Jump to content

Throgg

Starszy Użytkownik
  • Posts

    971
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    1
  • Donations

    0.00 PLN 

Throgg last won the day on September 7 2023

Throgg had the most liked content!

Profile Information

  • Płeć
    Mężczyzna

Recent Profile Visitors

The recent visitors block is disabled and is not being shown to other users.

Throgg's Achievements

Chorąży

Chorąży (10/23)

2k

Reputation

  1. Chłop wyraźnie przedawkował forum braciasamcy.pl.
  2. Bardziej mi to wygląda na życiową weryfikację roli, jaką tych trzech typów starało się grać przed koleżkami. Ile to ja znam przypadków, że jakiś typ niby ruchał wszystko co się rusza, a w rzeczywistości to ledwo co tam cycka gdzieś potrzymał. Albo że inny rzeczywiście ruchał, ale jakieś stare próchna po 40, albo egzemplarze tak odstręczające, że nawet mój pies brzydziłby się je pokryć (a mówimy tu o samych nogawkach). Tacy właśnie królowie życia później kończą w związku z samotną matką, bo gdy życie mówi ,,sprawdzam", to taki układ to jest max, na co ich rzeczywiście stać.
  3. Ale za herezje już tak. I o ile w ramach podziału władzy kościelnej i świeckiej, duchowni katoliccy nie mogli legalnie wykonać kary śmierci na poddanym władcy świeckiego, to jednak mogli (i co najczęściej robili), domagać się od niego, aby ten taką karę wykonał w ramach swojego imperium.To oczywiście otwierało spore pole do nadużyć, gdzie oskarżenia o herezję mieszały się z rozgrywkami politycznymi i prywatnymi interesami, więc często bywało też tak, że zarówno duchowni, jak i władze świeckie grały do jednej bramki. Niemniej jednak, ja się przypierdoliłem do stwierdzenia, że Kościół nikogo nie palił na stosach, co można też odczytać jako pewien skrót myślowy, że nie był instytucją opresyjną, prześladowczą, czy też zamordystyczną. Był, tyle że w białych rękawiczkach.
  4. Władze świeckie de facto wykonywały wyroki śmierci, ale oskarżycielami i sędziami wydającym wyroki skazujące, byli najczęściej duchowni katoliccy. Tak więc takie pokrętne tłumaczenie, że Kościół ma rączki czyste, bo kat był na etacie u feudała, to nic innego jak sutenerstwo na logice. O ile Luter publicznie nawoływał do mordowania anabaptystów, to jednak największy posłuch znalazł u Franciszka z Waldeck, który był... biskupem katolickim. I który zbrojnie stłumił komunę w Munsterze, zaś jej przywódców - a jakże inaczej - spalił na stosie.
  5. @Jan III Wspaniały Widzisz, Ty wszedłeś na forum i wyraziłeś swoje zniesmaczenie pomstując na znak czasów obecnych. A ponad 130 lat temu Fryderyk Nietzsche, przechadzając się ulicami Turynu, spostrzegł, jak pewien woźnica, klnąc przy tym jak szewc, okładał bestialsko batem konia, który odmówił dalszej pracy z uwagi na swoje wyczerpanie. Nietzsche ponoć podbiegł do zwierzęcia, objął jego smaganą batem szyję, rozpłakał się i następnie stracił przytomność. Gdy został ocucony, to od tego momentu, aż do swojej śmierci, która nastąpiła dopiero 10 lat później w 1900 roku, nie odezwał się już słowem do nikogo. Część historyków uważa, że zdarzenie znane w historiografii pod nazwą Koń Turyński*, było kulminacją postępującej u Nietzschego choroby psychicznej, spowodowanej zarażeniem syfilisem, bądź też będącej wynikiem obciążenia genetycznego - do dziś zresztą nie ma jednoznacznej odpowiedzi, na jaką dokładnie chorobę cierpiał Nietzsche. Tym samym to, na ile degradacja psychiki filozofa następowała poprzez zmiany chorobotwórcze, a na ile była to jego reakcja na zrozumienie istoty rzeczy, nie sposób dzisiaj jednoznacznie rozstrzygnąć. Szczególnie jeśli weźmie się pod uwagę, że Nietzsche za czasów jeszcze swojej poczytalności, był autorem dość znanej dziś maksymy: ,,Kiedy spędzasz dużo czasu spoglądając w otchłań, otchłań zaczyna spoglądać również na Ciebie". Nietzsche nigdy nie był kojarzony jako obrońca zwierząt i raczej nie wykazywał względem nich zbyt dużej empatii, zaś żyjąc w XIX w. zapewne wielokrotnie był już świadkiem ich brutalnego traktowania przez człowieka. Dlaczego więc dopiero tamtego dnia, zareagował w taki sposób? Bo prawdopodobnie, dopiero 3 stycznia 1889 roku, otchłań spojrzała na Nietzschego - pytaniem pozostaje tylko, czy oczami katowanego zwierzęcia, czy może jednak woźnicy z Turynu. * Film Bela Tarr z 2011r. pod tym samym tytułem, bardzo luźno nawiązuje do tego zdarzenia i bynajmniej nie stanowi jego ekranizacji.
  6. Bez powrotu systemu ,,średnia córka za 10 morgów ziemi, najmłodsza za 16", czyli patriarchatu na pełnej kurwie, gdzie pater familias dzielił i rządził, czyli dobierał sobie zięcia wedle własnego uznania, takie rozwój sytuacji można włożyć pomiędzy bajania ze mchu i paproci. Jeśli jest 100 możliwości wyboru, wśród których tylko jedna opcja jest obiektywnie zła, to baba pozostawiona samej sobie, zawsze wybierze tą opcję złą. Można więc zapomnieć o tym, że stare baby po 40-stce będą kiwały razem z wami do jednej bramki - zamiast tego zapierdolą wam takiego samobója w siatę, że nie podniesiecie się z tego moralnie jak polska reprezentacja po pierwszej połowie.
  7. Nie śledzę na bieżąco tego wątku, bo ten już dawno stał się doskonałą ilustracją do pewnego cytatu Lema, więc nie wiem też, czy tutaj pewna okoliczność odpowiednio wybrzmiała, czy też została potraktowana na zasadzie jeżeli fakty są przeciwko nam, tym gorzej dla faktów. Niemniej jednak wypada odnotować, że w dniu 04.04.2023r. w skład NATO dołączyła Finlandia - kraj jakby nie patrzeć bezpośrednio z Rosją graniczący, ponadto w porównaniu do Ukrainy, o dużo bardziej strategicznym położeniu i przez to stanowiący dla Rosji dużo większe zagrożenie. Mało tego, raptem kilka dni temu, skład NATO powiększyła Szwecja. Wobec tego utrzymywanie w 2024r. narracji, że Rosja zaatakowała Ukrainę, żeby powstrzymać rozrost NATO, to jest już nie tyle wystawienie odpowiedniego świadectwa intelektualnego narratorowi, co dorabianie go też samym Rosjanom.
  8. Program nuclear sharing w ramach NATO, to wyłącznie ,,upoważnienie do dzierżenia" broni nuklearnej, a nie darowizna na podstawie której, taki obdarowany kraj może robić z tą bronią co zechce. O jej użyciu i tak decyduje wyłącznie Waszyngton - nawet w warunkach stanu wojny. Przekazanie takiej broni, np. Niemcom, to nie jest więc wyraz ,,zaufania", tylko oszczędność na paliwie do bombowca. A to implikuje dwa, następujące po sobie wnioski: pierwszy - nawet w przypadku agresji rosyjskiej, Polska posiadając broń nuklearną i tak jest pozbawiona decyzyjności, co do jej wykorzystania. i drugi - skoro wyłącznie USA decyduje o jej wykorzystaniu, to jest bez większej różnicy, czy ta broń jest na terenie Niemiec, czy terenie Polski. Jeśli USA będzie chciało przyjebać atomem w Ruskich, to i tak to zrobi.
  9. No właśnie cały mój poprzedni wpis, był zarzutem skierowanym przeciwko używaniu takich skrótów myślowych, bo gubią one semantyczny sens. Ja kumam o co Ci chodzi, ale pisząc w taki sposób: najzwyczajniej w świecie bełkoczesz, co bierze się z ograniczenia do posługiwania się jednym pojęciem.
  10. Jak na cztery dychy, wygląda lepiej niż większość dzisiejszych nastolatek. Taki gigachad, wśród typiar. Z taką pulą genową, to jeszcze spokojnie z 10 lat pociągnie, jako dobry materiał na ruchanie.
  11. Niby @Logik, a nie do końca logiczne to wszystko. Rozterki niniejszego wątku, to nic więcej, jak pokłosie PRL-owskiej ,,pauperyzacji" języka polskiego, gdzie w ówczesnym systemie braki kadrowe w przetrzebionej warstwie inteligencji, na szybko łatano ludźmi z klasy robotniczo-chłopskiej, którzy nie zawsze mieli do tego odpowiednie wykształcenie, a nierzadko też predyspozycje intelektualne. Stąd też w PRL-u, w urzędach i służbach publicznych była charakterystyczna ,,koślawa" gadka, pełna lapsusów słownych (regulamin ważniejszy niż człowiek - mój faworyt), która choć już stała się reliktem tego minionego systemu, to jednak odcisnęła swoje piętno na całym społeczeństwie. Jednym z nich jest właśnie pokutujący dalej w naszym języku zwrot, że ,,trzeb się odnosić do innych z szacunkiem". No właśnie nie trzeba. Wystarczy być kurwa UPRZEJMYM. Słowo ,,uprzejmy", przez takich właśnie PRL-owskich karierowiczów, zostało zmarginalizowane w mowie potocznej, że nawet do dziś nie kojarzy się ono jednoznacznie neutralnie - ,,uprzejmy" bardziej kojarzy się z kimś kto zachowuje się formalnie, ale niekoniecznie szczerze. I gdy ta prosta, chłopska, czołobitna mentalność weszła na salony, wyparła to słowo, zastępując je tym zwrotem, że ,,innym należy okazywać szacunek", żeby kurwa nie było wątpliwości, że ktoś jest de facto uprzejmy, co jednak jest niczym innym, jak dewaluacją tego pojęcia i zubożeniem języka. Takie emocjonalne ,,wzięcie na zakładnika", bo jak ktoś wymaga od nas szacunku, który jest zarezerwowany dla sfery sacrum, to instynktownie szukamy w sobie rzeczywistego uznania, które jednak aby emocjonalnie zakiełkować, musi paść na właściwy grunt. Stąd też ,,,wymaganie od innych szacunku", natrafia na wewnętrzny opór u tych innych, bo zamiast spektrum, mamy dwa pojęcia przeciwstawne, które rodzą sprzężenia zwrotne na polu semantycznym. Młodzieży do dziś wtłacza się do łbów, że starszym należy okazywać szacunek, a ci całkiem trafnie odpowiadają, że z jakiej kurwa racji? Szacunek jest przecież za zasługi, szczególną - nierzadko emocjonalną - wartość, a nie za to, że ktoś oddycha bez wspomagania. I nie inaczej też autor wątku pogubił się w tej językowej semantyce, począwszy od przytoczenia chybionej definicji, po wypisanie przykładów savoir-vivre, do skwitowania tego jakże kuriozalnym wnioskiem, że jednak na ten szacunek trzeba sobie zasłużyć. No to należy się on każdemu bez wyjątku, czy jednak trzeba go sobie wywalczyć? W zupełności by wystarczyło, żeby w tym kraju ludzie zaczęli być względem siebie, tak po prostu, po ludzku i w pełni formalnie UPRZEJMI, a to już byłby duża zmiana na plus, w tym całym kurwidołku, gdzie wszyscy miotają się od czołobitnego szacunku, po odsądzanie od czci i wiary.
  12. To o czym piszesz, to nie jest MGTOW, tylko MGTCOAPFW (Men Going the Consulted on a Public Forum Way).
  13. Zasiadając do seansu, niby wiedziałem, że to historia oparta na faktach, ale nie spodziewałem się, że dobra znajomość historii Johna Buntinga jest tutaj wymagana do połapania się we wszystkich wydarzeniach jakie mają miejsce na ekranie. Fabuła jest niestety pełna niedomówień i prowadzona w sposób poszatkowany (wydarzenia w rzeczywistości rozgrywały się na przestrzeni 8 lat, a w filmie upływ czasu nie ma żadnych odniesień), nie wiadomo kim są postacie, które nagle się pojawiają i co nimi kieruje - nie pomaga też w tym, lakoniczne posłowie na samym końcu filmu. Dopiero po zapoznaniu się z biografiami wszystkich postaci w ich realnym życiu, cała historia układa się w jedną całość. A szkoda, bo to wyjątkowo obskuriwałe i patologiczne kino, które jednak sporo traci na tych mankamentach narracji. Osobom, które znały tą historię ze źródeł dziennikarskich bądź literatury faktu, film na pewno zrobi duże większe wrażenie. Ja niestety muszę cierpieć za grzech ignorancji i choć już teraz kumam o co w tym filmie chodzi, to niestety - jak to mówią - niesmak pozostał.
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.