Jump to content
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Algandi

Użytkownik
  • Content Count

    6
  • Donations

    0.00 PLN 
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

0 Neutralna

About Algandi

  • Rank
    Kot

Profile Information

  • Płeć
    Mężczyzna

Recent Profile Visitors

The recent visitors block is disabled and is not being shown to other users.

  1. Od paru dni mam kontuzję przez co niestety cały swój wolny czas spędzam w domu, bez sił na cokolwiek. Akurat teraz się nabawiłem kontuzji, a gdy siedzę w tym domu ciągle wspomina mi się ex. Taka tęsknota za nastoletnim życiem, brakiem obowiązków, wspomina mi się jak jeździłem do niej z małą różyczką, ogólnie takie romantyczne bzdety;/ Byłem wtedy bardzo szczęśliwy, pełen emocji... Na dodatek występuje u mnie dysonans poznawczy, często zapominam o tych złych momentach, jej wadach, chorym charakterze... I myślę sobie, że może jednak była spoko, że może jednak straciłem bardzo wartościową osobę... To takie mylące, sam nie wiem co myśleć;/
  2. Jeszcze tak dopytam o radę. Mam wspólny tatuaż z ex. Malutki, symboliczny, nikt by się nie domyślił, że jest z kimś związany. Ale ja doskonale wiem o co w nim chodzi, znam całe jego znaczenie, na jaką okazję został zrobiony itd... Jestem wstępnie umówiony na wizytę w salonie tatuażu, na zakrycie go innym tatuażem. I sam nie wiem czy to dobry pomysł, może powinienem go usunąć, a może zostawić aby przypominał mi swoje błędy tylko wtedy też będzie mi przypominał o ex. Na ogół mi się podoba, tylko przeszkadza mi powiązanie z ex partnerką. Chętnie dowiem się waszej opinii, co byłoby najlepszym wyjściem (Tak wiem, błąd młodości - czasu nie cofnę;/)
  3. Powiem wam tak szczerze, że uważałem się za bardzo silną psychicznie osobę. Tzn nic nigdy mnie nie ruszało, na wszystko miałem przysłowiowo wywalone. Pełna radość z otaczającego nas świata, zawsze uśmiech na twarzy. A jednak dotychczas najbliższa mi osoba, w pewnym sensie potrafiła mnie złamać. Doskonale wiedziała jak wbić sztylet w plecy aby bolało jak najbardziej po rozstaniu, wiedziała co powiedzieć, co mnie ruszy. No cóż też mój błąd ze znała moje słabości. 😕 Chociaż wychodzę z założenia, że co mnie nie zabije to wzmocni. Wyjdę z tego silniejszy:) Oj tak, widzę to po sobie jak bardzo przejawia się we mnie nienawiść, chęć zemsty no i ja bezsilność, bo cóż mogę aktualnie zrobić. Dzięki:)
  4. W zasadzie to cieszę się, że nie dostałem tego czego chciałem skoro moja ex z całej siły naciskała na bąbelka oraz ślub. Nie raz próbowała mnie zmanipulować, abym wreszcie się zgodził, a co do bąbelka to nawet przestałem jej ufać w sprawach łóżkowych bo zaczęła coś kombinować niedługo przed rozstaniem. Zablokowałem media społecznościowe, zostawiłem jedynie nr telefonu odblokowany. A więc też wreszcie trzeba się tego pozbyć:) Zgadzam się z tobą, po części jestem mocno wkurzony na swoją osobę, bo dałem się ostro zmanipulować. Na dodatek nie wiem co mną kierowało, przecież ona nie jest jakaś wielce wyjątkowa. W zasadzie jakbym wymienił jej wady i zalety, z pewnością kilkukrotnie więcej znalazłoby się wad. Jest bardzo ciężką osobowością przez co nie ma nawet żadnych znajomych. Rzeczywiście dobrze tłumaczy, aż poszukam u niego więcej materiałów:) Tak też zrobiłem, powoli wszystko zaczyna wracać do normalności. Chociaż żadnym alfą teraz nie jestem, raczej beciakiem ze zniszczoną pewnością siebie. Potrzeba trochę czasu, sporo wylanego potu na treningach i pewnie nadrobię wszystko. Byłem totalnie głupi rezygnując z tego życia.:/ Wiecie co panowie, podczas tego związku często miałem myśli na zasadzie "Przecież nikt inny by z nią nie wytrzymał", sam nie wiem jak byłem w stanie to wytrzymać, w zasadzie to zauważyłem skąd się wzięły moje problemy z obgryzaniem paznokcie, wypadaniem włosów, zamykaniem się na ludzi. Pojawiło się to wszystko podczas tej drugiej próby związku, chodziłem ciągle nerwowy, zestresowany bo księżniczce się coś nie spodobało i zrobiła wielką awanturę, której oczywiście towarzyszył płacz z jej strony i obwinianie mnie o wszystko co najgorsze, no ba ona nigdy nie była winna. Zawsze winny byłem ja lub każda inna osoba, myszka ideał. Mam tak ogromną chęć jej wygarnąć co o niej sądzę. Chociaż wiem, że do niczego dobrego to nie doprowadzi więc tego nie zrobię. Wszystkie związki są tak porypane? Czy może po prostu bardzo źle trafiłem;/?
  5. Witam bracia, chciałbym opowiedzieć wam pewną historię, pełną błędów i porażek. Jestem pół roku po zakończeniu swojego pierwszego poważnego związku oczywiście z inicjatywy ex kobiety, chociaż ciężko stwierdzić mi czy można ten związek nazwać poważnym skoro mam zaledwie 19lat, tak jak i moja ex partnerka. Najtrudniejszy etap myślę, że mam już za mną - idealizacja, tęsknota, chęć powrotu a więc teraz jestem w stanie na czysto spojrzeć na ten związek. W pewnym wątku na forum wyczytałem jako iż przeciwieństwem miłości jest obojętność, no ale cóż zrobić skoro mną rządzi szczera nienawiść do ex? Myślę, że to dobry moment aby opisać wszystko od początku, a więc poznaliśmy się za dzieciaka przez internet, nie byliśmy swoimi pierwszymi partnerami, chociaż pierwszymi na "poważnie" czyli pierwsze zbliżenia, wspólne wyjazdy, nocki, różnego rodzaju przeżycia. Przez pierwsze 2 lata myślałem, że układa nam się idealnie, uważałem że tworzymy zgraną parę, nawzajem się dopełniając. Po czym okazało się, że zostałem porzucony dla czada, ciężko mi pomyśleć w jak ciężkim stanie byłem po tym incydencie, ryk na całego, błaganie o powrót, proszenie się o kolejną szansę, bardzo cierpiałem w tamtym momencie bo myślałem, że nie poznam kogoś tak "wyjątkowego", przecież moja myszka była idealna. Po 2/3 miesiącach żyłem w pełni, miałem ogromne powodzenie u innych dziewczyn, wręcz bym powiedział że sam byłem podrywany. Wydaje mi się, że miałem wtedy najlepszy okres swojego życia, tuż po rozstaniu. Ogromny skok pewności siebie przez wysportowaną sylwetkę, mnóstwo znajomych, którzy brali mnie za lidera. Wtedy czułem się tym słynnym alfą, to było coś. Dziewczyny wtedy nie miały dla mnie znaczenia, raczej to była czysta zabawa, podbijanie własnego ego gdy co chwilę spotykałem się z inną dziewczyną po czym zazwyczaj olewałem gdy coś mi się nie spodobało. Nie znalazłem u żadnej tego czego szukałem, a może podświadomie unikałem związku (ciężko teraz stwierdzić). Po pewnym czasie na nowo moja pierwsza miłość pojawiła się w moim życiu, nie raz próbowała podjąć ze mną jakiś kontakt, zazwyczaj olewałem, doskonale sobie bez niej radziłem. Aż w końcu uległem podczas urodzin, gdy napisała mi bardzo miłe słowa, w jakimś sensie uległem i na nowo wtargnąłem do starego pewnego bagna. W okresie "pierwszego" związku z ex, była raczej wersją DEMO, słodką dziewczyną, z małymi normalnymi problemami jak u każdego nastolatka. Gdy po raz drugi wtargnąłem w tą relację, zaczęło się dziać straszne gówno, zaczęły się próby zdominowania mnie, ograniczania mnie na znajomych, własne pasje, hobby. Ogólnie starała się jak najbardziej mnie zniewolić co nie udawało jej się przez około 2 kolejne lata, miałem totalnie gdzieś czy ona będzie, czy nie bo wiedziałem, że tak czy tak będzie mi dobrze. A więc ciągle się nakręcała, inwestowała znacznie więcej ode mnie. Aż w końcu około rok przed rozstaniem coś we mnie pękło, zaprzestałem ćwiczyć, stawałem się coraz bardziej aspołeczny (co jest totalnie przeciwieństwem mojej osoby), izolowałem się od każdego, wolny czas spędzałem głównie z nią oraz przed komputerem. Moje życie jednym słowem się zjebało. Patrząc na to teraz, ex żywiła się w pełni moim szczęściem, moimi emocjami. To było widoczne, uzależnienie ode mnie, które mnie wtedy pociągało lecz to wszystko było zdradliwe. Byłem jej prywatnym psychologiem, otóż miała ogromne problemy ze sobą, akceptacją samej siebie, z niskim poczuciem własnej wartości, brakiem pewności siebie. Była kompletnym przeciwieństwem mojej osoby, czyli brak znajomych, przyjaciół, brak planów w swoim życiu stąd też wszystko planowała ze mną, wszystkie wakacje, wyjazdy, ogólnie wspólne życie i co najgorsze bardzo naciskała pomimo wieku na ślub (nawet przed jej 18 urodzinami) oraz dzieci na co oczywiście NIGDY się nie zgodziłem, zawsze powtarzałem że dopiero po ustatkowaniu się. Podczas tego "drugiego" związku z tą samą kobietą, próbowała raz skoczyć na inną gałązkę, do samca o lepszych zasobach, co pewnie jej się nie udało stąd też wciąż byliśmy razem. A ja niestety byłem tego czasu bardzo głupi ponieważ ciągle jej wybaczałem z niewiadomych mi przyczyn. Zapewne byłem rycerzem o lśniącej zbroi marzącym o tej jednej wielkiej miłości (sick). Wracając do ex partnerki, pochodzi z niepełnej rodziny, została wychowana bez ojca, ponieważ tatuś nigdy jej nie chciał, na dodatek był ćpunem i z tego co mi opowiadała za czasów dziecka (dopóki ojciec był z nimi) występowała przemoc, awantury itd. Stąd też moja ex była bardzo kłótliwa, czasem dochodziło do rękoczynów z jej strony. Na każdym kroku mogłem spotkać manipulacje z jej strony, wymuszanie płaczem, fochami itd. Chociaż to tylko ułamek tego co mógłbym powiedzieć na jej temat, szkoda mi wspominać tego koszmaru. Łącznie po 5 latach skończyło się, rzuciła mnie, może dla innego, może nie. Nie wiem, chociaż ponownie cierpiałem tym razem bardziej niż wtedy ponieważ utraciłem w tym związku wszystko co było dla mnie cenne, czyli znajomych, pasje. Teraz gdy to odbudowałem, jest spoko tylko targa mną ogromna nienawiść. Nienawidzę jej i to tak szczerze, życzę jej bardzo źle po tym wszystkim jak dałem się zfrajerzyć, żałuję niemiłosiernie wszystkich swoich błędów, rycerskich wyobrażeń o miłości. Zarówno żałuję, że 3 lata temu nie posłuchałem rodziny oraz przyjaciół którzy namawiali mnie abym trzymał się od tej psychicznej istoty jak najdalej (No cóż, nie wierzyłem no to mam...) Uważam, że jest ostro skrzywiona, ma nierówno pod sufitem co pokazywały chociażby wszelakie akcje podczas czy nawet po rozstaniu. W zasadzie całe moje otoczenie o tym wie, nie ciężko to zauważyć gdy się na to spojrzy, a ja biedny rycerzyk myślałem, że to miłość mojego życia, biedna myszka, która została skrzywdzona przez świat. A teraz do rzeczy, czy nienawiść jest czymś normalnym w moim przypadku? Szczerze to odczuwam jedynie agresję gdy ona się odezwie o jakąś bzdetę (oczywiście nie odpisuje, nie odbieram.) W pewnym sensie wkurza mnie fakt, że nie jest mi obojętna tylko dalej coś we mnie siedzi. Czasem czuję, że chętnie bym jej wszystko wytknął jaką jest poje**** osobą. Nigdy nie życzyłem nikomu źle, aż tu nagle uświadomiłem sobie z kim miałem do czynienia. Wkurwia mnie na maksa, że taka osoba istniała w moim życiu, po części jestem zły na siebie, że tego kiedyś nie widziałem. Dzięki za przeczytanie, może podsuniecie jakieś ciekawe porady, a na pytania chętnie odpowiem (Możliwe, że tekst jest trochę chaotyczny ponieważ towarzyszy mi złość;/)
  6. Witam bracia, jestem Maciej mam 19 lat. Od pewnego czasu obserwuję forum, staram się czerpać informacje o świecie, związkach, kobietach. Tym razem chciałbym zapytać was o poradę w mojej sytuacji, stąd też zakładam konto.
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.