Jump to content
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Yami

Użytkownik
  • Content Count

    20
  • Donations

    0.00 PLN 
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    1

Yami last won the day on October 29 2019

Yami had the most liked content!

Community Reputation

119 Świetna

1 Follower

About Yami

  • Rank
    Kot

Profile Information

  • Płeć
    Mężczyzna

Recent Profile Visitors

395 profile views
  1. Dlaczego silna, niezależna Pani "inżynierka" ze sprawami molestowania nie potrafi iść z problemem do kadr albo napisać do administracji linked in? Do kwestii odrzucenia Twojego pomysłu i urażonego autorytetu szefa - zdarza się każdemu, kto jest niżej w hierarchii, to ty dorabiasz sobie tutaj scenariusz, że to kwestia płci. W kwestii ograniczonego zaufania wobec kobiet technicznych - problem istnieje. Podziękuj koleżankom w zawodzie. Ja spotkałem w branży takie kobiety, że nauczony doświadczeniem nie dałbym kobiecie serwera do pilnowania, aby patrzyła, czy wentylatory dobrze pracują.
  2. Z tego, co mówisz, nie chodzi o romantyzm, ale o to, że koleś praktycznie Ci się podkłada, nie stanowi żadnego wyzwania, tylko zawiesił na szyi tabliczkę "niech mnie ktoś przygarnie, będę grzeczny i nie będę sikał na dywan". Związek to produkt, o który muszą powalczyć obie strony - a nie jedna składa CV, pręży się ze swoimi kompetencjami, a druga litościwie ją dopuszcza. Tak samo umawianie się z panną, która ma parcie na związek i rodzinę, a nie na budowanie relacji - romantyczne i emocjonujące jak wiadro szyszek.
  3. Ludzki umysł ma tendencję do dostrzegania związków między wydarzeniami i łączenia ich w schematy, a następnie przypisywania cech do danych rzeczy, sytuacji lub grup społecznych. To w gruncie rzeczy prosty mechanizm adaptacyjny, który pozwala nam jasno oszacować, czego się generalnie spodziewać, nastawić się pozytywnie bądź być obronnie nastawionym, oszczędzając sobie czas i wysiłek. Przykładowo: - jeśli amerykańskie komedie Cię nie bawią i regularnie lądują poniżej twoich oczekiwań, to spodziewasz się, że kolejne też będą do kitu - jeśli większość dresów na Twojej drodze okazała się agresywnymi osobnikami o dysmózgii pospolitej, to też raczej nie ciągnie Cię na mecze trzecioligowe Branża usług IT here. Większość kobiet na stanowiskach technicznych, które spotkałem na drodze kariery, jest absolutnie poniżej przeciętnej do traktowania ich w jakikolwiek sposób poważnie na płaszczyźnie zawodowej. Więcej to generuje chaosu, zamętu, więcej planuje to, co należy zrobić tu i teraz, więcej pierdoli, opierdziela sobie dupy, eskaluje nieistotne rzeczy, niż przechodzi do konkretu. W jednej firmie, gdzie 95% załogi to były kobiety, nie dało się załatwić absolutnie NI-CZE-GO. Wianuszek bab po studiach, utechnicznione kierowniczki, a jak przychodziło do rozwiązywania najmniejszych problemów i podjęcia sensownych kroków, to - rzucając sloganem - gówno było rozbijane na atomy. Nie potrafię przywołać jednej sytuacji do głowy, gdzie faktycznie przed jakimś skomplikowanym problemem technicznym, to właśnie kobieta wyszła na środek i przedstawiła opracowane, szczegółowe rozwiązanie, które zrzuciłoby wszystkim szczęki na podłogę. Pracuję w zespole o wysokim poziomie stresu i mój kierownik powiedział kiedyś wprost o naszym zespole: "Baba na pokładzie przyniosłaby tylko pecha". Nie widzę większości kobiet w zadaniach technicznych, które przełknęłyby stres, ale potrafiły zarazem zamknąć mordę i robić swoje, a nie roznosić cały pokój w napadach gniewu. U facetów widzę większy konkret w rozmaitych problemach i umiejętności zaciśnięcia zębów, chociażby po to, aby nie wyjść przed resztą na niekompetentnego. Czasami zdarzają się panie, które faktycznie robią efekty dla firmy, ale przeważnie w parze z tymi efektami idzie plakietka "kosy" - czyli typowa, biurowa suka, której trzeba dać tu i teraz, bo zacznie drzeć mordę. Wnioski do wyciągnięcia we własnym zakresie. Czasami zdarzy się jakaś półboska białogłowa, którą traktuje się jak "swoją". To jest: pcha robotę do przodu i wie się, że można jej ufać. Ale, patrząc obiektywnie, jej wyjątkowość polega na tym, że ogarnia na poziomie przeciętnego faceta w grupie. Także moim zdaniem zupełnie z fusów sobie ludzie tego wszystkiego nie wyciągają. W mojej własnej rzeczywistości większość pań to kule u nogi dla większych projektów i wąskie gardła realizacji, na które wiecznie trzeba uważać i traktować jak jajko, na które nie można za dużo położyć, bo zbije mu się skorupkę.
  4. To może zabrzmieć jak czarna magia i wróżenie z fusów, ale najczęściej facetom odpala się jakiś szósty zmysł, coś zaczyna im w którymś kościele dzwonić i zaczynają być podejrzliwi. Trudno powiedzieć dokładnie co jest zapalnikiem takiej reakcji, ale w większości przypadków (z moich obserwacji podkreślam) - jak facet zaczyna czuć się niepewnie, zaszczucie, podejrzewa swoją Panią o różne rzeczy, to nie dzieje się to bez przyczyny. Pani, wiadomo, mami oczy, mówi, że to tylko kolega; że ona z koleżankami do klubu idzie tylko potańczyć albo wprost - że ciągle tylko masz jakieś fazy i wizje, ale post factum okazuje się, że to wszystko było nie bez powodu. Nawet, kiedy mój kumpel bolcował mężatkę, podjęli wszystkie środki ostrożności, to jej mężowi nagle odpaliła się czerwona lampka i wypalił jej wprost: "powiedz po prostu, że mnie zdradzasz". Wydaje mi się, że to leży w naturze kobiet, że kiepsko dają sobie radę z jechaniem na kilka frontów. Są totalnie zakotwiczone emocjonalnie w jednym facecie. Jeśli jako partner czujesz, że nagle laska zerwała wszystkie łańcuchy emocji z Tobą, to jest właśnie ten znak, którego szukasz. Ale - jak mówię - większość samców wyczuwa instynktownie, że coś wisi w powietrzu. Po prostu zaczynają węszyć za dowodami, których najczęściej nie dostają aż nie jest za późno.
  5. Jeśli tych dwóch facetów też się kocha, to w sumie wszystko jest dla ludzi. Ale w każdym innym przypadku: dlaczego mam dzielić się czymś, co w założeniu powinno być tylko moje? Dla mnie to jak bycie beta cuckiem pod dyktando egistycznej laluni, ale wyniesione na zupełnie inny level.
  6. Jak skowroneczki są w fazie świeżego, emocjonalnego haju, to jest najkrótsza droga aby zrobić z siebie debila, obiekt plotek albo poważnie zagrozić stanowi swojego uzębienia. Dla większości facetów jest wszystko jedno, czy waliła cię po rogach, orała psychikę czy kradła kasę. Co jeden facet, karmiony jeszcze kłamstwami, jest przekonany o swojej wyjątkowości i lepszości niż wszyscy jej poprzedni. Dla nich zawsze jesteś lepszy w łóżku, ogarnięty i normalny - a nie to co jej były! No to przecież wiadomo, że ona Tobie takiego numeru nie wykręci.
  7. @Ksanti Osoby znane z tego, że są znane były zawsze - zmienia się wyłącznie medium. Dziś ludzie odwracają się od telewizji, wiec gasną gwiazdki TVNu, a rosną nowe - bardziej dopasowane do współczesnego konsumenta cyfrowej papki. Czy nam się to podoba, czy nie: bez znaczenia. Na tik toka akurat rośnie popyt. Zawsze, kto robił hałas, to zgarniał wszystko. Mickiewicz podobno częściej niż piórem machał przyrodzeniem, a i pewnie drugoligowy piłkarz łatwo znajdzie kogoś, kto wyręczy go w waleniu konia. Co jakiś czas słyszy się o biednych, zrozpaczonych kobietach, które zostały oszukane, bo do miasta przyjechał jakiś słynny sportowiec. A później okazało się, że to wcale nie był brazylijski piłkarz tylko jakiś cygan I one zmieniły zdanie co do tego minionego pójścia do łóżka Nie próbowałbym więc walczyć z systemem - efekt celebryty robi swoje. Co do całej reszty - bez zaskoczenia, bo jest tak, jak mówisz. Średnia statystyczna Katarzyna ze wsi Białe Kały ma w necie przemiał jak maszyna w fabryce pasty do zębów. Ale - bądźmy szczerzy, spójrzmy w głąb siebie. Przecież jakby do mnie pisało 100 babek na godzinę, to też po prostu nie miałbym tego czasu przerobić. A co dopiero poświęcać swój cenny czas na agentki, które z wyjścia jakieś parchate z ryja. Internet to właśnie taki rynek - wygodny dla kobiet, wyjałowiony przez facetów. Statystyczna Kasia szybko tu wsiąka i zostaje na dłużej, a wychodzi przemielona i zepsuta. Stąd właśnie sądzę, że kilku chłopaków, którzy latali po mieście i pytali kobiety o godzinę to jest naprawdę małe piwo w porównaniu z oszołomami w Internecie. Kiedyś usłyszałem cenną radę, że przy szukaniu pracy lepiej wysyłać CV tam, gdzie wymagania są najwyższe. Jak do tej pory było to dla mnie bardzo skuteczne i to właśnie z takich ogłoszeń miałem najwięcej rozmów, nawet jeśli nie spełniałem wymagań. Na takie zgłoszenia mniej ludzi aplikuje, więc łatwiej zostać potraktowanym jak człowiek, a nie zostać statystyką. A teraz sęk w tym, że do lasek w sieci zawsze napierdala dużo ludzi. W sieci wszyscy jesteśmy statystyką. Wynik ankiety mnie nie dziwi. PUA w opinii publicznej postrzegani są mniej więcej jako kółko socjopatów, które boruje panny dzień i noc. Bajeranci, kłamcy, psychopaci, nieczułe skurwysyny. Jak w horrorach - wszystko, czego nie rozumiemy, wydaje się nagle duże i straszne. A tymczasem większość chłopaków z for PUA wcale nie chce otworzyć haremu (zresztą ktokolwiek jest w temacie ten raczej szybko zauważył, że po prostu człowiek nie ma na dupy tyle czasu, aby to bajerować :D), tylko ogarnąć się życiowo, bo z kobietami sobie nie radzą i znaleźć kogoś, kto po prostu ich pokocha. No ale nie, puas to przecież taki boogeyman, który boruje 10 mężatek tygodniowo. @HodowcaKrokodyli Wolny produkt bez kontroli żadnego urzędu, który mógłby nakładać kary na nieuczciwych sprzedawców - zawsze obiecywano smoki, schudnięcie 10 kg w 2 tygodnie i trójkąty z modelkami Victoria Secret, ale myślę, że w Polsce SCAM-o-metr wystrzelił ponad wszystkie normy. Polacy to nietypowy naród: nie mamy takiego luzu społecznego jak w Hiszpanii czy Brazylii, gdzie kobiety od zawsze zaczepia się na ulicy. To było wiadome, że bez dobrego blefu po prostu nie opylisz tu produktu, bo ludzie nie będą przekonani do cyrkowych sztuczek. A tymczasem obiecywano efekty jeszcze lepsze i kolorowsze niż w krajach, gdzie spontaniczne relacje są, powiedzmy, bardziej społecznie akceptowalne. Blef za blefem, aż w końcu ktoś powiedział "sprawdzam". To nie jest tak, że PUA nie działa. Po prostu do tej zabawy trzeba mieć naprawdę malutkie, malutkie oczekiwania. Szczególnie, jeśli człowiek wygląda jak skrzyżowanie drutu kolczastego ze słoikiem majonezu i ma ogładę wiejskiego gbura. Przede wszystkim chodzi o wyrobienie podstawowych mechanizmów społecznych i danie sobie chociaż odrobiny komfortu w rozmowie z kobietą, bo człowiek ma to zabezpieczenie "aha, jak się ewentualnie zatnę, to mogę strzelić jedną z rzeczy z pamięci". Tymczasem reklamowano to jako jakieś tajne kody, po odpaleniu których panna jest zobowiązana do zrobienia Ci loda. Ogólnie - no kiepsko.
  8. Przede wszystkim PUA zostało bardzo brutalnie zweryfikowane przez czas i społeczeństwo. Na początku dużo osób się tym zachłysnęło, bo to była wiedza nie tylko dla nielicznych, ale też z USA, które w naszym zakompleksionym kraju po roku 2000 obrosło do rangi jakieś legendy, gdzie trawa była zawsze zieleńsza. Ogólnie każdy dziewczyny poznawać chciał, ale nie każdy wiedział jak, a filozofia podrywaczy kładła kilka kluczowych klocków, aby wyciągnąć chociaż chłopaka z domu. I później impreza napędzała się sama pocztą pantoflową. Ktoś poderwał dziewczynę, chciał zabłysnąć koledze, a gdzieś tam między facetami rosło poczucie jakieś tajnej subkultury i klubu superbohaterów. No a później ludzie zwęszyli w tym pieniądz i niestety sprawą zainteresował się mainstream. Zaczęło być o temacie głośno w negatywny sposób. Ludzie bawiący się w PUA zostali stawiani jako przykład jakiś zboczeńców seksualnych w twojej okolicy, którzy pytają o godzinę, aby Cię zgwałcić. Samo istnienie subkultury było też mocno nie w smak samym panią, które podniosły raban, że "to przecież oni oszukujo! Książkę przeczytali i mnie okłamujo jakimiś trikami zza morza! To gwałt jest!". Bo jak wiadomo panie lubią mieć wyłączność na kłamstwo i manipulaję, a jedyną słuszną drogą do relacji międzyludzkich powinien być tylko stały związek. Dalej już biali rycerze podłapali temat i nawet bez podstawowego rozpoznania potępili jakąkolwiek ideologię życia, która nie kończy się jedynym i słusznym małżeństwem i zarabianiem na panią. Bo przecież jeśli są tacy ruchacze i szarlatani, co to masowo zaliczają, to nam uszczuplają zasoby panienek Aktualnie PUA jest w naszym kraju bardzo znienawidzone. To widać nawet na portalach, które teoretycznie były poświęcone ideologii Pua - te miejsca zaczynają gnić od środka. Z jednej strony to źle, bo trzeba uważać, aby gdzieś publicznie nie chlapnąć, że człowiek się tym interesuje. Z drugiej strony - im mniej osób się tym zajmuje, tym więcej starych chwytów, które wyjałowili ludzie, wraca do użytku. Jeśli chodzi o atencję, to uważam, że dużo więcej złego zrobił dla facetów facebook, instagram i inne snapchaty. Faceci zawsze zaczepiali kobiety. Piękne kobiety, zawsze miały powodzenie w klubie. Najwięcej atencji zbierają laski właśnie w sieci. Ogólnie od momentu, kiedy Tinder wjechał na salony, to obserwuję tylko równie pochyłą. Pamiętajmy: aby zaczepić kobietę na mieście, trzeba mieć jednak trochę jaj. W sieci, na Tinderku, nie potrzebujesz niczego Dlatego właśnie nagle panie odczuły taki wzrost zainteresowania i byle średnia krajowa buja się jak jakaś Margot Robbie. Zaczepienie kobiety w normalny, naturalny sposób nadal ma - przynajmniej w moim świecie - stanowczo większe szanse powodzenia. I kończąc optymistycznym akcentem: sieć, Internet i Tindery zaczynają wychodzić ludziom bokiem. Dużo ludzi zaczyna być świadomych ich destruktywnego wpływu. W tamtym świecie zostaną najgorsze, atencyjne potwory, ale tamten rynek raczej się wyjałowi. I myślę, że tak, jak coraz mniej facetów zaczepia dziewczyny na ulicy - zacznie być to coraz cieplej i lepiej odbierane.
  9. Tylko jednego partnera? Ale w sensie w tym miesiącu?
  10. W Polsce żyjemy amerykańskim snem. Smartfonami z logiem jabłka, życiem na wypasie, apartamentami i lotami w kosmos. Ten sen się udziela. Kobietom najbardziej. I to tak strasznie czuć, kiedy przyjedzie kolega z Hiszpanii czy Holandii, kiedy instynkt kobiecy sprawia, aby ciągnąć w jego stronę. Po prawdzie - jednym butem niby jesteśmy w wielkim świecie, ale drugim - nadal w tej starej oborze, gdzie kisimy się we własnym sosie. I tutaj pojawia się problem kobiet. Żyją z perspektywą na Amerykę, kiedy realia mamy nawet nie Czeskie, nie Chorwackie, nie Germańskie.
  11. Najwięcej pomocy od kobiet doświadczyłem w relacjach Friends with Benefits albo na etapie zalotów. Krótkim słowem: kiedy nie dałem się jeszcze usidlić. Wysuwam śmiałe przypuszczenie pomoc ta miała po prostu funkcję reklamowo-prezentacyjną, element jazdy próbnej, który kończy się wraz z wejściem w związek. W związkach natomiast cokolwiek mi w życiu nie wychodziło i problemy zaczynały się piętrzyć, to kobieta jeszcze dolewała swoje wiadro gówna. Najczęściej cokolwiek kobiety gniotło, to próbowały strategii zamarudzenia mnie na śmierć i trucia dupy, aż wszystko jakoś magicznie nie znajdzie rozwiązania. Jeden trzyletni związek na przykład zdechł magicznie przez wykrwawienie rozciągnięte na pół roku. Kobieta urządziła sobie ze mnie worek treningowy do stosowania rozmaitych form przemocy psychicznej. Średnio powodziło mi się finansowo, ale głodny nie chodziłem. Miałem 18 lat, więc tutaj trudno wymagać jakiś milionów, ale brat panny jeździł na taksówce. Wszędzie w domu kupował plazmy, gadżety. I pannie poprzewracało się na punkcie kasy, ubzdurało, że zasługuje na coś więcej. Na początku były delikatne szpilki, a później już regularna lawina fekaliów. Moje zalety stały się nagle wadami, moi przyjaciele w jej oczach dziećmi. Wszystko rąbnęło, ja się od tego odbiłem, a ją zweryfikowało życie - mimo ogromnych ambicji na zostanie lekarką, pracuje za grosze w przedszkolu. Na drugim końcu kija: pewna pani dyrektor, z którą byłem na etapie zalotów i spotykania się na seks, miała w bardzo głębokim poważaniu, że od 3 miesięcy szukam pracy. Inna kobieta potrafiła składać mnie do kupy po rozstaniu, aby samemu potem aspirować na moją dziewczynę - a kiedy już się nią stała cała empatia rozwiała się jak domek z kart na wietrze.
  12. Zwróciłem ostatnio uwagę, że temat podrywu i kontaktów seksualnych z zajętymi kobietami jest mocnym zapalnikiem na portalu. Jako że większość ludzi stygmatyzuje facetów sypiających z takimi dziewczynami, chętnie dorzucę trochę swoich doświadczeń i marudzenia. Daleko mi do pochwalania takich zachowań, ale moralizowanie i męczenie pojedynczych przypadków na forum przypomina mi raczej próbę rozwiązania problemu pacyficznej wyspy śmieci, zgłaszając sąsiada do odpowiednich służb, bo wyrzucił folię po batoniku na środek chodnika. Zdarza się, że ten temat wycieka przy piwie, ale ja jestem już zobojętniony na argumenty przeciwko stosunkom z mężatkami jak mamut na mróz. Wpuszczam to jednym uchem i wypuszczam drugim. Temat jest już mętny i wymęczony jak piąta herbata z tej samej saszetki, bo ilekroć ktoś startuje z zupełnie nieproszoną dyskusją o naprawianiu świata, to prawie zawsze najwięcej do powiedzenia ma koleś TEGO typu. Panie zna tylko jako mityczne jednorożce z opowieści kolegów. Romantyczną relację miał ostatni raz za czasów Mojżesza. On wierzy w swoje słowa jak Lenin w komunizm. Co jeden to lepszy - uprawia mimowolną abstynencję seksualną, ale jaki z niego był przykład moralności! Zajętą brać? On nigdy! W lustro nie mógłby spojrzeć! Ewentualnie znalazł swoją Basię na całe życie - ona nie sra, nie pierdzi, z ryja jej nie śmierdzi, więc wszyscy potencjalni faceci są zobligowani to uszanować. Koleś TEGO typu już doskonale wie, kiedy ruchać wolno, a kiedy ruchać nie wolno. I w ogóle to stosunki z zajętymi kobietami należy konstytucyjnie zdelegalizować, a frajerów, którzy je pukają pozbawiać zębów, wrzucać do więzień i odbierać papier toaletowy, a w zamian dać papier techniczny. I niby wszystko cacy, opinia jak opinia, po części się nawet zgadzam, bo przecież świat byłby dużo lepszy, gdyby ludzie się nie zdradzali. Tyle że to właśnie kolesie TEGO typu są z moich obserwacji na pierwszym miejscu, aby rozsadzić Ci relację jak 500+ nastroje społeczne. Żeby to raz była sytuacja, że ktoś sprowadza jakąś dziewczynę w kręgi i nagle jednemu z drugim odwala korba. Przepalają się styki i oni są królowie komedii, lordowie bajery, akrobaci-gawędziarze z licencją na kradnięcie serca i certyfikatem amatora ginekologii. Jak zwrócisz jednemu z drugim uwagę, to “oni przecież nic nie robią” i “Kuba, nie świruj, my tylko tak hehehe śmieszkujemy”. Gołym okiem natomiast widać, że ruszyły wyścigi kogutów, panowie prężą się i badają grunt, jak reaguje dziewczyna. Tacy ludzie później dodają dziewczyny na fejsie, wypisują do nich jakieś kocopoły, nawijają makaron na uszy, czego to oni nie ćwiczą, kogo nie znają i jak to pindolem nie łamią taboretów. Często wyciągają na Ciebie jakieś brudy, opowiadają jej jakieś krzywe historie z liceum, jak obrzygałeś lustro na imprezie, albo pożyczałeś od wszystkich kasę, aby iść do klubu, bo sam zawsze byłeś gołodupcem. W relacji zaczynają robić się kwasy i losy z Twoją żoną/dziewczyną/potencjalną partnerką stają pod znakiem zapytania. No ale koleś czuje się czysty moralnie jak uśmiech Chajzera na reklamie proszku do prania. Przecież on “nic nie robi”. Przecież jej nie wyruchał, to byłoby wbrew jego zasadom Tak tylko sobie gadają. U dziewczyny też bywa różnie - czasami pogoni bajeranta, a czasami przewartościuje dodatkowe źródło adoracji ponad lojalność i “będą sobie tylko gadać”. Czasami też hipergamia wjedzie za mocno, więc pojawia się klasyczna zmiana banana. No ale w końcu wyrucha ją po odejściu od Ciebie, także luzik, nie? Ewentualnie jeszcze przed odejściem. Ale to taka wyjątkowa sytuacja i on wcale nie jest taki jak ci źli ruchacze żon, bo “to była wyjątkowa sytuacja” i ogólnie to “i tak się źle nią zajmowałeś i ona czuła, że czegoś jej brakuje”. Koniec końców łatwo jest uczyć moralności z wygodnego stanowiska, gdzie nie staje się przed takimi dylematami. Nie poznaje się zajętych dziewczyn. Łatwo mówić o pokonywaniu zła, kiedy nie ma pokusy. Nauczony doświadczeniem widzę, że rezygnowanie z zajętych to przeważnie przywilej facetów, którzy na brak kobiet nie narzekają, a najwięcej o rezygnowaniu z nich mówią Ci, którzy ich nie mają. A jak przyjdzie co do czego: łatwo zracjonalizować sobie rzeczywistość, że “wcale nie jestem tym złym”, kiedy chodzi właśnie o Ciebie. I wiecie co? Ja nawet przestałem mieć o to pretensje. Przestałem z tym walczyć i rzucać wyzwiska do nieba i świata. Przejmować się lasem hipokrytów i ich gówno wartych moralizacji, ruchaczy żon, podrywaczy i całej tej karuzeli, bo wiem, że i tak tego nie zatrzymam. Prawda jest taka, że zawsze będą goście, którzy będą próbowali Ci odbić panienkę. Zdobywanie kobiet leży w męskim instynkcie - to nagle globalnie nie zniknie, niezależnie jak głośno będziesz krzyczał i tupał nóżką. W jej pracy, na ulicy, nawet w waszych kręgach znajomych - będą się pojawiać faceci, którzy będą mniej lub bardziej bezczelnie próbowali się zbliżyć i “oferować swoje istnienie w ich życiu” aby "tylko sobie pogadać". Możecie jojczyć, męczyć i znęcać się nad ludźmi z forum. Zamykać wasze baby w złotych klatkach, opierdalać je i pilnować całego miasta facetów, czy aby przypadkiem nie sadzą się na waszą panienkę. Walka z hydrą, gdzie po odcięciu jednej głowy, wyrastają kolejne. Jak nie ten, to kolejny. Jednakże niezależnie jak mocno będziecie próbowali zakląć rzeczywistość - nie uda wam się to. Bo rzeczywistość sra na to, co chce jednostka. Koniec końców wszystko sprowadza się do jednego. Czy jest zdrada czy jej nie ma - to zależy tylko i wyłącznie od kobiety. Chce dać dupy - da dupy. Nie chce - nie da. Ona się zobowiązała i to ona trzyma wszystkie karty w tej sytuacji. Pokusy zawsze będą. Jak to w ogóle jest, że dla tak wielu osób spoza matrixu, jak facet zdradza, to jest frajer, a jak kobieta zdradza, wtedy kochanek to frajer? Moim zdaniem pomijając okazy “puszczalska by design” kobiety nie zdradzają, bo “o kurde, jest ostatni piątek tygodnia, a ten Mokebe pewnie ma trąbę jak Polska dług publiczny”. Gdzie się związek zaczyna sypać, zawsze jest ryzyko zdrady. Frustracja w łóżku, brak kasy, niespełnione ambicje. Co za różnica - chowane przez lata rośnie w człowieku i wszystko może być zapalnikiem. To jednak już geneza zdrady i temat na inny dzień. Tymczasem kiedy kobieta już podejmie decyzje, że zdradzi - robi to z chłodną, wyrachowaną satysfakcją na twarzy. Ktokolwiek miał styczność z taką, na pewno to zapamięta. Bezczelnie, śmiejąc się z męża, sama nadstawiając kochankowi. Zero wyrzutów sumienia, a wręcz czysta satysfakcja z decyzji. Kto akurat się nawinął, przeciągnął ją na swoją stronę - to naprawdę nie ma znaczenia. Jakby suka nie dała, pies by nie wziął.
  13. Jeśli sam skazujesz się na celibat, to nie dziw się, że myślami wracasz do czasów, kiedy było lepiej i Twoje potrzeby - fizyczne i emocjonalne - były zaspokojone. To tak, jakbyś całe życie bujał dupę wygodnym autem, przyzwyczaił się do tego uczucia, wygrzanego siedzenia, a potem sam się tego auta pozbawił i wszędzie drałował z buta. I jeszcze lepiej - wmawiał sobie, że nowego auta nie kupisz, dopóki nie zapomnisz o tym poprzednim. Warto czasami wziąć przykład z Pań, które przecież sztukę rynku matrymonialnego mają wymasterowaną pod swoje potrzeby. Nie ma nic super-honorowego w odcięciu się od kobiet, bo z kimś się rozstało poza czystym masochizmem i utrzymywaniem się w stanie bólu. Spotykanie się z innymi kobietami przynosi ulgę i pokazuje bardziej trzeźwe spojrzenie na świat - że są też inne. Można bardziej obiektywnie spojrzeć na wady minionego związku a w nowych relacjach - użyć całej palety dotychczasowych doświadczeń.
  14. Jako że dla większości kobiet mam absolutnie nieludzkie wymagania - czyli nie kłam, nie lataj na boki i nie wierć dziury w brzuchu - kolejny raz wypływam na niegościnne wody rynku matrymonialnego. Z racji tego postanowiłem, że to idealny moment, aby wylać wiadro moich kwaśnych przemyśleń, jakie to poronione mechanizmy cechują panny ze świata randkowania. Odstawmy na bok wszystkie kobiece abominacje, które mają najebane w głowie jak w torbie u cyganki i szukają faceta, który ma 3 metry we wzroście, milion w koncie bankowym i 30 w kiełbasie. Przejdźmy do etapu, gdzie mamy nawiązany kontakt, numer telefonu i załóżmy naiwnie, że kobieta jako-tako akceptuje nas i dobrowolnie odpisuje, mimo że nie łamiemy penisem taboretów i nie wozimy się Lamborghini za nasze pieniądze z modelingu. Teraz dopiero zaczyna się jazda. Ogólnie panie jak na czyste mastermindy manipulacji są zadziwiająco cienkie jeśli chodzi o jechanie na dwa fronty. Jest jeden facet, któremu są aktualnie podległe emocjonalnie i za nim podążają. Podkreślam: AKTUALNIE. Bo jest to rzecz, która potrafi zmienić się z godziny na godzinę. Jeśli jesteś na pierwszej lokacie panna sama będzie się do Ciebie zbliżać, angażować się, a przynajmniej nie utrudniać sprawy, kiedy starasz się jak cywilizowany, biały człowiek pchać sprawy do przodu. Zaprosisz na kawę, to przyjdzie. Zaproponujesz wyjazd nad wodę, to pojedzie, a może nawet zaproponuje, że zrobi do tego kanapki. Zaczniesz flirt, to podejmie grę. Wszyscy pozostali petenci poza tym jednym najlepszym królem wyścigu dostają zaangażowanie na ćwierć gwizdka albo wcale. Dla nich kobieta jakoś tak średnio ma czas. Ona to nie wie. A może nie dziś, a może nie ta pogoda, a może tamto, a może sram to. Zadzwoni, jak będzie akurat potrzebowała się wygadać, wyjdzie, jak opcja A, B i C się posypią albo - klasycznie - potrzebuje taksówki. Czasami trochę podkusi, trochę podflirtuje. Panny nie lubią marnować swojego czasu, ale chętnie zmarnują Twój. Trzymając jak najdłużej w niepewności, chociaż same doskonale wiedzą, że nic z tego nie będzie. Swoją drogą ta sama zasada działa w związkach. Jak nagle zaangażowanie panny gaśnie, namiętności nie ma, a jeszcze zapisuje się na jakąś siłeczkę, basenik, to możesz walić jak w tym, że jest jakiś Antonio Jebanito, a jak nie ma, to za chwilę będzie i wyciśnie Ci pannę jak cytrynę. Oczywiście panie jadą na wiele frontów nałogowo, mimo że robią to nieudolnie, a jeszcze nieudolniej maskują się tanią zasłoną dymną i racjonalizacją. Łatwo dać się zwieść zapewnieniom swojego “misiaczka”, ale każda kobieta, która nie wygląda jak skrzyżowanie cysterny majonezu i drutu kolczastego, ma wokół siebie jakiś wianuszek orbiterów, których eksploatuje. Klasykiem klasyków jest "to tylko kolega, jemu o nic nie chodzi", "z nim to tylko żartuję sobie" i palenie głupa, że ona nie widzi, że koleś próbuje dobrać jej się do dupy. One! Na co dzień dostrzegają sygnały w byle pierdołach, a w tak oczywistej sytuacji nie widzą oczywistego znaku, który nie tyle stoi przed nimi, ale obija je w twarz? One doskonale wiedzą, że goście próbują zakisić - mniej lub bardziej bezczelnie. Niektórzy goście, to potrafią latami odgrzewać kontakt do kobiety, bo może akurat trafią na chwilę słabości One sterują sobie tym wedle własnych potrzeb. Są panny mniej bezczelne, nie mówię, że nie, ale są też takie, które nadrabiają za trzy, wyciągając z tego systemu maksimum. Układając sobie życie wokół ładowania atencji męskim kosztem. A jak jeden się wyłamie... To co w sumie z tego? Tinder czy badoo idą w ruch. Chętny zamoczenia koleś jest jak tanie skarpety - łatwo dostępny i łatwo zastępowalny. Rozwiązanie w tym przypadku jest bajecznie proste. Jeśli widzisz, że sytuacja nie rokuje zbyt dobrze - podziękuj i ulotnij się z relacji. Kręcić się w miejscu można naprawdę długo, a panna do samego końca będzie paliła głupa, że: a). nie wiedziała, że to relacja romantyczna b). nie była gotowa c). wstaw cokolwiek. Generalnie szczera rozmowa i zdemaskowanie, że widzisz, że panna nie gra fair, najczęściej kończy się tym, że panna sama się ulatnia albo reaguje agresją. Po prostu poezja. Innym wartym uwzględnienia pomysłem jest to, aby utrzymywać kontakt i próbować randkować z wieloma kobietami jednocześnie. W końcu sam nie wiesz, czy pannie się nie odmieni i nie okaże się, że miesiąc randkowania na marne. No ale przecież to przywilej tylko dla kobiet. Ty nie możesz “mieć tylko koleżanek” i “żartować sobie” z nimi. Jak panna się dowie, to Cię świnią nazwie i co będzie? Koniec końców czasami jakaś kobieta się do Ciebie przylepi. Idziecie do łóżka i przynajmniej zaczynasz czuć się komfortowo, że coś znaczysz w jej oczach. Jazda próbna jest jednak krótka i natarczywe sugestie związku zaczynają Cię bombardować ze wszystkich stron. Ledwo przekroczyłeś dziwną grę, w której kobieta nie daje żadnych konkretnych odpowiedzi, pokonałeś wszystkich rywali, podczas gdy ona po prostu w tym wszystkim była, a już chce cię na wyłączność, już piszczy i wymusza deklaracje. Słowa nie docierają, wierci dziurę w brzuchu. Czasami wejdziesz w związek, a czasami okaże się, że kobieta niewiele ma do zaoferowania w zamian. I tak to się kołem toczy. Przez głównie nieprzyjemny proces podrywu i słone wody rynku matrymonialnego. Fajnie, że mogłem to z siebie wyrzucić. Jak ktoś ma podobnie albo widzi swój wartościowy sens w tym potwornie kwaśnym bełkocie zmęczonego babami człowieka, to fajnie. Mi czasami po prostu opadają ręce.
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.