Jump to content
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Marcin81

Użytkownik
  • Content Count

    38
  • Donations

    0.00 PLN 
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

44 Świetna

About Marcin81

  • Rank
    Kot

Profile Information

  • Płeć
    Mężczyzna
  • Miejscowość
    Łódź

Recent Profile Visitors

The recent visitors block is disabled and is not being shown to other users.

  1. Wiem, że napisałeś że się przestraszyłeś sildenafilu, ale skoro brałeś 50mg, to może nadal go bierz tylko już mniejsze dawki 25mg lub nawet jeszcze taką dawkę dziel na pół (w sensie krój tabletkę na pół, bo najmniejsze tabletki dostępne mają 25mg), czyli jakieś 12,5mg. Pisałeś że 50mg Ci pomagało, ale skąd wiesz że np. 25mg nie pomoże? Może tyle Ci wystarczy? A skutki uboczne będą mniej odczuwalne. Lub nawet te 12,5mg. Sprawdź. Żeby tak się stało, to właśnie trzeba brać coraz mniejsze dawki, a nie cały czas taką samą. Brałeś 50 - było ok, bierz 25 - jeśli będzie ok to przejdziesz na 12,5 i jeśli nadal będzie ok, to z czasem przejdziesz na 0.
  2. Ciekawe czy istnieje jakikolwiek singiel* który wszedł w związek z samotną matką i nie doświadczył tego schematu. Tak jak czytam na forum** i na innych stronach - chyba taki nie istnieje, każdego dopada ten schemat, każdy prędzej czy później próbuje z tego się wyplątać, ale nie jest to łatwe i finalnie to tylko facet cierpi. * - zdaję sobie sprawę że zupełnie inna sytuacja jest gdy samotny ojciec wiąże się z samotną matką, podejrzewam że takie coś wypali. ** - oczywiście pomijam trolli którzy tutaj próbują pisać że to możliwe i to takie super (to pewnie takie kobiety tu piszą)
  3. No właśnie od sylwestra cisza. Żadnych randek na razie nie chcę, żadnych kobiet. Oczywiście pojawił się w głowie pomysł płatnego seksu, ale szybko mi przeszło. Na razie nie mam ochoty na żadne kobiety. Dzięki 🙂 Sam jestem zaskoczony jak dobrze to znoszę. Przecież jeszcze 2 miesiące temu jak założyłem ten wątek tutaj, to panicznie się bałem odejść i zostać sam.
  4. @Lexmark82 cisza i spokój. W pracy też. Bardzo zaskakujące. Ale moja reakcja też mnie samego zaskakuje - myślałem że po tym rozstaniu każdy wieczór w pustym mieszkaniu bedę spędzał z flaszką, a w ogóle nie mam ochoty na picie, nie czuję przygnębienia, tylko takie jakby uczucie wyjścia na wolność, nie wiem jak to ująć, takie bardzo pozytywne uczucie i nagle patrzę na wszystkie sprawy pozytywnie, czyli zupełnie inaczej niż przez ostatnie miesiące czy ostatni rok.
  5. Dokładnie tak.... @davidzior08 przeczytaj mój wątek i moje problemy...
  6. Aktualizacja na dzień 5.01 Tak jak pisałem przed Bożym Narodzeniem wyprowadziłem się, mieszkam sam, pracuję nadal w firmie jej rodziny. Od mojej wyprowadzki aż do sylwestra pisała mi po kilkanaście smsów dziennie - że jak mogłem ją zostawić samą z dzieckiem, że jak mogłem zostawić dziecko w święta i nie spędzić z nimi wiglii itd, że jak mogłem ją oszukać, zmarnować jej życie itd- wszystko już czytaliście wyżej. Na żaden sms nie odpisałem. Od 1 stycznia - UWAGA - cisza z jej strony. KOMPLETNA CISZA. Nie wiem dlaczego, ale po prostu zamilkła. Mam spokój. Teraz jeszcze wyjaśnię co z tą pracą. Tak jak wiele razy Wam pisałem że obawiam się pracować dalej u jej rodziny z uwagi na to co ona może na mnie nagadać. Ale słuchajcie do tej pory jest cisza. W styczniu owszem były tylko 2 dni pracujące ale była cisza i spokój. Zaskakujące. Póki co oczywiście szukam sobie innej pracy, ale dopóki w obecej będzie cisza ze strony jej rodziny , to nie zwalniam się "na gwałt" tylko na spokojnie pracuję i na spokojnie szukam lepszej oferty. Ogólnie chcę Wam podziękować za wszystkie wpisy, zwłaszcza tym którzy pisali takie naprawdę długie wpisy! Dzięki. Dużo mi to pomogło. Na początku jak założyłem ten wątek to byłem totalnie rozwalony psychicznie, a teraz czuję że dochodzę do siebie (choć pewnie jeszcze trochę to zajmie). Jeszcze miesiąc temu sobie zadawałem pytanie "jak to mam od niej odejść, jak to mam znowu zostać sam, znowu zaczynać wszystko od zera? nie dam rady, nie chcę" - a dziś czuję całkowitą odmianę i mam podejście takie, że właśnie chcę zacząć wszystko od nowa i chcę zostać sam (też zmiana otoczenia, ludzi wokół, wszystkiego) żeby na nowo się odrodzić!!!
  7. @Lexmark82 nie, nie. Na pewno nie. Tzn ja nie podejrzewam że "on" to ta moja była, tylko po prostu że "on" to kobieta.
  8. Też tak uważam i bardzo proszę kobiety o nie psucie tego wątku, nie trollowanie i nie udawanie facetów. Panowie - po prostu nie odpowiadajcie tym kobietom tutaj, bo bardzo ważne są dla mnie Wasze posty skierowane do mnie i czytanie ich mi pomaga, a jak co chwilę jakaś kobieta w przebraniu tu się będzie wtrącać to będzie lipa...
  9. Panowie podejrzewam że ten "Tajfun z Sobótki" to troll lub kobieta (pewnie samotna matka), bo 2 tygodnie temu konto zarejestrowane i odpowiada wyłącznie w moim wątku. (w żadnym innym!) Nie odpowiadajcie "mu" bo nie chciałbym tu kłótni, nie tego mi trzeba. No właśnie to zauważam. Główne pretensje to o jej dziecko lub o "nasze" które by chciała. A o relacjach między nami jako kobietą i mężczyzną ani słowa.
  10. Panowie bardzo proszę nie kłóćmy się czy warto być z kobietą z dzieckiem czy nie warto. Ten wątek jest o mnie, u mnie było jak było, a jeśli ktoś uważa że dałby radę w takim związku to pełno samotnych kobiet z dziećmi czeka, pierwsze parę miesięcy na pewno będzie rewelacyjne tak jak to było u mnie również, a co dalej to opiszecie w swoich wątkach. Wracając do tematu. Za mną pierwszy samotny weekend w pustym mieszkaniu. Oj powiem Wam że było ciężko. Za parę dni będzie jeszcze gorzej - sylwester. Niestety nie mam żadnych planów, ale też nie chcę mieć, nie chcę się wpraszać do kogoś i się "dobrze bawić" i uśmiechać, potrzebuję chyba tej samotności i sylwestra przesiedzę sam. Z jej strony - cały czas dostaję smsy, Oprócz tych o których pisałem wyżej (czyli w kółko o zniszczeniu jej życia, zabraniu tylu lat czyli "aż" 2, oszukaniu jej tym że nie zrobiłem jej dziecka), doszły nowe smsy typu: "jak mogłeś nam to zrobić że na wigilię Cię z nami nie było, dziecko zostawiłeś w święta" itp oraz już totalny hit moim zdaniem: "zostawiasz mnie samą z dzieckiem" - nie chodzi o święta ale ogólnie o dalsze życie, kurde czy to jest moje dziecko? czy ja jestem jego ojcem? do mnie ma pretensje że sama z dzieckiem została? Do tego jeszcze teksty typu "nigdy nie lubiłeś mojego dziecka, nie pomagałeś w wychowywaniu" itd itp, - chyba zapomniała że przez pierwszy rok za każdym razem starałem się jej podpowiadać jak powinna postępować gdy codziennie dziecko rzucało talerzami, trzaskało drzwiami tak że szyby prawie leciały, obrażało matkę czy całe dnie grało na playstation a lekcje PRAWIE ZAWSZE odrabiała za niego mamusia (a on nawet nie wiedział co mamusia odrabiała, były takie lipy w szkole że miał na drugi dzień pokazać zadanie domowe i on nie wiedział które to było, bo on grał na playstation a mamusia odrobiła szybko, bo jakby jemu kazała, to by wyzywał że on nie będzie nic odrabiał). To nagle teraz zapomniała jak doradzałem, jak mówiłem co ma robić, itd owszem nigdy na to dziecko nie krzyknąłem - nie mój syn, to nie krzyknę - ale jej mówiłem jakie stosować metody, ewentualne kary, itd - to teraz mi pisze że nigdy nie pomagałem jej w wychowywaniu. Owszem jak na moje słowa zawsze mówiła "nie znasz się, nie wtrącaj się, to nie Twoje dziecko" to owszem przestałem się wtrącać i przez ostatnie miesiące na każdą ich kłótnie reagowałem tak, że wstawałem i wychodziłem z domu i tyle. No to może mi zarzucać że nie pomagałem... No i po tym wszystkim co widziałem przez te 2 lata ona mnie męczyła żebyśmy mieli razem dziecko. Pokazała mi że totalnie sobie nie radzi z dziećmi, a teraz ma do mnie pretensje że tyle czasu byliśmy razem i nie mamy wspólnego dziecka, że nie chciałem. A właśnie były momenty że nawet może i chciałem (teraz wiem że byłem głupi) , tym bardziej jak mi dała ultimatum: seks bez zabezpieczeń albo wcale. Wtedy myślałem że jak wpadniemy to wpadniemy i jakoś się poukłada. Przepraszam że tyle się rozpisałem i w kółko to samo piszę, Wy to wszystko już wiecie a ja znowu to samo piszę. Znowu się wkurzyłem. Na te smsy nie odpisuję oczywiście i nie odpiszę, ale jednak czytam i mnie emocje ponoszą.
  11. Pomału do mnie to dociera. Bylem do opiekowania się jej synem + do zrobienia jej kolejnego dziecka. Jakbym te role spełniał to chyba byłaby zadowolona. Całe szczęście że to ja mieszkałem u niej a nie odwrotnie. I że ona całkiem nieźle zarabiała, to nie musiałem wydawać na nich kasy (jedyne co to mój czas + moje paliwo, np. jak jej młody rzucał talerzami w domu i wywalał na podłogę świeżo przyrządzony obiad i ona wtedy mnie prosiła żebym pojechał dla niego do mcdonalda itd itd itd). Jednocześnie stopniowo mnie odcinała od mojego hobby, od moich zwyczajów czy rzeczy które lubiłem (bo przecież nie ma czasu, mam teraz jej dziecko, to nie mogę tracić czasu na głupoty). Takie to życie bym miał... Powiem Wam że jeszcze mam mętlik w głowie i ciągle jestem zdołowany, zwłaszcza jak teraz siedzę sam w pustym mieszkaniu (patrzę na butelkę, ale chyba jej nie otworzę), ale jednak coraz bardziej przebija mi się myśl że dobrze że tak się stało i że jestem wolny... To jeszcze taka mała nieśmiała myśl, ale gdzieś tam już się pojawia. Że wszystko będzie dobrze! Do tej pory myślałem tylko o czarnych scenariuszach... Dzięki !
  12. No właśnie to mnie boli, tego nie mogę pojąć. To jej podejście. Po pierwsze jak ona mi mówi że zniszczyłem jej życie, bo jej zabrałem 2 lata życia. Tak jakby ona mi nie zabrała tych lat? Tak jakbym ja nie stracił mojego czasu na nią? Według niej to nie działa w dwie strony? Po drugie te teksty o zniszczeniu życia, to tak jakbym ja ją teraz zostawił samą z dzieckiem. Ok - fakt że zostaje sama z dzieckiem, ale swoim dzieckiem z innym facetem, nie jest to moje dziecko. Wiem że ją przyzwyczaiłem przez te 2 lata, że ma mnie, a teraz to się skończyło, ale czy to moja wina? Czy to ja ją zostawiam samą z dzieckiem? Czy to dziecko jest moje? Po trzecie mówi że jakbyśmy jednak mieli to dziecko (nasze) to by się wszystko ułożyło. Że tym moglibyśmy wszystko naprawić. A jak nie zrobiłem jej tego dziecka to ją oszukałem (to jej słowa, dosłownie!). Od co najmniej roku każdy seks był na zasadzie "zrób mi dziecko" , nie seks dla przyjemności (tak było na początku, naprawdę super było), a tylko seks w konkretnym celu robienia dziecka. Potem się dziwiła że ja traciłem ochotę na seks, kurde a kto by nie tracił jak by słyszał tylko "rób mi dziecko" w kółko. A potem ona pretensje że ja już nie mam ochoty na seks (nawet kiedyś podejrzewała że ją zdradzam skoro nie mam ochoty, ale udowodniłem że nie). I teraz ona mi mówi że wszystko jeszcze miałem (lub mam) szansę naprawić, jakbym tylko zrobił jej dziecko. Kurde czyli jestem dla niej tylko kim? reproduktorem? bykiem jakimś co do krowy mnie dopuszczono tylko w jednym celu? Przecież po takich słowach to chyba nikt by nie chciał mieć z nią tego dziecka, jak można taki tekst facetowi powiedzieć? Ja tego nie rozumiem... nie mogę zrozumieć...
  13. To bym chciał najbardziej, ale - w wieku 38 lat nie jest to łatwe. To też jest jakaś myśl - praca jakakolwiek, nawet najprostsza, byle dalej od "nich". Rozważam bieganie. Muszę kupić buty i ciuchy. I wiem że to będzie konieczne (ruch, cokolwiek), bo jak teraz siedzę w pustym mieszkaniu to depresja już mnie łapie, nie mogę siedzieć w pustym mieszkaniu.... Pakowanie zrobiłem w takim sposób że nie wiedziała (jak jej dłużej nie było w domu, jej dziecka również). W momencie "wyjścia" oczywiście już była (zresztą chciałem żeby była, bo nie chciałem uciekać po cichu, tylko normalnie powiedzieć że się wyprowadzam). Nie zatrzymywała, wręcz wyganiała tymi swoimi stałymi tekstami "zniszczyłeś mi życie, straciłam przez Ciebie 2 lata, szkoda że tak późno przejrzałam na oczy" itd A potem już codziennie smsy. Ale wiem że nadal czeka czy wrócę. I jak sama napisała nadal uważa że jakbym jej zrobił to dziecko, to by się ułożyło. Kurcze, przecież to brzmi strasznie.
  14. @FraterPerdurabo @Dakota Dzięki panowie, ale wierzcie mi że mimo że czuję taką ogromną ulgę, to jednocześnie jestem maksymalnie zdołowany tym wszystkim.
  15. AKTUALIZACJA: Dzień przed wigilią się wyprowadziłem od niej. Na święta pojechałem sam, do mojej rodziny. Oczywiście przez całe święta dostawałem smsy jak to jej zniszczyłem życie, jak to ją oszukałem że nie zrobiłem jej dziecka, jak to nienawidzę jej dziecka, itd itd Dostałem też jednego smsa w stylu "pogodzenia się", konkretnie: "jeszcze możesz to wszystko naprawić" (nie że my możemy, tylko że ja mogę) Z ciekawości zapytałem "jak". Odpowiedziała "jeszcze możesz mi zrobić dziecko i wtedy wszystko się ułoży". Nie odpisałem nic. Najgorsze - nadal pracuję u jej rodziny, z pracą nic nie zmieniłem (to nie takie proste jak wiecie zmienić pracę). Były święta to wiadomo- wolne, ale zaraz do pracy wracam i nie wiem szczerze mówiąc jak to będzie. Mam nadzieję że nie nagadała za dużo. Ale Panowie chyba mogę powiedzieć że to już sukces, samo to że się wyprowadziłem? Czuję się z tym tak, jakbym nagle pozbył się jakiejś śmiertelnej choroby zagrażającej mojemu dalszemu życiu, jakbym dostał nowe życie, naprawdę. Ciężko mi jeszcze o tym pisać, ale w końcu od bardzo bardzo dawna mam pewne przeczucie, że jednak "będzie dobrze", a nie jak dotąd że "się boje że będzie źle".
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.