Jump to content
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Zbychu

Użytkownik
  • Content Count

    185
  • Donations

    0.00 PLN 
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

503 Świetna

1 Follower

About Zbychu

  • Rank
    Szeregowiec

Profile Information

  • Płeć
    Nieokreślona

Recent Profile Visitors

The recent visitors block is disabled and is not being shown to other users.

  1. Wbrew temu co inni piszą uważam, że jest to możliwe do osiągnięcia, lecz jest to bardzo trudne. W społeczeństwie istnieją osoby aseksualne, które nie mają potrzeb bycia z kimś. Są też mnisi, którzy siłą umysłu i wieloletnią medytacją są w stanie wyciszyć swoje wewnętrzne pragnienia do 0 (pragnienia przyjemności czyli przyjemność z seksu i związku). Zakładając, że nie urodziłeś się aseksualny, ani buddyjskim mnichem będzie to ciężkie do zrobienia. U mnie taki stan pojawił się w pewnych okolicznościach, ale utrzymywał się krótko tj rok lub dwa lat max, Ustaliłem sobie bardzo ważny, osobisty cel do osiągnięcia, do tego musiałem pogodzić realizację celu ze studiami i pracą, znajomymi, rodziną co mega mnie frustrowało, bo na nic nie starczało czasu. Oczywiście bardzo też chciałem zaznać seksu i spotykałem się co jakiś czas na randki, ale dosłownie każdej kobiecie się nie podobałem - a to wzrost, a to praca, a to zarobki, a to, że mieszkam z rodzicami. W pewnym momencie się wkurwiłem, bo wydawałem tylko kasę i marnowałem czas na księżniczki, a tym czasie mógłbym się rozwijać i realizować swoje cele. W pewnym momencie zdałem sobie sprawę, że przy obecnym rynku seksualnym(hipergamia i wysokie wymagania, polowanie na najlepszych samców) będąc średniakiem tracę tylko swój cenny czas i zasoby. Każda spotkanie wiązało się z utratą 2-3 godzin z życia i kilkudziesięciu złotych (co jak na pensje studencką odczuwałem). Tak więc przez następny rok czy 2 lata w ogóle nie widziałem sensu spotykania się z kobietami i nawet nie odczuwałem takiej potrzeby - bo znałem tylko negatywną reakcję kobiet po kilkunastu odrzuceniach pod rząd, nie otrzymałem nic od kobiet, co wiązałoby się z rekompensatą za stracony czas i zainwestowane pieniądze. I muszę powiedzieć, że to był najlepszy okres w moim życiu po zwiększyłem swoją pensje 3-krotnie, spełniłem kilka marzeń, odwiedziłem kilka krajów, zwiększyłem pewność siebie. Jednocześnie zwiększyłem sporo swoją pozycję społeczną w wyścigu szczurów (co nigdy nie było moim celowym zamiarem, tylko skutkiem ubocznym rozwoju siebie i spełniania marzeń). Po realizacji celu automatycznie zyskałem więcej czasu i posiadając wyższą pozycję społeczną dostaję teraz sporo pozytywnych reakcji od kobiet i dopiero teraz widzę sens spotykania się z kobietami i nie czuję, że tracę czas i pieniądz. Moim zdaniem każdy facet powinien mieć taki okres w życiu, w którym w pełni skupia się na siebie i realizuje swoje cele, zdobywa życiowe doświadczenie, pozycję (kiedyś było to wygrywanie wojen), a dopiero potem bierze się za kobiety ("nagroda" po wojnie). Branie się za kobiety bez podstawowej wiedzy (z tego forum i nie tylko), wyrobionej pewności siebie, pozycji społecznej to branie udziału w grze będąc skazanym z góry na porażkę - bez sensu.
  2. To nie chodzi o te 6k. 6k zarabia większość ludzi w IT, problem w tym, że nigdzie nie dostajesz na start tych 6k. Do 6k możesz dojść w 2 lata, w innej branży 3 lata, a w jeszcze innej zajmie Ci to 5 lat. Jeżeli chodzi o start w IT to dla osoby bez totalnego doświadczenia średnia zarobków w 1 pracy to 2000-3000 netto i trzeba się z tym pogodzić. Tylko w internecie panuje taka propaganda, że w IT odrazu na start dostajesz 5000-6000 na rękę za nic i jest eldorado, potem ludzie po 3 miesięcznych kursach rzucają takie stawki i są oburzeni, że ktoś raczył ich wyśmiać. Na dobrą stawkę trzeba po prostu zapracować, każdy zaczyna od żałosnej stawki. A jeżeli chodzi o te pensje 15.000 - 20.000 - takie stawki zarabiają tylko nieliczni w branży! Wiecie ile wynosi średnia zarobków? 7k brutto na UOP czyli 5k netto. Co to oznacza? Że większość ludzi klepie biede, a nie zarabia w IT. Ale po prostu wiele osób ze wstydu się nie przyzna, że jest seniorem z kilkuletnim doświadczeniem i robi za 6000 netto. Jeśli chodzi o widełki często są to kwoty netto a nawet brutto B2B bez odliczonych podatków i potem się okazuje, że to 15.000-20.000 na rękę w rzeczywistości to 11.000 - 16.000 na rekę. A górne widełki to przeważnie jest tylko wabik, na rozmowie zaproponują ci z łaską dolną granice widełek.
  3. Dlatego dyskusja z Tobą nie ma dalszego sensu - bo nigdy nie pracowałeś w IT na stanowisku programisty, ale krzyczysz i się wymądrzasz, wiesz najlepiej. W tej branży od zawsze był niedobór programistów z doświadczeniem komercyjnym. W większości firm projekty, na które jest pomysł nie są realizowane, bo brakuje rąk do pracy. Ja i moi znajomi programiści otrzymujemy zalew wiadomości od rekruterów na linkedinie z ofertą zmiany pracy. W wielu rekrutacjach na stanowisko programisty decyzje o zatrudnieniu wykonuje klient - z tego powodu wiele firm zatrudnia tylko i wyłącznie ludzi z doświadczeniem komercyjnym. To nie jest widzi mi się firm po prostu na tym polega biznes. Każdy klient, który płaci miliony to wymaga fachowców. W firmie w której pracuje rekrutacja na ogarniętego regulara i seniora trwa przez 365 dni w roku, stawki są dobre ale brakuje doświadczonych ludzi do pracy. A teraz jeżeli chodzi o juniorów - juniorzy nie zapewnią całej kadry programistów. W firmie, w której pracuję co roku w wakacje jest rekrutacja na kilku juniorów i stażystów. Chętnych ludzi po studiach mamy setki tylko co z tego, skoro 99% z nich do niczego się nie nadaje? Mamy zatrudniać ludzi tylko dlatego, że studiują? Mając kilkaset CV wybieramy najlepszych z najlepszych, najbardziej rokujących, ale to nie działa tak, że 10 juniorami zastąpimy pracę 1 mida czy seniora. Wybierając kandydata patrzymy przede wszystkim na to, czy umie programować, a nie jakie studia kończył Równie dobrze ktoś może być po samym gimnazjum, ale jeżeli sprawnie mówi po angielsku i programuje ma większe szansę, niż student topowej uczelni. Pracowałem już w kilku firmach/korporacjach jako programista i w każdej problem jest ten sam - brak ludzi z doświadczeniem komercyjnym. Więc jeżeli nie pracowałeś to nie pisz bzdur, że ludzi do pracy jest mnóstwo, bo mnóstwo to jest juniorów do przyuczenia, a nie specjalistów. Ludźmi do przyuczenia nie da się zastąpić specjalistów - słynne stwierdzenie pana Janusza z C, że każdego pracownika da się zastąpić skończoną liczbą studentów to totalna bzdura. Jeżeli chodzi o praktyki i staże wytłumaczę Ci na czym polega problem. Staży i praktyk oraz miejsc na nich z roku na rok jest coraz więcej! Tylko ten wzrost nie jest odczuwalny na rynku. Dlaczego? Ponieważ chodzi o ilość kandydatów. Wiesz ile jest szkół programowania? Ile ludzi się przebranżawia co roku? Ludzi kandydujących na staże są tysiące i z każdym dniem ich przybywa masowo. Comarch, Sabre, Motorola, Intel, Samsung, Allegro, IBM, Ericsson i wiele, wiele innych. Firm organizujących staże jest naprawdę wiele, problem w tym, że kiedyś na staże kandydowali tylko studenci. Teraz prawie każdy chce być programistą więc nie miej pretensji do firm, że wybierają najlepszego z najlepszych - na tym polega biznes, że wybiera się osobę, która umie i najwięcej i jednocześnie zapłaci się jej jak najmniej. Rozumiem, że gdybyś miał 300-500 CV na 1 miejsce to wybierałbyś tych najgorszych? No nie, zrobiłbyś dużą selekcję i wybrał najlepszą osobę z tych 500 kandydatów. Nikt Ci nie odpisał? Może napisałeś za późno(wiele rekrutacji na staż kończy się już w marcu/kwietniu) albo znaleźli lepsza osobę od ciebie. Ciężko napisać 500 osobom innego emaila. Ze stażami jest też taki problem, że organizują je tylko duże firmy, które na nie stać. W dużym mieście (Kraków, Warszawa) przed wakacjami masz con ajmniej 50-100 ofert staży. Jeżeli byłbyś naprawdę dobry(lepszy od innych) to na pewno ktoś by się odezwał, jeżeli znaleźli lepszą osobę to co w tym złego? No ale jak ty się chcesz czegoś nauczyć, skoro odrazu się poddajesz? Myślisz, że na takim stażu będziesz robił proste rzeczy? Uczysz się tylko wtedy, kiedy czujesz wyzwanie. Słynny cytat brzmi: "Wszytko jest trudne, dopóki nie stanie się proste". Co to oznacza? Że po prostu musisz próbować. Ludzie często są naprawdę pomocni i nawet jak jesteś średni to ci pomogą. Na tym polegają te mityczne skille miękkie. No to dlaczego masz pretensję do świata i do wszystkich tylko nie do siebie i robisz z siebie ofiarę? Dlaczego masz pretensję do rekrutujących firm? Ja też myślałem, że wystarczy być pilnym studentem i znajdzie mnie praca, też byłem naiwny i głupi. Ale nie zrzucałem za to winę na innych. Chodziłem na targi pracy, pytałem się kolegów ze starszych lat lub tych co pracowali - "co mam zrobić, żeby się dostać na staż?". Wszyscy mówili mi zgodnie - "olej studia i ucz się na własną rękę konkretnie pod wymagania". Posłuchałem pokornie i pracę zdobyłem. Nie mówiłem, że jestem ofiarą propagandy tylko wziąłem się w garść i zacząłem zapierdalać po kilka godzin dziennie. Takie jest życie. Nie ty pierwszy i nie ostatni padniesz ofiarą propagandy. Pytanie tylko czy weźmiesz to na klatę i zaczniesz zapierdalać po swoje, czy będziesz obwiniał cały świat o swoje porażki. Niczego nie zniszczyły - bootcamp to tylko narzędzie, środek do celu. Pracuję zarówno z ludźmi po bootcampie, studiach jak i samoukami. Nie ma między nimi żadnej różnicy bo umiejętności to kwestia podejścia, nie ważne z czego/od kogo się nauczysz. Wystarczy, że będziesz miał pół roku doświadczenia komercyjnego w CV. Nie ważne, czy będziesz robił zaawansowane strony biznesowe, czy zwykłe wizytówki z jednym formularzem w php i jQuery. Mając minimalne doświadczenie masz przewagę nad 500 innymi kandydatami bez doświadczenia. No popatrzmy - pierwsze lepsze ogłoszenie. - Junior Frontend Developer - Colours Factory Sp z.o.o Dołącz do nas jeśli: - chętnie się uczysz, - znasz koncepcję programowania obiektowego oraz podstawy Html, Css i Javascript, - zwinne metodyki tworzenia oprogramowania nie są Ci obce. - Dodatkowym atutem będzie znajomość python i php. To są te chore wymagania??? Kolejna pierwsza z brzegu oferta - Junior Front-End Developer e-point SA WYMAGANIA znajomość HTML, CSS, JavaScript znajomość jednego systemów grid CSS: Bootstrap, Materialize, Foundation, PrimeNG wiedza dotycząca RWD umiejętność obsługi edytora graficznego: Photoshop, GIMP umiejętność odwzorowania projektu graficznego w kodzie otwartość na proponowanie nowych rozwiązań i dzielenie się wiedzą z zespołem Trzecia z brzegu oferta - Praktykant JavaScript - Samsung - Znajomość JavaScript, HTML5, CSS3 - Znajomość algorytmów i struktur danych - Znajomość języka angielskiego umożliwiająca pracę z dokumentacją techniczną - Umiejętność pracy w zespole i bardzo dobra komunikatywność - Kreatywność, umiejętność analitycznego myślenia Nie wymagają ani jednego! frameworka na juniora. Nic mnie tak nie denerwuje, jak ferment ludzi, którzy nie pracują w IT, a mają na jej temat najwięcej do powiedzenia! Nie jestem seniorem, jestem midem od niedawna to po pierwsze. Po drugie mam rozeznanie w branży i też przechodziłem przez proces rekrutacji i podałem ci setki powodów, w których nie masz racji. Wypowiadasz się na temat branży na który nie masz pojęcia, chociaż kilka osób w tym wątku ci już mówiło, że wygadujesz bzdury. CV wyrzucamy jeżeli kandydat nie potrafi ogarniać takich podstaw jak poprawa literówek czy odpowiednie formatowanie i justowanie w Excelu. Jeżeli ktoś robi syf w jednym pliku CV, które ma być jego wizytówką, to istnieje duże prawdopodobieństwo, że kod również będzie pisał na odpierdol. Zresztą mamy do wyboru 499 kandydatów, więc 1 kandydat nie robi nam różnicy. Ludzi po przerastają proste zadania i nawet nie próbują. Nikt za nimi nie będzie płakał. Jeszcze raz ci powtarzam, jeżeli chodzi o juniorów mamy kilka (nie kilkaset miejsc) przewidzianych co roku. To nie nasza wina, że przychodzi kilkaset CV na 1 miejsce. Wybieramy najlepszych z najlepszych, bo możemy sobie na to pozwolić. Rynek pracodawcy. Żeby dostać pracę za 3000 trzeba się dużo postarać, widziałem nawet deklarację ludzi, którzy z desperacji są gotowi pracować Nie, bo w każdej branży jest to samo. IT to nie jest praca na kasie, żeby kogoś w 2 dni nauczyć podstaw. Junior na wstępie musi coś wnieść do firmy. To nie jest tak, że stanowisko juniora polega na wyszkoleniu pracownika. Junior ma od początku pracować, a nie wszystkiego się uczyć, dlatego jego wiedza nie może być niska. Jeżeli ktoś nie ma umiejętności to powinien zacząć od odbycia praktyk studenckich lub stażu. Wpisz sobie również w google akadamia akamai. Są organizowane szkolenia dla ludzi chcących wbić do branży. Dopiero z takim doświadczeniem można iść na juniora. Gdyby dało się nauczyć wszystkiego pracownika w 2 dni to nikt nie wymagałby dużo od pracownika. Ale co nam po juniorze, który nic nie umie? Nad takim juniorem ciągle musiałby ktoś czuwać i byłby on tylko dużym obciążeniem w zespole. Rozumiem, że ty zatrudniałbyś na mechanika osoby, które nie odróżniają klucza 12 od 20, ale w IT tak nie jest. Z zerową wiedza nic w projekcie nie zrobisz, dlatego na staż czy juniora masz takie wymagania, żebyś był w stanie ogarnąć o co chodzi w projekcie. Równie dobrze firmy mogłby wymagać od juniora znajomości samego HTML ale co taki junior zrobi? Zanim się czegoś nauczy minie 2 lata i jeszcze trzeba będzie mu płacić 4000 na rękę. Możesz się uczyć 100 lat, ważne jest to co umiesz i ile masz doświadczenia komercyjnego. Mozna też się uczyć tego co nie trzeba. Jak będziemy rekrutować osobę co robi bardziej zaawansowane rzeczy i świeżaka to weźmiemy tego co robi zaawansowane rzeczy, sorry. Oczywiście, cały świat winny tylko nie ty. Nie masz pojęcia o branży IT, ale masz do powiedzenia najwięcej, od wszystkich wiesz lepiej, wiesz co powinien senior, a co powinien junior. Tylko że większość osób w tym wątku ma inne podejście od twojego i pracuje, a Ty dużo gadasz, nie słuchasz innych i płaczesz, że nikt nie chce cię zatrudnić. Tak więc zastanów się czy nie warto zastanowić się nad swoimi poglądami i tkwić bez pracy czy przyjąć garść porad od osób doświadczonych, które mają pojęcie o branży bo w niej pracują i wziąć się do roboty. No i po raz kolejny nie wiesz o czym piszesz, ale wiesz lepiej. W tej branży nawet od juniora się wiele wymaga, ale nie wymaga się więcej od juniora niż od mida. Nie możesz tego stwierdzić, bo ... nigdy nie byłeś ani juniorem ani midem. Ale oczywiście wiesz lepiej po raz kolejny od ludzi, którzy w tej branży siedzą od lat Po drugie - nie ma czegoś takiego, że porobisz trochę i bez wysiłku zarobisz 3000. Oj nie nie, nawet na te 3000 musisz trochę pozapierdalać. Takie jest życie i realia branży, no ale jeżeli nie chcesz przyjąć tego do świadomości to twój wybór. Nawet jeżeli chcesz zarabiać 2000 miesięcznie to nie oznacza, że dostaniesz to za darmo. Ta branża polega na tym, że trzeba się ciągle uczyć nawet jak dostaniesz pracę to nauka się nie kończy. Nawet jeżeli nie chcesz zarabiać 10.000 to nie oznaczy, że nie musisz się uczyć. Tak wygląda ta branża, no ale jeżeli wiesz lepiej pomimo tego, że nie pracowałeś to ok, nie będę się wtrącał. Na resztę pytań nie chce mi się odpowiadać, ale widzę, że ludzie narzekający na branże mają jeden wspólny problem. Po pierwsze - słuchają ludzi siejących ferment - wiele jest takich osób na wykopie czy 4 programmers, co nigdy nawet nie pracowały w branży, ale do powiedzenia mają najwięcej. Często ludzie z branży wyciągają pomocną dłoń, ale trolle i tak ich przekrzykują, że pierdolą bzdury i branża upadła. Branża się trzyma dobrze i zarobki z roku na rok rosną, liczba wiadomości od rekruterów z propozycją zmiany pracy również mocno utrzymuje mnie w tym przekonaniu. Jeżeli chodzi o ludzi to ciągle brakuje wiele osób, ale specjalistów z komercyjnym doświadczeniem (najlepiej 3+). W każdej firmie, w której pracowałem był ten sam problem. Jeżeli chodzi o juniorów to również są często zatrudniani, tylko ludziom się wydaje,że tych miejsc pracy nie ma. Problem z juniorami jest taki, że 1 miejsce przypada po 300-500 osób - liczba kandydatów jest zbyt duża w stosunku do miejsc pracy, dlatego wydaje się, że tej pracy nie ma i nikt juniorów nie chce. Ale jeżeli ktoś naprawdę ogarnia to bez problemu znajdzie pracę. Dlaczego? Bo na te 300 czy 500 kandydatów 99% osób nie ogarnia podstaw. Wymagania na juniora nie są duże, ale tez nie są na tyle małe, by przebranżowić się w kilka miesięcy. Mając do wyboru kilkaset kandydatów logiczne jest, że wybiera się 1 najlepszego, a pozostałych olewa. No i też nic dziwnego, że jeżeli firma wymaga znajomości technologii A, B, C i mile widziana jest znajomość technologii D, E, F to największe szanse ma kandydat, który zna A, B, C, D, E, F i jeszcze dodatkowo G oraz H. Kandydat, który zna tylko A, B, C ma mniejsze szanse - to jest chyba logiczne. Na tym polega rekrutacja, żeby wyłowić najlepszego, a obecnie prawie każdy chce zostać programistą - jest nadmiar kandydatów więc nie dziwcie się, że jest ciężko. Ktoś, kto interesował się tym od małego ma spore szanse. Ktoś, kto zainteresował się tematem bo usłyszał w mediach, że programista zarabia 15.000 ma średnie szanse.
  4. Muszę się odnieść do tematu, bo z mojej perspektywy jest to totalny stek bzdur. Będę odnosił się do wybranych fragmentów tekstu. Z jednej strony prawda, z drugiej strony totalna bzdura. Mam niewiele lat doświadczenia komercyjnego i średnio dostaje 3 wiadomości tygodniowo od rekruterek na linkedinie. Mamy olbrzymie możliwości w firmie, klienci z zagranicy chcą nam dawać kolejne projekty i co? Brakuje nam rąk do pracy. Dosłownie, w branży IT w Polsce brakuje ludzi, głównie programistów. Od zawsze tak było. Ale kogo dokładnie brakuje? Samodzielnych, ogarniętych ludzi z doświadczeniem minimum 1 rokiem doświadczenia komercyjnego w realnych projektach. Tak było od zawsze - nigdy branża nie potrzebowała juniorów do przyuczenia. To jest zwykła propaganda uczelni i szkół programowania. Ludzie próbujących szczęścia w IT (pierwszej pracy) od zawsze było dużo, tylko kiedyś temat IT nie był medialny i modny, pchali się głównie ludzie, którzy się tym pasjonują i kodują kilka lat. Obecnie pchają się głównie osoby, które uczą się od niedawna bo usłyszeli w radiu, że programista zarabia 15.000 miesięcznie. A co robiłeś poza studiami? Klepałeś własne projekty? Działałeś w kole naukowym? Uczyłeś się regularnie, samodzielnie po godzinach? Wyrabiałeś sobie kontakty? Brałeś udział w projektach open-source, hakatonach, konferencjach? Z tego co piszesz to wynika, że popełniłeś olbrzymi błąd - bo zainteresowałeś się samymi studiami i suchą teorią, a nie to co studia naprawdę studia oferują! Przede wszystkim studia to nie zawodówka. Żadna polska uczelnia nie nauczy cię programowania, bo zadaniem studiów jest poszerzanie horyzontów. Najlepsi koderzy jakich znałem zaliczali wszystko na 3.0 i szli na studia dla papierka i wyrobienia kontaktów, bo programowania uczyli się samodzielnie z internetu metodą prób i błędów. W tej branży każda normalna firma ma gdzieś dyplom. Dostajesz na start zadanie do rozwiązania do domu albo w firmie na rozmowie, odbywasz szczegółową rozmowę techniczną po angielsku i na podstawie tego zostajesz zatrudniony albo nie. Weź pod uwagę, że 70% ludzi pracujących w IT nie ma wykształcenia kierunkowego w tym kierunku! Nauczyli się samodzielne lub są po bootcampie. Ale to jest tylko i wyłącznie twoja wina! Dlatego, że nie rozwijałeś się samodzielnie, tylko uczyłeś się na uczelni tego, czego wymagały leśne dziadki nieznające w ogóle rynku programowania. Większość moich znajomych zaczęła pracować już na 2/3 roku studiów i to nie było tak dawno. Jak to zrobili? Po 1 i najważniejsze - znajomości. W branży wiele firm ma rekrutację zamkniętą na zewnątrz dla praktykantów i ludzi bez doświadczenia. Wiele rekrutacji odbywa się wewnętrznie (np awans z testera lub helpdesku na programistę). Większość ludzi dostaje pierwszą pracę po znajomości. Ktoś kogoś poleci, szepnie dobre słówko i zostajesz zatrudniony (oczywiście trzeba coś umieć, a żeby coś umieć trzeba się rozwijać regularnie, samodzielnie, codziennie - przez kilka lat albo kilka intensywnych miesięcy). Po drugie - trzeba mieć ciekawe CV i często wystarczy wykazać się pasją i aktywnością w branży by zostać zatrudnionym. Co z tego, że przychodzi 500 CV na 1 miejsce, skoro 99% osób przerobiła tylko jakieś tutoriale i na tej podstawie zbudowało kilka aplikacji (często fatalnie napisanych bez wzorców, bez czystego kody, słabe użycie gita. Albo jakaś kalka projektów z bootcampu). To za mało, żeby dostać pracę! Wystarczy się jakoś pokazać, pochodzić na konferencję. Wyrobić sobie jakiś poważany w branży certyfikat. (Np od ORACLE lub CISCO). Nieraz wystarczy podziałać w grupie open-source albo jako freelancer. Działalność w kole informatycznym też dużo daje. Jeżeli tylko uczyłeś się na studia mało praktycznych rzeczy - jesteś sam sobie winny. No sorry, ale to po raz kolejny tylko i wyłącznie twoja wina. Materiałów w internecie za darmo do nauki są tysiące. Możliwości rozwoju są nieograniczone. Ogarnięcie frameworka to kwestia praktyki i kilku miesięcy nauki by ogarnąć totalne podstawy i żadna normalna firma nie wymaga znajomości frameworka od stażysty/juniora! Nie wiem skąd takie bzdurne informacje masz, ale OK. Od juniora przede wszystkim wymaga się: - biegłej znajomości języka angielskiego (co najmniej B2, a większości firm C1) - dobrej znajomości algorytmiki (w wieku firmach dostajesz do napisania prosty algorytm na kartce) - dobrej znajomości podstaw czystego języka oraz OOP - podstaw baz danych, sieci komputerowych, Gita - wysokich umiejętności miękkich I tyle! Wyobraź sobie, że na 300 CV jakieś 290 osób nie spełnia tych prostych wymagań! W naszej firmie w tym roku na staż było do rozwiązania proste zadanie. Na jakieś 300 kandydatów połowę CV wyrzucono do kosza z automatu - nie mieli nic ciekawego w CV albo fatalnie sporządzone, z literówkami itd. Niecałe 100 osób podjęło się w ogóle spróbowania!. Tylko połowa odesłała rozwiązane zadanie, a poprawie i optymalnie rozwiało tylko niecałe 20. Z pośród niecałych 20 osób zatrudniono 3 rokujące osoby. Liczba CV nic nie znaczy, bo większość nic nie umie, bo uczy się od kilku miesięcy. Programowanie to kwestia lat praktyki i czytania literatury technicznej, ewentualnie kilka miesięcy (raczej 8-10 miesięcy niż 3-4) naprawdę intensywnej nauki. Wiele firm inwestuje w juniorów, jeżeli ci juniorzy dają im powód do zainwestowania w nich. Wiesz czym się różni obecny junior od mida/regulara? Tytułem i wypłatą. Obaj muszą mieć wiedzę na podobnym poziomie i zawsze tak było. Nigdy nie brano do branży IT totalnych borowików bez pojęcia, tylko po prostu kiedyś tą branżą interesowała się garstka osób, która działała przez kilka lat (najczęściej programowali od dzieciństwa). Teraz startuje po 300 osób, ale znaczna większość nie uczyła się więcej niż 6 miesięcy, nie ma kompetencji i już wysyła CV. W Internecie stek bzdur o łatwej i wygodnej pracy w IT albo o tym, że junior idzie do pracy się uczyć!. To totalna bzdura!. Junior, który idzie do pracy ma już dużo umieć, być w stanie pracować od początku robiąc rzeczy o banalnym poziomie trudności i być douczany (nie nauczani od 0 i prowadzeni za rączkę) przez ludzi z dużym doświadczeniem. Wystarczyło poczytać w internecie co zrobić by dostać się na praktyki. Nie wystarczy być studentem, trzeba umieć konkretne rzeczy! Studia w tym kraju spełniają swoją robotę. Studia to nie zawodówka! Studia nie przygotowują nie mając cię w żaden sposób do zawodu tylko pokazać podstawy całej dziedziny informatyki (informatyka to nie tylko programowania, programowanie to wąski wycinek informatyki). Nikogo nie obchodzą projekty studenckie. One nie świadczą o umiejętnościach bo każdy musi je robić by zaliczyć studia. Zawsze możesz dać koledze do zrobienia projekt. Co ma znaczenie przy szukaniu pracy?: - znajomości! - aktywność w branży - działanie w projektach open source - działalność free-lancerska - działalność w kołach naukowym - branie udziału w różnych eventach np: hackatonach Bzdura, zanim te zmiany dotkną Polskę minie co najmniej 30-50 lat. Obecny poziom zaawansowania sztucznej inteligencji nie jest znaczący i zagrażający aby ktokolwiek póki co miał stracić pracę. Wykazujesz się arogancją, a nawet nie znasz tej branży. Może zacznij wypowiadać się na temat tego, o czym masz pojęcie, bo o IT pojęcie masz zerowe i tylko siejesz ferment. Ta branża nie jest dla laików, którzy chcą trochę się pouczyć i dużo zarabiać! W tej branży żeby powiedzieć, że jest się naprawdę dobrym programistą trzeba się uczyć co najmniej z 10 lat. Trzeba się uczyć na bieżąco. Technologie szczególnie na froncie zmieniają się dynamicznie. Twój ulubiony framework w którym teraz piszesz za 5 lat wyjdzie z użycia i wejdzie nowe, modniejsze rozwiązanie. Nawet na juniora trzeba sporo umieć, jeżeli wierzysz, że w ciągu 6 miesięcy na kursie nauczysz się podstaw to się grubo mylisz. Tak samo 5 lat na studiach informatycznych ucząc się mało praktycznych bzdur również nie uczyni cię programistą. Większość ludzi których znam by zostać juniorem potrzebowali 2-3 lat regularnej, codziennej nauki po 2-4 godziny dziennie. Niektórzy są tacy kumaci, co zostaną juniorami ucząc się 10 miesięcy po 8 godzin dziennie. Większość ludzi, z którymi pracuję się przebranżowiła. Ludzi z wykształceniem informatycznych w tej branży jest naprawdę mało, bo studia nic nie dają w kontekście pracy programisty - liczy się twoja samodzielna praca. Trzeba było olać studia i zaliczać wszystko jak leci na 3.0 dla papierka, nakupić 5 książek do IT czy kursów online i tworzyć własne programy, uczyć się konkretnie pod oferty pracy, a nie pod studia. Następnie zacząć brać zlecenia jako freelancer w IT (kilka prostych stron wizytówek i masz pół roku komercyjnego w CV - tylko trzeba umieć kombinować!). Jeżeli masz zamiar pisać programy, by budować "portfolio" to nie rób tego! Nikt nie patrzy na takie portfolio, jeżeli tych projektów nie sprzedaż. Musisz mieć coś w CV czym się wyróżnisz i pokażesz, że coś umiesz. Naucz się podstaw i dołącz do jakiegoś projektu open source np w Polsce działa grupa ElenX, dzięki której kilku moich kumpli dostało pracę. I tu jest sedno problemu. Żeby utrzymać się w tej branży trzeba nieraz pracować w starym projekcie przez 8 godzin dziennie, a po pracy przeznaczać kolejne 2 godziny, by być na bieżąco z rynkiem, który się dynamicznie zmienia. Programiści leniwi, którzy nic nie robią i się nie rozwijają - stoją w miejscu i po kilku latach braku rozwoju - stają się bezwartościowi na rynku pracy. Mnóstwo ludzi pracuje dla kasy, ale musisz być mega zmotywowany. Przez pierwszy rok - dasz radę, przez 2 i 3 raczej też. Ale czy dasz radę całe życie się zmuszać do ciągłej nauki? Aby być na bieżąco z rynkiem? W tej branży zarabia się kupę kasy nie bez powodu. Ludzie zarabiający powyżej 10.000 miesięcznie to często nerdy bez życia. Trzeba po prostu to lubić i być nastawionym na ciągłą naukę. Chwila odpoczynku i możesz stać się bezwartościowym programistą na rynku pracy.
  5. No i elegancko. Zęby to bardzo ważna część naszego ciała, masowo zaniedbywana przez polaków. Zęby mogą mieć wpływ na cały organizm, nie warto na nich oszczędzać.
  6. zaraz kilku specjalistów Cię tutaj wypunktuje, że to wszystko wina twojego charakteru bo liczy się gadane, a nie wygląd czy rasa. A tak na poważnie - nie ma w tym nic dziwnego, ale czy zastanawiałeś się, dlaczego tak jest? To nie jest wina kobiet, ona ma tak zapisane w genach. Nie możesz zmusić kobiety, żebyś jej się spodobał. Na to czy jej się podobasz czy nie - nie masz żadnego wpływu. Ba, nawet ona nie ma na to wpływu, bo to wszystko dzieje się na podświadomym poziomie. Chyba, że chodzi o materialistkę, to wtedy musisz mieć kasę. Na to, jaki facet spodoba się kobiecie mają wpływ: miliony lat ewolucji oraz reklamy i koleżanki - to pierwsze jest tak silne, że o ja pier... - No nie zmienisz tego. Drugie to takie gadanie od kilku lat przez kobiety w stylu: zasługujesz na lepszego, lepszy = zagraniczny itd. W tym przypadku to sory, ale nie znajduję winy kobiet. Działają zgodnie z ich oprogramowaniem. To już większa wina jest twórców reklam, gdzie coraz częściej widać na nich rodzinkę w stylu biała kobieta - czarnoskóry facet. Myślicie, że takie coś odbija się bez konsekwencji? Że ktoś wywala setki miliony dollarów czy euro na reklamy bo mu się nudzi? Nie, to wszystko się w nam zapisuje i kumuluje przez lata i tak jesteśmy sterowani przez korporacje. Kobieta nie może sobie wybrać, żeby np: spodobał jej się ten niski i łysy facet z krzywymi zębami. Tak samo jak facet nie może się zmusić, aby spodobała mu się niezadbana kobieta 150kg. Potraficie tak na zawołanie sprawić, aby jakaś mega zaniedbana kobieta ze sporą nadwagą wam się spodobał na zawsze? (Alkohol się nie liczy) No własnie, u kobiet działa to podobnie. Tak więc wiele kobietom można zarzucić, ale w tym przypadku wygrywa biologia, miliony lat ewolucji i bombardowanie nas tysiącami reklam dziennie z podprogowym przekazem. Nie ma się co złościć na kobiety, że mózg nakazuje jej wybrać zagranicznego faceta zamiast rodaka, bo to ma taki sens, jak gdyby kobiety złościły się na facetów, że ten woli szczupłą, wysportowaną kobietę o ponętnej sylwetce zamiast niezadbanej, 150kg kobiety.
  7. Jedno nie istnieje bez drugiego. Można mieć najlepsze auto,ale na słabej jakościowo benzynie lub bez niej daleko się nic nie zajedzie. Z kolei mając litry najlepszej jakościowo benzyny bez pojazdu jest ona bezużyteczna. Tak więc lepiej mieć średni charakter oraz wygląd, niż jedno zajebiste, a drugie beznadziejne
  8. Dokładnie, zgadzam się. Chciałem tylko zwrócić uwagę na to, co tak naprawdę znaczy zwrot ciekawy styl życia. Bo dla jednej osoby dana osoba może być totalnym nudziarzem, pomimo iż interesuję się wieloma różnymi rzeczami, które po prostu nie są modne i nie można się nimi pochwalić na instagramie. A dla drugiej osoby może być mega ciekawą osobą własnie przez swoje nietypowe zainteresowania i posiadaną wiedzę w danej dziedzinie.
  9. Pełna zgoda i trafna uwaga. Tylko, że to jest nawet naukowo potwierdzone. Kobiety z reguły nie potrafią być samotne(zdarzają się też przeciwieństwa, ale raczej wśród korpo karierowiczek - singielki po 30 z armią kotów). Załóżmy, że pewna pani ma do wyboru 100 adoratorów. Jeżeli np z tej setki 5 adoratorów jej się spodoba, to zacznie spotykać się z każdym z tej piątki i czekać, aż pojawi się chemia w relacji z którymś adoratorem. Jeżeli kobieta jest bardziej pragmatyczna to porówna sobie jeszcze wygląd, zarobki, status i wybierze po prostu najbardziej korzystną opcję - bez czekania na chemie wybierze tego, który najwięcej oferuje. Może się też zdarzyć tak, że żaden wśród tej 100 jej się nie spodoba. Wtedy będzie trzymać ich kilka lat we friendzone, a potem znowu wybierze najlepszego z tej setki kierując się emocjami i pragmatyzmem. Dużo jest przecież takich historii, gdzie facet lata od kilku lat za pewną kobietą. Ona notorycznie go odrzuca i rozgląda się za "lepszymi", a facet co jakiś czas się wycofuje i znowu atakuje. W końcu po paru latach kobieta przestraszona samotnością wiążę się z tym latającym gościem, bo nie pojawił się ideał na horyzoncie. Ona w głębi nieszczęśliwa, bo liczyła na lepszego ale opowiada, że w końcu przyjaźń magicznie przerodziła się w miłość. On myśli, że miłość jest odwzajemniona i czuje jak młody bóg, bo po kilku lat odrzuceń w końcu są razem. Nie można też zapominać, że kobiety w młodym wieku są z facetami głównie przez chemię. Dlatego często związki trwają 2-3 lata. Potem chemia mija i kobieta dalej jest z przywiązania, bo facet stawia, zaprasza, a jakby była samotna to nie mogłaby korzystać. Ale jednocześnie zachowuje się jak małpa, bo jak na horyzoncie trafi się inny facet, który wywoła chemię to ona bez wahania zostawi obecnego partnera i zmieni na "lepszy" model. A może to zrobić bez obaw dopóki jest młoda ima największą broń - czyli wygląd. Im jest bardziej starsza, tym rzadziej będzie ryzykować zmianę modelu, bo może skończyć samotnie(a to jest przegrana dla kobiety). Ale zacznie sobie pozwalać na skoki w bok i jazdę na dwa fronty. Tak więc głównie rozchodzi się o to, że w początkowej fazie dzięki odpowiedniemu wyglądowi można wywołać tą chemię u (młodej) kobiety, która pozwoli ją u siebie utrzymać 2-3 lata. I wcale nie trzeba do tego mieć SMV 10/10 jak kolega wyżej zauważył, czasami wystarczy po prostu spodobać się kobiecie, bo to ona wybiera. A można się spodobać mając nawet SMV 5 ,6, 7 bo każda inaczej ocenia (i tak może być, że np facetowi wydaje się, że ma SMV 5/10, dla 99 kobiet ma SMV w przedziale 3-4/10, a dla jednej na 100 ma SMV 6-7/10 w jej oczach i jej się spodoba). Tylko problem zaczyna się po tych 2-3 latach jak chemia mija, kobieta zaczyna widzieć wszystkie wady u faceta i jego SMV spada z tych 6/7 do niższego poziomu. Jest nawet powiedzenie, że łatwiej odbić zajętą dziewczynę niż zdobyć singielkę - dlatego, że by zdobyć zajętą wystarczy być "trochę lepszym" od jej obecnego partnera. A i jeszcze jedna rzecz - ten cały mityczny ciekawy styl życia - to bardzo subiektywne określenie. Nie wiem w jakim kontekście to powiedziałeś i co dokładnie przez to rozumiesz, ale w środowisku PUA ciekawy styl życia oznaczał tak naprawdę ciekawy styl życia dla kobiet - czyli bycie sportowcem(piłkarzem, siatkarzem), chodzenie na siłownie, sztuki walki, podróże i egzotyczne, chodzenie po klubach i imprezowanie, drogie pasje, którymi można się pochwalić na instagramie typu nurkowanie lub wspinaczka na wysokie szczyty. Dla przykładu - ja osobiście byłem wielokrotnie nazywany nudziarzem bez pasji, chociaż prowadziłem ciekawy styl życia dla samego siebie. To znaczy nie miałem tych modnych pasji typu podróże, siłownia itd. tylko interesowałem i dalej interesuję się informatyką, wytwarzaniem oprogramowania, układami programowalnymi i elektroniką. No i teraz pytanie - dla mnie mój styl życia był ciekawy, bo robiłem coś, co mnie interesuje i przy tym się rozwijałem. Dla otoczenia i kobiet byłem nudziarzem. Mam również znajomego, którego pasją są koleje. Koleś ma bzika na punkcie wszystkiego, co jest związane z pociągami. Ma galerię tysiąca zdjęć różnych pociągów, w domu posklejane jakieś modele maszyn parowych. Nie powiedziałbym o nim, że prowadzi nudny styl życia, bo koleś potrafi 24/7 nawijać o pociągach i gadać jakieś ciekawostki, historyjki z tym związane. No ale jak myślicie, czy dla otoczenia, kobiet jest ciekawą osobą i prowadzi ciekawy styl życia? Nie, również jest nazywany nudziarzem, bo nie imprezuje, nie chodzi do klubów, a jak podróżuje, to zwiedza stacje i muzea kolejowe i robi zdjęcia zabytkowym pociągom.
  10. Kolego drogi - napisałeś nie bezpośrednio: Co oznaczają te słowa? Z logicznego punktu widzenia jest to alternatywa. [Praca nad sobą] lub [narzekanie na kobiety]. Do tych słów się odniosłem. Dlaczego praca nad sobą jest w tym zdaniu powiązana z kobietami? Otóż ja z mojego punktu widzenia widzę tutaj: [pracę nad sobą dla kobiet] lub [narzekanie na kobiety]. Jeżeli miałeś coś innego na myśli to się popraw. Tak więc uważam, że to co proponujesz w rzeczywistości przyniesie odwrotny skutek do zamierzanego. Rozumiem, że twoje intencje były dobre i twoim zamiarem było w jakiś sposób zmotywowanie braci do działania lub podzielenie się swoim światopoglądem. Odniosłem się więc do tego, że z mojego punktu widzenia jest to szkodliwe dla facetów. Dlaczego? Po pierwsze - narzucasz facetom, że to w nas jest wina. Że to wina braku "mitycznych umiejętności prodrywu", które w rzeczywistości ... nie istnieją. Dorośli ludzie na swój sposób przerobią tą informację, ale co z młodymi osobami? Co sobie pomyśli młody chłopak? Będzie myślał, że to w nim jest problem. Że powinien być taki i taki, bo inaczej kobiety go niezaakceptują. Że powinien grać w ich grę czyli rozwijać zainteresowania pod kobiety, wybierać zawód pod kobiety, robić wszystko, aby zdobyć uznanie kobiet. To prosta droga do kompleksów!!! Twoje słowa: Co sobie pomyśli młody chłopak po tych słowach? "To moja wina, nie potrafię podrywać, muszę nauczyć się podrywu ... ". A teraz zastanówmy się wspólnie. Czy jakakolwiek kobieta musiała się uczyć podrywu? Czy musiała ćwiczyć rozmowę, uśmiech, spojrzenie, gesty? No nie. Ale twierdzisz już, że faceci powinni nauczyć się podrywać panny? Nie uważasz, że to niesprawiedliwe? Że w pewien sposób uznajesz wyższość kobiet? "One może se być jaka jest, nie musi się uczyć podrywu, a wy bracia samcy, musicie nauczyć się podrywać, to wasza wina, przestańcie narzekać i weźcie się do roboty". Z tych prostych słów można wywnioskować, że kobiety to lepszy gatunek, bo to faceci muszą się ich uczyć, starać dla nich, ogarniać podrywy bla bla bla. Otóż właśnie podstawową pułapką PUA było wmówienie facetom, że o kobiety nie wolno się starać w sposób białorycerski tzn kupować kwiaty, prezenty, mówić miłe słówka. Ideologią PUA było wmówienie facetom, że zamiast podrywać kobiety w białorycerski sposób można by nauczyć się paru tricków, mówienia historyjek, rzucania sześcianów, olewania kobiet w określony sposób, aby je sobą zainteresować. W podejściu PUA lepsze od białorycerskiego podejścia było to, że dawało jakieś tam efekty. Ale to dalej była gra w grę kobiet - tylko trochę bardziej sprytniejsza i dająca realne korzyści. Bo faceci również wychodzili z założenia, że muszą poznać odpowiednie tricki, gry słowne, kotwice, sześciany i inne, aby wyrywać kobiety. Tylko znowu - jaki tutaj mamy balans sił? Kobieta po prostu jest, nie musi nic robić. Facet musi poświęcić kilka miesięcy/lat na naukę podrywu, aby zaczął odnosić efekty. Tylko z racji tego, że jest facetem. Na czym więc polega ta gra kobiet czy rozwój pod kobiety o którym mówię? Jest to sytuacja, w której facet musi "trenować", inwestować swój czas, pieniądze w to, aby zdobyć kobietę. Jednocześnie kobieta nie robi w tym czasie nic. Istnieje jeszcze jedno podejście, które właśnie ja chciałem wam zaprezentować: Podejście to głosi, żeby olać grę kobiet i grać w grę na własnych zasadach. Na czym ono polega? Na zaakceptowaniu siebie takim, jakim jesteśmy i podrywaniu kobiet, którym się w jakiś sposób podobamy. W tym podejściu nie musimy się skupiać na tym, żeby szukać jakichś sposób, ćwiczeń, uczyć się "podrywu", aby zadowolić kobietę. Grając w grę kobiety zawsze uznajemy jej wyższość, bo to my inwestujemy czas w rozwój pod kobiety, a one w tym czasie oglądają serialę, chodzą po klubach czy malują paznokcie. Gra na własnych zasadach polega na tym, że olewamy to co kobiety chcą, olewamy model faceta, którego kobiety pragną. Nie staramy się być tym mitycznym chadem czy kimś tam, ani uczyć zasad podrywu, bo to nie są nasze zasady. I co najlepsze - ten sposób naprawdę działa, tylko trzeba mieć zbudowane poczucie własnej wartości, pewność siebie i po prostu uwierzyć w to, że skoro jesteś facetem, to z biologicznego punktu widzenia kobieta ci się należy tak samo, jak ty kobiecie. Opiera się ono na silnym poczuciu własnej wartości i przekonaniu, że nie ważne jakim człowiekiem w tym momencie jesteś, nie musisz być nikim ponad to, aby mieć kobietę. Bo tak zostaliśmy stworzeni - na początku nie było nic - ziemia była surowa, nie bylo narzędzi, mieszkań a ludzie się rozmnażali. Kobiety wiązały się z facetami. Wtedy zapewne już pojawiły się pierwsze głosy, że facet powinien mieć własnego konia i dużą jaskinie z wodospadem, conajmniej 150m2 w centrum dżungli. Wracając do tematu. Nie ważne czy jesteś bezrobotny i mieszkasz pod mostem czy siedzisz w nowiutkim ferrari i zasuwasz w korpo. Jeżeli uważasz, że musisz się uczyć czegoś tam lub zrobić cokolwiek więcej niż kobieta, żeby ją zdobyć, z racji tego, że urodziłeś się facetem to już przegrałeś i grasz w grę kobiet. Zamiast wmawiać sobie, że czegoś nam brakuje, uczyć się mitycznego podrywu, można po prostu zaakceptować się takim jakim się jest i że jest się wystarczającym facetem, aby zadowolić kobietę - bo taka jest prawda. Zostaliśmy stworzeni na równi z kobietą i nie uważam, że faceci powinni inwestować ponad to. I nie trzeba wcale się rozwijać - facet równie dobrze może siedzieć całymi dniami i grać w gry i tak samo należy mu się kobieta, która cały dzień przykładowo ogląda seriale i nic nie robi, jest leniwa. I według ciebie ten facet powinien uczyć się podrywu, zmieniać siebie aby zdobyć taką niewiastę? Widocznie mamy odmienne zdanie na ten temat. Cytując klasyka: nie uważam, aby polskim facetom brakowało luzu. Po prostu zostało nam narzucone to, że musimy się starać ponadprogramowo, aby zdobyć kobietę. A większość osób bez zastanowienia w to uwierzyła i przyjęła te wszystkie kompleksy bycia "niewystarczającym" do siebie. Tutaj przesadziłeś. Uważasz, że jeżeli ktoś nie rozwija się pod kobiety jest pizdą? Bardzo ostre słowa. Niektórzy wolą grać w gre na własnych zasadach, a nie dostosowywać się do gry kobiet i społeczeństwa. Zresztą na tym polega idea tego forum - aby uświadamiać ludziom, że nie trzeba iść wytycznymi społeczeństwa to znaczy ślub przed 30, 3 dzieci i kredyt na 30 lat lub uczyć się podrywu jako PuAs i latać po klubach. To wszystko są schematy trzymające nas w ryzach, ale od jednostki zależy co zrobi ze swoim życiem. Ja osobiście nie uważam, że muszę robić cokolwiek ponad to, aby zainteresować sobą kobietę. Uważam, że jako facet jestem tak samo zasługuję na kobietę, jak ona na mnie. Więc jeżeli jakaś kobieta powie mi, że jej się nie podobam to nie będę starał się jej imponować tylko wezmę nogi za pas i poszukam innej. Najlepsi podrywacze nigdy nie uczyli się podrywać kobiet, nie czytali książek na ich temat, nie uczyli się konwersacji, nie pajacowali dla kobiet i nie grali w ich gry. Najlepsi podrywacze po prostu podchodzili z nastawieniem, że kobiety im się po prostu należą i muszą zaakceptować ich takimi, jakim są. I wtedy ten luz, "umiejętności" się uaktywniły - bo każdy facet posiada instynkt zdobywcy, który jest blokowany przez ... kompleksy i brak własnej wartości, poczucia bycia niewystarczającym. Nie trzeba się niczego uczyć, wystarczy wyzbyć się kompleksów i nagle w magiczny sposób umie się podrywać, bo mamy to zapisane w genach. I co dziwniejsze, dziwnym trafem pewna osoba nagrała ostatnio filmik z podobnymi przemyśleniami do moich, polecam każdemu obejrzeć:
  11. Nie zgadzam się w zupełności z treścią posta. Z góry zakładasz, że podryw to jest coś, czego trzeba się uczyć i kształcić. Z treści posta można wywnioskować, że powinniśmy pracować nad sobą, żeby spełniać wymagania kobiet. Przecież te założenia same w sobie są chore. Większość facetów ma problemy z kobietami właśnie przez takie myślenie: - nie umiem wystarczają podrywać - nie spełniam jej wymagań - muszę bardziej się starać - to ona jest lepsza, ja muszę się dopasować Dlatego uważam, że tworząc takie teksty sam wpędzasz facetów w kompleksy. Narzucasz innym użytkownikom forum, że to im czegoś brakuje, że nie umieją wystarczająco podrywać, że nie są "wystarczająco" męscy. To droga do kompleksów i zostania facetem, który wiecznie będzie się rozwijał "pod" kobiety i starał się spełnić wszystkie ich wymagania. Dość. To nie tak powinno być. Po pierwsze dlaczego to faceci mają spełniać nierzadko chore wymagania kobiet? Dlaczego to zawsze faceci mają się dostosować pod kobiety, a nie odwrotnie? W tym jest problem, a nie z brakiem umiejętności podrywu. Problem w tym, że faceci zamiast sami stawiać wymagania kobiecie, zamiast testować je tak jak one nas, wybierać te najbardziej dopasowane - sami często idą na łatwiznę i wolą się dopasować pod ich wymagania i pantoflarzyć. Nie potrafimy uwodzić? Nie ma czegoś takiego jak umiejętności uwodzenia. Umiejętności uwodzenia to jest nic innego, jak granie w gry kobiety. Spełnianie pokolei coraz więcej punktów z jej listy wymagań pod dumnym hasłem "rozwoju". Tylko jaki w tym rozwój, jeżeli robimy coś, co jest sprzeczne z nami? Jeżeli kobiety np: uznają, że nie lubią facetów typu informatyk, który dużo czasu spędza przed komputerem. A informatyka jest moją pasją to w tym przypadku "rozwój" oznacza rzucenie pasji i przykładowo pójście na siłownie zamiast nauki informatyki. Prosta droga do zostania niewolnikiem kobiecych wymagań. Sam nie jestem mega uwodzicielem kobiet, miewam jak każdy lepsze i gorsze dni, ale pewnego razu spotkałem kolesia, który pomimo lekko ponadprzeciętnego wyglądu (6-7/10) wyrywał kobiety jak szalony. Jaki był jego sekret? On nie grał w kobiece gry, w dupie miał wymagania kobiet. Zamiast analizowania tego, co kobiety wymagają, lubią i rozwijania się w tym kierunku, co kobiety lubią u facetów koleś po prostu podchodził z nastawieniem, że ma w "du**e" ich wymagania i bierze to co od nich chce - czyli sex. Koleś nie miał przy tym żadnych super, ciekawych dla kobiet pasji tylko po prostu wychodził z nastawieniem "biorę co chcę", a one ulegały temu podejściu. Kluczem do sukcesu było to, że facet nie stosował żadnych sztuczek, gierek, nie rozwijał się pod kobiety, prowadził zwykłe życie(lubił sobie poimprezować i pograć w gry na komputerze). Podchodził z mocnym nastawianiem i nie grał w kobiety w ich gry wymagań, tylko narzucił im swoją. No i oczywiście wybierał tylko te kobiety, którym w jakimś stopniu się spodobał, a nie startował do wszystkich jak leci jak ostatni desperat próbując szczęścia. Dlatego nie ma co się "uczyć" umiejętności podrywu - trzeba rozwijać się dla siebie i po prostu szukać takich kobiet, którym odpowiadamy. Nie starać się grać w ich gry i spełniać ich wymagania. Każdy facet urodził się z umiejętnościami podrywu, tylko Polacy sami dali sobie wmówić, że są gorsi od innych, bo - za mało zarabiają - gorzej wyglądają - nie spełniają wymagań kobiet - nie "umieją" podrywać Takie myśli na dobrą sprawę tylko pogłębiają sprawę, trzeba nauczyć się doceniać samego siebie - patrzeć na swoje zalety, a nie wady. Jestem święcie przekonany, że 90% użytkownikom tego forum niczego nie brakuje, tylko dali sobie wmówić, że czegoś nie mają lub nie umieją i przez to nie zasługują na kobiety. Błąd myśleniowy - każdy z nas zasługuję na kobiety będąc taką osobą jaką w tym momencie w życiu jest. I nie trzeba się o kobiety specjalnie starać, bo one wcale nie są od nas lepsze - trzeba przestawić się na myślenie, że gdziekolwiek jesteście, kimkolwiek jesteście aktualnie w życiu - jesteście dla kobiet tak samo wystarczający, jak gdybyście teraz mieli 1.000.000 na koncie, willę z basenem, sylwetkę 10/10 i super dynamiczny, ekstrawertyczny charakter CHADA. Ale nie każdej musicie się spodobać. Nie musicie się niczego uczyć aby zdobyć kobiety, nie musicie się o nie specjalnie starać aby zdobyć kobiety. Wyleczmy się raz na zawsze z tych durnych kompleksów bycia niewystarczającym. Przecież to myślenie to głównie wynik reklam w stylu: najnowszy model samochodu + uśmiechnięta modelka oraz konsumpcjonizmu, abyśmy kupowali drogie samochody i brali mieszkania w kredycie, by zaimponować kobietom i stać się "prawdziwym" facetem - niewolnikiem, który weźmie kredyt i da zarobić tym na górze drabiny społecznej.
  12. Jeżeli chodzi o te wszystkie kursy z IT, bootcampy itd. to jeżeli nie są one organizowane przez twórców (np: cert javy od Oracle, CC** od Cisco) są gó*** warte i w 99% przypadków to strata czasu - liźniesz jakieś podstawy, a nikt cię po takim kursie nie zatrudni. Jeżeli chcesz się serio zainteresować tematem mogę polecić ci kilka rzeczy(chociaż jestem programistą więc ciężko mi doradzić sieciowcowi). - Zainstaluj sobie linuxa lub Virtual Boxa i postaw jakiegoś debiana do nauki. Na początek: https://linuxsurvival.com/ - przejdź sobie bandita: https://overthewire.org/wargames/bandit/ - Zamiast Zelenta polecam wprowadzenie http://wazniak.mimuw.edu.pl/index.php?title=Sieci_komputerowe - Następnie zainteresuj się Cisco CCNA oraz CCNP. Kiedyś wystarczyło zrobić sobie kurs CCNA, ale dużo ludzi poszło do IT i certyfikat stacił na wartości, dlatego warto mieć certyfikat CCNA + CCNP albo chociaż poczytać książki na ten temat i porobić sobie jakieś symulacje. Warto też, abyś przede wszystkim miał jakieś podstawy informatyki. Nie ma lepszego kursu od CS50: https://www.edx.org/course/cs50s-introduction-to-computer-science Warto by było, abyś sobie od niego zaczął - kurs ten jest zapewne lepszy niż materiały z 2 pierwszych lat z wszystkich polskich uczelni razem wziętych.
  13. Koszty zadbania o siebie są często wysoko duże. I nie mam tutaj na myśli higieny tylko koszt zakupu odpowiednich, dopasowanych ubrań (jak ktoś jest zbyt niski/wysoki musi latać z ciuchami do krawcowej albo szyć na miarę, żeby dobrze się prezentować). Dobra dieta, ćwiczenia, siłownia kosztuje sporo kasy i czasu, ale prawie każdego na to stać. Problem zaczyna się wtedy, gdy trzeba poprawić stan uzębienia - koszty aparatu stałego to kilka tysięcy złotych + 300 złotych za wizytę co miesiąc. Wstawienie jednego zęba 3000 - 6000 złotych (od 1 do 3 bodajże NFZ refunduje). Koszty wybielania u dentysty(w domu nie warto ryzykować - łatwo uszkodzić całkowicie szkliwo, lub efekty są krótkotrwałe) to również około 1000 za jedną wizytę a trzeba ich odbyć kilka. Jak ktoś ma problemy z twarzą to musi udać się do dermatologa i również wydać sporo kasy. Zadbanie o siebie brzmi prosto gdy się pisze o tym na forum, ale w skrajnych przypadkach to koszta 30.000 - 50.000. Wielu ludzi jest niezadbanych bo ich po prostu na to nie stać ... Co do reszty zgoda - najlepsze co może zrobić facet to egoistyczny rozwój swojej osobowości, pełne skupienie na sobie. I nie mówię tutaj tylko o fizyczności, bo wielu facetów uważa, że wystarczy dobrze się ubrać, porządnie i regularnie myć i zadbać o zdrowie. Ważniejsze są aspekty duchowe i mindset, dbanie o rozwój umysłowy, pokonywanie własnych barier (np realizowanie marzeń i pragnień z pozoru "niemożliwych"). Inwestycja w literaturę zamiast oglądanie głupich filmików na youtube, podróże, rozwój duchowy, odmawianie sobie przyjemności. To wszystko nas buduje, ale warunek jest jeden - musimy to robić tylko i wyłącznie dla SAMYCH SIEBIE. Często w PuA jest promowany wariant pt. zmiana siebie pod kobiety , który polega na tym samym, ale głównym celem jest rozwój siebie w celu zaliczania większej ilości kobiet. Efekty tego mogą być zgubne, bo zmiana w 99% przypadkach będzie powierzchowna i przy pierwszych sukcesach z kobietami wróci stary styl życia, bo po co się dalej starać? Dlatego warto uważać jakie są nasze powody rozwoju - jeżeli robimy coś dla siebie - to jest OK. Zmiana dla/pod innych - zawsze kończy się źle.
  14. Zasadniczo nie istnieje coś takiego jak umiejętności podrywu. Im ktoś jest bogatszy i przystojniejszy tym kobiety pozytywniej reagują. Za każdym razem to facet jest wybierany przez kobietę, "facet-łowca" to mit taki sam jak to, że będąc miłym i szlachetnym zdobędzie się serce kobiety. Jak ktoś wpadnie w oko kobiecie to już praktycznie nic nie musi robić - kobieta sama "pociągnie" temat
  15. No ja bym powiedział, że to taką trochę ignorancja i ego. No i brak odpowiednich wzorców, wiedzy życiowej lub wniosków wyciągniętych np: z tego forum. Jeżeli ktoś nie zacznie się rozwijać spoleczenie i nie zacznie obserwować otoczenia to jaką ma wiedzie na temat życia, świata? - kobieta to skarb - im ładniejsza tym lepsza - trzeba być dla niej miłym, usługiwać, kupować torebki bo ona ma coś między nóżkami. - w życiu to trzeba pójść na dobre studia, do 25 roku życia się ożenić, za 2-3 lata dwójka lub trójka dzieciaków. Dom / mieszkanie przepisać na panią. A jak pani odmawia seksu, to znaczy że za słabo się starasz. Taka moja obserwacja: Jak ktoś jakieś problemy życiowe, musi uczyć się kombinować, rozwijać to tak naprawdę ma w życiu lepiej niż osoba, która już od wczesnej młodości ma dużo hajsu i popularność. Dlaczego? Doświadczenie odgrywa kluczową rolę w życiu. Jak ktoś się za szybko dorobi, bez wysiłku to idzie trochę drogą na skróty i omija różne problemy, które budują charakter i rozwijają osobowość. Gdybym odrazu po szkole średniej dostał 20k na rękę, mieszkanie i samochód to w życiu nie wyrobiłbym sobie takich cech jak wytrwałość, nie poddawanie się w sytuacji kryzysowej, głupie błędy itd. To tłumaczy np fakt, że 90% ludzi, którzy wygrali w totka po 2-3 latach wrócili do punktu wyjścia, a nawet się zadłużyli i zbankrutowali. Natomiast osoby, które od młodego wieku uczą się dysponować pieniędzmi, pomnażać majątek nie odczuwają tego nagłego skoku. Mają spore doświadczenie, na którym mogą bazować dzięki czemu dobrze zarządzają pieniędzmi. Tak samo jest w każdej dziedzinie życia. Np: jak wtopisz się w pierwszy związek z kobietą i nie masz doświadczenia z innymi, a traktujesz ją poważnie i chcesz z nią być na całe życie to możesz mocno się przejechać. Bo wiele rzeczy jest nowych, nieznanych. Przychodzi łatwo, ale ciężko nad nimi zapanować i utrzymać.
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.