Skocz do zawartości
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Szkaradny

Użytkownik
  • Zawartość

    208
  • Donations

    0,00 zł 
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Zawartość dodana przez Szkaradny

  1. Wzorzec ojca

    @EMKEJ Jedna z cennych inspiracji to książka Toksyczny wstyd - John Bradshaw. Tam dokładnie też jest o tym mowa cykle i dziedziczenie toksycznego wstydu, który dominuje w tych emocjonalnych problemach. Ja staram się to przełamać i wstrzymać infekcję ile mogę.
  2. Wzorzec ojca

    Podsumowania z przemyśleń nad rolą ojca. Horyzontalny cel i rola : Przygotować dziecko do samodzielnego życia, do opuszczenia gniazda w sposób naturalny, z ochotą, pewnością siebie i przekonaniem, że posiada się wszelkie umiejętności i wiedzę by stawić czoła wyzwaniom. W realizacji tego celu kieruję się zasadami (kolejność spontaniczna): Być wzorem, przykładem i przewodnikiem, a nie tyranem, czy mędrkującym teoretykiem (lub co gorsza manipulatorem i hipokrytą). Dawać wsparcie i przestrzeń do podejmowania prób, eksperymentów, inicjatyw. Nie wzbudzać negatywnych uczuć takich jak: poczucie winy, wstyd ("zawiodłeś mnie", "rozczarowałeś mnie", "przez Ciebie ...." , itp ). Nie odtrącać. Zawsze kochać, a nie tylko za efekty i podporządkowanie. Sprawiedliwie oceniać i rozliczać działania i zachowania a nie osobę (to, że zrobiłeś to czy tamto nie oznacza że jesteś zły, głupi, gorszy, itp.) Być fair - nie manipulować i nie dać sobą manipulować - pokazywać szkodliwość takich zachowań. Tłumaczyć i rozmawiać o: emocjach, uczuciach, komunikacji, myśleniu, umyśle, sercu, itp. w sposób otwarty, naturalny, w kontekście doświadczeń. Zapewniać dobrą atmosferę i nie projektować własnych negatywnych emocji na dzieci (nie odreagowywać). Ale tez nie rozpieszczać - wymagać: wywiązywania się z umów, rozwiązywania problemów i nie unikania trudnych rozmów. Jednocześnie pozwolić na swobodne wyrażanie i uwalnianie emocji, nie duszenie ich, nie wypieranie, nie wstydzenie się, nie czucie się winnym za nie - niech się wytelepie z emocji, spokojnie przeczekać a potem porozmawiać o tym co się wydarzyło. Dbać o harmonię i balans pomiędzy zabawą obowiązkami, czasem wspólnym i własnym. Wpajać poczucie przyjemności z wysiłku w dążeniu do celów. Uświadomić zagrożenia wszelkich uzależnień. Nauczyć dystansu do strachu przed porażką / oceną innych. Nauczyć jak wykorzystywać doświadczenia porażki. Wpoić zdrowy egoizm (Zapoznać ze schematami przyjmowania ról: ratownika, ofiary i tyrana.) Wpoić przekonanie o własnej kompletności i szczęściu, miłości własnej i istotności kontaktu ze Sobą. Obalać mity "dwóch połówek" i inne białorycerskie schematy. Nauczyć odpowiedzialności za własny dobrostan. Nie oczekiwać że dziecko się odwdzięczy, bezinteresowna postawa ale z zachowaniem własnych granic. Oczywiście to wszystko bezwysiłkowo i z piosenką na ustach.
  3. Kolejny miesiąc : Przebieg podobny jak w poprzednim miesiącu. Mało kontaktów, robimy swoje, dom, praca, dzieci. Po drodze święta, pierwszy raz sami byliśmy (bez dziadków) - to moja decyzja, bo uważam że nie ma co udawać "szczęśliwej rodzinki", a wręcz przeciwnie bez wstydu mówić jak jest. Więc zdecydowałem, że nie robimy w tym roku szopki na Wielkanoc I tak zleciało. Pozytywne jest to, że żona całkiem sprawnie funkcjonuje i angażuje się w życie - dzieci, praca, dom - bez depresyjnych epizodów. W moim kierunku coś miłego czasem puściła/zrobiła. Negatywne : dwie spiny I - poszła uwaga, żeby nie niszczyć jej rzeczy w praniu - ???? Ponieważ nie wiedziałem o co chodzi, (nie dotykałem jej rzeczy, prałem swoje lub inne nie te które jej ktoś zniszczył) - powiedziałem że to nie ja. Słabo dotarło, bo wysypały się dalsze żale o olewanie jej, nie szanowanie jej pracy itp. Odpowiedziałem lustrem i wspomniałem o jej zachowaniach, które wzbudzają takie same uczucia u mnie. Dalej jeż płacz i to że się tak stara i tyle zmienia nie jest zauważone. Tu akurat przyznałem jej rację, że sporo zmienia i stara się, ok , ale jeśli robi to dla "aplauzu" to się zawiedzie, bo nagroda jest już w samej zmianie a nie zewnętrznym uznaniu tej zmiany. Zalana łzami wyszła. Potem jeszcze gadaliśmy na ten temat i trochę jej próbowałem wyjaśnić jej uzależnienie od zewnętrznego podziwu, pochwał itp. Tego nigdy nie starcza, zawsze się sprowadzi do "głodu" i złości że dealer nie daje działki. Krótko i na temat. A ogólnie to ja staram się doceniać i dziękować na bieżąco za to co faktycznie robi, ale nie ma już słodzenia i bezkrytycznej akceptacji nonstop. II - Alko. Przez blisko 3 tyg. po dłuższej przerwie znów zaczęła przynosić browar/wino/nalewka - W końcu powiedziałem, że nie chcę takiego picia w domu, że szkodzi to nie tylko jej ale i dzieciom. Już wnerwiona broniła się że przecież jest spokój i nie robi awantur, a ja zachowuję się jak neofita i skupiam tylko na tym o co można się przypieprzyć. Znów wyjaśniłem o co mi chodzi itd. Wnerwiła się i po kilkunastu minutach przychodzi i mi oznajmia że "Chyba to już czas powiedzieć, już dość, to już dla mnie za dużo, nie mogę tego już wytrzymać...." Tak trochę nie wprost dała mi do zrozumienia, że uważa że nasz związek powinien się skończyć. Przytaknąłem tylko, powiedziałem że ok. Płacz, łzy jak grochy i wyszła. Wróciła trochę pogadaliśmy, co ciekawe wiele usłyszałem słów, które jej kiedyś mówiłem, zabawne. Cała ta sytuacja, kiedyś by mnie zmiotła, teraz spokojnie czekałem, aż się wypowie, sam byłem spokojny. Zaczęły mnie tylko dopadać myśli "jak z dziećmi?". Temat wrócił po 4 dniach (bo akurat miała planowany wyjazd) - zapytałem czy obgadamy sprawę i zaplanujemy działania jeśli jej słowa to decyzja. Skończyło się na niezręcznej ciszy, łzach i sugestii że sam mogę podjąć taką decyzję i działania. Ja decyzji takiej teraz podjąć okazuje się nie potrafię. Sytuacja wzbudziła w końcu i u mnie mocne emocje, ale był to krótki silny oczyszczający epizod i tak na spokojnie to nie chcę podejmować żadnych kroków. Głównie dla tego, że żyje mi się znacznie lepiej niż kiedyś, mam dobry stały kontakt z dziećmi, mam czas wolny który wykorzystuję na swoje potrzeby, nie "ćpam jej", 2 spiny miesięcznie to dla mnie luz. Ogólnie sytuację traktuję jako emocjonalne porwanie i prowokację, a nie mam zamiaru reagować na takie zagrywki. Jedynie co zrobię to umówię się ze znajomym adwokatem, przygotować się taki rozwój wydarzeń. No i zobaczymy jak z tym alko będzie teraz.
  4. Witam Bracia! Krótko, mój dylemat obecny to kwestia podjęcia decyzji (i jego momentu) jak rozgrywać dalszy przebieg małżeństwa? Opis: 10 lat białorycerstwa z osobowością narcystyczną/wampirem energetycznym z huśtawką nastrojów. Dwójka dzieci >10 lat. Przebudziłem się 10 miesięcy temu dochodząc do dna samopoczucia (poczucie winy z racji jej ciągłego niezadowolenia, ciągły stres z racji niepewności co przyniesie dzień - huśtawka nastrojów, monotonia i depresja z racji zniknięcia moich zainteresowań, niska samoocena z racji rzadkiego seksu i ogólnego stanu w związku). Cała moja energia szła na poprawianie jej komfortu, a raczej jego braku, bo ciągle coś jej nie pasuje w rzeczywistości, ludziach, itd. Generalnie potrafi być super miła, fajna babka, dobra mama, świetna w łóżku, pracowita, zaradna, atrakcyjna (ale nigdy nie dostarczała powodów do zazdrości), ale to trwa krótko i jest znowu nieszczęśliwa, cierpiąca, zła, itp. rozhuśtanie emocji level hard. Błędem było podzielenie się z nią moim stanem (że już wymiękam, deprecha), myślałem, że jakoś wesprze mnie, też dostrzeże swoją odpowiedzialność za ten stan i razem wyjdziemy z tego kryzysu. Zamiast tego włączyła tryb "samowystarczalność" i zajęła się wojowaniem świata beze mnie - z poradą idź do specjalisty. Przez kilka miesięcy się ogarnąłem - sport, zainteresowania, rozwój, lektury itd. I potem zacząłem zajmować się naszym związkiem - myślałem że tędy droga - więcej starań z mojej strony, opieki, zaangażowania w dom - i tu gong - totalna izolacja, huśtawki nastrojów, łącznie z groźbami samobójstwa, no i w tym kolega z pracy ( spacery, telefony, smski, jakieś wspólne imprezki pracowe). Na początku trafiła mnie kurwica i zacząłem szukać dowodów zdrady, ale nie mam nic konkretnego, w rozmowie na ten temat usłyszałem tylko, że nie sypia z nikim, a reszta to jej sprawa ). Może po prostu zabrakło jej i mi wspólnych emocji, czasu razem, jakichś odpałów. Każdy przez lata trwał w swoim fochu (ona: "nie traktuje mnie jak księżniczkę", ja: "żałuje mi tyłka"). Jak się trochę z tym oswoiłem i dodatkowo zacząłem robić naciski i stawiać wymagania, najlepszy skutek i reakcję szokową przyniosła groźba odejścia (to jest realna groźba, nie jakiś blef) - teraz jest generalnie poprawa i chęć współpracy, łącznie z seksem, ale jakoś już jestem w tym wszystkim jakiś odmieniony i na nią już patrzę inaczej. W sumie to pozytywnie odbieram siebie w tym wybitym szambie, jakoś się odnajduje i jestem gotowy na radykalne działania. Mamy dwójkę dzieci i nam na nich teraz zależy najbardziej - nie wiem teraz czy trwać w tym i tresować w odpowiednim kierunku, czy dla zdrowia psychicznego i higieny odejść i dbać o dzieci z boku. Co zrobić z tym typem, mam go pogonić, czy może wykorzystać, by łatwiej się oderwała? Choć mocno okazuje przerażenie wizją mojego odejścia to może być to też gra na czas by przygotować miękkie lądowanie, trudno mi to wyczuć. Może powinienem czekać na zebranie dowodów, by mieć z czym iść do sądu, bo teraz to co powiem? "Jest mi z nią źle?". Czy utrzymywać obecny stan podnosząc stopniowo poprzeczkę dostarczając emocji i pokazując nowe samcze oblicze (w sumie to działa, ale nie wiem czy przyniesie trwałe efekty). Czy raczej krótko i radykalnie? Dzieci byłyby w szoku, ale czy ona może się zmienić, czy może się jakoś zmienić, skoro tyle lat wokół niej skakałem i klaskałem w pierwszym rzędzie? Bracia, co Wy na to?
  5. Alko --> Praca

    13 miesiąc: x- picie, O - zero alko I miesiąc: OXXXXOOOOXXXOXXOOXXXOOOOOOOO X 12/28 17 piw 2,0 l wódy II miesiąc: OOOOOOOOOXOXOXXOOOOOOOOXOOXX X 7/28 20 piw 250ml wódy III miesiąc: OXOXXOXXOOOOOOOOXXXXOOOOOOOO X 9/28 20 piw 1500ml wina IV miesiąc: OOXXXOOOOOOXXXOXXOOOXXXXXOXO X 14/28 39 piw litra wódy V miesiąc: OOXXOOOOOOXOXXOOXXXOXXOOOOOO X 10/28 20 piw 2,2 litra wódy VI miesiąc: OOXXXOOXOXXXOOOOOXXXXOOOOOOO X 11/28 23 piwa 0,9 litra wódy VII miesiąc: OOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOO X 0/28 ZERO ALKO VIII miesiąc: OOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOO X 0/28 ZERO ALKO IX miesiąc: OOOOOOOOOOOOOOOOOOXXOOOOOOOO X 2/28 1,5 piwa X miesiąc: OOOOOXOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOO X 1/28 szklanka szampana XI miesiąc: OOOOOOOOOOOOOXOOOOOOOOOOOOOO X 1/28 kieliszek czegoś XII miesiąc: OOOOOOOOOOOOOXOOOOOOOOOOOOOO X 0/28 ZERO ALKO XIII miesiąc OOOOOOOOOOOOOXOOOOOOOOOOOOOO X 0/28 ZERO ALKO Szybko mi miesiąc zleciał - alko nie pojawił się w moim życiu. Były opcje przy okazji Świąt, ale nie potrafię napić się nawet symbolicznie, bo przyjemność czerpię z trzeźwego kontaktu ze Sobą. Z czasem wyraźniej widzę schemat i motywy mojego picia w przeszłości. To był taki romans z alko, ten romans miał mi dostarczyć tego czego mi ponoć brakował Dodatkowo cieszę się, że zgodnie z pierwotnymi założeniami przekierowuję odzyskaną energię i czas na pracę. Konkretnie przekwalifikowanie się i wejście w IT. Pierwsze procesy rekrutacyjne już za mną, całkiem pozytywnie, ale ostatecznie nie zmieniłem roboty. Aktualnie też jestem w trakcie kolejnego procesu i przede mną negocjacje warunków z zarządem. Jest obiecująco, ale też tanio nie chcę się sprzedać. W domu nie pić w ogóle - max 100% Dążyć do całkowitego ograniczenia picia do zera - max 100% Nie picie z loszką - max 100% Bracia powodzenia w Waszych postanowieniach!
  6. Witajcie Bracia, Moje pasmo nieustających sukcesów: (które pozwolę sobie wymienić bo mi to dobrze robi ) - mocno trzymam lejce, kumuluję energię, rzuciłem palenie, są sporty walki, basen, bieganie, odnowione znajomości i spotkania, zrzucona waga, pozytywne myślenie, kontrola emocji, nofab, brak lęku przed rozwodem/samotnością, częste momenty nieuwarunkowanej przyjemności z życia, pomysł na zmianę roboty i własny biznes Upierdliwym mankamentem stał się alkohol, różne miałem okresy, jednak od września mocno ograniczyłem, ale w kwietniu znów praktycznie codziennie coś sobie pozwalałem, co nie było ani dobre ani potrzebne, szczególnie jak mnie loszka na to namawiała, a ona też nie powinna bo się leczy więc to już przegięcie. Bez alko jestem pewniejszy siebie, rozsądniejszy, kontroluję emocje i nie robię erotomańskich podjazdów i daję do zrozumienia loszce, że u mnie jest wszystko super. Mówię więc stanowcze KURWA NIE! Mocy przybywaj! Przysięgam przed Wami: 1. Ograniczyć picie alkoholu w domu do jednego razu w tygodniu, a odzyskany trzeźwy czas poświęcać na realizację swojego pomysłu na biznes. 2. Ograniczyć picie alkoholu na wyjściach/imprezach do ilości 4piwa lub 250 ml wódki, tak by było przyjemnie i bez kaca na drugi dzień. 3. Nie picie z loszką. Nie robię radykalnej abstynencji, bo nie jest to mym celem, alkohol ma mi nie przeszkadzać w trzymaniu obranego kursu Czas na pierwszy etap to 1 miesiąc potem planuję przedłużenia lub ewentualne korekty. Czołgiem!
  7. @Imbryk Masz szczęście, że tu trafiłeś. Dostajesz wskazówki, wiedzę i możesz upuścić trochę emocji i wygadać się. Korzystaj i realizuj. To co piszesz wydaje się niewiarygodne. Dobrze @Oktabryski to określił - jako syndrom sztokholmski. Śmiało opisuj swoją historię, bo może to pomóc innym Braciom zaplątanym w podobne toksyki. Podobał mi się twój wstępny post - uporządkowany, konkretny, spójny, kompletny. Taki chyba jesteś - a życie chciałeś sobie urozmaicić odrobiną wariactwa, którego Ci brakuje. Przedawkowałeś, uzależniłeś się od intensywności tych wrażeń, bo same negatywne emocje zaleczasz "pozytywnymi". Jesteś na etapie kiedy wiesz, że jesteś ćpunem i jest to destrukcyjne, nie chcesz nim być i nie wiesz czy dasz radę z tego wyjść. Zmiennych jest wiele, ale głównie dominuje i decyduje strach. Skąd wziąć odwagę ? ..... źródeł jest dużo ... ale uświadom Sobie na początku jedno : Strach przyciąga i realizuje to czego się boisz. Ten strach właśnie doprowadził Cię do sytuacji w której jesteś. Bałeś się, nie protestowałeś i masz. Zamiast nagrody za cierpliwość, miłość i empatię - zostałeś zabawką w rękach tej ... osoby. Czego się boisz? że będziesz sam? że inni Cię nie akceptują, nie kochają? Miłość, empatię, życzliwość i troskę skieruj teraz na SIEBIE. Masz jakieś inne problemy? uzależnienia? Bo nic nie napisałeś o tym? Naprawdę taki wszystko poza związkiem jest ok? Czy nic nie istnieje poza związkiem? Wyłaź z szamba. P.S> Przykro mi, że @nieidealny świat znów zobaczył słoik
  8. Jak poradzić sobie z gniewem?

    @Kajko Masz dużo świadomości w jakim gównie siedzisz, a w zasadzie ile go wchłonąłeś i to nosisz, wywala to z Ciebie i nie możesz funkcjonować bo ciągle emocje porywają. To faktycznie wygląda na wyparcie, wmówienie sobie, że to przeszłość. Ego się obroniło swoimi mechanizmami - wyparcie, racjonalizacja, projekcja, zaprzeczenie. Przetrwało i chce znów tego co zna. Twoje ego nie zna spokoju, nie chce znać, natomiast świetnie zna tą emocjonalną jazdę, wariacką dynamikę, latami się tresowało w emocjonalnych porywach, ćpało tą jazdę. Podświadomość natomiast uznała, że to norma i podjęła współpracę w odtwarzaniu tego schematu. Może Ci coś zasugeruję, ale rób jak czujesz. Ratuj się świadomością. Już to robisz Jak czujesz ciągłe zmaganie to dobrze, to ego znów się broni, znów szczeka, rozmyśla, gada i gada, myślotoki, petle, wiry wciągające w jeden punkt. O tak, nie pozwala się wyrwać Piszesz, że Hawkins pomaga, kontynuuj, spokojnie, bez wymuszania na sobie efektów. Postawa: otwartość i akceptacja. Jak nie umiesz, nie potrafisz, nie czujesz - to zaakceptuj to, zaakceptuj że nie potrafisz, nie wiesz, zaakceptuj, że to Cię przerasta, że nie kontrolujesz tego. Jak sobie siedzisz sam ze sobą a w głowie się kołacze, to pomyśl, że jesteś tylko ekranem na którym wyświetlają się te obrazy, myśli, nie jesteś nimi. Niczego nie zakładaj , niczego nie oczekuj. Poza tym warto odbudować pozytywne uczucia, emocje, wizualizować przyjemne sytuacje, to o czym Twój umysł zapomniał - miał za dużo negatywnych "zleceń", że zwyczajnie chemia się zmieniła. Organizm obecnie nawykowo wytwarza to co kojarzy z zagrożeniem, strachem. Głównie strach teraz rządzi. Podejrzewam, że również na podświadomym poziomie strach przed utratą źródła tej emocjonalnej dynamiki, przed nieznaną przyszłością bez "dopalania". Musisz to świadomie ogarnąć i doprowadzić się do takiego dobrego stanu i powiedzieć zaklęcie "jest mi teraz dobrze". Jak już jesteśmy przy "tu i teraz" - to też istotne - i powiązane z akceptacją i otwartością - praktyka. Masz takie chwile kiedy wydaje Ci się, że czas się zatrzymał a ty zdajesz Sobie sprawę że Jesteś? Po prostu czujesz swoją obecność, jakbyś się obudził i dopiero zaczynało do Ciebie docierać co się dzieje ... wracając do codziennego wymiaru : Ogólnie działaj na wielu polach: napierdalanie w worek, medytacja, książki, forum, spontaniczne pomysły, itp. Szczery kontakt z Sobą, nie z ego! Rozkmiń różnice! (ekran) To da wiele zrozumienia i dystansu. Wszystko jest tak jak ma być, toksyny się zebrały, tkanka zgniła, boli, trudno z tym żyć, forsowanie i zgrywanie twardziela tylko przedłuża zakażenie, jest czyrak, trzeba trochę opieki i troski o siebie, syf wyjdzie, jak będzie gotowy, będzie ulga i potem strup, trochę jeszcze poswędzi i wkrótce zapomnisz o chorobie. Wtedy będziesz rozumiał o jaką obojętność chodziło Braciom. Jak jeszcze nie spotkałeś się z nimi to polecam E. Tolle i Joe Dispenza - tylko z umiarem, bo robota jest do zrobienia samemu. ------- Jeszcze mam taki patent: Jak jest bardzo trudno z tym tematem. To może skup się na uwolnieniu od jakiegoś nałogu, nawyku, uzależnienia. Masz jakieś? Chodzi o to by przejść drogę takiego uwalniania za pomocą uwagi i świadomości, a potem odnieść to analogicznie do uzależnienia od osoby (emocjonalnego uzależnienia). Jak pokonasz nałóg np. palenie to zrozumiesz i poczujesz mechanizm jaki Tobą kierował - patrząc na papierosa nie będziesz już czuł połączenia z nim - ot jakiś papieros. Na pewno odkryjesz sporo trudnych do zaakceptowania rzeczy, decyzja co z tym zrobisz należy do Ciebie. Dawaj znać czasem na forum, to inspiruje. Każda myśl się liczy
  9. Oto kolejna seria zmian: 1. Samodzielność Kiedyś: Miałem schemat, że ktoś mi wytycza drogę, miejsce w szeregu, zadania - różne były to kierunki: nauczyciel, rodzic, żona, grupa rówieśników, wpisanie w role społeczne. Czyli duży rozwinięty mechanizm dostosowawczy z przekonaniem, że tak trzeba, że ktoś też zadba o mnie i zauważy mój trud, doceni. Jak rodziła się we mnie jakaś inicjatywa własna to i tak podświadomie szukałem wspólnika lub lidera. Dziś: Nie wypieram się "życia w stadzie", ale inaczej patrzę na swoją drogę. Widzę i wierzę, że żyję sam i przeżywam 100% czasu ze sobą. Nikt nie jest w stanie wczuć się we mnie, ani zrozumieć ani poprowadzić dalej (już trochę o tym wspominałem przy odpowiedzialności i podejmowaniu decyzji). Ostatecznie irracjonalne jest oczekiwanie, że ktoś będzie trzymał ster mojego statku i ja będę zadowolony - nie będę - cała frajda w tym by trzymać ten ster. Morze i siły natury zrobią pewnie co zechcą z tą łajbą - to ich rola - moja rola trzymać ster. Rola zewnętrznego lidera i mentora w moim życiu jest bardzo ważna. W ostatnim czasie pojawiło się kilku nowych i stali się bardzo ważni i wpływowi. Ale ich zadanie w pewnym momencie kończy się. Mentor/guru jest ważny na początku drogi potem trzeba odrzucić wszystkie autorytety, przestać szukać rady i rozgrywać życie na własną rękę. Bez takiej postawy mocno się unieszczęśliwiam. 2. Zdrowe ciało / choroby Kiedyś: Żyłem przekonaniem, że nie mam znikomy wpływu na to czy zachoruję czy nie. Uwarunkowałem to od biologicznych cech, które są stałe i decydują o kondycji ciała. Dziś: Znacząca zmiana w przekonaniach. Obecnie uważam, że większość schorzeń i chorób to konsekwencja dwóch rzeczy trwania w negatywnych emocjach i diety. Odczułem sam na sobie, że trwanie w negatywnych schematach generuje wiele negatywnych emocji i stresu(strachu) jeśli nic z tym nie robimy, jeśli to utrwalamy to w końcu objawia się w ciele. Nowe przekonanie: choroba zaczyna się od myśli. Przywiązanie do myśli i przekonań, które nas dołują to okropne obciążenie, najpierw dla umysłu, potem dla ciała. Źródłem tego wszystkiego jest zaniedbanie duszy, która ma władzę nad podświadomością i z wielką siłą wzbudza emocje - to jest jak żywioł - jeśli ulegniemy to nas fala zmiecie i nie wiadomo kiedy i gdzie wyrzuci. Trzeba słuchać i akceptować emocje, szukać zrozumienia co je wywołuje i dlaczego. To mogę nazwać kontaktem z samym Sobą świadomość <=> podświadomość. Będzie kontakt, będzie współpraca i zdrowie :). 3. Pokój i dobrobyt na świecie Kiedyś: Żyłem w dualizmie : dobre/złe - ktoś jest dobry, ktoś zły. Trzeba bić i zwalczać złego - a ja pozostaję wtedy dobry. Tak zwana wojna o pokój. Jak już wybije się wszystkich złych to będzie dobrze, kraina wiecznej szczęśliwości. Dziś: Wszelkie koncepcje piękne są w teorii : socjalizm, kapitalizm, religie, demokracje i mądrzy i sprawiedliwi królowie. Szukanie modeli pełnych założeń i życzeń w nadzieji na spokój i bezpieczeństwo. Już w to nie wierzę, nie słucham, nie dyskutuję i nie tracę enerii na rzeczy na które nie mam wpływu. Uważam, że ponad wszelkie deklaracje, moralność, czy kulturowe czy tradycyjne wartości i tak rządzą człowiekiem siły natury, przy których jest ziarnkiem piasku na pustyni, a poza tym tych praw natury nie zna. Można rozwijać się i je poznawać, zdobywać świadomość i wtedy żyć w zgodzie z nimi. Ludzie od zawsze ulegali siłom swojego cienia - pożądaniu władzy i bogactwa, zasobów, bezpieczeństwa. Gdy pojawia się strach - zmieniają się w zwierzęta. Nie jest to reguła, ale efekt tłumu gromady, wobec której mniejszość świadomych jednostek jest na straconej pozycji. Owszem jeśli bym miał realny wpływ, stanowisko władcze, to robiłbym wszystko by utrzymać pokój. Wielu próbowało, ale ostatecznie co jakiś czas okazuje się że ludzkość musi upuścić sobie trochę krwi. Dyktatury, rewolucje, wojny i krucjaty, wszystko to nakręcane strachem, zagrożeniem przed obcym, innym wybija jak woda pod ciśnieniem. Miłość i pokój ? Tak ! Ale nie można tego komuś narzucić i wymagać i z automatu rezygnujemy z tego sami, stając do walki, a to niczego nie zmienia i nakręca zbrodnie. Walczymy tylko o etykietkę "ten dobry". 4. Patriotyzm Kiedyś: Byłem mocniej zorientowany na ideologię patriotyczną, narodowy patos. Może to mi podchodziło pod romantyczny obraz bohater / męczennik - tak jak to Polska często jest personifikowana. Dziś: Duma z tego, że jestem Polakiem to jakieś nieporozumienie. Nieuprawnione przypisywanie sobie cech (głównie zalet ) innych osób tylko dlatego że mieszkają na tym samym terenie i gadają tym samym językiem. Przynależność do grupy jest potrzebą mocną, ale często to proteza tożsamości osobistej. Najpierw własna wartość i świadomość, potem społeczna i historyczna i w tej kolejności spięcie i zadęcie narodowe przestaje być destrukcyjne. 5. Racja / Prawda Kiedyś: Miałem tak mocne przekonanie, że istnieje obiektywna prawda, że mocno się męczyłem próbując do niej dotrzeć i dręczyłem siebie samego, że nie potrafię do niej dotrzeć. To mi dostarczało ciągłego napięcia i lęku, że nie znam prawdy, że błądzę. Dziś: Dziś spokojnie znoszę świadomość, że nie znam prawdy, że jedynie mogę opierać się na własnym doświadczeniu i wiedzy. Że jestem w ciągłym procesie rozwoju, poznawania Siebie i życia. Uważam, że największy wpływ na poznanie prawdy mam właśnie Ja - ponieważ "prawda" to moja kreacja, dynamiczny obraz, który sam tworzę. Możliwe, że jest jakaś prawda ostateczna, obiektywna, ale nie wiem nic o tym i nie dręczę tym pytaniem. Liczę jedynie że przez swoją aktywność, chęć poznania, otwartość i odwagę - zbliżam się do jej poznania, do oświecenia. Zdaję sobie sprawę, że ogranicza mnie moje perspektywa i percepcja, umysł. Im dłużej pracuje nad kontaktem ze Sobą tym łatwiej odpuszczam innym ich inność, ignorancję, błędy, itp. Przestaję mieć oczekiwania, że będą się ze mną zgadzać. Rozumiem, że każdy postępuje optymalnie w zależności od swojej świadomości. Przyjmuje jakieś założenia i idzie z nimi w życie, które je weryfikuje. Jeśli jest się otwartym to uczymy się i odczuwamy ostatecznie wdzięczność za lekcje, jeśli nie przyjmujemy lekcji i nie akceptujemy świata - to brniemy w ciemność, cierpienie i korkociągiem pakujemy się w niższe stany. Racja? Każdy ją ma! Tak można szybko skończyć jałowe sprzeczki, których więcej jest niż otwartych owocnych dyskusji. Ktoś Cię wkurwia, obraża, zdradza, okłamuje ?? Powiedz mu "Masz rację" . Daje to wolność, w końcu też chcę, aby robić to co chcę. 6. Skarb Kiedyś: Wiele lat w tzw. Matrixie owocowało rozczarowaniami z powodu iluzji sukcesu, bogactwa, posiadania itp. Ciągle coś było "przed", jakiś warunek do spełnienia, żeby czuć się dobrze, dostać mityczne szczęście. To były dziesiątki, setki, tysiące - sznurków które targały mną i nie pozwalały dojść do celu. Ich mnogość sprawiała, że w końcu jakikolwiek ruch był często niemożliwy, kosztował zbyt dużo energii, a nic nie osiągał. To już był kokon, ciasny kokon, więzienie i pułapka. Dziś: Skarbem moim jest cudowne uczucie wolności i odkrywania i uwalniania się od takich sznurków, nitek, więzi. Kiedyś się mocno bałem, że coś stracę, coś zepsuję, doznam krzywdy gdy pozbędę się swoich przekonań, swoich "prawd", pragnień, osób. Rządził strach przed stratą - niszczący radość z tego co jest, z życia, z bycia, z czucia, z decydowania, z kierowania uwagi tam gdzie podpowiada mi intuicja. Nie mając świadomości i tożsamości łapałem i trzymałem wszystko co mi "wpadło" do życia. Było duże przejęcie, ale jednocześnie strach i bierność. Dziś cieszę się ze zrozumienia i kontaktu ze sobą. Ogarnia mnie spokój, ale i dociera to czego wiedzieć nie chciałem. Dziwnie się czuję z poczucia szczęścia, które bazuje na świadomości, że jestem "nieszczęsny i godzien litości, i biedny i ślepy, i nagi" Paradoks.
  10. Temat ojca okazuje się bardzo istotny. U mnie było wiele pozytywnego wpływu i inspiracji. Zawsze wspierał moje pomysły, dawał wolną rękę i zaufanie i uczucie. Budził respekt i podziw za osiągnięcia i pozycję w społeczności, ale jednocześnie wszystko miało jakiś kłamliwy wydźwięk przez to że pił. Wielki wstyd czułem i sprzeczność - postać kreatora i niszczyciela w jednym. Potem go trochę rozumiałem - do czego mu był alkohol potrzebny. Ostatnio (w moim kryzysie) bardziej otwarcie podszedłem do niego i wiele rzeczy mu powiedziałem, co dało ulgę każdemu i dobrze teraz się między nami układa. Akurat dziś miałem trochę przemyśleń na ten temat i opisałem swój modelowy wzorzec ojca, który realizuję jak potrafię. Może macie jakieś uwagi - to śmiało.
  11. @Paterialista Kryzys zmusza by zobaczyć swój cień. Ty zobaczyłeś, co z nim zrobisz zależy od Ciebie. Opisane nastroje / agresja i alko to bardzo niebezpieczne i szkodliwe zarazy. Zauważ jak mają Ciebie na smyczy, jak zniekształcają Ciebie, jak szkodzą. Bracia elegancko wyklarowali. Najważniejsze to zmiana Siebie - zbuduj wartość, która będzie nietykalna i niepodważalna przez opinie innych. Osiągniesz to gdy sam będziesz o tym przekonany, ale nie przez ego, ale przez świadomość co i dlaczego robisz. Z własnego doświadczenia podzielę się taką inspiracją - Dla mnie bardzo istotne i pomocne było odpowiedzenie sobie na pytanie jakiego ojca chciałbym "stworzyć" dla swoich dzieci. Można zarzucić takiemu podejściu, że jest to "ustawianie życia pod dzieci" a nie pod własne potrzeby, ale mi wyszło ostatecznie, że to sprowadza się do jednego. Łączą się tutaj i przeplatają nasze wzorce/antywzorce przejęte od ojca oraz dziecięce pragnienia/wspomnienia (co było dobre/ czego brakowało) . Ostatecznie rola ojca moim zdaniem polega na przygotowaniu dziecka do opuszczenia gniazda (samodzielnie, z przekonaniem o swojej mocy i umiejętnościach). Powstała w mojej głowie długa lista cech: szczęśliwy, wesoły, z poczuciem humoru, zaradny, odważny, mądry, prawdomówny, sprawiedliwy, spokojny, stanowczy, opanowany, przywódczy, pomysłowy, obecny, empatyczny, sprawny fizycznie, z pasją, z kolegami, itd. itp. Nosz ideał. Ale nie, bo jak prawdomówny i uczciwy to też potrafiący przyznać się do błędu, niedoskonały, szczery w porażce. Nigdy nie chcę być dla dziecka powodem do wstydu lub wzbudzać w nim poczucia winy, czy strachu. Tak samo jak sam nie chcę wzbudzać tego w Sobie. Podsumowując - krótkie pytanie: Czy można to osiągnąć ? TAK ! ---------> Masz rację! NIE ! ---------> Masz rację!
  12. Moje zmiany przekonań i schematów cz. 2

    @Messer Oczywiście Od pewnego momentu nawet czuję się w jakiś sposób wewnętrznie zobowiązany do takiej życzliwej opieki nad Sobą. W ostatnich dniach kilka razy też wracałem do książek Hawkinsa - samo czytanie jest dla mnie bardzo przyjemne, biorę dowolną książkę, otwieram i dosłownie ogarnia mnie spokój i radość. Dziś akurat część trzecia : duchowa rzeczywistość, czyli poziomy 500-599. Niektóre wątki stają się klarowne po pewnym czasie. Kiedyś coś czego nie czułem teraz jest zrozumiałe i odczuwalne w doświadczeniu. @TheFlorator Doskonała ilustracja - widziałem ją wcześniej, bo gdzieś już jej używałeś i nawet pomyślałem, żeby ją znaleźć i dodać tutaj - i oto jest Właśnie o to mi chodziło - inne perspektywy, wymiary - to sami sobie zasłaniamy własnym umysłem i ego
  13. Moje zmiany przekonań i schematów cz. 2

    @MesserPodobnie jak Ty - jesień 2016 to mój nowy początek. Kilka lat jednostajnie, niezauważenie osuwałem się na dno. Dno osiągnąłem w marcu 2016 - wszystko straciło sens, depresja. Potem pół roku szarpania się i błądzenia, życie w sprzeczności. W końcu jesienią 2016 puściłem wszystko i zaczęło się coś zmieniać, przestałem się bać dopuszczać do Siebie to co chciało do mnie dotrzeć. Potem czerpałem z wielu źródeł i wiele się zmieniło
  14. Szukasz spokoju i uzasadnienia do zemsty? Dopóki swoją uwagę kierujesz na nią to będziesz generował tylko złudzenia. Chcesz jej zaimponować swoją otwartością ? bystrością? przemianą? Można zrozumieć Twoje zachowanie, ale czy Ty zdajesz sobie sprawę ze swojego położenia i uzależnienia ???
  15. Najlepiej pisać własny prywatny dziennik - jak chcesz, kiedy chcesz, spontanicznie, notuj wszystko co się pojawia (wspomnienia, bieżące przeżycia, cele, plany, pomysły). To dobre narzędzie do samoobserwacji. Pisz też publicznie, ale tylko jasne wątki / problemy / pytania - bo zniechęcisz ludzi emocjonalnym pomieszaniem . Ja jak wracam do swoich notatek po miesiącach to doskonale widzę co mnie za kark trzymało, czy to już przerobiłem i uwolniłem, czy jeszcze nie.
  16. Alkohol to zło.

    Też miałem taką okazję - sprawdzić Siebie i kumpli. Kilka dni samczego wypadu - 9 kolegów wszyscy pijacy, 2-3 kolegów piło kontrolnie, reszta więcej niż trzeba. Pierwszy dzień - połowa grupy spoko przyjęła do wiadomości moją nietypową zmianę - druga połowa podśmiechujki i branie pod włos, wyczekiwanie aż sam się napiję, normalnie tacy "abstynenci" pękają sami. Drugi dzień - mało kto już zwracał na mnie uwagę, niektórzy skacowani uznali to za słuszny kierunek Reszta wyjazdu - tylko jeden koleżka męczył do końca prowokując i testując moją wytrzymałość, ale ostatniego dnia przez swoje pijaństwo stracił wiele - tel z cennymi danymi. Skruszony i wkurwiony już nic nie mówił ... poza tym że jest debilem. Wyjazd był bardzo udany
  17. W dół kieliszki

    Powodzenia. Określ częstotliwość z jaką będziesz donosił nam o swoich postępach. Pomoże Ci to zorientować się kiedy i dlaczego masz ciągoty lub kryzysy. Pamiętaj - o szczerości - nie robisz tego dla "lajków" i naszej opinii tylko dla Siebie. ka warto poznać mechanizmy samookłmywania - tutaj koleżka omawia ich ponad 60 Materiał przydatny w każdym kontekście
  18. Książka, która najbardziej wpłynęła na wasze życie

    Technika uwalniania. Podręcznik rozwijania świadomości. David R. Hawkins. Bardzo mi pomogła uporządkować i poznać własne emocje. Książka, która wyrwała mnie z pętli emocjonalnej udręki.
  19. Alkohol to zło.

    Od mojej przysięgi minął już prawie rok : To jedno z moich przełomowych działań, a piłem systematycznie i przy każdej okazji. Obecnie zero bez wysiłku. W trakcie świąt proponowano mi 4-5 razy - ale odmówiłem,nie mogłem już sobie przypomnieć po co miałbym to pić
  20. Ja i moje podłe życie, które z zewnątrz wydaje się cudowne...

    @Tadeusz Norek Czasami nasze życie wydaje nam się ślepą uliczką - dochodzimy do muru i próbujemy go rozwalić, walimy łbem, padamy, zbieramy się i znów walimy z całych sił. To w końcu wykańcza. Takie cierpienie to znak i sygnał, by zmienić coś Że coś jest nie tak, to taki sms od .... Trzeba dystansu, spokoju, innej perspektywy, akceptacji i może zrobić dwa, trzy roki do tyłu by zobaczyć coś więcej niż tylko cegły. Na początku powiedz Sobie - "wszystko jest OK - zaraz to zrozumiem i poukładam" - daj Sobie pozwolenie na pozytywne rozwiązanie. Nie sabotuj swoich wysiłków, myśleniem że są nieskuteczne, nie potępiaj się gdy potrzebujesz odpoczynku i regeneracji, relaksu. Ale też nie oszukuj się np. że alko to w czymś pomaga. Zacznij obserwować - SIEBIE, swoje myśli, odkryjesz pewne schematy, odkryjesz źródła tych schematów. Strzelam, że cierpisz z powodu przejmującego poczucia braku : miłości, przyjaźni i gdzieś głęboko obwiniasz się za to lub przyjąłeś przekonanie, że coś z Tobą nie tak, jakiś jesteś gorszy, niekompletny (wstyd). To może wydawać się bardzo prawdziwe, ale to nie jest prawda że czegoś Ci brakuje, że ktoś musi Ci coś dać by Twoje życie stało się wartościowe. Takie pełne bólu przekonanie o własnej tragedii to jak tatuaż, dla niektórych staje się ich wartością, tożsamością, dumą i przekleństwem zarazem, a to tylko farba w skórze - dekoracja - nie decyduje o wartości człowieka - czyny o tym decydują, decyzje, wybory. Czeka Ciebie przyjemność odkrywania Siebie i uwalniania od iluzji i przeszłości.
  21. To jeszcze dochodzi uzależnienie od dynamiki emocjonalnej. Może się pojawić strach przed pustką, nudą, codziennością i ucieczki w coś co będzie dostarczać emocji. Możesz zwyczajne zacząć się bać, że nic nie czujesz, że jesteś pusty, że czymś/kimś musisz to wypełnić. Uważaj na takie ego-pierdolenie i nie bój się tego, co do Ciebie będzie docierać. Nie uciekaj.
  22. Twoje problemy: 1. Niska samoocena, poczucie braku wartości 2. Uzależnienie od osoby, problemy z emocjami, nieświadomość motywów zachowania "trigerów" i schematów 3. Problemy z tożsamością - nie wiesz kim jesteś, nie masz granic i wartości - jesteś jak chorągiewka 4. Twój "dobrostan" jest zależny od czynników zewnętrznych - zdominowany przez inną osobę, 5. Manipulujesz sobą i nią - np. "zmieniasz siebie" aby żałowała, zazdrościła, chcesz zemsty, rewanżu. Nie rozumiesz, że krzywdzisz Siebie albo co gorsze masz to w dupie - autodestrukcja i tryb kamikadze. 6. Jesteś zatruty negatywnymi myślami i emocjami. 7. Błądzisz w kółko po drodze wchodząc w role ratownika, ofiary i kata (). Z katem już nie zdążyłeś, bo odeszła, ale jakby tylko wróciła to byś ją katował za to wszystko co Ci zrobiła :/ Zrozum, że wszystkie te role, są toksyczne, niedojrzałe i świadczące o zaburzeniach. Może jeszcze jesteś za młody, by skorzystać z rad innych i dalej będziesz myślał "po swojemu". Może jeszcze za mało cierpiałeś i prosisz się o więcej, prosisz się o takie traktowanie. Zgredek ??? ..urwa Serio? To Twój idol? Niedościgniony wzór? Utożsamiasz się z nim? Może zacznij od zmiany podejścia do własnej osoby. Narcyz - Zgredek - niezły rozstrzał osobowości Powodzenia w odkrywawniu Siebie.
  23. Witajcie, Raportuję po miesiącu. Generalnie w związku nic się nie dzieje. Minimalizuję kontakt i nie zaczepiam. Ona też raczej robi swoje - praca, dom, dzieci i tylko z rzadka coś pomarudzi, ale się hamuje bo zwykle obraca to się przeciwko niej - wystarczy, że zapytam o powód irytacji i zwykle okazuje się (tłumaczę jej), że sama to tworzy i sama za to odpowiada. Nie przyjmuję jej pretensji i prób obwinienia za wyimaginowaną niedolę. Pojawia się alkohol - przynosi piwko, winko - niby skromnie, ale już kilka razy było, a to jest wbrew temu co chciałem - zero alko w domu, przy dzieciach - było ok, ale znów się pojawia, wiec będzie następnym razem przypomnienie. Niech idzie do knajpy. Ja generalnie jestem zaangażowany w rozwój zawodowy, cisnę temat, obserwuję już rynek - pierwsze rozmowy za mną. Choć nie mam jeszcze mocy negocjacyjnej to podchodzę do procesów rekrutacyjnych, żeby zdobyć wiedzę i doświadczenie, rozeznać się jakie są wymagania i możliwości. Jest to ciekawe i bardziej mnie osadza w rzeczywistości. Poza tym aktywności fizyczne, relaks, mindset, trochę czytania, trochę towarzystwa. Wszystko zorganizowane jak chcę. W domu dbam o dobry kontakt z dziećmi, jakieś spokojne rozmowy, dialog, wysłucham, popytam, poopowiadam, chcę dać im przestrzeń na przeżywanie swoich sukcesów, błędów i porażek w sposób jaki im odpowiada. Dorzucam swój komentarz jak nie przeżywają mocnych emocji, ale jestem też nieugięty co do obowiązków i prób manipulacji (zwalanie winy na zewnątrz, wyparcia, projekcje). W dłuższym czasie to daje owoce, choć bezpośrednio to mnie pewnie nienawidzą w takich momentach. Staram się być sprawiedliwy i daję sam jak coś sknocę to pokazuję jak to "obsłużyć" przyznając się do błędu (choć to zdarza się rzadko ) Dużo poukładałem w swoim życiu i realizuję plan, wiem gdzie chcę iść. Związek istniej gdzieś na bocznym torze, nie jest dla mnie tak istotny jak kiedyś. W zasadzie to żadnej tresury nie uprawiam, poza pilnowaniem swoich granic (w tym sposobu traktowania i wychowania dzieci). Coraz mniej o tym myślę i nie zastanawiam się "jak to się skończy?" Niech kobieta mi nie przeszkadza, niech się zajmuje tym co uważa za dobre, jak się nudzi i potrzebuje ratownika to niech szuka. Podsumowując - w związku niewiele nowego, a u mnie trybi maszyna .... ktoś to jeszcze czyta ?
  24. Pierwsze gry komp w jakie w życiu graliście

    Prince of Persia -- ja pitole ratowanie księżniczki od pierwszej gry. :/
  25. Alko --> Praca

    Serwus, raportuję jak co miesiąc. Podsumowanie po 12 miesiącach: x- picie, O - zero alko I miesiąc: OXXXXOOOOXXXOXXOOXXXOOOOOOOO X 12/28 17 piw 2,0 l wódy II miesiąc: OOOOOOOOOXOXOXXOOOOOOOOXOOXX X 7/28 20 piw 250ml wódy III miesiąc: OXOXXOXXOOOOOOOOXXXXOOOOOOOO X 9/28 20 piw 1500ml wina IV miesiąc: OOXXXOOOOOOXXXOXXOOOXXXXXOXO X 14/28 39 piw litra wódy V miesiąc: OOXXOOOOOOXOXXOOXXXOXXOOOOOO X 10/28 20 piw 2,2 litra wódy VI miesiąc: OOXXXOOXOXXXOOOOOXXXXOOOOOOO X 11/28 23 piwa 0,9 litra wódy VII miesiąc: OOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOO X 0/28 ZERO ALKO VIII miesiąc: OOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOO X 0/28 ZERO ALKO IX miesiąc: OOOOOOOOOOOOOOOOOOXXOOOOOOOO X 2/28 1,5 piwa X miesiąc: OOOOOXOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOO X 1/28 szklanka szampana XI miesiąc: OOOOOOOOOOOOOXOOOOOOOOOOOOOO X 1/28 kieliszek czegoś XI miesiąc: OOOOOOOOOOOOOXOOOOOOOOOOOOOO X 0/28 ZERO ALKO Cele: W domu nie pić w ogóle - max 100% Dążyć do całkowitego ograniczenia picia do zera - max 100% Nie picie z loszką - max 100% Kompletne ZERO alko i zero wysiłku. Cieszę się, że od grudnia wolny czas, energię, uwagę skupiam na pracy i rozwoju zawodowym. Temat alko zupełnie mnie nie dotyka, z czasem otoczenie przyswoiło ten fakt i uznało mnie za "niepijącego". Sam tego nie potrzebuję i widzę jak to przeszkadza i rodzi iluzje. Żeby nie było tak nudno to drobna historyjka w kontekście alko, która przydarzyła się jakoś na początku roku. Raz byłem w sklepie, w którym jest moje ulubione piwo, (dość rzadkie) i pojawiła się myśl, że może sobie pyknę takie jedno wieczorem jako forma relaksu, żeby tak nie robić z siebie radykała, dla smaku, wiecie :). Myśl olałem - "niech sobie odejdzie sama". Pokręciłem się po hali pół godziny, napakowałem wszystko co miałem kupić i myśl znów się pojawiła - "no to jeszcze piwko i do kasy". Coś mi nie grało, coś mnie gryzło, ale zrobiłem tak -> wziąłem jednego browara i do kasy. Nawet to głupio wyglądało cały koszyk zakupów i tylko jedno piwo. Wypakowałem towar na taśmę, piwko też, czekam .... i JEB! .... butelka roztrzaskała się o podłogę, piana, smród, szkło wszędzie, ludzie się gapią, odsuwają, kałuża się rozlewa. Nie wiem jak i kiedy, ale jakoś chyba trąciłem butelkę ręką i strąciłem z taśmy na podłogę. Miła Pani z kasy wezwała, kogoś do sprzątnięcia tego bałaganu, zamknęła kasę i zapytała czy chcę pójść po całą butelkę. Już nie chciałem Ona powiedziała, że nie muszę płacić (8zł!). To tyle w temacie alko w tym miesiącu. Szkaradny
×