Jump to content
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

marcopolozelmer

Użytkownik
  • Content Count

    36
  • Donations

    0.00 PLN 
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

68 Świetna

About marcopolozelmer

  • Rank
    Kot

Profile Information

  • Płeć
    Mężczyzna

Recent Profile Visitors

The recent visitors block is disabled and is not being shown to other users.

  1. He he, blisko Jest opiekunką w hospicjum, ale nie ma co drążyć zagadnienia, bardziej chodziło mi o to co myślicie o zachowaniu tej drugiej. Na razie siedzi cicho, ale jestem gotów postawić wypłatę na to, że niebawem znów o sobie przypomni. Co w tej bani tam siedzi, to ja nie rozumiem... -
  2. Update Mija równo miesiąc jak kazała mi spierdalać, nie pisać do siebie i nie próbować się do niej zbliżać. Cóż miałem robić biedny mały miś, wziąłem sobie do serca jej prośby i się zastosowałem. W tak zwanym międzyczasie poznałem zajebistą dupę, wiek podobny do tamtej, ale pod deklem poukładane, no i w piątek się spotkaliśmy. Było bardzo miło, a co najbardziej mnie uderzyło, to kompletnie odmienny system wartości i całkiem inne podejście do relacji kobieta-mężczyzna. W sobotę poszliśmy na balety, gdzie jak ją ujrzałem zrobioną, to o mało nie przyjebałem łbem w filar i głupiego ryja sobie nie rozpierdoliłem, a w niedzielę znaczy wczoraj już u siebie spaliśmy, najpierw ona u mnie w dzień, a potem ja u niej wieczorem, ale nic nie było, bo ma "te" dni. Dzisiaj idę do niej na całą noc, bo jęczy że tęskni i muszę, no to jak muszę... I kto się kurwa nagle odezwał? Właśnie akurat dzisiaj godzinę temu no kto? O tak, moja eks królewna, nagle właśnie dzisiaj i koniecznie ode mnie potrzebuje uzyskać informację, gdzie ona farbę zieloną do swojego domku kupowała. Kupowała tą farbę razem ze mną w sklepie, którego szukaliśmy przez pół dnia, bo nigdzie tej konkretnej nie mieli, więc dobrze wie gdzie, to na chuj się pyta? Niestety tego to już nie wiem, bo połączenie odrzuciłem, a na sms nie odpisałem, gdyż mam w piździe ją, jej farbę i każdą inną rzecz, którą mogłaby ode mnie chcieć, tylko tak trochę ciekawość mnie zżera czy naprawdę musiała do mnie w tej sprawie dzwonić, czy to kolejna próba wjebania mnie w dobrze znane mi gówno, bo nowy kochaś zalał wszystkie dziury i od razu spierdolił od jebniętej, którego istnienie podejrzewam od samego początku jak zabroniła mi się do siebie zbliżać, czy ponudziła się przez miesiąc sama i stwierdziła, że to może dobry moment, aby sprawdzić czy piesek jeszcze reaguje na gwizdanie pańci czy też może ktoś mnie gdzieś przyuważył z tą nową i tamtej doniósł, więc jej się załączył pies ogrodnika i jedyne co zdołała w biegu wymyślić, to ta farba... Nie, bez obaw, jeszcze mi się sufit na łeb nie spierdolił, żebym choć przez pół sekundy rozważał ewentualność odezwania się do niej w sprawie tej farby czy na przykład w sprawie rozcięcia komory brzusznej piłą łańcuchową, gdyż obecnie już jebie mnie to serdecznie, ale mimo wszystko nie daje mi spokoju po kiego wała do mnie dzwoni i wypisuje...
  3. Jako że audycja Marka opowiada o mnie (szczegóły historii z mojego wątku) może opowiem w skrócie co było dalej. Oczywiście musiałem na własnej dupie się przekonać, że warto słuchać dobrych rad przed odjebaniem manewru, jakim jest powrót do eks. Przez dwa miesiące olewałem sikiem prostym wszelkie próby kontaktu z jej strony, zero jakiejkolwiek reakcji, absolutna cisza z mojej strony, aż któregoś dnia napisał do mnie na fejsbuku ojciec jej dzieci, który pomimo tego że szczerze mnie nienawidzi poprosił, abym do niej pojechał, bo czeka ją jakaś operacja i bardzo się boi i muszę przy niej być i bla bla bla... no dobra, przejąłem się kurwa i pojechałem. Oczywiście nic jej nie było poza tym, że noga ją boli, ale nie aż tak, żeby nie nadstawić dupy jak tylko ściągnąłem drugiego buta. To był piątek w nocy. W nocy bo dopiero kładąc się spać odczytałem wiadomosć od tego kolesia, co okazało się zajebistym błędem, bo powinienem ją skasować bez czytania, wyłączyć telefon i położyć się spać, a nie jak ostatni idiota wsiadać w auto i zapierdalać. No i dobra, zostałem u niej do rana, spędziliśmy fajnie dzień, jej dzieci u ojca, ja moje zabieram dopiero wieczorem, pełen luz. Potem minęła niedziela, no a potem był poniedziałek i się zaczęło... pojedziemy kupić drabinę i właz na strych, to od razu zamontujemy... kurwa jakie kupimy i kto zamontujemy, no to chyba jasne że ja, a kto. Potem trzeba farby kupić, oświetlenie jakieś zamontować dla fachowców... Ona teraz buduje dom, a właściwie to już zbudowała, tylko trzeba go wykończyć, a że ja robię w budowlance, no to resztę sobie dopowiedz. Miesiąc czasu niemal dzień w dzień mnie ganiała po sklepach i do tego domu i do sklepu i do domu i tak kurwa do zajebania od rana do wieczora, a kiedy nadchodził weekend i chciałem go spędzić wspólnie razem z naszymi dziećmi gdzieś pojechac nad morze czy wyjść na spacer, to nie nie nie, bo ona zajęta jest strasznie i przyjść do nich też nie mogę, bo cos tam właśnie robią (standardowa śpiewka, to że dzieci się uczą i lekcje robią) aż mnie to zaczęło wkurwiać pomału, bo co do chuja, co ja jestem zaopatrzeniowiec i tragarz dla jej fachowców na jej budowie? A jeb ty się. No i któregoś dnia dzwoni, że mam przyjechać rano do castoramy, bo ona drzwi jakieś kupuje i może trzeba będzie je dźwigać, to żebym był. Odpisałem jej w jednym krótkim esemesie, że to już jest chyba lekka przesada, niech sobie dźwiga ten co je będzie montował i weźmie za to kasę. To było jakoś miesiąc po tym jak do niej pojechałem wtedy w piątek w nocy i to też był piątek, więc dokładnie równo 4 tygodnie minęły jak moja królewna stwierdziła, że do niczego się nie nadaję, że jestem za słaby na związek, że dla mnie relacja to kalkulacja i że jak tak, to ona nie chce. Nawet gadać jej się ze mną nie chciało, bo była wielce zmęczona po pracy (pracuje w aptece, gdzie przez większość czasu pierdoli głupoty z koleżankami) i załatwiła szybko sprawę tak, żebym wyszedł (pojechałem tam po mój rower i przy okazji się rozmówić na temat nas co też było idiotycznym pomysłem) po czym odczekała dwa dni i ostatecznie w jakimś tam osranym esemesie mi napisała, żebym nie próbował się do niej zbliżać, bo jest pozamiatane. Koniec. Teraz jeszcze raz sobie przesłuchaj audycję Marka i wskaż trzy punkty, którymi się rożni od tego co przed chwilą przeczytałeś. No dobra, może być jeden...
  4. W ostatnim esemesie jakiego do niej wysłałem (spotkać się oczywiście nie miała czasu, bo panele wiozła ze sklepu przez 10 godzin) zapytałem wprost: - Po jaki chuj szukałaś ze mną kontaktu, jeśli moja obecność w pobliżu tylko cię irytuje i drażni, kiedy nie masz w tym żadnego interesu ani cegieł do noszenia? Wychodzi więc na to, że tylko do tego byłem potrzebny. Z tym nowym ci nie pykło, to go szybko odstawiłaś i posłałaś po mnie odstawiając teatrzyk, a kiedy już majaczy na horyzoncie koniec prac na budowie i nie ma tam w zasadzie nic do roboty, to mogę już wypierdalać, bo i tak nic tu po mnie? Zgadnijcie co odpisała... No oczywiście, że nic. Dlatego ja już wiem, że akcja dobiegła końca i czas najwyższy zawijać dupsko, bo jest pozamiatane w chuj i pewnie już leży na jakimś badoo, gdzie czeka na swojego kierownika z banku w skodzie, który ją tam znajdzie i od tej chwili jej życie będzie wyglądało jak w reklamach margaryny czy innego chujstwa. To wszystko to ja wiem. Opisuję to wszystko chyba bardziej po to, żeby to z siebie wyrzucić, niż w poszukiwaniu odpowiedzi na jakieś pytania, bo jakie pytania... Jedno jedyne, które mi się telepie w łepetynie, to czy postępując jakoś inaczej, gdzieś w którymś momencie, gdzieś na jakimś etapie, można było sprawić, że coś się zmieni, nie mówię że ona się zmieni, bo 40 letnie baby się nie zmieniają, ale może nie wiem, jej nastawienie do tej relacji, postrzeganie rzeczywistości, no nie wiem, przecież żaden facet nie zniesie życia z taką osobą, a zwłaszcza kolesie z jej wyobrażeń, co tymi Skodami jeżdżą do biura, gdzie zarabiają po 10kzł miesięcznie i srają żarem na pakowanie się takie układy, gdzie psychiczna laska nie ma praktycznie nic poza dwójką bachorów z jakimś idiotą i domu na kredyt do spłacania przez 20 lat. Ktoś, kto kończył liceum i studia z wyróżnieniem, kto biegle włada dwoma językami obcymi, kto przeżył już trochę lat na tym świecie, no chce czy nie chce to musi kurwa liczyć się z realiami, które są nieubłagane i żaden kierownik z banku w tej swojej skodzie nigdy w życiu się nie zwiąże z takim babsztylem, tyle co porucha i poszła won. Czy może ja jestem w błędzie i każdy ogarnięty życiowo facet dokładnie o takiej właśnie partnerce na życie marzy i weźmie ją w ciemno jak tylko na oczy zobaczy...
  5. Pojechałem, bo sobie wyobraziłem jak po tej operacji leży sama w odrapanym szpitalnym łóżku i nikogo przy niej nie ma, nawet nie wiedziałem co to za operacja i o co w ogóle chodzi, a ostatnie o czym wtedy myślałem i naprawdę nie kłamię, bo po co miałbym, to były jakieś krzywe akcje, których celem miałby być jakiś powrót czy coś tam innego. Dwa miesiące się do niej słowem nie odezwałem, chociaż regularnie raz w tygodniu przynajmniej mnie zaczepiała jak nie dzwoniąc (nie odbierałem) to pisząc (nie odpisywałem) lub jedno i drugie naraz. Bez kitu miałem już w nią wyjebane, ale jak ten pener do mnie napisał, to w jednej chwili resztki godności i szacunku do samego siebie poszły w kąt i nawet nie wiem ile czasu mi zajęło ubranie się jak już siedziałem w aucie i grzałem motor. Wtedy się bałem, że to coś poważnego i powinienem tak postąpić, dzisiaj pisząc słowa które czytacie sam już wiem, że to była najgłupsza rzecz jaką tylko mogłem zrobić, ale skąd miałem kurwa wiedzieć, że suka łże jak pies. Pojechałem z nią do szpitala w poniedziałek na badania i faktycznie coś tam miała z tym biodrem, ale nie aż tak, żeby operację mieć, tak czy inaczej czułem się wewnętrznie lepiej uważając, że robię dobrze, że nic mnie to nie kosztuje, a spełniam dobry uczynek pomagając kobiecie, które mnie traktowała jak gówno. Nie wiem, nie umiem teraz wyjaśnić, co mną kierowało, czy tylko zwykłe ludzkie współczucie dla osoby, która była mi kiedyś bliska, czy może jednak było to coś innego i sam siebie oszukuję pierdoląc teraz od rzeczy jakieś farmazony, pojęcia nie mam. Pewnie z boku wygląda to wszystko zupełnie inaczej, no ja tego z boku nie widzę...
  6. W sobotę jej powiedziałem, żeby wypierdalała mi sprzed oczu z takim podejściem i poszukała sobie innego frajera do jebania na budowie w zamian za możliwość spuszczenia się w nią raz w tygodniu, skoro to jest wszystko co ma do zaoferowania mężczyźnie w relacji czy związku. Dzisiaj jest co kurwa... czwartek... środa... sam już nie wiem... przez ten cały czas przespałem może z dwie trzy godziny jednym ciągiem, bo co chwila się budzę z bolącym brzuchem i rozmyślam o tym wszystkim, zastanawiając się już teraz nie nad tym jaka ona jest czy była, tylko co mogłem zrobić inaczej, żeby była inna i w którą stronę bym nie poszedł z tokiem rozumowania, to i tak dochodzę zaraz do ściany, na której ktoś wymalował wielkimi literami JESTEŚ DLA NIEJ ZA CIEŃKI FRAJERZE i choćbym sobie wypruł flaki i rozwiesił jej na drzewach, to i tak chuja by to dało, bo spełnieniem jej marzeń nie jest robol z usyfionym ryjem od jebania na nią, jej bachory, jej osrany dom i inne gówna... bo to od biedy może sama sobie ogarniać, ale tak jak mówicie tutaj chodzi o coś innego, o status i prestiż, o modelowy przykład związku, gdzie do ładnego domku z białym płotkiem nie pasuje uświniony wieprz z budowy, tylko raczej jakiś Pan Kierownik z banku w służbowej Skodzie, co mama mu załatwiła po znajomości pracę do której jeździ po chuj wie co, bo nawet on sam nie ma pojęcia co w tej pracy się robi i za co mu tam płacą. Najśmieszniejsze jest to, że kilka razy przy okazji jakichś tam rozmów dokładnie to samo jej mówiłem, że po tym wszystkim co razem przeszliśmy, będąc dorosłą inteligentną kobietą nie powinna się po mnie spodziewać bezgranicznego oddania i bezwarunkowego poświęcenia w imię jakichś mglistych celów, które jej mają przynosić same korzyści, a mi tylko dochodzi coraz więcej roboty i obowiązków z których finalnie gówno w zasadzie mam poza tym że się ujebię, a ostatecznie i tak jakiś laluś w Skodzie przyjdzie na gotowe i zajmie moje miejsce... to nawet jej powieka nie drgnęła, a jedyny komentarz, to było pytanie: - Coś ty się tak do tej Skody przyczepił? - Bo Mercedesami jeżdżą tylko prezesi, a oni mają wyjebane na roszczeniowe 42 letnie torby z dwojgiem dzieci i kredytami na dom do spłacania - Ty tam akurat najlepiej wiesz... - Ty też niedługo się dowiesz... Foch i dąs, trzy dni nieodzywania. Ostatnio podczas naszej ostatniej rozmowy dotyczącej wnoszenia tych paczek z płytkami, co jej powiedziałem że zrobię, a ona i tak znalazła sobie "innych" którzy z chęcią to dla niej wniosą i że jestem ostatnią osobą, która coś dla niej zrobi, a ci jacyś tam "inni" to już nogami przebierają, kiedy będą mogli wystartować, tłumaczę jak dziecku, że jeszcze żaden facet niczego z chęcią nie zrobił dla obcej laski, no chyba że z chęcią podania jej swojej lancy do opierdolenia, bo dla tych "innych" takie jak ona robią co najwyżej za puchar przechodni na spermę, przyjść poruchać i wyjść, a do niej to kurwa nie dociera, bo ona jest cały czas przekonana święcie o tym, że podwinie tylko sukienkę na wysokość kolana i każdy jeden wszystko dla niej rzuci. Przede mną miała takich dwóch. Jeden żonaty, drugi zaręczony. I też wszystko dla niej rzucali, żenić się z nią chcieli, całe swoje życie do góry nogami przewracali... po czym naciągali gacie na dupę i spierdalali do chaty, bo jaja opróżnione to nie ma na co siedzieć i dopóki układ działał (ruchanie w piątek bez zobowiązań) to sobie mogli pierdolić co tylko im ślina na język przyniosła, bo to przecież nic nie kosztuje, a ta głupia do dzisiaj myśli, że tak właśnie działa wszechświat, bo ona jest jedna jedyna na całej planecie co dupy daje i wszyscy faceci głowę dla niej tracą. Jasne kurwa. Dopóki nie muszą się zdeklarować i mogą ruchać za darmo. Nie, ona jest pewna i do dzisiaj święcie przekonana, że gdyby tylko kiwnęła palcem, to jeden i drugi w ciągu trzech sekund wszystko by dla niej rzucił i z nią został. Nie widząc nawet jej dzieci na oczy (bo co go jakieś cudze bachory interesują) ani nie widząc nawet jej przez jeden choćby dzień w normalnym codziennym życiu, kiedy nie jest wypindrowana na randkę z kochasiem i nie zachowuje się jak napalona samica w rui, tylko jest sobą taką jaka jest naprawdę na co dzień. No i co, ja swoje, ona swoje. Nadal wierzy, że spotka tego swojego wymarzonego, nie przyjmując do wiadomości niewygodnych faktów. Kolejne lata przelecą, zedrze pizdę na tych chujach i skończy jako stary szlauch przeruchany przez połowę miasta, ale tego też nie rozumie. No to nie kurwa, co ja więcej mogę...
  7. Myślę że jest to jeden z powodów, dla których na drabinie jej życiowych priorytetów nie ma nawet miejsca dla mojej skromnej osoby, bo najniższy szczebel zajmuje kot, a cała reszta jest powyżej. Pani Magister...
  8. Dlaczego, dlaczego... Nie wiem kurwa sam dlaczego... Nie jestem typem jakiegoś pizdowatego niedojeba, który gołe pizdy tylko w porno widuje. Naruchałem się w swoim życiu tyle, że już miałem okresy przesytu i wolałem sobie zwalić do telefonu na szybkiego, niż odpierdalać ten cały szajs, spotykać się, gadać, robić coś dla kogoś tym bardziej w dupie to miałem. Kompletnie nie o to chodziło w przypadku, o którym tu czytacie. Moje relacje z laskami, nie licząc dwóch małżeństw, trwają zwykle nie dłużej niż miesiąc, tyle w zupełności mi wystarczy, żeby się znudzić i odwalić jakiś numer, żeby to ona mnie rzuciła albo jak jest wyjątkowo uparta, to zwyczajnie przestaję się odzywać. Przez okres trzech lat pomiędzy żonami, przewaliłem tego tyle, że tak jak mówię, miałem już zmęczenie materiału, nawet mi się nie chciało na te randki już łazić. Przy drugim rozwodzie też jeszcze przed rozprawą zdążyłem cztery (o ile dobrze pamiętam) różne obrócić i kopnąć w dupę, a ta była piąta i jak mnie jebło... Nie mam pojęcia dlaczego. No ma coś w sobie takiego, że od ponad dwóch lat się z nią użeram, cały czas dając nam szanse i licząc na jakąś poprawę, a to wszystko psu w dupę i krew w piach, bo jej nagle odpierdala i zaczyna robić jazdy, tak jakby ją nudziło spokojne stabilne życie i na siłę szukała w nim akcji, a że ja jestem najbliżej... Kiedy jest względny spokój między nami, to mógłbym sobie powiesić na gołej klacie jej zdjęcie w ramce i zapierdalać tak po mieście drąc ryja jaki jestem szczęśliwy (chociaż zdaję sobie sprawę, że na tym forum tego typu wyznania, to jest już dno muł i wodorosty) ale kiedy mieszkaliśmy razem, to przed powrotem do domu po pracy, siedziałem czasami nawet godzinę w samochodzie na parkingu pod Lidlem, żeby tylko opóźnić ten moment jak wchodzę do mieszkania zjebany po całym dniu na budowie i zamiast buziaka, przytulenia czy chociaż kurwa krzywego uśmiechu na powitanie widzę od wejścia naburmuszony ryj wykrzywiony w grymasie niezadowolenia, że nic mnie na tej budowie nie przygniotło i wróciłem cały i zdrowy, a mimo to nie umiałem i nie chciałem odejść, próbując to ratować czym jeszcze bardziej doprowadzałem ją do szału jak tak dzisiaj na to patrzę... Resztę już znacie.
  9. No nie da się ukryć i nie ma co robić z szamba perfumerii, zresztą szczerze mówiąc i tak się tego spodziewałem, tylko nie wiedziałem jak i kiedy, dlatego zagryzałem język przez równo miesiąc czasu latając na każdej jej kichnięcie i cierpliwie znosząc jej każde "jestem zajęta" gdy to ja coś od niej chciałem czyli w sumie nic nadzwyczajnego poza zwykłym normalnym spędzeniem razem czasu no kurwa... i tak sobie mijały kolejne tygodnie, a mnie już zaczynało nosić, bo ileż można w chuja sobie lecieć i to tak bezczelnie na dodatek, dlatego jak usłyszałem o noszeniu tych drzwi z castoramy, to aż głupio mi się zrobiło, że to tak na serio, że jeśli tam pojadę to następnym razem mnie poprosi, żebym jej posprzątał plac budowy po ekipie, która zgarnęła moje siano albo najpierw jeszcze poprawił po Panu Zdziśku, który już wziął inne zlecenie i tutaj nie dokończył, a tam zrobił niedokładnie, więc może mógłbym... Z jednej strony nie mogłem w to uwierzyć, że laska może być aż tak perfidna i wyrachowana, dlatego próbowałem to sobie wszystkim innym tłumaczyć, ale z drugiej strony nie chciało być inaczej i jak za którymś razem sam z siebie zacząłem się śmiać, bo takie pierdoły już wymyślałemm, że aż głowa mnie bolała, to powiedziałem sobie - stop przyjacielu - przysiadłem na dupie i zrobiłem szybki bilans jej wkładu w odbudowanie naszej relacji oraz pracę nad związkiem. 31 dni z których każdy wyglądał niemal identycznie, a więc od rana lista zadań do wykonania (co mam zrobić, gdzie ją zawieźć, ewentualnie sam pojechać) z których każde ma jakiś związek z tą jej budową i to żadne ważne sprawy, zwyczajne pierdoły jak kupienie farby konkretnej marki do pokoju dzieci, to sama nie może, jestem do tego potrzebny ja na chuj wie co, ach już mi się przypomniało na co, bo jej jest czasem głupio w tych różnych sklepach, gdzie zwykle przychodzi żona z mężem i razem wybierają, dyskutują, czasem się kłócą, no a ona biedna tak sama musi po tych sklepach chodzić... 31 dni z których każdy kończył się niemal identycznie, a więc jak już ją wszędzie zawiozłem i wszystko z listy było zrobione i załatwione, to ona szła albo do pracy, albo szła do swojego mieszkania żegnając się ze mną w samochodzie na dole słowami "Dziękuję za towarzystwo i miło spędzony czas, to na razie, pa" po czym następowała totalna cisza z jej strony, aż do wieczora gdy kładła się spać i podłączając ładowarkę do telefonu sprawdzała jeszcze fejsbuka przed snem, wtedy pisała coś w stylu "co tam" i to był mój czas na zabawianie jej rozmową, a jak się nie odzywałem bo coś tam oglądałem albo mi się zwyczajnie nie chciało, to szła spać w pizdu bez słowa i rano zaczynał się kolejny dzień świstaka, krok po kroku, minuta po minucie identyczny jak wszystkie poprzednie i każdy następny. Jedynym odstępstwem od tej reguły był piątek, kiedy dzieciaki jechały do ojca na noc, a ona przychodziła do mnie, żeby rano wypierdolić jak z procy, bo budowa... I ona jest chyba naprawdę szczerze zdziwiona faktem, że w końcu mi się znudziło zapierdalanie na każdy gwizdek pańci, która ma na mnie centralnie wyjebane, a jedyne do czego jestem jej potrzebny, to odciążyć na budowie i raz na tydzień zabrać do siebie na noc, żeby nie siedziała u siebie sama, bo tego bardzo nie lubi. Przy okazji mogę też coś zrobić na przykład pierdolnąć cały strych za damski chuj albo ponosić jakieś ciężkie gówna, a jak kupka z forsą na wykończenie domku stopnieje i nie będzie z czego już płacić robolom, to się ich ładnie pożegna i resztę ja mogę zrobić, bo przecież umiem, no to dlaczego nie miałbym paneli położyć czy schodów zrobić, a jak szybko się uwinę, to jeszcze płytki w kuchni i łazienkach pierdolnę, zamiast siedzieć w chacie i bąki zbijać na jakimś zjebanym forum w internecie... Stary naiwny dureń - pomyślał sobie każdy kto to teraz czyta - oczywiście że tak, no bo kurwa po prostu w tym moim starym durnym siwym łbie cały czas nie chce się pomieścić, że ponad 40 letnia kobieta uważająca się za nie wiadomo co, może być aż tak ... słów mi zwyczajnie brakuje, no ja pierdolę. Jeszcze na chama już nie patrząc na nic wszczyna mi dzikie awantury o to, że nie chcę jej wnieść płytek, które dwa tysiące razy powiedziałem i napisałem, że wniosę, to zapędzona w kozi róg bezsensem swoich debilnych zarzutów, nie wiedząc już co ma odpowiedzieć wypaliła, że wyczuła w moim głosie, że nie chcę tego zrobić. Przez telefon wyczuła... Jedyne co wyczuła, to że kończy się frajerzenie za dostęp do krocza, lada chwila się pokapuję i cały misterny plan w pizdu, a że tak czy siak budowa zaraz się skończy i de facto przestanę być jej do czegokolwiek potrzebny, to równie dobrze można się mnie pozbyć już teraz, bo na chuj przedłużać jak pożytku ze mnie już nie będzie. Jak do niej pojechałem wtedy miesiąc temu, to jej powiedziałem od razu, że po tym jak mnie potraktowała wypierdalając z mieszkania bez pieniędzy na wynajem, które musiałem pożyczać od byłej żony poniżając się chyba najbardziej w całym moim dotychczasowym życiu, nie zobaczyłaby mnie nigdy więcej, gdyby nie to, że napisał do mnie jej były facet wspominając o operacji która ją czeka i że to jest jedyny powód mojej wizyty, a nie żadne godzenie się czy schodzenie tym bardziej. No dobra, wyszło co wyszło i przez chwilę uwierzyłem, że te dwa miesiące rozłąki, spotykanie się z innymi w tym czasie, tęsknota, wspomnienia, przemyślenia itd. że to wszystko dało nam obojgu, a jej w szczególności do myślenia, że może jednak warto zawalczyć nie o to kto jest ważniejszy i bardziej uparty, tylko kurwa o nas. Że wyciągniemy wnioski z przeszłości i porozmawiamy o przyszłości, razem wspólnie coś postanowimy i obydwoje będziemy się tego trzymali albo chociaż spróbujemy. Zapowiedziałem jej również od razu, że ostatni raz dałem się ściągnąć z powrotem i że to jest nasza ostatnia szansa, bo nawet nie jestem w stanie sobie wyobrazić co by musiała wymyślić następnym razem, żebym dał się namówić na jakiekolwiek spotkanie i że nie ma kurwa opcji, więc lepiej niech się zastanowi zanim to spierdoli... No i tak się przejęła tym właśnie. -Przyjedziesz nosić drzwi? - Nie. - Nie? - Nie. - To spierdalaj. - Serio? - Serio. - Okej...
  10. Dwa miesiące później... Jutro 1 kwietnia Prima Aprilis, to muszę się śpieszyć, żeby zdążyć, bo nikt mi nie uwierzy, że ciąg dalszy tej historii naprawdę wydarzył, a więc bez przedłużania 👉 cały luty trwało jej przypominanie o sobie jakimiś zjebanymi esemesami przynajmniej raz w tygodniu, najczęściej w piątek, kiedy oddaje dzieci byłemu i siedzi sama, a że bardzo nie lubi siedzieć sama, to tak przed weekendem sobie o mnie przypominała wypisując jakieś pierdy bądź dzwoniąc lub jedno i drugie nie widząc mojej reakcji. Pod koniec lutego zobaczyłem w telefonie wiadomość na masangerze od jej byłego faceta, ojca tych jej dzieci, który w rozmowach z nią czy z dziećmi wypowiada się o mnie per "bandyta" lub nieco bardziej subtelnie "ten złodziej" ponieważ znamy się prywatnie z dawnych lat, kiedy byłem młody głupi i miałem ponad roczny epizod kryminalny. Od tamtej pory, a więc od ponad 25 lat, widziałem gościa z dwa razy na oczy i nie utrzymujemy ze sobą żadnego kontaktu, wiem tylko że dużo chleje i mnie nienawidzi, no więc nawet nie zaglądałem do tej wiadomości, bo co tam mogło być poza pijackim bełkotem i wyzwiskami pod adresem tej naszej byłej, na chuj mi to czytać, ale... ale późnym wieczorem kładąc się już do wyra zajrzałem, bo nie dawało mi to spokoju, a tam w tej wiadomości, były facet mojej byłej laski, który nigdy nie ukrywał swojego stosunku do mojej skromnej osoby (chociaż chuj mu w życiu zrobiłem, jak ja ją poznałem, to oni już 5 lat ze sobą nie byli) pisze do mnie w te oto słowa, że dużo dobrego o mnie słyszał od dzieci oraz ich matki, która w akcie desperacji i ostatecznej rozpaczy poprosiła JEGO o to, żeby to ON się skontaktował ze mną i nakłonił mnie jakoś do spotkania z nią, ponieważ jest jej bardzo smutno i źle, a poza tym ma mieć jakąś operację, której strasznie się boi, no i żebym do niej pojechał. Była dwunasta w nocy, nie myślałem już chyba trzeźwo, wsiadłem w samochód i kurwa pojechałem cały osrany i przerażony co na miejscu zastanę. Oczywiście zaczęliśmy rozmawiać, oczywiście skończyliśmy nad ranem, oczywiście zawirował cały świat i oczywiście tym razem wszystko będzie inaczej bla bla bla... Dwa dni później w niedzielę pojechaliśmy wszyscy razem (ja, ona i nasze dzieciaki) nad morze, gdzie przy okazji rozmów na temat naszego powrotu do siebie wyszło na jaw, że już zdążyła się z kimś spotkać, ale tylko dwa razy i nic z tego nie wyszło, że to jakiś tam znajomy jakiejś tam koleżanki i że tak jakoś bez sensu. Dobra chuj, sam lepszy nie byłem i też już nowej dziury szukałem, więc nie drążyłem tematu, tylko chciałem przejść do kwestii ważniejszych i bardziej istotnych, takich jak na przykład co z nami teraz będzie, jak ona się zapatruje, co moglibyśmy zmienić, o czym powinniśmy porozmawiać ple ple ple... ogólnie stanęło na niczym. W poniedziałek jadąc na robotę wspomniałem mimochodem chłopakom w samochodzie co się właśnie odjebało, to jeden tylko westchnął nie zaszczycając tego komentarzem, a drugi w trzech zdaniach zgrabnie ujął i nakreślił scenariusz nadchodzących wydarzeń, a więc najpierw zostanę zagoniony do roboty na budowie jej nowego domu, bo pewnie tylko do tego jestem chwilowo potrzebny, a kiedy już zrobię wszystko co mam zrobić, zostanę pożegnany ozięble pod pierwszym wziętym z dupy pretekstem. Oczywiście nie jestem aż tak tępy i zaślepiony, żeby nie podejrzewać, że tylko o to może chodzić, więc bardzo ostrożnie i bardzo uważnie zacząłem się przyglądać jak to "tym razem będzie inaczej" a zaczęło się od razu bez żadnych wstępów. Najpierw pojedziemy kupić drabinę z włazem na strych i od razu zamontujemy czyli ja mam kupić, bo ja się znam, no i ja mam zamontować, bo przecież ja umiem. Potem, zanim będzie można wnosić rzeczy na strych, trzeba tam zrobić podłogę, bo jest tylko styropian na stropie i nawet chodzić po tym się nie da. Oczywiście "trzeba tam zrobić" znaczy ja mam zrobić, bo przecież wiem jak i mogę to zrobić. Ledwo zdążyłem obmierzyć i sobie rozrysować ten cały strych, a już po farby jakieś mam jechać. Potem do salonu łazienek po projekt. Później szukanie płytek, potem bo ekipa zaraz wchodzi, to mam oświetlenie jakieś im kupić i zamontować, a no i jeszcze łazienkę trzeba pojechać zmierzyć, bo hydraulik ma pytania... Nie to żebym jakoś cierpiał przesadnie z tego powodu, że jej tam pomagam, nawet to w sumie było fajne uczucie zrobić coś tylko dla niej tak o zupełnie za nic. No ale ta budowa jest kawałek poza miastem, każdy taki przejazd, to jest mój czas i paliwo, a jeżdżenia w chuj, przez trzy tygodnie niemal dzień w dzień coś, aż w końcu się wkurwiłem, bo ileż można, tym bardziej, że pierwotnie moja ekipa miała ten dom kończyć, a ja miałem w nim zamieszkać, ale wyszło jak wyszło i zlecenie wykonuje moja bądź co bądź konkurencja, a widoków na to, że kiedykolwiek moja noga tam postanie jak dotąd żadnych nie ma i się nie zanosi raczej. To dlaczego ja do chuja karmazyna mam się zajmować tym wszystkim, dostarczać materiały na budowę i jeszcze tam zapierdalać w gratisie strychy jakieś robić, tym bardziej że jej zaangażowanie w odbudowanie naszej relacji ograniczyło się tylko i wyłącznie do spraw związanych z budową i spędzania czasu ze mną w piątek, kiedy dzieci jadą do swojego ojca i ona dostaje wtedy pierdolca jak musi siedzieć sama w domu. Oprócz budowy i tych naszych piątków jej wkład w związek sprowadzał się do tego, że wieczorem już przed snem napisała do mnie "co tam" na fejsbuku, ewentualnie przepisała listę zadań na dzień następny. W weekendy zero spotkań, bo dzieci się uczą, a w tygodniu też żadnych spotkań, bo też dzieci się uczą. Możemy się spotykać jedynie w sprawach związanych z budową i w piątek wieczorem się przeruchać ewentualnie, a w sobotę rano ona już ma grafik wypełniony spotkaniami z wszystkimi po kolei chuj wie kim i w jakim w ogóle celu. No i tak to sobie trwało tydzień, drugi tydzień, trzeci tydzień, czwarty tydzień, aż pod koniec czwartego tygodnia, dokładnie w czwartek zostałem poinformowany, że w piątek rano ona ma chwilę czasu przed pracą, to pojedzie do castoramy kupić drzwi do kibla i żebym tam się pojawił, bo może trzeba będzie coś dźwigać... Normalnie zagotował mi się mózg jak to przeczytałem, więc się pytam czy komuś tu przypadkiem sufit na łeb się nie spierdolił, jeśli się jemu wydaje, że w dzień wolny od pracy (akurat mi wypadło wolne w tym dniu) będę się zrywał skoro świt i zapierdalał na drugi koniec miasta do castoramy tylko po to, żeby drzwi jakieś nosić jak po pierwsze jest od tego obsługa sklepu, a po drugie niech sobie nosi ten co je będzie montował i weźmie za to pieniądze, no kurwa, dlaczego to właśnie ja mam się zajmować takimi sprawami, zwłaszcza że jak podkreślałem wielokrotonie, dostarczanie materiału na budowę należy do zakresu prac ekipy wykonującej zlecenie, więc niech ktoś ruszy dupę i sobie po te jebane drzwi przyjedzie, co ja jestem tragarzem jakiegoś pana Zdziśka do chuja czy kim? - To nie przyjedziesz? - Nie, nie przyjadę. Noszenie drzwi ze sklepu na samochód, to nie jest ani twoje zmartwienie, ani tym bardziej mój obowiązek. Masz ludzi od tego. - A ciebie od czego mam? - No to chyba ja ciebie od czego. No i tak od słowa do słowa wywiązała się dzika awantura z powody tych pierdolonych drzwi. Oczywiście cały weekend przez to zjebany, zresztą to i tak bez różnicy, bo zjebany czy nie zjebany, każdy jeden wyglądał tak samo, ja u siebie, ona u siebie, bo dzieci się uczą, bo globalne ocieplenie, bo głód w Afryce, bo chuj w dupie chodzi. W sobotę (dwa dni po akcji z drzwiami) do mnie dzwoni w sprawie, bo 50 kartonów płytek przyjedzie i trzeba je wnieść, a kierowca sobie życzy 300zł za samo noszenie... - To przecież ci wniosę, co za problem. - Nie wiem, bo z drzwiami był jakiś problem, to nie wiem... - A weź przestań dziewczyno, nawet nie chce mi się o tym gadać. O której te płytki przyjadą? - O siedemnastej. Może być? - Może. Słuchaj muszę kończyć, bo prowadzę i mam tu zamieszanie... - Acha. Znaczy już ci przeszkadzam, rozumiem. - Pa. - ... Rozłączyła się. Polatałem po mieście tu i tam, załatwiłem wszystko co trzeba, zrobiła się godzina taka, że pojechałem po mojego dzieciaka i zabrałem go na obiad. Siedzimy w knajpie, jemy sobie każdy co tam ma na talerzu, telefon dzwoni. No oczywiście, że ona, już się stęskniła... - Tak? - No hej, co robisz? - A nic, siedzę z młodym na obiedzie i jemy. - Mhm. To znowu ci przeszkadzam, bo jesz tym razem? - Jestem w galerii, obok mnie siedzi dziecko, a wokół nas pełno ludzi. Nie chcę się kłócić, więc proszę słucham, dzwonisz w sprawie? - Tak sobie po prostu, co nie mogę? Mam już kończyć tak? Bo ty jesz? - No nie wiem, u mnie nic się nie wydarzyło przez te dwie godziny, to mów, bo bez sensu tu siedzę jak palant z tym telefonem przy uchu po co? - No właśnie po co. Nic już. Jedz sobie. Rozłączyła się. Pojechaliśmy z dzieciakiem na chatę i cały wieczór już był spokój. Niedziela przebiegła bez większych sensacji, ona sobie, ja sobie, standard, wieczorem telefon - Hej. - No hej. - Masz małego jeszcze? - Mam. Kończymy właśnie film i zaraz go odstawiam. - To film sobie oglądacie? - No tak. Z Willem Ferellem jak jest łyżwiarzem figurowym, normalnie masakra, he he - To znowu ci przeszkadzam pewnie? - Nie wciągniesz mnie w tą rozmowę, na pewno nie przy dziecku. - Och jej, no tak, przy dziecku musi być wszystko na pokaz, prawda? - Tak. Prawda. To wszystko? - ... Rozłączyła się. Odstawiłem szczeniaka do jego matki, a po powrocie w chatę musiałem polewać laptopa zimną wodą, żeby się nie zapalił, bo ta moja dostała przecież szału, aż musiałem ją znów zablokować i wyjebać z fejsa, bo na masangerze cały czas od tego piątku (tego z drzwiami w castoramie) trwała równolegle nasza kłótnia z której się dowiedziałem jaki to ze mnie ostatni chuj i złamas, że nic dla niej nie robię, że tych drzwi nie chciałem nosić, za to inni to z chęcią jej te płytki wniosą... napisałem jej krótko i zwięźle, że nie żadne "z chęcią" jej wniosą, tylko raczej "z myślą" o tym jak ją będą za to ruchać, bo za samo dziękuję nikt by nawet dupy nie ruszył, po czym zablokowałem i wyjebałem w chuj. No i jest już poniedziałek. Ten co teraz był ostatni. Słuchajcie, specjalnie tak sobie zaplanowałem ten dzień, żeby mieć wolne w robocie, załatwić parę swoich spraw, ale przede wszystkim pojechać jej te płytki wnieść. - Jeszcze raz, o której mam być, to przyjadę z ... (imię mojego wspólnika) i we dwóch to raz dwa załatwimy, nie będziesz płacić jakiemuś debilowi 300zł bez sensu. - Już sobie załatwiłam, nie kłopocz się. - Oke. W takim razie to wszystko co mam do powiedzenia, przynajmniej do czasu, kiedy twoje zachowanie się nie zmieni. - Ja tobie nie mam już nic do powiedzenia. - Spoko. Bywaj zatem. Rozłączyła się. To było w poniedziałek, nie pojechałem tych płytek nosić, olałem temat i wróciłem do swojego życia zajmować się swoimi sprawami. Przez resztę tygodnia nie odezwała się ani słowem, nawet w piątek się nie widzieliśmy, kompletna cisza w eterze z obu stron. Mam pewne podejrzenia co do całej tej sytuacji i pierwsze co mi przyszło do głowy, to że pojawił się jakiś uczynny cwany gapa, może ten z którym się spotykała, a może jakiś inny na przykład z tej ekipy co u niej robi, może jakiś sąsiad z domku obok, nie wiem, ale czuję w jajach, że ktoś się pojawił i ona już odpłynęła, kiedy uznała że moja rola dobiegła końca, bo już do niczego jej się nie przydam. Wczoraj jeszcze kontrolnie zapytałem rano czy możemy się spotkać, pojechać nad morze w spokoju porozmawiać bez dzieci, bez telefonów, to od razu sparowała jakimiś wykrętami, że panele i wannę musi przywieźć, chociaż była 8:45 rano, a dzieciaki wracają dopiero po 18-tej czyli mówiąc wprost zwyczajnie mnie spławiła, dodając od siebie jedynie, że potraktowałem ją jak gówno, że jestem ostatnią osobą która coś dla niej zrobi, dlatego musi wszystko sama, że nie widzę w niej kobiety i że żadna ze mną nie będzie... odczekałem parę minut aż się wysra do końca i zapytałem tylko co ona dla mnie zrobiła przez cały okres ponad 2,5 roku naszej znajomości, a szczególnie przez ostatni miesiąc czasu, kiedy jedyny kontakt jaki mieliśmy, dotyczył załatwiania spraw z wiązanych z jej budową i nawet nie dokończyliśmy rozmowy na temat odbudowy naszego związku oraz wspólnej pracy nad nim... - Jakich rozmów? Nie było żadnych rozmów. - Nie było? A wtedy nad morzem to co to było? Przecież ty sama mówiłaś... - Ja mówiłam? Nic nie mówiłam. Nie wmawiaj mi. To były tylko sugestie. - Ach to sugestie były kurwa tylko? - Nie było żadnej rozmowy. - No nie było, bo miesiąc już czekam, kiedy znajdziesz chwilę czasu, ale ciągle masz coś ważniejszego do zrobienia. - Bo może mam co robić w przeciwieństwie do ciebie. Może tu jest problem. - Skoro tak masz co robić, że moja obecność w pobliżu cię irytuje, to po kiego chuja sama szukałaś ze mną kontaktu? Po co? No i w sumie nie wiem do dzisiaj po co, bo od wczoraj rana już się do mnie nie odezwała. Jest niedziela i tak nie mam co robić, to sobie tak przemyśliwuję to wszystko na spokojnie i dochodzę do wniosku, że w sumie co poruchałem to moje, krzywdy nie mam, akurat to jedno zawsze nam obojgu pasowało, ale co może siedzieć we łbie laski, która odpierdala takie szopki, operacje wymyśla, choroby symuluje, byłego faceta angażuje w zorganizowanie spotkania ze mną, powiem wam szczerze, nawet przez chwilę prawie uwierzyłem w jej przemianę, ale po dwóch tygodniach już wyraźnie było widać jak z niej zaczyna schodzić euforia i w miejsce zajebistej laski którą kiedyś poznałem wróciła prawdziwa ona...
  11. Od czasów prehistorycznych, to facet do wszelkich pomieszczeń (np. jaskiń) wchodził jako pierwszy, żeby się upewnić czy wewnątrz jest bezpiecznie. Dopiero za nim wchodziła laska i tak było aż do średniowiecza (np. wspólne wyjście do karczmy) dopiero niedawno zrobił się z tego jakiś "zwyczaj" i odwrócenie ról z przepuszczaniem się w drzwiach, co nie ma kompletnie żadnego logicznego uzasadnienia, bo nadal puszczona przodem panna może zarobić w cymbał lecącym kuflem na przykład albo krzesłem i tyle będzie z uprzejmości kolesia, który będzie musiał ja wieźć do szpitala na szycie zamiast do chaty na ruchanie.
  12. Gościu na tym filmie to jakaś katastrofa jest. Po pierwsze chaotyczne ruchy i nerwowy śmiech wskazują na to, że wymyśla bajki na poczekaniu, po drugie nie wiem co go tak bawi, że marnuje ludziom czas zawracaniem dupy z fejkowego profilu i wyciąganiem ich na bezsensowne spotkania, a po trzecie te jego gimnazjalne suchary sugerują raczej niedorozwój umysłowy, a nie poczucie humoru i faceta z którym można fajnie spędzić czas. Generalnie jestem już za stary na poradniki skutecznego podrywu (mam własne sprawdzone metody) ale ten filmik z pewnością tym nie jest.
  13. Złota zasada mówi - By nie popełniać błędów po alkoholu, ostatni kieliszek zagryzaj kartą sim 😉
  14. Nie no spoko, od dwóch miesięcy się nie odezwałem, to już się nie odezwę, tutaj raczej znam swoje możliwości, nie to nie i chuj, bardziej rozchodzi mnie się o to co w tej zrytej bani tam się kotłuje, jeśli naprawdę sądzi, że po tym wszystkim czym mnie uraczyła, napisze sobie od niechcenia esemesika albo zadzwoni i się zesram chyba z wrażenia czy nawet tam do niej pobiegnę, tak? Po prostu jakoś nie mogę tego przetrawić, że na serio w jej umyśle mógł powstać taki spierdolony plan...
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.