Skocz do zawartości

pawell

Użytkownik
  • Postów

    52
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

  • Donations

    0.00 PLN 

Profile Information

  • Płeć
    Mężczyzna

Ostatnie wizyty

1820 wyświetleń profilu

Osiągnięcia pawell

Kot

Kot (1/23)

79

Reputacja

  1. Dodam od siebie, że często taka siostrzana rywalizacja przyjmuje obraz wojenny. Mam koleżankę w pracy, która ma siostrę. Obie dziewczyny przedział wiekowy 20-30 lat. Kiedy moja koleżanka była na etapie planowania ślubu - organizacji ślubu - wieczoru panieńskiego - wesela, jej siostra z życiowej przyjaciółki zamieniła się praktycznie we wroga nr 1 (siostra oczywiście w niesformalizowanym związku, naciskająca misia na oświadczyny, ślub, dziecko) . Skończyło się na zminimalizowaniu kontaktu do absolutnego minimum (Boże Narodzenie, Wielkanoc), podjazdach na tle pomówień wśród rodziny. Sytuacja została cudownie uzdrowiona, kiedy miś siostry pękł pod presją sugestii i oświadczył się. Organizacją ślubu - poza oczywiście finansowaniem go - siostra zajęła się praktycznie samodzielnie. Ot, jedna z wielu historii z pracy.
  2. w końcu ważny! - to powinna być naturalna reakcja matki; każda inna świadczy o jej destrukcyjnej roli. Ile masz lat?
  3. pawell

    Kryptowaluty

    Lepszej okazji na zakupy w tej hossie może już nie być
  4. pawell

    Kryptowaluty

    również i ja zabiorę głos w tym wątku Niesiony na fali doniesień ze świata kryptowalut, po kilku godzinach kursów Ostapowicza i Koniecznego, zdecydowałem o wpakowaniu na początku marca części wolnych środków w krypto - na dzień dzisiejszy ok 4500zł. Ok 60% rozlokowałem pomiędzy Cardano a PolkaDot na długi hodl. Pozostała część po równo w VET, REEF, ICX, ENJ, UNFI- tutaj założeniem jest kilkumiesięczne ulokowanie kapitału z ewentualną kumulacją na wyraźnych spadkach. Ok $150 zostawiłem sobie na naukę tradingu - a nuż wyłapię ciekawą formację świec z solidnym wsparciem na odpowiednim poziomie i coś uda się ugrać. Najwięcej póki co ugrałem na PundiX, wchodziłem na 0,0022 z 100$, wyszedłem niedawno przy 0,007. W temacie dopiero raczkuję, ale póki co uważam, że nauczyłem się chyba różnicy pomiędzy "hazardowym" traktowaniem giełdy, a zdroworozsądkowym lokowaniem kapitału. Uważam, że i tak wszyscy jesteśmy uczestnikami tego rynku na baaaardzo wczesnym etapie jego istnienia, i dopiero nasze wnuki zastaną już ustabilizowany i zapewne bardziej obwarowany prawnie rynek krypto. Ja w najbliższym czasie atakuję FET i 1Inch, ale skromnie - po $50 w każdy projekt na hodl min 3 miesiące, dzisiaj włożyłem 30$ w ANKR. Dobry wątek, super że jesteście.
  5. Jedna rzecz zastanawia mnie najbardziej. Jak to jest, że posiadając tak łatwy dostęp do informacji, możliwość rozmowy z niemal każdym człowiekiem na świecie, całą paletę korzystania z doświadczeń tylu ludzi, umiejętność wyciągania wniosków, żyjąc w czasach, gdzie "presja społeczna" odgrywa coraz mniejszą rolę - ludzie nadal biorą śluby?! Mężczyźni biorą śluby?! Dlaczego? Żyję już na świecie nieco ponad 30 lat i nie wyobrażam sobie, żeby podpisywać umowę wiążącą mnie prawnie z drugim człowiekiem w taki sposób, że ewentualne zerwanie umowy mam oddawać w ręce jakiejś smutnej pani sędzi - wysłannikowi opresyjnego cesarstwa, które będzie to nadzorować (w warunkach ogłupienia ideologicznego). Mówię temu wyraźne NIE. Pisze to mężczyzna, ojciec, partner. I nie - nie mam przykrych doświadczeń z dzieciństwa. Nie mam traum z powodu dotychczasowych związków, w których byłem. To logika i poczucie wolności, autonomii, które posiadam doprowadziło mnie do miejsca, w którym jestem. I to nie jest tak, że forum trochę mnie skrzywiło - ostatnio nad tym myślałem. Ale potem popatrzyłem całościowo na swoje życie, na życie moich znajomych - około-równieśników, których życia mogę w pewnym stopniu obserwować - i doszedłem do wniosku, że to po prostu prawda - smutna rzeczywistość dla żyjących w matriksie i orzeźwiająca prawda dla tych, którzy o matriksie wiedzą.
  6. Drogi @fikakowo, zadałeś pytanie "Gdzie i jak poznać normalną dziewczynę do związku?" Rozłóżmy to na części pierwsze "Gdzie" - wygląda na to, że zakładasz istnienie miejsca/grupy w którym/której znajdziesz to, czego szukasz, a przynajmniej uznajesz to za bardziej niż przeciętna prawdopodobne; póki co logicznie, założenie jak najbardziej akceptowalne; sam uznaję fakt istnienia takich miejsc/kręgów za prawdziwy; pytanie daje do zrozumienia, że szukałeś gdzieś, i nie znalazłeś tego TAM, więc zakładasz, że to kwestia miejsca; "i jak" - wygląda że poza miejscem/grupą, szukasz również sposobu na zrealizowanie celu; to ważne z punktu widzenia logiki; komunikat jest już bardziej przejrzysty, i brzmi w ten sposób, że pomimo próby osiągania celu w dotychczasowych miejscach przy wykorzystaniu dotychczasowych sposobów i zasobów, cel nie został osiągnięty; więc nie musi to być kwestia miejsca, ale również sposobu, spośród których dotychczasowe okazały się nieskuteczne; "poznać normalną kobietę do związku?" - tutaj sprawa wymaga już nieco bliższego przyjrzenia się; poznawanie (chociaż wolę określenie "doświadczanie") innych osób może być odbierane jako cel działania; w moim przekonaniu jest to Twój błąd nr 1, ale o tym za chwilę; wróćmy do wyżej wspomnianego celu - czyli inaczej - przyczyny Twojego działania; ...w tym momencie zdałem sobie sprawę, że nie przeczytałeś następujących tytułów - albo zrobiłeś to zbyt przelotnie: "Kobietopedia" i "Stosunkowo dobry" (po wnikliwej lekturze tych książek po prostu zmodyfikowałbyś punkt widzenia, a pytanie w tytule brzmiałoby następująco: "Pytanie do Braci w LTR powyżej 3 lat: co zdecydowało, że się związaliście?" albo inaczej "Co sprawia, że kontynuujecie LTR i jakie zakładacie prawdopodobieństwo jej trwania przez najbliższe 10 lat".... wracam do wcześniej wspomnianego zagadnienia "celu" Wszyscy początkowo zakładają wyjątkowość chwili poznania tzw. drugiej połówki, dodając do niej szczyptę magii, kontekst przeznaczenia lub po prostu wyjątkowości. Rzadko pod uwagę brana jest zwykła przypadkowość (mówiąc inaczej: nie dopuszczają do świadomości, że istota, której dałeś oddziaływać na swoje życie w sposób znaczący stanęła na Twojej drodze w wyniku zbiegu okoliczności). To przypadek i zabarwienie sytuacyjne najczęściej decyduje o kreowaniu jakiejś osoby w naszej głowie. Ale ale... ponieważ owa "wyjątkowość", "magia chwili", "cud miłości", "uczucie spełnienia" to dobra zachęta dla podświadomości, zaczynamy postrzegać ten proces, jako nasz CEL! (i tu u świadomej jednostki włącza się słynny "pull up! pull up!") Podświadomość się cieszy jak dziecko, którym właściwie jest. Kwintesencją związku w moim odczuciu, jest trwanie w swoim dotychczasowym życiu, które przynosi satysfakcję bez modyfikacji tego z powodu "związku". Ilu miśków złapało Panią za nogi, ponieważ mogli cmoknąć ją w pierś, albo dotrzeć do groty rozkoszy i tym samym znaleźli się na kursie kolizyjnym ze SWOIM DOTYCHCZASOWYM SATYSFAKCJONUJĄCYM ŻYCIEM. A ilu nawet nie zasmakowawszy satysfakcji własnego życia, zaczęli je bezinteresownie oddawać myszce, która jest taka eteryczna i inna. WIĘC NAJPIERW PODSTAWA: Odpowiadasz sobie na pytanie, odnośnie własnego życia. Czy jest satysfakcjonujące? Czy lubię przebywać sam ze sobą? Czy czuję parcie, żeby to zmienić? Jeśli tak, to dlaczego? Na ile wg mnie cenne jest to co robię? Czy zajmuję w swojej własnej hierarchii ważności zaszczytne i jedyne należne mi miejsce nr 1? Czy dążę do niezależności? Czy dobrze żyję z innymi samcami w moim otoczeniu/grypie i ich wspieram? Następnie należy zdać sobie sprawę z kursu, w kierunku którego zmierzasz. Kurs wypełniony Twoimi predyspozycjami i intuicją przynosi szczęście i spokój ducha. Przynosi ulgę. Jeśli wiesz dokładnie co się tutaj liczy - idziemy dalej. Związanie się z inną osobą to nie mityczna magia/burza hormonów/miłość, ale CHOLERNE RYZYKO psia mać! Jeśli nie bierzesz pod uwagę swojej aktualnej sytuacji życiowej/pracy/założeń odnośnie planów i patentów na własne życie i planujesz związek, to sobie odpuść. Bycie w LTR jest skuteczne tylko wtedy, kiedy partnerka ma słabe oddziaływanie na Twoje dotychczasowe zajęcia, patrzy nieco zbieżnie na kwestie światopoglądowe, i pozbawiona jest większości przywar, o których wspomniano we wpisie na forum pt. "Szanuj się samcu, czyli o żon wyborze". Tego nie rozłożysz na czynniki pierwsze, jeśli zakładasz poznawanie kobiet na portalach lub w klubach, lub gdziekolwiek indziej nadając im od razu status kandydatki na samicę do haremu. Takie założenie na początku to grzech główny. LTR to raczej proces, a jego dynamika to jak zasianie trawy na podwórku - doglądasz i przygotowujesz grunt, siejesz, obserwujesz, czasami niezależne od Ciebie warunki atmosferyczne napędzą proces, czasami spowolnią - ale to jest właśnie to. To nie pieprzone fajerwerki na pokaz - co wgrywają nam media/tiktoki/facebooki - miejsca, gdzie głodni i ubodzy emocjonalnie ludzie nasycają się tym, co sami cyfrowo wykreują. Tindery/badoo, kluby itp to siedlisko kamuflażu i kameleonów: ona głodna atencji, on cipki. Nie bądź naiwny i nie szukaj tam LTR. Oddajesz w ten sposób swój potencjał i dotychczasowy dorobek (w postaci życiowego doświadczenia, energii, optymizmu, kreatywności, pokoju wewnętrznego) zupełnie obcej osobie, która się maskuje i włącza wersję ultra-DEMO, aby się do tego wszystkiego dobrać, wzbudzając w Tobie poczucie wyjątkowości (a są w tym lepsze od Ciebie i uznaj to za prawdę objawioną). Więc wracając do tego, o czym pisałem na początku. LTR to nie cel! LTR to doświadczenie na Twojej drodze do celu, który wypali, o ile zachowasz zdolność, do czerpania satysfakcji pomimo bycia w LTR. Nie szukaj kobiety, ale po prostu daj się znaleźć tam, gdzie aktualnie jesteś. A to gdzie jesteś, to Twoja droga - która ma za zadanie rozwijać Ciebie - i to są te miejsca, o które pytaj braci "GDZIE?". "Normalna kobieta" to subiektywizm, żaden uniwersalizm. Nie ma czegoś takiego jak normalność dla wszystkich. Uważam, że to wina czasów, które wyprzedzają nasz umysł i zdolności adaptacji. Zasady te same, ale okoliczności podlegające dynamice zmian. Jeśli wiesz co robisz, jeśli podtrzymujesz w sobie chociaż mały płomyk pewności siebie i po prostu idziesz po swoje szanując siebie - przyciągasz. Nie przyciągniesz dzisiaj - to przyciągniesz za 10 lat. Bracia trąbią od dawna "Kobieta to dodatek, a nie sens". Kobieta nie da Ci szczęścia, bo ona nie jest od tego. To Twoje zadanie, aby osiągnąć ten pułap myślenia. Podsumowując Nie ma czegoś takiego jak przepis na związek/na poznanie normalnej kobiety. Jest natomiast przepis na to, co zrobić, aby w przyszłości zwiększyć prawdopodobieństwo udanego LTR, a jest to poznawanie siebie i brak rozrzutności w zakresie własnego czasu/życia/energii. Czytaj i czerp z tego satysfakcję. Pracuj i oszczędzaj pieniądze, itd. Przeoraj kilka razy Kobietopedię i Stosunkowo dobry, zaznaczaj cytaty, wracaj do nich. Odpowiedzią na Twoje pytanie zadane w tytule wpisu jest zatem: Szukaj w tym, co lubisz, tam, gdzie aktualnie jesteś lub lubisz być, kiedy realizujesz swoje plany. Tzw. normalność ocenisz po czasie (..przykład z trawą wcześniej wspomniany) i nie zapominaj o tym, że nie kontrolujesz wszystkiego (..po raz kolejny przykład z trawą i warunkami atmosferycznymi wspomniany wcześniej). Niech moc będzie z Tobą!
  7. @niemlodyjoda Dziękuję za ten wpis. To jeden z postów na tym forum, o których myślę, jako o "najwartościowszych". Moc, pokój wewnętrzny i pozytywne myślenie które z niego płynie, to powód, dla którego tu jestem. Niech wszystko układa się po Twojej myśli autorze! Zdrowia! Dziękuję!
  8. @DawidoX90 To jest walka Bracie, a nie sielanka. Każdy związek, choćby nie wiem jak emanował na zewnątrz sielankowo, jest wypełniony wewnętrzną walką o prym jednej ze stron. Rady starszych/bardziej doświadczonych braci (chociażby w dziale "O żon wyborze") zakładają porównywalny lub niższy status/SMV wybranki, głównie dlatego, żeby ta tocząca się walka była co najmniej wyrównana, a optymalnie przechylona na Twoją korzyść. W tym lewackim świecie odwrócenia pojęć jest to tak jakby podniesione do kwadratu. To pierwsza sprawa - podstawowa, a Ty bierzesz już w niej udział. Jeśli chodzi o ten nieszczęsny telefon - chwytasz go i wywalasz za okno. Twój dom, to Twój dom - komunikat ma być jasny. Nie tłumaczysz się jakiejkolwiek siostrze/teściowej/matce etc. Jeżeli zaczynasz wtedy rozmawiać i odpowiadać na zarzuty, wtedy przyzwalasz na taką formę dialogu/prowadzenia z Tobą gry. One mają wiedzieć to od razu. Problem z nakreśleniem lewacko-feministycznego tła wtłaczanego do łbów naszych pań świetnie opisał @niemlodyjoda wyżej. Gdyby problem dotyczył mnie i pewnego dnia obudziłbym się w Twojej skórze - wszedłbym w zastany układ, w którym tego typu sposoby rozwiązywania sporów (a raczej ich rozdmuchiwania) miały już miejsce, więc w głowie Twojej Pani byłby to dopuszczalny scenariusz. Wyczekałbym powtórnej sytuacji, w której ma to miejsce i rozpętałbym wojnę. Ale zanim to nastąpi, przygotowałbym zaplecze - zabezpieczenie w postaci oszczędności, uspokoił głowę, przygotował kontakty, które mogą się wtedy przydać. Jeśli nie widziałbym szans na nawrócenie pani na odpowiednie trajektoria - kończyłbym związek. Koszty alimentów to i tak nic w porównaniu z brakiem szacunku i finansowaniem stada, które na Ciebie sra. Co do dziecka - zastanów się jaki komunikat dasz mu pozostając w takiej relacji, a jaki walcząc o siebie i dopuszczając scenariusz zakończenia chorej relacji. @Iceman84PL O co chodzi z tym "nigdy, przenigdy wspólnego konta"? Już wiele razy czytałem porady Braci odnośnie wzbraniania się przed zakładaniem wspólnego konta, ale do końca nie jestem w stanie to zrozumieć. Sam jestem w związku (nie małżeńskim), mam dziecko, mam pracę. Ustaliłem z partnerką że na rzeczy dla małego, wydatki na opłaty za mieszkanie, zakupy do domu - pieniądze wydajemy z konta wspólnego - wygodnie - dwie karty, co miesiąc każdy wpłaca swoją część na to konto - i u mnie to funkcjonuje ok. Konta wspólnego nie traktuje jako tego do oszczędzania - mam jedno swoje, drugie oszczędnościowe i trzecie wspólne. Nie jestem osobą zawieszoną w bańce dobrobytu - bywa różnie, ale zawsze na plus. Dla mnie to po prostu wygodniejsze. Mam wpływ na wydatki, jeżeli uważam coś za zbędny wydatek, to o tym mówię i jest ok.
  9. Absolutnie tak. To Ty decydujesz, gdzie pracujesz, a nie Twój pracodawca/ktoś inny. Praca to przykładanie się do swoich obowiązków, wywiązywanie z umowy, przestrzeganie pewnych zasad niepisanych. Ale jest jeszcze druga strona medalu - to kawałek Twojego życia, coś, co wnosisz do siebie samego jako całości człowieka. Daj sobie samemu sygnał, że się na to absolutnie nie zgadzasz i dążysz do tego, żeby poprawić swoje warunki życia/pracy i zrezygnuj z tkwienia w obecnej sytuacji. Nawet nie wiesz, jaki to będzie pozytywny sygnał dla Twojej podświadomości... efekty przyjdą z czasem.
  10. @Obliteraror Moim zdaniem się mylisz. Dałbyś sobie radę na studiach medycznych. Gdybyś wiedział jakie "kwiatki" potrafią studiować medycynę, żeby potem zająć się poważnie chorymi ludźmi, to z pewnością z dystansem podchodziłbyś do mądrych panów doktorów w szpitalu. Znam temat od środka, mam z nim styczność dobrych kilka lat, i jestem zdania, że przy minimum dyscypliny i przede wszystkim zainteresowania dziedziną, nie ma opcji, żeby tych studiów nie skończyć z średnio pozytywnym wynikiem.
  11. W związkach tak, w zakontraktowanych umowami układach zwanymi "małżeństwem" nie. W moim przypadku obecność na forum była pewnym kamieniem milowym w życiu - osiągnięciem bardzo ważnej umiejętności przyglądania się sobie, momentem zainteresowania "zdrowym egoizmem", niesamowitym zdystansowaniem się od presji otoczenia odnośnie związków. Jak prawie każdy z nas, mężczyzn wychowanych w okolicy przełomu wieków XX i XXI, nie miałem odpowiedniego mindsetu, idąc drogą, którą znałem z życia, z domu, z telewizji, kierowany zastrzykami dopaminy, ze złudną definicją szczęścia. Obecnie żyję w związku bez ślubu, mam syna. Co jakiś czas powracają do głowy utarte schematy myślowe o byciu pewną "podkategorią" w strukturze społeczeństwa w którym żyjemy z racji braku sformalizowania relacji, ale coraz lepiej nad tym panuję. Traktuję się wyrozumiale i dobrze, staram się prowadzić wolny i pełen miłości dialog wewnętrzny - z takim nastawieniem staram się również kontaktować z otoczeniem. Kiedy trzeba - jestem bezlitosny. Kiedy własna matka straszy mnie piekłem - patrzę jej prosto w oczy i współczuję, ale nie potępiam i nie unoszę się gniewem. Jeśli moja partnerka zechce odejść - drzwi otwarte, nie posiadamy się na własność. Doszedłem do wniosku, słuchając regularnie (to złe słowo, bardziej pasuje co jakiś czas) audycji Marka, że punktem wyjścia dla mężczyzny jest wewnętrzna siła, która płynie z uregulowanej i spójnej samooceny. Większość kłopotów, w które my - Panowie - się pakujemy, to właśnie efekt deficytów w obszarze samoakceptacji, samooceny i sposobu prowadzenia dialogu wewnętrznego (mówienie do siebie w myślach, ton i zabarwienie emocjonalne tych auto-komunikatów). Zależność od ocen innych ludzi, głód pochwał i uznania w oczach osób z otoczenia to niedosyt wyniesiony z dzieciństwa, straszliwy głód, który pcha nas do bezsensownej walki udowadniania "komuś", jaki jestem "ja". Działanie z góry skazane na porażkę. Gdyby wielu z mężczyzn w odpowiednim czasie zdało sobie sprawę, że nie są niczyją własnością, że oczekiwania wobec nich wysnuwane przez bliskich lub uganiające się za nimi myszki to tylko ICH (bliskich i myszek) mechanizm uzyskiwania satysfakcji naszym kosztem, nie mający nic wspólnego z miłością, przyjaźnią, życzeniem nam dobrze - wielu byłoby teraz w zupełnie innym miejscu. Jestem szczęśliwy dążąc do poznania drugiej strony matrixa i jestem świadom, jak wiele rzeczy jest jeszcze do przepracowania. Forum i literatura w podobnym tonie zasiały w głowie ziarno niepewności i zdolność do podważenia bezrefleksyjnie przyjętych w dzieciństwie postaw. Reszta rosła już sama. TLDR: forum w zdecydowany sposób wpłynęło na moje podejście do związków, małżeństw, rodzin. Było suplementem na niedobory wyniesione z okresu dzieciństwa.
  12. W tym momencie reakcja szanującego siebie mężczyzny polega na jednej z dwóch poniższych: 1) "Pakuj się, tam są drzwi" - jeśli mieszka u Ciebie 2) Pakujesz się kulturalnie i w miarę sprawnie (nie pytasz co możesz wziąć, a czego nie, jeśli macie wspólne rzeczy to albo je spieniężasz i 50/50, albo poświęcasz w ramach pokuty za dotychczasową głupotę) Uwierz mi, że - jeśli zaczniesz brać sobie do serca treść tego forum, która wypływa z prawdy o nas - mężczyznach, a nie z jakiegoś fanatyzmu - kiedy minie odpowiednia ilość czasu na przetrawienie emocji, - odrobisz lekcje jednym słowem ...to na wspomnienie powyższych słów uśmiechniesz się z politowaniem, zakryjesz twarz ręką i podziękujesz losowi za tę cenną naukę:). Trzymaj się!
  13. Celna uwaga @prod1gybmx, skłania do pytań, wyciszenia szumu socjotechniki z TV i gazet i odnalezienia odpowiedzi na pytania "kto nam służy?" lub "kto komu służy?". Niestety, @Analconda, jeszcze nie mamy zdolności przewidywania przyszłości jako gatunek, a tak to brzmi. To Twoja osobista opinia. Ja uważam, że znam myki matrixa, potrafię czytać między wierszami, słuchać uważnie rad "leśnych dziadków", sukcesorów klanów i układów politycznych - a potem wyrzucać je do najbliższego kosza, ALE POMIMO TO uważam, że: - SKORO pewne kręgi mają potężne finansowanie, zatrudniają speców (ojczystych i spoza) od zarządzania informacją, manipulacji społeczeństwem, strategii kreowania wizerunku, przeznaczają lekką ręką 2 mld zł na finansowanie medialnego molocha, mają wpływ na obsadę personalną stanowisk w spółkach kluczowych dla państwa (tym samym pozwalając na dołączenie do korytka innym protegowanym)... - ...TO moje FILTRY przy tym NAKŁADZIE ŚRODKÓW mogą nie zatrybić. Uważam przeciwnie - że jest duża szansa na co najmniej jeszcze jedną kadencję. Weźmy pod uwagę strukturę wyborców, ich oczekiwania i mentalność. Dlatego prognozy, które głosisz uważam za możliwe, ale mało prawdopodobne.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.