Jump to content
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

wolnystrzelec

Użytkownik
  • Content Count

    97
  • Donations

    0.00 PLN 
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

68 Świetna

About wolnystrzelec

  • Rank
    Kot

Profile Information

  • Płeć
    Mężczyzna
  • Miejscowość
    Łódź

Recent Profile Visitors

507 profile views
  1. Tu pełna racja. Tylko prawda jest taka, że seks nie istnieje dla naszej przyjemności, ale dla przedłużenia gatunku. Przyjemność ma nas po prostu zmanipulować, żebyśmy chcieli podjąć kroki w tę stronę. Natura sprytnie to sobie obmyśliła. Myślę, że uświadamianie sobie tego co jakiś czas (a właściwie zawsze, gdy idziemy do łóżka) to podstawa rozsądnego myślenia. Jesteśmy zwierzętami, targają nami instynkty, ale na szczęście możemy sobie je analizować, w przeciwieństwie do "niższych" form organizmów. Tutaj też dopatruję się pewnego mechanizmu, który ma nas, jako zwierzęta, zachęcić do rozmnażania. To faza będąca swoistym wabikiem: I faza, gdy już natura dostała to, co było jej celem - gatunek został przedłużony: Nie miała odpowiedzi, bo zapewne sama tego nie rozumie. I większość ludzi kompletnie to olewa, wierząc w bajeczki o szczęśliwym małżeństwie z gromadką dzieci, powtarzając januszowe żarciki o relacjach damsko-męskich i chrumkając wesoło przy "Barwach szczęścia". Ludzie są często przyziemni, nie zgłębiają swojej natury, a to błąd. Może jestem trochę radykalny, ale uważam, że tak, jak było na samym początku, już nie będzie i trzeba się z tym pogodzić. Haj się skończył, partnerstwo się skończyło, w głowie u pani załączył się inny program/została wgrana aktualizacja i koniec. Teraz priorytet to dzieci, więc będzie działał mechanizm obronny wobec nich, chęć zabezpieczenia im przyszłości, zapewnienia bezpieczeństwa. Wiem, że to okrutne, bo wielu z nas marzy o satysfakcjonującej relacji, która będzie opierała się na wsparciu, równości, bliskości itd. Tylko że to tak nie działa. Sam wielokrotnie dziwiłem się w takich sytuacjach: "co babcia widziała w dziadku, skoro ciągle na niego narzeka?"; "czemu wujek związał się z kobietą, która niszczy mu życie? czy nie widział wcześniej, jaka jest?". Otóż ten dziadek i ta ciotka mogli być zupełnie innymi ludźmi. Po prostu lata związku ich zmieniły. Weszli w inny program.
  2. Jest lato. Może to studentka, a podczas wakacji dorabia sobie w rodzinnych stronach - to optymistyczna wersja. Może być całkiem kumata i ambitna. Znałem trochę dziewczyn z małych miejscowości i zazwyczaj miały parcie na wykształcenie, wyrwanie się jak najdalej. Wręcz widziałem prawidłowość, że moje koleżanki ze szkoły, które pochodziły z największych zadupi, osiągały najlepsze wyniki w nauce. Do jednej takiej kumpeli wpadałem uczyć się matmy, bo była w tym najlepsza w klasie. A zresztą, jak powie niejeden Janusz: "ze wsi to zawsze bardziej robotna".
  3. Randki wyglądały dość standardowo - restauracja, spacer, galeria sztuki itp. Cieszyłem się na randki, bo związek był bardzo emocjonalny, pełen czułości i bardzo szczerych rozmów. Pozwalałem sobie nawet na płacz przy niej, co - jak wiem obecnie - nie jest dobrym pomysłem. Choć ona w takich sytuacjach lubiła mnie przytulać, proponowała to sama i miałem wrażenie, że podoba jej się męska wrażliwość. Aż teraz mi się oczy spociły, gdy o tym piszę. Pamiętam, jak siedzieliśmy u mnie na podłodze po jednym nieporozumieniu i oboje mieliśmy ochotę po prostu się do siebie przytulać bez końca. Ta dziewczyna jest starsza o kilka lat i sam ten fakt bardzo mnie pociągał. Jest też niezwykle wrażliwa, co z jednej strony wielokrotnie mnie irytowało w codziennych sytuacjach, z drugiej - w sytuacjach łóżkowych - dawało efekt niesamowity. Powrotom mówię stanowcze nie, choć w rozmowach z nią pojawił się ten wątek. Sama o tym wspomniała. Mówiła w stylu "gdybyśmy znów mieli być razem, musielibyśmy przepracować to i tamto". Obgadywaliśmy nasz zakończony związek po paru miesiącach, z dystansu, trochę żartując, a trochę poważnie wymieniając obszary, w których oboje nawaliliśmy. Zasygnalizowałem, że powrotu nie biorę pod uwagę. Owszem, zdarza mi się ją wspominać, włączać jej ulubioną muzykę, popłakać sobie. Ale szybko przechodzi. Kontaktu już nie mamy. Przez jakis czas był kontakt czysto koleżeński, ale sama go zerwała, gdy zobaczyła post mojej znajomej sugerujący, że może mnie z nią łączyć coś więcej (to wynikało z charakteru znajomej, nic nie było). Poszło też o moje zasady - nie zareagowałem krytycznie na szowinistyczny żarcik tej znajomej, tymczasem w oczach byłej uchodziłem za feministę. Zazdrość? U mnie nie była na takim poziomie, jak u niej - tego jestem pewny. Była raz zazdrosna o koleżankę, o której pozytywnie się wypowiedziałem. Potrafiła też mocno przeżywać to, że nie napisałem/zadzwoniłem przez kilka dni (ona też tego nie zrobiła, ale tłumaczyła brakiem środków). Sam nie należę do osób bardzo zazdrosnych. Jeśli nawet jestem, nie okazuję tego wprost. Raczej pochlebnie wypowiadam się o osobie, o którą jestem zazdrosny i próbuję zobaczyć, jaka będzie reakcja partnerki. Zazwyczaj u mnie działa to tak: skoro ona lubi tego gościa, to na pewno jest lepszy ode mnie. Wtedy odzywa się moje niskie poczucie własnej wartości i muszę podkreślić różnice między mną a nim, na korzyść tamtego. Lektura forum pomogła mi sporo naprostować. Gdyby nie to miejsce, pewnie dużo trudniej byłoby mi się podnieść po zakończonym związku, chciałbym wracać i ogólnie byłby kocioł pełen emocji. Choć nie ukrywam, że niektóre Wasze posty trudno się czyta i mój wewnętrzny feminista krzyczy wniebogłosy, bo całkiem inaczej to wszystko sobie wyobrażałem. Bardziej równościowo, mniej zwierzęco i instynktownie. Trudno słucha się też Marka cytującego psychologów i mówiącego o tym, że mężczyzna najlepiej sprawdza się w zdobywaniu, a kobieta w dbaniu o dom. Widocznie ja nie pasuję do tego świata, bo taka wizja mnie po prostu odpycha i żadnej strażniczki domowego ogniska nie chcę.
  4. Już sam fakt, że ktoś brałby mnie pod uwagę jedynie jako "ewentualność", gdy nic lepszego się nie trafi, byłby dla mnie wybitnie niekomfortowy, więc trochę trudno mi zrozumieć. Ale jeśli obopólny układ - ich sprawa. Ja zwyczajnie wolałbym inwestować energię i zasoby w związek z kimś, dla kogo będę priorytetem, a nie tylko opcją.
  5. Czy to już Orwell? Osoba zgadza się, ale potem może wycofać zgodę w dowolnym momencie już PO SAMYM WSPÓŁŻYCIU? I powiedzieć, że tak naprawdę to zgody nie było - dobrze rozumiem? Czyżby prawo działało wstecz? Prawo w USA jest precedensowe, więc późniejsze orzecznictwo będzie zapewne czerpać garściami. Niech zgadnę, jaki może być następny krok - zgoda na czynności seksualne będzie musiała zostać wydana nie ustnie, a pisemnie i być może od razu na konkretny okres - pewien rodzaj umowy, jak z operatorem komórkowym.
  6. O bosh, dopiero na to trafiłem, a to przez komentarz @HateMeMore. Pani pisze o zakompleksionych chłopakach, a sama musi mieć nieźle zrypane poczucie własnej wartości, skoro próbuje dowartościować się w ten sposób. Feministki przez takie teksty same siebie sabotują i przestają być wiarygodne. Osóbka nawet nie zadała sobie trudu, by zagłębić się w to, co jest na forum przekazywane, bo Marek wielokrotnie podkreślał, że nie o nienawiść do kobiet chodzi. I przykro mi, bo znam osobiście kilka feministek, które są normalnymi babkami, działającymi w słusznej sprawie - podobnie, jak Marek, z tym, że głównie zwracają uwagę na sytuacje niekorzystne dla kobiet, podczas gdy on sygnalizuje, gdzie źle się dzieje w kwestii mężczyzn. A później wszystkie feministki są "wrzucane do jednego wora". Tylko tak dalej, a na pewno dużo zwojują.
  7. Według mnie - owszem. Chyba, że umówiliście się wcześniej, iż "na śpiocha" też lubicie. Jeśli masz pewność, że Twojej partnerce ZAWSZE podczas snu to odpowiada - spoko. W związki się nie wtrącam - jeśli obu stronom coś odpowiada, niech to robią. Kobiety są jednak różne - inna mogłaby nie być czymś takim zachwycona. A ja sam też zawsze chcę wiedzieć, że w danym momencie uczestniczę w stosunku, zatem tego typu niespodzianki nie są dla mnie.
  8. @Kokodzambo tylko spokojna rozmowa, w której opowiesz krok po kroku, jak było. Akcja niefajna, ale w końcu wszyscy tam byliście i wszyscy piliście, więc jedziecie na jednym wózku. Dziewczyna nie może stawiać się wyżej i twierdzić, że "ty po pijaku coś tam" - ona sama była "po pijaku", jak również ta druga, z którą rzekomo coś robiłeś. Wygląda to niezbyt dobrze z boku, tłumaczenie "pomyłką" też brzmi kiepsko, ale po prostu powiedz jej to, co nam. A jeśli nie będzie porozumienia, nie naciskaj na pozostanie w związku, bo mogą się aktywować manipulacje. Jeśli pani to typ drama queen i logicznej rozmowy nie uwzględnia, może warto po prostu odejść - uwierz, święty spokój jest bezcenny. Nie warto go poświęcać dla jakiejkolwiek kobiety. Zaniepokoiło mnie, że chciałeś uprawiać seks ze śpiącą osobą. Taki człowiek nie jest w stanie wyrazić zgody, więc dla mnie tego typu czyn pachnie gwałtem. Nawet z partnerką czy żoną. Pewnie powiecie, że biały rycerz - no trudno. Ja osoby w jakimkolwiek sensie nieprzytomnej nie tykam. Mogę przytulić. I sam tego wymagam wobec siebie. Może to ekstremalny przykład, ale gdyby kobieta doprowadziła do stosunku ze mną podczas mojego snu i w ten sposób zaszła w ciążę, miałbym płacić na dziecko, którego nie zamierzałem mieć?
  9. Ależ jak najbardziej gorszego. Pomyśl tak: skoro dziewczę nie chce z nim być już teraz, tylko zostawia go sobie jako ewentualność, to musi uważać go za mniej wartościowego, niż potencjalny chad, którego ma szansę (jeszcze) poznać. Gdyby nie uważała go za gorszego, to już teraz olałaby innych i zdecydowała się: to jest ten jedyny, nie chcę już żadnego. A tak cały czas śmiga u niej w głowie algorytm, jak w radiu samochodowym: odbieram sygnał, ale w tle cały czas poszukuję silniejszego.
  10. Nie wiem, jak można pójść na taki układ. Zupełny brak szacunku do siebie i od razu postawienie się w roli gorszego. Taka trochę "nagroda pocieszenia". I ten słynny społeczny przymus wzięcia ślubu. A w kwestii ślubów - trwa w najlepsze sezon weselny i może już przedawkowałem redpill, ale widzę na zdjęciach znajomych takie szczegóły, jak wzrok panny młodej mówiący "dobra, chajtnęłam się, żebyście nie gadali, że stara panna, ale niech ta szopka się już kończy". Pan młody taki średni z wyglądu, trochę beta. Z kolei u koleżanki ze studiów, która wyszła za typka 8/10 pracującego w jednym ze słynnych ośrodków badań jądrowych, mina na zdjęciach iście anielska. Pani zapatrzona, jak w obrazek.
  11. Jedna z moich relacji zakończyła się kulturalnie, bez złości, raczej z cichymi łzami po obu stronach (ja zrywałem). Innym razem, gdy zrywała druga strona, usłyszałem: "przy tobie czułam się, jak g**no, a to ty powinieneś się tak czuć".
  12. - dzieci z poprzedniego związku (i to aż trójka) - mieszkanie u pani (a więc na jej warunkach) - wieś - teściowa w tym samym domu Stary, nikt tu nie będzie ukrywać, że to nieciekawe kombo. Czerwona lampka jest, ale chłopakowi nie wytłumaczysz, jak się zakochał. Bardzo schematycznie. W moim otoczeniu widzę wręcz sytuacje, w których single powyżej pewnego wieku są uważani za "produkt wybrakowany", ewentualnie "niebezpieczny". Pamiętam mojego nauczyciela, na temat którego chodziły plotki, że lubi chłopaków. Facet obecnie 60+ cieszy się życiem, lata na zagraniczne wakacje i rozwija pasję, a nigdy się nie ożenił. Jego prawdziwa orientacja zupełnie mnie nie interesuje, ale widać, że gość ma masę energii - udziela się dla szkoły i miasta. Swego czasu trochę z nim współpracowałem i nigdy nie dopatrzyłem się niestosowności czy poufałości, choć ewidentnie jest "inny". Przede wszystkim nie wydaje się smutnym, przygniecionym życiem dziadkiem, ale gościem, z którym da się pogadać na wiele tematów, głównie związanych z kulturą. Gorzej niestety wypadał jako nauczyciel. Nie na siłę. Stracisz kumpla, a nic nie poradzisz. Oni sobie o tym pogadają z myszką, a Ty będziesz "tym złym". Często tak jest z wtrącaniem się do związków. Red pilla musi łyknąć sam, na chłodno - na pewno nie w obecnym stanie umysłu. Wspieraj go, rozmawiaj z nim, ciesz się jego szczęściem (jak radziła jego siostra), ale nie do przesady. Bądź czujny. Jeśli poprosi o poradę dotyczącą jakiejś sytuacji w związku, bardzo delikatnie zwróć mu przy tym uwagę na psychologię ewolucyjną i szanowanie siebie. Stopniowo powiesz wtedy o "trzymaniu ramy", białorycerstwie, SMV, alfach i betach. Nic z grubej rury. Oby trafił jak najlepiej - tego i ja mu życzę. Domyślam się, że sposób działania relacji damsko-męskich odkryłeś dosyć niedawno, stąd ta energia do działania i chęć zbawienia świata. Musisz wrzucić na luz i nauczyć się częściej przyjmować rolę bezpiecznego obserwatora.
  13. Mniej więcej 10 lat temu, gdy zacząłem swoją "przygodę" z płcią przeciwną, byłem skłonny bardzo emocjonalnie podchodzić do relacji i "przepraszać, że żyję". Pisałem pewien czas z dziewczyną z mojego województwa. Było to w liceum, kontynuowałem nawet przez chwilę na studiach. Kupiłem dla niej specjalny papier listowy w kwiaty. Na co dzień były sms-y i gg. Pani wydawała mi się typem romantyczki i humanistki, aczkolwiek pamiętam do dziś, jak to ja pomagałem jej zdalnie w pisaniu wypracowania. Później, gdy jakiś inny chłopak zostawiał jej sweet wpisy na nk (ktoś jeszcze pamięta ten portal?), ona cieszyła się, nie usuwała, a jednocześnie twierdziła, że gość się do niej przyczepił. Ja natomiast - uwaga - obgadywałem sytuację ze znajomym księdzem(!). Pytałem, co by mi polecił w tej sytuacji. On przywoływał w pamięci historie, gdy przed pójściem do seminarium sam spotykał się z dziewczynami, podnosił mnie na duchu. Do dziś mam w głowie pewną wymianę zdań z ową panią: - czy mogę ci zaufać? - oczywiście - uff, uff. Inna historia - tuż po studiach. Była randka w sieciówce, a potem wylądowałem w mieszkaniu świeżo poznanej pani, będącej bardzo w moim typie. Pierwsze, co zacząłem robić, to... bawienie się jej sprzętem grającym. Ustawiałem muzykę i gadałem na ten temat. Gdy pani przeszła do (niemuzycznych) konkretów, poczułem się sparaliżowany i zacząłem jej wyznaczać granice. W międzyczasie rozmawialiśmy o poglądach i planach na życie. Gdy na koniec stwierdziła, że różnimy się pod względem religijnym, ale możemy być przyjaciółmi, wybiegłem z mieszkania z płaczem. Potem wypisywałem jeszcze do niej wielokrotnie mimo tego, że usunąłem ją ze znajomych. Obwiniałem o wszystko jej wiarę w boga. Pisałem w stylu „co to za bóg, który stoi na drodze do szczęścia dwóch osób”. Matko bosko kochano, ale idiotą byłem. Oczywiście odpowiedź nie nadeszła. Konsultowałem się wtedy z moją dobrą przyjaciółką ze studiów (czysta przyjaźń), czy aby dobrym rozwiązaniem nie byłoby kupienie dużego bukietu kwiatów i czekanie na tamtą panią pod jej domem. Tak, wiem. Nie bijcie za mocno. Po krótkim związku z inną panią (taką o artystycznej duszy) zostałem rzucony. Głównie przez rozpierdziel emocjonalny, jaki panował mi wówczas w głowie i niską samoocenę (tu akurat zupełnie się nie dziwię - miała rację). Natomiast zrobiła to w mało dystyngowany sposób - wybrała moment tuż po tym, jak wysłałem jej oryginalnie nagrane życzenia na Dzień Kobiet (forma sondy ulicznej). Byłem w szoku, że padło właśnie na tę chwilę, skoro mogła wybrać każdą inną. Mimo że zdaję sobie sprawę ze swoich ówczesnych problemów emocjonalnych, taki sposób zerwania wciąż uważam za wyjątkowo podły. Nie mogłem odpuścić i pisałem, przepraszałem, prosiłem o kolejną szansę, o przemyślenie całej sytuacji, czym jeszcze bardziej się pogrążyłem. Kiedyś, za młodzieńczych lat, dla koleżanki z obozu zbierałem karteczki z Muzeum Powstania Warszawskiego, bo twierdziła, że nie wybierze się przez złe samopoczucie. Wielokrotnie do dziś zdarza mi się słuchać piosenek kojarzących się z byłymi. Zawsze rozwala mnie to emocjonalnie, ale uodporniłem się już na tyle, że nie napiszę pod wpływem muzyki.
  14. Na podobnej zasadzie ludzie śpiewają „Last Christmas” jako ciepły, świąteczny hit, a tak naprawdę to piosenka o odrzuconej miłości. Albo „Enola Gay” jako wesoły przebój taneczny wielu imprez lat 90-tych.
  15. Zrozumiała sprawa z Twojej perspektywy, @Marek Kotoński, aczkolwiek ja obejrzałem na chłodno, bez uprzedzeń. W tym akurat nagraniu widać, że chłopak sensownie rozumuje i dostrzega podwójne standardy kobiet. I o dziwo materiał wpisuje się w ideę forum. Kto wie, może Spysiński co nieco przeżył lub przynajmniej przeczytał.
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.