Jump to content
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Ważniak

Starszy Użytkownik
  • Content Count

    470
  • Donations

    66.66 PLN 
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    9

Ważniak last won the day on January 19

Ważniak had the most liked content!

Community Reputation

2897 Świetna

About Ważniak

  • Rank
    Starszy Kapral

Profile Information

  • Płeć
    Mężczyzna
  • Miejscowość
    Wioska Smerfów
  • Interests
    Smerfetka, apodyktyczność, wieczna racja i z Osiłkiem od czasu do czasu jakaś mała libacja

Recent Profile Visitors

11314 profile views
  1. @Ancalagon, milordzie, są pewne okoliczności, w których przecinek przed spójnikami łącznymi należy postawić. Gdy spójnik jest kontynuacją zdania nadrzędnego (wtedy przecinek stawiamy): Gdy spójnik jest kontynuacją zdania podrzędnego (wtedy przecinka nie stawiamy): W wyliczeniach: Przy dopowiedzeniach: Przy wtrąceniach: Co do spójników rozłącznych; stawiamy przecinek w tych samych przypadkach, co powyżej, a oprócz tego wtedy, gdy spójnik ma rolę warunkową, czyli: Co do przecinków przy partykule, spójniku i przysłówkach - wszystko zależy od akcentowania zdania zwerbalizowanego, np.: Lub: Powyższe dwa zdania oznaczają zupełnie co innego. Pierwsze oznacza, że zrobią to dokładnie w taki sposób, jak chce tego ich szef, a drugie, że zrobią to w ogóle, bo ich szef tego chce (ale zrobią to we własny sposób). Z wyrazami szacunku, Ważniak
  2. Masz rację, nie jest - taka osoba ma jakąś tam inteligencję i umiejętności; zrobi sobie kanapki, list nada, wodę na herbatę nastawi, aczkolwiek wątpię, aby była w stanie zaprogramować chociażby pralkę, nie mówiąc już o takiej ekstrawagancji, jak bawienie się w tworzenie sztucznej inteligencji; vide: https://pl.wikipedia.org/wiki/Niepełnosprawność_intelektualna_w_stopniu_lekkim Ale zaraz powiesz, że łapię Cię za słówka, więc kontynuujmy... Błąd logiczny, a dokładniej błąd atrybucji - błędnie zakładasz, że jego działania spowodowane są byciem "debilem", nie uwzględniając w ogóle czynników zewnętrznych. Trzymajmy się nadal przykładu programisty, który tworzy sztuczną inteligencję mającą za zadanie obsypywać kobiety nieskończoną atencją. Biorąc owy przykład na tapetę, trzeba wziąć pod uwagę wiele zmiennych, takich jak: - programista może być homoseksualistą; - programista może mieć już żonę i pięcioro dzieci lub być po 2. rozwodach i nie chcieć mieć nic wspólnego z jakąkolwiek kobietą; może być impotentem i wiele innych scenariuszy, które zgrabnie sprawią, że nie będzie znajdował się na tej gałęzi, którą niby podcina; - programista nie musi być altruistą - jest na stole gruby szmal do wzięcia, on dostarcza produkt; simple as that - nie musimy sobie mydlić oczu; gdyby któryś z nas miał umiejętności, wiedzę i talent do napisania czegoś takiego za ogromne pieniądze, nie wahalibyśmy się ani chwili, mając w dupie to, czy z powodu naszego programu x% mężczyzn nie będzie ruchać; - programista może kierować się dobrymi pobudkami - biorąc pod uwagę rosnące statystki samotności i zjawiska hikikomori, może chcieć stworzyć coś, co pozwoli poczuć się ludziom mniej wyobcowanymi - tak jak w filmie "Her"; - każdy człowiek kieruje się przede wszystkim swoim indywidualnym dobrem; po zrobieniu rachunku zysków i strat programista skonkludował, że taka aplikacja w ogólnym rozrachunku poprawi jakość jego życia; - programista ma polecenia od szefa, bo inaczej pa, pa - pracownicy w Apple mogli się sprzeciwić eliminacji jacka z telefonów, bo przecież to debilizm (see what I did here?), ale dział sprzedaży wiedział, co robi - usuwając jacka, będzie mógł naiwniakom opychać bezprzewodowe słuchawki za 100 dolarów; - programista może kierować się złymi pobudkami i chcieć zniszczyć relacje innych osób, bo samemu mu nie wychodzi z kobietami (wówczas jest mściwy, ale nie jest debilem); - programista może... Ktoś, kto wg nas podcina gałąź, na której siedzi, nie musi wcale być debilem, bo nigdy nie wiemy, czy faktycznie na tej gałęzi się znajduje. Jeśli już bawimy się w hierarchizację zawodów, to róbmy to należycie - nie porównuj śmieciarza do pielęgniarki lub nauczycielki, bo to zupełnie dwa odmienne światy. Jeśli mówimy o śmieciarzach, to na kobiecym spektrum owej hierarchii powinna być sprzątaczka - nie wiem, jak Ty, ale ja bardzo je szanuję. Te, które pracują ze mną w jednej firmie, również - czasami zagadam, zapytam, co słychać; nigdy nie czułem pogardy w stosunku do nich, ale rozumiem, że niektóre taborety patrzą na innych ludzi - niekoniecznie wykonujących nie wiadomo jak ambitne zawody - jak na ścierwo. Lajf. Nie wiem, w jakiej rzeczywistości funkcjonujesz, ale nauczyciel i pielęgniarka to w środowisku, w którym się obracam, bardzo szanowane i całkiem nieźle płatne zawody. Zarobki pielęgniarek: Jak więc widzisz, zaczynają od około £24 000+, a mogą dobić nawet i do £72 000+ rocznie. Zarobki nauczycielek: Od £24 000+ do nawet £121 000+ jako dyrektorzy w Londynie. Powiesz, "Hurr, durr, ale to Anglia, rozmawiamy o Polsce"! I będziesz miał rację, cofnij się więc do mojego poprzedniego postu i akapitu o "przywódcach", z których to niby tak powinniśmy być dumni... Co nie zmienia faktu, że w hierarchii zawodów nauczycielka i pielęgniarka (co jeszcze? Kasjerka? Konsultantka AVON-u? Opiekunka do dzieci?) są wyżej niż śmieciarz nawet w Polsce - tu na równi byłyby - powtarzam - sprzątaczki (a i tak to pobłażliwość z mojej strony w stronę kobiet) - jak one mogą się tak upadlać! Przecież to kobiety, niech siedzą i pachną, a nie cudze gówna czyszczą po kiblach! Na pewno one tych prac nie chcą i zostały zmuszone, aby je wziąć z powodu marginalizacji w życiu społecznym! Wraz ze wpuszczeniem kobiet na rynek pracy, trzeba było się liczyć, że pojawią się w miejscach, w których dotąd ich nie było. Dla mnie to jest w porządku, że mogą pracować tam, gdzie chcą, jeśli razem z pozycją idą odpowiednie wykształcenie, umiejętności i efekty ich pracy. Equality of opportunity, a nie equality of outcome - jednakowoż często są wpychane wręcz na siłę w niektóre miejsca, a to nie jest fair i takiej patologii być nie powinno. Obserwując przykłady egalitarnych państw, można być spokojnym - kobiety ze względu na temperament nadal w większości wybierają kobiece zawody; mówi o tym prof. Jordan B. Peterson, o tutaj: Wszystko koniec końców się samo sharmonizuje. Skoro dostały się na te pozycje, o których mówisz, to na pewno były lepsze od tych wszystkich facetów, którzy unikają tych zawodów, gdzie nie ma łatwiej kasy za nic. Brawa dla nich w takim razie. Tak wypracowana przewaga jest OK; gorzej gdy dana kobieta-adwokat A wygrywa w wyścigu o fotel z danym facetem-adwokatem B, tylko dlatego, że jest kobietą. Niczego nie odpuściliśmy, po prostu jest więcej osób na jedno miejsce na daną pozycję niż kiedyś i tak się złożyło, że są to też kobiety, a wiele facetów przegrywa w rywalizacji z nimi - widocznie te predyspozycje do walki o dobrobyt nie są takie wielkie, jak się hucznie ogłasza. Znowu equality of opportunity - nie wszyscy mogą być menadżerami, prezesami, adwokatami, sędziami itd., natomiast wszyscy powinni mieć możliwość zostania nimi. I znowu powrót do debaty z prof. Petersonem - jeśli na siłę nie będziemy pchać kobiet tam, gdzie one same tego nie chcą, to wszystko samo się zbalansuje. Są kobiety, które będą lepszymi sędzinami niż faceci (oczywiście statystycznie będzie ich mniej), tak jak i są faceci, którzy będą lepszymi pielęgniarzami niż kobiety (i znowu tu będzie ich mniej) - dlatego nie możemy zabierać nikomu możliwości wyboru ścieżki zawodowej. Musimy dbać, aby OUTCOME był sprawiedliwy - czyli żeby dane stanowisko było piastowane przez odpowiednio wykwalifikowaną osobę, a nie posiadacza aktualnie wielbionych narządów płciowych. Znowu wracamy do kwestii temperamentalnych. Faceci częściej idą w zawody STEM i inne męskie zawody, ale nie brakuje w tych dziedzinach też kobiet. I na odwrót są kobiety kierujące autobusami, jeżdżące tirami itd., tyle że rozkład nie jest 50% do 50% i bardzo dobrze, bo nie o to chodzi, żeby było po równo, tylko żeby WYKWALIFIKOWANI ludzie byli na miejscach, gdzie te kwalifikacje sumiennie wykorzystają. To żeś, panie, pojechał. Tzw. "gównoprace" są wykonywane zarówno przez kobiety, jak i przez mężczyzn. W swoim pierwszym poście chciałem zwrócić uwagę na ważność męskich zawodów, ale uczepiłeś się tego śmieciarza - a dlaczego nie inżynierów lub programistów? Z wyrazami szacunku, Ważniak
  3. @Sundance Kid, jako że tylko ja wspomniałem o śmieciarzach, więc zapewne pijesz do mnie. Polecam troszkę abstrakcyjnego myślenia, bo ewidentnie masz z tym problemy. Po pierwsze, nikt się niczym nie podnieca. Po drugie, nikt się nie pociesza. Po trzecie, jeśli jakiś "debil" będzie umiał zapgrogramować taką SI, to zgadnij, co? Raczej nie będzie debilem, troszkę więcej szacunku dla ludzi o większych umiejętnościach od Twoich. Po czwarte, wymieniłem prace, w których w większości pracują głównie mężczyźni, a do których nie garną się kobiety. Co do wymienionych przez Ciebie zawodów: - ponad 110 tysięcy lekarzy to kobiety, mężczyzn jest zaledwie troszkę ponad 68 tysięcy; - ponad 80% nauczycieli to kobiety; - podział naukowców wynosi 40% do 60% z korzyścią dla mężczyzn; - na prawie 60 tysięcy prawników troszkę ponad połowa to kobiety. "Przywódców" przemilczę, biorąc pod uwagę, że ponad dwa miliony Polaków jest na emigracji, afery, złodziejstwo, a sytuacja w kraju, do której doprowadzili, sprawia, że ludzie uważają trzy tysiące złotych na rękę za godziwe wynagrodzenie. Ja dziękuję za takich "przywódców". Bankierzy, pisarze, filozofowie - z całym szacunkiem dla nich, ale świat bez nich by sobie nadal dobrze radził. Po piąte, są to prace pierwszej potrzeby, bez których ci lekarze, prawnicy, bankierzy itd. po miesiącu utonęliby we własnym gównie, więc więcej szacunku dla ludzi, którzy wykonują te "gównoprace", bo dzięki nim możesz funkcjonować w miarę czystych warunkach. Po szóste, dnem jest uważanie, że ktoś uczciwie zarabiający na chleb w jakikolwiek sposób - nawet jazdą na śmierciarce - jest dnem. Z wyrazami szacunku, Ważniak
  4. Miesiąc. Jeden miesiąc. Gdyby wszyscy mężczyźni symultatywnie zmówili się i przestali aktywnie partycypować w rzeczywistości, to tyle czasu by wystarczyło, żeby cały ten śmieszny świat pierdolnął. Śmieciarze, kierowcy tirów, kucharze, złote rączki, mechanicy, inżynierowie, programiści, budowlańcy, piloci itd., itp., oraz crème de la crème naszej cudownej płci, czyli biali rycerze - wszyscy jak jeden mąż nie robią nic przez jeden miesiąc, oddając się temu, czemu tylko ich strudzone dusze chcą. Co by się wydarzyło? Śmieciarze Dżesice życie płynie jak w bajce, jednak pewnego dnia zauważa, że kubły ze śmieciami przed jej domem są pełne już od dwóch tygodni, a kolejny wór czeka... W efekcie załamuje ręce i robi ze swojego podwórza chlew, który mógłby posłużyć za alegorię Sodomy i Gomory. W ramach walki ze złym samopoczuciem idzie na zakupy, żeby poprawić sobie humor. Kierowcy tirów Dżesika udała się na cotygodniowe zakupy, ale po przekroczeniu progu sklepu okazało się, że jest coś pusto na półkach... Nie ma już jej ulubionego kremu do cery delikatnej, pasty do zębów, fit herbatników... What the fuck? Dżesika zaczyna się czuć jak w ukrytej kamerze. Kucharze Z nerwów zgłodniała, więc udała się do ulubionej restauracji, ale od dwóch tygodni ponoć nie było tam ich szefa kuchni, po usłyszeniu czego żołądek zagrał jej marsza... Programiści Mówiłem już, że Dżesika zawsze wrzuca focie z jedzenia na mieście na Instagram? Tyle że nie wie, że programiści od jakiegoś czasu nie aktualizowali aplikacji i coś się krzaczy, apka wywala jej jakiś bląd; nikt się nie dowie, że nie siedzi w domu jak jakaś przegrywka... Wpadła na genialny plan! Skoro nie Instagram, to może Facebook? Co prawda, tam ma tylko kilkuset znajomych, a nie dziesięć tysi falołersów, ale jak się nie ma, co się lubi! Złote rączki Dżesika może nie pojadła, ale przynajmniej zrobi sobie selfie z logiem restauracji w tle na Facebooka, tyle że literka w logo spadła z witryny i restauracja zamiast Canal, nazywa się Anal - trochę przypał - a kelnerka mówi, że pan Wiesław od napraw nie odbiera telefonu od dwóch tygodni, a zawsze był pod ręką... Mechanicy Sfrustrowana Dżesika wsiada do auta i wraca do domu, bo przypomniała sobie, że w spiżarce, ma jeszcze zeszłoroczne ogórki i butelkę wina - będzie co jeść - ale po drodze łapie gumę i musi zadzwonić po Assistance. Odbiera Jarek i mówi, że on to pierdoli, bo gra w Wiedźmina; niech se sama zmieni i rzuca słuchawką. Dżesika z bezradności roni pierwszą łzę dzisiejszego dnia... Inżynierowie Dżesika zostawia samochód i wraca na piechotę do domu, ale podnoszony most, którym zawsze wracała, nie został opuszczony po zeszłomiesięcznych naprawach, więc musi popierdalać naokoło - zaczyna zastanawiać się, czy to nie jest jakiś koszmar... Budowlańcy W drodze powrotnej napotyka zamkniętą budowę i żeby dostać się na drugą stronę, musi wspiąć się na mur i przejść przez drut kolczasty, w wyniku czego kończy z raną ciętą na brzuchu. Zazwyczaj wystarczyło, że zatrzepotała rzęsami, a chłopaki już by jej pomogli, ale na horyzoncie żadnego frajera faceta... Piloci Dżesika dzwoni do swojego orbitera, który jest pilotem, ale niestety jest tak paskudny, że nigdy by mu nawet nie dała, ale teraz nie o tym - pilot ma własny helikopter i raz po nią przyleciał, więc teraz pewnie zrobi to znowu, zwłaszcza, że kałuża krwi się powiększa. - "Halo, Stefan, nie uwierzysz, bla, bla, chlip, bla, chlip, chlip, weź przyleć". - "Pojebało?". Biali rycerze Na domiar złego Dżesika od dwóch tygodni nie dostała żadnego lajka, zaczyna popadać w depresję, bo jej zbudowana na wątłych fundamentach samoocena nie dostaje już regularnej walidacji... Pojawiają się pierwsze myśli samobójcze, a zresztą i tak się zaraz wykrwawi. To tyle w kwestii męskiej egzystencji i możliwych konsekwencjach jej braku na tym świecie. Co do kwestii romantycznych - gra jest ustawiona, a karty oznaczone, więc wstajesz od stołu. Z wyrazami szacunku, Ważniak
  5. Alkohol, papierosy, słodycze, seks, porno, narkotyki - to wszystko narzędzia do kontroli motłochu; jabłka z rajskiego ogrodu; pożywka dla plebsu. Gdy zapytasz ludzi o ich najlepsze wspomnienia, większość będzie sięgała do czasów swojego dzieciństwa, gdzie nie było mowy o jakichkolwiek wspomagaczach rzeczywistości. Cóż takiego zatem mają dzieci, czego zazwyczaj nie mają dorośli? Mają wolną wyobraźnię i nie ograniczają ich żadne konwenanse, a dorośli zaś są więźniami opinii trzymającymi swoje wyobraźnie w klatkach. które otwierają po tym, jak dadzą po synapsach - wtedy zdanie innych na ich temat ich nie obchodzi i pierwsze skrzypce gra alter ego, natomiast na trzeźwo to, czy Jasiu/Stasiu/Zosia/Jadzia źle o nich pomyśli, jest dla nich sprawą życia i śmierci. Jest tyle rzeczy, które można robić i które wprowadzają kolor do ludzkiego życia bez konieczności odurzania się, że głowa mała. A jeśli ktoś potrzebuje się upodlić, żeby się dobrze bawić, to w wersji basic jest po prostu nudny, a wersja enhanced to tylko zwykły prestidigitator. Porównaj sobie melanż do treningu - w trakcie melanżu czujesz się "spoko", na drugi dzień zdychasz. masz moralniaka, dół, stany depresyjne, ryzyko uzależnienia; w trakcie treningu odczuwasz ból, dyskomfort, jest niemiło, ale po wszystkim jesteś szczęśliwy i czujesz się dumny z samego siebie. Twój moralny kompas sam Ci podsuwa odpowiedzi - czujesz się lepiej, gdy nie zjesz tabliczki czekolady, niż wówczas, gdy pochłoniesz ją całą; czujesz się lepiej, kończąc czytać książkę, niż gdy zamykasz zakładkę z pornosem, do którego się przed chwilą spuściłeś. Domestykacja swoich zachowań i pragnień, to podstawa wolności i dobrego samopoczucia, a monotonie życia można zabić wieloma narzędziami. Jeśli będziesz szedł ślepo za stadem, to nie zajedziesz dalej niż te wszystkie barany. Z wyrazami szacunku, Ważniak
  6. przeklejamy.pl; tubki.pl (w sensie, że tubki z klejem; przeklejanie linku ze strony na stronę, każdy news mógłby być tubką, a system oceniania byłby na zasadzie przyklej (news ląduje na głównej), odklej (news znika), logiem strony byłaby tubka z klejem); gluetube.pl; gluebook.pl; glooty.pl; klejbay.pl; klejbook.pl; klejwall.pl; teslerzy.pl (od twórcy funkcji kopiuj-wklej Lawrence'a Gordona Teslera); sinews.pl (gdy coś jest "si", to jest dobre; również gra słowna - fonetycznie brzmi jak "si-n(i)us", czyli funkcja trygonometryczna w trójkącie przyprostokątnym; illuminati itd.); przerzutka.com (domena .pl jest zajęta, ale że ostatnia sylaba "ka" ładnie łączy się z "kom" - "prze-rzut-ka-kom", to podaję); przerzootka.pl; tossanews.pl / tosanius.pl (toss a news = wrzućże newsa; od motywu piosenki z serialu "Wiedźmin" pt." Toss a Coin to Your Witcher", ze słowa tosanius można utworzyć nazwę własną, tak jak zrobił to inny popularny portal); erupcja.pl (motyw wulkanu, link plusowany? Wulkan wybucha; link minusowany? Wulkan zastyga); linkostrada.pl; linkosfera.pl; linkoziemia.pl; infowrzuta.pl; czwartorzed.pl; quaternary.pl; kwaternarium.pl; actualnie.pl; zdarzylosiewczoraj.pl; niuspejper.pl; newsarka.pl / niusarka.pl / newsarze.pl / niusarze.pl; newsarium.pl / niusarium.pl; temporarium.pl; tentutego.pl; vvvvv.pl (Vi Veri Vniversum Vivus Vici - By the power of truth, I, while living, have conquered the universe); vx5.pl; dwaczterysiedem.pl.
  7. Stan ludności w dniu 31. sierpnia 2018: 38 milionów 411 tysięcy. W tym mężczyzn: 18 milionów 582 tysięcy. Liczba zarejestrowanych użytkowników (w tym kobiety oraz mnóstwo nieaktywnych kont) na forum braciasamcy.pl (na dzień 03.01.2020, godz. 14:40): 8302. Procent (i tak zawyżony), jacy zarejestrowani użytkownicy stanowią w całkowitej liczbie mężczyzn w Polsce: 0.04467764503282747%. Spokojnie, dziewczyny, nie zabraknie wam frajerów do dojenia. Naprawdę. Możecie nas zostawić w spokoju. Taka malutka kropelka nie zmieni biegu rzeki. Z wyrazami szacunku, Ważniak
  8. Przerobiłem kilka firm: Sony, Panasonic, Sennheiser, jakieś większe lub mniejsze noname'y - wszystkie te słuchawki można było rozbić o kant dupy; niewygodne, kiepski dźwięk, po kilku tygodniach jedna ze słuchawek przestawała działać... Szkoda słów. Następnie w kwietniu 2019 kupiłem sobie z polecenia tego gościa słuchawki, o których mówi w tym filmiku: i mogę je z czystym sumieniem polecić - tanie, dobra jakość dźwięku, na bluetooth, trzymają z 8 godzin, idealne do biegania, na trening, nie czuć w ogóle, że masz je w uszach, i po ponad pół roku nadal zero problemów. Są dostępne na Amazonie (KLIK), ale widzę, że na Allegro też już można je dostać za ponad stówę. Biorąc pod uwagę, że to tylko dokanałowce, powinnaś być zadowolona. Z wyrazami szacunku, Ważniak
  9. Każda anglojęzyczna książka się nada, więc po prostu czytaj to, co Ci wpadnie w ręce, aczkolwiek zupełnie inaczej podszedłbym do nauki i rozszerzania słownictwa - znajomość samych suchych słówek nie zda się na wiele; najlepiej je wykorzystywać w ogniu walki i wcale nie trzeba do tego native speakera. Jeśli już czytasz książkę po angielsku, to masz dwa albo: albo czytasz ją dla rozrywki, a przy okazji może poznasz z 5. nowych słówek bez umiejętności ich użycia; albo czytasz ją dla nauki, skupiając się na tym, aby jak najlepiej rozwinąć wszystkie cztery filary (LSRW - listening, speaking, reading, writing). Drugie albo jest o wiele atrakcyjniejsze, nieprawdaż? A i owszem, tyle że wymaga większego nakładu pracy i do przyjemności raczej nie należy. Przejdźmy do konkretów. Etap I Bierzesz pierwszą lepszą książkę, jaką znajdziesz, i skupiasz się tylko na jednej stronie (jeśli strona to będzie za dużo, to skupiasz się na razie tylko na jednym akapicie). Najpierw czytasz tę stronę po cichu w myślach, a w międzyczasie podkreślasz wszystkie nieznane Tobie słowa i czasowniki frazowe (phrasal verbs), a potem tłumaczysz je gdzieś na osobnej kartce - jeśli będziesz znał wszystkie słowa, to świetnie, ale nadal kontynuujesz pracę. Etap II Czytasz tę samą stronę (lub akapit) na głos, starając się wypowiadać słowa jak najlepiej tylko potrafisz z odpowiednimi interpunkcją, intonacją, tempem i akcentem. Etap III Powtarzasz etap drugi, tyle że tym razem czytasz na głos daną stronę lub akapit, nagrywając siebie na dyktafon (każdy smartphone go ma), starając się brzmieć jak najpłynniej i jak najpoprawniej (warto podpisać nagranie nr. strony i tym, który to był akapit). Etap IV Przechodzisz do następnej strony lub akapitu i powtarzasz wszystko do trzeciego etapu. Etap V Wracasz do nagrania z poprzedniego akapitu (dlatego zacząłeś pracować nad kolejną stroną lub akapitem, aby przynajmniej trochę zapomnieć, jak wyglądał poprzedni), włączasz je i starasz się stranskrybować to, co słyszysz na nagraniu (wszystko ma być poprawnie gramatycznie i ortograficznie jak najbardziej to tylko możliwe), a w międzyczasie słuchasz samego siebie i wyłapujesz, gdzie popełniłeś ewentualne błędy w recytacji (łatwo to wyłapać, bo jak się gdzieś potknąłeś, od razu poczujesz zażenowanie, które jest nieprzyjemnym uczuciem i zapisze Ci się w pamięci, więc szansa na to, że po raz kolejny powiesz bu:k zamiast bʊk spada niemalże do zera), oraz w momencie pojawienia się ewentualnych nieznanych wcześniej słów lub czasowników frazowych sprawdzasz, czy już pamiętasz, co oznaczają. Następnie czytasz to, co stranskrybowałeś, i oceniasz, czy to w ogóle ma ręce i nogi. Etap VI Zaczynasz kolejną stronę lub akapit, a potem zapętlasz wszystko w tym samym procesie. Z czasem układ nerwowy się zautomatyzuje i będziesz robił kilka stron w godzinę. Jest to najlepszy i najefektywniejszy sposób, jaki znam, aby - będąc sobie samemu sterem, żaglem i okrętem - rozwijać wszystkie cztery filary języka, aczkolwiek wymaga to zawzięcia. Etap V jest najważniejszy, gdyż poprzez przepisywanie (a tu jeszcze ze słuchu) zapamiętujemy najwięcej; do tego symultatywnie ćwiczysz i pisanie, i słuchanie, i czytanie, i mówienie. Inne metody: ściągasz sobie na telefon dwie darmowe aplikacje Vocabulary Builder oraz Idioms And Phrases - z Vocabulary Builder bierzesz sobie pięć nieznanych Tobie dotąd słówek, a z Idioms And Phrases bierzesz sobie jeden idiom. Następnie na kartce budujesz po jednym złożonym zdaniu twierdzącym, pytającym oraz zaprzeczającym z każdym powyższym (czyli razem powinieneś mieć 18 zdań). Po czym wybierasz cyfrę lub liczbę od 1 do 122, idziesz na tę stronkę https://www.mantelligence.com/random-questions-to-ask/ do pytania o wybranym przez Ciebie numerze, odpalasz stoper i w maksymalnie pięć minut masz odpowiedzieć na to pytanie, używając słówek i idiomu, które wybrałeś z aplikacji, nagrywając siebie cały czas na dyktafon - po czym znowu możesz próbować stranskrybować swoją odpowiedź, co unaoczni Ci Twoje błędy w wymowie i gramatyce (do dzisiaj, gdy gadam z Anglikami, to czasami zdarzy mi się zapomnieć użyć przedimka lub użyję złego przyimka, i w nanosekundę mój mózg to wyłapuje - oczywiście Angole mają to gdzieś, ale u mnie w głowie od razu jest feedback: "Ty, kurwa, debilu, nawet mówić po angielsku nie potrafisz" :P); ściągasz sobie na telefon aplikację SLOWLY - w ten sposób możesz poznać jakiegoś pen pala z najdalszych zakątków świata, a po paru wymienionych listach może uda wam się umówić na Skype, gdzie oboje/obaj będziecie mogli poćwiczyć zarówno production, jak i comprehension języka, a może i nawet trafisz na jakiegoś native'a, więc kilka tysięcy złotych Ci zostanie w kieszeni; fiszki audio - tu już trzeba trochę pieniędzy wyłożyć, sam mam ponad giga fiszek ze strony fiszki.pl i mogę je polecić - najpierw masz słowo po polsku, potem tłumaczenie, a na końcu przykład użycia w zdaniu polskim i angielskie tłumaczenie owego zdania. Wrzucasz na telefon kilkadziesiąt fiszek i zapętlasz na słuchawkach, starając się powtarzać to, co słyszysz; tłumaczenie filmów ze słuchu lub gotowych angielskich napisów. Kiedyś się tym zajmowałem i jest to bardzo dobra metoda na naukę języka, tyle że czasochłonna. Dzięki temu też nauczyłem się pisać poprawnie po polsku, bo hejtowali moje pierwsze napisy, że są chujowe (miałem około 16. lat wówczas), więc o ile tłumaczenie było dobre, o tyle kłuło po oczach, dlatego trzeba było się dokształcić. Ściągasz SubEdita i jedziesz; czytanie czasopism, for, artykułów, rozmów po angielsku i uczestniczenie w nich samemu, słuchanie anglojęzycznych wykładów, podcastów itp. wyjazd do anglojęzycznego kraju. Powodzenia. Z wyrazami szacunku, Ważniak
  10. Pragnę zwrócić uwagę na ciekawy szczegół - co prawda, nie siedzę w temacie gejmingu w ogóle, ale widziałem kilka streamerek i większość, jeżeli nie każda, z nich epatowała seksualnością - wywalone cyce, kurewski makijaż itp. - jedna nawet sprzedawała wodę z wanny, w której się myła, i znaleźli się frajerzy klienci gotowi dokonać zakupu - a tu proszę, Sasha: ubrana pod szyję, elegancko, bą-tą, z kulturą, i dzieciom można pokazać, i samemu popatrzeć, przy wigilijnej kolacji można obejrzeć - typowy family content. ❤️ Widać, że pobożna dziewczyna. 😏 Z wyrazami szacunku, Ważniak
  11. To nie jest wina obecnych czasów, dzisiaj po prostu każdy może chwalić się swoją głupotą całemu światu, kiedyś o tej głupocie wiedziało małe grono osób. Te cyfry mnie nie dziwią. Niestety. Jako czternastolatek widziałem puszczające się dwunastki (córki z najbogatszych rodzin w mieście); koleżankę z klasy (10/10 - ksero młodej Angeliny Jolie, 14/15 lat) kurwiącej się za hajs z typem przed czterdziestką jeżdżącym na tirach (do czego sama się nam z kumplem przyznała), typiarę, która ze swojej pizdy zrobiła pokój gościnny na balkonie dla wszystkich podczas Sylwestra (więc jednego wieczoru kilkunastu typów ją jebało w ciuchci - jackpot, i już masz dwucyfrową liczbę) i inne święte. Warto zaznaczyć, że moje życie towarzyskie w tamtych latach było bardzo ubogie, a kurewstwo wręcz wypływało z elewacji budynków, więc to jest zaledwie kropla w morzu, która wpadła mi do oczu... Z perspektywy czasu widzę, jakim szczęściem wówczas było bycie nieatrakcyjnym - gdyby było inaczej, pewnie brałbym w tym całym gównie udział, a tak przetrwałem najgłupszy okres bez odczuwania na przeszłego mnie pogardy przez aktualnego mnie. Gra o sumie zerowej. O ile te cyfry mnie nie dziwią, o tyle mnie smucą, bo promiskuityzmu kobiet nie da się zatrzymać, a w wielkim stopniu to właśnie on przyczyni się do upadku naszej cywilizacji (zniszcz rodzinę nuklearną, zniszcz świat, vide wykres Brata @Komtiego). Z wyrazami szacunku, Ważniak
  12. To bardzo proste, @arch. Odpowiem Ci z perspektywy faceta, bo mechanizm jest ten sam, tyle że w przypadku kobiet jest dużo bardziej zintensyfikowany. Można rozmawiać z pasztetem z werwą i zainteresowaniem, gdy widzisz, że owa dziewoja nie liczy nawet, że ma u Ciebie jakiekolwiek szanse, ale w momencie, gdy ogarniasz, że ona sobie uroiła, że będziecie razem, to zachowujesz sie tak samo, jak te laski, które Cię olewają (one dobrze wiedzą, że chcesz je przelecieć, a nie składać puzzle i poznać ich bogate wnętrze) - wnioski sobie możesz sam wyciągnąć, dlaczego jesteś tak traktowany. A teraz sobie pomyśl, że takich pasztetów podbija do Ciebie kilkudziesięciu w miesiącu, wystarczy, że laska nie siedzi zamknięta w domu. Może zdarzyło Ci się kiedyś zostać zagadanym przez paszteta, któremu się oczka świeciły na Twój widok? Nie? Więc wiedz, że to nic przyjemnego, a wręcz ogarnia człowieka duży dyskomfort. Natomiast gdy zagadywały mnie fajne laseczki, to nagle się sytuacja odwracała. Go figure. Powinieneś im (jeśli było ich wiele, a nie jedna, i teraz płaczesz, że hurr, durr, ale one są "straśne!") podziękować, bo dają Ci jasny, czytelny feedback i czynią samoświadomym (choć zwalasz winę na nie, a powinieneś "winy" poszukać w sobie). Tak jak pracodawca nie zatrudniłby Cię na programistę PHP, gdybyś nie pokonał tych kilkunastu typków czy ilu ich tam było w jakimś zadaniu rekrutacyjnym. Z wyrazami szacunku, Ważniak
  13. Czyli wszystko po staremu: te, które srają po necie wyniosłymi cytatami z jakichś dupnych fanpejdży, to te najbardziej popierdolone (do tej grupy można wrzucić też zdjęcia z filtrami ze Snapchata, noszenie torebki na łokciu z rąsią w górze, opaleniznę na Trumpa, live-love-laugh wiszące na ścianie, kolczyki, kurwa, wszędzie, tatuaż między nieistniejącymi piersiami, usta z połową tablicy Mendelejewa, tandetnie zrobione kocie oczy tanią kreską, piskliwy głosik, Versace wyjebane na całą klatę, żeby każdy widział, kolorowe włosy i inne aposematyczne udziwnienia komunikujące jasno: "Stary, jestem popierdolona. Uciekaj!"). Kurwa, mało która by się ostała. 😂 Ta planeta jest jednak już stracona. Mam nadzieję, że dożyję czasów post-apo, bo lubię te klimaty. Z wyrazami szacunku, Ważniak
  14. Zwykła kobieca megalomania. Ostatnio przeczytałem gdzieś coś, co szło mniej więcej tak: "Męska samotność to miejsce dla możliwości. Kobieca samotność to miejsce dla pustki", a taki bąbelek w końcu wypełnia tę pustkę i nadaje jakiś sens życiu kobiety (inb4 że kobiety nie żyją tylko dla dzieci - tak, wiem, spotkanka na kawę z psiapsi i inne gówno to nie ten sens, o którym mówię - mam na myśli higher purpose - dla mężczyzn to eksploracja siebie i świata, dla kobiet "bombelek"). Rozpierdala mnie, jak słyszę, jakie to jest niby osiągnięcie... a jak podłubiesz trochę dłużej nad taką, to się okazuje, że żałuje i że gdyby mogła się cofnąć w czasie, to by nie robiła. Wyrodna "madka"? Skądże znowu, czasami po prostu zapomni się, aby robić dobrą minę do złej gry. Przypominam, że najprostsze organizmy się rozmnażają. Nie, Twoje dzieciątko nie jest wyjątkowe i nie będzie, a więcej na ten temat powie pan Bill Burr: Z wyrazami szacunku, Ważniak
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.