Jump to content
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Messer

Starszy Użytkownik
  • Content Count

    760
  • Donations

    0.00 PLN 
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    6

Messer last won the day on February 27

Messer had the most liked content!

Community Reputation

2817 Świetna

Profile Information

  • Płeć
    Mężczyzna

Recent Profile Visitors

6756 profile views
  1. Arch, możesz spróbować w klubie. Na tinderze. A nie, przepraszam, to dla czadów. W sumie wszystko jest dla czadów. Ciężka sprawa. Arch, żebyś się nie zdziwił. Uwodzenie na ulicy jest najtrudniejszą formą sztuki. To, co napisałeś to podryw "na creepa", a taki podryw często jest zlewany bo widać, że to są podchody, a nie sensowne złożenie propozycji seksualnej przez konkretnego faceta. A uśmiechały się, bo mogły być miłe. Przecież wiesz, że kobiety uśmiechają się głównie do czadów, prawda? Ciężko, arch, ciężko.
  2. Nie ma i nie wiem czy będzie, raczej nie. Trochę żenująca sprawa, dałem się podejść jak średnio bystre dziecko. Właściwie schemat, rozterki samiczki, który facet z dwójki ma i będzie w przyszłości miał więcej szekli, plus ochotę do dzielenia się nimi z himalajką. Nic nowego.
  3. Szanowny Panie @Marek Kotoński, modzi, reszto użytkowników. To co napiszę nie będzie stronnicze, nie chcę z nikim dram, nie chcę się podpisywać pod niczyją stroną. Mam własne życie, gdzie czasem brakuje mi czasu na nie, jednak znajdę chwilę żeby to napisać, myślę że bez większego emocjonowania się sprawami, które mnie nie dotyczą. Yolo napisał to celowo, żeby zrobić dramę, dojechać Rnexta, zemścić się i najzwyczajniej w świecie - spuścić z pary, zadziałać na siebie terapeutycznie. To są fakty. Muszę się jednak za nim wstawić z paru powodów, chociaż wiem że Rnext nie jest niczemu winien i właściwie jest ofiarą, co nie wyklucza że mogę coś dopowiedzieć do sprawy @Yolo dla jego korzyści. #1 Jakiś czas temu zostałem zniszczony emocjonalnie, wymieszany z błotem i gównem, zdeptany, oszukany, zrobiony na pieniądze i osoba, której ufałem, zrobiła mi takiego psikusa, że właściwie niektórzy mogliby popełnić z tego powodu samobójstwo. Nie spałem po nocach z tego powodu, byłem oszołomiony, ledwie co funkcjonowałem na co dzień. Mało co mi dały lata wcześniejszej medytacji i jakaś wiedza z forum - czułem się jakbym się cofnął w rozwoju o lata świetlne. Przed tym faktem nawet rozmawiałem z @Lalka na pw i doradzałem się ogarniętej kobiety jaki prezent wybrać swojej wybrance bo chciałem, żeby był wyjątkowy Zaznaczyłem, że sam miałem podobną sytuację, więc przejdźmy do innej kwestii. Jak wygląda proces godzenia się ze stratą z punktu widzenia nauki? 1. Zaprzeczanie - "to nie może być prawda", "nie, tak się nie stało, to niemożliwe", "może jeszcze da się to uratować?". 2. Gniew (prawdopodobnie obecna faza @Yolo) - trzeba to tłumaczyć? 3. Targowanie się - "jeżeli zrobię.. to.." 4. Depresja - złość zwrócona wewnątrz, poczucie przygniecenia przez sytuację. "Gdzie ja drugą taką znajdę", "dlaczego mi się tak stało?" 5. Akceptacja - "Widocznie tak miało się stać", "trudno, trzeba żyć dalej". Wg mnie fazy od 2-4 mieszają się ze sobą, poza tym jest jeszcze są inne modele straty. Yolo zdecydowanie dominuje w fazie 2 i 3. Podkreślmy - to nie jest w pełni świadome i właściwie nie da się tego w pełni kontrolować. Panie Marku. Wspomniał Pan w paru swoich audycjach, że w momencie zerwania przygotował Pan broń palną, żeby pozbyć się problemu, bo ból był tak duży. Ja zrobiłem coś lżejszego, ale gdybym dopiął swego, zniszczyłbym komuś życie i być może też by mnie zamknęli. Te impulsy były aż tak silne. Nie mam pojęcia dlaczego tego nie zrobiłem - opatrzność nade mną czuwała i nad Panem też? Biorąc pod uwagę co ludzie robią po zerwaniach i jak są irracjonalni, to napisanie jednego postu, żeby komuś dopiec jest właściwie niczym. Ludzie majętni są w stanie nająć nawet płatnych zabójców, więc skala jest nieporównywalna, chociaż nie chcę sugerować, że to co napisał Yolo jest niczym - mam nadzieję, że to widać. Wybaczyłem wszystko. Tamta pani wróciła do mnie po przeprosiny, gdy widziała że nie reaguje emocjonalnie. Była i jest we mnie zakochana, bo poczuła smak siły jakiej nie czuła nigdy w życiu i mimo to, zaczęła się mścić nadal. Nie czuje do niej głębszych już emocji, ale rozumiem i akceptuję ją jako osobę, która dała mi lekcję na całe życie i zapobiegła katastrofom w przyszłości, przy czym poraziła mnie swoją głupotą i krótkowzrocznością. Mimo wszystko - rozumiem, akceptuję, wybaczam. Dziękuję losowi, ze mi pokazała coś tak ważnego w życiu. Yolo dostał za mało czasu od życia, żeby przejść przez wszystko i zrozumieć co właściwie się stało. Zdecydowanie za mało - mi to zajęło ponad pół roku, codziennej, wielogodzinnej pracy wszystkimi technikami terapeutycznymi jakie znam. Teraz się śmieje z tego co było. Wcześniej? Wcześniej przeraziłem się sobą, bo nie wiedziałem że mam w sobie potencjalność żeby nawet kogoś zabić. Dosłownie. #2 Działanie w afekcie - prawo dopuszcza, że osoba działała częściowo lub zupełnie nieświadomie dostaje łagodniejszy wyrok. Dlatego apeluję, żeby pana @Yolo zrozumieć. Kto nie robił głupich rzeczy dla kobiet i poprzez kobiety niech pierwszy rzuci kamieniem. Nie znaczy to, że Brat jest niewinny i powinno się go zupełnie głaskać po główce - myślę, że powinno się zrozumieć bo zrozumienie wyklucza potępienie, a gdy opadną emocje, to Yolo powinien przeprosić odpowiednie osoby, za to co się stało. W chwili obecnej jest to niemożliwe, bo swoją trudną lekcje TYLKO można zrozumieć w rozwijającym się czasowo kontinuum. Nie ma innej opcji. To co widzimy, zależy od tego gdzie i jak patrzymy. Teraz interpretujemy poziom powierzchowny (atak) i ten odrobinę głębszy (próba zemsty). To, co jest najgłębsze zostaje zakryte i tego widzę, że tego się nie porusza. Jak napisano w znanej na cały świat książeczce - "Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu". I nikt mi nie wmówi, że człowiek który nie medytował 30 lat swojego życia, przy urywającym głowę hormonalnym szale nagle odpuści wszelkie krzywdy, i w sekundę znajdzie się na stanie Akceptacji z tego względu, że kobieta dla której stracił rozum poszła do innego. To jest stan agonalny, niektórzy popełniają z tego względu samobójstwa, więc próba wyrządzenia krzywdy jest czymś tak naturalnym jak to, ze kot, którego mocniej się złapie, zacznie się bronić pazurami i podrapie, żeby się ratować - na swój sposób i zgodnie ze swoją logiką. Różnica polega na tym, że kota rozumiemy, człowieka nie, ale z tego względu że jest bardziej złożony. Mam nadzieję, że jestem stosunkowo bezstronny, bo sytuacja jest mi lekko obojętna, a z racji traumatycznych doświadczeń mogę coś o tym napisać. Nie chcę z nikim spin ani się wykłócać. @Yolo mam nadzieję, że się jak najszybciej pozbierasz, @Rnext, mam nadzieję że inni Bracia się mylą w swoich osądach i jednak się w życiu powiedzie z tą kobietą, i też życzę powodzenia na nowej drodze życia i zrozumienia oponenta. Spokojnej nocy wszystkim życzę. Edit: nie bez powodu w mojej sygnaturze znajduje się cytat: "Najwięcej zła wyrządza łatwowierność."
  4. Błagam, nie róbmy z mężczyzn geniuszów i bohaterów, którzy niczym nieskalani dają światu wszystko co najlepsze, a biedne kobiety powinny najlepiej klęczeć przed płcią brzydszą, z racji tego, że nie posiadają penisa i pracować tak, jak najlepiej umieją - ustami. Rzygać mi się chce jak słyszę stulejarzy, którzy podnoszą żałośnie głos mówiąc, że więcej jest odkrywców mężczyzn, bo tak, to jest fakt, ale taka jest męska natura - do tego jesteśmy STWORZENI. Dlatego niektórzy, którzy czują wewnętrzną niemoc obrażają się, że mają nagle zarabiać pieniądze, to będą atrakcyjniejsi - tak samo brak werwy działania jest niemęski, a postawą raczej kobiecą. Kobiety mają INNE JAKOŚCIOWO zadania. Gdyby było inaczej, nie byłoby nikogo kto by to czytał i nikogo kto by to pisał. Znowu bawimy się w robienie z kobiet mężczyzn? Znowu te durne porównania płci, widziane z jednej jedynej i słusznej strony? A gdy kobieta wchodzi w męską energię to nagle przestaje być pociągająca - zaczyna być królową, nikt jej nie będzie chciał, za kogo ona się uważa, że jest wyniosła, odpycha siłą dobrych chłopaków i tak dalej, i tak dalej, prawda? Kobiety są INNE, są różne, wolą świat formy (yin) niż świat rozmyślań, abstrakcji i "odlotu w przestworza" (yang). Czy to jest aż tak ciężkie dla pojęcia dla wiodących męskich intelektualistów? Jeżeli mamy faceta, który porównuje dwie różne płcie i sugeruje co jest właściwe i jak powinno to wyglądać dla wszystkich (taki trochę komunista) ludzi, jednocześnie postulując że pewne zachowania świadczą o inteligencji a drugie nie, to nie mamy za bardzo inteligentnego człowieka. A przypisywanie sobie specjalnych uprawnień za rzekome bycie lepszym za należenie do płci męskiej, bo w tej płci jest więcej odkrywców jest kretynizmem. Nie mów mi o czyichś osiągnięciach, tylko pokaż własne, jaki wynalazek opracowałeś. To jest tak, jakbym zarabiał 2k, poszedł do sąsiada, który zarabia 100k miesięcznie i zaczął krzyczeć o tym, że jestem lepszy od kogoś tam, bo jako facet, też mam penisa jak mój sąsiad - więc należy mi się szacunek za wybitne zdolności zarabia. Ja i mój sąsiad w magiczny sposób zaczęliśmy współdzielić jego majątek. Genialne. Nie, jeżeli jedyne co tworzysz w życiu to to, co zostawiasz w kiblu a czujesz specjalne przywileje, to nie jesteś geniuszem naszych czasów. Tak, wiem - statystyka. I to jest fakt, mężczyzn jest więcej odkrywców, bo powtarzam, naturą męskości jest podbój i zdobywanie. Wystarczy popatrzeć na symbolizm genitaliów, co szturmuje, a co w siebie przyjmuje i gromadzi bo taką ma naturę? My jesteśmy tylko narzędziem, bo plemników jest miliony, kobieta jest tym co przyjmuje, i ile ma jajeczek..? Tak jesteśmy stworzeni odgórnie i taka jest natura, takie są zasady działania tego świata. A podświadomie odstępstwa od normy postępowania własnej płci odczuwamy jako coś dziwnego, wywołuje to nieprzyjemne emocje. Warto zwrócić uwagę na to, że do twórczości czasem potrzeba wyobcowania, oddzielenia, samotności. Kobiety tego biologicznie nie znoszą, nie są do tego zupełnie przystosowane, przy tym wariują. To nawet jest jeszcze jeden wariant, gdzie jest na korzyść mężczyzn. Poza tym, co za pojebane czasy lgbt. Wszystko wywrócono na drugą stronę, młode kobiety są agresywne, a faceci zpizdowacieli. Nawet starszym można przeprać na tyle mózg, żeby uwierzyli że kobiety mają stawać się jakościowo mężczyznami i zacząć nosić spodnie? Znam jedną panią odkrywczynię, która sama prowadzi parę biznesów i zakłada nowe, chociaż nie na wysoką skalę, a zarabia naprawdę pięknie - chociaż prowadzi złom. Jest wstrętna, w sensie osobowości. Po prostu antykobieca, odpychająca, nie mogę znieść jej obecności. To daje, gdy kobieta bardzo mocno wchodzi w bycie mężczyzną, zamiast pielęgnować swój kobiecy pierwiastek. Natomiast, gdy zwykła kobieta wchodzi w bycie urocza damą to jest głupiutką idiotką, która nie nadąża za światem i zamiast zdobywać sama to czeka na "beta providera". Ta planeta to maszynka do tworzenia cierpienia, daję słowo, wystarczy wypuścić parę głupich idei i ludzie sami się wykończą i będą się cieszyli osiągnięciami, które ktoś im narzucił i zaplanował. Dawniej wiedziano, że mężczyźni mają inne zadania i chociaż przyjmowało to czasem skrajne formy traktowania kobiet, to ludzie posiadali tą świadomość, że jesteśmy po prostu różni, a nie lepsi czy gorsi.
  5. Cóż, nie znamy Twojej sytuacji. Pytanie czy taka kobieta jest niedościgłym marzeniem, czy może jest osiągalna, jeżeli można nad sobą popracować? Osobiście uważam, że seks bez większych emocji i poczucia bliskości do drugiej osoby jest raczej średni, taka masturbacja czyimś ciałem. Sprawa wygląda zupełnie inaczej, kiedy zdobycz jest upolowana, czuć wzajemną miętę, i ma się tą świadomość że polujesz na coś samemu, a nie wyciągasz gotowe mięsko zza lady, za które musisz uiścić określoną opłatę. To nie będą wrażenia fizyczne i emocjonalne, jakich można sobie życzyć za taką kwotę. No ale to już Twoja sprawa. Ludzie są różni i co dla mnie będzie wielkim NIE dla Ciebie może być zupełnie ok. Zawsze jak czytam o płaceniu paniom za seks, to przypomina się tekst jakiegoś chłopaka z forum "wyjebać hajs kurwom w dupę". Prosta myśl, a daje efekt.
  6. + + Wydaje mi się, że raczej uwsteczniasz się osobiście na pewnych polach i wchłaniasz w siebie toksyczne i niekoniecznie prawdziwe, treści. Założenie: część treści, które wchłaniasz jest toksyczne i tworzone przez toksycznych ludzi, którzy piszą o swoich opiniach i ich wypowiedzi są zabarwione emocjonalnie, ze względu na tkwiący za tym ból. Problem: niezrozumienie, oderwanie od świata. Rozwiązanie: prawdopodobnie jesteś w wielu tematach zablokowany emocjonalnie. Wchłaniasz treści bolące, trudne, ciężkie a to rzutuje na relacje z innymi ludźmi. Kiedyś, podczas głębokiej medytacji nagle tak mocno wyjebał ze mnie tekst użytkownika tego forum (ekstremalnie negatywny), że poczułem jakby po systemie nerwowym przeszedł bardzo bolący impuls. To wyszło samo, z głębokiej nieświadomości - nawet o tych słowach nie pamiętałem. Po co to piszę? Żebyś zrozumiał ten fakt, że: nie dajesz ludziom wartości, być może masz niską energetykę, prawdopodobnie nadużywasz porno i jesteś przytłumiony emocjonalnie. wchodzisz w stany melancholijne, a to odpycha od Ciebie ludzi. Kodujesz sobie pewną wizję świata (jest zły) i nieświadomie wg niej żyjesz. Jednocześnie być może jesteś emocjonalnie zalękniony, i oczekujesz wysłuchania, zrozumienia (świat jest dobry i mnie wysłucha - zgrzyt z drugą postawą) - może nie masz energii, żeby dawać ciepłe emocje, a chcesz brać. Innymi słowy, więcej chcesz wchłaniać niż dawać, co odpycha ludzi, bo nie lubimy jak ktoś z nas energetycznie ssie. Plot twist: w momencie, kiedy przestałem wymagać dziwnego i narcystycznego zrozumienia od innych, nagle zacząłem go dostawać. Znalazły się osoby, z którymi mogłem na luzie wymieniać się trudnymi doświadczeniami i jest ok. Zadaj sobie szczerze pytanie - ilu osób chcesz poznać dogłębnie życie wewnętrzne? Cicho, ze zrozumieniem, a nie poprawianiem że ktoś coś robi źle? Prawdopodobnie odpowiedź to będzie zero, bo najbardziej i tak zainteresowani jesteśmy własnym życiem i własnymi przeżyciami. W większym lub mniejszym stopniu mamy wyjebane na innych, a jesteśmy swoim centrum świata. Skoro tak to wszystko wygląda, to nie dziw się, że nikt Ci nie daje jakiegoś mistycznego zrozumienia - zapewne Ty nie dajesz go innym i ani o tym myślisz. Być może sam wymagasz tego, czego nie dajesz innym. Napisałem to w formie najbardziej prawdopodobnej wersji, oczywiście to mój traf, i nie musi być prawdą.
  7. Nie wiem czy się odbędzie, zobaczę. To mogłoby być aż za bardzo kontrowersyjne. Jakby była to pewnie w przyszłym tygodniu.
  8. Beka. Gdy zdychałem lata temu sam, nawet w wakacje i to było zdychanie wieloletnie, w izolacji i zamknięciu z przerwą np na uczelnie, bez żadnych znajomych to zaciskałem zęby mocniej i mniej płakałem niż ludzie, którzy muszą się zamknąć w domu na parę dni i np. odwołali im jakiś koncert. Perspektywa to piękna rzecz, aż się stare dzieje przypominają. Nadrabiam stare książki, ogarniam własny projekt, żeby pieniążki się zgadzały, prawdopodobnie zabiorę się za pisanie na forum artykułu na temat stulejarstwa i własnej perspektywy na ten temat, ćwiczę jogę i szlifuję umiejętności potrzebne mi do tego, co chcę, plus siłą rzeczy, robię sobie detoks dopaminowy. Nie ma czasu do stracenia, tylko dlatego że jest "wolne".
  9. Miałem tylko raz i nigdy mi się to nie powtórzyło. To było gdy nie miałem nawet 18tki, a na pożegnanie przytuliłem się odrobinę dłużej niż pasowało, z pewną dziewczyną. Co dziwne, nie byłem w niej zauroczony, zadziałał sam tak dotyk, a w tym wieku raczej kobieciarzem nie byłem, prędzej patafianem i zupełnym nieudacznikiem przed przepaścią życiową, a przytulenie takiej fajnej dziewczynki było czymś zdecydowanie niecodziennym. I to nie były motylki, to było całe stado motyli, które rozlały się po brzuchu. Obecnie, z reguły jest poczucie tego, że traci się poczucie czasu i godzina czy dwie upływa dosłownie w chwilę, poczucie oczarowania drugą osobą, wręcz magia, czasem swego rodzaju oszołomienie. Motylki już nie. Jednorazowe doświadczenie u mnie w życiu, a szkoda.
  10. .. przy czym człowiek, jako produkt przeszłości może zmieniać sobie ścieżki neuronowe, przez co buduje nowe atraktory. Jako wytworzony produkt, odczuwamy to co już się nauczyliśmy - ale mamy ogromną decyzyjność co z tym odczuwaniem zrobimy. Skoro lecimy czystym behawioryzmem, może dodamy do tego czegoś ekstra - np. fakt czegoś co się nazywa wolność wyboru. Emocje ogłupiają i zabarwiają rzeczywistość - nie mają w sobie za dużo prawdy, bo to jest zwyczajny mechanizm na zasadzie P/F, 0/1. Usuń interpretacje, usuniesz emocje. Innymi słowy, zostałeś wytresowany. Z racji tresury powinieneś zachowywać się tak, jak chce pan. O to chodzi, tak? Dodatkowo: - nie masz pojęcia jakie błędy w uwodzeniu popełniasz, - nie wiesz czy wiedza jaką masz, jest właściwa, - nie znasz sytuacji osoby, którą uwodzisz, - nie ma kto cię pokierować, błądzisz. Wniosek? Proszę unikać życia, bo W TYM MOMENCIE mamy na coś 90%? Inaczej i prościej. Mamy osobę, która na 90% poniesie porażkę, i osobę, która na 50% poniesie porażkę. Różnica między dwiema osobami: lata pracy. Załóżmy, że wyglądają bardzo podobnie, np 7/10. Jeden uśmiechnięty prze do przodu, bo ścieżki neuronalne coś tam, już sobie dopowiedz, a drugi robi po gaciach i jego własna szara masa robi go jak chce, bo nie ma ŻADNEJ władzy nad samym sobą i występuje z postawy ofiary. Jeden oszukał swój mózg, co jest banalnie proste w niektórych przypadkach (najprościej? włącz porno), a kolejny jest jego ofiarą. I z tego co sugerujesz, ma coś w rodzaju PTSD. To można przełożyć na WSZYSTKO. Biznes, osiąganie swoich celów, naukę języka, cokolwiek - najprościej, naukę mimo błędów i przekroczenie poprzez własne pozorne niepowodzenia i pójście nadal za dopaminą. Jakaś część ludzi wygrywa, reszta zionie nienawiścią. I tak jest OD ZAWSZE. Jedni mają wytłumaczenia, kolejni mają metodykę, schematy i sposoby. Masakra. Arch, to znowu Ty? Nie dziwię się, że tak piszesz, jeżeli się znowu nie pomyliłem. Jednak znowu arch. Pod każdym strachem leży coś, co się nazywa "umrę". Nie boimy się jazdy samochodem, boimy się śmierci w wypadku, i że się rozchlapiemy. Nie boimy się ciemności, ale tego że coś nas w tej ciemności zagryzie. Nie boimy się kobiety, na prymitywnym poziomie boimy się odrzucenia z grupy i tego, że nie przekażemy swoich genów, zostaniemy wykluczeni - co w dzisiejszym świecie JEST irracjonalne. Na poziomie świadomym jest to odbierane jako odrzucenie, a skoro na podświadomym każdy z nas uważa się za boga (i to jest fakt, każdy z nas ma ego, a ego jest EGOistyczne) to odrzucenie boga jest właściwie przegraniem życia. Dlatego najbardziej silną emocją na jakiej operują ludzie jest STRACH - patrz, epidemia koronawirusa. Nic się właściwie nie dzieje, ale ludzie żeby przetrwać wykupują niezbędne rzeczy jakby przygotowywali się do wojny. Dlatego garstka wybranych przekracza strach i mają ogromne szanse na zdobycie tego, czego chcą od życia. Reszta? Reszta dopasowuje filozofię do swoich niepowodzeń, arch. Zrozumieć można porażki wtedy, kiedy mamy faceta brzydkiego i zupełnie bez obycia. W pierwszym przypadku wiele się nie zmieni, w drugim można niesamowicie dużo. I nie pisz mi już o ścieżkach, bo jako aspirujący redpillowiec ze znajomością pojęcia neuronów powinieneś wiedzieć, że mózg jest plastyczny. Chłopie, dostałem takie manto w życiu, że powinienem już wisieć. Albo gnić. Mój mózg powinien mnie WYKOŃCZYĆ. Jebały mnie procenty, w dupie miałem rozważania filozofów. I być może moja świadomość, że nie jestem nieudacznikiem (chociaż życie pokazywało, ze jestem na 101%) uratowała mi życie i zupełnie je odmieniła. Dzisiaj to ja zajmuje się dziewczynami 9/10. Kiedyś nawet 5/10 nie zwracały na mnie uwagi. Daj już sobie spokój, arch. Chodź sobie na te dziwki, rób co chcesz, ale nie przekonuj praktyków, że się mylą, bo mają na coś 90% szansy i mózg to wyliczył. Gdybyś znał neurobiologię wystarczająco dobrze, to wiedziałbyś że wystarczy JEDEN sygnał na wiele, i on się notuje właściwie na zawsze, ta informacja że tam jest przyjemność pozostaje. Możemy ją przykryć strachem, programowaniem społecznym i wieloma więcej, ale ona zostaje, to jest sam pęd do życia (eros) w przeciwieństwie do popędu do śmierci (tanatos). To czego nie wiesz - 1) mózg można oszukiwać (i na tym też bazuje psychoterapia), 2) emocje można usuwać, zmieniać i dostosowywać żeby działały na nas, nie przeciw nam. Nawet jak dostanę zlewkę, to mówię sobie, że dostałem możliwość porozmawiania urocza damą - i z racji tego ja czuję przyjemność z rozmowy, bo wielu tego nie ma. Popatrz - odczuwam zawsze 100% przyjemności. I co teraz, zabierzesz mi to? Powiesz, że oszukuje? Owszem, OSZUKUJE siebie. Bo muszę robić to ze swoją szarą masą, żeby być skuteczny. Arch, arch.. Ludzie grają na loteriach chociaż więcej tracą niż wygrywają. Szansa na wygraną? Podobno około 0,0000...% coś-tam. Jednak nadal to ludzie robią. Szansa na wyruchanie kobiety? Zależy, 10, 20, 30, może 40%. Rezygujemy? Oczywiście!... Litości.
  11. Wielu mężczyzn nie ma najmniejszego pojęcia o kobietach przez co mają odpowiednie REZULTATY z nimi (albo ich brak), więc to co napisałeś nie jest prawdą ostateczną. Nigdy nie zasugeruje komukolwiek, żeby rzucał się na najtrudniejszy sposób uwodzenia (ulica) osobie, która nie ma nawet doświadczenia np. na imprezach w gronie znajomych, szkole, uczelni, ostatecznie - w klubach. Najpierw jeden krok, potem następny, i następny - nigdy "robienia dwóch kroków naraz", bo jest bardzo prawdopodobne, że ktoś się przewróci i straci zęby, sfrustruje się, zakończy przygodę zanim ją zacznie. Nie jestem mistykiem, żeby mówić z Tobą o duszy. Jestem osobą, która tak dobrze panuje nad emocjami, że rozumie skąd emocje przychodzą i one będą przychodzić i właściwie - nigdy się nie skończą. Czym są emocje strachu przed odrzuceniem jak nie biologiczną sprawą zakodowaną w mózgu, CO JEST NICZYM bo nie pasuje do dzisiejszych czasów, plus rzeczami z dzieciństwa, na które składają się: strach przed odrzuceniem ze strony matki, rodziny, potrzeba wpasowania się do normy, żeby nie być wyrzutkiem itd. Co to jest odwaga? Odwaga to jest stwierdzenie, że można i się da. Czym jest strach? Najbardziej prymitywną emocją, pod którą leży jedna rzecz: jak się nie uda, to umrę. To leży pod każdym strachem, chociaż jest zupełnie irracjonalne. Jak znasz ten mechanizm psychiczny, że tak naprawdę nie umrzesz, to już zaczyna powoli docierać że Twoje własne emocje robią Cię w balona i właściwie NIC nie znaczą. Są jednym, wielkim fałszem, zabarwieniem rzeczywistości, pokazaniem jej w krzywym zwierciadle. Pomyśl - ja na myśl o ładnej buzi, która się do mnie uśmiecha odczuwam przyjemne emocje i poczucie, że zaraz upoluję fajną zwierzynę. Co może odczuwać ktoś inny? Przerażenie, zdziwienie, szok. Nie zadaj pytania kto ma racje z naszej dwójki - zadaj pytanie czyja reakcja jest bardziej dostosowana do rzeczywistości i kto czerpie z tego większe KORZYŚCI, bo my ludzie ŻYJEMY DLA KORZYŚCI. Zgodnie z planem. DOKŁADNIE TAK! Pięknie ujęte. Pojawia się głównie wkurwienie, frustracja, złość - dostałeś podłożoną kobietę, właściwie jakbyś tego nie spierdolił to mógłbyś mieć super wrażenia i przeżycia. To czego Ci brakło to zapewne brak tylu doświadczeń z kobietami żeby to ogarnąć bezwysiłkowo (porównaj z filozofią unikania kobiet i tego, że one same przyjdą jak już będzie się takim i owakim) i niewłaściwie ukierunkowanie psychiczne - właśnie to daje uczenie się od ludzi bez sukcesów z kobietami, którzy mówią z punktu widzenia osoby, która sobie nie radzi.. Komedia.. Dokładnie tak, a tego czego ludzie nie rozumieją to jest to, że emocje mają swoje przeciwieństwa. Co jest za lękiem? Pewność, poczucie spokoju. Dla osoby z dużym lękiem, jest on tyranem i bożkiem, który dyktuje jak wygląda rzeczywistość - a jest niczym więcej niż tylko emocją. A rzeczywistość ma swoje prawa, a nie prawa emocjonalne. Przejdź przez lęk, a znajdujesz się po drugiej stronie, gdzie jest luz, spokój, pewność. Lęk przed odrzuceniem jest bardzo egoistyczny i narcystyczny, nie ma nic wspólnego z życiem na 100% - to jest poza, to jest utknięcie. Na poziomie psychicznym to jest zablokowanie przez własną agresję, uderzoną w człowieka. To jest dokładnie to co napisałeś u góry, że w momencie kiedy nie wykorzystałeś sytuacji z lęku, zacząłeś się wkurwiać tą sytuacją. Dlatego mówi się, że depresja to jest często złość zwrócona do wewnątrz.
  12. Napisałem u góry, że w momencie kiedy się do tego przyzwyczajasz bo masz tak dużo doświadczeń to zbyt wiele nie kosztuje, przeczytaj jeszcze raz. Dla początkującego to jest zapewne wyczerpujące, to jasne. Tak samo jak dla skrajnego "introwertyka" samo poproszenie o ser i kiełbasę pani zza lady może być doświadczeniem, gdzie drżą ręce i łamie się głos. Im więcej zamówień składasz, tym te ręce mniej drżą, a w końcu przestają zupełnie, a po czasie idziesz jak po swoje. I nic się nie dzieje, bo za rogiem czeka następna. Jaką stratę odczujesz, kiedy w swoim życiu podrywałeś tysiące kobiet, a w ciągu tego dnia czeka może jeszcze parę? Osobiście - nie czuję nic wielkiego. Więcej bólu doznaję podczas treningów. Możesz zrobić cokolwiek chcesz i cokolwiek sobie życzysz. A zrobisz to w imię tego jakie SAMEMU znaczenie sobie temu nadasz. Ja Ci nie powiem, ksiądz Ci nie powie, nikt Ci nie powie. Sam zdecyduj czy chcesz i czy się opłaca. Ja nie zamierzam wchodzić nigdy w związek małżeński, więc dla mnie to jest siłą rzeczy mus. Bardziej co ma zabrać, niż co dać. Ma zabrać niepewność, frustrację związaną z niezaspokojonymi potrzebami, poczucie że to jest coś poza mną, masz zabrać sobie lęk przed tym, że nigdy nie znajdzie się nikogo ogarniętego do życia i tak dalej, i tak dalej. Dostajesz piękne wspomnienia, przyjemne przeżycia (jeżeli wiesz jakie są kobiety i jak się nimi obsługiwać) i poczucie kontroli, poczucie wręcz bycia lepszym niż inni, poczucie latania nad swoją gromadą - i nie, jak będziesz mądry to nie spadniesz jak Ikar. Zrobisz jak uważasz, ja dziękuję losowi, że kształcę się w tym jak mogę i coraz więcej rozumiem. Moje życie bez kobiet i bycie w wymuszonym celibacie nie było zbyt piękne, teraz przynajmniej czuję i odbieram świat inaczej. Ba, jest nawet bardziej kolorowy, jakimś dziwnym trafem.
  13. Tak, ale podrywając nie trzeba nikogo obrączkować. Ba, nie trzeba się nawet wiązać. To super! Tylko, że zajęcie się czymś konstruktywnym nie szlifuje zdolności w związku z kobietami, nie buduje mózgu pod kontem bycia kobiecym drapieżnikiem. Buduje umiejętności pod coś innego - w tym problem. Unikanie kobiet, żeby zająć się czymś konstruktywnym powoduje tą nierównowagę, że w tym co jest konstruktywne budują się umiejętności i zdolności, a z kobietami nadal zostają na tym samym - można założyć, że na niskim - poziomie. W tym problem. Meh, dla mnie uwodzenie to zdobywanie po prostu różnych umiejętności, które się w sobie ćwiczy, a najlepiej to wychodzi na sukcesach. Moim celem nie jest i nigdy nie będzie kobieta, jest to swego rodzaju "praca dodatkowa" gdzie dopracowuje szlify. Tyle i aż tyle, właściwie. Jak ktoś uczy się programowania, i coś nie wychodzi to nagle nie odcina się i zaczyna, nie wiem, uczyć się języka norweskiego, tylko ciągle klepie kod, aż się nauczy. Tak samo z kobietami, ich zasad "obsługiwania się" powinno się uczyć i nie uciekać w zajęcia kompensujące - o to mi tylko chodziło. Jasne Bo się nie zrozumieliśmy, dlatego przegiąłem. A ja kobiety. I to i to wyzwanie, dające dopaminę i satysfakcję. I tyle. Poza tym, uwodzenie jeżeli jest robione dobrze to nie jest katorżniczy wysiłek - to jest bardzo przyjemna, satysfakcjonująca i relaksująca sprawa, a widok błysku w oku kobiety i powolne do niej dobieranie się, przechodzenie przez sztuczne zabezpieczenia jej "godności" jest po prostu uzależniające. Arch, oczywiście, że tak! Odrzuceń wręcz ZAWSZE jest więcej niż sukcesów - i co z tego? Wystarczy mieć skuteczność 2/10. Wystarczy. W zupełności. I już ma się życie O NIEBO lepsze niż ci, co muszą wylewać frustrację w internecie. Arch, czytasz to forum już długo. Być może zauważyłeś, że napisałem jak bardzo wygląd jest ważny w podrywaniu? Wg. mnie, gdy facet ma wygląd co najmniej 6/10 i wyżej, a korzysta z usług płatnych pań i dorabia to tego jakąś filozofię, to jest to grubym nieporozumieniem. Żyjemy w świecie seksualnej obfitości jak jeszcze nigdy, i co ciekawe - im więcej kobiet masz i miałeś tym mniej jakiekolwiek odrzucenia bolą. Stają się nawet śmieszne. Jak ostatni raz dostałem kosza, to właściwie zacząłem się z beki uśmiechać do dziewczyny w taki trochę pewnie żałosny sposób bo nie mogłem tego kontrolować, a ona zapewne to odebrała jako dalszy pokaz uwodzenia - aż zrobiła coś w rodzaju "bitch face". Tak bardzo istotne dla mnie jest teraz odrzucenie jakiejś losowej laski. Rozumiesz do czego zmierzam, arch? Praktyka, praktyka, praktyka - a rezultaty przychodzą same, jeżeli w uwodzeniu są sukcesy, bo na nich uczymy się najwięcej, nie na porażkach. Szarżowanie na kobiety z wyglądem bardzo przeciętnym albo wręcz odrzucającym, jest odrobinę ciężką rzeczą - jak dla mnie, w pewnych przypadkach nie do zrobienia, i też bezcelową. Odezwać się, rozpocząć interakcję. Pokazać się jako konkretny facet, który składa propozycję seksualną całą swoją mową ciała, słowami, spojrzeniem, no wszystkim. Nie skradać się jak creep na zasadzie podejścia "hej! powiesz mi gdzie jest...", tylko bezpośrednio. Kobiety kochają pewność siebie, co nie znaczy że będzie się miało sukcesy. Tyle.
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.