Jump to content
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Tajski Wojownik

Użytkownik
  • Content Count

    112
  • Donations

    0.00 PLN 
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

170 Świetna

About Tajski Wojownik

  • Rank
    Szeregowiec

Profile Information

  • Płeć
    Mężczyzna

Recent Profile Visitors

1738 profile views
  1. Przeczytałem cały topic. Chłopie, masz farta jak diabli, że nie wpierdzieliłeś się z nią w dziecko. Przeczytaj Kobietopedię i Stosunkowo Dobry. Naprawdę polecam bo to są wybitnie dobre książki, które postawią cię na nogi. I zero kontaktu z nią. Życzę powodzenia.
  2. #Update Wracam po kilku miesiącach ciężkiej pracy nad sobą i opiszę co się zmieniło: Dopadł mnie RED PILL i wyszedłem z matriksa (opiszę zaraz jak to się wydarzyło). Byłem u 2 psychologów @Jaśnie Wielmożny, pogadałem, wydałem trochę pieniędzy i trochę to pomogło, bo omówiliśmy kilka ważnych spraw, ale ostatecznie nie dało to dużych rezultatów. Chyba nie mam szczęścia do psychologów. Za to znalazłem ten kanał (the33secrets) i to on mnie zmienił nie do poznania: Kanał z kontentem podobny do kanału Marka. Gość jest naprawdę solidny i omawia wszystkie błędy jakie popełniłem. Totalny RED PILL. Niestety z psychologami nie mogłem o tym porozmawiać, bo oni typowi blue pill, że cała wina leży we mnie i trzeba o partnerkę dbać i inne duperele, tak, że po oglądnięciu jednego lub dwóch odcinków tego kanału chciało mi się po prostu rzygać podczas spotkań z nimi. Nadmienię od razu, że to nie jest tak, że ja nienawidzę kobiet, ale mam do nich ogromny dystans. Więcej pracy nad sobą, zero piedestałów i blue pillowych zachowań. Nie wiedzieć czemu cała ta muzyka z radia mnie odrzuca. Jak na przykład: Kiedyś słuchałem tego zespołu, lecz wprowadzała mnie w melancholijny nastrój, wręcz powiem sprawiała iż czułem się gorszy od innych facetów. Są jeszcze inne tracki, które natychmiast wykasowałem z telefonu i zastąpiłem czymś takim: *** Najważniejsze czego się nauczyłem to "POWER OF WALKING AWAY'. Potrzebowałem aż 3 lata, by zrozumieć jaka to potężna moc. By użyć tej broni trzeba mieć jednak do tego odpowiedni charakter. Nie jakiś misiowaty, tylko twardy jak skała. Aż wstyd bierze jak czytam swoje poprzednie posty, kiedy chciałem się bawić w "tam są drzwi". Teraz mogę śmiało powiedzieć, że jestem gotowy, by użyć tej atomówki. Po wielu wydarzeniach, przeczytaniu książek: Kobietopedia, Stosunkowo Dobry i No More Nice Guy zdałem sobie sprawę jak bardzo się zaniedbałem. Najbardziej mi pomogła książka "Stosunkowo Dobry", gdyż nastawiła mnie na odpowiednie tory, jeśli chodzi o świadomość i podświadomość. Wyciągnąłem bardzo ważny wniosek, że to co wkładamy do głowy odzwierciedla potem nasze codzienne życie, nastawienie i decyzje. Jak to działało? Ano czytałem smutne historie, zajmowałem się ciągle czyimś sprawami, a nie swoimi, słuchałem gównomuz jak ten 1D i człowiek chodził wydrenowany bez nadziei na lepsze jutro. Teraz rozumiem co Marek miał na myśli, kiedy opowiadał jak to pomagał za darmo wielu ludziom i chodził potem bez energii i motywacji. Rozpocząłem pracę nad podświadomością. Jako, że skupia ona w większości nasze doświadczenia z przeszłości to zacząłem "wymieniać" emocje, obrazy na te pozytywne. Nie wiem, czy dobrze wytłumaczyłem, ale głównie mi chodzi o to, że gdy wracam do wspomnień to chce je kojarzyć z bardziej poytywnymi emocjami aniżeli tymi niegatywnymi. I od niedawna zaczynam robić duże postępy. Na przykład: przez tydzień wstawałem wcześnie rano. Przez kolejny ciężej trenowałem i nagradzałem się jakimiś smakołykami. Przez trzeci uczyłem się codziennie tajskiego i byłem z siebie bardzo zadowolony. W związku z tym świadomość wyzwoliła wewnętrzne szczęście, a podświadomość stworzyła w mojej głowie pełny uśmiechu obraz, w którym jestem "SAM" ze sobą szczęśliwy. Przepiękne uczucie. *** Na chwilę obecną siedzę z tą swoją ze względu na benefity, jak tłumaczenie tajskiego czy seks. Mogę odejść tu i teraz, jeśli będzie odwalała cyrki, gdyż jestem skupiony na sobie i MOJE i tylko MOJE szczęście jest najważniejsze. Nie wiążę z nią przyszłości, nie wydaję pieniędzy itp. Jeśli będę się źle z nią czuł to ulotnię się w kilka sekund. Aż ciarki przechodzą jak pewnie się czuję, pisząc to zdanie. Na jej przykładzie nauczyłem się, że kobietom głównie zależy na pieniądzach. Co wybiło mnie totalnie z matriksa to sposób w jaki wyjaśniła mi proces hipergamii. Musiałem to chyba usłyszeć od samej kobiety, żeby mną wstrząsnęło. Dowiedziałem się, że dla nich najważniejsza jest pozycja faceta i to jak się przy nim czują. I jeśli gość jest słaby to zostawią go dla innego i jak małpa mogą przeskoczyc na inną gałąź. Bez sentymentów. Od tak! I ta racjonalizacja swoich kroków. Hipergamia w czystej postaci, która wybiła mnie 1000% z matriksa. Wtem pojąłem, że całe te matriksowe pierdolenie o miłościach, serenadach, walkach o kobiety jest po prostu żałosne. I tak człowiek był programowany całe życie. A ja byłem totalny głupcem. W dodatku jak patrzę na to co wypisywałem przez te 3 lata, nachodzi mnie tylko jedna myśl: Dziękuję za uwagę.
  3. Hmmm ciężko powiedzieć. Sam nigdy tego nie używałem i nie wiem jak to będzie działać w twoim przypadku. Jeśli już musisz poużywać telefonu to wyłącznie w ważnych sprawach. Moi znajomi wiedzą, że bardzo cenię sobie swoją prywatność i godzinę, czasami dwie wyłączam się na wszystkie media. Budzik nastawiam i idę uprawiać karate itd. Mój kolega z USA, z którym pracuje ma jeszcze lepszą metodę, gdyż on wycisza się o kilka godzin przed snem i zawsze wstaje rano o 6, by potem działać cały dzień. Jakiś taki nadczłowiek, ale to dawny menadżer. Próbowałeś stopniowo chodzić wcześniej spać, jak na przykład: 2.00 ten tydzień, następny 1.45 albo 1.30 itd.?
  4. Taki sen to najlepszy jaki można mieć haha Widzisz, jeżeli korzystasz z telefonu przed snem albo też oglądasz telewizję, to oczy naświetlają się i zaburzona jest gospodarka hormonalna. Spada też produkcja melatoniny, gdyż to co do nas dociera rozbudza organizm. Jeśli więc w grę wchodzi reader to powinieneś sobie to odpuścić na jakiś czas. Spróbuj wprowadzić 10-minutową medytację albo ćwiczenia oddechowe. Ja poświęcam na to około 30 minut dziennie i od razu lepiej śpię. A byłem bardzo nerwowy człowiek. Ooo wypij też jakieś mleko 2h przed snem. Dasz radę. Powodzenia
  5. O to właśnie chodzi. Za późno chodzisz spać i organizm w ten sposób reaguje. Kluczowe jest jeszcze to co robisz przed zaśnięciem. Podam ci na własnym przykładzie, że przez koronawirusa i zamknięcie szkół zacząłem chodzić spać też o tej samej godzinie co ty, jak czasami nie później. Jako nauczyciel musiałem jedynie o 8.30 wejść na stronę i klinkąć check-in. Potem z powrotem do łóżka. Konsekwencje tego były bardzo duże: problem z zaśnięciem, wstawanie po kilka razy i wszystkie symptomy, które opisałeś powyżej. Polecam ograniczyć media 1h przed snem, poczytać książkę, wypić mleko czy posłuchać muzyki relaksacyjnej. Dodaj do tego sport i powinieneś natychmiast widzieć zmiany. Mi to pomogło, ale to wymaga dużej samodyscypliny.
  6. Ooo panie 5k w 19 minut to przecież poniżej 4min/km. Super wynik Ale wiem o co chodzi w tym poście.
  7. Na początku do 18 roku życia mieszkałem w 27m2 mieszkaniu w malutkim pokoju z moją siostrą, ojcem i matką. Ja z siostrą na łóżku piętrowym a pół metra od nas rodzice. Możecie sobie wyobrazić jak ciasno tam było. Rodzina bardzo biedna. Do tego w drugim pokoju żyli dziadkowie, którzy pomagali nam się utrzymać. Tak więc, gdy kładłem się spać, by wcześnie wstać do szkoły to miałem za uszami dźwięk telewizora, siostrę pod spodem. Łazienka wiecznie zajęta i tak o to nigdy nawet nie próbowałem się masturbować. Pamiętam, że mnie wtedy jądra bolały jak diabli i sam nie wiedziałem dlaczego. W mojej rodzinie nikt na temat seksu nie rozmawiał. Po tym jak się matka rozwiodła z ojcem to sprowadzała sobie gachów do tego właśnie małego pokoiku. Niby tacy wujkowie, którzy mieli "nas" utrzymywać. W nocy wiele razy musiałem wysłuchiwać co się działo pół metra ode mnie. Wtedy czegoś takiego jak seks nigdy nie rozumiałem i wiedziałem tylko, że coś co tam się wyprawia jest złe. Strasznie mi to zryło beret. O boże jak mocno! W młodości były tam jakieś potrzeby, podobały mi się dziewczyny, ale nigdy nie było tego zwierzęcego popędu, żeby pójść i wyruchać laskę. Serio. Od 18-21 roku życia miałem kilka nieudanych akcji z dziewczynami, zraziłem się do kobiet. Ponownie mi to zryło beret i wtem skupiłem się na sobie. Tylko i wyłącznie sobie. W interakcjach z laskami byłem totalnym białorycerzem. Nie zależało mi w ogóle na seksie z nimi, toteż po wielu spotkaniach nigdy nie miałem bolących jaj i nie musiałem fapować. Umysł zrobił swoje i choć laska była 11/10 to mi nawet przy niej nie stawał. Tak poza tym, przez ten całkowity nofap nie miałem porannych wzwodów, jedynie nocne polucje co dwa tygodnie. Penis był w wzwodzie może raz, dwa na kilka miesięcy i tak do 24 roku życia, kiedy w końcu odkryłem porno i jakoś się wciągnąłem. Zacząłem fapać i co najgorsze pojawiły się pewne symptomy: Przed fapaniem: 1) Ogromna motywacja - wyrobiłem w sobie taki nawyk przez całe życie w celibacie, że praktycznie nic mnie nie złamie. Nie ma siły na tej Ziemi, by sprawiła, że siądę i będę płakał nad sobą. No po prostu nie ma. 2) Niespożyta energia - codzienne treningi: biegi w śniegu, karate. Aktywności: nauka dodatkowych języków, sudoku, krzyżówki, czytanie multum książek, skype z obcokrajowcami. Mógłbym wymieniać w nieskończoność (chodziłem spać późno, bo tak bardzo chciałem zrobić jak najwięcej w ciągu dnia). Imprezy: śpiewanie i tańczenie na całego po kilka godzin. Chodząca dusza towarzystwa, organizator imprez. 3) Pewność siebie - potrafiłem gadać na wiele różnych tematów. Nigdy nie bałem się zagadywać do ludzi. 4) Radość z życia, brak udowadniania czegokolwiek i komukolwiek (zwłaszcza sobie) rzeczy, by poczuć się lepiej. Po prostu czysta wiara we własne możliwości. Po fapaniu: 1) Poczucie winy, że zrobiłem coś złego 2) Brak energii i motywacji. Czułem się niemiłosiernie wydrenowany i smutny. Chciałem wtedy tylko spać i spać. Gorsze samopoczucie. 3) Zamknięcie się w sobie i głowa pełna pesymistycznych myśli (jak oglądałem porno to się porównywałem z innymi - wciąż mi to zostało, bo mam ED na skalę światową). 4) Wieczne rozmyślanie Także nie polecam fapania. Najlepiej zrobić to tylko wtedy, kiedy czujemy ciśnienie i nie przesadzać, że im więcej dni no fap tym lepiej. Uwierzcie mi: NIE. Dużo się rzeczy dzieje z hormonami, człowiek się zgłębia w samodoskonalenie i inne rzeczy, że czasem można nawet wyciszyć albo unicestwić wewnętrzne pożądanie. Ale to zależy też od temperamentu ludzi. Po 24 roku życia wyjechałem do Tajlandii. Jest na tym forum mój wątek: Ja i moja Tajka, gdzie miałem pierwsze styczności z seksem, shit testami itd. Wówczas obudził się we mnie potwór seksu i chciałem ruchać jak leci, ale pożadanie spadało z miesiącem, bo byłem w związku z toksyczną żmiją. I tak o to jestem teraz zniszczony i oddałbym wszystko by wrócić do momentu "przed fapaniem". Nie wiem, może bym nigdy nie uprawiał seksu ani fapał. Nie wiem jak by to było.
  8. Ja byłem na nofapie do 24 roku życia. Totalny hardkor, żadnej ejakulacji, żadnych macanek i porno. Ciężko uwierzyć, ale jutro opowiem więcej bo u mnie w Bangkoku 11.30PM teraz. Opowiem jak taki nofap może zmienić życie. Jak dużo jest pozytywnych i negatywnych rzeczy.
  9. Ten sam problem miałem, kiedy zerwałem z eks i poblokowałem wszystkich jej członków rodziny. Wówczas na mój facebook zaczynały napływać wiadomości (jeszcze zanim wszystkich poblokowałem) jak i komentarze pod zdjęciami jaki to byłem zły i jak ich wykorzystywałem finansowo. Pojawiły się również i anonimowe groźby czy przeklenstwa. Istny cyrk na kółkach. A jak się okazało to cała rodzina (tajska) miała w planach ożenek i dojenie mnie z kasy do konca życia. Miesiąc potem do mojej obecnej partnerki zaczęły docierać wiadomości jaki to jestem niewierny, nie uczciwy itp. Poblokowaliśmy wspólnie wszystkie konta, ale pomimo tego nie da się tego zatrzymać. Każdy może zrobić fake konto na portalu, schować się w proxy i dalej słać. Jest to mordęga, nie powiem. Osobiście uważam, że byłoby to dziwne się z tym kryć. Także zgadzam się z Tobą.
  10. No i jak twoja partnerka reaguje na ten stalking? Powiedziałeś jej o tym? U mie też partnerka ma jakiegoś stalkera, który wypisuje do niej non stop i ona podejrzewa, że to eks się na niej mści. Na początku nie chciała mi tego pokazywać, broniła telefonu jak przeklęta, ale w koncu wyciągnąłem. Okazało się, że eks wysyłał jej intymne fotki, które jej zrobił jeszcze podczas tego jak byli w związku. Ja jestem głównie w wiadomościach poniżany, typu cheater, ONS etc. Obecnie myślimy o pójściu na policję i załatwienie tego drogą sądową. Jak to u Ciebie wygląda?
  11. @rekoni Chłopie, ja byłem taki sam i to prawie niedawno. Zawsze oczekiwałem, że jak ja dużo dawałem to ona też musi. W przypadku pisania denerwowałem się o to, dlaczego mi nie odpisuje i dlaczego jej to tyle zajmuje. Aż w koncu doszedłem do wniosku, że nie ma sensu się tym przejmować. Są ważniejsze rzeczy na głowie niż zamartwianie się. Takie rozmyślanie, rozpatrywanie każdej sytuacji, martwienie się, denerwowanie kosztuje bardzo dużo energii i czasu. Sam musiałem do tego dojść, żeby zrozumieć jak to w ogóle działa. I tak o to jak wysyłam wiadomość to zawsze czekam na odpowiedź spokojnie. Nauczyłem się, że z kobietami to tak jest. Nie jestem jedyny z którym rozmawia, bo ma pewnie orbiterów od groma. I następuje selekcja. Na tym forum nauczyłem się, żeby zająć się własnym życiem i obowiązkami, bo w przeszłości ooo Panie... rozmyślałem, rwałem włosy, przeklinałem, nie spałem... i to głównie o pierdoły. Dokładnie. Czekaj do spotkania i zajmij się swoim życiem. Bądź panie cierpliwy. Jeśli piszesz raz i ktoś nie odpowiada i potem piszesz drugi to tak - zawracasz komuś dupę w mniemaniu odbiorcy. Jakbyś był dla niej kimś ważnym to odpisałaby od razu. Logiczne, a nie jakiś ghosting. A tak poza tym, to się uśmiałem na temat muzyki i filmów. Ja lubię słuchać muzyki romantycznej z anime, a w życiu dominować, sparringi w karate czy podduszać kobietę w seksie A potem słucham na YT odgłosów puszczy. No i jak to się odnosi do obazu mojego charakteru?
  12. Gdyby ginął w słoncu to nie byłoby wirusa w Tajlandii, gdzie mieszkam i innych azjatyckich krajach. Tutaj temperatura nie ma nic do rzeczy.
  13. Haha aż się uśmiechnąłem pod nosem, kiedy to przeczytałem @Turop Osobiście myślę, że trochę przesadzasz i się gotujesz. Przeczytałem cały wątek i masz rację, że toczysz wojnę w swojej głowie. I jest to dla ciebie nieprzyjemne uczucie, w pełni rozumiem. Gdybym był na twoim miejscu to przetrwałbym do następnej wypłaty, po czym wyprowadziłbym się na swoje (jeśli zarabiasz z premią 5k to powinno gładko pójść), po czym następnie powoli i ratalnie spłacał panią miesiąc po miesiącu. Wówczas moje sumienie byłoby spokojne. Sytuacja wygląda następująco: jest podobnie jak z używkami. Dopóki będziesz przebywał w towarzystwie narkomanów i alkoholików to się nie uwolnisz od nałogu. To samo z panią: gotuje ci obiadki, miżdży się do ciebie, więc będziesz chodził nakręcony. Nie jestem jakimś tam expertem od rad, ale ja bym rozplanował sobie wydatki na nowe mieszkanie w Marcu i powoli się do wyprowadzki przygotowywał. Na opłaty za czynsz i inne media będziesz miał pieniądze, bo w koncu wynajmujesz komuś tam swoje mieszkanie. Więc jest luzik. Najważniejsze, żebyś sam się ze sobą dobrze czuł. Powodzenia życzę i pozdrawiam.
  14. Ja mieszkam w Tajlandii i może opowiem jak to wygląda z mojej perspektywy, kiedy Chinczyków widzi się wszędzie. Odkąd pojawiły się nowinki o wirusie, rozpoczął się tzw. Black Friday na maski ochronne. Na Tajskich apkach takich jak allegro itp. sklepy nie nadążają z dostawami. Gdziekolwiek nie pójdziesz to widzisz napis: SOLD OUT. W 7/11 można jedynie kupić te drogie maski na PM2.5, które po kilku dniach przydałoby się wymienić. I tak lecą koszta. Jak chodzę czasem po Bangkoku to widzę ludzi bez masek, smarkających, kaszlących bez zakrywania ust dłonią. Chinczycy powykupowali większość maseczek, na ulicach ludzie patrzą na nich podejrzliwie. Niektórzy omijają ich szerokim łukiem (w sumie ja też). W szkole w której pracuję pojawili się specjalni ludzie z ministerstwa, by doedukować dzieci na temat koronawirusa z Wuhan i jak się przed nim chronić. Wszędzie porozwieszane są ulotki z instrukcjami na temat mycia dłoni czy jakie są objawy. Tak czy owak, każdy nosi teraz maskę ochronną i wygląda to bardzo dziwnie. Bez maski to ani rusz, ktoś ci może kaszlnąć w twarz, opluć czy dmuchnąć i potem się będziesz zastanawiać milion razy, czy taki osobnik ma koronawirusa. Zwłaszcza, że ostatnio w Tajlandii ogłosili, że taksówkarz zaraził się od turystów z Chin, którzy wyglądali zupełnie na zdrowych, a jak się okazało mieli wirusa. Także nie wiadomo ilu ludzi ten taksówkarz też zaraził. Wszystko zacznie wychodzić w przeciągu kilku dni, gdyż objawy pojawiają po upłynięciu 7-14 dni. Dlatego media tutaj głoszą na potęgę: - omijać duże skupiska ludzi - nie dotykać oczu czy ust będąc na zewnątrz - starannie myć dłonie po powrocie do domu - zakrywać usta nie dłonią a ręką - nosić maseczki ochronne itd. Co mnie najbardziej zszokowało to fakt, że niektóre dzieci czy ich rodzice jak z nimi rozmawiałem, boją się pójść do centrum handlowego ze względu na wirus i turystów z Chin, także zrobiła się na nich mała nagonka.
  15. Coś się stało i przejechałem się na sobie, własnym podejściu do życia. I to ostro. Wiele rzeczy zrozumiałem. Zapłaciłem solidną cenę i nigdy nie zamierzam wrócić do tego "starego" siebie. *** Na chwilę obecną zmagam się jedynie z problemem seksualnym - libido. I nie wiem jak go rozwiązać. Zaczęło się od grypy, a może już wcześniej. Otóż trzy tygodnie temu zachorowałem. Głównie przez złe nawyki: niedosypianie (raz 2h, potem 3-4h i tak kilka dni w tygodniu), brak witamin w organizmie, nieodpiednia dieta plus wrzucanie sobie wielu rzeczy/problemów na dynke. Życie w wiecznym pośpiechu, praca, brak czasu dla siebie a poświęcanie go innym. I przez to nabawiłem się 3 tygodniowej grypy. Ta grypa była jednak przełomowa, gdyż osiągnąłem dzięki niej limit własnego siebie i wtedy zdałem sobie sprawę, że tak dalej być nie może. Były momenty, że prawie mdlałem w pracy, a w głowie miałem codziennie sporo negatywnych emocji. Mój styl życia do tego czasu tj. 27 lat był naprawdę chaotyczny i pełny nerwów. Mógłbym się nabawić zawału, chronicznej depresji czy jeszcze innego choróbska. A ja zawsze wierzyłem w zdrowy tryb życia. Dlatego zmieniłem kilka rzeczy: 1) Zacząłem sypiać po 7-8h 2) Jem 4-5 posiłki dziennie 3) Biorę suplementy diety (ginseng w tabletkach) 4) Odstawiłem sodę i słodkie napoje, a zastąpiłem je wodą i sokiem 5) Częstsze treningi 6) Więcej czytam - naprawdę pomaga oczyścić umysł i stać się szczęśliwszym Przez to wyczerpanie i grypę, moje libido spadło do zera albo i niżej. Jak do tamtej pory widziałem laskę na ulicy to zawsze coś czułem, a teraz zupełnie nic. To samo z obecną partnerką. Nie potrafię być twardy nawet z viagrą. Próbowałem raz, drugi trzeci i dupa zbita, aż mieliśmy przez to spiny, że ona mnie nie pociąga. W innych sferach życia chodzę pozytywnie naładowany energią, a jeśli pomyślę o seksie to się natychmiast denerwuję i martwię. I dynka pełna obaw. Nie miałem czegoś takiego wcześniej, tylko po tej grypie tak jakby libido się wyzerowało. Wziąłem ginseng wczoraj i poczułem rozluźnienie, ulgę i podniecenie. Czyli da się, tylko gdzieś jest blokada. Panowie, czy ta blokada wychodzi przez zaburzenia hormonalne czy że za dużo sobie na dynke nawrzucalem/ za duzo pracy i nerwow? Dzięki za odpowiedź
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.