Jump to content
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Spartan

Starszy Użytkownik
  • Content Count

    364
  • Donations

    0.00 PLN 
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

620 Świetna

2 Followers

About Spartan

  • Rank
    Kapral
  • Birthday 12/02/1989

Profile Information

  • Płeć
    Mężczyzna
  • Miejscowość
    Zielona Góra
  • Interests
    Rozwój osobisty, siatkówka i sporty siłowe.

Recent Profile Visitors

1070 profile views
  1. Nie, bo nie ma na to dowodów. Odnosiłem się do faktu, który miał miejsce na obu zwalczających się wzajemnie forach i do którego miałem namacalny punkt odniesienia. Nie jestem plotkarą z pudelka by budować sobie obraz na podstawie pomówień. Chociażby w tym, że opublikował Pan kontrowersyjną dla tego osobnika treść, a ten w całej swojej nieudolności zdołał się zebrać jedynie na internetowy hejt, który trwa do dziś. I mógł sobie Pan z tego w ogóle nie zdawać sprawy, i stąd Pańska linia obrony o braku winy. Jest to Pana osobiste zdanie. Proszę mi wierzyć, że ludzie też mają swoje problemy, z którymi muszą walczyć na codzień. I teraz pewnie Pan wspomni ponownie o tym, że od 14 lat użera się Pan z tymi samymi ludźmi i Pana problemy nijak się mają do tych innych ludzi. Być może. Ale taką ogólną retorykę da się odczytać między Pańskimi powtarzającymi się postami o byciu poszkodowanym i raczej nie nastraja ona ewentualnych czytelników/ słuchaczy pozytywnie ani tymbardziej nie zachęca do zgłębienia Pańskich treści.
  2. Drogi Panie @Marek Kotoński. Bardzo mi przykro, że odebrał Pan moją nieudolną jak się okazuję próbę przedstawienia problemu w innym aspekcie za osobisty atak. Tak jak napisałem już wcześniej - nie tylko ja, ale zdecydowana większość Braci tu jest po Pana stronie, utożsamia się z publikowanymi przez Pana treściami oraz gorąco kibicuje w walce z nieustającym hejtem. Mimo wszystko, jak Pan uważa moich wycieczek personalnych w Pana stronę. Nie jestem absolutnie od orzekania kto i kiedy może publikować treści na forum, które Pan założył. Co chciałem przez to powiedzieć, że wspominając o swoich problemach po raz wtóry, dolewa Pan oliwy do ognia, zapalonego przez Pańskich hejterów. Gdyby nie to, oni już dawno umarliby z powodu braku paliwa. Dokładnie ta, którą właśnie cytuję. Próba obiektywnego spojrzenia na problem z innej perspektywy zakwalifikowana momentalnie i wrzucona do tego samego wora pod tytułem "Hejterzy i ich rzygi".
  3. Jestem na forum od kilku miesięcy, i tak średnio raz na miesiąc pojawia się nowy "content" nt. wszelkiego rodzaju hejtu wobec Pana @Marek Kotoński. I za każdym razem zauważałem jedna rzecz, swego rodzaju wspólny mianownik - a konkretnie - co raz to bardziej to nasilający hejt i retorykę, że to Pan Kotoński jest wiecznie ten pokrzywdzony i jest mu z tego powodu bardzo smutno. Cała sytuacja jak dla mnie przypomina walkę dwóch rywalizujących ze sobą klas w szkole. Z jednej strony mamy wykop, z drugiej BS. Obie klasy mają swoich "nauczycieli", w której to jeden otwarcie namawia swoich uczniów do szykanowania tej drugiej, a ta z kolei ma nauczyciela, który wiecznie pokazuje palcem na tą drugą klasę, argumentując: "Widzicie ? Nie zachowujcie się tak jak oni, to bardzo nieładne". A co lepsze - konkurencyjna klasa składa się w większości niedorozwojów, umysłowych kalek, zakochanych w sobie narcyzów i umysłowych analfabetów. Jak zareagowalibyście gdyby dziecko z zespołem Downa podeszło do Was i plując Wam na buty, powiedziało "Ale jesteś głupi!" ? Śmiem twierdzić, że było by to coś na wzór "Oooo, Włosimierz, idź Jasia powkurwiać, właśnie grzebie sobie w nosie". W normalnej sytuacji, szykanowany uczeń zgłosił by sprawę nauczycielowi, ale w naszym wypadku - to nasz nauczyciel zgłasza się po pomoc do uczniów, w nostalgicznym tonie pisząc o byciu tym pokrzywdzonym. Któryś raz z rzędu i któryś raz z kolei. Zastanawia się Pan, czym wywołuje Pan w drugiej stronie tyle internetowej agresji. Zajrzałem któregoś dnia na konkurencyjne forum - i uwaga będzie jeszcze bardziej kontrowersyjnie niż w poprzednim poście - przyznałem im rację. Otóż założył Pan któregoś dnia temat odnośnie składania dokumentów do matury. Pan - świetny, poczytny autor, z horyzontami dużo szerszymi od większości Pana "hejterów", zgłasza się po pomoc w trywialnej sprawie - wypełnienia maturalnego świstka. To samo dotyczy niedawnego tematu o wyborze telefonu - większość dzisiejszych apek ma szeroką listę współpracujących z nimi urządzeń, chwila koncentracji i uwagi i tematu by nie było. A to jest między innymi pożywka dla "hejterów" właśnie. Piszą w prześmiewczy sposób, że dorosły facet nie potrafi wypełnić formularza maturalnego, i według mnie, wyjątkowo - mają rację. Z doświadczenia wiem, że ewentualna wina za rozpoczęcie/ eskalowanie sporu/ konfliktu, nigdy nie jest zero- jedynkowa, nigdy nie jest czyjaś w 100 procentach. Z całym szacunkiem, jaki jestem w stanie wyrazić przez słowa i z całą możliwą sympatią jaką jestem w stanie zebrać, czytanie po raz wtóry posta w identycznej tonacji jest po prostu nudne i zaburza bardzo mocno ewentualny odczyt wyobrażeń o Panu. Zamiast autora, publikującego cholernie przydatne i życiowe, otwierające oczy treści, potencjalny słuchacz/ czytelnik z zewnątrz buduje sobie obraz rozemocjowanego, rozpaczliwie szukającego sprawiedliwości rewolwerowca. Tak samo jak i retoryka zawsze w tym samym tonie - my jesteśmy Ci dobrzy, drudzy są "be" i w ogóle "pobite gary". Jeszcze raz powtórzę, to co napisałem w poprzednim poście - nikt z Nas nigdy nie wejdzie w Pana buty i nie zmierzy się nawet z ułamkiem, promilem negatywnych treści, co Pan, Panie @Marek Kotoński. Ale jak pokazuje historia - kilku z Naszych oberwało się za brutalnie szczere wypowiedzi, choć potencjalną konstruktywną krytykę od ewentualnego hejtu dzielą lata świetlne. I zaryzykuję stwierdzeniem, że zdecydowana większość potencjalnych przyszłych Braci, potencjalnych słuchaczy czy czytelników, którzy wahają się przed zakupem/ zagłębieniem się w proponowane przez Pana treści, nie zmyka na widok nieprzychylnych komentarzy - to nie jest allegro, gdzie jedna negatywna opinia może zrujnować reputację - ale na widok Pańskich emocjonalnych reakcji właśnie. Ale to tylko i wyłącznie moja osobista opinia. Pozdrawiam serdecznie i życzę miłego wieczoru.
  4. Dałem lajka Bratu @Adolf więc pewnie za chwilę zostanę wywołany do tablicy. W zeszłym roku napisałem w kierunku Pana, Panie @Marek Kotoński , że reagując emocjonalnie na wszelkie ataki, nie dziwię się, że ma Pan tylu hejterów. I zanim powiesicie na mnie wszyscy psy, mam nadzieję, że zdążę rozwinąć ów wypowiedź, którą zresztą, mimo upływu miesięcy, dalej jest jak najbardziej aktualna. Mam nadzieję, że ów wypowiedź zostanie nie zostanie odebrana jako atak na Pana - może i Pan nie uwierzy, ale nie tylko ja, ile i zdecydowana większość jest tutaj dzięki Panu i jesteśmy ostatni do kopania dołków pod Założycielem. Do brzegu. Tytułem wstępu - nikt, ale to absolutnie nikt z nas nigdy nie był, nie jest ani nie wejdzie w Pana skórę - co do tego nie ma żadnych wątpliwości. Znamy sytuację na tyle ile Pan jest w stanie się z nami podzielić. Zdaję sobie również sprawę, że oceniać czyjeś doświadczenia przez pryzmat własnych donikąd nie prowadzi. Ale ! Miałem przyłożoną do skroni przeładowaną broń (piraci zaatakowali mój statek, nieistotne), kilkukrotnie żegnałem się w myślach ze swoją rodziną i bliskimi. Przez wszystkie lata, nie tylko pływając, masę ludzi odgrażało się mnie i mojej rodzinie, że zabiją, zgwałcą, poćwiartują, spalą itd. Wiele osób chciało mnie w bezpośredni sposób skrzywdzić, oszpecić, okaleczyć a nawet zabić. I nie piszę tego, by się chełpić, tylko po to żeby podzielić się doświadczeniem "po fakcie" - dotarło do mnie wtedy, że wszelka agresja słowna ma się ni jak do przyłożonego do skroni, zdezelowanego i naładowanego kałasznikowa. Gdybym miał wziąć na klatę wszelkie inwektywy, które poleciały w moją stronę i w stronę mojej rodziny - pewnie wyłysiałbym jeszcze przed dwudziestką. A tak, zeszło trochę dłużej. Zdałem sobie również sprawę, że w 99% przypadków na agresji słownej się kończy, a ta - jeszcze raz się będę się chełpił - ma się nijak do przeładowanej broni, kilka centymetrów od ciała. A oglądając pewne nagrania, gdzie sepleniący niedorozwój sypie argumentami, które totalnie nie trzymają się kupy, zastanawiałem się - dlaczego Pan w ogóle reaguje na tego typu zaczepki ? Myślę, że zawyżyłeś trochę ich wartość. Nie istnieje coś takiego jak negatywny marketing. Przez te wszystkie lata, trzyma Pan gardę ustawioną tak wysoko, że powoli przestaje Pan odróżniać przyjaciół od wrogów. Całkiem możliwe, że dostanie się mi za powyższą wypowiedź, spoko, jestem na to przygotowany. Walka z hejterami przypomina walkę Don Kichota z wiatrakami - im mocniej bił, tym mocniej się wiatrak kręcił. Oby tylko nie zabrakło Wodzowi zdrowia. Wszak to ono cierpi w tym chyba najbardziej. Pozdrawiam serdecznie.
  5. Czytaj - znajdujesz naukowe, poparte badaniami tłumaczenie swoich, jak uważasz - zachowań przegrywa, i skoro na forum masz niewielki posłuch, piszesz dyrdymały pokroju tematu o przegrywach, próbując na siłę udowodnić wszystkim dookoła, że skoro wspomniano o tym w badaniach, to jest to społecznie akceptowalne. A przede wszystkim - robisz to, bo znów - skoro na forum zdecydowana większość odczytała bez pudłaTwoją "motywację" do tworzenia tego typu treści, to uznałeś, że skoro nie możesz wytłumaczyć się i usprawiedliwić przed innymi, to zrobisz to względem samego siebie. I to jest główny powód zmian, albo ich braku. Wielu Braci nadal nie rozumie subtelnej różnicy między byciem singlem/ bez stałego związku i traktowaniem kobiet jako wartości dodanej a traktowaniem kobiet jako wartość samą w sobie. Sam artykuł, oprócz różnych, dziwnych inwektyw cisnących się na usta, porównał nas/ ustawił w jednym szeregu z wykopowcami. Ciekawe co na to Miłościwie Nam Panujący To kolejny dowód również i na to, że próżno szukać konkretnych treści w mainstreamowym szambie. Napisali artykuł o kryzysie męskości, który to kryzys istnieje już od lat, zajęło trochę czasu, żeby mógł się "rozwinąć" i nagle, w poszukiwaniu winnych, oberwało się Nam Dorzućmy jeszcze szczyptę najprawdopodobniej wyjętych z kontekstu cytatów profesora Starowicza, pomieszajmy to z wszechobecnym upolitycznieniem wszelkich treści i bum - wyjdzie zaraz na to, że to my jesteśmy Ci źli, niedobrzy i głosujemy na PiS Na koniec jeszcze dorzucę, że wszelkie artykuły w mass mediach należy traktować z dużym dystansem i przymrużeniem oka.
  6. Bracie @Peter Quinn - witamy na forum. Zdajesz się być osobą, która zabawi tutaj na troszkę dłużej, i nie dlatego, że musisz tylko dlatego, że chcesz. Z czasem, zgłębiając tajniki tego forum zdasz sobie (mam nadzieję) z kilku elementów: - takich historii jak Twoja jest tutaj sporo, Bracia lądowali w życiowym dołku i się z niego wygrzebywali, w zdecydowanej większości przypadków sami - studiuj ich doświadczenia i staraj się czerpać bezcenną wiedzę z nich płynącą - do tego samego mianownika można by sprowadzić większość historii z kobietami związanych, z czasem wyodrębnisz schematy myślowe, powtarzane wręcz nagminnie przez wenusową płeć i powtarzające się po stokroć w historiach - ruszenie z kopyta do przodu będzie możliwe i najbardziej efektywne w sytuacji kiedy zdecydujesz zostawić swą przeszłość w tyle. Ale nie znaczy, że masz się jej wyrzec czy wymazać z pamięci - nie - przepracuj uczciwie swoje doświadczenia, postaraj się wyciągnąć z nich konstruktywne wnioski oraz w miarę możliwości - skonfrontować je z doświadczeniami innych - po to między innymi powstało to forum - jako rozwinięcie poprzedniego podpunktu - nie bój się być egoistą - to takie brzydkie słowo ostatnimi czasy. Zapewne zauważyłeś na przykładzie ojca, że życie nie jest wieczne, ludzie pojawiają się w Twoim życiu, jedni zostają na dłużej, drudzy na krócej. Z jedną osobą spędzisz na pewno resztę dni - mam tu na myśli tego ziutka z lustra - naucz się z nim rozmawiać, zaakceptuj go i pokochaj, ale nie bierz za pewnik żadnych jego wypowiedzi. Wszyscy zwycięzcy byli kiedyś przegranymi. Co odróżnia tych pierwszych od drugich jest to, że oni spróbowali jeszcze ten jeden raz. Dobrze wiedzieć skąd się zaczynało, by dowiedzieć się dokąd zmierzać. I znów cytując jeden z ulubionych filmów: "In every game and con there's always an opponent, and there's always a victim. The trick is to know when you're the latter, so you can become the former.” Ode mnie piona i witamy po drugiej stronie.
  7. Z tymże, ewentualne kontrolowane lądowanie Potężnego Warmianina na macie wywołałoby potężne trzęsienie ziemi po drugiej stronie. I zaś tsunami, powtórka z Fukushimy itd.
  8. Tu nie chodzi o popularność czy jej brak, tylko o powtarzanie/ wałkowanie w kółko tych samych tematów w zasadzie przez te same osoby. Pewien Austriak, znany z bujnej czupryny powiedział kiedyś, że powtarzanie tych samych czynności w kółko, oczekując za każdym razem innych rezultatów to szaleństwo. I mam wrażenie, że tak się ostatnimi czasy dzieje na forum, gdzie słowo "chad" jest odmieniany przez wszystkie przypadki, zwłaszcza przez tych, którzy aspirują do tego wątpliwego miana. Największymi wygranymi nie tylko na tym forum, ale i w życiu będą ci, którzy będą potrafili wyciągać wnioski z cudzych błędów, samemu popełniając ich możliwie najmniejszą ilość, poprzez baczne obserwowanie otaczającego ich świata i ludzi. Ktoś, kto będzie potrafił rozczytać kontekst z nie tylko moich jak się okazuje niepotrzebnie rozbudowanych zdań i postów, dojrzeć sedno i przesłanie, ale przede wszystkim - zaadaptować dane rady do swojego życia, będzie chyba jednym z bogatszych ludzi świata, i nie mam tu na myśli bogactwa materialnego. Kiedy zaczynałem swoją przygodę z żeglugą i nawigacją, w jednej z firm dałem się poznać jako fan i miłośnik astronawigacji, więc z każdym kolejnym kontraktem miałem coraz to więcej studentów/ adeptów ów sztuki tajemnej, którzy coraz śmielej prosili mnie o pomoc. I byłem z tego powodu zaszczycony, chodziłem dumny jak paw, że to do mnie zwracano się z prośbą o uchylenie tajemnic nocnego nieba a ja tymbardziej ochoczo tłumaczyłem ziutkom to i owo, nie oczekując niczego w zamian, oprócz wyrazów szacunku. Aż do pewnego feralnego studenciaka ze Szczecina, który wartkim krokiem wkroczył w moją strefę komfortu, oznajmiając rozkazującym tonem: "Teee, Spartan ! Weź mnie naucz tej całej astronawigacji ! Bo ja to w ogóle nie rozumiem, a mi gościu pałę wpisze do indeksu". Zrozumiałem weń kilka rzeczy: - ludzie nie przychodzą do Ciebie po pomoc, tylko byś poświęcił im trochę uwagi. I jeszcze raz o tym wspomnę - mam wrażenie, że ostatnie wycie o pomoc pewnych użytkowników, to nic innego jak błaganie o troszkę uwagi, po latach bycia pomijanym - nie każdy łapie rzeczy w trymiga, nie każdy jest orłem, który łączy kropki, czyta między wierszami, analizuje i trafnie osądza - przez te wszystkie miesiące traciłem czas, bawiąc się w nauczyciela - coś co wykraczało albo raczej - nie było uwzględnione w moich obowiązkach I co do ostatniego podpunktu - robiłem coś, co było przewidziane w programie szkolenia, zatwierdzonego oficjalnie przez ministerstwo oświaty. Więc jeżeli na statek przyjeżdżał ziutek, który miał podstawy astro przerobione już na pierwszym roku, i dalej zadawał te same pytania, to albo był żelbetowym kretynem albo miał kiepskiego wykładowcę. Często słyszałem, że to była wina wykładowcy, ale o dziwo - jeszcze częściej słyszałem, że "on to ma umysł humanistyczny" i matematyki ni chuja. Wrzucę tutaj fajną pogadankę na temat pewnego rozkładu danej cechy w danym zbiorze - albo po januszowemu - rozkładu pewnej cechy w społeczeństwie, obrazowo przedstawionej przez tzw. krzywą Gaussa. Co można się z tego dowiedzieć, patrząc z punktu widzenia nie tylko bycia chadem, ale KAŻDEJ, dowolnej innej cechy ? Ano tego, że ludzi z "predyspozycjami" do podrywania kobiet na kopy jest dokładnie tyle samo, co ludzi z urodą Kwazimodo, który do końca życia będą walić w dzwon, najprawdopodobniej łbem. Ale też można by podpiąć do tego wykresu alkoholików - i tak - tych ultrasów, menelaosów i żuli będzie ułamek, co znajdzie odzwierciedlenie na końcu wykresu, jak i abstynentów czy okazyjnie pijących, których można by znaleźć gdzieś na początku. Przeciętny, statystyczny Polak, pijący ze śwagrem co weekend znajdzie się oczywiście, gdzieś w środku, w szczycie wykresu. Co to oznacza ? Ni mniej ni więcej, że takich Januszy jest w danej grupie najwięcej. W zależności od danej cechy i jej rozkładu w danym zbiorze, krzywa ta będzie mniej lub bardziej wypukła, ale procentowo rozkład będzie wyglądał mniej więcej tak samo. I teraz do brzegu, bo znów wszedłem w meandry swojego popierdolonego umysłu: - myśl/ idea bez emocji jest martwa - wszystko co mówisz, piszesz i myślisz ma znaczenie w zero - jedynkowym systemie: pozytywne bądź negatywne. Karmiąc się negatywnymi emocjami, będziesz je dostawał w jeszcze większych ilościach - nawet największy mówca motywacyjny nie jest w stanie poruszyć czyjegoś dupska z kanapy, póki sam zainteresowany o tym nie pomyśli - ludzie generalnie nie chcą się zmieniać, ufając, że życie/ społeczeństwo/ rodzina mają zaplanowane dla nich lepszy scenariusz. Ci którzy faktycznie zaczęli zmieniać coś na lepsze spotkają się w zdecydowanej większości z dezaprobatą a nawet agresją tych pierwszych. A zwłaszcza w sytuacji kiedy ci drudzy osiągną progres, nazywany w języku tych pierwszych "sukcesem". - wszelka zmiana zaczyna się tu i teraz, nie od jutra, od poniedziałku, czy od pierwszego To tak naprędce i na kolanie. Trochę to przydługie. Piona.
  9. Po raz kolejny wypowiada się ktoś, kto w żalu i rozpaczy po odtrąceniu (odtrąceniach ?) płci brzydkiej, zwala wszystko na kwestie czysto "fizyczne". Można by też rzec, że kolejny Brat, który szuka podobnemu sobie tematu po to by znaleźć sobie punkt zaczepienia i się wyżalić. Albo jeszcze bardzie uogólniając - znów te jebane chady Zgadza się. Z drugiej strony patrząc - można być atrakcyjnym dla kobiet wcale przystojnym fizycznie nie będąc. Siła tkwi nie w tym ile dźwigasz na siłowni, i ile problemów życiowych udało Ci się przezwyciężyć, tylko to jak do nich podszedłeś. Czy poszedłeś na siłownię by szybko napakować się mięśniami, by w końcu (też mi fraszka) stać się atrakcyjnym dla kobiet czy może poszedłeś na siłownię trenować kondycję czy wytrzymałość fizyczną, która zaprowadzi Cię do większego/ długoterminowego celu, a nie jest celem samym w sobie ? Z punktu widzenia typowego użytkownika siłowni - pakujesz tak czy inaczej, powód/ motywacja pozostaje dla obserwatora zagadką. Trzeba zadać sobie, ważne, ale to zajebiście ważne pytanie - po co chcesz daną rzecz osiągnąć ? Chcesz być przypakowany, żeby panienki na plaży śliniły się na Twój widok, czy może gdy przyjdzie czas i pora, będziesz na tyle silny fizycznie by móc obronić wybrankę serca przed niebezpieczeństwami świata ? Czy chcesz nauczyć się podrywu po to, by zaliczyć kilka "dziesiątek" na imprezie i zyskać opinię turbo - ruchacza w męskim gronie swoich kumpli ? Czy może chcesz nauczyć się rozmawiać z kobietami by je lepiej poznać, nauczyć się co nieco o ich wszechobecnej w życiu emocjonalności, po to, że gdy poczujesz, że spotkałeś tą jedyną, nie będziesz miał żadnych oporów, strachu czy skrupułów by do niej podejść, przedstawić się i w ciekawy sposób pociągnąć rozmowę ? Przykład z drugiej strony medalu. I zacytuję tu po raz kolejny genialny stand- up Rafała Paczesia. "Jeżeli przez sześć godzin dziennie ktoś wmawia Ci, że jesteś zajebisty, to w końcu uwierzysz, że jesteś zajebisty. A ja słuchając polskiego radia w trasie, wsiadam rano zdrowiuśki do samochodu, a wieczorem wysiadając kaszlę, bolą mnie plecy, mam chorą wątrobę i miękkiego kutasa". Jeżeli wyżej wymienieni wmawiają sobie od dłuższego czasu, że to co ich powstrzymuje przed osiągnięciem pełni możliwości to jakieś ułomności, ciężkie dzieciństwo czy ojciec alkoholik, to po pewnym czasie, o czym słusznie wspomniałeś Bracie @Jaśnie Wielmożny - wyrabiają sobie ów nawyk. Z czasem nawyk ów, wrasta tak głęboko w ich osobowość i postrzeganie świata, że praktycznie nie mogą przejść obojętnie obok okazji wciśnięcia światu swojej pokrętnej historii, tak jak jeden z Braci wyżej. Celowo nie linkuję imienia, żeby nie promować negatywnych wzorców ani treści. Najłatwiej jest również zwalić winę za swoje porażki na kogoś innego. I znów - tak jak jeden z Braci wyżej (chyba nawet ten sam), wypowiedział się w tonie "a i tak wszystko chuj, bo nie jesteś przystojny i nie urodziłeś się w bogatej rodzinie". Albo lepiej - "A ten Spartan to znów pierdoli a chuja się zna". Proszę, tylko czekam na tego typu merytoryczne wypowiedzi. Doceniam fakt, Bracie @Jaśnie Wielmożny , że dzielisz się swoimi pozytywnymi doświadczeniami tutaj, na forum. Tak bardzo brakuje takich treści ostatnimi czasy. Obawiam się, że Twój post przejdzie bez większego echa, a zwłaszcza wśród tych, do których był skierowany. Obawiam się również, że umiejętność czytania między wierszami jest równie potrzebna co i merytoryczne treści, wspomniane przed chwilą. Co nie szkodzi jednak spróbować I za to Ci dziękuję, ode mnie piona. P.S. Ni chuja nie mogłem usunąć tego linka poniżej Don't bother. P.S.2 Patrz kurwa, taki turbo - gangsta mada - faka z tego Spartana, a edytować tekstu nie potrafi Co za przegryw @Jaśnie Wielmożny
  10. Nikt nigdy nie jest w stanie kompletnie zrozumieć drugiego człowieka, a jedyną rzeczą, którą tak naprawdę możemy przekazać innym to informacja. I bardzo często, na podstawie tejże powierzchownej, często mylącej informacji, ludzie, a mam wrażenie, że zwłaszcza zawistni Polacy budują sobie czyiś obraz. Kiedy byliśmy młodzi, w wieku dojrzewania, mieliśmy paczkę nierozłącznych przyjaciół, z którymi bawiliśmy się, trzymaliśmy sztamę, ale też - co ważne dla facetów i dla dalszego rozwinięcia wątku - wymienialiśmy informację. Z czymże, wymiana informacji to taki trochę eufemizm wśród nastolatków, bo bardziej wyglądało to na walki niedorozwiniętych kurczaków I mam tu na myśli, ciągłe przekrzykiwanie się, dokazywanie sobie, ale też - udzielanie się w tematach, o których mieliśmy tak naprawdę gówno do powiedzenia, nieświadomi wielu mechanizmów działających w tym świecie. Kiedy człowiek dojrzewa, zdaje sobie sprawę z tego, że w młodości był wszystkowiedzącym kretynem, który musiał wepchnąć swój jakże oryginalny, nieróżniący się niczym od zdania innych punkt widzenia. I musiał to zrobić na tyle głośno, by choć na chwilę poczuć się dowartościowanym i ważniejszym - wszak - grupa na chwilę milkła i słuchała. Normalny, wychowany człowiek z wiekiem uczy się niewypowiadania się do tematu, na który nie ma pojęcia. Przynajmniej dla mnie jest to pewną oznaką pewnej dojrzałości stadnej. Niestety, w naszych czasach, wszelkiej maści specjaliści mnożą się szybciej niż koronawirus i co gorsza - dalej mają taki sam sposób wymiany informacji co nastolatkowie - przekrzyczeć i zwyzywać każdego, kto ma inne zdanie od naszego. Tak jak Brat @hogen - mam takich w rodzinie, mam takich w swoim kręgu znajomych, a nawet współpracowników czy podwładnych. Ba - często gęsto moi pasażerowie, czyli w domyśle klienci, często dają nam znać, że jesteśmy dupa a nie nawigatorzy, i oni zrobili by to lepiej niż my, a przede wszystkim taniej. Tylko tak się składa, że są po piwie i może jutro. Mam w rodzinie taką kobietę, która opiekuje się starszymi ludźmi. Ilekroć przyjeżdża do mojej rodzinnej miejscowości, czasem nas odwiedza, i robi to tylko po to, żeby streścić nam historię choroby podopiecznych i narzekając, że to ona musi często wydawać diagnozę trafniejszą niż sami lekarze. Babka beż żadnego doświadczenia, ze skończoną podstawówką i ledwie zdaną maturą. Ale przecież znachorem może być każdy. Kontynuując wątek o informacji - faceci w swoim gronie dyskutują o problemach, i o tym jak je ewentualnie rozwiązać. Kobiety interesują emocje, myślę, że Ameryki tym nie odkryłem. Facetowi pęknie uszczelka pod głowicą, więc zasięgnie rady tych, których problem dotknął w przeszłości. Gdyby kobieta rozmawiała na ten sam temat, interesowało by ją, co facet, któremu właśnie poszła ta sławetna uszczelka czuł w tym feralnym momencie i jakie emocje nimi targały. I teraz - gdy weźmiesz dużą garść zachowań nastolatków (przekrzykiwanie się, dokazywanie sobie, wyzywanie od debili każdego kto ma inny punkt widzenia), dorzucisz do tego garstkę emocji, plus te januszową wszechwiedzę, to wychodzi z tego mieszanka wybuchowa. Mieszanka, która jest do zaobserwowania na większości zamkniętych imprez towarzyskich. Ciekawe stwierdzenie. Ambiwertyk. Choć nazwa trochę ambiwalentna I spokojnie mogę się wpisać do takiej kategorii wagowej. Kiedy już wypełznę ze swojej pieczary, jestem duszą towarzystwa, muszę być w centrum i ludzie zabiegają o moją atencję. Ale po kilku dniach socjal eventów muszę przez następne kilkanaście dni ładować baterie, wtedy zaszywam się w swojej jaskini ponownie, i grożę śmiercią w mękach każdemu kto ma czelność przekroczyć próg mojej strefy komfortu Tak więc podsumowując ten niepotrzebnie przydługi i jak zwykle niepotrzebnie rozbudowany post - nie uważam Bracie @hogen żeby było coś z Tobą nie tak. Ale wcale Ci się nie dziwię, że tak myślisz - w końcu zdecydowana większość ludzi dookoła zachowuje się zdecydowanie inaczej niż my na codzień i w końcu w pewnym momencie zaczynamy się zastanawiać "A może to ze mną jest coś nie tak ?". W czasach wszechobecnych kłamstw, obłudy, ułudy, chamstwa i zakładania kilku różnych masek w ciągu dnia, facet, który jest szczery, prostolinijny, nie kryjący się ze sobą i swoimi emocjami, który wali prosto z mostu, jest odbierany conajmniej za nietowarzyskiego. O innych eufemizmach cięższego kalibru nie wspominając. A nawet jeśli, to jest już nas trzech Piona.
  11. Jest jeszcze jeden aspekt - dzisiejsze leki nie mają na celu wyleczenie choroby, tylko przedłużenie agonii pacjenta i sprawienie, że ten stanie się od leków zależny. Lek ma uśmierzyć trochę ból, zmniejszyć nieco negatywne skutki choroby, a nie docelowo wyleczyć daną chorobę. To tak jak z nowymi samochodami - koncerny nie zarabiają na sprzedaży samochodów, tylko na ich serwisowaniu. Taki właściciel wydaje nie tylko na sam serwis/ naprawy ale często gęsto też na dojazdy, to z kolei generuje kolejne przychody. I tak się ten biznes kręci. W mikro skali. Apteka to dzisiaj niczym sklep branżowy, sprzedający produkty danej marki, gdzie ów marką są właśnie koncerny farmaceutyczne (Bayer itd.) Tak samo ze wszelkiej maści szczepionkami - naprawdę sądzicie, że ten cały koronawirus to przypadek ? Świńska grypa lata temu ? Świadomie wypuszcza się wirusa, który to wyplewia najsłabsze jednostki w danej populacji. Następnie czeka się rok/ dwa na wygenerowanie popytu na szczepionki, które tak apropo - są gotowe już w momencie jego "wypuszczenia" na świat. Popyt rośnie do gigantycznych rozmiarów, napędzany rozdmuchaną kampanią w mediach i proszę - za kilka miesięcy ludzie będą płacić bajońskie sumy za ów szczepionki, które są niczym innym niż zneutralizowaną/ niegroźną/ nieagresywną formą tego samego wirusa. Przepis na bilionowe zyski murowany, a kto się tam będzie przejmował kilkoma tysiącami "poległych" w procesie indukcji wirusa do społeczeństwa Collateral damage.
  12. Kluczowe słowa. Z jego punktu widzenia - mógł ponaginać fakty dla swoich własnych celów, tak by ludzie, w tym także i Ty, utożsamiali się z nim i stali mu się bliżsi i tak, by po przeczytaniu książki, ci sami ludzie pomyśleli o Furym: "Ooo, to jest kurwa człowiek. Był w szambie i z niego wyszedł, ten to jest zajebisty gość". Nie wiem, być może, ja tego nie kupuję.
  13. Zgadza się, show must go on. Zauważ tylko, co się wydarzyło po pierwszej walce u Fury'ego, a minęły ponad dwa lata. Inna sprawa, że Fury, tak jak lata temu Wałujew, bazuje na fizyce - czytaj - jest po prostu trochę większy niż większość ciężkich. Według mnie jest niewiele bardziej mobilny od Wałujewa, a jego masa przekłada się na rękawice. I na tym polega jego cały "fenomen".
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.