Skocz do zawartości
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Margrabia.von.Ansbach

Użytkownik
  • Ilość treści

    112
  • Donations

    0,00 zł 
  • Rejestracja

  • Ostatnio

Reputacja

229 Świetna

O Margrabia.von.Ansbach

  • Ranga
    Szeregowiec

Profile Information

  • Płeć
    Mężczyzna
  • Miejscowość:
    Mazowieckie

Ostatnio na profilu byli

375 wyświetleń profilu
  1. Margrabia.von.Ansbach

    Ankieta monogamia vs. poligamia.

    @azagoth Na czym opieram swoje doświadczenie z poligamią i monogamią? Nie na sobie. Bo jestem żonaty. Opieram na doświadczeniach starszego brata żony. Przez okres około półtora roku 'bawił się w poligamię'. Lat 29. Własne 70m2 w nowym tzw. apartamentowcu. BMW serii 3 2014 r. Menadżer w korpo. Ustawiony singiel więc panie kręciły się. Maksymalnie miał chyba 3 na raz. Podobnież wiedziały o sobie (co je tylko bardziej nakręcało do rywalizacji). Każda z pań 'wchodziła' w taki układ na okres od 2-3 do maksymalnie ponad pół roku. Te bardziej mądrzejsze widząc że tylko z nimi sypia - szybciej odpuszczały. Te mniej spostrzegawcze - ciągnęły taki układ dłużej. Ale na końcu i tak też odpadały i szukały innej gałęzi. Od dwóch lat szwagier już nie jest poli. Jest mono. Jedna panna. I to widzę tak 'na poważnie'. Sam przy alko mówił, że dokąd go to bawiło to to ciągnął. Przy czym kosztowało go to dużo czasu i dużo pieniędzy. Za to dostęp do seksu miał w zasadzie nieograniczony. 'Na zawołanie'. W mono tego nie ma, co każdy z nas wie. Szczególnie w wieloletnim mono. Zdarzały się też momenty 'niezręczne'. Gdy siedząc z jedną w mieszkaniu - inna wpadała z niespodzianką. Taka niezapowiedziana wizyta. Podobnie z telefonami. Siedzi z inną a dzwoni i KONIECZNIE chce rozmawiać jeszcze inna. W hooy niezręcznie. Mimo że niby panny o sobie wiedziały.
  2. Margrabia.von.Ansbach

    Ankieta monogamia vs. poligamia.

    Zdecydowanie: SERYJNA MONOGAMIA. Czemu? Szybko tłumaczę. Ogarnianie POLIGAMII jest bardzo zasbo i czasochłonne. Owszem, może kręcić jeśli jesteśmy na tym zafiksowani. Ale żre czas i zasoby jak inflacja w Republice Weimarskiej. A po drugie - wymaga perfekcyjnej logistyki. I ogarniania tych niuń by się wzajemnie o sobie nie połapały. Reasumując. Poligamia? Można - w ramach zabawy. Na dłuższą metę jest męcząca. A czemu monogamia ale seryjna? Bo każda monogamicza partnerka po jakimś czasie zaczyna chodzić bokami. Wtedy trzeba jej grzecznie podziękować. I nawiązać relację z kolejną. Wiadomo - kobieta daje od siebie najwięcej na początku związku. Potem daje coraz mniej a wymaga coraz więcej.
  3. A co kto lubi, mi dłubanie nie przeszkadza Jeszcze jedna ARCYWAŻNA kwestia. Wspomniał już o niej @Stary_Niedzwiedz Ja ją tylko podkreślę. Bo warto. Szczególnie dla gołowąsów i młodzieży naszej. Z wiekiem baaaaaaaaardzo wykrusza się konkurencja! Pamiętam czasy liceum. Druga połowa lat dziewięćdziesiątych. O Kasi, Dorocie i Joasi (imiona prawdziwe!) mogłem tylko pomarzyć. I pokochać je. Platonicznie wzdychając One łypały oczami za starszymi studentami. I za rówieśnikami - synami dzianych starych. Rzemieślników, badylarzy, taksówkarzy itp Takimi badbojami jak na poziom lat 90. Co mieli kasę od starych. I zatankowaną furę od ojca też. Więc się wozili. Większość znanych mi przystojniaków z tamtych czasów wygląda obecnie DZIADOWSKO. Się nie musieli starać i tak im się utrwaliło. No i czas zrobił swoje. Taktyczne kałduny i podwójne podbródki to powszechny widok. Druga rzecz - często mają skopane życie (długi, alimenty, brak stałej pracy). Gdy jest się normalnym, pozytywnie 'przeciętnym' gościem. To gdy trzyma się fason - jest o WIELE łatwiej o atencje niuń. Gdy ma się lat 40 niż gdy miało się lat 20. Wspomniałem wielokrotnie na forum. Gdy miałem 20 byłem dla niuń przezroczysty. Jak kurna powietrze. Teraz - zdecydowanie wielokrotnie 'jestem brany pod uwagę' wśród 30-40 latek. Dwadzieścia lat temu to się nie zdarzało. Więc młodzieży forumowa, pamiętajcie o tym.
  4. I to jest zdanie podsumowujące 7 stron tego wątku. Samo nie skapnie. Samo się nie zrobi. Sama super cizia się nie przypałęta. Znaczy się przypałęta. I niejedna. Jak facet będzie w topowych 10%. Ale na to trzeba: CIĘŻKO ZAPRACOWAĆ.
  5. Trzy kwestie. Kwestia numer jeden. W tym roku będę miał czterdzieści. Żona będzie miała trzydzieści jeden. Znamy się dziesięć lat z małym hakiem. Da się? Da się. Kwesta numer dwa. Dziesięć lat temu OGÓLNIE wyglądałem gorzej niż obecnie. Sylwetka. Nadwaga. Ubiór. Social proof. Zasoby. Skille męsko-damskie. Za to byłem "dobrze rokujący". Owszem, ryjek miałem gładszy. A teraz bardziej pomarszczony. Więc jest kategoria mężczyzn, którzy są zaniedbani "za młodu". A później owe zaniedbanie nadrabiają w okolicach 40. Natury nie oszukasz. Ryj się starzeje. Energii nie przybywa samej z siebie. Ale można zestarzeć się jak mleko. A można zestarzeć się jak wino. Bez pracy nad sobą ani rusz! Holistycznej. Ciało. Wiedza. Skille międzyludzkie. Szczególnie w interakcji z kobietami. Pewnie zasada Pareto i tu działa. 80% Mireczków koło 40 zdziadzieje i zbrzuszeje. 20% postara się i da radę, lepiej czy słabiej. Ale da. Kwestia trzecia. Czterdziestolatek i dwudziestolatka w LTR? Kurna! Ludzie! Przecież to męczące jak cholera! Statystyczna dwudziestka jest nudna, schematyczna i męcząca na dłuższą metę jak pakistańskie disco. Łóżko? Super! Młode ciało to młode ciało. Ale poza łóżkiem? Słabo. Mam trzy kuzynki. 18, 19 i 21 lat. I dość dobry kontakt z nimi. Choć nieczęsty. Pochlastał bym się brzytwą gdybym musiał z nimi żyć na co dzień. Zamęczył. Więc mi LTR z dwudziechą się nie widzi. Nie widzi z punktu widzenia mężczyzny. Z punktu widzenia przeciętnej 20latki niuni - taki 40letni facet to też już "dziad". Bo to typowy schemat myślenia. A większość myśli "na automacie". Natomiast wśród znajomych rówieśników mam 3 małżeństwa. Gdzie różnica wieku wynosi od 8 do 11 lat. Kobiety oczywiście młodsze. Podsumowując. Dwadzieścia lat różnicy? 40 vs 20 ? Słabo to widzę. Plus minus dziesięć lat różnicy? 40 vs 30, 40 vs 32 ? Tak, to możliwe. Przykładów aż nadto. Pod warunkiem że nie jesteś szarym Mirkiem brzuchaczem z piwkiem i światem ograniczonym do Ligi Mistrzów w TV. Albo grzebania całymi wieczorami w Hondzie Civic VI generacji z ziomeczkami w garażu.
  6. Margrabia.von.Ansbach

    Komplementy od Pań

    W punkt. Mam tą samą refleksję. 20 czy 15 lat temu nawet złamanego komplementu nie usłyszałem. Od kobiety. Odkąd jest stanowisko. Związana z nim władza przełożonego. Zewnętrzne atrybuty statusu, ubranie itp. To nagle magicznie pojawiły się. Cóż za przypadkowy zbieg okoliczności.
  7. Margrabia.von.Ansbach

    Kobiety i pieniądze.

    Czy wszystkie tak kalkulują? Tego nie wiem. Pewnie nie. Ale spotkałem się. Więc o tym wspomniałem.
  8. Margrabia.von.Ansbach

    Komplementy od Pań

    Jestem tego samego zdania co @Magician Tego nauczyło mnie doświadczenie. Komplementuje? Ma jakiś interes. Niekoniecznie już i teraz. Ale ma. Komplement = miło się babka kojarzy. Miło się babka kojarzy = większe szanse, że nie odmówisz prośbie. O i tyle w przedmiocie damskich komplementów. Tak wiem, cyniczny jestem. Jak na kącie to nie miliony a mjiljony.
  9. Margrabia.von.Ansbach

    Kobiety i pieniądze.

    Oczywiście. Dla Ciebie to jasne. Dla mnie też. Czym mnie zaskoczyła Warszawa? Towarzysko i trochę zawodowo? Ilością pozerów. Ludzi żyjących wyłącznie na długach. Zajeżdża gość na imprezę. Auto za ćwierć bańki. Mieszkanie w Wilanowie za pół bańki. Fejsbuczek zapchany fotami spod palm i kolorowymi drinami. A gość ma symboliczne 100 zł w kieszeni. Bo większość kasy zżerają mu raty. Za auto. Kwadrat. I te palmy. Ale na pierwszy rzut oka. Ekstra klasa. A faktycznie człowiek o kilka centymetrów od upadłości konsumenckiej. Kupowałem to pozowanie dokąd mi bardziej doświadczeni nie wytłumaczyli. M.in. pokazując pewnego celebrytę z TiVi. Na Mazowieckiej do stolików się przysiada i na 'znaną twarz' na darmowe picie i jedzenie wkręca. Warszawa.
  10. Margrabia.von.Ansbach

    Kobiety i pieniądze.

    Własne obserwacje z Warszawy. Wiem, specyficzne miejsce. Więc i ogniskuje pewne tendencje. Panny ą,ę,korpo-menadż,startup, własne działalności B2B itp Nie pytają czym jeździsz. Nie pytają ile zarabiasz. Te bystrzejsze bacznie taksują i dokonują wyceny. Gdzie pracujesz, czym się zajmujesz (podstawowy szacunek twoich potencjalnych dochodów). Co na sobie masz. W jakich butach chodzisz. Turbo-lotne są nawet w stanie wycenić (na oko) zegarek. Ale to garść. Gdzie mieszkasz. Często delikatnie zgłębiają temat zadłużeń. Więc jeśli masz apartmani na grubą krechę. Albo BajeriszeMotorWerke yX Draj w leasingu. To nie dodaje ci punktów. Bo to zobowiązania i za nie bulisz raty co miech. A jak bulisz = masz mniej na "związek, panią i potencjalne dzieciątka". Piszę tutaj o paniach z tzw. trochę lepszej półki. Oczywiście "lepsza półka" to takie trochę umowne określenie. I są cwane. Naprawdę. "Fake it untill you make it" w sensie materialnym i statusowym na nie nie działa. Są mocno przeczulone na "bonzów w słowach bez pokrycia". I na zadłużonych po uszy. Znam opowieść, gdzie panny taksowały dla jakiej korpo robisz po lokalizacji. Jak Mordor na Domaniewiej to słabo. Bo Mordor wymiera i zostają tam niedobitki z II ligii. Jak Wola w nowych wieżowcach = +10 punktów do zajebistości. Bo znaczy w rozwijającej się firmie robisz. I potencjalnie jak ona się rozwija to i tobie więcej skapnie z czasem. Ech! Uczyć się od nich Koledzy! UCZYĆ !
  11. @Brat Jan Jedno wyrażenie wyrwane z ogólnego kontekstu sytuacyjnego to mało. Mało by coś stwierdzić z pewnością. Kontekst jest cholernie ważny.
  12. Margrabia.von.Ansbach

    Kontakt do mężatki

    Krótko. Na hooy Ci, dosłownie i w przenośni, taka mężatka? Ceń się, mężczyzno!!! CEŃ!!! Padlina to domena sępów i szakali.
  13. Cenna uwaga. Sam miałem cholerne problemy by odzwyczaić się od płacenia. Wręcz fizycznie nieswojo się czułem. To zakorzenione jak cholera!
  14. Gdy zapraszam małżonkę. Do kina, restauracji czy teatru - płacę. Grubsze wydatki np. dwa tygodnie pod palmami? Pilnuję by było fifty-fifty. Ostatnio sama opłaciła. Więc pomimo protestów zwróciłem jej połowę. Na konto. Przelewem. Gdyby los rzucił mną ponownie na wody singielstwa. To byłoby inaczej. Pierwsze zaproszenie - owszem. Ale później bacznie bym pilnował by było mniej więcej pół na pół. I w doopie mam atencję na szczodrość obcej mi lafiryndy. Szczodrym to ja mogę być dla swoich dzieci. I sprawdzonych przyjaciół, gdy dobrą butelkę stawiam. A kobiety enmasse ssą - bo taka ich natura i tak je przyzwyczajono. Dajemy się ssać ekonomicznie to korzystają. Bośmy durni (z nielicznymi wyjątkami).
  15. Margrabia.von.Ansbach

    Kobiety i lojalność

    Podpisuje się pod powyższym. Przerabiałem to nie raz. Bo na co kobiecie gość który jest daleko? Nie przyda się do niczego. Nie pomoże. Nie załatwi. Tak mają. Deal with it. Kiedyś dzwoniłem. Pytałem co słychać itd. I też zauważyłem - musiałem to inicjować i ciągnąć. Jak odpuszczałem - kontakt się urywał totalnie.
×

Ważne informacje

Umieściliśmy pliki cookie na Twoim urządzeniu, aby pomóc Ci ulepszyć tę witrynę. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym razie zakładamy, że możesz kontynuować.