Jump to content
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Ważniak

Starszy Użytkownik
  • Content Count

    365
  • Donations

    66.66 PLN 
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    7

Ważniak last won the day on April 21

Ważniak had the most liked content!

Community Reputation

1941 Świetna

7 Followers

Profile Information

  • Płeć
    Mężczyzna
  • Miejscowość
    Wioska Smerfów
  • Interests
    Smerfetka, apodyktyczność, wieczna racja i z Osiłkiem od czasu do czasu jakaś mała libacja

Recent Profile Visitors

6670 profile views
  1. Znakomita wypowiedź. Chapeau bas. Przeraża mnie to, z jaką łatwością przychodzi (przyszło?) "im" (bo nie mam wątpliwości, że ktoś za tym z premedytacją stoi; tak jak było powiedziane w "V for Vendetta": "There are no coincidences, only the illusion of coincidences") kontrolowanie umysłów. Jak wspomniał pan doktor, rzeczywistość zawstydziła fikcję (id est książki G. Orwella). Wszystkie horrory razem wzięte, jakie dotychczas obejrzałem, chowają się przy tym, co oglądam na co dzień w świecie rzeczywistym. Zacząłem się zastanawiać, jakie mi wszczepiono wirusy psychologiczno-ideologiczne, a gdzie sam zaszczepiłem sobie antidota: - religia; (mimo że doktor przedstawia ją jako podwaliny zachodniej cywilizacji, a zapewne chodzi mu o katolicyzm, to uważam, że mimo wszystko to wirus(y) będący mniej (katolicyzm) lub bardziej (islam) złośliwy; jestem agnostykiem, co uważam za antidotum i najrozsądniejsze podejście do tematu, bo skoro nie można udowodnić istnienia danej rzeczy, jak i jej nieistnienia, to przynależność do jakiejkolwiek organizacji religijnej wg mnie mija się z celem i urąga inteligencji danej jednostki. Co innego wiara, aczkolwiek znowu: jeśli wiara jest narzucona odgórnie przez jakikolwiek podmiot, nie może być mowy o autonomii wiary jednostki, tylko mamy do czynienia z kolejną kalką światopoglądową, tyle że znowu nie każdy ma odpowiednie moce obliczeniowe, aby samemu skonceptualizować własne możliwe scenariusze powodów naszego istnienia, więc najrozsądniej jest zostawić sobie kilka furtek (i tych własnych, i tych podpatrzonych u kogoś innego), tak jak sam robię: może jesteśmy zaawansowanym systemem VR jakiejś cywilizacji; może uczestniczymy w jakimś eksperymencie; może to wszystko w ogóle nie istnieje i jest moją - mimo że mnie nie ma - imaginacją; może to wszystko to czysty przypadek; może to gra (której życie ma wiele znamion), w której mamy rozmnażać się (wszystko, co robimy, podświadomie pcha nas właśnie do rozpłodu, to jest main quest życia wg natury; sam widzę po sobie, mogę pierdolić, że ćwiczę dla siebie, ale jak na siłce pojawia się konkretna sztuka, to myślę tylko o tym, żeby ją przygwoździć do podłogi i zerżnąć jak zwykłą szmatę, tyle że zrobiłem overwriting tego programu dzięki świadomości/inteligencji/dyscyplinie) do momentu, aż nie narodzi się potomek na tyle inteligentny (stąd ciągłość behawioryzmu genetycznego), aby ją przejść (szeroko pojęta nirwana; koniec gry); a może jest tak, jak powiedział Alan Watts: - poprawność polityczna; tutaj muszę posiłkować się aktorstwem i prestidigitatoryzmem, aby uniknąć ewentualnych konsekwencji wynikających z tytułu obnoszenia się swoimi prawdziwymi poglądami (póki co, bo na razie jestem za cienki w uszach, aby na to sobie pozwalać), więc jak najbardziej im się udało i wszczepili mi tego wirusa, o czym doktor wspomina, gdy mówi o tym, że nie cenzura jest sukcesem, a autocenzura jednostki przez samą siebie; - konsumpcjonizm; tutaj udało mi się wyplewić tego wirusa. W swoim krótkim życiu przejebałem kilkadziesiąt tysięcy złotych (a może i ponad sto, nie liczyłem) na niepotrzebne gówna (choć to można jeszcze wytłumaczyć pochodzeniem z biednej rodziny, więc poprzez swoiste shoping-spree chciałem sobie odbić lata niemożności kupienia sobie wielu rzeczy). Antidotum na tę przypadłość okazał się minimalizm; oczywiście nadal wydaję pieniądze, ale tylko na artykuły pierwszej potrzeby (rachunki, jedzenie, siłownia, odzież). - wojna płci; niebezpośrednio, ale udało im się wszczepić mi tego wirusa, a mianowicie wszczepili go umiejętnie kobietom i na zasadzie interpolacji przewidzieli, że przejdzie i na mnie (naturalna reakcja na akcję; efekt domina - strącili pierwsze domino - id est kobiety - a one strąciły kolejne. To nadal kobiety są stroną decydująca o istnieniu lub nieistnieniu relacji z facetem, więc skażenie ich wystarczyło, aby zarazić też mężczyzn). Jako antidotum przychodzą tutaj MGTOW (the game is rigged, only an idiot would enter it) oraz czerwona pigułka (iceberg theory; theory of omission; tłumaczy to, czego nie widać na powierzchni), więc antidotum rozchodzi się po ciele, choć czasami są nawroty wirusa, tak jak dzisiaj, gdy szedłem trzymetrowym chodnikiem, a z naprzeciwka szły cztery tłuste "lachony" odjebane jak na rzeź i chyba myślały, że mam zdolność przenikania przez komórki ludzkie, bo gdybym się nie zatrzymał, dając sygnał, że nie mam, jak przejść, bo ostatni raz biegały, gdy trzeba było zdążyć do KFC na kurczaka, więc zajebały cały chodnik swoimi tłustymi dupskami, to by mnie prosiaki staranowały. Także wirus ma czasami nawroty, ale walczę. 😅 Nawiązując do wątku Chin, przypomniał mi się bodajże drugi odcinek "Black Mirror", gdzie też się zbierało punkty reputacji, aby być cool i trendy, tyle że w Chinach to już wyższy level z tego, co widzę; mentalne niewolnictwo. Jeśli Australia rzeczywiście też ma w planach wprowadzenie tego czegoś, to kwestia czasu, nim to dojdzie do Europy, a niestety nie zanosi się, aby ktokolwiek był temu w stanie zapobiec; jedyny scenariusz, jaki mi przychodzi na myśl, wiąże się jedynie z rozlanym oceanem krwi milionów ludzi, ale to science-fiction. Podsumowując, samodzielne myślenie powinno być w dzisiejszym czasie rozpatrywane w kategoriach talentu. Z wyrazami szacunku, Ważniak
  2. Specjalnie na potrzeby tego wątku sporządziłem kolaż pięciu murzynek z Tindera, jakie mi się nawinęły (abstrahując już od tematu, strasznie mało ich na Tinderze, aż mnie kciuk od swipe'owania rozbolał, żeby je znaleźć). Przyznaję bez bicia, że dwie - mimo że natrafiłem na nie na Tinderze - nie znalazły się w tej klasyfikacji, bo nie nadawały się, aby zagościć w tym gronie (no dobra, były tłuste w chuj, a polowałem tylko na te z normalnym body-fatem). Kolaż: Jak dla mnie wszystkie bardzo apetyczne, no ale masz rację, Pola, pewnie śmierdzą i noszą peruki, france jedne. A teraz gwoli wyjaśnienia - białe kobiety nie mają podjazdu do murzynek - czy Ci się to podoba, czy nie - i nie, nie jestem ich fanboyem, to po prostu biologia na poziomie podstawówki. Ich ciała są lepiej skonstruowane genetycznie (szerokie biodra, wąska talia, duży biust, płaskie brzuchy - i to często z automatu, a nie wypracowane na siłce; obstawiałbym, że wśród czarnych jest najwięcej mezomorfików - zarówno wśród kobiet, jak i mężczyzn), więc automatycznie będą częściej przyciągać wzrok facetów. Tak jak kobieta częściej obróci się za zbudowanym gościem z wielką klatą, niż nerdem w oksach. Co mądrzejsi o tym wiedzą i nie musiałbym o tym pisać, ale dla tych mniej mądrych - tak, są murzynki, które nie wpasowują się w ten rysopis, jak i są białe kobiety wpasowujące się idealnie. No shit, Sherlock. Statystycznie czarnoskóra kobieta będzie atrakcyjniej zbudowana dla faceta niż biała, aczkolwiek my, mężczyźni, jesteśmy uduchowionymi istotami i dajemy również szansę białym kobietom, bo fizyczność dla nas nie jest taka ważna, jak to jest w drugą stronę. 😏 Na co dzień mijam dziesiątki czarnoskórych kobiet, no i cóż mogę rzec, są one bardzo eye-catching; ich budowa, sposób poruszania się, styl ubioru itp. Białe kobiety są daleko w tyle. Co niektórzy chyba, wypowiadając słowo "murzynka", mają przed oczami babę z wiszącymi cyckami i talerzami na głowie. To już nie te czasy, a zwłaszcza w zachodniej Europie. Zapraszam na godzinę do centrum w sobotę, a stawiam 100 funciaków, że naliczymy więcej atrakcyjnych murzynek (mimo że będzie ich mniej) niż białych kobiet. Sam jak uzbieram sos na surogatkę, to będę celował w jakąś atrakcyjną murzynkę lub mulatkę. Z wyrazami szacunku, Ważniak
  3. Indywidualne zdefiniowanie owego sukcesu. W Wikipedii jest napisane, że "sukces" to: Nie zgadzam się z ostatnim zdaniem z cytatu. Człowiek nie osiąga sukcesu w momencie, gdy wszystkie jego oczekiwania zostaną spełnione. Paradoksalnie, wówczas człowiek ma największą szansę na popadnięcie w depresję, apatię, marazm, indyferencję, anhedonię, neurastenię itp. You name it. Definiując swój indywidualny sukces, poprzeczka powinna być tak wysoko postawiona, aby była niemożliwa do osiągnięcia. Sukces nie powinien móc być osiągalny i powinien być traktowany jak imponderabilia. Posługując się metaforą, wyobraźmy sobie, że jakikolwiek indywidualny sukces zdefiniowany przez jednostkę to płonące ognisko. Celem jednostki powinno być nieustanne podsycanie ognia poprzez dorzucanie kolejnych drew, aby ognisko nigdy nie zgasło, a nie zgaszenie owego ogniska, co miałoby miejsce w przypadku osiągnięcia zdefiniowanego sukcesu. Przykładem niech będzie Leonardo DiCaprio - kilkukrotnie był nominowany do Oscara, ale nigdy tej nagrody nie zdobył, co napędzało go do tego, żeby grać w jeszcze lepszych filmach jeszcze trudniejsze role, aż w końcu w 2016 r. dostał Oscara za najlepszą rolę aktora pierwszoplanowego za film "The Revenant" ("Zjawa"), po czym słuch o nim zaginął i od tamtego czasu w niczym nowym nie zagrał, a teraz uskutecznia ratowanie planety. Reasumując, definiując swój sukces, powinniśmy mieć na muszce coś, czego nie da się ustrzelić. Osobiście uważam, że powrót do stanu homeostazy nie powinien być traktowany jako sukces przez osoby trzecie, aczkolwiek niewątpliwie często będzie traktowany jako sukces przez samych zainteresowanych. Wiem, że widok osoby, której się np. udało schudnąć, może być motywujący, ale trzeba pamiętać, że ta osoba po prostu powróciła do zdrowego, naturalnego stanu. Celebruje się dookoła jej końcowy wynik, jak gdyby weszła na Mt. Everest, zapominając, że sama doprowadziła się do takiego tragicznego stanu sprzed transformacji. Nie nawołuję do podcinania skrzydeł takim osobom, ale też nie ma co się za bardzo nad ich prywatnymi "osiągnięciami" spuszczać. Sam byłem otyły jako dziecko, a raczej moi rodzice mnie utuczyli, a powrót do zdrowego body-fatu został okupiony sporym wysiłkiem, który mógł być zbyteczny, gdyby nie błędy moich rodziców, tyle że po osiągnięciu normalnej sylwetki nie oczekiwałem żadnych pochwał ani nie uważałem, że osiągnąłem jakikolwiek sukces. Po prostu dotarłem na linię startu, z której większość moich rówieśników wystartowała lata temu. Mają do wyboru dwie drogi - ból uzależnienia lub ból dyscypliny i odpowiedzialności. Każda osoba mająca problem dobrze wie, że go ma. Oczywiście nie każda się do niego otwarcie przyznaje, ale odbicia w lustrze nie oszukają. W końcu dochodzą do takiego momentu, że wybierają ból dyscypliny i odpowiedzialności, bo widmo bezdomności/choroby/śmierci/bezrobocia/samotności zaczyna wisieć im nad głową. Negatywna motywacja zawsze jest silniejsza niż ta pozytywna. Mój wujek był alkoholikiem i nałogowym palaczem przez większość życia. Pewnego dnia dostał diagnozę: "Jeśli nie przestaniesz, niedługo umrzesz". Od dnia usłyszenia diagnozy, aż do śmierci, nie tknął alkoholu ani papierosów przez kilkadziesiąt lat. Śmierć jest nieunikniona, wszyscy to wiemy - pozdychamy w końcu co do jednego, ale świadomość mniej więcej konkretnej daty i godziny owej śmierci jakoś magicznie sprawia, że nagle nie ma dla nas rzeczy niemożliwych. Należy sobie zadać pytanie: "Dlaczego tak się dzieje?" - ponieważ jesteśmy święcie przekonani, że my "posiadamy" nasze życia, co jest bzdurą - jesteśmy jedynie chwilowymi dzierżawcami, którzy degradując swojego awatara, przyczyniają się jedynie do wcześniejszego rozwiązania umowy przez wydzierżawiającego. Tak. Wysoka samoocena, pewność siebie i inteligencja - posiadając te trzy cechy żadne programowanie społeczne Ci nie będzie straszne. A oprócz tego empiryczne namiastki wspomnianych rzeczy, id est: - zamiast ożenienia się, wejdź w związek z jakąś kobietą = weryfikacja, że żadne szczęście na Ciebie nie zstąpiło, a co najwyżej kilka orgazmów; wniosek: bullshit; - alkohol to sukces? No to idź się napierdol do baru, być może wrócisz z podbitym okiem, szczuplejszym kontem bankowym i kacem; wniosek: bullshit; - skoro bez samochodu jesteś nikim, to zatem z nim musisz być kimś, tyle że samochód można dzisiaj kupić za grosze, więc rozumiem, że większość ludzi w Europie to "ktosie", a ja jestem "nikosiem", bo albo wszędzie biegam, albo jeżdżę na rowerze? Cóż, nie czuję się nikim, nawet jeśli dla każdego posiadacza samochodu jestem nikim bez niego - nie pozwalam, aby statyści definiowali moją wartość, a raczej nie pozwalam, aby ich definiowanie mojej wartości wpływało na moje samopoczucie, bo zabronić im oceniania mnie nie mogę, bowiem sam oceniam innych non-stop, ale moje oceny nie urzeczywistniają moich podmiotów; nie czuję się też kimś, bo tego samochodu nie mam. Mogę jutro pójść do salonu i sobie jakiś samochód kupić, ale po co mam to robić, skoro go nie potrzebuję, czyli znowu wracamy do pierwszego zdania - wysoka samoocena, pewność siebie i inteligencja, a jeśli ktoś mnie skreśla ze względu na brak posiadania jakiejkolwiek rzeczy, to tym lepiej dla mnie, bo nie dojdzie do żadnej interakcji z taką amebą. Wypożycz sobie samochód na parę tygodni i zobacz, czy dzięki temu staniesz się kimś. Info od boga: nie staniesz; wniosek: bullshit; - niebo to nic innego, jak zwykła indoktrynacja. To, w co ludzie wierzą, jest uzależnione od długości i szerokości geograficznej, na której się urodzili. Katolik, chrześcijanin, muzułmanin, judaista itd. niczym się tak naprawdę nie różnią, każdy z nich to po prostu ofiara swojego urodzenia, dlatego też pranie mózgów przez ich organizacje odbywa się jak najwcześniej to możliwe, bo gdyby nie indoktrynować żadnego z nich od małego, a dać im wybór w wieku 18. lat, to zapewne nigdy byśmy o wspomnianych wyznawcach religii nie usłyszeli; wniosek: bullshit. Przeprowadzono kiedyś eksperyment na myszach lub szczurach. Postawiono je na przeciwko kilku labiryntów. Na końcu pierwszego nie znajdowało się nic. Zwierzęta nie miały motywacji, aby ukończyć labirynt. Na końcu drugiego labiryntu zostawiono jedzenie (nagrodę). Zwierzęta kończyły labirynt dużo szybciej i z większą motywacją. Na końcu trzeciego labiryntu znajdowało się jedzenie (nagroda), a za zwierzętami umieszczono kocie feromony (niebezpieczeństwo). Poziom motywacji i szybkość ukończenia labiryntu były największe w przypadku trzeciego labiryntu. Mogłem pojebać szczegóły, ale ogólny zarys przekazałem. O co chodzi? Weź zeszyt i "sporządź" trzeci labirynt. Opisz w 1500 słowach, jak będzie wyglądało Twoje życie za rok, jeśli będziesz konsekwentnie i sumiennie realizował swój plan na sukces; jak będziesz wyglądał; jakie możliwości się przed Tobą otworzą; jak będziesz się czuł itp. (jedzenie na końcu labiryntu; nagroda). Potem opisz w kolejnych 1500 słowach, jak będzie wyglądało Twoje życie za rok, jeśli nie przedsięweźmiesz żadnych kroków w kierunku realizacji swoich marzeń i celów (kocie feromony, niebezpieczeństwo). Przyklej na ścianę i codziennie rano czytaj, co żeś tam wysmarował. Żeby nie było, podjebałem to od Petersona z jego self-authoring program. Kolejne narzędzie to tulpomancja. Więcej znajdziesz pod adresami: https://tulpa.pl/ http://tulpa.info/ Na pewno spotykałeś się często ze zjawiskiem tworzenia przez dzieci (lub może sam jako dziecko tworzyłeś) „niewidzialnych przyjaciół”, którzy mieli swoje imiona, własne specyficzne cechy charakteru, abstrahujące od charakteru samego dziecka, unikatowy wygląd itd., itp. To, co małe dzieci robią, jest niczym innym, jak właśnie tulpomancją, tyle że zewsząd jest wyśmiewane i nietraktowane poważnie, a tym samym nie dostaje pozytywnej informacji zwrotnej, tylko negatywną, więc w konsekwencji dziecko "zabija" daną tulpę, aby nie narażać się na szykany ze strony otoczenia. Czyli nic nowego – zewsząd zabija się kreatywność u dzieci, zamykając im umysły i robiąc kolejnych, nic nie znaczących wyrobników gówna. Należy odpowiedzieć sobie na pytanie, dlaczego dziecko w ogóle tworzy tulpę? Bo czuje się samotne? Bo wszyscy koledzy nie chcą się z nim bawić? Z nudów? Być może. Mam swoją teorię; tulpa jest pewnym mechanizmem obronnym mózgu - tak samo, jak DID – double identity disorder lub osobowość mnoga - tyle że w tym przypadku tulpy mają władzę nad hostem i to one decydują, kiedy następuje tzw. „switch” oraz są stworzone samoistnie przez mózg, a nie hosta, więc automatycznie przybierają cechy pożądane do aktualnego przetrwania, nie pytając hosta o zdanie. Dlatego właśnie w ekstremalnych przypadkach molestowania, gwałtów itp. mózg tworzy tulpę, która udźwignie to całe gówno. Innym przykładem, tym razem ze świata popkultury, niech będzie Walter White, czyli Heisenberg, z Breaking Bad. W tym serialu główna postać – czyli Walter White – to przykładny obywatel, nauczyciel chemii i głowa rodziny, która dowiaduje się, że ma raka i zostało jej mało czasu, więc – wykorzystując swoją wiedzę z zakresu chemii – zaczyna gotować metamfetaminę, aby jego rodzinie nic nie zabrakło, gdy już umrze. Ale zaraz, zaraz! Przecież on jest porządnym obywatelem, który nigdy nie łamał prawa, więc co teraz? Jak to, „Co?”. Stworzył tulpę, tj. Heisenberga, którego moralność jest na przeciwnym biegunie niż ta Waltera White’a, a gdy potrzebuję być Heisenbergiem, to po prostu robi tzw. „switch”, i na odwrót: gdy wraca do domu, do rodziny, to robi „switch” na Waltera. Jak obejrzysz serial, to zauważysz, że to są dwie różne osoby w jednym ciele. Swoją drogą genialnie zagrana rola przez Bryana Cranstona. A już kończąc temat przykładów, to przywołam Davida Gogginsa. Co zrobił Goggins? On po prostu stworzył Gogginsa, czyli tulpę, która jest nie do zajebania. Wykreował sobie własny myślotwór, nadał mu konkretne, pożądane cechy, a potem po prostu spuścił go ze smyczy i pozwolił przejąć kontrolę, anihilując defaultowy głos w głowie. W przypadku małych dzieci kreacja tulpy jest tak naprawdę manifestacją ich prawdziwego ja, tego, kim chciałyby być, bowiem podświadomie wyczuwają, że lokator w ich głowach jest im „wszczepiony” w procesie socjalizacji. Ten defaultowy głos jest tak naprawdę tworem zewnętrznego świata, w którym przyszło dziecku dorastać. Większość ludzi ma ten głos w basicu ustawiony na negatywny, bo od małego właśnie w takim negatywnym środowisku dorastali, więc owy głos, owa tulpa działa automatycznie na niekorzyść hosta. Bardzo łatwo można to zauważyć zestawiając dwójkę dzieciaków z dwóch różnych światów – jedno z patologii, a drugie z domu, gdzie jest ciepło, miłość i wsparcie. Nawet nie muszą otwierać ust, a po samym spojrzeniu na nie widać, jakiego narratora mają w głowie. Na szczęście - już jako dorośli ludzie - możemy z odpowiednim nakładem pracy zabić defaultowy głos i zastąpić go takim głosem, taką tulpą, jaka będzie działała na naszą korzyść. Z wyrazami szacunku, Ważniak
  4. Dokument o człowiekopodobnych kreaturach, tudzież śmieciach humanoidalnych w czarnych sukienkach, którzy pretendują do miana autorytetów moralnych, lol: A czy Twoje dziecko było już dzisiaj w kościele??? Jesteś pewien, że w buzi miało tylko opłatek??? Change my mind. PS @arch, daruj sobie wywody o hydraulikach, spawaczach i innych chujach-mujach, bo kwestia pedofilii w kościele to zupełnie inna bajka, ale masz za małe moce obliczeniowe, żeby to ogarnąć. PPS Tak, wiem; nie wszyscy pedofile to księża. Tak jak nie każdy terrorysta to muzułmanin. 😆 Z wyrazami szacunku, Ważniak
  5. Dzień dobry. Chciałbym się podzielić wideo pt. "Samobójstwa mężczyzn" z kanału pt. Nie wiem, ale się dowiem! Bardzo umiejętnie skondensowana wiedza oraz równie umiejętnie zaserwowana w lekko ponad 10. minutach, czyli perfekcyjne połączenie dla dzisiejszego odbiorcy, więc tym bardziej owe wideo zasługuje na rozpropagowanie. Większość z nas doskonale zdaje sobie sprawę ze skali tego zjawiska oraz z tego, jak bardzo niesprawiedliwie społeczeństwo podchodzi do mężczyzn z problemami natury psychicznej, ale powtarzanie tego wszystkiego do zajebania nie zaszkodzi, zwłaszcza w takiej pigułkowej formie all-in-one: Oraz mój mały apel do każdego, który to przeczyta, a który chciałby dołożyć swoją cegiełkę do statystyk z powyższego filmu: Z wyrazami szacunku, Ważniak
  6. Brachypelma albopilosum also known as Stefan (trup): Psalmopoeus cambridgei also known as Jagódka (denatka): Dachowiec also known as Puszek:
  7. Szach-mat, okrągłoziemcy! No właśnie, Ty egoisto... That's not how it works. That's not how any of this works. Zwierzęta pierdolone! No i jak tam przegrywie? A Ty nadal brzydki, bez przyjaciół i milionów??? It's just a prank, bro! FINISH HER! Kiedy armia pięćsetplusów śmieje się z Ciebie, bo musisz chodzić do pracy.
  8. Czyli rozumiem, że od roku (czyli mniej więcej początku 2018) chodzi Ci po głowie pomysł zdania prawka, a teraz chcesz poczekać kolejny rok, aby w ogóle przystąpić do rozpoczęcia jego zdawania? Nie ze mną te numery, Brunner. Dobrze wiem, co wydarzy się wiosną przyszłego roku, a mianowicie znajdziesz sobie kolejną wymówkę, aby odłożyć robienia prawka w czasie. Natychmiast umawiasz się na badania i już wertujesz Internet w poszukiwaniu najodpowiedniejszej szkoły jazdy w Twojej okolicy. Nie wiem, w jakim mieście mieszkasz, ale koszt prawka to jakieś 2 tysiące złotych (badania lekarskie, zdjęcie do PKK, kurs prawa jazdy, egzamin teoretyczny i praktyczny oraz opłata za wydanie prawa jazdy). Nie widzę jakiegokolwiek powodu, dla którego miałbyś czekać z prawem jazdy do wiosny 2020 r., no, kurwa, bez jaj. Mieszkasz z rodzicami, czyli nie masz żadnych wydatków stałych, a jedynie te dobrowolne. Zarabiasz do 2500 złotych miesięcznie, więc pieniądze na prawko będziesz miał po jednej wypłacie. Jeśli rodzice się przypierdolą, że w tym miesiącu nic nie możesz się dołożyć, to posadź ich przy stole i wytłumacz: Zakładam, że masz normalnych rodziców, więc na pewno zrozumieją i będą się cieszyć, że ich syn chce przedsięwziąć jakieś działania, aby polepszyć jakość swojego życia. Uwierz mi; może oni po sobie nie dają tego poznać, ale boli ich Twoja nieporadność. Każdy rodzic napawa się dumą, widząc, jak jego dziecko bierze się za bary z życiem i zalicza kolejne cele. Na pewno będą z Ciebie dumni i chętni do pomocy, ale musisz być szczery, zawsze mów prawdę, nie kombinuj. To Twoi rodzice, z kim masz być szczery, jeśli nie z nimi? Wiesz, co masz zrobić: koniec z czekaniem na jakąś wiosnę 2020 (swoją drogą, masz tupet, tysiące ludzi ginie codziennie, a Ty zuchwale zakładasz, że masz nie wiadomo ile czasu. Co prawda, jestem agnostykiem, ale jest takie fajne powiedzenie: "Chcesz rozśmieszyć boga? Powiedz mu o swoich planach"), tylko rozpoczynasz robienia prawka już, teraz, w tym jebanym momencie. Co to w ogóle za jakieś defetystyczne pierdolenie? "Panie, ićże mje z tym w pizdu". Kto Ci powiedział, że trudno zdać? No kto? Imię i nazwisko? A może sam sobie wpierdoliłeś w banię jakieś farmazony, w które teraz święcie wierzysz? Kurwa, stary, znam ludzi, którzy zdania złożonego nie potrafią poprawnie wyartykułować i takie, kurwa, ameby bujają się dzisiaj po drodze, a Ty pierdolisz coś o tym, że trudno zdać, poziom skomplikowania, bla-bla-bla. Wymówki, wymówki, wymówki. Musiałbyś się zmusić? Co Ty pierdolisz, @Patton. 27 lat. Mieszkasz z rodzicami. Nie masz prawka. Zarabiasz grosze. Jeśli nic nie zrobisz, to sczeźniesz. I Ty pierdolisz coś o zmuszaniu się? Stary, ja na Twoim miejscu, bym stał pod szkołą jazdy i czytał, jak zbudować samochód, a potem szukał kogoś, kto mnie nim, kurwa, nauczy jeździć. Powtarzam: już, do chuja pana, dzwonisz, aby się umówić na badania lekarskie i szukasz szkoły. Bez jebanych wymówek. A na chuj Ty się przejmujesz tym, czy zdasz? Dżizas. Zanim w ogóle dojdzie do egzaminu, masz dziesiątki innych rzeczy do wykonania. Nimi się zajmij, a nie projektujesz sobie negatywne wizje. A może jesteś urodzonym Hołowczycem i zdasz za pierwszym razem? Dlaczego, kurwa, tak nie zaczniesz myśleć? Pierdol kupowanie samochodu. Prawko robisz po to, aby więcej drzwi się przed Tobą otworzyło, a nie po to, żeby się bujać do Żabki oddalonej o 200 metrów od Ciebie samochodem, na który Cię nawet nie będzie stać, aby go utrzymać z taką wypłatą (ale o tym później). Irytuje? Irytować to mogą kurwę stringi wżynające się jej w dupę. Ty masz być WKURWIONY (dałbym na czerwono, ale dostanę za to bana), czaisz? Musisz sobie odpowiedzieć na pytanie: "Co powinienem zrobić, aby ktoś był gotowy zapłacić mi za godzinę życia satysfakcjonującą mnie ilość pieniędzy?". Ile więcej zarobisz, jeżdżąc na wózku? 500 złotych więcej? To da jakieś 2800 złotych - mało. 1000 złotych więcej? To da jakieś 3300 złotych - wciąż mało, zakładając, że chcesz się wyprowadzić, więc załóżmy tak: - wynajem - piszesz, że chcesz mieszkać sam - więc jakieś 1500 do 2000 złotych z mediami (nie orientuję się, ile kosztuje wynajem w Polsce, ale chyba coś koło tego), więc dajmy 1750 złotych; - Internet - 50 złotych (?); - telefon - 50 złotych (?); - dojazdy do ewentualnej pracy za 3300 złotych miesięcznie - 200 złotych (?); - jedzenie - 30 złotych dziennie, czyli ~900 złotych miesięcznie (?); - środki czystości, higiena itp. - 100 złotych (?); - nieprzewidziane wydatki - tylko chuj to wie. Zostaje Ci 250 złotych. A tu trzeba jeszcze rodzicom pomóc od czasu do czasu, a tu ząbek zacznie boleć, a tu może byś sobie nowe spodnie kupił, a może jakąś dupę by wziąć do kina itp., itd. Nadal MAŁO. Musisz celować wyżej, jeśli nie chcesz wegetować. Sam lata temu stanąłem przed podobnym dylematem i podjąłem decyzję, że opuszczam Polskę. Od tamtego momentu zarobiłem tyle, na ile w Polsce z moimi możliwościami zarobkowymi musiałbym zapierdalać dekady. Naprawdę wyceniasz swoje życie na 2300 złotych miesięcznie? Wątpię. Na pewno jesteś więcej wart. Każdy jest. To są psie pieniądze. Aktualnie zarabiam kilka razy tyle w niestresującej, 38-godzinnej pracy, gdzie wszystko jest na tip-top, a i tak chomik w głowie cały czas myśli nad jakimś home-runem, który pozwoli mi zakończyć etatową jebankę. To powinno być celem każdego człowieka, bo dopóki musisz być przez X czasu w danym miejscu - nawet za kupę szmalu - to jesteś niewolnikiem. Być może jeżdżącym lepszym samochodem i mieszkającym w większym domu, ale nadal niewolnikiem. Dlatego celowałbym na Twoim miejscu w coś, co lubisz robić, i zmonetyzowanie tego (być może jeszcze nie wiesz, że coś lubisz robisz, dlatego tak ważne jest próbowanie i odkrywanie nowych rzeczy), bo wtedy nie przepracujesz nawet godziny w swoim życiu, a jak już rozpalisz ognisko pasji, to wszystko się samo zacznie kręcić. Wyprowadzka to podstawa, ale z konkretnym planem, a nie na chama. Podsumowując: - najpierw prawo jazdy, które zaczynasz robić natychmiast, a nie jakąś, kurwa, wiosną chuj wie, jakiego roku; - nie kupujesz żadnego samochodu; - nagrywasz sobie jakąś robotę w większym mieście, do którego się wyprowadzisz; - wyprowadzasz się do większego miasta i wynajmujesz pokój (tak, będziesz musiał się z kimś przemęczyć w jednym mieszkaniu, cierp ciało, jak żeś chciało), który wyniesie Cię dużo mniej niż całe mieszkanie, odkładając jak najwięcej hajsu i myśląc, w co go zainwestować (na pewno w siebie, ale w jaką dokładnie mańkę? To już sam musisz odkryć); - dbasz o siebie, zdrowo się odżywiasz, ćwiczysz; - udzielasz się na braciasamcy.pl; - ciśniesz bekę razem z resztą z archa niedojeba; - żyjesz happily ever after. Z wyrazami szacunku, Ważniak
  9. @Patton Niektórzy chyba nie wiedzą, w jakim miejscu się znajdują, więc nic dziwnego, że nie potrafią się zachować. Jest tu paru gagatków, którzy lubią wejść w jakiś temat i zostawić gówno pt. "Ale chujowy temat. Hurr, durr", "Było, hehe. Hurr, durr", "Po co taki temat w ogóle zakładasz. Hurr, durr", itp., robiąc burdel w danym temacie, samemu nic do tego tematu nie wnosząc, jak gdyby chcąc narzucać innym, o czym mogą pisać, a o czym nie. Z tego, co wiem, są tutaj moderatorzy i admini, więc oni chyba wiedzą lepiej, czy dany temat winien znajdować się na forum, a jeśli któremuś się nie podoba, to jest opcja "Zgłoś" i wylewać tam swoje płacze. Posłużę się Wikipedią: Znajdujemy się na forum (w domyśle forum dyskusyjnym) i może to być dla niektórych szokiem, ale ludzie tutaj prowadzą dyskusje. Nie wiem, jak innych. ale mnie uczono, że jeśli nie ma się nic mądrego do powiedzenia, to lepiej zamknąć mordę - z którego to prawa często korzystam, o czym świadczy zaledwie 350+ postów i ponad roczny staż na forum - i to samo zamknięcie mordy polecam zatroskanym o poziom forum użytkownikom, a zaoszczędzony czas, który tracą na takie posty, mogą poświęcić na napisanie unikatowego, jedynego w swoim rodzaju, ekskluzywnego tematu o jakimś dotąd nieopisywanym, tajemnym zjawisku (ostatnio słyszałem, że swing w modzie, więc jak znalazł), co na pewno wywinduje poziom forum w gargantuiczny sposób. @Ragnar1777 to fajny, inteligentny, młody chłopak, który trafił na wideo (którego tu wcześniej nikt nie wrzucał), o którym pomyślał, że zainteresuje innych użytkowników, a przy okazji nawiązał do perypetii pick-upowych użytkownika @Panther, który również fajnie pisze i widać, że jest inteligentnym gościem, więc ja bym sobie z chęcią ich wymianę zdań poczytał, a nie bezsensowne pierdolenie o szopenie, więc jednego czytelnika już na pewno mają (a jestem pewien, że byłoby ich więcej), ba, może sam bym coś skrobnął ciekawego. @Mapogo to kolejny inteligentny gość, którego lubię czytać, i sam zostawił swoje pięć groszy, więc chyba coś nie tak z tą teorią o chujowym temacie. Moim głównym celem tutaj jest pomoc tym chłopakom, którym w jakiś sposób mogę pomóc, i jeśli któremuś z nich pomogły moje słowa, to jest to dla mnie największa nagroda. Tak samo, jeśli chociaż jednemu chłopakowi takie widea otworzą oczy i obudzą z bajki na temat efemeryczności i nieskalania kobiet, to niech nawet 10 dziennie takich tematów powstaje, jeśli mają potencjał, aby powstrzymać kogoś przed targnięciem się na linę z powodów rozczarowań miłosnych, a jeśli ktoś się do takich tematów przypierdala, to jest po prostu dzbanem nieumiejącym myśleć wielowymiarowo. ¯\_(ツ)_/¯ Nawiązując do tematu, gość z filmiku to mały pryszcz, bo on wpadnie na parę tygodni, wyrucha trochę gówniar i zniknie. Problemem są emigranci, którzy przyjeżdżają do Polski i robią konkurencję polskim chłopakom, zaburzając ratio kobiet do mężczyzn, co prowadzi do niepokojących nastrojów w społeczeństwie in the long run. Więcej do poczytania w komentarzach gruby333 na wykopie, o tu: https://www.wykop.pl/link/4913769/tragiczna-sytuacja-mezczyzn-na-calym-swiecie-brakuje-23-milionow-kobiet/ Z wyrazami szacunku, Ważniak
  10. @Vstorm Nie przypominam sobie, aby propagowano na tym forum ruchanie mężatek. Razem z chłopakami omawialiśmy po prostu zjawisko, które występuje w przyrodzie i które występować będzie zawsze. Od tego jest forum, od omawiania różnych rzeczy, z których co mądrzejsi mogą wyciągnąć wnioski, a inni pozostaną zabetonowani 4ever. Przyczynkiem owej dyskusji był temat @Jerzy'ego, a dokładnie ten: Jak widzisz w pierwszym poście, żadna mężatka nie została przez @Jerzy'ego wyruchana. Po prostu podzielił się z nami swoją historią i dylematami, które krążyły po jego głowie. Natomiast całą negatywną narrację nadali owemu tematowi chłopaki, które zaczęły cisnąć po facetach, którzy korzystają z wdzięków zamężnych kobiet, no i się wtedy zaczęło, bo zrobili zwykłą kurwę z logiki, próbując obwinić kolesia, który posuwa żonę, kiedy to nie da się wyruchać niczyjej żony, która tego nie chce (inaczej byłby to gwałt, który jest penalizowany w polskim prawie) i która to jako jedyna złożyła obietnice swojemu mężowi, a nie jakiś obcy koleś, więc cała wina za zdradę spoczywa na jej barkach. Nie przypominam sobie, aby ktokolwiek pisał: "Ruchajcie mężatki!", "Musicie ruchać mężatki!", "Ruchanie mężatek jest zajebiste, polecam!" (nie pamiętam wszystkich postów, a nie będę teraz ponad 40. stron czytał, ale nie przypominam sobie niczego takiego, a już na pewno nie z obozu antybielawego). Następnie @deleteduser24 aka AR2DI2 założył ten wątek: w którym próbował wyjaśnić zjawisko ruchania mężatek, dlaczego do niego dochodzi i dlaczego biali rycerze gotowi zabić kochanka swojej żony są w błędzie. Nie ma tam żadnego propagowania. Równie dobrze mógłbym zacząć pisać o motywach Hitlera podczas II Wojny Światowej, a ktoś by zaczął mi zarzucać propagowanie nazizmu, no bez jaj. Moje zdanie nt. ruchania mężatek wyraziłem w tym poście, w którym to również poście prawidłowo zdiagnozowałem chorobę @archa w jego raczkowaniu na forum: Powtórzę: NIKT NIE PROPAGOWAŁ TU RUCHANIA MĘŻATEK, a jedynie rozmawialiśmy o zjawisku, jego przyczynach, ewentualnych konsekwencjach dla wszystkich zainteresowanych, implikacjach wynikających z tego tytułu itp., itd. To chłopaki, których FAKTY bolały, zarzucali reszcie jakieś propagowanie i ich rozumiem. Pewnie zostali zdradzeni przez swoje żony, a tu na forum ktoś pisze o ruchaniu mężatek, hurr, durr, więc trzeba było dać ujście swojej frustracji. Poczytaj te tematy, jak będziesz miał trochę (a raczej w chuj wolnego czasu, bo jest tego ze 40. stron) czasu, a sam zobaczysz, że chodziło w nich o rozebranie damy do naga i pokazanie, jak wygląda naprawdę. Tzw. undressing matriksa. PS Jeśli były jakieś posty propagujące ruchanie mężatek w tych tematach, wątpię, aby były napisane przez kogoś jakkolwiek zasłużonego tutaj. PPS Proszę, nie odpowiadaj, a jak coś, to chodź na priv, bo nie chcę tworzyć kolejnej gównoburzy tutaj i z nikim w tym temacie nie zamierzam wchodzić w dyskusję na powyższy wątek. Z wyrazami szacunku, Ważniak
  11. @Kim Un Jest? Skoro wyzywanie kogoś, z kim jesteś w związku, od dziwek nie jest popierdolone, a jest tylko moim "widzimisię", to poproszę honorowy tytuł sfeminizowanego redaktora forum. Będę zaszczycony. @arch aka @hefajstos, nawet nie czytam, bo i tak modzi to zaraz usuną, więc powtórzę: "zamknij pizdę".
  12. Dawajcie, biali rycerze, piszcie, jak to bardzo bohater tego cytatu jest spierdolony, a nie jego kobieta. Jeśli forum podupada, to tylko przez głupotę niektórych tutejszych osobników, którzy stają w obronie typa tylko dlatego, bo ma fiuta między nogami, a z daleka widać, że to chory pojeb. Potem się dziwicie, że opinia mizoginów idzie w świat, jak nawet trzeźwo nie potraficie spojrzeć na sytuację. Osobiście nie miałbym nic do strojenia się mojej kobiety, bo jak będzie chciała mnie zdradzić, to zrobi to nawet w jebanej pidżamie. Z typa wylewają się kompleksy, ale jak zwykle z baby robi się kurwę, bo pokazała kolano, lol. @arch aka @hefajstos, zamknij pizdę.
  13. Zakompleksiony, tchórzliwy typ. Dobrze wie, że stać Cię na kogoś lepszego od niego, więc rękami i nogami próbuje nie dopuścić do tego, abyś znalazła się w zasięgu radaru kogoś innego. Kop go w dupę, albo się będziesz męczyć z dorosłym dzieckiem chuj wie, ile. Polecam film Noel z 2004 r. w gwiazdorskiej obsadzie. Ten sam problem wystąpił w powyższym obrazie, co u Ciebie, tyle że to Hollywood, więc wiadomo - happy end. U Ciebie bym się raczej happy endu nie spodziewał, a tylko zszargane nerwy i ograniczanie na każdym kroku, bo gość nie jest w stanie udźwignąć bycia z kimś z nie jego ligi. Z wyrazami szacunku, Ważniak
  14. To były jedynie "eksperymenty społeczne", a jeśli chcesz background do tej wiadomości pierwszej o ruchaniu, to siedziałem w PizzaHut z ówczesną kobietą, z którą się spotykałem, i kłóciliśmy się na temat Tindera, że to miejsce do szukania seksu, więc jej udowodniłem, że nie jest. Na kilkadziesiąt takich wiadomości, tylko ona jedna się zgodziła. Już trybi?
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.