Jump to content
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

lekkiepióro

Użytkownik
  • Content Count

    56
  • Donations

    0.00 PLN 
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

24 Świetna

About lekkiepióro

  • Rank
    Kot

Profile Information

  • Płeć
    Mężczyzna

Recent Profile Visitors

The recent visitors block is disabled and is not being shown to other users.

  1. A ja mam inne doświadczenia. Nie usunąłem, a mimo wszystko do tego nie wracałem, poza pierwszymi tygodniami, było to zbyt bolesne. Natomiast miałem tę świadomość, że zawsze mogłem do tego wrócić, gdyby mnie na to wzięło. Gdybym zaś usunął te wiadomości i wszystko po niej, kto wie, czy w chwili załamania, nie mając śladu po niej - nie zwróciłbym się po prostu wprost do niej, nie zaczął szukać kontaktu. Z dwojga złego lepiej poczytać stare smsy, niż nie mieć nic, żadnej pamiątki i w wyniku zacząć szukać kontaktu z nią.
  2. Wygląda na to, że Jan Rodo powoli wypiera Majora z posiadłości prezydenckiej, walka trwa. Major nie chce robić lajtów bożych, gdy jest Janek, prawdopodobnie dlatego, bo boi się, ze zostanie zajechany przez widzów + duet Konon, Łoś oraz, że Janek będzie się pchał do kamery i chciał swojej działki od lajta. Generalnie nie trawi Janka, stąd ostatnio nasiliły się jego nitro-wycieczki. Wydaje się, że Konon coraz bardziej dojrzewa do decyzji, by wypierd***ć Majora i zakwaterować Janka.
  3. Dla mnie całowanie to taki trochę seks w ubraniach, sprawia mi przyjemność. Ale miałem kiedyś dziewczynę jakiś czas i byłem nieco znudzony tym związkiem. Wówczas całowanie było dla mnie właśnie takie bez sensu, mechaniczne, nudne. Może to kwestia tego na ile ktoś Cię kręci i co czujesz do drugiej osoby.
  4. Dużo się dzieje ostatnio na szkolnej. Jan Ełborodo coraz bardziej zadomawia się w prezydenckiej posiadłości. Gdy Major wybył na kilka dni, Jan, tu tego, spał nawet na jego łóżku. Majorowi się to nie podoba, ale sam chyba czuje, że nie za wiele ma do gadania. Ponadto mamy konflikt pomiędzy Pawłem z Warszawy a Słaaawkiem. Deklaratywnie oboje chcą pomagać Kononowiczowi i Majorowi, ale jednocześnie konkurują ze sobą i są wobec siebie podejrzliwi. Tak jakby chcieli mieć "pomoc" na wyłączność. Trochę mnie to dziwi i nie rozumiem jednego i drugiego. Major coraz częściej wychodzi dokarmiać wiewiórki, zaś Kononowicz podobno w ogóle nie dba o dietę i dalej wpier***a jak leci. Gdzieś tam wisi nad prezydentem bożym także proces w sprawie psa Nera. Trwa konflikt z Mexikano, ktoś wysłał do niego paczkę, dedykowaną dla Ełborodo, którą Meksyk przyniósł osobiście do Konona. Po rozpakowaniu okazało się, że w środku są puste puszki po piwie, wypita wódka i kilka kopert, w których nadawca deklaruje, iż miało być po kilkaset złotych. Co na to Kononowicz? Wiadomo Meksyk zabrał. Wspaniała prowokacja boża, ugułem. Dzieje się dużo ostatnio. Jak myślicie co będzie dalej? Kto ma rację?
  5. Z tego co czytałem, to, gdy rzadziej uprawiamy seks lub się masturbujemy, mamy niższy poziom testosteronu. Natomiast Ci, którzy robią to częściej mają wyższy. Masz jakieś sprawdzone źródło swojej tezy o tym testosteronie?
  6. Jestem tutaj drugi miesiąc, a o wszystkim co napisał kolega powyżej zdążyłem się już dosadnie przekonać. Holandia szybko Cię pochłonie i, jeśli nie będziesz trzymał dyscypliny, to łatwo tutaj przepaść, zasiedzieć się, żyć od pierwszego do pierwszego, pomimo, że wyjechało się z Polski właśnie po to, by tak nie żyć. Po pierwsze - nie pożyczaj pieniędzy. Jeżeli trafisz na typowy obóz pracy dla Polaków, typu jakiś magazyn, produkcja, etc., to możesz być pewny, że będzie tam pełno typów wiecznie bez kasy, którzy regularnie będą potrzebowali od Ciebie, ich dobrego ziomusia, pieniędzy, na dzień, na tydzień, itd., ludzie bez żadnego wstydu, ani krępacji przed pożyczaniem i najczęściej ludzie uzależnieni od narkotyków i alkoholu (i właśnie z tego powodu zwykle niemający pieniędzy). Z czasem istnieje ryzyko, że staniesz się dla nich chodzącym bankomatem, no i odzyskiwanie długów, których spłata się przedłużyła, o tydzień, o dwa itd. nie jest miłe, ani fajne. Co do agencji pracy - wyczyniają tutaj cuda. Od oszustw, niewypłacania pieniędzy, do tragicznych warunków zakwaterowania. Jeżeli trafisz w miejsce, gdzie warunki, odległość od miejsca pracy lub inne rzeczy będą nie do przyjęcia, nie załamuj się, nie twórz sobie w głowie przesądów nt. Holandii, tylko natychmiast szukaj innej pracy. Będąc na miejscu znalezienie czegoś jest znacznie prostsze. Co do pracy przy zbieraniu zamówień, czy ogólnie w magazynie - kolega ma rację, często normy są tam tak wyśrubowane, że nie da się ich wyrobić. Polacy są jedną z najgorzej opłacanych nacji w Holandii, nie bez powodu. Zapie***ją jak głupi, jeden ambitniejszy do drugiego, to i normy wysokie. Druga sprawa, że na przykład w magazynie, w którym ja pracowałem (Alber Heijn w Tilburgu) część załogi ćpała po kiblach amfetaminę, o czym wiedzieli nawet koordynatorzy zakładu, więc na takich wspomagaczach praca szła im trochę inaczej, niż normalnym ludziom. Co do dyscypliny, jeżeli znajdziesz się w jakimś większym zakładzie - żłopanie piwska będzie bez przerwy w każdy dzień wolny, narkotyki, z których trawka, to akurat najmniejszy problem. Nie daj się namówić na żadną amfetaminę, extasy, lsd, bo po prostu wsiąkniesz w te tematy z czasem i utkniesz na lata uzależniony mniej lub bardziej, żyjąc od pierwszego do pierwszego, wszystko wydając na narkotyki i imprezy z kolegami (choć wspólne wciąganie amfy w pokoju naprawdę trudno nazwać imprezą). Poza tym, będąc tam, postaraj się znaleźć jakąś przyzwoitą pracę poza agencją, bezpośrednio w jakiejś firmie. Jest tu trochę firm, które zatrudniają Polaków, mają polskich rekruterów, ale nie są agencjami i nie robią tego przez agencje (wystawiają ogłoszenia też na polskich serwisach). To może być wstęp nie tylko do jakiejś normalnej kariery, ale także do zupełnie innych warunków zatrudnienia i zakwaterowania. Dla agencji zawsze będziesz tylko kolejnym Polaczkiem, których wyjeżdżają co miesiąc setki z Polski i setki wracają. Jeżeli zaś zatrudnisz się w normalnej firmie, będziesz w trochę lepszej pozycji. Ponadto uważaj na konflikty z prawem - nie można tu posiadać noża, gazu pieprzowego, jeżdżąc rowerem po zmroku musisz mieć światła, z tego co wiem nie można pić alkoholu w miejscach publicznych. Nie słuchaj co mówią Ci ludzie, którzy utknęli tu na lata i dalej ch***a mają. Siedzi 3-7 lat i nic nie ma, poza kolejną agencją pracy, zwykle zadowolony tylko z tego, że ma bieżący hajs na towar, żeby się nacpać/naj***ać. To są ludzie bez mózgu, bez ambicji, bez inteligencji, często po tylu latach nie potrafiący nawet zdania poprawnie sklecić po angielsku (pomimo, że jak się odzywają to są bardziej pewni siebie niż Donald Trump), którzy zmarnowali tu swoje wszystkie lata i Twoje też zmarnują, jeśli będziesz ich słuchał.
  7. Pojebani to są co najwyżej ci, co śluby biorą. Zasady są znane. Po co się w to pakować?
  8. Nie wiem co w tym desperackiego. To jest normalna reakcja. Trzeba było skontrować - "a dla mnie nie miałaś czasu" i tyle. Szczere i w punkt. Co tu więcej kombinować? Za dużo kombinujecie. Asertywność to nei granie w jakieś głupie gierki, tylko mówienie wprost o swoich potrzebach i upominanie się o swoje. W upominaniu się o swoje nie ma nic desperackiego.
  9. Nadal nic nie rozumiem. Laska chwali Ci się, że poszła z jakimś typem na kawę, a dla Ciebie nie miała czasu i przechodzisz nad tym obojętnie? Bez sensu. Nie można mówić, jak nam plują w twarz, że deszcz pada albo udawać, ze się tego nie widzi. Trzeba było jej wyperswadować, że to nieładnie albo ostatecznie chociaż ujawnić szczerze, że jesteś zawiedziony. Nie oburzając się jak frustrat, tylko raczej próbując jej wbić małą szpilkę i wprawić w zakłopotanie. Może coś byś ugrał, a na pewno pokazał, że nie ma lecenia z Tobą w kulki, bo Ci się to nie spodoba albo zwyczajnie Cię urazi. Wymagajcie czegoś od tych kobiet ludzie. Relacja była do wyprowadzenia na prostą, gdybyś tyle nie kombinował i po prostu był szczery, a nawet, jeśli nie szczery, to asertywny. W tej chwili zaś pokazałeś lasce, że jak Ci plują w twarz, to udajesz, że deszcz pada, a na koniec chcesz uwalić całą znajomość. Teraz to już faktycznie chyba nie ma wyjścia.
  10. Zemsta mlecznego człowieka za lata znęcania się nad nim.
  11. Daj spokój. Masz tutaj austriacką szkołę ekonomii. Murphy - Hayeka plan prywatyzacji pieniądza: https://webcache.googleusercontent.com/search?q=cache:Jyu3cQT8GsUJ:https://mises.pl/blog/2005/07/27/murphy-hayeka-plan-prywatyzacji-pieniadza/+&cd=1&hl=pl&ct=clnk&gl=pl&client=opera Modrzejewski - Teoria denacjonalizacji pieniądza: https://mises.pl/blog/2011/02/08/modrzejewski-teoria-denacjonalizacji-pieniadza/#_edn7 Nawet sam Hayek, prekursor prywatyzacji pieniądza, nie proponował deflacyjnego charakteru zdenacjonalizowanego pieniądza: Rozumiesz? Nawet Hayek, guru austriackiej szkoły ekonomii, widział zagrożenia w deflacyjnym charakterze walut i nie proponował podobnych absurdów. Zaś w razie wzrostu gospodarczego w społeczeństwie posługującym się daną walutą, Hayek proponował cywilizowane dywidendy, a nie cyrk i dziki zachód jaki jest na krypto. Ponadto już on rozumiał, że przyszłość miałyby te waluty, których emitenci dbaliby o ich stabilność, bo to jest klucz do użytkowości i adopcji. Niczego podobnego nie ma w projektach obecnych kryptowalut, poza tymi, ewentualnie, które są tworzone o parytet złota, czy dolara. No, ale na tych holder nie zarobi kroci, więc są niefajne i durne, nie? I oczywiście już Hayek widział sens jedynie w nadaniu wartości walucie w oparciu o parytet jakichś dóbr, a nie w oparciu o dokładnie nic, jak jest teraz. Tak jak powiedział Warren Buffett - bitcoin nie ma żadnej wartości, jest tylko jednostką rozliczeniową, do tego samego może służyć zwykły czek. A na ile wystawimy czek, to tylko kwestia umowy, mody, chwilowej euforii. Możemy posłużyć się czekiem, by rozliczyć jakąś transakcję i określić, że jeden czek będzie opiewał na 100$, 1000$, 1 mln $. Ale czek sam w sobie nie ma żadnej wartości, jest tylko kartką papieru, podobnie jak bitcoin. To samo twierdzi Bill Gates oraz wielu innych ekonomistów. Więc może Ty lepiej doczytaj, a potem pisz. Bo poważni ekonomiści się z Was śmieją i już teraz doskonale wiedzą, że równie absurdalna koncepcja po prostu nie może się udać i skończy się wielkim krachem, zaś nawet najbardziej znamienici przedstawiciele szkoły austriackiej byli przeciw podobnym koncepcjom i nawet w swoich najśmielszych pracach nie wpadli na podobnie absurdalne koncepcje. Ale Wy macie w dupie ekonomistów, przedstawicieli austriackiej szkoły ekonomii (jeszcze sobie nimi wycieracie buźki), najbardziej znanego inwestora na świecie (W. Buffetta), bo Wy wszyscy sami jesteście przecież najlepszymi ekonomistami na świecie. Kupiliście jakieś scamy, bitcoiny, ioty i już wszystko wiecie, będziecie robić rewolucję po swojemu, nie przeczytawszy jednej książki do ekonomii. Jak się skończy rewolucja ekonomiczna Sebastianów spod blokowiska, kasjerek z żabek, taksówkarzy, smarkaczy inwestujących kieszonkowe od rodziców - już napisałem w poprzednim poście i nietrudno się domyślić.
  12. Po pierwsze 8-12% miesięcznie to bardzo dużo i już te wielkości wydają się podejrzane. Po drugie nie ma bota, strategii, ani tradera, który może zagwarantować jakiekolwiek stałe przychody co miesiąc na jakimkolwiek rynku. Okazja do zarobienia albo jest albo jej nie ma. Nie ma żadnej gwarancji, że na przykład w maju będzie w ogóle jakakolwiek okazja do arbitrażu, a już tym bardziej do ugrania 8-12%. A tu masz gwarancję zarobku. Ciekawe jakim cudem? Po trzecie wygląda to raczej na piramidę finansową i Ty sam jesteś podejrzany. Piszesz, że Twoi kumple zarabiają z tego ok. kilka tys. miesięcznie. Serio? Wpłacanie kasy, wciąganie innych do sieci, to typowe symptomy schematu ponziego. Jeśli sam nie jesteś oszustem - uciekałbym od tego najdalej jak się da. Owszem na piramidzie finansowej da się zarobić, problem tylko w tym, że nigdy nie wiesz kiedy upadnie i chyba nie ma bardziej ryzykownego sposobu inwestowania na świecie. Jeśli ktoś chce zainwestować w krypto - niech lepiej kupi cokolwiek, co go przekonuje - Bitcoina, Litecoina, Nano i po prostu to trzyma. Choć inwestycje w krypto w długim terminie - odradzam, bowiem w tej chwili istnieje duże prawdopodobieństwo, że po agresywnych, oszałamiających wzrostach w ostatnich latach branża i cały rynek krypto najlepsze lata ma już za sobą. Prawdopodobnie nastąpi reset, załamanie rynku jak na bańce dot-comowej w latach 2000', wiele projektów upadnie i dopiero wtedy wyłonią się te perspektywiczne. Albo się nie wyłonią, zaś cały szał wokół krypto będziemy wspominać podobnie jak bańkę tulipanową, z której niewiele wynikło, egzotyczne tulipany w cenie domów jakoś nie opanowały świata. Poza tym nawet, jeśli kryptowaluty mają mieć przyszłość, to wydaje się mało prawdopodobne, że przetrwają te, które mają ograniczoną podaż, czyli, które są deflacyjne. Wartość nie bierze się z niczego i nie ma takiej możliwości, aby zapisać w kodzie kryptowaluty deflację, a następnie wszyscy będą mieli tylko więcej i to za samo trzymanie waluty. To wbrew prawom ekonomii. Prędzej przetrwają waluty oparte o parytet złota lub inny zestaw dóbr, czy stabelcoiny, których wartość jest utrzymywania np. na poziomie 1 dolara. Takie waluty nie dadzą zarobić żadnemu ich posiadaczowi, ale, jeżeli przelewy za ich pomocą będą łatwe i natychmiastowe - to mogą istotne ułatwić życie - spółki emitenci takich kryptowalut mogą szybko zyskać klientów. Bitcoin i cała masa jego naśladowców, o deflacyjnym charakterze, to moim zdaniem, tak jak powiedział Warren Buffett - trutka na szczury. Oszustwo podane ludziom w pięknej postaci, mówiące, że wystarczy ograniczyć podaż pieniądza, a jego posiadacze, czy całe społeczeństwa, będą się wówczas tylko bogacić lub w najgorszym wypadku zachowają wartość swoich zasobów pieniężnych. To bzdura. Gdyby tak było, to nic prostszego, wystarczyło zaprzestać kreacji nowych złotówek, aby Polacy zaczęli się bogacić. A w rzeczywistości - nic podobnego by się nie stało. Gdyby na jednego obywatela przypadało o połowę mniej złotówek, niż obecnie - rynek po prostu wyceniłby naszą walutę proporcjonalnie i w praktyce mielibyśmy dokładnie tę samą siłę nabywczą, co przedtem. Podobnie, gdyby każdemu obywatelowi dodrukować drugie tyle złotych ile ma, wcale nie stalibyśmy się dwa razy bogatszym narodem, wartość złotówki w długim terminie spadłaby tyle, że nie zyskalibyśmy ani gorsza siły nabywczej. Podobnie musi być z wartością bitcoina, w długim terminie - nie ma możliwości, aby jego cena rosła w nieskończoność, kiedyś nastąpi prawdopodobnie załamanie, nie chwilowa bessa, które zniesie całe wzrosty. Może już jesteśmy tego świadkami. I ostatnia sprawa. Skoro ten magik jest w stanie zarabiać 10% miesięcznie - niech sprzeda mieszkanie albo weźmie kredyt pod hipotekę i zainwestuje 300 tys. zł swoich pieniędzy. W skali roku daje mu to milion zł zysku na czysto (jeśli będzie na bieżąco reinwestował wszystkie zarobione pieniądze), zaś w kolejnym roku ponad 3 mln zł. Po co mu ktokolwiek inny do tego? Po trzech latach będzie miał ponad 10 mln zł.
  13. Aha. Czyli byłbyś szczęśliwy, gdybyś nie istniał? Gdybym nie istniał, to nie byłbym ani szczęśliwy, ani nieszczęśliwy, w ogóle nie można byłoby mi przypisać żadnych cech, bo by mnie było. Bo cierpienie i zło, którego może doświadczyć taka istota jest złe. Nie możemy mieć z definicji żadnego doświadczenia ze stanu nieistnienia, bo jest to stan, w którym nikomu nie dzieje się nic złego, ani dobrego, bowiem nikogo wóczas nie ma. Gorszym byłby ten stan może wówczas, gdyby ktoś istniał i był pozbawiony wszelkich odczuć, poddany rodzajowi deprywacji sensorycznej. Ale utożsamianie nieistnienia z deprywacją sensoryczną nie ma sensu, bo nikt kto nie istnieje nie może być z definicji poddany żadnej czynności, w tym deprywacji sensorycznej. Poza tym nieistnienie to nie jest żaden stan, nikt nie jest wtedy w żadnym stanie, popełniasz błąd logiczny przypisując komuś kto nie istnieje jakiś stan. To tak jakby fizyk próbował przypisywać próżni, w której nie ma żadnych cząsteczek - stan skupienia. Nie interesuje mnie ich życie i nie chcę o nim decydować. To jest ich życie i oni powinni o nim decydować. Ale co to ma do rzeczy? Piszemy o zasadności powoływania na świat ludzi w warunkach dużego ryzyka wystąpienia rozmaitego zła i cierpienia, a nie o decydowaniu o życiu ludzi, którzy już istnieją (oni mają prawo robić co chcą ze swoim życiem). Owszem, jestem w stanie tylko oszacować prawdopodobieństwo wystąpienia cierpienia oraz zła w jego życiu i łatwo wykazać, że jest ono wysokie, nawet, jeśli ograniczymy szacunki tylko do tych najbardziej okrutnych scenariuszy typu śmierć na raka (a na pozostałe przymkniemy oko). Lecz nawet, gdyby to prawdopodobieństwo nie było wysokie, to poddanie kogoś tego rodzaju losowaniu jest niemoralne. Tak samo jak niemoralne jest wrzucenie kogoś do klatki, w której istnieje jedynie 1% szans, że będzie się znajdował głodny lew i człowiek ten doświadczy dotkliwego fizycznego cierpienia. Niby 1% to mało, ale to nadal niemoralne i tylko egoista mający w tym jakiś interes lub chory sadysta będzie chciał uczestniczyć w czymś podobnym. To podobna sytuacja. Tylko istnieje jedna zasadnicza różnica. Ty już istniejesz, zaś koszty rezygnacji z tego życia są bardzo wysokie, a niekiedy, z powodu faktu, iż jesteśmy więźniami swoich własnych instynktów - rezygnacja z życia jest niemożliwa, po protu za bardzo się tego boimy. Podobnie jest z tortem i jedzeniem - coś jeść musisz, nie masz już w tym momencie wyjścia. Ale załóżmy, że masz dwie możliwości w życiu. Jeść tylko z zaufanych źródeł lub zdobywać jedzenie ze śmietników, które może Ci zaszkodzić, z pewnym prawdopodobieństwem. Co wybierzesz? Pewnie razu wykluczasz jedzenie ze śmietników, bo jest ryzykowne. Ale dlaczego? Dlaczego masz nie spróbować życia freegana, przecież to absurd, nie? A jednak nie spróbujesz tego, bo doskonale identyfikujesz ryzyko jakim jest obarczony ten wybór. Zabawne, że dla niektórych wysoce prawdopodobna sraczka okazuje się wystarczającym powodem, by nie próbować żarcia ze śmietników, zaś konające z bólu dzieciaki na wydziałach onkologii nie są wystarczającym powodem, by nie próbować tworzyć nowych istot. Sraczka ważniejsza, niż życie człowieka.
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.