Skocz do zawartości

elon

Użytkownik
  • Postów

    68
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

  • Donations

    0.00 PLN 

Treść opublikowana przez elon

  1. Z mojego zawodowego podwórka rzucają się 2 zawody/umiejętności: 1. Automatyka przemysłowa (znajomość elektryki, projektowania automatyki, programowania PLC i HMI). Dzisiaj 90% linii produkcyjnych jest projektowanych tak, żeby zminimalizować liczbę ludzi potrzebnych do jej obsługi. Nawet jeśli sztuczna inteligencja pomoże zaprojektować, zawsze ktoś będzie musiał to poskładać, uruchomić a później serwisować. 2. Automatyzacja projektowania (np. pisanie makr dla programów CAD, zwiększanie efektywności i szybkości projektowania). Połączenie inżyniera CAD i informatyka/programisty. Ale to już dosyć niszowy temat. 3. Inżynier konstruktor od rakiet, można później pracować u mnie w Spacer X i zarabiać świetne pieniądze.
  2. Jak już pisałem we wcześniejszym poście. Poszedłem do szefa z pytaniem czy da się podnieść moje zarobki o 25%. Powiedziałem, że inna firma daje mi tyle, ale jednak chciałbym zostać. Spytał czy 20% będzie ok - zgodziłem się. Spytał czy chcę podwyżke już od tego miesiąca (był początek grudnia) - powiedziałem, że tak. Minął miesiąc od wydarzenia. Szef nie czuje do mnie urazy a ja od tamtego momentu kilka razy udowodniłem, że warto było podnieść mi zarobki. Po moich negocjacjach również kilku innych ludzi dostało podwyżki. Na pewno było to związane z moim "incydentem". Po decyzji, o pozostaniu w aktualnym miejscu pracy dostałem zaproszenie na jeszcze jedną rozmowę o pracę. Oczywiście poszedłem, wg. mnie wypadłem w miarę dobrze i po 2 tygodniach zadzwonili, że chcą mnie zatrudnić. Zgodzili się na moje oczekiwania finansowe (mniej więcej to co mam w aktualnej firmie po podwyżce). Odmówiłem im, ponieważ od początku chciałem zostać w aktualnej firmie ze względu na możliwości rozwoju.
  3. Chciałem wszystkim serdecznie podziękować za porady. Dzięki waszym podpowiedziom udało mi się spełnić plan powiedzmy na 80%. 1. Uzyskałem powyżkę 20% (docelowo chciałem 25%). Tu mieliście rację, trzeba rzucić wyższą kwotę, żeby mieć pole do manewru (nauczka na przyszłość). 2. Nie było żadnego wkurzenia ze strony szefa. Rozmowa odbyła się w przyjaznej atmosferze, obserwowałem mowę ciała (chyba, że szef jest dobrym aktorem a wewnętrznie jest wkurzony). Był świadomy, że płaci mi mniej niż powinien (inaczej mówiąc dyma mnie na kasę). Z drugiej strony spodziewam się nieformalnego dołożenia obowiązków, i wzrostu oczekiwań co do mnie. Najważniejsze, że mogę dalej rozwijać się w tej firmie. Jeśli będzie mi źle, próba odejścia przyjdzie mi dużo łatwiej. 3. Firma od której dostałem ofertę i tak nie zatrudniłaby mnie ze względu na długi okres wypowiedzenia. Musiałbym się zwolnić z aktualnej pracy, liczyć, że wypuszczą mnie dużo wcześniej, a przyszłemu pracodawcy kłamać, że będę u nich wcześniej, nie mając co do tego pewności. Duże ryzyko zostania na lodzie i stres. Poszedłem na szczerość, powiedziałem, że mogą chcieć zatrzymać mnie do końca. Szczerość w pewnym sensie się opłaciła - czytaj punkt następny. 4. Facet który mnie rekrutował powiedział, że pozwoli sobie zapisać mój numer tel. i CV na przyszłość i gdyby kiedyś kogoś potrzebowali będzie się odzywał. Byłem pierwszy w kolejce tylko ten okres wypowiedzenia przeszkadzał. 5. Przypadkiem dowiedziałem się co nieco o zarobkach niektórych ludzi (inne stanowiska i działy). Ludzi którzy powinni zarabiać więcej niż dostają. Przekonałem się, że zarobki zależą w dużej mierze od tego czy potrafisz upomnieć się o swoje i negocjować. Co innego jest to przeczytać, usłyszeć a co innego doświadczyć. 6. Możliwe, że zyskałem w oczach szefa. Jest też szansa, że jest na mnie po cichu wkurzony. Nie ważne, ważne, że zyskałem nowe doświadczenie. Jeśli będzie trzeba, drugi raz będzię łatwiejszy. Dla mnie to było bardzo ważne doświadczenie, cenniejsze niż te wynegocjowane pieniądze. Jak mówi Jacek Walkiewicz: "Idźcie i bądźcie odważni". Jeszcze raz DZIĘKUJĘ.
  4. Po tygodniu od rozmowy w sprawie pracy dostałem zielone światło. Wiedziałem, że mnie wezmą. Szkoda, że jest akurat początek miesiąca. Okres wypowiedzenia to 3 miesiące. Będe wolny dopiero 1 kwietnia. Jutro jeszcze upewnię się, czy mimo odległego terminu zatrudnią mnie. Muszę liczyć się z tym, że aktualny pracodawca nie będzie chciał puścić mnie wcześniej. Jeśli termin będzie problemem Idę do kierownika z listą swoich obowiązków, osiągnięć itd. żeby mieć argumenty. Pewnie pójdziemy w we dwóch do prezesa. Padnie pytanie czy da się podnieść moje zarobki o 25%. (Procenty są łatwiejsze do przyjęcia niż konkretna suma). Myślę, że to będzie długa rozmowa. Jeśli będą pytać dlaczego chce podnieść zarobki wymienię argumenty z listy. Jeśli padnie pytanie czy mam inną robotę, przyznam się, że mam inną ofertę. Normalnie jak facet z facetem. Jeśli się nie dogadamy, pracuję dalej, wypowiedzenie składam dopiero końcem miesiąca (wcześniej upewnie się, czy okres wypowiedzenia 3 miesiące nie jest problemem dla nowej firmy).
  5. @Lucky Luke jeszcze nie rozmawiałem z nikim. Cały czas myśle jak to rozegrać. Czas działa na moją korzyść. Dodatkowe fakty 1.Wiem, że kierownik będzie negocjował dla nas konstruktorów podwyżkę po nowym roku, to jest prawda nie ściema, ale to będzie 30% z tego co chcą mi dołożyć w nowej firmie. 2. Jest pewne prawdopodobieństwo, że drugi kolega złoży wypowiedzenie do czwartku (jesteśmy we 2 filarami biura, odejście jednego oznacza duże problemy i dużo więcej roboty dla tego który zostaje). Ten kolega jest jednym z dwóch kandydatów do tej nowej pracy, pieniądze nie przekonają go do zostania. 3. Nie chcę rzucić wypowiedzeniem z dnia na dzień. Jeśli wspomniany kolega da wypowiedzenie też nie chcę ich postawić pod ściąną. Nie dlatego, że dobry ze mnie chłop ale dlatego, że wtedy dostanę ile tylko powiem, ale z drugiej strony zostanę wrogiem szefa/właściciela. Właściciel firmy, uzna to za zdradę, obrazę, niewdzięczność. Będę miał ciężko w pracy. Kolega da wypowiedzenie, a ja dostanę ofertę za 3 dni i będę musiał postawić szefa pod ścianą. Zbieg okoliczości ale będzie to uznane za atak. Z tego powodu chcę uprzedzić kierownika, że mogę dostać ofertę prosząc jednocześnie, żeby na razie nic nie mówił właścicielowi firmy. Kierownikowi mogę ufać, mam z nim dobry kontakt. Jeśli sytuacja potoczy się tak, że będziemy chcieli odejść obydwaj, kierownik powie, że wcześniej uprzedzałem. Znam trochę właściciela firmy, to jest przedsiębiorca, jeśli nie musi to nie będzie płacił więcej. Z drugiej strony rzucił mnie kilka razy na głęboką wodę, dzięki czemu się rozwinąłem. Sam wtedy bym się nie rzucił. Myśle, źe będzie mnie rzucał dalej, z tym ,że chciałbym pływać za większe pieniądze.
  6. Masz rację z tym, że te wyjazdy są 1-3 razy w roku, czasami tylko 3 dni na miejscu i dużo pracy, zwiedzasz świat tylko z taksówki i okna hotelu. Ale lepsze to niż nic. Z drugiej strony te 1500 zł to podwyżka o 30%. Wiesz już o jak słabych zarobkach mówię. Chciałbym jakiś kompromis, chociaż 1000 zł podwyżki. Plus dalsze wyzwania w pracy, tak jak do teraz. Idę pogadać jutro z kierownikiem na spokojnie, mam z nim dobry kontakt. On ma nad sobą dyrektora/właściciela od którego wszystko zależy. Podpytam kierownika czy są jakieś szanse na konkretną oodwyżkę. Powiem, że nie chce zmieniać pracy ale mogę mieć wkrótce dużo lepsze oferty, żeby nie był zaskoczony.
  7. Byłem dzisiaj na rozmowie o pracę na stanowisko technologa/konstruktora. Wygląda na to, że mam duże szanse. Nowa praca jest o wiele bliżej i ok. 1500 zł netto lepiej płatna. Z tym, że to dużo mniej ciekawa praca, większość czasu przy biurku. Nie wiadomo jak atmosfera, i możliwości rozwoju. W starej bardzo się rozwinąłem i nadal to robię. Mam możliwość wykazdów służbowych do ciekawych miejsc (Azja, Ameryka Południowa). Niestety regularne podwyżki są małe, nie wyprzedzają inflacji. Zależy mi, żeby zostać w starej i równocześnie podnieść zarobki. Pytanie jak to zrobić? 1. Uprzedzić kierownika, że mogę dostać zielone światło od nowego pracodawcy i wtedy będe składał wypowiedzenie? Tak żeby nie był zaskoczony. 2. Czy lepiej nic nie mówić, do momentu aż nie mam zielonego światła, żeby nie uznał, że blefuje. Nigdy wcześniej nie chodziłem pytać o pięniądze. Zaskoczyć wszystkich wypowiedzeniem? 3. Może iść poprosić o podwyżkę, nie mówiąc że, mam inną ofertę? Dodam, że u mnie zarobki to dość drażliwy temat. Mimo wszystko chciałbym pozostać fair. Dzięki tej firmie dużo się nauczyłem. Mam tam dosyć pewną pozycję, ciężko będzie im znaleźć kogoś na moje miejsce.
  8. @zuckerfrei Bardzo ciężko zarobione pieniądze, dlatego jestem ostrożny. Ogólnie pakowanie całych oszczędności w jedno miejsce przeczy zasadzie dywersyfikacji. Tylko, że tu nie ma co dywersyfikować, po prostu jest tego za mało. @Mmario Jak już wyżej pisałem, działkę w tych okolicach łatwo sprzedać, w miezkaniach nie ma ruchu. Z moich informacji wynika, że mieszkanie czeka na kupca już kilka miesięcy. Ablo coś z nim nie tak, albo po prostu rynek jest tak martwy. @Rnext Niestety kamienica nie jest ocieplona, stare pożydowskie budownictwo, trzeba też sprawdzić jak z wilgocią. Co do rejonu Polski to też masz rację, ale chwilowym plusem jest to, że można wynająć zachodnim wojskom okupacyjnym. W mieście wojewódzkim podobno nie ma już miejsc w hotelach. @Lupus Mieszkanie jest własnościowe. Na stronce spotted/hejted co jakiś czas widać ogłoszenia dotyczące chęci wynajmu. Mieszkań do wynajęcia, ogłoszeń, nie ma wcale. @antyrefleks W tej samej miejscowości nie ma do czego porównywać. Wiem, że 10km dalej, a więc 10km bliżej do miasta wojewódzkiego jest podobne mieszkanie, też w starej kamienicy za 190 tys. zł. Ogólnie jestem z natury mega ostrożnym człowiekiem, co nie raz uratowało mi tyłek. Chyba muszę lepiej się dokształcić w tematach nieruchomości. Myślicie, że trzymanie kasy w EURO jest dużo gorsze niż inwestycja w nieruchomości? Biorąc pod uwagę ewentualną wojnę, wiadomo że, lepsze EURO. Może lepiej jakaś działka za połowę pieniedzy, resztę trzymać tak jak do teraz.
  9. Witam Bracia, potrzebuję porady. Trafiła mi się do kupienia kawalerka: -cena to 125 000 zł do negocjaci, -38 metrów, pierwsze piętro w starej kamienicy, piętro niżej sklep spożywczy, -centrum małej miejscowości 3000 mieszkańców, -25km od centrum miasta wojewódzkiego (200 tys. mieszkańców, Polska B), -sklepy, autobus, szkoła, przychodnia, wszędzie max. 5 minut pieszo, -ogrzewane gazem, -wyremontowane, do umeblowania, -niskie rachunki, -wysoki strop (plus za możliwość antresoli, minus za większą kubaturę do ogrzewania), Posiadam gotówkę, ok. 130 000 zł, trzymam w EURO. Jestem w stanie odłożyć 4000 zł miesięcznie. W razie czego mogę liczyć na pomoc rodziców. Mieszkanie traktowałbym jako lokatę kapitału, ochronę przed utratą wartości pieniędzy. W razie czego miałbym też coś swojego. Mój dom rodzinny i działki które kiedyś bedą na mnie przepisane znajdują się 10 minut pieszo od mieszkania. Ogólnie, w ciągu tygodnia pracuję i mieszkam w innym mieście. Żony i dzieci nie mam. Mieszkanie mógłbym urządzić nie inwestując dużo, następnie wynająć za niewielkie pieniądze, tak żeby przynajmniej do niego nie dokładać. Z tego co wiem w razie późniejszej sprzedarzy muszę zapłacić podatek (23%). W mieszkaniu zamieszkałbym w ostateczności. Planowałem w najbliższych latach budowę domu, niestety w związku z aktualnymi cenami zdecydowałem się zaczekać. Co sądzicie o takiej inwestycji. Mam do wyboru: -kupić mieszkanie po ówczesnym sprawdzeniu, przepytaniu lokalsów, może skorzystaniu z porad jakiegoś doradcy od nieruchomości, -szukać innej inwestycji, za te lub mniejsze pieniądze kupić jakąś działkę, -trzymać pieniądze w EURO i czekać na lepszą okazję,
  10. Też mi intuicja mówi, że robi mnie w konia. Oczekiwań wielkich nie miałem. Mam co robić w weekend. Tylko w jakim celu takie zagrywki: -tyle zachodu, planowania żeby podbić sobie ego, że ja chce z nią jechać, -może chce żebym to ja do niej przyjechał, ogólnie żeby inicjatywa była z mojej strony. Ona ma 25 lat, nie widziałem jej ze 3 lata. Pisze do mnie co jakiś czas, co u mnie. W żartach podpytuje czy kogoś mam. Ostatnio pýtala czy nie mam jakiegoś wesela bo by poszła że mną. Ona mnie pamięta z najlepszego okresu w moim życiu - jak 5 dziewczyn za mną biegało (miała konkurencję). I tu mi chodzi po głowie czy ona nie chce się zemścić. No nic, bez spiny, żyje swoim życiem mam swoje cele. Jako dodatek do życia, spróbuję się z nią jeszcze omówić. Chyba lepiej będzie nie pisać z nią za dużo, tylko zadzwonić, krótka piłka chcesz się spotkać czy nie.
  11. Aktualizacja tematu. Organizujemy sobie ten wyjazd z koleżanką, żarciki, "heheszki" itd. Koleżanka nagle pisze, że ma nakaz kwarantanny 10 dni. Brat miał w pracy styczność z chorym. Mieszkają w jednym domu, z rodzicami. W sumie jest to możliwe, albo zagrywka. Napisałem krótko "no nic, trudno". Nie ubolewałem jakoś strasznie nad odwołanym wyjazdem. Zmieniłem temat. Coś tam popytałem, jak będzie z jej pracą w tej kwarantannie itd. Co będzie robić w wolnym czasie. Chyba pójde na divy.
  12. Witam wszystkich. Jadę z dawną koleżanką w góry. Sama zaproponowała. Ogólnie to ona pisze do mnie do co jakiś czas, co u mnie, albo że śniłem się jej w nocy, albo że widziała kogoś podobnego do mnie na ulicy i sobie o mnie przypomniała. Parę razy zapraszała, żeby spotkać się na jakiejś tam imprezie. Ona sobie myśli, że ja mam duże powodzenie wśród kobiet. Ogólnie, może i tak jest. Czasem widzę zainteresowanie jakiś dziewczyn ale nic z tego nie wynika. Doświadczenie łóżkowe mam małe. Miedzy mną a koleżanką nigdy do niczego nie doszło, chociaż zawsze coś wisiało w powietrzu (info od obserwatorów z boku). Ogólnie koleżanka mi się podoba, ale zawsze ją olewałem bo wydaje mi się że ma duży przebieg. To taka rozrywkowa, imprezowa dziewczyna. Mam takie wrażenie że ona, podobny kontakt utrzymuje z dużą ilością kolegów (niby czemu miałbym być wyjątkowy). Także raczej trzymam ją na dystans. Jak już mówiłem doświadczenie mam małe. Umiem tylko bajerować. Także jedziemy w te góry. Będę próbował ją "atakować". Do odważnych świat należy. Macie jakieś rady dla mnie w związku z tym wyjazdem: -biorę gumy, jakieś wino, wiadoma sprawa -iść na divy przed wyjazdem, żeby nie mieć za dużego parcia? -nic nie "atakować" czekać aż sama się na mnie rzuci -może to jakaś pułapka Wszelkie komentarze mile widziane. Z góry dzięki.
  13. Dzięki Panowie za odpowiedzi. Ogólnie, ostatnio udaje mi się zlewać albo sprawnie odbijać takie złośliwe uwagi. Wczoraj coś poszło nie tak, wziąłem to do siebie, popsułem sobie nastrój. Dzisiaj myślę, że to przez to, że była tam duża grupa ludzi, a ja nigdy nie czuje się komfortowo w takich zgromadzeniach. Wchodzę, witam się z każdym, patrzy na mnie dziesięć, albo więcej ludzi, co już samo w sobie podcina moją pewność siebie. Nagle w moją stronę leci taki pocisk który normalnie, w kameralnej grupie odbijam. Dobrze jest znać swoje słabości i nad nimi pracować. Najlepiej byłoby schudnąć ale wtedy niektórzy byliby jeszcze bardziej zazdrośni i znaleźli sobie coś innego do przytykania. Czasami wystarczy się prze spać i od razu inaczej podchodzi się do tematu. Dzisiaj sobie przypomniałem że ten "kolega" sam o wiele szczuplejszy nie jest.
  14. To było złośliwe. Takie pod publikę. Nie rozumiem tego mechanizmu w ludzkim mózgu. Co komuś to da, że powie drugiemu coś nieprzyjemnego. Robisz sobie z tego człowieka wroga, co otrzymujesz w zamian? Poczucie bycia lepszym, ty przytyłeś, a ja nie.
  15. Zacznę od tego, że nigdy nie byłem dobry w słownych przepychankach, docinkach, ciętych ripostach. Kontynuując, miałem dzisiaj pewną sytuację która całkowicie zburzyla mój dobry chumor. Wchodzę do pewnego lokalu z uśmiechem na twarzy. Coś tam pożartowalem z barmanką. Idę dalej, spotykam grupę "znajomych" siedzących przy piwku. Witam się z każdym podając dłoń. Jeden z "kolegów" wita mnie tymi słowami: Siema, dawno cię nie widziałem, chyba przytyleś, co ty tam jesz (miał na myśli miasto gdzie pracuje i mieszkam na stałe). Drugi koleś też coś dołożył od siebie. Wiem, że mam lekką nadwagę, nie podoba mi się to. Powinienem albo schudnąć, albo tak ustawić swoją psychikę żeby mieć to w czterech literach. Wiem że mam lekki problem z samoakceptacją, tego mi nie piszcie. Powiedzcie mi co kieruje ludźmi, którzy docinają innym w ten sposób? Ja nigdy nie powiedzialbym czegoś takiego specjalnie, żeby kogoś urazić. Po co taka zagrywka? To są jakieś wampiry energetyczne czy coś? Czy jest na ten temat jakaś literatura? Co odpowiedzieć takiemu człowiekowi, żeby mu poszło w pięty?
  16. Kiedyś, w czasie studenckich wakacji, pracowałem za granicą w rolnictwie. Jedna koleżanka poprosiła mnie żebym zawiózł ją do biura firmy, skąd mieli ją zabrać do lekarza. Twierdziła ze coś ją tam boli. Ogólnie czułem w jej gadce ściemę, zachowywała się dość podejrzanie. Nawet ubrana była trochę wyzywająco. Wiozę ją, pocieszam że to na pewno nic poważnego. Ona z telefonem, pisze jakieś SMSy. Już jestem blisko celu a ona nalega żebym się zatrzymał, że ostatnie 200 metrów dojdzie na nogach. Było w tym coś podejrzanego. No, ale myślę sobie, koleżanka chora, to ją zawiozę jak najbliżej. Zatrzymuje się na parkingu pod biurem. Ona szybko wysiada, i tylko zdawkowe dzięki. Patrze gdzie idzie, a ona wsiada do innego auta. Patrze kto jest kierowcą, a to był taki lokalny ginekolog amator (jeden z kierowników, o którym każdy wiedział że rucha wszystko co na drzewo nie ucieka). No i w tym momencie mnie olśniło. Już wiedziałem co się święci, bo koleżanka z cnotliwości nie słynęła. Tym sposobem nieświadomie zostałem alfonsem, i nawet nie otrzymałem zapłaty za swoją robotę. Najgorsze było to, że oczy moje i kierownika-ruchacza się spotkały. Jaką miałem wtedy minę, nie mam pojęcia. Co on sobie o mnie pomyślał, też nie wiem. Koleżankę spotkałem następnego dnia. Ogólnie jestem opanowanym człowiekiem ale tego dnia zniszczyłem jej psychikę słowami. Odeszła z płaczem. Potem co jakiś czas próbowała zagadywać z podkulonym ogonem, sprawdzała czy się jeszcze gniewam. Nie potrafiłem jej wybaczyć. Przecież damy do towarzystwa płacą swoim alfonsom w pieniądzach albo w naturze. Może nie było to typowe białorycerskie zachowanie. Raczej pomoc potrzebującemu. Ale z drugiej strony, gdyby koleżanka wcześniej nie zakwalifikowała mnie jako białorycerza, nigdy nie spróbowała by mnie tak wykorzystać.
  17. Czasami oglądam. W jednym z filmów opowiada jak zmienił swoje życie. Był w wieloletnim związku z dziewczyną. Miał z nią brać ślub. Miał też związać się wieloletnim kredytem na wypasiony dom (namawiała go do tego dziewczyna). Rzucił dziewczynę, z kredytu zrezygnował, zrzucił masę. Teraz chędoży Azjatki i inne egzotyczne dziewczyny. Podobno jego filmiki są wyreżyserowane, a dziewczyny na filmach opłacone. Słyszałem też, że ma problemy w kilku azjatyckich krajach z powodu treści zamieszanych na YT. Nie wiem ile w tym wszystkim prawdy a ile fikcji. Mimo wszystko oglądam, zawsze można coś wynieść.
  18. Z tym zakochaniem to był żart. Ja tam liczę na jakąś znajomość lub znajomości. Może przy okazji poznam jakieś jej koleżanki. Im więcej potencjalnych wyborów tym lepiej. Chciałbym celować w takie młode bo widzę że nie mam przy nich spiny. Po prostu wiem że mam nad nimi przewagę mentalną jak nad małymi dzieći. Teoretycznie takie młode powinny być mniej doświadczone, zepsute (to tylko teoria). Związki z kobietami to taka trochę walka, wojna. Dlatego lepiej od razu mieć przewagę nad wrogiem.
  19. No muszę ją koniecznie zbadać. To znaczy sprawdzić w jakim wieku jest. @The Motha temat ze śpiewaniem nie przejdzie, bo ona stoi cichutko. Ale spytam czy może mi streścić kazanie, bo nie mogłem się skupić i nic nie zapamiętałem.
  20. Zacznę od tego że mam prawie 27 lat. W swojej dotychczasowej młodości zaniedbałem kontakty z kobietami. Winne było tu wychowanie i może jakieś kompleksy. Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Zamiast doświadczeń z kobietami jest dobre wykształcenie, praca z perspektywami, przyzwoite zarobki (czyli pozytywne skutki wychowania). Teraz poleci komplement. Jednym z większych sukcesów w moim życiu było odkrycie tego forum i "matrixa". Od momentu, tego przełomowego odkrycia wiele zmieniło się u mnie pod "kopułą", i nie tylko tam. Dziękuje wam, że jesteście, dzięki Wam moje życie staje się lepsze.Chciałbym jakoś nadrobić wszystkie zaległości dotyczące kontaktów międzypłciowych. Można powiedzieć, że już nadrabiam od jakiegoś czasu. Mimo to, doświadczenie mam nieduże. Ostatnio zauważyłem zainteresowanie również ze strony takich młodych dziewczyn, w wieku 18-20. Opiszę teraz pewną sytuacje. Chodzę do kościoła co niedzielę (nie obchodzi mnie co o tym myślicie, każdy wierzy w to co chce). W kościele zawsze stoję w tym samym miejscu. Co niedzielę stoi koło mnie taka młoda fajna dziewczyna. Czasem łapiemy jakiś kontakt wzrokowy. Dziś jak zwykle, wchodzę do kościoła, patrzę, a laska stoi dokładnie w tym samym miejscu gdzie mam w zwyczaju wstać. Po kościele rozmawiam ze znajomymi, ona stoi w takim miejscu żebym ją widział i rozmawia ze swoimi znajomymi. W drodze powrotnej z kościoła rozmawiam sobie ze sąsiadem, jego żoną, dziećmi. W pewnym momencie, nie wiem czemu odwracam się do tyłu. Trzy metry za mną idzie ta dziewczyna, delikatnie się uśmiechnęła. To nie przypadek. To musi być miłość - taki żarcik. Grzech nie wykorzystać takiej okazji. Trzeba zagadać do dziewczyny. Pytanie brzmi w jakim wieku jest. Styl ubioru wskazuje że jest pełnoletnia. Z twarzy młodziutka. Może taką ma urodę. W każdym razie fajna. Ogólnie te młode dziewczyny są teraz urodziwe. Miejscowość w której mieszkam jest mała, trochę przejmuje się opinią ludzi. Nie chcę wyjść na pedofila. Mieliście Bracia takie znajomości? Co możecie doradzić? Nie chodzi mi koniecznie o tą dziewczynę. Nie zakochałem się, (jeszcze). Chodzi o znajomości z takimi młodymi. Doświadczenia i porady mile widziane.
  21. Bart jak zwykle trzyma poziom. Kilka momentów było wzruszających. Szacunek dla Ani za to co robi. Zastanawiam się właśnie co nią kieruje. Czyżby miała " inny soft" niż większość kobiet. Co o tym sądzicie? Może by tak wziąć rok wolnego i zrobić coś dobrego dla świata, w ramach jakiejś organizacji charytatywnej. Tak się rozmarzyłem.
  22. @Ramzes dobre hasło - "bumerang". Sam ma taką koleżankę. Średnio co kwartał się odzywa co u mnie słychać. Nie wiem na co liczy, że jak ona się już wyszaleje a ja ustawie w życiu to weźmiemy ślub i będziemy żyli długo i szczęśliwie.
  23. W filmie który zamieszczam poniżej, ona mówi że jej mąż codziennie robi coś innego a ona to uwielbia. Jako przykład podała, że w jeden dzień trenuje boks a w inny wchodzi na drzewo. Może to jest klucz, on jest nieobliczalny i daje jej sporą dawkę emocji.
  24. Mógł wyruchać tą co mu chamsko przeszkodziła w igraszkach. Przecież widać że sama była chętna. No chyba że ma zamiar coś działać z tą pierwszą w dłuższej prespektywie czasu. Kumpel opowiadał mi podobną historię. Urabiał jedną dziewczynę. Znalazła się jednak inna koleżanka ''strażniczka cnoty'', zniweczyła jego plan a on za karę zemścił się na niej (wiecie jak). Oczywiście nie mam tu na myśli żadnego gwałtu.
  25. Zabawne bo dzisiaj rano myślałem o tym, żeby właśnie opisać swój problem jaki mam z wizytami u lekarzy. Udało mi się już oswoić z dentystą. Boję się też okulisty, ale coraz mniej. Ostatnie trzy pomiary ciśnienia u lekarza, w kilkuletnich odstępach to 190, 170 i coś koło 150 ( pamiętam tylko górne wartości). Jak widać powoli się przyzwyczajam. Badań medycyny pracy nigdy nie robiłem bo pracuję w kraju gdzie dla mojego zawodu wystarczy badanie u lekarza rodzinnego. Mają niestety wprowadzić coś na kształt badań do pracy jak w Polsce. Ogólnie nie wyobrażam sobie przechodzić tych wszystkich badań medycyny pracy, do tego jeszcze jakieś psychotechniczne dla kierowców. Chyba bym nie wytrzymał takiego maratonu. Przekręciłbym się w nocy przed dniem badań. Jest to dla mnie duży problem.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.