Jump to content
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Waginator

Użytkownik
  • Content Count

    181
  • Donations

    0.00 PLN 
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    1

Waginator last won the day on February 9 2017

Waginator had the most liked content!

Community Reputation

241 Świetna

About Waginator

  • Rank
    Szeregowiec

Profile Information

  • Płeć
    Mężczyzna

Recent Profile Visitors

1346 profile views
  1. Powiedziałbym, że to zależy - ile grasz, w co grasz, jak wpływa to na inne aspekty życia i jakie masz podejście do życia. Wszystko co jest dla nas nowe jest w jakimś stopniu rozwijające, bo mózg musi przystosować się do danych warunków. Grając np. w FPS przyspieszamy czas reakcji, polepszamy orientację przestrzenną, opanowanie, współpracę, taktykę, przewidywanie. Przy czym warto zauważyć, że szybkość rozwoju jest największa na początku, a potem wyraźnie zwalnia. Dotyczy to wszystkiego, nie tylko gier. Największe korzyści odniesiemy, powiedzmy umownie, w ciągu pierwszych 100 godzin wykonywania danej czynności. Później oczywiście też polepsza nam się czas reakcji itd., ale w sposób nieadekwatny do poświęconego czasu. Wtedy kończy się rozwój jako taki, a zaczyna się specjalizacja w danej dziedzinie, żeby wyłuskać te dodatkowe milisekundy reakcji. Wniosek z tego taki, że największą korzyść w rozwoju odniesiemy z grania w różne gatunki gier nie poświęcając jednemu typowi zbyt dużej ilości czasu (co nie zawsze jest proste, gdy gra jest wciągająca), a im więcej czasu poświęcimy na daną grę tym bardziej wyspecjalizujemy się w niej bez dodatkowych korzyści. W innych dziedzinach podobnie, pomijając aspekt finansowy i przyjemności, największe korzyści uzyskamy z uprawiania kilku dziedzin aniżeli jednej np. lepsze dla rozwoju będzie 1x w tygodniu siłownia, basen, bieganie niż 3x bieganie albo 3x siłownia. Aczkolwiek ten drugi sposób umożliwi nam uzyskanie lepszych wyników w danej dziedzinie. W kwestii marnowania czasu to można o tym mówić tylko wtedy, gdy mamy jakiś nadrzędny cel życiowy od którego inne rzeczy odwracają uwagę. Jeśli celem życiowym jest posiadanie gromadki dzieci i zapewnienie im dobrej przyszłości albo rozwój duchowy albo jakieś kwestie ideologiczne to wtedy można mówić o marnowaniu czasu. Jeśli takowego celu nie posiadamy to czas nie odgrywa większej wartości. A celu życiowego wcale nie musimy posiadać, nie jest on niezbędnym warunkiem do spełnienia w życiu. A rozwój wszechstronny nie jest w dzisiejszych czasach szczególnie potrzebny do codziennego funkcjonowania. Z dowolnego miejsca możemy w minutę uzyskać informację na dowolny temat, a w 5 minut znaleźć poradnik jak coś zrobić i równie szybko znaleźć osobę, która się zna na tym czego potrzebujemy. W dzisiejszych czasach potrzebne jest wyspecjalizowanie się w danej dziedzinie, żeby móc zarabiać w godziwych warunkach. Cała reszta to już wolna wola, ludzie mają w dupie twój rozwój, oni chcą tylko, żebyś dobrze wykonał swoją pracę. No i niezależnie od powyższego, granie jest z pewnością szkodliwe, gdy staje się nałogiem, czyli wpływa na inne dziedziny życia. Jeśli zarywamy noce na grach, opuszczamy trening, zaniedbujemy obowiązki to zdecydowanie lepiej sobie gry odpuścić. Tak podsumowując nie można powiedzieć czy coś jest pozytywne czy negatywne, bo to zależy od naszych wartości i tego czego oczekujemy. Myślę, że w odpowiedniej ilości gry mogą przynieść korzyści zwolennikom rozwoju. Nie widzę też sensu krytyki osób, które grają dla czystego hedonizmu, nie uważam gier za gorsze od np. oglądania telewizji, łowienia ryb czy rozwiązywania krzyżówek. Jeśli ktoś zarabia i czuje się spełniony w innych dziedzinach życia to nie widzę powodu, żeby nie grał nawet wielu godzin. Życie mamy jedno, więc spędzajmy je na tym co lubimy (byle bez zależności od innych), a nie na tym co społeczeństwo uważa, co powinniśmy robić.
  2. W sektorze publicznym faktycznie tak to wygląda, ale już w przychodniach specjalistycznych stres jest mniejszy, a i pieniądze większe. Nie mówiąc już o tym, że zawsze jest perspektywa pracy np. w Niemczech, gdzie w tej chwili wystarczy znajomość języka i już po stażu można pracować w lepszych warunkach i za konkretne pieniądze. Niestety tak, studia to krótko mówiąc kpina i jak ktoś się na nie dostał to je skończy, ewentualnie dopłacając za poprawki pojedynczych przedmiotów. Nie cieszyłbym się także napływem lekarzy imigrantów z Ukrainy - ich poziom wiedzy jest zdecydowanie niższy niż Polaków.
  3. Dziewictwo nie uważam, żeby było jakimś problemem, ale już powyższy cytat owszem. Kiedyś sam latałem miesiącami za pannami, by usłyszeć, że jestem świetnym przyjacielem, ale teraz już mnie takie rzeczy nie bawią i jak sprawy się za wolno rozwijają to daję sobie spokój. Myślę, że wielu facetów ma takie podejście, a im starszy i bardziej doświadczony tym większa na to szansa.
  4. Kobiety generalnie lubią widzieć efekty, a nie drogę do ich osiągnięcia. Fajnie jak facet dużo zarabia, ale niefajnie, że przez to dużo pracuje i nie ma czasu. Ekstra jak jest dobry w łóżku, ale już źle, że miał wcześniej wiele partnerek. Super jak ma wyrzeźbione ciało, ale niedobrze, że ciągle chodzi na tę siłownię i prowadzi dietę (gdzieś kiedyś przeczytałem komentarz, że panna spławiła gościa, bo na randce wziął tylko czarną kawę bez cukru, bo trzymał dietę). Chyba nigdy nie spotkałem się z podziwem czy aprobatą, że facet chodzi na siłownię albo biega. Za to spotykałem się z krytyką, że to marnowanie czasu i że niepotrzebne wyrzeczenia. Ale jak taki gość pokaże kaloryfer to już same zachwyty.
  5. Szczerze powiedziawszy to ja nie zauważyłem wśród rówieśniczek jakiegoś zainteresowania arabami. W akademiku, w którym mieszkam jest sporo arabów, a także innych erasmusów różnych nacji - Niemców, Hiszpanów, Włochów i jakichś murzynów niewiadomo skąd. Nie ma jednak żadnej interakcji pomiędzy nimi, a Polkami (Polakami zresztą też). Znam raptem jedną dziewczynę z całych studiów, co się buja z arabem. Reszta nawet z nimi nie rozmawia. Podobnie, ku mojemu zdziwieniu nie widzę żadnego zainteresowania Polakami przez Ukrainki i również nie znam żadnej takiej pary. Raczej wygląda to tak, że Ukraińcy trzymają się ze sobą, Polacy ze sobą, a erasmusy ze sobą i wszelkie mieszania są wyjątkowo rzadkie. EDIT: Aczkolwiek przypomniała mi się jedna rzecz. Kiedyś mieszkał w akademiku gość z Ameryki Południowej. I w akademiku raczej kobiety miały na niego wyjebane. Z drugiej strony kolega, który z nim mieszkał i chodził z nim na kluby mówił, że ma tam wyjątkowe branie. Ciekawi mnie czy to specyficzny typ kobiet leci na taką egzotykę czy może te dziewczyny z akademika mają opory związane z opinią społeczną i dlatego się izolują od obcokrajowców.
  6. http://lubimyczytac.pl/ksiazka/53111/psychologia-ewolucyjna Napisana w akademickim stylu, ale w bardzo przystępnym języku. Bardzo dużo przytaczanych badań, w zasadzie prawie każda teza jest jakimś poparta. Opisuje nie tylko aspekty relacji płciowych, ale także innych aspektów psychicznych człowieka niezwiązanych z seksualnością. Problemem jest tylko to, że od dawna nie jest wydawana i można ją nabyć tylko od kogoś, często po wysokiej cenie.
  7. Pamiętam, że zanim zacząłem studia, a już było jawne z kim się będzie studiować zagadał do mnie jakiś gość z roku. Tak, żeby nawiązać kontakt przed studiami. Jakaś tam zwyczajna gadka szmatka przez fejsa i po kilku tygodniach było spotkanie integracyjne. Jak do mnie zagadał i na niego spojrzałem to pierwsza reakcja w stylu "o kurwa", a później rozmyślanie jak tu spierdolić. Po prostu tak niesamowicie źle wyglądał z twarzy, że kompletnie nie miałem ochoty wciągać go do towarzystwa. Trochę na innej zasadzie odpycha mnie wielu Ukraińców. Mogą wyglądać normalnie, ale kompletnie nie sprawiają przyjaznego wrażenia ani jakiejś chęci rozmowy. Faktycznie rzuca się tutaj w oczy brak uśmiechu, ale też coś co bym nazwał "napiętą twarzą bez emocji". @tips6 Dobrze mówisz, ja bym do tego dodał styl mówienia. Jak ktoś się nas pyta np. "jak spędziłeś sylwestra?", a to był nasz piąty sylwester z polsatem z rzędu i niewiele się różnił od codziennego wieczoru to możemy powiedzieć zgodnie z prawdą "nic szczególnego" czy "a jakoś tam minął", co ani nie zrobi dobrego wrażenia, ani nie wzbudzi w drugiej osobie pozytywnych emocji ani co najważniejsze nie wzbudzi w nas pozytywnych emocji. Bo opowiadamy o czymś nijakim w nijaki sposób. Ale jeśli zamiast tego powiemy z zapałem jaki to był zajebisty sylwester, jakie świetne jedzenie sobie zrobiliśmy, a te fajerwerki zrobiły na nas niesamowite wrażenie to odbiór naszej osoby będzie dużo lepszy pomimo, że nadal nie mówimy o niczym szczególnym, ale w bardziej pozytywny sposób i z dozą emocji. A jak będziemy przekonujący to może jeszcze ta osoba uwierzy, że to rzeczywiście było takie niesamowite przeżycie :D Aczkolwiek nie ma to większego znaczenia, bo tę drugą osobę z reguły gówno obchodzi jak tego sylwestra spędziliśmy, co u nas słychać itd. Ona chce zakończyć tę rozmowę w lepszym humorze niż ją zaczęła i to również powinno być naszym celem. Do tego myślę, że przy tym bardziej pozytywnym opowiadaniu również nasza mowa ciała naturalnie się dostosuje do tego co chcemy wyrazić słowami.
  8. Najłatwiej by było, gdyby ktoś z Twojego otoczenia powiedział Ci co sprawia, że tak Cię ludzie odbierają. Wydaje mi się, że taka łatka jest głównie przypinana osobom biernym, mocno introwertycznym, mówiąc bardziej obrazowo, odbierającym energię z otoczenia, a nie przekazującym. Sprawdź czy może nie prezentujesz jakiejś z poniższych postaw: - małomówność - bierność w rozmowie, przerzucanie ciężaru rozmowy na drugą osobę - mała ilość uśmiechu - zamknięta postawa ciała, mała ilość gestykulacji - ogólne napięcie, stres - brak modulacji głosu, monotonny głos - brak spontaniczności - krytycyzm, pesymizm, negatywizm - pycha, duma, przesadne przekonanie o swojej wartości Tak dla przykładu, że sama mowa ciała może bardzo dużo zmienić w odbiorze osoby dam przykład mojego kolegi, który prezentuje różne prace na konferencjach studenckich. Prace jak prace, niewiele się różnią pod względem jakości od prac innych ludzi. Jednak róznią się sposobem prezentowania. Większość ludzi stoi na środku z mikrofonem i opowiada o tej pracy tym samym głosem nie ruszając się z miejsca przez cały czas. Po 3 takiej prezentacji widz odpływa intelektualnie. Kolega natomiast zachowuje się jak showmen albo wręcz cyrkowiec. Macha rękami, rusza całym ciałem, buja się jak gibon po tej scenie, ekscytując się tym co mówi jakby był na speedzie. Jego cała mowa ciała jest zdecydowanie przesadzona, wręcz groteskowa, ale... działa. Co chwilę wygrywa jakieś nagrody, wyróżnienia. Można mieć tytuły profesorskie, ale mentalnie i tak zostaje się w jaskini i ocenia się takiego człowieka wyżej niż osobę, która prezentuje pracę poważnie (bądź co bądź w końcu na konferencji naukowej). I jakoś tak doświadczenie pokazuje, że ekstrawersja, nadekspresja emocjonalna przyciąga ludzi, a powaga i powściągliwość przypinają raczej człowiekowi łatkę gbura i sztywniaka. Nie bez powodu na imprezach spożywa się alkohol lub mocniejsze środki - żeby być mniej poważnym, a nie bardziej.
  9. Dorzucę swoje 3 grosze jak to u mnie wygląda. Przez lata uważałem siebie za atrakcyjną osobę i myślałem, że mam po prostu pecha do kobiet. Później myślałem, że może moja gadka jest zła i straciłem wiele miesięcy na analizę, co można zmienić, żeby ją poprawić. Ostatecznie wszelkie sposoby ulepszenia rozmowy nie zmieniły absolutnie nic. Potem zainspirowany forum zacząłem się rozwijać - bieganie, siłownia, gotowanie, prace naukowe, hobby. Nic się nie zmieniło, chociaż osiągnąłem więcej niż większość moich rówieśników. I gdzieś niedawno zacząłem dostrzegać relacje atrakcyjnych osób jak reagują na nich kobiety. I porównałem to z reakcjami na moją osobę. Wnioski z już wielomiesięcznych obserwacji i retrospekcji: - na ulicy kobiety praktycznie się na mnie nie patrzą, uśmiech zgarnę może raz na pół roku, nigdy żadna do mnie nie zagadała w terenie - na imprezach podobnie, kiedyś spotkałem się z określeniem na forum "niewidzialny dla kobiet" - uważam, że doskonale mnie opisuje - jak zagadam na imprezie czy w neutralnych warunkach bardzo często obserwuję po 1-2 minutach rozmowy "chęć ucieczki" - kobieta przestaje się na mnie patrzeć, rozgląda się naokoło i szuka wymówki, żeby ode mnie odejść, czasami po prostu się odwraca w połowie tego co mówię - na fejsie zagadanie przez jakąś koleżankę to niczym święto, jak ja pisałem i zagadywałem to czułem absolutną bierność w rozmowie, zdawkowe odpowiedzi, czasami w postaci kciuka albo pojedynczej emotki, często po prostu "wyświetlone, nigdy nie odpowiedziane" - na żywo też często bierność w rozmowie, ciągnięcie rozmowy na siłę przeze mnie, kompletny brak zainteresowania moją osobą - czasami miny kobiet, kiedy je zagaduję są w stylu "czego on ode mnie chce?" - ogólnie mam poczucie nielubienia mnie przez większość kobiet, faceci reagują wobec mnie zdecydowanie bardziej pozytywnie Żeby nie było tak całkiem negatywnie to czasem trafiam na zainteresowane kobiety. Oceniam to na średnio 1-2 razy do roku, może z 1 na 100 poznanych kobiet (nie robię pua podejść na ulicy, to szacunkowe liczby). Zainteresowanych, a nie że zaraz napalonych (to ze 3 w całym życiu). Wtedy widzę, że kontakt z kobietą naprawdę potrafi być przyjemny, że może być inaczej. Widać zainteresowanie, kobieta jest miła, gadka się klei, do jakichś pocałunków może dojść szybko (aczkolwiek żadnej z nich zaliczyć mi się nie udało, choć jedną sytuację ewidentnie spieprzyłem). Szkoda tylko, że jest to tak kurewsko rzadko, że muszę się przekopywać przez dziesiątki kompletnie zlewających kobiet, żeby trafić na jedną, która traktuje mnie jak człowieka.
  10. No z tej ankietówki wyszło, że medycy ruchają więcej od studentów z politechniki. Szkoda, że nie mam dostępu do wyników tych badań to bym przytoczył dokładniejsze dane. Z kolei z moich doświadczeń to raczej środowisko jest aseksualne. A przynajmniej w akademiku. Może to kwestia absolutnego braku prywatności w akademiku, a może specyfika kierunku. Nie wiem co się wyrabia w innych akademikach i na mieszkaniach, nie miałem zbyt wielu okazji. W każdym razie chociaż zdecydowana większość moich znajomych to przyszłe lekarki to akurat z nimi miałem najmniej kontaktów intymnych i najwięcej niepowodzeń.
  11. @Ksanti Jak szukasz dziewicy to zapraszam na Uniwersytet Medyczny. Na ostatnim badaniu ankietowym wśród studentów wyszło jak dobrze pamiętam, że 20% studentów medyka nie miało inicjacji seksualnej. To 2 razy więcej niż na politechnice. Jest jednak ciemna strona tej informacji. Studentki, które podejrzewam o brak aktywności są... po prostu brzydkie. Sporo takich tutaj na wydziale. Drugą grupą są ultra-katoliczki, co seks tylko po ślubie. Zwykle też są brzydkie. Natomiast te ładne zwykle mają/miały facetów albo stado adoratorów i większości o dziewictwo nie podejrzewam. Te badania z filmiku można w różny sposób wytłumaczyć, jeśli chodzi o przyczynę, ale tak z codziennych obserwacji to wygląd kobiety gra tutaj istotną rolę. Te, które są brzydkie nie miały partnerów albo miały mało, bo po prostu nie miały okazji. Mało kto je chce. Wraz z wiekiem raczej się to nie zmieni, więc również ilość partnerów będzie mniejsza, a także szansa na zdrady w związku. Z kolei te ładne mają stado adoratorów, z czego wynika większa szansa na znaczną ilość partnerów, zdradę w związku, a także wcześniejszy wiek inicjacji. Te badania coś tam pokazują, ale bez poznania przyczyn nie wyciągałbym pochopnych wniosków. Sam fakt wcześniejszej inicjacji nie wyjaśnia zwiększonej liczby partnerów i rozpadów związków. Szukałbym raczej przyczyny, co stoi za wcześniejszą inicjacją albo dlaczego inicjacja była późno lub jeszcze jej nie było - osobiście uważam, że zwykle są to braki w urodzie z małą ilością adoratorów lub skrajna religijność (często też związana z brakami w urodzie).
  12. Jako, że mój kierunek przedstawia się podobnie, czyli teraz jest zapierdol, a w przyszłości będą potencjalne zyski to też się zastanawiałem czy warto zapieprzać. I tutaj dochodzi kwestia jakie ma się alternatywy zamiast tego. Doszedłem do wniosku, że jedyne co tracę teraz, a co ciężej będzie nadrobić w przyszłości to imprezy i ruchanie. Wszystko inne spokojnie można przełożyć na wiek 30+, a często w tym wieku ma się lepsze możliwości ku temu. W kwestii tych imprez i ruchania trzeba sobie odpowiedzieć samodzielnie czego się oczekuje i jakie ma się możliwości. Po kilku latach studiowania stwierdzam, że zdecydowana większość imprez jest taka sama i niewiele wnosi do życia. Trochę gadania, zachlanie pały, później zamuła i śpiewanie piosenek, a na następny dzień zjebane samopoczucie. Osobiście mnie to nie rajcuje i teraz imprez nie traktuję jako cel, a raczej dodatek raz na jakiś dla odstresowania się i podtrzymania znajomości. Co do ruchania to zalecam szczerą ocenę samego siebie pod względem możliwości. W przeciwieństwie do reszty wypowiadających się osób w tym wątku mam bardzo sceptyczne zdanie nt. ruchania na studiach. Wiele lat spędziłem w akademiku, z różnymi ekipami się trzymałem i w różnych miejscach imprezowałem, ale ani ja ani też większość znajomych nie mieliśmy okazji do ruchania. Może zły akademik, może zły kierunek studiów, a może chujowi z nas faceci. W każdym razie to czego żałuję to zbyt dużo zmarnowanego czasu na rozmyślanie nad tym jak zaruchać/znaleźć pannę i nad tym co tracę jak tego nie mam. Oczywiście od tych wszystkich rozmyślań gówno się zmieniło, a straty nastroju, koncentracji i czasu są bezsprzeczne. Ujmując krótko, moim zdaniem, jeśli do 30 intensywną pracą możesz znacząco zmienić swoje perspektywy to warto to zrobić. Impreza raz na kilka tygodni też nie zaszkodzi, a pozwoli zachować czysty umysł i zadowolenie z życia w cięższym okresie. Jeśli zdarzyłaby się gdziekolwiek okazja na seks to jak najbardziej warto korzystać, ale raczej nie polecam specjalnego angażowania się w jakiekolwiek czynności, które mają do niego doprowadzić, zwłaszcza jeśli nie widać z początku ich efektów, bo później one też nie przyjdą. A stracisz czas i nerwy. Co do dziewczyny, to jeśli bez niej masz napięty grafik to z nią bądź pewien, że ten grafik się spierdoli i będziesz robił sobie zaległości. Związek bardzo angażuje czasowo i trzeba mieć mocną ramę, żeby pogodzić pracę z dziewczyną. Większość facetów w związkach odpływa i nie ma czasu na własny rozwój.
  13. I dlatego też m.in. są białorycerzami. Ok, Tobie się całkiem udało, miałeś fajną relację przez kilka lat. Ale patrzę np. po znajomych i z tym bywa różnie - seksu mało, fochów dużo, wchodzenie w dupę level ekspert. Jak nie postawisz granic to będziesz się w takiej relacji męczył i myślał, że zasługujesz na więcej. Zakładasz, że kobiety jak się im będzie białorycerzyć chętnie nadstawią szpary - moim zdaniem jest to mniejszość. W związek wejdą, ale tam już swoje warunki ustalą, a seks będzie służył do ich egzekwowania. Zwykle dostaniesz tyle ile sam wynegocjujesz, a im więcej masz do zaoferowania tym możesz negocjować więcej.
  14. To zależy też od tego co sam masz do zaoferowania. Jeśli nie więcej od przeciętnego faceta i jeszcze do tego wymagasz to raczej jesteś na gorszej pozycji. Jeśli byłbyś np. przystojniakiem i co druga panna miałaby na Ciebie chęć to kobieta będzie spełniać to co chcesz - bo wie, że inne już czekają. Jeśli np. zarabiasz kilkadziesiąt tysięcy miesięcznie to możesz wymagać, bo wie, że łatwo drugiego takiego faceta nie znajdzie. Jeśli natomiast nic szczególnego nie oferujesz to tylko dmuchasz pusty balonik - może się uda, może nie. Wymagania rozpatruj nie jako sposób na budowanie relacji, ale raczej po to, żeby Tobie było wygodnie. Im więcej masz do zaoferowania i umiejętnie tym dysponujesz tym większa szansa, że stworzysz satysfakcjonującą relację (przynajmniej przez jakiś czas).
  15. Zgadzam się połowicznie. To działa w stosunku do kobiet, które już są wstępnie zainteresowane. Te, które nie są będą miały Cię w dupie i nawet nie zwrócą uwagi na Twoje zachowanie. Przecież wiele jest przypadków, gdy facet ma koleżanki, jest niezainteresowany albo traktuje kobietę formalnie i nie sprawia to, że chcą one wskoczyć na jego bolca. @darktemplar To możliwe, póki co dzielę się obserwacjami z tego co przeżyłem i zobaczyłem. Pewnie za ileś lat wyciągnę nowe wnioski w oparciu o nowe doświadczenia. Zgadzam się co do tego, że prestiż niektórych zawodów maleje, tego również, z różnych powodów. Niemniej nadal pokutuje w społeczeństwie wizja, że lekarz jest ustawiony i ma pełno kasy i dalej ten zawód cieszy się dość dużą popularnością. Choćby dla przykładu mogę podać, że prawie zawsze gdy odpowiadam na pytanie co studiuję widzę na twarzy rozmówcy wyraz zaskoczenia, dodatkowo znacznie większy w mieście rodzinnym niż tutaj gdzie studiuję. Tak jeszcze dla poparcia tezy o wyglądzie przytoczę, że nigdy nie spotkałem się z sytuacją, żeby jakieś panny zachwycały się osiągnięciami faceta albo osobą o wysokim statusie zawodowym np. profesorem. Za to stosunkowo często zachwycały się dwoma typami osób. Facetami o sławie ogólnopolskiej, najczęściej jutuberzy albo osoby występujące w telewizji, piosenkarze, aktorzy (choćby wyglądali jak pół dupy zza krzaka) oraz ciachami. Tymi drugimi zachwycały się w sposób wręcz niesmaczny - potrafiły przez godzinę pierdolić jaki ten facet jest piękny, zajebisty, jej typ itd. Co ciekawe, często było tak, że takim facetem nie zachwycała się tylko jedna kobieta, ale większość, a nawet wszystkie z danej grupy.
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.