Jump to content
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Rick

Użytkownik
  • Content Count

    241
  • Donations

    0.00 PLN 
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

309 Świetna

About Rick

  • Rank
    Starszy Szeregowiec

Profile Information

  • Płeć
    Mężczyzna
  • Miejscowość
    Ziemski wymiar C-137

Recent Profile Visitors

948 profile views
  1. Nie wiem jak inni, ale jeżeli o mnie chodzi... "O! Modzie, zamknij temat!" - oprócz słabego bait'a i braku konkretnej treści nic tutaj więcej nie ma, a więc:
  2. Czy ktoś z braci w ogóle poświęcił chwilę na przeczytanie tychże zaleceń WHO? Są ogólnie dostępne na ich stronie nawiasem mówiąc. Nie, żebym był zagorzałym zwolennikiem czy coś, lecz zanim ktoś uwierzy w tekst pisany w mediach, warto samemu się do-edukować troszku bezpośrednio u źródła: https://unesdoc.unesco.org/ark:/48223/pf0000260770 Dlaczego? Gdyż w tych zaleceniach nie ma żadnego słowa na temat edukacji 3 i 4 latków, a co dopiero o "zabawach w lekarza" celem poznania swojego ciała... Podoba mi się za to jeden z ich punktów programu, dla 5-8 latków: Co do samego seksu, co udało mi się tam znaleźć, odnośnie edukacji nt. genitaliów dla najmłodszej (5-8 lat) grupy wiekowej to: W dodatku w innym punkcie można przeczytać: Powtarzam oczywiście jeszcze raz - nie jestem zwolennikiem wychowywania dziecko przez państwo, zamiast przez rodziców. Dodatkowo, wspomniane zalecenia WHO oczywiście wchodzą srogo w "oko saurona" wszystkich "tęczowych", którzy przecież tak bardzo są niesprawiedliwie traktowani w poprawnej politycznie europie. Sporo zapisów tam zawartych budzi moje zastrzeżenia - gdyż popierają one wątpliwość co do własnej płci i poszukiwanie "tej prawdziwej" dla przykładu. Więc zgadzam się, że jest to "lewackie pie*dolenie" poniekąd. Są też jednak w tym programie zapisy, które osobiście obowiązkowo bym dołączył do programu nauczania w szkole, jak choćby wspomniany przeze mnie powyżej... Druga sprawa - te całe "LBGT+QWERTYUIOP{}ASDFGHJKL:"|" karta. To odróżnia homoseksualistów od zwykłych peda*ów: - homoseksualistami nazywam tych, którzy "żyją i dają żyć (i rzyć) innym" i nie domagają się z tego tytułu lepszego traktowania - peda*ami natomiast określam ludzi, który robią z tego sposób na życie i głośno krzyczą o swoje prawa, jakby ich ku*wa mieli za mało (czyli tyle ile wszyscy mają) Tak więc pomysł z kartą "LBGT+QWERTYUIOP{}ASDFGHJKL:"|" to z mojego punktu widzenia - że tak określę prostacko - zwykłe p*dalstwo...
  3. Nigdy, ale to nigdy w swoim życiu nie trafiłem jeszcze na normalną i kompetentną kobietę na stanowisku decyzyjnym - zarówno żyjąc w Polsce, jak i obecnie w Wielkiej Brytanii. Jedna różnica moim zdaniem - naszym rodaczkom znacznie bardziej odpie*dala władza w UK, proporcjonalnie do kursu wymiany GBP/PLN.
  4. Osobiście wolę wyrzuty sumienia, zresztą - jakie wyrzuty sumienia? Skoro typ na własne życzenie się wpycha w takie bagno, to przecież nie będę na siłę dorosłemu chłopu mówił, co ma w swoim życiu robić, zwłaszcza jak wysoce prawdopodobne jest, że uzna to za atak na swoją osobę, a nie próbę pomocy ze strony autora. W tym przypadku na 99% zostanie to odebrane na opak, niż autor miał na myśli, a jeszcze i do Myszki to dojdzie, co o niej naopowiadał "zły jej kumpel" i będzie niezła "moda na sukces". Myszka na 100% zaprzeczy informacjom, jeszcze nasra troszkę w "papiery" autora w odwecie. Lepiej krótko: "Goościu wszystko git, powodzenia na nowej drodze życia" Żeby gościowi pomóc i go oświecić w tych sprawach, przede wszystkim on sam musi tego chcieć - widocznie jeszcze nie doznał tego "oświecenia", albo za mało się sparzył... Nie każdemu da się pomóc, nawet na siłę próbując... "Lajf is brutal, ful of zasadzkas, end somtajms kopas w dupas"
  5. Dobra, doczytałem dokładnie - honor tutaj zwracam. Fakt, że nigdy się bracie nie spotkałeś z takim traktowaniem, nie wyklucza automatycznie, że takie traktowanie nie ma tam miejsca. Ja niestety spotkałem się z takim traktowaniem, co pomogło mi wyciągnąć wnioski na temat podejścia Angoli do przyjezdnych, jakich firm unikać, na co zwracać szczególną uwagę podczas szukania zatrudnienia. Zasięgnąłem porady w związku zawodowym, poznałem dokładnie swoje prawa... Teraz za taki numer wiem dokładnie gdzie się udać i co zrobić w razie konieczności. Za "złe traktowanie" w UK łatwo można podać do sądu o mobbing, brytyjskie związki zawodowe mają większą siłę przebicia. Stąd ten tzw. "szacunek".
  6. Nie do końca jestem w stanie się z tą wypowiedzą zgodzić bracie. Oczywiście sama idea tej teorii jest piękna, ale w praktyce z mojego punktu widzenia wygląda to mniej więcej tak: Konsekwencją ustalania płacy minimalnej jest "dumping" stawek na tych lepiej płatnych stanowiskach, a na tych najmniej płatnych coś takiego jak płacowa konkurencja - w zasadzie nie istnieje. Wszędzie to samo "g*wno"... Za tą samą stawkę... Ceny produktów/usług również rosną, gdy rośnie płaca minimalna. Pozornie pracownicy o niskich kwalifikacjach dostają "więcej", bo minimalna rośnie, jednak w praktyce płacą również więcej, bo ceny nieznacznie rosną w tym samym czasie, więc w najlepszym przypadku wychodzą na zero, a najgorszym - pieniądz traci swoją siłę nabywczą, więc wydają troszeczkę więcej niż w zeszłym roku, a oszczędności pozostaje w skarbonce minimalnie mniej, pomimo wzrostu wynagrodzenia. Dla odmiany Ci lepiej opłacani są na gorszej pozycji od samego początku, gdyż najczęściej żadnej podwyżki w tym samym czasie nie dostają, co Ci na "minimalnej", a ceny, więc i wydatki miesięczne - rosną... Po co pracodawcy mają podwyższać, skoro już w tym momencie płacą więcej, niż ustawowo jest nakazane płacić? Co jest jednak najgorsze? Pracownicy na tych pozornie "najmniej płatnych" stanowiskach często mają więcej obowiązków, niż Ci na tych "lepiej płatnych", oczywiście za minimalną. Secundo - pracownicy na "minimalnej" często są traktowani w miejscu pracy na równi z gównem leżącym sobie majestatycznie na trawniczku przed firmą. Pracuje - bo musi ktoś tą ch*jową robotęprzecież za g*wniane pieniądze odwalić, ale skoro są i pracują - to znaczy że albo głupi, albo desperaci, albo obie opcje - więc z reguły są tak traktowani właśnie jak g*wno, aby przypadkiem nie zapomnieli, gdzie ich miejsce w szeregu jest i jak bardzo g*wno są warci na rynku pracy. Ot - taka etyka biznesu, nie tylko w Polsce zresztą.
  7. Jeszcze żyjąc w Polsce 5 lat temu często zadawałem to pytanie, zwłaszcza w miejscach pracy. Kiedy sam próbowałem podjąć inicjatywę, jakoś ludzi zjednoczyć w walce o lepsze warunki w miejscu pracy - spotykałem się ze zdziwieniem, często pogardą, a nawet niejeden szedł i donosił, że ja "dysydent" jestem. Często słyszałem: "młody jesteś i Ci się w dupie poprzewracało, porobisz trochę, pożyjesz, to się przyzwyczaisz i spokorniejesz". Problemem jest podejście samych ludzi, gdyż: - dla jednych jest "chu*owo, ale wciąż stabilnie" - mało kto widzi wspólny interes, większość dba jedynie o swój własny - większość panicznie się boi przeciwstawienia władzy/systemowi - "somsiad nie może mieć lepiej ode mnie" Myślę, że to dłuższa dyskusja jest na osobny temat jest...
  8. @Perun82 i błędne koło się zamyka, a głupcy się cieszą... Jednak im głupszy elektorat, tym łatwiej go kupić, więc dla "władzy" to sytuacja "win-win".
  9. @Perun82 jeżeli za socjal da się wyżyć jak z pensji, to ile warta jest praca ludzi na pensji minimalnej? Tyle co siedzenie przed TV cały dzień? Wielkie nic?
  10. Bo socjalny rząd to najlepszy "przyjaciel" obywatela, jednakże... Ktoś za to płaci, a tak konkretnie - wszyscy, nawet Ci którzy te "socjale" otrzymują, odprowadzają z tego podatek w formie VAT choćby... Pamiętać trzeba, że rząd swoich pieniędzy nie ma.
  11. Witam bracia Pomimo, że ostatnio więcej tutaj czytam niż piszę, podzielę się z wami swoim punktem widzenia na temat płacy minimalnej, a jako przykład czemu uważam, że to nie działa - posłuży mój niedawny jeszcze etat w pewnej firmie w UK. Zatrudniłem się przez agencję pracy do firmy zajmującej się produkcją lamp wszelkiej maści do samochodów i sprzętu budowlanego. Po niedługim czasie przenieśli mnie na jeden z najbardziej skomplikowanych działów, gdzie od zera do samego końca lampy składałem ręcznie, a wartość jednej gotowej sztuki wynosiła minimum 450 GBP, zależnie od modelu. Sztuk tygodniowo z działu wychodziło ok. 30-40. Sporo błędów możliwych do popełnienia na etapie montażu, testowania, czyszczenia, klejenia, itp. Oczywiście, żeby nie brzmiało to zbyt pięknie i profesjonalnie - pracowałem na minimalnej krajowej, durnie wierząc, że firma po okresie próbnym przez agencję, da mi sporą podwyżkę już na kontrakcie zakładowym. Wiadomo - każdy dba o swój interes i musi potencjalnego kontraktowego sprawdzić, a zatrudnienie przez agencję to najlepszy na to sposób. Otóż niestety moje oczekiwania były złudne... Firma uznała, że podwyżki przecież dawać nie musi - płacą mi w końcu wymaganą przez prawo kwotę. Na dodatek, żebym podstaw nie miał do podwyżki na swoim stanowisku - ponownie otrzymałem okres próbny już na kontrakcie, ale mniejsza już o to. Co mnie najbardziej zirytowało w tym wszystkim to fakt, że firma postawiła mnie - osobę odpowiedzialną za cały łańcuch produkcji lamp, do firm typu Lotus, McLaren - na równi z osobami, które ledwo swoimi rękami potrafią poprawnie kable do złączek wsunąć. Posiadam różne certyfikaty, do tego mam już sporo doświadczenia jeżeli chodzi o produkcję, a jestem stawiany na równi z jakimś lewarem, co nie umie nawet wkrętarki poprawnie w ręce utrzymać, czy odczytać poprawnie rysunek techniczny wykonywanego produktu. To jest według mnie główny problem pensji minimalnej - często osoby wykonujące swoją pracę znacznie lepiej i wydajniej od innych, posiadające lepsze kwalifikacje od współpracowników - otrzymują minimalne wynagrodzenie, niczym osoby bez doświadczenia (świeże na rynku pracy), bez odpowiedniego wyszkolenia/wykształcenia, czy nawet chęci do pracy. Jest to wybitnie frustrujące. W zasadzie rozwiązanie istnieje - zmienić pracę na lepiej płatną. Nie zawsze jest to jednak takie łatwe, kiedy sporo firm w rejonie wychodzi z podobnego założenia, albo dajmy na to nieoficjalnie jest w rejonie układ, żeby firmy sobie wzajemnie konkurencji nie robiły (tak, są takie zmowy firm, choć głośno nikt o tym nie mówi). Konsekwencją tego jest sytuacja, gdzie między firmami w danym rejonie nie ma konkurencji, pensje te same (minimalne), więc ludzie z braku wyboru często się takiej pracy chwytają, żeby móc opłacić choćby te minimalne, podstawowe potrzeby życiowe. Drugi problem - minimalna idzie w górę, więc równocześnie wymagania firm - również idą w górę. Sporo pracodawców dochodzi do wniosku, że skoro minimalna płaca rośnie to znaczy, że wymagania wobec pracowników również muszą rosnąć, pomijając oczywisty fakt, że proporcjonalnie do minimalnej, ceny też idą w górę i rachunki za media etc. Dochodzi dzięki temu do sytuacji, gdzie szeregowy pracownik na proste stanowisko musi posiadać magistra, aby jego kandydatura mogła zostać w ogóle wstępnie rozpatrzona, bez względu na wynik końcowy. Oczywiście na tym stanowisku dyplom tej osoby może pełnić co najwyżej funkcję papieru toaletowego, ale ważny jest sam fakt posiadania. Tak więc gdy byłem na interview we wspomnianej wyżej firmie, byłem maglowany na wszystkie strony: - jakie ma pan certyfikaty - jaki poziom języka angielskiego - proszę opowiedzieć o doświadczeniu zawodowym - jest pan informatykiem, proszę opowiedzieć - co by pan zrobił gdyby... Hasła, że "potrzebujemy sprytnych i wydajnych pracowników, lojalnych wobec firmy" bla bla bla... Za minimalną pensję mogę być po prostu pracownikiem, mając absolutnie minimalny stosunek do wykonywanej przeze mnie pracy i nic ponadto. Nie zrozumcie mnie źle - szanuje pieniądz i znam jego wartość. Dochodzę jednak do wniosku, że w moim wieku (30 w lipcu będzie), mając plik różnych certyfikatów, doświadczenie i płynny język lokalny i tak dalej - oferta minimalnej pensji, niczym dla 20-latka, to jak strzał w ryja z hasłem zaraz po ciosie: "Fajnie że to wszystko masz i nam oferujesz, ale dla nas gówno to znaczy i gówno Ci za to zapłacimy".
  12. Uszczęśliwił mnie dzisiaj chaos w moim byłym już miejscu pracy, powstały na skutek mojej rezygnacji z piastowanego stanowiska. Chaos powstał w wyniku faktu, że byłem jedyną w pełni przeszkoloną osobą do wykonywania mojej pracy szybko i wydajnie - żadna inna osoba w firmie nie ma nawet podstawowego przeszkolenia, z wyjątkiem główmegp inżyniera, który to jednak ma milion innych zajęć i musi nadzorować 3 działy jednocześnie, jest od wszystkiego w firmie (a więc jest do wszystkiego - a jak coś jest do wszystkiego...). Moja "rezygnacja" polegała na wyjściu z firmy ze swoimi rzeczami zaraz na początku dniówki, a podobno wyraz twarzy menadżera i jego reakcja na "dobrą nowinę" były bezcenne. Jaka szkoda, że "przypadkiem" nie podałem firmie mojego aktualnego numeru telefonu, na wypadek gdyby chcieli się skontaktować i zapytać o przyczynę mojej decyzji... Zresztą na ch*j im wyjaśniać, skoro były 4 rozmowy na temat podwyżki, słyszałem o wielu "możliwościach", dwa razy grzecznie uprzedziłem, że przy minimalnej krajowej odejdę do pierwszej firmy, gdzie dostanę jakąkolwiek wyższą stawkę, gdyż obecna w ogóle nie jest konkurencyjna, a ja nie przychodzę dla samej przyjemności spędzania w firmie czasu. Nie wzięli mnie na poważnie, a tu proszę - niespodzianka. Szkolenie teraz dwóch nowych pracowników będzie ciuli kosztować znacznie więcej, niż podwyżka, której żądałem przez parę miesięcy, a Ci skutecznie mi odmawiali zasłaniając się pustymi argumentami...
  13. Tak, gdyż przecież trzeba ukarać ją za to, że zapytała Cię czy może iść ze znajomym na studniówkę, a Ty się przypadkiem zgodziłeś, więc ona z tym gościem pójdzie... . .. ... Najlepsze z Twojej strony co teraz możesz zrobić - pisząc całkiem serio - to życie dalej tak, jakby nic się szczególnego nie wydarzyło, gdyż nic szczególnego się nie wydarzyło. Pozdrawiam
  14. Źródło: https://auto.dziennik.pl/aktualnosci/artykuly/585310,bartoszyce-mechanik-urzad-skarbowy-sad-zarowka-10-zlotych.html @Tomko wygląda na to, że odpuściła. @DOHC kolega z pracy, którego zabieram swoim autem w obie strony uznał, że jest zbyt biedny żeby jakiekolwiek koszty ponosić, bo na zasiłkach, dodatkach, a tu dziecko w drodze... Oczywiście codziennie szluga w pysku miał, a w ręku energy drinka, którego wypijał jeszcze przed wejściem do auta. Wku..wiłem się i w końcu powiedziałem krótko - za następny tydzień zrzucasz się do paliwa, albo idziesz pieszo. Masz na fajki i energola dzień w dzień, ale na wachę już pieniążków nie ma? Taki wał. I co? Grzecznie teraz płaci, a kwota zrzutki nie jest duża, bo nie chodzi mi tu o tankowanie w pełni za cudze, a o sam udział częściowy w kosztach paliwa - nic więcej.
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.