Jump to content
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Tajski Wojownik

Użytkownik
  • Content Count

    53
  • Donations

    0.00 PLN 
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Tajski Wojownik

  1. Jako, że trenuję karate stosuję medytację i sprawia ona, że człowiek nawet po ciężkim treningu, gdzie nie może złapać oddechu, po kilku chwilach, minutach (zależne od stopnia zaawansowania medytującego) jest się w stanie kontrolować swoje emocje, mięśnie, wyciszyć umysł i odpłynąć do innego świata. Kluczem jest kontrola i technika oddechu. To jednak wymaga praktyki i z pewnością wielu uzna to za niemożliwe do osiągnięcia. Efekty są niebywałe. Ciało wpada w trans i myśli o masturbacji znikają. Katowanie się sportem to też pewne odskocznia, skupiamy się wówczas na jednej rzeczy, znikają problemy gdyż jest coś od nas wymagane w danym czasie. Próbuję trenować codziennie i pomimo morderczego poświęcenia często znika ochota na seks. Organizm jest przepełniony endorfinami a w dodatku na tyle zmęczony, że czasem jedynie myślę o książce albo partyjce w Star Crafta 2 i łóżku. Poza tym masturbacja wypłukuje z nas ważne witaminy niezbędne do utrzymania formy. Moją motywacją jest to, że jeśli chcę przytyć to nie mogę walić konia. Ot cała taktyka. I jakoś działa. W moim przypadku obrzydzam sobie pojęcie masturbacji i przez afirmacje kojarzy mi się ona z czymś negatywnym. Żyjąc tu w Bangkoku, gdzie temperatura rzadko spada poniżej 30 stopni, przechodzę codziennie test wstrzemięźliwości, gdyż laski chodzą dosłownie pół nago.
  2. Panowie, jestem teraz w pracy. Ale... Zerwałem z nią!!!! Powiedziałem w końcu: WYPIE*DALAJ z mojego życia! Koniec pasożytowania! Już nie jesteśmy razem. Wszystko pokasowane, dzisiaj kwestia dogadania się w sprawie kasy itp. Nie wierzę, że to zrobiłem! Ku*wa!!!! Wolność!!! Resztę napiszę potem. Masz rację. Trochę się wysrywałem. Od dzisiaj zacznę pomagać innym.
  3. @17nataku Była długa cisza, ale wracam z nowymi wieściami. Od mojego ostatniego postu wiele się wydarzyło. Na chwilę obecną jestem krok przed zerwaniem. Wciąż się jednak powstrzymuję ze względu na dodatkowe koszta (które potem wyjaśnię), strach przed nieznanym i wiele bardzo poważnych przeszkód. Pokrótce streszczę co się wydarzyło: 1. Znalazłem pracę w szkole dwujęzycznej i poznałem wyśmienitych i inteligentnych ludzi. Nie prowadzę z nikim żadnych sporów i każdy mnie respektuje, dziękuje za wykonaną pracę. Jest ciężko, bo muszę nauczać dzieci w wieku 7-8 lat, a te pełne energii potrafią wejść w pięty nawet tym najbardziej spokojnym nauczycielom. Po niecałym miesiącu zostałem zaproszony przez kolegów na partyjkę w strategiczną grę planszową, w którą jak się gra to trzeba poświęcić całe popołudnie. Skromne spotkanie, trzech kolegów, żona jednego z nich i ja. Był alkohol - nie piłem, bo prowadziłem, więc całkowicie trzeźwy spędziłem.... "koszmarną sobotę". Tak, to był horror. Dzień wcześniej (piątek) poinformowałem swoją myszkę o tym, że jadę do kolegów zagrać w "grę planszową" sic!. Oczywiście spotkałem się z wielkim oburzeniem, że zamierzam z kim innym spędzić całe "popołudnie". Napomnę jednak, że moja miała zmianę w sobotę 14-23, więc nie było jej cały dzień w domu. Totalny brainwashed. Skończyło się fochem. Sobota - ciężki trening karate, a po nim pojechałem grać, bo co mnie ku.rwa jakiś foch będzie powstrzymywał. Oświadczyła, że mogę tam być tylko 3h, a następnie prędko jak struś pędziwiatr wracać do domu. Nie posłuchałem i posiedziałem o wiele dłużej. Nie wierzyłem w to co słyszałem, sama siedzi w pracy, ja natomiast w domu jak ten kołek i nie mogę spędzić czasu ze znajomymi. Totalna tresura i kontrola. W niedzielę też miałem trening i godzinę przed nim oznajmiła mi, że nie chce bym na niego szedł. Poszedłem, bo musiałem. Wyszła więc na cały dzień, zerwała ze mną na Facebooku, a jak wróciła to darła mordę na cały blok, że nienawidzi tego związku, że chce zerwać, bo ciągle wybieram coś innego niż ją samą. I przez to czuje się nieważna. A ja najzwyczajnie w świecie miałem życie poza związkiem. Ze względu na przeszkody i problemy, postanowiłem przeprosić i naprawić sytuację. Frajerstwo w cholerę, ale kurde musiałem. Gdybym był wtedy gotowy to bym wypierdolił w podskokach. W głowie duża czerwona sowiecka flaga nad Stalingradem. 2. Niekontrolowane obżarstwo - codziennie słodkie drinki, barbeque, KFC, McDonalds, wysoko tłuszczowe mięso i przysmaki ("kanom" po tajsku). Jak ją widzę pochłaniającą niezliczone ilości jedzenia to aż mnie bierze na wymioty. I to nie dzieje się raz na tydzień, miesiąc, ale codziennie. KUR.WA CODZIENNIE coś innego, a brzuch, nogi, twarz puchnie od tłuszczu. Dosłownie wylewa się to jej ze spodni czy podkoszulka. Na policzkach zaskórniki, pryszcze. Chodzi do kosmetyczki, płaci głupia 300 złoty, by jej to usuwali, a tu najzwyczajniej trzeba wziąć się w garść i pójść pobiegać. Ale gdzie ona do jakichkolwiek ćwiczeń. Pewnego dnia podjąłem temat wspólnych treningów i siłowni, to mi powiedziała, że mogę sobie znaleźć chudszą i że.... uwaga! 1. Ona nie zamierza się zmieniać. 2. Nie pójdzie na siłownie. 3. Nie pójdzie biegać. 4. Nie skończy z obżarstwem. Oświadczyłem, że nie będę próbował nic zmieniać ani krytykować. Zapytałem co więc chce robić: 1. Jeść i to w cholerę bez opamiętania (jest zła na mnie, że nie jem tyle co ona - jej plan jest taki, by mnie utuczyć, byśmy obydwoje mieli nadwagę. Ja po lekturze forum wiem, że ona chce sprawić, bym nie był dla innych atrakcyjny.) 2. Oglądać codziennie seriale, Netflix, facebooki, instagramy itp. W głowie kolejna duża sowiecka flaga tyle, że teraz nad Moskwą. Po tym nie miałem już żadnych wątpliwości, wrażenia bycia zbawicielem itp. żeby to ratować. Trzeba nazywać rzeczy po imieniu: PASOŻYT! Pasożyt, który zmarnował mi dwa lata życia. Nie chce mi się z nią spędzać czasu ani nic planować. Nie mogę na nią patrzeć, bo mi się poprostu robi niedobrze. Nadszedł czas na zmiany. Jestem człowiekiem postępowym, muszę się doskonalić, uczyć, a nie siedzieć w klatce jak dziki zwierz. Byłem tresowany przez cały czas, pozbawiony wielu możliwości rozwoju, demotywowany zgniataniem mojej godności, wpędzania w poczucie winy. Nabawiłem się nerwicy, nie mogę spać po nocach. Brakuje mi energii, bardzo często się boję, że znowu zobaczę jej ponurą twarz narzekającą na mnie zarabiającego mało lub że za mało męski. Stosowałem afirmację, przeczytałem No More Mr. Nice Guy (szanuj się mężczyzno - zasada nr.1) i chciałbym przeczytać Kobietopedię czy Stosunkowo Dobry, ale nie wiem jak dostać te książki, zwłaszcza, że żyję w Tajlandii. Tak czy owak muszę to skończyć raz na zawsze, bo oszaleję. Moja mama na Skype widzi, że zbladłem, że się za często unoszę, za dużo klnę, a wszystko przez nadmierny stres. Sama mówiła, że jakby przyjechała do Tajlandii to by tej mojej "myszce" hahahaha wpierdoliła. Reasumując, sprawa jest już pozamiatana. Czekam tylko na odpowiedni moment. Wprowadzenie opisałem dobrze. Część na ciało tekstu (body of the text): Owe "ciało" ma dwa rozdziały: Rozdział I - Moje mocne strony ( to nie wymaga dalszych opisów, gdyż wszystko jest pod moją kontrolą) 1) Mieszkanie i umowę na nie 2) Pracę i stały dochód: 3,5k złotych, od sierpnia 4k złotych 3) Wizę i wkrótce zezwolenie na pracę 4) Dobry wygląd, zdrowie Rozdział II - Lista problemów (kluczowa sprawa) 1. Skuter- papiery są na jej imię. Nie mogliśmy wziąć na moje, bo nie miałem akurat dokumentów z ambasady, a skuter był potrzebny na już. Koszt: 5000 złotych Jeśli z nią zerwę to ona pełnoprawnie może mi ten skuter zabrać,. Tym samym nie będę miał jak dojechać do pracy, a na nowy mnie nie stać. I na wynajem mieszkania bliżej szkoły też. Poza tym w Urzędzie Imigracyjnym zmiana adresu następuje powoli i ponoć jest z tym naprawdę wiele kłopotów. Ostatecznie nie potrafiłem z nią zerwać jak mi ryczała, że chce odejsć. Ech... masakra. 2. Dochody: 900 złoty w portfelu na teraz, około 2000 złotych oszczędności. Było 7000 złotych (wspólne), ale wydane na podróż do Phuket i w dodatku przez jeden miesiąc nie pracowałem (zmiana pracy). Nie boję się, że odejdzie z mieszkania, bo je regularnie opłacam i z tym nie będzie problemów finansowych. Kwestia punktu numer 1 - skuter. Na to pieniędzy nie mam, ale myślałem nad wynajmem czegoś. Wtedy byłoby jak w bajce. 3. Brak ubezpieczenia - muszę kupić cokolwiek. Jak mieszkam tu prawie trzeci rok, nigdy tego nie kupiłem, przekonany przez myszkę, że to dużo pieniędzy na to idzie. Ja pierdolę, ale tuman byłem. 4. Strach przed byciem samym - Tajlandia to trochę dziki kraj. Nie mam tu za wielu znajomych, więc jak wpadę w jakieś tarapaty to nikt mnie nie wyratuje plus nie znam płynnie języka, by się dogadać. Kolejny powód, by nie zerwać, ale już teraz nie istotny. 5. Problem z prąciem - wspominałem o tym na forum i poszedłem do dwóch lekarzy. Mój penis jest purpurowy na skórze, ale tylko ze strony żyły i ten kolor przenosi się do lewego jądra. Nie wiedziałem gdzie pójść więc wybrałem dermatologa. Ze względu na brak ubezpieczenia zapłaciłem grubą sumkę, dostałem jakieś maście i kazali je wcierać w skórę. Ja jednak myślę, że to żylaki, a krew utknęła w skórze penisa. Możliwe też, że zniszczyłem masturbacją nerw penisa, bo ciężko mi cokolwiek czuć. Panowie, gdzie ja powinienem się udać, żeby w końcu mi jakiekolwiek dobre badanie zrobili? Kwestia finansowa też wchodzi w grę. Jak zerwę z nią, to mogę liczyć tylko na siebie. 6. Strach przed seksem z inną laską - Przez dwa lata w tym związku moja samoocena uległa zniszczeniu, pojawił się lęk, który nawarstwił się do tego stopnia, że nie potrafię się ani odprężyć ani czuć szczęśliwym. Potrzebuję innego środowiska, innych ludzi, dowartościowania się. Karate bardzo mi w tym pomaga. Moim marzeniem jest zostanie Sensejem. Podczas stosunków z moją "myszką" miałem wiecznie problemy ze wzwodem. Nigdy nie mogłem tego długo utrzymać. Gumka nie wchodziła w grę. Progres nastąpił kilka miesięcy temu, kiedy napisałem ostatni post. Wówczas mogłem seks uprawiać ze gumką, ale trwało to minuty. Potem nie inicjowałem seksu w ogóle. Nie było mowy o penetracji bez gumki. Więc nastąpiła susza. Mój problem ze wzwodem wynika z braku dowartościowania się i problemów fizycznych. Czuję ogromny pociąg do kobiet, mógłbym je ruchać codziennie. Jeśli popracuję nad samooceną i pójdę do lekarza to wrócę do formy szybciutko. Wierzę w to z całego serca. *** Zobaczyłem nowy temat na forum o tajskim badoo i postanowiłem założyć tam konto. Zwyczajny test. Wkleiłem najlepsze zdjęcia jakie miałem i aż umarłem z wrażenia ile lasek mnie polubiło, chciało się spotkać itd. 60 lasek w 3 godziny, z czego kilka zapraszało mnie na miasto, a jedna na seks w ten sam dzień. Wklejam link poniżej: Laska jak dla mnie 7-8/10 i jak mi wtedy ciśnienie skoczyło. Pograłem w jej grę, zachciało mi się ruchać, ale kurde ja nie jestem typem zdradzacza. Mam zasady, których się trzymam. Zostałbym prawdopodobnie zżarty od środka przez sumienie jakbym coś takiego odwalił. Z drugiej strony nawet jakbym był singlem to strasznie bym się bał tego spotkania ze względu na zniszczoną samoocenę, problemy ze wzwodem i najbardziej żenujące to, że zawsze miałem problem ze wsunięciem penisa do pochwy (nie wiedziałem jak, myszka mi pomagała cały czas). Aż się czerwienieję jak to piszę, ale walę prosto z mostu. Przychodzą mi myśli typu: pójdziesz na seks i nie będziesz mógł włożyć. Paraliżujący obraz. Bardzo chcę poznawać nowe kobiety, uprawiać z nimi dziki seks, chodzić na imprezy, zostać Sensejem, zaliczyć IELTS test i zrobić magisterkę. Nie chcę mi się zakładać rodziny, robić dzieci. Nie teraz, może gdzieś za 5-7 lat. Z moją myszką nie widzę dalszego życia. Dlatego byłbym wdzięczny za jakieś duchowe wsparcie i podzielenie się doświadczeniem i jak się czuliście przerywając związek z pierwszą miłością. Co wówczas robiliście? Czego unikać? Czy będę płakał, wspominał, cierpiał? Jest to moja pierwsza dziewczyna, chce się przygotować. Dzięki wielkie bracia. Naprawdę jesteście wielcy. Na pewno wyśle jakieś pieniążki na utrzymanie forum plus chciałbym kupić Kobietopedię i Stosunkowo Dobry. Chłop w dom, Bóg w dom. Pozdrawiam @Tajski Wojownik
  4. wChyba wszystkie tamtejsze panie powinny zacząć czytać ze zrozumieniem. Jedyne co bardzo rzuca się w oczy to fakt, że kiedykolwiek wspomnisz o wymaganiach wobec pań, zawsze napotkasz niezrozumienie, wrogość i pogardę. I choćby niewiadomo jak pan był ułożony/dojrzały/zaradny to skoro wymaga to jest albo przegrywem albo jakimś belzebubem szukający służącej, by spełniała jego zachcianki. Jeśli natomiast wrócimy do wypowiedzi pana, to nie ma tam nic na temat wykorzystywania pań. Facet ciężko pracował całe życie, odmawiał sobie przyjemności, nie spoczął na laurach i proszę, kilka nieruchomości kupionych i życie staje dla niego otworem. Nie rozumiem dorabianych do tego ideologi. Ale wróć... Padło magiczne słowo: Oczekujący! Panie są na to słowo wrażliwe jak wampir na czosnek i od kiedy zaczął się szum w mediach i propaganda, by dać paniom więcej praw to wówczas następuje pewien proces jak w słownikach. Słowa nie używane często lub mające negatywne znaczenia są usuwane i zastępowane nowo powstałymi (typowo slang). Dla kobiet słowo "oczekuję" istnieje niestety tylko w formie nadawcy. W formie odbiorcy powoduje sprzeczność i oburzenie. A więc nie powinien istnieć. Według tego opisu pani dalej może się rozwijać, spełniać swoje pasje, edukować się, ale skoro z kimś żyje i ten ktoś chce założyć rodzinę to gdzie on tu wspomniał o szukaniu służącej. Panie po prostu chcą jelenia, który będzie zarabiał i do niczego się nie przyczepiał. Pomoc w domu to jakaś ujma dla nich, ale już nie wspomnę, że wiele z nich nie umie gotować. Ale to już off top.
  5. @bajlando Ty chyba w ogóle nie zrozumiałeś mojego wątku i podejścia do wielu spraw. To co wydaje się dla ciebie bezsensowne dla mnie jest spełnieniem marzeń. Odnalezieniem wewnętrznego szczęścia, poczuciem pełnej wolności. Od zawsze byłem zafascynowany kulturą wschodu, zwłaszcza Chinami i Japonią. To co najbardziej przykuło moją uwagę to droga bushido, czyli droga wojownika. Można by tu skojarzyć wiele cnót jak sprawiedliwość, odwaga, brak lęku przed śmiercią, samodoskonalenie, wierność, honor. Każde z nich kreuje twój charakter w pewien specyficzny tylko dla ciebie sposób. Łączysz je, by odnaleźć ścieżkę, która prowadzi do miejsca zwanego "szczęściem". Kraje azjatyckie mają to do siebie, że mają ze sobą wiele wspólnego. To co dla nas Europejczyków jest niepojęte, im przychodzi łatwo. Podczas, gdy my trudzimy się życiem codziennym, zamartwiamy na zapas, Azjaci biorą wszystko na spokojnie. To był pierwszy mój szok kulturalny. Podczas mojego dwuletniego pobytu tutaj nauczyłem się żyć z tutejszą ludnością, uspokoiłem się bardzo a jedyne problemy jakie miałem to problemy z Tajką. Wszystko działo się według schematów, byłem niedoświadczony, popełniałem błędy. Szybko okazało się, że gdziekolwiek nie pojedziesz kobiety działają tak samo: Silny samiec, emocje, dobry seks -> udany związek. Słaby samiec -> pogarda, upokorzenie, zdrady. Gdy zdałem sobie sprawę, że tak dalej być nie może to postanowiłem wprowadzić pewne zmiany. Zmiany, ale... siebie. @nieidealny świat stwierdził już, że szkoda tracić sił na to, by usilnie pomagać jej coś osiągnąć. Ona sama musi wykazywać inicjatywę, by poszerzyć swoje horyzonty i starać się o lepsze jutro. Odkąd wyznaczyłem sobie małe cele w życiu jak zadbanie o siebie, poprawa sylwetki, brak inicjowania seksu (lub wymuszanie go lub też i proszenie) to narodził się we mnie swoisty zdrowy egoizm, który nijak krzywdził moją Tajkę. Pojawił się szacunek, większa chęć na mnie. Spoko. Na chwilę obecną nie muszę się prosić o seks. Nawet mi to do głowy nie przychodzi. Kiedyś nie potrafiłem kontrolować swojego popędu, napastowałem swoją Tajkę. Nic z tego nie wychodziło, bo nie wykazywałem szacunku do samego siebie. Wielu braci mi to pokazało. Dawałem się upodlić, by zamoczyć. A końcem końców, magiczna cipka była gówno warta. Poruchasz z pół godziny, a potem znowu laska będzie ci robić jakieś dzikie akcje. Tak było na samym początku. Gdy chcę mieć seks, oświadczam to z góry i ona musi się zgodzić (mówię stanowczym głosem, jak nie było zabawy analnej przez dwa lata, to nagle wszystkie opory znikły). A jak nie to powiem dobitnie, że pójdę gdzie indzie, bo ja tak żyć nie będę. Jeśli zmiana nie nastąpi to odchodzę. To ja decyduję, kiedy mamy seks. Nie ona. Nawet może być za dwa tygodnie, miesiąc. Zależy to ode mnie i moich potrzeb. W końcu doszedłem do momentu w swoim życiu, że potrafię pokazać jej te pierdolone drzwi palcem i nie zatrzymać. Boję się nieco samotności, ale to głównie przez brak znajomości języka. To jedyne ograniczenie, które trzyma mnie w ryzach. Poza tym, nie wiem skąd stwierdzenie, że moja Tajka będzie leciała ze mną na krzywy ryj. Ale pewnie wywnioskowaliście to z tego, że niedokładnie to opisałem. @azagoth Powiedziałem jej, że do Chin nie poleci jak nie znajdzie pracy. Oświadczyłem uroczyście, że hajs na podstawowe potrzeby jak mieszkanie i jedzenie do domu musi przynieść. Nie obchodzi mnie ile w tych Chinach zarobi, ważne by było na opłaty. Jeśli nie chce się uczyć, nie chce robić certyfikatów to nie poleci nigdzie. Ja jej utrzymywać nie będę. Bankomat, sponsoring to nie ja. Przepraszam, jeśli nie wyraziłem się jasno. Mój błąd. Także reasumując, dopóki czuję się wewnętrznie silny i szczęśliwy w miejscu, w którym jestem to nie jest to moim zdaniem żadne przedsięwzięcie pozbawione logiki i sensu. To moja droga, którą sam wybrałem i będę się jej trzymał do ostatniego tchu. Wierzę, że uda mi się osiągnąć sukces i staram się dzięki afirmacjom podnosić swoją wartość. Dzięki forum i wielu ludziom, którzy poświęcili czas na napisanie porady, stałem się lepszym człowiekiem. Dlatego wysłucham każdej rady i wezmę ją sobie do serca, bo pragnę być lepszą wersją siebie. @nieidealny świat dzięki wielkie za ten ogromny wkład. Wszystkie twoje rady są jak góra złota dla mnie. Pełno w nich głębokiego przesłania, lekcji życia i tego co wypełnia dotykającą mnie czasem pustkę. Nie mam zamiaru spoczywać na laurach. Czeka mnie ciężka praca, gdyż jak to Jan Paweł II mówił, że muszę założyć odpowiednie buty, bo mam do przejścia całe życie. A tymi butami będą moje marzenia, wolność i cele. Ta wolność o której wspomniałeś naprawdę istnieje. Trzeba zrozumieć swoje słabości, a potem nagle zdajesz sobie sprawę, że mało co potrafi cię złamać. Te ograniczenia to tylko negatywne afirmacje, które wpajałem sobie tak długo: że nie jestem wystarczająco dobry, że mało zarabiam, że za mały kutas itp.. Po usunięciu ich i zastąpieniu wizją lepszego jutra, świat nagle staje się inny. Bardziej kolorowy. Nie ma sensu się dalej zamartwiać. Jestem tym kim jestem. Taki się urodziłem. Dużo dają mi techniki oddychania i relaks po 1-2h dziennie. Po prostu cudo. Plus karate to już w ogóle magia.
  6. Przepraszam za późną wiadomość, ale wiele rzeczy się wydarzyło przez te dwa dni. Zamierzam się przenieść do Chin, gdzie mogę zarobić więcej i lepiej mnie tam będą szanowali niż w Tajlandii. Porównałem zarobki, styl życia oraz przeliczyłem ile mógłbym tam zaoszczędzić. Minimalne zarobki z naprawdę niskiej półki to mniej więcej 4400-4500 złotych, więc i tak jest to więcej niż to co zarabiam w Tajlandii. Jest to jednak dla mnie taka "jałmużna", zwłaszcza, że mam dyplom w nauczaniu języka angielskiego, mam kilka certyfikatów i zamierzam dorobić sobie jeszcze jeden plus mam 4-letnie doświadczenie. To ładny wynik jak na 26 lat, choć i tak uważam, że to za mało, bo nie mam magistra. Plan na wyjazd do Chin do pracy odłożony został na rok, gdyż potrzebuję pieniędzy na dobry start i zawsze dobrze mieć jakieś oszczędności odłożone na czarną godzinę. W dodatku mam tam swoją koleżankę(Polkę - sucz jest tak seksowna, żebym ją zerżnął na tym sławetnym blacie haha), która studiuje i pracuje w Szanghaju. Kiedyś pomogłem jej w nauce angielskiego plus wsparłem, kiedy jej chłopak miał jakiś problem w Bangkoku. Pogadaliśmy trochę, opowiedziała mi o życiu w Chinach i obiecała, że pomoże z pracą, mieszkaniem itp. Zdradziła, że ma dobre kontakty i wykorzysta je, żeby mi pomóc, gdyż musi się jakoś odpłacić za udzieloną jej pomoc. Spodobało mi się, ale i tak miałem z tyłu głowy pewne podejrzenia. Nie ufam ludziom w 100%, no ale zobaczymy. Także postawiłem na rozwój osobisty i dzięki ciężkiej pracy w Chinach zamierzam surowo oszczędzać pieniądze, by potem zakupić dom w Japonii (był tutaj artykuł na forum, gdzie któryś z braci wspomniał o opuszczonych osiedlach w Japonii i że domy są wystawione na sprzedaż za naprawdę małą sumę). Od zawsze chciałem mieszkać w Japonii i tam pracować jako nauczyciel na uniwersytecie albo prywatnej, prestiżowej szkole. Mam ambicje i to ogromne i nigdy nie odpuszczę wyznaczonego celu, nawet jakby to miało oznaczać zerwanie z Tajką. Marzenie zawsze stawiam na pierwszym miejscu, to część mnie, a Tajka to obca osoba. Więc ja tam na nią nie będę patrzył. Jeśli natomiast chodzi o nią to ona chce jechać ze mną. Nikt jej nie broni, jak znajdzie pracę to dobrze, jak nie to pójdzie gdzieś w tych Chinach studiować. Uparła się, że chce ze mną jechać, żeby też wyrwać się z domu i coś ze sobą zrobić. No to spoko, ale płacze, jęczy, że ona nie wie co ze sobą zrobi, gdzie będzie pracował. Tłumaczyłem, żeby narobiła certyfikatów przez ten rok, nauczyła się chińskiego to się oczywiście dupy nie chce ruszyć i się uczyć nie chce. A mnie to już kurwa rybka. Nie chce, to nie. Nie będę naciskał, tracił czas. Teraz jestem ja, Chiny, oszczędności i marzenia. Nie chcę mi się oddawać mojej cennej energii komuś, kto nie chce nic ze sobą zrobić. Zaczynam od jutra, kupiłem konto premium na Thaipod101.com i stamtąd będę się uczył. W kwietniu jak dostanę wypłatę to poszukam korepetytora. O chłopie, wiesz ile razy mi to przyszło na myśl? Tyle dup tutaj chodzi, tyle na mnie patrzy a ja muszę sobie tłumaczyć, że jestem w związku. Wiesz, jak inicjujesz coś przez kilka miesięcy i pomimo rozmowy nic nie skutkuje, a wychodzisz na ulicę i laski cię kokietują (same wychodzą z inicjatywą), to trzeba mieć stalowe nerwy i jaja, żeby im odmówić. Czasem sobie myślę, że jakbym posunął się jeden, jedyny krok dalej to bym miał pewnie gałę opierdoloną gdzieś w kibelku za darmo. Bardzo dobre słowa. Dało mi do myślenia. Biorę się za oglądanie Andy'iego. Dzięki wielkie chłopaki. Dzięki za czas i poświęcenie.
  7. Update Długo nic tutaj nie pisałem, więc opiszę jakie zmiany we mnie zaszły i co się ogólnie działo przez prawie pół roku. W październiku zeszłego roku odwiedziliśmy wspólnie Polskę. Wcześniej mieliśmy problemy z wizą, gdyż ona popełniła błąd z datą i musiałem szukać jakiejkolwiek wymówki, żeby ambasada zgodziła się wydać ową pieczątkę w paszporcie wcześniej. Udało się dzięki wielkiemu wysiłkowi. Kosztowało mnie to trochę nerwów, ale sprawa zakończyła się sukcesem. Ogólnie rzecz biorąc, to jestem typem człowieka zaradnego w życiu. Niestety nie mądrego, gdyż jestem młody i muszę się uczyć na błędach. Po powrocie do Tajlandii postanowiłem zrobić listę złych nawyków i wprowadzać w życie zmiany. Oto lista moich złych nawyków: - Picie dużo napojów gazowanych - Jedzenie śmieciowego jedzenia (gdyż blisko i szybko, nie trzeba się męczyć) - Siedzenie późno i oglądanie seriali z moją - Brak asertywności i zgadzanie się na większość rzeczy - Brak siłki - Lenistwo, brak energii życiowej - 3-4 godzinne drzemki w ciągu dnia (potem opiszę dlaczego) - Ciągłe inicjowanie seksu Zmiany wprowadzałem powoli, ale sukcesywnie. Oto rezultaty: - Zmniejszenie ilości wypijanych napojów gazowanych do raz na 3-4 dni (szklanka), zamiast tego piję wodę lub sok owocowy pełny w witaminy (dosyć drogi, ale dostarcza mi wiele potrzebnych do funkcjonowania minerałów. Dzięki niemu czuję się bardziej orzeźwiony) - Zaprzestanie jedzenia z Maca i KFC - przeniosłem się na jedzenie zdrowe, pełne w białko, węglowodany i regularny poziom tłuszczu. Dodałem więcej warzyw i zacząłem liczyć kalorie. Do tego dodałem szejk proteinowy (whey protein) i ostatecznie przybrałem na wadze 10kg. Ważyłem 61-62, a teraz jest 72kg. - 3x w tygodniu chodzenie na karate plus raz, dwa razy na siłkę: przybrałem na masie mięśniowej. Czuję się silny, pewny siebie i bardziej męski. Chodzę wyprostowany i czuję na sobie wzrok innych kobiet, co mi się podoba. To podnosi moją wartość i sprawia, że jestem szczęśliwszy. - Nie siedzę do późna, by oglądać jakieś seriale tylko idę spać, bo jestem zmęczony po pracy i treningach. Budzę się rano wypoczęty i gotowy do pracy. Zauważyłem, że jak zacząłem spać po 7-8h przestałem być jakiś taki nijaki, ale pełny werwy i motywacji. - Przestałem zabiegać o seks. Nie proszę się, nie inicjuję. Doszedłem do takiego stanu, że mi się po prostu nie chce go uprawiać. Jestem tak skupiony na innych rzeczach co sprawiają mi radość, że seks stał się jakiś taki przereklamowany. Większą czuję ekscytację z nadchodzącego treningu karate i kumite z kimś silnym niż seks z kobietą, byle jaką, nawet jakby miał być z inną. Po prostu tego nie czuję i jakoś dziwnie jestem z tego powodu szczęśliwy. To tak jakbym zrzucił jakieś kajdany, nie przymuszam się do niczego. Zrobię to raz na tydzień, dwa. Czasem jednak łapię się na masturbacji, ale po przeczytaniu wątków na forum i jaki jest destrukcyjny wpływ masturbacji na życie postanowiłem to zrobić raz na miesiąc, by sobie spuścić z krzyża. Pewnie niektórzy pomyślą, że moja mnie nie pociąga. Ciężko powiedzieć.... jakoś mnie tam pociąga, ale nie jest to 100%. Na ulicy oglądam się za dupami, bo fajnie wyglądają, ale nie czuję w sobie tego zwierzęcego instynktu, by iść i wyruchać, albo to sławetne: "Weź ją oprzyj o ten pieprzony blat". Może jestem lekko aseksualny? Kto wie. Po prostu lubię sobie popatrzeć. Innym powodem dlaczego przestałem zabiegać o seks jest rozmową z moją mamą, jedyną osobą, która potrafiła mnie wysłuchać. To ona nabiła mi do głowy wielu red pillowych rzeczy (ku mojemu zdumieniu), bym się szanował i nie robił z siebie pośmiewiska. Jej słowa miały piorunujący efekt, głównie dlatego, że generalnie miała rację w wielu sprawach i ton w jaki mówiła sprawił, iż poczułem się trochę jak gówno. W pozytywnym słowa znaczeniu. Dziękuję za to niezmiernie. Otóż co się działo (aż głupio mi opowiadać, ale muszę): moja luba uzależniła się od porno i nie potrafiła osiągnać ze mną orgazmu. Wszystko działo się tylko w jedną stronę: gra wstępna - masaż jej ciała, lekka minetka i stosunek mógł się głównie odbyć tylko jak znalazła na telefonie odpowiednie porno. Po osiągnięciu orgazmu nie miała sił by się mną zająć i wtedy sam musiałem się sobą zająć. Boże, jaki ja byłem głupi to aż razi mnie w oczy, jak się nie szanowałem. A wszystko zaczęło się od niewinnego eksperymentu, bo chciała sobie obejrzeć porno, a ja na to pozwoliłem. Potem oglądała jak mnie nie było i tak wpadła w szambo. No i jeszcze ja, zachowujący się jak ciapa, pantofel i totalny biały rycerz. Nawyki do poprawienia: - Nie potrafię być ciągle asertywny. To męczy, kiedy musisz trzymać ramę cały czas. Czasem się po prostu zgadzam z rzeczami, którego mogą być mi nie na rękę, ale głównie przez to, że nie chce mi się kłócić. Na szczęście nie są to jakieś ważkie sprawy. - Łapię się na odpuszczaniu obowiązków i doskonaleniu się na rzecz drzemki. Pogoda, klimatyzacja, ludzie sprawiają, że jakoś często chce mi się spać w ciągu dnia. Nie lubię tego, gdyż zaburzony jest mój cykl spania w nocy. - Łapię deprechę jak coś mi się nie udaje. Kiedy nie mogę dostać czego chcę, popadam w melancholię i zaczynam się dołować. Niekiedy po kilka godzin. Muszę wprowadzić afirmacje. Na chwilę obecną oglądam motywacyjne filmiki na YouTube, które poprawiają moje samopoczucie i dają kopa do działania. Przydatna rzecz. Obecna sytuacja: Obecnie żyję ze swoją Tajką w normalnych stosunkach. Zmieniła pracę, gdzie dostaje większą wypłatę ale musi do niej chodzić po 6 dni w tygodniu. Gdy ja pracuję rano, ona po południu. Mam bardzo dużo czasu dla siebie, przez co staram się go spędzać jak najbardziej produktywnie (sport, nauka, zakupy). Nie wiem, czy coś jeszcze do niej czuję, ale siedzę z nią chyba z wyrachowania. Pomaga mi w tłumaczeniach dokumentów, ratuje mi dupę, kiedy trzeba się dogadać w urzędzie i nie powiem bardzo mi się to przydaje tu na miejscu. Było kilka sytuacji, które sam bym nie rozwiązał. W zamian obiecałem jej, że będę odkładał pieniądze na przyszłość. No okej, spoko. Stałem się trochę takim skurwysynem, bo jej obiecuję, a w głębi duszy czuję jak by się to najlepiej wybić, by być bogatym i silnym. Swoim zachowaniem z przeszłości sprawiła, że nie potrafię jakoś inaczej o niej myśleć. To tak jakbym ją karał za błędy w przeszłości. Ale ona o tym karaniu nie wie. Chciała dziecko to się zgodziłem, chociaż go nie chcę teraz, bo nie jestem wystarczająco bogaty. I pewnie bym sobie nie poradził. Tak czy owak nie inicjuję seksu, a jak już to w gumce (i tylko w gumce!!!). Generalnie rzecz biorąc skupiam się na sobie i oszczędzaniu pieniędzy. Co prawda stałem się zależny od niej, bo jezyk i różnice kulturowe, ale wziąłem się w garść i powoli zaczynam naukę Tajskiego. Popieprzone to wszystko, musiałem się wygadać, od razu lepiej na sercu. Coś czuję, że wielu rzeczy nie powinienem robić. Są po prostu złe, okrutne i muszę się przez nie przebić, zniszczyć je i zapomnieć. Dzięki za spędzony ze mną czas. To dużo znaczy. Pozdrawiam
  8. Spokojnie, to nie był jej pomysł. Nie mam pojęcia co jest źródłem tego podniecenia. Może jestem masochistą albo mam pewne symptomy. Czy możesz wyjaśnić co to znaczy niska samoocena na poziomie podświadomym? Za młodu, moi rodzice się rozwiedli i matka przejęła kontrolę nad wychowaniem mnie. NIe było dobrze, matka nie pracowała, ojciec nie płacił alimentów i żyliśmy tak pod kloszem u mojej babki, a potem na swoim, gdzie matka brała pomoc z mopsu bo jak inaczej. Potem poszedłem na studia, dostawałem duże stypendium więc trochę wydoroślałem, ale przez ten cały czas matka trzymała rygor i nie mogłem się emocjonalnie rozwijać. Przez tą relację z matką nabawiłem się nerwicy i niskiej samooceny. Potrzebowałem kilka lat, żeby z tego wyjść chociaż trochę na prostą. Obecnie trzymam normalne stosunki z matką. Porozmawiałem ze swoją na temat "hotwife" i od razu to odrzuciła, chociaż oznajmiła, że jak pomoże mi sobie to wyobrażać, ale w praktyce nie ma mowy. Jak to usłyszałem, to rzuciłem: spoko i natychmiastowo jakoś to wyparowało ze mnie. Nie chce mi się wracać do tego samego tematu. Choć obawiam się, że nie wiem co bym zrobił, gdyby się zgodziła. Ogólnie macie rację, ten cały cuckold to niezły shit, rani ale podnieca. Masakra.
  9. Nie wpływa to na moją samoocenę. Oddzielam seks i uczucia z tym związane od uczuć panujących w związku. W dodatku taki rodzaj seksu uważam za pewnego rodzaju taboo i dlatego mnie to kręci. Na początku miałem zonk, bo miałem w sobie wiele schematów typu miłość po grób, piedestał i inne ceregiele, co mi zaprzątały umysł. Widać to było w moim popularnym poście o Tajce. Na chwilę obecną wyrobiłem sobie poziom myślenia, że związek czy te wszystkie miłości to dla mnie fikcja. Za dużo się nacierpiałem (nie opisywałem tego na forum, ale chyba to zrobię). Za dużo, więc postanowiłem poprawić poziom wyjebania i zająć się sobą. Teraz siedzę ze swoją głównie dla korzyści, chociaż mam do niej jakieś tam uczucia. W związku z tym wyrobił się we mnie ten dziwny cuckold. Spadł tak nagle, jak grom z jasnego nieba, akurat jak przeglądałem pornhub dla funu. Sprawdziłem to i jakoś mną wstrząsnęło. Nie powiem, mam jeszcze dziwne odczucia, no bo osoba trzecia, moja laska i tak dalej. Może mi przejdzie, ale na teraz to aż mi głowa paruje od imaginacji. Czyżby to było spowodowane rutyną w seksie?
  10. Witam Bardzo proste pytanie: Czy jesli przejawiam symptom cuckold, to znaczy, że zachodzą we mnie oznaki podniecenia w przypadku wife share to jest ze mną coś nie tak? Czy jest to choroba? Czy da się to leczyć? Nie chcę wyjść na zboczucha czy coś podobnego? Okazało się, że jest to jeden z moich "kinków", który bardzo mnie podnieca. Reszta jakoś blado przy tym wychodzi, a sam seks jakiś taki szary, jeśli nie ma w tym odcienia cuckoldu. Byłbym wdzięczny za odpowiedź i jakiekolwiek wyjaśnienie Pozdrawiam Update: PS: Jeśli chodzi o porno, głównie oglądam "wife share", "cuckold" czy "hotwife". Jedyne, które potrafią mnie naprawdę rozgrzać.
  11. Gdzie było odniesienie do źródła? Oświeć mnie... To, że podał tylko facebook i Prawo ojca nic nie znaczy. Mamy trzy profile na Facebooku. Nie wierzysz, sam sobie wpisz w wyszukiwarce. Potem mi pokaż dokładnie co i jak. Racja, forum to nie praca naukowa, ale jakieś zasady niech tu panują. To, że ty masz wyjebane, nie znaczy, że kto inny będzie przymykał na to oko, zwłaszcza autorzy. Ale co się będę z tobą wykłócał, jak żeś pewnie gówno w życiu napisał i mnie od synków wyzywasz. Po prostu nie kumasz praw autorskich i tyle.
  12. Spójrzmy wiec na ta sprawę profesjonalnie: To co zrobil @Still to jeden wielki plagiat. Kopiuj, wklej bez żadnych linków, referencji czy cytatów(pisze teraz magisterkę i mój profesor jest naprawdę wyczulony na wszelkie rzeczy wzięte z innych źródeł). Calosc nie jest poprawnie sformatowana przy użyciu kursywy i cudzyslowia. W dodatku źródło nie jest wiarygodne, gdyż jeśli spróbujemy wpisać: "Prawa ojca" na Facebooku to wyskoczy nam kilka profili. Nie mamy konkretnego źródła, który powinien być wklejony w hiperłącze. Także całkowicie się zgadzam z @WąsatySamiec, że piznąłeś cudzy tekst, czekając na nie wiadomo co. Bo to wygląda, jakbyś czekał na poklask. Bądź profesjonalny. Jakie źródło podał? Ani to link(hiperłącze), ani konkretna data, autor. A tak poza tym to nic nie zacytował. @Mosze Red @Normalny dzięki za wklejenie źródła. Bardzo nie lubię plagiatów. Jeśli chcemy coś skopiować z innego źródła, a nie chcemy, żeby wyszło na plagiat(czyli KRADZIEŻ czyjegoś autorstwa) to mamy dwie możliwości: 1) Poprawne referencje, źródła plus "kursywa", wklejenie linku z opisem wraz z własnym komentarzem. 2) Parafraza tekstu wraz z wklejonymi referencjami i źródłami, kursywa plus link Ja tu nie widzę nic poza ładnym kopiuj, wklej. No właśnie nie. @Still skopiował tekst i to, że autor nie jest podany w fanpagu nie zwalnia go z ujęcia w swoim tekście "poprawnych referencji czy źródeł", zwłaszcza, że jest to tekst naprawdę profesjonalny i napisany przez ciebie i subiektywnego. Jestem na chwilę obecną zniesmaczony takim kopiowaniem, gdyż tekst jest kopalnią złota. Wiele się dzięki niemu nauczyłem i postaram wdrążyć w życie, także dzięki @Marek Kotoński i @Subiektywny. Szkoda tylko, że w taki sposób się o nim dowiaduje.
  13. Na wstępie przepraszam, jeśli ustawiłem ten temat w nieodpowiednim dziale. Jeśli nie pasuje, proszę go przenieść. Dziękuję bardzo. Sprawa jest dość skomplikowana i nie mam za dużo czasu na jej rozwikłanie. Wyjaśnię bardzo szybko. Moja luba starała się o wniosek wizowy do Polski (mieszkamy w Bangkoku). Dokumenty wszystkie przygotowane, tyle ze popełniła błąd, jeśli chodzi o spotkanie z konsulem, który wręczy jej paszport z wiza. Chciala 22 sierpnia, ale w e-konsulacie ustawiła 22 października, tyle, że nasza podróż ma zacząć się od 20 do 26 października. W grę nie wchodzi anulowanie czy przełożenie lotu ze względu na to, że moja mama wzięła sobie wolne na ten okres i tylko te 6 dni jest dla mnie kluczowe. Moja luba napisała e-maila do konsula, a ten jej odpowiedział, że jedynie sprawy awaryjne, szkoła, choroba kogoś bliskiego lub specjalne okazje/eventy wchodzą w grę. No to pomyślałem, że jesteśmy załatwieni, bo przecież nic nie pasowało. Kasa na bilety poszła – 2,5k, ja wkurwiony, ona beczy. Wpadłem wiec na pomysł, że trzeba spróbować czegokolwiek, żeby nie stracić tej kasy. Może jakoś da rade z tej sytuacji wyjść. Napisałem wiec taki oto list do konsula: Napisałem wiec, że się zaręczyłem(cos musialem wymyslic) i teraz oni potrzebują jakiego potwierdzenia tego. A tutaj odpowiedz od Konsula: ‎ Czy ktoś mógłby podać jakiś przykład, pomysł, pomoc w tej naprawdę niedogodnej sytuacji? Jeśli udokumentuje to uzasadnienie w dziale "szczegolne okazje" to wówczas moja luba dostanie przedterminowe spotkanie i wizę. Nie stracę pieniędzy i wszystko będzie cacy. Wszystko przez to, ze moja luba pierdolnela się z data. Aaachhh Niestety pozwoliłem swojej raz zająć się czymś poważnym i spierdzielila to. Teraz chce to naprawić? Czy ktoś ma jakiś pomysł na dokumentacje zaręczyn, które przeszło by u konsula? Każda odpowiedz jest cenna. Pozdrawiam serdecznie
  14. Przeczytałem wszystkie wypowiedzi i jestem po prostu w szoku. Ja się zastanawiam na co idea tego forum i starania naszego "guru", które chcą nas czegoś nauczyć, jeśli przyjdzie taki jeden z drugim i zacznie pierdolić o ruchaniu mężatek i ich zaletach. Potem się zacznie kolejne pierdolenie, że każdy moralizujący boi się swojej myszki czy został skrzywdzony. @RealLife to już jest totalna degrengolada, upadek społeczny. Nie potrafię sobie wyobrazić jak można być tak pozbawionym zasad, byle tylko zamoczyć i jeszcze mieć frajdę z tego, że porucha się kochankę - nawet mając rodzinę. @AR2DI2 kolejne indiwiduum. Od samego początku podziwiałem twoje wypowiedzi, brałem je do siebie(lubiłem w tobie ten pełen zasad i siły charakter), ale jak jebnąłeś tekst o ruchaniu mężatek i przy tym braku odczuwania sumienia to w ogóle straciłem do ciebie jakikolwiek szacunek. Widziałeś tych mężów, ale i tak siałeś spierdolinę dookoła. I potem dziwota, dlaczego kobiety są jakie są. Biorą przykład właśnie z takich jak ty, którzy w dupie mają zasady. Musisz zrozumieć jedno, piękna nie piękna - trzeba się trzymać zasad. Tego nas uczył guru. Nie pieprz więc, że ktoś by uległ jak by laska pchała mu się na kutasa. Mnie na przykład brzydzi myśl o posuwaniu zajętych, czy ma SMV 10/10 czy 2/10. @dewastator szkoda słów, przyszedł się wyżalić jak to rucha mężatkę i jest z tego dumny. Co? Mam Ci pogratulować, pocieszyć, dać radę? Pierw ogarnij jakieś zasady w swoim życiu. Tutaj nie chodzi o moralizowanie, przekonywanie itp. tylko zrozumienie prostej logicznej rzeczy: jak wyszliśmy z matriksa i żyjemy według jakichś zasad to nie zmieniajmy tego. Na co się tutaj produkujemy i staramy pomóc ludziom , jak taki @AR2DI2, @dewastator czy @RealLife sieją matriks swoim zachowaniem. To jest zachowanie typu: - ruchaj mężatki - same się pchają, nie odmówię - ch*j w dupę moralizatorom - alfa sralfa - silny samiec No i jak ma być lepiej? Gdzie jakiekolwiek zasady? Na co to forum? Hę? Nie daj boże jeden z drugim zostanie skrzywdzony, przyjdzie na forum, zobaczy to i owo, wypowiedzi o ruchaniu mężatek i sam pójdzie to czynić. Dla mnie to jest niepojęte, co to ludzie potrafią uczynić innemu, byle tylko zaznać przyjemności i mieć jakieś korzyści. Tfu! Chwała tym, co wierzą w jakąkolwiek przyzwoitość jak @Adolf, @Paterialista, @Perun82 czy @Obliteraror. Kwintesencją mojej wypowiedzi powinny być te proste zasady: - trzymaj się swoich zasad i miej jaja odmówić - nie ruchaj czyichś żon - bądź lojalny i tego wymagaj - odseparuj się od lewactwa i zniszczenia
  15. Hej, przeczytałem obydwa wątki (tutaj i netkobiety) i powiem Ci krótko: PRZESADZASZ, i to ogromnie. Nawet jeżeli dziecko wygląda inaczej niż rodzice, tzn. nie jest podobne do nikogo to ciebie to nie powinno w ogóle obchodzić, bo to nie jest twoje życie. Nie powinieneś sugerować żadnych badań DNA, jedynie próbować rozmawiać na tematy zdrad, niewierności, shit testów kobiet no i ewentualnie napomknąć co to są badania DNA. Po co stwarzasz sobie problemy na siłę? Nie masz innych zajęć, jak tylko wtrącać się w czyjeś sprawy? Punktowano tutaj na forum nie raz, że my świata nie zbawimy. Uświadamiać można, ale że ludzie żyją w matriksie to tym bardziej nie zrozumieją. Stracisz czas, energię, kumpla w imię czego? Ci ludzie sami muszą do tego dojrzeć, sami muszą na oczy przejrzeć i szukać prawdy/pomocy(jak to mówił nasz wódz @Marek Kotoński i reszta chłopaków), wtedy wyciągasz rękę i sugerujesz badania DNA. No jak dla mnie zrobiłeś z siebie pośmiewisko na netkobietach, aż żal to było czytać. Powstała gównoburza, nic nie osiągnąłeś i jeszcze rozkminiasz. Dobrze ci tam te "niecne" kobietki powiedziały, że niby zobaczyłeś dziecko raz, a potem wystosowałeś ciężkie działa. No tak nie można. Każdy by się wkurwił. Co jeśli facet trzyma ramę, kobieta jest posłuszna, jest seksik, wszystko cacy? Wtedy cały twój plan legnie w gruzach, poza tym już cały ten wątek wygląda jak jakaś desperacja. Żeby tylko o tym wiedział, może chłop zrobi testy? No na chuj ci to? Serio? Ja po prostu nie rozumiem ludzi, którzy na własnych przypuszczeniach(bez dowodów) wpierdalają się komuś w życie. Bez jaj. Wiele się na tym forum nauczyłem, ale niektórzy przejawiają ogromne skrajności w relacjach damsko-męskich, że aż to bije po oczach. Niektórzy biorą całą tą wiedzę dosłownie, serio i nie wiadomo, kto jest kto i jak bardzo jest wiarygodny. W głowie utknęła mi jedna z wielu złotych zasad tego forum: Jak facet nie prosi mnie o pomoc w relacjach damsko-męskich, to ja się tego nie tykam, nawet jak widzę, że coś jest nie tak. Mam dużo swoich problemów na głowie, czasu poświęconego na uświadamianie nikt mi nie zwróci. Mogę próbować pierdyliard razy, ale co z tego jak nie dotrze. Trzeba się kształcić, udoskonalać, rosnąć w siłę, polerować swoje SMV i pomagać tylko tym, którzy tej pomocy chcą. AMEN
  16. Pierwsze co mi się rzuciło w oczy to wiek, potem jak długo się znacie i kiedy zjeżdżasz. Laska ma 17 lat, więc ma pstro we łbie i mogę się założyć o całą swoją wypłatę, że nie jest gotowa na żadne poważne związki. Zwłaszcza, że ty za granicą i pojawiasz się dwa razy w miesiącu. 17-latka powoli wchodzi w dorosłe życie, a to znaczy, że jest ciekawa świata, imprez, facetów, kutasów itp. Hormony jej buzują, chce się wyszaleć, zaznać emocji z bad boyami i to pewnie potrwa kilka lat zanim zda sobie sprawę, że czas się ustatkować i znaleźć "misia". Do tego jest ekstrawertyczką, więc musisz się przygotować na to, że ona pójdzie w tango nie raz. Z twoją wiedzą czy też bez niej. To że nie masz bladego pojęcia o tym co robi z "koleżankami" to raz, a dwa, że poluzowujesz swoje standardy dla kogoś, kogo znasz miesiąc. Powiem ci, że sam przeżywałem to samo. Natraciłem się energii, zdrowia, czasu, by laski podrywać. Martwiłem się, czy czasem nie skacze po innym bolcu, bo lubiła sobie poimprezować. Na imprezy chodzi się obydwoje, a nie, że wychodzi sobie z koleżankami. Z nimi to sobie może kawkę w domu wypić. Pierwsze co, to się uspokój i podążaj za tym co ci powiedział @Zły_Człowiek. Przedstawił ci naprawdę świetne rady.
  17. OT i pojmowanie wartości BIEŁAWEGO, co to jeszcze usprawiedliwia swoje postrzeganie kosmicznego wizerunku S.M. Że niektóre czynności są niemęskie? Plotkowanie, szydełkowanie, ganianie jednorożca po zewnętrznym skraju tęczy! No to przepraszam bardzo. Teraz poleciałeś z jednej skrajności w drugą. I jeszcze z tym komentarzem dotyczącym usprawiedliwiania. Po pierwsze nie uważam, że rozwodnicy to science fiction. Nawet nie wiem skąd ci się taki pomysł wziął. Jeśli natomiast o charakter to miałem tak od urodzenia, od małego wolałem robić wszystko sam. Taki typ ekstremalnego introwertyka, który nie potrzebował niczyjej pomocy. Jeszcze pamiętam jak wołali na mnie "dzik" bo się nie umiałem solidaryzować z rodziną/ludźmi. Pokojówka to praca, one dostają za to pieniądze. Poza tym, jak wychodzę z hotelu zawsze po sobie sprzątam. Tak jak wszedłem, tak wychodzę. Podobnie w restauracji. Wybacz, zupełnie nie trafiony argument. W domu nie ma nic za darmo, już o tym mówiłem - przysługa za przysługę. Tyle daję, ile dostaję. Proste. Malowanie mieszkania to samo. Mam taki wpływ na swoją, że jak powiem, żeby malowała ze mną to pomaluje. A przykład z tirem to już w ogóle odpał. Ja rozmawiam o równych obowiązkach "w domu", a ty o jakichś tirach, a nawet jakby... Jak mam od kogoś oczekiwać czegoś na czym się nie zna? To tak jakby moja oczekiwała, że będę znał każdy szczegół jej kosmetyków i następnym razem się nie pogubię przy zakupach. Też mi może wyjechać ze swoją równością. Tak jak wspomniałem, popadasz w skrajności. Ja tu mówię o podziale obowiązków, które można robić "wspólnie", by się uzupełniać i sobie pomagać bez żadnych równości i podtekstów. Ty jedziesz grubo z rury o rzeczach, na które podobnie ja i ty znamy przecież odpowiedź. Przecież jakby nie patrzeć, pełno jest rozwodów, gdzie facet pracuje, daje pieniądze, nie przejmuje się kobietą, ma wręcz na nią wywalone. A to dlaczego? Bo kobieta od razu wymyśla sobie tysiące wymówek jak, że nie ma go w domu, bo się dzieckiem nie zajmuje, bo jest nie męski, bo nie zarabia dużo. Tak więc nie ma uniwersalnego rozwiązania na te kobiece gierki. Czy "męskie", czy "damskie" role pełnią jakąś zasadniczą funkcję, ale przecież nie na długo. Baba może wyskoczyć z tekstem, że "faceta" nie ma ciągle w domu, a jak jest to nie pomaga (nie wykonywał pewnych czynności). I nagle fochy, ciche dni, zero seksu. A facet zachowywał się jak przystało, pieniążki, trochę bad boya, seksik. Z tego co zauważyłem kobiety lubią dwie paradoksalne rzeczy: stabilność i ryzyko. Stabilność, bo musi być bezpieczna przystań i ryzyko, spełnienia swoich seksualnych marzeń. Ja wiem, że partnerstwo to mit, trochę realny nie powiem. Dlatego wolę nie polegać na kobiecie, ale wiedzieć, że jakieś zasady w domu panują. Nie chcę ani "skrajne", podkreślam skrajnej równości ani podziału. Coś na przykładzie obopólnego szacunku i wiedzy co należy robić w domu. Według tego co piszesz, to kobiecie nigdy nie dogodzisz. Moim zamiarem nie jest usprawiedliwiać się czy pokazywać czegoś, co może nawet nie ma prawa bytu. Staram się jedynie zrozumieć, czy istnieje partnerstwo rozumiane poprzez obopólny szacunek i podział obowiązków, by żyło się lepiej. Do tego właśnie dążę, do zapytania braci, czy coś takiego może nawet w najmniejszym stopniu istnieć.
  18. No to przepraszam bardzo. Jeśli zjem i nabrudzę, jeśli pochodzę w ciuchach cały tydzień i też się ubrudzą. Jeśli w pośpiechu nabałaganię, jeśli będę miał dziecko i to kobita będzie się z nim głównie zajmowała to powiedz mi, co mam w takim razie robić? Nie mogę posprzątać, bo to mnie czyni nie atrakcyjnym i panna przestanie widzieć we mnie "samca". Czyli w takim razie robimy z kobiety niewolnicę, gdyż mamy przepiękną wymówkę jaką jest to, że my nie możemy się zająć żadnymi innymi obowiązkami, które podlegają pod "damskie". My jesteśmy tylko od kasy. Nie bądźmy aż tak skrajni. Sam pamiętam, że był tutaj wątek na forum, w którym ludzie się wypowiadali, że jak od czasu do czasu pomożesz to nie jesteś pantofel, białorycerz. O to mi właśnie chodzi. Ja ogólnie jestem za podziałem obowiązków, tego się trzymam. Trochę dziwne określenie, że jak pomagam w domu i są zasady to panna nie wie co czuje.
  19. Owszem to byłem ja. Forumowicze wiele wyjaśnili, nauczyłem się co nie co i wciąż czerpię stąd wiedzę. Gdyby nie ty jak i inni dalej bym się taplał w gównie. Także dzięki za pomoc. Nie jestem jakiś trener ds związków, tylko wyrażam swoje zdanie. Jeśli ktoś się ze mną nie zgadza to spoko, nie musi brać niczego co powiedziałem do serca. Twierdzę jedynie, że masz trochę zbyt skrajny pogląd na obowiązki damsko-męskie i to jakoś mi się nie zgadza z tym co widziałem, co przeżyłem. Nie wszystko jest takie proste, są wyjątki, wiele zależy od sytuacji w jakiej jest facet. Choćby taki ja, wciąż wiele z białorycerza, ale się uczę i mimo, że bym chciał nie mogę się zgodzić z Twoją argumentacją. Taki charakter, że lubię pomagać w domu. Czy to mnie czyni mniej atrakcyjnym?
  20. Dokładnie. Świetnie zostało to naświetlone jak powinno to wyglądać. @AR2DI2 co to znaczy, że niektóre czynności są niemęskie? Co to znaczy, że facet musi zapewnić tylko zaplecze ekonomiczno bytowe i jest po sprawie? No to jest śmiechu warte. Widzisz, ja mam taki charakter, że nie lubię polegać na babie. Jak zjem i nabrudzę to po sobie sprzątam i tego samego wymagam od partnerki. Jeśli chodzi o brudne ciuchy to jest dosłownie to samo. Jestem bardzo surowy odnośnie porządków, po prostu nienawidzę żyć w chlewie. Ale to nie znaczy, że ktoś jako, że jest "kobietą" musi za mnie sprzątać. Taki mam charakter, że zmywanie, pranie "moich" ciuchów należy tylko do mnie. Ona swoje, ja swoje. Proste, jak są jakieś dodatkowe czynności to wówczas dzielimy obowiązki. Moja bardzo często chce mnie "urobić", bym coś za nią zrobił. Ale wówczas dostaje opierdol i wraca do roboty. Żelazne zasady, żelazna dyscyplina. Masz bardzo płytkie myślenie na tak obszerny temat. To nie jest tak, że tylko białe i czarne. Tu chodzi o przysługi. Nie wyobrażam sobie, że wracam z pracy, widzę syf w zlewie czy nie wyrzucone śmieci i mam to daleko w dupie. Inna sprawa, kiedy moja ma wyjebane na to i w ogóle się tym nie zajmuje. Ale ja takiego problemu nie mam. W jeden dzień ona zmywa, w drugi ja jak ona nie ma czasu. Czy czuję się z tym gorzej? Niemęsko? A skąd. Mam z tego wiele korzyści, jak niespodzianki, ciuchy, wyjście do kina czy na obiad, gdzie ona płaci. Ale to trzeba temperować od samego początku, trzymać ramę. Na początku miałem ciężko (mam nadzieję, że znasz moją historię), moja "myszka" miała wyjebane, nic się jej nie chciało, więc i ja sprzątałem. Ale w końcu pomimo płaczów i zgrzytów jebnąłem pięścią w stół i przestałem sprzątać (czyt. usługiwać). Postawiłem zasady, była cisza, zero seksów, ale w końcu doznała olśnienia, że jej "silent treatment" nic nie wskóra. Ogólnie rzecz biorąc jestem na tak, żeby moja zajmowała się typowo "babskimi" obowiązkami, ale widzisz ja mam inny charakter i tego też chcę nauczyć mojego potomka. Co napsujesz, nabrudzisz to odpowiadasz za to sam. Taka czysta odpowiedzialność, zero polegania na babie. Całkowicie więc nie zgadzam się z Twoim poglądem na to, że jak dziecko pojawi się w domu to kobieta wykonuje "wyłącznie" babskie czynności, a facet męskie. Tak się po prostu nie da, gdy pojawi się dziecko. No nie da się. Nie po to będę robić dziecko, żeby potem nie owijać w pieluchy, karmić czy się z nim bawić. Mamy na temat zupełnie inne podejście i argumentami, że jest to niemęskie i że powinienem tylko zarabiać kasę na dom mnie nie przekonasz. Bez jaj. Tutaj kolega @kryss świetnie to ujął. Wolę mieć całkowitą kontrolę nad wychowywaniem dziecka od samego początku. Kobiety nie powinny wychowywać chłopców same nawet do 6 roku życia, gdyż ich postrzeganie i nauka są kluczowe do tego właśnie wieku. Całkowicie się z tym zgadzam. Jak kobita jest obok to ona przewija. Jak jej nie ma to ja. Proste. Przecież są sytuacje, że kobita musi odpocząć od dziecka (kto się dzieckiem porządnie nie zajmował ten nie wie), musi odsapnąć, zrobić coś dla siebie. To co? Od razu argument, że jak mogła się zmęczyć, przecież nie ma nic innego do roboty, siedzi cały dzień w domu, a facet zapierdala w pracy i białorycerzy? Przecież nie mamy niewolnika w domu. Nawet jeśli nie pracuje, to ma prawo odpocząć, poprosić nas o pomoc (tyle, że wtedy oczekujemy czegoś w zamian, nie że jest za friko - chyba, że "myszka" totalnie ma wyjebane i w ogóle zajmuje się dupy strony. Jeśli jest inaczej, pierze, gotuje, daje dupki, zachowuje się jak dobra żona - czego miałbym odmówić pomocy). Odnośnie faceta na co robił dziecko? Nie pojmuję tutaj myślenia co niektórych, że od razu nazywają biało rycerzem, że zaraz będzie miał rogi. Taka sytuacja: Zajmowałem się z kuzynką kiedyś 3-letnim bratankiem przez dwa tygodnie na wakacjach. Rodzice oddawali go pod naszą opiekę na kilka godzin, w zamian dostawaliśmy jakieś grosze. Spoko. Posiedziałem kilka godzin z nim i byłem po prostu wycieńczony: to dziecko krzyczy, to chce jeść, to się chce bawić, to na dwór i tak dalej, i tak dalej. I to tylko godzin, to ja sobie nie wyobrażam jak to musi wyglądać na co dzień. Nie będę tu mówić o tym, że jak jest noworodek to trzeba do niego wstawać czasem kilka razy w nocy plus strach, że coś mu się stanie. Taka matka musi być na "Emergency" 24/7, podobnie jak ojciec. Nie, że on tylko zarabia. Tu potrzebna jest "odpowiednia" i "zaplanowana" pomoc, w której każdy wie co ma robić. Bez wykorzystywania czy dzielenia na "babskie" i "męskie" obowiązki. Tak się po prostu nie da, czasem są awaryjne sytuacje, że trzeba pomóc. Widziałem to wiele razy, dziecko płacze i płacze, jest nie dobre, często w nocy wstaje, sra pod siebie, wymiotuje. No to facet musi pomóc, zaingerować nawet jeśli mu nie pasuje. Kolejny przykład u mojej kuzynki: Urodziła dwójkę. W domu panuje taki system jak nam @AR2DI2 opisał, że chłop pracuje, przynosi pieniądze do domu a ona zajmuje się dziećmi. Czysty podział na "męskie" i "damskie" role. Tyle, że jest tutaj pewien haczyk. Gdy jej facet nie pomoże, to ona po prostu nie wyrobi się ze wszystkim sama (rozmawiam z nią bardzo często i bardzo szczerze, wiem jak u nich wygląda sytuacja, bo nie raz tam byłem). Trzeba przygotować śniadanie, obiad, kolację dla partnera, dzieci zabrać do żłobka i przedszkola. Trzeba też nakarmić. I tak codziennie, 7 dni w tygodniu. Po żłobku, przedszkolu trzeba odebrać, zajmować się nimi, pobawić spędzić czas. Dzieci widzą ojca niestety tylko wtedy, kiedy wraca z pracy i ma zaledwie parę godzin, by coś z nimi zrobić, bo tak to dzieci nie miałyby w ogóle ojca. I kuzynka mi mówi, że wychowuje je zupełnie sama. Powstał więc taki system, że ojciec haruje jak głupi, bo wierzy, że jak daje pieniądze to jest po sprawie, dzieci są wychowywane jedynie przez matkę i rodzina jest niekompletna. Jeśli ojciec w ogóle nie wesprze matki, powstanie w głowie dziecka obraz ojca nieobecnego, nie zajmującego się obowiązkami, nie pokazującego niezależności (dotyczącej obowiązków), takiego jakiegoś ułomnego. Sam miałem takiego ojca i się dziwiłem, dlaczego on nie pomaga matce. Jedynie łazi do tego pracy, przynosi pieniądze, wyjdzie gdzieś ze mną jak ma czas, ale wciąż mi czegoś brakowało. To nie był matrix itp. Od początku miałem taki charakter, iż uważałem, że w domu nie powinno być patriarchatu tylko ustalenie i trzymanie się żelaznych zasad na podstawie obopólnych zgód. Z kobietą jest zawsze ciężko, ale jak się trzyma ramę to można wiele osiągnąć.
  21. Jak wrócę z pracy, to postaram się coś naskrobać na ten temat. Mniej pacykowania, więcej pracy. Zaczęła trzymać dietę, bo jak mi powiedziała, sama się siebie brzydzi. Schudła aż 5 kilogramów (przybiera tak samo szybko, jak traci), była siłka, łzy, odmawianie sobie wielu rzeczy i mamy efekt. Jako, że zaczął się rok szkolny, zaczęła mnie wypytywać o szczegóły, jak mi się wiedzie, czy ktoś się wokół mnie kręci. Coś ją chyba szczypie, bo powodzenie jako "biały europejczyk" mam. Muszę ją jednak bardziej przycisnąć, bo znów zaczęła żreć.
  22. Miałem dokładnie, to samo. Ciało, zmysły wręcz domagało się czułości, pocałunków, seksu, moja Tajka jest pierwszą partnerką seksualną. Przyćmiło mnie to i nie dostrzegałem naprawdę wielu rzeczy, jak manipulacje, kupczenie cipką, wykorzystywanie, shit testy. Bracia tutaj opisują, że jeśli chcesz być szczęśliwy i mieć to co chcesz, musisz być przygotowany na różne, często nieczyste zagrania kobiety. One nie działają według logiki, a według płynących korzyści. Nie raz się o tym przekonałem, na przykład niedawno mi powiedziała, że jestem zajebisty, bo ją zabieram w różne miejsca i płacę. Też się chce ożenić, ale nie zrobię tego za chiny ludowe, jeśli nie będzie tak jak mi pasuje. Tutaj potrzeba odpowiedniego nastawienia i to forum sprowadziło mnie na ziemię, gdyż dalej opalałbym się w blasku zbroi innych otaczających mnie rycerzy. Emocjonalny spokój jest, kiedy sprzątam syf panujący w moim życiu. Wciąż jest go wiele, dlatego dobrą miotłą są odpowiednie decyzje lub słowa. Jest przede mną w ciul pracy, ale mam czas. Dobrze, że wspomniałeś o zdrowym egoizmie, bo właśnie miałem o tym pisać. Tak, właśnie cały czas o tym myślę.
  23. Witam braci po długiej przerwie. Wiele rzeczy przez ten czas się wydarzyło. Poczytałem No more Mr. Nice Guy, posłuchałem innych audycji Marka i co najważniejsze zrobiłem pewien eksperyment, który sprawił, że poczułem się jeszcze bardziej szczęśliwszy. W związku z tym, że nie radziłem sobie z emocjami, niezbędnym było wprowadzenie wielu zmian poprzez zrozumienie istory tego problemu. Postanowiłem zrobić listę rzeczy, które sprawiają, że czuję się źle a następnie wystawić się na ich działanie i dokładne zbadanie moich reakcji. A więc tak: - Obowiązki w domu (miałem zwyczaj ogarniać wszystko, a moja luba nie robiła nic) - efekt: czułem się wykorzystywany, poniekąd poniżany, że wszystko jest na mojej głowie bez ochoty pomocy - Organizowanie czasu wolnego (większość pomysłów, planów na mojej głowie plus robienie tego co zwykle, czyli oglądanie seriali i wychodzenie na kino) - efekt: uczucie stratu czasu i potencjału, brak energii na samodoskonalenie. Ogólny niepokój - Seks (wieczna inicjatywa z mojej strony, rzadko ale to rzadko jej) - efekt: brak wiary w siebie, zmęczenie wiecznym próbowaniem, podrywaniem, brak erekcji, seksualnej energii - Plany na przyszłość (jej imaginacje dotyczące samochodu, domu, dziecka i podróżowania w wieku 23 lat były dla mnie nie do przeskoczenia) - efekt: ogromny ciężar odpowiedzialności, strach przez byciem odrzuconym z powodu braku możliwości sprostania jej wymaganiom - Empatia (jej brak zrozumienia, bycia w czyichś butach, tylko wyłącznie jej potrzeby na piedestale), sytuacja z zeszłego miesiąca: nakupowała ciuchów i kosemtyków za dużą kwotę pieniędzy (używa swojej karty kredytowej, którą potem spłaca ze swojej wypłaty), po czym gdy przyszło do spłaty karty to był problem. Spłaciła należność (bez mojego udziału) i potem zastrzegała się, że nie wyda ani złotówki więcej. Na następny dzień zrobiła mi awanturę przy sklepie, że w dupie ma swoje przysięgi i ona chce tamte kosmetyki. Zamurowało mnie i wtedy zdałem sobie sprawę, że kobiety nie wierzą w honor czy zasady. Po rozpisaniu wyżej wymienionych "problemów", zacząłem wyciągać wnioski. Stałem się przez nią bardzo słaby, podatny na manipulacje i emocje. Ubezwłasnowolniła mnie mentalnie, tak, że nie byłem w stanie myśleć racjonalnie. I do tego tak głęboko utknąłem w tym gównie, że wierzyłem, że moje szczęście leży w niej i jest od niej zależne. Bardziej mylić się już nie mogłem. Proces wychodzenia na prostą nie jest łatwy. Uwierzyłem w głupią wizję miłości "na całe życie", a tutaj cyrk na kółkach. Doprowadziłem się do stopnia, że nie wiedziałem kim jestem, czego chcę, jakie są moje mocne strony. Zależało mi jedynie na tym, by uszczęśliwić partnerkę. I po tym jak rozpisałem sobie na czynniki pierwsze co i jak, zaczęło do mnie powoli docierać. Właściwie zaczęło się już wcześniej. Wsiadłem na motor, wiatr we włosach i nagle nachodzi mnie myśl: jak by dobrze było to pierdolnąć i gdzieś wyjechać. Przepiękne uczucie. Doszedłem do następujących wniosków: Byłem i wciąż jestem białorycerzem, ale już nie tak skrajnym jak wcześniej. Da się żyć bez kobiety, jeśli ma się hobby, pasje, przyjaciół, pracę i jakikolwiek plan na siebie. Da się żyć bez przytulania, całusów, tego "gorącego" ciała. Nawet i brak seksu nie sprawia już problemów. Na chwilę obecną, kontroluję swój popęd, nie działam pochopnie, mogę nie kopulować długi czas, a kupczenie cipką wzbudza tylko szyderczy umieszek. Moja nie wie co zaoferować stawiając się w sytuacji bez wyjścia. Druga rzecz, jej status społeczny wśród przyjaciół jest tak wysoki, że niemal sięga nieba. Powód: związek ze mną. Żyje się jej dobrze, nawet za dobrze. Powód: związek ze mną. Większość rzeczy, które ma nie osiągnęłaby nawet w przeciągu 5 najbliższych lat. Gdyby tak ją od tego odeseparować, to by się chyba powiesiła. Trzecia sprawa: jest bardzo silnie ode mnie uzależniona. Potrafi mnie całować w zewnętrzną część dłoni jak jakiegoś lorda (w domu jak i publicznie i się tym nie krępuje). Wystarczy, że tylko wystawię dłoń i powiem, że jak coś chce to pierw całus. Czasami, sama bierze moją dłoń i całuje. Kiedy zrobiła to pierwszy raz to mnie zamurowała. Efekt ten występuje "jedynie", gdy roztaczam nad nią wręcz namacalną siłę. Nie dzieje się więc zawsze. W dodatku jest osobą potrzebującą wiecznej bliskości. Kiedy tego nie ma, to mi kolokwialnie będzie "w dupę" wchodziła, by to dostać. Do tego zrobi wszystko co jej powiem, bardzo często bez szemrania. Wystarczy, jak to któryś z braci powiedział, być dla niej zimnym skurwysynem, uznawać ją za trzecie koło i wtedy mamy zaskakujące efekty. Po czwarte: kiedyś sprzątałem, teraz mam w dupie. Sprzątam tylko swoje rzeczy. Kiedy ona widzi syf i ja to zlewam, bierze się sama do roboty. Mam dużo czasu na odpoczynek. Jeśli chodzi o organizowanie czasu wolnego, to nie przejmuję się jak wcześniej. Robię to co lubię, chodzę na karate, uczę się i nie patrzę na to, czy ją zlewam. Mam na to wyjebane, gdyż chcę poczuć, że korzystnie spędziłem swój czas. Po piąte: plany na przyszłość to teraz odkładanie pieniędzy i samodoskonalenie. Oznajmiłem jej, że zaręczę się z nią tylko wtedy jak spełni kilka moich warunków. Jako, że ten głupi pierścionek jest dla niej ważny to potwierdziła bez szemrania. Spoko. Szóste: Empatia, skończyła mi się cierpliwość tłumaczenia jak małemu dziecku. Z kobietą to jak ze ścianą. Cokolwiek powiesz to się odbije. Dlatego jestem teraz skrupulatny, jak nie rozumie to ch*j w dupe, odwracam się na pięcie i robię swoje. Potem, jako, że potrzebuje bliskości przychodzi sama. Nie może wytrzymać bez przytulania. No i ostatecznie: stopniowo zaczynam kontrolować swoje emocje, choć jest naprawdę ciężko. Wciąż jestem przywiązany, ale praca nad swoim charakterem i zrozumienie swojego postępowania pozwala mi zbudować ochronnę skorupę. Dostrzegam już wiele manipulacji, potrafię je natychmiast stłamsić w zarodku, ale wciąż popełniam błędy. Nie jestem w stanie trzymać ramy cały czas. To bardzo męczące. Boję się wielu rzeczy. Ten niezrozumiały strach paraliżuje mnie jeszcze w podjęciu radykalnych decyzji, choć czasami mam wrażenie, że jestem gotowy. A tu dupa. Mam czasami napady smutku czy wściekłości. Nie wiem co mi przyszłość przyniesie. Jakby wyglądało życie bez niej? Takie pierdoły właśnie kłębią mi się teraz w głowie, a wszystko przez to, że jestem sam w odległym kraju. W głębi duszy czuję, że jakiś progres zrobiłem, ale sam się śmieje, że zaraz pierdolnę byka i fundamenty pójdą w pizdu. Dlatego cieszę się, że takie forum istnieje. Inaczej bym chyba tkwił w gównie, w którym nie miałbym własnego zdania, wypłaty, jaj i pewnie z dzieciakiem na karku. Za wszelkie opinie i krytykę dziękuję braciom. Pozdro Daniel
  24. @arch Przeczytałem twoje wypowiedzi i nie powiem, złapałem się za głowę. Próbujesz wcisnąć wszystkim fakt, że związek z kobietą, tą "ODPOWIEDNIĄ" daje większe szczęście niż bycie samemu. I, że człowiek czuje się o wiele lepiej niż jak zostaje sam ze swoimi pasjami. A wziąłeś pod uwagę fakt, że ludzie mają inne podejście od Twojego? Inne myślenie, inne wyznawane zasady? Czy są zatem gorsi od ciebie, bo nie wyznają twoich zasad lub się z nimi nie zgadzają? Wielu tutaj przeszło piekło i przez to ich podejście do kobiet jest takie a nie inne. Nie możesz więc rzucać bluzgami, że ktoś jest chłopczyk (jak wyczytałem), że ktoś nie ma pojęcia lub powinien się doedukować. O zgrozo! Bije od ciebie ogromny brak zrozumienia. Bracia Ci tłumaczą, przedstawiają swoje historie, by inni mogli się nauczyć (większość podziela te historie, błędy, rozwiązania), a ty wyjeżdżasz tutaj jakimiś badaniami, że kilku gości tak powiedziało no i człowiek czuje się lepiej jak ma kobietę. Czemu wrzucasz wszystkich do tego samego worka? Jakie odniesienie ma owe badanie do życia braci? Nie rozumiesz, że życie tak a nie inaczej ukształtowało ich charakter i podejście, że takie badanie to można sobie w dupę wsadzić? Jak ma się do tego odnieść ktoś, kto był zdradzony kilka razy lub mu nie wyszło (bo był białorycerzem)? Powiedz takiemu, że powinien dalej szukać odpowiedniej kobiety, bo bez niej nie będzie się czuć dobrze. Chuj, że został skrzywdzony i robi to co kocha. Przecież badania mówią jasno co się stanie. To, że akurat ty myślisz, że z ODPOWIEDNIĄ kobietą jest lepiej, nie oznacza, że wszyscy myślą tak samo. Postaw się w ich sytuacji przez trochę, ludzie nie mają takich doświadczeń jak ty. Przyszedłem na to forum jako białorycerz z problemem "tej jedynej". Nie mów mi ani nie sugeruj, że życie bez kobiety jest gorsze. Bez kobiety przeżyjesz, masz więcej możliwości, nie masz zobowiązań, z kobietą masz multum zobowiązań. No tak, dostaniesz seks, obiadek, wyprane ciuchy, ale to są tylko rozmaitości, które można dostać gdzie indziej. Dlaczego to podałem, bo bracia doszli do takiego stanu, że kobieta nie jest im potrzebna, nie daje im większej przyjemności lub szczęścia jak sugerujesz. Czy to czyni ich gorszymi nędzniejszymi? Skądże znowu. To jest ich myślenie, ich droga. Jak się z tym nie zgadzasz, nie próbuj kogoś nazywać chłopczykiem lub "jak mogłeś się tak dać zdominować przez kobietę" itp. To bardzo źle świadczy o Tobie.
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.