Jump to content

ogien94

Użytkownik
  • Posts

    36
  • Joined

  • Last visited

  • Donations

    0.00 PLN 

Profile Information

  • Płeć
    Mężczyzna

Recent Profile Visitors

The recent visitors block is disabled and is not being shown to other users.

ogien94's Achievements

Kot

Kot (1/23)

78

Reputation

  1. Coś w tym może być stary Ogólnie zmiana mojego ciała nie jest jakaś spektakularna, ale różnicę zdecydowanie widzę. Aktualnie obniżyłem kalorie, bo żołądek mi się buntuje już i ciężko mi jeść spore ilości jedzenia. Podziałam tak 2-3 tygodnie aż też psycha mi odpocznie i znowu wlece na większą ilość. Ogólnie to też z ryja wyglądam młodziej. Dają mi 22-25 a jak mówię, że mam 29 to mają niezły mindfuck 😃 Ale rzadko piję, nie palę, staram się dobrze prowadzić i robi to robotę. Jeszcze praca nad mentalem i będzie wtedy elegancko 👊
  2. Sytuacja u mnie z ubiegłego weekendu : Poszedłem z ziomkiem do klubu ( obaj po 29 lat). Wbijamy na parkiet, szybka obczajka co się dzieje i po chwili wbijamy na parkiet i sobie tańczymy. Nie mija 5 minut od wejścia i cyk jakaś laska podbija do mnie, czy nie chce z nią zatańczyć. Sobie myślę - " Pewnie maleńka " i tańczymy. Po chwili laska do mnie z tekstem, że Ja to pewnie połowę klubu już bzykałem 😅 Ja sobie tak myśle o co tu kurde chodzi 😅 Mówię do niej, że nie zostawię kumpla samego, biorę numer i next. Podchodzę do baru i nagle jakaś laska mnie szturcha, zaczyna bajerke, dziewczyna nie w moim typie, grzecznie dziękuję za rozmowę i idę sobie dalej. Jak wróciłem do domu, to się zastanawiałem o co tutaj może chodzić. Parę lat temu jak chodziłem do klubu, to musiałem samemu podchodzić do dziewczyn, bardzo rzadko się zdarzało, że same podbijały. I odpowiedź na to jest taka, że popracowałem nad swoją fizycznością przez ostatni czas. Ważę teraz 75 kg /182 cm wzrostu i widzę delikatna różnicę. Barki zdecydowanie poprawiłem jak i ramiona ( startowałem z wagi 69 kg). Jest to może 30% tego co bym chciał osiągnąć, ale czuję się przez to bardziej pewny i moje ciało wydaje się takie bardziej " na pompie ". Założyłem biały t-shirt slim fit, brązowe spodnie z zary, jakieś białe buciki i kurde czułem ten wzrok i uśmiechy lasek. Aż byliśmy z ziomkiem w szoku. Lata w klubie nie byłem, ale kurde fajnie się bawiłem 😃😃 Nie chodziłem, bo a to problemy mentalne, z pracą, a to coś tam. A no i czułem się, że jestem już za stary. Ale obiecalem sobie, że w to lato poszaleje I w ten weekend znowu klubik i trenowanie bajerki z laskami 😃😃 Zadbałem o bardziej dopasowany ciuch, poprawiłem sylwetkę i widzę różnicę. Śmiało mogę powiedzieć, że jestem chyba w życiówce, jeśli chodzi o atrakcyjność. A co do autora @pytamowiec to wywalone stary na tą laskę. Po prostu zrób next. Szacunek do siebie stary jest najważniejszy 😊 Miłego dnia wszytkim 👊
  3. @slusa To typ człowieka, który na trzeźwo nie powie do Ciebie nic. Po wypiciu alkoholu coś mu się przełącza w głowie i jest grubo. Nieudacznik to słowo chyba najdelikatniejsze , które od niego usłyszałem. Ciśnie ze mną, że dwa razy gdyby nie bracia i właśnie mama, to by na pewno doszło do rękoczynów. I co najgorsze - nie mam oporów, żeby mu oddać, gdy by mnie zaatakował . Własnego ojca... wstyd jak nie wiem, jak to pisze. Ostatnio się uspokoił, ale to co było zostaje w sercu i głowie. Nie jestem jedyny, który ma takie problemy wiem o tym, ale to wszystko się tak skumulowało w bardzo krótkim odstępie czasu , że po prostu za dużo . Łeb to mi pęka. Życie w takim ciągłym stresie jest przejebanie męczące
  4. Dzięki chłopaki za odzew, naprawdę doceniam. @Spokojnie jeśli chodzi o używki jestem totalnie od nich wolny. Nie dotykam tego - nie ciągnie mnie kompletnie, ale też nauczony przeszłością mam do nich wstręt. Ojciec zawsze po pijaku włączał tryb "samca alfa " gdzie robił awantury i wylewał swoje żale na mnie i moich braci. Nienawidzi mnie, bo w pewnym momencie miałem dość i cisnąłem z nim równo. Mam go totalnie gdzieś, wejdzie mi w drogę, to musi liczyć się z odpowiedzią. Wziąłem sobie do serca brachu twoją radę i idę za chwilę spacerkiem na miasto . Ogarnę sobie jakieś podstawowe zakupy, pójdę do fryzjera i przemyśle sobie to wszystko jak zacząć od innej strony. Słaby psychicznie jestem. Zawsze byłem tym miłym chłopcem, który dawał sobie wejść na głowę i nie daję rady tego zmienić. O to mam do siebie pretensje, że nie potrafię tego zmienić. To tak na szybko - do reszty braci, którzy mi odpowiedzieli postaram się odnieść jak wrócę i przewietrze łeb. Pozdrawiam i dzięki
  5. Właśnie miałem rozmowę z mamą, która powiedziała mi, że gdzieś popełniła błąd w moim wychowaniu i że po prostu się na mnie zawiodła. Do tego najprawdopodobniej jest chora na raka. Od dłuższego czasu dostaje mocno po jajach od życia. Nie idzie mi w nim- zaryzykowałem ostatnio i zmieniłem robotę na lepiej płatną i lżejszą, ale psychicznie nie podołałem i zrezygnowałem. Nie ukrywam, potraktowałem to jako życiową porażkę i od paru dni leże w łóżku i śpię. Seria porażek i ciosów od życia, które dostaje jest po prostu zbyt duża. Nie potrafię znaleźć swojego miejsca w pracy, życiu. Walczę, coś próbuję, ale czuję chłopaki że jest mi ciężej na bani. Bliscy mnie dojeżdżają ( może słusznie?), 29 lat na karku, bez dziewczyny, stałej pracy, zmuszony finansami musiałem wrócić do rodziców. Modlę się o zdrowie mojej mamy, bo to świetna kobieta, ale dzisiaj muszę przyznać, że zabolało to, co powiedziała. Z ojcem się nienawidzimy i gdyby nie ona, to już dawno byśmy sobie skoczyli do gardeł. Chciałbym się Was bracia po prostu spytać jak Wy to robicie, jak wam nic w życiu nie wychodzi ? Jak znajdujecie tą iskrę i mimo porażek działacie? Bo ja jestem w sytuacji , że mi się już po prostu nie chce, bo czego się nie dotknę , to zamienię to gówno . Przepraszam za chaotyczny post, ale jestem świeżo po kłótni i też od paru dni żyję po prostu jak zombie . Pozdrawiam
  6. Cieszę się , że wlałem do twojego bad boyowskiego serduszka trochę słodyczy
  7. Coś kasy mam na koncie , a że jestem raczej oszczędnym gościem , to ze 2 miesiące na najważniejsze potrzeby pieniądze będą. Nadgodzin nie ma , maksymalnie pół godzinki później wyjdę. Tutaj bardziej chodzi mi o zmęczenie organizmu . A że ważę nieco ponad 70 kg przy wzroście ok 182 , to nie ukrywam czuję to . To nie jest z mojej strony żadne żalenie się czy coś , ludzie zagryzają zęby i pracują ciężej . Po prostu czuję ten przerzucony ciężar w kręgosłupie , w stawach i na dłuższą metę może być ze mną problem. A za taką kasę nie jest to warte. Bo to później mi wyjdzie na zdrowiu. Dziennie zdarza się , że ktoś złoży zamówienie na 150 kg cukru , do tego ileś litrów mleka czy innego oleju. Wtaczasz to na palete , liczysz i później tyle samo podajesz kierowcy na wyjazd . I takich zamówień dziennie się zdarzy kilka . Do tego dostawy , układanie tego na półki itd. I tak dzień w dzień. To zdrowie jednak jest najważniejsze , bo mamy je jedno. Rotacja w tej robocie jest niesamowita . Po przepracowaniu tego krótkiego czasu już wiem , dlaczego. Dobra szkoła życia i szacunek dla tego typu ludzi , którzy dają sobie z tym radę . Takie doświadczenie chce z tego wynieść chłopaki. @Spokojnie Obiecałem sobie , że będę próbował wielu rzeczy i że będę starał się siedzieć w domu jak najmniej , bo wtedy wiele głupot mi przychodziło do głowy. To dzięki Tobie i innym braciom zacząłem już bardziej wierzyć w siebie i w to , że uda mi się ogarnąć. Za co jestem bardzo wdzięczny. Co do opinii innych jestem na to podatny . Od dzieciaka się tym przejmowałem. Postaram się to ugryźć od innej strony , bo czas na zmiany. Ale chyba lepiej późno niż wcale. Pozdrawiam
  8. Witajcie Bracia W moim poprzednim wątku pisałem między innymi o pracy , która mnie nie satysfakcjonuje. Po powrocie z niej nie mam sił na rzeczy , które chciałbym zrobić i mój tydzień polega na pracy , spaniu i jedynie przez weekend odpocznę tylko po to , żeby znowu mieć siłę na 5 dni roboty . Napiszę wprost : po prostu na dłuższą metę nie dam sobie rady fizycznie , jak już teraz po krótkim czasie odczuwam mocno skutki takiej tyrki . Od razu zaznaczam , że szanuje każdą osobę , która podejmuje się takiej czy innej pracy , ja niestety nie daje sobie z nią rady. Dlatego jutro idę do pracy i mówię szefowi , że rezygnuje . Muszę przetrwać jedynie krytykę ze strony rodziny i znajomych , że " jak to , już zrezygnowałeś ? Ale jakoś dam sobie z tym radę. Dlatego wstałem rano ,wziąłem kartkę i długopis i zacząłem myśleć , w jaki sposób do tego podejść. Zacząłem od : 1. Wypisania na kartce miejsc , w których chciałbym pracować w moim mieście i udanie się tam osobiście w celu złożenia CV. Może akurat mi się poszczęści . Nic mnie to nie kosztuje , wyjdę przy okazji ze swojej strefy komfortu . W końcu na coś się odważę 2. Może by tak zapytać babkę w urzędzie pracy o możliwość jakiegoś szkolenia , staży ? nie mam problemu z tym , żeby przez jakiś czas zarabiać mało. Chce po prostu poczuć , że moje życie obrało jakąś drogę. To brzmi trochę głupio , ale od dłuższego czasu błądzę. 3. Chciałbym spróbować w sprzedaży . Może będę w tym dobry ? Chciałbym pracę w sprzedaży najlepiej w jakimś sklepie związanym z elektroniką ( konsole do gier , gry komputerowe, marzy mi się coś w tym stylu ) ale równie dobrze mogę podjąć inną pracę. Przejdę się nawet do stoiska , gdzie gość sprzedaje suplementy , bo jako taką wiedzę mam na ten temat i mógłbym to robić. 4 Przeszukiwanie OLX i innych stron ogłoszeniowych 5. Napisałem do paru znajomych , że w razie gdyby słyszeli o ofertach pracy , żeby się do mnie odzywali Startuje z miejsca , gdzie nie wiem , co chciałbym robić . Wiele prac przerobiłem , w wielu miejscach byłem. Napisałem na forum, bo chciałem się uzewnętrznić i może ktoś da mi radę czy wskazówkę jakie kroki mógłbym jeszcze podjąć. Do tego podjąłem walkę z moją psychą i poprzez cenne rady Braci z mojego ostatniego wątku staram się wykuć w sobie obraz nowej osoby , która walczy ze swoimi lękami , fobiami , słabościami . Długa droga przede mną , ale rzucam temu ścierwu rękawice . Pozdrawiam i dzięki za przeczytanie
  9. Dziękuje brachu za okazaną pomoc i podbudowanie mnie . Jakoś tak poczułem się lepiej i łatwiej mi będzie przetyrać ten dzień w pracy. Wszystko się ułoży , nie mogę przecież ciągle dostawać po mordzie. Tylko musze być czujny i to po prostu dojrzeć. Pozdrawiam
  10. @Spokojnie widzę po sobie , że im bardziej czuję się źle psychicznie , tym częściej uciekam w porno i fapanie. Jak są momenty , że czuje się okej , występuje to zdecydowanie rzadziej. Moje kontakty z kobietami praktycznie nie istnieją , ale w weekend postaram się ruszyć tyłek na miasto i może uda mi się poznać kogoś. Sporo czytałem na temat no fapu , dopaminy i wiele dobrego o tym słyszałem. Z doświadczenia wiem , że jak udało mi się miesiąc wytrzymać bez fapu i porno to czułem się lepiej. Alkoholu nie pije, szlug nie pale, także od tego typu używek jestem całkowicie wolny. Co do tej roboty , to zagryzam zęby i jeszcze chwilę tam pobędę. Pare stówek muszę zarobić, bo pieniądze są mi potrzebne na podstawowe potrzeby. Max 2 tygodnie tam jestem i sayo nara. Sporo mam tych nieprzepracowanych tematów , od nieudanego związku, który z mojej winy się zakończył i tego żałuje , do ogólnie paru spraw z przeszłości i teraźniejszości. Dłuuga droga przede mną bracie. Ale życie to nie są rurki z kremem dla każdego i zdaje sobie z tego sprawę.
  11. @Spokojnie Ogarnąłem sobie właśnie CV na nowo i po powrocie z roboty będę szukał i starał się rozsyłać. Odnośnie języka to uważam , że angielski znam na dobrym poziomie i nie mam problemu z rozumieniem i dogadaniem się. Co do zagranicznego wypadu myślałem nad tym , ale paraliżuje mnie strach , że sobie nie poradze itp. A przecież 4 lata temu mając tysiaka w kieszeni wynająłem pokój we Wrocławiu i mieszkałem tam przez rok , bo chciałem coś zmienić w swoim życiu. Ale wiadomo- poznałem w rodzinnym mieście laskę , najlepszy i jedyny tak naprawdę ziom też został w mieście i postanowiłem po roku wrócić. Związek się rozpadł , natomiast z ziomkiem przyjacielska relacja od lat , nawet mocniejsza powiedziałbym. Ale mimo tego kurcze blade czuje się samotny w tym wszystkim i wiele emocji w sobie tłumie. Dodatkowo jestem w sytuacji , gdzie muszę mieszkać z rodzicami, bo na ten moment nie stać mnie na wynajem mieszkania , co też pewnie mi odbiera wiarę w siebie. A z pracą to jest tak ,że przez 8 godzin ciągle jesteś na nogach. Pracuje w magazynie , w którym muszę realizować zamówienia i szykować kierowców na wyjazd. Ciągle coś się dzieje . Z tonę dziennie łącznie to musze przerzucić przez swoje łapska. Tu schylanie , tam dźwiganie i tak to sie ciągnie. A jak jest trochę luzu , to szefo coś tam wynajdzie do roboty , bo jak to tak : "odpoczynek ? dej Pan spokój , trzeba nadupcać do końca zmiany" Mając opaskę na ręku , która mierzy aktywność pokazuje mi ona średnio 25000 kroków dziennie , czyli jakieś 15 km według tego sprzętu . Nawet nie chce mi się myśleć o tym , ile zlece z wagi , bo dieta na ten moment to jakieś kanapki , obiad w domu i porcja białka przed snem. A ja przy wzroście 181 waże 72 kg , także swoje czuje przy tym noszeniu. Co do innych przyczyn , to uważam , że psychicznie jestem bardziej zmęczony, bo nie mam w nim celu. Jestem jak ten gościu z " Dnia Świstaka ". Dzięki bracie za reakcję i pozdrawiam
  12. @Tornado Zdaje sobie sprawę , co chcesz mi przekazać , za co Ci bracie dziękuję. Tylko i wyłącznie działanie jest w stanie wyprowadzić mnie na prostą. Jednak w kryzysach takich jak ten , wyrobiłem w sobie nawyk dopierdalania sobie. Jedno mnie jeszcze gryzie : Nie mam żadnej wizji , co mógłbym w życiu robić. Zadupcam teraz na magazynie za najniższą ( nie mam ukończonych studiów, jedynie średnie) , wracam do domu i nie mam kompletnie siły na jakąkolwiek aktywność . Wracam do domu , odpalam kompa i pisze takie smęty jak teraz. Nawet w ogóle nie wiem jakim cudem i skąd , ale poczułem tęsknotę do jednej z EX , której nie widziałem i nie miałem kontaktu przez 2 lata. Nawet miałem myśl ,żeby po robocie do niej napisać , ale w porę ogarnąłem łeb. Co się ostatnio ze mną dzieje , to jest jakaś masakra. Jakiś mix samotności połączony z kryzysem egzystencjonalnym . Myślałem o zaocznych studiach z dietetyki , bo jest to dziedzina , którą się interesuje i gdy tylko mam wolny czas to edukuje się z tego sam dla siebie , bo sprawia mi to przyjemność. Ale mając już 28 lat to czuje , że jednak późno się skapnąłem i po ewentualnym ukończeniu studiów będę po 30 i gwarancji na zatrudnienie nie będzie. Ale może właśnie obrać sobie taki cel i gryźć glebę , żeby na te studia odłożyć kasę i spróbować ? Serio mam poczucie , jakbym żył w innej rzeczywistości , gdzie ludzie z otoczenia mają pomysł na siebie , a ja co dopiero zacząłem pracę na magazynie i już psychicznie walczę ze sobą ,żeby tylko przetrwać dzień. Przepraszam Was chłopaki - strasznię smęce i użalam się nad sobą . Nie chce , żeby ta negatywna energia złapała któregoś z Was. Dlatego na jakiś czas przestanę się udzielać , bo wnoszę jedynie negatywną energię. Ludzie na tym forum i nie tylko mają poważniejsze problemy. Pozdrawiam i dzięki wielkie za słowa otuchy wszystkim , którzy zareagowali na mój wpis .
  13. Właśnie wróciłem z pierwszego dnia w nowej robocie. Konkretny zapieprz przez 8 godzin , nawet nie mam czasu , żeby myśleć jakkolwiek to brzmi. Dam sobie czas , żeby przyzwyczaić organizm do wysiłku i chciałbym zostawić sobie narazie tylko trening SW. Do tego dołożyć muszę jedzenie , bo waga zejdzie ze mnie momentalnie , co mi się lekko nie podoba , ale ogarnę to. @Tornado Etap bezrobocia wpływał na mnie w dużym stopniu negatywnie . Siedzenie w domu i nudzenie się potęgowały złe myśli, z każdym dniem wierzyłem w siebie coraz mniej. Teraz po pierwszym dniu jeszcze nie ogarniam wszystkiego, ale po powrocie mimo , że zajechany jak tatarskie siodło ,to czuje satysfakcję , że poszedłem w ogóle do tej pracy. Tak wewnętrznie czuję po prostu ulgę. Sporo mam jeszcze do tego ,żeby zrobić porządek ze swoim życiem. Ale przecież nie mogę się poddać , trzeba zagryźć zęby i walczyć. Z tą przeszłością to jest tak , że nie mogę sobie przebaczyć złych wyborów , które doprowadziły mnie do miejsca ,w którym jestem. Potrafię sobie dowalić tym , że jako 28 latek mam mniej niż osoby zdecydowanie ode mnie młodsze . Wiem , że to złe i irracjonalne myślenie , bo jestem zdrowy , mam co jeść i gdzie spać. Ale to jest właśnie taka moją pięta achillesowa . Sam dla siebie jestem największym wrogiem. Dziękuję za wpis bracie . Śmieci będą wyrzucane , obiecuje to sobie . Bo takie życie jest na dłuższą metę po prostu męczące.
  14. Dzięki wielkie chłopaki za odzew. Można powiedzieć , że 28 lat z tym żyje. Starałem się z tym walczyć z większym bądź mniejszym skutkiem , ale jak jakiś czas jest dobrze , to dopierdalanie sobie wraca jak bumerang w totalnie randomowych momentach. Ciężko z kimkolwiek pogadać o tym , bo odnoszę wrażenie , że nie jestem dobrze rozumiany , dlatego większość tematów tłumie w sobie . I bywają momenty, że pękam. @DOHC Słuszna uwaga odnośnie podejmowania walki , dlatego wpadłem na pomysł z tym boksem . Może to pomoże mi nabrać więcej pewności siebie i nieco stłumi tego mojego krytyka. Stresuje się tym jutrzejszym dniem w tej robocie i nie ukrywam , że mnie to wpienia . Robota za 2500 , a podchodzę do tego , jakby ta robota zależała od mojego istnienia. Wiem , że stać mnie na więcej , ale muszę ruszyć do jakiejkolwiek roboty , żeby wrócić do normalnego funkcjonowania. Już mi dzisiaj przeszło przez myśl ,żeby napisać kumplowi , że jednak tam nie idę . Ale nie mogę spierdalać przed życiem cały czas. Nie ma opcji , jestem tam jutro i walczę. @Templariusz Staram się robić wiele rzeczy. Czytam , trenuje street workout z fajnymi efektami, gram w piłkę , ostatnio nawet wróciłem do życia socjalnego. Ale bardzo często wracam do przeszłości niestety . Parę spraw skopałem koncertowo w życiu i mam lekki ból tyłka , że nie potrafię o niej zapomnieć. Sam z siebie zrobiłem męczennika. Ale muszę to jakoś odkręcić , bo na dłuższą metę tak się żyć nie da. Dzięki brachu za odzew i pozdrawiam. @Turop Poczytałem sobie właśnie o tym wewnętrznym krytyku i to wypisz wymaluj ja . Mam świadomość , że u mnie w bańce nie jest idealnie i że trzeba coś z tym zrobić , ale zamykam się w sobie i użalam się nad sobą . Typowo zrobiłem z siebie męczennika jak nic. Bo tak chyba jest łatwiej siedzieć i płakać nad sobą. A ja niestety zawsze wybieram tą łatwiejszą drogę niestety . Pozdrawiam serdecznie
  15. Panowie jak to jest , że za co mam się nie zabrać , to wmawiam sobie, że mam pierdolone dwie lewe ręce i do niczego się nie nadaje ? Jutro mam iść pierwszy dzień do roboty , którą załatwił mi kumpel. Praca na magazynie, wiadomo kokosów nie zarobię , ale żyć za coś trzeba. No i tak weekend powoli mija , a ja całe dwa dni zamyślony jak to będzie. A co będzie jak sobie nie poradzę , co będzie jeśli znowu się będę musiał mierzyć słownie z jakimiś cwaniakami w pracy i tak dalej i tak dalej... Ciągle myślę , dowalam sobie w głowie. Wiary w siebie nie mam żadnej. Od dzieciaka jak tylko pamiętam byłem taki cichy , grzeczny, nie ryzykujący. Jak miałem do zrobienia jakąś nową rzecz , to wolałem skłamać komuś i od tego uciec , byleby się poczuć lepiej i nie doświadczać tego uczucia dyskomfortu. Zdaje sobię sprawę , że mogę być odebrany jako mięczak czy tam ktokolwiek inny , ale musiałem to z siebie wyrzucić ,a na ten moment nie mam kogoś , kto by mnie w tej kwestii wysłuchał i ewentualnie coś wtrącił sensownego. Niesamowicie mnie to niszczy , blokuje. Obiecałem sobie , że jak zarobie pierwsze pieniądze , to spożytkuje je na naukę boksu , żeby cokolwiek zmienić i nie wiem nabrać męskości ? Nie wiem , zagubiłem się trochę i zatrzymałem w miejscu. Odwagi mi brakuje w życiu , pieprzonej odwagi. Pozdrawiam serdecznie i wybaczcie mi, że przekazuje na forum negatywną energię tym postem , ale siedzę zrezygnowany trochę. Bo ostatnio trochę średnio mi się wiedzie w życiu.
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.