Jump to content
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

blck.shp

Starszy Użytkownik
  • Content Count

    570
  • Donations

    0.00 PLN 
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

674 Świetna

1 Follower

About blck.shp

  • Rank
    Plutonowy
  • Birthday 10/31/1996

Profile Information

  • Płeć
    Mężczyzna

Recent Profile Visitors

1424 profile views
  1. Nie będziesz pasożytem, tylko normalną kobietą, która poszła na taki, a nie inny układ ze swoim mężem. Jest to, według mnie, całkiem rozsądne rozwiązanie, kiedy Ty zajmujesz się dzieckiem i domem, a mąż utrzymaniem wszystkiego. Z tym że nie możesz mieć później pretensji do swojego partnera, że zbyt mało czasu spędza z dzieckiem, albo że nie pomaga Ci w domu, skoro pracuje i dzięki niemu możecie normalnie funkcjonować. Musicie dogadać wszystkie kwestie razem. Pasożytem będziesz właśnie wtedy, jak będziesz siedzieć w domu na dupie, udawać, że zajmujesz się dzieckiem, nie dbać o lokum, wyżywienie, męża i zrzucać do wszystko na niego. Wtedy to nie będzie fair.
  2. No ale ja czuję, ale tylko rano, po spaniu. Nawet dziewczyna mi mówiła o tym, a później już bez problemu.
  3. Trochę się podepnę pod temat. Czy naturalny jest nieświeży oddech po nocy/śnie? Złapałem się na tym już kilka razy, mimo że regularnie myję zęby i chodzę do dentysty. Co śmieszniejsze, to nawet jak rano nie umyję zębów, to jakoś tak w ciągu dnia samo przestaje śmierdzieć i jest naturalny zapach.
  4. Tylko kobieta może "przegrać" merytoryczną dyskusję z innym rozmówcą i skwitować to słowami "nie kompromituj się". 😊
  5. Zazdrosny facet, który kontroluje swoją kobietę dobierając się do jej rzeczy i czytając jej prywatne rozmowy + dziewczyna, która za namową kobiecego forum, nie daje swojemu facetowi i kupczy dupą, w celu osiągnięcia swoich celów. No faktycznie, idealny związek 😁 Może kiedyś wrócisz tu i przejrzysz na oczy. Podobno dziewczyny szybciej dojrzewają od chłopców, więc musisz być jeszcze bardzo młoda. ☺
  6. Może powinieneś zmienić lekarza? Ja też mam astmę oskrzelową od dziecka. Jak byłem młodszy, to też brałem wziewne leki, inhalacje, do dnia dzisiejszego zostały mi tylko tabletki. Chciałem się rozwijać sportowo, grałem amatorsko w nogę, ręczną, trochę bardziej zawodowo w kosza, ju jitsu, ale nic z tego nie wyszło, bo żeby uprawiać coś profesjonalnie za dzieciaka, trzeba było mieć zaświadczenie od lekarza, a mnie skutecznie rodzinny odsyłał z kwitkiem. Tak może grałbym gdzieś teraz w nba (i pomógł Warriorsom, bo męczą się w pierwszej rundzie 😁). A sport jest wręcz wskazany podczas astmy, bo zwiększa Twoją wydolność. Siedzenie na dupie tylko pogłębia chorobę, więc lepiej zrób coś z tym. Pójdź do profesjonalisty w tej dziedzinie, kogoś wyspecjalizowanego w astmie, albo do lekarzy sportowych i poproś o rady. No chyba że masz mocno zaawansowaną tę astmę i faktycznie nic nie idzie zrobić, ale i tak myślę, że coś można zdziałać.
  7. Już z nią rozmawiałem na ten temat dosyć poważnie. Wie, że nie chcę tam mieszkać i wyprowadzę się, jak tylko będę miał środki na to. Ona nie chce, bo po 1, dom będzie na nią, bo jest najmłodsza z rodzeństwa, a reszta ma działki, 2, jest jej po prostu wygodnie, jak to w domu rodzinnym. Jednak myślę, że jeśli ja na poważnie bym się wyprowadził, poszłaby ze mną, bo wie, że inaczej związek by pewnie nie przetrwał.
  8. Dobrze pamiętasz. Zrezygnowałem z forum, a teraz udzielam się raczej sporadycznie. Powód był taki, że radziłem innym, co powinni robić, podczas gdy sam nie robiłem nic, oprócz wałkowania forum i uważania się za kompetentną osobę. Czytałem i doradzałem, zamiast sam działać. Zryłem sobie trochę tym głowę. Ja na ten układ poszedłem jeszcze zanim trafiłem tutaj, ale to dłuższa historia. Musiałbyś poczytać moje starsze wątki. Wtedy byłem całkiem inną osobą, zakompleksionym chłopcem, który był szczęśliwy, że jakaś dziewczyna mu mówi, że go kocha. Teraz może i bym na to nie poszedł, ale w momencie rejestracji na forum, w związku byłem już 1.5 roku. Też dążę do tego. Szukam stażu jakiegoś w zawodzie, najlepiej 3 miesięcznego, ale najpierw muszę zdać sesję w czerwcu. Po stażu i zaliczonym roku będę liczył na pierwszą poważną pracę i może wtedy. Póki co nikt mi nie sypnie magicznie 3 tysięcy wypłaty, żebym mógł się utrzymać. Priorytet to sesja i zaliczenie przedmiotów. Potem szukanie lepszej roboty.
  9. Dom jest na wsi, pod Krakowem. Jedyni znajomi, to ze studiów, ale to płytkie znajomości. Ale ona rozumie. Problem, że syn (brat mojej) uważa się za pana domu i on rządzi. Nie ma wykształcenia, oficjalnie bezrobotny, robi na czarno, wiecznie bez kasy, ale rządzi i dysponuje często nie swoimi pieniędzmi. Matka już kupowała, czy to stół do kuchni, czy komodę do salonu, zawsze ze swoich, ja pomagałem wybierać i skręcać, ale kasy nie chciała. Teraz z pomysłem zmywarki wyszedł brat i od razu, bez nawet pytania mnie, czy miałbym kasę, po prostu mówi "no złożymy się we czwórkę to drogo nie wyjdzie" i już szuka ofert. Tak wygląda podejmowanie decyzji.
  10. Uważam, że nie masz racji. Dziewczynie nic nie daję. Napisałem wyżej, że jeżeli cokolwiek kupujemy, to zawsze 50/50 i wtedy, kiedy też tego chcę/potrzebuję, a nie dla jej zachcianek. "Mamusi" daję za to, że mieszkam. Nie finansuję jej, tylko ona daje mi kąt we własnym domu, za co ja jej daję pieniądze. Bratu nie daję ani grosza, tak jak w przypadku tego internetu. Wybrał sam za moimi plecami, więc za niego nie płacę. Nie uważam się za bankomat w żadnym wypadku, kwestia tego, czy dołożenie się do sprzętów domowych to uczciwy układ, czy wlaśnie inwestowanie w coś, z czego nic nie będę miał. Co do bycia betą, pewnie masz rację, ale ciężko być autorytetem na obcej ziemi i przy obcych ludziach. Studia, książki, abonamet telefoniczny, bilet miesięczny, lekarstwa na astmę i alergię, leczenie zębów, do tego dochodzi ślub mojego bliskiego kuzyna za 2 miechy. Może nie mega dużo, ale patrząc na to, że przy dobrych wiatrach, czyli jak wyrabiam najwięcej godzin to mam niecałą najniższą krajową, to mało mi zostaje, a gdzie oszczędzanie.
  11. @Siarra no tutaj jest grubsza sprawa. Tak na szybko, bo nie chcę się na ten temat rozpisywać. Są w separacji, on ma dół mieszkania, ona piętro i poddasze. On nie stroni od %, od niedawna inwalida, nie dokłada grosza do opłat i domu. @Imbryk wiadomo, zero prywatności, jak jakaś wymiana zdań między nami, to od razu po opinie do mamy. Także nie za fajnie, ale idzie dojść do porozumienia. Co do wyprowadzki, to bliżej nieokreślony termin. Albo po znalezieniu lepszej pracy, czyli niewiadomo dokładnie kiedy, albo po studiach, czyli jak wszystko pójdzie gładko, to za 2,5 roku, czyli i tak sporo czasu.
  12. Póki co, nie. Za dużo wydatków, za mało dochodów. Dlatego szukam lepszej pracy. Może wtedy. Mogę, ale to 300km dalej. Musiałbym rzucić studia, albo co weekend dojeżdżać, ale wtedy bez sensu byłby mój związek. Ktoś musiał się przeprowadzić, by związek mógł funkcjonować. Padło na mnie, bo sytuacja materialna w moim rodzinnym domu jest kiepska, u dziewczyny trochę lepiej. Na mieszkanie samemu tym bardziej mnie nie stać. Mógłbym zostać u siebie, ale wtedy patrz wyżej, co odpisałem bratu. Nie chciałem prowadzić związku na odległość, więc po obgadaniu z jej rodziną, przeprowadziłem się do nich. To prawda. Jeżeli tylko dla nas dwojga, to 50/50. Jeśli mowa o zmywarce, no to jest nas czwórka z jej mamą i bratem, więc po równo 1/4 każdy. Chciałbym mieć możliwość decydowania za siebie, a nie by ktoś podejmował decyzje za mnie i stawiał mnie przed faktem dokonanym. Oczywiście, że w takim wypadku bym nie korzystał. Już była raz sytuacja z internetem. Była jakaś radiówka, każdy się dokładał, jednak chujowo działała i chcieliśmy zmienić. Pochodziliśmy, pooglądaliśmy, mieliśmy na spokojnie zdecydować. Jednak jej brat, można powiedzieć, za plecami wziął taką ofertę, jaka jemu najbardziej odpowiadała i dzwoni, że wziął to i to i szykujcie kasę na aktywację. Była burza o to, ale ostatecznie internet został. Ja się nie dokładam do niego, ale i nie korzystam, bo dla mnie to chore, by ktoś stawiał innych przed faktem dokonanym i później wymagał od nich czegoś. To tak, jakbym ja kupił coś za plecami innych domowników, przyniósł i powiedział "to teraz oddajcie mi kase za to", ale że nie jestem u siebie, to tak nie mógłbym zrobić. Jednak ze zmywarką sprawa jest bardziej skomplikowana, bo jak zlikwidują ten piecyk pod zlewem, to w kranie w kuchni będzie tylko zimna woda. Da się umyć naczynia, ale wiadomo, zacznie się gadanie, że niedokładnie myję, że oni później z tego jedzą, albo że zmywarke kupili, by oszczędzić na wodzie, a ja i tak w zlewie myję. W zależności od miesiąca. 200 to minimum. Zależy, czy akurat mam więcej godzin w pracy, czy mniej, czy mam opłacić ratę na studiach, czy inne wydatki. Jak jakieś święta, czy coś, to daję więcej. Można powiedzieć, że w cenie jest pranie, obiad, i tego typu sprawy. Bez przesady z prasowaniem. Takie ogólne rzeczy. Ale wiem, że to i tak niska cena za mieszkanie i wiem, że nic w takiej cenie nie znajdę nigdzie. Sentyment? "Teściowa" spoko, nie mam z nią kłopotów, ale faktycznie traktuje mnie jak syna, próbuje mówić, co powinienem robić, chodzić do kościoła i tego typu bzdety, ale to po prostu jednym uchem wpuszczam, drugim wypuszczam. Z bratem raczej zimne stosunki. Było między nami sporo spięć, teraz od jakiegoś czasu jakoś leci. Nie dażę go ani szacunkiem, ani sympatią, toleruję po prostu. @Krugerrand tak, to była luźna rozmowa. Jak znajdę pracę, to rzucę te dwie trzy stówki za mieszkanie, żeby nie było, powiedziałem okej, nie ma problemu.
  13. Siemka Opiszę Wam po krótce sytuację, w jakiej się znajduję. Obecnie studiuję zaocznie, pracuję na umowę zlecenie, wyrabiam od 100 do 120 godzin przy 12,60 zł/h. Mieszkam u rodziców mojej dziewczyny, a raczej u jej mamy. Umówiliśmy się, że będę dokładał się symboliczne 200/300 zł do opłat i tak się dzieje. Reszte rzeczy finansuję sobie sam. Oczywiście nie zamierzam tam zostać na zawsze. W momencie, jak pójdę do stałej pracy na pełen etat, gdzie dostanę pieniądze, które pozwoliłyby mi się utrzymać, albo po skończeniu studiów, mam w planach się wyprowadzić, bo mieszkanie na czyimś garnuszku do wesołych nie należy, tym bardziej u, jakby nie patrzeć, obcej rodziny. Tutaj pojawia się problem. Jestem naciskany z różnych stron na to, by pomimo niewielkich zarobków, a stosunkowo dużych wydatków (chociażby na studia), dokładać się też do innych rzeczy, które zaplanują sobie inni mieszkańcy domu, czyli na przykład moja dziewczyna, jej brat, czy mama. I o ile dziewczynie normalnie potrafię odmówić, jeśli wiem, że czegoś nie chcę, nie potrzebuję i nie mam pieniędzy, o tyle odmawianie reszcie rodziny, szczególnie bratu nie jest takie łatwe. Teraz kilka przykładów. Moja co jakiś czas namawia mnie na nowe meble do "naszego" pokoju. Sama pracuje na 1/2 etatu, zarabia mało, ale chce nowe meble. Co z tego, że to wydatek kilku tysi, by kupić szafę, półki, komodę i inne pierdoły. Mi pasują te, które są, bo spełniają swoją funkcję, nie są stare, są w dobrym stanie. Co prawda faktycznie trochę mało miejsca, ale jakoś idzie się pomieścić i nie widzę tego, by był to jedyny powód, dla którego miałbym wyłożyć kupę kasy. Ale zawsze jej odmawiam i tłumaczę, że nie potrzeba nam tego, po czym mam spokój na kilka miesięcy. Kolejna sytuacja z dzisiaj. Jej mamie zostało trochę kasy z 13 nastki, więc pomyślała na głos przy nas, że mogłaby kupić sobie nową kanapę (ona stoi w czymś ala salonie, ale też śpi na niej). No i spoko. Obecna kanapa faktycznie stara i zniszczona, niech sobie kupuje jak chce. Ale zaraz jej brat podłapał temat i mówi, że zamiast kanapy, to może lepiej zrobić zrzutkę na zmywarkę. I zaczął się temat tej zmywarki, już myślenie, gdzie ją wstawić, jak wstawić, ile kosztują, po ile trzeba się złożyć. No i dla mnie to kompletnie odległy temat. W rodzinnym domu nigdy nie było zmywarki i jakoś się żyło. Poza tym z tego, co wiem, to i tak naczynia trzeba trochę obmyć w zlewie, zanim się je włoży do zmywarki, a oni już chcą piecyk, który grzeje wodę pod zlewem likwidować, bo po co, skoro zmywarka będzie. No i teraz zastanawiam się nad tym, czy to ja jestem jakimś pasożytem i skąpcem, który się nie chce dokładać, czy jednak dobrze myślę i inwestowanie w nie swój dom jest w jakiś sposób rozsądne z mojej strony? W końcu co ja będę z tego miał? Dom i tak nie będzie mój, nie będę w nim pewnie mieszkał za jakiś czas, a co jeśli tak dokładałbym do wszystkiego, a to zmywarka, a to lodówka, a to piec, a potem rozszedłbym się z dziewczyną? Nic bym nie miał z tego, a kasy bym nie odzyskał. Ale jak próbuję czegoś odmówić, to spotykam się z argumentem, że mieszkam tutaj, to mam się dokładać. I tyle rozmowy. Wiem, że najlepszą opcją byłaby wyprowadzka i odcięcie się o tych problemów i wymagań innych wobec mnie, życie "na swoim" i inwestowanie w swoje, a nie czyjeś. Jednak na chwilę obecną to niemożliwe, mimo że cały czas szukam jakiejś lepiej płatnej pracy. Co Wy o tym myślicie?
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.