Jump to content
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Zbychu

Użytkownik
  • Content Count

    211
  • Donations

    0.00 PLN 
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

630 Świetna

2 Followers

About Zbychu

  • Rank
    Starszy Szeregowiec

Profile Information

  • Płeć
    Nieokreślona

Recent Profile Visitors

The recent visitors block is disabled and is not being shown to other users.

  1. Kiedyś usłyszałem takie powiedzenie: "Na każdy lek znajdzie się choroba". Żyjemy w takich czasach, że nie wiadomo co było pierwsze - lek czy wirus? (Podobnie jak z zagadką co było pierwsze - jajko czy kura ) Branża farmaceutyczna przynosi olbrzymie pieniądze. Ja podświadomie czuję, że większość chorób, nowotworów można wyleczyć jakimś sposobem ale po co, skoro jest droga chemia i można zarobić na czyjejś krzywdzie? Można też wypuścić wirusa w kraju, w najbardziej zaludnionym kraju na świecie i wyprodukować 1.400.000.000 szczepionek, za które ktoś zapłaci Albo po prostu zbliża się koniec świata. Pożary w Australii, wirus w chinach, w Polsce pierwszy raz od wielu lat zima bardzo gorąca - obawiam się tego co będzie w lato.
  2. ale bzdury, jaki talent? Teraz większość juniorów to osoby po kursach co wcześniej pracowały fizycznie albo po jakichś humanistycznych kierunkach. Programowanie z roku na rok staje się coraz prostsze, zwłaszcza jakieś wysokopoziomowe javy, C# czy front-end. Jestem zdania, że dosłownie każdy jest się w stanie tego nauczyć. Dlaczego więc większość mimo tego się nie nadaje? Nie posiadają odpowiednich cech charakteru. Jeżeli komuś nie chce się samemu tego nauczyć i potrzebuje bata - to daleko nie zajdzie. Tutaj wystarczy jedynie bardzo mocna dyscyplina - by przykładać się w pracy i dokształcać po pracy - tylko że tutaj nie ma tak jak w szkole, że musisz nauczyć się A,B,C,D. Musisz samemu dojść do tego, czy B i D ci potrzebne, czy może wystarczy tylko A albo samo C. To ludzi przerasta bo jak ktoś uczył się całe życie bierności tzn dostajesz listę zadań i robisz to czuje się zagubiony. Bo nagle ty sam musisz sobie tą listę zadań stworzyć i jeszcze konsekwentnie się jej trzymać. A w dodatku polegasz głównie na intuicji i do końca nie wiesz, czy dobrze robisz. IT i programowanie (to najpopularniejsze, czyli webowe) ogólnie to teraz jest taka branża głównie dla ludzi, co nie mają do końca pomysłu na siebie i chcą po prostu dużo łatwej kasy zarobić. Natomiast osoby ambitne po dobrych studiach i takie, co mają plan to pchają się w coś ciekawego, z tego co zauważyłem to bardziej interesują się czymś niskopoziomowym, algorytmami, sieciami, machine learningiem itd, gdzie rzeczywiście matematyka, wykształcenie mocno się przydaje. A jak ktoś ma do tego jeszcze jakieś dobry pomysł to otwiera własny biznes i kasuje grubo ponad 20k miesięcznie. Ale pracy w Polsce mało i albo ma się farta, albo jedzie za granicę studiować/pracować. Natomiast webówka obecnie czyli 90% polskiego rynku to taki umysłowy odpowiednik pracy fizycznej. Klepiesz jakiegoś 20 letniego molocha z antycznymi technologiami, niezbyt ambitny, powtarzalny kod. A nawet jak masz nowy projekt to też na nie jest to jakieś ambitne R&D tylko biznesowy CRUDzik. Programistę webowego można porównać do rzemieślnika, tylko zamiast fizycznych narzędzi masz komputer, klawiaturę i mysz. Mnóstwo technologii, frameworków, ale w gruncie rzeczy w 99% robisz to samo, dlatego ludzie pomimo tego iż zarabiają nawet ponad 10.000 to szybko się wypalają, bo ile można w kółko klepać to samo i jeszcze ciągle uczyć się nowych nazw/komend, które robią dokładnie to co umiesz, tylko w inny sposób i inaczej są nazwane
  3. Nie czyń drugiemu co tobie nie miłe. Dla ciebie to może być chwila przyjemności, a zastanowiłeś się co będzie przeżywała twoja przyjaciółka? Jak zacznie się inba rozwodowa gdy przez przypadek cała sprawa się wyda? Osobiście uważam, że nie istnieje żadne rozgrzeszenie dla zdrady z dwóch stron. Często mówi się, że przecież to partner/ka zdradza, a kochanek/ka jest niewinny/na. Moim zdaniem to bzdura. Uwiedzenie zajętej kobiety to pójście po najmniejszej linii oporu. Nawet jeżeli czyjeś małżeństwo się sypie to czemu miałbym i jeszcze ja się do tego przyczyniać. Dla kilku sekund orgazmu? Mówi się "jak nie ty, to inny się znajdzie i z nim zdradzi". No cóż, może i tak będzie. A może i kobieta się opamięta ze względu na córkę. Ale masz przynajmniej czyste sumienie. W każdym razie jak chcemy zmienić świat na lepsze - to trzeba zacząć wymagać od siebie. Wolne kobiety też istnieją. Zdrada to zdrada i nawet jak jesteś kochankiem i jesteś niewinny to zawsze w jakiś sposób do zdrady się przyczyniłeś. Zdradę trzeba potępiać inaczej nic się nie zmieni i w końcu uznamy to za normalność. Na początku coś jest głupie, nienormalne, niemoralne. Potem staje się popularne. Na końcu słyszysz argument: każdy tak robi. I tak sobie usprawiedliwiamy szkodliwe zachowania. Ktoś tego konsekwencje poniesie. Po co sprawiać innym cierpienie? Zwłaszcza, że potencjalnie najbardziej może ucierpieć twoja przyjaciółka, a nie żona, maż czy ty,
  4. Wydawać kilka-kilkanaście tysięcy by zaimponować pańci? Niezbyt dobra rada. Zwłaszcza, że licówki i śnieżno-biały uśmiech wcale nie są zdrowe. Różne preparaty wybielające niszczą szkliwo i warstwę ochronną zębów. Problemy z próchnicą i nadwrażliwością, olbrzymim bólem murowane. Wszystko to, żeby zdobyć zainteresowania jakiejś pani. To ja podziękuje, wole mieć żółte, ale zdrowe żeby i nie ryzykować.
  5. A w jakim zawodzie pracujesz? Przecież w programowaniu każda nauka technologii się przydaje i przekłada na kase, tylko trzeba się uczyć tego co potrzebne. A w życiu tak jest, że wszędzie jest fajnie tam, gdzie nas nie ma. Przykładowo taki imprezowicz co mało zarabia bo wolny czas przeznacza na imprezy czuje, że gdyby nigdy nie imprezował i skupił się na rozwoju to byłby szczęśliwy. Ty skupiłeś się na nauce i myślisz, że gdybyś skupił się na imprezach i życiu to byłbyś szczęśliwy. Prawiczek liczy na to, że dziewczyna odmieni jego życie. A chad, czad, który przejechał się na kobietach wolałby zapewne być brzydki i nie mieć za dużo do czynienia z kobietami. Ktoś żyje w Polsce i wydaje mu się, że zagranicą jest lepiej. Ktoś żyje zagranicą i jest nieszczęśliwy, bo np: nie ma tam z kim pogadać ze swoich rodaków. Zapamiętaj sobie: wszędzie dobrze tam gdzie nas nie ma. Cokolwiek byś nie robił, to zawsze będziesz miał poczucie, że gdybyś zrobił coś innego to byłoby fajniej, lepiej. Przede wszystkim pracoholizm to taki sam nałóg jak alkoholizm, gry, hazard. Nałóg to nałóg i trzeba powiedzieć sobie jasno. Nawet jak ktoś spędza np: cały wolny czas na siedzeniu w parku i nie może przestać to jest parkoholikiem, czyli też ma problem. Nałogu nie można zastąpić innym nałogiem, musisz znaleźć balans i równowagę. Czegoś ci brakuje i chcesz to ukryć pracoholizmem. Zacznij sobie zadawać pytania. "Czemu ja to właściwie robię? Komu chce coś udowodnić". Szybko może wyjść na jaw, że np: nie byłeś kochany i chcesz zaimponować rodzicom sukcesem. Albo chcesz za mocno zdobyć miłość, zasłużyć na nią spełniając finansowe żądania pań, by podświadomie cię nie odrzuciły. Nie przejmuj się - za pewne każdy z nas, w tym ja, robi coś, pomimo tego, że nie chce. Tylko nie można tego olewać i zagłuszać wołania podświadomości. To trudne, bo mogą na jaw wyjść traumatyczne wspomnienia, rany z przeszłości. Może odreagowujesz to, że w przeszłości ktoś cię gnębił? Masz do kogoś nienawiść w sercu? Jeśli tak, to musisz czym prędzej przebaczyć. W tym świecie istnieją dwie siły/energie - zwał jak zwał - dobro i zło. Zło to nienawiść, zazdrość, chciwość, egoizm. Dobro - to miłość, współczucie, pomoc innym (bezinteresowna), przebaczenie. Coś jak religia chrześcijańskich pozbawiona wszelkich wad. Zło może pomóc spełnić ci twoje cele, ale mają swoją cenę. Powoduje, że czujesz się źle sam ze sobą. Prosty przykład: możesz ukraść 500.000 w jeden dzień albo zarobić uczciwie 500.000 w kilka lat. Jak się będziesz czuł po obu tych decyzjach? Nałóg to moim zdaniem długotrwała konsekwencja wybierania złych rzeczy. To jest prawdziwa cena zła. I tak jak np: chciwość i żądza pieniądza pozwoliła komuś się dorobić fortuny, tak ta osoba dalej potrzebuje więcej bo wpadła w wir chciwości i żądzy materialnej. Kupi sobie drogi samochód? Chce helikopter. Kupi helikopter? Chce jacht. Kupi jacht? Chce prom kosmiczny itd itd. Tak więc jak pokonać nałóg? Nałóg to silny nawyk wybierania złych rzeczy, tak więc trzeba w konsekwencji zacząć wybierać dobro. Złe rzeczy zastępować złymi. Zrezygnować z czegoś złego jeżeli jest taka opcja. Tylko to nie jest takie łatwe. Z niektórymi rzeczami będziemy walczyć do śmierci.
  6. Po pierwsze - nie ufałbym temu co kobieta mówi, tylko co robi. Ze słuchania nigdy nic dobrego nie wynikło, ile razy ja słyszałem "od nowego roku to zrobię A, B,C, D ..." a potem co? Nic, kilka dni prób a potem - stary nawyki i koniec zmian. Po drugie - podryw nie jest ani prosty ani trudny. Podryw to po prostu "sprzedaż" swojej osoby. Tak więc wszystko zależy od kart. Jak masz dobre karty to nie ma bata, żeby przegrać w pokera. A jak nic się nie ułoży to co zrobisz? Możesz wymienić karty, ale nie masz gwarancji na sukces. W życiu jest trochę lepiej bo o ile nad wieloma rzeczami można pracować (gadka, charakter, oczytanie, mięśnie, sylwetka, ciuchy, fryzura, znajomi, pensja, praca, dobra materialne) tak jest kilka rzeczy, które są dla kobiet bardzo istotne i na które nie mamy wpływu np: kształt twarzy i wzrost. Przecież nawet kobiety co rzadko mówią prawdę same przyznają, że na faceta <170 to nie mogłyby nawet rozważać jako partnera, bo z takim to czułaby się jak z bratem, a nie jak facetem. A wyobraź sobie, że nawet jeżeli facetów z wzrostem 160-170 cm jest naprawdę niewielu procentowo, to przekładając na realne liczby wyjdzie kilkadziesiąt - kilkaset tysięcy. A operacje można sobie zrobić tylko pytanie - czy warto? Są ważniejsze rzeczy na które można przeznaczyć pieniądze. A kobiety przecież nie zmusi do wywołania pożądania i miłości, jednak kobieta nie ma za bardzo wpływu na to co nam się podoba - podobnie wygląda to u nas - który z was potrafi się zmusić siłą woli, aby spodobała mu się dziewczyna z mega nadwagą? Tak samo raczej kobieta nie da rady się zmusić do pokochania niskiego gościa, o ile nie będzie tego wzrostu znacząco rekompensował np: ultra silnym charakterem czy pozycją - wtedy może zaskoczyć. Ale dochodzimy do kolejnego punktu. Jedni mają panie na zawołanie, a drudzy musieliby swoje życie zmienić o 180 stopni, by "zasłużyć" na miłość. Wiele osób po prostu zdaje sobie sprawę, że mogą zdobyć kobiety i podrywać, jednak ilość pieniędzy, wolnego czasu jaką musieliby w to włożyć ich zniechęca, wolą żyć po swojemu - realizować swoje pasje, marzenia, styl zamiast rzucania wszystkiego tylko po to, by jakaś kobieta łaskawie spojrzała i zaakceptowała. Samotność nie jest zdrowa, ale czy zdrowe jest "zasługiwanie", "zapracowanie" na miłość, kiedy innym przychodzi to za darmo? Jak na takim fundamencie można zbudować coś trwałego? Tak więc - podryw w rzeczywistości nie jest trudny. Tylko jedna osoba nie musi zrobić zbyt wiele, by być w tym dobra. A drugi musi poświęcić kilka lat, pasji, marzeń, kupę kasy by na końcu mieć świadomość, że na miłość musiała sobie "zasłużyć" ciężką pracą. I ja się nawet nie dziwie tym facetom, że odpuszczają, w końcu życie jest zbyt piękne, by w 100% poświęcać je kobietom.
  7. Skrome życie != bieda Skromne życie to takie, w którym masz wszystko co potrzebujesz. Bieda to stan, w którym ciągle nie masz na podstawowe potrzeby. Bieda to patologia. Tylko problem jesttaki, że wielu rzeczy nie potrzebujemy, chociaż tak nam się wydaje. Każdą pokusę kupna trzeba "filtrować" i zastawnaiwać się - czy to moja potrzeba? Czy jest konieczna? Czy może po prostu konsumpcjonizm, zaprogramowanie na reklamy. Bo jak ktoś jest np: kierowcą i naprawdę dużo jeździ to mogę zrozumieć, że koniecznie potrzebuje auto za 100.000 - 200.000. Ale jeżeli jesteś przeciętnym polakiem, zarabiam 5000 miesięcznie i marzy mi się koniecznie auto za 100k to chyba jest coś nie halo. Auto za 20.000 też jeździ i może nawet jest tańsze w eksploatacji. Biedą w tym przypadku byłby stan, w którym ktoś nie mógłby w ogóle kupić samochodu. Skromne życie to po prostu zdrowy umiar i zdolność do cieszenia się z małych rzeczy.
  8. Ja poświęciłem kilka lat życia, gównoprace + studia zaoczne dojazdy, niezbyt wiele imprez i znajomych, potem do dobrej pracy, wszystko się zgadza? Nie do końca. Teraz moim problemem jest zbyt wiele wolnego czasu, bo nie jako swój cel osiągalnym więc straciłem poczucie celu i zapał. A dalej mi się wydaje, że żyje skromnie i szczerze? Nawet mi się to podoba. Takie życie na granicy biedy bardzo hartuje wbrew pozorom i pokazuje, że konsumpcjonizm to jedno z największych złudzeń i iluzji XXI wieku. 3/4 reklamowanych rzeczy nie potrzebujemy, a już na pewno drogiego autka w kredycie, dużej chaty, modnych ciuchów i drogich gadżetów. Tak naprawdę skromne życie ma więcej zalet niż gonienie za karierą, kolejnym dodatkowym tysiącem na koncie i wydawanie potem na rzeczy, które do szczęścia nie są potrzebne. To jest tak, jakbyś był chomikiem i zapierdalał tylko po to, żeby sobie kupić ładniejszą klatkę, ładniejsze więzienie i to jeszcze w kredycie na X lat - tylko po co, skoro można być od tego wolnym? Co mi dało skromne życie? - brak presji na posiadania wysokie statusu i robienie kariery - brak presji na prowadzenie życia gościa, który musi imponować/szpanować pozycją/kasą w otoczeniu (głównie kobietom i znajomym) - brak presji na posiadanie markowych ciuchów z dużym logiem Calvin Klain na klacie i telefonu z ugryzionym jabłkiem. 4-letni telefon też daje rade, a w małych sklepach z ubraniami, ciucholandzie można kupić też markowe/niemarkowe ciuchy 5-6 razy taniej - i to nie tylko zużyte - czasami ktoś założy coś 3-4 razy i wywali - można nauczyć się zarządzać pieniędzmi i nie ulegać presji na kupowanie bzdur - można mając niewiele żyć na wysokim poziomie, gdy kupujesz dokładnie to co ci potrzeba, a nawet do tego oszczędzić. + odkrycie, że w życiu ważniejszy jest balans i każda skrajność to głupota (skrajne bogactwo i skrajna bieda) Kiedyś jak byłem głupi i zyłem marzeniami jak sobie obliczyłem ile musiałbym zarabiać, żeby godnie żyć to wyszło mi 15.000 - 30.000 miesięcznie. Ale te plany uwzględniały rzeczy, których nie potrzebuje - czyli drogie samochody, ubrania, gadżety, mieszkanie, "modnym" życiem na pokaz. A takie zarobki związane są z nieustannym stresem, koniecznością dokształcania non stop, nadgodzinami i zawałem przed 30/40 rokiem życia. Bez sensu. Teraz wolę żyć w spokoju, wystarczy mi 5000 na rękę i brak nadgodzin, stabilność finansowa, czas na życie po pracy. Gdy nie czuje się presji, potrzeby imponowania kobietom w celu związku/kopulacji to nagle 90% rzeczy wydaje się zbędnych i niepotrzebnych. Potężna wiedza na forum dostępna za darmo.
  9. Ja wytrzymałem ok 50 dni. Nie da się tego słowami opisać. Najważniejszą zaletą dla mnie był fakt, iż faktycznie czułem, że życie bez seksu jest możliwe i daje więcej szczęścia niż regularne opróżnianie jaj. Ilość energii, kreatywności, mocy co działania jest nie do opisanie. Największą zaletą dobicia do ok 40 dnia jest takie, że po 40 dniu libido było prawie zerowa, zero chęci pogoni za kobietami i prokreacją przy jednoczesnej chęci do rozwoju i mega motywacji. Po dłuższym okresie wstrzemięźliwości zanika stopniowo ta zwierzęcość, popęd można kontrolować. Dalej przychodzi pokusa seksu, masturbacji, ale można ją oddalić za pomocą pstryknięcia palcem. Nawet za bardzo nie trzeba się starać. Natomiast do ok 40 dnia to na przemian albo libido zerowe, albo chęć do biegania za kobietami i poszukiwanie seksu. Teraz obecnie jestem w dołku bo mam dużo wolnego czasu i trochę stresu i ciężko mi nawet tydzień wytrzymać. Myślę, że w nowym roku uda mi się pobić rekord, ale trzeba się na to solidnie przygotować i zrezygnować z innych rzeczy, zapalników: - wszelkie socjal media, facebooki, instagramy, tindery. Zwykłe zdjęcie ubranej kobiety może rozpalić jeżeli zbyt długo się przyglądasz. - walka już na etapie myśli - im szybciej odrzucisz pokusę, tym łatwiej zwyciężyć. Jeżeli walczysz, "rozmawiasz" z pokusą masz iluzje, że trzymasz ją w garści. Wydaje ci się, że wygrywasz. Tymczasem pokusa rośnie w siłę i w chwili gdy myślałeś, że wygrałeś - dopada cię ze zdwojoną siłą. - jedyna szansa na zwycięstwo i długi okres wstrzemięźliwości to wytrwanie do ok 30-40 dnia, potem leci z górki - a początkowy okres jest najgorszy. Niestety najlepiej nawet unikać kobiet albo nie patrzeć się na nie pod kątem seksualnym, nie zwracać uwagi na ich ciała, wtedy pokusy nie przyjdą. Nie można też fantazjować. Mózg potrafi odtworzyć w głowie porno ze wspomnień oglądanych pornoli - trzeba mieć zapełniony czas w 100%. Chwila nudy = chęć zastrzyku dopaminy - jednocześnie nie można koncentrować się na tym, tylko żyć. Zając mózg wszystkim innym. Ale jednocześnie pamiętać o wadach i zaletach - to bardzo pomaga Nie jest sekretem, że najwybitniejsze jednostki takie jak Tesla, Newton, Steve Jobs albo uprawiały seks bez wytrysku albo wcale. Wielu pięściarzy czy po prostu sportowcow walczących - Tyson, Muhamad Ali itd. stosowali kilka lat/miesięcy całkowitego celibatu aby zostać najlepszymi. To daje do myślenia. W pewnej dość popularnej książce jest to nawet udowodnione, że spora część mężczyzn osiąga największy sukces mając 40-50 lat - w czasie, gdy ich libido jest mniejsze (w większości) i ograniczają seks/masturbację, ale są jeszcze na tyle młodzi by działać. Przypadek? Nie mówię, że trwanie cale życie na NO PMO jest czymś super. Ale wyobraźcie sobie, żeby wytrwać w NO PMO chociaż z 5 lat życia. Ile można wtedy osiągnąć, gdy libido jest praktycznie zerowe i energia do życia na poziomie 200%? Gdy chce ci się wszystko robić, wysypiasz się nawet w 3-4 godziny. Nie potrzebujesz suplementów na siłownie, bo wszystko ze spermy wraca do organizmu. Poziom teścia również jest wysoki? No PMO jest jednym z najtrudniejszych life hacków, o ile nie najtrudniejszym wyzwaniem na ziemi. A w praktyce sprawdzone - wszystko co bardzo trudne i wymaga wielkiego wysiłku, daje potem olbrzymie rezultaty. Jeżeli coś jest zbyt proste, przyjemne i na wyciągnięcie ręki (porno, masturbacja) to potem są tego skutki uboczne w postaci nałogów, rozwalonego układu ośrodka nagrody, uzależnienia od skoków dopaminy.
  10. A mnie szczerze wkurza ten cały trend na posiadanie pasji. Teraz posiadanie pasji jest "modne", nie można po prostu robić tego co się lubi, bo jak robisz coś powierzchownie to ci zarzucą, że udajesz. Prosty przykład - masz zwykły, tani rower, bez specjalnego stroju, i zrobisz np: 50km tygodniowo czyli 10 godzin dziennie, pół godziny powolnej jazdy. Czy możesz uważać się za pasjonata? Nie Jak chcesz uważać się za pasjonata musisz: - mieć rower za minimum 10.000 - robić 100 km dziennie - posiadać masę obcisłych strójów - mieć z 300 zdjęć zrobionych podczas jazdy na rowerze na instagramie Tak samo jest z innymi pasjami. Przeczytasz np: 6 książek rocznie? Nie nazywaj się pasjonatem literatury !!! Pasjonat zaczyna się od 50 książek rocznie. Moim zdaniem szukanie pasji u kobiet jest bez celowe. Pasje nie dają żadnej gwarancji, iż związek będzie trwały tudzież szczęśliwy. Przykładowo - jak lubię jeździć na szybkim motorze to nie szukam koniecznie kobiety która to polubi, tylko dzwonie do kumpla i jedziemy. Chce porozmawiać na ambitne tematy - dzwonie do kumatego kumpla/koleżanki i rozmawiamy. Wiele osób nie ma pasji, sam nie mam praktycznie żadnej (bo po prostu interesuje się powierzchownie zwykłymi rzeczami, ale nie siedzę w temacie 24/7 i nie budzę się o północy z myślami np: jaki szczyt góry zdobędę czy jaką piosenkę zagram na flecie). Ja serio uważam, że żeby uważać się za pasjonata to trzeba by zrezygnować z: - pracy na etat po 8 godzin dziennie - redukcja snu do 4-5 godzin - redukcja znajomych i czasu spędzanego z rodziną Czy mogę uważać się za pasjonata, jeżeli nie liczyć snu i obowiązków (praca, studia, gotowanie, pranie, prasowanie, nauka, spotkania) oraz weekendów zostaje mi ok 2 godziny dziennie na daną czynność, a czasami nawet 0 bo trzeba zrobić zakupy, iść do dentysty itd? Bo za każdym razem czuje się, ze liznąłem zaledwie niewielką część tematu i sporo rzeczy jeszcze nie wiem. Głupio mi w takim wypadku nazwać się pasjonatem. Po kilku latach na siłowni (kiedy jeszcze chodziłem), kilku latach nauki programowania dalej nie uważam się pasjonatem - bo nie miałem super sylwetki, nie brałem 200 kg na klatę ani sterydów, nie miałem idealnej diety ani techniki - wielu rzeczy nie wiedziałem, bo żyjąc w więzieniu XXI wieku nie miałem czasu by zgłębił temat w 100%. Szczerze mówiąc nie rozumiem skąd ta presja na posiadanie pasji u partnera. Jeżeli szukałbym partnerki to patrzyłbym na to czy dobrze mi się z nią żyje, czy potrafimy się dogadać i nawzajem zaakceptować. Braku pasji nie potępiam jeżeli nie idzie w parze z lenistwem i obowiązkami tzn. najpierw robimy to co konieczne, a potem spędzamy wolny czas jak chcemy. Swoją drogą często jak widzę/słyszę coś takiego, że ktoś pracuje, studiuje, wychowuje dzieci, spotyka się ze znajomymi, a oprócz tego - gra na instrumencie - uprawia sporty - uczy się 8 języka obcego - pasjonuje się samochodami z lat 80/90 - interesuje się giełdą, finansami to nie wiem czy mam do czynienia z robotem, u niego doba trwa 48 godzin czy po prostu ktoś sobie ze mnie jaja? Wiele kobiet też nieraz wypisuje litanie zainteresowań, zwłaszcza na tinderze widziałem nieraz po 6-10 zainteresowań (nie mówię o klasykach typu: siłownia, podróże, muzyka, film, ale np: gra na harfie, rekonstrukcja historyczna, wolontariat, literatura XIX wieku, jakieś dzikie tańce brazylijskie, filologia jakaś tam). No i tak szczerze nigdy nie miałem okazji ani myśli by weryfikować każde z tych zainteresowań, ale dziwi mnie skąd ludzie mają czas na milion pasji, skoro ja mając w życiu zaledwie dwa zainteresowania jednocześnie musiałem wybierać lub iść spać później?
  11. Sory, ale to jest mit i mówisz nieprawdę. Mokrych snów można w banalny sposób się sposób lub mocno zredukować. Przez ok 50 dni miałem może jeden mokry sen. Chodzi właśnie o to, by zrozumieć czym jest seks/masturbacja. To "coś" ma początek już w myślach i spojrzeniu. Jak ktoś patrzy na kobiety przez pryzmat seksu i przyjemności to no fap nic mu nie da, bo rzeczywiście te mokry sny będzie miał. Wtedy no fap nie ma sensu, bo to, że sobie ktoś nie zwali fizycznie, nie znaczy, że się nie masturbuje. Masturbować można się już w myślach i obmyślać przeróżne fantazje. Można przywoływać obrazy porno, gdy zobaczysz jakąś dziewczynę w ciasnych legginsach na ulicy. Ale jeżeli nie będzie się tego robić i będzie patrzeć się tak samo na piękne kobiety, jak na pasztety i 60 letnie kobiety to żadnych mokrych snów nie będzie. Mokre sny to efekt długotrwałych fantazji lub podniecenia. No i to kolejna rzecz - można to ćwiczyć. Naprawdę nie jesteśmy zwierzętami, które powinny napalać na każdą seks sztukę idącą ulicą czy zdjęcie w internecie. To jest kolejny mit - bo można sobie wyrobić nawyk nie obczajania piersi/tyłka każdej napotkanej kobiety na ulicy i po kilku dniach libido drastycznie maleje. Najlepiej unikać wzrokiem kobiet albo patrzeć się prosto w oczy i trenować w ten sposób pewność siebie, bo jakiś dyskomfort to jednak sprawia. To właśnie myśli i fantazje erotyczne powodują, że ten sam koleś za 5 godzin odpali porno albo zwali sobie konia. Myśli i fantazje erotyczne to jest jak zawleczka u granatu - wyciągniesz zawleczkę, to prędzej czy później granat wybuchnie (porno/masturbacja). Jak będziesz pilnował by zawleczka była na swoim miejscu (kontrola myśli i unikanie fantazji, unikanie obczajania dupeczek) to nic się nie stanie i nie będzie mokrych snów ani tzw. niebieskich jaj. Być może po prostu nigdy nie byłeś na tyle mocno uzależniony, by powiązać fakty. Jak ktoś nie ma problemów z kontrolą swojej seksualności i okazjonalnie wali to tego nie zrozumie. Uwierz mi, że jak ktoś dużo wali to widzi świat w czarnych kolorach nawet jeżeli ma wszystko co powinno mu sprawiać szczęście, bo ma rozwaloną gospodarkę hormonalną, psychikę, duszę. Czytaj proszę ze zrozumieniem. Napisałem, że zwalenie raz na tydzień czy dwa to też nałóg, ale to dawka czyni substancję śmiertelną. Nałóg ma prostą definicję - robisz coś, czego nie do końca chcesz i jest to dla ciebie szkodliwe. Jak ktoś sobie raz na rok co roku wstrzykuje heroine ze świadomością czym to jest to też nałogowcem, mimo iż tak bardzo go to nie zniszczy. Nie potrzeba do tego być psychiatrą. a poza tym psychiatrzy to tylko ludzie i często się mylą, gdy chcą np: leczyć problemy psychiczne chemią i lekami, które robią z człowieka warzywo, a nie rozwiązują problemy. Nauka z wieloma problemami sobie nie radzi, pomimo olbrzymich postępów technicznych patrząc ogólnie na skalę kraju ilość chorób z którymi nauka i lekarze nie dają sobie rady od lat (różnego rodzaju raki, HIV, AIDS, depresje) jest ogromna, ale to temat rzeka i na inny dzień. Chciałem tylko zwrócić uwagę na ważny fakt, że przecież 90% osób mających z tym problem masturbuje się w najlepszym przypadku raz dziennie, a przeważnie nawet częściej przy kilku godzinach porno. Takich co sobie zwalą okazyjnie jest naprawdę niewielu i nawet jeżeli mają lekki nałóg bo robią to okazyjnie to niekoniecznie musi być on tak wyniszczający. Mimo wszystko nawet niewielka dawka trucizny brana latami może spowodować po długim czasie zniszczenia. Ale po co podawać takie absurdalne argumenty? Porównywać masturbację do benzyny - nie widzę tutaj sensu. Są tysiące facetów na świecie, którzy mówią o tym, że no fap działa i warto się podjąć. Są tysiące, którzy mówią, że to nie działa. Dlatego idąc ideą logicznego i zdroworozsądkowego myślenia jest przetestowanie i sprawdzenie to na własnej skórze. Ślepa wiara w to co mówią ci hurra optymiści (w tym ja) oraz ślepa wiara jak w twoim przypadku - że no fap nie ma sensu - jest głupotą. Ja nikogo nie zachęcam żeby ślepo mi wierzył, tylko przetestował sam na sobie i dopiero potem głosił osądy i opinie. Tymczasem wiele osób nawet nie spróbuje, a już zakłada że to głupie. I bez sensu jest to porównywać z ... piciem benzyny. Na logikę - czy no fap może komuś zaszkodzić? Czy 30 dni bez masturbacji mogą spowodować śmierć? Benzyna to substancja toksyczna więc jaki byłby sens jej probowania? No fap nikogo jeszcze nie zabił (co najwyżej zwiększa ryzyko raka jąder o ile to prawda, ale w takim razie mnisi wschodni co od lat żyją w celibacie masowo by umiarali na tego raka prostaty, a nic na ten temat nie słyszę.) To czy dana osoba cię podnieca da się kontrolować myślami. To co naturalne dla nas mężczyzn to fascynacja. Każdego fascynuje ładne ciało i kształty kobiety. Ale podniecenie to efekt potęgowania fascynacji. Tą samą fascynacje można olać i nie dawać możliwości rozwoju popędu. Myśli można odrzucać lub przyjmować. Nie wszystkie myśli są dla nas korzystne - nasz organizm często podsuwa nam kilka rozwiązań problemu - dzięki czemu jedna osoba osiąga sukces i robi coś pożytecznego w życiu, a druga kończy w więzieniu z wyrokiem. Wszystko zaczyna i kończy się na myśli. Z tego też powodu jedni zdradzają, a inni nie - ponieważ jedni ignorują ładną kobietę, a drudzy zaczynają o niej coraz bardziej myśleć, budują podniecenie które przeobraża się w zauroczenie/zakochanie. Masturbacja to oszustwo z natury bo trzeba sobie uświadomić kim jesteśmy i jak zostaliśmy stworzeni. Z natury potrzebny jest facet i kobieta by powstało dziecko w wyniku seksu - to jest zgodne z naturą. Masturbacja z myślą o koleżance to poniżenie, bo chciałbyś z nią kopulować, ale w pewnym zakresie nie możesz lub po prostu nie chcesz bo np: kogoś już masz. To jest po prostu sprzeczne z naturą, dużej filozofii tu nie ma. Teoretycznie każdy stosunek może stworzyć nowego człowieka, a przyjemność to efekt uboczny. Zastanawiałeś się w takim razie co w ogóle w takiej spermie musi się znajdować, skoro z niej jest tworzone dziecko? Najlepsze składniki twojego organizmu. Jaki więc jest cel marnowania tych składników poprzez masturbację? Jest to zwykłe oszustwo mózgu dla przyjemności. Jeżeli bylibyśmy stworzeni do masturbacji to po co w ogóle istniałyby kobiety? Dzieci równie dobrze mógłby w magiczny sposób przynosić bocian i nie byłoby problemów z rozwodami i alimentami. Zresztą Marek nagrał na ten temat audycję, nie chce mi się powtarzać jego słów. Zobacz filmik, który wstawił @WysportowanyPrzystojny
  12. To nie ma znaczenia czy porno czy koleżanka czy masturbacja do ściany. Chodzi jedynie o regularność i czas. Jak ktoś będzie walił 3 razy dziennie do koleżanki, a drugi raz na tydzień do ostrego porno to ten 1 ma bardziej przerąbane. Zresztą tak jak mówiłem, idei no fapu nie da się zrozumieć, jeżeli nie wytrzyma się te chociażby 30-40 dni, a najlepiej 90-120 dni jak to kolega wcześniej napisał. Twój organizm potrzebuje resetu, dopiero podczas resetu dochodzi do ciebie, że życie jest zbyt piękne by masturbować się z myślą o koleżance. Tej perspektywy nie da się logicznie wytłumaczyć i zrozumieć, jeżeli chociaż raz w życiu nie odbędziesz kilku miesięcznego celibatu. Dlatego zachęcam cię - zmarnuj ten 1 miesiąc, 2 lub 3 i jak ci się nie spodoba to wrócisz do walenia. Nawet jak zmarnujesz w twoim odczucie ten 1,2 czy 3 miesiące to masz jeszcze 500+ miesięcy na seks i masturbację więc nie masz się o co martwić. Wyobraź sobie alkoholika. Alkoholik pije codziennie i nie widzi, że to go niszczy. Alkoholik to nie musi być bezdomny żul spod żabki. Alkoholikiem często są nawet korpo dyrektorzy czy managerowie, którzy w pracy męczą się na kacu, a po pracy odpływają i od nowa. Dlaczego alkoholik jest alkoholikiem? Bo wydaje mu się to normalne. "Bo inni też piją". Ludzie często się okłamują i mówią sobie - "nie mam problemu bo przecież mam dom, żonę, rodzinę czy coś tam - nie jestem jak ten najgorszy przypadek żebraka, więc nie jestem uzależniony". Ile to ja miałem kolegów, co jarali codziennie po 1-3 gramy maryśki przez kilka lat i codziennie wmawiali mi, że to jest zajebiste i zdrowe, leczy raka, zabija nowotwory, czyni szczęśliwym i w każdej chwili mogą z tym zerwać, ale nie chcą. Każdy z nich twierdził że miał silną wolę i maryśka jest taka zdrowa, że nie może być zła i być nałogiem. Tylko nie pomyśleli już o tym, że ta maryśka co leczy raka to maryśka lecznicza i nie powoduje "fazy", nie ma substancji psychotycznych. Ta maryśka którą palili to było jakieś gówno kupione od dilerka na osiedlu, który dla zwiększenia wagi dodawał różnych toksycznych składników. Dodatkowo maryśkę zazwyczaj pali się z mieszaniem papierosów bez filtra, więc wciąga się cały syf z fajek (pomyślcie jak fajki z filtrem są trujące, a co dopiero gdy się tych toksyn nie filtruje tylko pali z maryśką.) Ale otrzeźwienie przyszło dopiero po 4-5 latach gdy okazało się, że są w kropce bo inni mają już dobrą pracę, zaczynają odnosić sukcesy, a oni mają dziury w mózgu, problemy z pamięcią i gdy nie zapalą to nic ich nie cieszy. Tak samo jest z masturbacją. Jeżeli walisz od lat nawet raz na tydzień, to jest dla ciebie normalne i logiczne jest to, że idea no fapu (nie tylko no porn, ale też brak masturbacji) wyda ci się głupia. Ale nie można mówić, że coś jest głupie, dopóki się tego nie spróbuje. Jak sobie ktoś wali naprawdę rzadko czyli to raz na tydzień czy raz na dwa tygodnie to efektu nie odczuje. Ale zwalenie sobie po 50-60 dniach abstynencji gdy jednego dnia (przed upadkiem) masz masę energii i świetnie się czujesz, a drugiego dnia (po zwaleniu) czujesz się jak totalne gówno i flak bez energii do życia (a to tylko jeden wytrysk) daje mocno do myślenia. Wadą fapu jest to, że jest to nałóg jak każdy inny. Tylko że podobnie jak do maryśki jest to nałóg ukryty i mało widoczny. Co do porno czy alkoholu, heroiny każdy chyba się zgodzi, że to jest po prostu gówno - bo to są nałogi wyniszczające mocno organizm. A fapanie i maryśka wydają się dobre i przyjazne dla człowieka i w sumie jeżeli ktoś ma na tyle silną wolę, żeby to ograniczyć do 1 razu na tydzień czy 2 tygodnie to rzeczywiście nie jest to aż tak złe. Ale prawda jest taka, że 90% wali po minimum raz dziennie, a niektórzy nawet po 2-3 razy. Tak więc to nie trucizna jest śmiertelna tylko dawka. Dla wielu osób wystarczający jest argument , że skoro inni walą konia to ja też muszę bo inni tak robią. Nie masturbujesz się = nie jesteś normalny bo inni tak robią. Dlatego tak naprawdę łatwiej jest wyjść z nałogu osobie która jest na dnie - jak ktoś wali po 2-3 razy dziennie to ma świadomość, że to jest złe i niekorzystne i prędzej się zmobilizuje do walki. Jak ktoś wali rzadziej to może być w stanie się okłamać, że w sumie problemu nie ma. Zresztą moje osobiste zdanie jest takie, że walenie pamięciówki z myślą o koleżance jest bardziej poniżające niż porno, ale to tylko moje zdanie. Dlatego, że zwykłą koleżankę traktuje się jak jakiegoś bożka.
  13. Pisałem na szybko to i głupio napisałem. Ale wierze, że tutaj są mądrzy ludzie i dokładnie zrozumieją o co mi chodziło. Jeszcze jedna rzecz mi się przypomniała - jest naukowo udowodnione, że z każdym rokiem poziom testosteronu jest coraz niższy. Nasi dziadkowie, ojcowie mieli o kilkadziesiąt procent więcej testosteronu. Jak się próbuje to tłumaczyć? Stres, słaba dieta, soja, gluten. A co było kiedyś? Za PRL nikt nie miał idealnej diety od trenera personalnego ... Mięso to był rarytas. Nie każdy miał super świeże warzywa i owoce. Prawda jest taka, że im bardziej rośnie jakość porno i dostęp do porno tym coraz niższy społeczeństwo ma poziom testosteronu, faceci są coraz bardziej nieśmiali i wycofani, nie chcą walczyć o swoje, jest coraz więcej depresji (co 5 czy 6 osoba chyba się już przyznaje do tego, chociaż ludzie często mylą depresje z przygnębieniem) i plaga samobójstw w Polsce. Większość nie chce z tym nic zrobić i nawet nie wierzy że się da, bo społecznie nikt o tym nie mówi. Porno temat tabu, chociaż na pewno z 2/3 społeczeństwa ogląda i sobie z tym nie radzi. Promowana jest rozwiązłość i wyszalenie się, często zmiany partnerów, a mamy coraz więcej zdrad, rozwodów. Ale nikt nie chce wierzyć w to, że jest to powiązane. Wszystko stara się nam jakoś pokrętnie tłumaczyć i wmawiać, że seks jest spoko bo to naturalne i facet nie powinien umieć nad tym panować tylko obracać pierwszą lepszą chętną albo walić konia do oporu przy porno w jakości 4k. A to właśnie ta męskość, której nam tak bardzo dzisiaj brakuje jest w panowaniu nad sobą. Nie ma nic bardziej męskiego niż całkowite panowanie nad sobą, a seks/masturbacja to taki sam popęd jak nałóg alkoholowy, narkotyki, hazard. Nad tym popędem też powinniśmy umieć panować, wtedy żadna kobieta nie ma nad nami władzy w postaci "seksu raz na miesiąc" jako karty przetargowej, jeżeli bez problemu ten miesiąc można wytrwać to kobieta traci całe narzędzie manipulacji. A jak kobieta przyłapie na porno i masturbacji to może sobie takie dowody do sądu dostarczyć i wmówić, że to jego wina, bo on woli panie z ekranu i cyk połowa majątku z winy faceta, nawet jeśli była wina kobiety. Tylko ilu z nas potrafi powiedzieć, że w pełni nad sobą panuje? Ja na pewno nie potrafię, ale będę się starał zdobyć kontrolę. Polecam poglądać tego gościa bo dobrze gada: 'HTO WIT THA GLO' na youtube
  14. Kiedyś bardzo narzekałem na to, że wychowałem się w biedzie. Teraz zrozumiałem, że to wcale nie było złe. Po pierwsze - złe doświadczenie nauczyło mnie, że nie ma nic za darmo i ciężka praca jest ważna. Za lenistwo płaci się bardzo wysoką karę. Tak naprawdę to lenistwo najbardziej niszczy ludzkie życie i potencjał. Po drugie - uświadomiłem sobie, że to co ważne jest wewnątrz, a nie na zewnątrz. Do życia tak naprawdę nie trzeba mi wiele rzeczy. Ostanio byłem w szoku jak przeczytałem co kupują rozsądni bogaci ludzie. W większości przypadków bogaci ludzie kupują nie takie auta, na jakie ich stać tylko 3-4 razy tańsze. Tak samo nie kupują najdroższych ciuchów, tylko zwykłe z sieciówek. Jedzenie niekoniecznie drogę i z najdroższych restauracji, ale tez nie fast foody. Zwykłe zdrowe jedzenie. Często żyją skromnie i znacznie poniżej swojego stanu, dzięki czemu kupę kasy oszczędzają i inwestują. Z drugiej strony ludzie biedni często żyją ponad stan, bo kompleksy i przesiąkneli reklamami, zarabiają po 4000 ale wydają 5000 bo kredyt daje iluzje bogactwa. Długi to straszna rzecz, tylko mając karty kredytowe i kierując się tym, że innym się lepiej powodzi łatwo przestać o tym myśleć. - kilka par ubrań, tak żeby mieć coś zawsze normalnego do założenia przez 7 dni w tygodniu, zwykłe ciuchy w granicach rozsądku, spodnie/bluza za niecałe 100zł dobrze używane wystarczą na 2-3 lata, nie trzeba płacić po 200-300 zł. - dwie pary zwykłych sportowych butów, jedne eleganckie np pół buty, no i jakieś zimowe okresowe - komputer, telefon ze średniej półki, niekoniecznie jakiś samsung, iphone - xiaomi i inne marki też dają rade i mając tel za 800 zł może dorównać tym za 2000 tylko trzeba, trochę o tym poczytać. Słuchawki, ink booki i inne przydatne elektoniczne gadzety. - dostęp do internetu - własny pokój/kawalerka nawet na wynajem - środek transportu - w moim przypadku to narazie rower bo w dużym mieście posiadać samochód, którym jeździło by się raz na miesiąc to głupota. Jak miałbym kupować samochód to tylko gdybym nim jeździł często np: do pracy i za max 20.000 - 30.000 za gotówkę. Żadne leasingi - im mniej kredytów tym lepiej - wartościowe książki - zdrowa dieta No i w sumie co więcej jest potrzebne człowiekowi? Jak ktoś się czymś pasjonuje to pewnie do tego dojdzie jakaś gitara, deskorolka, narty itd.
  15. Ja wam powiem tak - niech każdy sobie SPRÓBUJE zrobić te 90 dni no fapu (bez porno i masturbacji) a dopiero potem się wypowiada. Serio, masa ludzi w internecie parszywie kłamie, że no fap jest głupotą i jest wbrew naturze. Otóż wcale tak nie jest. Powiem wam tak. Waliłem regularnie od 15 roku życia (teraz 24) i miałem jakieś przerwy typu 7 dni, 14 dni itd ale to za mało na cokolwiek. Jak człowiek ciągle spuszcza z kija czy to masturbacja czy seks to potem człowiekowi się wydaje, że to jest normalne i ten "popęd" jest zdrowy. Otóż jest to wszystko jedno wielkie perfidne kłamstwo. Każdy kto dotarł do 40-50 dnia wie jaka jest prawda. A prawda jest taka, że żyjemy w kłamstwie. Ten magiczny "popęd" to żadna natura tylko zniewolenie duchowe. Gołe laski na instagramie, gołe laski na tinderze. Gołe laski w reklamach przy sportowych furach. Cały świat ocieka seksem bo seks powoduje konsumpcjonizm. Jak jesteś zniewolony seksem to ciągle myślisz o tym, by zaliczać te wszystkie ładne panie. Tak więc robisz wszystko - idziesz do pracy, której nienawidzisz, żeby zarabiać hajs. Za hajs kupujesz drogie rzeczy, których nie potrzebujesz. Kupujesz drogie auto aby podnieść swój status i samoocenę bo widziałeś, jak goła laska stoi przy samochodzie w reklamie. Swój wolny czas poświęcasz na rozwój i pasje, a jednocześnie uciekasz od siebie, uciekasz od swojego "ja" i swojej duszy. Ignorujesz swoje wewnętrzne problemy i duchowe potrzeby, zamiast tego skupiasz się na płytkiej przyjemności, która trwa zaledwie - 15-20 sekund, a potem nie masz na nic siły, a twoje sumienie jest zagłuszone. Albo masz partnerkę, ale traktujesz ją jak przedmiot, jej ciało przesłania ci rozum i żyjesz sobie w różowych okularach. Nie widzisz jej wad, bo masz zajebisty seks. Każdy problem rozwiązujesz seksem na zgodę, a po paru latach różowe okulary spadają - twoja niewinna szara myszka, z którą byłeś dla seksu i ładnego ciała tak naprawdę cały czas była wilkiem w owczej skórze i od początku była z tobą dla twoich pieniędzy czy innych korzyści, ale zaślepiony seksem o tym nie myślałeś. Rozumiecie już na czym to polega? Po co jest tyle seksu na świecie? Bo na tym kręci się konsumpcjonizm. Najpierw zróbcie czasy, które zniszczą facetów. Rozbijcie rodziny, zniszczcie samooceny. Gdy już będą mieli tragiczną samoocenę wszędzie uwidocznij seks jako coś boskiego. Faceci są pogubieni, słabi wewnętrznie i pogodzeni ze swoim słabym życiem. Dlatego własnie kasta 0,01% najbogatszych ludzi ma 80% pieniędzy całego świata. Jesteśmy społeczeństwem, którym łatwo sterować - przez to, że faceci są uzależnieni przez seks i uznają to "naturalnym" popędem. Nie zastanawiacie się, dlaczego jeszcze kilkadziesiąt lat temu były regularne wojny, powstania, bunty itd? Dlatego, ze nie było internetu, mediów i faceci nie byli zniewalani. Jesteśmy poddawani światowej kontroli i przykro mi to mówić, ale każdy z nas jest kontrolowany własne głównie przez seks. Kiedyś jak się coś komuś nie podobało to zbierała się grupa osób i walczyła o swoje na śmierć i życie. Ludzie nie godzili się na zły los i walczyli o swoje. Teraz każdy ma wszystko gdzieś. Ludzie stali się obojętni, ospali. Prawda jest taka, że 90% mężczyzn nie ma zdrowej samooceny. Najlepszy przykład -> białorycerstwo w komentarzach pod zdjęciami skąpo ubranych pań. Nie ma co tych facetów obrażać czy się naśmiewać - nie każdy jest świadomy tego, że jest poddawany kontroli i sterowany jak marionetka. Plaga depresji, samobójstw, zniszczone rodziny, zdrady. Ale jak ktoś powie, że ktoś od lat planuje masowe zredukowanie liczby ludzi na ziemi i globalną kontrolę to uzna to za głupotę. To nie jest niektórym osobom na rękę, aby faceci byli w pełni wolni. W pełni wolni faceci są agresywni i brutalni i ostro sięgają po swoje, nie godzą się na niewolę. Sęk w tym, że wielu facetom słowo niewola zastąpiono popęd. Do tego jakiś przekupiony lekarz powie, że no fap to głupota bo rak jąder, trzeba się masturbować najlepiej codziennie. Powiem wam tak - dopiero w okolicach 30-40 dnia zrozumiałem, że tak naprawdę to nie ma czegoś takiego jak popęd seksualny - to jest zwykły nałóg i można być "czystym". Przez pierwsze dwa tygodnie rzeczywiście - byłem ostro nabuzowany i człowiek zachowywał się jak zwierze, ale potem to minęło. Po 2 tygodniach libido praktycznie spadło do zera. Nie widziałem w kobietach obiektów seksualnych, wręcz przeszła mi ochota na seks. Wiecie jakie to jest piękne uczucie, gdy nie jesteś niewolnikiem seksu? Ile rzeczy się zmieniło w życiu to nie jestem w stanie wymienić. Ile rzeczy i spraw, myśli jest przygniecionych przez seks. Seks tłumi w nas pewną siłę, którą nie sposób wytłumaczyć. Jest to siła duchowa. Do czego służy seks? Seks służy do zapłodnienia kobiety, trzeba sobie uświadomić, że każdy "orgazm" zawiera jakąś cząstkę nas. W spermie są najważniejsze minerały potrzebne nam do życia. Jeżeli trzymasz spermę w sobie, to nagle wiele "nowoczesnych" chorób znika. - trądzik - łysienie - łupież (włosy stają się mocne i gęste) Skoro sperma tworzy dzieci to pomyślcie co musi w niej się znajdować - znajdują się w najcenniejsze minerały i witaminy. No dobra, ale przechodząc do tematu to jak było u mnie. Wytrzymałem 50 dni. Na początku nic się nie działo, pierwsze 10, 20, 30 dni to były regularne zmiany nastrojów - od przygnębienia po euforię. Jest to naturalny proces odbudowy receptorów. Gdzieś po ok. 30 dniu zaczęły dziać się "jaja". Zawsze byłem typem osoby, która musi 3-4 razy zastanowić się przed ważną rozmową i ułożyć plan rozmowy w głowie, aby się nie zbłaźnić. Samoistnie mi to przeszło. Nawet nie zdawałem sobie sprawy, że zaczynam po prostu ryzykować i się nie bać różnych błahych rzeczy. Z kobietami też jakieś jaja. Wchodzę do pomieszczenia i nagle każda się na mnie patrzy z taką miną, jakbym jej coś ukradł. One po prostu wyczuwają facetów, którzy mają pełne jaja. Ile dostałem uśmiechów i sygnałów zainteresowania to nie zliczę. A wyglądałem tak jak zawsze, nic oprócz NoFapu nie robiłem. Co do kobiet to tez fajna sprawa, bo po 2 tygodniach czyli ok 14 dniu przestałem na nie patrzeć jak na obiekt. Potrafiłem po prostu docenić piękno fizyczne, ale nie myślałem o nich w kontekście seksu. Mijałem laski typu 10/10 na ulicy i po raz pierwszy nie musiałem mimowolnie fantazjować. Libido praktycznie zerowe, mogłem się skupić na własnych sprawach. Super rzecz!!! Kiedyś chciałem to samo zrobić masturbacją, ale masturbacja to iluzja. Masz spokój na 2-3 godziny po fakcie, ale następnego dnia znowu jesteś napalony i pozbawiony energii. Różnica w nofapie jest kolosalna, bo masz nadmiar energii i trzeźwy umysł, a jak ciągle fapiesz to działasz na 50% i masz energię życiową na poziomie 10-25%. Zawsze miałem jakąś lekką fobie społeczną tzn. nie bałem się rozmawiać z ludźmi, ale zawsze zakładało się jakąś maskę, aby dobrze wypaść i gryzło się w język. Na no fapie stałem się szczery i nic nie zakładałem po prostu samoistnie fobia znikła i powiem więcej - przez to szczerość i otwarcie ludzie zaczęli znacznie lepiej reagować, niż gdy fapałem i zakładałem maski. Dużo też wysiłku fizycznego było w moim. Często wjeżdżałem na rowerze pod mega stromą i długą górkę - gdy się masturbowałem to na szczycie miałem prawie zawał i zadyszkę niesamowitą + brak sił w nogach. Ostatnio wjeżdżając na no fapie wjechałem na szczyt tej samej góry ... bez wysiłku i po 3 tygodniach przerwy. Lepszy sen, dieta, odbiór u ludzi - to wydaje się głupie. Z kilku innych ważnych rzeczy - wychodzą uczucia, emocje tłumione latami, wspomnienia, traumy których normalnie nie ma. Regularne orgazmy w jakiś sposób zakrywają to, co głęboko w nas siedzi. Jak fapiesz na codzień wydaje ci się, że wszystko jest ok. Na no fapie po czasie widzisz ile rzeczy olewałeś i co fajne - możesz te rzeczy łatwo przepracować i wtedy zadowolenie z życia zwiększa się o kolejne kilkadziesiąt procent. Na dobrą sprawę no fap uświadamia, że szczęście jest w nas, a nie na zewnątrz. Szczęście polega na byciu wolnym od tego, co zabija w nas ducha. Ostatnio upadłem po niecałych 50 dniach i widzę jeszcze bardziej kolosalną różnice z dnia na dzień. Jeszcze parę dni temu obce laski patrzyły się z zaciekawieniem i uśmiechem, te same kobiety teraz patrzą się z obrzydzeniem. Poziom energii ze 100% spadł do 10-20%. Wróciła bardzo lekka fobia i wycofanie społeczne, pojawiła się chęć izolacji od ludzi. Pojawiły się negatywne myśli, samopoczucie, uczucie pustki po wystrzale spermy. Jeden wytrysk spowodował, że czuję się co najmniej 10-20 lat starszy. Wyobraźcie sobie, że są ludzie, którzy codziennie walą po 2-3 razy dziennie. Ale są też ludzie, którzy prawie nigdy nie tylko nie masturbowali się, ale również nie wyrzucali nasienia. Tak zwany no fap hardcore, no PMO czy semen retention praktykowany przez kilka lat, a nie miesięcy zmienia ludzi całkowicie. Mi nie musicie wierzyć, ale zapewne znacie takie nazwiska jak: Tesla, Newton, Mike Tyson, Muhammad Ali, Steve Jobs, Dalei Lama, Platon, Pitagoras, Sokrates, Nietsche, Mark Twain, Freud, Ghandi, Szekspir, Napoleon Hill itd. Nie dziwie się ludziom, którzy twierdzą, że no fap to głupota, bo niemożliwe, żeby samo powstrzymanie się od porno i masturbacji dało tyle efektów. Sam sobie kiedyś myślałem, że no fap to takie życzeniowe myślenie. Ale to serio się dzieje. Nie po 2-3 dniach, tylko po 30, 60, 90. Dopiero około 30-40 dnia uświadomiłem sobie, że tkwię w nałogu i że da się żyć bez masturbacji i jest to lepsze życie i zdrowe. Po czasie każda zbyt mocna i nachalna nagość zaczęła mnie brzydzić. Serio, nawet na logikę nie damy rady się okłamać, że masturbacja jest naturalna bo nie jest - seks ma za zadanie stworzyć dziecko, a przyjemność to jest niejako efekt uboczny. Tylko że jak nie dobijecie do tych min 30-40 a najlepiej 90 dni to będzie to dla was brzmiało jak abstrakcja i głupota totalna. Dlatego zanim nie spróbujecie no fapu nie piszcie, jakie to jest głupie i niezdrowe, bo masturbując się nie da się tego zrozumieć. Trzeba samemu zebrać się w sobie i wytrzymać, a wraz z doświadczeniem przyjdzie zrozumienie. Każdy kto dotrwał do tego 30-40-50 dnia nie mówi potem, że to głupie tylko chce ciągle wracać do tego stanu bycia w długim czasie wolności od nałogu pomimo iż na początku twierdził, że no fap to totalna głupota i strata czasu. Edit: // No i niestety tak jak mówicie - każda wpadka dużo odbiera. Ale to nie jest tak, że jak wytrzymaliście np: 90 dni i zwalicie sobie 2-3 razy to startujecie od zera. Jedna czy dwie wpadki nie zrobi tak dużych szkód, ale powrót do ciągu wszystko przekreśli. Więc jak ktoś wytrwał 90 dni i zwalił sobie z 2 razy, to potem wystarczy np: 30 dni żeby wrócić do tych efektów z dnia 90. No i wyzywalcze są przeokropne. Na mnie zwykłe kobiety widziane na żywo nie działają. Ale mnie złamały - instagram, tinder, facebook. Nie ma lekko, trzeba wyjebać porno z kompa, porobić blokady, nie korzystać z aplikacji do śledzenie profili innych. Innej rady nie ma, ale jak się nie ma tych zapalników to można naprawdę łatwo wytrwać dość długo.
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.