Jump to content
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Sundance Kid

Użytkownik
  • Content Count

    184
  • Donations

    0.00 PLN 
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

369 Świetna

3 Followers

About Sundance Kid

  • Rank
    Szeregowiec

Profile Information

  • Płeć
    Mężczyzna

Recent Profile Visitors

The recent visitors block is disabled and is not being shown to other users.

  1. Na moje twój związek ciężko będzie odratować i chyba nie warto. Z twojego opisu wynika, że jest to typowy przechodzony flirt szkolny, z fazą seksu, która pojawiła się dawno po tym, jak haj dziewczynie minął. Znajdź sobie babę, którą będziesz podniecał, i niech twoja laska też sobie znajdzie kogoś, z kimś seks nie będzie dla niej przykrym obowiązkiem. Ewentualnie, jak koniecznie musisz dalej w to brnąć, to znajdź sobie kochankę, najlepiej starszą od ciebie tak z 5, albo i 10 lat, doświadczoną i WYMAGAJĄCĄ. Takiego znudzonego MILFa, który szuka młodszego chłopaka na niezobowiązujący seks. Uwierz mi, jest ich sporo. Niech cię nauczy, jak wygląda satysfakcjonujący seks. Może wtedy uda ci się coś naprawić w relacji seksualnej z twoją obecną dziewczyną. Bo jak na razie ani ty nie wiesz o co biega, ani tym bardziej nie umiesz nauczyć tego swojej partnerki. A nauczenie seksu laski z ciężkimi zahamowaniami to nie jest zadanie dla kogoś bez doświadczenia. Serio chcesz zachowywać się jak rozwydrzona Karyna, która ma focha, że partner ma życie poza nią?? Wiesz, że "odcinanie od rodziny" przez partnerkę albo partnera to jest klasyczny przejaw toksycznej, niedojrzałej relacji?
  2. Nieeee, niiiiic. Takie typowe skrzyżowanie wanna-be divy z lalką Barbie. Idealna mieszanka wiejskiej potańcówki i stylówki "Jak Mała Karyna wyobraża sobie seksowną elegancję". Pamiętaj, im więcej błyszczenia, tym więcej stylu! Myślę, że jak dasz do tego odpowiednio wyrazisty makijaż i polejesz się rzyguśnie słodkimi perfumami, to każdy samiec w promieniu 100 metrów będzie wiedział, z kim ma do czynienia. BTW, czy tylko ja mam wrażenie, że mamy do czynienia z wyjątkowo tandetnym trollingiem?
  3. Czyli jest fiutem. Twoja koleżanka wybrała sobie na partnera chujka, który ma w dupie własne rodzone dziecko. Pogratuluj jej świetnego wyboru partnera, nie dość że chujek, to jeszcze - jak wynika z twojego pierwszego wpisu - typowy rasowy krętacz. A potem będzie płacz i wielkie zdziwko, jak twoją koleżankę koleś potraktuje tak samo i uda się do trzeciej żonki, żeby go utrzymywała. I ją zapłodni, oczywiście, zapewniając tkliwie, że dzieci z pierwszego i drugiego związku nic dla niego nie znaczą i że liczy się tylko ona i jej dzieci. Serio, głupota kobiet mnie czasami przeraża. Ale najwyraźniej łobuz kocha najmocniej, co nie? Wydziedziczenie w sensie prawnym, czyli pozbawienie w testamencie prawa do zachowku, jest skuteczne tylko wtedy, kiedy następuje z przyczyn wskazanych w ustawie i te przyczyny faktycznie miały miejsce. Zgodnie z art. 1008 k.c. może to nastąpić jeśli uprawniony do zachowku: 1) wbrew woli spadkodawcy postępuje uporczywie w sposób sprzeczny z zasadami współżycia społecznego; 2) dopuścił się względem spadkodawcy albo jednej z najbliższych mu osób umyślnego przestępstwa przeciwko życiu, zdrowiu lub wolności albo rażącej obrazy czci; 3) uporczywie nie dopełnia względem spadkodawcy obowiązków rodzinnych. Przy czym trzeci przypadek, czyli niedopełnianie obowiązków rodzinnych, działa tylko wtedy, kiedy nastąpił z winy uprawnionego do zachowku, a nie z winy samego spadkodawcy. Innymi słowy, jeśli tatuś sam uporczywie nie dopełniał obowiązków rodzinnych wobec syna i unikał jakiegokolwiek kontaktu z nim, nie może potem wydziedziczyć tego syna z tego powodu, że nie miał z nim kontaktu.
  4. Do spadku po jej partnerze wejdzie tylko to, co będzie JEGO majątkiem. Nie to co będzie JEJ majątkiem. W przypadku intercyzy wszystko co ona zarobi w czasie małżeństwa i co za swoje pieniądze kupi, będzie jej własnością. Jeśli on nie zostawi żadnego majątku, to nie będzie z czego spłacać żadnego zachowku, bo zachowek jest zależny od wartości pozostawionego spadku. Nie ma majątku spadkowego - nie ma roszczenia o zapłatę żadnej kwoty tytułem zachowku. W związku z tym, jeśli będzie intercyza, to ona musi dopilnować, żeby wprost w akcie notarialnym darowizny mieszkania było wpisane, że darowizna jest do jej majątku, nie zaś na rzecz jej i jej partnera. Poza tym musi dopilnować, żeby nie było żadnego majątku, co do którego by zachodziła obawa, że był "wspólny" w sensie współwłasności w częściach ułamkowych, a nie w sensie wspólności majątkowej małżeńskiej (np. auto kupione za wspólnie zaciągnięty kredyt, oszczędności na wspólnym rachunku bankowym, wspólnie kupione wyposażenie mieszkania), musi mieć na wszystko umowy/faktury na swoje nazwisko, najlepiej z potwierdzeniem zapłaty ceny przelewem z jej własnego rachunku bankowego. I musi dopilnować, żeby nie było żadnych darowizn na jej rzecz ze strony męża (czyli koleś nie może ukrywać majątku przez fikcyjne darowizny na jej rzecz) - bo takie darowizny są doliczane do spadku na potrzeby wyliczenia zachowku (tak: art. 993 k.c., poza darowiznami wskazanymi w art. 994 k.c.) Do jej majątku nabytego przed zawarciem związku małżeńskiego dzieci partnera nie mają żadnych praw, bo to nie jest jego majątek i tym samym nie wchodzi do spadku po nim. Podobnie jak i do ewentualnego spadku, jaki ona nabędzie po swoich rodzicach. Natomiast owszem, może odziedziczyć po mężu długi - jeśli jakieś będzie miał. W tym przypadku jak sądzę w grę wchodzą nieprzedawnione i wymagalne w chwili śmierci spadkodawcy zaległe alimenty (jak w uchwale SN - III Co 36/65; sam obowiązek alimentacyjny jako taki NIE przechodzi na spadkobierców, zgodnie z art. 139 k.r.o.). Ale wówczas spadek po mężu (w tym również w sensie długów) może po prostu odrzucić. Edit: Oczywiście jest opcja, że koleś przestanie w przyszłości być oficjalnie "biedny" i jak skończy się obowiązek alimentacyjny zacznie "oficjalnie" gromadzić jakiś swój majątek osobisty (zakładam, że rozdzielność jest przez całe małżeństwo). Wtedy teoretycznie jakiś majątek spadkowy będzie i wtedy mąż mógłby sporządzić testament na drugą żonę i dzieci z drugiego małżeństwa, wydziedziczając jednocześnie dzieci z pierwszego małżeństwa (w sensie ustawowym, tj. pozbawienia prawa do zachowku) - ale musiałby wskazać w testamencie powód wydziedziczenia przewidziany ustawą i w ewentualnym procesie spadkobiercy musieliby udowodnić, że to wydziedziczenie było uzasadnione. A to nie jest takie proste.
  5. No trudna sprawa, trudna. Widzę tylko jedno wyjście: poczekać, aż dzieciak pojedzie na studia, i wtedy z powrotem uderzyć do mamuśki. Co to jest, te kilkanaście lat czekania, w obliczu tak potężnej miłości jak wasza, nie? 😁 Jeśli to nie jest troll, to ja jestem arabskim księciem z własną wyspą pełną modelek 10/10.
  6. A co ty taki Struś Pędziwiatr? Pierwsza randka i już związek planujesz? A baba już o tym wie, że masz takie rozkminy? A na serio. Tak, związek z bogatą laską ma sens, pod jednym warunkiem (w praktyce dosyć trudnym do spełnienia). Oferujesz tej lasce coś, co jej kompensuje to, że nie masz kasy. Nieziemski seks. Świetny, męski charakter. Urodę modela. Osiągnięcia naukowe albo artystyczne. Silne emocje i adrenalinę. Cokolwiek, co spowoduje, że w jej główce będziesz na tyle atrakcyjnym partnerem do związku, żeby zdecydowała się na układ, w którym to ona będzie dbała o bezpieczeństwo materialne. Większość chłopów nie ma za wiele do zaoferowania* poza tym, że będą przynosili do domu pieniądze - zadaj sobie pytanie, czy ty takie coś masz. Znam takie pary, w których była znaczna różnica majątkowa na korzyść niewiasty. Większość oparta była albo tylko na haju emocjonalnym kobietki, albo na jej mylnym przekonaniu, że facet "rokuje" na przyszłość, albo na jej skrajnych kompleksach na punkcie swojej atrakcyjności - w związku z tym tylko nieliczne przetrwały więcej niż standardowe 2-3 lata. Kilka związków znam udanych/bardzo udanych - ale to są wyjątki i wyjątkowi ludzie po obu stronach równania. Do tego w przypadku związku z kobietą, która jest od ciebie zdecydowanie zamożniejsza (i to zamożniejsza z własnej pracy, a nie z rodziny) i która wie, że nie masz porównywalnych perspektyw zawodowych musisz być przygotowany na to, że laska będzie usiłowała nosić spodnie w rodzinie i o wszystkim decydować. Zwykle to się żałośnie kończy, bo laski po prostu tego nie znoszą. Nie po to sobie biorą chłopa, żeby musieć robić za mężczyznę w związku. * z punktu widzenia kobiety, nie z punktu widzenia racjonalnego człowieka
  7. Stanowczo za mało się o tym mówi, zwłaszcza wśród mężczyzn. Myślę, że jakby szerzej ten problem był nagłaśniany, to by wyszła na jaw jego realna skala. Optymizm budzi to, że nawet po lewej stronie problem zaczyna być dostrzegany, tutaj przykład: (Chłop jest rozwlekły do urzygu i okropnie pretensjonalny, ale bardzo trzeźwo opisał mechnizm przemocy psychicznej, której był ofiarą, i dlaczego tak długo nie docierało do niego, że jest ofiarą przemocy).
  8. No i dlatego wydaje mi się, że nie ma co liczyć na to, że się "wychodzi" miłość. Związek z rozsądku, i owszem. Tak zresztą przez wieki to całkiem znośnie działało. "Miłość romantyczną" albo "pożądanie" - nie bardzo. "Zdobywanie" czy "uwodzenie" nie jest aż tak długoterminowym procesem, zazwyczaj wystarczy wystawić towar na ladę i wiadomo, czy klient kupi czy nie. Jak nie chce kupić, to ile by się nie zachwalało, że mało pali i ma dużo funkcji, to i tak taka reklama raczej nie zadziała.
  9. A to jest niezłe spostrzeżenie. Upór, wytrwałość, odwaga i zdobywanie tego, co się chce, to bardzo atrakcyjne męskie cechy. Może być taka sytuacja, że się nimi zapunktuje. Ale moim zdaniem jest pewna subtelna różnica między "wychodzeniem" (= zmęczeniem przeciwnika, aż ustąpi, z braku lepszej partii) i "zdobywaniem" (= celowym doprowadzeniem do takiej sytuacji, w której druga osoba zaczyna dostrzegać te cechy, dzięki którym stajesz się dla niej/niego atrakcyjnym, a których przy pobieżnym kontakcie nie dostrzegała).
  10. .... i wypowiadają się głównie samcy. A ja to bym nawet chętnie przeczytał więcej niż 2-3 opinie pań. Ale, oczywiście, ważniejsze są męskie kłótnie o to, jaki seks jest higieniczny (protip: żaden dobry seks nie jest czysty, schludny i higieniczny).
  11. Zmieniać się należy dla siebie. Preferując oczywiście zmianę na lepsze. Natomiast to, co jest impulsem do zmiany na lepsze, jest bez znaczenia. Jeśli twoja baba daje ci feedback, że coś jest nie tak (na przykład, że może jednak nie powinieneś ważyć 200 kg albo że może fajnie, jakbyś poszukał jakiejś pracy), to się powinieneś skupić nie na tym, że "baba mnie krytykuje i nie wspiera!!!", tylko na tym, czy faktycznie przypadkiem 200 kg to nie jest przesada i czy aby na pewno nie ma w okolicy ŻADNEJ pracy, którą mógłbyś wykonywać chociażby dla zabicia czasu. Nie z powodu kobiety, tylko z powodu twojego zdrowia fizycznego i psychicznego. Jeśli feedback kobiety jest sensowny, to warto rozważyć zmianę. Jeśli feedback jest durny, to się go olewa. Jak ze wszystkim w życiu.
  12. Bycie debilem nie jest sprzeczne z posiadaniem inteligencji czy umiejętności. Ktoś kto podcina gałąź, na której siedzi, jest debilem, bez względu na to, jak zajebiście bystry i uzdolniony jest w swojej dziedzinie. Tyle. No a o czym świadczy to, że prace na samym dole "hierarchii" społecznej wykonują mężczyźni? O tym, że są tacy pełni poświęcenia dla społeczeństwa i tak dalekosiężnie myślą? O tym, że te prace wymagają takich zajebistych kwalifikacji, że żadna laska im nie sprosta? NIE. Świadczy to o tym, że kobiety - mimo że co do zasady chętnie garną się do zawodów nieszanowanych i niskopłatnych, ale cholernie potrzebnych (typu pielęgniarka, nauczycielka) - nie chcą tych prac. I że bierzemy je z powodu marginalizacji w życiu społecznym. Bo baby ich nie chcą, i nie muszą ich wykonywać. A ktoś MUSI. A niewolników - teoretycznie - nie ma. Marginalizacja mężczyzn następuje moim zdaniem, dodam, NA NASZE WŁASNE ŻYCZENIE. Zawody, które ja podałem, były kiedyś zawodami niemal w zupełności męskimi. I wiązały się z prestiżem, władzą, pieniędzmi, powodzeniem. Obecnie, mimo że kobiety dopuszczono do rynku pracy niedawno, mają w nich coraz większą przewagę. Dlatego, że są lepsze? Nie, dlatego, że faceci coraz częściej unikają zawodów, które wymagają wysiłku w ich zdobyciu i nie dają obietnicy mitycznej "łatwej kasy za nic". I unikają zawodów, które wymagają odpowiedzialności bez natychmiastowej gratyfikacji. Z mojej działki: kiedyś nie do pomyślenia było, żeby kobieta była sędzią albo prokuratorem albo adwokatem. Dzisiaj są to coraz bardziej sfeminizowane zawody. Mimo że nie ma żadnych obiektywnych przeszkód, żeby nadal w nich dominowali mężczyźni. Według ciebie dobrze się dzieje, że odpuściliśmy i nam się nie chce? Serio?? O to mi chodzi: że sami bezrefleksyjnie oddajemy im pole, bez żadnego przymusu. I to w dziedzinach, które są kluczowe dla społeczeństwa i prestiżowe. Ile byś się nie napinał, drobny rolnik, kierowca śmieciarki albo TIRa nie ma takiego statusu i prestiżu, jak sędzia SN albo profesor medycyny albo dyrektor szkoły. Czy ma ważny zawód? KAŻDY zawód jest ważny, bo każdy do czegoś jest w społeczeństwie potrzebny. Dziwka jest potrzebna. Sprzątaczka jest potrzebna. Hydraulik jest potrzebny. Czy każda osoba, która ma potrzebną pracę, jest na szczycie hierarchii społecznej, kształtuje w jakiś istotny sposób społeczeństwo, nadaje formę stosunkom społecznym? NIE. Czy mężczyzna powinien dążyć do wykonywania zawodów na szczycie hierarchii społecznej, takich w których będzie ponosił odpowiedzialność, ale jednocześnie będzie miał wpływ na to, jak funkcjonuje społeczeństwo? Moim zdaniem TAK, bo jesteśmy do tego LEPIEJ wyposażeni przez naturę. Ale jak te myszy w eksperymencie Calhouna - odpuściliśmy i mamy to w dupie. I kobiety przejęły nasze zadania, co moim zdaniem nie przynosi większych korzyści społeczeństwu. I nie ma się co oszukiwać, że jesteśmy "niezastąpieni" jako kierowcy śmieciarek albo TIRów. Myślisz, że jeśli baby były w stanie się wytresować na tyle dobrze, żeby ogarniać medycynę albo prawo, to nie są w stanie ogarnąć w razie potrzeby obsługi śmieciarki? Przecież już ten eksperyment przerabialiśmy w czasie I i II WŚ!!!! TAK, jak muszą, to ruszą dupę i robią prace, które ktoś musi zrobić. I zresztą w wielu zawodach to widać (przykład pielęgniarki). Ale teraz nie muszą, więc ... robimy je my. Bo musimy? NIE, bo coraz więcej mężczyzn ucieka od rywalizacji z kobietami. Nie prą w górę, nie rozwijają się, nie mają ambicji życiowych większych niż tłuczenie łatwej kasy. Bo zanika to, co jest istotą bycia mężczyzną - chęć rywalizacji, chęć bycia coraz lepszym, chęć awansu społecznego. I stąd się bierze problem z "brakiem chętnych kobiet" i "brakiem porządnych facetów", o których tyle się jojczy na męskich i babskich forach. Kobiety szukają z natury partnerów WYŻEJ od siebie, a mężczyźni NIŻEJ. To ci się niby ma dziać, jak baby zaczęły rwać w górę, a chłopom coraz słabiej się chce? Dnem nie jest wykonywanie nieszanowanych gównoprac. Dnem jest uważanie, że to normalne, że gównoprace w społeczeństwie są domeną mężczyzn.
  13. Zwykle się nie uda, bo nazwijmy rzecz po imieniu, większość z nas przy bliższym poznaniu traci, a nie zyskuje. I dotyczy to tak samiczek, jak i samców. Po to Matka Natura wymyśliła haj emocjonalny, żebyśmy nie czekali ze "związkiem" do momentu, w którym dochodzimy do wniosku, że ta druga osoba to jednak straszna menda.
  14. Związek tak. Przywiązanie tak. Szacunek, sympatię, serdeczność, nawet lojalność - tak. Miłość rozumianą jako haj emocjonalny, pożądanie, namiętność, pasję - nie. Sorry, ale to tak nie działa.
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.