Skocz do zawartości

anonimka

Użytkownik
  • Postów

    20
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

  • Donations

    0.00 PLN 

Treść opublikowana przez anonimka

  1. Po pierwsze, skoro twierdzi, że jego życie prywatne jest niepoukładane, to ewentualnie może znaczyć, że po prostu nie wyleczył się z ran. Jasne, że to dla mnie też negatywna informacja, ale taki moim zdaniem jest logiczny wniosek z tego zdania. Gdyby ona wróciła, to raczej nic by po prostu nie mówił. I raczej (podkreślam, RACZEJ, na nic się nie nastawiam!) by się już ze mną nie spotykał, bo widać, że to nie typ takiego ruchacza. Wy wszyscy znacie tylko opis, a ja znam jego i znam mnóstwo innych spraw. A po drugie, powiedzmy, że dowiedziałam się, gdzie i z kim ona jest i co robi. I nie dlatego, że prowadziłam śledztwo, bo na takie bzdury czasu nie mam i nie zniżę się do takiego poziomu, tylko dowiedziałam się ze źródeł wspólnych dla mnie i dla niego.
  2. Nie. Już to piszę któryś raz, ale z pewnych powodów wiem na pewno, że nie wróciła. Nie będę się rozpisywać dlaczego, i skąd wiem, ale to akurat niemożliwe.
  3. A ja jednak wolę, żeby się wypowiedział. Jeśli chce zakończyć, to niech nie proponuje lepiej kolejnych spotkań, a już coś wspomniał. Pogadam z nim.
  4. Hmm, może nie dokładnie takimi słowami, ale tak, chcę wiedzieć na czym stoję. I nie w kontekście tego, co było na samym początku, tylko w kontekście tego, jak sprawa się rozwinęła. Na początku miało być co innego, a potem to ON zaczął wysyłać sprzeczne komunikaty - niby nic nie było wypowiedziane, niby dalej miało być bez zobowiązań, ale ON zaczął się zachowywać trochę tak, jakby chciał na poważnie. A ponieważ ja chciałabym spróbować, to myślę, że mogę taką rozmowę przeprowadzić. A jak nie, cóż... mówi się trudno. Przecież nie będę pogrążać się w uczuciu, które może się okazać niemożliwe do spełnienia. To super, bo ja też. A Twój tekst o tym, że znasz przypadki kobiet... był co najmniej nieodpowiedni. To samo można powiedzieć o mężczyznach. 1) No cóż, zobaczymy. Jak na razie się zdystansowałam, ale kiedy pisze, normalnie gadam. Nie naciągam na zwierzenia, nie obrażam się, ale też nie serwuję swoich zamiarów "na tacy". Wyważyłam swoje wypowiedzi tak, by była życzliwość, zainteresowanie i wsparcie, ale bez przesady. I jest ok. Nie nastawiam się na nic. 2) Dzięki! No i spoko, więc jeśli tak, to niech też ma jaja i powie, że chce to skończyć.
  5. Dlatego się zdystansowałam. Dałam do zrozumienia, że zależy mi na podtrzymaniu relacji i przystopowałam. Od momentu mojego pierwszego postu już zdążyliśmy rozmawiać, bo się odezwał. Było fajnie, normalnie. Z tą narzeczoną to jest tak, że znam pewne obiektywne przesłanki, dzięki którym mam pewność, że nie wróciła i nie wróci. No i jeszcze powiedział, że jego życie prywatne jest niepoukładane. We środę natomiast przyznał, że ostatnio będąc ze mną (spotkanie wtedy w piątek 13 marca z jego inicjatywy) zapomniał o wszystkim. Czyli jednak jakoś pozytywnie na niego działam. Ale szaleć z tego powodu nie będę, nie chcę sobie robić nadziei. Teraz znów jego ruch. Jeśli zobaczę, że on nadal wykazuje zainteresowanie związkiem, wtedy już będę postępować zdecydowanie i stanowczo. I dopiero wtedy będzie wóz albo przewóz. Szanownych Panów chciałabym zapytać: przyznajcie się, który z Was chciałby być w takiej sytuacji przyparty do muru? No, proszę? Nawet jeśli wiecie już, że chcecie związku i patrzycie na kobietę jak na potencjalną poważną partnerkę (może nawet żonę)? Bo podejrzewam, że żaden, że to Wy wolicie wyjść z inicjatywą. Ale nie zakładam, że mam rację, dlatego pytam.
  6. Sugerujesz, że okazja była a teraz lepiej odczekać do czasu, kiedy ta okazja wróci, czy po prostu już nie wróci? Po raz kolejny napiszę, on też mógł zakomunikować jasno, o co mu chodziło. Bo dopóki nie było deklaracji ja każde zachowanie rozumiałam jako mieszczące się według niego w przedziale "niezobowiązująco", choć przyznam, że w mojej ocenie niektóre z tych zachowań wykraczały poza "niezobowiązujące". Co do narzeczonej, to tu powrotu nie będzie. Nie będę się wdawać w wyjaśnienia dlaczego, ale nie. @Hatmehit Dumy na codzień nie wyciągam, więc nie mam potrzeby jej chować. Ja po prostu reaguję na przejawy bezpodstawnego chamstwa. Mam poczucie własnej wartości. Otrzymałam natomiast kilka odpowiedzi, które jak najbardziej NIE były po mojej myśli, ale nie było w nich żadnego ataku ani oceniania, w związku z czym chętnie je czytałam. No ale może samcy nie potrafią napisać nie po czyjejś myśli jednocześnie utrzymując poziom. @tytuschrypus Znasz przypadki takich kobiet, no popatrz... Mam nadzieję, że sam o sobie wobec tego możesz powiedzieć, że jesteś normalny i wszystko z Tobą w porządku. Co do drążenia, o którym pisałeś wcześniej, no to w końcu miałam prawo zapytać, co się dzieje, czy nie? Bo z jednej strony mam nie rozkminiać, ale kiedy napisałam, że już próbowałam się dowiedzieć, co się z nim dzieje, to z kolei okazuje się, że mam nie drążyć. Na koniec dodam tak ogólnie, do wszystkich, że znacie sytuację tylko z mojego opisu. Jak zapewne dobrze wiecie, życie często różni się od tego, co piszemy. Może napisałam za dużo, może za mało, może nie do końca to, co chciałam. Może trochę się z Nim rozminęłam, nie wiem. On mnie interesował (tzn interesuje), ale po prostu zgłupiałam, o co chodzi, jeśli komunikuje, że chce być ostrożny, a potem jest seria zachowań i czynów świadczących o chęci wejścia w poważny związek. Nadal bez deklaracji! I to nie tylko to podwożenie czy martwienie się o moje zdrowie, ale już nie będę przedstawiać listy. A potem jest ostudzenie emocji, choć nadal on proponuje wyjścia. Jasne, że w stosownym momencie spróbuję stworzyć swobodną atmosferę do poważnej rozmowy, ale chciałam wcześniej wiedzieć, co sądzą o tym mężczyźni. Ja po prostu chcę zrobić tak, żeby nie poczuł się do niczego zmuszany. Może nawet żałuję, że moje uczucia nie pojawiły się dużo wcześniej, ale to już nieistotne. Teraz muszę tylko wyjaśnić sytuację.
  7. Hmm. Powiem tak: ja już mu wprost powiedziałam, że coś chyba się zmieniło, że coś jest nie tak, bo kiedyś chętniej rozmawiał. Pytałam też, czy ma jakieś problemy. Na co on twierdził, że wszystko ok, że tylko straszne zmęczenie, że nie daje rady już. Ale nadal czułam jakiś kwas. A teraz podczas pracy zdalnej nadal nie jest rozmowny, choć na pewno troszkę już miał okazję odpocząć. Ja nawet nie chcę, żeby nadmiernie koło mnie skakał. Nie potrzebuję tego, opisywałam tylko, co robił. I chcę zrozumieć, co to mogło oznaczać. Czy facet, na przykład, jeździ po kobietę z jednego miasta ponad 30 km specjalnie żeby ją zabrać z drugiego miasta i zawieźć do trzeciego (a potem zaraz wrócić do tego pierwszego, bo nie było szansy na numerek, bo to było już bardzo późno, a wiedział, że jeszcze miałam coś ważnego do zrobienia do pracy na następny dzień) nie chcąc związku? Otóż właśnie wydało mi się to podejrzane, ale uznałam, że może lepiej go nie cisnąć, no bo przyznaj, czy facet lubi być ciśnięty?
  8. Chodzi o to, że ja nie zamierzam składać deklaracji, bo uważam, że nie ja jestem od tego. Ja tylko mogę zachęcać, wspierać, stwarzać okazje. Ale pogubiłam się, bo nie wiem, czy takie zachowanie jak wcześniej jednoznacznie oznaczało, że on chciał związku, tylko ja w porę nie załapałam. A jeśli chciał, to czemu nie potrafił jasno mi powiedzieć, że chce czegoś więcej, chce zacząć na poważnie?
  9. Myślałam, że mogę po prostu zasięgnąć porady, zapytać. Nie jestem mężczyzną, więc nie do końca rozumiem wasz sposób myślenia. Tego potrzebowałam. Nie oceniania. Niestety... Dlaczego tak uważasz?
  10. O, a ten post, bardzo zabawny i prawdziwy, normalny i wyważony, najbardziej do mnie trafia. Dzięki!
  11. Nie, oczywiście że nie. Tego byś chciał, ale nie mam zamiaru płakać. Weszłam tu tylko po normalną, rzeczową poradę kulturalnych mężczyzn. Takich, którzy nie zaczynają od "lasek, które myślą o sobie, że są ładne" tylko od tego, że może po prostu temu facetowi się nie podobam. A innemu forumowiczowi odpisałam, że owszem, też się wyraził krzywdząco, bo równie dobrze mogę powiedzieć, że nie czytam w myślach mężczyzn. Mam wiedzieć, że ktoś chce czegoś więcej lub nie, jeśli tego otwarcie nie mówi?
  12. Obrażanie to nie tylko używanie przekleństw, to też bardzo przykre dotykanie sfery osobistej. Ja ze swojej strony, dla przykładu, jeżeli ubodło cię słowo "koleś" (choć ty używasz "laska"), przepraszam. Mogłeś np nie używać stwierdzenia typu "a nie takie, co myślą o sobie, że są ładne", tylko od razu napisać "prawdopodobnie akurat nie jesteś w jego typie" - taka może być prawda, ale już inaczej brzmi.
  13. HAhaha, a to dobre. Nie mam zamiaru być skromna dla kolesia z internetu, który mnie nie zna, a obraża. Skromna jestem kiedy trzeba. Jasne, że chcę słyszeć/czytać prawdę, ale mógłbyś się wyrażać kulturalnie.
  14. Twoje kategoryczne ocenianie mnie jest krzywdzące, bo mnie nie znasz, znasz tylko dość ogólny opis sytuacji. Ja po prostu nie chciałam burzyć tego, na co się umówiliśmy, z szacunku. Co to znaczy miał parcie na związek? To czemu ON szczerze nie powiedział? Miałam się domyślać? Sorry, równie dobrze ja mogłabym go nazwać królewiczem, gdybym była zła. Ale nie jestem zła. Chyba nie zrozumiałeś. To, że mu się podobam, to było na samym początku. Nie teraz. I widziałam to cały czas. Na marginesie, tak, uważam, że jestem ładna, bo jestem.
  15. Co niby sugerujesz? Że miałam jednak naciskać? Ja zawsze chciałam uszanować to, na co się umówiliśmy. A z deklaracjami to przepraszam bardzo, nawet wy faceci mówicie, że to wasza "działka".
  16. Na początku nic nie udawałam, serio było mi na rękę takie spotykanie się bez zobowiązań. Teraz natomiast uznałam, że na razie nie będę się odzywać. Dam mu spokój. No chyba że on znów będzie tak aktywny jak kiedyś, to już wtedy nie będę się wzbraniać. A może jednak powinnam jakoś zagadywać? Co lepsze? Bo tu naprawdę nie chodzi o to, że teraz się obraziłam, tylko tak myślę, że prawdopodobnie nie powinnam się odzywać.
  17. No dobra, ale przecież on mi nigdy nie powiedział, że chce czegoś więcej, to co, miałam naciskać wtedy żeby się określił? To chyba gorsze, wy tego nie lubicie. Nie było żadnych deklaracji, tylko takie zachowanie. Aaa, moment, jeszcze coś sobie przypomniałam. 13 marca w tej restauracji powiedział mniej więcej coś takiego: "Myślałem, że to moje życie prywatne jest poukładane, a nie jest... no i nie umiem sobie z tym poradzić"
  18. Dostałam reakcję, ale liczę na odpowiedź. Jak to rozumieć i co mam robić?
  19. anonimka

    Przywitanie

    Hejka, jestem 30 letnią kobietą, postanowiłam zajrzeć na wasze forum, żeby lepiej Was rozumieć.
  20. Może zacznę od opisania bohaterów historii. Ja, lat 30- wolna. On lat 33, w kwietniu 2019 odeszła od niego narzeczona oddając mu pierścionek zaręczynowy. Wszystko zaczęło się mniej więcej w październiku. Kiedyś, jeszcze nic nie było, ale podrzucił mnie do miasta z pracy (pracujemy w jednej firmie). Zostawiłam u niego kurtkę. Kilka godzin później otrzymałam od niego wiadomość na Whatsappie, że ma moją kurtkę, gdybym się zastanawiała, gdzie jest. A ja przecież mu numeru nie dałam... No ale nieważne, piszę o tej kurtce, bo teraz to widzę, że to miał być podryw, ale wtedy jeszcze go nie postrzegałam jako potencjalnego partnera, więc wtedy nie byłam niczego świadoma. Od tamtego momentu on często znajdował jakiś powód, żeby do mnie napisać, ja też parę razy zagadałam, było tak normalnie, po koleżeńsku. Aż w końcu zaczął mnie zapraszać na wspólne wyjścia. Wtedy już oczywiście się zorientowałam o co chodzi, ale nawet mi to pasowało, bo on też mi się spodobał. Nie zakochałam się, ale działałam bardziej na zasadzie a co mi tam, pójdę. W końcu odkrył się, no i jeszcze zanim wylądowaliśmy w łóżku powiedział, że bardzo mu się podobam, ale on nie wie, czy jest już gotowy na poważny związek, a ponieważ jestem wspaniałą kobietą, nie chce mnie krzywdzić i będzie się hamował. No i gdzieś tak w połowie stycznia wylądowaliśmy w łóżku, bo ja też chciałam niezobowiązująco się z nim przespać, bo po prostu po raz pierwszy w życiu poczułam taką potrzebę, że przecież to nie umniejszy mojej wartości, bo nie robię tego z każdym. Później on powiedział, że chce, żebyśmy się na razie spotykali tak po prostu, na luzie, żeby zobaczyć, jak to się potoczy. Ja stwierdziłam z ulgą, że ok, bo mi to pasowało. Nie chciałam jeszcze związku, ale facet mi bardzo odpowiadał - normalny, szarmancki, kulturalny, z normalnej rodziny, wychowany. No i po tym naszym pierwszym seksie gdzieś w połowie stycznia, a widziałam, że on był zachwycony, zaczął rzadziej pisać, bardziej stonowane wiadomości. Ale wkrótce ja miałam wyjazd na urlop z koleżanką i on już zaczął pisać coraz częściej, coraz milej, widać było zainteresowanie moimi sprawami. Kiedy wróciłam, zaczął się zachowywać jakby był moim partnerem. Po jakimś czasie musiałam iść na L4 bo miałam zapalenie krtani. Słał buziaki, pytał, jak się czuję, chciał zmusić do pójścia do lekarza, wszędzie mnie wozić (bo nie mam samochodu), a przecież wiedział, że seksu na razie nie będzie. Co ważne - kiedy wyzdrowiałam, seks był regularnie, a on i tak koło mnie skakał, bardzo się starał. Zatem to nie tak, że musiał się prosić i nakombinować, żeby tylko znowu był seks - miał go bardzo często i zawsze był wniebowzięty (to akurat wiem, bo sama to widziałam po zachowaniu, minach, rumieńcach itd). Później specjalnie z innego miasta przyjechał, żeby mnie późnym wieczorem odebrać od kosmetyczki, żeby zawieźć do domu, bo SAM to zaproponował, bo wiedział, że byłam cały dzień na nogach i bardzo zmęczona (nie mam samochodu). Ja przez wszystkie te tygodnie kiedy on był taki do rany przyłóż, byłam dość zachowawcza, bo nie planowałam jeszcze wtedy związku i nawet mnie to już zaczynało troszkę przerażać, ale zawsze podchodziłam do tego ostrożnie, starałam się go nie urazić. No i miesiąc temu coś się zmieniło. Mieliśmy cudowny wieczór u mnie w mieszkaniu, zakończony seksem. Było jakoś tak... inaczej, nie chcę powiedzieć magicznie, bo to głupie słowo, ale wspaniale. Nie umiem wytłumaczyć, z jakiego konkretnie powodu. Nie proponowałam, żeby został. Poszedł. Ja właśnie wtedy zdałam sobie sprawę, że to naprawdę bardzo wartościowy mężczyzna i zaczęłam analizować to co dla mnie robił. Doszłam do wniosku, że fajnie by było, gdyby coś nam jednak wyszło. I tamtego właśnie wieczoru liczyłam na wiadomość, a tu... nic. Następnego dnia jeszcze tylko napisał, że śniło mu się jak ... no, wiecie. I od wtedy ten kontakt zaczął się ochładzać. Dalej pytał, co u mnie słychać, a nawet, kiedy długo nie odpisywałam, dopytywał, czy wszystko ok, ale coraz rzadziej i mniej swobodnie pisał. Ja pomyślałam, że może teraz na mnie pora, żebym była trochę bardziej serdeczna i go ośmieliła, bo skoro on był taki kochany, a ja jednak teraz coś poczułam, to powinnam się postarać. No to się starałam. Były buziaki, wsparcie kiedy akurat miał spore wydatki i musiał w związku z nimi więcej pracować w firmie i brać więcej zleceń w działalności. Nadal regularnie się widywaliśmy, nie tylko on to proponował, ja też. Ale już było dziwnie... Ostatni raz widzieliśmy się 13 marca. Z jego inicjatywy. Byliśmy w restauracji, świetnie się rozmawiało, było wesoło, żadnego spięcia. Potem pojechaliśmy do mnie. Wylądowaliśmy oczywiście w łóżku. Było przytulanie i cudowna atmosfera. Siedział bardzo długo, a potem cośtam go zainteresowało w tv i chciał, żebyśmy razem oglądali. A potem się jakby ocknął i powiedział, że jak zaraz nie pójdzie to mi tu zaśnie. No to powiedziałam, że szkoda, no trudno. Zaczął się zbierać i stał się bardzo zimny. Jeszcze tylko dał mi buzi w usta i pojechał. Napisał "dotarłem :*" bo mi obiecał, że da znać. I koniec. Następnego dnia kiedy go podpytałam, czy miał jakieś miłe sny, odpisał "Niestety nie pamiętam". Ja dopytywałam, czy na pewno było mu dobrze - odp. "było". Ja: "Coś chyba jednak niebardzo, bo oszczędzasz słowa". Odpowiedź: "było super :)". I cisza. Jakaś potem gadka szmatka o szaleństwie w sklepach, o wykupywaniu papieru itp. bo akurat napisałam mu, że jestem na zakupach. A od poniedziałku pracujemy zdalnie. Do środy jeszcze chociaż zapytał, co słychać, napisał, że mu zlecenia poodwoływali itp. Postanowiłam się nie narzucać, bo pomyślałam, że może on potrzebuje czasu. W czwartek zupełne zero kontaktu. W piątek tylko jakiś link do artykułu, cośtam skomentowałam, on odpisał jednym zdaniem. Dzisiaj zagadał o sprawy pracowe, choć mógł o to w sumie spytać kogoś innego. Oczywiście ochoczo mu pomogłam, ale to by było na tyle. Znów zamilkł. I już. Jak mam rozumieć coś takiego, podczas gdy bywało, że kiedyś potrafiliśmy przegadać na whatsappie cały dzień?
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.