajomych i swojej rodziny, pierwsze sygnały się już pojawiły, obawiam się że będzie starała się szkodzić mi jeszcze bardziej w przyszłości. Muszę to jakoś przerwać, mam dość, nie chcę żeby dzieci przyzwyczajały się do tego i budowały sobie obraz ojca który ciągle jest o coś oskarżony, winny i dopuścił się nie wiadomo czego, nie chcę też tkwić w małżeństwie z osobą co do której intencji nie mam już złudzeń. To jest domowy terror który odbija się na nas wszystkich i rujnuje mi życie. Ale jak przygotować się do ewakuacji? Nawet ciężko udowodnić skalę i charakter tych zachowań, boję się że w sądzie wyszedł bym na idiotę a jeszcze kochanie obsmarowało by mnie i miała by okazję do powtarzania swoich oskarżeń i wywodów. Ona bardzo uważa żeby nie dać dowodów, nie używa wulgarnych wyzwisk ani nie posuwa się tak daleko żeby nie było wątpliwości, ona sączy swój jad po cichu, działa za plecami, ale wykorzystuje każdą okazję żeby do czegoś się doczepić i zaatakować albo chociaż okazać pogardę. Bardzo chętnie poszedł bym na rozwód ale wiem że ona nie będzie współpracować - to taki przypadek że "będę traktować cię jak gówno, ale mnie się wszystko należy i nie pozwolę Ci się zmyć bo przecież rodzina potrzebuje ojca" itp. Jak się przygotować do rozwodu w takiej sytuacji, jakie argumenty, jak zadbać o to żeby nie zostać pozbawionym kontaktu z dziećmi i zamienionym w bankomat? Druga sprawa to muszę też zabrać się za siebie, za bardzo mnie to przygniotło, zmieniam się w jakąś wydmuszkę człowieka który sam nie wie po co żyje. No, braci samcza, wydusiłem to z siebie, wstyd mi że pozwoliłem jej wleźć sobie do łba i w nim tyle lat mieszać. Ale nie chcę się już pławić w tym wstydzie, pora się jakoś wygrzebać. Niestety nie mam na tyle dobrych kumpli żeby temat z nimi poruszać, wspólnych znajomych i rodziny też nie chce w to mieszać, nie chcę politykować i obrabiać jej dupy po cichu, liczę więc trochę na to forum i jakieś dobre praktyki do wcielenia w życie tu i teraz. Dzięki!
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.