Skocz do zawartości
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Ważniak

Starszy Użytkownik
  • Ilość treści

    300
  • Donations

    6,66 zł 
  • Rejestracja

  • Ostatnio

  • Wygrane dni

    5

Ważniak wygrał w ostatnim dniu 2 Grudzień 2018

Ważniak ma najbardziej lubianą zawartość!

Reputacja

1348 Świetna

3 obserwujących

O Ważniak

  • Ranga
    Kapral

Profile Information

  • Płeć
    Mężczyzna
  • Miejscowość:
    Wioska Smerfów
  • Interests
    Smerfetka, apodyktyczność, wieczna racja i z Osiłkiem od czasu do czasu jakaś mała libacja

Ostatnio na profilu byli

4443 wyświetleń profilu
  1. Papa Smerf zawsze powtarza, że tylko kompletny debil na małżeństwo się naraża. "Ej, czy też wyrównujesz do dołu? Za mądry dla Ciebie, kto mądrzejszy od ogółu matołów?" - nawijał Sokół w utworze "Damy radę". Tym właśnie są owe docinki, próbą wyrównania do dołu. To cecha słabych ludzi - coś w stylu: "Mamo, dostałem jedynkę z matmy, ale nie martw się; wszyscy inni oprócz Jadźki też" - świadomość tego, że więcej ludzi tkwi lub utkwi w takim samym gównie, w jakim oni aktualnie tkwią, poprawia im samopoczucie. Widząc nonkonformistę, który jest namacalnym dowodem, że można inaczej i nie trzeba się wpierdalać z jakimiś idiotkami w umowy cywilno-prawne, aby wieść szczęśliwe życie, tracą rozum i antagonizują go, próbując rozjuszyć tłum przeciwko niemu. Pojedynczy idiota jest nieszkodliwy, natomiast "rzesza" idiotów... Cóż, już wiemy, do czego jest zdolna. 😉 Zemsta smakuje najlepiej na zimno, więc robić swoje i rzucać im: "Jeszcze nie spotkałem tej jedynej", niech widzą przedstawienie, a Ty już swoje rób za kulisami, gdzie ich kurewski wzrok nie sięga. Z wyrazami szacunku, Ważniak
  2. Papa Smerf mówi, żebyś spierdalał. W sensie od niej spierdalaj, a nie, że Ty. Można napisać esej o tym, dlaczego powinieneś to zrobić, ale wszystko tu już zostało napisane, wystarczy czytać forum. Więc w telegraficznym skrócie jeszcze raz: spierdalaj. Z wyrazami szacunku, Ważniak
  3. Papa Smerf mówi, że ma i nie ma. To zależy. Od wieku kobiety, od jej przekonań, od jej doświadczenia, od jej inteligencji (lub jej braku), od jej wychowania, od miliona innych czynników. Adonis jest naturalnym nawilżaczem dla kobiety, ale mężczyzna to nie tylko ładna buźka czy mięśnie - to szereg cech, których posiadanie może przyćmić braki w urodzie. Czy będąc brzydkim, możesz mieć szansę u tysięcy kobiet? Trzeba by było spytać Danny'ego de Vito, Steve'a Buscemi, Danny'ego Trejo itp. Nie wydaje mi się, żeby oni specjalnie jakoś narzekali, mimo że na skali od jeden do dziesięć wizualnie plasują się gdzieś między jeden a pięć. Natomiast ich sukces, który niezaprzeczalnie osiągnęli, przyćmiewa ich szkaradną "urodę", a raczej jej brak. Czy będąc brzydkim przegrywem, który narzeka non-stop, nic ze sobą nie robi, jest nudny, nieapetyczny można mieć szansę u tysięcy kobiet? A niby z jakiej paki??? To jest miecz obusieczny; wyobraź sobie otyłą, zrzędzącą babę, która by chciała Brada Pitta, no, kurwa, zejdź na Ziemię, gruba ruro, nie masz szans w tej galaktyce na to (pomijając jakieś patologiczne przypadki feederów etc.). Ale już taką Adele można brać na warsztat i nie tylko dlatego, że ma kupę siana, ale dlatego, że coś sobą reprezentuje. Kobiety wolą ruchać przystojniaków, a faceci gorące szprychy - nie ma w tym nic dziwnego ani odkrywczego, ale jak się nie ma, co się lubi, to się kradnie, co popadnie. Wszystko sprowadza się do sztuki adaptacji - bądź cieczą i dopasowuj się do naczynia, w którym się znajdujesz (Planeta Ziemia), jeśli chcesz brać w tym przedstawieniu udział, lub pierdol to (weź czerwoną pigułę i wio w MGTOW). Ruchanie na tym pierdolniku zdobywa się, niszcząc oponentów na płaszczyznach: wizualnej, finansowej, charakterologicznej, statusowej. Żągluj tymi powyższymi, którymi możesz, tak, aby pokonać konkurencję, a ruchanie w końcu Ci skapnie. I wsio. Innej recepty nie ma. Z wyrazami szacunku, Ważniak
  4. Papa Smerf zawsze powtarza, że miłość to nie pożądanie (cielesne) i należy traktować je jako dwa osobne zjawiska niemuszące występować symultatywnie, ale mogące. Tj. możesz kogoś kochać, nie pożądając go, jak i możesz kogoś pożądać, nie kochając go - połączenie tych dwóch jest wg mnie nieprawdopodobne, ale rozmawiamy o imponderabiliach, więc powiedzmy, że trzecia wersja też może zaistnieć: możesz kogoś kochać i pożądać (cielesnie) w tym samym czasie. Taki Werter bynajmniej się nie zabił z miłości do Lotty, tylko z bólu, jaki doświadczył, gdy Lotta zgasiła jego absztyfikanckie zapędy (czytaj: nie dała mu się wyruchać), czyli był zwykłą pizdą, bo gdyby czytał bracisamców, to by wiedział, że nie wolno stawiać cipy na piedestale, bo w kolejnej wiosce jest 10 takich Lott do wyjebania. 😉 Miłość wg mnie to transcendencja żyć dwóch istot. Przykładem niech będzie tutaj postać psa Hachiko, który codziennie przez 9 lat czekał na swojego pana (który zginął podczas pracy) na stacji w mieście Shibuya, ale zaraz ktoś się może kłócić, że pies był po prostu posłuszny, jego życie było zależne od jego pana, więc czekał, bla, bla, bla - znowu powtórzę: rozmawiamy o imponderabiliach, czymś, czego się nie da zmierzyć ani palpacyjnie doświadczyć, więc jeśli dozgonna lojalność jednego stworzenia wobec drugiego nie jest miłością (dlatego kobiety nigdy nikogo nie kochają, bo lojalność jest dla nich pojęciem abstrakcyjnym), to ja już, kurwa, nie wiem, co nią może być. 🤔
  5. Papa Smerf zawsze powtarza, że wiemy tyle, ile sami się dowiedzieliśmy. Fragment książki "Przebudzenie" A. de Mello: A co do tej typiary, to pamiętaj, że: "a shoulder to cry on becomes a dick to ride on", więc skoro masz tam jakieś zasady, że zajętej nie tykasz, to - pamiętając, że chłopak nie ściana (a z opisu wynika, że ta nie-ściana jest wątłej konstrukcji) - jednak jakiś kontakt bym utrzymywał, choć te dywagacje, że ona jest jakaś inna, to czcze życzenia, więc bym je sobie darował, bo pod garem na pewno ma burdel. Nie było Ci dane go po prostu doświadczyć, a biorąc pod uwagę Twoje zajaranie nią, skonsumowałaby Cię szybko jak takie sukuby mają to w zwyczaju. Parafrazując, chciałbyś udomowić lwicę, bo spodobala Ci się zza krat, mimo że nigdy nawet nie miałeś małego kociaczka (ang. pussy). Z wyrazami szacunku, Ważniak
  6. Papa Smerf zawsze powtarza, że - idąc za słowami Sokratesa, który rzekł, cytuję: "Wiem, że nic nie wiem", można - wiedząc, że się nic nie wie - wiedzieć, na jakiej dł. i szer. geograficznej aktualnie się nic nie wie, zanim się dowie to, czego się jeszcze nie wie. Czasami lepiej mówić angielskie "better safe than sorry", zanim się będzie przezornym, ale nie zawsze ubezpieczonym kunktatorem. Z wyrazami szacunku, Ważniak
  7. Ważniak

    Odwoływanie spotkań!!

    Papa Smerf zawsze powtarza, że robienie jakichkolwiek planów wiąże się z tym, że będą one zrealizowane w przyszłości w czasie X, tyle że deklarowanie się, że będzie się w nich uczestniczyć, ma miejsce w czasie Y, w którym dana jednostka odczuwa konkretną paletę emocji - najczęściej pozytywnych - a które niekoniecznie będą jej towarzyszyć w czasie X lub będą zanikać wraz ze zbliżaniem się do czasu X. Jeśli chodzi o olewanie planów, to rozmawiasz o tym z ekspertem (planów towarzyskich, bo wszystkich innych nie olewam) - nikt tak dobrze nie wymiguje się z takich przedsięwzięć jak ja, a raczej nie wymigiwał się (z powodu, który wyżej wyjaśniłem), bo aktualnie mówię od razu "nie" lub "zobaczę, czy będę w nastroju". Wynika to z tego, że wolę swoje własne towarzystwo od towarzystwa ludzi, gdyż - nauczony doświadczeniem - wiem, że ten czas spędzę lepiej samemu.
  8. Ważniak

    Witam

    Witaj, Papo Smerfie. Czekałem.
  9. Papa Smerf zawsze powtarza, że trzeba patrzeć z różnych perspektyw. Tytuł wątku zakłada tezę, że każdy jak jeden mąż musi upaść po rozstaniu, co jest błędem. "Jak nisko upadliście lub jak wysoko wzbiliście się po rozstaniu?" - nie zapominajmy o dualizmie empirycznym. Od dziecka musiałem udowadniać wszystkim dookoła, że ich negatywna ocena mnie była błędna, a że ciągła repetycja dziedziny X czyni Cię w końcu mistrzem w niej, tak więc gdy dochodziło do rozstania z jakąś damą, to zawsze uwalniały się we mnie pokłady motywacji, które po czasie skutkowały tym, że to jednak ja wracałem z tarczą, a one na niej. Nigdy nie upadłem, zawsze się wzbijałem. "You can't beat me in my own game, bitch". Co do drugiego pytania, to tak - gdybym się dowiedział, że potencjalna partnerka skakała nałogowo po chujach po rozstaniu z innym, zachlewała się lub uciekała kompulsywnie w jakieś inne czynności, to od razu bym wiedział, że mam do czynienia z jakąś słabiaczką, której zaserwowałbym czarną polewkę. Silnych porażki budują, słabych niszczą. "In the dust of defeat as well as the laurels of victory there is a glory to be found if one has done his best". Z wyrazami szacunu, Ważniak
  10. ¿Łożesz kurwa, panie, tyle robocizny dla kurwików w oczach jakiegoś Alvaro? ¿A po co to? ¿A na co to komu? Lepiej chyba chłopa wymienić. 🤔 Ech, jak dobrze być facetem. Wstajesz i już jesteś zajebisty. 😁 Niemniej jednak powodzenia. 🙂🙃🙂
  11. A hejterów hejterów hejtuje kto? SJW? Prawda jest taka, że zawsze ból dupy jest w stronę brodaczy ze strony baby-face'ów. Nigdy nie słyszałem brodacza, aby hejtował ogolonych facetów. Tak jak nigdy nie słyszałem umięśnionego gościa hejtującego kogoś chudego. Tak jak nigdy nie słyszałem bogacza hejtującego biedaka. Zawsze hejt jest w stronę tego, który coś ma, ze strony tego, który tego nie ma. 🙃
  12. Jako brodacz od ponad 10 lat (zanim jakakolwiek moda na brody się ukształtowała) muszę stanąć w obronie bród - drugiego w kolejności po kutasie atrybutu męskości. Atawizm to słowo klucz w tym przypadku - jedna z drugą mogą się zaklinać, że brody są fuj i be, dopóki nie zobaczą kogoś z pełną, zadbaną brodą (ten sam mechanizm, co w przypadku tzw. osiłków - mogą ich hejtować, że fuj i be, "jak tu się do takiego przytulić?", ale czekaj tylko niech jeden z drugim się rozbiorą, a im zacznie ślinka cieknąć i nie tylko ślinka), czyli znowu - nie słuchamy tego, co kobiety pierdolą, tylko patrzymy na to, co robią. Bitches love beards, udowodnione naukowo (😁) i empirycznie, a najczęściej hejtują brody ci, którym rosną trzy włosy na krzyż na twarzy, tzw. manginas. *Attention hoe alert*
  13. @FranciscoFranco Nic nie zrobiłem i nic nie zrobię, bo sam nic nie mogę. Założę kanał na YT, będę mówił ludziom, że są debilami i tłumaczył jak krowie na rowie wszystko? Marek to już robi od lat i sam widzisz - 4k subów, a patus Rafonix kosi po 20 tysi PLN miesięcznie za propagowanie zidiocenia. Ludziom najzwyczajniej w świecie wygodnie w swoim spierdoleniu. Możesz ratować jednostki, co tu się staramy robić, ale w skali makro nadal nic się nie zmienia. Sklonuj mnie razy tysiąc, daj mi kolektywną świadomość, a jutro będziesz mial rewolucję. To jest po prostu patowa sytuacja. Nawet gdybym zaczął coś robić i nie daj boże zaczęłoby mi wychodzić, to seryjny samobójca już by mnie miał na oku, a do tego dochodzi ludzka natura: może ktoś by mi posmarował 10 mln PLN i ciasnymi dziurami, żebym dał sobie spokój, i też bym się sprzedał? Spójrz na to forum i na panujący matriks, na pewno masz jakiegoś znajomego białego rycerza, który jest dojony. Idź mu powiedz, że jego myszka jebie go na hajs i jest łosiem. Wyśmieje Cię w najlepszym wypadku, a w najgorszym dostaniesz po zębach. Cały kraj na takich jeleniach stoi, z kim tu o niego walczyć?
  14. Wiekokrotnie się nad tym zastanawiałem i doszedłem do wniosku, że nie kiwnąłbym palcem. Jestem dumny z bycia Polakiem, reprezentuję swój kraj jak najlepiej potrafię i gdy ktoś mnie pyta o pochodzenie, to mówię głośno i otwarcie, skąd pochodzę, ale to duma wynikająca z przeszłości mojego narodu; historyczna, a nie aktualna. Stan dzisiejszy mojego narodu przyprawia mnie o mdłości, zwykłe barachło w 95% przypadków i jak ktoś chce się burzyć, to proszę bardzo - w głębi duszy i tak wie, że mam rację. Wystarczy zobaczyć, co ma największe branie: pato-streamy (ci, co to oglądają, to większe patusy od tych patusów), paradokumenty typu Trudne Sprawy, muzyka, od której uszy bolą, "kompleks Polaka", napierdolenie się na weekendzie, wyruchanie jakichś tanich szmaciur, dawanie się jebać w dupę politykom, służalcza mentalność, zawiść, fałsz, dwulicowość, skurwiałe kobiety, mentalne okowy katolicyzmu... A będzie tylko gorzej. Gdyby pokazać ludziom, którzy ginęli za ten kraj, jak on będzie wyglądał w niedalekiej przyszłości, to pewnie sami by tym wszystkim pierdolnęli i złożyli broń. Za kogo tu niby ginąć? Za tych idiotów, którzy biorą kredyty na ślub? Za polityków, którzy spierdolą do swoich zagranicznych rezydencji, gdy tylko atmosfera się zaogni? Co z tego, że jest może kilkaset tysięcy wartościowych ludzi, skoro tych bezmózgów są miliony? I Herkules dupa, kiedy ludzi kupa. A idź pan w chuj...
  15. Oczywiście, że VMV (visual market value) to nie wszystko. Na OSMV (overall sexual market value) składa się wiele innych determinantów. Od dawna uważam, że współczesny słownik redpillowski powinien ulec małemu update'owi, aby nie wprowadzać ludzi w błąd i nie zakrzywiać rzeczywistości, bo później są takie kwiatki - przystojny gość, kobiety same podbijają, ale koniec końców chuj z tego wszystkiego wychodzi. Na OSMV składają się: - VMV (visual market value), - DGMV(dick-game market value), - HMV (hierachical marek value), - ROMV (resources owned marek value), - YIMV (yearly income market value), - WBMV (well-being market value), - SSMV (social skills marekt value) - ChMV (characterological market value) - i coś, z czym nie każdy się pewnie zgodzi, a mianowicie OFMV (operating frequency market value). Każda powyższa determinanta może zostać rozbita na kolejne poddeterminanty, z których następnie wyciągnie się uśredniony wynik. Weźmy VMV gościa, o którym jest temat. Rozpatrujemy wzrost (kwestia szerokości i długości geograficznej - zakładając, że 10/10 to już 180 cm - w Szwecji 173 cm będzie warte 3/10, w Hiszpanii 7/10 itd.), fryzurę (pełne, gęste włosy; początki łysienia; brak włosów itd.), twarz, body-fat, ubiór, uzębienie, dłonie, zapach. Uśredniamy wyniki i otrzymujemy VMV, później to samo z każda inną determinantą, aż otrzymamy OSMV. Wysokie VMV daje człowiekowi jedynie pole position w relacji z płcią przeciwną, ale nie jest czynnikiem decydującym o wygraniu wyścigu. Rozpatrywanie kogokolwiek wyłącznie pod kątem wyglądu jest jak wsadzenie laika do Mustanga. Co z tego, że ma fajny wózek, skoro rozpierdala się na każdym pobliskim drzewie:
×

Ważne informacje

Umieściliśmy pliki cookie na Twoim urządzeniu, aby pomóc Ci ulepszyć tę witrynę. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym razie zakładamy, że możesz kontynuować.