Jump to content
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Ważniak

Starszy Użytkownik
  • Content Count

    386
  • Donations

    66.66 PLN 
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    7

Ważniak last won the day on April 21

Ważniak had the most liked content!

Community Reputation

2125 Świetna

About Ważniak

  • Rank
    Kapral

Profile Information

  • Płeć
    Mężczyzna
  • Miejscowość
    Wioska Smerfów
  • Interests
    Smerfetka, apodyktyczność, wieczna racja i z Osiłkiem od czasu do czasu jakaś mała libacja

Recent Profile Visitors

The recent visitors block is disabled and is not being shown to other users.

  1. Abstrahując od tych obu historii, niestety, ale 90% facetów, jakich było dane mi poznać, wpasowuje się w powyższy rysopis i jest godne politowania. Nawet będąc facetem, budzi się we mnie podświadoma pogarda do takich gości, mimo że mogą być to sympatyczni i fajni kolesie, ale głęboko we mnie jest zakorzeniony program, aby gardzić taką słabością. Może to być związane z tym, że zarówno oni, jak i ja, jesteśmy elementami jednej społeczności, które mogą kiedyś musieć stanąć w szranki z ewentualnym najeźdźcą, a ich słabość jest równoznaczna z naszą wspólną, mniejszą szansą na przetrwanie w razie wybuchu jakiegoś konfliktu. Nie mówię, że każdy zaraz musi być kung-fu-karate-mistrz-Bruce-Lee-fifarafa, ale bycie po 20-tce i niepotrafienie ogarnięcia prostych spraw urzędowych lub jakichś innych pierdół jest żałosne (pomijając ciężkie przypadki zaburzeń psychicznych). Tak samo widok gościa, który nie potrafi podjąć żadnej decyzji, tylko czeka, aż jego myszka wszystko ogarnie... panie, nóż w kieszeni się otwiera. Nie ma co się dziwić, że kobiety takimi gardzą i walą po rogach lub kopią w dupę. Słabość nigdy nie wzbudza szacunku. Na studiach miałem wielu takich typków; zawsze, gdy szliśmy coś załatwić, to było tak samo: "ja pukam, ale Ty wchodzisz i mówisz", kończyło się na tym, że ja pukałem i mówiłem. Mało dziś archetypicznego faceta w facecie, a słabi mężczyźni to słaby kraj, a słaby kraj to kraj, którego niedługo może nie być. Wszyscy uciekają od ognia najmniejszej konfrontacji, jak gdyby mieli spłonąć, a nie wiedzą, że o owe spłonięcie chodzi, aby móc odrodzić się jeszcze silniejszym. Jako rzecze Seneka: ...i Eminem: Z wyrazami szacunku, Ważniak
  2. @Pater_92, dzięki, ale to nie była stricte podwyżka, a jedynie roszada kadrowa, jako że chcieli mnie zatrzymać, ale nie mogli mi dać podwyżki, ponieważ HR by ich przyblokował ("z jakiej paki jakiś typ ma nagle dostać 6 koła, gdy reszta tam tyle nie zarabia???"), więc tak; zarabiam więcej, ale to "podwyżka", a nie podwyżka. Co do branży, nie mogę zdradzać za wiele; sektor prywatny, niszowa branża, więc za łatwe do namierzenia.
  3. Gratulacje pokonania własnych słabości i skoczenia na bungee. Co do reakcji otoczenia, niech cytaty z "Rozmyślań" Marka Aureliusza posłużą za odpowiedź. Ich reakcja na Twój sukces jest jedynie projekcją ich własnych słabości i tchórzostwa. Słysząc o tym, czego dokonałeś, automatycznie widzą w Tobie to, do czego sami nigdy w życiu by się nie odważyli, więc próbują zdeprecjonować Twoje osiągnięcie, aby obronić się przed falą negatywnych emocji, która ich zalała po usłyszeniu o Twoim wyczynie. Powinieneś sobie zadać pytanie: "Dlaczego w ogóle zależy mi na opinii tych ludzi?", a kolejnym pytaniem powinno być: "Dlaczego w ogóle podzieliłem się tą informacją z tymi ludźmi?". Parę lat temu skoczyłem ze spadochronem, a potem wrzuciłem zdjęcia na Facebooka, i pośród miłych komentarzy znalazło się też parę uszczypliwych. Z perspektywy czasu widzę, że nie zrobiłem tego dla siebie (mimo że przeżycie było najwyższych lotów i polecam każdemu), a dla poklasku i chęci przypodobania się "im". No właśnie, komu, kurwa? Jakimś statystom, którzy są jedynie pikselami na ekranie monitora i których od dawna nie ma w moim życiu. Wynikało to jedynie z mojej niskiej samooceny i chęci udowodnienia światu, jakim to nie jestem kozakiem. Dzisiaj nikt by się o tym nie dowiedział, albowiem nie ma w moim życiu ani jednej osoby, z którą chciałbym się takimi informacjami dzielić. Celebrowanie osiągnięcia w samotności nie odbiera ważności danemu osiągnięciu, a świadczy jedynie o tym, że uwolniliśmy się od bycia więźniem opinii. Zostaw swoje sukcesy dla sprawdzonych ludzi, jeśli takich masz, a z plebsem nie utrzymuj żadnych stosunków lub jedynie ich konieczną ilość. Profesor Jordan Peterson umiejętnie tłumaczy, jak odróżnić jednych od drugich: Jeszcze raz gratulacje i wyżej w hierarchii jest już tylko skok ze spadochronem/base jumping/wingsuit flying. Jedziesz z koksem. 💪 Z wyrazami szacunku, Ważniak
  4. @somsiad, złożyłem wypowiedzenie i doszło do spotkania z managementem, podczas którego byli bardzo ulegli i powiedzieli mi, że gdyby to tylko od nich zależało, to jeszcze dzisiaj by mi przyklepali podwyżkę, tyle że nie mogą tego zrobić, bo HR da im po łapach za takie praktyki, więc zaproponowali mi w zamian zmianę departamentu na taki, gdzie zarabia się więcej, plus w perspektywie awans na zarządzaniem działem. Łączna kwota "podwyżki" to 6 tysięcy, która została rozbita na dwie transze; pierwsze 3 tysiące już mam, a kolejne 3 dostanę po tym, gdy ogarnę nowe stanowisko. Zaczynam w ten poniedziałek, więc planuję sierpniową wypłatę mieć już z kolejnymi trzema tysiącami. Co do samego blefu; poszło dużo łatwiej, niż zakładałem. Cały mój wysiłek polegał jedynie na napisaniu wypowiedzenia i wręczeniu go supervisorowi, a reszta się sama zadziała, lol. Nawet kłamać nie musiałem, bo sami wyskoczyli z propozycją, żeby tylko mnie zatrzymać. Pokręciłem trochę nosem, powiedziałem, że się nad tym zastanowię i na dniach im odpowiem. Podsumowując, umocniłem swoją pozycję w firmie, zarabiam więcej pieniędzy, mam perspektywę na jeszcze więcej, a oni wiedzą, że nie pierdolę się w tańcu i mogę rzucić robotę z dnia na dzień. Jestem najgorszym rodzajem pracownika: nie mam hipoteki; nie mam samochodu; nie mam dzieci ani rodziny na utrzymaniu; nie płacę alimentów na nikogo; nie mam żadnych kredytów do spłaty; mam zaoszczędzoną konkretną sumę pieniędzy, która pozwoliłaby mi na kilkadziesiąt miesięcy życia bez pracy bez obniżenia jego standardu; nie siedzę cicho jak reszta, która trzęsie dupami, żeby tylko nie wylecieć; jestem pracownikiem z pierwiastka kwadratowego wg prawa Price'a i dobrze o tym wiem; jestem nieprzewidywalny, co już im kilkukrotnie udowodniłem. Dziękuję wszystkim za aktywność w ankiecie oraz wątku. Z wyrazami szacunku, Ważniak
  5. Za dużo, zakładając, że nie jesteś na bombie i są to przynajmniej średniej intensywności treningi siłowe bez jakiejkolwiek fluktuacji, a patrząc po ich ilości, zapewne każdy z nich jest na pełnej kurwie. Zgadłem? Chodzisz niedożywiony i dziwisz się, że się chujowo czujesz? Przede wszystkim musisz odbudować kapitał metaboliczny. Poświęć najbliższe trzy miesiące na odbudowanie kalorii do pułapu dwóch i pół tysiąca. Oto, jak to zrobić: 15.07.2019 - 21.07.2019 = 1800 kcal + 100 kcal na bieżni dziennie (jakieś 10 minut, biegnąc 8 km/h); 22.07.2019 - 28.07.2019 = 1850 kcal + 100 kcal na bieżni dziennie (jakieś 10 minut, biegnąc 8 km/h); 29.07.2019 - 04.08.2019 = 1900 kcal + 100 kcal na bieżni dziennie (jakieś 10 minut, biegnąc 8 km/h); 05.08.2019 - 11.08.2019 = 1950 kcal + 100 kcal na bieżni dziennie (jakieś 10 minut, biegnąc 8 km/h); 12.08.2019 - 18.08.2019 = 2000 kcal + 100 kcal na bieżni dziennie (jakieś 10 minut, biegnąc 8 km/h); 19.08.2019 - 25.08.2019 = 2050 kcal + 100 kcal na bieżni dziennie (jakieś 10 minut, biegnąc 8 km/h); 26.08.2019 - 01.09.2019 = 2100 kcal + 100 kcal na bieżni dziennie (jakieś 10 minut, biegnąc 8 km/h); 02.09.2019 - 08.09.2019 = 2150 kcal + 100 kcal na bieżni dziennie (jakieś 10 minut, biegnąc 8 km/h); 09.09.2019 - 15.09.2019 = 2200 kcal + 100 kcal na bieżni dziennie (jakieś 10 minut, biegnąc 8 km/h); 16.09.2019 - 22.09.2019 = 2250 kcal + 100 kcal na bieżni dziennie (jakieś 10 minut, biegnąc 8 km/h); 23.09.2019 - 29.09.2019 = 2300 kcal + 100 kcal na bieżni dziennie (jakieś 10 minut, biegnąc 8 km/h); 30.09.2019 - 06.10.2019 = 2350 kcal + 100 kcal na bieżni dziennie (jakieś 10 minut, biegnąc 8 km/h); 07.10.2019 - 13.10.2019 = 2400 kcal + 100 kcal na bieżni dziennie (jakieś 10 minut, biegnąc 8 km/h); 14.10.2019 - 20.10.2019 = 2450 kcal + 100 kcal na bieżni dziennie (jakieś 10 minut, biegnąc 8 km/h); 21.10.2019 - 27.10.2019 = 2500 kcal + 100 kcal na bieżni dziennie (jakieś 10 minut, biegnąc 8 km/h). Co rozpisałem powyżej? Metodę powolnego gotowania żaby. Wyobraź sobie, że Twoje ciało to taka właśnie żaba, którą wrzuciwszy na zimną wodę i stopniowo podkręciwszy ogień, ugotuje się, co nie miałoby miejsca, gdybyś ją wpierdolił do garnka z wrzącą wodą. Wyjaśniając - jedząc od jutra 2500 kcal dziennie, zacząłbyś odkładać tłuszcz (żaba by wyskoczyła, a raczej Twój organizm by ogarnął, że: "Ty, ziomuś, pa, ile żarła wjebał szaleniec. Dawaj je tam do opony na bebech, będzie na później"), natomiast dokładając 50 kcal tygodniowo przy jednoczesnym spalaniu 100 kcal, nic się nie wydarzy, tfu, znaczy wydarzy się wiele: będziesz miał więcej energii; będziesz w lepszym humorze (zakładając, że będziesz jadł pełnowartościowe* produkty; zaburzenia mikroflory jelitowej mogą prowadzić nawet do depresji); nie tylko nie przytyjesz, ale i staniesz się bardziej nabity; poprawią się osiągi na siłowni; będziesz mógł więcej zjeść; będziesz się miał czym wypróżniać (inkorporując do diety odpowiednią ilość błonnika); będzie zajebiście, uwierz. Zbudowawszy bazę 2500 kcal dziennie, możesz przejść do układania makro- (trzy miesiące), mezo- (miesiąc) i mikrocykli (tydzień). Do rozdysponowania masz (począwszy od listopada 2019) kolejno: 92 dni, czyli 230 tysięcy kalorii; 31 dni, czyli 77 tysięcy i 500 kalorii; 7 dni, czyli 17 tysięcy 500 kalorii. Jako że przewidywanie przyszłości trzy miesiące lub nawet miesiąc w przód jest karkołomnym zadaniem, najlepiej będzie skupić się na tygodniowych mikrocyklach, które są o wiele łatwiejsze do przewidzenia i które możemy umiejętniej zaplanować. W puli mamy 17 tysięcy 500 kalorii, które zostaną rozbite na poszczególne dni, uwzględniając TDEE (Total Daily Energy Expenditure). Przede wszystkim musisz się skupić na tym, aby priorytetem był idealny stan układu nerwowego, a przy 26. treningach siłowych w miesiącu (powtarzam, zakładając, że trenujesz jak facet, a nie machasz pięciokilogramowymi hantelkami na płaskiej) nie może być o tym mowy. Priorytetyzacja jest następująca: psychika (overall mental & physical well-being); regeneracja (sen); dieta (odpowiednia podaż kalorii z wysokich jakościowo źródeł; błonnik; makro- i mikroelementy); trening; cardio. Polecam zmniejszyć ilość treningów do 4. w tygodniu: Poniedziałek: LEGS - high intensivity - hipertrofia miofibrylarna; Środa: UBW (upper body workout) - medium intensivity - hipertrofia sarkoplazmatyczna; Piątek: LEGS - medium intensivity - hipertrofia sarkoplazmatyczna; Sobota: UBW (upper body workout) - high intensivity - hipertrofia miofibrylarna. Nie wiem, po chuj piszę te nazwy po angielsku. Wracając do diety, w dni treningowe np. 2800 kalorii, a w dni nietreningowe 2100 kalorii, choć tutaj już Ty będziesz wiedział najlepiej, jak powinieneś żonglować kaloryką. Chodzi o to, żeby całościowa ilość kalorii w tygodniu wynosiła 17500 kalorii (wiadomo, bez jakichś udziwnień, że w dwa dni wpierdolisz po 8750 kcal, a potem będziesz zdychał z głodu). Osobiście polecam mój UABDB (Ultimate Approach to Bodybuilding and Dieting, Bitch): IIFYM (80% - 20% protocol); Intermittent Fasting (Spartan protocol/OMAD); CBL (carb back-loading); Fasted Training. * - polecam elastyczne podejście do spożywanych pokarmów o ratio 80% - 20%, gdzie 80% podaży kalorycznej to healthy food, a 20% podaży kalorycznej to cokolwiek, czego sobie życzysz. Podwyższysz kalorykę, a zmienisz ogólną optykę, tak jak rzecze mądre przysłowie: Łap jeszcze motywujący kawałek na finito i jedziemy z tą kurwą zwaną życiem: Z wyrazami szacunku, Ważniak EDIT: Ten też jest kozacki w chooy:
  6. "(...) którzy chcieliby zakosztować ciasteczka, ale nie chcieliby za to płacić" - jak można w zgrabny, eufemistyczny sposób nazwać siebie kurwą, a potem jeszcze wrzucić to w Internet w tonie wyniosłości i w ogóle bon ton, jaka to ja nie jestem elegantka. Facepalm. W głowach się popierdoliło, to już prostytutki stojące po rogach mają więcej wstydu. Z wyrazami szacunku, Ważniak
  7. Jakoś on nie miał problemu ze znalezieniem dziewczyny: Oh, wait. On chyba sobie zdaje sprawę ze swojego miejsca w szeregu i wiedział, że żadna modelka na niego nie spojrzy, więc "wziął to, co dali". Poza tym zrobił coś ze sobą, odważył się, pokazał się światu, otworzył się przed obcymi ludźmi, pokazując nieurodziwą twarz. Koniec końców to zaowocowało. Ktoś może powiedzieć, że ona się zakręciła koło niego, bo nagle naruchał 50 tysi subów na YT, no shit, Sherlock, no i co z tego? Nikt się Tobą nie zainteresuje bez powodu, więc zrób wszystko, aby tej drugiej stronie jakiś powód dać (czy to wygląd, status, kasa, whateva - bajki o bezwarunkowej miłości wsadź sobie w dupę; Twoi przyjaciele zostali Twoimi przyjaciółmi również z jakiegoś powodu, nie spadliście nagle z nieba i chuj "będziemy od dzisiaj przyjaciółmi"), jeśli tak bardzo masz głód intymnej relacji z płcią przeciwną. A że przystojni goście mają łatwiej? To może przypomnij sobie, kiedy ostatni raz byłeś nie wiadomo jak miły dla jakiejś przeciętniary? Dlaczego Ty miałbyś być w jakikolwiek sposób doceniony za przeciętność (w tym przypadku za przeciętny wygląd, dlaczego jakaś śpiewaczka miałaby być doceniona za przeciętny wokal, albo przeciętny piłkarz za przeciętne umiejętności). Sam gdy idę przez miasto i gdy mój wzrok się przetnie z jakąś nieurodziwą damą, to automatycznie uciekam oczami, jak gdyby moje oczy mi komunikowały "pasztet-alert". Nie mam nad tym żadnej kontroli. I niech mi ktoś wytłumaczy, dlaczego gdy wychodzę na zewnątrz, nie ma dnia, żebym nie widział jakiejś pary, która wg teorii nie powinna w ogóle ze sobą być, gdzie to facet jest pasztetem, a laska jest ładna. #mózgrozjebany Jeśli jesteś wśród 90% mężczyzn, to tak, kobiety wybierają, jeśli wśród 10%, to Ty wybierasz. Z wyrazami szacunku, Ważniak
  8. Najpierw to: A potem to: Co do filmiku Frywolnego - nie wierzę w ani jedno słowo, historyjka zmyślona, aby wycisnąć hajs z naiwniaków, "wystarczy, że skorzystasz z mojej promocji, bla, bla, bla". *Ziew* Nie wiem, jak inni, ale ja jestem przekonany, że za "69% zniżki na wszystkie materiały" (taka tajemna wiedza za takie grosze? Panie, ceń się pan!) nie kupisz OSOBOWOŚCI, a właśnie o jej braku u tego modela (wyimaginowanego na potrzeby wideo) pierdolił całe wideo. Osobowość zbudujesz jedynie, biorąc życie za rogi i udowadniając samemu sobie, że jesteś przechujem, a nie cold-approachingując jakieś typiary na mieście z Frywolnym za plecami. Z wyrazami szacunku, Ważniak
  9. Materiał bardzo cringe'owy, aczkolwiek jego podejście prawidłowe - na luzaka, z uśmiechem, "carpe diem", co ma być, to będzie; choć mógł sobie darować tę "panią", bo to tylko sugeruje poddanie i uległość wobec tej reporterki. Reporterka uśmiecha się, odbija piłeczkę, ciężko przełyka ślinę itd., więc jeśli to dobrze rozegrał na afterze, to szansa na to, że rozłożyła przed nim nogi dużo większa, niż gdyby prowadził tę rozmowę na poważnie, spinając dupę. Tak się właśnie z babami gada: na wyjebaniu, a nie z myślami, jak będą wyglądały wasze wspólne dzieci. Spokojnie mogła mu wskoczyć na fiuta; ot, szybki ONS z jakimś tam YouTuberem. Z wyrazami szacunku, Ważniak
  10. Każdy taki komentarz świadczy jedynie o nieszczęściu osoby go piszącej. Najsmutniejsze jest to, że ci idioci się nawet nie kryją ze swoim debilizmem i firmują swoje upośledzenie twarzą i informacjami personalnymi. A potem srają w gacie na żywo, jak ktoś się uprze i zacznie ich ścigać, tak jak Michał Karmowski: Kurwa, piękne to video. Mogę codziennie oglądać. ❤️ Poziom tupetu przekracza wszelkie granice. Na żywo by słowem się nie zająknęli, ale w necie to wielkie chojraki, a jak wejdziesz w profil, to na zdjęciach jakieś chude pedały ze wzrokiem tęskniącym za rozumem. Zresztą gdy takie tępe kurwisko, jak Marta Linkiewicz, ma prawie milion followersów na IG, to o czym my w ogóle rozmawiamy? Polska to kraj umysłowych impotentów z nielicznymi wyjątkami. Z wyrazami szacunku, Ważniak
  11. Plan B jest prosty - znalezienie nowej pracy, co nie będzie większym problemem, aczkolwiek gdybym został bezrobotnym, to wreszcie miałbym czas na rozpoczęcie własnych przedsięwzięć. Oszczędności mam na prawie dwa lata życia bez pracy, więc to kupa czasu, który będzie można jakoś konstruktywnie spożytkować, tak też ewentualna porażka nie będzie niczym strasznym. Już w przeszłości mnie zwalniano, sam też odchodziłem z dnia na dzień z prac, a nadal dycham, więc nie spinam się, jeśli wtopię z tym blefem, choć lubię tę pracę, bo pracuję z młodymi ludźmi i jest toczona beczka non-stop. Kajanie się nie wchodzi w grę. Okres wypowiedzenia trwa dwa tygodnie i jeśli w przeciągu tych dwóch tygodni nie pójdą po rozum do głowy, to tyle mnie widzieli. Kasę na podwyżkę na pewno mają. Nawet na pięć takich podwyżek dla mnie. Co do kogoś na moje miejsce; ciężko im będzie kogoś znaleźć, praca ma w sobie wiele elementów artystycznych; trzeba mieć wyrobiony zmysł estetyczny; pewną rękę; precyzję, jest dużo dźwigania też. I tutaj mają gościa all-in-one, a teraz zatrudniaj kogoś nowego i go szkol we wszystkim (jest duża szansa, że nie uda im się; przez ten rok przewinęło się parę osób i po dwóch tygodniach ich żegnano). Aktualnie są w ciemniej dupie, jeśli chodzi o pracowników, więc pozbywając się mnie, strzelą sobie w kolano, choć na pewno sobie jakoś beze mnie poradzą, ale wiem, że znają moją wartość (mam wiele przywilejów, których inni nie mają, i ogólnie jestem bardzo dobrze traktowany z tego powodu), zatem zakładam, że się ugną. @Mocny Wilk, chcę przygotować menadżera na to, co go czeka. Na pewno plotki do niego dojdą w przyszłym tygodniu, a w piątek za tydzień rzucam wypowiedzenie supervisorowi, który później poleci do menadżera, a ten przyjdzie po mnie, aby pogadać, wiedząc mniej więcej, jaki charakter będzie owa rozmowa miała. Nie chciałem wyskakiwać z tym jak filip z konopi. Zobaczymy, czy dobrze to rozegrałem za tydzień.
  12. Hejka! Za tydzień w piątek planuję złożyć wypowiedzenie w miejscu mojego zatrudnienia, tyle że owy ruch z mojej strony będzie zwykłym blefem, który w ogólnym rozrachunku ma zmanipulować mojego pracodawcę do zaoferowania mi podwyżki, której wysokość będzie musiała wynosić minimum 5 tysięcy funtów więcej w skali roku, niż aktualnie zarabiam. Układ gwiazd i planet jest dla mnie bardzo korzystny, albowiem niedługo jedna pracownica odchodzi na macierzyński, a ja (jako aktualnie chyba jedyny) ogarniam jej robotę bez problemu, tyle że widziałem, jak próbowała szkolić jakieś dwie inne typiary, ale z jakim skutkiem, to nie wiem. Niedawno nie pojawiła się w pracy i gdyby nie moja dobra duszyczka, firma byłaby kilkadziesiąt tysięcy funtów w plecy, a oprócz tego w swoim wydziale jako jeden z dwóch (drugi pracownik pracuje tam ponad 15 lat, ja niecały rok) ogarniam każdą pracę (jest ich łącznie siedem, a z pracą tej laski, co niedługo idzie na macierzyński, osiem). Jeśli teraz prześpię ten moment, wątpię, aby kiedyś jeszcze nadarzyła się taka okazja, żeby wejść all-in i zgarnąć jackpota. Kulturalna rozmowa z menadżerem w sprawie podwyżki??? Cóż: Wiem, że musi dojść do konfrontacji z aktualnym menadżerem, podczas której będę musiał wznieść się na wyżyny aktorstwa, ale jestem na to gotów. Boję się tylko, że pierdolnę śmiechem, jeśli zobaczę, że połknął haczyk. Kiedyś już raz uknułem pewną intrygę, którą łyknął jak pelikan i zrobił wszystko tak, jak chciałem, a nawet i więcej - krótko mówiąc: worked like a charm, aczkolwiek teraz chcę wytoczyć grubsze działa i nie mogę popełnić żadnego błędu. Skonfabulowałem prostą historyjkę: wszyscy wiedzą, że ćwiczę na siłowni, więc chcę im sprzedać, że menadżer owej siłowni zaprosił mnie kiedyś na pogawędkę w sprawie pracy, bo postronne osoby wypytywały go, czy jestem u niego być może zatrudniony, więc chce mi zaoferować etat. Interview miałoby się odbyć w przyszłą środę 26. dnia czerwca, na którym to spotkaniu zaproponowałby mi pięć tysięcy funtów więcej rocznie, niż oferuje mi moja aktualna firma. Ową wersję wydarzeń zamierzam przedstawić podczas konfrontacji z obecnym menadżerem, do której w końcu dojdzie, i albo ugnie się pod presją, albo ja zostanę bezrobotny (nie będzie to jakaś wielka tragedia dla mnie, ale wiadomo, wolałbym jednak, żeby mi tym hajsem posmarował, zamiast żydzić dobremu chłopakowi). Dzisiaj już puściłem w obieg plotkę, że prawdopodobnie odchodzę, więc zakładam, że jutro cała machina ruszy i nabierze rozpędu. Stworzyłem ankietę, aby wybadać, co wy byście zrobili. Z wyrazami szacunku, Ważniak
  13. W tym wątku: Wiktoria P. (nazwisko do znalezienia w komentarzach na YT) dyskutowała z autorem, który zapytawszy o personalia, uzyskał tak jakby "potwierdzenie". W samym video interlokutor sam wspomina o wysokiej aktywności na grupkach FB i innych miejsach. Wszystko układa się w jedną całość. Oto Sara, FitDaria itp., itd. Odezwij się na priv, rozpiszę Ci dietę i trening. Jak dla Ciebie jedynie 10 tysięcy złotych, nie będę z Ciebie zdzierał. Beka. xD Z wyrazami szacunku, Ważniak
  14. @Jaśnie Wielmożny Moja ścieżka zawodowa to od zawsze kula u nogi. Tak to jest, jak najważniejsze decyzje życiowe podejmujemy, gdy jesteśmy najgłupsi, ale nie narzekam i jakoś pcham ten syf do przodu. Z zawodu jestem nauczycielem i jako INFJ dobrze się odnajdywałem w szkole, a same dzieciaki też mnie bardzo lubiły, ale życie się tak potoczyło, że w 2013 r. wyjechałem do Anglii i siedzę tu od tego czasu z roczną przerwą, pracując - póki co - w branży dalekiej od mojego typu charakterologicznego. Z wyrazami szacunku, Ważniak
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.