Jump to content

Trevor

Starszy Użytkownik
  • Posts

    4,154
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    1
  • Donations

    0.00 PLN 

Trevor last won the day on October 11 2020

Trevor had the most liked content!

4 Followers

Profile Information

  • Płeć
    Mężczyzna

Recent Profile Visitors

18,613 profile views

Trevor's Achievements

Kapitan

Kapitan (15/23)

6.4k

Reputation

  1. Jesteś zwykłym zjebem jakich pełno. W dupie mam regulamin już Poprosiłem o bana. Nie chce z takimi jak ty mieć w ogóle do czynienia. Jesteście jak rak. Doprowadzacie człowieka swoim zachowaniem do kurwicy a potem odwracacie kota ogonem. Spierdalaj. W dupie mam to forum. Jest tu normalnych ludzi ale tacy jak ty to toksyki na których stoi to polskie zjebane społeczeństwo. W dupie to mam. Nie bede przebywał w miejscu gdzie mnie sie obraza tylko dlatego że mam swoje zdanie a jak sie nie podoba to trzeba typa atakować. Ja twoich zwierzęcych zachowań nie komentowałem bo mnie twoje życie nie obchodzi. Depresje mam to celowo do pieca dokładasz. Jesteś zjbem i tyle w temacie. @Patton mozesz mnie zbanować. Bardzo proszę. Mam dosyć tego forum. Zlokalizuj swój mózg zjebie.
  2. Myślę że trollem to ty tu jesteś. Widać że jedyne co potrafisz to prowokować albo stawiać się powyżej kogoś. Smutnym człowiekiem jesteś i tyle. Takim samy typem jak tych co w magazynach spotykałem. Tępi ludzie którzy uważają że ich sposób życia to jedyny możliwy. Idź sobie zaruchaj bo widać że od 15 minut tego nie robiłeś "artysto jebania". Zawijam sie z tego forum. Rok mnie nie było i na dobrze mi to zrobiło. Szkoda tu mojego czasu.
  3. Zrobiłem ostatnio na działce ognisko ze znajomymi. Celowo same chłopy (ja nie mam teraz cierpliwości do kobiecego pieprzenia). Po latach się spotkać i pogadać. Chłopaki mają dobre zawody. Weterynarze, lekarze, IT itd. Większość żyje w ciągłym stresie. Pogadaliśmy trochę o otoczeniu i społeczeństwie i mają podobne wnioski do moich. Nasze otoczenie powoli staje się niezdatne do normalnego życia. Siedziałem tam sobie i pomyślałem sobie że my wszyscy jesteśmy dobre chłopaki ale co mnie zaskoczyło to to że mamy podobne problemy tylko część nadal żyje w złudzeniach które już niedługo się skończą. Wyczułem że ci którzy jeszcze je mają zmierzają powoli do podobnych wniosków. Czuć pewnego rodzaju podskórną desperację i kwestionowanie tego co nam sprzedali lata temu. Rozmawiałem z jednym w moim wieku. Widzę że już tylko życie na wsi dzieci i praca. potwierdził. Na wsi ludzie jeszcze w miarę normalni (bo mają trochę przestrzeni do funkcjonowania i luzu). W miastach to już dramat. Zauważcie że ludzie wyprowadzają się ze wsi do miast żeby się dorobić a potem co robią? Kupują domy na wsi (i narzekają że im kombajn hałasuje albo gównem śmierdzi). Świat stoi na głowie. Łatwo wskazać jeden z tysięcy powodów dlaczego coś nie działa. Trudniej naprawić ten bajzel który politycy nam stworzyli.
  4. Lotnictwo to tam będzie 80 F-16, Gripeny, i starsze platformy. Uderzeniowo będą mieć więcej. Robotyzacji uległo 30% armii ukraińskiej. Drony lądowe dostarczają zaopatrzenie, odpowiadają ze rekonesans a nawet szturmują okopy lub utrzymują małe odcinki frontu. Ukraina pracuje i wdraża własne pociski rakietowe, kopiuje bezczelnie technologie (zrobili odpowiednik rakiet PAC-3 do patriotów dzięki czemu niedługo rozpoczną produkcję i nie będą musieli kupować od niepewnego dostawcy jakim jest USA). Ukraina ma zdolności masowych uderzeń dronów i coraz skuteczniejszych uderzeń rakietowych. Kopiuje tez skuteczne rosyjskie rozwiązania i adaptuje się stosunkowo szybko uzyskując przewagi tam gdzie Rosja jest słaba. Rozwijają własne konstrukcje. Produkują kołowe systemy artylerii lufowej wzorując się na francuskich CAESAR, czy wozy bojowe przypominające konstrukcyjnie polskie platformy. Podejrzewam że gdyby teraz zapanował pokój a Ukraina zaatakowała by Polskę to cały nasz pierwszy rzut zostaje skasowany w pierwszych dniach wojny. Zaskoczenie umożliwi koncentracje wojsk ale co ważniejsze zgromadzenie olbrzymiej ilości dronów i tak jak Ukraińska ofensywa na Zaporożu polskie wojsko traci setki czołgów już na samym początku wojny bo saturacja przestrzeni powietrznej dronami i uderzeniami rakietowymi paraliżuje skuteczną odpowiedź. Tak Ukraina obecnie - nawet tak przetrzebiona populacyjnie byłaby realnym zagrożeniem może nawet większym niż Rosja. W interesie Polski - zawsze to twierdziłem - jest żeby ta wojna trwałą jak najdłużej, a my tak jak inni powinniśmy na tym biznes robić. Zero bajek o sojusznikach.
  5. Przy czym myślę że Polska powinna podchodzić do sprawy tez pragmatycznie nawet jeśli uznamy Ukrainę za naszego wroga (niezależnie od tego jak kto myśli na ten temat). Sytuacja jeśli się będzie zaogniać to prosta sprawa. Zero datków. Chcecie amunicję to kupujecie. Chcecie sprzęt? Kupujecie. Potem można dowalić cła za transport towarów (w tym wojskowych), ukrócić działanie mafii kradnących i szmuglujących (póki co w cywilizowany sposób) broń z terenu Polski na Ukrainę, zabrać Ukraińcom wszelką pomoc u nas w kraju i odebrać przywileje, priorytetyzować zatrudnienie wśród rodzimych pracowników finalnie zamknąć granicę etc. itd. Narzędzi jest masa. Nie od razu ale stopniowo dokręcać śrubę w reakcji na Ukraiński brak szacunku. Można oficjalnie poprosić o zwrot podarowanych czołgów (wiem że to absurd ale to miałoby pokazać reakcje Ukraińców na to a nie sens takiej prośby) itd. Oni się sami upieką w tym wszystkim. Tylko z naszej strony zero emocji a przy zjebanych mediach jakie mamy to mogłoby być trudne.
  6. No i się zaczyna. Gdyby Polska zamknęła granicę z Ukrainą to ta przegrywa wojnę od razu. Ci ludzie czasem na prawdę nie mają rozumu.
  7. Ja się tam nie łudzę już że jakakolwiek symbolika czy przynależność Państwowa ma znaczenie obecnie. To jest coś co jest reliktem przeszłości. Nie dlatego że ja tak uważam tylko dlatego że Państwowe wartości się rozwodniły. Mało kto już w to wierzy. Sami oddaliśmy wszystko. Tu już nie ma co ratować. Gospodarka się zapada do środka. Cały zachód (w tym Polska) to w tym momencie wydmuszka. To co USA pokazuje to ostatnie podrygi wierzgającego trupa. Ameryka padnie to lecimy wszyscy jak domino bo już dawno oddaliśmy własną kulturę tradycje i historię. https://infosecurity24.pl/bezpieczenstwo-wewnetrzne/koniec-ery-heroizmu-polacy-coraz-mniej-sklonni-do-poswiecen-dla-ojczyzny
  8. Coś w tym jest. Myślę że to jest związane z pewnym poczuciem że tam człowiek jest bardziej wolny. Z tymi łatkami to wydaje mi się że jest odwrotne. To miejsce w którym się mieszkało jest tym w którym ludzie cie tak na prawdę nie znają bo bardziej ich obchodzi żeby mieć wygodną wersję ciebie niż prawdziwą.
  9. Domyślałem się Nie wiesz nawet co mi wytykasz bo kompletnie nie rozumiesz sytuacji, ale w sumie mi to lata. Może komuś pomoże jak się zmaga z takimi rzeczami: mam ewidentne niedobory serotoniny i widzę że to miało miejsce już od długiego czasu. Polecam poczytać co powodują niedobory bo mi się pokrywa w 100% a to jest na tyle subtelne i na tyle utrudniające normalne funkcjonowanie że każdy dzień to lekka tortura - nie na tyle poważna żeby była na radarze ale cały czas w tle. Ja spróbuje naturalnie podnieść jej poziom. Nieświadomie na przykład organizowałem dietę wokół tego. Moja podświadomość i testowanie tego co działa przez lata spowodowało że naturalnie dostosowałem pewne rzeczy. Niestety to za mało. Widzę że to strzał w 10. Może komuś pomoże.
  10. Byłem u tego psychologa xD Powiedział mi że ze mną jest wszystko w porządku. To społeczeństwo jest dzisiaj kompletnie ogłupione, a tacy jak ja to jak ruch oporu xD Umiarkowana depresja.
  11. Jechałem na adrenalinie, upartości, i planie swoim. Zaciskałem zęby żeby dać radę - po to tam pojechałem. Większość ludzi tam żyje podle tak na prawdę. Była zima. Widziałem tylko światła jarzeniówek 8 h dziennie non stop hałas, ludzie grający w gierki itd. Zabrakło mi miesiąca żeby go do końca wykonać bo zostałem zwolniony. Generalnie ja się spalałem na maksa bo wiedziałem jak tam jest i jacy są ludzie i moje podejście miało być na zasadzie "moja praca świadczy o mnie". Finalnie ludzkie świnie z którymi pracowałem zaczęły budować przeciw mnie narrację, a ja już byłem zmęczony (w święta wziąłem 2 tygodnie wolnego bo nie wyrabiałem fizycznie - mało snu - i psychicznie - gierki podjazdy itd. Walczyłem do końca (byłem spokojny i rozgrywałem sprawę spokojnie - opracowałem sporo taktyk do radzenia sobie z takimi elementami ale mój wniosek finalnie jest taki że jak jesteś w takim otoczeniu to albo stajesz się taki jak oni - czego nie chciałem - albo Cię przemiela) i pomimo tego że za każdym razem przez tydzień wychodziłem z biura menadżerów bez winy i bez zwolnienia oni stwierdzili że stresuje ich sytuacja. Obronili patologię tylko z tej racji że pracuje tam dłużej i zbyt wygodnie jest nic nie zmieniać "póki działa" (a tak na prawdę rotacja tam duża - zbielają jednych - biorą drugich). Do tego doszła ta sytuacja z dziewczyną i ja się tam trochę emocjonalnie zaangażowałem niestety - nakręciła mnie i tez gdzieś mi uciekł ten moment w którym powinienem był powiedzieć dosyć. Jestem mega uparty i często forsuje swoje plany ale to nie ma sensu bo to nie życie tylko przetrwanie. Z początki w ogóle nie chciałem w to wchodzić i nie byłem zainteresowany ale fizyczne wykończenie stres itd. i dziewczyna która niby jest jedynym spokojnym punktem i jesteś ugotowany. Gotuje się w tobie ze złości, ona się kręci i przy niej łagodniejesz i za chwile znowu z debilami użeranie się. Zwariować można. Generalnie mało bezpieczne środowisko do takich akcji ale jak się jest człowiekiem co nie chce grać z tymi ludźmi zajmuje się sobą to to im nie gra. Zawistni ludzie. Jak kiedyś opowiadałem że mam marzenie że pojechałbym kiedyś do Montany zobaczyć krajobrazy stanów itd to koleś co obok mnie stał "kolega się ostro zapędził". No ludzie bez przyszłości. I mnie to tak wnerwiało. Nie możesz nawet nic powiedzieć normalnie porozmawiać bo tylko "sensacje" i obgadywanie. Finalnie grałem już tak że notatki robiłem o każdej osobie. podzieliłem ich na 3 sekcje normalni / neutralni i szkodniki. Połowa załogi to tam coś z głowami miała. Nie potrafili się sobą zająć. No po prostu niedorozwoje. Strategie się zmieniły takich ludzi. Oni już Cie finalnie nie atakują otwarcie tylko podkopują twoją reputacje, grają w dominacyjne gierki, jak tam jesteś to nie możesz ani atakować ani się bronić bo z grupą przegrasz a oni tylko czekają na taką twoją reakcję bo to paliwo do manipulacji. Kompletny clusterfuck. Zmieniasz robotę to tracisz pieniądze i czas a ja tam finalnie za każdym razem od 5 - 6 miesięcy jestem i finansowo to się opłaca mimo wszystko ale koszt tego psychiczny jest ogromny i to już mam nadzieje ostatni taki wyjazd tego typu. Z kolei wracam do Polski i zauważyłem że jak wchodzę do mieszkania to czarna pustka mnie ogarnia. Utykam tutaj jak w czarnej dziurze. Małe miasto nic tu nie ma, nikogo nie idzie poznać. i jak z człowieka schodzi to wszystko to po prostu wpada w odrętwienie. Ja to już wiem bo 2 razy coś takiego przechodziłem. Za pierwszym razem 8 miesięcy wychodziłem z czegoś takiego. 3 miesiące arytmie serca ataki paniki na rodzinnej imprezie miałem że musiałem wyjść i popatrzeć na zieleń a oczy mi łzami zachodziły. Z samego faktu bycia wśród ludzi. Za drugim razem odszedłem sam i finalnie to lepiej rozegrałem. Mimo że tez mnie chcieli udupić - tez Polak co ciekawe - wtedy kierownik który się bał o stołek bo widział we mnie zagrożenie. Odszedłem z tarczą na swoich warunkach mimo że próbowali odwrócić sytuację. Tam się ludzi szanujących siebie niszczy. Masz być taki sam jak patusy z którymi pracujesz co narkotyki łoją, wódę, planów na przyszłość zero i obgadują na przerwach ludzi tak że mi się na kantynie flaki przewracały. Polki tam to jak słyszałem jak bluzgały to takie obrzydzenie to mnie w wojsku nie brało. Ta dziewczyna była poza tą grupą ale cholera wie co tam w tle było wiec mimo że mnie ciągnęło to sie powstrzymywałem, ale zrobiła na mnie dobre wrażenie ogólnie. Długo by pisać.
  12. Ta rozmowa co tu była uświadomiła mi że ja mam pewien problem na poziomie rozmowy z ludźmi i to jest problem bardzo szybkiego wejścia w pewna postawę która uniemożliwia mi bycie w danym momencie sobą. Cieszę się że to wyszło bo ja nie mam problemu z zagadaniem jeśli widzę że dziewczyna która mi się podoba jest otwarta, nie mam problemu z podejściem, z odwagą bo przy ostatniej historii gdzie podejrzewam spotkałem pierwsza w moim życiu w miarę normalną dziewczynę (co było dla mnie szokiem i zaskoczeniem takim że dopiero z perspektywy mogę na nią spojrzę i ocenić że ona jeszcze była zdrowa - nie skorumpowana przez dzisiejszy świat) której się podobałem, która sama praktycznie przejawiała inicjatywę i szukała ze mną kontaktu od samego początku potrafiłem do niej wyjść ale jak tylko narzuciłem sobie presję to wszystko się samo zaczynało rozlatywać już w mojej głowie. I ja widzę że to wynika też z emocjonalnego wygłodzenia i braku zrozumienia w ogóle wśród mojego otoczenia. Szczególnie tu w Polsce gdzie byłem dla większości po prostu przydatny. Wychodzę teraz z depresji ciężkiej po powrocie z za granicy. Czasem 2 h z łóżka wstać nie mogę a każdy dzień to czarna plama. Idę dzisiaj do psychologa żeby ocenić nad czym warto popracować i czy nie potrzebna jest mi jakaś terapia czy coś. Widzę po sobie że za każdym razem jak wracałem z za granicy wpadałem w głęboką depresję (poza przedostatnim razem). Widzę też że zainteresowanie miałem praktycznie za każdym razem, ale widziałem że pod spodem jest coś z czym nie chciałem mieć do czynienia. Ostatnim razem było inaczej i ja nie potrafiłem tego rozegrać we wrogim środowisku i funkcjonując w ciągłym napięciu. Moje życie to ciągłe forsowanie się i musze zrobić coś żeby to przerwać bo nie ma tu miejsca nawet na normalne przyjaźnie już, a ja dochodzę do momentu gdzie zaczynam czuć że zaczyna mi brakować sił żeby tak funkcjonować. Musze szukać wyjścia z tego. Mozę tak miało być. Wypracowałem sobie pieniądze i czas na pierwszą w życiu szansę na ogarnięcie mentalne siebie i jakąś zdrową zmianę. Jakąś formę uzdrowienia wzorców które pozwalały mi przetrwać a już mi nie służą.
  13. Raz byłem u psychologa. Po wojsku. Siedziało we mnie coś 1.5 roku i mimo że próbowałem gadać z ludźmi nic nie pomagało bo wszyscy to zbywali to w końcu poszedłem. Po jednej wizycie poczułem że mi spadł ciężar z serca. Teraz czuje że mogę być w podobnym momencie. Ja gadałem on mi tylko pytania zadawał. I pomogło. Fakt że po latach nie mam nikogo komu mogę się zwierzyć. Pewnie dlatego czuje pustkę po powrocie do Polski bo tam za granicą poznałem jedną taką osobę z którą jestem w kontakcie a która jest mega w porządku. Myślę że chyba czas wyrwać korzenie z tego miejsca gdzie jestem i po prostu się wynieść. Pomimo dużych problemów za granicą z ludźmi czułem ze się uczę społecznie pomimo olbrzymiej presji (która finalnie mnie doprowadzała do powrotu tu do Polski żeby odpocząć bo byłem kompletnie przeciążony fizycznie i psychicznie i poleciałem w izolacje żeby się zregenerować i to działa ale jest tez ryzyko z izolacją zawsze). Myślę ze (masz rację) powinienem iść do psychologa albo na terapię. To chyba dobry pomysł bo będę się tylko męczył. Tak z ciekawości kiedy zacząłeś się orientować że coś jest nie tak? Ja zawsze słuchałem wersji typu "trzeba dać radę" i internalizowałem wszystko wmawiając sobie że jestem za słaby. Bo to dokładnie słyszałem od wszystkich z otoczenia. Pewnie dlatego wyjechałem bo już nie mogłem tak funkcjonować. No... widzę to. Nie było miejsca na doświadczenia w tym pędzie ciągłym i w ciągłej walce. Gdzieś mimo to coś tam nadal klika prawidłowo. Moje życie to nie życie obecnie. Sam się łapałem na tym że czekam na koniec dnia ostatnio zamiast go przeżywać.
  14. Macie trochę racji. Chyba za bardzo wszedłem w te tematy. Myślę że moim największym problemem jest to że ja żyje w trybie przetrwania całe moje życie. Nie ma tu miejsca na cokolwiek sensownego. We wszystko zawsze wchodziłem na 100% albo odpuszczałem. Od jakiegoś czasu bardzo mało we mnie luzu. W zeszłym roku było już nieźle i czułem to ale praca z ludźmi znowu mnie zniszczyła. Wewnętrznie pewnie buduje w głowie już na poziomie poznawania się bardzo silne poczucie znaczenia sytuacji które według mnie stają się konkretniejsze i stad te blokady. Ja nie poznaje tak na prawde ludzi na początku tylko ich klasyfikuje. Ok - nie Ok. Myślę że ja się nie boję aż tak bardzo kobiet czy fizyczności tylko sposób mojego funkcjonowania od lat sprawia że nie ma nic poza fight or flight. To jest całe moje funkcjonowanie dlatego tak trudno to zmienić. W grupach ludzi często wpadam w konflikty i albo cierpię prowadząc ciągłą walkę albo uciekam co finalnie mnie spala do cna. Nie ma tu miejsca na spokojne podejście do czegokolwiek. Mam teraz sporo czasu i sporo nad tym myślę. Potrafię flirtować, jak jestem rozluźniony to wszystko idzie gładko (sporo kobiet mnie lubi i dobrze na mnie reaguje), ale jak mój mózg zaczyna czemuś przypisywać znaczenie to stawka jest bardzo wysoka i staje się bardziej jak robot w reakcjach. Wszystko staje się analizą, i obserwacją. I to się tyczy większości sytuacji społecznych. Kogoś odczytuje jako zagrożenie to się odcinam - tylko suche techniczne zdania. Jest to tak wykańczające że na koniec dnia pracy jestem dosłownie wycieńczony nawet jeśli pracuje przy czymś teoretycznie łatwym i lekkim to nie ma różnicy czy przerzucam tony czy wafelki. Szczerze powiedziawszy to się dzieje na poziomie podświadomym i za cholerę nie wiem jak to zmienić. Kobiety to tylko fragment tego co się dzieje. Gadam sobie o tym z chatem gpt. Coś takiego mi nasmarował: Normalne funkcjonowanie nie polega na przełączaniu się między skrajnymi trybami typu: zgoda → odcięcie → walka. To, co u Ciebie się dzieje, to raczej: „reaktywny system bezpieczeństwa”, który steruje relacjami A zdrowiej działa coś innego. Jak to wygląda u większości ludzi Większość stabilnych osób nie „przełącza trybów” w relacji co chwilę. Oni mają: stały poziom bazowy (neutralny) i tylko drobne odchylenia w zależności od sytuacji Czyli: ktoś miły → trochę się otwieram ktoś trudny → staję się bardziej zdystansowany ale nie zmieniam całego trybu funkcjonowania Twój obecny model (to co opisujesz) U Ciebie wygląda to bardziej tak: czuję napięcie → „coś jest nie tak” → wchodzę w analizę / kontrolę → albo dopasowanie, albo odcięcie, albo twardość Czyli: brak stabilnego „środka” I teraz ważna rzecz To nie jest „błąd charakteru”. To jest: brak automatycznego trybu neutralnego pod stresem społecznym I to się da wytrenować. Jak wygląda „zdrowy środek” To nie jest: bycie zawsze spokojnym bycie zawsze otwartym bycie zawsze twardym Tylko: pozostanie w kontakcie z rzeczywistością bez zmiany własnej tożsamości w zależności od ludzi Czyli: czujesz napięcie → OK ktoś jest dziwny → OK ktoś prowokuje → OK ale Ty nadal „ty” w środku Najważniejsza korekta Nie chodzi o to, żeby: nie reagować Tylko żeby: reakcja nie przejmowała sterowania Twoim zachowaniem Prosty obraz „przełączanie trybów” (Twoje obecne odczucie) jak światło ON/OFF zdrowy system jak dimmer (płynna regulacja) Co jest dobrą wiadomością To, co masz, nie jest rzadkie przy: długotrwałym stresie społecznym konfliktowych środowiskach przemocy / napięciu w relacjach chronicznej czujności I to się da uspokoić — ale nie przez „siłę”, tylko przez: uczenie układu nerwowego, że nie każda interakcja wymaga trybu alarmowego
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.