Skocz do zawartości
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

jaro670

Starszy Użytkownik
  • Ilość treści

    1677
  • Donations

    30,00 zł 
  • Rejestracja

  • Ostatnio

  • Wygrane dni

    6

jaro670 wygrał w ostatnim dniu 10 Kwiecień 2018

jaro670 ma najbardziej lubianą zawartość!

Reputacja

2462 Świetna

1 obserwujący

O jaro670

  • Ranga
    Starszy chorąży

Profile Information

  • Płeć
    Mężczyzna

Ostatnio na profilu byli

Blok z ostatnio odwiedzającymi jest wyłączony i nie jest wyświetlany innym użytkownikom.

  1. Z urody to najwyżej Miss Nowego Sącza. Na pewno o Jork chodziło ?
  2. jaro670

    'Walka z mową nienawiści' :-D

    Typowa zagrywka marksistów, Takie słowo-klucz którego po czasie nikt nie rozumie i nawet nie wie do czego się to odnosi a służy po to by stygmatyzować niewygodne jednostki. Za ZSRR to był kułak, białogwardzista,trockista-zinowiewowiec, za komuny reakcjonista i ekstrema a dziś mamy faszystę,rasistę, rozsiewacza mowy nienawiści i pewnie jeszcze sporo tego wymyślą. Ot taki wytrych jak ktoś się nie podoba to się go nazywa piewcą mowy nienawiści i już gostek wykluczony z towarzystwa. Na szczęście dziś się za to czapą nie płaci jak dawniej ale kto wie co jeszcze marksiści wymyślą.
  3. jaro670

    Książki o zarabianiu.

    Horyzonty poszerzyło na pewno ale co do pierwszego to bez zmian ale to wina mojego lenistwa i braku odwagi do zmian, po prostu za dobrze mi płacą na etacie bo pracuję na nietypowym stanowisku i jestem w tym chyba niezły. Ale o własnym biznesie myślę od jakiegoś czasu, nie dla samej kasy ale chciałbym być kiedyś w końcu wolnym człowiekiem który dysponuje swoim czasem jak chce. Dzięki książce i vlogom Szafrańskiego zdecydowałem się robić budżet i spisywać wydatki i okazuje się że można sporo kasy zaoszczędzić. Jak sobie np policzyłem że w zeszłym roku wydałem 3000 na alkohol to nie było dla mnie lepszej motywacji oprócz zdrowia żeby wreszcie rzucić to gówno.
  4. jaro670

    Książki o zarabianiu.

    Właśnie czytam "Sekrety amerykańskich milionerów", fajnie książka zmienia spojrzenie i burzy stereotypy. Sam tytuł budzi skojarzenia z ludźmi sypiącymi kasą, śmigającymi ferrarkami i pływającymi jachtami a jak się okazuje to margines wśród milionerów w US and A. Oprócz tego warto przeczytać książkę "Najbogatszy człowiek w Bablionie" i "Żydowską mądrość w biznesie" i wyjątkowo przystępną książkę z naszego podwórka czyli "Finansowy ninja" Michała Szafrańskiego który co prawda jest trochę jak Kyosaki bo mówi o oszczędzaniu a dorobił się na sprzedaży książek ale mimo wszystko to wg mnie wartościowa pozycja bo bez budżetu i oszczędzania za daleko się nie zajedzie.
  5. jaro670

    Afirmacje Bogactwa

    Jeśli zmieniają fałszywe przekonania na temat pieniędzy wtłaczane nam dookoła to z pewnością warto. Sami nawet nie zdajemy sobie sprawy jak debilne przekonania na temat kasy mamy w tym dziwnym i biednym kraju. Same afirmacje bez działania moim zdaniem nie pomogą ale zmiana przekonań to według mnie absolutna podstawa. Oprócz tego warto czytać, ostatnio czytam "Sekrety amerykańskich milionerów " i za głowę się łapię jak w tym zakompleksionym kraju miałem błędne przekonania na temat bogatych, przedsiębiorczych ludzi. Już samo brzmienie słowa "amerykański milioner" powoduje milion skojarzeń w głowie na temat jachtów, ferrari i tym podobnego szitu a tu doopa, normalni ludzie tylko bardziej zorganizowani, zdyscyplinowani i oszczędni niż większość.
  6. jaro670

    Zalety czytania książek.

    Mnie w moim czytaniu denerwuje długi czas samego procesu czytania, chętnie bym go jakoś usprawnił , przyśpieszył. Był ktoś z Was na kursie szybkiego czytania ? Daje to coś czy to tylko kolejny pic żeby kasę zgarnąć ?
  7. jaro670

    Zalety czytania książek.

    Ja czytam rocznie 30-40 książek (głównie ekonomia, biznes i poradniki) i przez znajomych jestem uznawany za tego co marnuje swój czas a odkąd nie piję to już dziwadło jak krowa z 7 nogami. Fifa plus piwo i zielsko to jest sposób na spędzanie czasu. No i oczywiście ucieczka przed tą suką myszką. Pora zmienić ekipę tylko nie bardzo widzę możliwość znalezienia odpowiedniej. Książki mają tylko jeden minus ,z nimi jest jak z piciem słonej wody, przeczytasz jedną i już kupujesz następne 3 bo po lekturze często masz więcej pytań niż odpowiedzi. Ja już sobie dałem limit 100 zł na książki miesięcznie i staram się pilnować.
  8. jaro670

    Oszczędzanie

    Gdybyś w majtkach nosił urządzenie które potencjalnie można użyć do zarobienia pieniędzy też byś tak patrzył na świat. Niestety my faceci żeby coś mieć musimy oszczędzać. Laski takie są, jak z siostrą w dzieciństwie dostawaliśmy słodycze na święta to ja miałem rozplanowane po cukierku na każdy dzień a siora wszystko wdupiła na raz a potem łypała na mnie żeby mi coś zakosić. Natomiast żal patrzeć na facetów którzy rozpieprzają kasę ,znam ziomka który zarabia jako grafik 15 tyś i wszystko idzie na rozpieprz typu whisky za 1500 itp a wszystko co ma wartościowego to na kilka kredytów.
  9. jaro670

    Rimming, lizanie odbytu.

    To zapytam z innej mańki, też okołodupnej. Robiliście kiedyś czy Wam robiono masaż prostaty ? Ci co doszli podczas masażu mówią że jest nieziemski odlot nieporównywalny z normalnym orgazmem a do tego podobno to bardzo zdrowe. Tylko to przełamanie siebie żeby sobie coś włożyć nie uśmiecha mi się.
  10. Wszystko ok tylko jedna rzecz mi nie pasuje. Gdyby na rynek finansowy wypłynęła tak wielka fala dodruku to by Jełro poleciało w stosunku do dolara na pysk a tu nic takiego się nie dzieje. Jest podwyżka dolara ale z 1,2 do 1,4 w ciągu roku to nie aż tak dużo.
  11. Skoro ten co nie żyje to nieboszczyk czy to oznacza że my jesteśmy boszczykami ? Miałem w poprzedniej firmie koleżankę której najpierw zmarł mąż a później za jakiś czas kochanek przekręcił się na serce. Nikt nie chciał być trzeci mimo że kobitka całkiem całkiem.
  12. No z takim podejściem to na pewno( bimberek,magia). Panowie czy nie lepiej wziąć się za przewartościowanie alkoholu i potraktowanie go jak zwyczajną truciznę zamiast się męczyć postami, przysięgami ? Czy przed niepiciem domestosa też składalibyście przysięgi ? No chyba logiczne że nie. Dopóki nie potraktujesz w swojej głowie alkoholu jak tego domestosa to nic się nie zmieni bo przysięgasz a wciąż w głowie jest poczucie straty. Jak zrozumiesz że alkohol to trucizna, środek do niszczenia woli zmian w człowieku i sposób na ogłupienie motłochu to wciąż będziesz walczył z sobą. To się zmieni jak zrozumiesz że nic nie tracisz kiedy przestajesz pić bo zwyczajnie alkohol nic, kompletnie nic nam nie daje a zabiera bardzo dużo. Mi bardzo pomogła książka "Prosta metoda jak skutecznie kontrolować alkohol" i gorąco ją polecam. Aha no i tak jak mówił Marek, jak nie chcecie stracić znajomych to na początku lepiej gadać że nie pijemy bo np, bierzemy antybiotyki albo że badania wyszły nieciekawie bo stali towarzysze popijania jak ognia boją się świadomości że ktoś potrafił przestać a oni nie i najpierw będą namawiać a potem tępić.
  13. Tak , całe dzieciństwo spędziłem w szpitalach. No to daje do myślenia. Dzięki. Żebyś wiedział, baby to są mistrzowie w jebaniu nam humoru niezależnie czy matka czy żona.
  14. Bardzo dziękuję Panowie, nie spodziewałem się takiej pomocy. Bardziej spodziewałem się opierdolu ale fajnie że wskazaliście że moja sytuacja wcale nie jest aż tak wyjątkowa jak ego by chciało choć jest co tu kryć z deczka pojebana. Najśmieszniejsze że ja na codzień jestem zadowolony z siebie, daję radę w wielu sprawach ale ta hydra z przeszłości plus jęki beczącej matki że najpierw zostawił ją ojciec a teraz ja zrobiły swoje. Stąd zawahanie i wkurw na siebie że znów się kurwa waham jak jakaś pierdolona huśtaweczka w parku. Fuck. Dziękuję Panowie, fajnie że jesteście i że można na Was liczyć. Bardzo mi pomogliście, to pokazuje jakim jesteśmy mega teamem. Aha i nie klepać po pleckach na przyszłość bo przypierdolę. No toś my se pochlipali nad ciężkim losem Pana J a tera do przodu.
  15. Witajcie Panowie. Tym co piszę chciałem się już dawno z Wami podzielić ale mimo anonimowości forum przez długi czas nie starczało mi odwagi bo moje życie było i jest dość ekstremalne. Otóż skończyłem niedawno 50 lat i uważam że w chuj przegrałem życie i nie mogę sobie z tym w żaden sposób poradzić. Uwaga będzie grubo : Do 40 roku życia żyłem/nieżyłem bo jak się po przebadaniu mnie w wieku 40 lat przez kilku lekarzy okazało mam spore niedobory wielu podstawowych hormonów w tym tarczycy i testosteronu. Wcześniej leczyłem się endokrynologicznie ale to umknęło lekarzom. Dzięki naszej kochanej służbie zdrowia do 40 praktycznie nie byłem facetem , żyłem w permanentnej depresji, lęki spowodowane zachwianą gospodarką hormonalną nie pozwalały mi normalnie funkcjonować, żyłem z rodzicami, w lęku, poniżany i niszczony przez niektórych ludzi w pracy jak i przez rodzeństwo. Rodzeństwo tępiło mnie za to że siedzę w domku i spijam śmietankę a tak na prawdę chuja wiedzieli co się ze mną dzieje w środku. W wieku 40 lat zaproponowano mi leczenie w celu wybudzenia gruczołów dokrewnych w tym dawkowanie teścia i zacząłem rodzić się jako facet; w wieku 40 lat pierwszy raz zwaliłem sobie konia !!! bo zwyczajnie wcześniej nie miałem takiej potrzeby, pierwszy raz zachciało mi się kobiet i chciałem to zmienić. Pierwszy raz zacząłem się golić i patrzeć na świat przez męską optykę. Ktoś spyta : jak to kurwa możliwe że nie zauważyłeś że do tego wieku coś z tobą jest nie tak ? Człowiek żyje w warunkach jakie życie daje, nie masz hormonów więc myślisz że tak już jest bo nie znasz zwyczajnie innego kąta widzenia. W wieku 42 lat zapisałem się na kurs uwodzenia, PUA srua którym zryłem sobie sagan ale czegoś się nauczyłem i poznałem kilka kobiet w tym z jedną zamieszkałem po kilku latach w wynajmowanej chacie. Po prawie 7 latach znajomość sie rozleciała a ja nie mając chaty wróciłem do domu rodziców co z resztą zbiegło się z chorobą ojca i bardzo im wtedy pomogłem. Był to fajny czas bo wiele przepracowałem w głowie i pogodziłem się z ojcem i przez ostatnie lata jego życia byliśmy super kumplami. Jakiś czas temu ojciec zmarł a ja zostałem na chacie z matką, bardzo jej pomagam mimo że spokojnie sama daje sobie radę. Ma 70 lat. Szukam mieszkania niedaleko niej żeby być w razie czego ale z matką żyć nie chcę i nie potrafię, wiadoma sprawa mimo że chlipie że zostanie sama. Każdy dzień życia z nią zabija moją pewność siebie dlatego muszę stąd spierdalać. Strasznie się tego wstydzę że mimo tylu lat nie mam jeszcze swojej chaty. Do tego wszystkiego byłem kurwa wychowywany pod kloszem,wyręczany i uznawany za chorego,słabszego. Nigdy nie umiałem niczego robić na 100% zawsze wszystkiego się bałem a jeśli już musiałem podjąć decyzję to zwlekałem albo "chciałem spróbować" stąd masa decyzji w których robiłem dwa kroki do przodu i jeden do tyłu. Panowie, jest mi w chuj ciężko bo niczego nie potrafię zrobić na pełnej piździe, wszystko wciąż rozkminiam i szukam możliwości wycofania w razie czego. Pracę mam spoko, spełniam się w niej i zarabiam nieźle i to mnie chyba trzyma przy życiu. Jestem zaradny ,umiem wszystko w domu i w garażu ,gotuję , piorę ,zapierdalam z domowymi sprawami. Tylko ta przeszłość mnie zabija. Gdy dochodzi do podsumowania i rachunku tego czego w zyciu "dokonałem" chociażby w porównaniu z moim ojcem który dokonał wiele a wyszedł z biedy mam ochotę zrobić użytek z mojego rewolweru, Czytam ostatnio wielu mądrych ludzi i widzę że bez siły, determinacji nic by nie osiągnęli i wciąż chciałbym takim być. Moje życie to ciągła kurwa, ciągła podróż lwa do krainy oz po odwagę. Najpierw żeby postawić się gnojącym mnie ludziom teraz żeby wygrać z sobą ale ostatnio odpadam. Ta pamięć totalnej porażki jaką było i jest moje życie przygniata mnie a do tego ta obawa że już za późno nauczyć się brać życie za ryj a wiem , wyczuwam to że za tą górą lęku jest pasja , radość i wolność do której tak kurewnie mnie rwie. Uważam że dzięki Markowi zrobiłem w sferze psychicznej bardzo duży postęp tylko z tą przeszłością nie umiem się pogodzić i wciąż męczy mnie poczucie że już nigdy w 100% sobie nie zaufam i dlatego się waham w życiu. Wstydzę się tego okropnie że nie nauczyłem się jeszcze życia w życiu mimo że w wielu sytuacjach jestem w chuj twardy i nieustępliwy. Jak poradzić sobie z tym że życie i ja sam wychujałem się na 40 kilka lat i to nigdy nie wróci ? Ostatnio kurwa nie potrafię, czasem aż korci żeby naładować czarnoprochowca ale nie dam się za chuja, nie dam tej kurwie -mojemu demonowi satysfakcji tylko jak go pokonać ,jak zapomnieć że wtedy kiedy rówieśnicy żyli,ruchali, płodzili, rozwodzili się ,kłócili z babami, chlali to ja wegetowałem ?
×

Ważne informacje

Umieściliśmy pliki cookie na Twoim urządzeniu, aby pomóc Ci ulepszyć tę witrynę. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym razie zakładamy, że możesz kontynuować.