Jump to content
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Atlantis

Użytkownik
  • Content Count

    16
  • Donations

    0.00 PLN 
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

27 Świetna

About Atlantis

  • Rank
    Kot

Profile Information

  • Płeć
    Mężczyzna

Recent Profile Visitors

223 profile views
  1. Ten wzór nie mówi o tym ile energii potrzeba do rozpędzenia czegokolwiek, ale o tym ile wynosi energia ciała, które ma jakąś masę. Można go użyć np. aby policzyć ile energii wyzwoli się podczas reakcji rozszczepienia, gdy znamy masę przed i po. Dodatkowo, masa ciała zawsze jest stała, niezależnie od prędkości. Pojęcie masy relatywistycznej to inna para kaloszy.
  2. Jeśli zachowają obecne umowy ekonomiczne, decyzja jest raczej na plus. Ciężko wyrokować w tym momencie, bo nie wiemy jak w rzeczywistości stosunki EU-UK będą wyglądały. Stawiałbym na początkowe straty, głównie ze względu na wspomnianą niepewność, a potem powrót do normy. Czas pokaże.
  3. Dlatego może warto zwyczjanie raz na jakiś czas ogarnąć sobie coś na boku Zastosować kobiecą strategię - związek z samicą beta, seks z samicą alfa. Wilk syty i owca cała.
  4. Z drugiej strony, jeśli dziewczyna rzeczywiście jest aseksualna, istnieje niewielka szansa, że zapragnie szmacić się na boku z jakimś adonisem. To plus. Może warto podejść do sprawy pragmatycznie - taka laska to dobry towar do zawarcia umowy biznesowej zwanej małżeństwem (widać, że masz to w przyszłości w planach). Pożądanie zawsze przemija, a przynajmniej dobrze czujesz się w jej towarzystwie. A seks zawsze można ogarnąć na boku - divy etc.
  5. Polska to jeden z najtańszych krajów Europy. Taniej jest może na Ukrainie i gdzieniegdzie na Bałkanach. Porównania w stylu: ceny w Lidlu w PL i DE są sporym nadużyciem - to normalne, że produkt produkowany w jednej fabryce i sprzedawany w całej Europie będzie miał podobną cenę. Żeby takie porównanie było sensowne, należałoby do koszyka produktów dorzucić różnego rodzaju usługi i opłaty. Naprawdę, nie jest źle. Jestem często w delegacji w UK. Pracowałem we Włoszech, Hiszpanii, Holandii. To mit, że na zachodzie mieszkają sami krezusi. Wiadomo, że przez lata udało im się zgromadzić dużo większy majątek, ale relacja zarobki/ceny często wychodzi korzystnie dla PL.
  6. Pozwolę sobie wtrącić swoje 3 grosze do dyskusji, gdyż zauważam pewne błedy w założeniach, które są powielane w każdej dyskusji tego typu. Warto uzmysłowić sobie, że: 1. Wojsko polskie pełni funkcję wyłącznie REPREZENTACYJNĄ i w obecnych czasach nie ma zdolności do prowadzenia wojny z praktycznie żadnym z potencjalnych przeciwników. Wynika to z tego, że jesteśmy małym krajem w Europie Wschodniej, dodatkowo mocno zniszczonym panowaniem komunizmu. Nasz kraj nie ma fizycznej możliwości zorganizowania takich środków, aby nasza armia posiadała zdolność bojową (zamożność obywateli, ilość obywateli -> możliwość poboru podatków). Wszystkie zakupy, których dokonaliśmy w ostanich czasach są po to, aby pierwszy sekretarz mógł powiedzieć coś miłego na defiladzie. Dodatkowo, nasza armia nigdy nie brała udziału w realnym konflikcie, poza nieistotnymi wyjątami typu Irak, Afganistan. Nie mamy pojęcia o wojnie, w wyniku czego, gdyby nasz kraj zostałby napadnięty, połowa żołnierzy by zdezerterowała (i słusznie). 2. Potencjalna wojna w XXI w. nie będzie wyglądała tak jak w 1939r. Dzisiejsza wojskowość to nie żołnierze z pepeszami, lecz rakiety, myśliwce, bombowce, drony etc. Cały ruch preppersowski przygotowywuje się do najazdu III Rzeszy na Polskę w 1939r. a nie do najazdu współczesnej Bundeswehry. Wynika to chyba z jakiejś nostalgii za czasami przeszłymi i tęsknotą za zabawą w wojsko z przedszkola. 3. Wojna w dzisiejszych czasach (w Europie) nie ma żadnego sensu. Wojny wybuchały przez setki lat, gdyż przynosiły realne zyski, a konsekwencje ich wybuchów były niewielkie. Państwo Piastów zagarniające nowe tereny mogło liczyć na wzrost wpływów podatkowych (z racji przejęcia ludności), dostęp do nowych zasobów naturalnych etc. Państwa nie były gospodarczo tak połączone ze sobą jak dzisiaj, a każde z nich było niejako samowystarczalne. Potencjalny odwet i zerwanie stosunków dyplomatycznych nie niósł za sobą żadnych konsekwencji. Dzisiaj zamrożenie stosunków handlowych z sąsiadem lub rakieta lądująca w stolicy jest kompletną tragedią, będącą w stanie spacyfikować całe państwo. Zauważcie, że aktualnie wojny są toczone w krajach 3 świata, daleko od macierzystego lądu najeźdźcy - tam gdzie jest on nietykalny i gdzie można coś ugrać z takiej wojny (np. gdy kraj posiada duże złoża ropy i można nakłonić go do sprzedawania jej za bezcen). Przypuśćmy jednak, że powyższe założenia idą w łeb i rozważmy najgorsze scenariusze. 1. Rosja napada Polskę -> Nasz kraj zostaje spacyfikowany w 24h. Infrastruktura jest zniszczona. Żadne wojsko nie stawia się na polu walki w tak krótkim czasie, nie mówiąc już o jakichkolwiek panach w ciężarówce, chodzących po mieszkaniach i zabierających młodych mężczyzn. My w ogóle mamy odpowiednią ilość sprzętu, żeby ich wyposażyć? 2. Niemcy napadają Polskę - jak wyżej. 3. Globalny konflikt USA-Rosja-Chiny -> wszystko zostaje rozpierdolone w parę godzin. Dziwi mnie, że w dzisiejszych czasach ktoś myśli, że jakieś budowanie schronów lub gromadzenie jakichś puszek z fasolą coś mu da. Jeśli naprawdę martwisz się, że wojna może wybuchnąć, sugeruję: - Obserwować sytuacje geopolityczną, aby móc oszacować realne zagrożenie odpowiednio wcześnie. - Gromadzić środki potrzebne do ucieczki - waluty krajów, których zniknięcie będzie oznaczało koniec świata jaki znamy - USD, CHF. Kryptowaluty - co prawda ich wartość spadnie do zera, gdy zabraknie sieci, ale cała globalna rozproszona sieć zniknie dopiero w momencie kompletnej zagłady naszego gatunku. Nie warto kupować nieruchomości, ziemi, gdyż ich wartość w momencie wybuchu wojny spadnie do 0. Warto gromadzić złoto. - Uciekać odpowiednio wcześnie -> RPA, Australia, Ameryka Południowa etc. Będąc dobrze przygotowanym i o odpowiednio wczesnej porze, taką migrację da się przeprowadzić w 24h.
  7. Powinieneś jeść tłuszcze, nie węglowodany. Podjadanie słodyczy sprawia, że poziom cukru we krwi gwałtownie rośnie i spada, a po chwili znów jesteś głodny. Sięgasz po kolejne przekąski, a koło się zamyka. Chudnięcie na diecie wysokowęglowodanowej to mordęga (powiedziałbym, że dla wielu osób wręcz niemożliwe). Spróbuj keto. 2 posiłki dziennie obfite w tłuszcze wystarczą Ci na cały dzień. Nie będziesz czuł głodu.
  8. Cześć, Okołoświateczny okres urlopowy zmusił mnie do pewnych refleksji nad swoim życiem. Wciąż jestem dość młody (27 lat), mieszkam w dużym mieście, mam fajną pracę (IT), z dużymi perspektywami rozwoju. Znajomi jacyś tam są, hobby jakieś są, rozwój osobisty jest, kredytów brak. Poza pracą i robieniem rzeczy na które mam ochotę nie mam żadnych zobowiązań. Zacząłem zastanawiać się czy w mojej obecnej sytuacji mieszkanie w Polsce ma sens. Półroczna jesieniozima wykańcza mnie psychicznie. Brakuje mi liści na drzewach, imprez na plaży, siedzenia przy ognisku i słońca. Czuję, że chciałbym spakować się w dwie walizki i wyjechać gdzieś na rok czy dwa. Z drugiej strony obawiam się czy dałbym radę, odcięty od znajomych i rodziny. Jestem raczej introwertykiem i w chwilach słabości zdarza mi się zamykanie w sobie i życie przeszłością. Docieramy jednak do tytułowego pytania. Dokąd emigrować? Zalezy mi na tym, aby było ciepło i aby lokalny rynek pracy umożliwiał mi rozwój. Na pewno ogranicza mnie znajomość języka (na poziomie biznesowym poza językiem polskim znam na razie tylko angielski). Najbardziej pasowałyby ciepłe rejony US - Kalifornia, San Francisco etc. Z tego co wiem, emigracja tam to jednak ciężki orzech do zgryzienia, patrząc na przepisy wizowe, etc. A może Hiszpania? Tam jednak gorzej o pracę. Any ideas? Co byście zrobili na moim miejscu?
  9. Ostatnimi czasy zdarza mi się brać korepetycje z hiszpańskiego u Hiszpana mieszkającego od kilku lat w Polsce. Co raz zaszczyca mnie jakąś opowieścią o ruchaniu zaczerpniętą ze swojego życia. Gość nie jest wcale mega przystojny, do tego ma lekkiego zeza. Nie mniej jednak sądzę, że mówi prawdę. Tak jak było wcześniej wspomniane, Polki lecą na obcokrajowców, gdyż taki związek jest dla nich obietnicą lepszego życia i poprawy statusu. Akcje panny związanej z takim Hiszpanem lecą automatycznie w górę. Jest podziwiana przez koleżanki i uznawana za lepszą. Staram się jednak tego nie negować, gdyż mając do wyboru związek z Polką lub Japonką bez namysłu wybrałbym tą drugą. Znam dość dobrze kulturę hiszpańską, jak i włoską, pracowałem z każdym w tych krajów po parę miesięcy. Ichniejsi faceci nie mają kija w dupie tak jak my, są bezpośredni w stosunku do kobiet, co podoba się naszym rodaczkom. Oczywiście, w tych krajach zdarzają się jak to mówicie "cioty", jednak z drugiej strony u nas pełno jest sebiksów i innych prostaków z nizin społecznych. Co do różnic między Polkami i Hiszpankami - uważam, że Hiszpanki to wspaniałe kobiety, otwarte na poznawanie nowych ludzi i nie mające kompleksów. Hiszpanka nie ma problemu, żeby od czasu do czasu sama zapłacić za mężczyznę, np. w ramach jakiegoś podziękowania. Nie jest to dla niej uwłaczające, bo traktuje faceta jako człowieka równego sobie. Nie będzie też miała problemu, aby pogadać z nieznajomym. Do dziś pamiętam, gdy przy poznaniu koleżanki z zespołu (Hiszpanki) zostałem pocałowany w oba policzki. Taka kultura. Dla zachowania zdrowia psychicznego, polecam raz na jakiś czas wybrać się na półwysep Iberyjski, a pannom znad Wisły pokazać środkowy palec.
  10. A dlaczego nie? Jak wiemy status jest ważny dla każdej kobiety. Co prawda dla jednej mniej a dla drugiej bardziej, ale reguła zawsze występuje. One po prostu takie są. Posiadając więc auto zyskujemy dostęp do szerszego grona kobiet. Czy jest więc coś w tym złego? Mieszkam w Warszawie i z praktycznego punktu widzenia samochód nie jest mi potrzebny. W razie czego dobrze sprawuje się Uber czy wypożyczalnie w momencie, gdy przychodzi potrzeba jakiegoś grubszego wyjazdu. Z drugiej strony, czy warto patrzeć na życie wyłącznie praktycznie? Po co kupujemy drogie zegarki? Timex pokaże tą samą godzinę ...
  11. Jak w temacie. Od dłuższego czasu obserwuję u moich znajomych prześciganie się w kupowaniu samochodów na które ich nie stać. Odnoszę wrażenie, że facet nie posiadający samochodu jest postrzegany jako nieudacznik. Szczególnie widoczne jest to na weselach, gdzie roi się od komentarzy w stylu "A ten pan młody zamiast kupić porządne auto to włóczył się po świecie", "A to wy nie samochodem?", "Niee, nie zmieszczę tych kartonów w moim aucie ". Osobiście nie posiadam samochodu, mam 25 lat i wolę aby w tym wieku ten 1k PLN miesięcznie wpływał na konto oszczędnościowe, a nie był topiony w jakimś gruchocie. Czy jestem odosobniony w tym myśleniu? Czy może moje rozumowanie jest błędne i powinienem zakup samochodu rozpatrywać raczej jako wydatek reprezentacyjny? Dlaczego furka w naszym kraju jest postrzegana jako dobro podstawowe?
  12. Analiza danych to obecnie dobry kierunek do rozwoju. Sugerowałbym rzucenie obecnych studiów (I stopień już masz, po co przechodzić przez to raz jeszcze). Matematyka na licencjacie to dobry punkt wyjścia. Pójdź na analizę danych zaocznie (mgr). W międzyczasie możesz zrobić parę kursów online (np. na Udemy są fajne, nie kosztują dużo). Jako, że trochę siedzę w branży, są w Warszawie firmy doradcze, które biorą "specjalistów" od BI/Data Science bez doświadczenia. Załóż konto na LinkedIn, znajdź pracę. Nie daj sobie wmówić, że studia to najlepszy okres w życiu, a po nim nic już Cię nie czeka. Z kolei nie daj również wmówić sobie, że studia są kompletnie bezużyteczne. Znajdź złoty środek. Pieniądze będą dobre, nawet w PL. Powodzenia!
  13. Dzień dobry bracia samcy!
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.