Jump to content
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

robson1555

Użytkownik
  • Content Count

    5
  • Donations

    0.00 PLN 
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

7 Neutralna

About robson1555

  • Rank
    Kot

Profile Information

  • Płeć
    Mężczyzna

Recent Profile Visitors

The recent visitors block is disabled and is not being shown to other users.

  1. Na start warto zauważyć, że pieniądze, które występują pod formą banknotów i monet to nie wszystko. Na czyjeś bogactwo wpływa też np. posiadanie metali i kamieni szlachetnych, ziemi, nieruchomości, samochodów czy innych ekskluzywnych środków transportu. Majątek powiększają też trafione akcje giełdowe, kryptowaluty bądź po prostu dobrze prosperujące biznesy. W końcu pieniądz robi pieniądz. Dzięki nim można nabywać również rzeczy drobniejsze, ale także wpływające na komfort życia jak zdrową żywność, solidne gatunkowe ubrania czy kosmetyki, które mogą być kilka razy droższe od tych z niższej półki, ale też tyle samo bardziej wartościowe. Podobnie kasa jest nieodzowna, gdy chcemy podróżować po odległych zakątkach świata i serwować sobie przeżycia, których lokalnie nie doświadczymy. Świat pieniądzem stoi i wszystko jest na nim oparte. Oczywiście każdy chciałby żyć na jak najwyższym poziomie, ale czasami jest to trudne albo niemożliwe. To w dużym stopniu zależy od regionu świata, w jakim żyjemy, bo w niektórych miejscach ze względu na klęski żywiołowe, groźne gatunki zwierząt, konflikty wojenne lub ataki terrorystyczne o żadnym dobrobycie nie może być mowy. Są też regiony, gdzie jest wręcz odwrotnie. Nie ma co i rusz powodzi, trzęsień ziemi, huraganów, nie ukąsi nikogo jadowity pająk czy wąż. Do tramwaju nie wejdzie psychopata z pasem ładunków wybuchowych na klatce piersiowej krzycząc przed detonacją, że to w imię Allaha, a jak jeszcze mieszkańcy żyją na złożach ropy, to o przeżycie zupełnie nie muszą się martwić. Choćby w Dubaju do każdej firmy, która u nas zamknęłaby się po kilku miesiącach, bo założyciel nie ma na rozruch mnóstwo forsy, czasu, energii i świetnego pomysłu, państwo dopłaca tyle, że żaden biznesplan nie jest potrzebny. Oczywiście bardzo mało jest takich miejsc, gdzie wszystkie pozytywne czynniki się łączą, ale w takim systemie żyje się najłatwiej. W Polsce klimat, także pod kątem katastrof, jest umiarkowany, a tarantule nam po domach nie łażą. Ponadto nikt życia nie traci na wojnie czy w zamachach, przynajmniej na obszarze naszego kraju. Nie rozpieszczają nas za to realia rynkowe, zarówno w pracy dla siebie, jak i dla kogoś. I tu jest właśnie pies pogrzebany, bo o swoje trzeba się naprawdę mocno porozpychać i naszarpać, a często wiele osób robi to nieczysto, byleby tylko osiągnąć własną korzyść. Człowiek człowiekowi wilkiem, bo większość osób podskórnie czuje, że jeśli nie przechytrzy drugiej osoby, ich interes może być zagrożony. W postkomunistycznej Polsce, gdzie przez dekady żyło się ciężko i walczyło o dostęp do zasobów, bo elity i władza zagarniały wszystko dla siebie, mamy zakodowaną walkę po trupach do celu. Jesteśmy nauczeni cwaniactwa, premiowane są zachowania wyrachowane i niemoralne, ale dające zysk. To właśnie takie osoby są obiektem westchnień, gdyż pomimo przedmiotowego podejścia do ludzi, nastawionego często na wyzysk podwładnych, despoci ciągle pomnażają swoje zasoby. Przecież nawet realizację najbardziej podstawowych potrzeb dziś przekuto na sposoby zarabiania dla wielkich koncernów i małych przedsiębiorstw. Właśnie dlatego jeśli nie mamy czym zapłacić lub przynajmniej nie drzemie w nas potencjał do zdobycia środków, albo co gorsza jesteśmy utracjuszami, na pewno nie będzie to argument przemawiający na naszą korzyść w oczach potencjalnego lub obecnego partnera. Powiem więcej: zaniedbania w pogoni za zasobami w tym wyścigu szczurów na pewno będą źle ocenione. No chyba, że mamy to rzadkie szczęście i miłość jest prawdziwa, czyli na dobre i na złe, wtedy w najlepszym przypadku będziemy wspólnie klepać biedę. Nie o to jednak chodzi, by prowadzić ascetyczny tryb życia, skoro można powalczyć o wyższy standard i funkcjonować wygodniej. Zawsze jednak punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Nie bez powodu w Japonii, gdzie stopa życia jest wysoka, badania wykazują, że panie znacznie bardziej cenią sobie romantyczne podejście u partnera aniżeli jego umiejętności zarabiania. To klasyczny przykład piramidy Maslowa, gdzie respondentki dbają o zaspokojenie głębszych potrzeb, bo te podstawowe już zostały zrealizowane. Gwarantuję Wam jednak, że jeśli japońska gospodarka by się popsuła, priorytety w związku zmieniłyby się diametralnie. W relacji mężczyzny z kobietą forsa więc bardzo się przyda, choćby na wspólne wyjścia, okazjonalne prezenty, wyposażając wspólne mieszkanie czy wychowując dziecko, które pochłania bardzo dużo środków. Specjalne jedzenie, higiena, ciągle nowe ubranka, z których dzieciaczek wyrasta, żłobki, przedszkola, opiekunki, zabawki, zajęcia pozaszkolne dla rozwoju – to najczęściej nie jest refundowane albo tylko w części i sporo kosztuje. Sytuacja kobiety i mężczyzny, jeśli chodzi o możliwości zdobywania tych zasobów jest różna. Oczywiście na pewno jest tak, że konkretna, zaradna kobieta może zarabiać wiele razy więcej od danego, przeciętnego mężczyzny - i takich ogarniętych pań chcielibyśmy jak najwięcej. Nie zmienia to jednak faktu, że uśredniając na całą populację kraju, statystyczna kobieta w Polsce - według regularnych sondaży - zarabia mniej niż mężczyzna. Można polemizować czy to dlatego, że są niedoceniane. Uważam, że po prostu prezentują mniejszą wartość dodaną w oczach pracodawcy. Są słabsze fizycznie, co sprawia, że są mniej efektywne w pracach, gdzie wykorzystywana jest siła mięśni, a dużo mniej pań wykonuje eksperckie, techniczne zawody, które najbardziej przyczyniają się do postępu technologicznego, a więc i cywilizacyjnego. Rezultaty tego typu pracy są też najłatwiej mierzalne i doceniane w pieniądzach. Z nieznanych mi przyczyn ich kariera zawodowa trwa krócej o 5 lat, mimo, że żyją średnio właśnie o 5 lat dłużej od mężczyzn, więc mniej sumarycznie zarobią, a i emerytura jest niższa, bo odprowadziły mniej składek. Co do samego przebiegu pracy, nawet na stanowiskach, gdzie królują kompetencje miękkie, kobiety wielokrotnie mi mówiły, że preferują pracę z mężczyznami, bo ci mają bezkonfliktowe i zadaniowe podejście do tematów. Skupiają się oni na osiągnięciu celów, w przeciwieństwie do pań. Podobnie jest z mężczyznami, którzy w środowisku zawodowym preferują swoje towarzystwo. Oczywiście tak samo jak w przypadku zarobków, tak jeśli chodzi o preferowaną płeć współpracowników, są to większościowe tendencje i mogą być odmienne w indywidualnych przypadkach, choć z mojego doświadczenia wynika, że są to wyjątki. Nie bez znaczenia jest kwestia ciąży, bo większość kobiet w trakcie swojego życia raz bądź nawet kilka razy rodzi dzieci. To wyłącza je na okres od kilku do prawie dziewięciu miesięcy, a więc od zrobienia testu ciążowego aż do samego porodu. Do tego jest jeszcze roczny urlop macierzyński, z którego panie skwapliwie korzystają. Oddane matki cieszą się z przerwy, a karierowiczki się irytują i chcą jak najszybciej się uporać z tym przykrym obowiązkiem, więc dla jednych będzie to upragniony odpoczynek, a dla innych przeszkoda. To akurat dbałość o nasze potomstwo, szkoda tylko, że urlop tacierzyński to wciąż śmieszne 2 tygodnie. Jako odpowiedzialny, przyszły ojciec też chętnie poopiekowałbym się dłużej maluchem, jak wspólnie z dziewczyną się o niego postaramy. Zatem panie zarabiają mniej przez słabsze predyspozycje psychofizyczne. Robią to też krócej przez ciąże i ustawowo szybszą emeryturę. Wobec tego chcą lub muszą polegać na mężczyznach i oceniają ich między innymi przez pryzmat obecnego stanu posiadania lub umiejętności zdobywania i pomnażania zasobów w przyszłości. Zanim zdecydują z kim założą rodzinę, często ponad miłosnymi uniesieniami wynikającymi z wyglądu i emocjonalności, o których mówiłem w dwóch ostatnich odcinkach, jest chłodna kalkulacja z kim tę rodzinę opłaca się założyć. Nie jest to jednak jednostronna analiza, bo jestem przekonany, że mężczyzni – nie wyłączając mnie – nie tylko nie chcą być traktowani jak bankomat i mierzeni zasobnością sakiewki. My wręcz chcemy widzieć w kobiecie realne wsparcie finansowe i równego udziałowca we wszystkich codziennych wydatkach. Przyznacie, że to dużo lepsze niż fundować życie paniusi o mentalności księżniczki, która jedyna co ma do zaoferowania to wygląd, a w życiu pracą się nie zhańbiła. Ciąża to święta rola kobiet, za którą je szanujemy, o ile się na nią w ogóle decydują, ale nikt nie zakazuje pracować ciężej i pożegnać się z pracą 5 lat później, żeby wyrównać dysproporcje zarobkowe. W końcu tak samo jak kobieta chce jak najlepiej dla siebie i swojego dziecka, tak samo mężczyzna chce zadbać nie tylko o nią, ale w pierwszej kolejności o potomstwo, a potem o nich oboje, dlaczego więc nie robić tego ramię w ramię z kobietą? Przez rok-dwa lata, o ile ona nie otrzymuje wynagrodzenia na urlopie macierzyńskim, to rzeczywiście on musi być filarem finansowym. Kobieta jednak często ma stałą pensję opiekując się maluchem w domu, a już tym bardziej gdy wróci do pracy, więc nie tylko on powinien udowodnić, że stać go na założenie rodziny i dalsze dostatnie funkcjonowanie, ale ona tak samo przed nim – i to w równym stopniu.
  2. Meżczyzna i kobieta - niby fizycznie podobni, a tak różni wewnętrznie. Zasady nigdy nie są uniwersalne, bo zawsze można mówić tylko o proporcjach i bywają wyjątki, ale na początek muszę postawić tezę, że szczególnie w związkach mężczyźni są znacznie bardziej logiczni i racjonalni od kobiet, które kładą nacisk na emocje. Stąd tyle nieporozumień, bo mamy zupełnie inne priorytety i używamy innego języka. Wiele związków rozpada się nie tylko przez problemy na podłożu materialnym, seksualnym czy dlatego, że nie jest się już dla siebie wyzwaniem intelektualnym, choć to rzadziej, bo w dzisiejszych czasach coraz mniej się to liczy. W grę wchodzą również emocje, które są rezultatem wcześniej wymienionych oraz innych niezależnych od nich rzeczy. Uważam, że nie ma tu sensu ściśle naukowe podejście, które bierze pod lupę wybrany obszar mózgu i stwierdza, że jest on odpowiedzialny za nasilenie czy osłabienie różnych zachowań, bo ludzki mózg wciąż jest dla naukowców zagadką. Nie bez powodu szacuje się, że człowiek używa zaledwie 5-10 procent możliwości swojego mózgu, a ludzie genialni w swoich dziedzinach do 20 procent. Szanuję spojrzenie oparte na badaniach, ale to, co powiedzą naukowcy za miesiąc lub rok może być odwołane na rzecz zupełnie odmiennej teorii, więc wolę się skupić na tym, z czym naprawdę mamy do czynienia. Właśnie dlatego chcę tu zaprezentować praktyczne, objawowe podejście i sposoby reagowania. Powiedzmy sobie jasno: to że znasz język polski i rozmawiasz z Polką, która – podobnie jak Ty – włada świetną polszczyzną, to jeszcze wcale nie oznacza, że gdy jesteście razem, dogadacie się w każdym temacie. Jeśli wszyscy byliby racjonalni, bardzo łatwo dałoby się opanować konflikty. Niestety skoro jedna ze stron myśli zupełnie innymi kategoriami, trzeba je poznać i być elastycznym. Nie ulegać całkowicie, wręcz wprowadzać swoje schematy, ale też korzystać z tych proponowanych przez drugą osobę. Jednym słowem: chodzi o kompromis i zróżnicowanie. Nie można dostarczać tylko dobrych albo złych bodźców, bo szybki nastąpi przesyt. Tak działa ludzki umysł – to, co zbyt powszechne i dostępne szybko jest nieszanowane i pogardzane - i dotyczy to obu płci. Dla przykładu mężczyzna, który nadal tkwi w romantycznym przekonaniu wyniesionym ze szkolnej ławki, gdzie nabijali mu głowę wierszami wychwalającymi kobiecą urodę i idealny charakter ukochanej poety, będzie miał duży problem w przyszłości. Kobieta to zwykły człowiek, z całą gamą wad i zalet, dokładnie tak samo jak mężczyzna. Męczennikiem służalczego, straceńczego podejścia w literaturze był główny bohater wspaniałej książki Bolesława Prusa ,,Lalka”, którą przeczytałem dwukrotnie. W wielkim skrócie historia opowiada o Stanisławie Wokulskim, który wrócił po latach do kraju, doskonale prowadząc biznesy, ale kierując się w życiu platoniczną miłością, co było jego zgubą. Dla równowagi, której nie ma za wiele w programie nauczania, polecam ,,Przedwiośnie” Stefana Żeromskiego. Główna postać, Cezary Baryka, pomimo bardzo ciężkich przejść w życiu, dla odmiany zachowuje wrodzoną umiejętność postępowania z płcią przeciwną. Ona wcale nie docenia wazeliniarzy, za to mężczyzn, którzy doskonale wiedzą czego chcą i nie boją się wziąć tego, co im się należy. I o to właśnie chodzi. Nie liczcie na to, że im więcej włożycie zaangażowania, tym bardziej to zostanie docenione, bo ludzki umysł lubi zdobywać to, czego jeszcze nie ma. Przyzwyczaja się do dobrobytu, ale niekomfortowe rzeczy nieustannie mu przeszkadzają. Oczywiście nasze postępowanie trzeba też uzależnić od fazy związku. Inna jest sytuacja, kiedy tworzymy wieloletni związek, mamy dzieci i stałe obowiązki, wtedy nie ma możliwości, żeby dawkować zasoby w postaci czasu, energii i pieniędzy. Inaczej jednak wygląda sprawa, gdy ludzie dopiero się poznają albo są ze sobą krótko. Wówczas nie da się uniknąć gierek, widzimy też wersje demonstracyjne samych siebie, które mają za zadanie być jak najatrakcyjniejsze dla drugiej strony. Prawda o sobie wychodzi jednak dopiero w trakcie intensywnego spotykania albo najlepiej zamieszkania, taka sytuacja weryfikuje nas całkowicie, także naszą emocjonalność. To czy mamy tendencję do łagodzenia konfliktów czy raczej je generujemy i zaogniamy. To czy manipulujemy czy jesteśmy prostolinijni i otwarcie mówimy na czym nam zależy. Myślę, że taki jest przepis na trwały związek, jeśli o emocjonalności mowa: bezkonfliktowość i prostolinijność. Ten, kto cały czas gasi pożary, będzie to robił jeszcze częściej, bo druga osoba przyzwyczaja się do bezkarności, że bez względu na swoje odpały, partner zawsze wyjdzie z pojednawczą postawą. To bardzo psuje i w prostej linii prowadzi do rozpadu, bo równowaga zaangażowania jest zaburzona. Właśnie dlatego trzeba się postawić, gdy mamy rację i pokazać, że druga strona też ma wiele do stracenia, jeśli nie więcej niż my. Wtedy poczuje, że stąpa po kruchym lodzie i kilka razy się zastanowi, zanim odważy się następny raz wszcząć kłótnię. Jeszcze bardziej wyniszczająca jest manipulacja, wróg prostolinijności, bo stosuje się ją bardziej długotrwale. Trudniej ją wykryć i często bazuje na wykorzystywaniu elementów czułości, w czym kobiety są mistrzyniami. Oczywiście zdarzają się też manipulanccy mężczyźni, ale głównie dzieje się to poprzez tworzenie aury kruchości i bezbronności, bo kobieta jest fizycznie słabsza od mężczyzny, a mężczyzna na okazanie słabości nie może sobie pozwolić. Tak więc ona wzmaga w nim pragnienie opiekuńczości poprzez przytulanie, czułe słowa i wyznania uczuć. Nie ma w tym nic złego, jeśli ma to zbliżać dwoje ludzi, ale jest bardzo niebezpieczne, gdy służy jako narzędzie w rękach wyrachowanej osoby do osiągania swoich celów. Już ci na mnie nie zależy. Chyba mnie nie kochasz. W ogóle tego nie okazujesz. Tego typu zwroty, maślane oczka czy płacz na zawołanie jak u najlepszych aktorów to manipulacja, która ma z kolei wywołać poczucie winy i chęć rekompensaty tych straszliwych zbrodni, jakich co i rusz dopuszczamy się na niewinnych ofiarach naszego nikczemnego charakteru. Kluczowa jest też konsekwencja takich działań. Nawet gdy będziemy odpierać te ataki w sposób inteligentny i z klasą, prędzej czy później dla świętego spokoju na przynajmniej niektóre sytuacje przystaniemy, co będzie zachętą do dalszego bombardowania. Jak to powiedział kiedyś mój były instruktor technik interwencyjnych: brutalna siła techniki się nie boi, więc nawet niskimi zagrywkami, które są regularne, można osiągnąć bardzo dużo. Wystrzegajmy się więc toksycznych osób, bo przez lata, cegiełka po cegiełce, potrafią budować swoją dominację aż do przygniatającej przewagi. Wtedy zdrowej proporcji, zważywszy na wybuchową mieszankę, tj. nienawiści w połączeniu z przywiązaniem, nie da się już odbudować. Czasem wręcz nie warto, bo i po co? Ja jestem sentymentalny i lubię naprawiać to, co się zepsuło, ale nie za wszelką cenę. No chyba że nie chcemy długiego związku, z pewnością niegrzeczni chłopcy i zołzowate kobiety, bez empatii potrafią wielu osobom zawrócić w głowie, ale jest to bardzo krótkowzroczne i zazwyczaj nie ma perspektywy w postaci czegoś ambitnego. Bazuje za to na silnej chemii i popędzie seksualnym, który szybko się wypala, bo w takim nastawieniu zainteresowanie przechodzi ciągle na nowe osoby. Dla sezonowego podrywacza i dawcy genów, jest to rzeczywiście idealna taktyka, ale my szukamy czegoś więcej niż takie czysto instynktowne, bezmyślne zachowania. Co nie oznacza, że znajomość praw natury należy lekceważyć, bo to potężne narzędzie. Często tylko racjonalizujemy sobie to, co emocjonalnie postanowi nasz gadzi mózg, czyli ten odpowiedzialny za odruchy i bezwarunkowe mechanizmy, także seksualne. Na koniec dodam, że z moich obserwacji wynika, iż ten emocjonalny rollercoaster jest zdecydowanie bardziej potrzebny kobietom. Zmienną amplitudę emocji można jednak dostarczać inaczej, nie w tak prymitywne sposoby jak podane wcześniej. Róbmy to poprzez spontaniczność w pomysłach na wspólne spędzanie czasu w domu albo na wypadzie bądź podkręcenie życia intymnego, które – szczególnie gdy jest udane - bardzo sprzyja okazywaniu wielu emocji. Dopiero jeśli nie ma innego wyjścia i sytuacja jest ewidentnie negatywna, pójdź w przenośni na wymianę ciosów, by druga osoba też poniosła straty, a nie bezkosztowo kończyła każdy konflikt z uśmiechem satysfakcji. Pokaż, że sam jesteś w stanie zrobić jej piekło o pierdołę, żeby ona obawiała się, że to może nadejść w najmniej spodziewanym momencie. Gwarantuję Ci - gdy zacznie kojarzyć to z czymś nieprzyjemnym, bardzo szybko zacznie wykazywać pokojowe tendencje, a kłótnia będzie ostatnim, na co będzie miała ochotę. I co najważniejsze, będziesz miał święty spokój i kontrolę nad sytuacją.
  3. Zawsze, gdy kogoś poznajemy, na pierwszy ogień idzie fizyczność. Bez względu na to czy robimy to w realu czy na portalu randkowym, bo mało kto dziś w tym celu korzysta z anonimowych czatów i wiszenia tygodniami na telefonie. Siłą rzeczy - nie zgłębimy niczyjego wnętrza wcześniej go nie widząc, a jak nie zaakceptujemy powierzchowności, to najczęściej nie ma i głębszego poznania. Nie wierzcie w te głupoty, że liczy się głównie wnętrze. Owszem, ono ma ogromne znaczenie dla trwania relacji, ale dla jej rozpoczęcia i także kontynuowania niezbędna jest pociągająca aparycja, bo związek bez silnego biologicznego fundamentu w postaci popędu seksualnego prędzej czy później się rozsypie. Takie wizualne kryteria różnią się w zależności od płci czy wieku, ale zawsze istnieją. Kobiety wśród najczęściej pożądanych przez siebie fizycznych cech męskich wymieniają wzrost. Często twierdzą, że mężczyzna zaczyna się od 1 m 80 cm. Jest to zrozumiałe, bo ona czuje się bezpieczniej, gdy partner nad nią góruje przynajmniej o te kilkanaście centymetrów, sama standardowo mając około 165 cm. Stawia to w trudnym położeniu niższych niż się oczekuje mężczyzn, gdyż średnia to około 175-178 cm. Czasem nawet przyczynia się to do natychmiastowej eliminacji, tym bardziej tych, dysponujących jeszcze mniejszym wzrostem. Myślę, że mężczyźni nie są aż tak wybredni w tym względzie. Odrzucają najczęściej skrajnie wysokie, wyższe od nich kobiety, bo nie czują się przy nich komfortowo. Za to akceptują dziewczyny nieznacznie wyższe, a tym bardziej równe i niższe. Często wybierane są nawet mniejsze o kilkadziesiąt centymetrów, bo dochodzi pożądany element dominacji. Kolejne kryteria są mniej ważne, choć nadal mają duże znaczenie. Gdy mowa o klasycznej urodzie, w cenie jest komplet równych, zdrowych, najlepiej białych zębów, czysta gładka cera i skóra całego ciała, wyrazista oprawa dużych oczu, względnie mały nos, pełne naturalne usta, przylegające, a nie odstające uszy. U mężczyzn dobrze wygląda trochę szersza szczęka i lekko wysunięta broda, u kobiet wydatne kości policzkowe. Gęste, lśniące i długie włosy u niej, u niego krótsze, ale coraz mniejszym powodzeniem cieszą się fryzury na jeża albo ostrzyżenie na zero, panie też lubią mieć co pomierzwić. Podobnie jest z jego zarostem, większość pań preferuje przynajmniej 3-dniówkę na twarzy, choć zdarzają się też kobiety oczekujące gładzi szpachlowej. Duże znaczenie ma też sylwetka. U kobiet premiowana jest klepsydra, która zakłada szerokie biodra, jest to podświadomym sygnałem, że może urodzić zdrowe dziecko. Liczy się też płaski brzuch i wcięcie w talii, wreszcie pokaźnych rozmiarów, jędrny biust. Całości dopełniają szczupłe ramiona i nogi. U mężczyzn najbardziej szuka się sylwetki w kształcie litery V, tzn. wąskie biodra, płaski brzuch, szeroka obręcz barkowa i plecy oraz wypukła klatka. Dobrze, jeśli uda i łydki są umięśnione, bo świadczy to o dobrej stabilizacji całego ciała. Silne wrażenie robią też większe w obwodzie ramiona. Tym niemniej panie stawiają na rzeźbę i proporcję zamiast na przesadnie rozrośniętych po sterydach kulturystów. Nie wszyscy muszą podążać za modą, ale warto zadbać, żeby nasze ubranie i obuwie było zawsze czyste i schludne oraz eksponujące zalety bądź redukujące wady naszej sylwetki. Biologia i ewolucja to także świat zapachów i feromonów, które odgrywają w nim kluczową rolę. Przeprowadzono eksperyment polegający na ocenie przez kobiety atrakcyjności mężczyzn tylko na podstawie zapachu koszulek, które wcześniej były przez nich noszone. Większość z pań przekonywały feromony jednego mężczyzny, zważywszy na stwierdzony później u niego najwyższy poziom testosteronu. Z kolei dla mężczyzny kobieta jest najbardziej pociągająca, gdy ma owulację, a więc fazę płodną cyklu, bo wówczas jest to podświadome, zapachowe zaproszenie do stosunku seksualnego nawet zupełnie nieznanych mężczyzn. Genetyka ma ogromne znaczenie, ale wiele z tych rzeczy można osiągnąć lub utrzymać dzięki konsekwentnej dbałości, poprzez np. trening, dobrą dietę i higienę ciała, nie tylko kosmetykami, ale też regularnym, dobrej jakości wypoczynkiem. Myślę więc, że dziś od obu stron oczekuje się w równym stopniu dobrego wyglądu sygnalizującego świeżość i zdrowie. Ilość czasu i energii poświęcone na dbałość jest bardzo indywidualna i wbrew pozorom może być większa u mężczyzny niż u kobiety, więc nie jest to miarodajne. Niestety to jak nas wizualnie postrzegają inni jest polem do różnych manipulacji, a większe tendencje do podkoloryzowania swojego wizerunku dosłownie i w przenośni mają kobiety. Często zarówno w świecie rzeczywistym, a szczególnie przed pokazaniem się na portalach społecznościowych i randkowych, gdzie niezbędne jest zamieszczenie zdjęć profilowych, doszlifowują maksymalnie swój wygląd makijażem. Z wielu filmów makijażystek profesjonalnie zajmujących się make-upem można zaobserwować, że różnica przed pomalowaniem się i po, zwłaszcza gdy ktoś robi to umiejętnie, jest gigantyczna. To dlatego bardzo silny makijaż można traktować jako nadużycie. Nie jest też zalecane pójście w skrajność, np. stosowanie pushupów u kobiet czy przez obie strony innych wypełnień, bo po ich zdjęciu druga osoba może poczuć się oszukana. Co gorsza kobiety mogą uzależniać się od tego wizerunku i zacząć wierzyć, że naprawdę tak wyglądają. Wiarygodny jest jednak efekt bez żadnych przygotowań, bo to on powinien być miarą. W konsekwencji, panie mogą mieć wobec mężczyzn zbyt wygórowane wymagania, jak na standardy, które same oferują, a w związku z tym mężczyźni zmuszeni są do znacznie szerzej w czasie i wysiłku zakrojonej kampanii poszukiwania swojej partnerki. Nakładanie komputerowych filtrów, efektów czy wybieranie jak najlepszego światła dotyczy już obu stron, ale również nie jest to wskazane, bo szybko na spotkaniu okaże się jak naprawdę wyglądamy. Warto wpleść wątek umiejętności bojowych, które też są czysto fizyczne, a mogą stanowić o bardzo silnym, pierwotnym bodźcu seksualnym. Nikt z nas nie chciałby stanąć w obliczu zagrożenia zdrowia lub życia naszego lub bliskich, ale niestety zdarza się, że czasem do takiej sytuacji dochodzi, a gdy słowa nie pomagają, nie ma wyjścia i trzeba się bronić. Niejednokrotnie bywało, że kobieta wykazała się heroizmem broniąc swoje dziecko czy partnera albo kogoś z rodziny, tym niemniej znacznie częściej jednak to mężczyzna staje do walki, nawet jeśli nie umie się bić. To wzorzec już prehistoryczny, skoro mężczyzna polował, atakując i odpierając ataki, szkolił w sobie te umiejętności, podczas gdy kobieta pozostawała w jaskini. Ten podział ról wydaje się logiczny, jeśli górna partia jego ciała jest 2 x silniejsza niż u kobiety, a dolna o połowę, choć z drugiej strony ogólnie kobiety lepiej niż mężczyźni znoszą ból, który może np. wynikać z ran nabytych w walce. Oczywiście bójki kończą się z różnym skutkiem, gdyż często agresorzy są liczniejsi, uzbrojeni, a dziś także pod wpływem środków psychoaktywnych, które znieczulają na ból. Czasami nie ma się wielkich szans, ale panuje powszechne przekonanie, że to on ma się narażać w pierwszej kolejności. To dziwne, bo choć osobiście nie czekałbym na wyznaczanie kolejki, tylko nie patrząc na nikogo starała bym się ocalić bliskich, to sądzę, że każdy spośród zaatakowanych, nawet kobieta, powinna się zmobilizować, żeby bez względu na obrażenia, odeprzeć atak napastnika - w końcu chodzi o wspólne dobro. Należy też uczciwie dodać, że o atrakcyjności seksualnej świadczy też wiek, które jest ostrzej oceniany u kobiety. Jeśli jest młoda (od 20-stu do 20-stu 5-ciu, maksymalnie 30-stu lat), to ma również najlepsze możliwości do urodzenia zdrowego potomstwa. Nie można pominąć też faktu, że ciąża jako konsekwencja atrakcyjności i seksu fizycznie prawie w ogóle nie eksploatuje mężczyzny, a jest dużym obciążeniem dla zdrowia i wyglądu kobiety. Oczywiście młodość i witalność u niego też będzie przemawiała na korzyść, bo tak samo jego materiał genetyczny zależy od aktualnej kondycji fizycznej, ale dopuszcza się, że mężczyzna może być starszy. Światowa różnica to 4 lata więcej w jego metryce, choć oczywiście są też związki kompletnie przeczące tej zasadzie. Tak czy inaczej, jak mówi znany dowcip, mężczyzna powinien mieć trzy metale – srebro we włosach, złoto w kieszeni i żelazo w gaciach. To tytułem żartu, a na poważnie kolejne rzeczy wpływające na atrakcyjność, czyli powiązane ze sobą zasoby intelektualne i materialne, omówimy w następnym odcinku. Zdecydujemy też czy to prawda, a jeśli tak, to czy tak powinno być. Podsumujmy, pamiętając, że dziś analizujemy wyłącznie fizyczne elementy. Od obojga wymaga się atrakcyjnego wyglądu, z naciskiem na wysoki wzrost u mężczyzny. Jeśli już mowa o liczbach, dla wyrównania, od pań, nie tylko przyszłych matek oczekuje się częściej młodego wieku. 1 do 1. Panie mają jednak tendencję do większych przekłamań wizerunku, jakim realnie nie dysponują i przesadzonych w związku z tym oczekiwań, które nie korespondują z poziomem własnej atrakcyjności, co nie jest uczciwe. Odrzucają wielu mężczyzn mających de facto podobny poziom atrakcyjności, a to z kolei może ich skazywać na długotrwałe i energochłonne poszukiwania swojej połówki, skoro niezmiennie od nich oczekuje się wykonania pierwszego i wielu następnych kroków. Z drugiej strony kobiety ponoszą nieporównywalnie większe koszty w swoim organizmie związane z zajściem w ciążę i porodem. 2 do 2. Obronność i związane z tym ryzyko w sytuacjach kryzysowych z kolei stoi zdecydowanie po męskiej stronie, z chlubnymi wyjątkami pań, które potwierdzają regułę. 3 do 2 na niekorzyść mężczyzn. Wnioski są proste: jeśli w grę wchodzi założenie rodziny, a więc kryterium wieku i 9 miesięcy zmian w kobiecym ciele, proporcja wkładu fizycznego w związek jest dość wyrównana, może z lekkim uprzywilejowaniem kobiet. Jeśli jednak kontakt jest skupiony tylko na przyjemnościach i seksie bez skutku w postaci potomstwa, faworyzowanie kobiet jest już wyraźne, co - w moim odczuciu - czyni ten układ nierównym.
  4. Na rozgrzewkę weźmiemy sobie bazowe zjawisko, tzn. elementy, które najmocniej wpływają na kształt obecnego świata. Mając 29 lat i doświadczeń, nie tylko z płcią przeciwną, ale także tych zawodowych i ogólnie życiowych, wskazujących na przynajmniej 20 lat więcej, z całą odpowiedzialnością stwierdzam, że są to 3 główne elementy składowe. Pierwszym z nich są zasoby materialne w postaci np. pieniędzy, ziemi, posiadłości, metali szlachetnych, akcji itd. Drugim czynnikiem jest dostęp do atrakcyjnych partnerów seksualnych lub/i własna atrakcyjność oraz możliwość prokreacji. Wreszcie trzecim kluczowym faktorem jest władza, czyli wpływanie na ludzi poprzez pracę o wysokim statusie społecznym, np. wziętego biznesmena lub dzięki funkcji polityka, z którą związane są możliwości decyzyjne. Innym przykładem wpływu władzy jest nietuzinkowość, gdzie reprezentantami tej grupy są często np. muzycy czy sportowcy. W przypadku osób odnoszących sukcesy, owocują one sławą i rozpoznawalnością, za którym to wizerunkiem ślepo podążają masy. Nie bez powodu te 3 elementy królują. Człowiek od zarania dziejów realizuje wciąż jednakową misję, wymierzoną w biologiczne przetrwanie. Zapewnia je spłodzenie potomstwa, które jest gwarancją przekazania naszych genów po to, by ludzie mogli się rozmnażać dalej - i tak w koło Macieja. Wszyscy zatem, niezależnie od płci czy czasów, w których żyjemy, prowokowani podszeptami instynktu o rozpropagowaniu swojej puli genetycznej, starali, starają i starać będą o to, by posiadać pożądane przymioty. Ich zadaniem jest jawić się w oczach potencjalnego partnera seksualnego jako atrakcyjne, by nie zostać w wieku nieprodukcyjnym zupełnie sam. I tak przykłady mamy już od początku istnienia człowieka. Skoro prehistoryczna kobieta zrozumiała, że pomimo schronienia się w jaskini nadal jest zimno, a dobrze ogrzać można się tylko skórami upolowanego wcześniej mamuta, to wiedziała, że jeśli sama na takim polowaniu by zginęła, musi się przypodobać mężczyźnie o większej niż ona tkance tłuszczowej i mięśniowej. Dlaczego? Gdyż ma on duże szanse, by wybrawszy się na łowy, konsekwentnie wracać z nich ze zdobyczą, w odróżnieniu od niej i tego chuderlaka z sąsiedniej jaskini, który potrafi przynieść tylko małe zwierzęta, a i to nie zawsze. Wtedy czuje, że posiadła samca alfa, kiedy jej znajoma musi się zadowolić samcem beta. I tu zaczynają się schody. Dzięki premiowaniu cech wiodących ludzie i wszelkie organizmy na ziemi mają tendencję do ciągłej asymilacji, a wręcz coraz większej dominacji na naszej planecie. Niestety lub stety natura, a więc dobór naturalny i płciowy, tak zaplanowały proces przetrwania, by przekazywane były tylko cechy najlepsze, a słabe, które nie zapewniają przeżycia, bo nie wyposażają ich właścicieli w atrybuty przydatne i skuteczne, były usuwane, poprzez konsekwentne niewybieranie ich aż do całkowitego zaniku. Mamy więc do czynienia nie z oczywistym mieszaniem swojego DNA z genomem drugiej osoby, ale z rywalizacją i to w pełnym tego słowa znaczeniu. Odbywa się ona na podłożu molekularnym, niewidzialnym dla ludzkiego oka, jak również tym bardzo namacalnym, którą widać na jego pierwszy rzut. Przykładów można się dopatrywać choćby w typowo fizycznej konfrontacji dwóch eksterminujących się osobników (kiedyś na oszczepy, dziś karabiny, jutro broń laserową), ale też zwalczających się w bardziej wyrafinowany sposób, np. inteligentną polemiką. Na szczęście tak prymitywne kryteria jak ilość tłuszczu i mięśni na sobie obowiązują już znacznie słabiej w doborze partnera, a w cenie jest wiele zdolności intelektualnych, które pozwalają zdobyć wspomniane wcześniej elementy, czyli zasoby, seks i władzę. Co gorsza, im więcej ludzi na ziemi, tym więcej osób, które marzą o ich zdobyciu i tym bardziej bezwzględne sposoby, żeby tego dokonać. W pogoni za coraz bardziej restrykcyjnymi wymaganiami obu płci, część ludzi zaczęła posuwać się do okrucieństw i fizycznej eliminacji czy obecnego dzisiaj częstego niszczenia wizerunku, poprzez nagonki, szkalowanie, pomówienia czy po prostu zawyżanie swojej pozycji kosztem zaniżania czyjejś. W końcu finalnie kto nie chciałby mieć partnera o gęstych włosach, symetrycznej twarzy i sylwetce, inteligentnego, majętnego, z szanowaną wpływową posadą, mogącego zapewnić nie tylko dobry wygląd i zdrowie dzieciom, ale także opiekę potężnymi koneksjami i dostępność wszelkich dóbr niezbędnych do przetrwania? Każdy człowiek bez względu na płeć. Czy warto? Moim zdaniem tak, ale należy to robić z klasą. Nie dajmy się temu biologicznemu pędowi całkowicie. Zróbmy co mamy do zrobienia, bo to część naszego jestestwa, czujemy to instynktownie, bo mamy to w swoim genotypie, ale pamiętajmy, że jest wiele sposobów na spełnienie swojej biologicznej misji. Liczy się nie tylko bujna czupryna i świeży look, pełen portfel i puchnące konto czy efektowna nazwa miejsca pracy, mówiona dla większego wrażenia po angielsku, żeby było bardziej globalnie. Pamiętajmy, że każdym naszym działaniem wystawiamy sobie wizytówkę – może to być ktoś bezrefleksyjny, działający czysto instynktownie, po trupach do celu, bez kręgosłupa moralnego i zasad, choć oczywiście pozujący na najlepszego człowieka na świecie, którego należy naśladować. Może to być jednak także ktoś myślący, empatyczny i moralny, a jednocześnie konsekwentnie dążący do swoich celów i dbający o swój interes. Zastanów się jakim Ty chcesz być człowiekiem.
  5. Hej, jestem Robert, mam 29 lat i mieszkam w Poznaniu. O inicjatywie Marka dowiedziałem się z YT. Słuchałem bardzo dużo jego materiałów i ze zdecydowaną większością przekazu się zgadzam. Zamieszczę kilka artykułów dotyczących relacji damsko-męskich, ciekaw jestem co powiecie. Pozdrawiam. ;]
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.