Skocz do zawartości
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Messer

Starszy Użytkownik
  • Zawartość

    299
  • Donations

    0,00 zł 
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    1

Ostatnia wygrana Messer w Rankingu w dniu 24 Styczeń

Messer posiadał najczęściej polubioną zawartość!

Reputacja

404 Świetna

1 obserwujący

O Messer

  • Tytuł
    Starszy Szeregowiec

Profile Information

  • Płeć
    Mężczyzna

Ostatnie wizyty

861 wyświetleń profilu
  1. Dziewictwo

    @Rnext Być może masz rację, też nad tą opcją myślałem bo to jest chleb powszedni na tym forum. Jednak napisałem ten komentarz, bo może i faktycznie coś on zmieni w jej życiu - jeżeli ta historia jest prawdą - a jeżeli to są zwykłe żarty to i tak wiele nie tracę, a może to dać do myślenia innym, natomiast mi napisanie tego zajęło z 5 minut? Wiele nie tracę. Swoją drogą, czy to są żarty czy nie, i tak tu wiele osób pisze z dobroci serca, natomiast to co napisałem ja, jest moją piętą Achillesową - nadal mam w sobie tą wiarę, że ludzie nie są aż tacy głupi i faktycznie coś zmienią w swoim życiu, żeby nie żyć w takim chlewie. Czy moje nadzieje są płonne czy nie, i tak wiele nie tracę.
  2. Dziewictwo

    Przepraszam, że nie przeczytałem wszystkich postów w tej rozmowie, ale czas nie pozwala. Wiem, że autorka (kłaniam się i całuję w rączkę) szuka związku i nowego życia. Jednak to nie jest możliwe ze względu na to, co zrobiła przeszłość z Sary podświadomością. Wiadomo, że pani trudniąca się pewnymi usługami musi sobie jakoś to wytłumaczyć to co robi - wszelkimi możliwymi sposobami, chociażby były całkowicie nieprawdziwe i nielogiczne. Dlatego, kiedy ego kłamie, tworzy się podświadome poczucie winy, które narasta z każdym kłamstwem i każdym stosunkiem, który został wymuszony - a poczucie winy to nienawiść. Tworzy to podświadomy strach wymieszany ze złością i nienawiścią, który jest skierowany i często projektowany na mężczyzn, więc może pojawić się np. skojarzenie, że mężczyźni traktują kobiety jako całkiem fajny worek na spermę i tylko do tego ich potrzebują - są bezmózgimi zwierzętami gnanymi tylko fiutem. Jestem więcej niż przekonany, że @Sara podświadomie nienawidzi mężczyzn i również podświadomie pragnęłaby ich zniszczyć wszelkim kosztem, za to co jej zrobili z jej życiem i ciałem - chociaż świadomie może zaprzeczyć. Dlatego z takimi wzorcami nie ma najmniejszych, powtarzam najmniejszych, szans na zbudowanie jakiegokolwiek zdrowego i normalnego związku. Nie z czymś takim zepchniętym w nieświadomość. Droga Saro, możesz znaleźć faceta, przy którym będziesz miała rój motylków w brzuchu, jednak pamiętaj że jeżeli nie uleczysz przeszłości to te motylki mogą zamienić się w najgorszym przypadku w sprężynowca pod żebrami - z podświadomością nie ma żartów, nie po tym co przeszłaś i to co podświadomie "myślisz". Jeżeli nie zintegrujesz nieświadomości i nie wyciągniesz tej nienawiści na światło dziennie to... będzie po prostu kiepsko. Twoje szanse na zbudowanie związku takiego jak chcesz świadomie z Twoimi uczuciami wahają się w okolicach zera procent. Nie straszę, nie grożę, ale raczej mówię jak to wygląda.
  3. No jasne, że emocji - sam to przyznałem. Nie mogę się powstrzymać przed czymś takim, bo wiem ile dezinformacja może siać tragedii w ludzkim życiu, których sam zaznałem. Nawet teraz nie mówię o medycynie - sam jesteś na forum, żeby się nauczyć i dowiedzieć czegoś nowego co wchodzi często na pole psychologii. Dyplom, czyli kawałek papieru czyni Cię lepszym? No nie, sorry - to co czyni kogoś "lepszym" jest skuteczność z jaką działa, w moim skromnym mniemaniu. Szanuję tych, którzy robią to z powołania, a nie z chęci nadmuchania ego żeby stać się doktorem, albo osiągnięcia lepszej pozycji społecznej, dzięki czemu można patrzeć na robactwo "na niższych szczeblach" z góry, czy chęci łatwego i wygodnego życia. Szanuje każdego człowieka z racji urodzenia, i moja definicja sięga zrozumienia, ponieważ staram się zrozumieć, a nie pogardzać - jednak czuję nadal lekkie odrzucenie, gdy widzę tylko chęć zysku i bycia lepszym od innych - do motywacji typowo zwierzęcymi cechami (przetrwać wszelkim kosztem, rozmnożyć się z najlepszym partnerem) czuję lekką niechęć. Nie wiem jakie są Twoje pobudki, dlatego staram się to pisać z możliwą dla siebie rezerwą. Życzę Ci jak najlepiej, bo nie potrzebujemy kolejnych "wykształconych" z dyplomem, ale osób które naprawdę działają "z serca" i wiedzą jak pomóc i chcą to robić. Ja trafiałem na lekarzy, którzy traktowali mnie jak kawałek gówna - w dodatku chorego - który ma tylko zostawić hajs i spadać. Żaden lekarz na moją chorobę nie zlecił mi ŻADNYCH badań, nie zapytali się o nietolerancje pokarmowe, nic. Skasowali hajs, wypisali receptę, powiedzieli że mam się nie stresować i zdrowo odżywiać i ich oczy kazały mi wypierdalać. Pozwól, że zobrazuję "lepszość". Na YT prowadzi kanał pewien pan, zwie się PodMikroskopem. Kiedyś miał scysję z profesorem Tombakiem - swego rodzaju drama. Jednak Pan Tombak zrównał tego "lekarza" z ziemią, całkiem prostymi pytaniami, na które ten drugi nie był w stanie odpowiedzieć, albo poniżony po prostu nie chciał. Pierwszy post: https://pl-pl.facebook.com/tombakfanclub/photos/a.845897228801587.1073741831.838920319499278/1434635263261111/?type=3 Drugi post: https://pl-pl.facebook.com/tombakfanclub/photos/a.845897228801587.1073741831.838920319499278/1438482412876396/?type=3 To jest dla mnie prawdziwy lekarz, a nie osoba "wykształcona" która ma papierek. Pan Tombak pomógł tysiącom ludzi wrócić do żywych, natomiast ten patolog zgubił się w podstawach. Czy z tego co napisałem wcześniej i co widzę tutaj, zaczynasz rozumieć mój punkt widzenia? Mam nadzieję, że tak bo nie atakuję Ciebie osobiście, a system nastawiony na zysk wszelkim kosztem. Co najciekawsze, z tego co wiem, medycyna oficjalna podchodzi do rzeczy typu oczyszczanie organizmu z krzyżem i wodą święconą. Ewidentnie produkuje się tego zbyt mało, a z pożywienia tego dostarczamy również zbyt mało. Przykład: jest taki hormon - osteokalcyna - odpowiada za zbieranie wapnia z organizmu (tkanki, krew, arterie) i transportowanie go do kości. Gdy K2 jest zbyt mało ten hormon zaczyna "wariować" przez co zaczyna działać na opak - bierze wapń z z kości i transportuje go do tkanek i krwi. Wynika z tego (i z zębów społeczeństwa), że jednak produkcja jest zbyt mała i trzeba ją wspomóc. Problem w tym, że z diety nie ma za bardzo co tego wspomagać... Aha, i tej diagnozy nikt by mi nie wystawił. Nie wiem do jakiego eskulapa musiałbym się udać, żeby się zajął mną na poważnie. Może do specjalisty od medycyny chińskiej. Mało jest lekarzy z pasją, którzy by mi pomogli, większość chce tylko dobrze zarabiać i wygodnie żyć. Naturalnie, bycie tubylcem nie powoduje zdrowych zębów, tylko zwiększa takowe prawdopodobieństwo. Taką mają pracę. Jednak ilości witamin, które należy przyjmować są nadal śmiesznie małe wg. RDA. Nie jestem w stanie tyle czytać o medycynie, moja doba musiałaby mieć 72h i musiałbym uczyć się 3ciego zawodu. Jednak ciekawa jest ta rozbieżność pomiędzy tym co jest sugerowane a tym, dzięki czemu się widzi efekty. Nigdzie nie zanegowałem medycyny całkowicie, przeciwnie - opowiedziałem się za nią, ale w konkretnych przypadkach. Tutaj już manipulujesz albo o czymś zapomniałeś. To, że średnia długość życia wzrasta jest oczywiste, a teraz porównaj jakość życia tych ludzi. Nie znam osób (dosłownie) w wieku 75+ które nie łykają jakichś tabletek na różne schorzenia. Wiadomo - stary organizm nie jest tak sprawny jak młody, ale nie o to mi chodzi. Gdzieś ktoś to fajnie opisał: lekarz - le - karz - każe jeść leki, znachor - zna chor - zna choroby. Nie wiem czy ma to źródło w etymologii, ale fajnie i intuicyjnie odzwierciedla metodykę działania. Medycyna działa - owszem. Ale strasznym kosztem. Jedna tabletka krok progresywnie zwiększa prawdopodobieństwo wystąpienia kolejnych chorób. A długość życia nie wzrasta tylko i wyłącznie dzięki poczynaniom korporacji farmaceutycznych. Z tym się akurat zgodzę, ale mam jedno "ale" - jak zawsze. Problem w tym, że pacjent często kompletnie nie jest świadomy, że istnieje literatura medyczna, która jest zrozumiała i prosta. Ludzie nie wiedzą nawet, że choroby, na które cierpią można leczyć w sposób skuteczny bez bycia wiecznym klientem. Problem w tym, że leczenie wymaga poświęcenie i cierpliwości, a ludzie chcą szybko i bezwysiłkowo - tutaj się z Tobą zgadzam w 100%. Ignorancja i wygodnictwo robi swoje. Ciężko mi być po jakiejś stronie barykady - z jednej strony uzależnienie od lekarstw, a z drugiej kompletna ignoracja. Jednak prawdą jest, że człowieka śpiącego może obudzić tylko wstrząs. Z drugiej strony to jest ciekawe co piszesz o oświecaniu pacjentów - ludzie, którzy to robią i dają prawdziwą wiedzę są często wyzywani i niszczeni. Czy to oświecanie pacjentów nie polega głównie na sugerowaniu unikaniu słońca w godzinach 11-13, smarowaniu się kremem z filtrem, szczepieniach i dla równowagi prostych rzeczach typu ruszanie się, sport czy podstawy dietetyki dla przedszkolaków.. Sorry, ale biznes tak nie działa. Nie zabija się kury znoszącej złote jajka, a nie zapominaj że o to głównie chodzi bo na tym opiera się natura ludzka - na wyzysku, władzy, dominacji. Nie przekonasz mnie, że jest inaczej, nie masz szans, bo przetrwanie u zwierząt (czyli u ludzi włącznie) rządzi się własnymi prawami. A w dzisiejszych czasach pieniądze to synonim przetrwania. Nie ważne czy to jest papież czy bezdomny - uczucia i emocje zwierzęcia kryją się tuż pod powierzchnią świadomości. Gdyby było inaczej, nie atakowałbyś mnie, a ja Ciebie, bo gdyby miało tak być, to musielibyśmy być aniołami z tylko prawą półkulą mózgową. Dalej masz mnie za swojego wroga, którego koniecznie trzeba poniżyć i zniszczyć, serio. Lekarzu, ulecz swoje emocje. Nikt na tej planecie nie jest moim wrogiem, jedynie nauczycielem w którą stronę należy zmierzać - i coraz dogłębniej to odczuwam. To nie są stereotypy, umowy lekarzy na sprzedaż określonych leków to jest zjawisko, które się robi coraz bardziej znane. Sponsorowane wycieczki od koncernów za sprzedaż określonych ilości leków, to już się robi coraz bardziej popularne. To nie jest już owiane nimbem tajemnicy, a pojawia się na ustach ludzi coraz częściej. I dziwisz się, że ludzie nie chcą ufać medykom?
  4. Dla mnie różnica między płatnymi zabójcami a lekarzami jest taka, że zabójcy wiedzą dogłębnie co robią na tym podświadomym poziomie, a lekarze myślą, że robią dobrą robotę i ratują ludzi, którzy są kompletnie niedożywieni, lekami, które tłumią zamiast leczyć. Lekarze nawet nie wiedzą o tym, że nie wiedzą.. U góry przykład lekarza, którego na studiach nie nauczono (bo po co?) że K1 a K2 to są dwa różne związki chemiczne, które odpowiadają za inne procesy w organizmie.. A gdy lekarz zaczyna się kształcić w zakresie prawdziwej medycyny i leczenia chorób, to się go piętnuje i wyklina ze społeczności - bo lekarz to ma być handlarz, który ma za zadanie sprzedać jak najwięcej tabletek, które niewolą człowieka do końca swych dni. Nie myśl, że ja temu przyklaskuję z entuzjazmem. Z mojej rodziny mam parę osób, które są dożywotnimi płatnikami dla korpo, tłumiąc choroby, których się można pozbyć po odżywieniu i oczyszczeniu organizmu - czyli dwa miesiące powinny dać radę. I chciałem z nimi pogadać, dać im nawet książki - i to wszystko jak grochem o ścianę, nawet słuchać nie chcą, "bo się naczytałem głupot". No i co ja mam zrobić w takiej sytuacji? Chciałbym kiedyś wejść z moją mamą do lekarza i spytać się pani doktor: kiedy te leki na nadciśnienie zadziałają bo już z 10 lat coś nic nie wyleczyły, żeby mama mogła je już odstawić i żyć normalnie, bez nich? Ale co to da, wyjdę tylko na idiotę, który się nie zna na chorobach i nie wiem jak to działa. Wkurwia mnie to niemożebnie, ale wiem że chuja mogę - pragnie mózgów jest zbyt silne. Przecież medycyna jeszcze z 10? 20? lat temu uznawała, że dieta nie ma żadnego wpływu na zdrowie.. No i co ja mogę? Trzecia strona (ci co zarabiają) manipuluje obiema (tradycyjna medycyna i alternatywna) tworząc za pomocą prania mózgów i dezinformacji podział, który daje im wiecznych klientów. No i co ja kurwa mogę, skoro wszyscy nie wiedzą, że żyją w hipnozie i nie widzą, że są manipulowani ani nie przez stronę prawą czy lewą, ale tą która trzyma się na uboczu i się śmieje do rozpuku z walczących ze sobą niewolników? Nic nie mogę, a ci którzy to widzą i o tym mówią są obrzucani gównem.
  5. Na wstępie - czemu tak emocjonalnie zareagowałeś? Nie jestem Twoim wrogiem, walczymy o to samo - o zdrowie. Jestem badaczem-amatorem, który testuje na sobie. I tak to zrobiłem, że prawdopodobnie nie będę miał problemów z dentystą do końca swoich dni. W swoim wywodzie zapomniałeś o najważniejszym podziale - pomiędzy wit. K1 i K2. K1 występuje w produktach roślinnych - i to opisałeś Ty. Natomiast braki, które ma jakieś 99% populacji odnoszą się od witaminy K2, która uratowała mi zęby. Także deficyt w praktyce lekarskiej zdarza się rzadko, ale witaminy K1, natomiast niedobór witaminy K2 jest tak powszechny, że powinna zostać ogłoszona narodowa epidemia. Dla potrzeby tematu opiszę pokrótce historię swoich pożal się Boże zębów - od zawsze cudownie proste, coś ala amerykański uśmiech. Po pewnym czasie wypełza na nie obrzydliwa żółć, zlewająca się z zielenią. Szorowałem, płukałem, używałem past po 30zł za tubkę, poszedłem na skaling.. i co? I nic, kolor wracał po dosłownie 3 dniach. Załamany, zacząłem szukać wiedzy bo wiedziałem, że żaden lekarz mi nie pomoże w potrzebie, i stało się to już po raz drugi w moim życiu (za pierwszym razem dostałem rady: zdrowo się odżywiać, nie stresować się i dużo spać, dodatkowo receptę z antybiotykami i wypraszające spojrzenie z gabinetu) - poszukiwania się rozpoczęły, i szybko zakończyły - resztę już znasz. 2 dni i po problemie, który się ciągnął miesiącami - jestem żywym przykładem, że w swoim wywodzie zapomniałeś, że K2 jest czymś innym niż to co opisałeś - K1. Tutaj masz badanie naukowe sugerujące, że K2 aktywuje regulację białek, których zadaniem jest umieszczenie wapnia tam gdzie jest on potrzebny, natomiast K1 odpowiada za coś innego. Masz, doczytaj sobie. https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/14654717 Ta przyczyna jest bardzo prosta, wg. Westona Prince'a problem leży w braku witamin, głównie tych - A, D, K. I jeszcze paru innych składników. Na zębach się bardzo skupiłem w swoim życiu i wszystkie drogi prowadzą do jednej rzeczy - jedzenia. Zęby u dzieci potrafią rosnąć nawet krzywe z tego powodu, że brakuje witaminy K2. Co ciekawe, ludy tubylcze, które nie mają przetworzonego żarcia i odżywiają się pełnowartościowo mają odstek zdrowych zębów blisko 99% w plemieniu - żadnych ubytków. A ile osób w kraju ma jakieś ubytki? Coś ponad 90%? Dentyści zbijają cudowne pieniądze na ludzkiej niewiedzy. Nie wiem kto w tym Towarzystwie siedzi, ale oni chyba nie wiedzą co się za bardzo dzieje na PubMedzie. Dalej mi się nie chce komentować, nie po tym co wiem. Nie po tym czego doświadczyłem. @Król Jarosław I Sorry, że Cię oznaczam, ale jak przeczytałem Twój post, parę linijek wyżej i tam wylałeś swój gniew na lekarzy - zrozumiała sprawa. Ale jak doczytasz to, o czym my tu piszemy to zrozumiesz - lekarze są tak kształceni, aby tworzyć wiecznych klientów siejąc dezinformację. Klient nie ma prawa mieć wiedzy, a gdy zaczyna ją zdobywać to trzeba go nią straszyć, że będzie miał ogromne problemy ze zdrowiem. Tutaj idealnie pasuje cytat: Wybacz im, bo nie wiedzą co czynią. Naturalnie, nie wpadam w skrajność bo sam ostatnio byłem szyty na SOR. Gdybym miał kolejne rozcięcie to przecież do czegoś takiego nie przyłożę wywaru z rumianku, tylko chce konkretne szwy. Nie wiedziałem, która wersja jest poprawna, wyglądało mi to podejrzanie. I chcę Cię tutaj przeprosić - nie chciałem wywołać w Tobie tak ogromnej reakcji emocjonalnej, chyba Ci popsułem wieczór - przepraszam. Samego mnie poniosło, bo jestem żywym dowodem na słuszność tez opisanych przez ludzi, które "może napisać każdy nie biorąc za nie odpowiedzialności" - prawdopodobnie ci ludzie uratowali mi zęby a w drugiej kolejności ciało. I może Cię to zdziwi, ale pod takimi artykułami są często linki do badań naukowych, często kierujące na PubMed, które zostały po prostu przetłumaczone na j. polski i ta wiedza została udostępniona szerszemu gronu odbiorców, którzy nie czytują PubMedu.. Te "oszołomy" mnie uratowały z paru chorób, na które oficjalna medycyna wali antybiotyki. Jak mam ufać po tym co przeszedłem lekarzom i przyklaskiwać temu, co oni robią z ludźmi, skoro wystarczy czasem parę banalnie prostych rzeczy, co? Właśnie dlatego nie mogłem się powstrzymać, żeby Ci nie odpisać, bo Twoje studia to wymieszanie prawdy z kłamstwem, które ciężko odróżnić. Żadnego zbijania kapitału tutaj nie potrzebuję, za aż zbyt dużo mam w życiu realnym. Nie gram profesjonalisty, przestań na mnie projektować jakąś wypartą rzecz, przeczytałem ~ 20 książek o samodzielnym leczeniu i parę setek artykułów, a zdarza się że zapominam definicji witaminy. Wiem co z czym łączyć, czego unikać, co robić a czego nie robić - coś w rodzaju lekko zaawansowanego amatora. Więc tak, brakuje mi trochę wiedzy, jednak czuję się na siłach aby wdać się w polemikę z osobą, która ma inne zdanie w tym temacie, bo jednak coś tam wiem. I nie chodzi mi o wygranie walki z Tobą, bo wiem że celem każdej kłótni jest podświadome zniszczenie oponenta, więc do konsensusu żadnym sposobem nie dojdziemy. Ja mam swoje książki, doświadczenia, autorów i logikę a Ty masz swoje studia ze swoimi Towarzystwami, którzy zjedli zęby na czymś, przez co ja odzyskałem swoje zęby używając sposobów, przez które powinienem już nie mieć nerek, stosując się do rad zgoła odmiennych niż propagowanych przez nich. Nie chcę żadnych scysji, bo nawet gdybyśmy doszli do porozumienia, byłoby to porozumienie pozorne - nadal podświadomie chcielibyśmy się żreć. Nie chcę już dalej pisać pod tym postem, bo szkoda mi odrobinę czasu. Proszę, nie obrażaj się na mnie czy coś w tym stylu - po prostu jestem uczulony na punkcie zdrowia, bo kiedyś je straciłem na parę lat i absolutnie NIKT ze służby zdrowia mi nie pomógł, a zrobili to osoby określone mianem oszołomów, którzy piszą nie biorąc za to odpowiedzialności, jak to napisałeś. Przeszedłem piekło w życiu z powodu chorób - dosłownie - i chcę uchronić postronne osoby własnym przykładem. Tylko tyle i aż tyle. Życzę Ci powodzenia i sukcesów w Twojej dziedzinie i otwartości na drugą stronę medalu, jaką są oszołomy i to, co oni piszą.
  6. Z tego co wiem, to każde 1000IU odpowiada za około 10 ng/ml - mniej więcej. Kiedy badano ratowników bodajże na Florydzie w lato, to ich poziom witaminy D3 wynosił ponad 150. Czyli spora ilość D3, która nie jednego lekarza przyprawia o zawroty głowy. Czyżby natura i ewolucja nie wiedziała co robi, powodując u owych panów tak wysoki poziom tego hormonu? Swoją drogą, prawdą jest że organizm wyłącza naturalną produkcję D3 (ze Słońca) kiedy już ma "dość". 2000 IU to dobra dawka - ale chyba dla niemowlęcia. Nie wiem czy wiesz, ale witamina D3 nie wchłania się bez obecności wit. K, której w diecie prawie nie ma, ponieważ ona głównie występuje w mleku od krów, które jedzą naturalne pożywienie, oraz jest to w mięsie zwierząt również pasionych naturalnie. Czyli koniec końców, my nie mamy jednej z najważniejszych witamin w diecie, ze względu na rozwój cywilizacji - stąd epidemia próchnicy i problemów z zębami, ponieważ witamina K również odpowiada za transport wapnia do kości i zębów, a jeżeli tej witaminy K nie ma, to jest tak jak odpisałeś - witamina D może zaszkodzić, a sam wapń upychany jest bodajże w tkankach i arteriach, czasem wychodzi na zęby ludziom, przez co one są aż niezdrowo żółte. To był mój przypadek, gdzie czyściłem zęby u dentysty najróżniejszymi sposobami żeby pozbyć się tej żółci, kupowałem drogie pasty.. A potem zacząłem się edukować, wrzuciłem wit. K w ilościach 500% przekraczające normalne, i żółć dosłownie znikła po dwóch dniach. Czary! Szarlataneria! Dlatego zęby się ludziom sypią wręcz nagminnie - chyba mi nie zasugerujesz, że to jest normalne aby próchnica była stanem normalnym? To jest aberracja wynikła z braku głównie witamin. Z tego co wiem, to uczysz się na lekarza - nie powiedziano wam o tym na studiach, że bez witaminy K, witamina D jest faktycznie niebezpieczna? Nikt nie wspomniał o tzw. paradoksie wapnia? Serio? Dla Twojej wiadomości - szprycuję się ponad 10 000 IU D3 dziennie. Chyba serio temat witamin został na studiach medycznych olany, bo jednostka jest napisana w IU a nie w UI - no offence. A potem lekarze się dziwią, że ludzie wolą iść do "szarlatanów" niż do nich.. Nie chcę Cię obrazić ani nic w tym stylu - wierzę, że co to piszesz faktycznie wynika z Twojej wiedzy, którą w swojej niewinności przyjąłeś za pewnik. Dlatego polecam Ci książkę "Kuracja witaminą D3 w wysokich dawkach" - to jest pióra osoby, która przeanalizowała w swoim życiu bodajże ponad 60tys. badań naukowych na temat D3 i z tego spłodziła ową cudowną książeczkę. Polecam zobaczyć medal od drugiej strony, bo dawki rzędu 2000IU są śmieszne małe. Ewentualnie polecam zapoznać się z tym artykułem - http://www.akademiawitalnosci.pl/przedawkowac-witamine-d-jest-trudniej-niz-myslisz/ Piszę to tylko dlatego, że nie chcę abyś zrobił krzywdę ludziom, którzy się zwrócą do Ciebie o pomoc, jak już tym lekarzem zostaniesz. Chociaż pewnie i tak mogę sobie pisać, gdybyś coś takiego polecił ludziom, to pewnie byś stracił ciepłe stanowisko. Nie bez powodu lekarzy coraz częściej nazywa się przedstawicielami handlowym.
  7. Chłopaki za kratkami pokazują, że nie trzeba trzymać michy wyjątkowo mocno, a mięśnie rosną. I oni czasem rosną sporzy, że nie jeden suplemenciarz oblałby się szkarłatem wstydu z tego powodu, gdyby się z nimi zestawił. W ćwiczeniu jest taka zależność, że jeżeli zaczynasz to chociażbyś miał złą technikę, jadł niekoniecznie dobrze to i tak urośniesz i zwiększysz masę i siłę - przynajmniej na początku. Zazwyczaj po 2 miesiącach zaczynają się schody i progres się hamuje, i jest to związane z licznymi błędami, które ćwiczący popełniają. Tutaj do akcji wkraczają różniej maści specjaliści i często ich proszki, na których budujesz 16kg mięsa w miesiąc... Moim zdaniem odnotujesz szybki wzrost z początku, a potem może (czyli nie musi) wystąpić stagnacja, związana głównie z dietą i najczęściej brakiem znajomości własnego ciała, a raczej metod treningowych, które powodują progres w kierunku, który Cię interesuje - bo uwierz mi, to co większość ludzi robi na siłowni to są żarty. Oni marnują czas i pieniądze, i zazwyczaj wyglądają jak wyglądają - często tak samo od wielu miesięcy. Moim zdaniem zbudujesz i zarysujesz coś na początku bez specjalnych wysiłków, ale jak będziesz chciał iść dalej to jednak kalorykę powinno się zwiększać. Z drugiej strony są na świecie tacy zawodnicy, którzy jedzą jeden posiłek dziennie i wyglądają jak wyglądają, także bywa różnie:
  8. Żarty podszyte prawdą lub niekoniecznie 2.0

    @Kespert Jak dla mnie to musi być prowokacja, "ona" tam pisze o tym, że facet ma ogarniać tantrę, żeby nie dochodzić w 5 minut - a to orbituje wokół orgazmu bezejakulacyjnego. Głównym zadaniem zakompleksionej panny jest kontrola swojego bankomatu, więc jak kontrolować faceta, który kontroluje siebie? Szczerze wątpię, żeby to pisała kobieta. Nawet Szef pisał, że kobiety nienawidzą, jak facet kontroluje siebie (szczególnie wytrysk) i nie daje się manipulować, więc ta pani musiałaby być inna niż wszystkie w tym aspekcie. Daję 99%, że to prowokacja. Poza tym, niektóre rzeczy są podciągnięte nawet pod groteskę, także prowo jak dla mnie bardzo udane. Przyznawać się, który z Braci to stworzył? I wrzucam perełkę, którą ostatnio znalazłem. Z tą muzyką i tymi słowami to jest czysty majstersztyk.
  9. Trądzik

    Odrobinę podejdę do tematu z innej strony. Na lekach się nie znam, ale próbowałem na syfy chyba wszystkiego co oferuje ta planeta, wywaliłem na to małą fortunkę. Co pomogło? Co najciekawsze, wystarczyło przestać się masturbować i oglądać gołe panie w Internecie. I nastąpił cud. Jest to zgodne z założeniami Totalnej Biologii, gdzie trądzik traktowany jest jako obrona umysłu przed otoczeniem, jest to problem na styku podświadomości i świadomości, gdzie osoba "chora" nie chce czegoś zaakceptować w sobie - http://psychosomatyka.pl/pryszcze-tradzik-przyczyna/ Próbowałem na trądzik tyle rzeczy, że mógłbym na ten temat napisać książkę, od lat w dietetyce, poprzez oczyszczanie, dziwne toniki i balsamy na twarz.. I wszystko to było jak krew w piach, owszem, wiedza bardzo przydatna, jednak wystarczyło przestać się masturbować i zacząć kultywować i akceptować swoją energię seksualną. Zauważyłem u osób z trądzikiem zbieżne cechy - wycofanie, spory wstyd, podświadome izolowanie się, przeżywanie walk we własnej głowie, słuchanie często przygnębiającej muzyki.. Są to również oznaki niskiej energetyki, bo energetyki taki osobnik pozbywa się najczęściej poprzez masturbację. Naturalnie, masturbacja to nie jedyny powód, dieta pomaga wielu ludziom, jednak osoby np z NoFapu donoszą, że po odstawieniu rączki od małego, pryszcze mają tendencje do znikania. Dalsze wytłumaczenie ma to w ezoteryce, nie znalazłem jednak oficjalnych dowodów naukowych.
  10. Moje zmiany przekonań i schematów cz. 2

    To akurat jest prawda, z tym że zaczynamy więcej rozumieć. Pamiętam swoje pierwsze zderzenie z Hawkinsem - tak naprawdę nawet nie rozumiałem do końca co czytam, nie rozumiałem co mam w rękach. Dopiero po pewnym czasie, gdy uwalnianie zaczęło robić swoje, pewne rzeczy stały się coraz bardziej klarowne, a za jakiś czas po prostu oczywiste. Hawkins wiele osób zmotywował do tego, aby poszukiwać tego co opisał. Sporo osób wyznaczyło teraz sobie taki duchowy cel, więc za jakieś 20 lat czekają nas ciekawe czasy.. Odrobinę boję się tego miejsca i tego co będzie potem. Jeżeli mi się uda tutaj dotrzeć, naturalnie.
  11. Żarty podszyte prawdą lub niekoniecznie 2.0

    To be, or not to be, that is the question.
  12. Moje zmiany przekonań i schematów cz. 2

    Podobnie jak ja. Żółw, podróżniku! Swoją drogą, zamierzasz uwalniać hm.. do końca? Pole 600 wydaje się odrobinę ciekawym doświadczeniem, a mam mało rzeczy, które mnie trzymają tutaj żeby tego nie zrobić.
  13. Moje zmiany przekonań i schematów cz. 2

    Zawsze to gdzieś podskórnie czułem, a teraz faktycznie to sobie uświadomiłem, to co napisałeś w punkcie czwartym: Brawo, widać że uczeń Hawkinsa. :> Jak długo kolega już uwalnia? U mnie proces jest niemal nieprzerwany od około półtorej roku, około 30 minut dziennie. Zmiany są tak ogromne, jak subtelne.
×