Skocz do zawartości
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Bonzo

Starszy Użytkownik
  • Zawartość

    732
  • Donations

    100,00 zł 
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    15

Ostatnia wygrana Bonzo w Rankingu w dniu 23 Kwiecień

Bonzo posiadał najczęściej polubioną zawartość!

Reputacja

1253 Świetna

2 obserwujących

O Bonzo

Profile Information

  • Płeć
    Mężczyzna
  • Miejscowość:
    Pomorskie

Ostatnie wizyty

2431 wyświetleń profilu
  1. Wszyscy tacy są. Ale nie wszyscy tacy są cały czas. Gdyż jak to ktoś kiedys fajnie ujął - można oszukiwać pewną grupę ludzi przez jakiś czas, ale nie można oszukiwać wszystkich ludzi przez cały czas. Ci, którzy przy kolejnej blokadzie dostępu do cipki - zaczną się zastanawiać jak tu zrobić sobie wyjście awaryjne - prędko zauważą, że mozna dostać o wiele więcej za zdecydowanie mniej. I ci się rozwodzą goniąc babę w cholerę. Dlatego żony nienawidzą prostytutek. Konkurencja, w ktorej żona zostaje rozsmarowana na ścianie. Część też jest takich, ktorzy może i zdają sobie sprawę, że seks można mieć znacznie łatwiej i taniej niż w małzeństwie, ale boją się rozwodzić bo do końca nie wierzą, że to co im się wydaje - jest prawdą. Nigdy nie spotkałem faceta, ktory po rozwodzie narzekałby na brak seksu. Zawsze, ale to zawsze da się ten temat ogarnąć. W najgorszym wypadku diva. I tak wyjdzie taniej niż żona. Kobiety mają tu znacznie poważniejszy problem. Bo takowa (o czym wspominałem w innym wątku), od której mąż uciekł bo między innymi seks reglamentowała - tak prosto i łatwo sobie zastępcy męża nie znajdzie. I potem jest lament "gdzie ci faceci ?"
  2. Kobiety to chyba raczej wychodzą za mąż. Jesli coś stałego - to pojawia się pewien upierdliwy parametr - czas. Musisz bowiem planować nie na teraz, nie na do jutra, nie na za dwa miesiące ale na lata. Szansa na to, że kobiecie, ktora aktualnie czegoś nie chce - przez lata się to nie odmieni jest minimalna. W długoletnim związku kobieta poglądy zmienia średnio co kilka miesięcy. Więc - się nie da. Jedyne co może dawać jakąś (podkreślam - jakąś) gwarancję że kobieta nie będzie chciała mieć dzieci to przede wszystkim jej wiek. Czyli 40+ I ewentualnie takie jej życiowe położenie, w ktorym posiadanie dzieci jej sie po prostu nie opłaca. Ale i to wszystko zbyt pewne nie jest. BTW Na cholerę Ci stały związek jesli dzieci nie chcesz ?
  3. Humor środowy :)

    Ja ? Nic Gdybym wstawił swoje foto to by sympatiowy admin powiesił je na stronie głównej na tablicy "Tych klientów nie obsługujemy" Dokładnie jak u Barei
  4. Humor środowy :)

    Eeeee, jesli już to kiedyś byłem. Teraz to mi się nie chce. Mam kumpla z podobnym nastawieniem do bab. Lata temu, w czasach że tak powiem "świetności" szeroko współpracowaliśmy zawodowo (tez inzynier) ale i przy okazji wymienialiśmy się metodami "na dupy" I nie tylko - bo raz nawet było przezabawne zdarzenie - gdyż się kobietami......zamieniliśmy (swap) To znaczy nie tak znowuż "oficjalnie". Jakoś się tak poskładało, że jedna zrezygnowała ze znajomości ze mną, a on swoją mniej wiecej tez jakoś zostawił. Co robić ? Szukać ? A po cholerę szukać, skoro są pod ręką dwie wolne i dodatku można w łatwy sposób pozyskać info co one za jedne i co warte . Info pewne bo od przyjaciela, ktory ściemy nie nawstawia i w dodatku - jak to w stosunku do ex - jest krytyczny i spogląda chłodnym, mądrym okiem No i dałem mu namiar na tę, ktora ze mnie zrezygnowała, on się zrewanżował tym samym . Wymieniliśmy się także skróconymi instrukcjami obsługi I zaś romansik Poszło jak Małysz po skoczni - jeszcze nigdy z taką wydajnością dupy nie zarwałem No ale cóż to raptem za trudnośc włamać się do chaty - jak dostaniesz dorobione klucze Oczywiście ani jedna ani druga pojęcia bladego nie miały, że się znamy. Ubaw był konkretny. Zwłaszcza że miała być impreza "branżowa" na ktora zaproszeni zostali także wykonawcy (czyli m in ja i on) z osobami towarzyszacymi. Losowaliśmy orzeł/ reszka ktory nie przyjdzie "bo coś tam" gdyz groziło to tym, że moja ex rozpoznałaby mnie a jego ex - jego Przegrałem Z żalem musiałem zrezygnować z udziału w znakomitej i wypasionej imprezie - a co za tym idzie - przepadła bezpowrotnie okazja by wypić i zakąsić na koszt inwestora. Jakiś czas temu, po latach spotkaliśmy się przy innej sprawie, na zupełnie innego typu budowie i jak starzy kumple prozmawialiśmy o starych przygodach. Podobnie wyluzował, też mu się nie chce. Spytał mnie: - A do dawnych numerów z dupeczkami cię nie ciągnie ? - Ciagnie..... - I mnie, kurwa.
  5. Humor środowy :)

    To chyba oczywiste, że do podrywania dam używa się INNEGO numeru niż podstawowy ? Bo wiesz, tu mamy do czynienia ze zjawiskiem Anity Lipnickiej. Czyli - wszystko się może zdarzyć. A nuż się jakaś przyczepi (i w dodatku będzie to pasztet) - i zasmrodzi Ci skrzynkę SMS'ową w telefonie ? Albo będzie wydzwaniać ? Prawdziwy mężczyzna ma dwa numery. Jeden normalny a drugi jakiś prepaid, ktory w przypadku skuchy może wyrzucić i kupić inny. Jeszcze solidniej trzeba się zabezpieczać w związku. Koniecznie numer podrywczy i to dobrze schowany. A jesli już z jakichś powodów nie da się uniknąć tego, że kochanka zna Twój numer podstawowy - to wpisujesz ją nie jako "Jolka-Kochanka" ale jako "Czesław Blacharski - Mostostal" Taaaa. Jeszcze lepszy sweet jest przy czytaniu komentów pod zdjęciami ślubnymi - "śliczna para" Kiedyś wznieciłem gównoburzę pod jakąś ślubną fotorelacją. Najpierw do pana młodego napisałem, że "winszuję acz nie zazdroszczę" A potem - nawiązując do "ślicznej pary" napisałem tak: "Uzywając jezyka termodynamicznego - powstaje pytanie kiedy ta para - stanie się parą nasyconą ?. Przez grzecznośc nie dodam "sobą" " Wybuchła awanturka Słodka niczym płyn chłodniczy Gdy mnie zaatakowała dostatecznie znaczna liczba wzburzonych - podlinkowałem im wykres ukazujący obieg Clausiusa-Rankine'a i poszedłem po popkorn i kolę
  6. ROTFL ! Dokładnie podobne doświadczenie kiedyś miałem. Też smaliłem cholewki do pewnej damy i to nawet intensywnie białorycerzac. To znaczy - białorycerza skutecznie udawałem ale nie na tyle by uwierzyć we własną propagandę (w naszą propagandę mają wierzyć inni, ale nie my !) Dama jednak pozostała niewzruszona na moje knowania - gdyż uznała, że nie mam płacone twarzowego (klasyka u mnie) Ale świadomośc, że ja miałem się ku niej - była dla niej oczywista. Mineło ładnych parę lat. W tym czasie przewinęło się przez mój marny żywot dam kilkanaście i to ze znacznie wyższej półki niz ta do ktorej podbijałem uprzednio. Wspomniana natomiast w międzyczasie wyszła za mąż, urodziła dziecko i się rozwiodła w ponoć nawet burzliwej atmosferze. No i dała o sobie znać - sądząc, że przylecę do niej cały w skowronkach na odrzutowych wrotkach. Oczywiście - spotkaliśmy się na jakiejś kolacyjce gdzie miałem okazję dokonać dość szczegółowych oględzin jej stanu wizualnego. Niestety - delikatnie rzecz ujmując można było wyniki tych obserwacji sprowadzić do jednego zdania - "trochę zajechana jest, to widać" Po czym dałem do zrozumienia, że fajnie, ładnie, pięknie się rozmawia ale ja już jestem w innym położeniu i związek stały to mnie interesuje umiarkowanie. Na tyle umiarkowanie, że nie chce mi się I wtedy usłyszałem dokładnie to: Uzupełnione o brak poczucia odpowiedzialności za drugą osobę. I jej dziecko. Przez grzeczność nie ciągnąłem tematu, szczególnie w kwestii dziecka bo mimo, że pamięć ludzka jest zawodna - to byłem bardzo wysoce pewny, że to nie ja jej to dziecko spłodziłem.
  7. Humor środowy :)

    Czasami zaczepiam laski w realu ale zawsze "przy okazji" Tak sam z siebie na żywca nie - bo straszę mordą Zakazaną zresztą Ale na przykład zagadać do kasjerki w Biedrze czy jeszcze lepiej - na stacji benzynowej w czasie nocnej zmiany kiedy klientów niemal nie ma - to już coś. W przeszłości tą metodą dwie kobiety wyrwałem i to nawet całkiem niezłe. "Okoliczność" była więc całkiem przyjemna. Dawno dawno temu odjebałem inny numer. Mianowicie podobała mi się pewna dama z pewnej f-my (ale razem nie pracowaliśmy !). Obczaiłem, że przyjeżdza do roboty Golfem IV i parkuje go zazwyczaj w mniej wiecej tym samym miejscu przy bocznej uliczce. Ja w tym czasie bywałem w sąsiedniej f-mie, z którą współpracowałem. Przygotowałem kawałek wizytówkopodobnej tekturki, którą wsadziłem jej dyskretnie za wycieraczkę. Na tekturce napisałem - Zaryzykuj. Wyslij SMS [tu podałem swój numer "podrywczy" bo przecież nie służbowy, ktorego używam od 20 lat] - a być może spotka Cię coś ciekawego. W treści SMS'a umieść tajne, unikalne hasło o treści "Szach czerwonemu królowi" Nic. Cisza. Ale minął chyba z tydzień i się odezwała SMS'em o takiej właśnie treści. Popisalismy, pogadalismy i był romansik A cwaniak byłem. Bo jednocześnie kombinowałem do innej damy, ale pisząc z nią w necie na chyba na takim komunikatorze jak tlen.pl albo nawet jeszcze ICQ. Nie chciała podać mi telefonu, wiec jej zostawiłem swój numer podrywczy. I także coś podobnego napisałem, by wysłała SMS'a ale tu podałem inną treśc tajnego hasła a mianowicie "Świetliste ostrze". Hasła musiały być rózne bym był w stanie mieć wiedzę ktora to do mnie aktualnie napisze O zgrozo odezwały się obie Ta pierwsza zastanawiała się sie potem skąd "Szach czerwonemu królowi" - wiec jej wyjaśniłem że na tym polega cała unikalność hasła. W szachach są króle ? Są. Jakie ? Albo czarne albo białe. Więc każdy kto gra w szachy (a mało ludzi gra) - co najwyżej kojarzyć będzie królów w tych kolorach. Czerwonych nie ma - i stąd cała unikalność hasła Stare dzieje. Kiedyś to człowiek miał werwę i fantazję wyrywać dupy. A potem się wziął i rozleniwił
  8. TAK ! Szczególnie forum jest potrzebne i pomocne dla facetów MŁODYCH ! Stare dziadki (na tle facetów 20+) jak @AR2DI2 czy autor tego posta już raczej wiele z forum DLA DALSZEGO ŻYCIA nie skorzystają (ale i to nie jest takie oczywiste, człowiek się uczy całe życie !) - bo wcześniej przez określone zdarzenia zyciowe przeszli. Chodzi tu o to by młody człowiek dostał podaną w obrazowy sposob wiedzę i na tej podstawie NIE uczył się na własnych błedach a na cudzych. Jest jednak pewna trudność. Młody człowiek, ktory ma 20 lat i zna rzeczywistośc tylko matrixową - może niekiedy po prostu nie uwierzyć, że rzeczywistość jest taka jak się na forum opisuje. Dlatego zauważam po lekturze forum, ze tu przychodzą młodzi ludzie, ktorzy własnie pierwszy raz wzięli od matrixa w dupę. Pierwszy raz. Gdyby nie forum - to wzięliby raz drugi, trzeci a może nawet piąty i dopiero wtedy zaczeliby sami dostrzegać, że "kurwa coś tu śmierdzi i ktoś mnie tutaj w chuja robi" A tak - to szybko zauważą, ze "aaaaa, na forum było, wszystko się powoli zaczyna mi zgadzac" Co więcej - wiedza forumowa umozliwi młodemu bratu wręcz niekiedy przewidziec jak się baba zachowa ! Przyszedłem na to forum bo sprawia mi dużą przyjemnosć dzielenie się własnymi obserwacjami z tu obecnymi. Bo mało jest takich środowisk - gdzie prezentując bardzo logiczne poglady w postaci zadania pytania np "a po co mi dzieci ?" - nie zostaniesz uznany za odszczepieńca i kosmitę. Co już zauważono w piosence "Nie wierz nigdy kobiecie" w słowach: Nie wierz nigdy kobiecie, dobrą radę ci dam. Nic gorszego na świecie nie przytrafia się nam. Nie wierz nigdy kobiecie, nie ustępuj na krok, Bo przepadłeś z kretesem nim zrozumiesz swój błąd; Ledwo nim dobrze pojmiesz swój błąd, już po tobie..." Dookoła miasto całe właśnie kładło się spać, Tyle z tego zrozumiałem, że coś z nim jest nie tak
  9. Prosta sprawa. Od Adama i Ewy jak zwykle - po co jest małzeństwo ? Małzeństwo jest WYŁACZNIE po to by były z niego dzieci. Po coś jeszcze ? Nie. No to jedziemy dalej. Od Adama i Ewy - po co facetowi dzieci ? Po trzy kwestie: 1. Siła robocza (tania) 2. Emerytura na starość 3. W przypadku faceta zamożnego - by po śmierci obcy jego majątku nie rozdrapali. Są inne cele ? Nie ma. Zadajmy sobie proste pytanie - ktory z punktów 1-3 dziś się spełnia ? Pierwszy - siła robocza ? Nie. Dzis się dziecka nie posyła do pracy a do szkół co trwa do 25 roku życia i kosztuje dużo. I nierzadko dziecko jest z rodzicami na ich utrzymaniu do 30-tki a niekiedy i dalej. Jest zysk ? Nie ma. Drugi - emerytura na starość ? Nie. Dziś ZUS jest od tego. To raczej bywa odwrotnie - rodzic na emeryturze nierzadko jeszcze "pomaga młodym bo na dorobku są" Trzeci - aby majątku kto obcy nie rozszabrował ? Tak. To się jeszcze spełnia. Bo pieniądze są na wszystko odporne. I to jest jedyne uzasadnienie dla posiadania dzieci. Z tym że facetów bogatych jest mało. Bogatych jakichkolwiek w ogóle jest mało. Zawsze tak było. I jesli taki bogaty zawodnik chce mieć dzieci - to sobie weźmie młodą kobietę i zaproponuje jej prosty dil: Kochanie - mam 50 lat. Mam duży majątek. Ty masz 20 lat i zostaniesz moją żoną i urodzisz mi dzieci, ktore wychowasz razem ze mną. Ja w wieku okolo 80 lat zapewne umrę. Ty wtedy będziesz miała lat 50. Dostaniesz po mojej śmierci 1/3 mojego majątku DLA SIEBIE, zaś pozostałe 2/3 dostaną nasze dzieci. Znajdziesz gdzieś lepszą i wcześniejszą emeryturę ? Nie.
  10. Dla mnie temat zdrady to jest w ogóle jakaś bzdura. Wiernośc to jest coś wirtualnego, nad czym nigdy żadnej kontroli nie będzie. I nie chodzi tu o zapanowanie nad żądzą ruchania poza związkiem ale nad tym, że nie istnieje żadna techniczna możliwość weryfikacji iż partner, partnerka jest wierna. Po co się więc zajmować czymś co jest niemożliwe do ogarnięcia ? Przecież dowody, że tak wlaśnie jest - sa liczne i na tym forum. Kiedyś pytałem tu Braci o te kwestie - to zaskakująco wielu z nich twierdziło, że "za wiernośc partnerki/ żony dałbym sobie rękę uciąć" I chodziłbym dziś kurwa bez ręki. Co z tego wynika ? Że jedyna rzecz na podstawie ktorej wnioskuje się o wierności partnerki/ partnera - czyli zaufanie - też jest niezwykle słabą gwarancją. W żaden inny sposób nie jesteś w stanie stwierdzić czy Twoja kobieta jest wierna. Dopiero jak dowody niewierności wpadną w ręce - to dowiadujesz się nie tyle, że nie jest ale że nie BYŁA. Bo już jest pozamiatane. Pozostaje do ustalenia najwyżej od jak dawna nie była wierna i jak długo robiony byłeś w bambo. Jak wspomniałem już wczesniej - akurat ja w małzeństwie wierny byłem. Bo dałem taką obietnicę. Nie chodziło o to, że tak należy, tak trzeba itp. Wierność to zupełnie nie moja bajka. To nie moja religia i nie mój Bóg. Ale wierny byłem bo obiecałem. Gdyż ja nie lubię oszukiwać. Nawet nie swojego pana Boga. Mam dość podobne podejście do tzw "miłości" To też jest wytwór wirtualny, ktory nie istnieje. Ale mnóstwo kobiet i całkiem sporo facetów w to wierzy. Najprostsza metoda by zdobyc seks u kobiety - to powiedzieć że się ją kocha. I w dodatku udawać zakochanego. Masa, ale to masa dam się zgodzi na bzykanie - bo skoro on mnie kocha to facio ma aktualnie zaćmiony mózg - trzeba szybko dac dupki i wybrać stosowny moment by go do siebie przywiązac wskutek popełnienia przez tego faceta z zaćmionym chwilowo mózgiem - czynności skutkujących nieodwracalnymi następstwami gwarantującymi przywiązanie do kobiety. Już teraz, natychmiast nogi szeroko i oddychać głęboko - byle się tylko nie zdązył odkochać bo ja nie zdążę go do siebie przyspawać. To jest diabelsko skuteczna metoda. Powiedzieć "kocham Cię" i już mamy ruchanie. Poruchac tak długo jak się da - zapewniając o miłości i ewakuować się kiedy kobieta się znudzi albo pojawiać się zaczną jakies roszczenia z jej strony. Z naciskiem na to drugie - bo to drugie pojawia się zazwyczaj szybciej. Miłość to nie moja bajka. To nie mój Bóg. I nie stosuję metod na "kocham Cię" - bo jak wspomniałem - nie lubię oszukiwać. Nawet w nie swojej bajce.
  11. No znam. Jeszcze na długo przed wyborami prezydenckimi w 1995 roku. Mam trochę niewdzięczną rolę. Bo pośród wolnosciowców też nie do końca istnieje zrozumienie tego co JKM chciał powiedziec. Na przykład z tym "trochę się gwałci" Moja mało wdzięczna rola polega na tym, że w środowisku jestem używany, jako ten, ktory "ma gadane i potrafi w lapidarny sposób wyjaśnić zawiłe kwestie" do - "weź idź i im wytłumacz co Korwin chciał powiedzieć" Zazwyczaj się udaje pod warunkiem, że nie ma tam socjalistów. Bo tym nie przetłumaczysz. Jak babie. Oni od razu - "o, zwolennik kary śmierci czyli morderca", albo "o zwolennik Korwina czyli brutalny gwałciciel kobiet" Do bardzo nielicznych trafia - "A cz to, że uważam iż AK-47 to bardzo dobry pistolet maszynowy - automatycznie mówi, że jestem komunistą ?"
  12. No bo tak jest No bo były Ja od zawsze. JKM znam osobiście od 25 lat jak nie dłużej. P. St. Michalkiewicza także.
  13. Wiodący portal randkowy na litere S. Na swoim profilu zdjęcia nie mam bo i po co. Moja rozmowa z damą: Dama: " a myślisz ze bede z Tobą pisała kiedy nie wiem jak wygladasz? " Ja: " Jak na razie - piszesz co daje przesłanki na odpowiedź twierdzącą. A fotkę to Ci mogę z czasem jakąś wysłać jesli jestes kobietą - wzrokowcem, choć słyszałem od Was, że kobiety nie są" Dama: " nie wiem czy jestem kobieta wzrokowcem ale fotke chetnie zobacze" [[email protected]} i tu podała maila Ja: "Czyli prawdę mówicie. Plus. No ale to nie tak "einfach" jak to mawiają koledzy z drugiej strony Odry. Najpierw telefoniczna pogawędka, a potem dopiero o fotkach pomyślimy. Z czasem" Dama: "to narazie " Ja: "Na razie. Yyyyy, wróć. Sformułowanie "na razie" wskazuje, że będzie jeszcze jakiś odzew. Czy to na pewno chcialas napisać ? Bo ja właśnie zauwazyłem, że ja chyba nie, wypsło mi sie z rozpędu" Dama: " wyjatkowo fair jest ze moje zdjecie widzisz, ale sam nie chcesz wysłac. Nie bedzie juz zadnego odzewu " Ja: "No. Mamy jasność. Aha. O ile mnie pamieć nie zawodzi - Twojego zdjęcia na Twoim profilu to ja chyba jednak nie wieszałem" Dama: "baran" Ja: "Nieee, byk. 9 maja" Po czym dołączyłem do grona szczęsliwych bywalców jej blacklisty
  14. Nic nie robić. Nie prowokować za bardzo spotkania się, ale i nie unikać desperacko ! Po prostu - jelsi podejdzie do Ciebie - to po prostu - cześć, co tam ciekawego u Ciebie ? No i sobie pogadasz jak ze starym kumplem. Ale musisz trzymac ramę ! Odpornie ! Ja się kiedyś nauczyłem. Daaaawno temu. Nigdy nie blokuję kontaktów z moimi ex-kobietami. Chce się spotkać - ależ proszę. Obiadek ? Mówisz - masz, postawię, a co, stać mnie, nie to co inni A może z tego będzie jakieś fajne bzykanko ? A jesli nawet nie - to i tak coś zjeść wypada od czasu do czasu Ale nic więcej - pełen luz. Gdyby do mnie tu i teraz zadzwoniła jakakolwiek tzw "była kobieta" (w sensie nie tylko takiej LTR'owej ale na przykład taka, z ktorą się kiedyś przed laty raz bzyknąłem) - to nie miałbym nic przeciwko spotkaniu, pogadaniu o starych Polakach a gdyby była okazja na seks - to czemu nie ? Ale nie desperacko. To nie tak, że jak zadzwoni to ja juz teraz, natentychmiast rezerwuję stolik na dole i pokój na górze. Nie nie. Spokojnie. Będzie mi pasowało - to się spotkamy. Nie - to się później spotkamy. A jesli nie będzie później - to nie będzie. Proste. I podstawa - grzecznie, uprzejmie, wesoło, sympatycznie. Masz tryskać humorem niczym sikawka strażacka gasząca pożar fabryki styropianu lub kutas dwuletniego ogiera powołujący na świat kolejne źrebię Masz siać dowcipem przed siebie, za siebie, na obie strony i nawet w niebo. Masz być wesoły jak nigdy dotąd. Baba odbierze to za jedno - o, jest szczęsliwy. Czyli - nie jestem mu potrzebna i daje chłop radę. Więc co zrobi ? Zacznie się o Ciebie starać pięć razy bardziej niż robiła to kiedykolwiek wcześniej. A Ty będziesz miał seks doznaniami niebosiężny Była żona to juz przeszłość. Jesli nie jesteś pokłócony (a chyba nie jestes ?) - to spotkać się, poseksić, zjeśc obiad, kolację czy pójśc na spacer - tak. Ale nic więcej. Skoro raz się LTR nie udał - drugi raz się też nie uda. W Tobie jest za wiele emocji, "czucia i wiary" jak to ujął Mickiewicz. Potrzeba więcej "medrca szkiełka i oka". To nie jest proste ale da się. Ja się raz w życiu zakochałem i szczęsliwie było to bardzo dawno temu. Wyleczony z tego jestem do śmierci a mam nadzieje, że i po niej.
  15. Dlatego dałem sobie spokój ze stałymi związkami. Jak już wspominałem w innych wątkach - stały związek jest de fakto potrzebny tylko wtedy kiedy chce się mieć dzieci. I od tego jest małzeństwo. Bo tak po prawdzie - małzeństwo różni się od LTR tylko sformalizowaniem prawnym, niekorzystnym nawiasem mówiac dla faceta. Oczywiście jest to ciężar. Ale to koszt posiadania dziecka. Jesli ktoś ma taką potrzebę - to niestety nie ma wyjścia z sytuacji - musi wejsc w LTR aby miało to ręce i nogi. U mnie potrzeba posiadania dziecka nie wystąpiła nigdy. Zawsze mnie to przerażało. I nie widziałem w tym głębszego sensu. Oczywiście - dzieci są potrzebne - bo to przedłuża gatunek, bo to napędza gospodarkę w kraju, emerytura jednak to z dzieci była kiedyś. Ale czy ja także muszę w tym brac udział ? Z pewnością nie. Chętnych narobić dzieci zawsze będzie pod dostatkiem i z pewnością na moje miejsce znajdzie się dwóch a może i nawet wiecej ochotnych, którzy spełnią powinnośc rodzicielską i to z naddatkiem. W świetle powyższego oczywiste się dla mnie stało, że nie ma sensu wchodzić w żadne związki. Jedyny błąd jaki popełniłem to było małżeństwo. Dałem się namówić. No ale cóż - errare humanum est jak to mawiali Starożytni Rzymianie, mimo popełnionego błędu - wszystko się szczęśliwie zakończyło wesołym oberkiem choć kosztowało niemało. Nie żałuję tego jednak ani trochę - wiem bowiem jak to jest być mężem. Spróbowałem - chujowina, więc wyszedłem z tego dilu w zaskakująco dobrym stanie. Gorzej jakbym dziecko zrobił. Wtedy jest pozamiatane do śmierci a często i po niej. Błogosławione gumy Oczywiście mógłbym wejść w LTR i trzymac kobietę za uzdę. To byłoby technicznie możliwe. Sądze, że jestem dostatecznie cwany i wystarczająco odporny na babskie gierki by sobie z tym poradzić. Tylko po co ? Co miałbym z tego ? Seks ? No, powiedzmy. Z naciskiem na powiedzmy. Ale przecież seks można mieć (i to fajny) - bez pakowania się w zwiazek Reszta to same obciążenia. Bo wspolne mieszkanie - to wydatki. To koniecznośc liczenia się z czyjąć obecnością w domu, tolerowanie zwyczajów, możliwość pokłócenia się o pierdoły (choć ja jestem mało skłonny do wzniecania awantur, ale baba lubi emocje i zawsze jakąś zadymę skręci o byle pierdololo, inaczej się nudzi) Na cholerę mi baba w domu 24/7/365. Obiad sam sobie ugotuję, wyprac wypiorę, sprzątnąć sprzątnę niekiedy lepiej niż niejedna kobieta. Z uwagi na swoją życiową zaradność - jest wysoce możliwym, że kobieta by to "wykorzystała" i uznała - po cholerę mam gotowac obiad, on też potrafi. Po co mam sprzątac - skoro on posprzata. Po co mam prać - on wypierze. To na co mi taka baba ? Żeby mi się znudzona snuła po chałupie jak smród za wojskiem ? No wolne żarty. I dodatkowo - żądania, roszczenia, wymagania "za to że jestem" - tayasne - co jeszcze ? Może pierdnąć w oponkę ? A prawdziwa tragedia byłaby gdybym sobie wziął do LTR kobietę z dziecmi. To dopiero byłby komboz. Wydatki razy trzy natychmiast (największego badylarza na to nie stać, a co dopiero mnie - na dorobku) Dzieci nie moje. Więc jakakolwiek scysja - ona po stronie dzieci stanie - norma. Potem ujadanie się z jej ex-mężem, ktory zauwazywszy, że jego dzieci mieszkają z nowym partnerem jego byłej żony - stałby się moim wrogiem - choć nic złego temu człowiekowi nie uczyniłem. I co by z tego było ? Najdalej po kilku miesiącach - miałbym taki sam status jak jej exmąż. Czyli - straciłaby do mnie szacunek, uznała, że "chcialeś panią to rób na nią", koszty by rosły, zyski już dawno odeszłyby w zapomnienie. Miałbym tylko jedną małą przewagę - łatwiej byłoby mi się z tego wymiksowac niż jej eksmężowi z małzenstwa. Co nie znaczy, że pozbycie się z domu kobiety z dziećmi byłoby sprawą prosta. Po co mnie to ?
×