Search the Community
Showing results for tags 'dzietność'.
-
Czy potrzebna jest nam (Polsce) dzietność na określonym poziomie w określonym czasie? Niska (czyli jaka?) dzietność może być przyczyną powstania jakich zjawisk społecznych? Jakimi działaniami prawnymi, czy propagandowymi zwiększono by dzietność w Polsce, czy w innym kraju, w którym wskaźnik dzietności jest najniższy od kilku dekad?
- 333 replies
-
- 3
-
-
Ciekawa rozmowa z Norwegiem o ich sytuacji oraz o ogólności w kwestii dzietności w krajach rozwiniętych. Zamieszczam fragment transkrypcji z początku filmu (poprawiona za pomocą ChataGPT z tego co YouTube generuje automatycznie ) Próbowałem nakłonić mój kraj, Norwegię, aby poważnie potraktował kryzys płodności. Jak widzieliśmy w „Wiele Narodów”, ludzie nie chcą tego robić. Tak, to zmotywowało kilka ataków. A przecież wszystko zaczęło się tak dobrze – od artykułu, który ja i Le Caner, zajmujący się psychologią ewolucyjną, napisaliśmy na początku tego roku. W tym artykule opracowaliśmy koncepcję i teoretyzowaliśmy o mimowolnej samotnej kobiecie w synsum. Potem udzieliłem kilku wywiadów na ten temat, co spotkało się z negatywną reakcją ludzi z PE. Uważali, że mówienie o mimowolnych samotnych kobietach było mizoginistyczne i nie chcieli łączyć tego ze spadkiem płodności. Jaka jest granica pomiędzy mówieniem o mimowolnych samotnych kobietach a mizoginią? Jednym z głównych czynników niskiej dzietności jest to, że ludzie mają trudności ze znalezieniem partnerów. Kobiety albo nie znajdują partnera, z którym mogłyby mieć dzieci, albo znajdują go za późno, co skraca ich okno reprodukcyjne. W Norwegii kobiety chciałyby mieć średnio 2,4 dziecka, a mają 1,4. Dysfunkcyjny rynek randkowy jest więc ważnym współautorem tego kryzysu płodności. OK, a jak tam masowość? To jest mała zagadka, którą w końcu udało mi się rozwiązać, przechodząc przez ten proces. Wielu uważało, że zwracanie uwagi na działanie rynku randkowego dla kobiet w jakiś sposób obwinia je za niską płodność. Jako badacz ewolucji nigdy nie pomyślałbym o przypisywaniu winy jakiejkolwiek grupie. Urodziliśmy się w tym środowisku z określoną naturą, która różnie oddziałuje w różnych warunkach. Teraz stworzyliśmy środowisko, w którym kobietom bardzo trudno jest znaleźć partnerów. Specyfika psychologii kojarzenia przyczynia się do trudności w tym środowisku. Jesteśmy pierwszym w historii ludzkości społeczeństwem, które umożliwiło indywidualny wybór partnerów. Wcześniej zawsze istniały różne zakresy aranżowanych małżeństw. Kiedy otwieraliśmy ten temat w latach 60., pojawiły się przewidywalne konsekwencje wynikające z różnicy między rozwiązłymi systemami przyciągania kobiet a systemami związanymi z tworzeniem par. Zwykli badacze płodności nie rozumieją tych mechanizmów – dla nich to tylko wielka zagadka. Wyjaśnijmy to dokładniej. Sześć milionów lat temu, w czasach naszego ostatniego wspólnego przodka z szympansami, ludzkość stosowała rozwiązły system kojarzenia – podobnie jak większość zwierząt. Kobiety były zachęcane do wybierania najskuteczniejszych samców, co pozwalało na najlepszą dystrybucję genów w populacji. Około czterech milionów lat temu, w trakcie ewolucji naszego gatunku, wykształciliśmy system przyciągania oparty na więzi w parach. Był to bardziej egalitarny system, w którym kobieta zazwyczaj wiązała się z mężczyzną o podobnej wartości partnera. Nie staliśmy się jednak gatunkiem w pełni monogamicznym – wciąż mamy mieszane systemy: rozwiązły oraz oparty na więzi w parach. W każdej społeczności ludzkiej wyzwaniem było pogodzenie tych preferencji kobiet w sposób umożliwiający funkcjonalne kojarzenie. U mężczyzn system rozwiązły jest bardziej inkluzywny – większość mężczyzn chętnie nawiązywałaby relacje z większością kobiet, podczas gdy większość kobiet wybierałaby tylko niewielką liczbę mężczyzn. W XVIII wieku próbowano wprowadzić bardziej otwarty system, co początkowo szło źle z powodu braku antykoncepcji, ubóstwa i zależności kobiet od mężczyzn. Dopiero w latach 60. XX wieku, dzięki kontroli urodzeń i większemu dobrobytowi, system ten zaczął funkcjonować. Jednak jego wprowadzenie doprowadziło do rosnącego rozwarstwienia wśród mężczyzn: najbardziej atrakcyjni zdobywają coraz więcej okazji, podczas gdy mniej atrakcyjni są wykluczani. Jeśli ludzie nie są w stanie znaleźć partnera, z którym mogliby współpracować i założyć rodzinę, rozmnażają się znacznie rzadziej. W Norwegii współczynnik dzietności wynosi 1,4 – oznacza to, że w ciągu trzech pokoleń tracimy 70% populacji. Jeśli sytuacja się pogorszy, na przykład do poziomu Korei Południowej (0,7), społeczeństwa mogą praktycznie wymrzeć. Spadek liczby urodzeń oznacza starzenie się populacji, brak rąk do pracy i konieczność opieki nad coraz większą liczbą osób starszych. Wpływa to negatywnie na kulturę, gospodarkę i zdolność społeczeństw do radzenia sobie z globalnymi wyzwaniami, takimi jak kryzys klimatyczny. W Norwegii wciąż brakuje poważnej debaty na temat kryzysu płodności. Eksperci boją się mówić o problemie, aby nie wzmacniać sił politycznych skrajnej prawicy czy nie być postrzeganymi jako mizogini lub rasiści. Wierzą, że problem rozwiąże się sam, gdy kobiety będą rodzić dzieci w późniejszym wieku. Jednak brak danych potwierdzających takie założenia sugeruje, że potrzebne są bardziej zdecydowane działania. Pan niby mądry ale nadal frazesy o "kryzysie klimatycznym" itp, Ktoś podsumował trafnie w komentarzu: "To niesamowity przykład dysonansu poznawczego. Z jednej strony stwierdza, że Norwegia stworzyła jedno z najlepszych społeczeństw na świecie, z drugiej zaś stwierdza, że społeczeństwo to zmierza ku wyginięciu. Społeczeństwo, które samo siebie niszczy, nie jest dobrym społeczeństwem, nawet jeśli możesz czuć się w nim dobrze." Tak czy siak dobrze, że ludzie o tym wszystkim głośno mówią. My jako Polska idziemy śladem Norwegii itp. krajów....
-
Żródło: Druga Strona Medalu yt Dobra analiza ww tematu. Warto poświęcić 16 minut.
- 7 replies
-
- 7
-
-
-
-
- dzietność
- macierzyństwo
-
(and 1 more)
Tagged with:
-
Kto powinien się rozmnażać? Czy tzw.ludzie biedni powinni mieć dzieci? Czy z tzw.biednych rodzin wyjdą do świata wysokofunkcjonujące jednostki (ludzie)? W dużej części uproszczone pytania. Na rzecz dyskusji rozszerzmy i wyjaśnijmy określenia : - "biedna rodzina"; - "wysokofunkcjonujące jednostki". Podajcie Waszą definicję tych pojęć, jak i przedziały finansowe i inne wskaźniki definiujące ww terminy. Mając praktyki w instytucjach publicznych (szkoły, poradnie, szpitale) większość dzieci, które miały problemy z : zachowaniem, emocjami, relacjami rówieśniczymi, nauką, zdrowiem, to dzieci będące z rodzin, w których : - któryś z rodziców miał problem z utrzymaniem stałej pracy; - jeden z rodziców (samotnie wychowujący) był jako jedyny odpowiedzialny za wychowywanie i utrzymywanie rodziny; - był nałóg u rodzica; - rodzice nie mogli kontynuować terapii/leczenia dziecka/własnego z racji finansów; - rodzice wyszli z rodzin dysfunkcyjnych; Moje hipotezy są dość robocze, bo... jaki program należałoby wdrożyć, by dokonać PRAWIDŁOWEJ SELEKCJI pod względem przydziału prawa do rodzicielstwa. Nie chcę omawiać procedury pod względem biologii, lecz administracji i psychologii/socjologii. Tak, też mnie wzdrygło, by przydzielać komuś prawo do rozrodu niczym SSman czy komuch.
-
http://natemat.pl/17815,coraz-wiecej-kobiet-nie-chce-byc-matkami-trzeba-zlikwidowac-tabu-o-nieposiadaniu-dzieci No czego innego można było się spodziewać po kobietach One nie chcą być matkami, ale to oczywiście wina mężczyzn... Warto zauważyć, że w tagach pod artykułem dano "feminizm" Piszcie co sądzicie na ten temat Najpierw szkoła, później praca, a na końcu dziecko - właśnie w taki sposób układa swoje życie coraz więcej Polek. I choć zegar biologiczny nieustannie im bije, one wciąż odkładają ciąże na bardziej "odpowiedni" okres w życiu. Są też i takie kobiety, które twierdzą, że do pełni szczęścia nie potrzebują dziecka. Dlaczego Polki nadal nie chcą mieć dzieci? Ostatnio amerykańska felietonistka, Katie Roiphe, stwierdziła, że decyzja o nieposiadaniu dzieci wciąż pozostaje tematem tabu. Dziennikarka chce z tym walczyć i zlikwidować je raz na zawsze. Uważa, że kobieta która nie urodziła dziecka też może być szczęśliwa. Swoich czytelników zachęca do wyznań, w których powiedzą jej, jak nauczyli się doceniać swoje bezdzietne życie i czy rzeczywiście jest ono takie złe, jak je malują. Jak twierdzi, większość kobiet koło trzydziestki, ma pęd na dziecko, dlatego reszta, która nie chce ich posiadać, czuje się po części kobietami "niepełnosprawnymi". Najpierw szkoła, później praca, a na końcu dziecko - właśnie w taki sposób układa swoje życie coraz więcej Polek. I choć zegar biologiczny nieustannie im bije, one wciąż odkładają ciąże na bardziej "odpowiedni" okres w życiu. Są też i takie kobiety, które twierdzą, że do pełni szczęścia nie potrzebują dziecka. Dlaczego Polki nadal nie chcą mieć dzieci? Ostatnio amerykańska felietonistka, Katie Roiphe, stwierdziła, że decyzja o nieposiadaniu dzieci wciąż pozostaje tematem tabu. Dziennikarka chce z tym walczyć i zlikwidować je raz na zawsze. Uważa, że kobieta która nie urodziła dziecka też może być szczęśliwa. Swoich czytelników zachęca do wyznań, w których powiedzą jej, jak nauczyli się doceniać swoje bezdzietne życie i czy rzeczywiście jest ono takie złe, jak je malują. Jak twierdzi, większość kobiet koło trzydziestki, ma pęd na dziecko, dlatego reszta, która nie chce ich posiadać, czuje się po części kobietami "niepełnosprawnymi". Dzieci coraz później - Dzieci? Nie, na to przyjdzie czas dopiero po trzydziestce - komentuje 24-letnia Sandra. Nie jest ona wyjątkiem, bo, jak się okazuje, takie podejście w naszym kraju ma coraz więcej Polek. - Sprawa jest bardzo skomplikowana. Od kilku lat obserwujemy tendencję Polek do coraz późniejszego rodzenia dzieci. Dziś średnia wieku kobiet, które decydują się na poród, wynosi 30-31 lat. Jest to duży wzrost w porównaniu z latami ubiegłymi - mówi w rozmowie z naTemat dr Arkadiusz Karnacki, socjolog. Większość Polek relatywizuje to właśnie w taki sposób, dostrzegając w dziecku więcej wad niż zalet. Według statystyk, średnia wieku kobiet na Zachodzie, które decydują się na pierwsze dziecko, przesunęła się już z 25. na 35 rok życia. Te statystyki biją na alarm. Badania amerykańskich naukowców wykazały, że do momentu, w którym kobieta kończy 30 lat, traci aż 90 proc. najlepszych oocytów, czyli komórek, z których powstają komórki jajowe. Lekarze twierdzą, że zegar biologiczny kobiet tyka szybciej, niż myśleli. Zatem, dlaczego Polki coraz częściej nie chcą mieć dzieci? A jeśli już się na nie decydują, to dopiero po trzydziestce? Dziecko? Nie, przecież mam pracuję Istnieje wiele teorii na ten temat. Kobiety mówią zdecydowane NIE dla dzieci, bo praca, bo kariera zawodowa, bo skrócona młodość. - Większość Polek relatywizuje to właśnie w taki sposób, dostrzegając w dziecku więcej wad niż zalet - mówi dr Arkadiusz Karnacki. - Podstawowym czynnikiem jest myślenie kobiet o dziecku, jako elemencie życia, przez który nie będą mogły się rozwijać zawodowo - zauważa socjolog. Takie podejście nie należy do rzadkości. Ciągły pośpiech, chęć spełniania się w pracy i marzenia o awansie sprawiają, że kobiety w młodym wieku nie postrzegają dziecka jako niezbędnego składnika do osiągnięcia pełni szczęścia. - W Polsce ciągle funduje się Polkom różne teksty, które sugerują im, że musi ona wybrać pomiędzy karierą a dzieckiem - mówi Barbara Stawarz, psycholog. - Przecież nie zawsze tak jest. Dziecko nie musi oznaczać zakończenia kariery zawodowej. Nie musi też być powodem do zwolnienia nas z pracy. Podstawą w dzisiejszych czasach jest to, żeby państwo zapewniło matkom odpowiednią pomoc, której niestety wciąż w Polsce nie ma, przez co młode kobiety czują strach przed jutrem - komentuje psycholog. A chodzi o pieniądze Wyprawka, pieluchy, specjalna żywność dla niemowląt, ubranka, płatny żłobek, przedszkole lub opiekunka - to wszystko sprawia, że kobieta z niechęcią patrzy na urodzenie dziecka. Wydatki na te rzeczy nie należą do najmniejszych. - Kobiety podchodzą do tego rozsądnie. Nie chcą mieć dziecka, skoro posiadają umowy śmieciowe, kredyty i mają ciągłe wydatki - zauważa psycholog Barbara Stawarz. Dziecko skraca młodość Nie wszystkie kobiety podchodzą do tego tak racjonalnie. Są też i takie, które nie chcą mieć dzieci, ponieważ - jak uważają - mają swojego kotka, który im w pełni wystarcza, a dziecko - w przeciwieństwie do niego - skróci im młodość i beztroskie życie. - Myślę, że jest to margines. Polkom kotek w większości nie wystarcza. Potrzebują mężczyzn, którzy o nie zadają i wzbudzą w nich poczucie bezpieczeństwa - mówi Barbara Stawarz. Jak zwracają uwagę eksperci, winni często są właśnie partnerzy, którzy starają się na wszelkie możliwe sposoby wymigać od odpowiedzialności. Tłumaczą się, że na dziecko "jest jeszcze za wcześnie". To właśnie oni są często przyczyną lęku kobiet przed posiadaniem dzieci, stad też decydują się one na potomstwo znacznie później. "Boję się, że będę złą matką" Katie Roiphe w swoim felietonie wspomina rozmowę z kilkuletnią córeczką znajomych, która zapytała jej, dlaczego nie ma dzieci. Ona, nie zastanawiając się długo, odpowiedziała, że nie wiedziałaby co z nimi robić, a także, że boi się, że będzie złym rodzicem. Takie myślenie nie należy do rzadkości: - Na pewno są takie kobiety, które boją się, że nie podołają wyzwaniu bycia matką. Nie mają pomysłu na to, jak mogłyby je wychować - zauważa w rozmowie z naTemat Barbara Stawarz. Jak zauważa psycholog, jest to ogromny problem w dzisiejszych czasach, z którym większość młodych kobiet nie umie sobie poradzić. "Warto być matką czy nie warto?" - pytanie to, choć tendencyjne, wciąż zadaje sobie większość kobiet. Katie Roiphe uważa, że można być prawdziwą i szczęśliwą kobietą, nie rodząc dziecka. Czy aby na pewno?