Jump to content
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

pawell

Użytkownik
  • Content Count

    29
  • Donations

    0.00 PLN 
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

31 Świetna

About pawell

  • Rank
    Kot

Profile Information

  • Płeć
    Mężczyzna

Recent Profile Visitors

294 profile views
  1. Drogi @Przybysz, opcje wg mnie są dwie. Jedna i druga ma korzenie w SZACUNKU DO SAMEGO SIEBIE. Żeby nie przedłużać: - bierzesz swoją zaobrączkowaną Panią za włosy, zaciągasz na spotkanie w 4 oczy i mówisz co Ci nie gra w układzie zwanym małżeństwo; po czym będąc kurewsko konsekwentnym kończysz układ i żyjesz tak, jak chcesz lub kontynuujesz układ, ale.... - bierzesz swoją niby-kochankę za włosy, zaciągasz na spotkanie w 4 oczy i komunikujesz, że od jej spustów emocjonalnych zrobiły Ci się siniaki pod oczami i takie drętwe podchody to może sobie ze swoim byłym odstawiać, bo TY SIĘ SZANUJESZ. Wstajesz wtedy i robisz odwrót, nie oglądasz się za siebie i żyjesz tak jak chcesz. A teraz słowo mojego komentarza: Czytając Twój opis sytuacji widzę, że i tak nie zastosujesz się do wyżej wymienionych opcji. Tak, stałeś się tamponem emocjonalnym. Tak, oczy zarosły Ci cipką. Tak, większość braci dających Ci rady ma rację. Nie, nie jesteś otwarty na krytykę. Nie, fwb w tym wypadku to jakieś pomylenie przez Ciebie pojęć. Wolisz żyć w matrixie i rozwiązywać swoje problemy w sposób systemowy. Nic na to nie poradzę, ale chciałbym, żebyś zapamiętał choć jedną rzecz z mojego wpisu, mianowicie: nie bój się.
  2. Czyli jesteś po prostu mężczyzną wychowanym w XXI wieku. Biorąc pod uwagę fakt, że nikt z nas nie uważa się za przeciętniaka, mamy skłonności do zawyżania swoich "kompetencji", a ściślej mówiąc - większość z nas umieściłby się do przodu od magicznej bariery 50% społeczeństwa, byle tylko ta bliżej nieokreślona większość pozostała POD, a nie NAD nami... To jest właśnie haj. To jego czysta definicja. To hormonalna proza, a nie poezja. Coś, na co wielu podobnych Tobie mądrych gości dało się nabrać. To musi wydawać się wyjątkowe, żebyś mocno chwycił za haczyk. Błąd. Nie uświadamiaj kobiety. Nigdy tego nie rób. Wyjdziesz na mądrzejszego, a to na dłuższą metę wypali relację. Uświadomić mają rodzice, a Ty, szanowny @salt0, masz tylko potem spijać z tego śmietankę (fatalnie to brzmi;), sorry). Niepotrzebnie. To kwestia długiego czasu, który sobie cieplutko spędzaliście, przyzwyczajeń. Przechodzisz ZMIANĘ, więc to normalne, że czujesz się tak i owak. Czytając Twój post stwierdzam, że podejmowłeś trafne decyzje. Nie obcięło Ci jaj. Wydajesz się elokwentny, bawisz się słowami, interpunkcja i sposób wyrażania solidny. Zatem, przechodząc do moich skromnych spostrzeżeń, twierdzę, że: - błędnym jest zakładanie jakiegokolwiek "wyższego" połączenia między wami, - sam @salt0 jest kompletny i nie potrzebuje jakiegokolwiek uzupełnienia, - Pani nie należy do Ciebie, ona nigdy nie była Twoja; zapamiętaj, że to po prostu TWOJA KOLEJ, - dobrze się Ciebie czyta, dawaj znać jak rozwija się sytuacja. Powodzenia!
  3. Pełen szacunek chłopie! Pomimo wstępnie wgranego białorycerstwa koncertowo rozegrałeś tę partię. Słowa uznania i przestroga dla Ciebie: pamiętaj, że matrix jest atrakcyjny i przebiegły. Pod pozorem przekonania o czyjejś wyjątkowości bardzo łatwo wpaść w kolejne gówno. Zatem bądź czujny i nie staraj się robić religii z własnych doświadczeń - bo one czasami pchają nas do popadania w skrajności ...po to, żeby za jakiś czas znowu wylądować w tym samym miejscu. Takie wpisy dodają nadziei, są niesamowicie pouczające. Masz to za sobą! Zrób coś dla siebie, odetnij się od żalu, który wyniszcza. Nie mów sobie "nienawidzę", "pizda", "oszustka", "patologia", "manipulatorka". Takie bombardowanie podobnymi pojęciami swojego umysłu bardzo go zatruwa. Nie wdawaj się w gry, mające na celu licytację obwinień. To już nie jest istotne. Nie reaguj gwałtownie na jej manipulacje i klamstwa. Po prostu patrz na tą sytuację z politowaniem, współczuj, ale przede wszystkim DZIĘKUJ życiu za nowe doświadczenie i swoją mądrość, która pomogła Ci w tym wszystkim.. Co z tego wyciągniesz dla siebie? To zależy tylko od jednej osoby, wiesz której. Gratulacje! Miłej soboty!
  4. Klucz w tym, że wiesz, że to normalne. A teraz pora na zamianę wiedzy na MĄDROŚĆ. Co Ci daje wiedza, że to normalne? Czy byłeś przygotowany na takie epitety pod Twoim adresem? Co zrobiłeś, żeby zminimalizować wpływ inwektyw na Twoje samopoczucie? Potrzebujesz usłyszeć, że nie jesteś taki zły jednak? Otóż - nie jesteś! Mówię Ci to w pełni świadomie i bez pocieszycielstwa w intencji. Po to jesteś na forum. Miałeś tu trafić. Twoja wbudowana mądrość, potrzeba rozwoju, Twoja fortuna tak Tobą pokierowała, że czytasz teraz te wpisy. Bierz z nich tyle, ile zdołasz i nie wplątuj swojej energii w kogoś, komu zależy, żebyś miał niskie poczucie własnej wartości. Zadając pytania w odpowiedzi na jej reakcję, wchodzisz w otchłań jej optyki patrzenia na rzeczywistość. Będąc już tam, Pani doskonale poprowadzi rozmowę i będzie czuła się diabelsko pewnie, bo to jej teren. Zna każdy zaułek, zakręt i skrót. Jedyna opcja, to nie wchodzić tam, bo cała ta przestrzeń jest chwilowo obrócona przeciwko Tobie. Ty byłeś celem, a nie równorzędnym graczem. Byłeś potrzebny do wykorzystania w osiągnięciu przez nią spełnienia. Nie zostałeś zaproszony i przyjęty jak gość, bo nie byłeś świadomy, jak to powinno wyglądać. Mało brakowało, a utknąłbyś w spirali oczekiwań i bycia nie-takim-jakim-myszka-chce. Zatem trwaj we własnej optyce. Nie chwytaj przynęt, które masz we wiadomościach na telefonie. Wdawaj się w dialog, ale z pozycji kogoś, kto szanuje przede wszystkim siebie. Odpowiedzią na taką zagrywkę jest tylko i wyłącznie uwydatnienie, że jest Ci bardzo przykro z tego powodu i masz nadzieję, że kiedyś zmieni zdanie, a póki co życzysz jej wszystkiego najlepszego.... i odcinka. Nie pytasz, dlaczego tak uważa, bo - uwierz - Pani dysponuje arsenałem i taktyką nastawioną na wyczerpanie Cię na tym polu. Kompletnie nie daj się zaprosić na jej pole minowe. Teraz, kiedy już najgorsze masz za sobą i - nie daj panie najłaskawszy boże - znowu stwierdzisz, że chcesz coś wyjaśniać albo mieć wyjaśnione, to ABSOLUTNIE nie uderzaj w kwestie macierzyństwa i wychowania i wypominania czegokolwiek, co tyczy się tej Jaśnie Matki. Skupiasz się na neutralnych tematach, mówisz o sobie, o swoich potrzebach, dziękujesz, mówisz, że to Tobie jest przykro, że mimo wszystko trzeba żyć dalej i ...ODCINKA! Ciężko, zajebiście ciężko spotkać kobietę, która weźmie odpowiedzialność za własne decyzje i życie. Zawsze kogoś obwini, zero wglądu w siebie, nie mówiąc o przyznaniu się do błędu. To jakaś obłędna współczesna plaga narcyzmu w wersji light.
  5. Za czasów ogólniaka zbroja polerowana codziennie pastą do kwasówki i nabłyszczana olejem silikonowym nie pozwalała na rozsądne podejście do rozstań. Od tamtej pory, kiedy na drodze swojego życia - całkiem przypadkowo - spotkałem Jego Oświeconą Mądrość Pana Marka Kotońskiego - już nic nie wyglądało tak samo. Dlatego moich rozstań sprzed10 lat nie chcę wspominać. Wartość mają te, których dokonywałem po uporządkowaniu siebie, więc nie przedłużając: - zawsze w 4 oczy i nie unikając kontaktu wzrokowego - nigdy z żalem i poczuciem straty - nigdy ze wzbudzaniem poczucia winy - w atmosferze nieuchronności i nieodwracalności tego co ma nadejść - bez żałosnych tekstów pt. "nie zasługuję...", "zasługujesz...", "jesteś 'taka' 'sraka' i 'owaka'" - bez atmosfery pośpiechu. Zaznaczam, że powyższe określenia charakteryzowały mnie podczas rozstań. CO DZIWI, to fakt, że druga strona płci przepięknej i szlachetnej, eterycznej i niebiańsko wysublimowanej, często reagowała złością, brakiem otwartości na podejmowane przeze mnie autonomiczne decyzje dotyczące trwania związku, żalem, wzbudzaniem poczucia winy, ehhh... Gdyby choć jedna zakomunikowała wtedy: "rozumiem, szanuję Twoją decyzję, mam nadzieję że szczęście będzie Ci sprzyjać, a czas spędzony razem bardzo wiele mnie nauczył, za co będę Ci wdzięczna", to z pewnością powracał bym pamięcią chętnie do chwil, które z nią spędziłem. Co kieruje takimi umysłami?... To jest porażające, jakie ładunki emocjonalne i schematy myślenia lub zaburzenia osobowości potrafią wyjść z kobiety w sytuacji tak prozaicznej (obiektywnie rzecz biorąc) jak rozstanie. Mimo wszystko po takim tekście przez tydzień dziękował bym najwspanialszemu stworzycielowi za uwolnienie się od wpływu takiej osoby.
  6. Za każdym razem orzeźwia, stawia na nogi i rozładowuje napięcie. Dla mnie to taki osobisty utwór, który totalnie rozpierdala system! Zamknij oczy, pobujaj się na lewo i prawo, i... wejdź w to całym sobą. W tej interpretacji najlepszy!
  7. Psychoterapeuta. I to jest pierwszy krok dla Ciebie, bo wgląd w samego siebie masz marny. Kleisz się emocjonalnie do drugiego człowieka (uzależniasz się). Wchodzisz w relacje które Cię wyczerpują, a to oznaka deficytów, które wymagają przepracowania. Życzę sukcesów na tej drodze!
  8. Nic dodać, nic ująć. Śmiem twierdzić, że ta odpowiedź w pełni odpowiada na naturę Twojego problemu @Ali
  9. Czy jest możliwość zamknięcia tego tematu przez moderatora? Uważam, że tego typu wątki szkodzą forum. Tym bardziej, że śmierdzi trollem na kilometr. ...lub jakaś ściana hańby chociaż...
  10. @Orybazy bardzo dziękuję za rady. @Headliner obydwoje jesteśmy początkującymi lekarzami. W miastach wojewódzkich zarobki lekarza rezydenta oscylują w granicach 4-5 tysięcy zł (z dyżurami, pracując tylko w swoim szpitalu, bez dorabiania i zarywania co drugiej nocy). Im dalej od miast wojewódzkich, tym perspektywy zarobkowe lepsze, bo poza wynagrodzeniem z Ministerstwa Zdrowia (a stąd pochodzi pensja lekarza rezydenta), otrzymujesz różnego rodzaju "zachęty" - dodatki do wynagrodzenia, mające przyciągnąć lekarzy danych specjalizacji na ich oddziały. Poza tym klimat szpitali na prowincji mniej nadwyręża psychikę - z doświadczenia wiem, że jest tam mniej patologicznych zjawisk, typu wyścig szczurów i wchodzenie w tyłek swoim przełożonym (np. jakiejś jaśnie pani profesor, od której zależy Twój doktorat i inne aspekty kariery). Poza tym... Dzięki za głos w dyskusji! @alfa_sralfa dzięki za odpowiedź. Tak zamierzam zrobić. @Zdzichu_Wawa nigdy nie podpiszę umowy małżeńskiej bez intercyzy. To jak branie odpowiedzialności finansowej za działania drugiej, dorosłej osoby, która z założenia sama powinna odpowiadać za to, czy ma co jeść. Uważam, że trzeba być naprawdę odurzonym i uzależnionym człowiekiem, żeby w imię "miłości" oddawać obcej osobie cały swój twórczy i materialny potencjał. No po prostu tego nie kumam. Swojej autonomii i niezależności, nawet będąc w związku usankcjonowanym prawnie, będę bronił jak lew! @JoeBlue Oczywiście, że tak jest. To rozprawka na zupełnie inny wątek dla mnie na tym forum. Tak mówiąc ogólnie jest to filozofia, którą każdy mężczyzna powinien wynieść z domu, usłyszeć od swojego ojca, zanim jego oczy całkowicie zarosną matriksem, czy jakąś inną cipką. Dzięki za odpowiedź!
  11. Dzięki za odpowiedzi @Miner @Piter_1982! Podczas całego przedsięwzięcia nie będziemy małżeństwem. Naturalnie też wolałbym, żeby była to moja wyłącznie własność - i w sumie powoli wszystko do tego zmierza. Nie wiem natomiast, czy w przypadku, kiedy kupię nieruchomość jako kawaler (część wkładu własnego a część na kredyt, na jakieś 5 - 10 lat), kwestia jego własnosci po zawarciu umowy cywilno-prawnej zwanej małżeństwem nie będzie jakoś pogmatwana... Dobrze będzie rzeczywiście zainwestować w forumowe święte księgi, bo ogarnąłem w sumie, że źle to wygląda - jakbym szukał darmowej porady prawnej. Mea culpa! Ale i tak dzięki za reakcję! PS. System prawny, w którym przyszło nam żyć, jest totalnie anty-męski. Matrix pełną gębą!
  12. Drodzy Bracia, w ciągu najbliższych 2-3 lat planuję zakup działki i budowę domu. 5-10 km od miasta, w którym pracuję. Nie jestem w związku małżeńskim i w ciągu najbliższych 5 lat nie mam zamiaru podpisywać tego gówno-wartego dla mnie świstka. Mam partnerkę (jesteśmy narzeczeństwem), z którą mam syna (ogólny zarys poniżej, po szczegóły zapraszam do moich poprzednich wpisów). Najogólniej rzecz ujmując: - układa nam się dobrze (jest szacunek, spokój, sex), i to od prawie 8 lat - po urodzeniu młodego jak dotąd bez armageddonu - obydwoje wykształcenie wyższe - początkowe perspektywy zarobkowe w naszych branżach to ok 7tys/mies na osobę i raczej będą rosły - mieszkamy w wynajmowanym mieszkaniu, koszty gospodarstwa domowego rozkładają się mniej więcej na połowę - w najbliższym czasie (rok, ew. półtora), mój wkład będzie nieproporcjonalnie większy (urlop macierzyński partnerki i dochód z zasiłku przez rok) - jestem negatywnie nastawiony do jakiejkolwiek pomocy ze strony rodziców/teściów - uważam to za częściową utratę autonomii w podejmowanych decyzjach, nie chcę słuchać kiedyś po latach: "pomogliśmy" - mam świadomość, że dzisiaj jest sielanka, a jutro już jej nie ma (...będę wdzięczny temu forum do końca moich dni - finansowo również - w przyszłości). - zanim nie zamieszkamy w domu, nie ma opcji na ślub i te tematy Klimat i okoliczności: - pani nie truje mi w sprawie domu, nie nalega, nie napoczyna tematu, - ze strony rodzin po obu stronach też nie padają żadne sugestie (chociaż uważam, że to kwestia czasu, bo jedni i drudzy siedzą w matrixie po same kule) - najogólniej: szacuneczek i wypolerowane berło - pytam z czystego i kochanego egoizmu Pytania: - jak się zabezpieczyć finansowo na wypadek, gdyby Pani zmieniła się optyka gadziego mózgu? - jak ogarnąć kwestie własności? notariusz itd. - jak ogarnąć kwestię finansowania tej - jakby nie patrzył - pierwszej poważnej inwestycji (kredyt i spłacać we dwójkę? może dwa osobne kredyty na tę samą nieruchomość? Zawsze byłem negatywnie nastawiony do życia na krechę, na koszt banku. Ale w sytuacji, kiedy mam inwestować swoje ciężko zarobione zasoby ze wspólnikiem w postaci partnerki, co - zakładam - ma duży współczynnik ryzyka, to nie chcę być kimś, kto sam sobie założy pętlę na szyję pod pozorem utopijnej sielanki - podejrzewam że teściowie i moi rodzice będą otwarci na jakąś tam pomoc pt. "a to Synek my zapłacimy za dach" itd., jednak - tak już mam - uważam to za argument, który może zostać kiedyś odkopany i użyty przeciwko mnie. No po prostu - jestem na nie, taka moja glina. Co sądzicie o takim podejściu?
  13. Moim zdaniem szanowny @Alli robisz wszystko bardzo dobrze. Jesteś na kursie i ścieżce (opinia, którą wysnuwam na podstawie kilku zdań skleconych przez Ciebie na forum - czy pisałeś prawdziwie? czy nie sabotowałeś sam siebie? czy to naprawde Ty? - to pozostawiam już Tobie drogi bracie). Wg moich poglądów na życie, Twoja sytuacja i doświadczenia życiowe, które Cię spotkały, wywalają Ci czasami "błąd na pulpicie". Ale - przyjmując punkt widzenia czysto programistyczny - to jest bug, który po prostu trzeba zaktualizować/naprawić. Mimo tego, że wszystko jest ok, jesteś gdzieś w głębi swojego Ja sam przez siebie instruowany, że coś TRACISZ. Patrzysz na znajomych, sielankę ich zewnętrznego świata, dokładasz do tego własne automatyzmy i system przekonań. Doświadczenie z przeszłości z jakąś losowo spotkaną przez siebie dziewczyną siedzi w Tobie i blokuje postęp. ...a to po prostu przeszłość. ...a to po prostu losowa kobieta (ktoś, kto wydał Ci się wyjątkowy; ktoś, kto budził w Tobie poczucie wyjątkowości - a to kurewsko uzależnia, ciężko tego chwasta tak po prostu wyrwać potem). Znajomi, koledzy - żyją pełnią życia, tak? Odwiedzają ciekawe miejsca, tak? Poznają świetne dziewczyny, tak? ...Dosłownie jakbym czytał na temat mojej strony głównej w pewnym portalu społecznościowym na literkę "F".. To jest szit na kółkach, gówno na resorach, oszustwo doskonałe - zawsze o tym pamiętaj i PRZENIGDY nie traktuj tego poważnie. Nie mieszkasz w ich głowach i nie przebywasz z nimi 24/7. Nie masz wgranego ich programu do głowy, nie nosisz ich krzywd i historii. UWIERZ, że bardzo wielu z nich nosi w sobie GNÓJ, niedowartościowanie które trzeba rekompensować itd. Każdy z nas ma skłonność do porównań, ale jeśli nad nią nie zapanujesz i nie dasz znać swojemu JA (podświadomości/ Bogu/ potworowi spaghetti/ avatarowi/ jak zwał tak zwał) że już jesteś kompletny i niczego nie potrzebujesz, to może się to skończyć wyniszczającą pogonią za.. niczym! W skrócie: ogarniasz bardzo dobrze wszystko i niczego Ci nie brakuje!
  14. Witaj Bracie! Odnośnie ustalenia daty poczęcia dziecka i tego, jak robią to ginekolodzy: Wiek ciąży jest ustalany na podstawie pierwszego dnia ostatniej miesiączki u kobiety. Do faktycznego zapłodnienia dochodzi oczywiście później, (zazwyczaj ok 14 dni później, w okresie owulacji lub chwilę po niej - stąd ta różnica zapewne dwutygodniowa). Czyli mówiąc inaczej: jeżeli ginekolog mówi, że pani jest w 10 tygodniu ciąży, to oznacza, że do zapłodnienia doszło ok 8 tygodni temu.
  15. @Jaśnie Wielmożny Dzięki za odpowiedź! Ani teściowie, ani rodzice na ślub nie naciskają. To taki stan rzeczy tymczasowy i wiem o tym, że po narodzinach malca zapewne zaczną się przytyczki odnośnie legalizacji związku (czyli nic ponad to, czym jest zabezpieczenie interesów przyszłej małżonki). Odsuwając na bok presję społeczną, rodzinę, będąc sam ze sobą stwierdzam, że ślub absolutnie nie jest mi potrzebny. Sama wybranka stwierdza, że nie jest gotowa na ślub - w tej kwestii myślimy podobnie (ja myślę podobnie, ona mówi podobnie:)). Absolutnie odpada dla nas opcja przyspieszania pewnych spraw. W szczerych rozmowach poruszamy wiele kwestii odnośnie naszej przyszłości, łącznie z założeniem, że jeśli nam nie wyjdzie, to się rozstaniemy i ułożymy wszystko tak, żeby miało ręce i nogi - ze strony narzeczonej to dla mnie naprawdę świetna postawa. @Jimmy Dzięki za odpowiedź! Sam znam trochę środowisko od środka i uważam, że wieloletnie, udane związki lekarzy to rzadkość. Odnośnie deklaracji i wtłaczania nas sobie samym na siłę mamy spokój - ze strony rodziny nie pojawiają się żadne naciski. Jedyny nacisk, który odczuwamy, to ten w samych sobie - że jakoś to trzeba ogarnąć, coś zmienić w dotychczasowym układzie sił, więc naturalnie temat ślubu gdzieś tam w świadomości też świta. Nie uważam, że jestem za młody na rodzicielstwo - w sumie to jak pomyślę, że będę miał syna, to ogarnia mnie naprawdę cholerna satysfakcja już teraz. Zmiana miejsca zamieszkania to ryzyko, ale plusy przeważają tutaj nad minusaami. @GregTomassi dzięki za odpowiedź. O taki zimny prysznic mi chodziło. Miłego dnia! ...i bez przesady z tą pewnością, odnośnie mojej przyszłości. Trochę sprawczości w rękach odnośnie jej jeszcze mam. @Les dzięki za odpowiedź. Kołyska i bety już przygotowane, teoretyczne opanowanie kwestii rodzicielstwa powoli też. Myślę o dziecku, nie rób ze mnie proszę takiego egocentryka. Każdy z nas nim troszkę jest, ale panuje nad tym i los mojego chłopca nie będzie mi obojętny. Odnośnie dzieci wychowywanych przez rodziców osobno mam inne zdanie - częściej to lepiej ułożeni i normalnie wychowani ludzie niż Ci z kompletem rodziców pod nosem. Za dużo własnych obserwacji moich, jeśli chodzi o tę materię. "Karuzela" to chyba nie błąd z mojej strony, a raczej taka reakcja na zmianę, dosyć istotną w życiu - określiłbym t o raczej, jako pewnego rodzaju adaptacyjny wstrząs. "Czas zmężnieć i jakoś ogarnąć sytuację" - dzięki!
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.