Jump to content
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Rnext

Starszy Moderator
  • Content Count

    5376
  • Donations

    30.00 PLN 
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    68

Rnext last won the day on January 31

Rnext had the most liked content!

Community Reputation

12309 Świetna

11 Followers

About Rnext

  • Rank
    Kapitan

Profile Information

  • Płeć
    Mężczyzna
  • Miejscowość
    Las Sosnas

Recent Profile Visitors

13598 profile views
  1. I tak póki co, nic nie przebije niegdysiejszej sytuacji z młodocianym arabem, który podszedł do mnie i przepraszając że przeszkadza, oznajmił że mam piękną córkę i czy nie mam nic przeciwko, żeby mógł ją bliżej poznać i czy się zgadzam. Dostrzegając potencjał rozrywkowy sytuacji, oznajmiłem mu, że moja córka również mi się podoba i to na tyle żeby z nią uprawiać sex. A tak w ogóle to wystawiam ją na wabia, żeby wydupczyć jakiegoś faceta w trójkącie. Zrobił wielkie oczy, odraza walczyła w nim z pożądaniem i finalnie wygrała, bowiem przepraszając raz jeszcze i dławiąc się językiem, oznajmił że on się na takie układy nie pisze i oddalił się ruchem jednostajnie wyjątkowo przyspieszonym, niemal zasłaniając dłońmi dupsko Wielokrotnie reakcje otoczenia mają ogromny kapitał kabaretowy, jednak mimo natywnie kpiarskiego podejścia, często nie mam sumienia wyciskać z nich całej śmieszności, bo czuję, jak bym się trochę z kogoś upośledzonego nabijał.
  2. Główną robotę odwalają raczej sortownie, gdzie odbywa się właściwa kwalifikacja i rozdział kategorii śmieci. Na poziomie idei to owszem, całkiem przytomnie brzmi i dobrze wygląda w telewizji (jeszcze lepiej na niektórych kontach bankowych ;). Jednak zazwyczaj "chłop swoje, pop swoje".
  3. Nie tylko ja sam jestem w szoku z powodu rakietowej rekonwalescencji. Początkowo to nawet ciężko mi było pisać na klawiaturze, takie twarde i oporne wydawały mi się klawisze. O ledwości utrzymania kubka z herbatą obiema rękoma tylko pobocznie wspomnę. Motywacja, upór, sporo bólu do pokonania i wytrwałości i efekt przyszedł. Chwile słabości gasiłem wewnętrznym głosem "przecież jesteś twardym sukinsynem". Działało i działa nadal. Nie mam pojęcia co się wydarzyło przez te pięć dni bez przytomności i na krawędzi, ale coś się tam stać musiało. Czasami miewam jakieś flashbacki, ale są jakieś takie nieokreślone i niejasne. Niby wyglądam tak samo (a ponoć nawet lepiej) ale jak bym był sporo inny. Może to kwestia przetoczenia cudzej krwi (dawca był chyba wampirem) a może to nadmiar wolnego czasu nudy, gdy byłem unieruchomiony w szpitalnym łóżku, skłaniającego do licznych refleksji, przemyśleń i postanowień. Niby "prąd" mam ten sam, ale jakiś taki lepszy, lepiej zasila. Gęstszy? W zasadzie najlepiej jak chyba może być, jak się mogło skończyć. Obecnie czuję się jak nastolatek. Nawet BMI mi nieco od wyjścia podskoczyło do 21.63. Ale i tak jestem chudzielcem jak byłem. Tylko zaległości mi się narobiło tyle, że nie wiem w co ręce i głowę wsadzić. A do tego nowe pomysły doszły i po prostu 12h dziennie aktywności nie wystarcza. Entuzjazm przygasa dosłownie czasami i ledwie na chwilę, gdy przypłynie jakaś fala wspomnień i projekcji co się mogło wydarzyć i skóra na plecach mi cierpnie. Tym niemniej, ćpanie opioidów na koszt podatnika wspominam jako interesujące doświadczenie
  4. Wczoraj mnie wypuścili! Nareszcie! Słabym jeszcze nieco wprawdzie, ale pierwszy raz od tygodnia za to się wyspałem! Własne łóżeczko, kołderka i poduszka. Mniammm! Wstąpił we mnie dodatkowo wilczy apetyt. Dzięki wszystkim za wsparcie i słowa otuchy!
  5. A ja to pierdolę (i puszczasz oczko ) Gdyby jeszcze laska błysnęła tekstem "i to jak!" to pozamiatane.
  6. Ja tu sobie ćwiczę wykroki i przysiady, trzymając się asekuracyjnie ram łóżek postawionych naprzeciwko siebie w przejściu a w drzwiach pojawia się znajoma figura strzelistej burzy włosów. No @Helena K.!!! Ci dwaj współlokatorzy przytomni już nic nie komentują, bo przez tydzień odwiedziło mnie siedem różnych pań a tylko dwóch panów. A dziadunie - jak to dziadunie, akurat pora spania (jak prawie dla nich każda). Więc z wdzięcznymi obliczami namalowanej pacynki, leżą i dogorywają. Mieliśmy z @Helena K. spory margines czasu, więc tym fajniej. Oczywiście wygłupy i żartobliwy klimat spotkania, tak jak opisuje. Ale w pewnym sensie fajniej, bo dałem jej do interpretacji wypis z mojego przyjęcia na OIOM, żeby (jako oczywiście instalatorka systemów sanitarnych) przetłumaczyła mi z "polskiego na nasze". Gdy skończyła "tłumaczenie" zapytałem - "ciekawe czy widać moje odbicie w lustrze". Miałem świadomość że stan był bardzo kiepski, ale nie że pod 80% czynników było w stanie krytycznym bądź udaru. Bardzo (ykhm, nomen-omen) "pokrzepiająco" zabrzmiało to, że już mi się wyłączył krwiobieg duży a krew w małym zaczynała krzepnąć, ciśnienie miałem zredukowane do 40/20, do tego niewydolność oddechowa i ultra ostre zapalenie płuc. Do kompletu kwasica, elektrolity i kreatynina w stratosferze. Akurat musiałem iść na zabieg, więc sanitariuszka podjechała z wózkiem. @Helena K. bez większych nadziei że ją wpuszczą, jednak rusza ze mną, Pierwszy raz, dwa dni wcześniej, byłem tam zawieziony leżąc na łóżku. Na mój widok szefowa oddziału z takim pełnym pokrzepienia -- ooo, dzisiaj już na wózku a nie na łóżku - chciałem się poczuć jak weteran i przyjechać na wózku. W końcu drugi raz tu jestem - to mówiąc zacząłem wstawać z wózka i iść w kierunku fotela zabiegowego. - to pan chodzi?!?!?? - tak (przestałem się dziwić że się wszyscy dziwią po przetłumaczeniu dokumentów przez @Helena K.) Po zakończeniu zabiegu, zadzwonili na mój oddział żeby mnie sobie zabrali bo już im nie jestem potrzebny. Błąkam się po korytarzu w poszukiwaniu jakiejś znajomej sanitariuszki od siebie. Tu "cichosza, tam cicho" nie ma nikogo. W końcu otwierają się drzwi jednej z wind i wychodzi... para sanitariuszy z łóżkiem. Stanęli na mój widok jak wryci (no OK, sam bym się warzywa spodziewał) ale, kurwa, błagam, może niech personel zauważy fakty i mnie już wypiszcie. Koło północy już na korytarzach pusto. Strzeliła mi do głowy mała przbieżka truchtem. Truchtam więc sobie a łzy mi lecą po policzkach same. Cztery dni temu nie byłem w stanie ustać w miejscu na własnych nogach. I jak niewiele brakowało by drugiej szansy nie było. Ale o tym co się zmieni, będzie w przygotowywanym wpisie "Rnext 2.0".
  7. Odwczorajsze odkrycie własne. Kapitalnie!
  8. Nie, ale żeby za dużo nie zdradzać, szczegółów oszczędzę. Natomiast update z ostatniej chwili. CHODZĘ JUŻ SAMODZIELNIE zupełnie swobodnie!. W porównaniu do wczorajszych dwóch drepnięć i obejścia koja, plan na dziś miał mi dać możliwość chodzenia z balkonikiem. Taki goal of the day. No i na początku metodą na babcię/dziadka, czyli odstawiasz, dochodzisz, odstawiasz... No i po kilku krokach wydało mi się to mało optymalne (za wolne), więc uniosłem balkonik nad ziemię i go sobie przed sobą noszę. Czuję się pewniej, bo a) czegoś się trzymam (idiotyczne, ale działa, a błędnik ma chyba lepszą informację stabilizacyjną) b) zawsze mogę postawić na ziemi i się chwycić albo odpocząć jak przeholuję. W związku z tym dopełniam obrazu "psychiatryka", jako taki koleś błąkający się po szpitalu w pidżamie, noszący przed sobą balkonik, Już przestałem liczyć ile przeszedłem. Stopień realizacji planu - przekroczony.
  9. Podziwiam intuicję, Ale już wręcz przeciwnie, Wybieram szybkie. Wolne zostawiam na delektowanie się tym, czym się da. Po zrobieniu pierwszych dwóch kroczków wczoraj (właściwie dwa drepnięcia w przód i dwa w tył) nie mogłem spać, W zadzie nie śpię już trzecią dobę. Raz się skusiłem na jakąś pigułę, W smaku byle jaka i w dodatku bez żadnego działania. więc w nocy robię ćwiczenia izomeryczne a dwóch półlitrowych butelek wody używam w roli hantli i tak po 10 - 15 minut daję radę nimi machać, Koło pierwszej w nocy obszedłem już własne łóżko asekurując się barierkami, pod pretekstem podłączenia ładowarki telefonu. Czyli jakieś 8m dałem radę machnąć, Dzisiaj już sześć razy przeszedłem cały nasz pokój wzdłuż. To jakieś 60m. Nie myślałem że można o chodzeniu w kontekście sukcesu i "rocket science" myśleć. No i planuję wykorzystać sytuację do rzucenia palenia, Skoro nie palę już 10 dni i pomyślałem o fajkach tylko ze dwa razy, żal zmarnować,
  10. A Coca-Cola jest po dwa Ruble Bo ważne są wielowymiarowo wszelkie relacje międzyludzkie. A tu mamy ich przykładów na niezły elaborat. Może się doczeka swojej wersji Trochę się gubimy w gonitwie Można powiedzieć dużo, ale kurtuazja nakazuje przemilczeć temat Najlepsze są w tym wszystkim przeurocze panie kucharki, uśmiechnięte i dumne jak by ze znacznie z lepszej sprawy.
  11. Na wstępie wszystkim dziękuję. Nic a nic. Włącz-wyłącz. Jako ostatnie pamiętam jakieś ukłucie i zastrzyk w windzie i chyba coś na skroni a następny moment to cztery dni później. Jakby w ogóle tego czasu nie było, jak mrugnięcie oczyma. Nie ukrywam, to prawda. Ale ja sam jestem skrzyżowaniem wirusa z agentem matrixa @Helena K. Ty to zawsze... Ta forma prawdy jest najbliższa rzeczywistości ale i też ją wyróżniam bo mi się podoba.
  12. ...ale tak naprawdę niewiele (że pozwolę sparafrazować Marka Twaina) Tak moi drodzy, byłem "trzy ćwierci od śmierci". Wskutek splotu pewnych okoliczności znalazłem się na SORze w zeszłą środę. Ocknąłem się w poniedziałek rano na szpitalnym OIOMIE w stanie kompletnego oszołomienia i fantasmagorycznym widzeniem otoczenia. Opis rzeczywistości zastanej zasługuje na odrębną opowieść. Obudziłem się z myślą o mojej dziewczynie, a trzymany za rękę przez moją mamę. Widząc jej oblicze pokojarzyłem (z grubsza ledwie) okoliczności i sytuację. Chcąc ją chyba trochę rozweselić a poniekąd się przejęzyczając słowami; "witaj wśród żydów" zamiast "wśród żywych". Ledwie mogę wydobyć głos (po intubacji) co skrzętnie wykorzystuje sadystyczna część personelu a to udając że nie widzi nie słyszy. Do tego mam lekką afazję - w głowie mówię czasem inne słowo niż słychać. Jak w jakimś pierdolonym koszmarze, nie potrafisz nikomu przekazać składnie żadnej myśli. Po dwóch koszmarnych dniach świadomości na OIOMie dnie doszedłem na tyle do siebie, że mogli mnie przenieść na normalny oddział. Nie wiem czy jest naprawdę normalny, czy to raczej jakaś podpucha bo właśnie leżę i piszę tego posta np. wśród naprzemiennie wykrzykiwanych 'Jahwe, Karol, Celina" których to chce poddać pod sąd partyjny albo od razu siekierą ich!. Piguły niższego rzędu i personel obsługowy są tu prawie w 100% rosyjskojęzyczne. Tezę o szaleństwie tego miejsca potwierdzać może opierdol jaki zaserwowała personelka pacjentowi, oczekując że zgłosi kupę w pampersie zanim ją zrobi, bo przecież ona tu pół godziny temu już była! Od razu przy pierwszej możliwości zadzwoniłem do dziewczyny, i usłyszałem szlochanie "R-next, bałam że już nigdy Cię nie usłyszę". Dawali mi max 20% szans na samo przeżycie. Dodatkowy bonus jest taki że szanse na usterki w mózgu były odwrotne (tym sposobem daję sobie glejt na wypisywanie pierdół! Czyż nie jestem genialny?!. Nie przehandluję ani mojego anioła stróża ani mojej dziewczyny, bo to najlepsze i najpiękniejsze (choć nie obraź się aniele, że nic z tego ;)) istoty. Jeśli ktoś jest innego zdania, rozstrzygnijmy to pojedynkiem na ubitej ziemi i niechaj ma ze sobą miecz. Ja wezmę rewolwer (właściwe zarządzanie ryzykiem ;)) Dziś zrobiłem pierwsze dwa kroki. A dotychczas chodzenie wydawało się takie naturalnie proste. Nie mogąc spać robię ćwiczenia izomeryczne. Mam za dużo do nadrobienia, żeby marnować czas. Najczęściej słyszę wyrazy zdziwienia na temat tempa poprawy stanu. Myślę że jest w tym spora zasługa tych, którzy się za mnie modlili (a wiem kto ;)) i im z całego serca dziękuję. Nie ustawajcie
  13. Oferta "systemowa" jest żadna. Nawet jeśli wyciągniesz 3% na czysto to ile to będzie? 300 PLN rocznie? Wychodzi 1PLN dziennie. Zawracanie gitary w zakresie zysku nominalnego. Tyle to przez tydzień jesteś w stanie wyciągnąć np. robiąc staruszce po sąsiedzku zakupy w warzywniaku Ale możesz podejść do tematu na parę sposobów: - ćwczebnie - spekuła na jakichś walorach (akcje, krypto itp). Zwykle kończysz z lekcją, chociaż jako dawca kapitału - wstęp do inwestowania - kokosów (ani nawet śliwek) raczej z tego nie będzie, ale przydać się może do otrzaskania się z większą kapustą w zarządzaniu - rynek pożyczek/inwestycji prywatnych, ryzyko większe ale jest zabawa - wyrabiasz nawyk odkładania konsumpcji na później Ogólnie zmierzam do tego, że to za mała kwota, żeby się do niej przywiązywać za bardzo.
  14. No to "słowo się rzekło, kobyłka u płota" I bardzo dobrze. Czasami trzeba "umrzeć" dla dotychczasowego życia. Raczej nie potrzebujesz rady, tylko otuchy. A tutaj sam wybierasz. Ciesz się, że nie robią tego za Ciebie okoliczności i konieczności. Przed czym "pękasz" tak naprawdę? Bo nie sądzę, że sen z powiek spędza Ci ekonomia. Z nią zresztą i na niższym poziomie finansowym często i tak może być satysfakcjonująco. A satysfakcji za same pieniądze nie kupisz. To styl życia ma Ci ją dać w postaci zajebistej codzienności. Zawalczyłeś właśnie o swoją codzienność. A jak Ci się nie spodoba, możesz zmienić kolejną rzecz, kolejny raz. Nie decydujesz się przecież na klasztorną celę.
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.