Jump to content
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

larry

Użytkownik
  • Content Count

    12
  • Donations

    0.00 PLN 
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

9 Neutralna

About larry

  • Rank
    Kot

Profile Information

  • Płeć
    Mężczyzna

Recent Profile Visitors

The recent visitors block is disabled and is not being shown to other users.

  1. @Jaśnie Wielmożny No masz trochę racji, nie zaprzecze. Może to kryzys wieku średniego. "Normalni" ludzie co się ożenili/odziecili w latach 20/30, mają później kryzys i robią coś czego nie zrobili w latach młodości, czyli kupują sportowe samochody (o ile ich stać), ruchają młodsze dupy, czy zupełnie coś innego. Może moim kryzysem jest też coś czego wcześniej nie zrobiłem (czyli np. założenie własnego imperium zwanego rodziną). Wiem, żeby mi by się nie chciało i koszt w postaci utraty wolności pewnie byłby za duży dla mnie. Niemniej jednak brak strategicznych celów życiowych potrafi być dobijający. Żyję w miarę komfortowo, jakaś kariera jest, więc nie chce mi się wypruwać flaków, żeby mieć więcej siana. Jakieś hobby też mam, ale nie na tyle absorbujące, aby zapchało "dziurę egzystencjalną". Ot takie pierdolenie o szopenie, a jednak dla niektórych to poważny problem.
  2. jak już będziesz na paru sesjach to daj znać co o tym myślisz może też się skuszę
  3. @trop masz rację, że nie chcę "ubezwłasnowolnienia" zwanego małżeństwem. święty spokój zawsze był dla mnie wartością nadrzędną, ale też wiem, że w związku można być szczęśliwym (przynajmniej na początku. w długoletnim nie wiem, bo mój maksymalny trwał 4 lata). coś za coś. chyba @Still "Zaczynasz myśleć jak kobieta" - niestety, ale masz rację. sam zauważyłem, że w wyniku tego związku wyrosła mi wielka cipa. a tak w ogóle to zastanawiam się czy my też mamy zegar biologiczny czy po prostu mam FOMO (fear of missing out). w końcu w reklamach te rodziny są takie szczęśliwe @leto "jest jeszcze trzecia opcja - zrobicie z tego fwb" - myślę, że mam za słabą dupę do tego. z loszką, z którą nie byłem związany emocjonalnie pewnie by się dało @Baelish "Nigdzie w swoim poście nie napisałeś, że byłeś szczęśliwy" - nie napisałem, ale byłem, przynajmniej mi się tak wydawało. nie zmienia to faktu, że ciągle w pewien sposób mogłem zobaczyć jak bardzo mnie to zmienia i nie byłem pewny czy to do końca jestem "ja", czy po prostu się staję tym kim ona chciała żebym był @mac w sumie dobra rada z pamiętnikiem. nawet myślałem, żeby na jakąś psychoterapie pójść, ale jak zobaczyłem, że większość z nich ma feministyczną fryzurę, to dałem sobie spokój. a co do potencjalnej wiadomości co do bąbelka, to myślę, że jakaś panika by była, ale na pewno nie taka jak np. 10 lat temu
  4. Witam Bracia, Oto moja historia w skrócie. Zawsze byłem trochę MGTOW od lat wczesnych, długo zanim wiedziałem, że coś takiego istnieje. Nigdy nie chciałem się żenić i mieć dzieci. Też miałem swoje wątpliwości co do długoletniej monogamii. Pewnie miało na to wpływ moje otoczenie (związek moich rodziców był do doopy, delikatnie mówiąc), a wokół mnie nie widziałem wiele szczęścia wśród małżeństw ze stażem. Często też jak już pakowałem się w związki to chyba podświadomie wybierałem takie co nie mogą się udać. Byłem z kobietą znacznie starszą z dziećmi, byłem z młodszą mieszkającą w innym kraju, miałem troszkę przelotnych romansów i FWB. I tak zleciało moje życie, a za parę lat będę miał 40 na karku. Niecałe 2 lata temu poznałem dziewczynę lekko po 30. Zauroczyła mnie, wydawała się inteligentna i miała coś do powiedzenia. U niej rok wcześniej zakończył się długoletni związek i szukała czegoś poważniejszego. Pomimo tego powiedziałem jaki jest mój pogląd na świat i że to może nie mieć sensu jeśli chce solidny związek. Mimo tego i wymiany kilku wiadomości, zaczęliśmy się spotykać, na początku bez spiny i oczekiwań. Jedna rzecz prowadziła do drugiej i po paru miesiącach znalazłem się w związku. Względnie szybko poznałem jej środowisko i rodzinę, a ona moją. Po pół roku zamieszkaliśmy razem (mega szybko, szczególnie jeśli chodzi o mnie). Względnie szybko zaczęło się parcie na potomka. Koleżanki też zaczęły rodzić i wychodzić za mąż i to też na pewno nie pomagało. Jednym słowem, urobiła mnie. Prawie. Bo po roku coraz większej presji i mojej niepewności czy chcę, aby moje życie się tak diametralnie zmieniło, wszystko jebło i się rozstaliśmy. To było bardzo trudne rozstanie, bo straciłem kochankę/komfort emocjonalny/poczucie przynależności/poczucie planu na przyszłość. Też byłem świadomy, iż pomimo swoich odchyłów, nie była najgorsza jeśli chodzi o zachowanie (z tego co tu czytałem, może być znacznie gorzej). Ze swojej winy i braku stanowczości też dałem się trochę urobić i straciłem kontrolę nad poczuciem, iż jestem panem swego losu. Po rozstaniu oczywiście była ciemność i stany depresyjne. Myślenie co dalej z życiem. Czy ono zawsze będzie tak wyglądało, iż w relacjach damsko-męskich co najwyżej czeka mnie jakiś romans i nic głębszego. Czy rzeczywiście nie chcę pozostawić po sobie śladu biologicznego w postaci potomstwa, mieć szczęśliwego życia rodzinnego, etc. Za dużo nie wymyśliłem, kręcąc się z tematem jak gówno w przeręblu. Ale część spokoju ducha odzyskałem w stylu „jest chujowo, ale stabilnie”, aż do ostatniego weekendu, kiedy ex widziała mnie na mieście. Wyszliśmy na „przyjacielskie” pogawędki. Kilka drinków i skończyło się w łóżku. Sielanka, przytulanie i było „jak dawniej” na jedną noc. Oboje jesteśmy świadomi, że „nie pasujemy” do siebie i póki co to było tylko spotkanie bez dalszych konsekwencji. I teraz Bracia mnie poratujcie zanim zwariuje, bo nie wiem czy zapomnieć o tym co się wydarzyło czy coś robić. - gdyby udało się z nią stworzyć nową relację, musiało by to się skończyć produkcją bombelków i życiem happy (lub unhappy) ever after. W przeciwnym razie, to jebnie jeszcze z większym hukiem niż za pierwszym razem i nie będzie co zbierać - zaakceptować to, iż to jest koniec tego związku z tą osobą i po prostu dowiedzieć się czego tak naprawdę ja chcę w tym życiu i jeśli rzeczywiście na 100% od siebie chciałbym rodzinę, to wtedy działać w tym kierunku, ale to już pewnie będzie z kimś innym. Może też być już po prostu za późno, jeśli okaże się, że chcę takiego życia za 10 lat. Co o tym myślicie? Larry
  5. Jak miałem 20 pare lat (teraz już jestem starym choojem i już w takie coś bym się nie pakował) to miałem kilkuletni romans/związek z kobietą o 15 lat starszą i z dziećmi. O ile nie żałuję i dużo się nauczyłem to trzeba wziąć pod uwagę: - jeśli traktujesz to jako przelotną znajomość, to można zaryzykować. Jeśli chcesz stałą relację co może skończyć się ślubem czy dziećmi, to nie polecam - inteligentna i starsza kobieta będzie Cie traktować (nawet nieświadomie) jako dziecko, które nie wie o życiu więcej od niej. Będzie próbować Cie urobić, a jako słabszy gracz jesteś na straconej pozycji - nie daj się wpakować w utrzymywanie jej dzieciaka. Jakiś prezent na święta - spoko. Ale nie próbuj być "tatusiem" - i chyba jasne. Nie mieszkajcie razem. Ever
  6. Znalazłem fajny wierszyk (po angielsku, sorry, że nie chce mi się tłumaczyć): One day a man was crossing a road and noticed a talking frog. The frog said, "My darling! If you kiss me, I'll turn into a beautiful princess". He picked up the frog and put her into his pocket. The frog said, "Kiss me now, I will turn into a beautiful princess." The man looked at her and smiled. The frog said again, "If you kiss me and turn me back into a princess, I will be your loving girlfriend". The man looked at the frog, smiled and kept walking. The frog cried out, "If you kiss me and turn me back into a princess, I will be your loving girlfriend forever!". The man looked at the frog again, smiled and kept walking. The frog asked, "What's the matter? I can be your beautiful girlfriend! Kiss me, finally!" The man said "Look, I'm always very busy at work. I have no time for a girlfriend, but a talking frog is cool". Let's go home and I'll put you in a fish tank".
  7. Każdy zaczyna w jakimś punkcie na wielowymiarowej płaszczyźnie, gdzie każdy wymiar to właściwości takie jak: - zamożność rodziny - w jakim kraju się urodziliśmy - uroda - inteligencja - etc Po części to od nas zależy jakie będzie przemieszczenie się wektoru w kierunku jakim chcemy. Oczywiście zaznaczam, że "od nas" mam na myśli nasz mózg, który też w wielu kwestiach jest stały (geny, skład chemiczny) i mamy różne predyspozycje do bycia bardziej wytrwałym, czy mamy większą szansę popaść w uzależnienia itd. Także kompozycja chemiczna naszego mózgu w pewnym stopniu decyduje czy bardziej nadajemy się do związku czy nie. Więc w dużym stopniu, wydaję mi się, że jesteśmy na autopilocie, aczkolwiek nasza świadomość chce nas przekonać, iż jesteśmy kowalami własnego losu. A pewne rzeczy nie są osiągalne, bo aby Hindus analfabeta z najniższej kasty przebił się na status mutlimilionera playboy'a, to jak próba podróży z Ziemi do Alpha Centauri.
  8. Trochę to takie pierdol*nie o szopenie. Po prostu mamy trochę inny temperament narodowy. Sam byłem na wygnaniu pare lat i po jakimś czasie denerwowały mnie te uśmiechnięte bez powodu ryjki. Nawet człowiek na spacer ze swoimi myślami spokojnie nie mógł wyjść, bo trzeba "dzień dobry" powiedzieć każdemu. Co do kultury jazdy, jest różnie. Wina po części jest też niedostosowanej infrastruktury do nowych czasów.
  9. Drogi Bracie Amigowcu, Przeczytałem Twoją historię z przerażeniem. Ja spierdoli**m od ex pół roku temu, i częściowo chyba była podobna do Twojej ex, ale w wersji lite: - parcie na bombelka (od początku postawiłem sprawę jasno, ale koleżanki majo i wiek lekko 30+) - "silna" kobieta, dobrze zarabiająca i lubiąca postawić na swoim - nigdy nie doszło do rękoczynów i pomimo, że jestem spokojnym człowiekiem, gula nie raz mi podskoczyła wyżej niż ustawa przewiduje - wpajanie poczucia winy Sam fakt, że sytuacja może być taka jak Twoja i jeszcze gorsza, daje do myślenia. Wiem, że to Twoje życie i tylko Ty wiesz jak się w obecnej sytuacji czujesz, ale obiektywnie mówiąc, ciesz się, że udało Ci się uniknąć wyroku. Nie poddaj się w chwilach słabości i trzymaj się ramy. Ps. i nie chlaj za dużo, bo to nie pomaga.
  10. larry

    Witam

    Witam, Czytam już Wasze forum od jakiegoś czasu, a także zdarza się mi posłuchać od czasu do czasu audycji Marka. Ja jestem typowym samcem beta, który jeszcze do końca nie wyleczył się z ostatniego związku, co zakończył się pół roku temu. Pozdrawiam, Larry
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.