Skocz do zawartości
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Jerzy

Użytkownik
  • Ilość treści

    82
  • Donations

    0,00 zł 
  • Rejestracja

  • Ostatnio

Reputacja

136 Świetna

O Jerzy

  • Ranga
    Kot

Profile Information

  • Płeć
    Mężczyzna

Ostatnio na profilu byli

Blok z ostatnio odwiedzającymi jest wyłączony i nie jest wyświetlany innym użytkownikom.

  1. Ja pierdolę, znowu ten parch 😕
  2. Ja znałem taką. Generalnie można powiedzieć, że całkowicie zaślepiona na rzeczywistość i żyjąca wyidealizowanym obrazem matki. Przykłady - mamusia urodziła dwójkę dzieci, a jaką ma wspaniałą figurę (w rzeczywistości gruba i niekształtna) - mamusia taka świetnie zorganizowana (zawsze spóźniona, ciągle coś gubi, w domu totalny burdel i nigdy nie pamięta, gdzie co położyła) - mamusia taka życzliwa, wszystkim pomaga (mieszka w bloku i w swojej klatce jest skonfliktowana ze wszystkimi, ciągle toczy jakieś dramy i ma pretensje o wszystko) - mamusia taka inteligentna (nie dostała się na studia) Do tego codziennie rozmowy telefoniczne z mamusią o dupie maryny, niekiedy po 4 godziny. Jak już nie ma wątpliwości, że mamusia coś odjebała, to mechanizm wybielania pracuje pełną parą i wchodzą argumenty typu 'miała wypadek samochodowy' (faktycznie, miała 30 lat wcześniej, wyszła bez szwanku), bo 'zmarnowała sobie życie z pijakiem' (fakt, miała męża, który był wysokofunkcjonującym alkoholikiem, dyrektor w korpo) czy wreszcie 'bo ty nie rozumiesz kobiet'. No nie rozumiem.
  3. Co do samej analizy danych, to wydaje się to być kierunek rozwojowy. Sam R z mojegu punktu widzenia jest trochę niepewny. Z jednej strony wielkie możliwości, mnóstwo pakietów itd., ale z drugiej jest w tym straszny burdel, a sam R potrafi strzelić focha i wtedy znikąd pomocy. Bo z punktu widzenia korporacji forum entuzjastów to nie jest żadna pomoc. To jeden z powodów, dla którego SAS ma się dobrze. Także nie odradzam R-a, jednak zachęcam opanować inne narzędzia. W pierwszel kolejności język SQL. Nie zaszkodziło by liznąć również T-SQL i PL-SQL, choć to już idzie w stronę adminowania bazami (ale ciągle ma sporą część wspólną z data science). SAS-a też warto liznąć, zwłaszcza że flozofia działania jest zbliżona (aplikacja sterowana pisaniem poematów). Dostępna jest wersja akademicka za darmochę. W analizie danych ciągle dobrze ma się Python, choć to język ogólnego przeznaczenia, a nie tylko do analizy danych. Dobrze jest znać przynajmniej jedno narzędzie klasy BI. Proponuję zapoznać się z Microsoftowym Power BI, bo to w miarę proste narzędzie, a siła marketingu MS jest ogromna i pewnie popularność tego narzędzia będzie rosła. Można obserwować szał na Tableau, które występuje też w darmowej wersji i jest sporo tutoriali w sieci, więc za darmochę można przećwiczyć popularne narzędzie. Jak masz zacięcie do statystyki to przejrzyj sobie paręset ogłoszeń i postarej się wyłowić najpopularniejsze narzędzia A teraz trochę uwag ogólnych. Zdajesz się nie mieć pomysłu na samego siebie, co nie jest niczym złym ani rzadkim. Doradztwo zawodowe w PL praktycznie nie istnieje i zwyczajnie możesz nawet nie wiedzieć, że istnieje praca, którą chciałbyś wykonywać. W tej sytuacji raczej polecam Ci poszukać sobie jakiejś roboty i zorientować się, jak w praktyce działa business, jak się układają ścieżki karier, kto jest w firmie kim, kto ma jakie ciśnienia, kto tyra za grosze, kto się obija za gruby hajs. Wtedy będziesz mógł świadomie wybrać kierunek rozwoju i ewentualnie pomyśleć o kolejnych studiach. Zapamiętaj - żadne studia nie zagwarantują Ci dobrej pracy. Ani w ogóle żadnej. Są zawody, które po prostu wymagają ukończenia określonych studiów (lekarz, prawnik, architekt) i wtedy nie ma dyskusji, ale Ty nie robisz wrażenia, że celujesz w coś takiego. W takiej sytuacji studiowanie byle czego to trochę strata czasu. Dlatego skup się może bardziej na znalezieniu pracy, a nie studiowaniu kolejnego kierunku, który niczego Ci nie zapewni. Z punktu widzenia firm korzystających z zaawansowanych metod analizy danych (banki, telekomy) matematyk z licencjatem czy magister matematyki to po prostu absolwent bez doświadczenia. Tak jak w wojsku - po prostu kot. Ale już matematyk z dwuletnim doświadczeniem i ze znajomością R-a, SQL-a i jakichś narzędzi BI to zupełnie inna kategoria kandydata. Do takiego rekruterzy sami uderzają na Linkedinie i zapraszają na rozmowy.
  4. Jerzy

    Terapia małżeńska

    Dygresja mała - mój znajomy poszedł ze swoją partnerką na terapię dla par i pani psycholożka orzekła, że ten znajomy jest ok, ale jego partnerka jest popierdolona. Także solidarność jajników nie zawsze działa. Wspominam o tym na zasadzie potrzeby zachowania otwartego umysłu, bo być może terapeutka ma jakiś cień racji. Natomiast to, co napisał @SSydney: znajduje pewne potwierdzenie w tej historii. Ze dwa czy trzy razy byli jeszcze potem, ale ostatecznie i tak stanęło na tym, że terapeutka jest głupia i się nie zna.
  5. Jerzy

    Terapia małżeńska

    @Nerwicowiec75 Taka terapia jest chuj warta i wątpię, że coś z niej wyjdzie, niemniej masz też co nieco za uszami. Z Twojej wypowiedzi jasno wynika, że jesteś rozhisteryzowanym, słabym kapciem, który ma ból dupy, że nie stoi na piedestale i nie jest podziwiany (chuj wie za co). No sorki, ale tak to właśnie wygląda. Do rzeczy - budujesz napięcie. Tak. Twój post jasno to pokazuje. Przyjmij to do wiadomości. Czepiasz się o szczegóły - jakie? Sam jesteś perfekcjonistą? Robisz wszystko idealnie? Przyjmij do wiadomości, że jest to bardzo wkurwiająca cecha charakteru i płynnie przechodzi w małostkowość. Więcej luzu, miej wyjebane. I jak czegoś od Ciebie chcą to tak samo - rób byle jak, na odpierdol i nigdy od razu, a wszystkie uwagi zbywaj tekstami o czepianie się szczegółów i budowanie napięcia. Zacznij budować luz i wyjebanie na wszystko. Dalej, dzieci mają bałagan. Jak dziecko ma w pokoju ład i porządek, to najprawdopodobniej ma też autyzm czy inne zaburzenie. Potrzeba utrzymywania otoczenia w jakimś określonym porządku przychodzi z czasem, kiedy zaczyna to być potrzebne. Twoje czepianie się jest odbieranie przez dziecko jako bezsensowne, a to, czego wymagasz (porządek) nie przynosi żadnych korzyści. Ot, taki sam burdel, tylko estetyka inna. W oczach dziecka promujesz stratę czasu. Sam ruinujesz swój autorytet. Z czasem człek sam odkrywa, że łatwiej się szuka śrubki, jeśli są posegregowane rozmiarami. I wtedy faktycznie jest porządek, a nie estetyczny bałagan. Kolejna sprawa - być może jest jak napisał @ntech, że to ustawka, która ma dwa cele: zmiękczyć Ciebie i stworzyć pozór (na potrzeby sądu), że pani próbowała ratować małżeństwo, gdy tak naprawdę pracuje nad jego rozpierdoleniem. Jak by nie było, potrzeba Ci dystansu, luzu i dyktafonu. Najlepiej jakbyś nagrał sesję z terapeutką nie informując nikogo o tym, a następnie poszedł z tym do psychologa z prośbą o analizę. Wtedy będziesz miał odpowiedź na pytanie, co Twoja małża kombinuje. Jak się odkryjesz z dyktafonem to utrudnisz sobie zadanie, znowu będziesz ten zły, masz paranoję, węszysz wszędzie spisek itp. Boisz się rozwodu...ale to Cię nie ochroni. Twój strach rozzuchwali jedynie Twoją małżę. Nie cofnie się przed niczym, bo ten przecież tez zesrany w gacie kapeć nic nie zrobi. System jest przeciwko Tobie. Przygotuj się, to wyjdziesz z tej sytuacji cało. Bez przygotowania zostaniesz zmiażdżony i rozjechany.
  6. Powątpiewam czy to za naszej kadencji. Na taki model może sobie pozwolić społeczeństwo duuuużo zamożniejsze od polskiego. Nie wiem, czy dożyję takiego wzbogacenia się Polaków. Żeby nie było, że sieję defetyzm proponuję zerknąć na ten materiał: https://www.finansowysilacz.pl/ile-kosztuje-zycie-w-polsce/ Rodzina 2+1 potrzebuje wg autorów 5 tysięcy złotych miesięcznie (czyli lekko ponad 7000 brutto na umowie o pracę). Komentarze pod artykułem całkiem słusznie wypunktowują, dlaczego ta kwota jest zaniżona. Ale przyjmijmy, że jest ok. Rzut okiem na dane z GUS i już wiemy, że takie zarobki ma ok 11% zatrudnionych. https://wynagrodzenia.pl/artykul/rozklad-wynagrodzen-w-polsce-wedlug-gus Wychodzi na to, że na taki model stać co 9-go faceta. Zakładając kolejny 1000 złociszy na model 2+2 grupa kurczy się do 6%, czyli na takie coś stać pi razy oko co 17-go mężczyznę. W tej sytuacji powszechność tego modelu jest niemożliwa z przyczyn ekonomicznych. Zakładając tempo wzrostu wynagrodzeń dwa punkty procentowe powyżej stopy inflacji potrzeba 25 lat, żeby zrównać średnią krajową z równowartością tych 5 tysi. I co wtedy? A no to jeszcze nie będzie pełnia szczęścia, bo jakieś 60% pracujących zarabia poniżej średniej, więc jeżeli to się utrzyma, to za te 25 lat na realizację omawianego modelu będzie stać zaledwie 4 na 10 facetów. Poziom 8 na 10 zostanie osiągnięty za jakieś 60 lat. Moich wyliczeń nie należy traktować dosłownie, bo są przeprowadzone na prędce i bez użycia zaawansowanych modeli, ale z grubsza pokazują, że musi upłynąć sporo wody w Wiśle, zanim społeczeństwo będzie stać na taki model.
  7. Ja doszedłem do takiego wniosku na podstawie własnych obserwacji. Trochę szkoda, że mi tego wcześniej nikt nie wyjaśnił, sporo czasu bym oszczędził, ale trudno. Mi raczej tłuczono do głowy, że pieniądze nie są najważniejsze i że nie należy w ogóle na to patrzeć. Natomiast w praktyce wygląda to tak, że laski bez kasy nie szanują pieniądza i nie szanują pracy. Jebać wywody, co z czego wynika, po prostu tak jest. Też zauważyłem coś takiego. Dodatkowo zaobserwowałem, że facet ma podejście typu: jak to działa? aha, tu trzeba pogiągnąć, tu nacisnąć, tu delikatnie, tu trzeba pierdyknąć, no spoko, załapałem. W tej samej sytuacji kobieta: ja nie umiem, to bez sensu, to powinno być inaczej. Mają jakąś taką wewnętrzną niechęć do nauczenia się czegokolwiek. Wszystko ich zdaniem powinno być dostosowane do nich tak, żeby niczego nie musiały się uczyć i do niczego się dostosowywać. Dlatego jak słyszę pierdololo, że faceci spoczywają na laurach, a kobiety się uczą, doszkalają i rozwijają to ręce mi opadają. Tak, to jest coś, czego niektórzy zdają się nie dostrzegać. Kiedyś ludzie tkwili ze sobą z przymusu ekonomicznego, bo nie mieli finansowej niezależności. Teraz łatwiej poradzić sobie samodzielnie, więc częściej dochodzi do rozstań, gdyż czynnik ekonomiczny wypadł z równania. Dlatego rozważania o tym, że kiedyś się naprawiało, a teraz się wyrzuca, są trochę bez sensu. Kiedyś postępowano inaczej, bo okoliczności były inne. Jak kogoś było stać, to tak samo kopał w dupę męża/żonę jak mu/jej coś nie pasowało. Tak. Pejsbuczki, instagramy i inne gówna spowodowały, że byle karyna pławi się w oceanie atencji, lajków i love-ciujących komentarzy. Ego zapierdala w kosmos i byle karynie się wydaje, że zasługuje na wszystko, co najlepsze. Refleksja zwykle przychodzi razem z przyjebaniem w ścianę, kiedy jest już za późno. Ale nie bardzo widzę opcję, żeby coś z tym zrobić. Trzeba jakoś z tym żyć, przystosować się, skumać jak to działa i poruszać się w tym świecie tak, żeby osiągnąć swój cel. Pisałem o tym trochę wyżej - zobaczyć jak to działą i nauczyć się to obsługiwać. A nie pierdolić jak baby, że to nie takie, bez sensu i ja nie umiem.
  8. Jerzy

    Poszukiwanie pracy będąc zatrudnionym

    @Soprano Kwestie częstej zmiany pracy można wytłumaczyć ambicjami, dążeniem do rozwoju zawodowego i finansowego. HR-owcy to nie takie skończone debile i rozumieją, że ludzie pracują dla pieniędzy. Oni wiedzą, że bez doświadczenia można dostać tylko gównianą robotę, ale z rocznym doświadczeniem masz już jakiś wybór. To samo po kolejnym roku. trzy lata doświadczenia w jakimś konkretnym procesie to już może być poziom odpowiedni dla team leadera, więc jak ktoś ma możliwość, to zmienia pracę na lepszą. Każdy to rozumie. A takimi takstami o samorealizacji, pracy w dynamicznej firmie i międzynarodowym środowisku to oni rzygają. Kiedyś na rozmowie w jednej korpo widziałęm w salce taki plakat:
  9. Powiedziałęm, że wrócisz za 2-3 lata z podkulonym ogonem. Szkoda 'szczempić ryja', życzę powodzenia z myszką inną niż wszystkie. I pamiętaj - wychowując cudze dzieci jesteś bohaterem, nie frajerem. Nie ma, niereformowalny rycerzyk. Zbroja błyszczy, aż oczy bolą.
  10. Jak widzisz, kolega unika odpowiedzi na to pytanie. Obstawiam, że kolega nie ma dośwadczenia z kobietami i jego myszka jest inna niż wszystkie. @CMQ Obstawiam, że wrócisz do nas za 2-3 lata z podkulonym ogonem. Palnę wtedy sakramentalne 'a nie mówiłem?!', ale poza tym pomożemy Ci jak tylko będziemy potrafili. Teraz nie jesteś otwarty na naszą pomoc, więc trudno, Twój wybór. Nie chcesz się uczyć na cudzych błędach, to ucz się na własnych, wolny kraj, rób jak uważasz.
  11. Ja bym rzekł tak - kobieta może zaoferować bardzo wiele różnorodnych korzyści, jednak podliczenie plusów dodatnich i plusów ujemnych zawsze daje saldo poniżej zera. Na dłuższą metę trzymanie kobiety w domu generuje straty. Te wszystkie wymienione tutaj rzeczy to jest z grubsza prawda, tylko problem tkwi w natężeniu. Myszka wspiera, ze 2-3 razy na rok, a pozostałe 360-parę to myszkę trzeba wspierać. Raz na kiedyś coś upichci i wielkie święto jak nic nie spierdoli (przypali, przesoli, niedoprawi, a przy tym upierdoli całą kuchnię, coś potłucze i się potnie). Wsparcie finansowe też się zdarza, znam nawet jednego typa, który od lat jest na utrzymaniu żony. Bo on niby książkę pisze. Ale to jest raczej wyjątek, a nie reguła. Natomiast muszę przyznać, że z seksem nie jest tak źle, jak bracia niekiedy wspominają. Po prostu jak pańcia zaczyna robić problemy na tym polu to należy ją wystawić za drzwi i pożegnać serdecznym 'spierdalaj!' Czułość też bym raczej potwierdził, przynajmniej od czasu do czasu. Natomiast ze zrozumieniem to raczej nie bardzo, nie oszukujmy się, na to nie można liczyć. Ja zawsze powtarzam, że zrozumienia nie oczekuję, jednak wymagam uszanowania. Nie potrafisz uszanować moich wyborów to nara. Zrozumienie nie jest do niczego potrzebne. Masakra potrafi się zrobić ze wspólnego spędzania czasu. Dla przykładu może opowiem, jak wygląda wycieczka rowerowa z kobietą. Co kilka minut przystanek, bo pani jest za zimno, za gorąco, wieje, uwiera itp. Pod górkę nie podjedzie, bo działania przerzutki nie ogarnia. Siodełko zawsze ustawione za nisko, bo pani musi dosięgać stopami do ziemi, a to powoduje szybkie zmęczenie nóg i uniemożliwia efektywne pedałowanie. A to powoduje tempo jazdy na poziomie niepoełnosprawnego żółwia. Na leśnej ścieżce to już w ogóle tragedia, bo co chwilę trzeba schodzić z roweru, bo korzeń, bo piach, bo dziura. Średnio co pół godziny problem, bo pani musi się wyszczać. A poza tym mamy tu przykład braku zrozumienia ważnej rzeczy - facet potrzebuje od czasu do czasu pobyć sam. Pomyśleć. Wyciszyć się. Kobiety tego nie pojmują. Facet chce być sam, a one mu napierdalają nad uchem 'ciekawą rozmową' o dupie maryny i jak jej na imię. O motoryzacji. Taaaa....jaaaaasne...a konkretnie to o czym w ramach tej motoryzacji?
  12. @loh-pan Przestań się migać i wymień konkretnie, co należy bo mężczyzny poza płaceniem i co należy do kobiety. Skończ opowieści o muzeach i inne pierdoły. Wymień konkretnie bez żadnych komentarzy, tak jak napisałes: Dopisz, co jeszcze powinien i co powinna kobieta. Tylko tyle mnie interesuje, wywody o muzeach, negatywnych energiach mało mnie obchodzą. Konkret, bracie, konkret poproszę.
  13. @loh-pan Być może mnie nie zrozumiałeś, chodziło mi o konkretne sprawy, jak np. kwestia płacenia, o której było wpominane. potrafisz konkretnie napisać: więc dlaczego unikasz odpowiedzi pisząc ogólniki w stylu 'oczami szczyzny'? Ponawiam pytanie: Jakie są role mężczyzny i kobiety na randce? Napisałeś już, że mężczyzna ma płacić, no ale chyba jeszcze coś potrafisz dodać? Sam dostrzegłeś: ale nie wymieniasz ani jednej rzeczy, która miała by należeć do roli kobiety? Jakiś taki niespójny jesteś.
  14. A konkretnie to jakie są te role? Uprzejmie poproszę o rozpisanie. Mężczyzna: ... Kobieta: ...
  15. @Szninkielka Twoja odporność na wiedzę tutaj przedstawianą jest przyczyną powstawania tematów jak ten: Jak któryś z braci Ci mówi jak jest, to nie dyskutuj, tylko przyjmij do wiadomości.
×

Ważne informacje

Umieściliśmy pliki cookie na Twoim urządzeniu, aby pomóc Ci ulepszyć tę witrynę. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym razie zakładamy, że możesz kontynuować.