Jump to content
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Zdzichu_Wawa

Starszy Użytkownik
  • Content Count

    269
  • Donations

    0.00 PLN 
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

531 Świetna

About Zdzichu_Wawa

  • Rank
    Starszy Szeregowiec

Profile Information

  • Płeć
    Mężczyzna

Recent Profile Visitors

The recent visitors block is disabled and is not being shown to other users.

  1. Jakich podwójnych standardów? W tym poście było napisane na początku ze OBOJE się umówili na coś. Laska sama odstawiła pigułki. O jakich "podwójnych standardach" mowa? Przecież mówimy tutaj o sytuacji gdzie jest antykoncepcja, a nie o metodzie "kalendarzykowej". Jeśli pigułki działają, to nie ważne ile razy będzie spust w danym miesiącu. Bo to komórka się nie zagnieżdża. Pisałeś o "wpadkach" a nie o płodności. Tłumaczyłeś że wpadki są powszechne. Tak samo powszechne jest sztuczne usprawiedliwianie się przez grubasów że "oni są chorzy" dlatego nie mogą się odchudzić. W obu przypadkach prawdziwe jest kilka procent - cała reszta to ściema.
  2. Co z małżeństwami gdzie jedno (po czasie) okazuje się bezpłodne? To też nie rodzina? Właśnie dlatego pisałem że masz bardzo "babskie" podejście. Większość kobiet (które znam) też twierdzi że związek to jest droga do celu jakim jest dziecko, a nie celem samym w sobie. Czyli facet jest tylko "dodatkiem" (element eksploatacyjny-wymienny) a celem jest dziecko wokół którego kręci się cały ich kobiecy świat. OK. Zakładamy że tak robi. Jak to się ma do Twego tekstu o "ruchaniu tylko dla przyjemności". Skoro mamy antykoncepcję to co w tym złego? O facecie który był w związku z kobietą, gdzie OBOJE dokładali się do budżetu żeby realizować WSPÓLNE plany. Do czasu gdy jedno przestało realizować te plany bez uprzedzenia drugiej strony i realizuje swój własny autorski projekt....za kasę faceta. To czy gość zarabia 3k czy 30k nie ma tutaj znaczenia. Chodzi o ZASADY. ??? Rozumiem że jak grasz często w totka to masz większą szansę na wygraną....Czy ty wiesz jak działa rachunek prawdopodobieństwa? Każde nowe zdarzenie ma ten sam poziom prawdopodbienstwa. Jasne, to jest równie wyświechtany slogan jak ten o tych chorych ludziach którzy nie mogą schudnąć. Nagle się okazuje że 50% populacji jest chora. Prawda jest prozaiczna. Prawdziwe wpadki są bardzo rzadkie. Dziwnym trafem te "wpadki" przydarzają się najczęściej już albo po ślubie, albo w długoletnich związkach gdzie gostek nie chce się oświadczyć.
  3. To stwierdzenie jest tak "babskie" że aż odpiszę. 1. Rodzinę można zakładać po to żeby być razem z dana osobą. Nie wszyscy chcą mieć dzieci - niektórzy nie chcą i WPROST to deklarują. Jeśli spotkają się dwie takie osoby które dzieci nie chcą to co wtedy? Nie są związkiem/rodziną bo ta wg Ciebie służy tylko do rozpłodu? 2. Nawet płodna kobieta może kontrolować swoją płodność. Jakoś nie ma z tym problemu na początku związku, czemu nagle miałoby się to "magicznie" zmienić z chwilą zawarcia związku? 3. Jeśli pisząc o żonie wpadła Ci "druga mamusia" do głowy, tak jak to napisałeś, to ja bym się mocno zastanawiał, wiesz, Edyp, utrata swoich oczu itp. 4. Tak ruchanie to przyjemność i od kiedy wynaleziono pigułkę anty, można rozdzielić ruchanie od prokreacji.
  4. Czytam tą dyskusję i przyznam że jestem mocno rozbawiony. Z jednej strony mamy takie akademickie rozważania, gdzie temat co najwyżej znany jest z filmów. Z drugiej strony jest grupa którą moim zdaniem można najlepiej określić tym znanym cytatem z dowcipu o rozbitkach na wyspie "....ale Panowie, po co, stąd tez dobrze widać". Po pierwsze zapominacie o hormonach. Inaczej reaguje 20-to latek na widok fajnej laski, a inaczej gość 40+. 20-to latek przeleciałby zazwyczaj wszystko co na drzewo nie ucieka. Z wiekiem gdy poziom testosteronu spada, facet nabiera dystansu, robi się bardziej wybredny. Dlatego rady grupy starszych gości w stronę młodziaków są bez sensu. Nie ten moment w życiu (inne priorytety podlewane testosteronem). Po drugie w wieku lat 20+ (jeśli nie jest się w top 20%) to ma się średnie powodzenie u kobiet. Trzeba się nachodzić na randki, poznawać nowe, czasami coś się uda, czasami nie. Laski są roszczeniowe itp. Jednym słowem, nie ma tak, że gość wyrywa co chce i bzyka co chce bo się laski w kolejce do niego ustawiają. (taki nie musi się interesować sponsoringiem). Zwykły szary gość 20+ w sponsoringu może znaleźć coś czego nie ma na co dzień. Może nabrać dystansu do randki i mieć wyrąbane. Nie musi brać udziału w procesie rekrutacji ze strony laski (pytania w stylu gdzie pracujesz, ile zarabiasz, czym jeździsz itp). Nawet jak będzie na luzie to i tak wie że później będzie bzykane. To jest fajne uczucie, które zmienia postrzeganie sytuacji damsko-męskich. Druga kwestia to dostęp do fajniejszych lasek niż normalnie. Jeśli jsteś np. 6/10, to max co możesz poderwać to jakieś 7/10 moze 8/10 jak się baaaardzo postarasz (czyli wracamy do kwestii "rekrutacji" ze strony laski). Przy sponsoringu rwiesz 9/10 lub 10/10 i się nie stresujesz czy aby jej się spodobasz. Kolejna kwestia to temat "inwestycji w siebie". Jasne że głupio całą kasę przeputać. Jednak druga skrajność (inwestujemy w siebie licząc ze za lat 10 podniesiemy swoją atrakcyjność) też jest słaba. To trochę jak z kupnem mieszkania. Można wziąć kredyt i mieszkać na swoim (i je spłacać), a można się spiąć, odkładać każdą złotówkę, mieszkać kątem u ludzi bez prywatności i po latach 15-tu mieć coś swojego. Coś za coś. Wracamy do kwestii którą poruszyłem na początku. W wieku lat 40-tu to już nie kręci tak samo jak w wieku lat 20-tu. Może się więc okazać, że całe te lata poświęceń sprowadziły się jedynie do nudnego życia. Wg mnie najlepszy jest złoty środek. Inwestować w siebie, ale też cieszyć się życiem. Ostatnie, a chyba nikt tego nie poruszył, to zupełnie inne podejście. Gdy bzykasz się z partnerką to (zazwyczaj) wielu gości stara się zadbać o nią w pierwszej kolejności (wg zasady "kobiety przodem"). Bzykając się z laską ze sponsoringu (która na dodatek jest mooocno w naszym guście) można mieć wyrąbane na tą zasadę i koncentrować się na sobie. Robisz to co Ty lubisz, w pozycji którą Ty lubisz i tak jak lubisz. Nie ma że tak to nie chcę, tak to się męczę, tak nie rób bo się dławię itp.
  5. Dlatego (wg mnie) jedyna sensowna opcja gdzie to facet nadal ma kontrolę czy chcę się rozmnożyć czy nie to zamrożenie spermy i wazektomia. Wtedy jesteś nieczuły na to czy Pani która przyrzekała że "nie chce dzieci" nagle zmieni zdanie. Jeśli ściemniała i jej się "odmieni"....to ona ma problem. Nie wiem czemu, ale u nas w Polsce pokutuje jakieś dziwne przekonanie że wazektomia = kastracja. Panowie boją się tego jak ognia. Sami oddają pełną kontrolę partnerką i potem szok i zdziwienie że one grają tak jak to im jest wygodniej. Jak dla mnie wierzenie w słowa laski że ona na tabletkach więc jest bezpiecznie jest równie naiwne, jak to gdy laski wierzą gdy facet podczas loda mówi "spoko mała, na pewno wyjmę wcześniej i nie skończę Ci w buzi".
  6. Znam to z autopsji. Też kiedyś tak miałem. Swego czasu wpadł mi bardzo ciekawy art właśnie o tym. Przeczytaj poniższy fragment i sam oceń czy się z tym nie zgodzisz: "'Chciałbym mieć kiedyś taką kobietę, że kiedy będzie zbliżać się weekend, ja nie będę pewien, że ona chce go spędzić ze mną' - usłyszałam ostatnio od znajomego singla. Czy nam, kobietom, marzą się symbiotyczne związki?Rzeczywiście kobiety częściej mają w głowie niebezpieczny moim zdaniem ideał związku, w którym spotykają się dwie połówki pomarańczy. Są przekonane, że dopiero z partnerem tworzą całość. Mają poczucie, że on określa ich istnienie. Uważają, że to od niego zależy ich szczęście, i chcą, by to on wziął za nie odpowiedzialność. Mężczyźni naturalnie też miewają takie podejście, ale jednak rzadziej.Przeważnie więc kobieta zaczyna tworzyć własne plany na weekend dopiero wtedy, kiedy dowiaduje się, że nie została uwzględniona w planach partnera...Wiele kobiet tak robi, ale na szczęście są też takie, które mają poczucie własnej wartości i swoje potrzeby, o które potrafią się zatroszczyć. Przeważnie to te, które wyniosły dobre wzorce z domu. Ich matki umiały zadbać też o siebie. Miały własne 'kawałki', w których nie było miejsca na męża i dziecko. Ich córki też nie będą zachowywać się wobec mężczyzn jak plastelina. Im mężczyzna nie powie: 'Jutrzejszy dzień jakoś sobie zagospodaruj, bo ja jestem zajęty'.A co zrobi?To jest tak: jeśli ja jestem z kimś i zbliżają się dwa dni wolne, to biorę pod uwagę, że mój partner może chcieć jakąś część tego czasu spędzić ze mną. Ale może też mieć własne plany. I dojrzali partnerzy o tym rozmawiają. Pytają i ustalają. Co ważne - robią to z szacunku do siebie, a nie z lęku. Nie muszą całego wolnego czasu spędzać razem.Symbioza jest naturalna dla etapu zakochania. Wtedy mamy ochotę być ze sobą niemal bez przerwy. Jednak dojrzały związek to już nie dwie sklejone landrynki tylko raczej dwa zachodzące na siebie kręgi. Jest część wspólna i są części osobne. I, paradoksalnie, im większa jest w nas zgoda na to, że partner ma swój kawałek świata, tym bardziej atrakcyjne staje się dla nas bycie razem. To, co partner przeżywa osobno, często czyni go dla nas bardziej atrakcyjnym. Związek potrzebuje takich doświadczeń. Tego, żeby czasem za sobą zatęsknić. Jednak powiedzieć otwarcie: 'Chcę mieć coś osobno', i dać do tego samego prawo partnerowi - to już wymaga dojrzałości. Podobnie jak to, by słysząc z jego ust: 'Chcę w sobotę ponurkować', nie uznać tego za komunikat: 'Już cię nie kocham', czy to, by spędzić czas inaczej, jeśli nie lubi się nurkowania, i nie wpędzać partnera w poczucie winy.Mam jednak wrażenie, że wiele kobiet cierpi z powodu tego nurkowania. I nawet jeśli partner w końcu z niego rezygnuje, i tak nie są zadowolone. Mówią: 'Chcę, żeby on chciał spędzać ze mną czas, tak jak ja chcę z nim. Nie chcę tego negocjować. Chodzi mi o to, żeby on wolał mnie od nurkowania'. Zna pani takie osoby?Tak. Spotkałam ich wiele w swojej pracy. Mówią dokładanie to, co pani zacytowała. Kiedy partner mówi o nurkowaniu, one słyszą: 'Już nie jestem tobą zainteresowany'. Czują się tak, jakby partner je porzucał.Jaka jest przyszłość związku, w którym kobieta dąży do symbiozy?Albo związek przestanie istnieć, często dlatego, że mężczyzna nie jest w stanie w nim już wytrzymać, albo trwa, ale partnerzy są nieszczęśliwi. Ona dlatego, że on nie jest z nią przez 24 godziny na dobę, a on dlatego, że jest przytłoczony poczuciem winy.A jeśli on zacznie spełniać jej oczekiwania?Po pewnym czasie będzie bardzo sfrustrowany i przestanie się wyrabiać. Będzie miał dość tego, że musi podejmować decyzje za dwoje i żyć za dwoje. Będzie chciał wreszcie mieć przy sobie dorosłego człowieka, kobietę, a nie małe dziecko. Jeśli w związku nie ma miejsca na bycie osobno, to przestrzeń wspólna też przestaje cieszyć.Można to jakoś zmienić?Oczywiście. Na początku dorosłego życia zwykle każdy z nas automatycznie wchodzi w taki model związku, jaki jest mu znany. Głównie z domu rodzinnego. Jednak im dalej jesteśmy od gniazda, tym większe mamy poczucie mocy. Możemy więc próbować zmieniać swoją pozycję w relacji. Może się na przykład zdarzyć, że mądry mężczyzna zacznie kobietę zachęcać: 'Zrób coś dla siebie'. Wytłumaczy, że jeśli ona tę propozycję przyjmie, to jemu będzie łatwiej i związek na tym skorzysta."źródło:www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,53664,9314313,Jak_sie_odkleic.html
  7. Ja np. nigdy nie słyszałem żeby facet używał określenia "wpędzać w lata", bo my nie ogarniamy sytuacji związkowych w tych kategoriach. Za to dokładnie takiego sformułowania użył @marcopolozelmer w tym tekście: "...wychodząc ze słusznego skądinąd założenia, że 3 lata bycia ze sobą, to wystarczająco dużo, żeby się w końcu określić i albo w lewo, albo w prawo, a nie wpędzać się w dodatkowe lata" Tutaj to bardziej pozowanie na pierwszego jebakę w powiecie. Taki nasz forumowy Porucznik Rżewski.
  8. Z serii "Co tu się właśnie odwaliło?" https://www.srviral.com/p/todo_bajo_control-21505.html
  9. To już któryś post @marcopolozelmer gdzie czytam i jestem (niemal*) pewien, że to musiała jakaś kobieta pisać. Serio??? Gość w wieku 20+ ma się bać, że mu zniknie sprzed nosa kobieta o 5 lat starsza? No po prostu okazja życia. Mówimy tutaj o kobiecie która: - jest starsza o 5 lat - na "wczoraj" chce dziecko i ślub - ma wyrąbane na partnera (jej słowa że w sumie teraz by się nie wiązała), bo on nie spełnia prawdziwego CELU związku jakim jest posiadanie rodziny. Czyli gość jest tylko ŚRODKIEM do CELU dla niej i to jeszcze środkiem łatwo zastępowalnym (w jej mniemaniu). - nie kręci go (już) fizycznie - ma różną wizję "związku" (są niedopasowani). po czym przychodzi @marcopolozelmer i pisze posty o "dobrym towarze" i rozpaczy po stracie. Wychodzi na to, że albo ja czegoś nie ogarniam życiowo, albo koledze/koleżance tak estrogen podskoczył, że za chwilę będzie miał/miała okres. * obstawiam na jakieś 95%, biorąc pod uwagę używane argumenty, zwroty, podejście do tematu itp.
  10. Choćby w Azji ze względu na wzrost (w stosunku do tubylców). Nagle z przeciętnym na Polskie warunki wzrostem jesteś lokalnym odpowiednikiem tego mitycznego "facet zaczyna się od 180". Rozmiary innych części ciała podobno też są statystycznie większe niż u lokalesów. Inna możliwość to Afryka, pełna egzotyka ze względu na kolor skóry oraz dodatkowo namiętne kobiety. Ameryka Środkowa i Południowa. Czyli Latynoski od Mulatek po te o karnacji europejskiej. Blondyn z niebieskimi oczami to coś mocno egzotycznego tam (sam mając tutaj w Polsce "pszenno-buraczaną urodę" tam nagle wzbudzałem zainteresowanie). Dodatkowo z mojej obserwacji wynika, że im więcej słońca ma w ciągu roku dana nacja, tym większe libido kobiet (w mocnym uproszczeniu ewolucyjnym : więcej czasu można poświęcić na zabawę, mniejsze ryzyko że przyjdzie zima i się umrze z głodu, ogólnie większa radość z życia). To jest trochę jak z "siłą" słońca (indeks UV), o której sobie nie zdajemy sprawy bo mieszkając w Polsce jest go mało. Ktoś kto w Polsce opala się cały dzień leżąc plackiem żeby mieć opaleniznę, wyjeżdża np. na Karaiby i po 15 min na słońcu ma poparzenie słoneczne....zaskoczony.... "ale jak to, przecież byłem dosłownie chwile na słońcu". Z tym libido kobiet jest podobnie. Namiętna laska w Polsce to taki odpowiednim pięknego polskiego upalnego sierpniowego dnia...których zazwyczaj w ciągu roku mamy max kilka/kilkanaście. Namiętna laska w Afryce czy na Karaibach to dla nas taki sierpień pod piramidami w Egipcie -skwar taki że ciężko ogarnąć.
  11. Sorry Panowie, ale mazgaicie się jak baby. Już któryś raz powraca temat, że Ciemnoskórzy Wam kobiety uwodzą "sprzed nosa". Wyciągneliście dobre wnioski (że egzotyka dodaje +20 do atrakcyjności)... ale większość z Was niewiele z tym robi. Zatrzymaliście się w pół kroku. Czemu sami (jeden z drugim) nie poderwiecie jakiejś egzotycznej laski? To trochę jak z wyjazdem nad morze. Można spędzić 2 tygodnie nad zimnym Bałtykiem, narzekając co roku na to samo (że pogoda do kitu, że ludzi od groma, że ryba w barze kosztuje fortune itp), po czym za rok znów wybiera się ten sam dobrze znany grajdołek....bo tak łatwiej. Można się przełamać i pojechać raz trochę dalej np. do Chorwacji czy Włoch nad Śródziemne czy Adriatyk i nagle odkryć że woda może być ciepła i krystalicznie czysta. Są spokojne zatoczki i w restauracjach sensowne ceny. Z kobietami jest dokładnie tak samo....tylko trzeba ruszyć tyłek z tego swojego dobrze znanego grajdołka.
  12. tłumaczenia: Gdyby rok 2020 był świeczką zapachową: Ciężko jest być samotnym ojcem:
  13. Czy znasz jakieś szczęśliwe małżeństwa w których nie ma seksu, bo np. żona weszła całkowicie w rolę matki, porzuciwszy całkowicie rolę partnerki, i maż ze swymi potrzebami jej tylko przeszkadza w zabawie w rodzinę (bo wg niej jest wiecznie napalony)? Wg mnie takie spychanie partnera na margines zawsze prowadzi do frustracji i (powolnego) rozpadu związku. W tekście to taki skrót myślowy. Nawet kochający się rodzice mogą mieć dni pełne gniewu....ale za to Ci sfrustrowani nie mają na pewno dni pełnych bliskości i miłości. Co innego gdy dziecko na 100 fajnych dni widzi jeden dzień kłótni u rodziców, a co gdy na 100 dni chłodu i kłótni widzi jeden dzień radości.
  14. Takie podejście kobiet powoduje własnie, że mamy w Polsce martyrologie "Matki Polki". To prowadzi jedynie do obumarcia związku i wysypu "helikopterowych rodziców" gdzie para koncentruje się jedynie na "projekcie dziecko". Co więcej dziecko nie ma wzorca jak wygląda kochająca się para, jak wygląda dotyk, bliskość jego rodziców. Zamiast bliskości i czasu spędzanego razem, jest tylko system "nakazowo rozdzielczy": kto odwiezie do szkoły, kto odbierze, kto zrobi zakupy itp. Jest to także dość nowe podejście, pojawiło się ono całkiem niedawno, gdy popularnym modelem rodziny jest 2+1 ew (max 2+2). Ludzie jeszcze 100 lat temu mieli po kilka(naście) dzieci z których często kilkoro nie dożywało do dorosłości mieli zupełnie inne podejście, takie bliżej pieczenia naleśników, że "pierwsze może się nie udać". Na kompie w ulubionych mam link do art w Charakterach (nr 4 z 2003 roku), który niestety jest dostępny już tylko dla prenumeratorów. Wrzucę Ci tutaj bardzo trafne cytaty: "Kluczem w ustaleniu równowagi miedzy partnerstwem a rodzicielstwem, jest zrozumienie, że należy stawiać na pierwszym miejscu związek właśnie dla dobra dzieci." "Zbyt często stawia się dzieci na pierwszym miejscu a partnera na drugim. Ciągłe absorbowanie nimi może zmienić związek w bitwę miedzy dwojgiem, w którym jedno będzie przekonane o swojej nieomylności a drugie z poczuciem pokrzywdzenia. Rodzice nie zdają sobie sprawy, że ich naturalny wybór, by zawsze dziecko stawiać przed partnerem osłabia ich wzajemne stosunki, w rzeczywistości krzywdząc dziecko. Zpewnością nie sugeruję tu zaniedbywania dzieci, lecz o partnera trzeba się zatroszczyć. Bo co jest lepsze z punktu widzenia dziecka? Widok kochających sie rodziców, współpracujących ze sobą, czy widzieć ich nieszczęśliwych, pełnych gniewu i ukrytego żalu. Gdy staramy się być dobrymi rodzicami, wielu z nas zaniedbuje związek. Na dłuższą metę to kiepski wybór dla dziecka. Choć może się to przydarzyć obojgu rodzicom zazwyczaj to ojciec popada w niełaskę, gdy matka jest coraz bardziej pochłonięta relacją z dzieckiem. Teraz mąż ma rywala, którego nie może pokonać. Szokuje mnie jak wiele rodziców całkowicie zaniedbuje swoje relacje np. nigdzie nie wychodzą razem." "Często kobieta chce mieć dziecko tylko dla siebie, żeby realizować swoje emocjonalne potrzeby, bo nie czuje się kochana. Chce mieć dziecko, żeby ono ją kochało. Wtedy to nie matka obdarza miłością – to dziecko ma obdarować. Taka sytuacja może prowadzić do nadopiekuńczości i roszczeniowości. A potem, kiedy dziecko dorośnie, do niemożności wypuszczenia go z gniazda – na zasadzie: nie możesz mnie zostawić, bo kto mnie będzie kochał."
  15. Skoro Cię zaprosili na wesele, to chyba nie byli to tacy znajomi co to im raz w tygodniu 'Dzień Dobry" mówisz na ulicy, tylko raczej tacy bliżsi. Popatrz na to w ten sposób- dzięki temu że poszedłeś na to wesele, zaoszczędziłeś sobie rozczarowania w przyszłości tą parą. Może byś potrzebował jakiejś pomocy, zwrócił się do nich i ....zong. Tak to wiesz (już) że mają Cię centralnie w d**ie, nie musisz inwestować w tą (fałszywą) znajomość. Można grzecznie odmawiać udziału w takich imprezach. Ja konsekwentnie odmawiam od lat udziału w weselach (dla mnie to największa kara udział w takiej imprezie), dzięki czemu znajomi przestali zapraszać, a ja nie mam długo do spłacenia (że musiałbym ew. zrobić własną imprezę i ich zaprosić w formie rewizyty). BTW. Też uważam że obecnie to bardziej biznes niż faktyczna radosna zabawa w gronie znajomych.
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.