Jump to content
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

wolnystrzelec

Użytkownik
  • Content Count

    82
  • Donations

    0.00 PLN 
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

63 Świetna

About wolnystrzelec

  • Rank
    Kot

Profile Information

  • Płeć
    Mężczyzna
  • Miejscowość
    Łódź

Recent Profile Visitors

404 profile views
  1. Zrozumiała sprawa z Twojej perspektywy, @Marek Kotoński, aczkolwiek ja obejrzałem na chłodno, bez uprzedzeń. W tym akurat nagraniu widać, że chłopak sensownie rozumuje i dostrzega podwójne standardy kobiet. I o dziwo materiał wpisuje się w ideę forum. Kto wie, może Spysiński co nieco przeżył lub przynajmniej przeczytał.
  2. "małżeństwo jest dla ciebie gwarantem stałego seksu" Co za bzdura. Ani nie jest gwarantem, ani nie po to się je zawiera. A jeśli ktoś tak robi, cóż... pozostaje współczuć. "Byłem dupkiem" Klasyka. Jak w bajce dla dzieci - winny może być tylko jeden. Ten czarny charakter. Czyli oczywiście mężczyzna. Jak dobrze, że sam wie, gdzie jego miejsce. Po lekturze całości mam ambiwalentne odczucia. Z jednej strony zgoda - fajnie, że promuje się partnerstwo. Ja jako facet nie widzę nic pociągającego w kobiecie, która jest tylko do "zadań domowych", nie ma swojego życia, pasji, jakichś własnych spraw, a jedynie zajmuje się obejściem. Nie poszedłbym na taki układ, tradycyjne role płciowe nie są dla mnie. Nie cierpię mówienia, że mężczyzna "pomaga" w kuchni czy przy dzieciach - to jest tak samo jego kuchnia i jego dzieci (choć z tym bywa różnie), jak jej. Z drugiej strony - artykuł jest napisany z jednej perspektywy. Mężczyzna bije się w piersi. A czy uderzy się w nie kobieta? Czy ona przyzna, że mogłaby postarać się przez cały dzień dla męża/partnera o dobre słowo, komplement, zapewnienie, że da radę czy chociażby ograniczenie roszczeń i zaciśnięcie pasa, gdy na horyzoncie jest wspólny cel? Czy powściągnie się przed porównywaniem, jak to jest u Nowaka czy Kowalskiego? Czy mężczyzna piszący artykuł może poczuć się męsko przy partnerce - tzn. że jest coś wart i jest jej potrzebny, że go podziwia?
  3. Szanowni Panowie, zakładam temat ku przestrodze. Niech pomaga szczególnie młodym, żądnym cielesnych uniesień z gatunku tych nietypowych. Obserwuję w mediach społecznościowych różne osoby - od polityków przez działaczy społecznych, dziennikarzy, feministki, pisarzy, aż po osoby szukające "atencji" (cudzysłów, gdyż słowo to nie jest tu użyte we właściwym, lecz w popularnym ostatnio znaczeniu). Nie jest pewnie dla Was nowością, że istnieją na Instagramie konta młodych kobiet, które otrzymują masę pozytywnego feedbacku tylko dlatego, że są... młodymi kobietami. Nie mam na myśli tylko tych ponadprzeciętnie atrakcyjnych - chodzi o kobiety w ogóle. "Panie instagramowe" zapewne mogłyby wstawić zdjęcie z codziennej czynności w toalecie, a i tak zyskałyby aprobatę. Wiele takich osób podbija sobie "atencję" przez zadawanie pytań w tzw. instastory. Dla niewtajemniczonych: to obrazek lub film, który mogą zobaczyć obserwujący daną osobę przez dobę od dodania. Jeśli padnie pytanie, a osoba je zadająca udzieli odpowiedzi, odpowiedź ta pojawi się wraz z nowo dodanym zdjęciem w kolejnym instastory. Czyli na kolejnym obrazku. Będzie tam też treść zadanego pytania. Na nowym obrazku może być np. wyraz twarzy osoby odpowiadającej jako reakcja na zadane pytanie. Często "instagramowa pani" inicjuje zadawanie pytań tekstem w stylu "ale mi się nudzi, pytajcie". Jedna z obserwowanych przeze mnie "atencjuszek" dostaje co chwilę pytania z gatunku erotycznych. To dziewczyna o urodzie 6/10. Widzę masę próśb o sprzedaż bielizny, skarpet, propozycje płatnych spotkań itp. Sam również miałem kiedyś fake konta pań na podobnych portalach, w tym randkowych. Oczywiście było to samo. Skala męskiego upodlenia jest co najmniej alarmująca. Panowie pisali m.in. z prośbą o poniżanie ich i od razu oferowali za to zapłatę. Sami z siebie, nieproszeni, wysyłali zdjęcia swojego ciała przebranego w damskie ubrania w klimatach japońskiej mangi erotycznej. Byli gotowi zwracać się do wyimaginowanej kobiety per pani, a sami określali siebie mianem psów. Długo można wyliczać. Nie mam już tych kont, bo naprawdę przykro się na to patrzy. Dodam, iż nie inicjowałem rozmów i nie starałem się ich podtrzymywać. Mężczyźni poniżali się na absolutnie własne życzenie. Ciekawi mnie, jakie przykłady dobrowolnego upokorzenia się mężczyzny przed kobietą Wy mieliście okazję zobaczyć. O ile był ciąg dalszy, też warto go opisać, bo może (w co śmiem wątpić) zdarzyło się, iż relacja takiego mężczyzny z kobietą poszła w dobrym kierunku - nie wiem, dobrali się pod względem upodobań czy coś. Jedyna pointa, jaka mi się nasuwa po tych obserwacjach, brzmi: szanuj się, mężczyzno - kobieta nie zrobi tego za Ciebie.
  4. Ja wiem, czy przemoc? Niegospodarność prędzej. Wspólne to trochę co innego. Gdybym prowadził wspólne konto, pewnie trochę liczyłbym się z tym, że przeznaczam tę kasę na nie całkiem swoje cele. Ja ogólnie nie popieram takich wspólności. Dla mnie musi być jasność - to jest moje, tamto twoje i kropka. Ale racja, jak najbardziej wypadałoby skonsultować z mężem, jeśli miałoby pójść ze wspólnej kasy. W drugą stronę też.
  5. Ale proszę, nie mówmy o "dawaniu", bo ja też częściowo dałem siebie. To mega odczłowieczające. Nie poszedłem "na całość", nie chciałem, wyznaczyłem granicę. Może pomyślała, że kiepski ze mnie facet, skoro tego nie robię na pierwszej randce. Trudno. I bez tego czułem się, jak puszczalski. Może się nie spodobałem. Któż to wie. Jeśli rzeczywiście oceniła mnie w stylu "hehe, co to za facet, co nie chce wsadzić" - nie potrzebuję takiej kobiety. Jeśli poszło o wiarę - tym bardziej mi z nią nie po drodze. Reasumując: nie żałuję. Nabyłem doświadczeń.
  6. Trochę przykre, że dyskusja na takie ważne w sumie tematy odbywa się w anturażu prymitywnych heheszków. Wypowiem się krótko: seks bez zgody którejkolwiek ze stron to zawsze gwałt. Także w małżeństwie. Małżeństwo to nie umowa kupna-sprzedaży człowieka. Niechęć do seksu rozwiązuje się rozmowami, terapią, ewentualnie rozstaje się. Nie wyobrażam sobie, jakbym miał zmuszać kobietę do seksu, czy też gdyby kobieta miała zmuszać mnie. Marek też mówił, że mężczyznę da się zgwałcić i ja przyznaję mu rację - da się. Niestety. Zakupy bez zgody? Trochę inny kaliber, niż gwałt. Trzeba być kawałem dzbana, żeby to porównać. Ja bym to nazwał przemocą ekonomiczną ze strony kobiety. I owszem, kradzieżą - jeśli pieniądze należą do męża, a nie do niej.
  7. Dorzucę jeszcze od siebie, że kiedyś zostałem u pani na noc na dość wyraźne zaproszenie, oprócz spędzania miłych chwil przy muzyce dyskutowaliśmy o przyszłości i wyobrażeniach odnośnie związku, a nad ranem już pani nie pasowałem i dowiedziałem się, że mogę co najwyżej pełnić rolę przyjaciela. To był chyba najboleśniejszy nokaut w życiu. Nie mogłem go porównać do żadnego szczeniackiego kosza z liceum. A poróżniły nas kwestie religijne - ona oczekiwała partnera, który weźmie z nią ślub i będzie tworzył wierzącą rodzinę. Ja otwarcie przyznałem, że ślub to nie moja bajka i nastawiam się na związek partnerski. Zostać odrzuconym tuż po chwilach bliskości to coś naprawdę turbo niekomfortowego. Ale jakoś się podniosłem. I szczerze? Dziś z sentymentem wspominam tamtą noc. Cieszę się z fajnie spędzonego czasu i z tej gorzkiej lekcji, bo mnie wzmocniła. Choć oczywiście chodziłem później, jak struty przez dobre kilka miesięcy.
  8. Całkiem sensowny komentarz Mateusza Spysińskiego do wypowiedzi pewnej pani z Instagrama. Zostawiam do przeanalizowania:
  9. Biznes, jak każdy inny. Jest popyt, to jest i podaż. Nie potępiam, aczkolwiek sam nigdy nie płaciłem za takie "przyjemności". Uważam, że z moim SMV nie jest najgorzej i stać mnie na coś lepszego. I to bez płacenia. Zasada "szanuj się, samcu" obowiązuje. Gdyby panowie nie chcieli za to sypać groszem, paniom niekoniecznie by się to opłacało. Tak samo sprzedaż zdjęć czy (o, zgrozo!) noszonej bielizny.
  10. Już wiele razy myślałem: "drugiej takiej nie poznam, będę sam do końca życia" i wypisywałem, płaszczyłem się, prosiłem o drugą szansę, obiecywałem zmianę siebie itd. TAK NIE ROBIMY! Tak robią biali rycerze. Takim białym rycerzem byłem i ja. I może trochę wciąż jestem. Pani czuje wówczas jeszcze większą pogardę do Ciebie. "Niemiła księdzu ofiara? To cielę do domu", jak mawiała moja babcia. Myślisz, że ja "drugiej takiej nie poznałem"? Poznałem jeszcze lepszą. I kolejną. To zawsze tak działa, tylko na etapie, na którym jesteś, trudno w to uwierzyć. Ja to wiem i pewnie wielu z braci-forumowiczów. Dlatego nie śmiejemy się, nie wymądrzamy - rozumiemy. To jest niezwykle przykre. Chciałem się rzucać pod autobus, gdy zerwała ze mną moja pani feministka. A teraz biję się w łeb, gdy sobie o tym pomyślę. Jedyne, co możesz teraz zrobić, to skupić się na czymś innym. Wiem, łatwo powiedzieć. Nie jest mi jednak łatwo, bo parę razy kopniaka w cztery litery dostałem i myślałem, że się nie pozbieram. Do pani nie odzywasz się już, choćby skały załatwiały potrzeby fizjologiczne. Wtedy przynajmniej zachowasz twarz i jak sobie o Tobie pomyśli, to pomyśli z szacunkiem. Może nawet wspomni po jakimś czasie "to był, kurczę, facet z klasą".
  11. Tak nagle zmieniło jej się nastawienie? Coś czuję, że na horyzoncie pojawił się drugi "styk od uziemienia". Wielu z nas trochę białorycerzy mimo posiadania wiedzy z forum i podstaw psychologii ewolucyjnej. Ja również czuję w sobie romantyka - jednego dnia mam niechęć do świata i płci przeciwnej, innego rozmyślam nad związkiem, przepraszam za błahostki i gram misia. Walcz z tym, ale też nie wyrzucaj sobie zanadto - trudno to od razu w sobie pokonać, jeśli świat kształtował nas tak od małego. A tak całkiem na sucho, pomijając motyle w brzuchu - co było z jej strony poza tymi pocałunkami? Zauważyłeś cechy, które wskazywały, że dziewczyna nadaje się na partnerkę? Równoprawną członkinię związku, a nie tylko "misiu, ty się staraj o nas"? Była wzajemność? Było wsparcie? Przypomina mi to formułkę z kościoła z czasów, gdy jeszcze do niego chodziłem. Większość księży mówiła: "módlcie się, aby moją i waszą ofiarę przyjął bóg ojciec wszechmogący", ale jeden kapłan (z mojego miasta rodzinnego) używał innej - "bracia i siostry, módlmy się razem, aby naszą wspólną ofiarę przyjął bóg ojciec wszechmogący". Niby nic, a dużo lepiej się tam czułem. Powiem Ci, na co ja teraz patrzę, bo zmieniło mi się trochę spojrzenie. Nie jest dla mnie już tak ważna atrakcyjność fizyczna, seksy parę razy na dzień, haj hormonalny itd. To wszystko przemija. Owszem, seks i podobanie się sobie jest ważne, ale nad pewnymi sprawami da się popracować. Ja, kurczę, naprawdę wolę mieć spokój i czuć, że na tego drugiego człowieka mogę po prostu liczyć. Cieszy mnie świadomość, że nie będzie jazd i wyrzutów w stylu "nie odezwałeś się pierwszy przez trzy dni? to już ci chyba nie zależy!" itd. Trafiłem na osobę, która rozumie, że mam pracę i czasem nie mogę się odezwać. Nie księżniczkuje. Pisze do mnie, proponuje spotkania, potrafi trochę na mnie poczekać, przyjechać do mnie swoim autem, a jeśli nie znajdę na coś czasu przez obowiązki, to mówi "wiem, że masz pracę, nie przepraszaj". Oczywiście staram się zachowywać wzajemność, ale z takim człowiekiem aż sam czuję, że chcę. Jeśli nawalę, nie dotrzymam słowa - przepraszam (nie mylić z padaniem do stóp) i staram się to jakoś wynagrodzić. Jest RÓWNOŚĆ. Nie wariujemy może w łóżku jak nastolatki, choć seks jest inicjowany przez obie strony. Ale mam to, co najważniejsze dla takiego faceta, jak ja - SPOKÓJ. Nie piszę tego, żeby pokazać, jak jest mi fajnie. Nie wiem, czy tak będzie cały czas, jestem ciągle czujny. Chcę tylko zasygnalizować, żebyś patrzył, jak traktuje Cię kobieta i czy ma cechy czyniące z niej "materiał" na partnerkę, czy tylko Twój mózg oszalał i właściwie nie wiesz, czy na punkcie dobrej osoby. Szukaj wsparcia, zrozumienia, równości i braku roszczeniowości. Szukaj do związku osoby, z którą będziesz mógł się zestarzeć. No chyba, że chcesz tylko się zabawić - wtedy patrz na to, czy ma walory. No i nie zapominaj, że ogumienie ważna rzecz.
  12. To jak to jest? Mogą pracować, są "silnymi i niezależnymi kobietami", pewnie feminizm nie jest im obcy, a i tak mąż ma kupować? Czyli co, gorsze jednak w zarabianiu i oszczędzaniu od samców? Niech się zdecydują. Przypomina mi się moja dawna przełożona, której niepotrzebnie powiedziałem, że mieszkam ze współlokatorami. Jak trochę wzrosły mi zarobki, od razu pytała, czy już wynająłem sam mieszkanie. Nie mogła zrozumieć, że mając 20-parę lat nie mieszkam jeszcze całkiem sam. Twierdziła, że "już mnie chyba stać". Owszem, było mnie stać. I owszem, nie chciałem. Całkowicie świadomie: 1) oszczędność kasy na przyszłość, 2) jest do kogo gębę otworzyć, 3) i tak rzadko przebywam w mieszkaniu. Wynająć samemu zawsze zdążę. A może kupić. Ale pani oczywiście najnowsze iPhone'y itd. Kiedyś głośno zastanawiała się też nad jakimś głośnikiem bluetooth za kilka tysięcy. No spoko, też lubię sprzęt grający, ale nie muszę jego zakupu oznajmiać kilku przypadkowym osobom z firmy jednocześnie. Podejrzewam, że jej wieści niosły się po firmie dalej, niż dźwięk z takiego głośnika, nawet za parę tysięcy. W ogóle smutne jest to w naszej mentalności, że ludzie patrzą na to, co masz tu i teraz - nieważne, że trzeba nabrać kredytów, oszczędności są liche, zabezpieczenia na przyszłość również. Liczy się, że masz najnowszy model telefonu, samochód i parę innych gadżetów. Wtedy otoczenie wie, że cię stać. A jeśli nie kupujesz gadżetów, to myślą, że jesteś biedakiem. Tak naprawdę jednak możesz inwestować w coś zupełnie innego i dużo bardziej sensownego w dalekiej perspektywie. Jest coś, co zawsze skutecznie leczy mnie z nadmiernej chęci kupowania - to wizyta na giełdzie elektronicznej. Widzę tam sprzęt, za który jeszcze kilka lat temu ludzie byli gotowi oddawać nerki - dziś urządzenia te leżą w kartonach, gablotach albo spięte gumkami wśród innych rupieci, wszystko ze śmiesznymi cenami. I mam pewność, że to samo stanie się z dzisiejszymi "cudami techniki".
  13. W tym przypadku akurat wątpię. Z tego, co rozmawialiśmy, miała przykre doświadczenia z innym mężczyzną. Posunął się za daleko wbrew jej woli. De facto doszło do gwałtu. Byłem oczywiście na etapie białorycerstwa, ale dziś również zaoferowałbym takiej osobie wsparcie emocjonalne i starał się pokazać męskość od dobrej strony. Swoją drogą, były sugestie z jej strony, żebyśmy czasem zrobili coś mocniejszego. Oczywiście za zgodą obu stron. O dziwo czasem ja się na coś nie godziłem i ona to szanowała.
  14. A może Denon M41? Tylko ma słabe głośniki fabryczne, więc najlepiej brać sam amplituner, a kolumny dokupić osobno. Mają to w salonach hi-fi, więc można podjechać i przesłuchać z różnymi zestawami, a potem wyrwać używane. Jeśli Denon, to polecam wersję z DAB+ - będzie więcej stacji. Ja generalnie jestem fanem starszego audio, ale więcej ono zajmuje. Zrobiłem niedawno kompromis pt. jeden pełnowymiarowy klocek Sony (radio) + aktywne głośniki Bose. Nie zajmuje dużo miejsca, bo odpada mi wzmacniacz (jest w subwooferze), a gra bardzo przyjemnie. Można tak samo zrobić np. z CD.
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.