Jump to content

meghan

Użytkownik
  • Posts

    1,282
  • Joined

  • Last visited

  • Donations

    50.00 PLN 

Profile Information

  • Płeć
    Kobieta

Recent Profile Visitors

15,704 profile views

meghan's Achievements

Starszy chorąży sztabowy

Starszy chorąży sztabowy (12/23)

1.4k

Reputation

  1. @Lalka Co było nie tak w moim postępowaniu w przypadku pasierbicy mojej szwagierki? 8 latka, która rzuca jedzeniem, krzyczy na rodziców, gości, gospodarzy przy stole, odmawia każdego posiłku, chociaż na początku miała proponowane inne danie ("nie lubisz mięsa, ok, mam jajko gotowane lub ogórki ze słoika. Co wybierasz?") - potrzebuje wyznaczenia jasnych granic przez naturalnie dominującą osobę w środowisku, które nie jest jej naturalnym otoczeniem! Sory. 🙂 Ale jak widać, mam małą kuchenną kompankę. 🙂
  2. @Lalka Wtedy, czyli rok temu, 8 lat. Lalcia, Moim zadaniem nie jest być rodzicem dla dzieci, z którymi pracuję. Mam z dziećmi osiągnąć określone efekty. Ty trafiasz do swojego dziecka w określony sposób, w określonej sytuacji, masz z nią określoną relację, i odczuwasz określonego rodzaju efekty Twojego wychowania, widzisz określone zachowania i reakcje u Twojego dziecka. 🙂 Jesteś z tego zadowolona? Ok. Oddział żłobkowy/przedszkolny nie zgłasza uwag? Ok. 🙂
  3. @maria Rozumiem Twój odruch obronny, jak i naturalne dążenie do obiektywizmu. Na forum dużo piszę o swoim życiu prywatnym, ale czy mam opisywać ze szczegółami wytyczne mediatora rodzinnego i zalecenia psychologa dot.zachowań owej mamy? 🙂 Jeden przykład: madka nie pracuje, szwagier płaci ładne alimenty + dziecko ma całą wyprawkę na bieżąco sponsorowaną przez ojca. Madka nie dostosowuje się do ustaleń sądowych (przede wszystkim w temacie opieki/spotkań z dzieckiem). Teraz zaczynają się schody. Szwagier zjechał na stałe do Polski, chce opiekę naprzemienną lub wziąć na stałe do siebie córkę. Oczywiście matka nie wyraża zgody. We wskazanych terminach nie "wydaje" dziecka, ale często jest telefon o 18:00 w piątek, że ona na 19:00 jest umówiona, młodej nie ma z kim zostawić. Rozumiemy się? 🙂 System nagród i kar... Chodzi Ci o "nietrafione" sformułowanie metod wychowawczych, czy o sam fakt, że metody wychowawcze mają być wyłącznie w oparciu o rozmowy, motywowanie dziecka, rodzicielstwo bliskości, czy też w duchu demokratycznego wyboru obojętnie na jakim etapie rozwojowym dziecka?
  4. Czekajta... Jak to jest z dziećmi w przestrzeni publicznej? Nie można ich całkowicie usunąć z tej przestrzeni, bo gdzieś, u licha!, muszą się socjalizować. Chodzi o długość czasu spędzonego w przestrzeni publicznej! Dzieci na zakupach? Do 3/4 r.ż. na 15 min, max! 30 min! w sklepie spożywczym, przy czym te starsze dzieciaki dostają obrazkową listę zakupów i pod opieką rodzica szukają potrzebnych produktów. Odszukane produkty, są w koszyku, to do kasy i do samochodu! Nie ma, że rodzic chce jeszcze coś obejrzeć, jeszcze pójść na inny dział... I wtedy robi się 1,5 h w markecie... Mózg dziecka ma jeszcze ograniczone funkcje poznawcze, cechy charakteru i osobowości (czyli mowa tutaj o tzw.cierpliwości), więc szybko się nudzi i musi uruchomić mechanizm "zabawy", więc zaczyna biegać, uciekać, krzyczeć, wymyślać sytuacje, warunki, by uatrakcyjnić sobie nudne otoczenie, czy też zwrócić uwagę rodzica, który nie daje dziecku atencji. Jestem też zdania, że gdy jest grupa dzieci (ok.5 dzieciaków do 6 r.ż.), to one muszą mieć ww warunki: swobodna przestrzeń na integrowanie się i konfrontowanie się z rówieśnikami, i które są mikroskalą/symulacją dorosłego świata np.stół obok dorosłych. Większość trudności dzieci wynika po prostu z tego, że dzieci nie są prawidłowo socjalizowane, zgodnie z ich etapami rozwoju. Nie ma prawidłowej socjalizacji - rodzą się niezrozumiane emocje u dziecka, to tworzy specyficzne reakcje/mechanizmy, a to tworzy niedostosowania społeczne, które przecież też wpływają na pewność siebie dziecka. Moje domowe dzieciaki (dzieci w rodzinie, u znajomych) zawsze ciągnę do pomocy. Najmłodsze (ok.2 lat) ma zanieść sztućce do stołu i je rozłożyć. Robi to nieudolnie, ale robi, krzywdy se nie zrobi. 5/6-latek sprawdza, czy ten wszędzie dał sztućce. 6 latek jest w stanie donieść talerz ciepłej zupy do stołu. 8 latka kroi ciasto, czy delikatne mięso i kładzie kawałek na podsunięty talerz. Jestem przeciwnkiem serowowania 3-latkom wszystkiego w plastiku. 2/3-latek z prawidłowo rozwijającą się motoryką małą jest w stanie trzymać w ręce mały, ceramiczny kubek (ok.150 ml). Moim małym prywatnym sukcesem wychowawczym jest to, że pasierbica mojej szwagierki dostała ode mnie inny wzorzec (próbkę) dot.wszystkiego w temacie jedzenia. Była cholerą, która jadła jedynie ketchup i frytki (jej madka inaczek karmić nie potrafi...). Na wakacjach u mnie, był bóle u mnie i u tej młodej. Jakiekolwiek posiłki były pełne shopek w wykonaniu młodej. Szwagierka i szwagier z bezsilności w nocy jeździli na stację po watę cukrową w kubku, by cokolwiek zjadła. Ehe, mój dom, moje warunki, rodzice na bok. Młoda miała zakaz zasiadania z nami do stołu, dopóki skończy pajacować. Próby jedzenia miały być tylko przy mnie - ze mną w kuchni jadła, nikogo więcej nie było przy posiłku. Młoda dostała swój talerz, kubek, filiżankę do herbat (ja miałam swoją filiżankę do kawy, więc potem siedziała ze mną na kawie). Robiłam zupę, młodą ze sobą brałam do ogrodu po warzywa, potem myła te warzywa, co miękkie, to kroiła. Dostała swój fartuszek. Ja miałam swój. Po trzech/czterech dniach był pierwszy wspólny posiłek ze wszystkimi, bez jej ryków, sznatażów, czy nawet rzucania jedzeniem. Potem miałam na stałe towarzyszkę w kuchni. Nawet miała swój kącik - krzesło, kartki, kredki, więc jak miałam więcej roboty w kuchni, to siedziała sobie ze mną. U Młodej był jeden zasadniczy problem - z ojcem spędza mało czasu (mieszka z matką), więc te shopki przy stole były też po części wołaniem o uwagę u ojca, której na co dzień nie ma. A tata robił błąd, bo czynił wykłady przy posiłkach zamiast stanowczo reagować na niewskazane zachowania dziecka. Młoda potem na naszych kawach mi opowiadała jaką ma codzienność z mamą, a jak wyglądają kilka tygodni w roku, gdy tata bierze ją do siebie. Dwa różne światy, więc Młoda ma kociokwik w głowie. U Mamy - chulaj duszo, piekła nie ma! U Ojca - stałe pory dnia, nagrody i kary, wspólne spędzanie czasu na atrakcjach wszelakich. Nie będę ukrywać - po raz pierwszy w życiu pieruńsko wkurzyło mnie dziecko. Byłam bliska temu, by dzieciaka spakować i oddać rodzicom. Później to nawet robiłyśmy domową nutellę, kolacje dla wszystkich. Na wieczór, my dorośli na tarasie przy małym piwku, a młoda bawiła się w...gotowanie w piaskownicy. 😅 Nawet ojcu się dostało, bo madka miała pretensje o to, że dziecko wykorzystywałam do roboty w kuchni, bo młoda chciała zupę ugotować razem z mamą w domu, po powrocie z wakacji ode mnie... Szkoda mi jej, bo pod względem normy intelektualnej - ma wysoki wynik, ale wychowawczo... Jest trudna. Ma teraz młodszą siostrzyczkę, więc czekają kolejne wyzwania wychowawcze.
  5. Przepraszam, czy ktoś tu wspomniał o hotelu, czy motelu? 😅😅😅😅😅 Hlip, hlip, zbliża mi się trzydziecha, nie mam co myśleć o rozwodzie. 😅
  6. @Hubertius Suzkam jak najlepszego rozwiązania prawnego, aby się zabezpieczyć, gdyby komuś z rodzeństwa zmieniłoby się zdanie. Myślę, że mam na tyle dobre relacje z braćmi, że nie będziemy zwaśnieni. Bracia nie będą stratni na tym, że ja mam przejąć ojcowiznę (dostaną swoją część). Wolę to ewentualne ryzyko, niż pójście z mężem na małe mieszkanie w mieście. I znowu ja będę odpowiedzialna w naszym małżeństwie za wszystko bez większych perspektyw na przyszłość, bo mojemu mężowi to i wynajmowana kawalerka by wsytarczyła do założenia rodziny i tak przejść całe życie... A facet, bradziej obrtony, po prostu się mną nie zainteresuje, więc oram i kombinuję, jak mogę. Czy ja pajacuję innym? Nie. 🙂 Choć bycie "ciotką" dla wszystkich też ma minusy, ale finalnie wolę tę rolę niż rolę zgorzkniałej, bezdzietnej słuzbistki.. Mam dzisiaj imieniny, od rodzinki i od sąsiadów suma "imieninowych czekolad" wynosi już czterocyfrową kwotę, więc jestem zadowolona i niekoniecznie niedoceniona. 🙂 Wolę to ryzyko. Życie na wsi w ramach niektórych obowiązków pozwoli mi jakoś przejść moją ewentualną bezdzietność.
  7. Jak w ogóle doszło do tego zapłonu? Alternator, czy co tam walnęło, że trzeba było kleme wywalać? Wiem, że tu chodzi o prawa fizyki i podstawy mechaniki pojazdowej, ale i tak serdecznie uprasza się wujka o techniczne objaśnienie. 😅 @Amperka Czysta psychologia systemowa. W jednej grupie jesteś "ogarem", a w drugiej "nieogarem". Z resztą - i tak musi być strona dominująca w każdej relacji. Ktoś więcej, intuicyjnie potrafi, więc naturalniej będzie dominował. Poznając męża, ja przede wszystkim byłam spragniona męskiego zainteresowania. Trafił się jakikolwiek za mną chłop, to myślałam, że złapałam Pana Boga za nogi. Dlatego dla mnie powrót na wieś był i jest najlepszą opcją. (Jeśli) nie zostanę mamą, to będę mogła w przyszłości zająć się rodzicami, bratankami, nie będę miała fizia na punkcie pracy. Tutaj jest fajna miejscówka, więc jest duży potencjał. No i - w moim rodzinnym systemie - mam już swoją pozycję, rolę. Wszystkie inwestycje są konsultowane ze mną, nawet to ja wybieram, co ma zostać kupione/zrobione, a co nie. Jakiekolwiek problemy/nagłe sytuacje - jest przyłażenie/telefon do mnie. Niech będzie, że mam poczucie kontroli, ale coś to znaczy, że moi sami dzwonią gdzie są, co się stało, co będą robić. Lubię ten gwar. Mam nadzieję, że to się nie zmieni. Gdyby mi usunąć libido i chęć posiadania dzieci, to byłabym zadowolona z obecnego życia. 😉 Pamiętam Twoje zdanie - mam jechać w Polskę samemu z mężem i żyć tylko we dwójkę. Przy tym scenariuszu, całkowicie oleję męża. Będę tylko i wyłącznie w pracy. Nie będzie dzieci - stanę się przy takim scenariuszu po prostu straszną służbistką. Ja to wiem. A tak... Dzisiaj mam dobry nastrój, nie muszę się spinać w ten weekend robotą na kompie. Ugotuję zupę paprykowo-pomidorową z tortellini. Biorę największy gar na indukcję, na tą zupę. Ostatnio raz dwa zeszło 5 l chłodnika. Na wieczór, na moją imieninową imprezę zamawiam pizze dla każdego (z nowopowstałej pizzerii dwie miejscowości dalej). Muszę przywiązać do ogrodzenia hortensję, bo zrobiła się wysoka, boję się że się połamie. Gdybym miała możliwość mieć faceta, który zapewni mi spokojne 2-3 lata w domu z dzieckiem, to pewnie zaspamowałabym Was fotkami ogrodu, dań i ciast. W sposób naturalny (pewnie przez wzorce) lubię kuchnię, ogród i dzieci. No cóż, takiego życia raczej mieć nie będę, więc ta moja wieś jest dla mnie wybawieniem. 😉 Nawet stąd, mogę dziennie cisnąć ileś km za lepszymi zleceniami.
  8. Starania, starania... Cokolwiek to znaczy. Na siłę się nie uszczęśliwia i nie rucha. 😉
  9. Panowie raczej powinni się wypowiedzieć po co im oglądanie porno. Porno, gazetki, widok młodych dziewczyn na ulicy... Normalna potrzeba u mężczyzn (mechanizmy biologiczne), ale w określonej częstotliwości. W Twoim związku nie ma seksu lub jest znikoma jego ilość, a on ogląda porno. Jeśli libido opada w wyniku wstępnych procesów starzenia się, to nie ma seksu i pornusów. Jeśli są zaburzenia erekcji, to porno jest "wstępnym ratunkiem" u facetów. Może pozostać na dłużej jako stymulant, z którego ciężko zejść. Porno to często bezpieczna forma zdrady lub/i kompulsywne zachowanie graniczące z uzależnieniem. Nie trzeba się tutaj doszukiwać wielkich przyczyn. Pytanie, na ile on jest z Tobą nieszczery? W moim pierwszym związku oglądanie porno przez ex'a, to był pikuś. Po zakończeniu związku dowiedziałam się srogiej prawdy o relacjach dm i tak o to wylądowałam na forum, ale nie mam podstaw do tego, by mój przykład przekładać 1:1 na Twoją sytuację.
  10. Zmiany cywilizacyjne pozwoliły Nam gratyfikować inne postawy u kobiet. To tyle. To warunki determinują hierarchię wartości wszelakich. Gdyby dzieci (zasięg nowego pokolenia) byłyby potrzebne, to rodziłyby się w satysfakcjonującym przyroście.
  11. @Obliteraror No chociaż jeden mnie rozumie! 😅 Nie traktuję mojego zorganizowania jako fiksum dyrdum, choć mnie też ono momentami bawi. 😉 Regularnie przechodzę szkolenia z pierwszej pomocy, z interwencji, z technik poszczególnych form pomocy itd. Co szkolenia, to jestem zaskoczona czymś...niedorzecznym, nieprawdopodbnym. Ostatnie szkolenie miałam dot. niebezpieczeństw na dużych obiektach handlowych. 2 h samego oglądania wewnętrznych nagrań z wypadków, incydentów na obiektach. Hitem było dla mnie nagranie: 30 pracowników, w tym trzech ochroniarzy (w tym emerytowany strażak) zignorowało pożar kontenera na śmieci. Przechodzili dosłownie 2 do 5 metrów od tego. Widzieli palący się kontener. Nawet jeden z nich, dorzucił śmieci do płonącego kontenera. xD Telefon do służb wykonano 20 minut później, gdy pożar był widoczny z jednego blokowego wieżowca... Zapytani dlaczego nie zareagowali na pożar (użycie gaśnicy, telefon na 998, cokolwiek): "Nigdy nie widziałem/widziałam pożaru, nie wiedziałem/am jak się zachować", "myślałem/am, że już ktoś wezwał straż pożarną", "a to nie ja jestem odpowiedzialny/a za to, co dzieje się na obiekcie"... No nic, straty na kilka baniek, jeszcze auta dostawcze się popaliły. Jestem zdania, że żyjemy w zajebistych czasach pod względem względnego bezpieczeństwa, więc... Niestety niewiele sytuacji w nas odpala mechanizmy obronne, czy jakąkolwiek reakcje.
  12. @Kogut Oczywiście, że nie idzie wszystkiego kontrolować, co nie znaczy, że nie warto minimalizować ryzyka, na ile się da. Prozaiczne przykłady, czy nawyki, które dosłownie ratują życie: Dlaczego warto najczęściej jeść posiłki wśród ludzi, czy też jest zasada "krztusisz się. Twoja pięść w przeponę, czy palec dla porzygu nie daje rady - biegnij w stronę ludzi!". Rok temu kopnęłabym w kalendarz przez pestkę dyni. Byłam sama w domu, rodzice na ogrodzie, brat z bratową właśnie się zbierali do odjazdu (byli chwilę na tarasie). Pestka dyni od ketochleba sprawiła, że tylko zdążyłam wybiec na taras. Bratu już w chwycie heimlicha bezwładnie wisiałam, choć jeszcze rejestrowałam i nadal jedną rękę miałam intuicyjnie na przeponie, dzięki temu brat wiedział, gdzie mnie dalej naciskać na pełnej kurwie. Pestka dyni wystrzeliła jak korek od szampana. Gdyby się nie udało, to musiałby mi po prostu wtłoczyć tą pestkę poprzez usta-usta. Zachłystowe zapalenie płuc idzie wyprowadzić. Dzięki szkoleniom z ratownikami, różne slogany wchodzą Ci do głowy. Uratowała mnie myśl "krztusisz się, biegnij do ludzi!". Tak, w tym był też cud, że brat jeszcze nie odjechał z domu. Do ogrodu już na pewno nie dobiegłabym, a suka rodziców zanim, by ich przywołała do mnie... Na etacie, jedna paniusia tapeciakiem wbiła się w swój brzuch. Zrobiła cięcie niczym na stole chirurgicznym. Otwierała paczkę z wysoko wysuniętym ostrzem noża tapicerskiego, z konkretnym zamachem, paczkę trzymała na biurku, cięła w swoim kierunku... A że obecnie taśmy firmowe są tak cienkie, więc ten zamach był tak potrzebny jak... Widok pomieszczenia jak po jakimś mordzie. Od tego momentu jest nawyk u wszystkich, że paczkę otwierasz tnąc od siebie, a ostrze jest minimalnie wysunięte, byleby naciąć taśmę od kartonu/foliopaku. Z resztą obecne foliopaki, czy kartony już nie wymagają użycia jakiegokolwiek ostrza w celu otwarcia przesyłki. Podawać kolejne przykłady? 🙂🫡 Czy rodzina narzeka? Nie. Specyfika rodzinna (i zawodowa u każdego), ale to już kiedyś opisywałam.
  13. @Kogut Nie, nie mam. Sprawdzałam sobie. 😅 Nawet jeśli - wolę mieć obsesje niż niepotrzebnie człowieka kilka metrów pod ziemią.
  14. @t0rek Robi się offtop. Jako ostatni koment - służby, to służby. Ja dla moich potrzebuję wszystko, co najprostsze i szybkie/intuicyjne do użycia.
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.