Jump to content
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Tajski Wojownik

Użytkownik
  • Content Count

    82
  • Donations

    0.00 PLN 
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Tajski Wojownik

  1. Przywitaj się w odpowiednim dziale, gdyż inaczej możesz otrzymać tymczasowy blok.
  2. Cudowne słowa. Zrób sobie taką listę na serio. Mnie uratowała w najgorszych momentach. Przeczytałem ją kilka razy i od razu opanował mnie dziwny spokój ducha. I teraz pomyśl, czy siedziałbyś z kimś takim przez kolejne 5-10 lat albo i więcej. Z osobą która nie uznaje kompromisów.
  3. Nie miałem może takiego hardkoru z zerwaniem jak ty, ale zadaj sobie pytanie, kto o zdrowych zmysłach, by tak torturował drugą osobę tylko po to, by ta dała jej atencję, błagała o powrót itd.? Jeśli tak się właśnie czułeś plus tak jak inni bracia napisali, że była zołzą i działała na szkodę twoich dzieci, to chyba wiesz co robić. Pomyśl przez chwilę ile razy ty się angażowałeś, by coś zmienić, a ile ona. Zrób sobie tak jak mi radzili bracia listę plusów i minusów. Takie ćwiczenie pozwala bardziej zrozumieć naszą sytuację.
  4. Styki jej się zewrą na pewien czas, a potem wróci to samo. Dobrze tu powiedział @AdamGdynia, że jeśli dałeś dupy po drodze i nie trzymałeś ramy to jest pozamiatane. Przeczytaj mój wątek to zobaczysz ile razy też dałem dupy i moja ex miała już zakodowane w głowie, że ma do czynienia z niepewnym siebie pizdusiem. Też próbowałem ratować wszystko z pomocą kolegów, a wylądowałem sam, oskubany przez panią ex i na psychoterapii. Nie sądzę jednak, że zmiany są niemożliwe, chociaż w twoim przypadku to już wiadomo, bo: Podobna sytuacja u mnie. Zawsze pisałem pierwszy, stawałem na rzęsach, czytałem dziesiątki poradników jak być chłopakiem marzeń i inne tego typu bzdury, a i tak wyszło jak wyszło. Za każdym razem moja ex czuła do mnie coraz mniej szacunku ze względu na to, że sam się nie szanowałem! Tutaj chodzi o tą ramę, kontrolowanie własnych emocji, byciem sobą i emanowaniem siły. Ja nie podołałem, dlatego zapisałem się na terapię plus kupiłem książki Guru, by się podreperować. Na twoim miejscu siedziałbym cicho, skupił się na sobie, przeczytał książki Marka, posłuchał audycji. Bardzo to pomaga, gdyż teraz widzę, gdzie popełniłem błędy. Polecam.
  5. Dzisiaj będzie krótko. Podjąłem pierwsze kroki. Zapisałem się na terapię: Przepraszam za jakość. Plik może mieć max 20kb. Kwota została zapłacona. Wybrałem psychoterapeutę mężczyznę tak jak radziliście i mam 50 minut podczas pierwszej konsultacji. Potem zamierzam wybrać sobie psychoterapię ogólną w kwocie 125 złotych za 50 minut (raz na dwa tygodnie, choć nie wiem czy może powinienem częściej). Jest to moja pierwsza terapia. Na chwilę obecną zastanawiam się jak efektywnie wykorzystać te 50 minut. Muszę zrobić jakiś plan. Aspekty, jakie chciałbym omówić to: - Moje dzieciństwo (brak ojca, syndrom DDA oraz podejmowanie wszelkich decyzji przez moją mamę) - Samoocena oraz syndrom osoby zależnej (oddawanie decyzji za moje życie komuś innemu) - Strach przed odpowiedzialnością i konsekwencjami - Problem z byciem samym, szukanie atencji oraz towarzystwa Na razie tyle problemów przychodzi mi do głowy. Ta terapia może potrwać kilka miesięcy. Jak teraz o tym myślę to czuję się jakbym był jakiś szalony. Druga sprawa: - Stosunkowo Dobry - kupiony dzisiaj i dzisiaj zaczynam czytać - No More Mr. Nice Guy - ściągnięty i na komputerze (drugi w kolei po Stosunkowo Dobry) - Jordan Peterson 12 rules for life - ściągnięty (trzeci w kolejności) No More Mr. Nice Guy czytałem już kiedyś i tam jest mowa o jednym zadaniu, by mieć kogoś czy to przyjaciół czy rodzinę i im zwierzać się ze swoich uczuć i poczynań. Ze względu na to, że nie mam z kim o tym pisać ani rozmawiać (poza mamą, ale jej nie chcę mówić wszystkich szczegółów), chciałbym tutaj zawierać swoje poczynania i liczyć na waszą ewentualną pomoc. Byłbym wdzięczny za wasz czas. Trzecia sprawa: - Ex zablokowana - Brak angażowania się w jakiekolwiek głębsze relacje z kobietami - Zero porno, fapania, ALKOHOLU Kupiłem dzisiaj specjalny kalendarzyk, by wszystko notować. Od dzisiaj koniec ze zbędnym gadaniem. Działam @Azizi małymi kroczkami do przodu. Jedynie co to chcę się dzielić swoimi działaniami jak według książki No More Mr. Nice Guy.
  6. Chyba się zagolopowałem z tym messengerem haha Spróbuję dzisiaj znaleźć jakąś terapię. Ehhh jak to czytam to się chyba sam oszukiwałem przez ten cały czas
  7. Trochę to działa na psychikę, jak facet nie był dobrym kochankiem i w związku były o to spory. Masz rację, nie dziwię się, że nie lubiła ze mną seksu jak byłem takim męczybułą. Ehhh Tak, cierpię właśnie na to schorzenie. I nie wiem jak to leczyć. Dlatego zawsze pytałem się o opinię innych, dlatego nie potrafię podjąć sam żadnych decyzji przed strachem o popełnienie błędu.
  8. Podejrzewam, że właśnie cierpię na tą osobowość zależną, ale to chyba głównie przez to, że była moją pierwszą plus niska samoocena. Wszystko to wykreowało się podczas związku z nią. Gdy żyłem sam nie miałem takich problemów. Nigdy. Ten związek to był chyba taki trigger.
  9. Macie rację. Skoro z nią zerwałem, wywaliłem z domu i stałem się singlem to na chłopski rozum nie ma się czym zadręczać. Co ja właściwie oczekiwałem, że wciąż będzie mi wierna pomimo zerwania, że nie będzie szukać bolca albo nowego gacha do związku? Tak. Tak właśnie oczekiwałem i przyznam, że byłem totalnie głupi. Tak byłem jej pierwszym. Nie obchodzi mnie już czy tam będzie cokolwiek robić, ale boli, że bawi się za moje pieniądze. A to cena jaką musiałem zapłacić za święty spokój. Warto było, co nie? Tak czy owak @Tomko nieźle mi z tym pojechałeś. Potrzebowałem chwili, by ochłonąć. To był zły krok, nie zamierzam już więcej sprawiać, by "doszły mnie słuchy". Koniec kropka. Tak, tak, tak. Święta racja. Ona już sobie zaplanowała wyjazd do Anglii za 2 lata, pisanie na portalach społecznościowych i żalenie się o to jak jej nie wychodzi, a w tym samym czasie zabawy w barach, chwalenie się do znajomych jaka to ona silna. A wiecie jaka była silna? Tylko teraz tak, nie mogłem ją bloknąć na messangerze, bo musi mi dać cynk od firmy, która zajęła się przepisaniem motoru na mnie, że trzeba zdać ów motor i wysłać go na cały dzień do pewnego zarządu. Aby tylko moje imię widniało na dokumentach. Jako, że ona przepisywała na mnie motor, to tylko z nią mogą się kontaktować (spróbuję się dzisiaj zapytać, czy jest możliwość, by kontaktować się ze mną w tej sprawie, ale wątpię, bo ona była poprzednim właścicielem i ponoć obie strony muszą wiedzieć). Dlatego też nie bloknąłem na messangerze, bo zadzwonić nie zadzwoni z Japonii. Już mi to powiedziała, tylko żebym czekał na messangerze, bo w tym tygodniu do niej napiszą. I wtedy się do mnie odezwie, Ja ją znam, wiem, że jeśli bloknę teraz to narobi mi większych problemow jak na przykład nie poinformowanie mnie o motorze i inne duperele, bym jak to mówiła kiedyś: "zapłacił za jej krzywdy". Według waszych rad, przestałem się całkowicie odzywać, ale pod wieczór wczoraj wysłała mi dziesiątki wiadomości, jak to ona mnie kocha, jak tęskni, jak chce mnie przytulić, jak powiedziałem jej o tinderze i że ją to zabija, niszczy i nie potrafi tego ogarnąć. Taka była silna. Nie odezwałem się ani słowem. Zupełna cisza. Powiedziałem sobie, czekaj na sygnał w sprawie motoru i zero innego kontaktu. Napisze o motorze, zdasz go, blokujesz ją wszędzie, nie dowiadujesz się o niej niczego, temat jest zamknięty. Czysty biznes. Tylko teraz tak. Czy ja powinienem jej to oświadczyć w ostatniej wiadomości do niej i potem cisza? Boję się, że ta menda specjalnie mnie nie poinformuje przez to, że ignoruję jej wiadomości. A ja wiem, że jest do tego zdolna. Przestałem się nią interesować, przestałem odpisywać i dawać atencje jak to robiłem do tej pory to się jej styki przepaliły i nagle wszystko do niej wróciło jak to mówiliście chłopaki. A ja wiem, że jeszcze będą z nią cyrki, bo teraz jest na haju i sama w Japonii, ja zawsze dawałem atencje, ale teraz uciąłem wszystko. Wróci do Tajlandii i wtedy zacznie się eldorado. I pomimo, że bloknę spodziewam wielu kontaktów od niej, w tym i cyrki o jej powrocie. Skoro takie rzeczy pisze. Wcześniej to ja beczałem, wołałem o atencje, pisałem po dziesięć wiadomości, aż nagle przestałem całkowicie, to myśli, że już mam jakieś nowe dziewczyny i ją zlewam. Tak czy owak mnie to już nie obchodzi co ona ze swoim życiem robi, bo trzeba dbać o swoje zdrowie psychiczne. Trzyma mnie tylko ten motor i mam ręce związane, bo chciałbym bloknąć tak jak mówiliście, ale jeszcze nie mogę. Poza tym jak żeście mi wszystko opisali ze szczegółami, zwłaszcza @Tomko to już mi tak obrzydła, że to wstyd cokolwiek do niej pisać. Teraz siedzę spokojnie i robię swoje: Priorytet: Motor i zmiana imienia na dokumencie (czas wykonania jeden dzień) Priorytet 2: Brak kontaktu z eks plus przestanie zadręczania się. Priotyet 3: Zero alkoholu i zero lasek @Azizi Nauczenie się życia w samotności. PS: Nie byłem dobrym kochankiem, prawie co każdy stosunek miałem problemy ze wzwodem. Ona tego naprawdę nie lubiła i często się przez to kłóciliśmy. Dlatego ten kompleks mi zostaje.
  10. Dzięki wielkie za tak duży odzew. Każda wypowiedź naprawdę pomaga mi się podnieść. Na chwilę obecną jest już lepiej. Mniej już myślę i poświęcam więcej czasu na zrozumieniu siebie, własnych słabości oraz pracy nad samooceną. Moja samoocena strasznie podupadła przez ten związek. Wieczne tresury, słuchanie wytycznych, zachowywanie się jak miś, oddawanie pieniędzy, brak znajomych i fochy o moje hobby i spędzanie wolnego czasu. Wybór albo ja i czas ze mną albo hobby. Zobaczyłem video @Tomko, posłuchałem tej nuty, przeczytałem wasze komentarze i otworzyły się oczy. Jak w testosteronie, trzeba się rozejść GODNIE, bez okazywaniu słabości i robienia z siebie pośmiewiska. Koniec samobiczowania. Moje pierwsze postanowienie. Otoczyć się ludźmi i przestać siedzieć w czterech ścianach. Tak, chcę poznawać nowe samice i odżyć po starym goblinie co mnie tak wpędził w dołek. Osobiście uważam, że jak poradzę sobie z własną psychiką to nie będzie problemu siedzieć samemu. Kwestia tylko pracy nad własną samooceną. Zacząłem powoli wdrażać afirmacje i co najważniejsze 15-minutową medytację, by uciszyć wewnętrzny głos płaczącego dziecka. Nawet nie wiedziałem, że tak medytacja może pomóc. Stałem się przez to bardziej spokojny i opanowany. Nie wariuję, a skupiam się na swoich priorytetach. A w dodatku więcej się uśmiecham, bo czuję, że coś powoli zaczynam kontrolować, choć i tak nie wiem czy to jest 5%, ale jest progress. Nie wiedzieć czemu tak właśnie czuję. Że chcę, aby mi ktoś przybił piątkę, że zmarnowałem lata z poczwarą. Usłyszenie negatywnej opinii na temat ex jakoś poprawia mi humor. Albo nie skumałem o co chodzi z tym towarzystwem walidacyjnym. Tak, tak trafione w dziesiątkę. Ale tego już nie ma, głupi chłopak chyba nie jestem. Zrozumiałem, że swym zachowaniem nic nie osiągnę, a tylko będę się okaleczał psychicznie. Ok, dzięki. Będę informował na bieżąco o swoim stanie zarówno fizycznym jak i mentalnym. Ja wiem, że byłem białorycerzem i popełniałem najwięcej błędów. I z tym się zgodzę, ale, że ona nic mi nie zrobiła? Nie mów mi, że ona była okej, tylko ja poprzez swoje zachowanie doprowadziłem do jej wszystkich burd i akcji. I przez to związek się rozpadł. Mogę się jedynie domyślać jak ją to bolało, bo ona praktycznie mało co mówiła o swoich uczuciach. Głównie 2-3 zdania i tyle, żadnych głębszych przemówień, analiz. Większość musiałem się domyślać. Naprawdę ciężko żyć z kimś, kto nie rozmawia o uczuciach i problemach, tylko od nich ucieka. Jedynie ze mną rozmawiała, kiedy przez dłuższy czas nic nie okazywałem. Wtedy były zarzuty, ale żeby jakaś dłuższa, uczuciowa rozmowa to nie. Ale czy wszystkie laski mają ten dramat powrotu? Nie chcę się z tym zmagać, kiedy załóżmy podbuduję siebie i zapomnę. Teraz jest sama w Japonii, bawi się i jak to mówisz odreagowuje bolesne rozstanie. A potem co, wróci do domu i zacznie do mnie wypisywać. Doszły mnie słuchy, że ona do wszystkich znajomych waliła teksty, że to już skończone i że nie wróci za żadne skarby. No to co, to były jakieś pierdy? W Japonii jest sama i szuka ponoć kompanów do podróżowania. Chodzi po barach itp. I się zarzeka, że ona nic a nic, że żadnego seksu nie uprawia itp. Ale odpowiedzcie mi szczerze, że jak się jest kobietą po rozstaniu, samą w innym kraju to kurde ciężko, żeby się poszła ruchać, by odreagować. Wybaczcie wciąż siedzi mi w głowie problem jej ruchającej się z kimś innym. Denerwujące uczucie. Ja wiem, że dawałem jej ogromne, uzależniające emocje, ale wiele razy mi napisała(po tym jak się rozeszliśmy), że musi być silna, o mnie zapomnieć. Że lubi być singlem, bo nie musi się martwić, o mnie myśleć itp. Że już ma plany zbierać kasę i wyjechać do innego kraju pracować. OK. Ale i tak mi wczoraj napisała, że zawsze mnie kocha i się o mnie martwi. Czekam tylko jak mi napisze jedną wiadomość dotyczącą motoru (bo jak przepisywaliśmy motor to firma ma do niej zadzwonić i poinformować o dostarczeniu motoru do firmy w celu wysłania go do pewnego tajskiego zarządu w celu zmiany właściciela etc. Coś takiego. Po tym ostatecznie ją blokuje. Nie wdaję się już w żadne dyskusje, nie ma sensu. Czekam tylko na ten sygnał. Nie to, że mam jakieś nadzieję. Staram się zrozumieć ten schemat tych powrotów (mnie to jakoś złapało), czy każda tak ma zwłaszcza, że ta moja emocjonalnie jest chyba ze mną związana (chociaż właściwie nie wiem, bo pisze z wieloma fagasami na czatach, ale jej nie wychodzi, bo każdy chce od niej seksu i potem mi się żali, że ona nie może nikogo znaleźć, że jest wciąż o mnie strasznie zazdrosna i że nie chce nic wiedzieć co robię - czuję, że jakby się dowiedziała, że sobie kogoś znalazłem - ba! bawiłem się i zobaczyła zdjęcia- a ona nie to miałbym na głowie niezłe chore akcje.). Chcę się przygotować na to mentalnie. Dzięki za poświęcenie. Już więcej takich akcji nie odwalę. Biorę się za siebię. Dzięki za wytrwałość, naprawdę. 12 stron pieprzenia się ze mną jak z dzieckiem. Ehh Muszę dorosnąć i ogarnąć swoje zachowania. Na pewno się podejmę. Nigdy nie myślałem o tym, tylko wciąż wierzyłem, że jakoś to będzie. Ale to nie przejdzie, bo mam za dużo do przepracowania. Spróbuję poszukać specjalisty na internecie, który mógłby mi pomóc online. Wiecie jakie tam są stawki i jak to wygląda? Ktoś miał taką terapię online? Dzięki za życzenia. Jestem niezwykle szczęśliwy, że tyle osób mnie wspiera. Dzięki wam wyjdę na prostą, pomimo trudów i płaczów, wiem, że dam radę. To forum to zdecydowanie najlepsza rzecz jaka mnie kiedykolwiek spotkała w życiu. Sam nie wierzę, że tak się moje życie odmieniło na przestrzeni tych kilku lat. Tak się bałem myszki, jej zachowań. Tak się bałem rozstania i tego co będzie po. Że się zabiję i zniknę, że nic dobrego nigdy mnie już nie spotka. Ale chwała wam za pomoc. Zerwałem z nią, nie zabiłem się, nie zniknąłem. Powoli wstaję z kolan, na których klęczałem przez 3 lata. Widzę o wiele więcej niż wcześniej, rozumiem otaczające mnie schematy. Bez tej wiedzy nie wiem co by się ze mną stało, skoro potrzebuję terapii, mam nieprzepracowaną przeszłość i emocje. Gdy zdałem sobie sprawę z tych słabości i pogodziłem się z własnym sobą, świat zaczął wyglądać zupełnie inaczej. W głębi serca wiem, że sam bym przez to nie przeszedł. To wszystko wasza zasługa, chłopaki. Wyciągnęliście mnie z otchłani...
  11. Witam ponownie. Sam nie wiem, czy powinienem się jeszcze tu udzielać czy nie. Ale siedzi we mnie teraz taka ogromna negatywna energia i rozpacz, że nie mogę sobie z nią poradzić. Do tego myszka nieźle dowala. Stało się kilka rzeczy, których się nie spodziewałem. Zrobiłem też głupotę, ale naprawiłem i nigdy w życiu nie mam zamiaru tego powtórzyć. Na chwilę obecną nie mam energii na nic, jestem jak wrak człowieka. Otóż co się stało: Po wyprowadzeniu się ex, tamta zaczęła balować, spotykać się ze znajomymi, pić na umiar, żeby o mnie zapomnieć i mi potem to sama pisała na messangerze. Nie mogłem zablokować messangera ze względu na to, że przez telefon się z debilem nie da dogadać w sprawach finansowych etc. Jedyne co to messanger. Pokłóciliśmy się nieraz, znowu i znowu wiele sobie zarzucaliśmy (zarzucałem jej wyjścia, pijaństwo, jak może mi tak robić, dlaczego mi nie pomaga, jak ja jej ze wszystkim pomogłem - ależ mnie te jej czyny bolały. Przepraszam nie potrafiłem się wtedy opanować), aż w końcu piznąłem telefonem i przestałem się odzywać. Chciałem też załatwić sprawy podziału kosztów pewnych rzeczy, żeby też wzięła dokumenty, które chyba specjalnie zostawiła (odeślę jej to pocztą) i żeby oddała mi w końcu klucze i karte do mieszkania, ale ex już wiecznie zajęta (okazało się, że siedzi na czatach i gada do późnej nocy z fagasami) lub bawi się z alkoholem do późnej nocy. Kompletny ignor wiadomości, telefon nie odbiera. Pytanie teraz zasadnicze, dlaczego nie wziąłem od niej tych rzeczy (kartę i klucz) od razu. Okazało się, że były już poza domem. Wyniosła je. A jak pytałem dlaczego i kiedy będę mógł sie spodziewać zwrotu to była odpowiedź: "Miałabym oddać te rzeczy twojej nowej dziewczynie?" Wkurwiłem się co nie miara, ale wiedziałem, że już ich nie odzyskam. Teraz muszę wymienić zamki i powiadomić zarząd. Kolejne niewygodne zabawy, za które muszę zapłacić. Pierw jednak muszę czekać na zgodę właściciela mieszkania od którego wynajmuję lokum. Zgoda pewnie będzie jutro. Boli jak cholera. 3 lata związku, a ona natychmiast po wyprowadzce zabawy, hulaj dusza, piwko jedno drugie. Pełno znajomych, na instagramie uśmiech na twarzy. Wywaliłem ją z instagrama, to mi siostra cioteczna mówi, że tamta wstawia odważne zdjęcia etc. Chwała Bogu, że nie widziałem. Nie chcę widzieć, bo nie wiem co by mi na psyche siadło. Ja w środku rozpierdziel emocjonalny, bo zostałem sam. Siedzę teraz codziennie w czterech ścianach. Przez 3 lata odseparowała mnie od wszystkich znajomych. Zrobiła mnie takiego dzikusa co to się bał wyjść z domu, pogadać z ludźmi, zrelaksować się. Teraz odbija się to na mnie stukrotnie. Prawie w ogóle nie śpię, jem mało, nie mam energii do niczego wiedząc, że tamta się bawi, a ja taki samotny. Jak tak można? Nie potrafię tego zrozumieć. Czyżby była pozbawiona jakiejkolwiek empatii? Odkąd rzuciłem Japonię, zmieniła się nie do poznania. Wyprowadzka w jeden dzień, ignor i wyjebka na to co się ze mną stanie. Potem kolejne teksty ex, że jej bardzo smutno, że jak mogłem tak ją zostawić. Potem w moje urodziny z samego rana (były wczoraj), bo wylot był w ten dzień, pisze mi kolejne teskty, że wszędzie dookoła pary całujące się i przytulające, a ona taka sama. Jak ja mogłem jej to zrobić. Nie wiedzieć czemu pojechała mi tym po psychice. Ponownie nic nie odpisałem. Zacząłem ignorować i tak też robiłem. W przeddzień wylotu (tj. moich urodzin) zaprosiłem tą nowo poznaną laskę do siebie do mieszkania. W jednym celu, schlałem się i chciałem się do niej dobrać. Chciałem zaruchać, zapomnieć, ale tamta nie chciała nic, w ogóle poza tym całe to wydarzenie było mega dziwne i obleśne. Tamta mnie zaczęła całować, ja najebany. Wszystko do mnie wróciło z siłą giganta. Wszystkie wspomnienia, wszystkie akcje jakie robiłem ze swoją ex na tym łóżku. Odepchnąłem tą laskę i wyrzuciłem ją natychmiast ze swojego życia. Jak cham totalny, ale emocje były we mnie tak potężne, że nie obchodziło mnie nic innego jak tylko samotność. Została jeszcze na noc i spała w moim łóżku, ale nazajutrz ją zawiozłem do domu. W dzień moich urodzin, po tym jak zawiozłem tamtą laskę do domu zadzwoniłem do ex na kamerkę. Była już w Japonii. Odebrała. Rozbeczałem się jak dziecko i przyznałem, że się schlałem (kłamstwo) i że jakaś laska mnie pocałowała. Beczałem, że tęsknię (ale w głębi duszy czułem, że to już koniec ostateczny), że chcę by wróciła, żeby była ze mną, bo oszaleję, żeby się nie poddawała. Gadałem takie bzdury, że głowa mała. Ona zimna jak lód. Mówiła tylko, żebym się uspokoił i żebym odpoczął. Że to koniec. Widziałem po niej, że nie rusza ją moja sytuacja. Nic a nic. Skończyłem rozmowę. W dzień urodzin poszedłem z Senpai do baru coś wypić i zjeść. Nie mogłem usiedzieć i się bawić. Nie mogłem. Tak mnie ex zniszczyła. Schlałem się jeszcze bardziej niż wcześniej i znowu napisałem do niej, że tęsknię, że ją kocham, żeby wróciła. Żeby mnie nie zostawiła. Chciałem nawet samolot do Japonii brać od zaraz i żeby się z nią widzieć. Musiałem się nieźle nawalić, bo pamiętam, że beczałem przed barem jak dziecko. Patrzcie jak ja nieracjonalnie myślałem. Emocje rządzą mną teraz jak marionetką i nie potrafię ich kontrolować. Dzisiaj napisałem jej, że ochłonąłem, bo robiłem cyrki w nocy i po jej odpowiedziach, że nigdy do siebie nie wrócimy i że nie ma szansy i że ona nie chce, rozsądek wrócił i wiem po sobie, że nie powtórzę tych akcji ponownie. Stalkerem nigdy nie będę. Nie ma mowy. Jak mi się takie rzeczy raz powie, to nie jestem w stanie wejść do tej samej rzeki drugi raz. Dałem jej do zrozumienia co musi zrobić, jakie sprawy ze mną pozałatwiać i obiecałem, że już się nie będę wtrącał w jej życie. Życzyłem jej wszystkiego dobrego w Japonii i ogólnie na nowej drodze życia. Przeczytałem mój wątek dwa razy, by sobie obrzydzić o niej wizję. I się udało. Potem mi znowu napisała wiadomość, że załatwi ze mną sprawy i coś tam o płakaniu przeze mnie. Gadka, która nie trzymała się kupy. I zacząłem się znowu z nią kłócić. Przestała pisać, potem wkleiła zdjęcie sklepu pełnego dragon ball. Moim marzeniem było pójść do tego sklepu, a ona mi coś takiego zrobiła ehhh zabolało jak diabli. Zablokowałem na messangerze i wszędzie gdzie popadnie. Koniec z tym brakiem rozsądku i masochizmem. Ona ma taką wyjebkę na mnie, że głowa mała,... Siedzę w czterech ścianach i rozmyślam cały dzień co robi i z kim. Z powodu takiego siedzenia w samotności, odpisywałem jej po 10 wiadomości, dogryzałem itp. Ja panowie nie myślę teraz racjonalnie. Szaleją we mnie takie emocje teraz, że nie wiem co się ze mną dzieje. Wiem jedno: opadam już z sił, tracę kilogramy, jest ze mną gorzej. Nigdy się tak nie czułem, to tak jakbym miał dziesięc depresji naraz. Ukojenie znajduję w mamie, która codziennie ze mną rozmawia na messangerze i mi mówi, że nie ma co płakać nad maszkarą i pasożytem. A moja mama dużo wie o moim związku i mi wypominała jak to ex siedziała ze mną dla kasy i ile razy chciała cię zostawić, a ty się zadręczasz brudasem. No i ma rację. Mama mi powiedziała, że zadręczam się z tego powodu, iż tamta o mnie już zapomniała, siedzi i bawi się z innymi, a ty siedzisz w domu sam, płaczesz bo cię odcięła od wszystkich. I rozmyślasz... No i moja mama ma znowu rację. Panowie przepraszam, że takie głupoty narobiłem. Nie wiem co we mnie wstąpiło. Teraz, gdy to piszę siedzę na łóżku sam, włączyłem muzykę z gry o tron i próbuję się uspokoić. Jestem po rozmowie z mamą, ale czuję się bardzo źle. Nie wiem co będzie jutro. Ex jest zablokowana, nie napisałem do niej nic. Nie będę więcej się tam produkował, prosił i błaznował. Z jedną laską utrzymuję kontakt, żeby mieć do kogo się odezwać. Nic szczególnego, pierdu pierdu o pogodzie. Poza tym teraz mam wolne od szkoły, więc siedzę i gram w Star Craft 2 cały czas. Oglądam dragon balla z powrotem, żeby zapomnieć, odetchnąć i nie myśleć. Chodzę na karate, biegam z Sensejem. Ale nie mogę przestać myśleć. Zadręczam się myślami i jest to tak natarczywe, że nie kontroluję burzy w mojej głowie. Doprowadza mnie to do szału, osłabia, otępia. Po prostu nie mogę przestać. To był zawsze mój problem życiowy, że byłem zbyt wrażliwy i zadręczałem się problemai przez całe tygodne czy miesiące. Czemu tak muszę cierpieć? Czy wyjdę na prostą? Chcę się stać silnym człowiekiem. Dlaczego czuję się niekomfortowo w towarzystwie innych ludzi, lub kiedy rozmawiam z innymi dziewczynami? Dlaczego nie potrafię się zrelaksować i czuję źle, kiedy wracam późno do domu? Ta tresura, którą ona stosowała przez lata sprawiła, że chcę siedzieć sam. W samotności, w czterech ścianach, wyć do księżyca, czuć ból, że ona o mnie zapomniała, że się bawi, podczas gdy ja nie radzę sobie sam z sobą. Co ona ze mną zrobiła? ahhhh przepraszam panowie, mam załamanie nerwowe....
  12. Zanim poznałem Tajkę, mieszkałem prawie 24 lata bez dziewczyny, seksu i masturbacji. Zupełnie jak mnich. Teraz to się trochę zmieniło, ale wróciłem do starych korzeni. Jeśli w grę wchodzi tylko seks to czelendż zaliczony. CHociaż muszę powalczyć z tą samotnością. Ale myślę, że dam radę. Jak zawsze.
  13. One się nigdy pierwsze nie odzywają, chyba, że w momencie, kiedy facet idzie w pizdu i przestaje za nią latać. A jeśli się nigdy nie odzywa pierwsza lub zawsze czeka na twój ruch to pozamiatane. Miałem to samo.
  14. Nie ma mowy, żeby skruszona wróciła. Jej ego tak wybiło do góry odkąd poszła na portale społecznościowe(pff randkowe), że teraz się czuje jak Miss Universe 10/10. Jeszcze zanim się wyprowadziła ode mnie to siedziała tam calutkie dnie, mówiąc mi, że ma tam od groma adoratorów. Kilka miesięcy temu mówiłem jej, żeby znalazła sobie jakichś przyjaciół. Nie miała nikogo, by gdzieś wyjść, żeby normalnie porozmawiać. Takie siedzenie w czterech ścianach sprawiało, że robiła mi akcje o byle pierdoły. A ja psychicznie wymiękałem, bo chciała bym siedział z nią 24/7, a ja miałem tyle zajęć, które potem zaniedbałem. Zaproponowałem, żeby podszlifowała język, ale był leń. Więc podałem kolejny pomysł na tacy, żeby poszła na jakiś portal społecznościowy, by tam pogadać z ludźmi skoro ma ręce przyspawane do telefonu. Ale ma znać granicę. Haha a ja taki głupi i naiwny. Wstyd jak diabli. Na początku nie chciała tego robić, ale mnie szlag trafiał już, że znowu siedzi na telefonie cały dzień, co chwilę burda o karate, moich znajomych itd. Nigdzie wyjść nie mogłem. Mówię, weź se znajdź jakichkolwiek znajomych, zajmij się czymś. Jak zaczęła na tych portalach, to już popłynęła i nie mogła przestać, bo się zaczęła atencja z innej strony, a w domu chłopak, który dba o siebie, ma hobby, czyta książki, uczy się, a nie adoruje panny 24h. Teraz jedzie z koksem, imprezuje jak nigdy wcześniej do 5-6 nad ranem, a w związku codziennie w domku i spać. A to suka jedna.... I jeszcze się tym chwali na instagramie. Użyłem unfollow, żeby się nie denerwować, to samo na facebooku i innych portalach społecznościowych. Na szczęście nie mam jakiejś większej potrzeby sprawdzania jej. I chwała Bogu. Pewnie dlatego, iż rzygać mi się chce jak patrzę na nią i co robi. Wracając do tematu, nawet jak będzie płakać to nigdy do niej wrócę. Czuję ogromne obrzydzenie do ludzi traktujących mnie jak śmiecia albo kogoś mało znaczącego. To się nigdy nie zmieni, więc ona już zniknęła z mojego życia. Tu nie ma nawet co rozkminiać. Dokładnie. Tego się obawiałem, że będzie ciężko ją wywalić z mieszkania. Bo to, bo tamto i sramto. Ale postawiłem na swoim i jestem bardzo dumny z własnej stanowczości. Oj mam, wiem. Popracuję nad swoją psychiką sumiennie. Już googluję tytuł. Dzięki wielkie za wsparcie. Sam wierzę w to, że porucham jak niemiara Pojedzie, już mi robiła takie aluzje do tej wycieczki, że tyle obiecałem i złamałem obietnicę. Że moje obietnice gówno warte i zawsze tak robiłem w związku. Ale jak tu być słownym z takim potworem? Już czuję zmianę. Nie muszę już się bać powrotów do domu, że za późno, że wojna o to, że nie przytuliłem czy nie pocałowałem w określonym momencie. Mogę wreszcie pograć sobie spokojnie na kompie czy pójść na karate. Mogę wreszcie pójść wcześniej spać bez oglądania focha, bo księżniczka chce o północy oglądać serial, kiedy ja mam na rano do pracy. Mam problemy ze snem, ale wizja lepszej przyszłości w której popracuję nad sobą,porucham, pobawię się, znajdę dziewczynę, z którą normalnie pogadam po angielsku plus BĘDZIE ZA SOBĄ SPRZĄTAĆ, w tym i dbać o mnie sprawia, że wracają dawne siły witalne, nieskończona energia i motywacja. Coś co jest naprawdę atrakcyjne dla wielu Tajek. W dodatku słucham muzyki grupy SKILLET, która ma bardzo motywujące kawałki. W jednej z audycji Marek mówił, żeby rozmawiać ze sobą, by poznać swoje słabości. Nie pamietam, czy to była świadomość czy podświadomość, ale mówił, żeby dać jej imię. Poznać ją bardziej i właśnie dlatego zgłębiam się w siebie, by poznać swoje słabości i być im bliski. Taka "ceremonia" bardzo wpływa na moją samoocenę i pewność siebie. Tworzę coś na przykładzie bliskiego przyjaciela, tarczy, skorupy przed atakami z zewnątrz. Taka jakby rozmowa z duszą. Nie wiem czy dobrze to wytłumaczyłem, ale mam nadzieję, że rozumiecie o co mi chodzi. To właśnie napawa mnie dziwną energią i pomimo samotności w Tajlandii, wielu problemów prę do przodu. Nie poddaję się. Moja dusza, podświadomość, świadomość nade mna czuwa. Wiem, wiem. Brzmi dziwnie. Jeśli chodzi o SKILLET to słucham takie kawałki jak: Zamiast innej osoby (YOU), myślę o swojej duszy. I w ten sposób pozytywne programowanie działa. Ten kawałek głównie opisuje osobę, która próbuje wydostać się z otaczającego nas matriksa, a jak już się wydostaje (po zażyciu czerwonej pigułki), zdaje sobie sprawę jak ciężko jest przetrwać w nowym świecie. Z innej kolekcji, która mi pomaga. Moment, kiedy zdejmujesz klapki z oczu i walczysz z przeciwnościami losu, ale twoja dusza pomaga ci wytrwać. Genialne kawałki. Dają mi takiego powera do życia, że czuję się jak władca wszechświata Never give up. Głównie dla tych, którzy zwątpili w swoje życie lub mają taką przerąbane, że myślą o samobójstwie. Oczywiście moja samoocena nie jest powiązana z muzyką, ale dodałem te utwory, gdyż pełnią w moim życiu bardzo ważną rolę. Dzięki, że byliście ze mną do końca. Nikt nigdy mi tak nie przegadał do rozsądku jak wy. Chwała wam za każdy post.
  15. Dobra, widzę, że swoimi wpisami i zachowaniem robię z siebie pośmiewisko, więc nie ma sensu robić z siebie większego błazna. Żadnych nowych dup, muszę naprawić w swojej głowie wiele rzeczy, gdyż sam się złapałem na tym, w jakim bagnie siedzę. Wczoraj myszka się wyprowadziła z mieszkania. Spakowała wszystkie rzeczy i poszła w pizdu mać. Dlaczego to wszystko tak nagle się stało? Otóż, moja myszka oznajmiła mi, że do 5-ego się nie wyrobi z wyprowadzką i że ma plan to zrobić pod koniec października (ma wizyty z dentystą hahaha). Dostałem wkurwu i przypomniałem jej, że umowa była do 5-ego, a nie do końca października. Na wszelakie zmiany nie miałem zamiaru się zgodzić. Do tego dodałem, że skoro bierze całą wycieczkę do Japonii plus 50% naszych oszczędności, to niech przepisze na mnie motor (obiecałem jej dać trochę pieniędzy na początku i potem dopłacę resztę. Bardzo mi na tym zależało - tego nie chciałem jej oddać. Przed ostatecznym round kickiem z mieszkania trzymał mnie ten motor, bo muszę jakoś dojechać do pracy -30km w jedną stronę). W końcu to będzie fair. Wycieczka do Japonii z luksusowym hotelem i premium atrakcjami wyniosła nas naprawdę dużo. I będzie to mieć wyłącznie dla siebie. Ona jednak nie chciała mnie słuchać i na żadne kompromisy się godzić. Miała już w głowie plan zostać u mnie cały miesiąc, ale gdy to uległo zmianie dostała takiego agresora, że o mało nie rozwaliła mieszkania. Wówczas zobaczyłem jej prawdziwą twarz po 3 latach związku: sarkazm, brak szacunku, wzdychanie, kazanie mi się zamknąć, obrażanie, popychanie itp. itd. Nigdy jej takiej nie widziałem. Totalny psychol. Spowodowane to było też tym, że myszka skonsultowała się z żeńskimi przedstawicielami do spraw urabiania facetów. Mamusia, ciotki i chuj wie kto jeszcze nakłonili ją do tego, by jak najwięcej mi zabrać. Motor (na jej imię), za który daliśmy wspólnie 6000 złoty (czyli 3000 na łebka) według jej mamusi powinien należeć do niej. Ona jednak się nie zgodziła z rodziną przez sentyment do mnie i że motor mogę zatrzymać (to akurat było dziwne). Po powrocie z Japonii, jeśli oddam pieniadzę do motor przepisze. Myślałem, że wyjdę z siebie. @Tajski Wojownik ty debilu, jakiś ty był głupi przez ten cały czas. Ja się nie zgodziłem i powiedziałem jej, że tą kasę na motor jej dam tu i teraz, bez większych ceregieli (oddałem tylko 2000 złoty, bo na tyle było mnie stać plus resztę dołożę później). Motor muszę mieć na teraz, gdyż dojeżdżam nim do pracy, a nawet i teraz sam nie wiem, gdzie mógłbym jakiś inny wypożyczyć, a na nowy nie było mnie stać (przez zakup wycieczki do Japonii). Motor został ostatecznie przepisany. Ona dostała za niego kasę (pozostałe 1000 złoty mam zapłacić potem), rodzinka przyjechała jej pomóc spakować rzeczy i poszła w pizdu mać. Już nie chciała ze mną siedzieć i patrzeć na moją twarz. Na teraz nie mam wobec niej żadnych zobowiązań. Pieniądze do życia są, psychika nieźle rozwalona, ale jakaś taka satysfakcja jest, że udało mi się z tego bagna wyjść. Nie wiedzieć czemu, czuję się jakbym zaczął oddychać z powrotem. Dopada mnie jednak ogromny smutek i żal, gdyż tyle zainwestowałem i się poświęciłem i wszystko poszło się rypać. Dręczę się myślami, że ona będzie uprawiała seks z kimś innym i w głowie pojawiają mi się te imaginacje, obrazy jak to robi z kim innym. I nie mogę sobie z tym poradzić. Za bardzo się przywiązałem i potrzebuję więcej czasu, by się z tego wyleczyć. Tutaj trafiłeś w sedno. Nie potrafię podjąć męskiej dojrzałej decyzji, za bardzo uzależniłem się od opinii innych i na nich głównie polegam. W skrócie miękka dupa ze mnie. Nie chcę robić z siebie już błazna, że będę wierzył kolejnej lasce w to co mówi. Siedzi we mnie to dziwne poczucie samotności, które chciałbym jakoś wypełnić i łapię się na gadki tej laski. Ale Marek sam mówił, że szczęście trzeba znaleźć w sobie i nad tym solidnie pracować. Chwała Bogu, że Sensei mi pomaga. Sam miał taką sytuację, więc dobrze mnie rozumie.
  16. Nawet nie zdałem sobie sprawy, że aż tyle tego się nagromadziło. Masz rację, za wcześnie by wchodzić w jakiś związek. Trzeba dać luz. Dzięki za odpowiedź.
  17. Wszystko w porządku. Z racji tego, że ona akurat ma zmiany popołudniowe (13.30-22.30) i ciężko jej się było wyprowadzić to przedłużyłem jej pobyt do 5 października (będzie mieć kilka dni wolnych plus praca rano w tym tygodniu, dlatego ten czas powinien jej pozwolić się ogarnąć i spakować manatki). Nie chcę być jakimś dupkiem, że wyrzucam kogoś na bruk w trybie natychmiastowym, zwłaszcza, że nie nienawidzimy się nawzajem, nie ma żadnych ogólnych sporów i ogólnie jest spokój. Nie, nie liczę na żadne powroty, sentymenty itd. Wszystko jest pozamiatane. Chodzi głównie o to, by nie wyjść na chama i prostaka. Mieszkanie ma znaleźć około 30-40km stąd, by było bliżej jej do pracy, więc jest to kawałek jakby nie patrzeć. Musieliśmy się również rozliczyć: - Wycieczka do Japonii jest na nią. Podarowałem ją jej w całości. - Motor zostanie przepisany na mnie - musimy jutro przepisać. - Oszczędności jakie mieliśmy na wspólnym koncie (zabezpieczonym podwójnym podpisem - jej i moim) będą rozdzielone na pół - musimy jutro wybrać wszystkie pieniądze i konto zamknąć. - Muszę niestety spłacić część jej karty kredytowej - którą używałem - a na którą wziąłem dentystę i jej prezent. Czas spłaty to miesiąc, dwa przy moich zarobkach. Muszę spokojnie planować wszystkie wydatki. Na chwilę obecną nie mam już żadnych sentymentów. O dziwo, jestem napompowany energią na samą myśl, że będę singlem i świat stanie dla mnie otworem. Mam tyle planów, że głowa mała. Czasem jednak wracają wspomnienia i smutek. Będę chyba potrzebował więcej czasu, by to całkowicie mieć pod kontrolą. Pomagam jej pakować rzeczy. Jutro ma wolne, więc pojadę z nią poszukać jakiegoś mieszkania. Jeśli do tego 5-ego nic nie zrobi, wypierdolę na zbity pysk. Na mnie jest umowa i w ogóle nie chcę, by mi tu łaziła po domu ani dnia dłużej. Czuję, że źle to na mnie wpływa. Jak się teraz czuję? Większość dnia jest dobrze - jak wolny ptak. Potem przychodzi wieczór i tak człowiek ogląda te cztery ściany i wraca przygnębienie. Może przez to, że nie mam do kogo wyjść i z kim pogadać. Dlatego często trenuję, by zapomnieć. Chodzę biegać i ćwiczyć karate. I teraz najciekawsza sprawa. Poznałem jedną laskę podczas biegów (gdzieś tak z 2-3 tygodnie temu). Zgrabna, wysportowana, ale twarz to takie 4-5/10. Ciało superowe, ale za duży nos, zmarszczki, czy cholera wie. Tyłek niebiański, piersi jak z marzeń. Biegaliśmy razem, potem wymieniliśmy się Line i tak to rozmawialiśmy o wielu rzeczach. Ogólnie bardzo fajnie się dogadywaliśmy. Jej poziom jest chyba 500% lepszy niż tej mojej ex. Wyznaje oto takie zasady: - Dbać o faceta i o to, by miał co zjeść - Dbać o dom - Dzielić się płatnościami, coś w stylu 50/50 (nie lubi jak facet jej stawia, gdyż zdaje sobie sprawę, że ciężko na to pracuje, a ona nie chce być jedyną, która otrzymuje korzyści materialne) - intercyza (osobne konta) - facet rządzi w domu - Szczera - Pomocna itd. Ostatnią sobotę przesiedzieliśmy na lodach chyba z 3h. Od razu chciała trzymać się za ręce. To mnie zaniepokoiło. Za szybko jak dla mnie. Poza tym nigdy w życiu nie czułem się tak wspaniale, gdyż pierwszy raz w życiu laska miała tyle mądrego do powiedzenia. Taka jak to nazywacie "himalajka", ale to głównie chyba przez to, że jest dziewicą (25 lat). Nie wiem czemu takie przyciągam. Generalnie rzecz ujmując laska zapatrzona we mnie jak w obrazek. Opiekuję się mną, kupuje mi jedzenie. wodę, soki, dba o kontuzje jakie doznaję podczas karate (ze swoją myszką nigdy tak nie miałem), płaci za mnie. Czuję w głębi, że z taką dziewczyną mógłbym się związać. Ostatnio wypaliła mi, że chce wpaść do mnie na mieszkanie świętować moje urodziny, ale stanowczo odmówiłem, bo jeszcze mieszka u mnie ten pasożyt. No jak mam ją zaprosić? Nie powiedziałem jej prawdy o tym, że jeszcze mieszka u mnie ex. (czy ja się angażuję?) Odpisałem tylko, że zmagam się z pewnym problemami i wkrótce ją do siebie zaproszę. Tak czy owak, nie jestem mentalnie gotowy na wiele rzeczy, ale ciągnie mnie do niej. Po pierwsze sprawia, iż zapominam o ex, a po drugie lubię z nią spędzać czas. Gdyby tylko nie twarz (może wrzucę tutaj jej zdjęcie i sami ocenicie, bo może przesadzam). Raz jak byliśmy w supermarkecie to jak się schyliła tyłkiem do mnie, by wziąć coś z dołu, to aż mi się gorąco zrobiło, bo tak bym ją zerżnął od tyłu Skomplikowałem sobie to trochę sam na własne życzenie, ale luz. Dam radę ze wszystkim. Denerwuje mnie, że chciałbym sobie już teraz kogoś zaprosić i nie mogę. No i tak się zastanawiam, czy ja się w tą relację zaangażowałem? Tą swoją myszkę to ja powinienem natychmiast wypierdolić z domu czy jak? Czy ja za dobry jestem czy głupi czy co? Dogadaliśmy się we wszystkich kwestiach, poprosiła mnie o trochę więcej czasu ze względu na popołudniowe zmiany. Zgodziłem się. Chcemy się rozejść bez kłótni. Czy gdybym jej odmówił to wyszedłbym na buraka? Z tą nową laską mogę dać sobie spokój, by pierw poukładać sobie życie. Z tym nie będzie problemu. Nie zaangażowałem się ani trochę. Najważniejszy jestem teraz ja. Moje plany to: 1) Ubezpieczenie - kupić od razu, gdyż nie mam żadnego (nawet szkoła nic mi nie zaoferowała) 2) Prawo jazdy na motor - też nie mam, ale to kwestia 2-3 dni i ogarnięcia tłumacza 3) Siłka, karate, biegi, zdrowe odżywianie Jedynymi problemami z jakimi się teraz zmagam to strach przed seksem z inną kobietą (strach spowodowany zanikiem erekcji) plus wejście w związek. Nie czuje się gotowy na to, by ponownie z kimś się związać. Chciałbym poużywać trochę życia, pobawić się, poznać nowe dziewczyny, w końcu pójść na divy (zawsze chciałem to zrobić) i dopiero potem myśleć o związkach. Boję się, że pewnego razu dopadnie mnie samotność i będę płakał w czterech ścianach. Ktoś tam już mi dał radę, by dać sobie spokój z kobietami na jakiś czas i skupić się na rozwiązaniu wszystkich problemów. Ale ta laska za bardzo mi chodzi po głowie... Ciężko będzie dać sobie spokój z tutejszymi kobietami, gdyż za każdym rogiem śmiga seksowny tyłek i cudowne piersi. Reasumując, tak wygląda cała moja obecna sytuacja. @Update Chciałbym też dodać, że ogólnie temat można powoli zamykać: związek zakończony, myszka się wyprowadza, zaczynam nowe życie. Przeczytam teraz zdecydowanie Stosunkowo Dobry i wgłębię w sfery duchowe, zrelaksuję się, rozwiążę wszystkie swoje problemy emocjonalne i wtedy chyba zacznę działać. Nie ma co więcej gdybać. Wrzuciłem ten update, bo mnie chłopaki prosili. Dzięki za rady. PS: chciałem edytować tekst, ale nie zacytowało. Przepraszam za błędy i proszę o usunięciu cytatu. W cytatcie dodałem jedynie: Dziękuję za wyrozumiałość.
  18. Mam ogrom pracy i nie mam kiedy siąść i napisać. Ale wszystko zostało przecięte. Nie ma wyjazdu do Japonii, sama na nią jedzie. Skuter zostanie przepisany na mnie, a ona sie wyprowadza za kilka dni. Były zgrzyty, były płacze ale nic się nie stało. Resztę napiszę jak będę miał czas.
  19. Dokładnie, to tylko 5 dni. Nie chcę z nią i jej rodziną żadnych wojen. Wszystko podzielę (Japonię jej podaruję) w spokoju, karty kredytowe, zobowiązania itp. Motor, który wspólnie kupiliśmy, a obecnie nim jeżdzę do pracy jest na jej imię. Dałem 50%, albo mi da, albo weźmie. C*uj już z tym. Lata mi koło wacka. Kupię nowy albo pożyczę. Teraz mi pisze, że jeszcze ma nadzieję na powrót i że ma nadzieję, że się opamiętam. hahaha jebłem jak dostałem tą wiadomość. Szybka ewakuacja po 5 dniach. Teraz tylko kwestia zobowiązań kart kredytowych, które były na jej imię tylko, a ja z nich trochę korzystałem. Umowa wynajmu jest na mnie, nic nie może zrobić. Pieniądze będę miał, przetrwam. Za 3 h będę w domu i ostrym cięciem katany przetnę wszystko.
  20. Ja się nie mogę wyprowadzić ze względu na tajskie prawo i TM30. Te TM30 jest czasochłonne i problematyczne teraz. Ona nie ma pieniędzy na natychmiastową wyprowadzkę. Więc co mam zrobić? Poczekam te 5 dni.
  21. Okej chłopaki, zrozumiałem i podejmę odpowiednie dzisiaj kroki: - brak rozmowy - koniec z wymówkami - brak wspólnego lotu do Japonii - brak wspólnego seksu - czekanie do końca miesiąca czyli otrzymanie wypłaty i jej wyprowadzka - Finalne odzyskanie godności - Rozpoczęcie nowego życia i dbanie o siebie Jestem już zmęczony tym wszystkiem i fizycznie i emocjonalnie. Chcę świętego spokoju, odpocząć, pobawić się i pochwalić się tutaj na forum jakimś swoim osiągnieciem. Pogadać i pomóc innym braciom.
  22. Święta racja. Siedzę teraz i rozplanowuję wszystkie wydatki plus ile będzie mi winna za wycieczkę do Japonii, gdyż wiem, że ona z niej nie zrezygnuje. Haha ten dzień w końcu nadszedł i teraz żałuję, że się wtedy zastanawiałem.
  23. To by było przeszło 2k, jakbym miał to w piździe. W moim przypadku przydałyby mi się te pieniądze. Kwestia anulowania biletów i reszty bez większego zaangażowania. Jedna rozmowa dzisiaj i sprawa zakończona.
  24. Od samego początku był to mój największy problem. Nie potrafię sam podjąć wielu decyzji ze względu na wewnętrzny strach i brak kontrolowania wielu emocji. Dzisiaj jak wrócę z pracy to jej oświadczę, że nie lecę do Japonii i tym samym ustalę podział kosztów. Dam znać wkrótce jak się wszystko potoczy. Za bardzo komplikuję sobie życie i nic się nie uczę. Ciężko nie lecieć do Japonii, bo to było moje marzenie, ale muszę w końcu podjąć przynajmniej jedną dobra decyzję w tym swoim marnym życiu.
  25. Macie rację. Tak bardzo chciałem jechać do Japonii, ale to w ogóle nie ma sensu i nie trzyma się kupy, jeśli tam z nią pojadę. Teraz jak to przeczytałem to otworzyłem oczy. Dalej jestem ślepy na wiele rzeczy. Trzeba podjąć kolejne decyzje. Jutro ona ma wolne, poruszę ten temat, tylko muszę się przygotować.
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.