Wczoraj mi zrobiła jazdę z dupy. Przez caly tydzień sie zachowywalem spoko, ponaprawiałem parę rzeczy w domu, itp. A ta mi zrobiła jazdę, że sie zachowuje jakoś inaczej, że sie jej przyglądam itp. Czyli powody przyjebań są coraz bardziej absurdalne. Wnioskiem to, że nie słuchać co mówi, bo co innego myśli co innego robi. I oczywiscie obwinianie mnie za reakcje na to co odpierdala. Kończę to serio. Wracam do rodziców. Muszę tylko parę spraw pozamykać i spierdalam stąd jak będzie w pracy. Najlepiej po weekendzie.
To się nigdy nie skończy. Ona się żywi tymi przypierdalaniami, czy to border, czy adhd, czy lękowy styl...to w zasadzie nie ma znaczenia. Spokój nie ma ceny. Zdałem sobie sprawę, że przez nią sie nie ogarnąłem, bo ciągle mi rozpierdala czaszkę.