Jump to content
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

B3rs3rk

Użytkownik
  • Content Count

    12
  • Donations

    0.00 PLN 
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

12 Dobra

About B3rs3rk

  • Rank
    Kot

Profile Information

  • Płeć
    Mężczyzna

Recent Profile Visitors

The recent visitors block is disabled and is not being shown to other users.

  1. Macie racje, moje życie to było jedno wieczne przechodzenie ze skrajności w skrajność i jest strasznie chaotyczne, przeważnie żyje na te właśnie 150% a potem jak się wypalę to nie mam siły nawet na 50%. Ale doszedłem do pewnego stopnia harmonii w pewnej chwili swojego życia o czym powiem na koniec ponieważ chce ująć to razem. Tak jak powyżej ElChico powiedział wiem że bardzo dużą dziurę wierci we mnie to że jestem DDA, znalazłem w internecie fora kiedy dowiedziałem się otemacie, poczytałem co tam mówią, zacząłem czytać książki w tej tematyce, przeczytałem aktualnie 2 (Wsparcie dla DDA-Tommy Helsten, Dorosłe dzieci alkoholików-Janet K. Woititz) i stwierdziłem że na ten moment dość czytania, czas na praktykę. Obie książki generalnie bardzo polecam dla innych DDA, w trakcie ich czytania wiadomo przeplatały mi się wydarzenia z dzieciństwa i starszego dzieciństwa bo problem w sumie trwa aż do teraz a mam 23 lata, podczas czytania tej drugiej miałem jeden taki nazwijmy to atak nie kontrolowanego płaczu, nie mogłem tego wcale opanować a czułem że jest tego więcej tylko to nie miejsce i czas na takie akcje (byłem w pokoju pracowniczym, za drzwiami współlokator), udało mi się to zdławić. Powiedzmy wiem co mam robić już w tej materii tylko nie mam do tego aktualnie warunków i odpowiedniej osoby, a są pewne wymagania, najlepszy wiadomo byłby psycholog, mam jednak jedną osobę z któtrej pomocy mógłbym skorzystać do wyrzucenia tego z siebie, tylko to kobieta z którą czeka mnie relacja na dłuższą metę a podczas mówienia jej o tym odsłonię moją największą słabość a to nie idzie w parze z ewentualnym przyszłym związku ale rozwiążę to jakoś i przepracuję ten temat, bo to strasznie potrafi dać w dupę. Co do kobiet to nie jest nurt mojegooproblemu, ale z czym macie rację dam sobie chyba spokój z przelotnymi historiami łóżkowymi tak jak radzicie, widząc ich zachowania w takich relacjach, czuję że przyczynia się to do mojej utraty szacunku to ich płci coraz bardziej. Aspekt rozmowy o którym mówi Pater Belli to coś co wiem że ostatnio mnie boli, cała ta wypowiedź tutaj na forum to forma mojej rozmowy z przyjacielem, od ostatniego spotkania ze znajomymi odstawiłem z nimi kontakty, stwierdziłem że nie chcę przyjaźni gdzie tylko ja dążę do spotkania się, odezwania się co jakiś czas, po prostu przestałem wychodzić z inicjatywą do spotkania ponieważ 95% raazy ja to robię (po za moim kuzynem który jest mi najbliższą osobą ale z nim nie rozmawiamy o takich rzeczach w sumie nigdy) i tak jak podejrzewałem po prostu za szybko to oni się nie umówią ale jak mam tylko ja wyprowadzać jakąś inicjatywę to pieprzy mnie to w sumie bo chyba nie tak wygląda przyjaźń". I ostatni temat, poruszony przez SzatanKrieger. Zacznę od końca, nie czuje całkowitego braku zainteresowania moimi pasjami, to też zależy też od dnia, chce je dalej rozwijać, tylko po za w sumie jedną do której trzeba nie wiele to ciężko aktualnie z korzystnymi warunkami do tego by robić te wszystkie rzeczy które mnie kręcą. Podejrzewam że możesz mieć rację, miałem już taki motyw w swoim życiu, wyszedłem z niego inną drogą co opiszę na końcu tej wypowiedzi. Nie przyszedłem tutaj płakać nad ciężkim życiem hej, więc czas coś z tym wszystkim zrobić. Rozmowa z wami bardzo mi pomogła, pozwoliła mi sobie przypomnieć po co to wszystko zacząłem, pomogła mi przemianować priorytety, zwróciliście uwagę na moje błędy i może jest jakaś racja Pater Belli w tym nakręceniu w życiu dla siebie, ale dla kogo mam żyć jeśli nie dla siebie i dla swojego wewnętrznego spełnienia? Wrócę tutaj do motywu depresji, oraz tego o czym mówił SzatanKrieger z tymi chwilami że mogę zdobyć wszystko a zaraz potem jestem totalnie wypompowany, zauważyłem że coś takiego dzieje się w moim życiu po piciu, czy po ostrym chlaniu, na drugi dzień kiedy inni przeważnie mają kaca to ja mam dalej mocne tu i teraz, mam totalny dystans do życia i siebie, super humor, chęć do pracy nad życiem, stan ten utrzymuje się około 2-3 dni a potem mam przeważnie napad depresji, który mocniejszy lub słabszy, trwa od 1 do 4 tygodni i potem przeważnie odchodzi w zapomnienie. Po tym gdy na początku tego roku odstawiłem picie na długo, zająłem się sobą i ustawiłem priorytety, wszystko nawet jak mi coś nie szło potrafiłem pogodzić, zmienić na swoją korzyść, to był dla mnie pewien rodzaj harmonii, dbałem o wszystkie aspekty, analizowałem, puszczałem się z prądem wydarzeń i czerpałem z nich korzyści, wszystko zaczęło się sypać w momencie kiedy napiłem się na tym grillu. Tutaj czas na refleksję, nie mam problemu z piciem, więc po prostu odstawiam to całkowicie, jak sytuacja ustabilizuje się to zażyje alkohol pewnie raz na jakiś czas w towarzystwie ze względu na to że wtedy arcy skutecznie nawiązuję kontakty a tego mi w życiu brak, czuje się cholernie samotny w swoim życiu i zaczyna mi to doskwierać, jeśli jednak okaże się że muszę odstawić alkohol na zawsze to zrobię to bez bólu serca, i po prostu nauczę się nawiązywać kontakty z ludźmi korzystając ze spisanej już wiedzy, poddając to metodzie prób i błędów. Dalej muszę iść do jakiejś pracy nad czym aktualnie pracuję, całe to siedzenie na dupie zaczyna mnie męczyć, byłem strasznie wyczerpany ale mój stan zdrowia fizycznego poprawił się na ostatnich 2 tygodniach, czas już iść do pracy, ale teraz na spokojnie, narzuciłem sobie duże tępo bo chciałem zdążyć żeby iść do szkoły w tym roku, wyszło mi bokiem, teraz ruszę powoli i spokojnie badając każdy nowy grunt pod stopami. I ostatnia sprawa, moi rodzice i moja rodzina, zmierzam do całkowitego usamodzielnienia się, żeby nie musieć tam już wracać i w sumie do tego potrzebny mi ten duży hajs tak na prawdę, żeby wyjść z tego domu, wyjechać z tego miejsca do miasta bo jest tam kompletne nic w promieniu około 80 km i móc stworzyć sobie swój bezpieczny spokojny azyl z dala od tego miejsca. Kiedy rodzice byli w ciągu alkoholowym i musiałem patrzeć na to kolejny raz to nie miałem żadnych wątpliwości że jestem w stanie to spalić w jednej chwili i nigdy tam nie wrócić, teraz kiedy Mama wróciła do całkowicie normalnego stanu to serce mnie boli na myśl o tym, plus fakt że sami sobie serio nie dadzą rady w tych warunkach, z drugiej strony strasznie dali dupy, sami stworzyli takie warunki dla siebie i dzieci, a tylko spłodzić potomków i mieć to w wuju a potem wiecznie żyć tym co by było gdyby... to poniżej normy za bardzo. Tutaj uważam że mam prawo do swojego życia i zmierzania do swojego szczęścia, i pytanie do was, myślicie że odciąć to całkowicie po zamknięciu wszystkich koniecznych spraw, zmienić nr i nigdy tam nie wrócić czy dać im szanse, i z ewentualnych zasobów dać z siebie tylko tyle żebym nie miał żalu i mi samem starczy na wszystko, co brać mi radzi? Tutaj chcę jeszcze wszystkim podziękować za pomoc oraz udzielenie się w moim temacie, to na prawdę wiele dla mnie znaczy że jesteście, że jest takie miejsce gdzie mogę wejść, odsłonić się, wypłakać się Bracią na ramionach podyskutować z wami, porozmawiać. Ruszam dalej, skupię się na tym co napisałem, zajmę się tym na co zwróciliście mi uwagę, i chyba czas też zająć się mocno tym o czym mówi SzatanKrieger czyli rozwojem duchowym.
  2. Witam wszystkich, zastanawiałem się czy umieścić to w dziale depresja czy tutaj, umieszczę to tutaj, jeśli to zły dział to przepraszam oraz proszę o przeniesienie. Mam wrażenie że Red Pill mnie przerósł, byłem na dobrej drodze, wytyczyłem ją sobie za pomocą forum, nagrań oraz książek Marka, oraz innych Tytułów takich jak Np "przebudzenie" De Mello, doszedł też Murphy, czy Dan Millman, jeszcze wymieniłby jednego lub dwóch autorów plus jakieś materiały z internetu, nie to jest teraz ważne. Kroczyłem ścieżką którą sobie wytoczyłem, stworzyłem niezłą samodyscyplinę, określiłem cele, i dążyłem do nich, osiągnąłem pewien stan, lub jego przedsionek w którym złe nawyki oraz uwarunkowania nie zostały jeszcze całkowicie wyparte lecz były przyćmione przez nawyk ukochania siebie, uwielbienia swojego życia, dążenia do rozwoju osobistego oraz rozwijania pasji i kierunków które czuję że kocham i dają mi spełnienie, generowałem bardzo dużą dozę szczęścia z wnętrza siebie i co było dla mnie sporym osiągnięciem potrafiłem nie tylko wyrzucić z siebie zły nastrój ale nawet zmienić go na całkowicie pozytywny z uwielbieniem dla obecnej chwili nawet jeśli była mi całkowicie nie na rękę. Powiedziałbym że wszystko wysypało się i upadłem po raz kolejny na pysk ale nie mam kompletnie siły żeby podnieść się i ruszyć dalej, a największym problemem jest w sumie jedno doskwierające mi uczucie, a właściwie brak odczucia czegokolwiek, mam wrażenie że jestem wyprany z emocji. Żeby nie mieszać zacznę streszczając drogę do rozwoju, i przejdę do rzeczy na mojej drodze które wydaje mi się wpłynęły na aktualny stan lecz nie mam pewności czy to jest gwóźdź programu. Otóż wszystko miało początek w Grudniu 2017 kiedy pierwszy raz miałem silny (nazwijmy to) atak depresji że pierwszy raz chciałem na poważnie się wylogować, przeszło, poprawiło się, potem rozstałem się z moją wtedy aktualną partnerką, powróciło 2 tyg po rozstaniu, zacząłem szperać tam gdzie skończyłem wcześniej, przeczytałem najpierw "Kobietopedia" od razu po tym stwierdziłem że czas zacząć tam gdzie skończyłem w roku 2017, czyli na drodze do samorozwoju oraz samouwielbienia, przeczytałem "Stosunkowo Dobry" to była solidna dawka postawienia mnie na nogi. Po samym przeczytaniu czułem się dużo lepiej, zastosowałem zalecenia Marka, przeczytałem też z ciekawości Murphy'ego wraz z postanowieniem że zamierzam regularnie czytać, oraz dla tego bo Marek o nim wspominał w swoich tytułach i nie tylko, a następnie poszło "Przebudzenie" De Mello. Miałem nieźle zalany zbiornik wartościowym paliwem, odrzuciłem przekonania społeczeństwa, produktywnie wykorzystywałem swój czas i dozowałem co chcę wpuścić do swojej głowy przez co też zmniejszyłem kontakty z najbliższą rodziną a zwłaszcza rodzicami, dalszym planem zamierzając je ograniczyć do minimum. Wykonałem założenia na czas od Stycznia do Marca, mianowicie, skończyłem 2 kursy spawacza, regularne treningi i dieta, zero alkoholu, zwłaszcza tego w samotności, czytanie książek głównie tematyka matrix, i rozwój osobisty, do tego dorzuciłem pasje na które miałem możliwość na tym zadupiu czyli w sumie brak czego kolwiek ale np, mogłem uczyć się tańczyć solo korzystając z internetu więc to wprowadziłem. Po zakończeniu kursów na koniec lutego, czas poświęcany na kursy poświęciłem na nadgodziny, spawałem średnio 10 h dziennie plus przyśpieszyłem tempo ze względu na to że miałem pracę w akordzie, jak dołożyli mi drugą zmianę to zdarzyło mi się pracować bez przerw w tygodniu, mianowicie np byłem w pracy 12 dni pod rząd plus dokładałem sobie godzin w weekend kiedy nie przychodziły inne zmiany, do tego treningi i regularna micha plus książki (już max 1 h dziennie bo oczy zwyczajnie były zmęczone po spawaniu) z urlopami, skasowałem naprawdę konkretny hajs, wszystko po to bo zamierzałem wyjechać z kraju, na początku marca złożyłem wypowiedzenie, w ostatni piątek pierwszego tygodnia kwietnia zakończyłem pracę w tamtej firmie. w miedzy czasie w ostatnim tyg Marca sprzedalem auto a na początku kwietnia kupiłem drugie, jak już byłem pewien że nie zawiedzie mnie w trasie typu 1000 km zacząłem aplikować do firm, szukając pracy w zawodzie spawacz. Tutaj zaczyna się początek upadku, paradoksalnie po tym jak skończyłem gnać i miałem odpoczywać to od rana do wieczora siedziałem w aucie, coś na temat mechaniki już wiedziałem, zwłaszcza tego konkretnego modelu więc wszystko robiłem sobie sam, poświęcałem na to czasem cały dzień, postanowiłem się zobaczyć z najbliższymi znajomymi przed wyjazdem więc proponowałem im spotkania wieczorem, utykając ich kiedy mogłem, i często wracałem późno do domu a rano wstawałem i kontynuowałem pracę przy aucie, minusem i dużą szpilą w dupę było to że nie trzymałem wcale michy nie rezygnując też z treningów, (jednak były lżejsze ze względu na okoliczności) jadłem byle jak i byle kiedy a potem na cały dzień nie zażywałem nic po za wodą i jakąś kawą. Około 20 kwietnia gdy miałem już ustaloną pracę w Niemczech, wyjechałem z kraju, nie znałem Niemieckiego, oferta była bez języka, wystarczał komunikatywny Angielski który ogarniałem lepiej niż komunikatywnie, oferowali fajną stawkę, praca dla osób do przyuczenia. Na miejscu okazało się że pan z polski zagrał w wuja, w pracy wymagali dużo więcej, za znacznie mniejszą stawkę, miało być 11 Euro na łapę, okazało się że jest nie całe 9 na łapę plus wymagali solidnego doświadczenia w porównaniu z tym co było mówione na początku. Nie przyjęli mnie ponieważ stwierdzili że byłby ze mnie spoko spawacz ale nie umiem niemieckiego i nie zamierzają wołać ciągle kogoś z góry kto będzie mi tłumaczyć po angielsku. Tutaj zaczynamy, olałem temat, miałem zabezpieczenie, auto w super stanie, firma pośrednicząca zaoferowała mi tymczasową inna pracę, przekalkulowałem to sobie i pojechałem tam. W między czasie widząc możliwości zarobkowe oraz koszt żywności, wprowadziłem sobie dietę na masę i to część strzały w kolano. Przejdźmy dalej. Musiałem zmienić lokalizacje, przejechałem 250 km w to drugie miejsce, trafiłem do hoteli pracowniczych nowej firmy, poznałem chłopaków (wszyscy byli z polski) Praca była typowo fizyczna, straszyli mnie na początku że ciężka w chuj etc, byłem tam w piątek, w pon miałem zacząć pracę. Strzeliłem sobie hiper trening w piątek na siłowni, szczególnie dowaliłem nogi, wiadomo masa więc dociskałem kalorii, plus dużo białka,w pon poszedłem do pracy z zakwasami, bez problemu dałem radę, około środy kiedy to też puściły mnie zakwasy na nogach, zacząłem czuć że mój żołądek nie daje rady z posiłkami, postanowiłem to jeszcze chwilę kontynuować, praca faktycznie była ciężka ale zawsze tak pracowałem więc przeleciałem to bez przyśpieszonego oddechu. Nadszedł weekend, robili jakiegoś grilla firmowego i tutaj chyba zajebałem, pierwszy raz od 4 miesięcy, mianowicie od 1 stycznia do 1 maja napiłem się alkoholu, kolejny tydzień zleciał spoko, na tej samej diecie a potem zaczęło się niezłe gunwo generalnie. Totalne spadki energetyczne, wrażenie uczucia 0 wchłanialności w jelitku, brak energii, pogorszenie stanu psychicznego, ostatni tydzień maja poczułem poprawę, sytuacyjnie zwiększyłem też ilość cukru w diecie żeby przetrwać. Zjechałem do kraju na wesele na który byłem zaproszony jako towarzysz, piłem tam, ale z umiarem, jadłem też z umiarem, poznałem tam jedną taką, fajna była dla mnie, coś mnie w niej kręciło, zacząłem w to grać, 2 dni później skończyliśmy w łóżku, potem wróciłem do Niemiec (mówię o tym bo to też część gwoździa ale chyba bez znaczenia lecz brać potem to osądzi). Dotarłem do Niemiec przed świtem, spałem jakieś 2 h i potem poszedłem do pracy, było ciężko ale dałem radę, tydzień jakoś zleciał, generalnie miałem dziwne uczucie pewności siebie, strasznie duże które aż mnie rozpierało, czułem że wszystko co tylko postanowię, osiągnę bez problemu, potem był zjazd już w kolejnym tyg. Czując że mój stan się pogarsza, zmieniłem dietę, wywaliłem najpierw cukier rafinowany, zaraz potem mięso, zostały tylko warzywa, owoce, zboża oraz serki. Porcje były ogromne, mam wrażenie że zatkałem układ pokarmowy tak jak na początku wyjazdu do Niemiec podczas tej diety na masę. Mój stan zaczął się pogarszać, złożyłem wypowiedzenie, szef mając większe prawa skrócił czas mojej pracy o 2 tyg co pokrzyżowało mi plany zakupu motocyklu. Zjechałem do kraju i generalnie fizycznie czułem się jak gówno, był 12 lipca, 2 tyg nie ćwiczyłem, kilka dni przed zjazdem nieźle też popiłem co na pewno dobre ostatecznie nie było chociaż trochę psychicznie się rozładowałem. Miałem plan odpocząć, jechać w góry, po wymieniać zużyte podzespoły auta, i na upartego szukać pracy w zawodzie za granicą, ponieważ mam już niezłe zabezpieczenie i czas nie gra mi takiej roli bo mogę czekać dużo dłużej i jeździć od firmy do firmy an próbki. Porobiłem auto, odwiedziłem brata, u niego zrobiliśmy część podzespołów, wypiliśmy trochę, potem wpadłem do tej dziewczyny. Brat mieszka we Wrocku, tutaj zaczynamy imprezę. Po zjechaniu generalnie byłem wyprany strasznie, ale jak czułem coś podczas totalnego zapieprzania autem łamiąc wszystkie dopuszczalne limity, oraz czułem coś podczas bliskich zbliżeń z tą kobietą, generalnie nie pasowaliśmy do siebie, widziałem to jako seks ale był na prawdę bardzo dobry, uprawianie z nią seksu kręciło mnie dużo bardziej niż z kobietami wcześniej i choćby z kolejną później, nie ważne, po prostu coś czułem podczas tego sexu, fajne podniecenie i zbierające się emocje. Niebezpieczna jazda autem oczywiście niszczyła tutaj wszystko, adrenalina osiągała zenit, było to tak jak wtedy kiedy zaraz masz się z kimś bić i czujesz że zaraz dostaniesz lapsa na pysk, to samo tyczyło się momentów kiedy na chwilę traciłem kontrolę nad światem. Miałem jedną pewność, to wszystko unormuje się w momencie jak odpocznę, 2 dni po tym jak skończyliśmy naszą przygodę "friends with benefits" z tą dziewczyną zapomniałem o niej, po jakimś tygodniu od powrotu do domu czułem się dość wypoczęty, i stało się coś nie fajnego. Moi starzy którzy mają problem z kontrolowaniem picia, napili się i wpadli w ciąg, złamało mi to w sumie serce, największe źródło moich problemów to ich brak kompetencji w czymkolwiek w temacie wychowanie i zakładanie rodziny,nie chce mi się o tym nawet gadać, ale generalnie było strasznie okropnie, spieprzyłem do kuzyna żeby na to nie patrzeć, powiedziałem im że jeśli się nie ogarną to stracili własnie najmłodszego syna. Po tygodniu wróciłem a oni dalej w stanie gdzie mają wyjebane we wszystko, ojciec dalej na fazie, jest do dziś, mija prawie miesiąc. Mam świadomość że muszę to zerwać raz na zawsze bo mocno ciągnie mnie to w dół ale nie mam trochę na to siły, plus oni sobie totalnie nie poradzą w tych warunkach które stworzyli bez kogoś kto będzie w stanie fizycznie zasuwać. I stoję teraz przed najcięższym krokiem w moim życiu, matka się ogarnęła, zacząłem czuć przez to że ciężko będzie mi podjąć tą decyzję, ojciec już od dawna jest dla mnie nikim ponieważ nie nauczył mnie nic przez całe życie,nie miałem z nim nawet rozmowy, przez całe życie tylko mówił jaki jestem beznadziejny (czasami podjął jakąś rozmowę jak ojciec z synem jak był najebany jak szpadel) ale jak domyślacie się nie chciałem takiej rozmowy, bo kiedy był trzeźwy to nie istniał dla nas. Teraz oczywiście było dalej wypominanie, bo to nasza wina że nie chcemy żyć ich marzeniem, sprawa totalnie nie fajna, osoby z DDA pewnie wiedzą o czym mówię. Generalnie jestem teraz wypoczęty, minęło 1.5 miesiąca od zjazdu, wróciłem do treningów i zacząłem stosować fajny dla mojego ciała sposób żywienia, jutro mam rozmowę o pracę w GB, i generalnie to czuję się tak źle że najchętniej bym się zabił tu i teraz, nawet w bolesny sposób, Kilka dni temu poznałem taką jedną, 2 dni później wylądowaliśmy w łóżku, widziałem że chce mnie wykorzystać, przeleciałem ją, i totalnie nic nie czułem, całkowicie, ostatnie co od dzisiaj czułem to jak byłem kilka dni temu we Wrocku i jeździłem niebezpiecznie autem. Co dodam, kiedy wszystko się w miarę uspokoiło, to czułem się podniecony drobnostkami takimi jak spacer w lesie czy jazda samochodem delikatnie przy muzyczce z punktu A do B, generalnie cieszyły mnie drobiazgi i moja Soma, czyli treningi kalisteniczne. Jak wszystko nagle walnęło to nic nie czuję, nie potrafię nic wzniecić, od dłuższego czasu mam kłopoty z koncentracją, do tego stopnia że nie słucham kogoś z kim rozmawiam a jest dla mnie kimś bliskim i ważnym, jak wcześniej bez problemu medytowałem to teraz nie ma takiej opcji, po 20 sekundach małpka już błądzi w korytarzach myśli. Na ostatnich 2 dniach nie mam energii do niczego, nie jara mnie kompletnie nic, dodam że żadna kawa, żadna muzyka, żadne jedzenie, żaden alkohol, żaden sex, nie onanizuje się, treningi są bo są, nie potrafię się generalnie skupić, i ciągle przewija mi się myśl żeby wylogować się. Mam też poczucie że zaczynam z pozycji bardzo ujemnej w porównaniu do wielu i przez to nie chce mi się starać w ogóle bo zawsze jestem z tyłu nie ważne ile bym nie pracował, jednak czuję jedną rzecz, że gdzieś tam chce się duchowo rozwijać, chcę odrzucić ziemskie poczucia i pragnienia i zmierzać gdzieś do rozwoju swojego wewnętrznego ja, mając wywalone na zdanie innych, zniknąć, i przejść w tryb mnicha do czego aktualnie się przygotowywuje, chcę odciąć wszystkie więzi i zniknąć. Czuję też jeszcze jedno, że jest droga która prowadzi do moich ziemski celów, do rozwoju siebie, do ruszenia w ostrą modyfikację aut i tunning, jazdy na torach, bardzo zaaswansowany trening fizyczny gdzie staje sie powoli wojownikiem, droga samodyscypliny gdzie gruntownie zmieniam swoje życie, odrzucam ludzi i zmierzam do swojego celu, powoli zmierzam do całkowitej medytacji i praktykowania johi w całym swoim życiu, oraz rozwijam zawód w którym coś faktycznie mnie kręci. I tutaj czuję że muszę coś zbudować od zera, wywalić całą swoją rodzinę, zapomnieć o nich, odciąć się od ludzi i pracować aż wyrównam się z "normalnym startem". By potem dopiero móc ruszyć w społeczeństwo i zacząć się przyjaźnić i rozmawiać z ludźmi kiedy już nie będę czuł że jestem daleko daleko za nimi. I generalnie nie wiem co teraz o tym wszystkim myśleć, mam poczucie braku jakiejkolwiek równowagi w moim życiu, czuję że wszystko co zbudowałem może nie tyle upadło, ile nie ma dla mnie znaczenia, totalnie mam w nosie co ktoś o mnie myśli, co wydarzy się jutro, i kim będę za 5 lat, czy będę oddychać, czy świat zniknie, wszystko mam w sumie w nosie (spokojnie, dalej dbam o swoją aparycje fizyczną bo źle się czuję będąc trollem).
  3. Witam wszystkich, obserwując swoje człowieczeństwo zauważyłem że człowiek jest perfekcyjnie nie doskonały, kontynuując swoje obserwacje, zauważyłem że podczas lekkiego upojenia alkoholowego jestem w stanie lepiej nawiązywać znajomości. Nikogo to pewnie nie dziwi ponieważ wiele ludzi osiąga ten sam stan w takiej sytuacji. Ale coś innego mnie zastanawia. Podczas lekkiego oraz średniego upojenia alkoholowego dopada mnie "coś" co powoduje że dużo lepiej czuje się w tu i teraz, jestem w stanie bez niczego oddychać oraz robić praktycznie wszystko osiągając dużo, dużo lepsze efekty, czy ktoś z was przerabiał temat i jest w stanie nakierować mnie tam gdzie będę w stanie osiągnąć to bez dodatków?
  4. Themotha Miałem odwrotną sytuacje, kiedy się onanizowałem bardzo często kompletny brak lęków, poczucie pewności siebie, bez onanizacji, lęki, brak pewności siebie, nie kontrolowanie emocji całkowicie. Ramzes Messer Jak mówilem nie mam ochoty na onanizację, wprowadziłem więc odstawienie na 10 dni, odstawiłem też suplement tribulus terrestris, i zmniejszyłem ilość pitych dziennie kaw z 2 czasami 3 do 1, ustabilizowałem dokładniej dietę, treningi dalej są, progresywne więc każdy kolejny jest trudniejszy, kursy zakończone więc teraz zacząłem robić nadgodziny , plus mam pracę w akordzie więc narzuciłem tempo sobie i drużynie 50% większe (potrzebuję hajsu na przeprowadzkę z tego miejsca). Dbając o ilość snu i o porę posiłków oraz to bym jadł dobrze i odpowiednio z energią nie było jakich kolwiek problemów, mało tego powiedziałbym że miałem zbiorniki przelewające się paliwem, jeśli chodzi o psychę, pewny siebie, poczucie że szczęście trzymam w rękach, wiadomo pojawiały się randomowe myśli złe, zwyczajnie nie skupiałem na nich uwagi i same odchodziły, to samo z poczuciem bycia chujowym, raczej brak, jeśli było zastępowałem je poczuciem bycia fajnym gościem, gorzej z wydarzeniami bieżącymi typu tego co w firmie się odpieprza, trochę ponosiła wodza fantazji, nie mniej jednak też opanowane, zbyt wiele energii temu nie oddałem. I wszystko fajnie do momentu nadejścia weekendu, w tygodniu grafik upchany tak że nie ma czasu na chwilę odetchnienia (po pracy treningi, tu do dentysty a mam doń daleko więc droga autem też czas zajmuje, szykowanie posiłków, gdy złapie się chwile to książka, zakupy) W sobotę poszedłem do pracy , wstałem o 4 żeby być pół h wcześniej jako że szedłem sam, byłem w pracy 7 h, powrót, zjadłem coś, wziąłem stary telefon do ręki, przeglądałem stare zdjęcia, akurat jak byłem na zdjęciach z moją ex to dostałem na nowy telefon smsa od niej, zlałem tymczasowo, chodziło o jakąś bluzkę którą niby u niej zostawiłem lecz takiej nie miałem zresztą jestem 100% pewien że ona wie że takiej nie miałem (rozstaliśmy się jakieś nie całe 2 miesiące temu) pojechałem do lasu po drewno, tam targanie ciężkich kloców, i powrót do domu 3 h później około godziny 4, padnięty na ryj, nie wiem co dalej, chwila słabości nadeszła, mało tego odpisałem tej byłej mogłem po prostu zlewająco że to nie moje nie mniej jednak przez chwilę słabości upchałem jej parę faktów co było nie potrzebne, generalnie czułem się tak wiecie jak, chujowo, słabo psychicznie, brak pewności siebie, zwaliłem sobie 2 razy gruchę bo wiem że zawsze to pomagało i przeszło, po 1 razie lekka poprawa, po 2 stanowcza, mocne poczucie pewności i trzymania życia w swych dłoniach powróciło dosłownie wraz z 2 orgazmem. Teraz spróbuje odstawić onanizację na 15 dni, w między czasie dalej będzie zapieprz, tak do końca miesiąca bo wtedy kończy mi się wypowiedzenie, potem chcę wyluzować z tydzień czasu, to będzie taki moment zostania samemu ze sobą, myśli będą się panoszyć po główce jako że nie będzie wiru obowiązków, spróbuje okiełznać wtedy ten burdel, pamiętam jak kiedyś miałem rozpieprz w głowie mało tego byłem chory, położyłem się wtedy i zacząłem skupiać się na oddechu, doznałem błogiego stanu spokoju, tego się będę trzymać w chwilach kiedy będzie źle. Czytałem stosunkowo dobry i wprowadziłem zalecenia Marka w życie codzienne, generalnie jest poprawa, wiesz pewnie jednak że początki są ciężkie, jest generalnie stanowczo lepiej, w grudniu zaliczyłem taki silny stan depresyjny w którym już miałem ochotę się wylogować, potem trochę spokoju, nasiliło się kiedy rozstałem się z ex, wtedy sięgnąłem po książkę, i jestem już dużo dalej niż miejsce w którym byłem 2 miesiące temu, nie mniej jednak wiem że przede mną jeszcze pewnie kilka lat pracy. Apropo aktywnego dnia, gdy nie jest aktywny to mam poczucie że tracę czas którego zasoby mam ograniczone, plus pomaga mi to przebywać w stanie flow, kiedy myśli zaczynają mącić mi w głowie po prostu otrząsam się i myślę sobie po co o tym myslę, teraz jest tu i teraz, i zaczynam skupiać się na czynności którą wykonuje, i wszystko wtedy płynie w niezamącony sposób, a tak jak powyżej pisałem nastał weekend, chwila zwolnienia i koniec kontroli, dzisiaj jest już spoko wczoraj była niezła kapa. Pytanie bardzo trafne, w zeszłym roku o tej porze roku był moment mojego pierwszego wykroczenia z matrixu, wtedy miałem kłopoty w związku, moja dziewczyna nie miała ochoty na seks, tłumaczyła to sobie że przez tabsy antykoncepcyjne etc, stwierdziłem że chuja tam, trafiłem na samcze runo, potem dalej za tym na radio i forum, czytałem, czytałem i nie uwierzyłbym gdyby nie to ze nie pierwszy raz przerabiałem schemat że bycie dobrym misiem nigdy nie popłacało więc wszystko układało się w spójną całość. Zacząłem tresować swoją kobietę, do tego trzaskałem nadgodziny w pracy bo zajrałem się wtedy ostro spawalnictwem i strasznie dobrze mi było przy tym plus miałem ciężką sytuację finansową, by ułatwić sobie przebywanie w stanie flow które ciągle był zaburzony przez myśli związane z moją już teraz ex to dokładałem masturbację po której nie miałem oporów by traktować ją gorzej niż zwykłem, przesuwać granice które dałem jej przekroczyć, i generalnie udało się ja wtedy wytresować, akurat jednocześnie odstawiła tabsy i lekarz dał jej inne tak czy siak dobrze wiem że ochota na seks i dobra troskliwa myszka wróciła bo miała przysłowiowego badboya, nie mniej jednak wtedy poczułem też że kobieta nie jest mi potrzebna do szczęścia i generalnie zacząłem ją od siebie odsuwać, potem już nie potrzebowałem onanizacji, więc zacząłem ją odstawiać o tyle o ile, jak miałem po prostu ochotę na seks a nie byłem z u byłej albo ona u mnie (a mieliśmy do siebie 140 km) to po prostu zwaliłem sobie i tyle. Jeszcze jakbym miał coś dodać to co roku zimą mam gorszy okres życia, zaczyna się on jeszcze jesienią a kończy gdzieś na wiosnę, tak mi mijały wszystkie ubiegłe lata, teraz jest lepiej, dzięki forum i Markowi w istocie rzeczy, dzięki wam mogłem zacząć odnajdywać siebie.
  5. Nie wiem gdzie to dać więc proszę przenosić jak tutaj nie pasuje Witam, mam pewien problem, w zeszłym roku w okolicach tej pory roku również miałem z nim styczność, nie mam ochoty na seks, ale nie w tym problem, zauważyłem że jak nie spuszczę ciśnienia tak 2, najlepiej 3 razy w ciągu dnia to powiedziałbym mam problem z psychiką. Skłania się to głównie do życia w tak zwanym matrixie, jeden wielki rozpieprz myślowy o tym co było co będzie,kiedy już to zostawię ze sobą i myśli miną i próbuję zająć się czymś produktywnym to nie potrafię się na tym skupić, umysł rejestruje wszystko co się dzieje w pomieszczeniu, w pomieszczeniu obok, na dworze (jeśli coś słyszę) , jak wsadzę korki w uszy i jest względnie cicho, czytam książkę to znowu umysł zaczyna myślenie, analizowanie różnych rzeczy, przewidywanie sytuacji i inne takie, spuszczam cisnienie raz nic, 2 coś lepiej, po 3 spokój, raz że to cholernie czasochłonne raczej byłem w tym temacie długo dystansowcem, plus brak ochoty na seks o którym mówię powyżej wydłuża ten czas znacząco, i może nie koniecznie czuję spadki energetyczne co może być dość dziwne bo o ile jeszcze byłem z eks i uprawialiśmy seks to potrafiło to znacząco zmniejszać dawkę energi jesli jednocześnie o siebie nie dbałem,dodam że od rozstania zwiększył mi się poziom energii (zdarzało mi się nawet zasypiać za kierownicą, raz skończyłem w rowie) z której oczywiście korzystam, jednak po 3 razie czuję że może być zmniejszona regeneracja po treningu. Żeby nie było nie siedzę dniami na dupie nic nie robiąc, moje ostatnie 2 miesiące wyglądały tak: 4:40 pobudka, śniadanie, do pracy na 6, 7 h spawania, do domu, obiad, do miasta 3 h kurs spawania, powrót trening w dzień treningowy ( treningi 3-4 razy w tygodniu, kalistenika) w trakcie treningu najczęściej nastawiałem obiad na kolejny dzień, jak jeszcze zdążyłem to czytałemw dni treningowe a w bez treningowe głównie czytaniem, dzień w dzień 110 km za kółkiem, około 7-8h snu w soboty jakieś prace w domu, raczej trudniejsze, praca w lesie przy drewnie czy coś, czasem wyjście ze znajomymi, niedziela najczęściej książki dieta, jakieś dodatkowe treningi i opierdalanie się. To niby jest spoko, mam jakieś lepsze spojrzenie na świat po takim ujmę to zabiegu generalnie ale tak jak mówię czochranie bobra 3 razy na dzień to jest w chuj straty czasu, plus nie zawsze jest gdzie plus ewentualne spadki energetyczne, ma ktoś z was tak? Jakieś sposoby na to? Ostanio po tygodniu bez onanizacji miałem takiego pierdolca energetycznego że nie wiedziałem co ze sobą zrobić momentami.
  6. Bartxxfull Czytałem ten temat gdzieś we wtorek, może już go zamknąłeś ale wetknę swoje 3 grosze. Miałem rozkminy w tym temacie szacunku do kobiet i zaprzestałem ich bo tak jak Król Jarosław I napisał nie ma sensu z gówna filozofii robić. Ale zastanawiając się, czy my sami szanujemy siebie? Poruszyć tu trzeba temat programowania ludzi, nasi starzy tak nas nauczyli a ich nauczyli z kolei dziadkowie, wiadomo w sql te same bzdury, dalej media i cała reszta imprezy, zrobiono z nas biało rycerzy, podejrzewam że większość z nas przechodziła przez ten temat, ale gdyby tak wszyscy mężczyźni zajęli się sobą i rozwojem osobistym a nie, sadzeniem drzewa, budową domu, szukaniem "kochającej" wybranki, oraz założeniem rodziny tylko po to by kolejnym pokolenią wpoić te same bzdety, i po to by korpo miały zaciesz na mordeczkach, bo przecież nowi konsumenci. Każdy z nas gdy obudzi się z letargu widzi co nam zrobili, i widzi że kobieta to żadne szczęście a jedynie przyjemnostka jak np kawa, ja lubię sobie wypić kawę, tak samo lubię sobie podupczyć, ale pytanie czy jest to komu kolwiek potrzebne jako źródło szczęścia... Otóż uważam że nie, tak kręcę i kręcę o rzeczach które tu są wiadome, guru naszej sekty dba o to byśmy to zrozumieli. Nie mniej jednak przez pytanie czy my siebie szanujemy mam na myśli, czy nie stawiamy sobie za niskich poprzeczek względem partnerki? Może zacznijmy od nich wymagać więcej, niż tylko subtelna kobieta, dobrze żeby była piękna, czuła chętna na seks, delikatny, ostry, na eksperymenty, no i co dalej... Może wymagajmy od nich tego czego wymaga się od nas, niech zdobywają statu społeczny, niech są mądre, niech leniwe dupiszcza chodzą na siłownie, balet czy gimnastykę i dbają o swoje często oblane tłuszczem ciała, niech są przedsiębiorcze, niech są kimś w kim można mieć oparcie. Lata kiedy facet musiał zapewniać bezpieczeństwo minęły już dawno, my odłożyliśmy nasze kamienne maczugi, do kamiennej szafy i przestaliśmy ich używać, może wymagajmy od nich wiele wiele więcej niż na ogół się wymaga, gdyby tak każdy facet zaczął odrzucać większość opcjonalnych loszek bo miałby wyższe wymagania a może je mieć i może jakieś 0,5% kobiet je spełni, jeśli w ogóle, gdyby każdy z facetów zajął się tym co mu sprawia faktycznie przyjemność a nie tym co nam wmówili że ma ją sprawiać to już kobiety nie były by na takiej pięknej pozycji, nauczyły się wygody i tego że miś zarobi, załatwi, zadba o ognisko domowe, i dostarczy środków by ta mogła sobie robić paznokietki i chodzić do fryzjera, może niech one zaczną ciężko zapierdalać tak jak my. " Ja jestem za pełnym równouprawnieniem kobiet" :Dzień Świra I zdaję sobie sprawę że może to grozić ludzkości wyginięciem, ale podejrzewam że jak każdy facet zajmie się tym co mu pisane to za parędziesiąt lat będziemy pewnie wstanie przedłużyć istnienie ludzkości bez kobiet, a te albo się ustosunkują i odłożą swoje gadzie mózgi i pozostawią je w skalnych garderobach albo ludzkość będzie egzystować z nimi jako tylko kimś kto jest tylko naparstkiem dodatkowej przyjemności jak ta kawa z rana, poruchać, romantycznie się poprzytulać, czy poćwiczyć nasze bycie alfa. Ja to trochę tak widzę, ale trochę wiem że to nie realne. Osobiście nie zamierzam bawić się w historie która kołem się toczy i nie zamierzam przedłużać rodu, wątpię że spotkam w swoim życiu kobietę na tyle inteligentną bym chciał przedłużyć z nią gatunek, założyć rodzinę i wychować z nią dzieci.
  7. Ja zarówno jak i ona jesteśmy rocznikiem 95, psuć pierwszy raz zaczęło się po jakichś 3-4 miesiącach, potem nastąpiło wyprostowanie po mojej zmianie zachowania i tresurze, a potem jak odpuściłem zjebało się po roku i 2-3 miesiącach od rozpoczęcia związku. Sex był od pierwszego spotkania. Co do tłumaczenia to myślę że to nie głupi pomysł, pamiętam jak ja szukałem tego co zjebałem w opowieściach innych braci, mimo że jest tego już tutaj multum to może się to przydać innym świeżym kiedy trafią tutaj, jednak myślę że przydałby się temu inny temat, i chyba tak zrobię.
  8. Nie miałem, dopiero po przeczytaniu książki Marka dowiedziałem się o tym że coś takiego w ogóle jest, postanowiłem zagłębić się w temat w internecie i wychodzi na to że jestem taką osobą, co do terapii to planuję powalczyć z tym samemu, poczytałem o objawach i zachowaniach takich osób, uświadomiłem się w temacie, dalej ruszyłem z książką na temat rodzin dysfunkcyjnych, następnie jak już wyprowadzę się z domu do miasta zamierzam pomyśleć o terapii jeśli samemu nic nie wskóram. Jestem w trakcie lektury jaką mi poleciłeś, ujmę to tak, miód na moje oczy tylko gdybym poznał ten tytuł wcześniej, to przebudzenie u mnie jest w toku, nie mniej jednak każdy wiedza na ten temat jest mi droga, utwierdza mnie w przekonaniu że moje mędrkowania od wieku gimnazjalnego na temat tego czy życie nie powinno być inne nie były na marne, także dzięki wielkie za tytuł, do końca tygodnia poleci na pewno. Mam na myśli cieszenie się w duchu, nie potrafiłem tego robić, widziałem świat zawsze w szarych barwach, może nie zawsze, jakieś 90% czasu rok w rok. Głównie myślałem że takie jest i takie ma być życie, cierpienie, wielkie korporacje które manipulują tym wszystkim a my jesteśmy wobec tego bez radni etc, tak jak powyżej piszę, mędrkowałem na temat celu życia już od długiego czasu ale nie mogłem znaleźć odpowiedzi na rodzące się pytania, nie mniej jednak błąd polegał na tym że próbowałem sobie sam zrodzić odpowiedź, nie szukałem jej nigdzie indziej, za słabo się za to brałem, widać jeszcze wtedy nie pocierpiałem dostatecznie. Pisałem na początku pod koniec mojego ostatniego związku przeszedłem małą depresję, miałem myśli samobójcze, tam kiedyś wiadomo za szczeniaka też, tylko teraz takie poważne, to było takie skumulowanie tematu, jeszcze miałem rozmowę z moją byłą na temat tego jakie powinno być życie, wiecie co pompuje się ludziom do mózgów, miałem poczucie że nie mogę na to już kompletnie wpłynąć i tak trzeba żyć z dnia na dzień nie wiadomo w sumie po co, moja była rzekła wtedy że takie jest życie i nic z tym nie zrobisz, chciała mnie tam przytulić sraty taty, odepchnąłem ją, chciałem pobyć sam, to było zwieńczenie tego wszystkiego, to był moment w którym stwierdziłem że skoro życie ma być takim jednym wielkim syfem to nie ma po co żyć i w sumie równie dobrze to już mogę się wylogować, ale powiedziałem sobie że spróbuję ugryźć temat,najwyżej znowu ktoś mnie oszuka, wtedy najwyżej zrobię co trzeba, nie mam nic do stracenia, jak to Marek mówi: ta książka jest warta tylko flaszkę wódki, i to jeszcze takiej taniej wódki od nowego roku generalnie zabrałem się za siebie, i potem rozstaliśmy sie z moją byłem, zaraz po tym sięgnąłem po książki Marka i od tego się zaczęło, pierwszy raz poczułem wtedy że życie nie musi być takie jak mi wmówili że być musi, że mam kontrolę nad tym wszystkim, i że każdy może tylko prawie nikt nie chce, trudno im się zresztą dziwić, chyba każdy kto przerabiał temat dobrze wie jaki jest lęk na początku kiedy porzucasz stare tory swojego życia, można się przestraszyć, ale myślę że to kwestia cierpienia, gdy komuś jakaś jego dawka dokuczy już odpowiednio mocno to zaczną się pytania na które trzeba będzie znaleźć odpowiedź.
  9. darbyd Pracuję nad tym, dzięki za zwrócenie uwagi. Wiem o tym, pamiętam jak pierwszy raz zalałem się tłuszczem, pracowałem długo by zrobić formę, ale było warto, wiem że w 2 miesiące nie zmienię swojego życia i jestem gotowy na ciężką pracę latami, a wiem że w trudnych chwilach ludzie na forum dodadzą mi otuchy. Co do konsekwencji to parę już poniosłem kiedy byłem jeszcze ostrym młokosem, nie mniej jednak to wszystko daje do myślenia. Messer Poddawałem to analizie w ubiegłym roku kiedy pierwszy raz spotkałem się z Markiem, i forum, zagłębiłem się w tematy ezoteryki i tak jak Ty czułem że daje mi to ukojenie, na razie jednak jeszcze wiem że wiele jest zajęć, i wiele jest wiedzy która mnie interesuje, poświęcę na razie parę lat mojego życia na to, i na pewno będę widział jakieś efekty które pozwolą wyciągnąć kolejne wnioski. Tytuł dla tego dałem taki bo taki mi przypasował, masz rację, opisałem swoją historię w bardzo dużym skrócie, ale wpieprzyłem się w życiu już kilka razy w niezłe gówno, za każdym razem wpieprzając się bardziej na dno niż ubiegłym razem, ale kiedy pierwszy raz mocno zaryjesz w mieliznę, i nie wiesz czy zdążysz wypłynąć na powierzchnie nim braknie Ci powietrza, to pragniesz go tak bardzo że pewne rzeczy zostają Ci w pamięci, i to czego się nauczyłeś nie zginie, to miałem na myśli używając tego tytułu, gdy kolejny raz coś Cię tam ciągnie po tym jak już ostro zaryłeś o dno to coś Cię też blokuje. Pytonga Wiesz, tylko ona miała rację, mówię to jako racjonalnie myślący człowiek, jestem tego świadom że mam takie wzorce emocjonalne i wymaga to pracy nad sobą, nie mam zbytnio nawyku cieszenia się, mało tego jestem DDA, przede mną praca, praca i jeszcze raz praca. Przy tym temacie, czy są na forum ludzie którzy przerabiali temat DDA? Wyszukiwarka w tych tematach nic nie znajduję, może ktoś się udzieli. Łapie się czasem na tym o czym mówisz, ale mam tak tylko po rozstaniach kiedy zależy mi jeszcze na samiczce, z tygodnia na tydzień takich chwil jest coraz mniej, po jakimś czasie ustępują całkowicie i jestem wtedy sam ze sobą, i wtedy zwykle zjawia się kolejna loszka rzuca wszystko co ma w zanadrzu, a człowiek łapie się w sieć, muszę nad tym popracować. Myślę jednak że jestem na dobrej drodze, zacząłem pracę nad swoją psychiką i podświadomością, zdarzało mi się odczuwać mocne emocje, takie jak haj emocjonalny które wypływały z samego siebie, fascynują mnie ludzkie możliwości szczerze mówiąc. Kimas87 Jak o tym dodałeś, to szczerze współczuje swojej byłej, zrobili jej niezłą sieczkę z mózgu w temacie programowania podświadomości, zauważyłem że ma ostro wkręcone że szczęście znajdzie tylko w związku, miała dość spoko w domu, lecz leciało sporo romansideł, pioseneczki ciągle o wielkich miłościach, generalnie jej stary jest pod pantoflem, a tylko wszystkim mówi że tak nie jest, jednak wszyscy o tym wiedzą a on próbuje siać pozory, jedno krzywe spojrzenie jego żony albo słowo o rozwodzie i gościu już pod miotłą, a słabo tak, koleś jest kierownikiem w banku, zarabia solidny hajs, jest człowiekiem który zebrał przez życie bardzo dużo wiedzy, ostro zgłębił historię, tematy typu wynajem, kupno, sprzedaż, kredyty, co byś nie chciał to wszystko wie, i wie sporo w innych tematach, nie mniej jednak co go skaleczyło myślę w życiu najbardziej, jest strasznie otępiony kościołem, ostro mu wpoili sporo rzeczy do głowy i było to widać bardzo często, moja ex widzi tam jakąś wielką miłość, pieprzy że zapatrzeni są w siebie jak dwa gołąbki, i don't think so... Mam wrażenie że ona kiedyś się przejedzie na tych motylkach w brzuchu, i wiem że dostanie to czego chce że tak to ujmę kiedy spotka samca który będzie cały czas trzymał ją chłodno na dystans, który dostarczy jej tych emocji, podejrzewam że z Braci samców nikt z nią dłużej nie pobędzie, a raczej większość z tych którzy ogarniają te sprawy znajdują się na tym forum, skończy się tak jak jej starzy podejrzewam, w momencie kiedy już nie będą brzydzić jej myśli na temat dzieci, a to kwestia jakichś 3-5 lat na moje oko w jej przypadku więc ewakuacja nie była zła, tylko bardziej utwierdza mnie to w przekonaniu że wcale się tak źle nie stało że nie sięgnąłem po forum parę tygodni wcześniej, tak jak i po książki Marka, mógłbym ją poddać ponownej tresurze, i podejrzewam że udało by się jak za pierwszym razem, tylko tym razem posunąłbym się z tym dalej i skupił bardziej na sobie. Nie mniej jednak generalnie strasznie zabawne jest to ich pieprzenie 3 po 3 na koniec, typu kochasz za mocno, za słabo, jesteś za dobry, za zły, etc. uważam że kobiety mają strasznie przejebane pod tym względem że nie rozumieją swoich zachowań co okropnie widać, nie mniej jednak natura fajnie zabezpieczyła je zdolnością wypierania logicznych faktów żeby zabić ewentualne poczucie winy i inne negatywne emocje. Wracając do meritum, życie to nie słodkie romansidło tak jak mówisz, a kobieta to tylko dodatek do życia, 100% szczęścia to Ty, kobieta może być sto pierwszym procentem. Perun82, Kimas87 Generalnie to toksyczna rodzina to jedno wielkie szambo, człowiek chce od nich odejść ale czuje się z nimi związany i nie może przez coś co męczy go w psychice, jest zżyty z czymś co niszczyło go tak na prawdę od dziecka i czasem nie widzi się opcji innego życia, jednak przychodzi dzień kiedy coś zaczyna świtać i rodzą się pytania w głowie, na które trzeba znaleźć odpowiedzi, tak miałem ja osobiście. Mało tego tak jak mówisz Perun82, zaplecze finansowe zbliża mi się 23 wiosna i dopiero mam pierwszą perspektywę która pozwala mi wierzyć w to że tym razem uda się odejść na dobre, wcześniej kilka wyprowadzek zakończonych fiaskiem z powodu tego że nie zdołałem utrzymać się finansowo, tutaj zawsze mieszkanie jest darmowe bo tak to żyję za swoje w głównej mierze od jakiegoś 19 roku życia,plus dorzucam się do rachunków, gorsze jest to że starzy ciągle są bez hajsu i ciągle chcą go pożyczać, już nie jestem uległy jak za szczeniaka kiedy wyciągali wszystkie grosze ode mnie, i pożyczam i tylko jak wiem że będą mogli oddać. Dziękuję za wypowiedzi, słowa otuchy, rady i wsparcie Bracia
  10. Może żaden ze mnie mędrzec w tym temacie. Bit chujowy ale tak generalnie to faktycznie "baby same przyjdą" ja proponuję zająć się sobą, wiek wiekiem, ale sam dasz sobie więcej przyjemności niż kobieta, sama jakaś się nadzieje na Twojego kutonga, jak jesteś przeciętniakiem, zrób trochę mięsa bo mało masz tych kg, zadbaj o siebie zajmij się sobą, sama jakaś się zjawi
  11. Przepraszam wszystkich że tak długo, ale musiałem to gdzieś z siebie wyrzucić, wole to zrobić tutaj gdzie spotkam się ze zrozumieniem niż gdzieś gdzie zderzę się z mocną krytyką. Całe życie człowiek szuka szczęścia, wpieprzają mu do głowy różne pierdoły, człowiek ślepo w to wierzy ale za każdym razem kiedy zdobywa jakiś życiowy achievement okazuje się że szczęścia tam jak nie było tak nie ma, więc próbuje się to coraz nowszych rzeczy, i wierzy się w duchu że jak spotka się tą jedyną to szczęście już samo będzie. Nim dotarłem w to miejsce w którym się znajduje przeszedłem przez myślę mały alkoholizm, chlałem w umór dniami, dobrze ukrywałem się przed społeczeństwem, nazbierało się, tu jedna nie udana dupa, tam druga, tu starzy alkoholicy, tu brak perspektyw na przyszłość, pękłem, dzień w dzień, z pracy i wódeczka, do 2 w nocy, rano o 4:30 pobudka i na budowę, 5 kaw żeby wstać na nogi, powrót z pracy, i tak przez miesiąc czasu, i to nie był pierwszy raz w moim życiu jak do tego uciekłem, nie znajdując tam żadnego ukojenia, rozpierdoliłem sobie żołądek, przy okazji stawy i spaliłem dobrą formę którą wcześniej zbudowałem. Obudziłem się z tego syfu, jednak na chwilę, przeszło mi parcie na związek, wróciłem do kalisteniki, czytania książek, odbudowywałem wszystko co rozjebałem, minęły 2 miesiące i poznałem ją, zrządzenie losu i przypadek nas sparował na tinderze, okazała się ogarniętą laską, rozmowa sama się kleiła, ogień niesamowity, 4 godziny snu, treningi, dieta redukcyjna, praca na budowie po 10 h w słońcu a człowiek pełen energi, spotkaliśmy się po 2 tyg, pojechaliśmy w góry, przeżyłem z nią swój pierwszy raz, na drugi dzień poprawka, i ostre jebanie. Na początku z dystansem emocjonalnym byłem raczej bad boyem, szybko jednak haj emocjonalny przejął góre i stałem się biało rycerze, mineło kilka miesięcy związku, zimowa depresja nas obojga, wcześniej ruchanie 6 razy na 2 dni potem zimą 2 razy na 6 dni albo i gorzej, ja zrozpaczony gotów zrobić wszystko dla mojej samiczki już prawie czułem że się rozstaliśmy. Wtedy zadałem sobie życiowe pytanie, co tu jest kurwa nie tak, robię wszystko dobrze, jestem jebanym idealnym facetem, traktuję ją na równi ze sobą, przytulę i doradzę, pocieszę i otrę łzy, zrozumie i wytłumaczę, czemu ona mnie coraz bardziej odrzuca, spragniony odpowiedzi przewertowałem internet, trafiłem na samczeruno, potem na radiosamiec i na koniec na forum braci samców, dzisiejszego dnia mija niespełna rok od tamtej chwili gdy dzięki wam i Markowi naprostowało mi się życie. Zrozumiałem co robiłem nie tak, na początku był mocny liść od życia na ryj, pytałem siebie:"jak to? Ale przecież całe życie uczono mnie inaczej", miałem ochotę się zrzygać, jednak brnąłem w temat analizując wszystkie moje poprzednie związki, te które ja skończyłem i loszki chciały atencji i te w których dałem się zdominować a loszki mną wtedy gardziły. Poddałem moją obecną partnerkę szybkiej tresurze, i raptem po miesiącu miałem małą słodką kochająca myszkę spragnioną seksu jak kiedyś, ale ja już byłem inny, w momencie kiedy zmieniłem swoje nastawienie z romantycznego na zajmowanie się sobą poczułem że związek nie jest mi do niczego potrzebny, im bardziej ją zlewałem tym jej potrzeba atencji rosła, potem tymczasowo zaniechałem dalszej nauki i przerabiania forum, rozwoju w tematach psychologi, znowu zmiękłem, nie mniej jednak miałem wywalone w związek, nie rozstawałem się z nią, bo miała ciasną, zajebiście ciasną, i szczerze lubiłem ją, lubiłem z nią rozmawiać, mieliśmy tematy, inteligentne, znowu stawiałem ją na równi, lubiłem z nią dyskusje, sama mówiła że ona ze mną też, i kiedy zaczęła mi mówić że czasem woli ze mną rozmawiać niż się ruchać to wiedziałem że jest już źle. Dalej wrócił właściwie stary schemat związku, mniej seksu, wydziwianie, nie odbijałem już piłeczki, mówiłem: "nie pasuje to wypierdalaj" albo "znajdź sobie innego", czułem się z bez radny za każdy razem kiedy słuchałem jej pieprzenia na swój temat, wiem teraz że to były klasyczne shit testy, ale w drobnych sprawach miałem je w dupie, przeniosłem jej torebkę, tu coś drobnego zrobiłem etc, ale były czasem shit testy na temat przyszłego życia razem, mówiłem od razu że ślub to może za 10 lat, a jak mamy mieszkać w mieszkaniu po jej starych to może dopiero poczuje się tam jak w swoim jak oddam jej połowę jego wartości i na umowie znajdę się jako równy współwłaściciel, i inne grubsze przykłady kończyły się w ten sam sposób. Kiedy jednak mi cisnęła to ja nie odbijałem piłeczki tylko słysząc te same chujowe żarciki 120 razy w ciągu miesiąca zwyczajnie mówiłem to co wyżej napisałem, albo mówiłem to się rozstańmy. W miedzy czasie przeżyłem małą depresję kiedy chciałem sobie strzelić w łep, nie miałem już siły na życie, nic mi nie dawało radości kompletnie, ze związku zero, z życia 0, moje pasje kompletne 0, nikomu o tym nie mówiłem, nauczyłem się z życia żeby nie mówić o swoich słabościach ludziom którzy mogą je wykorzystać i swojej kobiecie, bo zrobi z Ciebie kompletnego losera, po za tym nie ufałem jej od kiedy pierwszy raz mnie odtrąciła i pogłębiałem się w tym stanie. No i tak rozstaliśmy się, ostatnie 2 spotkania były tak różne od siebie jak lato i zima, na święta bożego narodzenia 2017 spędziliśmy razem 2 fantastyczne dni, zajebisty seks, miłe rozmowy, chęć wzięcia wolnego byle się nie rozstawać, etc, mija tydzień i na sylwestra mam już dupę która o wszystko mi się przypierdala a na koniec kwituje że zachowuje się jak baba bo o każdy pocisk chce się rozstać albo mówię żeby wypierdalała. 2 tyg później, podczas rozmowy bodaj na fb zrobiła gówno burzę o to że napisałem "przeca" i "trza" których użyłem do kontekstu bo nadawały komizmu sytuacji, powiedziałem że wobec tego rozstańmy się, i tak się stało, 3 tyg temu stwierdziłem że w sumie rozstaliśmy się o pierdołe, zadzwoniłem i pytam czy my tak na serio, bo widzę że status w związku usunięty, rozbeczała mi się że ona mnie kocha, ale nie czuje tych motylków w brzuchu, że widzi mnie jako idealnego faceta na męża ale ona nie chce już dobrego związku tylko chce zajebistego związku, i że przeprasza mnie że wykorzystała byle pretekst by zrobić to na co nie miała odwagi, zapytałem czy z poprzednim tak miała, odparła że owszem, ja mówię racja, tamten nie liczył się z tak z Twoim zdaniem, ja byłem po prostu za miękki, zaczęła coś tam pierdolić że to nie tak, pożegnałem się i się rozłączyłem, typowy klasyk, odesłaliśmy sobie rzeczy, 2 dni czułem czysty gniew, 3 było mi smutno, potem kupiłem "kobietopedie" od razu zrozumiałem to co zjebałem i to o czym zapomniałem, ale poczucie braku szczęścia wróciło jak wcześniej podczas mojej małej depresji kiedy to chciałem strzelić sobie w łep, sięgnąłem więc po "stosunkowodobry" i zrozumiałem że zrobili mi gówno w głowie, kompletną sieczkę, przyjąłem tą wiedzę automatycznie bez oporów, już ich nie miałem jak wtedy gdy pierwszy raz poznałem naparstek wiedzy o psychice kobiet, bo trybiłem że tamto nam też ktoś wjebał do uba, więc czemu nie mógł wjebać i tego. Przecież wszystko w moim życiu jest dobrze, wróciłem do treningów, odstawiłem kompletnie alko już jakiś czas temu, dobrze zarabiam jako jeszcze nie doświadczony spawacz, mam środek transportu i oszczędności więc choćby skały srały mi na głowę to mogę mieć to w dupie bo dam sobie radę, mam dobre perspektywy na przyszłość a czuje się jak pieprzone gówno i nie wiem czemu. Po lekturze wszystko stało się jasne, nie mniej jednak jeszcze chciałem zejść się z moją byłą bo po prostu ją lubiłem, lubiłem z nią rozmawiać, pomijam pozostałości emocjonalne i seks, ale sam się do niej nie odezwę, wiedziałem że sama przyjdzie, zawsze wracają, tak samo jak wróciły poprzednie byłem pewien że ona wróci, nie wyjebałem jej ze znajomych żeby miała możliwość monitoringu jak się rozwijam, byłem pewien że związek, może dwa i sama przyjdzie, za to ona wyjebała mnie, 2 dni temu, co w sumie jest dla mnie na rękę, nie widze już tej jej mordy na fb więc nie myślę o niej, wczoraj rano wstałem i poczułem że o czymś zapomniałem, zapomniałem właściwie o tym co do niej czułem, pomimo rozstania dobrze ją wspominałem, nie miałem już negatywnych odczuć, teraz odeszły i te dobre. Porównam ją jednak do Supry na tle Golfów 3 bo na tle tego co oferują wszystkie dupy jakie znałem, i znam to ona chociaż miała oliwę w głowie, bo dobre ciało i niezła morda 9/10 z mejkapem jej przeminie, jednak wywalone bo nic nie starciłem, zyskałem związkiem nowe doświadczenia a rozstanie skłoniło mnie do ostatecznej refleksji nad swoim żywotem, miałem chlać jak się z nią rozstanę przez tydzień, tak jej mówiłem na początku związku, ale jak już raz byłeś na dnie tak bardzo że poczułeś jakie jest tam gówno to nie chcesz tam wracać, postawiłem na rozwój, wolny czas jaki mam i hajsy których nie przepierdalam na spotkania, inwestuję w rozwój osobisty, robię kursy, czytam książki, cisnę kalistenike, spierdalam z tego zadupia i idę do średniej z zamysłem pójścia na polibudę i ruszenia w kierunki spawalnicze. Zrozumiałem że przez całe życie nie potrafiłem się cieszyć, ona też mi to wytknęła że nie potrafię tego robić, to też zmusiło mnie do refleksji że coś tu jest nie tak. Musze spalić pierdolone mosty z ludźmi którzy nakłaniają mnie bym pamiętał o starym życiu, muszę odejść od właściwie to ujmując toksycznej rodziny, toksycznego środowiska, odrzucić wszystko co chujowe na długi czas, rozwijać swoje pasje, i dyskutować z ludźmi którzy wspierają mnie w moich postanowieniach a nie mówią że pierdoli mi się w ubie, i straszą szatanami, nazywają egoistą, i inne, dopiero potem gdy zbuduje już pewność siebie powrócić do życia towarzyskiego, gdy już będę twardą skałą której nic nie skruszy. Jestem wdzięczny Markowi, gdyby nie on to nie miałbym okazji poszukać swojego szczęścia, i dziękuję również wszystkim na forum, wasze historie utwierdzały mnie tylko w przekonaniu że związki wcale nie są niczym cudownym, że życie to coś więcej niż dobry seks, alko i kupka hajsu.
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.