Jump to content
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Tajski Wojownik

Użytkownik
  • Content Count

    97
  • Donations

    0.00 PLN 
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Tajski Wojownik

  1. Witam panowie Chciałbym zasięgnąć porady na temat Sildenafil, Cialis daily, jak one działają i jak wygląda zażywanie w praktyce. Do tej pory (przez ostatnie 3 miesiące) brałem sildenafil 50mg z 2-3 dniową przerwą - czasami tydzień przerwy. Zauważyłem u siebie efekty uboczne po zakończonym stosunku: 1. Zatkany nos 2. Uczucie gorąca 3. Uczucie zmęczenia 4. Ból głowy Objawy te słabły z czasem, chyba głównie przez to, że przyzwyczaiłem się do tego leku. Po trzech miesiącach użycia viagry, mogę śmiało przyznać, że moje erekcje się poprawiły, są silniejsze i wiele się w głowie poprzestawiało (gdyż zmagałem się z performance anxiety). Wczoraj jednak po zakończonym stosunku (jakieś pół godziny po) nagle zrobiło mi się strasznie słabo, nogi zaczynały się uginać, pojawiło się nieregularne bicie serca i myślałem, że zemdleję. Zacząłęm pić dużo wody, gdyż wiedziałem, że to jest jak z kawą w moim przypadku, wydalę z siebie viagrę z moczem. Oczywiście pomogło, jednak do teraz czuję się osłabiony. Czułem wówczas jakbym miał atak serca, ale sam nie wiem czy to było to, czy tylko osłabienie. Otóż, w tym dniu byłem bardzo napalony i lekko chory i rżnąłem jak szalony i może przedobrzyłem. Przestraszyłem się, nie chcę już próbować sildenafilu. *** Reasumując, chciałbym odłożyć sildenafil i zacząć Cialis Daily, ale nie mam bladego pojęcia o tym jak to działa i jaką brać dawkę. A koszta tabletek są duże. Opinie w internecie krążą, że jest to bezpieczny lek. Moim planem też jest brać te tabletki do momentu, kiedy umysł i ciało nauczy się bodźca, którego tak mi brakło w przeszłości. Nie zamierzam kupować tego w nieskończoność. Pytanie główne: Jeśli brałem sildenafil 50mg i nie miałem problemów z osiągnięciem wzwodu, to jaką dawkę Cialis Daily muszę kupić, żeby miało takie samo działanie? 2,5mg, 5mg, 10mg? Sildenafil jest silnym lekiem, a ja bym chciał coś bezpieczniejszego ale z takim samym działaniem jak Sildenafil, czyli wezmę tabletkę i załóżmy po godzinie, dwóch mogę odbyć stosunek. Ja to rozumiem tak, że Sildenafil działa prawie natychmiast i jest nieco niebezpieczny, a Cialis daily bezpieczniejszy i działa 36h. Tylko pytanie jaki jest odpowiednik Cialis Daily przy 50mg viagry? Poniżej załączam fotkę Cialis i ich typy: Czy jest ktoś, kto potrafi wytłumaczyć różnicę pomiędzy ww. tabletkami? Dzięki za pomoc.
  2. Nie no, teraz widzę jakieś przypisywanie mi dmuchanego alfy czy narcyza szukającego pocieszenia czy atencji. Aż jestem w szoku. Łatwo tak mówić, gdy się siedzi po drugiej stronie ekranu. Mój problem leży tutaj: Całe życie siedziałem w czarnej dupie. Zero znajomych, przyjaciół, nikogo kto z kim można by pogadać. Jedynie robota, studia i chory po udarze ojczym. Wyobraża sobie ktoś takie uczucie? Przechodził ktoś kiedy takie coś? Ostatni raz poszedłem na imprezę chyba z 8 lat temu, gdzie miałem 19 lat i jeszcze kolegowałem się z Gustawem, moim kolegą ze studiów. 8 lat temu też wypiłem swoje ostatnie piwo. W dzieciństwie rodzina mi głodowała, na rachunki nie było pieniędzy. Kasę z MOPSU się siekało plus moja dorywcza praca i stypendium socjalne. Ojciec mi umarł, potem i babcia. Koledzy zaczęli swoje życie, matka wyjechała do Szkocji, siostra ćpała. Ja się wyprowadziłem i do momentu spotkania pierwszej tajki do nikogo gęby nie otworzyłem. A to było prawie 3 lata: robota, nauka angielskiego, studia i robota. Totalna wyjebka na związki, seksy i kobiety. Stąd też masturbację zacząłem w wieku 24 lat. Panie, ja miałem monk mode całe życie. Doskonale wiem co to znaczy. Teraz chcę od tego uciec, spotkać nowych ludzi, pobawić się, wyjść na imrezę. Ja na palcach jednej ręki mogę policzyć ile razy z domu na imprezę wyszedłem. Serio. No i tu jest pies pogrzebany. I wy się dziwicie, że ja się do ludzi przyklejam. Poza Gustawem i Pawłem nigdy nie miałem nikogo z kim mógłbym się pobawić, pogadać. Zbudowałem więc sobie zależność emocjonalną, bo przyklejam się do ludzi, którzy mi coś dobrego powiedzą albo pomogą bez powodu. Całe życie tego nie miałem. Nie to co inni, wychodzą sobie gdzieś co tydzień lub dwa. Ja to kursowałem praca/dom/ studia całe lata, I mi tam jeszcze ludzie dopierdalali nieźle i mi psycha siadała każdego dnia. I nagle spotykam laskę, która robi to co mówię, poruchałem jak nigdy w życiu, nowe uczucia, nowe emocje, pojawił się haj hormonalny. Wszystko zupełnie przypadkowo, ja nic nie planowałem, żadnych kroków nie podejmowałem, lałem na to wodę. No i tak. Przykleiłem się, bo jest to silniejsze ode mnie i nikt mnie nie zrozumie dopóki sam tego nie doświadczy. Ale niektórzy będą mi tu walić, że jestem narcyzmem, że będę sobie wszystko racjonalizował, że dmuchany alfa itd. Kolejny dowód na czytanie ze zrozumieniem. Nic nie mówiłem, że się chcę z nią żenić. Co się nadmuchałem jak kozak? Jaki pan sytuacji? Przedstawiłem tylko jak wygląda z nią seks i tyle, a ty sobie dorobiłeś do tego ideologię. @jaro670 dobrze mi wyjaśnił sytuację i przyjąłem to na klatę. Terapeuta! Nie kolejna pani, ktora ma fioła na pkcie seksu i szalony łeb. Dobra, może przesadziłem z tym, że sobie nie poradzę i z całą tą opieką. Po prostu boję się w cholerę powrotu do stanu monk mode. Do tego, że znowu będę sam. Mój psychoterapeuta mi radził, bym obserwował swoje emocje i nie odcinał się od ludzi. Zauważył, że mam tendencję do izolowania własnej osoby od reszty społeczeństwie w obawie przed zranieniem. Mówił, żebym więcej z ludźmi rozmawiał, otwierał się na nowe znajomości. W przeszłości zawsze od tego uciekałem, nigdy do nikogo nie wychodziłem, z nikim rozmawiałem. Byłem typowym dzikusem. Sam mi też mówił, że skoro widuję się z tą laską i spotkania nie pogarszają mojego samopoczucia to powinienem to kontynuować. To był też powód tego, iż dalej ciągnąłem tą znajomość. Jak sam psychoterapeuta twierdził, muszę wyjść ze strefy komfortu i zacząć żyć z ludźmi. Bo wcześniej jakiekolwiek interakcje z ludźmi budziły we mnie niepokój. Opisywałem mu więc na bieżąco moje interakcje z Gustawem, Pawłem i tą obecną laską. I psychoterapeuta nie miał żadnych przeciwskazań, bym z tą laską gadał, bawił się i w tym samym czasie obserwował siebie i analizował swoje zachowania. Dlatego też powiedziałem, że ta laska jest jakby moją terapią, bo działa na przykładzie pola doświadczalnego. Ja bym bardzo chciał, byście mnie zrozumieli, że ja w całym swoim życiu nie miałem nikogo, kto mógłby mnie pocieszyć czy wysłuchać. Zawsze wszędzie przeciwności losu, zawsze walka o lepsze jutro. Pracuję dalej z terapeutą, słucham się go i wykonuje polecenia. Nie dziwcie się, że się do tej laski tak przywiązałem. Oprócz Gustawa i Pawła, to jedyna osoba, która coś dla mnie zrobiła. I przepraszam, jeśli zachowałem się jak burak gdzieś. Nie miałem takiego zwyczaju. Teraz chcę popracować bardziej na socjalizacji własnej osoby. Chcę wyjść z klatki, pobawić się, znaleźć przyjaciół, ludzi, którzy nie będą mnie widzieć jako chodzący biznes czy bankomat.
  3. Racja. Kobieta nie pomoże mi przepracować gówna w głowie. Nie chcę również, by podtrzymywała mnie na duchu, bo wiem, że sam muszę być w sobie silny. Ja mam chyba takie nastawienie z powodu tego, że nie chcę być sam. Też usłyszałem dużo ciepłych słów, może nabrałem się na to. Może stąd takie moje zachowanie. Ciężko, ciężko, kiedy nigdy się nie słyszało w życiu żadnych komplementów, a tu nagle takie coś. Coś na przykładzie danie dziecku kawałka czekolady. Po czasie chce więcej. Okej, teraz skumałem o co chodziło tobie i @Taboo.
  4. Szukam pomocy w ludziach, kimkolwiek kto nie chce mnie wykorzystać, nie robi mi koło dupy, a coś od siebie daje. Trochę teraz jeździsz po kobietach, tak jakby naprawdę były tępe i nie potrafiły nic od siebie dać. Tutaj się zgodzę, mam problemy z byciem mężczyzną, ale to wciąż lepsze niż to co było na początku wątku. Czyli twoim zdaniem wziąć życie w swoje ręce to nie szukać w nikim wsparcia i pomocy, tylko pracować sam ze sobą. Jak kobieta chce mi pomóc to jest czyste zło, bo wpakuję się w kolejne gówno. Jakbym popełniał te same błędy co na początku wątku, to bym się z tobą zgodził. No właśnie. Dziękuję za ten komentarz
  5. Polecę w następne problemy jedynie jeśli na to pozwolę. Przecież było mówione na forum, że wszystko zależy od tego na ile facet pozwoli w związku. Ja nie muszę mieć z nią żadnych seksów i nie czerpię z tego energii do pracy nad sobą. To już jest całkowity absurd. Może rzeczywiście wyolbrzymiłem ten seks. Tutaj mylisz moje priorytety. Nie wiem czy kiedykolwiek byłeś za granicą, żyłeś tam sam, ale nie rozumiesz co czuję. 9000km od domu, zero znajomych, problemy kulturowe, językowe, coś mi się stanie nikt mi nie pomoże. Postaw się w mojej sytuacji. To nie jest Polska czy Europa. Bycie mężczyzną nie oznacza, że szczęście równa się bycie samemu. Wiecznej pracy nad sobą. Na mój przypadek składa się wiele czynników: - rodzina - charakter - decyzje Całe życie dopóki nie spotkałem swojej "tajki" stosowałem to co wspomniałeś: Praca nad sobą, stąd jestem w Tajlandii. Czyli wychodziłoby na to, że popełniłem błąd wchodząc w jakiekolwiek relacje z kobietami. Powinienem dalej pracować nad sobą. Tyle, że skąd miałem o tym wiedzieć, że muszę pracować nad sobą, skoro wszystko wyszło w praniu w moim poprzednim związku. Wszedłem w związek i proszę... Teraz jak spotkałem kogoś, kto może mi pomóc, a nie musi, a ja niczego nie oczekuje to mam mieć na to wyjebane i dać sobie spokój? Czy w ten sposób mam rozumieć twoje słowa? Wrócić do poprzedniego stanu, gdzie byłem robotem pozbawionym uczuć? Tak, taki byłem przez 24 lata. Bo jak się wgłębię w tą "pracę nad sobą", to już na całego. Kobiety w przeszłości nigdy mi nie były do niczego potrzebne.
  6. W jaki sposób się wykluczają? W ogóle nie rozumiesz co mam na myśli. Forum pokazało mi coś, czego mnie ojciec nigdy nie nauczył. Coś czego nigdy nie widziałem. Przez lata żyłem w samotności, byłem białorycerzem, ludzie mnie wykorzystywali i nikt mi nie pomógł. Nikt. Przyjaciele wypięli dupę, rodzina mi się rozpadła, tajska laska jechała po mnie jak po burej suce. Wieczna praca, studiowanie, oszczędzanie, odmawianie sobie, brak imprez, znajomych. I co? I mogę mieć wszystko, ale nie jestem szczęśliwy, mam od groma problemów, bo siedzę w tym samym. Czy alkoholik rzuci picie jak będzie sam? Czy ten co bierze narkotyki przestanie odetnie się od marihuany? Bracia się naprodukowali i to spowodowało, że W OGÓLE zacząłem myśleć o sobie. Do momentu napisania pierwszego posta byłem wrakiem człowieka. Ale ja zawsze wierzyłem w co by było gdybyś był w moich butach. Znając moją historię, co byś zrobił będąc mną i wiedząc co przeżyłem i jakie mam problemy?
  7. Rozpisałem się naprawdę dużo i nagle wszystko się usunęło. Dlatego tym razem będzie krótko i zwięźle, bo nie chcę mi się pisać tego ponownie. Plan jest, by nie być w tym sam. Przyleciałem do Tajlandii mając we łbie wiele problemów, związałem się z toksyczną laską, która pozbawiła mnie przyjaciół, wykorzystywała finansowo przez 3 lata i zniszczyła samoocenę. Potrafiła mnie wyzywać za problemy ze wzwodem, robić miliony shit testów i ogólnie doprowadzać do obłędu. W ten sposób wyalienowałem się i nie widziałem żadnych perspektyw na lepsze życie. Nie jest łatwo tak siedzieć w obcym kraju, gdzie nie masz do kogo się odezwać. Expaci zajęci swoimi rodzinami, backpackerzy seksem. Tak, spotkałem tą laskę. Totalny zbieg okoliczności. Po zerwaniu znajomości, dalej do mnie dzwoni, chce się spotkać. Ja praktycznie nie zerwałem z nią dobitnie, tylko oznajmiłem, że potrzebuję czasu dla siebie, by sobie poukładać wiele spraw w głowie. Ale ja wiem, że jej w głowie siedzi seks i to jak ją traktowałem. Bo ona lubi jak się ją traktuję sukę. Wiedza z forum pomaga. Więc pytała czego tak zerwałem, naciskała to jej powiedziałem o terapii, problemy ze wzwodem i emocjami. Ale ją to nie ruszyło. Wiedziała od początku, że mam problemy z fiutem itp. Tak jak mówił: Teraz to widzę. Ona ma takiego fioła na moim punkcie, że robi wszystko co jej powiem. Jak służąca. Dzięki temu forum zmieniłem nastawienie do kobiet. Bardziej red pillowskie. Seks na zawołanie, wszystko dozwolone, spuszczanie do japy, anal. Żadnych sprzeciwów. Trzymanie ramy. Ona wysłucha, wesprze. Ma co prawda popierdzielone myślenie czasem, bo słucha plotek, ale ja ją potem prostuję i ponownie chodzi jak w zegarku. Sam po sobie widzę, że sam robię problemy z niczego, ale teraz przystopowałem. Ona sama wiele razy dała mi do myślenia. Potrafi dać moralniaka, czego się po kobiecie nie spodziewałem. Jest taką jakby terapią dla mnie. W połączeniu z waszymi komentarzami wychodzę na prostą. Panowie, gdyby nie to forum to ja bym nigdy nie doszedł do tego, że trzeba o sobie myśleć. Nikt by mi nigdy błędów nie wytknął, nigdy bym się nigdy nie nauczył. Zawsze robiłem tak, by innym było dobrze. Ludzie boją się lub nie umieją komuś dowalać, by się zmienił. Głównie pociągnąłem tą znajomość wtedy ze względu na alienację. Gdybym poznał jakiegoś kolegę, to wtedy bym z nim o tym gadał. A że spotkałem laskę i to taką, to dlatego mnie kusi. Wiele rzeczy mnie do niej ciągnie. Chyba głównie to, że czuję, że jest lekarstwem na moje problemy. Coś tam mówiła o ślubie, że jak wyjdzie za mąż, to jej rodzice przeprowadzą się do Chiang Mai, a ona i jej partner zamieszkają w domu w Bangkoku i będzie on przepisany 50/50 na córkę i męża. Pod warunkiem tylko, że się tą córkę "wykupi". No właśnie takiej potrzebuje. Dzięki niej moje fizjologiczne i nawet emocjonalne problemy znikają, jak chociaż problem ze wzwodem itp. Dzięki forum i wielu ludziom, którzy mi pomogli wiem w końcu jak być mężczyzną i to wykorzystać. Sam po sobie teraz wiem, że jak zostanę sam to sobie nie poradzę. Potrzebuję jakiejś takiej "opieki, wsparcia". Za długo byłem wyalienowany. Za długo. Nie spodziewam się niczego. Po prostu nie chcę zostać sam. Praktycznie całe moje życie to samotność i im dłużej siedzę sam, stronię od kobiet, imprez, miłości, tym bardziej zbliżam się do tej części mojej osobowości, której nienawidzę. W Polsce 24 lata siedziałem w samotności, teraz znowu sam, tyle, że z kimś kto jest ze mną pomimo moich problemów. Za dużo osób mnie już opuściło i uciekło. Prawdę mówiąc, wszystkie moje problemy z osobowością wynikały z alienacji. Im bardziej przebywałem z ludźmi, tym lepiej się czułem. Człowiek to jednak istotna stadna. Nigdy nie spodziewałem się, że siedząc tyle lat w samotności może to mieć wpływ na mój dekiel. Dlatego tak zawsze zazdrościłem innym, że mieli kolegów, imprezy, miłości itp.
  8. Skończyłem to już, bo widzę, że zaczęło się to za bardzo rozwijać z jej strony plus nacisk rodziny, bo przecież ciągle przychodzę na obiadki itp. Dzisiaj ponoć miałem z rodzicami pogadać. No i się przestraszyłem, bo za duże deklaracje. A ja tylko na seks liczyłem. Macie rację, że mam porypane we łbie i potrzebna mi terapia. Zaćmiła mi oczy inna dziurka, nowe pozycje, ekscytacja. Dlatego dzisiaj podziękowałem za znajomość.
  9. Czekaj, czekaj kolego. Przychodzisz tutaj z problemem i z tego co widzę to trochę ci brakuje pokory. Nikt się tutaj nie chwali, tylko próbuje ci wyjaśnić w jakiej sytuacji byli i co musieli przejść. A to ważne, bo pokazuje, że nie siedzisz w tym szambie sam. Ja i @Jaśnie Wielmożny podaliśmy przykłady nie po to, by cię zgnębić, a pokazać, że pomimo przeciwności losu da się wyjść na prostą. O ile w to sam wierzysz, a nie biadolisz o samobójstwach czy znajdowaniu winy w innych. Pomijam nieścisłości w tekście jak chociaż brak telefonu, sylwek i.....dziwki. Ty widzisz w tym sens w ogóle co napisałeś? Boisz się, że na sylwku przepierdolisz całą kasę co oszczędzałeś cały miesiąc, a nie masz nawet telefonu z którego byś był zadowolony. Jakie normalne życie? No nie takie normalne, bo ktoś ich sponsoruje. Daje na wszystkie zachcianki i nie każe się zastanawiać nad przyszłością i własnymi decyzjami, więc przepierdalają wszystko jak leci. Myślisz, że tego nigdy nie widziałem? Chodź, zaproszę cię do tajskiego uniwerka, gdzie rodzice wszystko opłacają swoim dzieciom i tworzą potem takich inwalidów życiowych, co się nie potrafią sami utrzymać, zapłacić rachunków, rozwiązać problemy czy zwyczajnie pogadać. W Polsce to samo. Kultura niczym się nie różni w tym przypadku. To samo widziałem u znajomych jak studiowałem magisterkę. Ja ci mogę epopeję na ten temat napisać, bo to co się tam działo to przechodziło ludzkie pojęcie. Typy i typiary, którzy mieli wszystko zapewnione. Studia, akademik/mieszkanie w pełni opłacone, pieniądze na żarcie, chlanie, imprezowanie do białego rana. Jedna moja dawna "przyjaciółka", wychowana na księżniczkę, bo rodzice zawsze wszystko na TAK, więc zaczęła segregować ludzi na tych lepszych i gorszych. Ciągłe imprezy, shoppingi, dzwonienie do tatusia o pieniążki, bo ostatnio przechlała wszystko. Tatuś zakręcił kurek to się zrobiła taka patola, że masakra. Bo się dziewczę nigdy nie nauczyło oszczędzać, zarządzać pieniędzmi czy je w ogóle respektować. Całkowicie nie rozumiem dlaczego to cię tak rusza. Życie jest wtedy normalne, kiedy wiesz, że na coś zasłużyłeś i sam na to zarobiłeś, a nie, że ktoś ci sponsoruje "całą" drogę do sukcesu. Nie mówię, że rodzice nie powinni pomagać, ale kurwa nie 100% za wszystko. No trochę powagi. Ty się ciesz, że pomimo braku luksusu dalej pniesz się w górę. Że coooooooooooooooooooooooo? Rodzice opłacają ci akademik, masz hajs, żeby przeżyć do pierwszego, masz gdzie mieszkać 35km do domu, gdyby się coś stało a ty chłopie bierzesz pod uwagę dziwki. No trochę szacunku do cholery. Ciesz się, że w ogóle coś dostajesz. Inni i tego nie mają. Naprawdę brakuje ci pokory chłopie. To ja tu przychodzę, żeby ci pomóc, poświęcam swój czas, a ty taki tekst. Dostałeś wiele rad, wykorzystaj je i przestań się tak samobiczować. Bo to trochę żałosne jest.
  10. To było jakieś 12 lat temu. Potem z rodziną zamieszkaliśmy w normalnym mieszkaniu. Niedługo po zakończeniu studiów, rodzina mi się rozpadła a ja zamieszkałem sam w małym wynajmowanym pokoiku. Resztę to już znasz z mojego wątku.
  11. Wszystko co opisałeś pokrywa się z tym co sam przeżyłem. Dokładnie to samo. To co teraz przechodzisz to test twojej osobowości. @Feniks8x świetnie rozpisał tutaj cały problem. Im więcej pracy włożysz teraz, tym łatwiejsze będzie twoje życie. I uwierz mi, że są ludzie, którzy studiują albo studiowali i nie mieli kredytu studenckiego czy pomocy od rodziców. Przed rozpoczęciem studiów, partner mojej matki był jedynym żywicielem rodziny, a kiedy dostał udaru mózgu to nikt nam nie pomógł. Rodzina odwróciła się dupą i wtem moje jakiekolwiek plany na studiowanie poszły w pizdu. Ale wiesz co, nie poddałem się. Dawałem korki, roznosiłem ulotki, ale na studia poszedłem. Jedyne wsparcie jakie dostawałem to 50zł (bilet autobusowy - miesięczny) od matki na dojazdy do innego miasta. Po powrocie do domu musiałem się zajmować chorym ojczymem i uczyć do egzaminów. I tak dzień w dzień przez trzy lata!!! Wyobrażasz to sobie? Ty masz dwóch kolegów, kilka stówek do przodu, plany na sylwka. Przez trzy lata studiów nie byłem wtedy na żadnej imprezie. Dookoła mnie tak jak @Feniks8x opisał "bananowe dzieciaki", które żyły z pieniędzy rodziców, codzienne imprezy, chlanie, seksy, a ja do domu, bo trzeba ojczyma nakarmić, przewinąć bo się załatwił pod siebie itp. Ja cię doskonale rozumiem: Wiem, że cię zżera zazdrość. Przechodziłem przez to samo, ale potem zdałem sobie sprawę, że życie mnie sprawdzało czy się złamię. To jest ten moment w życiu, kiedy jesteś na skraju przepaści bliski upadku. ALE TY NIE MOŻESZ SIĘ PODDAĆ! CHOĆBY CI SIĘ ŚWIAT WALIŁ, ŻYCIE BYŁO WIECZNĄ KATORGĄ. JUŻ JESTEŚ ZWYCIĘZCĄ, BO STUDIUJESZ, MASZ PIENIĄDZE, JEDZENIE, ZDROWIE I CO NAJWAŻNIEJSZE ODWAGĘ, BY NAPISAĆ CO CIĘ TRAPI! WIELU SIĘ PODDAŁO, ALE TY WCIĄŻ WALCZYSZ! Chłopie, pomimo przeciwności losu, braku imprez i pieniędzy - skończyłem studia. I jestem z siebie bardzo dumny. Nie dałem się życiu. Wiele razy chciałem to wszystko rzucić, uciec z domu, zapomnieć, nawet skończyć ze sobą. ŻYJ, BO MASZ DAR! ŻYJ, BO MASZ TALENT JAK KAŻDY Z NAS. PRZESTAŃ MYŚLEĆ, ŻE KAŻDY TYDZIEŃ TO KATORGA. BĄDŹ DUMNY Z KAŻDEGO DNIA, BO BUDUJE COŚ CZEGO NIE MOŻNA KUPIĆ: TWÓJ CHARAKTER! Mój sukces wyglądał tak: Mieszkanie z rodzicami i siostrą w małym pokoiku (4 osoby w pokoju 15m2) -> podstawówka, gimnazjum, liceum brak imprez, pieniedzy, social, MOPS, ogólna bieda. Nauka, nauka, najlepsze wyniki w szkole -> udar ojczyma, brak pieniędzy do życia -> jeszcze większa bieda -> praca na ulotkach, korepetycje -> pomoc w domu, brak czasu na laski, imprezy, nauka, nauka -> zdanie egzaminu, licencjat -> ryzykowny lot w jedną stronę do Tajlandii -> znalezienie pracy -> spełnienie marzenia o pracy za granicą. SKORO INNI MOGĄ, TO TY TEŻ! Oto moje rady: 1) Nie przejmuj się, że masz słaby dzień, że cię wszystko wkurwia, że nie możesz tego więcej znieść. Wyrzuć to z siebie tak jak @Still napisał: Lepsze to niż trzymanie złych emocji w sobie. 2) Słuchaj muzyki, która podnosi cię na duchu. Spróbuj się odciąć od muzyki, której słowa będą cię tylko pogrążać. Marek mówił o tworzeniu wzorców, jeśli jesteśmy podatni na smuty itp. 3) Filmiki motywacyjne to wręcz OBOWIĄZEK. Wrzucę kilka przykładów, są one po angielsku, ale naprawdę dają porządnego kopa. Prawdziwe, o życiu, nie jakieś słodkie pierdolamento: 4) Pomyśl o tym, co chcesz robić w swoim życiu. Siądź na spokojnie, rozpisz rzeczy w których jesteś dobry. Zastanów się po co wstajesz codziennie i robisz to co robisz. Znajdź swój cel. Nie złość się, jeśli nie wpadniesz na żadem pomysł. Na to trzeba trochę czasu. Polecam ten filmik dla rozjaśnienia sprawy: 5) Dieta i witaminy. To co jemy też ma wpływ na nasze samopoczucie. Polecam magnez, witaminę B oraz jagody. Dopóki walczymy, jesteśmy zwycięzcami. Nigdy się poddawaj chłopie, będziesz sobie za to dziękował do końca życia. Pozdrawiam.
  12. Masz całkowitą rację. Tyle, że w przypadku ex to były 3 lata i dlatego były dymy. Nie mam pewności do tego, co zrobi jej rodzina. Wezmę jednak twoje słowa pod uwagę. Hmmmm. Powiedziała mi, że ze swoim eks pieprzyła się codziennie, nawet i po kilka razy. Potem rozpoczęła stosunek ze mną, nie tak często, bo miałem problemy ze wzwodem. Jednak jak sama mówiła: nigdy wcześniej nie czuła tego "czegoś" w czasie seksu jak tylko ze mną. Więc w grę wchodzą dwie opcje: pieprzy co jej ślina na język przyniesie albo eks jej coś w tym czasie zrobił. Tak czy owak seks ze mną jest intensywny, długi i mocny, czasem delikatny i o dziwo nigdy nie doszła. Więc ten rozklapciuch o którym mówiłeś ma jakiś sens. Nie potrafię tego wyjaśnić u siebie, ale szybko się wyleczyłem po ex. Za szybko i to chyba przez to jak mi napsuła życie i jak odżyłem po zerwaniu. 100% racja. Tak właśnie postępuję. Dzięki za odpowiedź. Za dużo wrzucam sobie na dyńkę. Presja i strach jest tak wielki, że mnie całkowicie paraliżuje i kiedy pomyślę w ogóle o seksie, to aż mi się odechciewa czegokolwiek z kobietami. Już prędzej bym skoczył z samolotu ze spadochronem, pobawił się z tarantulą czy próbował swoich sił w dziczy niż przejść do stosunku z kobietą. Moje ciało się całe spina, ręce trzęsą jak galarety, a po plecach spływa pot jak wodospad. Pojawia się lęk wręcz nie do opisania. Związek z ex tylko to spotęgował, bo zawsze mi powtarzała, że nie daję jej tego czego chce, że nie jestem mężczyzną itp. Zbudowany wzorzec sprawił, że seks kojarzy mi się z zagrożeniem, smutkiem i złością aniżeli czymś przyjemnym. Boję się jednej rzeczy, że jeśli teraz zaprzestanę kontaktu z kobietami to już nigdy nie wrócę na dawne tory. Siedzę w tym naprawdę głęboko. Więc nawet jeśli przerobię i 10,100 to nic to nie zmieni, bo za każdym razem będę Cialis, a tu chodzi o to, żeby tego Cialis nie brać. Problem leży w przeszłości: 24 lata - brak masturbacji, brak oglądania porno, tłumienie emocji, rodzinne problemy. 3 lata związku z ex, który zrobił ze mnie cipę, a nie mężczyznę i ogólnie wyniszczył psychicznie. Martwi mnie bardzo mały pociąg do kobiet, znużyło mnie wieczne staranie się. Całe życie tylko się uczyłem i pracowałem i w ten sposób wyrobiłem sobie bardzo interesujący nawyk: optymistyczne myślenie. Nigdy nie wierzyłem, że coś mi się nie uda, tylko ILE CZASU NA TO POTRZEBUJĘ? Jestem bardzo zmotywowany, potrafię wszystko osiągnąć: samochód, dom, biznes. Rzeczy materialne to pikuś. Kilka lat pracy i mógłbym to wszystko mieć. Nic nie jest niemożliwe. Ale... ten seks.... to już jest problem ogromnego kalibru. Stało się to moim marzeniem, by być w stanie odbyć choć jeden stosunek bez tabletek (prawie wszystkie stosunki w moim życiu odbywały się z pomocą tabletek). Jestem tak zazdrosny o innych facetów, że głowa mała. Nie potrafię pojąć jak ktoś inny może to robić bez tabletek. Jest to moje wyzwanie życia. Chciałbym się ponownie czuć jak mężczyzna. Bardzo dobrze powiedziane. Zapamiętam sobie na przyszłość. Chyba zaczynam mieć problem, bo powoli się do niej przyzwyczajam, a może i angażuję. @nieidealny świat tutaj Imbryk pięknie opisał moją sytuację. Mam problem z samotnością, coś czuję, że to przez dzieciństwo i jak to przyjaciele czy rodzina opuszczali mnie jedno po drugim. Pomimo, że sami widzicie, że grzęznę w tym samym bagnie, nie potrafię opuścić tej wygodnej przystani. Jednym z moimch lęków jest właśnie samotność, iż, gdy za bardzo się do niej przyzwyczaję to nie jestem w stanie się na nikogo otworzyć. To droga w jedną stronę. Ona wie doskonale, że nie zarabiam kroci, że nie jestem bogaty, ale powiedziała coś, co na forum zostało wielokrotnie użyte: "Dzisiaj nie masz, ale wierzę, że w przyszłości się dorobisz." Nie zlała mnie, powiedziała, że rozumie. Nikt nigdy nie zwracał na mnie uwagi, więc gdy ktoś się zainteresuje moją osobą zaczynam hiperbolizować, wywyższać ponad niebiosa daną osobę. Tak, wiem, wychodzi niska pewność siebie. *** Zdaję sobie sprawę, że jestem ciężki chłop. Mam w głowie dużo niepoukładanych spraw, jestem sam i muszę z tym walczyć codziennie. I tak się dużo zmieniło, jak chociaż to, że byłem w stanie wyrzucić eks ze swojego życia. Pozostały problemy ze samotnością i seksem. Jeśli uda mi się pozbyć tych lęków to wierzę, że chyba wyjdę na prostą. Jak nie, to będę się tułał z jednego związku do drugiego będąc prawdopodobnie wiecznie nieszczęśliwy. Czuję wolność po związku z eks, wiele drzwi się przede mną otworzyło, ale chyba podejmuję złe decyzje napędzany brakiem kontroli nad emocjami. Rujnuję sobie życie na życzenie... będąc podatny na kobiety. Oddałbym wszystko, by mieć na to wyjebane, ale tak 100% bez żali, goryczy czy nadmiernego rozmyślania.
  13. To znaczy? Bo chyba jestem nieuświadomiony w tej sprawie. Jakie problemy? Jakie uzależnienie? Tutaj sytuacja jest inna. Mam benefity, do niczego się nie zobowiązałem. Żyję własnym życiem, czasem podupczę. To taki trochę FWB jest i tyle. To, że gadamy i sama mi się zwierza to tylko tyle co dostaję EXTRA od niej.
  14. Jestem z powrotem Panowie. Już opisuję co się wydarzyło w ciągu tych dwóch miesięcy. Moja ex się wyprowadziła i zacząłem nowe życie. W tym samym czasie rozpocząłem terapię i prawdę mówiąc dużo się nie nauczyłem. Już więcej mi pomogła książka "Stosunkowo Dobry" niż całe te przedstawienie na Skype. Doszedłem do wielu wniosków w swoim życiu. Największym moim osiągnięciem było i jest chyba fakt, iż najważniejszy jestem ja i moje szczęście. Przez bardzo długi czas nie zdawałem sobie sprawy jak bardzo minąłem się ze swoim życiem. 3 lata związku z ex plus forum otworzyły mi oczy na świat. Gdyby nie ten związek, który był polem doświadczalnym, a nie planem na życie to nigdy bym się nie wybił z matriksa. Po odcięciu pasożyta nastąpiły piorunujące zmiany w moim ciele jak i psychice: 1) Po pierwsze odżyłem psychicznie - skończyły się shit testy, poniżanie, wykorzystywanie itp. 2) Po drugie mam całkowitą kontrolę nad swoim finansami bez żadnych manipulacji, intryg. 3) Po trzecie jest dużo czasu na samodoskonalenie, czytanie książek, treningi bez dzikich akcji, że spędzam nad tym całe dnie i nie zajmuję się panią 4) Po czwarte wolność, wolność i jeszcze raz wolność Przez ostatnie dwa miesiące przeobraziłem się w człowieka, jakim nigdy w życiu nie byłem. Chociaż nadal mam wiele wad nad którymi ciężko pracuję jak chociażby EMOCJE. Tu nastąpiły pewne zmiany, jednak długa przede mną droga. Czas na przedstawienie zmiany nawyków: 1) Otoczenie siebie pozytywnymi emocjami. Marek w swojej książce fajnie ujął informacje dookoła świata jako fast food. Człowiek może się dziwnie od tego uzależnić, a co gorsza zmienić drastycznie swój mindset. Postanowiłem więc skupić się bardziej na budowie pozytywnego obrazu świata. I nie powiem, jest coraz lepiej. 2) Kontrola negatywnego myślenia i bezsensownego analizowania - tutaj borykam się jeszcze z pożerającym mnie analizowaniem czyichś zachowań w obawie o zranienie mnie czy odejście. Jednakże malutkimi kroczkami staram się swojej podświadomości wyjaśniać jak małemu dziecko, że nie mogę wszystkiego kontrolować. Jeśli zacznę analizować to pojawią się negatywne emocje. Zbyt wielka ich ilość zbuduje wzorzec, a wzorzec obraz mojego świata. Na to nie mogę niestety pozwolić. W 3 letnim związku z ex zbudowałem bardzo silny depresyjny wzorzec i teraz czas leczyć rany. Na chwilę obecną programuję się, by wierzyć, że mogę być do końca życia sam. Nie wiedzieć czemu, takie myślenie powoduje iż czuję się wolny. 3) Afirmacje - ten dział jest chyba już każdemu znany. W tym punkcie cały mój wysiłek idzie na zbudowanie pozytywnych wzorców. Dzięki nim mam nadzieję podbudować swoją samoocenę. 4) Przestałem narzekać, używać wulgarnych słów i się ogólnie denerwować. Więcej energii włożyłem w samorozwój, czytanie książek, oglądanie kanałów motywacyjnych i treningi. 5) W relacjach z innymi zawsze daję tyle samo co dostaję. Nigdy więcej. Czuję się z tym niekomfortowo, bo się przyzwyczaiłem do dawania 200%, ale tak jak wyżej, czas zmienić nawyki i wzorce. Nie mogę pozwolić się wykorzystywać. Muszę znać swoje granice, a co więcej siebie szanować. 6) Ogólnie mówię mniej. W przeszłości miałem zwyczaj gdakać jak baba, to to, to tamto i sramto. I czasami się wygadywałem z wszystkich sekretów itp itd. Teraz skupiam się na konkretach i co moje to zostanie ze mną aż do śmierci. 7) Chodzę po mieście wyprostowany, głowa wysoko do góry, uśmiechnięty, pewny siebie. Co ciekawe, to w jaki sposób chodzimy też ma wpływ na to jak się czujemy. 8 ) Czytam, czytam i jeszcze raz czytam. Czy to Marka, czy to poradniki, czy to forum, czy jeszcze inne książki. Poznanie świata z innej perspektywy pozwala zobaczyć wiele alternatywnych opcji, podjąć inne działania czy nawet nauczyć się nowych zachowań, tekstów, idei. Książki Marka zrobiły na mnie piorunjące wrażenie, jak i na przykład No More Mr. Nice Guy. No i tak wygląda teraz moje życie, tyle, że jest coś, czego wam nie opowiedziałem. Po zerwaniu z ex, przez przypadek udało mi się poznać fajną laskę. Wziąłem sobie wasze rady do serca, że nie chcę wchodzić w nic poważnego po zerwaniu, tylko skupić się na sobie. Jako, że w Bangkoku nie miałem do kogo otworzyć gęby (a było to dwa miesiące temu), to sobie tak gadałem z tą laską i gadałem. Okazało się, że była uczniem w szkole, w której obecnie uczę. I tam też się raz spotkaliśmy (bo akurat odwiedzała starą nauczycielkę). Pogadaliśmy, żadnych zobowiązań, akcji itp. Poszła do domu, ja też. End of story. Potem się do mnie odezwała jeszcze raz, że chciałaby korki z angielskiego. No to sobie myślę, że dorobię trochę. Spoko. No to pojechałem do niej domu, a że mieszka z rodzicami i jej rodzina jest bardzo konserwatywna, to musiałem przestrzegać pewnych zasad. Na miejscu zobaczyłem, że się odstawiła jak na jakąś imprezę. Ja jednak nic. Siadłem, zrobiłem co miałem zrobić. Pogadałem, dostałem coś do jedzenia, podziękowałem i pojechałem do domu. Znowu End of Story. Aha, zapomniałbym: dostałem od niej jeszcze prezent na urodziny, co mnie bardzo zszokowało. Kilka dni później pisze, że będzie w centrum handlowym, które często odwiedzam. Wtedy moje plany też się zgrały z tym centrum, więc się spotkaliśmy, pogadaliśmy, zjedliśmy lody. Poszła do domu, ja też. Kolejne end of story. Żadnych podtekstów seksualnych, związkowych. Nic a nic. Znowu minęły kolejne dni. Czułem się wtedy bardzo samotnie i rzuciłem teksta, żeby wpadła do mnie na mieszkanie. Dałem wymówkę, iż akurat pouczę ją angielskiego. Przyjechała i wtedy okazało się, że to kocica pierwsza klasa. W swoim domu myszka, a u mnie to seks bomba. Sam nie wiem czemu, ale puściły mi hamulce, bo dupa jest 10/10. Wysportowana, zadbana, wypachnięta no i kurwa ładna jak diabli. Nie minęła godzina, a ta już mnie rozbierała w moim łóżku, loda chciała robić i się pieprzyć. No, ale ja nie podołałem, bo akurat mam problemy ze wzwodem - prawie nigdy mi nie staje, a to chyba przez hormony i złe wzorce. Skończyło się szybko, bo nie mogłem uprawiać seksu. Była wyrozumiała, ubrała się i pojechała do domu. O dziwo nie przestała do mnie pisać. Potem przyjeżdżała jeszcze kilka razy, ja już wtedy brałem sildenafil, to ją ruchałem jak szalony. Niestety nigdy nie osiągnęła orgazmu. Była ponoć z byłym 3 lata i mi mówi, że nigdy nie osiągnęła orgazmu. Aż mi się wierzyć nie chce, ale jak ją rżnąłem jak głupi i mi krzyczała na całe mieszkanie też do niczego nie doszło. Dopiero jak ją brałem od tylca, to wtedy coś czuła. Nie kumam o co chodzi. Wiem tylko jedno: gdyby nie ten seks z tą laską, to bym o ex nie zapomniał. A w tamtym czasie chciałem robić niewybaczalne rzeczy, a kiedy poruchałem inną to wszystko związane z ex poszło w pizdu mać. No i tak się spotykam z tą laską. Zaprasza mnie do siebie na obiadki, uczy Tajskiego, tak, że teraz naprawdę nie mam problemu dogadać się z Tajami. No i daje dupki. Zalety: porucham, zjem za darmo, nauczę się Tajskiego. Mam wyjebane, większość czasu idzie na samodoskonalenie, potem pod wieczór trochę z nią pogadam. Czy to związek, czy nie - narazie korzystam ile mogę. Czuję się jak oportunista. Wady: Muszę brać pierdolony sildenafil cały czas, kiedy chcę mieć seks, że jest aż wstyd. Do doktora mogę pójść wkrótce, bo zbieram jeszcze na ubezpieczenie. Jej rodzina chce, bym się określił co chcę z nią robić w przyszłości. Teraz trochę o niej: Rodzina nowobogacka. Mają wszystko co chcą. Ona wychowana w stylu, że zawsze wszystko podstawione pod gębę. Ojciec kupował cokolwiek chciała i wyhodował taką oto księżniczkę. Jej eks to samo, płacili obaj na nią jak pojebani, a ona zupełne zero. Do tego mi się przyznała, że ona nigdy pierwsza inicjatywy nie wykazywała, nigdy nie przepraszała, ani nigdy za nikogo nie płaciła. Złe nawyki: często się rzuca o pierdoły. Popierdolone myślenie o innych ludziach. Ja: Małe mieszkanko na wynajmie. Nie duża wypłata, małe oczekiwania. Od razu jej rzuciłem, że nie zarabiam dużo i nie będę zabierał jej do drogich restauracji itp. Idziemy tam, gdzie ja zaplanuję, a jak się nie podoba to nie ma spotkania. Łazi więc ze mną, gdziekolwiek pójdę. Życie mam jedno i nie zamierzam się wypłacać na kogoś, kto ma hajsu jak lodu, kiedy ja muszę wszystko wyliczać. A że kultura, iż facet za wszystko płaci to chuj w dupę. Jak daje dupki i to nieźle, to mogę za coś tam zapłacić. Nie ma problemu. Na manipulacje nie mam czasu. I teraz tak. Ja wiem, że to dziwnie brzmi. Sam nie wiem, jak się w to wpakowałem, ale mnie chyba zbajerowała nieźle. Spotykamy się, ale z tyłu głowy nie mam żadnych zobowiązań czy przywiązania. Taki jakiś dziwny układ to jest. Sami oceńcie, czy powinienem spierdalać czy ciągnąć do otrzymania więcej benefitów. Seks jest nieziemski, mocno zawrócił mi we łbie.
  15. Wszystko bardzo dobrze. Opowiem więcej jak znajdę czas. Teraz mam nawał pracy. Jedynie mogę poczytać co nieco co u innych braci.
  16. Przywitaj się w odpowiednim dziale, gdyż inaczej możesz otrzymać tymczasowy blok.
  17. Cudowne słowa. Zrób sobie taką listę na serio. Mnie uratowała w najgorszych momentach. Przeczytałem ją kilka razy i od razu opanował mnie dziwny spokój ducha. I teraz pomyśl, czy siedziałbyś z kimś takim przez kolejne 5-10 lat albo i więcej. Z osobą która nie uznaje kompromisów.
  18. Nie miałem może takiego hardkoru z zerwaniem jak ty, ale zadaj sobie pytanie, kto o zdrowych zmysłach, by tak torturował drugą osobę tylko po to, by ta dała jej atencję, błagała o powrót itd.? Jeśli tak się właśnie czułeś plus tak jak inni bracia napisali, że była zołzą i działała na szkodę twoich dzieci, to chyba wiesz co robić. Pomyśl przez chwilę ile razy ty się angażowałeś, by coś zmienić, a ile ona. Zrób sobie tak jak mi radzili bracia listę plusów i minusów. Takie ćwiczenie pozwala bardziej zrozumieć naszą sytuację.
  19. Styki jej się zewrą na pewien czas, a potem wróci to samo. Dobrze tu powiedział @AdamGdynia, że jeśli dałeś dupy po drodze i nie trzymałeś ramy to jest pozamiatane. Przeczytaj mój wątek to zobaczysz ile razy też dałem dupy i moja ex miała już zakodowane w głowie, że ma do czynienia z niepewnym siebie pizdusiem. Też próbowałem ratować wszystko z pomocą kolegów, a wylądowałem sam, oskubany przez panią ex i na psychoterapii. Nie sądzę jednak, że zmiany są niemożliwe, chociaż w twoim przypadku to już wiadomo, bo: Podobna sytuacja u mnie. Zawsze pisałem pierwszy, stawałem na rzęsach, czytałem dziesiątki poradników jak być chłopakiem marzeń i inne tego typu bzdury, a i tak wyszło jak wyszło. Za każdym razem moja ex czuła do mnie coraz mniej szacunku ze względu na to, że sam się nie szanowałem! Tutaj chodzi o tą ramę, kontrolowanie własnych emocji, byciem sobą i emanowaniem siły. Ja nie podołałem, dlatego zapisałem się na terapię plus kupiłem książki Guru, by się podreperować. Na twoim miejscu siedziałbym cicho, skupił się na sobie, przeczytał książki Marka, posłuchał audycji. Bardzo to pomaga, gdyż teraz widzę, gdzie popełniłem błędy. Polecam.
  20. Dzisiaj będzie krótko. Podjąłem pierwsze kroki. Zapisałem się na terapię: Przepraszam za jakość. Plik może mieć max 20kb. Kwota została zapłacona. Wybrałem psychoterapeutę mężczyznę tak jak radziliście i mam 50 minut podczas pierwszej konsultacji. Potem zamierzam wybrać sobie psychoterapię ogólną w kwocie 125 złotych za 50 minut (raz na dwa tygodnie, choć nie wiem czy może powinienem częściej). Jest to moja pierwsza terapia. Na chwilę obecną zastanawiam się jak efektywnie wykorzystać te 50 minut. Muszę zrobić jakiś plan. Aspekty, jakie chciałbym omówić to: - Moje dzieciństwo (brak ojca, syndrom DDA oraz podejmowanie wszelkich decyzji przez moją mamę) - Samoocena oraz syndrom osoby zależnej (oddawanie decyzji za moje życie komuś innemu) - Strach przed odpowiedzialnością i konsekwencjami - Problem z byciem samym, szukanie atencji oraz towarzystwa Na razie tyle problemów przychodzi mi do głowy. Ta terapia może potrwać kilka miesięcy. Jak teraz o tym myślę to czuję się jakbym był jakiś szalony. Druga sprawa: - Stosunkowo Dobry - kupiony dzisiaj i dzisiaj zaczynam czytać - No More Mr. Nice Guy - ściągnięty i na komputerze (drugi w kolei po Stosunkowo Dobry) - Jordan Peterson 12 rules for life - ściągnięty (trzeci w kolejności) No More Mr. Nice Guy czytałem już kiedyś i tam jest mowa o jednym zadaniu, by mieć kogoś czy to przyjaciół czy rodzinę i im zwierzać się ze swoich uczuć i poczynań. Ze względu na to, że nie mam z kim o tym pisać ani rozmawiać (poza mamą, ale jej nie chcę mówić wszystkich szczegółów), chciałbym tutaj zawierać swoje poczynania i liczyć na waszą ewentualną pomoc. Byłbym wdzięczny za wasz czas. Trzecia sprawa: - Ex zablokowana - Brak angażowania się w jakiekolwiek głębsze relacje z kobietami - Zero porno, fapania, ALKOHOLU Kupiłem dzisiaj specjalny kalendarzyk, by wszystko notować. Od dzisiaj koniec ze zbędnym gadaniem. Działam @Azizi małymi kroczkami do przodu. Jedynie co to chcę się dzielić swoimi działaniami jak według książki No More Mr. Nice Guy.
  21. Chyba się zagolopowałem z tym messengerem haha Spróbuję dzisiaj znaleźć jakąś terapię. Ehhh jak to czytam to się chyba sam oszukiwałem przez ten cały czas
  22. Trochę to działa na psychikę, jak facet nie był dobrym kochankiem i w związku były o to spory. Masz rację, nie dziwię się, że nie lubiła ze mną seksu jak byłem takim męczybułą. Ehhh Tak, cierpię właśnie na to schorzenie. I nie wiem jak to leczyć. Dlatego zawsze pytałem się o opinię innych, dlatego nie potrafię podjąć sam żadnych decyzji przed strachem o popełnienie błędu.
  23. Podejrzewam, że właśnie cierpię na tą osobowość zależną, ale to chyba głównie przez to, że była moją pierwszą plus niska samoocena. Wszystko to wykreowało się podczas związku z nią. Gdy żyłem sam nie miałem takich problemów. Nigdy. Ten związek to był chyba taki trigger.
  24. Macie rację. Skoro z nią zerwałem, wywaliłem z domu i stałem się singlem to na chłopski rozum nie ma się czym zadręczać. Co ja właściwie oczekiwałem, że wciąż będzie mi wierna pomimo zerwania, że nie będzie szukać bolca albo nowego gacha do związku? Tak. Tak właśnie oczekiwałem i przyznam, że byłem totalnie głupi. Tak byłem jej pierwszym. Nie obchodzi mnie już czy tam będzie cokolwiek robić, ale boli, że bawi się za moje pieniądze. A to cena jaką musiałem zapłacić za święty spokój. Warto było, co nie? Tak czy owak @Tomko nieźle mi z tym pojechałeś. Potrzebowałem chwili, by ochłonąć. To był zły krok, nie zamierzam już więcej sprawiać, by "doszły mnie słuchy". Koniec kropka. Tak, tak, tak. Święta racja. Ona już sobie zaplanowała wyjazd do Anglii za 2 lata, pisanie na portalach społecznościowych i żalenie się o to jak jej nie wychodzi, a w tym samym czasie zabawy w barach, chwalenie się do znajomych jaka to ona silna. A wiecie jaka była silna? Tylko teraz tak, nie mogłem ją bloknąć na messangerze, bo musi mi dać cynk od firmy, która zajęła się przepisaniem motoru na mnie, że trzeba zdać ów motor i wysłać go na cały dzień do pewnego zarządu. Aby tylko moje imię widniało na dokumentach. Jako, że ona przepisywała na mnie motor, to tylko z nią mogą się kontaktować (spróbuję się dzisiaj zapytać, czy jest możliwość, by kontaktować się ze mną w tej sprawie, ale wątpię, bo ona była poprzednim właścicielem i ponoć obie strony muszą wiedzieć). Dlatego też nie bloknąłem na messangerze, bo zadzwonić nie zadzwoni z Japonii. Już mi to powiedziała, tylko żebym czekał na messangerze, bo w tym tygodniu do niej napiszą. I wtedy się do mnie odezwie, Ja ją znam, wiem, że jeśli bloknę teraz to narobi mi większych problemow jak na przykład nie poinformowanie mnie o motorze i inne duperele, bym jak to mówiła kiedyś: "zapłacił za jej krzywdy". Według waszych rad, przestałem się całkowicie odzywać, ale pod wieczór wczoraj wysłała mi dziesiątki wiadomości, jak to ona mnie kocha, jak tęskni, jak chce mnie przytulić, jak powiedziałem jej o tinderze i że ją to zabija, niszczy i nie potrafi tego ogarnąć. Taka była silna. Nie odezwałem się ani słowem. Zupełna cisza. Powiedziałem sobie, czekaj na sygnał w sprawie motoru i zero innego kontaktu. Napisze o motorze, zdasz go, blokujesz ją wszędzie, nie dowiadujesz się o niej niczego, temat jest zamknięty. Czysty biznes. Tylko teraz tak. Czy ja powinienem jej to oświadczyć w ostatniej wiadomości do niej i potem cisza? Boję się, że ta menda specjalnie mnie nie poinformuje przez to, że ignoruję jej wiadomości. A ja wiem, że jest do tego zdolna. Przestałem się nią interesować, przestałem odpisywać i dawać atencje jak to robiłem do tej pory to się jej styki przepaliły i nagle wszystko do niej wróciło jak to mówiliście chłopaki. A ja wiem, że jeszcze będą z nią cyrki, bo teraz jest na haju i sama w Japonii, ja zawsze dawałem atencje, ale teraz uciąłem wszystko. Wróci do Tajlandii i wtedy zacznie się eldorado. I pomimo, że bloknę spodziewam wielu kontaktów od niej, w tym i cyrki o jej powrocie. Skoro takie rzeczy pisze. Wcześniej to ja beczałem, wołałem o atencje, pisałem po dziesięć wiadomości, aż nagle przestałem całkowicie, to myśli, że już mam jakieś nowe dziewczyny i ją zlewam. Tak czy owak mnie to już nie obchodzi co ona ze swoim życiem robi, bo trzeba dbać o swoje zdrowie psychiczne. Trzyma mnie tylko ten motor i mam ręce związane, bo chciałbym bloknąć tak jak mówiliście, ale jeszcze nie mogę. Poza tym jak żeście mi wszystko opisali ze szczegółami, zwłaszcza @Tomko to już mi tak obrzydła, że to wstyd cokolwiek do niej pisać. Teraz siedzę spokojnie i robię swoje: Priorytet: Motor i zmiana imienia na dokumencie (czas wykonania jeden dzień) Priorytet 2: Brak kontaktu z eks plus przestanie zadręczania się. Priotyet 3: Zero alkoholu i zero lasek @Azizi Nauczenie się życia w samotności. PS: Nie byłem dobrym kochankiem, prawie co każdy stosunek miałem problemy ze wzwodem. Ona tego naprawdę nie lubiła i często się przez to kłóciliśmy. Dlatego ten kompleks mi zostaje.
  25. Dzięki wielkie za tak duży odzew. Każda wypowiedź naprawdę pomaga mi się podnieść. Na chwilę obecną jest już lepiej. Mniej już myślę i poświęcam więcej czasu na zrozumieniu siebie, własnych słabości oraz pracy nad samooceną. Moja samoocena strasznie podupadła przez ten związek. Wieczne tresury, słuchanie wytycznych, zachowywanie się jak miś, oddawanie pieniędzy, brak znajomych i fochy o moje hobby i spędzanie wolnego czasu. Wybór albo ja i czas ze mną albo hobby. Zobaczyłem video @Tomko, posłuchałem tej nuty, przeczytałem wasze komentarze i otworzyły się oczy. Jak w testosteronie, trzeba się rozejść GODNIE, bez okazywaniu słabości i robienia z siebie pośmiewiska. Koniec samobiczowania. Moje pierwsze postanowienie. Otoczyć się ludźmi i przestać siedzieć w czterech ścianach. Tak, chcę poznawać nowe samice i odżyć po starym goblinie co mnie tak wpędził w dołek. Osobiście uważam, że jak poradzę sobie z własną psychiką to nie będzie problemu siedzieć samemu. Kwestia tylko pracy nad własną samooceną. Zacząłem powoli wdrażać afirmacje i co najważniejsze 15-minutową medytację, by uciszyć wewnętrzny głos płaczącego dziecka. Nawet nie wiedziałem, że tak medytacja może pomóc. Stałem się przez to bardziej spokojny i opanowany. Nie wariuję, a skupiam się na swoich priorytetach. A w dodatku więcej się uśmiecham, bo czuję, że coś powoli zaczynam kontrolować, choć i tak nie wiem czy to jest 5%, ale jest progress. Nie wiedzieć czemu tak właśnie czuję. Że chcę, aby mi ktoś przybił piątkę, że zmarnowałem lata z poczwarą. Usłyszenie negatywnej opinii na temat ex jakoś poprawia mi humor. Albo nie skumałem o co chodzi z tym towarzystwem walidacyjnym. Tak, tak trafione w dziesiątkę. Ale tego już nie ma, głupi chłopak chyba nie jestem. Zrozumiałem, że swym zachowaniem nic nie osiągnę, a tylko będę się okaleczał psychicznie. Ok, dzięki. Będę informował na bieżąco o swoim stanie zarówno fizycznym jak i mentalnym. Ja wiem, że byłem białorycerzem i popełniałem najwięcej błędów. I z tym się zgodzę, ale, że ona nic mi nie zrobiła? Nie mów mi, że ona była okej, tylko ja poprzez swoje zachowanie doprowadziłem do jej wszystkich burd i akcji. I przez to związek się rozpadł. Mogę się jedynie domyślać jak ją to bolało, bo ona praktycznie mało co mówiła o swoich uczuciach. Głównie 2-3 zdania i tyle, żadnych głębszych przemówień, analiz. Większość musiałem się domyślać. Naprawdę ciężko żyć z kimś, kto nie rozmawia o uczuciach i problemach, tylko od nich ucieka. Jedynie ze mną rozmawiała, kiedy przez dłuższy czas nic nie okazywałem. Wtedy były zarzuty, ale żeby jakaś dłuższa, uczuciowa rozmowa to nie. Ale czy wszystkie laski mają ten dramat powrotu? Nie chcę się z tym zmagać, kiedy załóżmy podbuduję siebie i zapomnę. Teraz jest sama w Japonii, bawi się i jak to mówisz odreagowuje bolesne rozstanie. A potem co, wróci do domu i zacznie do mnie wypisywać. Doszły mnie słuchy, że ona do wszystkich znajomych waliła teksty, że to już skończone i że nie wróci za żadne skarby. No to co, to były jakieś pierdy? W Japonii jest sama i szuka ponoć kompanów do podróżowania. Chodzi po barach itp. I się zarzeka, że ona nic a nic, że żadnego seksu nie uprawia itp. Ale odpowiedzcie mi szczerze, że jak się jest kobietą po rozstaniu, samą w innym kraju to kurde ciężko, żeby się poszła ruchać, by odreagować. Wybaczcie wciąż siedzi mi w głowie problem jej ruchającej się z kimś innym. Denerwujące uczucie. Ja wiem, że dawałem jej ogromne, uzależniające emocje, ale wiele razy mi napisała(po tym jak się rozeszliśmy), że musi być silna, o mnie zapomnieć. Że lubi być singlem, bo nie musi się martwić, o mnie myśleć itp. Że już ma plany zbierać kasę i wyjechać do innego kraju pracować. OK. Ale i tak mi wczoraj napisała, że zawsze mnie kocha i się o mnie martwi. Czekam tylko jak mi napisze jedną wiadomość dotyczącą motoru (bo jak przepisywaliśmy motor to firma ma do niej zadzwonić i poinformować o dostarczeniu motoru do firmy w celu wysłania go do pewnego tajskiego zarządu w celu zmiany właściciela etc. Coś takiego. Po tym ostatecznie ją blokuje. Nie wdaję się już w żadne dyskusje, nie ma sensu. Czekam tylko na ten sygnał. Nie to, że mam jakieś nadzieję. Staram się zrozumieć ten schemat tych powrotów (mnie to jakoś złapało), czy każda tak ma zwłaszcza, że ta moja emocjonalnie jest chyba ze mną związana (chociaż właściwie nie wiem, bo pisze z wieloma fagasami na czatach, ale jej nie wychodzi, bo każdy chce od niej seksu i potem mi się żali, że ona nie może nikogo znaleźć, że jest wciąż o mnie strasznie zazdrosna i że nie chce nic wiedzieć co robię - czuję, że jakby się dowiedziała, że sobie kogoś znalazłem - ba! bawiłem się i zobaczyła zdjęcia- a ona nie to miałbym na głowie niezłe chore akcje.). Chcę się przygotować na to mentalnie. Dzięki za poświęcenie. Już więcej takich akcji nie odwalę. Biorę się za siebię. Dzięki za wytrwałość, naprawdę. 12 stron pieprzenia się ze mną jak z dzieckiem. Ehh Muszę dorosnąć i ogarnąć swoje zachowania. Na pewno się podejmę. Nigdy nie myślałem o tym, tylko wciąż wierzyłem, że jakoś to będzie. Ale to nie przejdzie, bo mam za dużo do przepracowania. Spróbuję poszukać specjalisty na internecie, który mógłby mi pomóc online. Wiecie jakie tam są stawki i jak to wygląda? Ktoś miał taką terapię online? Dzięki za życzenia. Jestem niezwykle szczęśliwy, że tyle osób mnie wspiera. Dzięki wam wyjdę na prostą, pomimo trudów i płaczów, wiem, że dam radę. To forum to zdecydowanie najlepsza rzecz jaka mnie kiedykolwiek spotkała w życiu. Sam nie wierzę, że tak się moje życie odmieniło na przestrzeni tych kilku lat. Tak się bałem myszki, jej zachowań. Tak się bałem rozstania i tego co będzie po. Że się zabiję i zniknę, że nic dobrego nigdy mnie już nie spotka. Ale chwała wam za pomoc. Zerwałem z nią, nie zabiłem się, nie zniknąłem. Powoli wstaję z kolan, na których klęczałem przez 3 lata. Widzę o wiele więcej niż wcześniej, rozumiem otaczające mnie schematy. Bez tej wiedzy nie wiem co by się ze mną stało, skoro potrzebuję terapii, mam nieprzepracowaną przeszłość i emocje. Gdy zdałem sobie sprawę z tych słabości i pogodziłem się z własnym sobą, świat zaczął wyglądać zupełnie inaczej. W głębi serca wiem, że sam bym przez to nie przeszedł. To wszystko wasza zasługa, chłopaki. Wyciągnęliście mnie z otchłani...
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.