Jump to content
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

self-aware

Starszy Użytkownik
  • Content Count

    2217
  • Donations

    0.00 PLN 
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    1

Posts posted by self-aware


  1. @SławomirP - W przypadku programowania taki studenciak może mieć naprawdę zaawansowane pytania. To jest przecież temat rzeka. Poza tym w szkole pewnie są jakieś algorytmy, wzorce projektowe itd. Ja takich rzeczy nie potrafię :)

     

    A ja mówię o tej całej wiedzy + o obecnych umiejętnościach. Wtedy pewnie miałbym dużo większe szanse. Niestety praktyczne nauczenie się takich rzeczy jest możliwe właśnie w świetnej firmie i tutaj koło się zamyka bo żeby się do niej dostać to trzeba to umieć. Po prostu poprzeczka ostatnimi laty poszła ostro w górę.


  2. Godzinę temu, MrThruster napisał:

    Nikogo nie obchodzi, że "ćwiczyłeś

    To oczywiste, wiem o tym i nie trzeba mi tłumaczyć. Nie raz pisałem analogię na forum odnośnie kobiet i ich argumentu odnośnie kasy, że to nie o $$$ chodzi tylko o to czy chłop jest ambitny. Rzecz w tym, że jak nie ma kasy to wtedy ich ta ambicja pierdoli. Nie liczy się to czy on ma ochotę na pracę, zarabianie i takie tam, liczy się efekt czyli to ile faktycznie tej kasy posiada.

     

    Ponadto od lat jestem pytany wielokrotnie o swoje życie przez różnych znajomych i ludzi w rodzinie i wiem, że nikogo nie obchodzi poświęcony wysiłek. Właściwie to nawet jestem wyśmiewany, że poświęcam tyle czasu na różne aktywności i gówno z tego mam, także rozumiem doskonale, że ludzi interesuje tylko namacalny efekt.

     

    Godzinę temu, MrThruster napisał:

    Czy znasz smak osiągnięcia w sporcie. Czy rozmiesz, co to znaczy mieć efekt i korzyści z niego.

    To zależy o co dokładnie pytasz. Nigdy nic nie ćwiczyłem na poziomie zawodowym itd. Moje korzyści to np. to, że jak wchodzę na szczyt góry to wyglądam normalnie a część znajomych to zasapane, spocone świniaki. Nidy jednak nie miałem efektu wow bo moja genetyka mi to okrutnie ogranicza -> wiem, że i tak w to nie uwierzysz. Nawet chodząc na siłownie raczej słyszałem docinki. To co ja mogę osiągnąć to dość niska tkanka tłuszczowa, ale "wielki" nigdy nie będę.

     

    Godzinę temu, MrThruster napisał:

    To znaczy co - masz mieć bonus za każdy przusiad czy pompkę albo podciągnięcie? Nie kolego, to nie tak. 

    Nigdy nigdzie tak nie twierdziłem. Opisuję swoje starania po to aby nikt mi nie napisał, że siedzę i chuja robię.

     

    Godzinę temu, MrThruster napisał:

    "naucz", nie "ucz się"

    Żeby się nauczyć, trzeba się uczyć. Trochę taka porada typu "Jak być szczęśliwym?", po prostu bądź, nie staraj się tylko bądź. Aha...

     

    Godzinę temu, MrThruster napisał:

    ściągnij koszulkę i zrób muscle upa. Poczuj zazdrość i zdominowanie kolesi wokół oraz chuć dziewczyn i kobiet. 

    Usłyszę, że tak jak ja to każdy by potrafił przy mojej wadze :) Ale to nic, nie potrzebuję akurat w sporcie aplauzu od ludzi, zawsze robiłem to dla siebie i wiem ile to wymaga wyrzeczeń. I akurat z perspektywy samego siebie to właśnie ta "droga" mnie satysfakcjonowała, mimo braku jakichś spektakularnych efektów.

     

    Godzinę temu, MrThruster napisał:

    I nie opowiadaj już, ile się starałeś, bo naprawdę, nikogo to nie obchodzi. Sorry.

    Tak jak napisałem, wiem o tym.

    Godzinę temu, MrThruster napisał:

    Tak samo Twoje opowieści o tym, że boli kolano. Mnie też bolało tego lata. Normalnie biegam po 8-13 km. a tu w czerwcu po pięciu już miałem ból w kolanie. Olałem to, miałem trochę przerwy, zająłem się bardziej pływaniem. Obecnie zero dolegliwości w trakcie biegania. Bez lekarzy, bez rozczytwania się w necie.  

    Sorry, ale to nie oznacza absolutnie, że tak należy robić. Miałem w życiu wiele kontuzji. Rzeczywiście jedną zaleczyłem poprzez jazdę na rowerze, w pozostałych jednak przypadkach dokładanie/zamienianie różnych sportów powodowało, że wszystko regenerowało się dłużej, kontuzje powracały i tak dalej. Nie ma reguły, czasem pomoże, czasem zaszkodzi.

    Godzinę temu, MrThruster napisał:

    Faktycznie, według mnie, bytowanie na foum Ci szkodzi.

    Zgadzam się. Jestem tu do końca weekendu.

    Godzinę temu, MrThruster napisał:

    Ciągle tutaj coś wypisujesz, zamiast dzialłać, Nauczyć się, nie uczyć. Zrobić, nie robić.

    Nie, to nie tak, że siedzę tu cały dzień i nic nie robię. I znowu, żeby zrobić trzeba robić. Żeby się nauczyć, trzeba się uczyć.

    Godzinę temu, MrThruster napisał:

    U mnie sukces w przemianie własnego ciała, powrocie do formy (nawet: prześcignięciu tej, jaką miałem w 25 roku życia), nauczeniu się nowych trików, zaowocował poprawą na każdym, albsolutnie każdym polu życiowym. 

    Sport jednak aż tak na mnie nie działa. Pomaga, ale do pewnego momentu. Zawsze najbardziej chciałem mieć satysfakcjonujące życie zawodowe i tego sportem nie osiągnę. Aczkolwiek gratuluję.

    Godzinę temu, MrThruster napisał:

    NIe potrzebujesz na to kasy: wychodzisz i ćiwczysz pod gołym niebem. W mieście, gdzie mieszasz, na pewno jest miejsce do ćwiczenia street workout. Na początek zresztą wystarczy i tak sam drążek.

    Myślę, że kluczowe jest trenowanie całego ciała. Kolano mi to uniemożliwia. Utrudnia mi też mocno rozgrzewkę. Przemyślałem, że jak dostanę wypłatę to poszukam jakichś zajęć jogi, może to pomoże przy okazji z kolanem + będę tam pracował nad całym ciałem. Przyda się też z tego powodu, że od jakiegoś czasu jestem mocno drewniany.

    Godzinę temu, MrThruster napisał:

    A według mnie do szczescia jednak ktoś - czyi kobieta - jest potrzebna.

    Pewnie w pewnym sensie tak.


  3. @Reinmar von Bielau - Powiem Ci, że przed zdobyciem pracy wysłałem około 50 CV w 3 dni i ogólnie to dostałem się do firmy bo akurat szukali, totalny zbieg okoliczności. Ze wszystkich pozostałych firm nawet mi nie odpisali poza jedną "Witam, obecnie nie szukamy nowych pracowników". Warto dodać, że w każdym z tych e-maili pisałem, że płaca nie jest dla mnie ważna, byle się utrzymać (żeby nie było, że oczekiwałem kokosów). Nie potrafię pojąć jednej kwestii, pracodawcy ciągle twierdzą, że nie ma ludzi do pracy... A potem wysyłasz i praktycznie wszyscy mają Cię w dupie. Nie umiem tego zrozumieć.

     

    To chyba jak ten sławetny tekst o kryzysie. Idziesz porozmawiać o pieniądzach to usłyszysz, że jest kryzys. Czasami to myślę, że rozmowę o podwyżce można już dzisiaj tak zacząć, "Szefie, wiem, że jest kryzys ale..." :)


  4. @tytuschrypus - Nie uważam, żebym się szumnie żegnał, zrobiłem to przy okazji założenia tematu. Z tymi dobrymi radami, które mnie niby wkurwiają to raczej nie tak do końca. Przez ostatnie miesiące wprowadziłem dużo z nich (z takich większych to np. zmiana miejsca zamieszkania na duże miasto, zdobycie pracy czy realna, regularna nauka języka). Tych rad jest po prostu łącznie tak wiele, że można z tego wprowadzić w krótszym czasie może z 10-15%. Do wizyty u psychologa jestem po prostu kurewsko nieprzekonany, ale nie wyrzuciłem tej myśli z siebie, póki co krąży mi z tyłu głowy i czeka aż będę gotowy - co może nastąpić jutro, a może nastąpić za 5 lat, czyli tak jak ze wszystkimi wcześniejszymi zmianami, które niszczyły mój światopogląd i wizję życia.

     

    Czu oczekuje od siebie za dużo? W wieku 30 lat myślę, że oczekiwanie satysfakcjonującej pracy i zdrowego ducha/ciała to nie jest znowu aż tak wiele (zważywszy na wysiłek jaki przez ostatnie lata podjąłem - bo co innego gdybym był leniem).

     

    Potrafię się cieszyć małymi rzeczami chociaż nie ma ich wiele, np. wieczornym spacerem, który robię od jakiegoś czasu regularnie. Nie zmienia to jednak faktu, że wokół głowy w każdym momencie krążą mi zmartwienia ponieważ nie ma od dawna w moim życiu stabilizacji (i umówmy się, nie będzie dopóty dopóki nie będę miał pewnej sytuacji zawodowej bo tylko i wyłącznie pieniądze i świadomość, że się je potrafi zdobywać taką stabilizację zapewniają - może też wygrana w lotka, ale tego raczej nie doświadczę).

     

    24 minuty temu, tytuschrypus napisał:

    Każdy, kto ją naprawdę ma uważa, że jej nie ma.

    Dotyczy to pewnie prawie każdej choroby psychicznej, ale nadal jeszcze nie oznacza to, że taką mam.


  5. @leto - Ale ja nie twierdzę, że wejście na szczyt góry to lipa bo to wielka satysfakcja. Jest to jednak rzecz, którą robisz od święta. A wyjście na imprezę można robić nawet 2 razy w tygodniu. Do tego mam z tym dobre wspomnienia (za czasów alko), stąd pewnie też mi tego brakuje w jakiś sposób. Wiem jednak, że to praktycznie nierealne być trzeźwy wśród najebanych i dobrze się czuć.

     

    @EmpireState - To nie kwestia tego czy jestem wkurzony. Po prostu rozkminiam na ile radości z życia może mieć zwykły, przeciętny chłop, nie korzystający z wspomagaczy, nie mający dziewczyny, bez grosza przy dupie, itd. Szukam chyba tego mitycznego szczęścia w sobie, które niby ktoś gdzieś widział, słyszał, itp, ale mówi o nim w zasadzie tylko wtedy gdy jednocześnie ma dobrze ułożone życie :)


  6. @ZortlayPL - Ja do tego lubię kobiece stopy i wsio co z nimi związane a dzisiaj jest taka moda, że nosi się odsłonięte kostki. Praktycznie cały czas jestem pobudzany, więc nawet nie bawię się w żadne np. blokowanie stron porno itd bo to nie ma już sensu. Po prostu akceptuję fakt, że jestem uzależniony i wiem, że wyjście z tego w obecnym świecie jest w zasadzie niemożliwe tak w 100%, staram się zatem po prostu ograniczać ile siła woli pozwoli i nie biczować za porażki.

     

    ps. słodkie byłem wstanie rzucić od tak. Alko też. Wiele rzeczy. Z porno walczę już jakieś 7 lat i ciągle przegrywam. Jest po prostu zbyt łatwo dostępne a dodatkowo jest wszędzie. Piwa mi nikt nie wleje na siłę, czekolady nikt mi do ryja nie wsadzi. Ale już kobiece ciało siłą wejdzie mi na linię wzroku, nic z tym nie zrobisz.

    • Sad 1

  7. @Ewka - Hmm, myślę że poczucie wzięcia pod skrzydła, opiekuńczość, ponoszenie za nią ciężkich rzeczy, zdychanie w gorącym pomieszczeniu bo jak otworzę okno to ona przecież umrze z zimna, itd, itp. Tym u mnie objawia się takie uczucie, generalnie poświęceniem i daniem czegoś nawet wtedy gdy jest to dla mnie złe i niekomfortowe.

     

    Z tym, że ja nie mam na myśli opiekuńczości finansowej -> i tu prawdopodobnie wszystko knagę strzela :)


  8. Godzinę temu, tytuschrypus napisał:

    Odpowiadając na pytanie - nie, używki nie dodają kolorytu. Chyba, że jakimś amebom. 

    Cóż, nie wiem co Ci mam odpowiedzieć...

     

    Godzinę temu, Turop napisał:

    Ja wiem, ale lepiej sobie uświadomić, że życie to właśnie te małe zajebiste chwilę, a nie zakrzywianie go codziennie za 2 zł, wiesz o co mi chodzi nie? 😉😉

    Nie no, nie mówię, że codziennie. Ale gaki skok to zrobisz raz na kilka miechów, myślę, że też wiesz o co mi chodzi ;)

     

    31 minut temu, DOHC napisał:

    Też tak mam, wtedy bawię się na 90 procent.

    Hmm, 90 procent to jest dobry wynik. Ja określiłbym to na jakieś 50. Czyli... No niby ok, ale żadnego szału.

     

    32 minuty temu, DOHC napisał:

    Uprawiam sporty motorowe, robię różne wypady ze znajomymi, podróżuję.

    No zgoda, tylko tutaj znowu zachaczamy o kasę.

     

    Generalnie z alkoholem nie mam problemu. Nie podoba mi się jednak, że nie umiem cieszyć się zabawą bez niego tak samo jak z nim.


  9. W dniu 6.01.2020 o 22:18, Chadeusz napisał:

    Twoim problemem nie jest pracoholizm, tylko chujowa robota.

    Nawet nie zauważyłem Twojego postu. Cóż, zgodzę się. Niestety dostanie się do dobrej pracy w IT jest bardzo trudnym zadaniem. I rzeczywiście, przepalam czas, z tym że jest to koło zamknięte :) Chcesz dobrą prace? To przepalaj czas w domu i licz na to, że się uda. Nie da się inaczej. Dlatego teraz po godzinach głównie uczę się angielskiego a programowania już mi się nie chce, coś tam poklepię ale bez przesady. I tak chuja to dawało. A dzięki angielskiemu może chociaż filmy w oryginale pooglądam. W pracy niestety nie mam żadnego seniora obok, więc programistycznie nie nauczę się praktycznie niczego, ale i tak zdobycie tej pracy to był mega fart, więc się trzymam. Wiem, że za 2 lata będę praktycznie w tym samym miejscu, ale z drugiej strony może lepszy angielski będzie i wpadnę na jakiś zupełnie inny pomysł co ze sobą dalej robić i ten język się akurat przyda. A na magazyn jakiś nie chcę iść bo zarobki też chujowe a do tego gówniana robota. Jeśli już to za granicą.

     

    @SławomirP - Niestety ale moje umiejętności nie są wystarczające do udzielania korepetycji. Tutaj trzeba być bardzo dobrym i umieć odpowiedzieć na wiele różnych pytań. Gdybym to potrafił siedziałbym w zajebistej firmie.


  10. 20 godzin temu, ZamaskowanyKarmazyn napisał:

    Połączenie sportu 5 razy w tygodniu, jednej dobrze zakrapianej imprezy w sobotę i kilku wypadów ze znajomymi w tygodniu to chyba jedna z lepszych opcji jakich znalazłem

    Spoko, ale to działa jak masz 20 lat. Z czasem to tak nie jest już łatwo i alkohol coraz mocniej dobija. Poza tym nie widzę sensu chlać i ćwiczyć. Albo jedno albo drugie, szkoda wysiłku. Temat, który tutaj stworzyłem nie jest po to aby wrócić do chlania :) Raczej chciałem się dowiedzieć jak inni widzą życie bez alko i w sumie odpowiedzi, które dostałem są mniej więcej tym czego się spodziewałem, czyli praca z emocjami plus kasa na to, żeby gdzieś móc wyjść plus fakt, że z wiekiem generalnie życie jest bardziej szare (z wyjątkami).

     

    20 godzin temu, Boromir napisał:

    hmmmm a jakieś bardziej przyziemne grasz w jakieś gry komputerowe ? Byłeś czy będziesz u lekarza sportowego ? Jak wyjdzie oczywiście co ci dolega, a czytanie książek , masz w pobliżu jakąś bibliotekę ?

    Przez ostatni rok tylko pracowałem, praktycznie nic innego nie robiłem. Tak jak napisałem gdzieś tutaj wcześniej miałem przez cały rok może z 5 dni wolnych. Komputer od gier włączyłem ostatnio około półtorej roku temu, może nawet dalej. Co do lekarza to czekam na wypłatę i wtedy idę, chociaż nie mam pojęcia ile w dużym mieście kosztuje u takiego wizyta, mam nadzieję, że maks 150zł.

     

    Czytanie książek w miarę luźno, mam Kindle.

     

    20 godzin temu, EmpireState napisał:

    Czy Ty nie masz przypadkiem momentu zwątpienia w to co robisz i to jest powód Twoich rozterek?

    Jeszcze nigdy w życiu nie byłem tak niepewny tego co mam dalej robić :) Ale to raczej nie jest przyczyna tego konkretnie tematu.

     

    20 godzin temu, EmpireState napisał:

    Przewijają się tu czasami tematy, że ktoś prowadzi zdrowy tryb życia, stara się a innym i tak bardziej "wychodzi".

    Jak w każdej dziedzinie życia. Jednym coś przychodzi łatwo a inni "książkowo" napierdalają i bywa różnie. Jestem teraz we firmie gdzie jest sporo młodych ludzi sukcesu. Pomyślałem, że przyglądnę się w jaki sposób działają i coś z tego wyciągnę. I wiesz co? Chuj... Pod względem chęci i zaangażowania nikomu z nich nie ustępuję. Zwykli ludzie. Po prostu im wychodzi, po prostu. Żadnego magicznego składnika, nic. Co prawda mają masę pomysłów, ale to już raczej taka predyspozycja, że się dostrzega masę rzeczy, w które warto iść.

     

    Co do reszty to do piwkowania i tak raczej nie wrócę. To w sumie jedyna rzecz, z której mogę być mimo wszystko bardzo dumny bo to uważam jest duży sukces w moim wieku nie brać praktycznie niczego.

     

    9 godzin temu, leto napisał:

    Dziwne. Ja do dziś pamiętam np wejście na Rysy - pierwsza poważniejsza wyrypa w góry. Albo jak pierwszy raz zrobiłem na ściance drogę 5a+. Wspaniałe wspomnienia. Szybciej ulatują mi z głowy pijackie ekscesy czy harce z pannami w łóżku.

    Ok, ale wejście na Rysy to nie jest codzienność. Raz na 2 lata pojadę w góry czy coś, super. Ale mi chodzi raczej o codzienność. A co do panien to jednak to pamiętam bardzo dobrze i nie sądzę aby mi uleciało z głowy :) Ale może dlatego, że w sumie jakoś wiele tego nie miałem, okres 2-3 lat szaleństw i tyle.

     

    @bulletproof - Nie no, na terapię DDD to raczej nie muszę iść. Szara codzienność to raczej nie jest coś co trzeba leczyć :) Wielu starych ludzi jest trochę zgorzkniałych, może to na swój sposób po prostu taki proces w życiu. Małe dziecko cieszy się z byle gówna, im człek starszy tym bardziej poważny. Rozumiem jednak co chciałeś przekazać.

     

    6 godzin temu, piratos napisał:

    Tytoń? To jest dopiero podły nałóg. Paliłem przez 16 lat w moim życiu. 16 lat za długo. 

    Ok, to musi być gówno, dlatego nigdy nie paliłem. Nie dostrzegam w tym sensu. Jeśli już psuć sobie zdrowie to czymś co wprowadzi trochę radości.

    3 godziny temu, pillsxp napisał:

    Jeśli masz w otoczeniu samych pijących którzy poza chodzeniem po klubach i piciu nic innego nie widzą to pora chyba zmienić znajomych.

    Większość chleje, ale ogółem nie mam już za wielu bliskich znajomych. Jestem w okolicach 30, większość ma już żony, dzieci i mieszkanie. Ja jestem trochę jak 20 latek, nic nie mam i nie wiem co mam ze sobą zrobić i dlatego też drogi z wieloma ludźmi po prostu się zaczęły rozchodzić. Trudniej o wspólne tematy kiedy oni rozmawiają o dzieciach, ślubach, inwestowaniu pieniędzy, wynajmie mieszkań, samochodach i takie tam różne rzeczy, o których rozmawiają początkujący dorobieni 30 latkowie i pytają się mnie jak to u mnie wygląda i kiedy w końcu się zmieni a ja ta sama narracja co 10 lat temu :) Lepiej dogaduję się z 20 letnimi studentami, którzy też nic nie mają (najlepiej jak są z biednych rodzin), tylko że oni praktycznie tylko i wyłącznie żyją chlaniem + ich poczucie humoru jest dla mnie bardzo słabe. Nie jest łatwo trafić w dopasowane towarzystwo.


  11. 27 minut temu, MrThruster napisał:

    Rzuciłem fajki z 5,6 lat temu. Od dwóch lat nie miałem alkoholu w ustach. Obecnie wywalam cukier i odkrywam uroki postu przerywanego. Moje obecne życie daje mi codziennie uczucie przyjemności i zadowolenia nieporównywalne z niczym, co przeżyłem jako pijący nikotynik. 

    Z tym, że ja nie jestem jakiś rzucający w tym momencie. Nie piję od 5 lat (piwo, dwa miesięcznie). Nie paliłem nigdy w życiu. Nie jarałem nigdy w życiu. Gdy coś rzucasz to pierwsze miesiące są specyficzne i pełne emocji, fakt. Ale dla mnie życie bez używek to codzienność, więc nie mam z samego powodu nie korzystania z nich czegoś "wow". Co prawda pozostało jeszcze porno i walenie konia i to są 2 zdecydowanie najtrudniejsze uzależnienia.

     

    23 minuty temu, Imbryk napisał:

    Chodzi o to że rechoczesz jak debil z kolegi, który właśnie rzyga sobie na spodnie? Na trzeźwo byś chciał się tym cieszyć?

     

    Czy cieszysz się że sikorka właśnie usiadła na gałązce obok okna. Czy to żałosne?

    Nie. Chodzi po prostu o taką radość, jest jakoś tak... śmieszniej, lajtowiej. Nie wiem jak mam to wyjaśnić, serio.

     

    24 minuty temu, Imbryk napisał:

    Nie rozumiem w czym przerwa od czytania Forum ma pomóc. Chyba że pozwalasz różnym treściom zamieszać sobie w głowie, to wtedy gazety lub pani w warzywniaku też Ci namieszają.

    Czytając braci mam obecnie 2 opcje, albo ktoś pisze o czymś negatywnym a to mnie nie nastraja tylko uświadamia, że się nie da, albo ktoś pisze o czymś pozytywnym i to mnie... zasmuca, ponieważ sukcesy innych w obecnej chwili działają na mnie demotywująco, nie chcę o nich czytać. Jak czytam, że ktoś zarabia na czysto po 500-1000zł dziennie, ma masę pomysłów, prosperującą firmę, sukcesy itd. a ja na ten moment mam na koncie dokładnie 312zł i 74 grosze, do wypłaty 2 tygodnie i nie wiem nawet co mam robić dalej to wprawia mnie to w ogromne przygnębienie. Wtedy słyszę, że trzeba działać a nie pierdolić i wpadam w jeszcze większy smutek bo w roku 2019 miałem łącznie z 5 dni w których nie wykonałem żadnej pracy. 5 dni na 365. Jedynie neutralne dyskusje są tutaj obecnie dla mnie ok. Dodatkowo tworzę tematy, w kółko te same, odbijając się od rad, których i tak nie umiem wdrożyć w życie lub nie wiem jak lub nie mam odwagi albo kasy. Czas na przerwę.

     

    29 minut temu, Imbryk napisał:

    Wszystkiego dobrego! Kieruj własnym życiem!

     

    Polecam książkę "Kieruj własnym życiem " Wayne W. Dyer

    Dziękuję.

     

    31 minut temu, MrThruster napisał:

    Póki co jesteś szkodzącym sobie i być może innym teoretykiem.

    Nie rozumiem, jakim teoretykiem? Różnych rzeczy próbuję w życiu jeśli chodzi o sport, kalistenika, siłownia, basen, karate, boks, bieganie, joga, rower, łyżwy, narty, itd itp.

     

    19 minut temu, Cortazar napisał:

    Po każdej najebce ta sama kupa, ten sam ból głowy i innych części ciała.

    Tak, ale jakaś taka frajda z danego dnia jest i wspominasz latami co się działo.

     

    19 minut temu, somsiad napisał:

    Po pierwsze, jeśli zdecydujesz się na chwilę zawiesić obecność na forum to życzę powodzenia - i mam nadzieję, że  sobie wszystko uporządkujesz wrócisz  ogłaszając sukces.

    Decyzja już zapadła, dziękuję.

     

    19 minut temu, somsiad napisał:

    Trenowałeś kiedyś jakiś sport  na serio? Chyba nie.

    Zdefiniuj mi "serio". Zawsze się przykładałem. Zresztą rzuciłem alko między innymi dlatego właśnie. Nie mam jednak na koncie żadnych treningów, które wspominałbym latami albo coś. Sport zawsze był w moim życiu, więc jest to raczej taka codzienność (chociaż od miesięcy jej nie ma bo zdrowie obecnie nie pozwala).

     

     

    16 minut temu, Boromir napisał:

    Nawyk szczęścia można sobie wyrobić, ciesząc się z tego, ze jesteś zdrowy, czy masz, to co tobie wcześniej napisałem

    Może zatem brak mi nawyku szczęściea.

     

     

    14 minut temu, Leniwiec napisał:

    Niestety, im będziesz starszy, tym mniej rzeczy będzie wywoływało ten efekt, smutne ale prawdziwe. Dlatego ludzie wciąż poszukują nowych bodźców. Używki zmieniają wyobrażenie o rzeczywistości i dlatego są takie wciągające, niektórzy nie mogą nawet z tego się wyplątać, tak im się ta wizja podoba.

    Problem w tym, że takie rzeczy sporo kosztują. Jakieś bungee, spadochrony i różne takie wywołujące dużo emocji. Trudno to robić regularnie.

    • Like 1
    • Sad 1

  12. @Ważniak - Zgoda, sport itd. daje poczucie zadowolenia. Natomiast nie daje w życiu efektu "wow". Nie jest tak, że po latach wspominam jakiś trening itd. Generalnie idąc Twoim tokiem myślenia to najlepiej byłoby żyć w ciągłym rozwoju na zasadzie ból -> przyjemność, a to też jest męczące na dłuższą metę.

     

    Może też jest tak, że po prostu z wiekiem codzienność zwyczajnie wydaje się bardziej szara i jest to w pewien sposób normalne.

     

    Co do dzieci... One przede wszystkim nie rozumieją świata i problemów. Ja też wspominam te czasy najlepiej i doskonale wiem czemu, miałem wszystko w dupie i nie ponosiłem za to żadnych większych konsekwencji. Byłem zdrowy, nie obchodziło mnie, że nie mam pieniędzy, miałem świadomość, że jestem młodziutki i mogę sobie mieć jeszcze przez długi czas wszystko gdzieś, itd itp.

     

    @wroński - Chyba nie umiałbym żyć na takiej wyjebce jak Ty :P Na pewno nie umiałbym.

    • Like 1

  13. 53 minuty temu, leto napisał:

    Ale dzięki odstawieniu/ograniczeniu możesz wygospodarować czas na ciekawe rzeczy dzięki temu że nie tracisz go na głupie imprezy (przyznajmy sobie szczerze, z połowy imprez byśmy się zwinęli gdyby nie alko) i późniejsze leczenie kaca.

    Ale te głupie imprezy to jednak coś na co czekałem w dni tygodnia i rzeczy, które fajnie wspominam. Gdy przestałem pić to wyjścia straciły smak. Do tego inni chleją ostro i potem nawet nie da się z nimi dogadać i są wkurzający.

     

    55 minut temu, leto napisał:

    Ale np będąc trzeźwym łatwiej się na imprezach podrywa kobiety ;)

    Nie zauważyłem szczerze mówiąc, chyba że porównujesz do totalnie nachlanego knura no to wtedy oczywista oczywistość. Natomiast nie o kobiety tu chodzi.

     

    55 minut temu, Yolo napisał:

    Co do monotonii życia, to można sobie na trzeźwo zaserwować naprawdę piękne doznania, ale to już jak kto woli.

    Np? Spacery, medytacja i takie tam? Ok, spoko. Ale ciężko takie rzeczy wspominać. Chociaż może nie o to Ci chodzi.

     

     
     
    ✏
    1
    41 minut temu, dyletant napisał:

    Zawsze możesz do mnie zadzwonić 😀.

     

    A co do picia... dzięki temu spędzam świadome wieczory a nie kłopotliwe kiedyś tam, zaczynając od dnia następnego.

    Niestety ale mam zasadę, że nie spotkam się z nikim z forum :) Przez 2 lata odkryłem niemalże wszystkie moje karty tutaj. Co do tych świadomych wieczorów, tez je lubię, problem w tym, że są trochę nudne.

     

    40 minut temu, hogen napisał:

    Polecam mocne auto z napędem na tył.

    Chodzi o spędzanie czasu bez wydawania pieniędzy albo z mega ograniczonym budżetem (typu 10-20 złotych). Wiadomo, że jak jest forsa to można się bawić, jeździć po świecie, próbować wszystkiego itd. Ale forsy nie ma + za czasów picia wystarczyła dycha i sobota była fajna, więc byłoby miło być w stanie odtworzyć tą "fajność" ale bez picia (bo do tego nie wrócę na pewno, szkoda tylu lat rozwoju w tej kwestii, asertywności, uczenia innych że nie piję itd itp).

     

    3 minuty temu, LiderMen napisał:

    Życie ogólnie jest nudne jak się nie ma zasobów finansowych do wprowadzania swoich zainteresowań.

    Też prawda. W wolnych chwilach lubiłem kiedyś bawić się trochę w tworzenie makiet (do figurek typu Warhammer itp), niestety to wszystko wymaga masy pieniędzy.

     

    2 minuty temu, Gumisiek napisał:

    Chcialem sie sprawdzic czy dam rade odstawic- lajtowo I zycie moje nie bylo monotonne Bo pracowalem I Bylem nastawiony na zarabianie hajsu.

    A ja się chcę trochę odstawić, więc sytuacja trochę inna.


  14. Godzinę temu, hogen napisał:

    Więc widzisz, czasem zanim znajdziesz swoją bajkę, trwa to latami. Grunt to ciągle próbować. Do skutku. Ja od zawsze wiedziałem, że chce swój biznes. W między czasie zdarzały się gorsze momenty. Pracowałem tu i tam, zawsze maks miesiąc i odchodziłem, bo nie umiem wykonywać czyiś poleceń, inwestować własny czas w czyiś biznes. Raz zdażyło mi się pracować 4h. Przyszedłem na 8 i o 12 po prostu wstałem, wziąłem kurtkę i wyszedłem bez słowa, bo "szef" był totalnym ignorantem i bucem :D Na biznes miałem tysiąc pomysłów. To wszystko mi rozwalało głowę i nie mogłem się skupić na pracy u kogoś.

    Kolejny przykład, że jest coś takiego jak "gen przedsiębiorcy". Znam paru takich jak Ty. Już od najmłodszych lat było wiadomo, że będą na swoim. Pomysły pojawiały im się po prostu z dupy. Zobaczyli gówno na trawniku i już wiedzieli, że można z tego zrobić biznes.

    • Like 3

  15. Siema. Od jakiegoś czasu przygotowuję się do zrobienia sobie mocnej przerwy od forum, takiej mniej więcej do czasu aż uznam, że w moim życiu jest "dobrze" (cokolwiek to dla mnie będzie oznaczać, na ten moment to godna sytuacja finansowa a co kiedyś będzie to nie wiem). W praktyce zatem zniknę na rok, dwa, trzy, może na zawsze, może nie? Nie wiem. Dowiedziałem się już chyba wszystkiego co chciałem, od siebie nie mam do dodania niczego co mogłoby komuś pomóc a zatem i moja obecność tutaj nie ma też w tym okresie życia większego sensu, nie wprowadzę pozytywnej aury. Nikt mi już bardziej nie pomoże, niczego nowego nie powie, dalej muszę iść sam i szukać... Czegoś.

     

    Na koniec chciałbym jednak jeszcze porozmawiać o jednej rzeczy. Z racji, że walczę z pracoholizmem i staram się dodać do swojego życia chociaż odrobinę kolorytu w ostatnią sobotę wyszedłem sobie do ludzi. Zwykła posiadówka i rozmowa. Po północy padła decyzja, że idziemy do klubu. Tutaj zrezygnowałem i wróciłem do domu. Wracając zrobiłem sobie spory spacer i doszło do mnie, że gdybym pił alkohol (jestem w zasadzie niepijący) tak jak kiedyś to chętnie bym poszedł i miał fajne wspomnienia. Teraz gdy żyję bez niemalże żadnych używek to nie mam ochoty już na takie rzeczy, wydają mi się one bez sensu. Zastanawia mnie więc czy życie bez alko może być w ogóle zabawne? Czy można fajnie poszaleć i nie pić? Na trzeźwo to wszystko... Traci w ogóle sens. Nie ma tej frajdy. Nie ma tego luzu. Potrafię tańczyć bez alko, ale nie ma w tym po prostu tej takiej magii wyjebania na wszystko i bawienia się na 100%. Może to dlatego, że alko pozwala zapomnieć o zmartwieniach i gdyby ich nie było to zabawa byłaby równie fajna na trzeźwo? A może prawda jest taka, że bez picia po prostu wiele rzeczy jest nudnych? Może to kwestia tego, że po alko jestem bardziej "swój", bo bez niego przywdziewam różne maski?

     

    Na ten temat na pewno nie mam z kim porozmawiać bo większość znajomych to wiadomo, byle do piątku i dzida z chlaniem. Zresztą... Prawie tych znajomych już nie ma bo każdy ma swoje życie. Odpowiedzi i Wasze przemyślenia mogłyby być dla mnie przydatne bo w tym roku chciałbym się nad moim życiem towarzyskim trochę pochylić. Zwłaszcza mam na myśli tych co nie piją. A już w ogóle tych co nie piją ale chlali równo, czyli tak jak ja.

    • Like 2

  16. Jeśli chodzi o złapanie zajawki to musisz próbować różnych rzeczy i w sumie tyle można napisać. Wpisałbym pewnie w googlach coś w stylu "50 pomysłów na biznes" albo coś tam i próbował po kolei żeby sobie znaleźć zajawkę. Jeśli masz jakieś uzdolnienia to poszedłbym w to bo wydaje mi się, że to nie jest kwestia tego co robisz tylko jak.


  17. 8 godzin temu, rejdi napisał:

    ikt nie pisze ile jest płatny staż. Spodziewam się 1000-1500 na rękę.

    Jeśli chodzi o staż to obecnie jest to chyba 1000zł. Może zależy od stażu. Około miesiąc temu próbowałem się dostać właśnie na staż to tyle dawali. To był 6 miesięczny z Urzędu Pracy.

×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.