Jump to content
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Throgg

Użytkownik
  • Content Count

    75
  • Donations

    0.00 PLN 
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

67 Świetna

About Throgg

  • Rank
    Kot

Profile Information

  • Płeć
    Mężczyzna

Recent Profile Visitors

The recent visitors block is disabled and is not being shown to other users.

  1. Mieszkałem w Szwecji pewien czas i zaobserwowałem, że to społeczeństwo posiada zupełnie inną mentalność, którą ciężko zrozumieć z perspektywy Polaka. Szwedzi w swoim własnym gronie, to tak naprawdę osobnicy bardzo ksenofobiczni, rasistowscy i uważający się za lepszych od innych narodowości. Przyjazność i tolerancja, to tylko fasada zarezerwowana dla cudzoziemców. W ogóle w języku szwedzkim jest słowo ,,utlening", którego nie da się przetłumaczyć dosłownie na język Polski, a będące pogardliwym określeniem ,,nie-Szweda". Dla porównania, w języku polskim występują pejoratywne określenia tylko niektórych narodowości lub grup etnicznych, najczęściej o historycznym rodowodzie (szwaby, kacapy), zaś Szwedzi mają jedno uniwersalne słowo pogardy wobec każdego spoza kraju, bez względu, czy jest z USA czy z Pakistanu. Cały paradoks społeczeństwa szwedzkiego polega na tym, że pomimo głęboko skrywanej ksenofobii, Szwedzi przedkładają dobre imię swojego kraju, nad interes własny. Skoro w przestrzeni publicznej i międzynarodowej postrzeganie jako ,,dobry, przyjazny, postępowy, nowoczesny", jest uwarunkowane spełnianiem przesłanek poprawności politycznej, to Szwedzi to po prostu robią, nawet jak pociąga to za sobą jakieś lokalne problemy. W Polsce kręci się z tego bekę, ale z kolei dla Szwedów kompletnie niezrozumiałe jest chełpienie się ksenofobią, jakby na przekór obecnym standardom, co odbija się negatywnie dla Polski w opinii międzynarodowej.
  2. Przeczytałem cały wątek i dziwię się, skąd u większości błędna obserwacja, że to kobiety nienawidzą prostytutek. Kurwa kurwie łba nie urwie, jak mówi starolechickie przysłowie. To panowie mają trochę błędny odczyt, ponieważ wokół tematu prostytucji największą pogardą przez kobiety są darzeni właśnie mężczyźni, którzy z niej korzystają. Zaraz ktoś to zripostuje, że to taka racjonalizacja przez kobiety strachu o własną pozycję, i może by to była prawda, gdyby nie fakt, że same prostytutki też gardzą swoimi klientami i raczej mają w dupie (najczęściej w przenośni) ich satysfakcję. No i zastanawiam się, czy wytrawni kurwiarze odwiedzają co trzy miesiące wenerologa, bo nikt nie zająknął się o tym, że dla kobiety facet odwiedzający prostytutki, to pod tym kątem pewne zagrożenie. O ile chlamydia czy HPV mogą być dla faceta bezobjawowe (i łatwe do zarażenia nawet przy seksie w prezerwatywie), tak dla kobiet są trochę bardziej niebezpieczne. W ogóle wątek o zalecaniu informowania swoich partnerek, że chodzi się na dziwki i żeby lepiej się starały bo pójdą w odstawkę, zakrawa na trolling osoby, która albo nigdy nie była w związku, albo u prostytutki. Podanie takiego info dla kobiety, to dobrowolne położenie jaj pod nóż, bo nawet jak panienka puszcza się po klubach i jest zbiornikiem na wirusy, to przy pierwszej diagnozie choroby wenerycznej zniszczy wam życie, robiąc z was kurwiarza, HIV-owca i w najgorszym przypadku pakując w sprawę karną.
  3. ,,Stul pizdę flecie" - działa w 99% przypadków.
  4. Od małego kolekcjonowałem muzykę na różnych formatach. Zaczynałem od kaset magnetofonowych, które po 2000r. ludzie oddawali za bezcen i nie pamiętam ile tego miałem, ale z około dwustu pozycji, bo ponad połowa to były tak zwane piraty. Jak poszedłem na studia, to matka podczas remontu wyjebała wszystko na śmieci. Na szczęście już wtedy zacząłem zbierać CD, więc ulubione albumy dalej mam w wersji fizycznej, a i jednocześnie nie ostał się też dowód na to, jakiej siary słuchałem gdy miałem kilkanaście lat, więc żalu o to do niej nie mam. Obecnie CD mam z 500 pozycji - zawalają coraz więcej miejsca, więc od kilku lat powoli przerzucam się na kupowanie winyli. Te zajmują już dużo mniej miejsca, choć na razie mam tylko około 50 sztuk. Na 2020r. mam już przygotowaną listę 80 pozycji, jakie chcę mieć na winylu i w sumie to wyczerpuje na razie moje kolekcjonerskie marzenia.
  5. Unieważnienie małżeństwa w prawie kanonicznym w praktyce sprawdza się do dania w łapę, więc nic dziwnego, że do tego zachęca.
  6. I to jest sedno całego tematu - bo czy mówimy tutaj o zwykłej degustacji alkoholu (bo ja np. lubię gin w różnych wariantach dla samego smaku), czy zwyczajowym zalewaniu pały czymkolwiek co ma procenty. A to są jednak dwie różne rzeczy. Alkohol ma tak przeróżne działania na poszczególne osoby, że dla każdego to powinna być sprawa indywidualna i próba jego zdemonizowania lub obrony w oczach społeczeństwa mija się z celem. Jednych rozluźnia i poprawia humor, innych stacza na samo dno - tu nie ma reguły.
  7. No to albo jest słabsza, albo ma większą wiedzę od nas w danej dziedzinie. Dalej nie rozumiem pytania.
  8. Problem jest w Tobie, a nie w kobietach, bo jeżeli seryjnie zaliczasz bolesne odrzucenia, to dlatego, że nie potrafisz skalibrować swoich romantycznych oczekiwań co do rzeczywistości. Jeśli wobec każdej laski, która powiedziała Ci ,,cześć", snujesz plany jak to w późnej starości bawicie się razem w wnukami, to nie dziw się, że ona może odbierać zwyczajowo ustalone konwenanse w trochę bardziej przyziemny sposób.
  9. W rzeczy samej, była z dupy, bo podparcie się kilkunastoma linkami do stron z wykresami i statystyką, raczej nie zmieniłoby merytorycznego sensu mojej wypowiedzi.
  10. Czytając powyższe, dochodzi do mnie, że dzisiejsze MGTOW, to konsekwencja braku wojen od kilkudziesięciu lat w Europie. Praktycznie od zawsze, do 1945 roku, każde pokolenie było orane w 50%-60% wojskowymi pociskami i demografia stała w ryzach. Paradoksalnie miało to też swoje dobre strony, bo tacy 1/10 z ryja, mogli poużywać na kobietach wroga, gdy akurat byli na obcym terenie, zaś rodaczki mogły cieszyć się adoracją samców bogatszych (wyższa hierarchia wojskowa) lub silniejszych (nikt mu na froncie nie podskoczył), gdy przychodziło te kilka lat pokoju i ocaleni wracali z wojny. Jak miałem 16 lat, to się zastanawiałem po co ludzie żyją po 30. Mam teraz prawie 30 i dostrzegam, że to rzeczywiście prawda - ludzie płaczą i zgrzytają zębami, że jednak po skończeniu 30 lat, trzeba dalej żyć. A bo to się majątku nie zgromadziło, a bo to, że panien na studiach się nie naruchało , a to że się nie ma znajomych, a to że praca bez perspektyw. I nic się w waszym życiu nie zmieni, bo paradygmat tego świata, funkcjonujący od jego zarania, nie przewidział tej nagłej zmiany, jaka zaszłą w ciągu ostatnich 50 lat. Że nagle 60% społeczeństwa, które miało pójść na rzeź, teraz ma pracę na etat 8 godzin i porno w telefonie. Pytaniem zasadniczym jest więc to, czy paradygmat zapomniał o was, czy to jednak wy NIE zapomnieliście o paradygmacie.
  11. Rzeź wołyńska, to w 80% dzieło ciemnego chłopstwa, które od małego obdzierało bydło żywcem ze skóry, odrąbywało głowy kurom, wybebeszało barany i szlachtowało świnie nożem. Wołyń jest ogólnie trochę zmitologizowany w polskiej historii, w stylu ,,nie miało nic takiego wcześniej miejsca", a to nieprawda, bo za każdym razem, gdzie chłopstwo znajdowało ujście w swoich frustracjach, dokonywała się rzeź rodem z fantazji najbardziej zatwardziałych wegan, w których to ludzie zamieniają się miejscami z trzodą chlewną.
  12. A mając na uwadze zasadę one-drop rule, to na jakiej podstawie zachodzi weryfikacja, czy ktoś jest biały?
  13. Miałem okazję przebywać zarówno w kraju skrajnie kapitalistycznym (USA), jak i skrajnie socjalistycznym (Szwecja). Polska w swojej obecnej formie jest niby na rozdrożu tych dwóch systemów, ale przy dogłębniejszej analizie, stanowi swoistego mutanta systemów ideologicznych, będącym poza tym spektrum. Z jednej strony trzeba łożyć na publiczną opiekę zdrowotną, ale żeby podjąć jakieś sensowne leczenie, trzeba kierować się do prywatnych specjalistów za grube pieniądze. Nawet korzystając z opieki publicznej, bez stosownej liczby łapówek, nie można liczyć na sensowną opiekę. Czyli wychodzi, że płaci się nawet podwójnie, potrójnie. Niby jest system emerytalny, ale tak naprawdę jest to piramida finansowa, będąca legalnym narzędziem rozboju każdorazowej władzy. Niby jest państwowa edukacja, ale sami politycy uważają ją za gównianą i nic nie wartą (autentyczne słowa Balcerowicza, który stwierdził, że jak ktoś idzie na państwową europeistykę to jest sam sobie winien - źródła nie podam, bo było to zasłyszane na jego wykładzie). Odnosząc się zaś do głównego wątku, to zadam kłam temu twierdzeniu, ponieważ z własnego doświadczenia, ciężko znaleźć bardziej życzliwych ludzi zarówno w USA, jak i w Szwecji. Oba państwa mają całkowicie dwie odmienne wizje co do swojego udziału w życiu obywateli i pomimo całkowicie różnych problemów związanych z poszczególnymi systemami, zarówno Amerykanie jak i Szwedzi, to ludzie bardzo przyjaźni i życzliwi. To nie konkretny system tworzy ludzi samolubnych, zgryźliwych i nieprzyjemnych, tylko mnóstwo czynników historycznych, których poddawanie analizie, to zwyczajna strata czasu przy tak zawężonym temacie wątku.
  14. Kończyłem prowincjonalne gimnazjum, gdzie uczęszczały też dziewczyny ze skrajnie patologicznych, wiejskich rodzin, gdzie bieda była widoczna z daleka. Była taka jedna dziewczyna, całkowicie wycofana i pozbawiona jakichkolwiek umiejętności socjalizacji. Oczywiście spotykało się to z powszechnym ostracyzmem grupy w postaci szydzenia, wyzwisk i innych takich szczeniackich zachowań, np. w postaci snucia historyjek, że dziewczyna się kąpie z ojcem w jednej beczce. Potem jednak, kilka lat po ukończeniu szkoły, dotarły do mnie informacje, że było w tym ziarno prawdy, bo jakieś postępowanie w sprawie pedofili (a może gwałtu, bo w sumie już wtedy miała 17-18 lat) zostało w tej rodzinie wszczęte. Szczegółów jednak nie znam do dzisiaj, bo te towarzystwo zostawiłem za sobą kilkanaście lat temu. Z kolei moja była dziewczyna (z bardzo dobrego domu, aczkolwiek rodzice po rozwodzie) zaskoczyła mnie kiedyś nagłym wykładem na temat stygmatyzacji ofiar gwałtów i tworzeniem wokół tego niepotrzebnej atmosfery tabu. Wg niej, gwałt na kobiecie to jak pobicie dla mężczyzny i cała ta atmosfera wsparcia i ,,skakania nad jajkiem" jaka towarzyszy później ofierze, bardziej tylko szkodzi niż pomaga. Nadmienię tylko, że sama miała dość mocno feministyczne poglądy. Mocno mnie zdziwiło to wyznanie i do dziś mam podejrzenie, że prawdopodobnie sama była ofiarą gwałtu, jednak nigdy nie zapytałem jej o to wprost.
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.