Jump to content
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Johnny Z

Użytkownik
  • Content Count

    17
  • Donations

    0.00 PLN 
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

25 Świetna

Profile Information

  • Płeć
    Mężczyzna

Recent Profile Visitors

The recent visitors block is disabled and is not being shown to other users.

  1. @MrThruster Nie rozumiem co jest dziwnego w tym że dziękuję za Twój czas, lub że w kilku punktach się z Tobą nie zgadzam. Może jestem dziwny, ale czy zawsze wszystko musi być takim do jakiego przywykliśmy? ; )
  2. Jasne, to oczywiście żart był. Myślę że trzeba tu znaleźć odpowiedni balans, w sensie kiedy pierdolnąć w stół.
  3. @MrThruster Dzięki, mam wrażenie że projektujesz na mnie swoje doświadczenia za bardzo. Przemiana trwa całe życie. Przez lata odrzucałem to co wydawało mi się że jest słabe, a brałem to co myślałem że jest dobre, teraz widzę że złe rzeczy brałem za dobre i wycinam to z siebie jak narośl. Nie muszę być miły, uczynny, bezkonfliktowy itp. Bardziej bym to porównał ze zrzucaniem maski niż jej zakładaniem, chociaż te całe porównania z maskami są nietrafione. Chcesz zdjąć maskę - zrzuć fatałaszki i biegaj na golasa po lesie radośnie pokrzykując. Tak, nie lubię sytuacji w której u kobiety mam nadszarpnięty szacunek i autorytet, a ona nie wskakuje mi radośnie na k*tasa biorąc rozpęd od drzwi wejściowych. Wiem, powinienem mieć to w dupie i pójść szukać innych bab, swoją sytuację i zdanie na ten temat opisałem wcześniej. Czy za bardzo rozkminiam, pewnie tak. @Ace of Spades Dzięki za przypomnienie! Jednym słowem lać i patrzeć czy równo puchnie ; )
  4. Ja mam z kolei pytanie czy ta pewność siebie ma służyć do pokazywania kobiecie gdzie jej miejsce nawet w najbardziej błahych sytuacjach, na każdym kroku i nigdy nie pozwalać na to żeby ona o czymś decydowała, bo inaczej te małe sytuacyjki będą budować w jej oczach obraz mnie jako p*zdy? Dla mnie to brzmi jak szaleństwo, dlatego zacząłem się zastanawiać czy ja już nie wariuje. No bo na zdrowy rozum mając jaja ze stali to ja mam w dupie czy zrobimy tak czy srak w jakiejś nic nie znaczącej kwestii na spacerze, a wykazać pewność siebie to ja powinienem w chwilach poważniejszych decyzji czy w obliczu zagrożenia. Ale pytanie jak to wygląda z jej punktu widzenia, bo jeśli ona potrzebuje na każdym kroku żebym to ja przejmował kontrolę, bo inaczej będzie mnie miała za cipę, to nie ma problemu, możemy się tak bawić, choć to smutne trochę.
  5. Dzięki @Pater Belli Również zaczynam nabierać ostrożnego optymizmu. Co do uzupełnionej listy - wszystko się zgadza. No więc właśnie, na ewentualne efekty trzeba będzie poczekać aż skończy karmić. Książka Glovera faktycznie pomaga. Były pewne perturbacje, ale zacząłem czytać i od razu mi się rozjaśniło w głowie, co pozwoliło na natychmiastowe podjęcie działania i oczyszczenia atmosfery z kulminacją w łóżku. Być może mam jednak więcej wspólnego z "miłym gościem" niż mi się wydawało. Plan wdrożony. Wysłuchałem że wieczorami jest zmęczona i potwierdziłem, że wiem o tym i że opieka nad dziećmi to wyczerpujące zajęcie. Powiedziałem że sex ma być 2 razy w tygodniu (na tę chwilę tyle mi styknie), w weekendy ona ma inicjować. Niby trochę drętwo ustalać to na sztywno, ale zobaczymy co z tego wyjdzie. Powiedziałem też, że musimy zacząć razem wychodzić i żebyśmy wyskoczyli gdzieś jutro w ciągu dnia, co przyjęła z chęcią. Następnego dnia około południa poszliśmy do parku na spacer i kawę (teściowa, która przyjeżdża 3 razy w tygodniu pomagać została z małym). Po wszystkim powiedziała że było bardzo fajnie i ustaliliśmy że będziemy to powtarzać chociaż raz w tygodniu, dopóki malec przy cycu i ciężko się wyrwać gdzieś wieczorem na dłużej. Co mnie jednak zastanowiło podczas tego wyjścia, to że nie zapytała się co robimy, tylko znając ogólne założenia od razu zaczęła wdrażać swój plan (telefon w drodze na umówione miejsce czy ja mogę podejść tu i tu bo ona pomyślała że zrobimy tak i tak). Niby pierdoła ale pytanie czy znów mnie sprawdzała ładując się na fotel dowódcy i nie powinienem na to pozwolić, czy po prostu zaczynam wariować. Odpuściłem bo w sumie jej pomysł pokrywał się z moim pierwotnym planem, o którym zresztą nie wiedziała, a od którego odstąpiłem na rzecz innego pomysłu. Z jednej strony nie chcę jej tłamsić na każdym kroku, z drugiej czy ona nie szuka potwierdzenia mojej pozycji... Dowodzenie chętniej zostawiłbym sobie na ważniejsze sprawy, nie chcę jednak żeby pomyślała że jestem słaby, bo oddaję jej decyzyjność (być może w jej oczach kaliber sprawy nie gra roli). Atmosfera bardzo dobra. Oczywiście pozostaję w gotowości na nagłe zwroty akcji.
  6. Nie pamiętam dobrze, tyle że facet przeżywał ciągle ten sam dzień, chyba musiał się zakochać, albo ona w nim żeby się odczarowało. Chodziło mi raczej o gotowość na jej reakcje w zderzeniu z wdrażanym planem działania. Ona widzi że coś się zmienia, mówi że ostatnio stałem się jakiś "bardziej wymagający" jak to nazwała, gdy skomentowałem cipowatość kogoś tam w stosunku do swojej żony. Zmiany w wyglądzie też są komentowane.
  7. Cześć @Pater Belli Twój wątek o zsamiczeniu kobiety tchnął trochę optymizmu w moje spojrzenie na mój przypadek. Książka Glovera na pewno pomogła mi w uświadomieniu sobie niektórych spaczonych postaw - głównie unikanie konfliktu i dawanie zbyt dużo od siebie. Natomiast o ile pewne kwestie z książki pasowały do mnie to jednak w wielu nie znajdowałem odniesienia. Myślę że nie wyniosłem z dzieciństwa silnych traum na tle odrzucenia, bo tak jak piszesz nie byłem tym miłym facetem w stu procentach. Książka więc nie była dla mnie wielkim wstrząsem i olśnieniem, natomiast po jej przeczytaniu dosyć łatwo było mi zrzucić z siebie np. to unikanie konfliktów i wręcz zacząłem wykorzystywać nadarzające się okazje do konfrontacji nie tylko w domu i z grubej rury jadę co myślę, albo egzekwuję co chcę. Matce również się dostało (chyba podobnie jak u Ciebie jeśli dobrze pamiętam) i też zaczęła się reflektować. To w połączeniu z odtłuszczaniem podniosło pewność siebie. Myślę też że trochę stwardniałem wewnętrznie przez te ostatnich kilka lat na pustyni więc może wystarczyło sobie uświadomić pewne rzeczy. Czasem tylko zapominam i łapię się na tym, że odruchowo się na coś zgadzam lub ustępuję, jakby z automatu jej pomysł czy zdanie było więcej warte, wtedy oprzytomnienie i korekta. Nawet w błahych sprawach czasem nie daję jej tego czego chce, wtedy od razu czuję jak rośnie we mnie coś pozytywnego, widać więc że musiałem dużo parobkować, czego sobie nie uświadamiałem. Silnego wzorca też mi brakowało, ojciec zmarł jak byłem dzieciakiem, chociaż trochę go pamiętam. Zawsze też miałem dosyć luźne podejście do życia i łatwo mi się było zdystansować, nie miałem więc nigdy silnej potrzeby, żeby za wszelką cenę stawiać na swoim, jeśli to nie była jakaś ważna sprawa, co też mogło być odbierane jako słabość. Tak samo nigdy nie miałem potrzeby przewodzenia czy liderowania, filozofia raczej mało zamordystyczna, lubię jak wszystko płynie swoim tempem i torem bez ingerencji, a tu stery trzeba wziąć w swoje ręce, zrobić plan działania i pokazać gdzie czyje miejsce. To też się teraz we mnie zmienia, przełamywanie lęków w podejmowaniu decyzji i czerpanie satysfakcji z wpływania na rzeczywistość. O trzymiesięcznym celibacie myślałem już podczas czytania Glovera, pomysł ciekawy, zastanawiam się tylko czy przyniesie zamierzony efekt, w każdym razie zaczekam z tym jeszcze te 2 miesiące aż kobieta przestanie karmić. Jeśli z tymi hormonami podczas karmienia to prawda, to może będzie mocniejszy efekt. Po ostatnich 3 tygodniach bez sexu (jakbym chciał to bym miał ale miałem wkurw że to ja zawsze zaczynam) i fapania trzy miesiące powinny być osiągalne. Tymczasem pozabieram ją trochę od tych pieluch chociaż na dwugodzinne wypady. Przez ostatnie lata jak idziemy gdzieś tylko we dwójkę to jest to bardzo dziwne uczucie. Z feminizmu to akurat lejemy oboje, chociaż ona ma raczej wyobrażenie związku jako układu partnerskiego, co jak wiemy jest efektem głupot kładzionych nam do głów przez lata, więc otwarcie jej zakomunikowałem podczas ostatniej bitwy, że to ja tutaj rządzę. "Jak mówić aby dzieci nas słuchały, jak słuchać aby dzieci do nas mówiły" stoi u nas na regale, muszę zerknąć na to od tej strony. Dzięki za wszystkie rady. Poniżej wypisuję co ważniejsze: - Aktywności wspólne - Zachowywać się jakby się żyło samemu - Organizować wypady - 3 miesiące celibatu - Wychodzić z kumplami - Słuchać i nie radzić - Doceniać Do tego dorzucam od siebie: - Trzymać stery - plany i decyzje - Pewność siebie - Szacunek - Nie być "needy" - Nie dawać jej zawsze tego czego chce - Nie iść często na kompromis - Nie być zbyt dostępnym
  8. Trochę chyba jest tak jak @azagoth pisze - tym którzy dzieci nie mają trudno jest zrozumieć sytuację, bo nie obcując z dzieckiem na co dzień nie mają tej praktyki, która widocznie jest niezbędna do zrozumienia tematu. Dziecko przede wszystkim potrzebuje taty i mamy i jeśli nie ma mocno patologicznych zachowań to każde inne wyjście będzie ze szkodą dla nich. "Wystarczy" umówić się/wypracować zasady, że nie kłócicie się przy dzieciach, nie drzecie na siebie japy, nie podnosicie głosu, okazujecie sobie szacunek, a wszelkie konflikty zostają załatwiane wieczorem jak dzieci śpią. Tak jak pisałem, każde podnoszenie głosu na mnie lub odnoszenie się lekceważącym tonem przy dzieciach kasowałem z automatu na osobności i obecnie nie ma takich sytuacji. Jak ostatnio była próba włączenia cichych dni, kasowanie od razu, awantura (bez dzieci oczywiście), rozmowa, nakierowanie na odpowiednie tory, komitywa ma być i można wzorce normalnie przekazywać dzieciom, nie trzeba być żadnym aktorem. Ok, powiedzmy że nie widzą jak rodzice się przytulają/całują, naprawdę ktoś uważa że lepsze dla nich będzie rozbicie rodziny z tego powodu? Jest zupełnie odwrotnie. Łatwiej zabrać zabawki i pójść swoją drogą niż dogadać się i coś razem budować. Rodzina to ludzie. Matkę sprzedasz żeby swoją dupę ratować? Kolegów olejesz w niebezpieczeństwie i spierdolisz? Można być też psychopatą, widzieć tylko siebie i swoje potrzeby. Mi takie myślenie jest obce, ale jak ktoś ponad własne dzieci stawia życie radosne, luźne i beztroskie i nie przeszkadza mu, że w oczach tych dzieci za parę lat będzie skończoną łajzą, to oczywiście, że powinien wypierdolić żonę z dzieciakami za drzwi i zająć się sobą. Zobaczyłem swoje błędy, próbuję naprawić to co spierdoliłem, widzę że z pewnymi perturbacjami ale działa. Wczoraj był ostry sex, co prawda znowu ja musiałem zacząć. Przed chwilą dzwoniła zapytać co słychać i poopowiadać jak jej dzień mija. Ona jest szczęśliwa, ja na tę chwilę zadowolony. Z uśmiechem w duchu czekam na testy kontrolne i dalszy rozwój sytuacji.
  9. @MrThruster Przez ostatnie lata się zaniedbałem. Od tego lata wziąłem się za siebie na poważnie. Aktualnie schodzę z wagą w dosyć szybkim tempie, zrzuciłem już 16 kg i schodzę dalej. Jakoś w zimie myślę że osiągnę pożądany efekt minimum. Jak dobrze wyglądałem z wyrywaniem nie było problemów, sam parę razy też byłem zaczepiany.
  10. Nie znam szczegółów w tym przypadku, ale artykuły to często propaganda lansowana w zależności od linii politycznej wydawnictwa. Mam zupełnie odwrotne wrażenie. Kobiety dostają przekaz jak to fajnie jest robić karierę a bachory to przeszkoda w samorealizacji. To faktycznie może być często problem, chociaż mojego przypadku to akurat nie dotyczy. Myślę że w tym przypadku główny problem leży w braku asertywności. Jeśli chcemy żeby dziecko nas słuchało trzeba zwracać się do niego stanowczym tonem nie znoszącym sprzeciwu, jeśli ktoś tego nie potrafi, albo zwraca się do dziecka w formie pytającej, czy proponującej to będzie miał kłopot z egzekwowaniem posłuszeństwa, a to prowadzi do frustracji i puszczania nerwów. Inna sprawa, że zajmowanie się dziećmi jest wyczerpujące psychicznie i wszelkie odskocznie na pewno dobrze zrobią, mam już pewne pomysły. Natomiast niestety dla dzieci bardzo ważny jest kontakt z matką w pierwszych latach. Dla matki to przejściowy wysiłek, a dla dziecka brak więzi z matką przez 3 pierwsze lata może wpłynąć negatywnie na całe jego życie. Dzięki, zapisuję. To prawda, ale gdy rodzice się rozstają dzieci także otrzymują zły wzorzec + tracą wzorzec jednego z rodziców, zazwyczaj ojca, co dodatkowo ma destrukcyjny wpływ.
  11. Spoko, każdy ma prawo do swojej opinii a odpowiedzialność każdy bierze sam za siebie. Jednak tu chyba nie ma sensu rozdrabniać się na kwestię mieć dzieci czy nie mieć bo te już są. Również kwestia czy odejść czy zostać i "reanimować trupa" na ten moment jest dla mnie rozstrzygnięta. Tak jak napisałem: Chciałbym być szczęśliwy ale nie stawiam swojego szczęścia ponad wszystko inne. Dzieci mają prawo do obojga rodziców i my sprowadzając je na ten świat jesteśmy zobowiązani żeby im to zapewnić. I dopóki nie dzieje im się krzywda, lub nie ma innej patologi zawsze będzie dla nich korzystniejsze pozostanie z obojgiem rodziców. Takie jest moje zdanie. Jest dokładnie tak jak piszesz @azagoth Pytanie czy wprowadzenie zmian w moim zachowaniu spowoduje oczekiwane zmiany u niej. Nie pozostaje nic innego jak kontynuować plan i przekonać samemu. Jednak z tego co czytam to jest to kwestia na poziomie hormonów, ciąża i poród spowodowały pewne zmiany, więc logicznie rzecz biorąc żeby coś się zmieniło na lepsze musiałyby ponownie zajść zmiany w tym obszarze. Muszę o tym poczytać więcej.
  12. No ja wiem, że to jest typowy scenariusz, chociaż chyba nie jest tak w każdym przypadku? Czyli że co, procesy biologiczne zmieniły jej osobowość? O wyrachowanie jej nie podejrzewam, przez 9 lat chciałoby się jej urabiać faceta tańcząc wokół niego z wiankiem na głowie? A. Trwało to 9 lat. B. Nie chciała ślubu. C. W pewnym momencie wzięła kredyt, gdy ja nie mogłem, na wykupienie mieszkania z bonifikatą (w którym mieszkamy i które formalnie jest moje) po prostu umówiliśmy się że ja to będę spłacał. Ona używa tych "argumentów" jako kontrargumenty. Czasem mam wrażenie że wymyśla je na poczekaniu, żeby odbić piłeczkę. Sama nigdy z tym pierwsza nie wyskakuje. Jej główna broń to ciche dni, potrafi milczeć bardzo długo, zwykle obraża się na krytykę i nigdy sama nie przerywa milczenia. Ostatnio dawno tego nie było (zimia - wiosna zeszłego roku), teraz gdy znowu zaczęła od razu to przerwałem i wywiązała się awantura jakiej jeszcze nie było. Przynajmniej tyle że jest teraz w miarę normalnie. Tak to właśnie też wygląda, jakby natura żłobiła tunel którym ona musi podążać. Dzięki, przeczytam. Na razie przeczytałem "No More Mr Nice Guy", przejrzałem "Hieny, modliszki, czarne wdowy", ale jest to tak mroczna lektura że na razie nie mam siły się tym dołować. Wiem o tym i jestem na to gotowy. Wyrywam z siebie miłego gościa jak chwasta. Dzięki!
  13. @Jaśnie Wielmożny Celne uwagi. Nuda i stagnacja się wkradły, to fakt. Trochę wegetacja. Próbowałem coś z tym robić, umówiliśmy się że będziemy wyjścia organizować raz jedno raz drugie jeszcze przed drugim dzieckiem (teraz syn ma 1/2 roku i jest jeszcze przy cycu więc ciężko by było), ale z trudem udało mi się ze dwa wyjścia zrobić i fajnie było, niestety u niej z inicjatywą znowu 0. Nie wiem, to macierzyństwo nią omotało, po prostu nie jest w stanie o niczym innym myśleć. Jak odstawi małego i będzie można zostawić dzieciaki z babcią to wrócę do tego i będą ją po prostu zabierał. Dobre to. Dzięki. Dzięki, sięgnę i dam znać czy się zgadza.
  14. Ciekawe spostrzeżenie, nie myślałem o tym w ten sposób. Ona te 5 lat temu jak tam pojechała z maleństwem na pierwszy pobyt była szczęśliwa, i zachowywała się jeszcze po staremu, nie miała powodów żeby na mnie narzekać. Chociaż teraz w kłótniach wychodzi że np. te 5 lat temu jak wracałem z pracy to NIGDY się nie pobawiłem z córką sam z siebie. Nie muszę pewnie mówić że jej "nigdy" można odczytywać jako "kiedyś coś takiego z raz miało miejsce". Już pomijam fakt, że moją rolą nie było bawienie dziecka i że pomagałem jej we wszystkim (i z dzieckiem też się bawiłem), to wtedy oczywiście mi tego nie powiedziała - kolejna super zdolność - wyciąganie tego typu kawałków po pięciu latach. Ale faktycznie wygląda na to że według niej miała powody do narzekania na mnie teściowej, więc teoretycznie mogło to tak wyglądać. Śmieszne że wtedy w prezencie (dla jaj, ale jednak) dostałem od niej "Vademecum ojca" Korwina. Dzięki! Nie do końca, po ostatniej awanturze, która zaczęła się od jej kolejnego wybuchu na córkę ona się wycofała i przygasiła, ja też muszę się jakoś psychicznie odbudować. Zobaczyłem ją taką jakiej jeszcze nie widziałem, rzucała się jak wściekły pies. Dzisiaj jednak już trzyma nerwy na wodzy przy wybieraniu córki do przedszkola, widać że się starała, ciekawe na jak długo jej starczy cierpliwości. U mnie to wyglądało podobnie, chociaż uczucia były od początku. Przez pierwsze lata chyba miałem utrwalony ten wizerunek łobuza. Potem przez następne lata trochę skapcaniałem i się uspokoiłem. Zawsze jednak widziałem że jej zależy i przez te 9 lat nie dawała mi wątpić w to że mnie kocha. No właśnie nie wiem czy w porę, żałuję że nie dotarłem w te rejony te parę lat temu. Ale taki generalnie mam właśnie plan. No może bez tego "pijaczka" : ) Alkohol ustawiony na zero. Dobra rada. Ostatnio w ogóle nie odmawia i się nie broni. Tylko mi się trochę odechciało i od 2 tygodni nic nie inicjuję. Mam dosyć już wychodzenia jako pierwszy. W ogóle staram się nie pokazywać że jestem potrzebujący w żadnej dziedzinie. O żadnym przekupywaniu też nie ma mowy. O niskim libido mówi podczas tych rozmów, kiedy jej "wyrzyguję" jak to pisał @Pater Belli że ilość zainicjowanego sexu przez nią to "0". Miałem już tego nie robić, ale podczas tej awantury znowu mnie poniosło. Dzięki za rady, po tej bitwie znowu jest drętwo i nie ma klimatu ale jak się poprawi to zrobię tak jak piszesz. Cześć @Jaśnie Wielmożny Na pewno wszystkiego nie napisałem ale i tak strasznie długie to wyszło, a ślepy na coś mogę też być, nie wykluczam. Pełen emocji i szalony to on był przez pierwszy rok. Potem był raczej chillout. Tak jak pisałem nie chcę zakładać następnej rodziny. Już nawet nie chcę mieć innej kobiety. Wszystko więc postawiłem na jedną kartę. Chciałem mieć jeszcze jedno dziecko a ona zaczęła mi dawać sygnały że coś się zmienia. Bardzo cieszę się z syna i nie mogę się doczekać aż podrośnie. Po starym związku nie ma śladu, to fakt. Nadal gdzieś tam mam jednak nadzieję że coś się z tego wyklaruje i zaskoczy. Teść zmarł jak była dzieckiem, prawie w ogóle go nie pamięta. Też przyszło mi do głowy, że ponieważ ojca nie było to mnie teraz nie ma. Z matką jest dosyć mocno związana. Prawie codziennie gadają przez telefon. Może tak być jak piszesz, ewidentnie coś tam się przeprogramowało, ale jakie to mogą być aspekty życia? Też o tym myślałem i przyszło mi do głowy, że obraz pomocnego białego rycerza nie zgadza się z oczekiwaniami programu i mój widok jak kołyszę niemowlę i biegam po nocy z pieluchami przegrzał procesor, komp się zresetował i znowu oczekuje bijatyk po knajpach i walenia szklankami o ścianę. Tylko tu mi trochę logicznie się nie zgadza bo kobieta z małymi dziećmi to raczej stabilizacji i pewności powinna oczekiwać. No to fakt, głównie zajmuje się dziećmi, w przerwach się relaksuje - przegląda internet, głównie bieżącą politykę albo coś związanego z dziećmi, czasem jakiś serial czy film. TV na szczęście nie mamy. Ostatnio wpadł mi do głowy pomysł, żeby kupić grę planszową w którą razem moglibyśmy pograć wieczorem, jak dzieci śpią, żeby razem coś porobić, tylko muszę znaleźć coś żeby jej pasowało klimatem. No może komunały. Mam trochę inne podejście. Oczywiście chciałbym być szczęśliwy i do tego dążę, ale moje szczęście nie jest moim priorytetem. Nie jestem jakimś ptaszkiem radośnie fruwającym po łączce. Życie ma swoją wagę. Podjęte decyzje zaprowadziły mnie do punktu w którym jestem, biorę za to odpowiedzialność i mierzę się z przeciwnościami nawet kosztem własnej wygody i samopoczucia. Gdyby nie było dzieci odszedłbym 5 lat temu, przeżył rozstanie, zapomniał i żył dalej. Już byłem w podobnej sytuacji. Jednak mamy dzieci i naszym obowiązkiem jest się dogadać i stworzyć dla nich rodzinę z odpowiednimi wzorcami. Bo jest coś takiego jak wolna wola i tylko od nas zależy co z nią zrobimy.
  15. Dokładnie tak to wygląda, jakby przeobraziła się w kogoś innego albo kosmici ją podmienili. Po prostu nie ta osoba. Cholernie bolesne. Czuję się jakby umarł mi ktoś bliski i ciągle niestety trudno mi to zaakceptować. Przestaję wierzyć że może się coś zmienić na lepsze. Trudno, trzeba się pogodzić z rzeczywistością i robić swoje. Zastanawia mnie tylko jedna rzecz, że to wszystko nie stało się od razu. Przez pół roku po urodzeniu dziecka było jeszcze wszystko ok, wtedy jeszcze potrafiła napisać mi że mnie kocha. Ale może to jeszcze leciało siłą rozpędu @Baelish Kierunek będę trzymał choć na tę chwilę cienko widzę szanse na takie zmiany w relacji, jakich bym oczekiwał. Wszystko znowu się posypało. Znowu wybuchła na córkę i trochę puściły mi nerwy, opieprzyłem ją że mam dosyć tej patologii i już widziałem, że będą ciche dni, więc jak dzieci poszły spać od razu postanowiłem to przeciąć. Jakbym włożył kij w mrowisko. Wywiązała się awantura jakiej jeszcze nie było, padły ostre słowa. Potem się uspokoiliśmy i zaczęliśmy rozmawiać normalnie. Generalnie atmosfera znowu zrobiła się ciężka. Sam już nie wiem, tak negatywnych emocji w stosunku do mnie jeszcze nie widziałem jak podczas tej awantury. @lekkiepióro 1. To jeszcze nie jest moment na odejście. Łączy mnie też z nią nadal wspólne 9 bardzo dobrych lat i chociażby z tego względu chcę jej dać szansę na zmianę. Nie łudzę się jednak, że będzie jak kiedyś, ale też nie jestem typem który się ewakuuje i zostawia rodzinę jak wszystko się pierdoli. 2. Bo chciałem mieć jeszcze jedno dziecko, a nowej rodziny już zakładać mi się nie chce. Liczyłem też na to że to przejściowy kryzys, który minie lub że dotrzemy się na nowo i będziemy żyć długo i szczęśliwie. Pozytywne symptomy zaczęły się pojawiać, a czasu było coraz mniej.
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.