Jump to content
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Yami

Użytkownik
  • Content Count

    8
  • Donations

    0.00 PLN 
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    1

Yami last won the day on October 29

Yami had the most liked content!

Community Reputation

71 Świetna

1 Follower

About Yami

  • Rank
    Kot

Profile Information

  • Płeć
    Mężczyzna

Recent Profile Visitors

267 profile views
  1. Zwróciłem ostatnio uwagę, że temat podrywu i kontaktów seksualnych z zajętymi kobietami jest mocnym zapalnikiem na portalu. Jako że większość ludzi stygmatyzuje facetów sypiających z takimi dziewczynami, chętnie dorzucę trochę swoich doświadczeń i marudzenia. Daleko mi do pochwalania takich zachowań, ale moralizowanie i męczenie pojedynczych przypadków na forum przypomina mi raczej próbę rozwiązania problemu pacyficznej wyspy śmieci, zgłaszając sąsiada do odpowiednich służb, bo wyrzucił folię po batoniku na środek chodnika. Zdarza się, że ten temat wycieka przy piwie, ale ja jestem już zobojętniony na argumenty przeciwko stosunkom z mężatkami jak mamut na mróz. Wpuszczam to jednym uchem i wypuszczam drugim. Temat jest już mętny i wymęczony jak piąta herbata z tej samej saszetki, bo ilekroć ktoś startuje z zupełnie nieproszoną dyskusją o naprawianiu świata, to prawie zawsze najwięcej do powiedzenia ma koleś TEGO typu. Panie zna tylko jako mityczne jednorożce z opowieści kolegów. Romantyczną relację miał ostatni raz za czasów Mojżesza. On wierzy w swoje słowa jak Lenin w komunizm. Co jeden to lepszy - uprawia mimowolną abstynencję seksualną, ale jaki z niego był przykład moralności! Zajętą brać? On nigdy! W lustro nie mógłby spojrzeć! Ewentualnie znalazł swoją Basię na całe życie - ona nie sra, nie pierdzi, z ryja jej nie śmierdzi, więc wszyscy potencjalni faceci są zobligowani to uszanować. Koleś TEGO typu już doskonale wie, kiedy ruchać wolno, a kiedy ruchać nie wolno. I w ogóle to stosunki z zajętymi kobietami należy konstytucyjnie zdelegalizować, a frajerów, którzy je pukają pozbawiać zębów, wrzucać do więzień i odbierać papier toaletowy, a w zamian dać papier techniczny. I niby wszystko cacy, opinia jak opinia, po części się nawet zgadzam, bo przecież świat byłby dużo lepszy, gdyby ludzie się nie zdradzali. Tyle że to właśnie kolesie TEGO typu są z moich obserwacji na pierwszym miejscu, aby rozsadzić Ci relację jak 500+ nastroje społeczne. Żeby to raz była sytuacja, że ktoś sprowadza jakąś dziewczynę w kręgi i nagle jednemu z drugim odwala korba. Przepalają się styki i oni są królowie komedii, lordowie bajery, akrobaci-gawędziarze z licencją na kradnięcie serca i certyfikatem amatora ginekologii. Jak zwrócisz jednemu z drugim uwagę, to “oni przecież nic nie robią” i “Kuba, nie świruj, my tylko tak hehehe śmieszkujemy”. Gołym okiem natomiast widać, że ruszyły wyścigi kogutów, panowie prężą się i badają grunt, jak reaguje dziewczyna. Tacy ludzie później dodają dziewczyny na fejsie, wypisują do nich jakieś kocopoły, nawijają makaron na uszy, czego to oni nie ćwiczą, kogo nie znają i jak to pindolem nie łamią taboretów. Często wyciągają na Ciebie jakieś brudy, opowiadają jej jakieś krzywe historie z liceum, jak obrzygałeś lustro na imprezie, albo pożyczałeś od wszystkich kasę, aby iść do klubu, bo sam zawsze byłeś gołodupcem. W relacji zaczynają robić się kwasy i losy z Twoją żoną/dziewczyną/potencjalną partnerką stają pod znakiem zapytania. No ale koleś czuje się czysty moralnie jak uśmiech Chajzera na reklamie proszku do prania. Przecież on “nic nie robi”. Przecież jej nie wyruchał, to byłoby wbrew jego zasadom Tak tylko sobie gadają. U dziewczyny też bywa różnie - czasami pogoni bajeranta, a czasami przewartościuje dodatkowe źródło adoracji ponad lojalność i “będą sobie tylko gadać”. Czasami też hipergamia wjedzie za mocno, więc pojawia się klasyczna zmiana banana. No ale w końcu wyrucha ją po odejściu od Ciebie, także luzik, nie? Ewentualnie jeszcze przed odejściem. Ale to taka wyjątkowa sytuacja i on wcale nie jest taki jak ci źli ruchacze żon, bo “to była wyjątkowa sytuacja” i ogólnie to “i tak się źle nią zajmowałeś i ona czuła, że czegoś jej brakuje”. Koniec końców łatwo jest uczyć moralności z wygodnego stanowiska, gdzie nie staje się przed takimi dylematami. Nie poznaje się zajętych dziewczyn. Łatwo mówić o pokonywaniu zła, kiedy nie ma pokusy. Nauczony doświadczeniem widzę, że rezygnowanie z zajętych to przeważnie przywilej facetów, którzy na brak kobiet nie narzekają, a najwięcej o rezygnowaniu z nich mówią Ci, którzy ich nie mają. A jak przyjdzie co do czego: łatwo zracjonalizować sobie rzeczywistość, że “wcale nie jestem tym złym”, kiedy chodzi właśnie o Ciebie. I wiecie co? Ja nawet przestałem mieć o to pretensje. Przestałem z tym walczyć i rzucać wyzwiska do nieba i świata. Przejmować się lasem hipokrytów i ich gówno wartych moralizacji, ruchaczy żon, podrywaczy i całej tej karuzeli, bo wiem, że i tak tego nie zatrzymam. Prawda jest taka, że zawsze będą goście, którzy będą próbowali Ci odbić panienkę. Zdobywanie kobiet leży w męskim instynkcie - to nagle globalnie nie zniknie, niezależnie jak głośno będziesz krzyczał i tupał nóżką. W jej pracy, na ulicy, nawet w waszych kręgach znajomych - będą się pojawiać faceci, którzy będą mniej lub bardziej bezczelnie próbowali się zbliżyć i “oferować swoje istnienie w ich życiu” aby "tylko sobie pogadać". Możecie jojczyć, męczyć i znęcać się nad ludźmi z forum. Zamykać wasze baby w złotych klatkach, opierdalać je i pilnować całego miasta facetów, czy aby przypadkiem nie sadzą się na waszą panienkę. Walka z hydrą, gdzie po odcięciu jednej głowy, wyrastają kolejne. Jak nie ten, to kolejny. Jednakże niezależnie jak mocno będziecie próbowali zakląć rzeczywistość - nie uda wam się to. Bo rzeczywistość sra na to, co chce jednostka. Koniec końców wszystko sprowadza się do jednego. Czy jest zdrada czy jej nie ma - to zależy tylko i wyłącznie od kobiety. Chce dać dupy - da dupy. Nie chce - nie da. Ona się zobowiązała i to ona trzyma wszystkie karty w tej sytuacji. Pokusy zawsze będą. Jak to w ogóle jest, że dla tak wielu osób spoza matrixu, jak facet zdradza, to jest frajer, a jak kobieta zdradza, wtedy kochanek to frajer? Moim zdaniem pomijając okazy “puszczalska by design” kobiety nie zdradzają, bo “o kurde, jest ostatni piątek tygodnia, a ten Mokebe pewnie ma trąbę jak Polska dług publiczny”. Gdzie się związek zaczyna sypać, zawsze jest ryzyko zdrady. Frustracja w łóżku, brak kasy, niespełnione ambicje. Co za różnica - chowane przez lata rośnie w człowieku i wszystko może być zapalnikiem. To jednak już geneza zdrady i temat na inny dzień. Tymczasem kiedy kobieta już podejmie decyzje, że zdradzi - robi to z chłodną, wyrachowaną satysfakcją na twarzy. Ktokolwiek miał styczność z taką, na pewno to zapamięta. Bezczelnie, śmiejąc się z męża, sama nadstawiając kochankowi. Zero wyrzutów sumienia, a wręcz czysta satysfakcja z decyzji. Kto akurat się nawinął, przeciągnął ją na swoją stronę - to naprawdę nie ma znaczenia. Jakby suka nie dała, pies by nie wziął.
  2. Jeśli sam skazujesz się na celibat, to nie dziw się, że myślami wracasz do czasów, kiedy było lepiej i Twoje potrzeby - fizyczne i emocjonalne - były zaspokojone. To tak, jakbyś całe życie bujał dupę wygodnym autem, przyzwyczaił się do tego uczucia, wygrzanego siedzenia, a potem sam się tego auta pozbawił i wszędzie drałował z buta. I jeszcze lepiej - wmawiał sobie, że nowego auta nie kupisz, dopóki nie zapomnisz o tym poprzednim. Warto czasami wziąć przykład z Pań, które przecież sztukę rynku matrymonialnego mają wymasterowaną pod swoje potrzeby. Nie ma nic super-honorowego w odcięciu się od kobiet, bo z kimś się rozstało poza czystym masochizmem i utrzymywaniem się w stanie bólu. Spotykanie się z innymi kobietami przynosi ulgę i pokazuje bardziej trzeźwe spojrzenie na świat - że są też inne. Można bardziej obiektywnie spojrzeć na wady minionego związku a w nowych relacjach - użyć całej palety dotychczasowych doświadczeń.
  3. Jako że dla większości kobiet mam absolutnie nieludzkie wymagania - czyli nie kłam, nie lataj na boki i nie wierć dziury w brzuchu - kolejny raz wypływam na niegościnne wody rynku matrymonialnego. Z racji tego postanowiłem, że to idealny moment, aby wylać wiadro moich kwaśnych przemyśleń, jakie to poronione mechanizmy cechują panny ze świata randkowania. Odstawmy na bok wszystkie kobiece abominacje, które mają najebane w głowie jak w torbie u cyganki i szukają faceta, który ma 3 metry we wzroście, milion w koncie bankowym i 30 w kiełbasie. Przejdźmy do etapu, gdzie mamy nawiązany kontakt, numer telefonu i załóżmy naiwnie, że kobieta jako-tako akceptuje nas i dobrowolnie odpisuje, mimo że nie łamiemy penisem taboretów i nie wozimy się Lamborghini za nasze pieniądze z modelingu. Teraz dopiero zaczyna się jazda. Ogólnie panie jak na czyste mastermindy manipulacji są zadziwiająco cienkie jeśli chodzi o jechanie na dwa fronty. Jest jeden facet, któremu są aktualnie podległe emocjonalnie i za nim podążają. Podkreślam: AKTUALNIE. Bo jest to rzecz, która potrafi zmienić się z godziny na godzinę. Jeśli jesteś na pierwszej lokacie panna sama będzie się do Ciebie zbliżać, angażować się, a przynajmniej nie utrudniać sprawy, kiedy starasz się jak cywilizowany, biały człowiek pchać sprawy do przodu. Zaprosisz na kawę, to przyjdzie. Zaproponujesz wyjazd nad wodę, to pojedzie, a może nawet zaproponuje, że zrobi do tego kanapki. Zaczniesz flirt, to podejmie grę. Wszyscy pozostali petenci poza tym jednym najlepszym królem wyścigu dostają zaangażowanie na ćwierć gwizdka albo wcale. Dla nich kobieta jakoś tak średnio ma czas. Ona to nie wie. A może nie dziś, a może nie ta pogoda, a może tamto, a może sram to. Zadzwoni, jak będzie akurat potrzebowała się wygadać, wyjdzie, jak opcja A, B i C się posypią albo - klasycznie - potrzebuje taksówki. Czasami trochę podkusi, trochę podflirtuje. Panny nie lubią marnować swojego czasu, ale chętnie zmarnują Twój. Trzymając jak najdłużej w niepewności, chociaż same doskonale wiedzą, że nic z tego nie będzie. Swoją drogą ta sama zasada działa w związkach. Jak nagle zaangażowanie panny gaśnie, namiętności nie ma, a jeszcze zapisuje się na jakąś siłeczkę, basenik, to możesz walić jak w tym, że jest jakiś Antonio Jebanito, a jak nie ma, to za chwilę będzie i wyciśnie Ci pannę jak cytrynę. Oczywiście panie jadą na wiele frontów nałogowo, mimo że robią to nieudolnie, a jeszcze nieudolniej maskują się tanią zasłoną dymną i racjonalizacją. Łatwo dać się zwieść zapewnieniom swojego “misiaczka”, ale każda kobieta, która nie wygląda jak skrzyżowanie cysterny majonezu i drutu kolczastego, ma wokół siebie jakiś wianuszek orbiterów, których eksploatuje. Klasykiem klasyków jest "to tylko kolega, jemu o nic nie chodzi", "z nim to tylko żartuję sobie" i palenie głupa, że ona nie widzi, że koleś próbuje dobrać jej się do dupy. One! Na co dzień dostrzegają sygnały w byle pierdołach, a w tak oczywistej sytuacji nie widzą oczywistego znaku, który nie tyle stoi przed nimi, ale obija je w twarz? One doskonale wiedzą, że goście próbują zakisić - mniej lub bardziej bezczelnie. Niektórzy goście, to potrafią latami odgrzewać kontakt do kobiety, bo może akurat trafią na chwilę słabości One sterują sobie tym wedle własnych potrzeb. Są panny mniej bezczelne, nie mówię, że nie, ale są też takie, które nadrabiają za trzy, wyciągając z tego systemu maksimum. Układając sobie życie wokół ładowania atencji męskim kosztem. A jak jeden się wyłamie... To co w sumie z tego? Tinder czy badoo idą w ruch. Chętny zamoczenia koleś jest jak tanie skarpety - łatwo dostępny i łatwo zastępowalny. Rozwiązanie w tym przypadku jest bajecznie proste. Jeśli widzisz, że sytuacja nie rokuje zbyt dobrze - podziękuj i ulotnij się z relacji. Kręcić się w miejscu można naprawdę długo, a panna do samego końca będzie paliła głupa, że: a). nie wiedziała, że to relacja romantyczna b). nie była gotowa c). wstaw cokolwiek. Generalnie szczera rozmowa i zdemaskowanie, że widzisz, że panna nie gra fair, najczęściej kończy się tym, że panna sama się ulatnia albo reaguje agresją. Po prostu poezja. Innym wartym uwzględnienia pomysłem jest to, aby utrzymywać kontakt i próbować randkować z wieloma kobietami jednocześnie. W końcu sam nie wiesz, czy pannie się nie odmieni i nie okaże się, że miesiąc randkowania na marne. No ale przecież to przywilej tylko dla kobiet. Ty nie możesz “mieć tylko koleżanek” i “żartować sobie” z nimi. Jak panna się dowie, to Cię świnią nazwie i co będzie? Koniec końców czasami jakaś kobieta się do Ciebie przylepi. Idziecie do łóżka i przynajmniej zaczynasz czuć się komfortowo, że coś znaczysz w jej oczach. Jazda próbna jest jednak krótka i natarczywe sugestie związku zaczynają Cię bombardować ze wszystkich stron. Ledwo przekroczyłeś dziwną grę, w której kobieta nie daje żadnych konkretnych odpowiedzi, pokonałeś wszystkich rywali, podczas gdy ona po prostu w tym wszystkim była, a już chce cię na wyłączność, już piszczy i wymusza deklaracje. Słowa nie docierają, wierci dziurę w brzuchu. Czasami wejdziesz w związek, a czasami okaże się, że kobieta niewiele ma do zaoferowania w zamian. I tak to się kołem toczy. Przez głównie nieprzyjemny proces podrywu i słone wody rynku matrymonialnego. Fajnie, że mogłem to z siebie wyrzucić. Jak ktoś ma podobnie albo widzi swój wartościowy sens w tym potwornie kwaśnym bełkocie zmęczonego babami człowieka, to fajnie. Mi czasami po prostu opadają ręce.
  4. To taka typowa logika: Mogą mnie urazić pisząc, że mam grupą dupę, więc prewencyjnie napiszę, że jestem jaka jestem i kocham swoje kształty. Teraz jestem silna, niezależna, a jak ktoś mnie obrazi, to jest głuptas i nie potrafi czytać, bo przecież już zaznaczyłam w poście, że tak bardzo się akceptuję! Takie prewencyjne informowanie to mechanizm obronny i działa wręcz uniwersalnie. To samo na rynku matrymonialnym: jak w ogóle nie pytałeś ani nie sugerowałeś, a panna z czapy i zaczyna się produkować, że ona wcale nie jest taka łatwa, to najprawdopodobniej właśnie jest łatwa.
  5. A skąd założenie, że ktokolwiek się żeni, mając z tyłu głowy, że będzie latał na boki? Zdrada najczęściej wychodzi gdzieś w praniu jako wypadkowa wielu czynników - a to spadającej kondycji związku, a to braku zaangażowania partnerki, rutyny, a czasami kobieta po ślubie rośnie szybciej niż inflacja. Po ślubie, dziecku i kredycie nie zawsze łatwo wrócić znad przepaści i wszystko łatwo poodkręcać. Co do samego wątku: sam miałem swego czasu znajomą. Ona kobieta z gatunku cysterna majonezu, on z gatunku mała działalność, wygląd modela, zadbany jak stereotypowy gej. W tym ostatnim zresztą coś jest, bo zdradzał ją nie tylko z kobietami. Dziewczyna wiedziała, ale trwała w tym. Niby się szarpała, niby odchodzić już od lat chciała, ale nigdy nie mogła. Aż zrezygnowana przyznała po prostu, że gdzie ona, podrzędna Grażyna nowego gościa tej partii pozna? No i z tego, co wiem, są razem do dziś, chociaż rozmawialiśmy o tym chyba 6 lat temu.
  6. Koleżanko, teraz to jest przerzucanie odpowiedzialności. Kreskówkowe wręcz, jak w Scooby Doo: "Na pewno by mi się udało, gdyby nie te wścibskie samce alfa". Trochę odpowiedzialności za swoje czyny. Od facetów wymagacie pewnej prezencji i my od was też pewnej wymagamy - na przykład abyście sprawiały pozór, że nie macie przebiegu jak stare warszawskie tramwaje. Dla faceta eskalowanie relacji i zbliżanie się do Ciebie jest rzeczą naturalną, biologiczną. Same zresztą tego wymagacie. Jeśli jednak nie widzi żadnego oporu - może zaszufladkować Cię w jednej z mniej fajnych szufladek i albo skreślić, albo wyeksploatować okres jazd próbnych na maksa i zmyć się, kiedy będziesz chciała przejść na stałą relację. To jest naprawdę takie dziwne? Jeśli facet będzie miał wątpliwości co do twojej moralności i rozwiązłości to nie wejdzie w deal. Jak się na niego rzucasz, podkładasz mu się, to właśnie karmisz te wątpliwości. Facet działa z mniej lub bardziej świadomą intencją, aby zdobyć kobietę, bo tak działamy. Tacy jesteśmy biologicznie. Dlatego całujemy, dlatego też zdarzy się iść szybko do łóżka. Ale po chwili przyjemności będzie też kolejny dzień, kolejny i warto zadać sobie pytanie, czy na świeży umysł facet nadal spojrzy na to jak na romantyczną chwilę, czy że byłaś po prostu łatwa.
  7. Cześć, Przychodzę tutaj, bo coraz częściej nie mam gdzie się podziać z moimi przemyśleniami. Poza wirtualem trudno odnaleźć mi osoby, które myślą podobnie w kwestiach damsko-męskich. Otworzenie się przed innym facetem w kręgach znajomych przypomina grę w rosyjską ruletkę z pięcioma pełnymi komorami, bo większość gości nie czai, jak naprawdę funkcjonuje świat. To męczące. Coraz bardziej staję się osamotniony i zagubiony, a wszystko, co w mojej głowie nie znajduje zdrowego ujścia. Przez jakiś czas udzielałem się w kręgach PUA. Pisałem artykuły, przedstawiałem swój punkt widzenia i pomagałem zagubionym owieczkom w Internecie. W pewnym momencie poczułem jednak, że to ślepy zaułek, bo z jednych wnyk trafiłem w inne - z białorycerskiej rzeczywistości w dziwne kręgi chłopców, którzy myślą, że trzema formułkami na blachę i pytaniem o godzinę zawojują świat. Starałem się wrócić tych ludzi znad przepaści PUA, wszczepić namiastkę zdrowego podejścia, ale po pewnym czasie się tym zmęczyłem, czując że natrafiam na betonową ścianę. Aktualnie jestem na etapie, że szukam swojego miejsca w życiu. Mam 25 lat, liczne hobby i dobrą pracę. Nie wierzę już w miłość z bajki, ale wierzę, że nadal potrafię kochać. Jestem zagubiony w tym dziwnym świecie niebieskich ekranów. Traktuję tindera jako absolutne zezwierzęcenie, w ludziach w okół dostrzegam coraz mniej głębi, a w kobietach coraz więcej wyrachowania. I staram się z tym wszystkim po prostu nie oszaleć. Mam nadzieję, że uda mi się wnieść coś do tej społeczności.
  8. Koleś ma swoje własne problemy - niezaspokojone, krwawiące ego, dolę na samym dnie łańcucha pokarmowego. Żyje jak robactwo i ma tego świadomość, a te wszystkie prostackie gesty to desperackie próby zaistnienia, zwrócenia na siebie uwagi i pokazania jakim to on jest "królem życia". Podkładanie Ci nóg i poniżanie to typowa relacja pasożytnicza, gdzie upychając innych pod sobą czuje się chociaż minimalnie lepiej - dostaje namiastkę potwierdzenia, że jednak coś znaczy, i reperuje sobie kosztem Ciebie obraz samego siebie. Wszyscy mają go gdzieś, więc on na każdym kroku musi podkreślać swoją obecność - w domu, w grach, w życiu codziennym. Tego człowieka nie naprawisz, bo na pierwszym miejscu on sam musiałby wstać z klęczek. Uciekać jak najdalej i zerwać więzi, bo z takiej toksycznej relacji nigdy nie wychodzi nic dobrego. Człowiek jak on jest w stanie posunąć się naprawdę daleko, aby zaistnieć i poczuć się lepiej - może Ci narobić w życiu dużo smrodu i problemów.
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.