Jump to content
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Gromisek

Starszy Użytkownik
  • Content Count

    502
  • Donations

    0.00 PLN 
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

408 Świetna

About Gromisek

  • Rank
    Plutonowy

Profile Information

  • Płeć
    Mężczyzna

Recent Profile Visitors

2606 profile views
  1. W sumie samodoskonalenie to w 80% pierdolenie, a nie realne działania. Ja to określam to jako osiągani celów. Chcesz znać język XYZ, to musisz poświęcić ileś czasu, pieniędzy itd. Tak samo z nowym stanowiskiem, edukacją, firmą. Cokolwiek. W pewnym momencie kolejne zera na koncie nie będą zmieniały niczego, więc samodoskonalenie w tym wydaniu to takie trochę pierdzielenie. Sukces jest niemierzalny... Naprawdę zależy co kto chcę w życiu osiągnąć, bo jak wespniesz się na górę, to możesz się stoczyć, lub poszukać kolejnej. Także fajnie jest realizować cele, zabezpieczyć emeryturę, ale nie uczyni nas samo w sobie to szczęśliwym. A może po prostu tetryczeje :D. Trzeba pokochać cały proces (być w teraz).
  2. Bananowe kraje ~2-3k PLN (opcja full wypas praktycznie :D) Polska (1 osoba) 7-12k PLN (zależy czy małe/duże miasto)
  3. "No, Marvin was actually an asshole. He was a paranoid asshole who though the government was out to get him and that he was on a mission from God. He bought his land for $42,000 in 1992, and was later offered $250,000 for it, which he initially agreed with, before backing out and demanding $1 million for it. So it's not like he was being screwed over, he wanted a confrontation. And while he didn't kill anyone, it wasn't for lack of trying. Most of the buildings he destroyed were occupied moments before he destroyed them, including the town library (didn't see that in your list) which was hosting a children's program at the time it was destroyed. The former mayor's house he destroyed? That mayor had died three years prior, only his widow lived there now. The newspaper that lied about him? Wrong, they had even published all his letters of protest. It's not their fault he didn't win over anyone's opinion." Różnie to z tymi bohaterami bywa.
  4. Wielkim autorytetem i niedoścignionym wzorem dla mnie zawsze był Stanisław Lem. Zawsze mnie zadziwiało, jak bujną wyobraźnię i zasób słów. Pan pięknie opowiada, a jeszcze śliczniej rysuje.
  5. @BumTrarara Życia nie znasz. Chłop na bobelka ma bulić i się nie wpieprzać. No i czasem lodówkę wnieść, czy coś tam naprawić, ale głównie to hajs przynosić. Jak w Moralności Pani Dulskiej ze swojej pensji powinien kieszonkowe na kawę dostawać .
  6. Słusznie bracia wskazują tutaj, jak ciężko wychować dziecko. Nie da popełnić się błędów w projekcie tak skomplikowanym jak wychowanie człowieka. Według mnie wypuszczając swoje dziecko w dorosłe życie powinno mieć kilka podstawowych cech, które dalej poprowadzą je w życiu. Przecież nie wyszkoli się agenta CIA znającego 5 języków, sztuki walki, geniusza ze wszystkich przedmiotów ścisłych, mistrza rozmów towarzyskich/imprez i przyszłego milioner inwestora, który podbije giełdę, biznes i showbiznes. Osoba dorosła wchodząca w życie powinna być pewna siebie i swoich możliwości. Na tyle odważna, żeby ponosić ryzyko i uczyć się na swoich błędach. Tylko tyle i aż tyle (według mnie). Reszta cech nabywa się po drodze, bo jaki zestaw umiejętności nabierze się siedząc w 4 ścianach, lub nie wychodząc do ludzi? Rynek pracy zmienia się bardzo szybko, więc nie sposób przewidzieć jakie umiejętności realnie będą dawać zatrudnienie/możliwość zarobkowania. Dodałbym jeszcze umiejętność skupiania się (na czymkolwiek), bo widzę nawet po sobie jak często tego brakuje u rówieśników i współpracowników.
  7. @Mosze RedBardzo chętnie dołączę.
  8. @RENGERS Oczywiście masz rację. Trzeba kasować stare wzorce i rozwijać się. Nie można zrzucać winy tylko na wychowanie chociaż jest ono dość kluczowe. Jednostki samokrytyczne i samoświadome prędzej, czy później orientują się o co tu biega. Uważałem się w gimbie za osobę ponad przeciętną, a w rzeczywistości byłem mało asertywnym debilem, z którego cisnęły inne dzieci. Potem pokutowałem brak samorozumienia słabymi umiejętnościami miękkimi. @mirek_handlarz_ludzmi Mojego przyjaciela wychowywano w odwrotny sposób. Pochodzi jako tako z zamożnej rodziny i bierze co chcę. Nawet, jak musi podeptać innych ludzi i nie przestaje, aż dostanie co sobie wymarzył. Widać od razu jak jest pewny siebie, aż nawet do bezczelności, ale dzięki temu ma teraz łatwiej w życiu. @Libertyn Łatwiej dziecku dać tablet niż się nim zająć... Czasem ekonomiczne środki odgrywają rolę, gdzie pochodzisz w miarę z normalnej rodziny, ale biednej/w biednym regionie i idziesz do lokalnej szkoły wylęgarni sebixów i patusów, to też będziesz skrzywiony. W jedną stronę. lub inną.
  9. @mirek_handlarz_ludzmi Najbardziej lubię powiedzenie "Ustąp głupszemu", a potem Mr.Nice Guy ustępuje wszystkim w szkole, później w pracy i zdziwienie czemu nie awansuje, a dla wszystkich jest "miły".
  10. Będąc na weekendzie w gościach poczyniłem pewną ciekawą dla mnie obserwację, która zmusiła do wytężenia pamięci i większej obserwacji otoczenia. Mianowicie gadamy sobie przy kawce o pierdołach, a znajomi zajmowali się w międzyczasie dziećmi (4 i 3 latka bardzo dużo atencji wymagające). Starszy chłopczyk skarżył się mamie, że siostra zabiera mu zabawkę, a ojciec podpuszczał go, żeby walczył o swoje i odebrał ją. Matka od razu chciała go skarcić, że czego on uczy chłopca od najmłodszych lat... W mojej ocenie spełniał ojcowski obowiązek ucząc chłopca agresji i dbania o swoje. Co naturalnie musi być kontrowane przez matczyną empatię (Yin i Yang), żeby mimo wszystko umiał się normalnie socjalizować. Jak często bywa, że ojciec przybiera bierną rolę i nie uczy syna podstawowych umiejętności? Walki o swoje, agresji, podstawowych umiejętności np. naprawa rowerka tylko robi to za niego, bo to szybsze niż tłumaczenie i nie wymaga, aż tyle cierpliwości? Sam widzę po siostrzeńcu, gdzie ojciec przybiera bierną rolę (wraca zmęczony po pracy) i oddaje 75% wychowania mojej siostrze. Przez co siostrzeniec zachowuje się bardziej jak dziewczynka i jest bardziej "emocjonalny". Płacze o byle co i nie podejmuje walki (np. odebrania ukradzionej przez siostrę zabawki) itd. Za to syn znajomych najpierw podejmuje sam trud, a potem dopiero zwraca się do rodziców o pomoc, a ci dalej go popychają, żeby próbował dalej. Może takie nic nie znaczące zachowania o niczym nie świadczą, ale jeśli będą sumą 20 lat wychowania za nim dzieciak wyjdzie w świat? Czy też obserwujecie podobne braki wychowania w swoim środowisku? Obserwowałem też sytuacje, gdzie matka była zbyt bierna i dzieci były zbyt agresywne i brakowało im umiejętności komunikacji przez co zostawały daleko w tyle za rówieśnikami jak chodzi o naukę. Ciekaw jestem waszych spostrzeżeń.
  11. Ok, ale po jakiej cenie wydobycie i rafinacja? 150dolarów za baryłkę, a potem sprzedawać po 80?(jeśli rynki się ustabilizują za kilka lat/miesięcy)
  12. Jak potrzebowałem auta, to kupiłem sobie nissana micrę. Palił 4l/100 czyli na paliwo wychodziło max 100zł miesięcznie przy dojazdach do pracy, a ubezpieczenie 500 złoty jakoś wyszło+jak go zarysowałem, to nawet mi go szkoda nie było haha. Wszystko zależy po co auto. Jak tylko do dojazdów, to się nie ma co pchać w koszty, a jak reprezentacyjne, to zobacz sobie na statystyki luksusowych aut. Nikt w tym roku nie kupuje luksusowych lat, bo idzie recesja. Ja też miałem bryczkę zmieniać, ale remontuje swój (już nie nissan, xD) i zaciskam pasa ile mogę 😕. Tylko, że i tak co nie kupisz, to na bank będzie coś do zrobienia w nim, nawet części eksploatacyjne... Chyba, że masz farta jak mój przyjaciel i kupisz praktycznie nie używane auto od dziadka z Niemiec.
  13. Witam, Kupiłem jakiś czas temu auto marki Peugot 307. Podwozie nie było w zbyt dobrym stanie i postanowiłem w końcu oddać auto do blacharza. Ten wypiaskował podwozie (nalot był i łapała go rdza w niektórych miejscach) i wyspawał Małą dziurę na mostku koło koła (nie przez całą blachę do wnętrza auta, ale jedną z warstw) i naprawił luzy na przednich kołach. Do wymiany są jeszcze progi i parę innych pierdół typu plastiki nad kołami itd. Za całość zakrzyknął 2k (auto warte ~10k, a raczej za tyle kupione) i teraz członkowie mojej rodziny suszą mi głowę, że to wszystko bez sensu jak najpierw nie były wymienione progi, które też są do wymiany , bo przy kolejnej wizycie (którą planuję na wymianę reszty tych rzeczy o których wspomniałem) naruszy się zabezpieczone podwozie i całe te zabezpieczenia i wywaliłem kasę w błoto. Faktycznie sam się zaczynam zastanawiać, czy nie potrzebnie ładuje kasę, bo na horyzoncie jest jeszcze jakoś 1,2-2k za kilka miechów. Auto jest z 2008 ogólnie w niezłym stanie poza tym podwoziem (też nie jest tak, ze nie było gdzie śruby tam włożyć, a właśnie lekkie ogniska rdzy i to spawanko). Auto mam w piątek do odbioru i teraz nie wiem, czy inbę kręcić, że mnie w błąd wprowadził (powiedział, że progi można potem zrobić po zabezpieczeniu), czy moja męska część rodziny nie za bardzo mechaniczna jest. Nie chcę reagować emocjonalnie, a teraz zaczynam mieć wyrzuty względem siebie samego i całość zaczyna mnie denerwować, bo ogólnie polubiłem to auto. Myślałem, że jak zrobię je u dobrego mechanika to posłuży mi kilka latek za nim się dorobię jakiegoś auta max 5 letniego, bo zmiana z 10k->20k wydaje się bezsensowna i tak wyłożę tyle samo na remonty. Także prosiłbym starszych i mądrzejszych o poradę zwłaszcza, że ze mnie mechanik żaden. Pozdrawiam i dziękuje z góry za odpowiedzi.
  14. 5 tys. lat temu na glinianej tabliczce ktoś się żalił jaka to ówczesna młodzież beznadziejna, nie słucha się i w ogóle jest zła. Nic się chyba nie zmieniło .
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.