Jump to content
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Dassler89

Użytkownik
  • Content Count

    91
  • Donations

    0.00 PLN 
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

86 Świetna

About Dassler89

  • Rank
    Kot

Profile Information

  • Płeć
    Mężczyzna

Recent Profile Visitors

The recent visitors block is disabled and is not being shown to other users.

  1. I z kolejnego ogólnego tematu o relacjach zrobił się temat o tameloidzie. Wystarczyło jedno wtrącone jej zdanie o swoim wieku - gj boys
  2. Filmweb ocenia, że "ten film jest w 10% w moim guście". To chyba dobry znak.
  3. Ok... to teraz po kolei: Ostatnio w górach byłem w 2003 roku. W Tatrach jako takich w 2001 i bardzo lubiłem góry. Może faktycznie warto teraz obrać taki kierunek na najbliższy wyjazd? Jestem z Łodzi. Totalnie nie o to mi chodzi. Bardziej chodzi mi o to, że mimo wieku, mimo jakiegoś doświadczenia już dalej się miotam, nie wiem co chce robić dalej z życiem a podjąć się kolejnej próby po prostu już się boję. Nie chodzi mi też o analizy związku - sprawa stara, zamknięta i bez konsekwencji w postaci właśnie ślubu, dzieci, zobowiązań. Roztrząsać tego nie chce. Ona jaka była widzę to nawet na podstawie tego co napisałem ja też idealnie nie zachowałem się. To raz... Dwa chodziło mi o wprowadzenie bardziej do tego jak wygląda moja sytuacja obecnie bo gdzieś to dalej rzutuje to na moje życie. Sprawa tego związku i przede wszystkim tego, że nie ma obecnie kobiet w moim życiu ciąży mi. Bardzo doceniam to, że związek zakończył się bez konsekwencji prawno-finansowych dla mnie. Tu powiem nie skromnie, miałem zimną głowę i będąc ówcześnie niezadowolonym z relacji i zachowań byłej nie brnąłem broń Boże w jakieś oświadczyny, śluby itd. Nawet tego nie miałem w planach nigdy. Jak czas pokazał, dobrze na to pytanie jeszcze nie odpowiedziałem. Co bardziej ogarnięci koledzy mi to zawsze powtarzali i sam to tak postrzegam:D Problem jest taki, że redpilowe zajęcia (posługując się językiem takim jakim mówisz) celowo zamiotłem pod dywan. Interesuję się zajęciami które za bardzo pieniędzy nie przynoszą a moim celem w życiu własnie zawsze było posiadanie mieszkania (później domu) i podróże - dość kosztowne cele. Celowo pewne rzeczy zamiotłem pod dywan i myślisz, że teraz się odbija na mnie? Wegetacja to właściwe słowo. Teraz czuje od dłuższego czasu jakbym wegetował. Zafikosowałem się na punkcie wcześniej studiowania, teraz pracy i wszystko inne odtrącam. Nie jest to chyba do końca zdrowe.
  4. Cześć, Jednym z moich postanowień noworocznych jest opisanie tutaj swoich problemów, rozterek, swojej historii. Odwlekałem to w czasie bo chciałem napisać coś sensownego i jednocześnie coś pomocnego dla mojej osoby ale za każdym razem gdy do tego siadałem, zdawałem sobie sprawę, że nie potrafię tego jakoś sensownie opisać. Wiem, że nikt z Was nie powie mi jak mam żyć i nie dokona za mnie pewnej pracy i pewnych wyborów. Lubię czytać Wasze historie tutaj (choć udzielam się rzadko), chcę napisac teraz swoją – nie będzie hardcorowa , o rozwodach, alimentach i dzieciach nie będzie. Ale ok… do sedna. Mam 30 lat, żyje samemu w jednym z miast wojewódzkich naszego pięknego kraju. Na co dzień pracuje jako administrator i administruje jednym z obiektów sportowych w moim mieście. Oprócz tego mam kilka zainteresowań ale w ogóle ich już od dłuższego czasu nie rozwijam, nie zajmuje się nimi. Z czym mam problem? Z czym do was przychodzę? Powiem wprost: mając 30 lat nie mam po prostu celu życiu, wegetuję. Nie wiem co dalej powinienem zrobić ze swoim życiem i w którą stronę powinienem pójść. Opowiem Wam o moich relacjach z kobietami (zwłaszcza jedną kobietą) a potem trochę o sprawach zawodowych bo i na tej płaszczyźnie potrzebuję pomocy. Związki i relacje. Ten temat u mnie nie istnieje. Zawsze byłem z tych nieśmiałych i wybitnie idealizujących kobiety. Najjaśniejszy ze wszystkich rycerzy w okolicy. W związkach z prawdziwego zdarzenia w życiu byłem dwóch. Jeden trwał w okresie gdy byłem w szkole średniej a drugi zaczął się dwa i pół roku po maturze. Opowiem trochę o tym drugim związku bo to on rzutuje na moją teraźniejszość. Poznałem ją przez Internet (rok 2011 – sympatia). Minęło kilka miesięcy od zerwania z pierwszą dziewczyną. Przenieśliśmy rozmowę na GG. Ona była w klasie maturalnej w liceum wtedy, ja już po maturze, pracowałem. Po miesiącu pierwsze spotkanie. Kolejne spotkanie miało miejsce dopiero po 4 miesiącach. Cały czas mieliśmy jednak ze sobą kontakt na GG gdzie potrafiliśmy pisać do 3 w nocy. Przez cały rok 2011 jak dobrze pamiętam spotkaliśmy się raptem 4 razy w odstępach kilkumiesięcznych. Na początku myślałem, że tak musi być a potem zaczęło mi coś nie pasować. Tak zacząłem drążyć temat i trafiłem na pewne duże forum PUA. Dzięki radom z tamtej strony poznałem kilka innych dziewczyn w tamtym czasie, z tą ochłodziłem relacje i wygasiłem internetowy kontakt. Na początku 2012 roku sama do mnie napisała. Rozegrałem to dobrze, zaczęliśmy spotykać się jak ludzie i być ze sobą. Początek związku liczymy od pewnej wycieczki do Kalisza (to ważne dla dalszej części opowieści). W trakcie związku gdzieś tam miedzy wierszami dała mi do zrozumienia, że w czasie gdy ze mną siedziała na GG spotykała się z kimś innym dlatego tak to wyglądało. Pierwszy etap związku był super. Wszystko było w najlepszym porządku, ja byłem usatysfakcjonowany, ona chyba też. Seks był i to dobry oraz różnorodny. Ona wręcz była tego wszystkiego ciekawa więc sporo poeksperymentowaliśmy. Czas jednak powoli biegł do przodu. Ona dostała się na studia na uniwersytet medyczny (położnictwo). Ja miałem już jedną nieudaną przygodę ze studiami za sobą i byłem sceptyczny ale za jej namową oraz nie chcąc być gorszym od niej poszedłem również na studia ekonomiczne. Wtedy zaczął wychodzić z niej paskudny charakter który ja jednak traktowałem za coś oczywistego. Co mam na myśli? A choćby docinki w stylu „co można robić po twoich studiach?”, „gdzie niby będziesz pracować z takimi studiami” itd mimo, że sama wcześniej mnie na te studia namawiała. Dziś wiem, że było to w kategorii ST a ja to odbijałem. Ogólnie bardzo często stosowała jakieś przytyki odnośnie moich studiów, mojej pracy ówczesnej (bo pracowałem i studiowałem zaocznie). Temat rzeka. Dziś już nie istotne. Wszystko trwało w miarę spoko aż do końca mojego i jej licencjatu. Ja po licencjacie nie chciałem iść na magisterkę, chciałem wyjechać za granicę. Z jej kierunku nie uruchomiono magisterki ale jednocześnie nie chciała jechać ze mną. Tak oboje stanęliśmy na rozdrożu. Podjąłem wtedy decyzję, że też w takim razie nie wyjadę. Mieliśmy ze sobą zamieszkać, na początek coś wynająć, potem kupić (miałem na wkład). Ona jednak wymyśliła, że skoro nie ma z jej studiów magisterki to jednak dalej będzie się uczyć i pójdzie do szkoły policealnej. Stwierdziła jednocześnie, że skoro się uczy to nie zamieszka ze mną tylko w bursie. Ja pamiętam, że miałem o to żal. Od tego momentu również zaczęło się wszystko sypać (była jesień 2014 roku). Powodem było moje oglądanie się na nią w kwestii wyjazdu i mieszkania (a był to czas gdy mieszkałem z rodzicami) oraz jej osobiste dążenia których nie rozumiałem. Nie mniej w słabej bo słabej ale relacji byliśmy dalej. Jedyne co grało do samego końca a nawet dłużej to seks który był w ilościach hurtowych dla mnie cały czas. Ja jeszcze w miedzy czasie wynająłem małe mieszkanie i wyprowadziłem się od rodziców. Zamieszkałem samemu. Tak minął pierwszy rok jej nauki w szkole policealnej. Zrobiła się wiosna 2015 roku. Zbliżały się wakacje. Pani niestety musiała opuścić bursę. Powrotu do rodziców za bardzo nie miała więc co? Więc wprowadziła się do mnie, niestety grymasząc przy tym niemiłosiernie. A to za małe mieszkanie a to brzydkie. A to osiedle słabe itd. Itd. Doszło nawet do tego, że raz jak zrobiliśmy impreze dla moich i jej znajomych to jej koleżanka też odwaliła teatr. Chodziła po tym mieszkaniu i zaczęła otwierać szafy… …szukając drugiego pokoju. Zrobiłem z tego awanturę, a była obróciła to w żarty i załagodziła atmosferę. Nie mniej pokazuje to nastroje. Jej koleżanki pochodzily z bogatych domów, miały też facetów z samochodami i większymi mieszkaniami. Ona pochodziła z biednej rodziny oraz ja miałem tylko wynajęta kawalerkę w starym bloku i samochodu nie mam do dziś. W tamtym czasie złapałem dość fajnie płatną, jak na tamte czasy i moje ówczesne możliwości, pracę. Kosztem tej pracy była spora ilość godzin w okresie od czerwca do września (potem wydłużając to do końca października). Oczywiście fochy i dąsy w stylu „nie spędzamy czasu”, „ciągle pracujesz i jesteś zmęczony”, „nic nie chcesz robić w weekend” itd. Faktem jest, że wtedy trochę osiadłem tu przyznaję. Atmosfera była coraz gorsza i narastała ona właśnie wokół mojej pracy i formy spedzania czasu. Nic, zbliżamy się do finału związku. Finał: październik 2015. Ku końcowi zbliża się okres gdy pracuje w tym większym wymiarze godzin. W międzyczasie jeszcze od października poszedłem na studia podyplomowe w Warszawie. By dojechać pociągiem na 8:00 na zajęcia musiałem wychodzić z domu o 4:00. Raz na dwa tygodnie jednak i do tego na podyplomówke więc lajcik sofcie, nie ma tragedii. Pierwszy zjazd na studiach ok, przetrzymałem. Drugi zjazd. Sobota… pojechałem do Warszawy a ona miała w planach pójść na weekend do rodziców i wrócić dopiero w poniedziałek wieczorem po pracy. Ja wracam w sobotę pod wieczór do domu, po 17h nieobecności i to co widzę to jest niedopisania. Wszystkie moje i jej rzeczy wyrzucone z szafy na podłogę jakby włamywacz czegoś szukał. W łazience bajzel, jej kosmetyki są wszędzie. Woda po niej w wc niespuszczona i jebie jak z murzyńskiej chaty. W kuchni kopiec niezmytych naczyń już też śmierdzących. Ogarnąłem to wszystko oprócz wspomnianych naczyń. Powiedziałem sobie, że to ona te naczynia pozmywa. Napisałem do niej też stosownego SMSa. Poszedłem spać do swoich rodziców. Poniedziałek wróciłem z pracy, kopiec naczyń coraz bardziej śmierdzi. Usiadłem przed TV w fotelu i czekam na nią. Wróciła z pracy trochę później niż myślałem. Krząta się w przedpokoju po czym wchodzi bez słowa do pokoju, siada i się nie odzywa. Ani cześć ani pocałuj mnie w… Nic… Siedzimy… Po 10 minutach pytam jej jak w pracy. Odpowiedź „nie będę Ci opowiadać, nie jesteś położnikiem ani lekarzem więc nie zrozumiesz”. Zagotowałem się… Nic, siedzę dalej jednak. Po chwili ona wstała i poszła się umyć i szykuje się do spania. Wtem ja wstałem, poszedłem do kuchni i zacząłem zmywać te naczynia, bo w tym smrodzie nie będę spać. Jednak zmywając te naczynia czuje jak wzrasta we mnie wewnętrzny wkurw… frustracja… Ona na to wszystko wchodzi do kuchni, patrzy się na mnie i wzrusza ramionami z drwiącym uśmieszkiem. Nie wytrzymałem już tego. Wziąłem plastikową miskę (celowo dobierałem plastik, mimo wkurwu kontrolowałem się) i cisnąłem tą miską o ścianę. Przybiegła w chwilę do mnie „co Ty robisz?”. Ja zacząłem się na nią drzeć. Nigdy wcześniej ani nigdy później na nikogo się tak nie darłem jak wtedy. Wykrzyczałem wszystko co miałem jej do powiedzenia (uprzedzam, nie uderzyłem jej ani nic z tych rzeczy). Ona na to wszystko nic się nie odezwała. Dosłownie nic… Poszła spać, ja zaraz też ale do innego łóżka. Następnego dnia wracam z pracy i jej rzeczy nie było. Wyprowadziła się. Na tym temat jednak historia się nie kończy (a powinna)… Była zostawiła sporo rzeczy po które wracała co tydzień w niedziele. Jak już wszystko zabrała to i tak przyjeżdżała. Zawsze kończyło się to seksem bo naprawdę, ta sfera działała dobrze u nas cały czas. Nie raz miala mokro na sam mój widok i czasem do tego stopnia, że było widac plamę na spodniach Nie żartuję, jedyna taka dziewczyna w moim życiu, może to ta jedyna? (to już, żart oczywiście). Taki romans (można chyba tak to nazwać) trwał kolejne 9 miesięcy. Powiedziała jasno, ze to że ze sobą sypiamy nie znaczy że jesteśmy razem. Ok… Niby to przyjąłem ale przyznam się przed Wami, że seksem starałem się jednak nakłonić ją do powrotu. Spotykałem się też z innymi kobietami ale nic ciekawego z tego nie wyniknęło. Te dwie rzeczy: brak nowej dziewczyny oraz ciągłe spotykanie się na takich zasadach jak mówie z byłą spalało mnie wewnętrznie. Finał tego etapu i całej już znajomości był taki, iż dowiedziałem się, że trzy miesiące od wyprowadzce ode mnie poznała nowego faceta i z nim oficjalnie jest. Jak się dowiedziałem? Spotkałem ją na mieście paradującą z nim za rękę. Zrobiłem awanturę przez telefon… owocem tej awantury był… był seks (nasz ostatni). Potem ona zaczęła mnie przepraszać, wmawiać mi, że w sumie tylko ja się liczyłem i liczę. Ignorowałem tę gadkę. Aż któregoś wieczora dostałem SMSa: „Dassler, nie masz wrażenia, że jesteśmy dla siebie toksyczni?”. Odpisałem na to „skończ pierdolić, mam dość tego bullshitu – chcesz coś ode mnie to zaproponuj piwo i spotkajmy się jak ludzie i załatwmy to w 4 oczy”. W odpowiedzi na to ona zaproponowała mi wypad do Kalisza. Do miasta gdzie kiedyś pojechaliśmy razem i tam zaczęliśmy ze sobą być. Ja oczywiście w chorej głowie ubzdurałem sobie, że ona chce do mnie wrócić poprzez pojechanie w to miejsce – it’s soo romantic. Nic bardziej mylnego – pojechaliśmy tam, wysłuchałem głodnych kawałków że jestem ważny, że licze się dla niej itd. Szkoda że jednocześnie pisała SMSy do tego jej obecnego faceta mnie wmawiając, że pisze do koleżanki. W pewnej chwili złapałem jej telefon odchyliłem bym wyraźnie widział z kim pisze i zapytałem czy koleżanka ma na imię Andrzej. To był dla mnie koniec dyskusji. Wstałem i poszedłem w kierunku pociągu. Dogoniła mnie i zaczęła mi suszyć głowe „o co Ci chodzi, nic Ci nie obiecywałam”, „powiedziałam Ci, że to że ze sobą sypiamy nie oznacza, że ze sobą jesteśmy” i moje ulubione „Twoje czasy gdy miałeś wyłączność, się skończyły.” Wsiedliśmy do pociągu, z konieczności wróciliśmy razem. Ona wysiadła bez pożegnania. Nigdy więcej na żywo jej już nie zobaczyłem. Przez szybe zauważyłem tylko, że jak ledwo wysiadła to wyjęła telefon i do kogoś zadzwoniła: przyjmuję zakłady do kogo;) całość skończyła się w czerwcu 2016. Później były jej kilka SMSów jedynie raz moje w sylwestra o 5:00 jak byłem nawalony. To co w Kaliszu zaczęło się, tam też się definitywnie skończyło. Tyle… Od znajomych wiem tylko, że na ten rok ona planuje ślub z gościem którego rollowała na początku ich relacji a na końcu mojej z nią. Od tego czasu żadnej poważnej relacji nie miałem. Kilka jednorazowych akcji z laskami poniżej moich oczekiwań. W listopadzie 2019 roku poznałem dziewczynę która fajnie rokowała ale nic z tego nie wyszło: mam wrażenie, że chciała i chce utrzymywać wianuszek kilku kolegom na orbicie. Podziękowałem, nie bawię się w to. Ogólnie od rozstania nie wiedzie mi się z laskami i tę sferę życia zaniechałem. Dziś wręcz unikam kobiet, wyjść. Do tego karmię się opowieściami z tej strony przez co poziom awersji do kobiet rośnie u mnie co fajne nie jest. Żyje obecnie samemu, od rozstania z byłą kupiłem mieszkanie (przy pomocy niewielkiego kredytu – 115 tysi zostało mi do spłacenia), ukończyłem wspomniane studia podypomowe i zrobiłem drugie pokrewne do pierwszych. Ukończyłem też w końcu studia magisterskie (bo mieć dwie podyplomówki i nie mieć mgr? Bez sensu). Jednocześnie popadłem w całkowity nihilizm. Nie wierzę w nic. Ani w relacje męsko-damskie, damsko-męskie ani w pracę którą wykonuję ani w słuszność podjętej drogi. W wieku 20 kilku lat bawiłem się z opisany związek zamiast się bawić życiem, bawiłem się w pracę (zarabiając gówno pieniądze) i bawiąc się w studia kiedy mnie to nie interesowało i nie były one za szczególne. Żyję obecnie w poczuciu nicości, braku kierunku i drogi jaką chcę obrać. Żyje w poczuciu zmarnowania dekady mojego życia miedzy 20 a 30 rokiem życia. Pracę formalnie na papierze mam niezłą. Jestem kierownikiem pewnego obiektu sportowego. Współpracuje z pewnym klubem piłkarskim polskiej ekstraklasy. Jednak niestety ani splendoru ani pieniędzy mi to nie przynosi. Miesięcznie odkładam po 500-1000 zł. Oszczędności te wydaje na rózne wieksze czy mniejsze wyjazdy (jak opisany tu też mój wyjazd na Białoruś). Finansowo i oszczędnościowo od lat zatem utrzymuje się na tym samym poziomie – taki status quo który też nie pozwala mi myśleć o dalszym rozwoju, planach czy realizacjach. Wracając do kwestii pracy: firma jest fatalnie zarządzana, jest tam całkowita degrengolada hierarchii. Ja do tego (opisywałem tu na forum ten problem), źle czuję się w roli kierowniczej – nie lubię wydawać poleceń ludziom – chce mieć cos dobrze zrobione, wolę zrobić to samemu. Do tego beznadziejnie się ustawiłem w tej pracy bo zdradziłem dyrektorowi że znam się na Prawie Zamówień Publicznych. W efekcie wlepili mi całe zamówienia publiczne w firmie gdzie nikt nie ma o tym pojęcia. Raz, że odciąga mnie to od zajmowania się obiektem a dwa to nie zrozumie tego ten, kto nie musiał tłumaczyć jakiś prawnych rzeczy Januszom którzy uważają, że ustawy i procedury ich nie obowiązują i można obejść a taka mentalność jest u mnie w pracy. Popadłem w marazm, nicość jakąś i bezsilność. Tak zresztą żyję w każdej sferze swojego życia. A początki tego upatruje właśnie w wyprowadzce byłej i temu jak podupadłem na zdrowiu (te dwa wydarzenia zbiegły się). Oprócz tego staram się o nadanie mi uprawnień rzeczoznawcy majątkowego. Ale też za to nie mogę się zabrać tak by to dopiąć. Za specjalnie mnie to nie interesuje i nie widzę, możliwości wbicia się w to środowisko nawet mając już uprawnienia. Do stycznia 2020 roku miałem dość poważne problemy ze zdrowiem (z nerkami), które zaczeły się pod koniec mojego mieszkania z byłą a zakończyły operacją w styczniu tego roku. To też sprawilo, że popadłem w taki marazm w którym tkwię i nie mam pomysłu by się ruszyć. Da się chyba wyczuć u mnie tę rezygnację i obojętność w tym co piszę powyżej. Najchętniej co bym zrobił gdybym wyłączył wszystkie swoje wewnętrzne wymówki? Spakował się, wyjechał do Niemiec albo Norwegii pracować jako robotnik budowlany. Tam bym żył, odłożył w te 3 czy 4 lata tyle ile potrzeba na spłatę kredytu na mieszkanie plus jakiś naddatek nad to i tyle. Tylko czy to realne faktycznie? Praca fizyczna (oczywiście mądra praca) sprawia mi większą satysfakcję niż użeranie się z ludźmi czy to na gruncie administrowania obiektem czy tego PZP. Mam ochotę uciec od tego wszystkiego po prostu. Wiem, że nikt nie da mi złotego środka i nie odpowie za mnie na pytanie „jak żyć”. Muszę zrobić to samemu ale dość mam miotania się. Sam jestem na siebie zły, że dałem się różnym okolicznościom zepchnąć do położenia w jakim jestem. Ktoś po przeczytaniu tego ma jakieś mądre wnioski dla mnie? Chętnie przeczytam, pół sukcesu już osiągnąłem - spisałem wszystko z grubsza co chciałem Dzięki za przeczytanie, pozdrawiam
  5. To brzmi jak początek scenariusza wspaniałej komedii romantycznej albo... ...albo jeszcze lepszego pornosa
  6. Ok, a z kobietami innych narodowości czasem też tak nie jest, nawet naszymi kochanymi Polkami? Jeśli jesteś ten kochający, miły i któremu zależy zawsze dryfujesz w stronę frajerstwa i braku szacunku na poziomie podświadomym u kobiety, niezależnie od jej narodowości.
  7. Wiem, też z jednej strony tego żałuję bo co miałem do stracenia jak stałem z nią w tym momencie na peronie, pociąg do wawy już podstawiony i do odjazdu zostało 15 minut? Nie traciłem nic... Kiepsko... Cyrylicy nauczyłem się szybko, w 4 godziny. Gorzej już dalej. Mówię bardzo twardo, niezrozumiale ale w drugą stronę sporo rozumiem i czytam. Chce w tym roku na serio przysiąść i ten temat też podciągnąć. Spoko, dam znać ale na pewno nie wcześniej niż w majówkę jeśli chodzi o mnie i rozważam albo wjazd w głąb Białorusi teraz albo trip Litwa, Łotwa, Estonia (by zaliczyć byłe nadbałtyckie republiki za jednym zamachem). Mówisz o zaproszeniu z rewizytą czy mówisz o zaproszeniu wtedy do hotelu? Jeśli do hotelu to tak brzmiało to zaproszenie właśnie.
  8. Mnie ta moja koleżanka z Białorusi sprzedała też inną informacje pod to co piszesz. Powiedziała, że ich faceci są fatalni z wyglądu i niezadbani. Sam potwierdzam że nie dbają oni o podstawie rzeczy: obcięte paznokcie. Do tego mówiła, że fatalnie prezentują w internecie (odnośnie podrywu przez neta). Zdjęcia przy samochodach, z piwem/wódka, lub pokazuja złote zęby. W efekcie jak ona widzi w necie faceta z Grodna to w większości leci on już z automatu w lewo na tinderze. Wobec lokalnych facetów stosuje ona odpowiedzialność zbiorową.
  9. Cześć, W temacie tym chce opowiedzieć Wam moja krótka i niewinna historię z pewną Bialorusinką oraz zaprosić Was do dyskusji o faktach i mitach na temat dziewczyn ze wschodu. Żyje sobie już 4 rok samemu. Moja historia jest dość nieciekawa - opiszę ją kiedyś tutaj (takie mam postanowienie noworoczne), choć są na tym forum bardziej hardcorowe historię niż moja. Ale do rzeczy: zawsze interesował mnie Wschód. Rosja, Białoruś, Ukraina. Mówię tu o wszystkim: geografia, turystyka, polityka, historia, kobiety. Po wspomnianym rozstaniu zaczalem uczyć się właśnie języka rosyjskiego i realizować na miarę moich możliwości swoje marzenia a marzę by odwiedzić kazdy kraj byłego ZSRR. Byłem już dwa razy na Ukrainie, wczoraj wróciłem z Białorusi. W trakcie pierwszego wyjazdu na Ukrainę poznałem w pociągu pewna dziewczynę (już wtedy mężatkę) o imieniu Solmija. Wyraźnie była mną zainteresowana. Zainteresowana była rozmowa, sama w tej rozmowe inwestowała, proponowała mi spotkanie na miejscu (nie spotkałem się z nią). W trakcie drugiego wyjazdu na Ukrainę (do Kijowa) poznałem dwie Ukrainki (koleżanki). Poznałem je w barze. Podszedłem do jednej zagadać, zaprosiła mnie do stolika gdzie była koleżanka. Obie wyraźnie zainteresowane i mam wrażenie że lekko rywalizujące o moje względy. Nie udało mi się jednak nic z tym zrobić - przeszkodził w tym brak jaj (mówiąc wprost) oraz trochę trudności językowe. Na tym wyjeździe miałem też kilka innych drobnych rozmów na ulicy z kobietami ale nic ciekawego. Ostatnia przygoda (i te opowiem z większymi szczegolwami) miała miejsce w miniony weekend. Wyjechałem na Białoruś (do Grodna) na odpoczynek. Byłem tam łącznie 4 dni. W czwartek "wyklikalem" na tinderze pewną małą, skromną, spokojną i ładną (taka delikatna dziewczęca uroda) dziewczynę która zarabia na życie ucząc w szkole muzycznej... W pt spotkałem się z nią. Oprowadziła mnie po mieście, chwilę posiedzieliśmy w parku (tam pierwszy dotyk), potem poszliśmy do restauracji. W restauracji dobrze mi się z nią rozmawiało, plus dalej wchodził dotyk. Zaproponowałem przenosiny do mojego hotelu. Stwierdziła, że nie, że jest późno. Posiedzieliśmy jeszcze chwilę w tej restauracji i odprowadziłem ją na przystanek. Na przystanku zaproponowała ona sama z siebie, że następny dzień (w sobotę) też może spotkać się ze mną. Odpowiadało mi to. Spotkaliśmy się na mieście. Pokazała mi inna część miasta i zaprosiła do siebie do domu. Tam pocałunki ale na jakiekolwiek śmielsze działanie nie pozwalała. Sama tego dnia zaproponowała, że w niedzielę odprowadzi mnie na pociąg. Stwierdziłem, że nie będę jak gówniarz strzelał fochow na to, że nie pozwoliła mi się do sobie zbliżyć i niepodymałem więc się umówiłem z nią na niedzielę, na odprowadzenie na pociąg. W niedzielę przyszła w umówione miejsce. Widzę, że idzie z jakimś sporym zawiniętym przedmiotem. W prezencie,bym o niej pamiętał, dała mi ona... ...mały obraz z jednym polskim przedwojennym budynkiem Grodna (lubię architekturę, m.in. w tym celu tam pojechałem i o tym budynku rozmawialiśmy). Ja też miałem dla niej dobry prezent za umilenie mi wyjazdu (czekolade i 5zlotowa monetę okolicznością z tytułu 100rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości - podobała jej się ta moneta). Na dworcu jeszcze chwila dla siebie. Podziękowałem za umilenie mi wyjazdu i powiedziałem jej że jest lepsza niż 90% polskich kobiet. Oczywiście pytanie otwarte-czy tak samo miła byłaby dla Białorusina? Na odchodne na dworcu zapytała czy w pt proponując hotel i sb u niej chciałem ją przelecieć? Bo jeśli tak to ją to zniesmaczyło. Zaprzeczylem - pójdę do piekła Wiadomo, ja nic wobec niej nie planuje. Dzieli nas granica to raz. Dwa nie przezylismy jakiegoś niewiadomo jakiego romansu. Pochodzilismy trochę po miescie, kilka razy całowaliśmy się... Ot wielkie rzeczy - trochę na poziomie liceum. Trzy to ona sporo jeździ po świecie jako muzyk. Chce poznać wasze doświadczenia z dziewczynami ze wschodu. Zarówno w przypadku dziewczyn będących tutaj w Polsce jak i czy zdążyły się na Waszych wyjazdach jakieś ciekawe historie. Może ktoś był w związku z dziewczyną ze wschodu tu lub tam? Ja chcę na pewno szukać dalej podobnych relacji z innymi kobietami. Podobają mi się. Dodatkowo moim wzorem jest mój dziadek (opowiadałem te historię już na tym forum w jednym z tematów u kogoś). Dziadek za komuny był geodetą. Pracował jako geodeta przy budowie dróg m.in. w Libii skąd przywiozl sporo dolarów i rozne kontakty. W 1991 roku zmarła jego żona (moja babcia), w 1994 roku zmarła jego matka (moja prababcia). Wtedy to dziadek wyjechał do Soczi i zamieszkał tam z pewną Rosjanka która poznał w Libii za komuny. Tak przeżył ostatnie 10 lat zycia. Ja chciałbym przeżyć coś podobnego, zwłaszcza, że zawodowo krocze podobnymi ścieżkami co dziadek. Dodatkowo naprawdę, ja nie spotykam się wśród Polek z takim zainteresowaniem i zaangażowaniem jak wśród dziewczyn ze wschodu. Wręcz Polki nie okazują mi tego zaintsresownaia w ogóle. Prezent od Polki bez okazji? Propozycja wyjścia? Nie w moim życiu i ostatnio ponad 4lata temu...
  10. Sorry.. ale jesteś Ferdynandem Kiepskim polskiego rynku matrymonialnego. I do tego jego żeńska wersja. Parafrazując "nie ma facetów dla kobiet z moim wykształceniem". Moje pytanie pt. co robisz by zmienić swoje położenie jest bez odpowiedzi bo wiem, tak... ...jest ono niewygodne bo tak naprawdę nie robisz nic. Znalezienie kogoś sensownego to też jest jakaś praca do wykonania - praca której nie chcesz wykonać. To raz... Dwa. Nawkladalaś sobie do głowy jakieś sztuczne ograniczenia. Powinnaś to... Powinnaś tamto... W wieku 26 pierwsze dziecko... Kto i gdzie tak zapisał? Trzy. Swoją osobą i problemami których nie chcesz rozwiązać skradlaś nie swój temat. A swoich problemów nie chcesz rozwiązać bo tak jak zacząłem tak skończę: masz mentalność Ferdynanda Kiepskiego tyle, że w kwestii relacji.
  11. Bariery i granice są tylko w naszej głowie. Co robisz by te dwa czy trzy lata które sobie sama narzucilaś wykorzystać? Ale skoro tak uważasz to siedź na tyłku w chujowym związku i naprawdę nie przemycaj w niemal każdej swojej wypowiedzi na forum informacji o swoim losie. To co nas w życiu spotyka jest konsekwencją naszych i tylko naszych wyborów (zwłaszcza w temacie osób z jakimi się zadajemy).
  12. Przecież ten temat tylko temu i tylko temu służy. Podziwiam wszystkich ochoczo udzielających się. Ogólnie kobiece tematy tak wyglądają. Autorka zrobiła sobie z tego wątku tampon emocjonalny do którego będzie wrzucać kolejne upadte. Dla mnie takie tematy to świetne stadium przypadku. Stadium przypadku kobiecego jak kobiety się zachowują. A jak się zachowują? Trzymają się danej gałęzi której się uczepliy do porzygu i trzymać się jej będą do chwili pojawienia się nowej (ale oczywiscie nic w kierunku znalezienia nowej gałęzi nie zrobią bo przecież to ryzyko i trud. A jeszcze można spotkać się z odrzuceniem potencjalnego kandydata? Ego tego nie zniesie).
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.