Jump to content

Rnext

Starszy Moderator
  • Posts

    10,738
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    112
  • Donations

    30.00 PLN 

Rnext last won the day on November 1 2025

Rnext had the most liked content!

About Rnext

Profile Information

  • Płeć
    Mężczyzna
  • Miejscowość
    Las Sosnas

Recent Profile Visitors

53,288 profile views

Rnext's Achievements

Podpułkownik

Podpułkownik (17/23)

29k

Reputation

  1. Może i tak, ale ja nie zamierzam wypasać państwowego potwora/smoka extra haraczem w postaci VATu. I wierzcie mi, dla mnie to jest naprawdę przykre, że tak źle oceniam gospodarowanie naszymi podatkami, że minimalizuję ich płacenie. No i trochę niepotrzebne korowody z wyjazdami do DE czy depozytami bo tam srebro bez VA(D)
  2. Ech, gdyby to było takie proste, to w zasadzie złoto/Nvidia/Intel... nie byłyby potrzebne, bo jadąc na górkach i dołkach nawet gnojówki notowanej na giełdzie, można by być właścicielem świata
  3. Wał zapewne nie jest jedyny ale podobnie jak wiele innych (hiper)marketowych "gier w trzy karty", polegający na zwyczajnej psychomanipulacji - a mówiąc językiem Barei- robieniu tzw. "z tata wariata" (gdy matka siedzi z tyłu). Sami wprawdzie miód pozyskujemy z hobbystycznej pasieki wujka @H, ale gdyby przyszło co do czego, to pewnie... i tak kupił bym z pasieki w sąsiedniej wsi No ale nie każdy jest wieśniakiem i zwyczajnie jest skazany, tak skazany choć myśli że ma wybór, na jakieś marketowe gówno-produkty od Ukra czy Hindusa (jak choćby ogórki w Biedrze). Staje się to jeszcze ważniejsze w chwili wciśnięcia nam w dupy kolejnego euro-dildo (ileż się tam ich jeszcze zmieści!!!) w postaci dealu rodzimych eurokacyków z MERCOSUR (a mówiąc otwarcie - dealu tubylczych, zubożałych germanów z tymi którzy uciekli swego czasu ze złotymi zębami i obrączkami swoich przerobionych na abażury i mydło ofiar). Będzie takich szwindli (nie bez kozery w Polsce zwanych - "oszwabieniem") coraz więcej i coraz mniej zapewne pomoże nasza czujność i czytanie etykiet, do której przy każdej sposobności namawiam. Szczególnie teraz, gdy łapówkarze z KE są na prostej drodze do wciskania nam strychniny z chlebem powszednim.
  4. Jako "dzieciuch" to była norma, durny i słaby człek ulegał "presji 10%". Odkąd uświadomiłem sobie jakie to jest głupie, frajerskie i "ośmieliłem się" żyć na własnych zasadach - nigdy i nigdzie. Aktualnie gdzieniegdzie dolicza się serwis (opłata za obsługę) do rachunku i to jest w ogóle jakiś żart. Szczęśliwie mam ten komfort, że nie musimy jadać (przeważnie gówien szczerozłotych) w restauracjach, których kuchnie pękają od frytur czy pojemników z przemysłowymi fixami Knorra albo mrożonkami z pobliskiego Lidla. A uprzejme traktowanie klienta w knajpie to chyba jakaś oczywistość i interes biznesowy? Czy trzeba to dodatkowo wykupić? Bo jak nie to brudną szmatą przez ryj jak u Barei?
  5. Nigdy nie dawałem, nie daję i nie będę dawał. Poza tym, że to wszystko jest dla mnie bardzo mętne i lekko podśmierduje akurat tego typu koncesja ze strony władzy (czy to Owsiak czy Pszenniak, jeden wUj) to nie zamierzam wyręczać aparatu państwowego w jego psim obowiązku zabezpieczenia zdrowotnego (skoro już się uparliśmy wszyscy na państwową ochronę zdrowia). Tym bardziej że skala zdzierstwa podatkowego w P(R)L jest niewyobrażalna. Dodatkowo takie "obdarowywanie" O.Z. rodzi gigantyczne pole do nadużyć i wałów. Podobnie nie daję napiwków w restauracjach, nawet w restauracji McDonalds ani w okienku na poczcie czy na stacji benzynowej bo moralnie naganne jest wyręczanie pracodawcy w godziwym wynagradzaniu pracowników, zwłaszcza dopuszczając istnienie nieopodatkowanej "szarej strefy" kelnerskiej. Jak tak sobie kiedyś analizowałem, to największymi zwolennikami napiwków jest branża restauratorska z - o dziwo sferą właścicielską. Napiwki są niemoralne, a taki "owsiany napiwek" jeszcze gorzej świadczy o donatorach, którzy chcą sobie zwyczajnie kupić odpust (nie)zupełny, psując tym samym państwo.
  6. Ale że wszyscy wiedzą a on nie? Niezłe.
  7. Nie inaczej - podwyższono ją na dwa lata ("jeszcze tylko dwa tygodnie" ) w 2011 r. Więc są to chyba najdłuższe "dwa lata" w historii ludzkości. Mało, że jest to podatek haniebny, to wiele wskazuje na to, że został zaprojektowany jako wehikuł do "zarabiania" pieniędzy przez "kumpli i przyjaciół królika" i finansowaniu samym sobie Bizancjum za pomocą prywatyzacji podatków. Przy czym zwalczana jest jedynie niekoncesjonowana konkurencja korzystająca z udostępnionych publicznie mechanizmów. Bo "co wolno wojewodzie...". Nawiasem mówiąc, tzw. "luka VAT" w EU to jakieś 100 mld EUR rocznie. Ładny grosz do rozdrapania.
  8. Jest garść niepisanych zasad "rządowych": - jeżeli coś działa źle bądź nie działa (NFZ/ZUS etc.) to właśnie tak ma być. Nie ma w tym ani niekompetencji ani przypadku - rząd jest pralnią pieniędzy dla kolesiostwa. Pieniądze najprościej pozyskiwać z długu - kiedy wyczerpią się "obywatelskie" generatory długu, obowiązek zaciągania długu u banksterów spada na rząd (zakupy niezliczonych ilości szczepionek, złomu zwanego uzbrojeniem itp.) - kiedy nikt nie będzie chciał kupować haniebnego długu rządowego, należy go przerzucić w formie przymusowej na barki jedwabnika (preferencyjne kredyty na obowiązkową termomodernizację domów itd.) - zawsze chodzi o dług, bo dług to przejęcie kontroli nad własnością - ideą zarządców jest płacenie kartkami żywnościowymi, zagarniając dla siebie dobra pochodzące z jedwabniczego wysiłku
  9. Skoro już tak przedziwne rzeczy się dzieją na polu międzynarodowym, że U$A pałuje jak rasowy policmajster i porywa przestępców u władzy, to jestem ciekaw ilu Polaków z radością przyjęło by porwanie i osądzenie naszych (rzecz jasna porwanych przez hegemona) (J)elYt. ...tyle, że nie mamy ropy
  10. Noooo, konkret Ale to pewnie masz więcej gęb do wykarmienia niż dwie? Widziałem dziś w Ą-szonie świeże podgardla i tak sobie od razu pomyślałem, żeby je zastosować jako "bazę" smalcu i mieć coś na kształt włoskiego guancale w postaci skwarków. Można by zupełnie inaczej przyprawić wtedy. Pewnie kiedyś zrobię jakąś testową ilość na jego bazie. U mnie też niestety orzechy odpadają, chociaż ja bym chętnie spróbował z laskowymi. Ale to osobista preferencja orzechowa. Uwielbiałem kiedyś zamieniać we włoskim pesto, pinoli (nasiona szyszek) na orzechy laskowe właśnie. Ech.
  11. Dziczyzny nie ogarniam. Nic a nic. W ogóle nie rozumiem tego mięsa. Mój kuzyn a i owszem, robi takie przetwory że tylko siąść do stołu i wcinać. Ale on sam to wszystko strzela od lat. A Ty myślisz że dlaczego tak wszystkim smakuje?
  12. Trochę na fali "dżemu ze świni"... ...pomyślałem, że dobrze by było dorzucić algorytm bodaj najważniejszego tłuszczu do codziennego smażenia (jajecznica - obłęd!, podprażane na patelni pieczywo - "szaleństwo") a mianowicie masła klarowanego. Dlaczego robię własnoręcznie? Bo raz kupiłem, spory czas temu, sklepowego gotowca. A kupiłem, bo pamiętałem ileż pierdolenia i strat wsadu było gdy robiliśmy ghee metodą mojej ex Blondi. Tą metodą, w trakcie wygrzewania, należało wybierać na bieżąco zbierającą się na powierzchni piankę. Dziś uważam, że ta metoda jest ekstremalnie durna i stawiam oczy w słup, że na YT jest wiele "aktualnych" poradników ją proponujących. NIE! Tak się nie robi! Robi się metodą "na lenia" a do tego wychodzi ekonomiczniej. Nawiasem mówiąc, to sklepowe było poza moimi standardami - wyglądało na przepalone a zamiast delikatnie orzechowego smaku, jechało najzwyczajniej (jak prawie wszystko) smakiem przemysłowej linii produkcyjnej. Kolorek też raczej nie taki jak być powinien. Zamiast czystego żółto złocistego, był jakiś taki "przybrudzony". No więc pierwsze i najważniejsze - kupujemy masło w promce. Ja np. kupuję w Lidlu, gdzie trafia się ostatnio kostka 200g za 2.99 naszego "złocistego". I to tego z zawartością 83% tłuszczu (złotawy papierek). To dobrze. BTW - nie pamiętam kiedy w ogóle kupiłem masło w regularnej cenie w okolicach dychy. Chyba nawet nigdy? Kupuję wyłącznie na promocjach, bo te trafiają się wystarczająco często. A co dalej? Dalej świetnie to pokazał pan Żul. Pardon, Żur (bez urazy)
  13. @Ramzes wersja a'la pasztet jest "a'la", bo nie zawiera jak tradycyjny pasztet żadnych podrobów. Ja wprawdzie bardzo chętnie bym ich użył ale ze względu na zawartą w nich bombę fosforanową raczej powinienem unikać. Zatem do dzieła! Wszystko pozostaje prawie jak wyżej, czyli słonina, boczek i proces obróbki substratów. Możemy dodać tylko więcej podsmażonej cebulki i czosnku na tym etapie, bo przybędzie nam trochę mięsa. Bierzemy znów 30% tym razem karkówki w stosunku do masy słoniny i kroimy jak na gulasz. Uwaga techniczna - jeśli nie będziemy przechowywać słoików w lekkim mrozie (lodówka/zamrażarka) to ja bym karkówkę jednak zapeklował solą peklującą. Może to i nie najczystsze/najzdrowsze ale wolę to od zatrucia botuliną (jad kiełbasiany). Ja mrożę w każdym razie, używając do zasolenia zwykłej kłodawskiej (bez niczego). Swoją drogą wiecie że dodatek zwany antyzbrylaczem to żelazocyjanek potasu? Ile soli? ja daję max 1.6% wagi karkówki. Na którym etapie ją dodacie to wszystko jedno (nie mówimy o peklosoli, której użycie wymusza wcześniejsze zapeklowanie karkówki). Karkówkę podsmażamy tak jak na gulasz uważając żeby koniecznie na jej powierzchni nastąpiła tzw. reakcja Maillarda! Koniecznie! (https://tinyurl.com/mw77af96) Więc spora temperatura i szybkie "ścięcie", uważając żeby ją smażyć a nie gotować. I dalej to już jak przy "dżemie", tyle że odlewamy max ile się da płynnego smalczyku, żeby skwarki słoniny w niczym już nie pływały. Do nich dorzucamy jeszcze na koniec karkówkę z resztą substratów i po wymieszaniu - mielimy całą masę na drobnych oczka w maszynce do mięsa. Tu proponuję doprowadzić ilością mieleń do konsystencji jaka nam na smarowidło odpowiada. Jednemu wystarczy lekko gruzełkowaty jeden przemiał a inny lubi konsystencję pasty do zębów. Więc do wyboru. Bajzel wokół maszynki i tak będzie Jak już mamy przemiał to przyprawiamy i mieszamy ręcznie lub robotem planetarnym. Na tym etapie można nawet dodać owe 1.6% należnej karkówce soli. Acha - do przemiału dodaję parę ziarenek ziela angielskiego (tzn. żeby się zmielił z całą masą), pieprz i startą gałkę muszkatołową. Tutaj mamy fajną rzecz, bo możemy na bieżąco próbować i kontrolować smak. Jak ktoś lubi takie potrawy bardziej grzybowe, to możemy użyć suszonych leśnych (po wcześniejszej obróbce typu namoczenie i przesmażenie z "gulaszem") i np. lekko doprawić oliwą truflową. Jak już mamy smakowo wyprowadzoną masę, to z powrotem do gara i "podgotowujemy" chwilę. Chodzi o nakładanie bardzo gorącej masy do słoików i ich zakręcanie. Niech się wieczka zassają podczas stygnięcia i do lodówki. Voila!
  14. Rzecz dla kogoś na keto niemal wymarzona, szczególnie jako dodatek smakowy. Ale nie powinna zaszkodzić również wyznawcom glutenu Choć według propagandy archeo-żywieniowej, zabije cię już jedna pajda ze smalcem, zatykając żyły, tętnice a nawet neurony do tego stopnia, że zanim umrzesz - doszczętnie zgłupiejesz. No więc jak to robię a robię już regularnie, żeby zawsze był dostępny w lodówce. Bywają sezony, że z @H wyżeramy na wyścigi. Przygotuj naczynia/pojemniczki/słoiczki w które zapakujesz ambrozję dla podniebienia. Wymyte, wyparzone etc. oczywiście. Ja stosuję pojemność do 350 ml. wówczas optymalnie tydzień są otwarte/rozszczelnione do wyjadania. Weź 2 kg słoniny i 30% jej wagi w postaci boczku wędzonego. Czyli w naszym przypadku 600 g. Boczek jak najbardziej mięsny z minimalnymi przerostami tłuszczu. Te 2 kg to umowne, po prostu więcej nie przechowamy a dla mniejszej ilości nie chce mi się myć maszynki Nie krój substratów w kostkę! To IMO "robota głupiego". Zamiast tego miel w maszynce - słonina na oczkach 8 mm a boczek oczkiem circa 4-6 mm. Naprawdę nikt nie rozróżni że nie było krojone nożem. Nie mam pojęcia po co się ludzie zniechęcają zajebaniem robotą. Rzecz jasna w zestawach z maszynką takich sit nie dołączają - trzeba (do)kupić oddzielnie. Duuuża cebula to już robota w kostkę dla nożownika. Ale to pryszcz nawet dla amatora. Smażymy każdy substrat oddzielnie z tym że cebulkę w miarę możliwości na maśle klarowanym. Cebulkę lekko solimy ale całej reszty już nie. Do smażenia cebulki dodajemy czosnek tak jak lubimy. Może być żywy albo w proszku. Ja daję różnie, raz taki raz taki. Jeśli mamy chudy boczek, dodajemy do smażenia trochę tłuszczu, bo nie ruszy. Masło klarowane albo smalec. Nawet ten z bieżąco wytapianej słoniny. Smażymy każdą frakcję (boczek, słonina, cebula) do stanu "prawie gotowe". Chodzi głównie o konsystencję skwarków boczku, ale też chrupka miękkość słoniny będzie wskazana. Boczek powinien być jeszcze miękki choć przyzwoicie wysmażony. Z garnka słoniny odlewany sam smalec. Najprościej jest zanurzyć sito i łyżką wazową z niego wybierać czysty "olej". Kapitalny materiał do smażenia na przyszłość. Wybieramy płyn tak długo, aż nie pozostaną same skwarki delikatnie opływające płynnym smalcem. Mi wychodzi nieco ponad 1L płynnego smalcu. Jak już mamy wszystkie substraty w stanie pożądanym z odcedzonym smalcem, pakujemy je wszystkie do jednego gara, solimy (ja dodaję 0.3% wagi kupionej słoniny, boczek i tak jest słony) solą kłodawską, niejodowaną, niearomatyzowaną, po prostu czystym kryształem bez żadnych dodatków, wrzucam trochę pieprzu i grzeję do stanu przed-ostatecznego. Zwyczajnie po przelaniu do słoików całość i tak w wysokiej temperaturze nadal "dochodzi". Jak już wyłączę "gaz" (czyli u nas indukowanie) to wsypuję suszony majeranek. Nie żałować ale też nie przesadzić - zależy od jego "starości" i stopnia zwietrzenia. Pozostaje tylko rozlać taką mieszaninę skwarków do słoików, zakręcić i czekać aż stygnąc zassają pokrywki. Proporcje płynu do masy nabieranej na łyżkę sami sobie dopasowujemy w zależności ile chcemy mieć białego smalcu w posiłku. Osobiście lubię przewagę skwarków. Jak wystygnie i postoi dobę w lodówce, smarujemy tym pajdę chleba, kładziemy na to kiszeniaka w plastrach i oszczędzamy 15 PLN od osoby na jarmarku świątecznym Przechowujemy w lodówce. No chyba że mamy polską zimę, to taras/balkon. Dla ambitniejszych smakoszy: Jak już mamy taki słoiczek gotowego produktu, to przed spożyciem możemy dodatkowo przesmażyć z wtartą odrobiną dobrego jabłka (duże oczka tarki). Nie robię tego dla całości bo ponoć źle się wówczas przechowuje i trzeba jeść "na świeżo". Nie wiem, ale na zimne dmucham. Smacznego! ps. Dodatek boczku naprawdę robi całą robotę. pps. Mam też opracowaną wersję a'la pasztet z dodatkiem karkówki. Jak chcecie do dodam. ppps. Idea jest taka, żeby słoniny niczym nie doprawiać do czasu odsączenia z płynnego smalcu. Do przyszłego smażenia na tym smalcu chcemy go w wersji bazowej.
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.