Jump to content
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

sekacz19

Użytkownik
  • Content Count

    181
  • Donations

    0.00 PLN 
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

170 Świetna

About sekacz19

  • Rank
    Szeregowiec
  • Birthday 03/30/1994

Profile Information

  • Płeć
    Mężczyzna

Recent Profile Visitors

The recent visitors block is disabled and is not being shown to other users.

  1. https://m.demotywatory.pl/4961136/Mem-z-zycia-Karyny-i-Seby-
  2. Pani ma zmęczone usta po prostu, była inwestycja na imprezie 😂
  3. Ja też na okrągło słyszałem "Znajdź sobie kogoś, kto mi na starość poda szklankę wody? " Dziwnym trafem, od jakiegoś czasu jest cisza i spokój, nikt o niczym nie wspomina i bardzo dobrze. Jakbym nie był w stanie iść po szklankę wody, żeby się napić to na co mi takie życie? Wolałbym kopnąć w kalendarz niż być ciężarem dla kogoś, by ktoś miał wokół mnie chodzić. Już mi było głupio, jak przez pół roku w domu byłem z powodu złamanej nogi, ciężko mi było się poruszać ale starałem się jak najwięcej chodzić o kulach, żeby nikt nie musiał wokół mnie chodzić z obiadem, czy głupią herbatą. Na temat cwaniakowania, swoich planów, poglądów też nie raz byłem strofowany, to Ci się nie uda, tamto Ci się nie uda, tu się nie wychylaj, nie masz szans. Skończyłem technikum do którego miałem się nie dostać a tymbardziej zdać matury, obydwie rzeczy bez problemu ogarnięte, mam dobrą stałą pracę, zacząłem studia i radzę sobie nieźle. Te "rady" są w dużym cudzysłowiu dobre dla kogoś, kto myśli niesamodzielnie i nie wie co chce robić w życiu i dokąd zmierza jego życie. Cała siła jest w naszej pełnej samodzielności myślowej, planujemy, realizujemy. A te rady to tylko wpuścić i wypuścić drugim uchem. Takto nie wiem gdzie bym wylądował z tymi "pomysłami" na moje własne życie
  4. 115 koni i będzie bączki robić? 😂 Jak tam jechać nie ma czym a co dopiero coś zarzucić tyłem. Musiałby mieć conajmniej 2.0 150 KM w E46 żeby to targało I rzucało. A w tym motorze to jedynie na lodzie poszaleje, dynamika żadna, zwykły dupowóz
  5. Po prostu, trzeba dążyć do tego by godnie żyć. Ja także jak przedmówca, mam 26 lat. Paniusie na portalach randkowych mają tak wywalone ego, że nawet nie wiadomo jak zagadać, by Ci cokolwiek raczyła odpisać. A jak napisze sama z siebie to szczyt możliwości "Co tam, co słychać" a co druga ma o tym w profilu, że na takie rzeczy nie odpowiada 😂 Kobiety w tych czasach są zepsute no i nic nie poradzimy, że jest banda stulejarzy, białych rycerzy, którzy podbijają im atencję. Niech podbijają, a one zostaną samotnymi pannami z kotem i winem w ręce. A na ulicy cóż, nie mam na tyle odwagi by podbić, zagadać. Mógłbym się przełamywać ale wolę skupić się na innych bardziej potrzebnych mi do życia rzeczach. Będąc na imprezie grupą czy gdzieś rozmowy wywiązują się same, więc i złapanie kontaktu, rozmowa nie stanowi problemu. Kobieta nigdy nie jest nasza, następuje tylko nasza kolej a życie jakie sobie wypracujemy będzie z nami iść cały czas. Czasem jak każdemu doskwiera samotność, ale staram się nie poddawać, nie załamywać. Ja z wyglądu również nie jestem idealny, zdecydowane okolice bardzo przeciętnej ale to mi nie przeszkadza w codziennym życiu, mam w nosie to jak mnie ktoś ocenia w swojej głupiej skali. Wręcz może to zaleta, że nie lata za mną stado panienek z których może jedna na sto byłaby warta czegokolwiek. A tak mam nadzieję, że kiedyś znajdzie się ten klejnot, który doceni mnie takiego jaki jestem. Mnie cieszy widok w lustrze, jak chce zakładam luźny dres, chce to zakładam lepsze ciuchy i od razu mi się gęba cieszy. Idę po swoje, dążę do normalnego życia, mam kilka osób wokół siebie najlepszych z możliwych i to mi wystarcza.
  6. Podstawowym problemem jest to, że utożsamiasz samotność z czymś złym i jako problem. Druga sprawa patrzysz na siebie jak na ofiarę całej tej sytuacji a to błąd! Nie jesteś ofiarą, jesteś zwycięzcą! Jeśli nie będziesz umiał być szczęśliwy będąc samemu, żadna kobieta, osoba w twoim otoczeniu tego nie zmieni. A tymbardziej związek. Podstawa to akceptacja siebie w pełnym wymiarze, takim jakim jesteś. By rano wstając cieszyć się, że znów widzisz swoją uśmiechniętą twarz pełny chęci do życia! Musisz znaleźć sobie zajęcia, hobby które będą zajmować Ci czas, rzeczy i czynności które sprawiają Ci radość, poświęcać na to czas, na rozwój samego siebie (studia, kursy). Pokładanie nadziei w ludziach, że pomogą nam wyjść z samotności to tak jak liczyć na to, że opary benzyny pod wpływem iskry jakimś cudem nie wybuchną. To marny kapitał. Mam wielu znajomych, naprawdę sporo, lecz co z tego? Osoby które naprawdę są warte kontaktu, uwagi mieszczą się w palcach dwóch dłoni. Reszta to większy lub mniejszy zbiór szamba, zwykle osoby, które widzą Cię gdy coś potrzebują. Ja będąc po związku przeszło 5 letnim, miałem problem by wrócić do jakiejś rzeczywistości. Zacząłem więcej pracować, poszedłem na siłownię żeby porzucić w głowie przyzwyczajenie pt. "muszę do niej jechać" , a wieczorami nie mając ochoty wyjść zacząłem oglądać po prostu filmy czy seriale by zająć głowę. Rok temu postanowiłem zacząć studia zaoczne, by zrobić coś dla siebie w życiu, a nie pracować całe życie fizycznie. Inwestycja w siebie. Niby proste, niby banalne ale co z tego? Często jest i tak, że Ci wszyscy moi znajomi nie mają dla mnie czasu, ale ja nie mam czasu nawet nad tym rozpaczać. Chcę to idę na rower, spacer ze słuchawkami w uszach, chce to zostaje w domu i gram, oglądam film albo kolejny odcinek serialu. I mam to w nosie. Jestem Panem swojego życia i czasu. Mogę robić co chce i nikomu nic do tego, mogę nawet przespać pół dnia i co? Mogę, chce i tyle. Gdy to zrozumiesz to będziesz wtedy gotów na rozpoczęcie jakiejkolwiek nowej relacji. Będąc cały czas ofiarą w głowie, nie zrobisz nic tak jak to powinno być. Żadna osoba cudownie nie odmieni naszego życia, to Ty musisz to życie odmienić. Jeśli będziesz umiał sam ze sobą spędzać ten czas w satysfakcjonujący sposób, odbije się to pozytywnie także na relacje z innymi
  7. Mnie uszczęśliwiły efekty wczorajszego polerowania samochodu, w słońcu jest petarda, nie mogę się napatrzeć 😀 Ręce, plecy bolą niesamowicie ale było warto 😀
  8. Potrzebny jej emocjonalny tampon. Po pierwsze ze swojej grupy = out. Po drugie pieprzy o byłych, traktuje Cię jak przyjaciółkę = out. Dawne relacje mają być zakończone. Po trzecie "miś nie wiem co czuje" = ale Ty wiesz, out! Tu się nie ma nad czym zastanawiać. Robić swoje a ją olać. Niech sobie tkwi dalej w bagnie jak jej pasuje. Tak wygląda psychologia ewolucyjna, dobry facet jest nieodpowiedni, ten co nią poniewiera jak szmatą jest okej. Niech idzie tam skąd przyszła
  9. Ja z kolei olałem te portale całkowicie. Te SMS twarze praktycznie wkoło, nie chce mi się marnować swojego czasu
  10. sekacz19

    Prezerwatywa

    Nie miałem nigdy problemu, że pękła. Jak dobrze założysz nie może być powietrza w środku i można się bawić bez stresu. No i zakładać na suchego członka, mniejsze prawdopodobieństwo, że się zsunie
  11. Mój wymarzony Matrix, dużo w zasadzie mi do niego nie brakuje. Kilka lat walki, stawania na głowie i udało się ze stałą, państwową robotą z której jestem zadowolony. Czego mi brakuje do tego wymarzonego matrixa? Niewiele. Własnego mieszkania dwa pokoje z kuchnią i łazienką, takie 40 m2 by mieć sypialnie i pokój codzienny jak ktoś zajrzy albo po prostu wypić sobie kawkę, zjeść obiad i do tego garaż. Jak to mówią swój własny pełen swobody kąt. Nie czekał na mnie żaden spadek, ale skoro udało się ze stałą pracą, dużym progresem z pensją, uda się i z tym. Narazie pokój cały dla siebie w rodzinnym mieszkaniu, wystarczający by w spokoju odpocząć, zrelaksować się po pracy, zajęciach. W sumie nie jest to póki co złe, bo praca i zaoczne studia w tym stanie rzeczy są korzystne. Na tym narazie skupiam się najbardziej. Chęć pójścia wyżej motywuje do działania. Brakuje napewno większej stabilizacji, teraz przez studia i pracę jednocześnie trochę jest to zaburzone ale wiem, że to przejściowe. Czasem jestem przemęczony, mam dość. Ale każdy tak ma kto goni to swoje życie jakoś by w końcu móc spokojnie siedzieć w ciepłych kapciach. I nie mówię tu o kobiecie. Jestem "sam" prawie 3 lata, nie krzywduję sobie z tego powodu i nie mam zamiaru tego zmieniać. Chciałbym po prostu móc w każdej chwili podróżować, czy to na weekend czy tydzień. Odwiedzać nowe miejsca, zwiedzić Polskę i Europe. Mieć trochę więcej tego czasu dla siebie. Staram się nie dodawać sobie problemów a każdy od razu eliminować tak jak do tej pory mi się udawało, chciałbym by tak zostało. To daje duży wewnętrzny spokój i ład w głowie pozwalający mądrze i racjonalnie myśleć. Spokój i komfort to dwie rzeczy które cenie sobie najbardziej. Tego nic nie jest w stanie zrekompensować. W skrócie : praca, komfort, święty spokój, podróże, własny kąt. Realizując już to częściowo, jestem szczęśliwy i zadowolony. Wiele osób dookoła mówi mi, że zmiana jest na plus, jestem zupełnie inny niż kiedyś. Mi też ten stan odpowiada
  12. Ja z kolei podpisuje się pod Twoim komentarzem @ZortlayPL. Dosłownie pomogło wyrwać z korzeniami to, co wpaja nam społeczeństwo, rodzina, kto mi szklankę wody na starość poda, jak to pięknie jest w związku. To zwykła bujda. Owszem, są piękne chwile ale normalnie ujmując jest to ciągła walka o przetrwanie. Szarpanie się. Powiedzmy sobie szczerze, jest bardzo mały odsetek ludzi którzy mają udane związki z partnerkami i są one bezproblemowe. Reszta albo wegetuje dla dobra dziecka, boi się samotności bo tkwią dalej w tym co miał zaprogramowane przez społeczeństwo. Ja znalazłem na to inny sposób, gdy mam chęć na kobietę muszę się wyżyć, gdy już to nie pomaga, jedna chwila i jest po zawodach. Uważam tak samo, że to popęd seksualny nas ciągnie do kobiet, a nie chęć posiadania rodziny czy dziecka tak jak u kobiet. Rozwód byłby bardzo prawdopodobny, później alimenty, rzadkie widywanie dziecka i już bym nie miał tyle możliwości jakie mam teraz. Wypruwać flaki żeby zapewnić sobie życie no i płacić na dziecko o ile byłoby moje. Całe szczęście ostatnie półtora roku związku przez wieczne pretensje do mnie, próba złapania ns dziecko znalazło jakiś zdrowy rozsądek w mojej głowie, która pomogła nie przesrać sobie życia i twardo stać przy swoim. Chciałem pierw ogarnąć własne lokum dla nas, potem myśleć o dzieciach a nie spełniać niespełnione fantazje i pragnienia ex. Miałem pracę, w delegacjach, nie było mnie cały tydzień w domu tylko na weekendy przyjeżdżałem bo nie miałem wtedy innego wyjścia, bo na miejscu nie było dla mnie pracy. I jak to miałoby wyglądać? Ale można było mówić jak do ściany. Ona chciała mieć łatwe życie, siedzieć z dziećmi jak jej starsze siostry a chłop miał na wszystko robić. Ciągle mi pieprzyła jak to się im wspaniale żyje i że my tak samo będziemy mieć... Nie miała pojęcia ile kosztują rachunki, dziecko na wychowaniu. A poza tym nie przebywała z nimi 24 godziny na dobę, nie wiedziała co się dzieje na codzień. Tego też nie rozumiała, że widzi ich tylko jak do nich jeździ, albo jak oni ją odwiedzają. Co do samotności, dla mężczyzn wcale ona nie jest dla Nas czymś złym. Wręcz przeciwnie pomaga żyć normalnie i spokojnie. Jedni dziwaczeją, idą w alkohol i inne używki, użalają się nad sobą. Sam znam takie przypadki wśród moich kolegów, tłumaczenie nie pomaga. Muszą sami do tego dojść. Ja z kolei wyciągnąłem z tego lekcje, tak jak powtarza nasz Marek mentor. Żeby być szczęśliwym z kimś, trzeba być szczęśliwym sam ze sobą. To prawda, do szczęścia nam wiele nie potrzeba. Jesteśmy bardzo prości i schematyczni. Najważniejsze to nie robić nic wbrew sobie. Chcę, to siedzę w domu i mam wszystko w nosie, chce to zabieram się i idę na rower (uwielbiam to, moja jedna z odskoczni w życiu dająca mi kupę radości, przy okazji pracuje nad kondycją, ciałem dla siebie) . Czuje wtedy wolność frajde, adrenalinę potrzebną do życia Może być też spacer czy ze znajomymi wyjdę. Sam jestem tego przykładem. Praca, zajęcia domowe, mieć zjeść coś ciepłego, spędzić czas z moimi przyjaciółmi na świeżym powietrzu bądź w jakimś publicznym miejscu, przejechać się samochodem bez celu, wieczorem obejrzeć serial, film czy pograć w grę. I przede wszystkim swój własny kąt, taką ostoję w której masz dobre tv z fajnym audio żeby przyjemnie można było w tym domu odpocząć. Mam 26 lat i nie potrzebuje cudu, niewiadomo czego. To mi w zupełności wystarczy do normalnego spokojnego i szczęśliwego życia. Mam wszystko to co potrzebuje a z czasem zmieniam sobie elementy, sprzęty. Bardzo doceniam swoje spokojne życie i cieszę się nim w pełni. Pełnymi garściami. A kobiety fiksują. Sam mam kilkanaście koleżanek takich po 30-tce i tuż przed tym wiekiem. To co się z nimi dzieje, jaka desperacja zaczyna bić, jak rozpaczają z samotności to wszystko zgadza się ze słowami Marka i psychologią ewolucyjną. Ewolucja, desperacja zaczyna bić je na głowę i nie potrafią sobie z tym poradzić. Co lepsze próbują mi wpoić, że my mężczyzni tak samo pragniemy tego samego co one, no nie 😂 Dwie z kolei, które znam wogóle na ten temat nie mówią, nie pokazują. Wydają się szczęśliwe będąc same. Tak jakby były z innej gliny. To jest dla mnie bardzo ciekawe i nie wytłumaczalne, chyba tylko one dwie bym widział jako kandydatki do związku, bo nie są takimi klonami jak 99 procent kobiet. Owszem mają swoje babskie zachowania xD Ale nie jest tego aż tyle
  13. A ja przyziemnie, chciałbym pojechać nad morze, położyć się na leżaku i pić zimne piwo
  14. Będąc w związku żyłem w pieprzonym matrixie, byłem taki sam jak wszyscy którzy nie mieli tej potrzebnej wszystkim nam mężczyznom wiedzy. Wszystko walnęło w standardowym stylu, schemat i jeszcze raz schemat. Dopiero gdy tutaj trafiłem, zacząłem czytać forum, książki Marka, skojarzyłem i połączyłem ze sobą fakty. Jak to na mnie wpłynęło? Co się zmieniło? Wcześniej chciałem mieć rodzinę, marzyłem o tym by żona na spacerze z synem, czy córką czekała na mnie jak będę wracać z pracy, sielanka i te sprawy. Teraz, gdy otworzyły mi się oczy, poczułem do tego wstręt. Przestałem w końcu narzekać na to, że jestem sam. Zacząłem doceniać swoje spokojne życie. Spokojne to słowo klucz , ponieważ nie rozumiałem skąd taka walka z wiatrakami z byłą partnerką o praktycznie wszystko. Zacząłem się w pełni cieszyć życiem, tym co mam, to że mogę się realizować, rozwijać i rosnąć w siłę. Ludzie wkoło mówią, że jestem zupełnie inny niż byłem wcześniej, ciągle poddenerwowany, zamyślony, przygnębiony. Teraz chodzę zadowolony, uśmiechnięty. Cieszę się bardzo, że nie mam dodatkowych zmartwień i nie muszę myśleć za dwoje tak jak to było do tej pory. Leci już trzeci rok jak jestem sam, w tej chwili to żadna krzywda dla mnie. Wręcz przeciwnie traktuje to jako wybawienie. Dziękuję losowi, że w porę zanim doszło do czegoś gorszego ( ciąży, ślubu) to wszystko się skończyło. Mam czas w pełni dla siebie, mogę spędzać go tak jak chce i nie muszę myśleć, że muszę gdzieś iść czy jechać. Mam czas na wszystko, by wyjść z kolegami na piwo, na samorozwój, pracę, dodatkowe inne zajęcia czy spędzanie czasu ze znajomymi i cieszę się tym. Czasami zdarzy się gorszy dzień, jak u każdego ale i z tym sobie daje radę. Wypracowałem system który się sprawdza i żyję, planuje i realizuje krok po kroku to co chce w życiu mieć. Takto pewnie teraz bym był po ślubie, bawił dzieciaka i utknął w miejscu. Otrzepałem się i ruszyłem z kopyta. Czy posiadając tą wiedzę chciałbym wejść w związek? Nie widzę szans na znalezienie uczciwej i normalnej kobiety. Rozglądam się dookoła, ale czasem pomimo jakichś gestów po prostu mnie to odrzuca od kobiet. Odpowiedź brzmi nie. Wątpię żebym zmienił zdanie
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.