Jump to content
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Stary_Niedzwiedz

Starszy Użytkownik
  • Content Count

    1374
  • Donations

    0.00 PLN 
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    9

Stary_Niedzwiedz last won the day on January 25

Stary_Niedzwiedz had the most liked content!

Community Reputation

3274 Świetna

6 Followers

About Stary_Niedzwiedz

  • Rank
    Chorąży

Profile Information

  • Płeć
    Mężczyzna
  • Miejscowość
    Z centralnej Polski pochodzi

Recent Profile Visitors

The recent visitors block is disabled and is not being shown to other users.

  1. Rozwód to zwykle (u Ciebie tak akurat jest) 3 wątki 1. Rozwód właściwy 2. Opieka nad dziećmi 3. Podział majątku Primo: ZACZNIJ OD WZIĘCIA ADWOKATA. Najlepiej - szukaj takiego, który ogarnia into opieka naprzemienna. Ad 1 - dopóki samica nie usiłuje Ci przybić wyłącznej winy - moim zdaniem nie warto się szarpać na siłę w udowadnianie winy/niewinności. Jeśli bije Ci winę - tłucz się o to do krwi ostatniej. Słowo-klucz: alimenty na byłego małżonka. W przypadku orzeczenia o winie - winny płaci DOŻYWOTNIO (bądź do ponownego ożenku) i przyczynkiem wystarczającym jest "pogorszenie jakości życia". W razie rozwodu bez orzekania - max 5 lat, o ile exmałżonek popadł w niedostatek (czytaj: ma minimum egzystencji, nie że z samochodu nowego przesiadł się na dwuletni). Ad 2. Ja bym walczył o opiekę naprzemienną. Warunek brzegowy: KUMATY ADWOKAT. Warunek (wysoce) pożądany: ogarnięta myszka, dobrze urobiona przez Ciebie do stopnia takiego, że zrozumie, że WSPÓŁDZIAŁAJĄC ugra więcej. Trudny temat. MINIMUM to natychmiast pisałbym wniosek o zabezpieczenie kontaktów. W maksymalnym wymiarze - najlepiej tak, żeby wychodziło 50/50. Z uwagi na sytuację pandemiczną masz sporą szansę, że proces rozwodowy będzie się ciągnął 2-3 lata. Bez zabezpieczenia kontaktów możesz zostać ujebany w temat p.t. "małżonka się zawinęła wdupę z dziećmi, a Ty leżysz i gryziesz dywan", a potem "psze wysokiego sądu, 3 lata dzieci ojca nie widziały, jaka opieka naprzemienna?!" Ad 3. Jeśli nie złożysz/cie wspólnego, zgodnego wniosku o podział, to sąd wywali Wam to do oddzielnego postępowania. Z mojego pktu widzenia pkt 2 najważniejszy.
  2. To są szurskie źródła. ST to nie biblia? Oj, bo powiem panu proboszczowi i Cię dojedzie! 🙂 Masz problem z semantyką, czy wjechał dysonans poznawczy? Nazizm/faszyzm NIE NEGOWAŁ religii. W odróżnieniu od komunizmu, który był jawnie antyteistyczny/antyklerykalny. Zarówno AH, jak i BM byli bardzo blisko z Watykanem. Nie klękali do kleszego miecza, jak "silna, niezależna Polska", ale WZAJEMNIE (podkreślam) się z Watykanem wspierali. Swego czasu zresztą mieli też pomysł porwania Papieża 😄 Gdyby nie współpracował, to nikt by się z nim nie certolił. Analogicznie jak za komuny. Oczywiście TERAZ to się nazywa "ostoja" itd Dziś jest dokładnie tak samo. NIECO inne metody, ale cele dokładnie takie same. "To nie kościół cię zgwałcił, to ludzie. Więc nie ma tematu. Gwałt nie istnieje". Tak mniej-więcej wygląda Twoja gimnastyka umysłowa. Jeżeli człowiek jest reprezentantem określonej instytucji i aby móc popełnić czyn zabroniony korzysta z "autorytetu" tejże instytucji, a owa instytucja to toleruje i tuszuje... Rozumiesz pełne uprawnienie zrównania czynów osoby z czynami instytucji? Rok przed Nocą Długich Noży... Strasznie mocną tą gimnastykę umysłową uprawiasz. Ale ogarniasz, że np w 1939 Niemcy najzwyczajniej napadli Polskę? I że nichuja nie było to "umowne"? Napadli kraj bez wypowiedzenia wojny, rozjebali go, no "ale relatywnie dobrze traktowali jeńców". Już litościwie przemilczę ilość zbrodni wojennych, których się dopuścili. Per analogiam do współczesności: jarek & co rozpierdalają ten kraj w drzazgi, "ale przynajmniej dali pincet dzieciom". Ty, a skąd wziął się tzw "majątek kościelny"? Kościół go... KUPIŁ?! W sensie ziemię? Za sałatę na stole? I rynkową cenę? Poka no to taką transakcję 🙂 Kościół instytucjonalny w PL od zawsze był najbardziej #dej'ową organizacją. "Mnie siem nalerzy". KK jedzie oklepanym kanonem parudziesięciu fragmentów maglowanych w zapętleniu. Brak jest JAKIEJKOLWIEK analizy. Brak jakiegokolwiek pogłębienia. A już polemika... Paaanie... Jest tylko potakiwanie "jaki to ten pan bozia mondry, ach joj!" i pierdolenie o "domu na skale" i "synu marnotrawnym". W retoryce rodem z polityki: KK hoduje "naskórkowy, zmanipulowany elektorat". Mniej kontrowersyjnie: wiara ludyczna, na poziomie guseł i jasełek. Dodam jeszcze jedno: na palcach ręki emerytowanego drwala jesteś w stanie zliczyć funkcjonariuszy KK z którymi możesz faktycznie podyskutować o Biblii. Na poziomie analizy, a nie wiary. Dalece bardziej wartościowym partnerem do tego typu dyskusji będzie DOBRY polonista. Idealnym - religioznawca. BTW - wszędzie (także tu!) funkcjonuje nazwa RELIGIA w szkołach. W szkołach NIE MA religii!!! W szkołach jest KATECHEZA. To BARDZO istotna różnica. Katecheza to indoktrynacja religijna. Religia = imputowanie (bardzo luźne) religioznawstwa. Między tymi dwoma pojęciami różnica jest kosmiczna. To zupełnie inne systemy myślowe. W Polskim systemie edukacji poniżej studiów wyższych religioznawstwo nie występuje. A szkoda. I to wielka. Moim zdaniem błędny wniosek. Religia w danym społeczeństwie to przede wszystkim uwarunkowania historyczne. Religię w znacznej mierze się DZIEDZICZY. Obrzędy religijne są znaczącą częścią TRADYCJI. Plemiennej/rodzinnej - jak zwał, tak zwał. Patrząc na Twoją analogię - czemu Czechy są tak mocno zlaicyzowane? Przecież (od ładnych paru lat) nikt tam nie broni indoktrynacji religijnej... Bo czyta się FRAGMENTY. "czytanie z listu do Koryntian". A nie "czytanie litu do Koryntian" Patrz wyżej - wiara ludyczna. Przeciętny odbiorca padłby z nudów po kwadransie. Biblia (tak ST jak i NT) to fchuj gruba i ciężka księga. Na jej analizie można spędzić długie miesiące/lata i jest to zabawa dla geeków, a nie dla przeciętnej Halyny co to paciurki klepie. NT był "aktualizowany w miarę na bieżąco". ST jest "opuszczonym projektem". Słowo-klucz: kanony NT Może jedzie na wspomagaczach mentalnych? To są - jak zauważyłeś - turbo ciężkie tematy. Po obu stronach - tak ofiar, jak i dokumentalistów. Przypuszczam, że to co widzimy jako gotowy materiał nawet nie liznęło ilościowo "surówki", której moim zdaniem z 90% musiało pójść na przemiał, bo ofiary wycofały się w trakcie lub trafiało się oszołomstwo z parciem na szkło. Taki Yeti. Wciąż mendia oszołomskie o nich mówią. A jak pojedziesz na miejsce, to ani śladu... Ostatnio towarzysze bolszewicy nieśli taki kaganek oświaty & wyzwolenia ciemiężonych ludów. Nie widzisz negacji swojego pierwszego zdania kolejnym? 😄
  3. Ich piękna miłość, którą Ty - biedny przegryw - chciałeś zniszczyć przetrwała tą próbę. Ile razy tak w życiu zrobiłeś?
  4. Ocena stanu technicznego to nie zabawa w rozbieranie samochodu do spodu. Zazwyczaj samochód jest odpalany, przejedzie kawałek po parkingu. Finał. JEŚLI NIE PALI TO JEST W RAPORCIE INFO! A po co? Przecież nikt nie zakazuje Ci kupna auta bez oględzin i sprawdzenia 😄 To co najważniejsze to NADWOZIE. Silnik, napęd... To relatywnie niedrogie rzeczy. Nadwozia nie naprawisz, silnik możesz wymienić (czasem wręcz za śmieszny pieniądz). A co to za dziwota? Możesz mieć auto dostawcze, które napierdala na międzynarodówce 200(dwieście)kkm/rok. Możesz mieć samochód typu pogotowie techniczne, które ma być gotowe do wyjazdu od strzała, ale NIE WYJEŻDŻA, bo płacone ma za gotowość, a nie jeżdżenie dookoła komina. I taki sprzęt po 5 latach ma 40 tys km. Możesz mieć samochód, w którym ekipa budowlana jedzie rano do Castoramy, zwozi szpej i cegły, po czym cały dzień muruje. I też masz relatywnie niewielki nalot (za to sprzęt często zgruzowany). Branża transportu (LCV i w górę) rządzi się swoimi prawami i tu nie ma tak prosto jak w segmencie dupowozów. Najlepszym źródłem będzie plac poleasingowy. Raz że znana historia. Dwa, że tu czynnikiem ograniczającym jest OKRES LEASINGU. Taki sprzęt nie jest eksploatowany "do krwi ostatniej, a potem aż koła odpadną". Za to wystrzegałbym się zakupu od jednoosobowej DG itp "jednostrzałowców".
  5. Normalnie. W żadnym wypadku nie należy słuchać deklaracji kobiecych. Słowa kobiety mają wartość taką, jak papier, na którym ewentualnie je spiszesz. "Miś, zmieniłam zdanie" (TM). Prosta sprawa - kobieta bardzo często będzie mówić to, co CHCESZ usłyszeć. Ewentualnie to, co trzeba, aby osiągnąć jakiś_tam wynik końcowy. Nie wyjdzie z deklaracją X? No to pada deklaracja Y. A deklaracja X przecież nigdy nie padła. Otóż nie. Właśnie "czadowi" itp baba będzie fikać w dwójnasób. Tylko, że on wedupie ma te babskie dramy i nie płacze na forum, że "alejakto, myszka OBIECAŁA"(TM). Wiesz - mi też dziecko obiecuje, że "to już ostatni raz, już nigdy więcej tak nie zrobię". Nigdy więcej w jednostkach SI to jakieś 15-30 sekund.
  6. "A u was biją Murzynów". Konkret, koleś. RELIGIA MIŁOŚCI!!! BÓG JEST MIŁOŚCIĄ. Czego nie rozumiesz? Miłość = wyciągamy noże i rżniemy nie-naszych. Bóg z nami. Przypominam: SS-mani i Wehrmacht mieli na pasach napisane GOTT MIT UNS. Jakoś nie słyszałem, żeby kościółkowi wnosili jakąkolwiek reklamację do tego. A. Czyli konkretów brak. Spoko. Szanuję. No i jotpe dwa. I barkę zanućmy!
  7. Jeden Popiełuszko. Jeden Niedzielak. Czej', sukienkowych jest chyba ze 30k. No, ZAORAŁEŚ. Wielu. No spoko. Czyli bronienie MAJĄTKU usprawiedliwiało rżnięcie ludzi. Religia miłości 😄 (jotpe dwa po jakimś... tysiącu lat uznał to za zbrodnię) Jak nieprawdziwy? Gdzie? Poproszę o polemikę, bo póki co to idziesz w retorykę "a ty jesteś gupi i oczerniasz kościułek".
  8. Czego ostoją? Jak rozumiem takie np trzymanie z nazistami, czy już wspomnę oklepane do bólu wyprawy krzyżowe to ta słynna "ostoja"? A nie, czekaj! Ostoja. Rama pojazdu kolejowego. Soundz legittt... Zabawa we wspieranie opozycji za PRL to był CZYSTY KONIUNKTURALIZM*. I to niektórych sukienkowych. Bo tych kolaborujących z czerwonym były całe stada. *przecież nie mogli wspierać antyklerykalnych władz. Albo musieli budować miękką pozycję opozycyjną, albo zostaliby skanibalizowani przez władzę. Miękką, bo jakby zrobili się twardą opozycją, to by pałą w ryj zarobili i skończyłaby się zabawa. Oczywiście narracja jest taka, że kościółek obalił komunę. Tajesss... Chuja obalił.
  9. Propaganda jest skuteczna 🙂 Hahahha No nie bałdzo. Kościół (instytucjonalny) jest drogą do wiary i zbawienia. To PODSTAWOWA nauka kościoła. Psim obowiązkiem każdego katolika jest uczęszczanie na mszę co niedziela. Do kościoła. I księdza. Władza deprawuje. Władza absolutna deprawuje absolutnie. Zobacz - w krajach, gdzie ta korporacja ma małe udziały w rynku - siedzą i nawet nie pierdną. A swoich kolegów wydają na męki w trymiga. Gdzie przepraszają? Przecież pedofilia księży to wina dzieci! "Ono lgnie, ono szuka. I zagubi się samo i jeszcze tego drugiego człowieka wciąga". Cytat dostojnika kościelnego. Level "Roma -2". W korporacyjnych standardach - wiceprezes zarządu na Europę. Proszę: A po co by mieli to robić? Przecież "kościół jest święty". I chuj. Nie ma dyskusji.
  10. Guma. I tyle. Każdy inny ruch to szacowanie ryzyko vs zaufanie. NIGDY. Ale to NIGDY nie wiesz, z kim się zadajesz. Możesz żyć w naiwności, że twoja myszka jest inna, niż wszystkie (TM). I może być latami. A potem trafi się jakiś "zupełnie nieznaczący epizod (TM)". I dupa. I równie dobrze może też być tak, że myszka wiedzie od lat podwójne życie. Skuteczna ochrona przed chorobami wenerycznymi jest JEDNA: Celibat. Chociaż i tu są... luki. Vide słynny suchar: "Czy można zarazić się kiłą od deski klozetowej? Można, ale znamy przyjemniejsze sposoby"
  11. "Pan tu tylko podpisze i od razu dostanie pan pisiont zoty!*" *RRSO 1997249823699749724%
  12. Pozwolę sobie odnieść się tylko do posta głównego, bez udziału w ciut... żenującej dyskusji... Podkreśliłem słowo kluczowe. Słowa... Ulotne jak motyle. Znowu podkreśliłem słowo kluczowe. No nie wiem, czy to tak na luzie wyjdzie. A co, jeśli sąd dojebie Ci wyłączną winę rozkładu pożycia, "bo se wazektomje zrobił psze sondu! Dzidziusia mi nie dał! Wykorzystał! Oszust!"? (oczywiście gdyby się okazało, że pani jest Królewną kurwa Śnieżką po szesnastu skrobankach i nie może zaciążyć, no to wiesz, "nieś swój krzyż! Na dobre i na złe!") Czyli jednak droga wolna, ale #dej. Odprawę #dej. I rentę #dej. Alimenty #dej Jak zauważono słusznie: pani mówi Ci to, co chcesz usłyszeć. Jesteś atrakcyjną partią - masz majątek, ogarniasz swoją kuwetę, masz sprawczość... Niemal idealny materiał na misia. A że miś mówi, że nie chce bombelga... No przecież nie powiem, mu, że ja też nie chcę, bo ucieknie. Ale Ja go zmienię (TM). Skoro partnerka jest taka och-ach, jest inna niż wszystkie (TM) to przecież nie wpierdoli Cię na minę p.t. "Miś, jestem w ciąży! Będziemy mieli dzidziusia! CIESZYSZ SIĘ?!?!"(TM). Prawda? 🙂 No to po co rozważasz wazektomię? Boisz się, że jednak nie? Że "Ojej ZAWIODŁA antykoncepcja" (czytaj - pigułka sama nie wyszła z opakowania i nie trafiła do dzioba. Tak w ogóle to wciąż leży w szufladzie. W aptece. Miś... No sama nie wiem, jak to się stało... No zawiodła srodze.) A no właśnie... (nie cisnę beki, po prostu zauważam, że zupełnie Cię nie zaślepiło...) A tak na serio: Wazektomia to DOBRY pomysł, ale pod paroma warunkami: 0. Załóż, że wazektomia jest nieodwracalna. O tym dalej. 1. Posiadasz już własne potomstwo. Podkreślam: WŁASNE. Nie że "pańcia ma bombelga,a Ty jesteś prawdziwym mężczyzną i przyjąłeś dar w postaci miłości jej dziecka". I masz dowody, że to TWOJE potomstwo. Pisemne, a nie deklaratywne p.t. "pańcia mówi" tudzież "moja myszka by nigdy" (TM). Czytaj - ZROBISZ TEST DNA. Bez pytania/informowania pani o czymkolwiek - wymazówka, kurier - po problemie. Koszt - ok 500 PLN 2. WIESZ już empirycznie, że ten temat NIE jest dla Ciebie (w rozumieniu posiadania kolejnych dzieci). Od momentu podjęcia tej decyzji odczekaj jeszcze rok. Jeśli nic się nie zmieniło -> działaj. 3. Nie informujesz kobiet(y) które posuwasz o fakcie dokonania zabiegu. Da się to w pełni ukryć przed kobietą. I tego się trzymaj. I nie daj sobie wpierdolić poczucia winy. Kobiety bez mrugnięcia okiem kłamią w temacie antykoncepcji, dlaczego Ty masz być inny? Równouprawnienie 🙂 Dlaczego zakładać, że wazektomia jest nieodwracalna? Bo tak 🙂 Oczywiście, mikrochirurgia itp. Koszt - od 10k w górę, BEZ gwarancji skuteczności. Rewazektomia działa teoretycznie +/- w 80%. Realnie? Ciężko oszacować, bo "im dalej w las tym trudniej" - z czasem prawdopodobieństwo sukcesu zabiegu spada.. A jeśli robisz wazektomię, a po roku się rozmyśliłeś, to znaczy, że masz nierówno pod deklem i należy się Cię golić w opór 🙂 Przechowanie nasienia... Jedna "porcja" to ok 400 PLN/rok. Tylko, że zabawa w zapłodnienie nasieniem z banku = W PRAKTYCE pełna procedura in vitro. Strzelam luźno - 15k w górę. I realna szansa to 20-25% za pierwszym podejściem, więc trzeba zakładać ze 2-3 podejścia. Każde podejście = wymagana kolejna porcja "towaru". Czyli przechować musisz 3-5 porcji. x400 PLN = ok 2kPLN/rok. 180 PLN/m-c. No słaby deal. I w praktyce jest to tylko "podatek od dobrego samopoczucia"... Wariant B - pobranie plemników z najądrza (jądra działają, plemniki są wytwarzane, po prostu nie mają się jak wydostać na zewnątrz). Dołóż do std in vitro ok 2k za pobranie plemników + idziesz w najwyższe ceny samej procedury, bo tu już jest procedura in vitro z mikromanipulacją. Zresztą plemniki "z mrożonki" to raczej też w mikromanipulacji będzie... Realnie - bardziej opłacalna opcja - szybko się "zwraca" na kosztach przechowania 🙂 Tyle konkluzji n/t wazektomii. A wracając do meritum. ZATEM - skoro nie chcesz dzieci, to PO CO CI ŚLUB? Jedyna zaleta małżeństwa to najlepsze środowisko do rozwoju potomstwa. Pełna rodzina. Więcej benefitów - brak. Za to ryzyk (dla mężczyzny) MNÓSTWO. Skoro pani chce "prostej" ceremonii, to rozwiązanie jest równie proste: Ślub bez skutków w KRiO/prawie cywilnym. Ceremonia religijna (NIE tzw "ślub konkordatowy"!!!). Albo ślub humanistyczny. Masz pełny ceremoniał, huk i przytup. Babcia też może zatańczyć na weselu. A przecież liczy się tylko miłość 😄 Kwestie dziedziczenia załatwiasz testamentowo. PROSTE. Także... Rozkmina dobra, ale - moim zdaniem - złe masz konkluzje 🙂
  13. No nie. Nie jest to takie proste. Dyrektor/prezes/przeor/papież itp - jak zwał tak zwał - bazuje na DANYCH. Jeżeli masz chujowe/zmanipulowane dane, to masz i chujowe/zmanipulowane raporty. Tu możliwe są dwa rozwiązania: 1. System ERP z prawdziwego zdarzenia. Tu podam anegdotkę. Pewna spółka będąca odnogą globalnego koncernu miała och-ach-łał-japierdolę wyniki. No mucha zdycha w locie z wrażenia, zanim spierdzieć się zdąży. I co roku - sukces goni sukces. Ach-och-panie-dziejku. Raporty w 100% zgodne z oczekiwaniami, a nawet ponad. Cud kurwa nad Wisłą. W końcu ktoś "na górze" stwierdził, że jednak coś chyba za pięknie w tym ogródku i zarządził wdrożenie ERPa (przed czym spółka rzeczona broniła się rękami, nogami, ogniem, mieczem i w ogóle "Jontek, łap za widły"). I już lokalnie nie generowano ŻADNYCH raportów. Była hurtownia danych i po drugiej stronie globu jak ktoś chciał mieć dane po ile w Bulanda kupują śrubki M12 to miał to w minutę włącznie z trendem cenowo-ilościowym. Minus - dobry ERP to wagon złota. Tu musi być już odpowiednia skala, inaczej napierdalasz do komara nawet nie z armaty, tylko z dobrej atomówki. 2. Zejście na poziom mikromanagementu. Tylko jaki ogarnięty szef to zrobi, skoro to prosta droga do zajebania się na śmierć pod ciężarem roboty?
  14. O gurła, jakżesz ładnie zgadłeś! Oczywiście HM/CHO raportuje do HR - czyli drapanie się po broszach lvl max. Ta "branża" wbrew pozorom kwitnie. Słynne "mercedesy MLM-ów", te "diamentowe orchidee". Wiesz - sprzedawanie złudzeń & marzeń to domena większości bardziej dochodowych niż FMCG dla biedoty branż To o czym mówisz, to funkcja concierge'a. Otóż takie coś funkcjonuje - ZWŁASZCZA w PL rzeczywistości - od dziesięcioleci. Wszelkiej maści zausznicy, którzy w godzinach pracy jadą po zakupy szefa/wożą jego żonę do fryzjera/odwożą psa do weterynarza. Taaak, wiem, w "Zmiennikach" były takie akcje, jak Kasia woziła Koniuszkową na zakupy firmowym Żukiem "Spółdzielni Borów Tucholskich" (a potem obracała w nadgodzinach po felgi do Fiata - zaopatrzenie się postarało). Otóż CHUJA się zmieniło. Tzn teraz już nie Żukiem tylko T6 się jedzie. Ale takie akcje to - niestety - norma. Tu po prostu to usankcjonowano i dano oficjalny etat. Owinięty ładną nazwą. Natomiast ja nie do tego. Czy tylko ja zauważam WPIZDU SZTUCZNOŚĆ takiej funkcji? Już generalnie odstąpię od wywodów n/t starej zasady, że w pracy to jest tylko ewentualnie sztuczna uprzejmość, a jak co do czego to Ci nóż w plecy wpierdolą. Dla mnie to rak instant... Tego typu "pustych" stołków "wizerunkowych" jest multum. To jest właśnie klucz do zagadki. Zdarzało mi się pracować w firmach DOBRZE zarządzanych. I widzieć, jak firma psieje w momencie, gdy wchodzili na wysokie stołki ludzie na nędznym poziomie merytorycznym. I też szło to w parze z sztucznym budowaniem struktur (często celem obsadzenia "spadochroniarzami"), a po pewnym czasie produkowaniem programów naprawczych. Ja to widzę trochę inaczej: to jest taka wisienka na torcie. Końcowy, spójny element całości. Wszelkie "benefity" itp są swoistą "checklistą" - "mamy multisporta, kilo jabłek w poniedziałek, 'CHM-a' i jeszcze kupiliśmy jakąś odznakę z cyklu "hiper-duper-emplojer = u nas jest raj na ziemi" Dokładnie tak jest. Dopóki hajs się zgadza i jest wynik - może u steru stać tresowany szympans. Firma to nie caritas, firma ma generować ZYSK. Kropka. Żadne tam pierdolenie o misjach. Od misji to są kurwa Jezuici (chociaż to też korpo i to takie na ostro) Mówiłem o przysłowiowych "Rumunach" 🙂 Ależ oczywiście, że udowodni. Zaraportować można ABSOLUTNIE wszystko. Tak jak trzeba. Tu chyba bardziej chodzi o patrzenie z góry na "osoby wykonujące te zawody". A głównie na ich "silny osadzenie w realiach". Przykłady można by mnożyć. Szkoda czasu.
  15. Tak Tak 🙂 Aczkolwiek ja nie używałbym określenia "ulegliście", tylko "skorzystaliście". W takich wypadkach WYŁĄCZNIE przeramowanie relacji na FWB i od początku jasne niewerbalne stawianie granic. Czasem się wykruszało, czasem nie. Raz musiałem wrzucić relację do lodówki, potem zamrażarki, a na koniec złomowałem, bo okazywało się, że pani ciśnienia nie trzyma i sapie z dramami... Raczej - świadomy zagrożeń.
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.