Jump to content
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Czester

Użytkownik
  • Content Count

    45
  • Donations

    0.00 PLN 
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

18 Dobra

About Czester

  • Rank
    Kot

Profile Information

  • Płeć
    Mężczyzna

Recent Profile Visitors

The recent visitors block is disabled and is not being shown to other users.

  1. @JoeBlue Nie mam sposobności na dłuższą odpowiedź, co jednak chcę uczynić. Ale tak na szybko - zacząłem już The subtle art of not giving a fuck. Mam nadzieję szybką ją połknę, bo zapowiada się naprawdę dobrze. Jak i pozostałe. Dzięki !
  2. @17nataku W głowie miałem wszystko poukładane zgodnie z tym co sam pisałem, co przyjąłem w najbardziej sugestywnych odpowiedziach. Odbyła się rozmowa, na spontanie, po prostu chwyciłem za telefon, żeby wszystko wyjaśnić i zakończyć tą historię. I tak się właściwie stało, mimo, że nie usłyszałem nic, co mogło być jednoznacznym argumentem za zakończeniem. Ale bracie..... to co się wydarzyło później.... Ja tego nie chcę opowiadać. Nie dlatego, że to jest bardzo osobiste, chociaż jest. Tylko cały wątek potoczyłby się w kierunku drwin i śmiechu. A o co w największym ogóle chodzi, napisałem wyżej. Ja, który musi czegoś dotknąć, żeby uwierzyć, nagle wyraźnie widzę i rozumiem rzeczy, które w głowie mi się nie mieściły jeszcze do niedawna. A to, co na szczęście hamuje rozkminy, czy mi coś nie odbiło, to identyczne historie jakie czytam, ze wspólnym mianownikiem, który i mnie dotyczy. Bardzo enigmatyczne, ogólne, wiem, ale niech takie pozostanie. Tylko pytanie, co dalej... Bo już jest dalej. No i szukam odpowiedzi, wskazówek. I @Bojkot i @JoeBlue mówią tak, jakby ktoś im kazał to powiedzieć wiedząc, że takie słowa nakreślą mój plan, staną się bardzo ważnym drogowskazem. Bo jest to o tyle trudne, że na ten moment każde wyjście wydaje się być złe. Nie mam planu, nie wiem, nic nie wiem. Czekam, aż mi emocje opadną, żeby nabrać dystansu, oddechu, ochłonąć. Ale jest piekielnie ciężko. To jest mój plan na teraz. A dalej mam nadzieję uda mi się podążać drogą, o jakiej pisze @JoeBlue . W wątku ubocznym obserwować co się zadzieje. W innym wątku ubocznym zrobić z kilkoma sprawami porządek w swoim życiu, w sobie, bo o to może właśnie też chodzić. A czego nigdy bym nie zobaczył, gdyby upragniony cel nie został brutalnie odebrany z sygnałem tak małym, że ledwo go dostrzeżesz - bardzo wielkie być może zwrócimy ci co tak bardzo chcesz, ale dowiesz się jedynie wtedy, kiedy naprawisz to, co masz popsute, po drodze nie psując nic więcej. A pozostaje tyle pytań jak to zrobić. Czy ingerować czy w ogóle nie, jak bardzo, rozpoznać bojem jak pisze @Bojkot, ryzykując wszystko, czy zaufać ciszy...odpuścić i skupić się na sobie. Na szczęście na wiele pytań odpowiedzi już padły wcześniej - żyj swoim życiem, zajmij się swoimi sprawami, "nie zawalaj niczego". Kurczowo staram się tego trzymać, ale ledwo, ledwo daję radę póki co. Myślę, że po to jednak piszemy, żeby było lepiej, żeby znajdować siłę, opanować się, poukładać bez żadnej instrukcji coś tak strasznie rozpieprzonego, Wasze odpowiedzi bardzo w tym pomagają. A propos znaków jeszcze. Codziennie coś. Dzisiaj, nie wiadomo skąd taki tekst podczas przeglądania pewnych zasobów w necie Ale nie jeden z wielu, tylko ten jeden, jedyny, jakby czekał aż to przeczytam - "Wyluzuj. Kiedy chcesz wszystko kontrolować, nie dostajesz nic. Zaufaj czekaniu i przyjmij niepewność. Jeśli nic nie jest pewne, wszystko jest możliwe. Poczuj moc, która płynie ze skupienia na tym, jak chcesz się czuć i pozwól Wszechświatu wypełnić szczegóły". Mi ciary aż przechodzą. Chwilami piszę jak nawiedzony, wiem. Ale uwierzcie, jestem twardo chodzącym po ziemi typem. Ale naprawdę, coś dziwnego się wokół mnie dzieje a ja próbuję to jakoś ogarnąć. Pomagacie w tym, już samo pisanie o tym tutaj jest pewnego rodzaju ulgą. A trafne odpowiedzi właściwymi drogowskazami jako powracająca dobrą karma, w to akurat zawsze wierzyłem. I nie chodzi tylko o smutek i pustkę po rozstaniu z kobietą. Naprawdę bardzo bym chciał, żeby to tak proste było.
  3. @JoeBlue Aleś pojechał Bracie...Bardzo lubię takie poetyckie metafory. A niektóre trafiają szczególnie. Jak Twoja. I czytam dokładnie to, co powinienem przeczytać, nad czym się zadumać. Znaki.... Z całą pewnością Chaos doszedł do głosu. I robi dym, tak jak umie, od tego jest przecież pieprzony bezpiecznik. Ale od Harmonii w tym przypadku ? Może, ale do dupy jak to tak działa, nie ? Że równowaga musi być, te sprawy. Bezsensu. Niech ta równowaga chociaż działa na każdego człowieka z osobna, a nie jakoś tak globalnie i każdemu się różnie dostaje. A jeśli nawet to jest zaplanowane, to wg jakich kryteriów ? Kto cięższy i dłużej kamień uniesie ? I przez kogo ?? Mi za chwilę życia nie starczy, żeby osiągnąć równowagę. Chyba, że przez moment uchylone niebo ma mi wystarczyć na kilka lat ciemności ? Nie wystarczy. Po latach czarnej dupy olśniewająca jasność ale nie, nie dostaniesz tego człowieku jeszcze, musisz przerobić następny rozdział, za mało jeszcze od życia dostałeś wpierdol. Tera Chaos będzie się nazywał. Zanim cokolwiek dobrze pomyślisz, to nie będzie już aktualne. I kolejne męki. Bo Prawo Chaosu. Nooo... Pięknie. Ale ja wiem, ja to znam. Tylko uwierzyć nie mogę, że znowu, że jednak, przecież miało już go nie być. Sam mu jednak pomogłem do głosu dojść. Uporządkowane ! Tak ! I to tylko przez siebie ! Przecież tak jest najlepiej, perfekcyjnie ! Nikt tego lepiej nie ogarnie ! Ale nie, właśnie nie. Nigdy nie próbowałem inaczej. A bywa przecież, jak teraz, że ten twój porządek, to gówno jest. Inne prawa wokoło działają. Wiem. A człowiek wpada w miliony pułapek. Stracisz na chwilę czuwanie i jebs, zawsze z jakiejś strony wpadniesz w prawo takie czy inne, przez chujwiekogo ustalone i egzekwowane co gorsza ! A ty za każdym razem stosujesz sobie znane metody ratunkowe, bo zazwyczaj działają. A tera... coś się spierd... po całości, nie ten kod. Że wątek uboczny utworzyć to już wiem, że zrobić muszę. Z całych sił się staram, za jakiś czas powinno zacząć się udawać. Mam nadzieję, bo póki co zaprząta mnie całego i to tak, jak nic nigdy dotąd. Ale z bardzo konkretnych powodów. Ale zrobić na odwrót.. Trzeciego wyjścia i tak nie ma, prawda ? Bo przecież masz rozum i widzisz, że będzie tylko gorzej, jak zrobisz tak, jak zwykle byś zrobił. Nie ma wyjścia lepszego. Na przekór swoim od wieków utartym ścieżkom trzeba zrobić inaczej. Ale wydaje się to być piekielnie trudnym zadaniem. Tylko na jak długo dasz radę ? Ile to ma trwać ? Jakim kosztem ? Co w tym czasie możesz stracić ? A nie masz pewności, czy zyskasz, to jest potworne uczucie. A puścić się nie chcesz, przecież tyle dobrego może to przynieść. Chaosss... Ale podobno o to właśnie chodzi. Masz człowieku przerobić swoje największe problemy, a będzie ci dane coś, czego sobie w tej chwili wyobrazić nawet nie umiesz. Podobno o to może chodzić. Nie spróbujesz ? Kto nie wejdzie w kolejne trudne zadanie, jeśli wygrana jest tego warta. Tylko kto rozpisał reguły i na ile rund ? Chyba nie ma sensu szukać odpowiedzi. Tylko brać udział jeśli to jedyna droga, bo zdaje się, o tą drogę samą w sobie może też chodzić. Może się okazać, że rezultaty będą ciekawe. Jest wręcz duża szansa, że będą, wynika to z kilku przyczyn nawet. Że w ogóle cokolwiek będzie, to już samo w sobie jest nie najgorszą opcją. I może się okazać, że rezultaty będą nieprzewidzianie pozytywne, tego oczekujemy. Ale może też ich nie być. Może stracisz kolejny cenny czas na strategie, które tylko wg twojego uznania miały szansę zadziałać. A może po prostu - tu nic nie ma prawa zadziałać. Gdzieś się mylisz. Kierujesz pragnieniami, wizjami, nie dostaniesz tego, na czym tak bardzo ci zależy. Ale zgadzam się i tu - wejdź w to i patrz jak się będzie rozwijało. Coś na pewno się wydarzy, na tej podstawie da się podjąć dalsze decyzje. To wydaje się być dobra strategia, nie tylko być może jedyna skuteczna, ale w ogóle dobra. Takie proste zdania "To teraz zrób odwrotnie, pozwól, żeby wszystko płynęło jak meduza w wodzie" stają się kluczem, drogowskazem, zapisują się w głowie, wracają, przypominają, ale szerzej są częścią wracającej dobrej karmy. Nie pierwszy w życiu raz, ale zawsze jest to dla mnie uderzające i o tym ja mógłbym książkę napisać. Dziękuję za to, co chciałem usłyszeć. Trzymając się metafory, Ty pozwalasz tylko wodzie kierować meduzą ? Czy wpływasz czasem na kierunek prądu ?
  4. @Bojkot Bardzo to w punkt. Piszesz o rzeczach, które tu i teraz są przedmiotem moich głębokich rozważań. Nie mam jednak problemu z określeniem czego chcę, a czego nie. Doskonale wiem, czego bardzo brakuje w życiu moim i moich dzieci. Problem polega na tym, że dostałem to, brakujący element, ale tak brakujący, że sam pojęcia nie miałem, że coś do czegoś tak może pasować. Dla dobra absolutnie wszystkich, nie tylko moich jednostronnych korzyści. Wydarzyły się niesamowite rzeczy, naprawdę niesamowite, trudno o nich opowiadać bez narażania się na śmieszność. I nagle jebs, nie ma. O tym cały ten wątek, z odpowiedziami z którymi nie sposób się nie zgodzić. Ale okazuje się, że w tym jest drugie dno. Jest, nie mogę już temu zaprzeczać, a ja naprawdę twardo chodzę po ziemi, potrzebuję twardych dowodów, zanim do czegoś się przekonam. I mam w głowie chaos totalny. Sprzeczności. A dużo dotyczy dokładnie tego o czym piszesz. Nie dalej jak wczoraj - napisałem na kartce swoje cele, priorytety. Jak to czytam, sprawa wydaje się jasna - idź człowieku drogą, z której zszedłeś na chwilę, właściwie coś cię strąciło z takim impetem, że drogi nawet nie było widać. Jasne. Proste, no powiedzmy, najpierw trzeba się zmusić, dalej pójdzie. Wracam na nią, bardzo się staram. Jest to jednak droga, którą sam wytyczyłem. Pojawiła się jednak inna droga, dotąd mi nieznana, ona jest, ale totalnie bez mapy, nic nie wiadomo oprócz tego, że w ogóle jest, będąc właściwą drogą do właściwego celu, tego jestem pewien i że własnie tą drogą chciałbym zmierzać. Ale pewna sprawa nie została rozwiązana, wyjaśniona, i nie chodzi o coś trywialnego, tylko coś bardzo skomplikowanego, popierdolonego wręcz, czego nie mogę jednak zignorować, no nie mogę. Co gorsze, cokolwiek nie zrobię, będzie ciąg dalszy. Nie sposób się dowiedzieć jaki, kiedy, nie wpłynę na to, a jeśli już, to tylko negatywnie. Ale od moich decyzji, od tego co ja zrobię wiele zależy, również to, czy tą drogą da się jeszcze kiedyś zmierzać. Żeby podjąć właściwe decyzje, właśnie takie rozpoznanie bojem jest potrzebne. Ale jest dokładnie jak piszesz - straty mogą być duże, ale zyski nieocenione. Dostanę mapę, albo droga zniknie zupełnie. I kompletnie nie mam pojęcia co robić. Tak zagubiony, to ja w życiu chyba jeszcze nie byłem. A skomplikowanie życia ? Emocjami ? Mów mi jeszcze. Mój odwieczny wróg. Bardzo się staram uprościć to wszystko. Ale póki co nie wychodzi. Twoje słowa dają dużo do myślenia. Właściwe słowa, we właściwym czasie Bracie. Dzięki.
  5. @Bojkot Czasami jednak to nie takie proste... Wiem co mówię
  6. Dlaczego myślisz, że nie ma czegoś takiego ? Bo ja zaczynam mieć inne zdanie.. chociaż wcale nie chcę takiego mieć.
  7. Słabe to chyba pocieszenie @KrólowaŁabędzi, ale nie tylko u Ciebie tak to działa. I faktycznie przeszkadza. Ale mądry partner to ogarnie, na pewno Twój ogarnia skoro jest partnerem
  8. Mam dokładnie to samo doświadczenie. Co do przyczyn - ojciec odszedł kiedy miała lat kilkanaście, co ciekawe nadal mieszka nieopodal i czasami przypadkiem się spotykają, ojciec robi tylko unik, żadnych rozmów. Ale to tak na marginesie. Dziewczyna, kobieta właściwe - oprócz tego co @mirek_handlarz_ludzmi napisał i w całości to co widnieje jako skutki, bardzo wyraźne u niej jest tzw. HSP - highly sensitive person, osoba wysoko-wrażliwa, nadwrażliwa, jak zwał tak zwał, z wszelkimi tego skutkami. Przy mnie w chwilach otwarcia, poczucia bezpieczeństwa wręcz cała drżała, wychodziły takie lęki, że mi serce mi pękało. Ogólnie ... lipton, no. Spotkałem, potwierdzam, tak to właśnie wygląda.
  9. Dziękuję @Tyson Na szczęście mam dość otwarty umysł i jestem daleki od wrzucania doświadczeń do jednego wora. Każdy człowiek jest inny, nawet kobiety postępujące wg swoich mechanizmów. Nie jest to przecież jedyna składowa ludzkiego charakteru, zasad, światopoglądu itd. Kończy się jedna historia, staje się częścią naszego życia, coś nam przyniosła, zamykamy to, zapisujemy w pamięci, czerpiemy z wniosków i żyjemy dalej, bo przyjdzie nowe, inne, nigdy takie samo. Choć pewne zależności będą i o tym tu chyba piszemy, tego niektórzy - ja na pewno - próbują się nauczyć. Dokładnie tak. Nie popełniłem tego błędu i nie zostawiłem całego świata dla niej. A również i z moich osobistych obserwacji otoczenia wynika, że jest to jeden z podstawowych problemów, błędów w podejściu mężczyzny do swojej partnerki. Mający bardzo ciężkie skutki, które dobrze znamy. Niestety jednak nie wszyscy mają tyle siły, aby zacząć coś od nowa, trwają w różnych gównach, często przegrywając życie. I nie zawsze to dotyczy jedynie skutków życia z kobietą zawłaszczającą każdy aspekt życia mężczyzny, żeby go wykorzystać, a często na końcu wyrzucić, pozostawiając wrak człowieka, który przecież wierzył, że to ta jedyna. Od różnych dziwnych sytuacji ludzie potrafią się uzależnić i nie drgną palcem w obawie przed zmianami, albo im tak dobrze, brak ambicji, chęci, motywacji żeby wyjść ze swojej strefy komfortu, która z komfortem czasami nie ma nic wspólnego. Ale to już trochę inny wątek
  10. @Komti Ja to sobie wydrukuję i w ramkę na ścianie przywieszę. Przeczytałem kilkukrotnie i jest jeden z tekstów, który naprawdę wiele mnie uczy, otwiera bardzo szeroko oczy, trafia i układa w logiczną całość strzępy moich własnych przemyśleń. Ogromne dzięki, co mogę więcej. Nawet reakcji nie mogę dodać, bo limit się skończył Pozostań jednak ze świadomością, że bardzo pomogłeś, bardzo. I nie, nie zamierzam niczego dociekać, wiem, że nie zrozumiem jej. Temat jest pozamiatany, życie płynie dalej. A lepiej się na powierzchni utrzymywać, a nie pogrążać przez kobietę i jej sposoby funkcjonowania, tak często dla nas bolesne i niezrozumiałe. Nie bez bólu, ale godzę się z tym, wnioski są bardzo konkretne, idziemy naprzód. A z wiedzą tutaj pozyskaną i pracą nad sobą jest szansa na unikanie, a co najmniej minimalizowanie kolejnych błędów, rozczarowań i przykrości.
  11. @giorgio Właśnie nie, nie zagaduję, raz konkretnie zapytałem WTF, jej odpowiedź znacie, drugi raz tak po ludzku o samopoczucie. Mam do siebie szacunek i nie zamierzam się o nic prosić, w tym o rozmowę, ani tymbardziej do niczego namawiać. Wszystkie Wasze uwagi są bardzo cenne Bracia, jak zawsze. Taka sytuacja jest niesamowicie dobrą szkołą na przyszłość, a Wasze uwagi właściwymi drogowskazami. Wątek założyłem głównie dlatego, żeby się przekonać co z Waszych doświadczeń wynika. Czy kobiety mają takie zawiechy, żeby faktycznie coś przemyśleć, czy sprawa jest dużo bardziej przyziemna. Wychodzi zdecydowanie, że to drugie i jest to tak słabe, że rzygać się chce. Tak, rozumiem to coraz bardziej i godzę się z tym, spoko, nie mam traumy, jak pisałem, nie uzależniłem swojego szczęścia od niej, choć stanowiła bardzo jego ważną część. Nie potrafię jednak zaakcpetować tak cynicznego postępowania, choć wiem, wiemy wszyscy, one takie są. To też jest dość możliwie, poprzednia gałąź zupełnie o sobie zapomnieć nie dawała. No i znowu - z opcją zapasową snuje się dalekosiężne, realne, konkretne plany, przystępując wręcz powoli do ich realizacji ? I nagle jebs, odwrót ? Ja tego właśnie nie potrafię zrozumieć..
  12. @la paloma adieu Zrozumiała jest Twoja wypowiedź, w końcu opierasz swoją opinię tylko na tym, co w tym wątku czytasz. Sprawy jednak w moim przypadku wyglądają nieco szerzej, 3 lata temu po piekle kilkunastu lat życia z alkoholiczką udało się wraz z dziećmi od niej "uciec", zabezpieczając dzieci przed dalszą traumą i szaleństwem matki choćby kosztem kilku lat nieprzespanych nocy i kilku spraw w sądzie. To jednak zupełnie inna historia. Z głównym wątkiem wiąże się jednak tak, że jestem jak ten powiedzmy 25 latek w związkach - niczego nie umiem, nic nie rozumiem, bo nie miałem jak i kiedy się tego nauczyć. Ale cały czas próbuję i po to tu przychodzę.
  13. O tak, tutaj sporo prawdy. Kolejna nauka dla mnie. Tak było, ale to akurat ona była inicjatorem "poważnego" planowania. To własnie ja przez chwilę musiałem nabrać dystansu do tego, ale ostatecznie popłynąłem, jednak ja za nią, nie ona za mną. Ja bym to zrozumiał.. Dawała nadzieje na brak manipulacji, kombinacji, na stawianie spraw wprost i otwarcie - rozmawialiśmy o tym długo, zanim w ogóle weszliśmy w związek. No i co... Wszystko okazało się bullshitem. Zamiast mi to powiedzieć, grała w jakąś grę, jeszcze kilka dni przed odcięciem dla mnie jednoznaczne dowody na jej szczere uczucia do mnie. Chciała chociaż dobrze, ale natura silniejsza ? Tak to u nich działa ? Nie tym razem. Przerabiałem to z narcyzką. Jeśli to pójdzie w tą stronę, podziękuję uprzejmie i za nic nie dam się w to wkręcić. Ale sama wizja jest straszna, ilu dało się w takie gry wciągać, wiemy to.. Na szczęście nie. I zajmuję się swoimi sprawami. Ale wiesz jak to jest, smutno, przykro i szokująco w głowie, no nie spodziewałbym się takiej akcji, że tak można w ogóle postąpić. Ale głowa do góry i do przodu.
  14. Trzymam ją wysoko, ale tego jakoś nie umiem pojąć, moja pieprzona naiwność dokucza mi całe życie. Jeśli okaże się, że jest jak piszesz, dokładnie tak to sobie wytłumaczę. Dziękuję za mądre słowa. Na tą chwilę są więc 3 możliwości - zdrada, shit test, przedmiotowe potraktowanie. Ja tu nie widzę możliwości dalszego związku. Biorę na przeczekanie, bez żadnej inicjatywy z mojej strony. Może sprawdzi się to w przypadku o jakim pisał @mercantor, w każdym innym większej inicjatywy z jej strony pewnie już się nie powinienem spodziewać. Zobaczymy, ale niestety utwierdzam się o zakończeniu tej historii. Brutalnym, dla mnie niezrozumiałym, ale zawsze kolejna lekcja za mną.
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.