Jump to content
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Songohan

Użytkownik
  • Content Count

    42
  • Donations

    0.00 PLN 
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

21 Świetna

About Songohan

  • Rank
    Kot

Profile Information

  • Płeć
    Mężczyzna

Recent Profile Visitors

The recent visitors block is disabled and is not being shown to other users.

  1. Smutne to, ale masz pewnie racje. Psycha mi siada od pełnego krzyża. Czasem zastanawiam się , czy nie mam jakiegoś problemu, bo nie ma dnia, żebym o sexie nie myślał. Macie racje. Do pewnych siebie nie należałem nigdy. Najczęściej takiego grałem, a gdy brakowało argumentów , zaczynałem się stresować i włączał się mechanizm obronny... czyli agresja. Wtedy często ludzie odpuszczali, bo do "małych" nie należę i przypied**ć potrafię. Ale to dawne czasy, trochę z wiekiem się zmieniłem, też pracuje nad sobą. Ale nie jest jeszcze tak jak bym chciał. Czy szukałem podobnych wątków. Szukałem, błądzę trochę po tym forum, bo jest tyle ciekawych tematów, że zawsze jakiś mnie zatrzyma i go czytam. Więc może macie jakieś ciekawe, to poproszę o wstawienie. Teraz próbuje zebrać siebie do kupy i przemyśleć i ustawić priorytety kolejnych "checkpointów" , które muszę odhaczyć przy przemianie. Przy okazji. Jak usadzić wścibską teściową, tak żeby nie rozpocząć kolejnego frontu z żoną ? Niemiłosiernie mnie wkurza jej wsadzanie nosa, poprawianie mnie, wpychanie swoich mądrości do dzieci przy mnie. Czasem nie wytrzymam i jej wypalę delikatnie, że sam sobie poradzę albo że nie potrzebuje pomocy. Ale też często zaciskam zęby. Rozmawiałem z nią kiedyś, ale to nic nie daje. Ona ma po prostu taki charakter, że wszystkim chce doradzać, "niby" pomagać nadzorem.
  2. Słuchajcie muszę być całkowicie szczery. Tutaj piszę tylko o złych stronach żony, więc też chyba warto napisać o swoich. Żona też nie jest typową szlachcianką, co tylko leży i czeka na gotowe. Pracuje, też ma dodatkowe 'fuchy', ogarnia dom, zakupy, obiady, dzieci itd. Więc pod tym kątem nie mam źle. Gorzej jeżeli chodzi o nasze relacje. Tutaj to kuleje. Ja z kolei mam swoje problemy i emocjonalne i w życiu, chociażby posrany perfekcjonizm, który nie raz był powodem kłótni. Na pewno często nie radzę sobie z emocjami, stąd - jak pisałem wcześniej jestem (byłem) wybuchowy . Mam jeszcze inne wady, ale kto ich nie ma w tych czasach. Jedną z nich to też to, że nie potrafię być egoistą,co wcześniej pisali koledzy. Zdrowy egoizm, to coś czego nie potrafię się nauczyć. Teraz jak o tym myślę, to widzę jak to mogło wpływać na związek i rozwój relacji, bo ulegałem w wielu kwestiach, chociażby łóżkowych. Coś żonie nie pasowało, no to ok, nie będę zmuszał. Brakło i brakuje mi jaj. Za bardzo odbieram wszystko emocjami i jak tutaj z Wami piszę i czytam inne wątki, to zaczynam baaaaardzoo pomały chyba chwytać. Że też latałem jak rozkapryszone dziecko czasem. No ale dlatego dojrzałem do kwestii terapii, czego wcześniej się wstydziłem i broniłem za wszelką ceną. Ale praca wciąż trwa. Dlatego rozwód (co się pewnie wieku nie spodoba ) to jeszcze nie jedyne wyjście. Przynajmniej nie teraz bo ja nic nie mam na swoją obronę , więc stoję na straconej pozycji . Opanowanie, na chłodno analiza, nie wdawać się w gierki, obserwacja i zbieranie haków , tak na przyszłość. No i praca nad sobą , dużo pracy. Od marca trochę za mało się przykładałem , tak jak to już zostało zauważone. p.s. nie zabijcie mnie za szczerość, ale inaczej te rozmowy nie mają sensu dzięki za pomoc!
  3. Źle mnie odebrałeś. nie miałem na myśli tutaj ludzi , broń boże, za mało jeszcze zaczytałem forum ,żeby wyrobić sobie opinię o ludziach. Zaznaczam, nie o Was mi chodzi!! Znam w życiu takie przypadki. Są to osoby, które wolą po rozwodzie melanżować, bawić się z dupami, a dziecka nawet nie odwiedzają! Umawiają się z synem , że pójdą na piłę, a nie przychodzą, a później się okazuje że poszli na imprezę, albo wyjechali na wycieczkę z kumplami. A dziecko cierpi, bo tęskni do ojca, który woli chlać i np. grać w automaty. Matka nie utrudnia kontaktu, wręcz sama dopytuje i przypomina, że miał syna gdzieś zabrać. Dla mnie to jest frajerstwo i brak dojrzałości. Bo co dziecko jest winne, że starzy się nie potrafią dogadać. Ja takiego podejścia nie rozumiem i nie akceptuję. I o takich typów mi chodziło, a nie o Was. Więc coś mnie źle zrozumiałeś. Ja nigdy bym się dupą do własnych dzieci nie odwrócił i tyle w kwestii. Może masz racje, że zbyt osobiście odbieram pewne wpisy. Muszę dostroić trochę odbiór.
  4. Być może zmieni się to podejście. Na razie jak sobie pomyślę, że jakiś ciul będzie mi syna ustawiał to mi się nóż w kieszeni otwiera. Ale być może to pieśń przyszłości i być może dojrzeje do tego. Muszę to przepracować wewnętrznie i poświęcić czas na analizę. Na pewno sensownie piszesz (pewnie też masz rację - potwierdzoną własną autopsją). Bardzo szanuję Twoje obiektywne podejście do mojej sytuacji bez personalnych wyjazdów. Czy masz gdzieś tutaj opisaną swoja historię ? Jeżeli nie to mógłbyś nakreślić co nieco. Powiem szczerze, że jestem bardzo ciekawy. Dzięki. chyba znalazłem.
  5. Ty masz dzieci , jesteś po rozwodzie lub coś w tym stylu ? Widzę, że wyśmiewasz większość moich wpisów lub jedziesz po mnie jak po dzikiej kobyle.
  6. Dotarło. Spokój i opanowanie, będę się tego trzymał. W ogóle mam czasem wrażenie, że ona mnie prowokuje do wybuchów. Dla koleżanek lamentuje jak jej zle., a w domu przyjmuje postawę byka. Jeszcze kurwa święta się zbliżają, a tu się otworzyła puszka Pandory. Trudno. Ale nie pozwolę żeby jakiś fagas wychowywał mi dziecko, gdyby doszło do rozwodu i ona poszła do innego typa. Już wolę trwać na straży i poświęcić życie dzieciom. Odchowam dzieciaki i wtedy możemy się rozstać. Nie zrozumie tego nikt kto nie ma dzieci lub ma na nie wywalone... A znam takich frajerów. Póki co dobrze sobie radze z panowaniem nad sobą. To że pisze ,że bym ja rozszarpal lub że cos mnie boli , to pisze tutaj na forum, bo nie mam do kogo ryja otworzyć. Ale skutecznie tłumie to w sobie .
  7. no tak, tylko jak na to reagować. Jak mówię, że sobie tego nie życzę i takiego traktowania, to ona ma to w dupie i nic z tego sobie nie robi. Jeszcze jest zafochana itd. Tutaj terapia szokowa by się przydała, żebym spakował torbę i się wyniósł. Ale mam obawy, ze nawet to by nie wpłynęło na nią, bo miałaby to czego chce, czyli wolną amerykankę. A dodatkowo w sądzie kartę przetargową, że wywaliłem jajca na dzieci i się wyniosłem- czyli marny ze mnie ojciec...
  8. Zgadzam się z Tobą, że muszę być opanowany. Ale jak słyszę teksty pt. "nie uważam, że muszę ci się z czegokolwiek tłumaczyć", gdy pytam dlaczego czegoś tam nie zrobiła na co się umawialiśmy (już nie będę rozpisywał) to mnie krew zalewa i mam ochotę jej dosłownie przypi****ić. Jak na to reagować spokojnie ???. Dla mnie to jest szczyt bezczelności i chamstwa. Właśnie o to też chciałem zapytać. Dlaczego tutaj większość radzi terapeutę faceta ? Niestety u mnie w mieście mało jest w ogóle terapeutów, a facetów to na palcach jednej ręki można policzyć. I renomy nie mają dobrej. Natomiast w kobietach terapeutkach można przebierać. I są z naprawdę dobrymi opiniami. Mam znajomych , co też chodzą to terapeutek i sobie chwalą. Terapia nie jest tylko w kwestii rozpadającego (lub już nieistniejącego ) małżeństwa, ale w kwestii pracy nad sobą, nad swoimi problemami emocjonalnymi, nerwicą itp. To są tematy chyba niezależne od płci, a babka do której chodzę ma spore doświadczenie w tych kwestiach. Dlatego zastanawiam się czy zmiana na faceta (z mniejszym stażem i opiniami) jest konieczna ? Marny terapeuta może sporo namieszać. Więc proszę Was (jeżeli ktoś zrobiła taką zmianę) o opinie w tym temacie. Aha, terapia przez skype odpada, bo z domu (przy dzieciach i małży) nie dam rady.
  9. Roger that. Dzisiaj cały dzień o tym myślę. Dochodzę do wniosku, ze jednak jeszcze mi na niej zależy, inaczej bym miał to gdzieś i tak się nie przejmował. Nie jest też tak jak wcześniej pisali , że ona mną pomiata. Patologii u nas nie ma. Jak się pokłócimy to faktycznie lecą różne teksty, ale z dwóch stron. Muszę być uczciwy i przyznać, że też nie jestem bez winy, bo jestem wybuchowy. Dlatego pkt. 1 biorę na tapetę w najbliższym czasie. Przyda mi się to też w życiu i w kontaktach z dziećmi. Oczywiście reszta punktów też jest bardzo istotna, łącznie z pkt.4, w co raczej nie wierze, ale być czujnym nie zaszkodzi. Czytam to forum, to jest kopalnia i ma bardzo dużo materiałów. Zanim przekopie wszystko to minie sporo czasu, dlatego mam prośbę o polecenie jakichś ciekawszych wątków (historii), z którymi powinienem zapoznać się jak najszybciej ?
  10. Nie nie jestem trollem. Dzięki za tą i poprzednia długa odpowiedź. Widac , że twardo stąpasz po ziemi i znasz się na rzeczy. Pisałeś m.in. żeby wszystko na chłodno obserwować i bez złości i agresji reagować. Powiem ci , że to jedno z trudniejszych zadań. Boli mnie ta sytuacja , a jestem emocjonalna osoba. W sensie rodzina najbliższa i dalszą zawsze była u mnie na pierwszym miejscu. Dlatego jak się u mnie sypie to reaguje bardzo emocjonalnie. I to jest pierwszy punkt to przepracowania. Muszę nauczyć się radzić sobie z tym , bo faktycznie przy jakichś spinach , a szczególnie gdy słyszę jaki to jestem straszny i że ona ze mną już nie może, to reaguje złością i momentalnie się nakręcam.
  11. Próbuję, ale nie jest to łatwe w aktualnym czasie , gdzie muszę zapierdzielac do roboty, potem dodatkowe 'fuchy', trening , czas dla dzieci i ich treningi i zajęcia dodatkowe. Dni są za krótkie. Mam też duży negatywny bagaż z dzieciństwa i ogólnie przeszłości i z tym teraz próbuje zrobić porządek. Rozpocząłem psychoterapię , ale to wszystko wymaga czasu. A pół roku kolego to bardzo krótki okres moim zdaniem. A najbardziej mnie szokuje to (w sumie chyba wywołuje bunt i złość) że miałem już wrażenie , że jest lepiej. A tu po jednej kłótni słyszę , że jest zupełnie odwrotnie i że będzie rozwód. Jak kijem w łeb bym dostał.
  12. Raczej nie. Ale detektywa nie wynająłem żeby ją śledził. Generalnie , może to nie zbyt dojrzałe , ale staram się być na bieżąco z jej telefonem i nigdy nic mnie nie zaniepokoiło. Na terapii już byliśmy i nic to nie dało. Tam tylko słyszałem jaki jestem straszny, ona zalewała się łzami , a jak tylko chciałem powiedzieć co mi nie pasuje, co mnie boli lub czego brakuje to od razu słyszałem z że to nie ma sensu, że tutaj nic się nie zmieni, że ona wychodzi itp... może terapeutka kiepska . Nie wiem
  13. Dzieki za rady. Mam dość życia normalnie A teraz się okazuje, że ona nie wraca na noc. Bo dzięki już śpią i chcą z kolegami zostać. Jeżeli chodzi o zdradzanie to wiem , że tego tam nie będzie (nie pytajcie, po prostu wiem ) , bo wiem u kogo jest. Dla mnie to żadne chęci dzieci, tylko ona chce mi przytrzec nosa , bo wyszedłem dzisiaj i trzasnąłem drzwiami po kłótni. Mam ochotę ja rozszarpać. Może i dobrze że nie wróciła. Ale ogólnie czuje się w klinie, nie wiem co robić. Możecie się śmiać że mnie i mną szydzić. Ale boje się rozwodu i to bardzo. Żeby nie było dzieci to pewnie bym to skończył. Chociaż tez nie wiem . Brak mi pewności siebie . Załamany jestem . Sorry za lament , ale gdzieś to muszę wylać Muszę przyjąć taktykę obojętności. Czyli z nią rozmawiać normalnie jakby nigdy nic. Zero dokładania się do kasy. Tylko tyle ile muszę. Z dziećmi normalnie. A uczucia gdzieś na boku wylewać (bez zdradzania) znaleźć sobie jakąś koleżankę. Tylko mną targają takie emocje że mimo, że chce rozmawiać spokojnie , to i tak się nakręcam . Nie wiem jak to opanować. Jakoś muszę nauczyć się oddzielać emocje i traktować życie w tym związku (póki co) jako jakiś proces i odcinać reakcje emocjonalne. Wtedy może byłbym spokojniejszy , z dziećmi miałbym super kontakt i ja bym trochę wstał z kolan. Nie wiem... Myślę na głos.
  14. Witajcie Panowie. Mała, niestety negatywna aktualizacja statusu. Robię coś dla siebie , trenuje , zajmuje się dziećmi , jednak małża dalej skutecznie mnie potrafi załatwić , że czuje poczucie winy. Gdy mam z nią wymianę zdań, to później czuję się awanturnikiem i złym człowiekiem. Wiecznie słyszę jaki jestem straszny , że ona ma mnie dość , że nie wytrzyma ze mną dłużej , że robię afery przy znajomych itp . A jak później pytam znajomych (światków jakiegoś zajścia ) to oni mówią , że nic nie widzieli takiego żebym ja sie rzucał i kłócił. I tak w kółka. Ona ma mnie w garści , bo ja się boje, żeby jebnąć tym wszystkim i się wynieść. Za mocno kocham dzieci. Ogólnie na codzien jestem twardy , ale jak dochodzi do spiny to wymiękam. W sensie twardo stoję przy swoim i walczę o swoją pozycję, nie daje się przegadać , zakrzyczeć i wejść na głowę, ale potem to przeżywam i mam wyrzuty sumienia. A ona , gdy się kłócimy , krzyczy jaki to ja jestem straszny , że mi nic nie pasuje , że z wszystkiego robię problemy , że ona ma dość wylewania łez przeze mnie , po czym.... Za godzinę idzie do koleżanki z uśmiechem i jeszcze perfidnie mi mówi, że nie ma ochoty siedzieć w tym domu, w tej atmosferze i idzie się wygadać na mój temat i że nie ma ochoty ze mną siedzieć. A ja zostaję sam i jak minie wkurwienie zaczynam się dołować po sytuacji ... Jak żyć Panie.....
  15. Wow... Nic dodać nic ująć Może teras Ty będziesz naszym przewodnikiem ? Ja jestem obsrany przez wyjściem z tego matrixa i przydałby się przewodnik.
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.