Jump to content
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Grzesiek

Starszy Użytkownik
  • Content Count

    356
  • Donations

    0.00 PLN 
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    1

Grzesiek last won the day on July 27 2015

Grzesiek had the most liked content!

Community Reputation

196 Świetna

About Grzesiek

  • Rank
    Kapral

Profile Information

  • Płeć
    Mężczyzna

Recent Profile Visitors

1378 profile views
  1. Ja dorzucę coś odmiennego od porad braci powyżej. Nie w tym rzecz, żeby nie robić, tylko robić coś innego. Zamiast ograniczać czas na komputer/internet zacznij przeznaczać czas na inne aktywności. Czy to sport, czy nauka, znajomi, podróże, praca... Możliwości jest mnóstwo. NA początku przez godzinę dziennie przebywaj na powietrzu i próbuj różnych rzeczy. Może na początek te, które lubiłeś w dzieciństwie. Zobacz, co Ci się podoba i stopniowo zwiększaj czas poświęcany na to. Nie da się nie myśleć o czymś, ale da się myśleć w tym czasie o czymś innym. Im więcej myśli poświęcasz na coś, tym bardziej dominuje to Twoje życie.
  2. Czyżby ukryty przekaz? Jesteśmy z Tobą bracie
  3. Zasady i żelazna konsekwencja. Bez względu na konsekwencje, fochy, ciche dni itd. Jak jej się nie podoba, to won. Dopóki nie jesteś gotowy jej rzucić z dnia na dzień, ona ma Cię w garści. Jak wyczuje, że ma pole manewru to zacznie próbować ile może zrobić.
  4. Ruszenie w świat to ryzykowny ruch, zwłaszcza, gdy nie ma się dobrego planu. Kobiety z definicji ryzyka nie lubią, więc są niechętne przygodzie. Z resztą, trudno im się dziwić. Na świecie jest wiele miejsc gorszych niż Polska, a już szczególnie dla kobiety. No i dochodzi jeszcze motyw zostawienia dorobku życia (choćby to była praca w urzędzie), zostawienie rodziny, znajomych, konieczność zaczynania w nowym środowisku od zera. "Wyruszenie w świat" to poważna decyzja, to taka przeprowadzka na sterydach, a jak wiadomo przeprowadzki to jeden z najbardziej stresujących elementów życia (porównywalny ze śmiercią bliskiego).
  5. Myk jest taki: jak masz ochotę to zrobić, to robisz. Utrzymujesz kontakt wzrokowy, żeby miała świadomość co się dzieje i tyle.
  6. https://socialmediapsychology.eu/2016/10/22/gender-and-social-media/ Ogólna desperacja mężczyzn nie stoi w sprzeczności z moim wyjaśnieniem zjawiska. Sprowadzenie internetu do mediów społecznościowych to duże uproszczenie, poza nimi są miejsca gdzie udzielają się praktycznie tylko mężczyźni (fora, gry, technikalia). Rzecz jest zapewne dużo bardziej złożona niż ją obaj przedstawiamy. Czynniki jak sposób zabiegania o atencję, cele korzystania z internetu i inne takie na pewno też mają wpływ.
  7. Zależność, którą tu opisujesz wynika z prostego faktu, że proporcje płci w tej grupie na FB są zaburzone mocno na korzyść mężczyzn. Kobiety zwyczajnie nie potrzebują tego typu usług, bo mają od tego orbiterów (których btw mężczyźni też mogą sobie zorganizować, tylko z jakiegoś powodu tego nie robią). Więc jak kobieta wrzuca dowolne zdjęcie przed widownię złożoną w 90% z mężczyzn, nawet jeśli procentowo zareaguje tyle samo facetów, to liczba like'ów będzie wielokrotnie wyższa w porównaniu do sytuacji odwrotnej. Ten sam efekt występuje na serwisach typu Tinder czy Badoo. Proporcje obecności płci wpływają na dynamikę relacji. Najlepszy bierze wszystko tak to zostało zrobione. Z tym, że nikt nie wyrył w kamieniu definicji "najlepszego" oraz najlepszych z założenia jest niewielu. To o czym mówisz w tym i kilku innych postach może prowadzić do wniosków pesymistycznych bądź optymistycznych, w zależności od sposobu myślenia. Co więcej, sposób myślenia ma tendencję do manifestowania się w zachowaniu, więc oba wnioski będą poparte doświadczeniem osoby, która w nie wierzy. Po pierwsze: należy zgodzić się, że kobieta (lub generalizując, ludzie) wybierają najlepszą dostępną dla siebie opcję. "Najlepszy" należy tutaj rozumieć jako "w największym stopniu zaspokajający potrzeby", z kolei "potrzeby" mogą być różne. Jako ludzie mamy ograniczoną dostępność potencjalnych partnerów. Jeśli porównasz się z całością męskiej populacji, faktycznie, Twoje szanse zdobycia partnerki są bliskie zeru. Tylko, że sytuacja nie wygląda w taki sposób. Każda kobieta wybiera z puli kilku/kilkunastu dostępnych potencjalnych partnerów oraz każdy "chad" wybiera z grupy kilku/kilkunastu potencjalnych partnerek (oczywiście w danym momencie, na przestrzeni lat te liczy idą w setki bądź tysiące). Tak jak najlepsze kobiety są w kółko zajęte, tak samo jest z "chadami". Mają lepsze rzeczy do roboty niż podbijać do akurat Twojej laski. Nie jest tak trudno być najlepszą opcją spośród 10 mężczyzn, zwłaszcza, gdy kryteria "najlepszości" są zmienne. Wniosek: I Ty możesz być CHADEM (najlepszą dostępną opcją) Druga kwestia to sposób, w który kobiety określają, kto "chadem" jest, a kto nie. Znaczenie pierwszego wrażenia nie jest czymś nowym, ponieważ trzeba decydować szybko kto jest kim. Szybko, a co za tym idzie przy niepełnym zestawie informacji. Tak podjętą decyzję łatwo zmanipulować na swoją korzyść. Na przykład cechą, której żaden "chad" na pewno posiadał nie będzie jest desperacja (sam to napisałeś). Zatem wszystkie jednostki wykazujące jakąkolwiek dozę desperacji automatycznie przestają być "chadami", a stają się pizdami. Dobra wiadomość jest taka, że PANUJESZ NAD SOBĄ. A już na pewno możesz zapanować nad sobą przez pierwsze 5 minut interakcji i pozostawić w jej głowie taki obraz, jaki chcesz. Wniosek: Ty decydujesz jak zapiszesz się w jej pamięci (chad lub nie) Kwestia trzecia i chyba najważniejsza. Z racji definicji "najlepszości" mamy ogromną przewagę nad kobietami wynikającą z płci. Kobiety inwestują praktycznie wyłącznie w wygląd aby znaleźć najlepszą opcję. My, aby się tą najlepszą opcją stać inwestujemy w cechy i umiejętności przydatne również (przede wszystkim) w innych dziedzinach życia. Kobieta, która całe życie inwestowała w wygląd po 40 latach jest bezwartościowa. Mężczyzna, który całe życie inwestował w swoją atrakcyjność jest skarbem, bo opierał swoją wartość na rzeczach, które są użyteczne ZAWSZE i nie przemijają. Nawet jeśli w wieku 50 lat nie jest w stanie znaleźć partnerki (co jeśli rozwijał się do tamtego momentu jest mało prawdopodobne), przynajmniej może cieszyć się dobrym zdrowiem (sport przez całe życie), pieniędzmi (zaradność), inteligencją (kreatywność/poczucie humoru), uznaniem ludzi (status). Wniosek: O ile pracujesz nad sobą w ostatecznym rozrachunku i tak WYGRYWASZ Podsumowując, założenia dobre, wnioski błędne. Lub może nie tyle błędne, co niekorzystne i bezużyteczne. P.S. A, jeśli chodzi o to, że jeśli przyjdzie lepszy od Ciebie to Twoja laska od Ciebie odejdzie do niego. Cóż, takie są zasady gry, też możesz z nich korzystać. Kto Ci broni zostać tym, do którego laski odchodzą?
  8. Poszukaj pod C://Program Files/Chrome i całość sru. Przy usunięciu przeglądarki powinno się zapytać czy usuwać wszystkie dane
  9. jak rozwiniesz listę powinieneś mieć krzyżyk przy wpisach (trzeba najechać), a jeśli to nie zadziała/nie ma tego przeinstaluj przeglądarkę, usuń wszystkie foldery i to zadziała na pewno. A następnym razem włącz tryb incognito jak chcesz pooglądać sobie karły ze świeczkami w dupie
  10. Z dobrych stron, to umiesz się jasno wyrazić i bezboleśnie opisać swoją sytuację. Masz dwie opcje: zmienić coś lub nie zmieniać Jeśli zmienisz, masz kilka pod-opcji: rzucić studia, zmienić pracę, zmienić swoje odczucia na temat sytuacji. Może te studia po prostu nie są dla Ciebie, nie każdy musi mieć doktorat w fizyce kwantowej. A jeśli już ma, to pewnie zaharowywał się na to tak, jak Ty teraz. Możesz iść do pracy na zmywak i być szczęśliwym. Jeśli chodzi o problemy finansowe możesz wziąć sobie rok dziekanki, dorobić się w tym czasie, choćby na granicą, i wrócić na dokończenie studiów na luzie. Możesz także zmienić studia na zaoczne/wieczorowe, studia dzienne nie są stworzone dla ludzi, którzy muszą pracować. W końcu możesz także mieć wyjebane na wszystko i zobaczyć co się stanie. A jak nie zmienisz nic, to prędzej czy później studia się skończą, a sytuacja się zmieni sama z siebie tak czy siak.
  11. Poczytałem - dzięki za bardzo przydatne i wiarygodne źródło informacji. Przejrzałem pierwsze 4 strony pod hasłem "zakłócanie spokoju w mieszkaniu" i doszedłem do następujących wniosków: 1. W dzień też można zakłócać spokój - mea culpa. 2. W sprawach, które przeczytałem zakłócanie spokoju odbywa się notorycznie, dzień w dzień, całymi miesiącami. Zazwyczaj chodzi o bardzo głośne słuchanie muzyki lub urządzanie imprez/prowadzenie pubu w bloku. 3. Większość spraw kończy się uniewinnieniem, odstąpieniem od wymierzenia kary lub rzadziej niewielką grzywną. 4. Stukanie w ściany również jest zakłócaniem spokoju, znalazłem sprawy gdzie pukających uznano za winnych. 5. Konieczna jest interwencja policji, która potwierdzi zarzuty sąsiada. 6. Nie znalazłem spraw gdzie źródłem hałasów były odgłosy seksu. Nawet po wpisaniu dodatkowych słów kluczowych w wyszukiwanie. Jest możliwe, że jest to uznawane za "normalne użytkowanie mieszkania". Mimo faktu, że myliłem się w kwestii ciszy nocnej, wygląda na to, że pukając w ściany sąsiad/ka bardziej zakłóca spokój mi, niż ja jej posuwając swoją partnerkę.
  12. @paazik @Adams Z paragrafu za zakłócanie ciszy nocnej, jak w regulaminie wspólnoty. Fakt, musiałbym to zrobić po 22, inaczej policja pofatygowałaby się na darmo. Natomiast nie można sobie wyjmować fragmentów paragrafów z kontekstu. Jest napisane w tym samym zdaniu, że musi być to zakłócanie spokoju "w miejscu publicznym", a moje mieszkanie nim nie jest, więc ten paragraf nie ma zastosowania. Można wzywać policję w przypadku naruszania zasad wspólnoty, ale łamaniem prawa to nie jest dopóki nie odbywa się "w miejscu publicznym"
  13. Po pierwsze, dziękuję za wszystkie odpowiedzi. Liczyłem na odzew i nie przeliczyłem się. Po drugie: Ten artykuł wyraźnie określa gdzie takie wykroczenie można popełnić: w miejscu publicznym. Jeśli moje własne mieszkanie jest miejscem publicznym, to nie wiem gdzie istnieją miejsca prywatne. Także dla kilku osób tutaj, które twierdzą, że zgodnie z prawem powinienem siedzieć we własnym mieszkaniu jak mysz pod miotłą, żeby tylko nikomu nie przeszkodzić przez przypadek, powyższy cytat z KK powinien sprowadzić na ziemię. Drugi trend w odpowiedziach to wyzywanie mnie od słoików, małolatów, buraków i tym podobnych. Tym uroczym gentlemanom chciałbym grzecznie i uprzejmie wyjaśnić, że poza tą jedną sytuacją, staram się nie przeszkadzać sąsiadom, nie słucham głośno muzyki, nie robię głośno porządków, odkurzam raz na 2 tygodnie i nie trzaskam drzwiami na korytarzu. Broń Boże nie smrodzę innym śmieciami pod drzwiami i nie uważam się za pana świata. Jestem Warszawiakiem z urodzenia, a nawet tak się składa, że dorastałem w tym samym bloku, co mieszkam teraz. Po wielokroć zmuszony byłem wysłuchiwać różnego rodzaju odgłosów sąsiedzkich, od remontów trwających 2 tygodnie, przez kłótnie, przestawianie mebli i tak dalej. Nie staram się hałasować i celowo uprzykrzać życia sąsiadom, mimo że bym mógł, bo sprzęt grający mam taki, że nie tylko sąsiad obok, ale i całe 2 piętra wezwałoby na mnie policję, gdybym chciał. Także panowie, inwektywy daleko idące, lecz całkowicie nietrafione. Szukam rozwiązania pozwalającego mi dalej ruchać tak jak lubię, a jednocześnie nie uprzykrzającego dodatkowo życia sąsiadom i niepowodującego zbędnego konfliktu. @Exar Zdaję sobie sprawę, że mam dużo szczęścia w życiu i mógłbym się znaleźć w dużo gorszej sytuacji. Jednak niesprawiedliwością byłoby pominąć całkowicie mój własny wkład w moje szczęście, bo gdybym tylko oglądał TV, łoił browary i walił do porno, nie miałbym nawet kondycji, żeby ktokolwiek zdążył pójść po kij od szczotki aby zapukać w ścianę. @Sundance Kid Mam też większe problemy, na przykład jak obserwuję bezsilnie mojego ojca, który doprowadza swoje zdrowie do ruiny na moich oczach, który ma idealny przykład jak się kończy zaniedbywanie siebie w postaci jego mamy, a mojej babci, po 3 zawałach i nikt już nawet nie liczy ilu wylewach, której trzeba zmieniać pieluchy i karmić przez rurkę. Idzie krok w krok jej drogą, licząc, że jemu to się nie przydarzy. Ale z tym nie idę na forum. @Słowianin Chuja byś się przeszedł. Dotknąłbyś mnie tym patykiem w moim własnym domu byś poszedł do pierdla kiblować na długie lata. Co do odpowiedzi humorystycznych. Dobrze, że nie wszyscy mają tu kija w dupie. Zatem, podsumowując: Wydaje się, że najlepszym rozwiązaniem problemu jest przejście się z flaszką, lub przynajmniej z uśmiechem i porozmawianie o całej sytuacji. Podczas takiej rozmowy powinienem zapewnić o swojej dobrej woli, wybadać co tak naprawdę słychać (czy partnerkę, czy łóżko), może zapytać w jakich godzinach sąsiadów nie ma w domu i w każdym razie nawiązać porozumienie. Jeśli się uda (a powinno, nikomu nie zależy na kłótniach sąsiedzkich) to problem rozwiązany, a jeśli nie to wojna. Przynajmniej będę wiedział na czym stoję. Dzięki raz jeszcze za porady Panowie. Jeśli macie jeszcze jakieś swoje doświadczenia, jakich argumentów użyć, co może pójść nie tak i tak dalej, chętnie posłucham, jako że nie mam doświadczenia w takich rozmowach. Pozdrawiam
  14. Witajcie Bracia, Jest taka sytuacja. Mieszkam sobie z dziewczyną w bloku, lubimy uprawiać seks, raczej ostry, raczej długo, ona raczej lubi sobie pokrzyczeć. No i ostatnim razem ktoś nam zapukał w ścianę, że niby jesteśmy za głośno. Była 21, do ciszy nocnej jeszcze godzinka, ale przerwaliśmy. Mnie to wytrąciło z pantałyku, pośmialiśmy się, powymyślaliśmy jakie wesołe karteczki można przykleić na drzwiach i poszliśmy spać. To było w piątek. Następnego dnia znów zaczynamy się rozkręcać i zaraz znowu - pukanie. Wtedy uświadomiłem sobie, że popełniłem kardynalny błąd za pierwszym razem przestając, bo teraz ktokolwiek puka nauczył się, że to działa. Za drugim razem już się mocno wkurwiłem, bo jak to tak ktoś ingeruje w moją wolność wyrażania uczuć. Ale tym razem była 23, mnie cała ochota odeszła i teraz mam problem. Nie po to wkładałem tysiące godzin na ćwiczeniach, podrywałem byle panienki, stawałem się interesującym człowiekiem, żeby mi teraz ktoś zabraniał ruchać porządnie. Uprawialiśmy seks normalnie przez dobre 2 miesiące w tym samym miejscu, i nagle dopiero teraz komuś to przeszkadza. Zatem, zakładając, że nieakceptowalne jest przyciszenie odgłosów powodowanych przez łóżko i partnerkę, jak sprawić, żeby mi w ściany nie pukali? To na co wpadłem do tej pory: 1. Przyjść do osoby pukającej i jej wyjaśnić, żeby nie pukała (tutaj nie mam za dużo kart przetargowych, mogę postraszyć zwiększeniem hałasu najwyżej albo grzecznie poprosić) 2. Odpukiwać 3. Zakupić zatyczki do uszu i ignorować 4. Podarować zatyczki do uszu sąsiadom. Czekam na Wasze odpowiedzi, może już ktoś miał kiedyś podobną sytuację? Jak trwoga, to do forum.
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.