Jump to content
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Search the Community

Showing results for tags 'ekonomia'.



More search options

  • Search By Tags

    Type tags separated by commas.
  • Search By Author

Content Type


Forums

  • Stulejman Wspaniały
    • Stulejman Wspaniały
    • Jak kupić książki, nagrania i złożyć dotację
    • Stulejman Wspaniały
    • Stulejman Wspaniały
  • Rozwój - przejmujemy władzę nad światem :>
    • Co zmienić na Forum - Dział Techniczny
    • Rozwój idei Forum
    • Radio Samiec!
    • Czasopismo
    • Dotacje
  • Klub Weterana
    • Zasłużona Starszyzna
  • Relacje
    • [ŚWIEŻAKOWNIA] - 'Moja historia'.
    • Na linii frontu; podrywanie
    • Seks
    • Manipulacje kobiet i obrona przed nimi
    • Moje doświadczenia ze związku, małżeństwa
    • Sprawy rodzinne i dzieciaki
    • Rozstania, zdrady, prawo rozwodowe.
    • Mądry Mężczyzna po szkodzie.
    • Ściana hańby
  • Zaburzenia emocjonalne, psychiczne Pań i Panów
    • Borderline
    • Narcyzm
    • Depresja
    • Pozostałe zaburzenia
  • Męskie i niegrzeczne sprawy
    • Samodoskonalenie i samowychowanie
    • Bad Boy
    • Hajs i inne dobra materialne
    • Wtopy i upokorzenia
  • Youtube - ciekawostki, dramy, informacje, nowinki
  • Sport i zdrowie
  • Polska i świat
  • Stulejman Wspaniały
  • Motoryzacja i Technologie
  • Hobby
  • Duchowość
  • Rozmowy przy wódce
  • Rezerwat dla Kobiet
  • Domowa grzęda
  • Samczy Mobil Klub's HydePark- zbiór tematów niepasujących do pozostałych kategorii
  • Samczy Mobil Klub's Rowery
  • Samczy Mobil Klub's Powitalnia
  • Samczy Mobil Klub's Zabezpieczenia przed miłośnikami cudzej własności.
  • Samczy Mobil Klub's Samochody
  • Samczy Mobil Klub's Latadła:szybowce, śmigłowce, rakiety, balony :)
  • Samczy Mobil Klub's Motocykle
  • MacGyver a's GADGETY MĘSKIE : ......?
  • Młodzi samcy w równowadze's Tematy
  • Młodzi samcy w równowadze's Tematy
  • IT's Przywitaj się i napisz czym się zajmujesz.
  • IT's Linux
  • IT's Przywitaj się i napisz czym się zajmujesz.
  • Klub poligloty's Jaki język
  • NAUKA - SCIENCE's Wprowadzenie do Metodologii Naukowej
  • Klub Pasjonatów Futbolu's Reprezentacja Polski
  • Klub Pasjonatów Futbolu's Ekstraklasa
  • Klub Pasjonatów Futbolu's Piłka klubowa
  • Klub Pasjonatów Futbolu's Piłka międzynarodowa
  • Klub Pasjonatów Futbolu's Ogólne
  • Klub NoFap walczących z uzależnieniem od pornografii bądź kompulsywnej masturbacji's 50 powodów aby porzucić pornografię
  • Klub Wschodnioazjatycki's Ogólne
  • Klub Wschodnioazjatycki's Korea
  • Klub Wschodnioazjatycki's Chiny
  • Klub Wschodnioazjatycki's Japonia
  • Klub Wschodnioazjatycki's Mongolia

Blogs

There are no results to display.

There are no results to display.


Find results in...

Find results that contain...


Date Created

  • Start

    End


Last Updated

  • Start

    End


Filter by number of...

Joined

  • Start

    End


Group


AIM


MSN


Website URL


ICQ


Yahoo


Jabber


Skype


Miejscowość


Interests

Found 23 results

  1. Libertyn

    Koszt alternatywny

    Koszt alternatywny jest jednym z podstawowych pojęć dotyczących współczesnej ekonomii. Jednocześnie jak "Freakonomics" pokazało, zasady ekonomiczne da się przenieść na dowolną sferę życia, tak długo jak nie dotyczy to praw czysto fizycznych w rodzaju prawa ciążenia czy też praw termodynamiki. Jak to wygląda w przypadku relacji międzyludzkich w tym damsko- męskich? Każdy z nas dysponuje określonymi zasobami, każdy z nas ma określone możliwości. Problem w tym że zasoby są ograniczone zaś możliwości nieraz wykluczają się. Możemy przykładowo mieć pieniądze zarobione wskutek pracy, ale nie możemy mieć czasu spędzonego w pracy i odwrotnie. Wyobraźmy sobie ze mamy 19 lat i jesteśmy z normalnej rodziny. Możemy iść albo do pracy albo na studia. Jeśli pójdziemy do pracy, możemy iść na studia zaoczne, lub siedzieć w domu lub chodzić na spotkania ze znajomymi itd. Nie możemy tego robić jednocześnie. Na studiach możemy albo przyłożyć się do nauki, albo pójść do pracy albo imprezować czy rozwijać się poza uczelnią, zależnie od wyboru albo będziemy mieć więcej kasy, albo więcej znajomości albo lepsze wyniki i potencjalnie stypendium i lepsze widoki na staż w przyszłości. Wyobraźmy sobie Y. Dziewczynę w naszym wieku. Ona ma dokładnie te same możliwości i też musi wybierać. Oboje jednocześnie mamy wyprane mózg że możemy i zasługujemy na wszystko co tylko chcemy. Wyobraźmy sobie że poszliśmy na studia i ostro zakuwamy/pracujemy. Y jest imprezowiczką. Nie spotykamy się. Wyobraźmy sobie ze wolimy imprezować, Y zakuwa/pracuje. Nie spotykamy się. Wyobraźmy sobie znów że Y jest imprezowiczką o boskim ciele. My kujonem który raz na rok poszedł do klubu. Podryw nam się udaje. Zaczynamy chodzić. Mimo tego że jesteśmy dla siebie atrakcyjni okazuje się że np. ona wyciąga nas na imprezy a my odmawiamy bo sesja blisko. Dość szybko relacja się kończy. Rozbieżne cele w życiu. Wyobraźmy sobie że ona raz na rok pojawia się w klubie razem z nami. Czy coś z tego będzie? Niekoniecznie. Może się okazać że cele mamy zbieżne ale np ona nie widzi świata poza biologią a my obracamy się dookoła fizyki. Koniec związku. Wyobraźmy sobie ze oboje obracamy się wokół fizyki. Ale ona nie jest super pięknością. Czy coś z tego będzie? To zależy od nas. Od naszego wyboru. Od poniesienia kosztu alternatywnego. Bo możemy czekać dalej. Zarywać do seksownych dziewczyn w nadziei że któraś będzie miała nasze pasje i poglądy do życia. Możemy się związać i zrezygnować z marzenia o seksbombie, chyba ze ją sami stworzymy. Kobiety mają tak samo. Niestety coraz więcej osób czeka. Na szanse wyboru niewykluczającego. Zanim więc zaczniecie się umawiać. Zastanówcie się dobrze. Czego chcecie. Co możecie dać. Bo nie możecie dać wszystkiego, i nie możecie chcieć wszystkiego. Reszta jest w gestii waszego i ich wyboru kosztu jaki poniesiecie.
  2. Ekonomia kosztów transakcyjnych to kawał dobrej ekonomii, poznanie tego zagadnienia to dla mnie osobiście był kamień milowy w nauce ekonomii, coś równie mocnego jak poznanie niegdyś Szkoły austriackiej i jej metodologii. Bardzo poszerzyło mi to spojrzenie na działanie gospodarki. Twórcą ekonomii kosztów transakcyjnych był niejaki Ronald Coase, Zaczęło się od jego najbardziej znanego artykuły pt. "Natura Firmy". W nim Coase starał się wytłumaczyć dlaczego w ogóle powstaje na rynku coś takiego jak firma. Jak dość powszechnie wiadomo centralne planowanie, które miało miejsce w socjalizmie nie zdawało rezultatu, dlatego, że brakowało w nim charakterystycznego dla kapitalizmu mechanizmu cenowego, bez którego nie da się prowadzić właściwej kalkulacji ekonomicznej. Ze wszystkich ekonomistów, problem ten chyba najlepiej opisywał Ludwig von Mises: https://pl.wikipedia.org/wiki/Problem_kalkulacji_ekonomicznej Pozostaje jednak jedno pytanie. Dlaczego zatem rynek nie wygląda jak jeden wielki bazar, gdzie ludzie dokonują tylko wzajemnych wymian? Dlaczego powstaje coś takiego jak firmy, czyli przedsiębiorcy powołują do życia organizacje, w których obowiązuje zarządzanie administracyjne? Czyli jakby wewnątrz firma prowadzi centralne planowania, korzystając jednocześnie z mechanizmów rynkowych "na zewnątrz". Mówiąc metaforycznie rynek to nie gładkie masło, tylko ma na powierzchni grudki, którymi właśnie są firmy. Dzieje się tak dlatego, że korzystanie z rynku nie jest bezkosztowe, koszty które trzeba ponieść z tego tytułu to tzw. koszty transakcyjne. Są nimi np. koszty związane z pozyskiwaniem informacji, czy negocjowaniem umów pomiędzy uczestnikami rynku. Ronald Coase wyróżnił dwa rodzaje kosztów -koszty organizacyjne - związane z organizacją przedsiębiorstwa, utrzymania jego administracji i hierarchii -koszty transakcyjne - czyli wspomniane wyżej koszty korzystania z rynku A więc firmy powstają dlatego, że do pewnego stopnia opłaca się ponieść koszty organizacyjne, które okazują się być niższe niż dokonywanie ciągłych transakcji na rynku. Czyli np. opłaca się zorganizować przedsiębiorstwo, całą jego administrację żeby uprościć procedury zawierania umów z dostawcami, pracownikami, wspólnikami itd. niż gdyby trzeba była zawierać za każdym umową z każdym uczestnikiem rynku z osobna. Jednocześnie przychodzi moment kiedy zamiast ponosić kolejnych kosztów organizacyjnych opłaca się korzystać z mechanizmów rynkowych (koszty transakcyjne stają się niższe niż organizacyjne). Gospodarka socjalistyczna nie mogła się powieść, ponieważ cała gospodarka była oparta na centralnym planowaniu. A więc oznaczało to, że poniesione koszty organizacyjne były zbyt wysokie oraz nie można było skorzystać z mechanizmów rynkowych "na zewnątrz" organizacji. Tymczasem przedsiębiorca sam jest w stanie skalkulować, do którego stopnia może ponosić koszty organizacyjne, a kiedy zacząć korzystać z mechanizmów rynkowych. Zrozumienie tych zależności pokazuje nam wiele ciekawych aspektów dotyczących gospodarki: -Dlaczego powstają firmy - Opisałem powyżej -Dlaczego socjalizm nie zadziałał - Jak wyżej -Dlaczego jedna firma nie była nigdy w stanie przejąć całego rynku - Firma będzie rozrastać się do czasu aż koszty organizacji dodatkowej transakcji wewnątrz firmy zrównają się z kosztami dokonania tej samej transakcji za pomocą wymiany na wolnym rynku lub z kosztami organizacji w innej firmie -Pokazuje to nam pewne ograniczenia wolnego rynku, jak asymetria informacji, czy różna siła negocjacyjna pomiędzy jego uczestnikami -Pozwala to nam wyłapać różne ciekawe smaczki - Np. to że lepsze drogi w kraju sprzyjają wyższym płacom, bo pracownicy mogą być bardziej mobilni, mieć większą siłę negocjacyjną, mówiąc inaczej będą ponosić niższe koszty transakcyjne. To samo można powiedzieć o większym dostępie do informacji, np. poprzez rozwój internetu. Dla zainteresowanych polecam również bardzo dobrą książkę Ronalda Coase'a dostępną w języku polskim "Firma rynek i prawo". A także taki krótki wykład na temat ekonomii kosztów transakcyjnych:
  3. Obrzydliwy patriarchat znów pokazał swą demoniczną twarz! Okazuje się, że kobietom zabiera się mniej pieniędzy w "składkach" a daje więcej w emeryturach. Jak źle muszą się czuć nasze piękne panie gdy są traktowane ulgowo, niczym ktoś gorszy, słabszy albo głupszy?! Kobieta idzie na emeryturę 5 lat wcześniej a żyje znacznie dłużej - marnuje się. Wyobraźcie sobie jakich cierpień w związku z bezczynnością musi doznawać taka nowoczesna i postępowa "bisnesłumen" gdy słyszy "koniec tego dobrego. Jesteś już za stara by pracować. Tylko zły mężczyzna może, ty musisz od dzisiaj siedzieć w domu inaczej cię zabijemy"! Kobiety! Powstańcie! Żyjecie dłużej - więc żaden (tfu!) mężczyzna nie będzie Wam na starość przedwcześnie przerywał waszej wieloletniej kariery - zwłaszcza, że żyjecie dłużej więc możecie więcej osiągnąć! Bracia, bądźmy solidarni z kobietami, jak prawdziwi feminiści! Zawalczmy o emerytury dla kobiet najwcześniej od 73 lat! By mogły one dłużej sycić się tą niesamowitą przyjemnością jaką jest praca. A teraz na poważnie i fakty wg money.pl (należą do WP więc tam złego słowa na kobiety się nie mówi): Nasze panie narzekają na niskie emerytury, bo średnio dostają 1540zł (mężczyźni średnio 2800zł). Nie narzekają jednak na to, że żyją średnio 8 lat dłużej od mężczyzn (średnio 82 lata). Nie narzekają, że emerytowany mężczyzna pożyje średnio 9 lat a kobieta 22 lata. Statystyczny mężczyzna zarabia ~17% więcej niż kobieta. Ale kobiety odprowadzają składkę emerytalną 765 zł, mężczyźni 899. Przez lata pracy kobieta przelewa średnio 303 tys. zł. do ubezpieczyciela społecznego. Mężczyzna 399 tys. zł. Jest to 96 tys. zł. różnicy... Wg obliczeń z artykułu mężczyźni dostaną w ciągu życia średnio 345 tys. zł. emerytur a nasze nowoczesne panie aż 450 tys. zł. Czyli mężczyzna dostanie 44 tys. zł. mniej niż wpłacił... a kobieta 51 tys. zł. więcej. Obrzydliwy patriarchat. Naprawdę obrzydliwy. źródło: https://www.money.pl/emerytury/wiadomosci/artykul/system-emerytalny-emerytury-kobiet-emerytury,160,0,2400160.html?fbclid=IwAR2EL7Qo0SlgWwNTVJ3DFGXBO4VSYgd3POMJRRGYpvaO1Fsm85t46eT_yiY
  4. Tak sobie Panowie myślę od dłuższego czasu, że nie opłaca się pracować. Owe myślenie zaczęło mi ciążyć już jakieś 3 - 4 lata temu (jak jeszcze nie było tak źle jak teraz) i jest podparte doświadczeniem osobistym. Wielu z was wie, a dla tych którzy nie wiedzą, napiszę, że mam wykształcenie czysto techniczne, górna półka zawodowa, bardzo mało jest takich gostków jak ja. Zajechało skromnością, no coż , taki dar wrodzony. Zawód oraz wykształcenie zostawmy bohaterowi tego postu oraz Mossadowi, CIA, KGB, i whooy wie komu - to nieistotne jest. Otóż jeżdże sobie po krajach, (to tu, to tam), większość to srUNIA i zauważyłem jedną ciekawą zależność. Podam na przykładzie tego roku, a ten rok był całkiem niezły w money "brutto". Jak sobie podliczyłem wszystkie wydatki związane z wyjazdami, podatki, koszty utrzymania to wyszło mi, że zarobiłem 40 - może 50% całej kwoty. Mimo wszystko jak na Polskę to i tak duże pieniądzę. Dodam, że jestem już coraz starszy i zaczynam być zmęczony tym burdelem, pracuję po 60 godz. w tygodniu i moje zdrowie zaczyna podupadać. Jestem obecnie na kontrakcie za granicą, firma dobra, za nic nie płacę, przeloty po ich stronie itd. jednak coś we mnie pękło. Firmy dzwonią jak pierdolnięte, abym u nich zaczął pracować - znowu skromność, tak naprawdę to brak fachowców. Przechodzę do meritum. Niby wszystko okey, Ja sprzedaje im swoją wiedzę i umiejętności, oni płacą mi niezłą kasę za nie - pięknie. TO QRWA MAĆ DO CZEGO TY @SledgeHammer SIĘ PRZYCZEPIASZ ? A no właśnie, do tego co napisałem na górze, do kwoty netto na łapę. Jakoś 12 albo 13 tego miesiąca dostałem wypłatę, za niecały zeszły miesiąc. Whooy 50-tek, trochę 100% overtime, bo pracuję po 60 ałer na week (a i więcej) to qrwa, jak ma nie być. Jaki z tego wynik: 45% wypłaty zajebane, jebane podatki i hooy wie co, szkoda że nie wzięli 60%. Jak zacząłem rozmawiać o tym z Menagerererem, to odpowiedział mi lakonicznie : Duzio mamona, duzio podatki Wiedzę oraz doświadczenie zbierałem latami. Jestem w tym całkiem dobry, nie chleję, jestem dyspozycyjny i mam dobrą opinię. A co najciekawsze - ciężki zawód, którego nikt już nie chcę sie uczyć (automatyka przemysłowa - ogólnie). I qwra jego mać nie mam zamiaru zapierda........ć na jakiś ciapatych nierobów, czarnych nierobów i białych też, czyli w ogólnym pojęciu na "System Opieki Cwaniaków i Bałwanów" + oczywiście Banksterka. Brachy co robić, co począć mam, bo mi się w tym Socjalistycznym Cyrku za Błazna robić nie przystoi. Brachy liczydełka i inni radcie, bom nie z depresji te bazgroły wypisywał. Szczególnie liczę na liczydełka, typu @Mosze Red. @EnemyOfTheState, @kootas i inni. Z wyrazami szacunku SH.
  5. Znalazłem ciekawy zbiór statystyk. Zadziwił mnie nieco i wciągnął, więc i wam publikuję. "Według Eurostatu w styczniu 1999 r. siła nabywcza płacy minimalnej brutto w USA była wyższa o 163% niż w Polsce, a w styczniu 2018 już tylko o 13%. Mimo że Polskę i USA dzieli gospodarcza przepaść kilkudziesięciu lat rozwoju, płaca minimalna w obu krajach jest porównywalna. Tym samym w USA płaca minimalna jest rzeczywiście płacą minimalną tj. niskim wynagrodzeniem w stosunku do tamtejszej średniej dla wąskiej grupy najgorzej wykwalifikowanych pracowników. Z kolei w relatywnie ubogiej Polsce płaca minimalna odleciała do statusu najczęstszego wynagrodzenia tworząc klimat dla absurdalnych roszczeń płacowych nie mających uzasadnienia w produktywności gospodarki. " Na wykresach poniżej porównano wynagrodzenia godzinowe "robotników w wielkim i średnim przemyśle" w Polsce i "pracowników produkcyjnych" w USA w latach 1924-1938. Wykres na górze porównuje dane historyczne, a wykres na dole dane historyczne powiększone o wskaźnik skumulowanej inflacji CPI w USA. Z danych Bureau of Labor Statistics wynika, że koszty życia w USA w 2017 r. były dokładnie 16 razy wyższe niż średnie koszty w latach 1924-1938 tym samym można przyjąć, że 1 USD z lat 1924-1938 odpowiada wartości 16 USD z 2017. Dane nie uwzględniają różnic w poziomie cen między Polską i USA, dlatego na dolnym wykresie tylko wzrost płac w dolarach z 2017 r. w USA można jednocześnie interpretować jako wzrost siły nabywczej i porównywać płace z lat 20. i 30. pod względem siły nabywczej ze współczesnymi płacami w USA. W Polsce wzrost siły nabywczej godzinowych wynagrodzeń w przemyśle był znacznie większy niż wynikałoby z poniższych danych w dolarach z 2017 r. W "Małym Roczniku Statystycznym 1939" na s.274 podano, że realne wynagrodzenie godzinowe w przemyśle w 1938 r. było prawie o 140% wyższe niż w 1924 r. choć nominalnie było tylko o 36% wyższe, a w USD z 2017 r. - o 58%. Przyjmując, że wynagrodzenie wykwalifikowanego pracownika w produkcji w USA w 1938 r. wyniosło ok. 11 USD z 2017 r. (ówcześnie 0,64 USD) wychodzi, że to o 50-60% więcej niż wynosi średnia płaca w Polsce obecnie. Trzeba jednak brać pod uwagę, że USA są dziś krajem 2 razy droższym od Polski dlatego wyrażając płace z lat 30. w dolarach z 2017 r. trzeba przyjąć, że w 1938 r. USA też były krajem 2 razy droższym od współczesnej Polski i 11 USD w USA w 1938 r. odpowiadałoby we współczesnej Polsce realnie kwocie ok. 5-6 USD. Jakiej kwocie odpowiadałoby wynagrodzenie godzinowe w polskim przemyśle w 1938 r. wynoszące 15 ówczesnych centów czyli 2,56 USD z 2017 r.? Nie wiem, ale sądzę, że trochę mniejszej (10%?) od 2,56 USD obecnie. Porównanie siły nabywczej średniej płacy netto z poprawionymi danymi dla Polski na podstawie współczynnika konwersji PPP według OECD za 2017 r. (1,782). Średnia płaca w gospodarce narodowej w I kwartale 2018 r. wyniosła 3287 zł netto (4622 zł brutto). Dzieląc 3287 przez współczynnik konwersji PPP tj. 1,782 otrzymamy wynik 1845 USD według parytetu siły nabywczej. Średnia płaca w sektorze przedsiębiorstw powyżej 9 osób w marcu 2018 r. wyniosła 3471 zł netto (4887 brutto) tj. 1948 USD według parytetu siły nabywczej. Źródło: https://www.wykop.pl/ludzie/Raf_Alinski/
  6. Nie wszystko co prezydent Trump robi bym poparł, m. in. nie podoba mi się jego protekcjonizm handlowy, ale takie reformy jak obniżka podatku CIT itp. zaczynają przynosić dobre rezultaty. Polecam artykulik na temat: https://steemit.com/polish/@flmh49/ameryka-trump-a-czyli-obecny-stan-gospodarki-usa A miało być tak strasznie, wojna, kryzys, kiła i mogiła. Lewo-skrętny mainstream nie miał racji?, oj no nie może być.
  7. No Panowie, sprawdzie ten news: https://businessinsider.com.pl/finanse/makroekonomia/referendum-w-szwajcarii-dot-bankowosci-moze-niezle-namieszac/q74bper Nie wiem co zrobią banksterzy, żeby to zatrzymać, ale w Szwajcarii jeśli to przejdzie to będzie wiążące, nie tak jak u nas. W skrócie: inicjatywa zakłada, że bank nie będzie mógł pożyczać więcej niż ma w depozytach - czyli koniec z kreacją "wirtualnego" pieniądza za pomocą pierdyliarda pośrednich "inwestycji", papierów dłużnych i innych instrumentów bankowych. Ma się skończyć "ratowanie banków" za pomocą pieniędzy podatników (znamy ten temat prawda?). To bezpośrednio wali w obecny system ekonomiczny, którego kwintesencją jest non stop dodruk i wyciąganie ralnej wartości/dóbr od ludzi przez zadłużanie. Szwajcarzy to mądry naród zdaje się. Jak przejdzie to czy pójdzie za tym fala podobnych inicjatyw w innych krajach? Przejdzie to wogóle, jak sądzicie? Co Wy na to?
  8. Zapraszam do dyskusji. Zacytuję tutaj estońskiego polityka i publicystę, Marta Laar'a, który napisał całkiem obiektywny tekst o przemianach gospodarczych w jego kraju. Tekst długi, ale naprawdę warty lektury i analizy. http://mises.pl/blog/2014/10/29/laar-estonski-cud-gospodarczy/
  9. https://wpolityce.pl/swiat/378460-soros-zapowiada-w-davos-koniec-prezydenta-usa-to-tymczasowe-zjawisko-trump-zniknie-ze-sceny-w-2020-roku-albo-nawet-i-wczesniej Soros odważnie mówi, że Trump przestanie być prezydentem w 2020 lub wcześniej. Co o tym sądzicie? Amerykański miliarder i filantrop węgierskiego pochodzenia George Soros zapowiedział podczas swojego wystąpienia wczoraj na światowym forum ekonomicznym w Davos „koniec Donalda Trumpa” - informuje agencja „Bloomberg”. Według Sorosa administracja prezydenta USA „zagraża światu”. Ale na szczęście – jak podkreślił miliarder– Trump to „przejściowe zjawisko”. Rosnąca opozycja wobec jego rządów doprowadzi do jego upadku. Trump zniknie ze sceny w 2020 roku albo nawet i wcześniej. Demokraci wygrają wybory do Senatu w 2018 roku —podkreślił prezes Soros Magament Fund i dodał, że „z powodu zagrożenia wywodzącego się od Trumpa” jego Open Society Foundation wydaje prawie połowę budżetu obecnie „bliżej domu”, czyli w USA, zamiast inwestować w kraje trzeciego świata. Staramy się chronić amerykańska demokrację. Instytucje (w USA-red.) są jednak na tyle silne, że Trump nie odniesie sukcesu. Bez wątpienia jednak wojna nuklearna i zmiany klimatyczne to obecnie największe zagrożenia dla cywilizacji. —zaznaczył Soros. Wojna nuklearna dlatego, że Trump nie chce uznać Korei Północnej za potęgę jądrową i odmawia współpracy z Chinami w załagodzeniu konfliktu z Phenianem. Amerykański miliarder odniósł się także do kryzysu w Unii Europejskiej i ostrzegł przed zagrożeniem wywodzącym się ze „wzrostu nacjonalizmów”. Musimy wymyślić UE na nowo, by odzyskać zaufanie i entuzjazm obywateli. Unia nie powinna także tworzyć twardego rdzenia wokół strefy Euro —przekonywał oraz wyraził nadzieję, że Wielka Brytania pozostanie członkiem europejskiej wspólnoty, a jeśli jednak z niej wyjdzie, to niedługo z powrotem do niej wróci. Jak zauważa „Bloomberg” Soros już w zeszłym roku w Davos wygłosił szereg prognoz, z których jednak „żadna się nie ziściła”. Mówił m.in. o upadku Trumpa w 2017 r., tymczasem prezydent USA trzyma się mocno. Przekonywał również, że wzrostu gospodarczego w Chinach nie da się podtrzymać, tymczasem wzrost gospodarki państwa środka ostatnio jeszcze przyspieszył.
  10. Witajcie, rano logując się na swoje konto wyskoczyło mi takie o to cudowne słodkie okienko Pierwsza myśl. Ktoś chce pod pretekstem oświadczenia wyciągnąć ode mnie dane. Poszukałem poczytałem i okazało się, że to jednak prawda. Na podstawie podpisanej ustawy o ciągnięciu lachy amerykanom, klienci banków w polsce mają wypełnić oświadczenie dla Usraela, podając przy tym swoje dane oraz swój NIP. Alior postanowił zrobić to elektronicznie, inne banki podobno mają przysyłać listownie gotowe formularze do wypełnienia. Czekam jeszcze za listem z mBanku. Czyli w efekcie jeśli posiadasz więcej rachunków czeka Cię niezła papierologia. I kilka wizyt na poczcie. W przypadku sprzeciwu bank ma wszelkie podstawy do blokady konta. Najlepsze jest w tym to, że oni jawnie straszą blokadą rachunku, w oficjalnym piśmie. Będzie ciekawie. W umowie nie ma słowa o tworze FACTA. Mogą posypać się pozwy? Ilu będzie ludzi, którzy to oleją to jak każdy przychodzący z banku i zachęcający do wzięcia kolejnej pożyczki. Zostawie dwa linki wyjaśniające sprawe dokładniej: http://samcik.blox.pl/2016/04/Logujesz-sie-do-bankowosci-elektronicznej-a-tu.html http://pulsinwestora.pb.pl/4366438,32419,banki-moga-zablokowac-oszczednosci
  11. Coś z serii łopatologii stosowanej w nauce ekonomii. Ponadczasowy esej Leonarda Reada, tłumaczący procesy rynkowe z perspektywy zwykłego ołówka: http://coin.wne.uw.edu.pl/lhardt/ReadJa.pdf Dla tych, którym nie chce się czytać, przedstawienie eseju w formie animacji:
  12. Nie samą Austriacką Szkołą Ekonomii człowiek żyje, dziś będzie trochę o czymś innym. A mianowicie o ekonomii behawioralnej: https://pl.wikipedia.org/wiki/Ekonomia_behawioralna Jest to dziedzina z pogranicza ekonomii, psychologii oraz socjologii. W rzeczywistości, kluczową rolę odgrywa w niej psychologia. Z tego względu w odróżnieniu od ASE (opartej na prakseologii i dedukcji) w metodologii stosuje się także badania empiryczne (głównie oparte na obserwacjach, sondażach czy ankietach). Głównym przedmiotem badań ekonomii behawioralnej jest badanie zachowań ludzi na rynku, które nie zawsze są w pełni racjonalne. Czyli dlaczego ludzie niekiedy podejmują działania dla nich niekorzystne, a wręcz stratne. Ekonomia behawioralna ma duże zastosowanie zarówno w biznesie, inwestowaniu, jak i w zwykłym codziennym życiu. Największym chyba osiągnięciem badań z dziedziny ekonomii behawioralnej jest teoria perspektywy: https://pl.wikipedia.org/wiki/Teoria_perspektywy Jest to teoria psychologiczna opisująca zachowania ludzi wobec ryzyka. Jest twórcami byli amerykański ekonomista i psycholog Daniel Kahneman oraz amerykańsko-izraelski psycholog Amos Tversky. Za teorię perspektywy Kahneman otrzymał nagrodę Nobla w dziedzinie ekonomii w 2002 r. (Tversky już nie żył). Wspólnie z Kahnemanem nagrodę Nobla dostał również Vernon Smith, również mający duży wkład w rozwój ekonomii behawioralnej i ekonomii eksperymentalnej. Teoria perspektywy obala teorię oczekiwanej użyteczności, dominującej do niedawna w głównym nurcie ekonomii, zakładająca racjonalność człowieka wobec decyzji. Np. Jeśli wolisz jabłko od banana, to będziesz też woleć 10-procentową szansę wygrania jabłka od 10-procentowej szansy wygrania banana. Problem w tym, że człowiek nie jest w pełni racjonalną istotą, wpływ na jego decyzje mają także subiektywne odczucia, emocje, awersja do ryzyka, czy błędy poznawcze i logiczne. Więc taki aksjomat racjonalności nie jest całkiem poprawny. Podważenie tej teorii to nie lada wyczyn, w końcu jej autorami byli tacy geniusze jak ekonomista Oskar Morgenstern oraz matematyk John von Neumann. Najważniejsze założenia teorii perspektywy: 1. Efekt pewności - polegający na tym, że preferowane są te prognozy, które dają pewny zysk, nawet jeśli alternatywna prognoza daje wyższy zysk oczekiwany (ale niepewny). 2. Efekt odbicia - polegający na tym, że inaczej traktowana jest prognoza strat niż prognoza zysków. W przypadku, gdy dostępne są jedynie prognozy przynoszące straty, uczestnicy badania poszukiwali ryzyka i wykazywali odwrotność efektu pewności. 3. Efekt izolacji - polega na tym, że ludzie upraszczają skomplikowane problemy skupiając się zwykle na tym, co różni dane alternatywy, a nie na tym co je łączy. Konsekwencją tego efektu jest fakt, że sposób sformułowania problemu wpływa na wybierane sposoby jego rozwiązania. W efekcie może powstać niespójność preferencji. Pozostałe zagadnienie ekonomii behawioralnej i teorii perspektywy: Efekt posiadania - ludzie zazwyczaj cenią wyżej rzeczy, które już posiadają. Np. człowiek kupuje bilet na wyprzedany koncert zespołu muzycznego za 200 dolarów. Ponieważ bardzo lubi ten zespół mógłby zapłacić za niego nawet 500 $. Ale gdyby ktoś chciał odkupić od niego bilet, prawdopodobnie zażądałby jeszcze więcej np. 3000 $. Minimalna cena sprzedaży jest więc wyższa niż maksymalna cena zakupu. Efekt posiadania nie odnosi się do dóbr, które traktujemy jako środek wymiany, rzadziej występuje on również u ludzi biednych. Ponieważ żyją oni poniżej swojego punktu odniesienia są zawsze stratni. Kiedy otrzymują niewielką kwotę, traktują ją jako zmniejszenie straty, a nie zysk. Efekt utopionych kosztów - zjawisko polegające na tym, że ludzie maja skłonność do trzymania się wcześniej podjętych decyzji nawet w sytuacji, gdy okazały się one niekorzystne, jeśli tylko były związane z poniesieniem dużych kosztów lub ze znacznym wysiłkiem. Np. decydujemy się jechać do kina, w czasie śnieżycy, dlatego że wcześniej kupiliśmy bilet. To zjawisko również tłumaczy Panowie, dlaczego często zwlekamy z zakończeniem złego związku z kobietą, bo przecież tyle już w nią zainwestowaliśmy Niechęć do straty - tendencja do preferowania unikania strat nad zdobywanie zysków. Przykładowo gdy klient sieci telekomunikacyjnej zapłaci w jakimś miesiącu wyjątkowo wysoki rachunek, operator może przedstawić mu ofertę pakietową pozwalającą uniknąć takiego rachunku w przyszłości. W rzeczywistości nowa oferta może być dla klienta niekorzystna (jeśli wysoki rachunek był spowodowany czynnikami losowymi), ale dla uniknięcia potencjalnych przyszłych strat klient będzie nią zainteresowany. Niechęć do straty jednak nie zawsze jest całkowicie nieracjonalnym zachowaniem. Przykładowo gdy cały nasz majątek wynosi 1000 zł, zysk 1000 zł oznacza dla nas podwojenie tego majątku. Strata 1000 zł oznacza natomiast utratę wszystkiego, co mamy, w szczególności pozbawiając nas środków do życia. Dlatego uniknięcie tej straty może być znacznie ważniejsze niż potencjalne podwojenie naszego majątku. Paradoks hazardzisty - błąd poznawczy i błąd logiczny polegający na traktowaniu niezależnych od siebie zdarzeń losowych jako zdarzeń zależnych. Lepkość cen - jest zjawiskiem polegającym na opóźnionym dostosowywaniu się cen do sił podaży i popytu Ekonomia behawioralna tłumaczy również np. popularność gry w Lotto, kiedy wygrana jest bardzo wysoka, ludzie są skłonni podjąć grę, pomimo że szansa na wygraną jest bardzo mała. Więcej tego typu zjawisk do poczytania poniżej: http://asgaria.pl/ekonomiaspoleczna.html#Ekonomia_behawioralna Pokrewnymi dziedzinami do ekonomii behawioralnej są: -teoria decyzji https://pl.wikipedia.org/wiki/Teoria_decyzji -ekonomia eksperymentalna: https://pl.wikipedia.org/wiki/Ekonomia_eksperymentalna -ekonomia ewolucyjna: https://pl.wikipedia.org/wiki/Ekonomia_ewolucyjna -neuroekonomia: https://pl.wikipedia.org/wiki/Neuroekonomia
  13. Lekcja ekonomii w 3 minuty, na której nauczysz się więcej niż przez kilka lat studiów
  14. http://mises.pl/blog/2016/03/15/salerno-jak-spadek-pkb-generuje-wzrost-gospodarczy/
  15. Socjalizm nie działa i nie będzie działać ponieważ: 1. Rząd socjalistyczny potrzebuje informacji do sprawnego zarządzania, ale problem w tym, że nie da się efektywnie zarządzać milionami różnie myślących ludzi. Trzeba brać pod uwagę zachowania rynkowe innych krajów, w końcu mamy epokę społeczeństwa globalnego.2. Ekonomiści neoklasyczni myślą w sposób matematyczny i próbują zrozumieć i opisać działanie kreatywne/twórcze wykresami, wzorami i później na podstawie tych wzorów kontrolować rynek tak jak kontroluje się komputer - dodając i ujmując wartości, które już wcześniej "zdefiniowano".3. Nie da się przewidzieć jutra, na tym polega przedsiębiorczość - na kreatywności i znajdowaniu nowych rozwiązań i wypełnianiu nisz/luk na rynku. Jeśli chce się kontrolować rynek, to trzeba być jasnowidzem.4. Utrudniając przedsiębiorcom myślenie kreatywne, rząd pozbawia się informacji i pracy, których potrzebuje, Jesus Huerta De Soto nazywa to "paradoksem socjalizmu". Czy Ty Drogi forumowiczu, jesteś w stanie uzmysłowić sobie, że dopóki na świecie dominował kapitalizm, praktycznie od samego początku istnienia człowieka aż do pojawienia się socjalizmu, nie istniał żaden problem demograficzny? Ludzie rozmnażali się tak jak im zdrowy rozsądek podpowiadał i stale przyrastaliśmy liczbowo. Dotyczyło to szczególnie Europy i Ameryki Północnej. Dopiero pojawienie się socjalizmu i dobijanie obywateli oraz przedsiębiorców gigantycznymi podatkami spowodowało, że ludzie przestali się rozmnażać. Pojawienie się świata socjalizmu z jego nieracjonalnymi zasadami bytowania powoduje, że ludzie nie chcą się także rozmnażać, aby żyć w tak idiotycznym systemie, a już na pewno nie chcą aby ich dzieci musiały żyć w takich warunkach.
  16. Ponieważ ostatnio na forum trochę się narobiło gorących dyskusji o ekonomii, o tym kto ma rację a kto jest bardziej zmanipulowany i przez kogo, postanowiłem założyć jeden konkretny temat o tym jakie są i skąd się biorą mity ekonomiczne. Kto chętny zapraszam do dyskusji, kogo temat nie interesuje, nie musi się udzielać, wolna wola. Ok, do rzeczy. Źródłem mitów bez wątpienia są grupy interesów, na czele z politykami, bankierami i grupą najbogatszych biznesmenów (silna grupa lobbująca). Główną rzeczą, do której próbuje się przekonać społeczeństwo jest to, że rosnące wydatki rządowe są dobre. Ponieważ państwo nie posiada żadnych własnych dochodów i utrzymuje się z podatków, aby pokryć swoje rosnące wydatki, podatki ciągle muszą iść w górę. Przekonuje się więc że podatki są dobre, idą na "darmową" służbę zdrowia i edukację, świadczenie socjalne, i różnego rodzaju „gruszki na wierzbie”. Stosuje się również sugestię, jakoby w celu wyrównywania szans bogaci płacili większe podatki, co jest oczywistą bzdurą. System opiera się głównie na podatkach pośrednich, a te obciążają głównie biedniejszych (bo to oni przeznaczają większą część swojego dochodu na konsumpcję), dodatkowo wielkie firmy rozliczają się w rajach podatkowych, podawałem już w temacie o płacy minimalnej, jak np. taki Google czy Amazon płaci ledwie 0,01% podatku. Przy tym cały system podatkowy jest tak sprytnie skonstruowany że ludzie nawet nie wiedzą ile płacą podatków, a państwo ściąga nawet ponad 2/3 dochodów (jak to się odbywa pisałem już w innych tematach). Ale i to nie wystarcza, rząd zamyka więc budżet z deficytem i zaciąga dług publiczny. Ale to również okazuje się za mało dla potrzymania państwa „opiekuńczego”. Ciągle więc zwiększa się podaż pieniądza, na którego monopol ma bank centralny (w Polsce to NBP, w USA FED itd.). Rząd żeruje więc na pracy zwykłych obywateli, przekonując że robi to dla naszego dobra. Tymczasem rosnące wydatki publiczne coraz bardziej obciążają podatnika, do tego hamują inwestycje w sektorze prywatnym (efekt wypychania), a inflacja obniża realne płace poprzez wzrost cen na rynku. Dla podtrzymania systemu stosuje się mechanizm, który nazywam „zamiataniem problemu rosnących wydatków rządowych pod dywan”. Podstawą tego mechanizmu jest ciągłe zwiększanie podaży pieniądza. Pozwala to nie tylko na pokrywanie rosnących wydatków rządowych ale również sztucznie poprawia bilans handlowy poprzez osłabienie importu i wzmocnienie eksportu , co jeszcze się pogłębia nakładając cła importowe na zagraniczne towary. W ten sposób chroni się krajowe firmy i miejsca pracy. Do tego tani pieniądz oznacza spadek stóp procentowych, tanie kredyty, a więc podejmowanie licznych inwestycji przez przedsiębiorców i inwestorów. Wskaźniki również wyglądają ładnie, zwłaszcza PKB, na który składają się: wydatki rządowe + inwestycje netto + konsumpcja + eksport – import. A więc wzrost wydatków rządowych, eksportu i konsumpcji (kosztem produkcji) oraz osłabienie importu powodują że PKB idzie w górę. Nie oznacza to jednak że sytuacja gospodarcza jest taka różowa. Wzrost cen zarówno produktów krajowych jak i zagranicznych sprawia że godzina pracy jest warta mniej, a więc płace realne są mniejsze. Bezrobocie też jest większe niż byłoby to na wolnym rynku ze względu na wysokie koszty pracy i państwowe regulacje. Miejsca pracy zostają zachowane, ale jest to zachowanie mniej wydajnych miejsc pracy kosztem powstawania nowych, bardziej produktywnych, a co za tym idzie lepiej płatnych miejsc pracy. Sytuacja gospodarcza wygląda na dobrą, lecz jest ona gorsza niż byłaby na wolnym rynku. W dodatku taki sztucznie podtrzymywany dobrobyt (czyli boom) nie może trwać w nieskończoność. Dzieje się tak dlatego, że wzrost cen na rynku nie następuje równomiernie, w sektorze dóbr kapitałowych ceny rosną szybciej niż w sektorze dóbr konsumpcyjnych. Oznacza to powstawanie baniek spekulacyjnych, a więc np. rosną ceny akcji danej spółki, pomimo iż dana firma jakoś szczególnie nie rozszerzyła produkcji, nie rozwinęła się, mamy czysto spekulacyjny wzrost. Do tego ponieważ ekspansja kredytowa rozwinęła się nie na skutek wzrostu oszczędności (czyli przesunięcia konsumpcji w czasie) tylko na skutek sztucznego zaniżenie stóp procentowych (przez ekspansję monetarną) wiele inwestycji okazuje się z czasem kompetentnie nietrafionych. Przychodzi taki moment że liczba dóbr konsumpcyjnych w gospodarce zmniejsza się na tyle, że pojawia się tzw. ruch przeciwstawny. A więc teraz to ceny dóbr konsumpcyjnych rosną szybciej niż ceny dóbr kapitałowych. Banki wówczas zostają zmuszone do zaprzestania zwiększania podaży pieniądza, inaczej skończyłoby się to całkowitym załamaniem się systemu monetarnego. Tak więc teraz stopy procentowe idą w górę, pękają bańki spekulacyjne, na giełdzie spadki, nietrafione inwestycje skutkują masą niespłaconych kredytów, które w dodatku stają się wyżej oprocentowane, wiele firm poda więc w kłopoty finansowe, a banki mają problem ze ściągnięciem zobowiązań. To jest właśnie recesja, która prowadzi do kryzysu finansowego, czyli depresji. Przykładami są oczywiście np. kryzys w USA w 2008, w 1973 r. czy 1929 r., kryzys w strefie euro, kryzys japoński z 1990 r., kryzys bankowy w Szwecji w 1992 r., kryzys tequila w Meksyku w 1994 r. i wiele, wiele innych. O ile jeszcze w warunkach normalnych recesja skończyłaby się w ciągu kliku miesięcy, (przedsiębiorcy podjęliby się restrukturyzacji w swoich firmach obniżając płace, zmniejszać zatrudnienie i obniżając ceny, część z nich ogłosiłoby bankructwo, a wierzyciele, czyli banki podjęliby się upłynnienia masy upadłościowej) o tyle w warunkach państwowego interwencjonizmu kryzys przeciąga się nawet na kila lat. Sztywne ustawodawco pracy i związki zawodowe uniemożliwiają obniżanie wynagrodzeń i zwalnianie pracowników, ceny spadają przez bardzo krótki czas (bank centralny zaczyna „walczyć z deflacją”) a rząd obciąża podatników pompując gigantyczne środki w upadające sektory, a więc głownie tych którzy przyczynili się do kryzysu, czyli banki i firmy które nabrały najwięcej kredytów. Nie oznacza to że ratowanie gospodarki przez państwo jakoś szczególnie działa, płace realne i tak spadają, bezrobocie rośnie, a ożywienie gospodarcze zostaje przesunięte w czasie i to znacznie. Zaczyna się więc propaganda pt. „to kryzys kapitalizmu”, „kapitalizm nie działa”, związki zawodowe rozpoczynają fazę strajków, prezesi (zarabiający po 8 tys. na miesiąc) wykrzykują hasła typu „nadchodzi wiosna ludów”, „nie będziemy płacić za wasz kryzys”. Ponieważ „kapitalizm nie działa” nietrudno namówić społeczeństwo że państwowa interwencja jest słuszna, więc bawimy się dalej, do następnego kryzysu. Państwo „opiekuńcze” jest więc niczym innym jak odkładaniem nieuniknionej recesji w czasie i ciągłym zadłużaniem społeczeństwa poprzez dług publiczny (a niech się przyszłe pokolenia martwią). Dodam że faza ekspansji i boomu potrafi trwać naprawdę długo, całymi latami. I stąd właśnie ustrój państwa opiekuńczego wydaje się być takim atrakcyjnym systemem. W celu podtrzymania wyżej przedstawionego mechanizmu rozpowszechnia się takie ekonomiczne mity jak: 1. Konsumpcja napędza gospodarkę – oczywista bzdura, podstawa skompromitowanego keynesizmu, który upadł w latach 70-tych XX wieku. Konsumpcja jest celem gospodarki, ale może nastąpić tylko na skutek wcześniejszej produkcji, bo zwyczajnie nie da się konsumować dóbr które jeszcze nie zostały wyprodukowane. Większa konsumpcja to nic innego jak większy zużywanie istniejącego kapitału. Gospodarkę może pobudzić tylko rozszerzenia produkcji. Tak samo trudno żeby Pan Kowalski stał się bogatszy od tego że zaczął więcej wydawać zamiast zaoszczędzić i zainwestować części kapitału, tak samo ani dodruk pieniądza ani podniesienie płacy minimalnej, ani redystrybucja dochodów nie powoduje że gospodarka zaczyna się rozwijać. Żadne nowo bogactwo nie powstaje, następuje tylko przesunięcie środków przeznaczonych na zwiększenie produkcji na pobudzenie bieżącej konsumpcji. 2. Deflacja jest zła – a to ciekawe, bo deflacja występuje nieustannie w sektorze elektroniki, sprzętu RTV czy przemyśle chemicznym. Jakoś te branże nie upadają, a nawet pięknie się rozwijają. Spadek cen następował przez cały okres rewolucji przemysłowej, od połowy XVIII w. do I wojny światowej. I to właśnie było podstawą znaczne podnoszenia się poziomu życia, płace rosły, ceny spadały, czyli płace realne stawały się coraz wyższe, przedsiębiorcy również nie byli poszkodowani, korzystając z ciągle obniżających się kosztów produkcji. 3. Oszczędności to zło i marnotrawco – pieniądze bezczynnie kiszą się na kontach, czyżby? Za co w takim razie bank płaci klientowi odsetki? W końcu banki to nie instytucje charytatywne. Oszczędności się nie kiszą tylko są przeznaczane na kredytowanie, czyli na inwestycje. Poza tym oszczędzanie to nic innego jak przesunięcie się konsumpcji w czasie, a więc przedsiębiorcy otrzymują ważny sygnał aby zmniejszyć inwestycje w sektor dóbr konsumpcyjnych, a zwiększyć w sektor dóbr produkcyjnych, podjąć bardziej długo falowe inwestycje. Wzrost oszczędności powoduje również zmniejszenie się preferencji czasowej w społeczeństwie (miary tego, w jakim stopniu aktualna satysfakcja jest bardziej pożądana od takiej samej satysfakcji w przyszłości) co obniża stopy procentowe i raty kredytów. Ponieważ następuje to na skutek faktycznego wzrostu oszczędności, a nie sztucznej ekspansji, takie inwestycje jak najbardziej mają duża szansę powodzenia 4. Wolny handel jest niekorzystny, grozi napływem importu, osłabieniem gospodarki i wzrostem bezrobocia. – wolny handel jest bardzo korzystny dzięki przewadze komparatywnej. A więc w danym kraju produkuje się i eksportuje to co się opłaca a importuje to czego nie opłacałoby się produkować. Wymiana jest korzystna dla obu stron. Np. sprzedajemy produkty rolne i meble, a kupujemy owoce cytrusowe czy ropę naftową. Sam import nie jest żadnym zagrożeniem dla gospodarki. Jeśli Polak wyda pieniądze za produkty zagraniczne to cudzoziemiec trzyma polskie złotówki, które może wydać tylko na polskie produkty, import i eksport dążą więc do wyrównania. Do tego dostęp do tańszych towarów zagranicznych oznacza że społeczeństwo jest bogatsze, za godzinę pracy można kupić więcej, więc płace realne są większe. Dzięki tańszym produktom z zagranicy powstają oszczędności, które są inwestowane na dalszy rozwój. Co więcej dostęp do tańszych dóbr z zagranicy to również dostęp do tańszych czynników produkcji, takich jak surowce energetyczne, metale, czy nowoczesne urządzenia. To także dostęp do tańszej żywności, swoistego „paliwa” dla robotników, przedsiębiorców, słowem wszystkich 5. Postęp technologiczny zwiększa bezrobocie – od początku rewolucji przemysłowej nastąpił ogromny postęp technologiczny, jednocześnie liczba ludności na świecie wzrosła ponad siedmiokrotnie, więc gdyby to było prawda, już prawie wszyscy byliby bezrobotni. Kiedy przedsiębiorca korzysta z nowego rozwiązania technicznego faktycznie zmniejsza zatrudnienie. Jednocześnie jednak dzięki obniżeniu się kosztów produkcji ma nowe środki, które może przeznaczyć na rozwój firmy dzięki czemu nowe miejsca pracy powstaną lub na własną konsumpcję, w ten sposób pośrednio stwarzając miejsca pracy w innych branżach. Jeśli odłoży pieniądze jako oszczędności, zostaną one zainwestowane (patrz punkt 3) także stwarzając nowe miejsca pracy. Do tego obniżenie się kosztów produkcji zwiększa podaż dóbr, obniżając ich ceny na rynku. To zwiększa popyt na te dobra, branże się rozwijają i zwiększają zatrudnienie. A nawet jeśli konsumenci nie zgłoszą większego popytu na dany produkt, jako że jego cena jest niższa, zostaje im w kieszeniach więcej pieniędzy, które gdzie i jak nie zostałby wydane stworzą kolejne miejsca pracy. Tyle ode mnie, sorki za przydługawy post, starałem się skracać w miarę możliwości. Zachęcam do dyskusji
  17. http://mises.pl/blog/2016/03/10/wong-chinskie-oszczednosci-kontra-amerykanskie-wydatki/
  18. Zanim na dobre zacznę swój wywód na temat ekonomii zadam Ci proste pytanie. Co byś powiedział/a gdyby ktoś powiedział Ci że 2+2=5? Pewnie pomyślał/a byś że ten człowiek żartuje albo jest kompletnym debilem, który nie skończył nawet podstawówki. Albo inaczej, oglądasz telewizję a tam mówią Ci że od dziś 2+2 to nie 4 tylko 5? Pewnie w pierwszej chwili pomyślałbyś że dziś Prima Aprilis albo żart z jakiegoś innego powodu. Pytanie zatem skąd aż taką oczywistością jest że 2+2=4 i nie ma bata że jest inaczej? Otóż dlatego że matematyka jest nauką aprioryczną a nie empiryczną. A więc wyniku działania 2+2 nie można empirycznie podważyć jak jest w przypadku nauk przyrodniczych jak biologia, chemia czy fizyka. Nie ma czegoś takiego, że ktoś zrobił eksperyment z którego wyszło że 2+2 nagle stało się 5. Prawa matematyczne są aprioryczne, czyli takie których ważność można stwierdzić niezależnie od wyników późniejszych doświadczeń, od „a priori – łac. „z góry”, „uprzedzając fakty”, „z założenia”. Ktoś jednak mógłby uznać że to tylko kwestia semantyki, jednak to że twierdzenia matematyczne oddają autentyczny obraz rzeczywistości można zobrazować prostym przykładem: Siedzą sobie dwa gołębie na dachu, po chwili przylatują kolejne dwa, czy istnieje jakakolwiek możliwość że (przy założeniu że poza przyfrunięciem gołębi nic innego się nie wydarzy) teraz na dachu nie siedzą cztery gołębie? Odpowiedź jest oczywista i brzmi nie, nie ma takiej możliwości. Czy jeśli to wydarzenie zdarzy się tysiąc razy musimy oglądać to za każdym razem? Nie, za każdym razem będzie to samo i już teraz wiemy że z dwóch gołębi na dachu zrobi się cztery. Do czego zmierzam? Do tego że matematyka to nie jedyna z nauk apriorycznych, do nich należą także logika oraz prakseologia. I właśnie nad tym drugim pojęciem mam zamiar głównie pochylić się w tym felietonie. Prakseologia jest dedukcyjną dziedziną badań naukowych dotyczących wszelkiego celowego ludzkiego działania. I to właśnie na prakseologii opiera się metodologia Austriackiej Szkoły Ekonomii, koncepcję tę jako pierwszy rozwinął wybitny austriacki ekonomista Ludwig von Mises w swoim legendarnym dziele „Ludzkie Działanie”, gdzie przedstawił ekonomię jako dziedzinę prakseologii, czyli de facto uznał ekonomię za naukę aprioryczną. Zanim przejdę do tego, dlaczego ekonomia jest nauką aprioryczną i jakie są te aprioryczne założenia ekonomiczne dodam skąd w ogóle pomysł na ten artykuł. Otóż jako propagator wolnego rynku i ASE często spotykam się z zarzutami, jakobym proponował coś nierealnego i szkodliwego. Kiedy odwołuję się do praw ekonomii, nierzadko słyszę mało merytoryczne „argumenty” typu „naczytałeś się Korwina i gadasz głupoty”, bardzo często spotykam się też z „argumentami” sprzecznymi jak np. „czegoś takiego nigdzie nie było na świecie, to utopia” i „takie coś już było w XIX wieku i było złe” albo „jesteś zapewne gimbusem, dorośniesz i pójdziesz pracować u prywaciarza za 5 zł/h to Cię wyleczy” i „mówisz tak bo pewnie jest bogaty i nie znasz życia”, oczywiście pada też mityczny „model skandynawski” i argumenty typu „są bogaci bo mają wysokie podatki i wysoki socjal”. Wiadomo przecież że ich kapitalistyczna historia gospodarcza nie ma żadnego znaczenia, ani złoża surowców, ani to że nadal mają stosunkowo dużą swobodę działalności gospodarczej (zwłaszcza w porównaniu z Polską). Są bogate dzięki, a nie pomimo podatków, a socjal mają wysoki nie dlatego że ich stać, tylko są bogate dzięki wysokiemu socjalowi. Tak jak Pan Józek nie wydaje dużo kasy na cele charytatywne bo dużo zarabia, tylko dużo zarabia, ponieważ wydaje dużo na cele charytatywne, logiczne prawda? . A to że te kraje obecnie rozwijają się wolniej niż w czasach gospodarki rynkowej to przecież taki nieistotny szczególik . Wyobraźmy sobie że w miejsce dyskusji o ekonomii wstawiamy dyskusję o matematyce. Wtedy moje dyskusje wyglądały mnie więcej tak: Ja: 2+2=4 Rozmówca: Nieprawda, bo np. w Szwecji 2+2=5 Ja: Co za bzdura, wyniki działań matematycznych wszędzie są takie same Rozmówca: Byłem w Szwecji i widziałem że 2+2=5 Ja: Nie uwzględniłeś w równaniu jednego elementu, 2+2+1=5, ale 2+2 to nadal 4 Rozmówca: Naczytałeś się Korwina i opowiadasz pierdoły Ja: Czy jak siedzą dwa gołębie na dachu i przyfruną kolejne dwa to będzie ich cztery czy pięć? Rozmówca: Pójdziesz pracować do prywaciarza 5 zł za godzinę to przestaniesz gadać głupoty Prawda że brzmi zabawnie? Ale wystarczy już tego śmieszkowania, przejdźmy zatem do konkretów. Aprioryczne założenia w ekonomii Na wstępnie dla porządku przypomnę że aprioryczną dziedziną nauki jest także logika. I tak na przykład logicznym i apriorycznym stwierdzeniem będzie zdanie: „Przedmiot, który jest całkowicie czerwony, nie jest całkowicie zielony.”, albo: ”Jeśli Polska znajduje się w Europie, to Polacy są Europejczykami”. Proste prawda? Ten drugi przykład przy okazji wprowadza kolejne ważne pojęcie, którym jest logiczna implikacja, czyli krótko mówiąc relacja pomiędzy teoriami, sytuacja, kiedy coś wynika z czegoś. I tak w tym przypadku, skoro Polska leży w Europie, to urodzeni w Polsce są również urodzonymi w Europie, są Polakami są więc i Europejczykami. Wprowadziłem to pojęcie w tym miejscu nie bez powodu. A powodem jest dokładniejszą przedstawienie czym jest prakseologia, czyli nauka o celowym ludzkim działaniu i czym odróżnia się od psychologii. Otóż psychologia zajmuje się teoriami wyjaśniającymi, dlaczego ludzie wybierają określone cele, lub jak ludzie będą działać w danych okolicznościach. Prakseologia natomiast zajmuje się logicznymi implikacjami faktu, że ludzie mają określone cele oraz że działają, żeby je osiągnąć. Przedmiotem prakseologii jest ludzkie działanie, a nie zdarzenia psychologiczne, które prowadzą do działania. Przedmiotem psychologii są wewnętrzne procesy, które powodują lub mogą powodować określone działanie. Przedmiotem prakseologii jest działanie jako takie. Z powodu tej różnicy, może być całkowicie odpowiednim dla psychologów stosować eksperymentalne testowanie hipotez (czyli badanie empiryczne), ale kompletnie błędnym jest dla ekonomistów kopiowanie tychże metod. Jak pisze Mises w „Ludzkim Działaniu”: „Zarówno morderca, którego do zbrodni popycha podświadomy impuls (id), jak i neurotyk, którego nienormalne zachowanie wydaje się niewprawnemu obserwatorowi po prostu bezsensowne, działają. Obaj, tak jak wszyscy, realizują pewne cele. Dzięki psychoanalizie wiemy, że zachowania neurotyków i psychopatów również mają pewien sens, że oni też w swych działaniach zmierzają do określonych celów, chociaż – uważając siebie za normalnych i zdrowych – oceniamy, że w wyborze swoich celów kierowali się bezsensownym rozumowaniem, a dobierane przez nich metody osiągania tych celów są sprzeczne z zamierzeniami. Określenie „nieświadomy” w prakseologii oraz terminy „podświadomy” i „nieświadomy” w psychoanalizie należą do dwóch różnych systemów myślenia i obszarów badań. Prakseologia zawdzięcza psychoanalizie nie mniej niż inne nauki. Tym ważniejsze jest więc, by pamiętać o granicy dzielącej prakseologię od psychoanalizy.” OK, skoro wiemy już czym prakseologia odróżnia się od psychologii i to że jest nauką aprioryczną, a ekonomia powinna być taktowana jako dziedzina prakseologii przejdźmy do tym samym do przykładów apriorycznych założeń w ekonomii: 1. Działanie ludzkie polega na celowym dążeniu do osiągnięcia pożądanych celów za pomocą ograniczonych środków. Nikt nie może celowo nie działać. Czy człowiek może podjąć działanie które nie zmierza do żadnego celu? Nawet coś tak prozaicznego jak podrapanie się po nosie czemuś służy, w tym wypadku pozbyciu się uczucia swędzenia. Wszystko co robimy do czegoś zmierza, bez celu w ogóle nie podjęlibyśmy działania. Czasami mówimy o „bezcelowym” działaniu, ale to tylko potoczne określenie na działanie, które owszem zmierza do pewnego celu, ale uważamy że nie uda się go osiągnąć. A czy środki na drodze do celu są ograniczone? Cóż, być może jeśli ktoś mieszka w Raju ten problem go nie dotyczy, ale póki mówimy o człowieku żyjącym na planecie Ziemia, choćby był najbogatszym człowiekiem na świecie, jego zasoby i tym samym środki do działania będę ograniczone. 2. Każde działanie ma na celu poprawę subiektywnego stanu jednostki. Kluczowym jest tu słowo „subiektywnego”. Nawet masochista dążąc do bólu i upokorzenia robi to dlatego, że właśnie to daje mu satysfakcję i przyjemne doznania. 3. Większa ilość określonego dobra jest ceniona wyżej niż mniejsza ilość tego samego dobra. Gdyby piekarnia wystawiła dwa identyczne bochenki chleba za 4 zł, a obok jeden (taki sam jak dwa pozostałe) również za 4 zł, trudno oczekiwać żeby jakikolwiek klient wziął jeden bochenek zamiast dwóch. Jeśli by to zrobił (np. przez nieuwagę) wszyscy zgodnie uznalibyśmy że „przepłacił”, czyli wymienił mniejszą wartość (4 zł za które można dostać dwa bochenki) za większą wartość (jeden bochenek). Widać więc jak na dłoni, w jaki sposób ludzie oceniają wartość. 4. Ludzie wolą satysfakcję osiągniętą wcześniej od satysfakcji osiągniętej później. Gdyby było inaczej, oprocentowanie kredytów nie byłoby większe niż oprocentowanie depozytów, a bankowość nie mogłaby istnieć (brak możliwości zarobku na marży). Nie należy jednak próbować podważać tego faktu, tym że są ludzie którzy są skłonni oszczędzać i inwestować. W takim wypadku człowiek spodziewa się że to przyniesie mu większą satysfakcję w przyszłości i liczy się z koniecznością odmówienia sobie satysfakcji tu i teraz, ale gdyby to tylko było możliwe wolałby ją osiągnąć tak wcześnie jak to tylko jest osiągalne. Każdy wolałby osiągnąć zwrot z inwestycji po 2 miesiącach niż po 2 latach. Tu jednak pragnę zaznaczyć jedną ważną rzecz. Satysfakcja jest terminem ściśle subiektywnym, nie zawsze musi odnosić się do zarobku, ponieważ ludzie cenią różne wartości a nie tylko pieniądze. Stąd też Austriacy odrzucili koncepcję homo oeconomicus (prezentowaną przez klasycznych liberałów), czyli człowieka dążącego zawsze do maksymalizacji swoich zysków i dokonywania wyborów ze względu na wartość ekonomiczną. Zamiast tego ASE stawia na indywidualizm i subiektywizm metodologiczny. Człowiek w wymienionym przeze mnie przykładzie w pewnych rzadkich okolicznościach może woleć osiągnąć wynik finansowy później niż wcześniej, jeśli w danej sytuacji bardziej zależy mu na czymś innym, np. chce ukryć swój majątek. Nie zmienia to jednak faktu że swoją subiektywną satysfakcję chce osiągnąć możliwie jak najszybciej. 5. Produkcja musi poprzedzać konsumpcję. Raczej ciężko zużywać dobra, których jeszcze nikt nie wyprodukował. 6. To, co jest konsumowane obecnie, nie może być skonsumowane ponownie w przyszłości. Za dobrze by było 7. Jeśli cena jakiegoś dobra spadnie, to ludzie będą je kupować w takiej samej lub większej ilości niż dotychczas. Po obniżce cen towar zacznie schodzić lepiej albo i nie, ciężko aby teraz zaczął schodzić gorzej niż po wcześniejszej, wyższej cenie. 8. Ustalenie cen poniżej cen równowagi rynkowej spowoduje braki na rynku. Starsi czytelnicy za pewne pamiętają puste pułki w sklepach w PRL-u. 9. Bez prywatnej własności środków produkcji nie istnieją ceny środków produkcji, a jeśli nie istnieją ceny środków produkcji, to niemożliwy jest rachunek kosztów. I jak tu coś wycenić, jak wszystko jest wspólne, czyli niczyje? 10. Podatki stanowią przymusową daninę nałożoną na producentów i właścicieli bogactw i zmniejszają produkcję i ilość bogactw. Obecnie podatki płaci się w formie gotówkowej, jednak nie zmienia to faktu, że to de facto część kapitału zdeponowanego w walucie. Równie dobrze można by pobrać np. część zbiorów rolnikowi. 11. Konflikt interpersonalny jest możliwy wtedy i tylko wtedy, gdy dobra występują w niedostatku. Gdyby zasoby było nieograniczone nie byłoby o co rywalizować, każdy miałby 100% tego czego potrzebuje. Oczywiście to zdanie odnosi się tylko do ekonomii, a nie do konfliktów interpersonalnych z innych powodów niż rywalizacja o dobra. 12. Żadna rzecz nie może być wyłączną własnością więcej niż jednej osoby naraz. Wtedy mówilibyśmy o współwłasności, wyłączna własność może należeć tylko do jednej osoby. 13. Własność i tytuły własności mają różny status i zwiększenie liczby tytułów własności bez proporcjonalnego zwiększenia ogólnego stanu posiadania nie pomnaża bogactwa społeczeństwa, lecz prowadzi do redystrybucji istniejącego bogactwa. Jeśli ogólny poziom bogactwa nie wzrośnie to nie ma mowy o pomnażaniu, a jedynie o redystrybucji dotychczasowego poziomu bogactwa. I co z tego wszystkiego wynika? Dostrzegając tego typu logiczne implikacje wynikające z aksjomatu ludzkiego działania (tak wiem że to zdanie brzmi zajebiście ) jak w przykładach powyżej możemy spokojnie ustalić prawa ekonomii, zweryfikować które teorie ekonomiczne należy uznać za słuszne, a które odrzucić. Jeśli wiemy w jaki sposób ludzie podejmują działania, jak oceniają wartość itd. możemy zrozumieć takie kwestie jak: prawo popytu i podaży, wolna wymiana handlowa, rola pieniądza w gospodarce, pojęcie preferencji czasowej czy przewagi komparatywnej. Przykładowo są tacy „ekonomiści” którzy twierdzą że gospodarkę można rozruszać pobudzając konsumpcję, jednego takiego Pana nazwiskiem Keynes swego czasu traktowano przez wiele lat wręcz jak zbawiciela, piewcę najsłuszniejszych poglądów. A więc pobudzamy konsumpcję, wydrukujmy ludziom hajs albo podnieśmy płace ustawą (np. poprzez znaczną podwyżkę płacy minimalnej), ludzie zaczną więcej wydawać, sprzedawcy na tym zarobią, wszystko zacznie się „rozkręcać”, ale fajnie, nie? Otóż niefajnie. Jak już było wspominane produkcja musi poprzedzać konsumpcję. Same pobudzenie konsumpcji to nic innego jak większe zużycie bieżącego kapitału, bez zwiększenia produkcji nowe bogactwo nie powstanie. To tak jakby człowiek, zwykły Kowalski zwiększyłby wydatki na bieżącą konsumpcję, czy stałby się od tego bogatszy? Raczej ciężko zacząć mieć więcej pieniędzy, więcej wydając na konsumpcję, nie inwestycje. Natomiast gdyby wyhamował trochę z wydatkami i część zaoszczędzonych pieniędzy zainwestował, jak najbardziej stałby się bogatszy i wtedy dopiero, owszem mógłby zwiększyć wydatki na konsumpcję, byłoby go na to stać. I to jest meritum problemu, konsumpcja jest celem gospodarki, a nie środkiem do jej rozkręcania. Aby konsumpcja wzrosła, trzeba najpierw rozszerzyć produkcję, do tego potrzeba zaoszczędzonego kapitału przeznaczonego następnie na inwestycje. Zauważmy przy okazji, że dużo łatwiej jest zrozumieć sprawy ekonomiczne patrząc w skali mikro, a jakoś tak ciężko ludziom przekuć to w głowie na skalę makro. To samo tyczy się przewagi wolnego handlu nad protekcjonizmem. Wyobraźmy sobie człowieka, który postanowił szyć własne ubrania. Jednak po podliczeniu kosztów okazało się że to wytwarzanie ubrań na własną rękę wychodzi drożej niż kupowanie ich w sklepie. Co zatem powinien zrobić? Najbardziej racjonalną decyzją jest zaprzestanie szycia, kupowanie ubrań w sklepie, a czas przeznaczony na szycie przeznaczyć na coś bardziej opłacalnego. Dokładnie ten sam schemat działa w handlu międzynarodowym. Np. w jednym kraju źle stoi rolnictwo, za to są bardzo dobre warunki dla rozwoju przemysłu chemicznego. Opłaca się im zatem eksportować produkty chemiczne, a produkty rolne importować z kraju gdzie to rolnictwo jest bardziej opłacalne, proste prawda? Wymiana jest opłacalna dla obu stron. Teraz zatem przechodzimy do tematu dlaczego wolny rynek jest fajny. Otóż jest to nic innego jak system w którym nieustannie dokonuje się takich wolnych wymian, wartość za wartość. Mam dobro A, potrzebuję dobra B, ty masz dobro B, a potrzebujesz dobra A, więc dokonujemy wymiany i obydwoje jesteśmy happy. Tu ważna rzecz: takim dobrem może być wszystko, dobro materialne, usługa, także pieniądz czy praca. Zawsze są dwie strony: usługodawca i usługobiorca, pracodawca i pracobiorca (pracownik), sprzedawca i konsument, pożyczkodawca i pożyczkobiorca. Póki wymiana jest dobrowolna, prawo popytu i podaży oraz zjawisko konkurencji (a więc rywalizacja o ograniczone dobra) sprawiają że wszystko działa prawidłowo. Piekarz nie musi wydoić krowy żeby napić się mleka, może sprzedać chleb, a następnie zarobione pieniądze wydać na mleko (a rolnik może kupić chleb zamiast piec go samemu), każdy robi to co umie i dokonywać wymian z pozostałymi uczestnikami rynku, to tzw. podział pracy. Więcej zarabiają Ci, których działania w największym stopniu przyczyniają się do zaspakajania potrzeb społeczeństwa. Zysk kreuje motywację do działania, dzięki ryzyku straty rynek podlega procesowi samoregulacji, zyskują Ci, którzy „robią dobrze”, tracą Ci, którzy popełniają błędy, dzięki temu kapitał trafia tam gdzie trzeba, tam gdzie kierują go preferencje konsumentów. Wbrew temu co propagują marksiści, przedsiębiorcy to nie krwawi wyzyskiwacze, a inwestorzy, którzy dorabiają się na podjętym ryzyku, które opłaci się wtedy, gdy dany przedsiębiorca wprowadzi pożądane przez społeczeństwo dobra i usługi, to właśnie nie kto inny jak konsumenci rządzą na rynku. Pracownicy nie muszą przejmować się ryzykiem (te na siebie bierze pracodawca) dlatego ich wynagrodzenie jest mniejsze, wynoszące tyle ile wynosi wartość ich pracy. Warunkują ją krańcowa produktywność pracy oraz gra popytu i podaży na rynku pracy. Jeśli idzie o produktywność, pojęcie to można bardzo łatwo wytłumaczyć prostym przykładem: mamy dwóch pracowników, jeden pracuje na staromodnej maszynie do pisania, drugi na komputerze dobrej jakości z bardzo nowoczesnym oprogramowaniem. Który będzie bardziej produktywny? Odpowiedź jest chyba aż zbyt oczywista. I tego nie potrafią zrozumieć przeciwnicy kapitalizmu. Wraz z rozwojem gospodarczym, rosną i dochody wszystkich obywateli, obniżanie się kosztów produkcji, nowe budynki, technologie, edukacja, szkolenia zwiększają produktywność pracy, a tym samym płace. Do tego im więcej dóbr na rynku, tym łatwiejszy do nich dostęp, kiedyś telefon komórkowy był luksusem, teraz mają je nawet 7-latki. W ten sposób również społeczeństwo się wzbogaca. I to jest też bardzo ważne, ludzie są tyleż zamożni ileż wynoszą ich płace realne, a nie nominalne. Bo nominalnie możesz zarabiać i milion złotych, ale jak chleb będzie kosztował 100 tys. to za pensję możesz kupić co najwyżej 10 bochenków. Tak naprawdę liczy się to ile możesz kupić za np. godzinę swojej pracy, to jest realna wysokość dochodu. Jeśli idzie o popyt i podaż na rynku pracy, tu sprawa jest prosta. Większe bezrobocie = nadwyżce pracobiorców czyli niższe płace, mniejsze = nadwyżce pracodawców = wyższe prace. Poza pracownikami i przedsiębiorcami, na rynku są jeszcze inwestorzy nie prowadzący działalności gospodarczej, jak np. inwestujący na giełdzie. To nie są ludzie, którzy jak to mówią złośliwi, zarabiają na przelewaniu pieniędzy z konta na konto zamiast „normalnie” pracować ale ludzie którzy podejmują decyzje inwestycyjne, decydują gdzie ulokować kapitał. Jeśli ich decyzje są słuszne (kapitał przenosi się z branży nierentownych do rentownych) i korzystne dla gospodarki osiągają zyski, błędne decyzje przynoszą im straty, tu również działa mechanizm motywacji ekonomicznej i mechanizmy samoregulacji (rynek „oczyszcza się” z błędnych posunięć, premiuje natomiast te właściwe). Oczywiście są również inne rodzaje inwestycji, np. w nieruchomości, tu również działają podobne zasady. Dlaczego interwencja państwa w gospodarkę szkodzi? 1. Kłania się przewaga rentowności sektora prywatnego i publicznego Zysk właściciela prywatnej działalności zależy od preferencji konsumentów, a wszelkie koszty pokrywa z własnej kieszeni. Więc dąży do tworzenia jak najlepszych i jak najtańszych produktów (czując na plecach oddech konkurencji) i obniżania kosztów produkcji. Tymczasem urzędnicy państwowi mają te problemy z bańki, pensje przypieczętowane ustawą, a wszelkie koszty pokryją pieniądze podatników. 2. Monopol państwowy to największe zło w gospodarce Na rynku prywatnym może rozwinąć się monopol tylko i wyłącznie w sytuacji totalnego „zakasowania” konkurencji, czyli zaoferowania najlepszych i najtańszych towarów, czy usług lub odkrycie nowego surowca, tudzież opracowanie nowej technologii. To samo w sobie nie jest takie złe dla konsumentów, ba może nawet być bardzo korzystne. I tak np. Standard Oil, giga potentat naftowy, firma założona przez samego Johna D. Rockefellera pod koniec XIX wieku totalnie zdominowała rynek amerykański (95% rynku). Jednak to właśnie dzięki tej firmie ludzie zyskali dostęp do nowego i niedrogiego oświetlenia, jakimi były lampy naftowe. Warto też zauważyć, że takie monopole na rynku prywatnym nie utrzymują się zbyt długo, ponieważ konkurencja nie śpi. I tak wraz z wynalezieniem żarówki przez Thomasa Edisona, lampy naftowe zostały momentalnie wyparte z rynku (Rockefeller nadal zarabiał na ropie naftowej ale musiał całkowicie zmienić model biznesowy przerzucając się na właśnie rozwijający się rynek motoryzacji). Jak historia długa i szeroka wielkie firmy prędzej czy później zostawały wypierane przez mniejsze firmy, których było po prostu więcej, no i technologia idzie ciągle naprzód, a preferencje konsumentów się zmieniają. Tymczasem jednak monopol państwowy odróżnia się tym, że jego zysk w ogóle nie zależy od preferencji konsumentów, konkurencję wycina się ustawami, zbankrutować też nie może nawet jak jest skrajnie nierentowny. 3. Państwowa interwencja kosztuje Pracownik pracuje, przedsiębiorca inwestuje, tymczasem urzędnik nie tworzy nowego bogactwa, generuje więc koszty. Jednak pensje urzędników to nie wszystko, potrzeba budynków dla instytucji publicznych, ton papierów, dokumentów. Kiedy prawo i podatki są skomplikowane (welcome to Poland) również i przedsiębiorca musi płacić za faktury, zatrudniać księgowych i płacić kary, które Urząd Skarbowy lubi rozdawać jak drogówka mandaty. Miliardy idą na samo utrzymanie państwa. Oczywiście zwolennicy wielkiego państwa mają rozwiązanie: podatki! Bogatsi zapłacą więcej no i na wszystko znajdzie się hajs. Abstrahując już od kwestii moralnych, bo podatek jest niczym innym jak przymusowym odbieraniem dochodów, a podatek progresywny to karanie ludzi, którzy efektywniej działają na rynku (kara za pracę, ryzyko podjętej inwestycji itd.) kłania się czysta kalkulacja ekonomiczna. Raz: krzywa Laffera, wzrost podatków motywuje do ich unikania, więc niekoniecznie wpływy do budżetu wzrosną, przykładowo w Polsce podwyżka akcyzy od wyrobów tytoniowych i spirytusowych w 2014 r. zmniejszyła wpływy do budżetu, a obniżka CIT z 27% do 19% za rządów SLD zwiększyła wpływy z tytułu tego podatku. Dwa: krzywa zysku i ryzyka. Im większe ryzyko tym większy potencjalny zysk. Jednak w sytuacji kiedy znaczną część zysku trzeba oddać państwu, nie opłaca się już podejmować ryzyka i inwestować w tej branży, w której obowiązuje ten podatek. Do tego obojętnie czy podatek wynosi 1% czy 75% koszty ściągalności są równie duże. A więc podsumowując podatek progresywny: wyhamowuje inwestycje, przynosi nikłe wpływy do budżetu i jednocześnie generuje wysokie koszty ściągalności, trudno uznać to coś opłacalnego dla gospodarki i społeczeństwa. 4. Państwowa interwencja uderza w prawo popytu i podaży Jak widać z powyższego wykresu cenę dobra ustala gra popytu i podaży na rynku. W sytuacji kiedy rząd ingeruje w ten proces wszystko zaczyna się sypać. Prosty przykład: rząd ustala maksymalne ceny towarów (na szczęście we współczesnym świecie to już rzadkość), jeśli ceny zostaną ustalone poniżej ceny równowagi rynkowej, mamy zjawisko nadpopytu. Towary zostają szybko wykupywane, a producentom, którzy nie mogą legalnie podnieść cen przestaje się opłacać ich produkować. Mamy więc puste półki w sklepach i długie kolejki. Sytuacja znana z PRL-u i obecnie w Wenezueli, takie uroki socjalizmu. Teraz przykład nadpodaży. Rząd ustanawia płacę minimalną powyżej płacy rynkowej (płaca to nic innego jak cena pracy) i mamy nadpodaż siły roboczej (podaż pracowników większa niż popyt na pracę zgłaszany przez pracodawców), czyli nic innego jak bezrobocie. Tradycyjnie spodziewam się gromów, jak zawsze gdy poruszam ten temat . Jako maść na ból dupy podam że według danych Ministerstwa finansów z 2011 r. płacę minimalną zarabia 4% wszystkich zatrudnionych w Polsce, a więc 96% Polaków zarabia powyżej płacy minimalnej, tyle jeśli idzie o straszenie typu, „zniesiemy płacę minimalną to prywaciarz będzie płacił po 500 zł”. Ustawowej płacy minimalnej nie ma wciąż w niektórych krajach (Szwajcaria, Austria, Liechtenstein, Dania, Norwegia, Finlandia, Włochy) i jakoś takie cuda się nie dzieją, zarobki niezgorsze, wyższe niż w Polsce. Zamiast tego ustala się tam np. minimalne stawki na podstawie układów zbiorowych zawartych pomiędzy związkami zawodowymi a pracodawcami. Dzięki temu uwzględnia się daną branżę czy region zamieszkania, a płace minimalne są bliższe najniższym płacom rynkowym i nie tworzą bezrobocia w biedniejszych regionach i mniej płatnych zawodach (gdzie płace rynkowe są niższe, więc efekt naruszenia krzywej popytu i podaży jest znacznie bardzie widoczny). Pozostaje pytanie za 100 punktów, jak to jest że już 1286,16 zł płacy minimalnej do ręki uderza w wchodzących na rynek pracy (czyli tych których wartość płacy jest najniższa) i tworzy się bezrobocie? Otóż tu kłania się kolejne przekleństwo państwowej interwencji jakim jest znaczne zawyżanie kosztów pracy. W Polsce dzięki klinowi podatkowemu na pracownika który dostanie 1286,16 zł do ręki, pracodawca musi zapłacić 2112,95 zł. Państwo zabiera całe 826,79 zł? No coś ty! Państwo zabiera dużo więcej, są w końcu jeszcze podatki pośrednie: połowa ceny paliwa to VAT i akcyza, w papierosach jakieś 80%, wódce 65%, w wielu produktach jest VAT 23%, no i jeszcze dochodzi akcyza za wszelką energię, typu prąd czy gaz. Taka ciekawostka: Polacy są na 6 miejscu wśród cudzoziemców najczęściej zakładających firmy w takich krajach jak Wielka Brytania, Niemcy czy Holandia. Dlaczego polscy przedsiębiorcy wolą zakładać firmy zagranicą niż u nas? Może dlatego że w Anglii prowadząc działalność zapłacisz 60 zł ZUS-u (angielskiego odpowiednika of course) a w Polsce 1200 zł, w Niemczech za sprzedaż towaru o cenie 526,32 zł zapłacisz VAT 100 zł, a w Polsce 121,05 zł (swoją drogą to ciekawe że w Niemczech VAT wynosi 19% a u nas 23% ale różnica stawki VAT 4% oznacza już 21% różnicy VAT-u naliczonego, widać jeden z cudów Tuska). W Wielkiej Brytanii VAT zapłacisz jeśli firma ma roczny obrót co najmniej 472 795 zł, a w Polsce już 150 000 zł, ale nie martw się od 2016 r. to się u nas zmieni…. i będzie 50 000 zł Było pytanie za 100 punktów, to teraz pytanie za 1000 punktów. Czemu w niektórych krajach płaca minimalna jest wyższa a bezrobocie jednak niższe niż w Polsce? Ponieważ są to kraje znacznie bardziej rozwinięte, wyższa krańcowa produktywność pracy zwiększa płace rynkowe. Skoro płaca minimalna nie jest ustala wyżej niż płace rynkowe ogólna stopa bezrobocia szczególnie się nie zwiększa, nadal jednak tworzy bezrobocie w biedniejszych miastach i mniej opłacanych zawodach. W statystykach tego nie widać na pierwszy rzut oka, a policy mogą się pochwalić jak to ich ustawa „chroni” najbiedniejszych. 5. Kiedy państwo kontroluje pieniądz wszyscy mamy przesrane Rynek to wymiana towar za towar, jednak taka wymiana barterowa nie jest zbyt opłacalna. Potrzeba jakiegoś uniwersalnego towaru wymiany, który każdy chętnie by przyjął, taką właśnie rolę spełnia pieniądz w gospodarce. Czyli np. chcesz mieć buraki a masz ziemianki, nie musisz szukać kogoś kto ma buraki i jednocześnie potrzebuje ziemniaków, tylko możesz sprzedać swoje ziemniaki a za uzyskane pieniądze kupisz buraki. Różne towary na przestrzeni lat pełniły rolę takiego środka wymiany, za funkcję pieniądza robiły np. sól, zboże, czy krowy. Najlepsze jednak m. in. z powodu dużej wytrzymałości i łatwości przetopienia w tej roli okazywały się kruszce, ze wskazaniem na złoto. Dlatego też pierwsze nazwy walut pochodziły od jednostek wagi, np. funt od 1 funta złota. Ponieważ noszenie wszędzie ze sobą złota byłoby niewygodne, wymyślono więc pieniądz papierowy. Pierwsze banknoty i czeki to były po prostu kwity na daną ilość złota, które leżało zmagazynowane w pierwszych instytucjach działając na kształt dzisiejszych banków. I tu przechodzimy do meritum, w takim systemie bank nie można dodrukować pieniędzy, nie da się dodrukować złota, a drukowanie kwitu bez pokrycia w złocie jest nielegalnym fałszerstwem. Banki również działając jako normalne przedsiębiorstwa muszą także prowadzić racjonalną politykę kredytową, inaczej zbankrutują. W dzisiejszych czasach jednak to państwowy bank centralny ma monopol na emisję pieniądza fiducjarnego (pustego pieniądza już bez pokrycia w złocie) i jest pożyczkodawcą ostatniej instancji. Tak więc banki nie biorą odpowiedzialności za swoje działanie, o wszystkim decyduje bank centralny który decyduje o podaży pieniądza, a tym samym stopach procentowych. I to właśnie ekspansywna polityka monetarna (która umożliwia władzy pokrycie swoich wydatków) prowadzi do kryzysów finansowych. Ekspansja powoduje inflację (spadek wartości pieniądza, a tym samym oszczędności społeczeństwa), sztucznie zaniża stopy procentowe oraz tworzy bańki spekulacyjne co prowadzi do nagromadzenia nietrafionych inwestycji a w efekcie do recesji. Szerzej temat ujmuje tzw. austriacka teoria cyklu koniunkturalnego. Na zakończenie lista literatury która przyczyniła się do powstania tego felietonu: Ludwig von Mises „Ludzkie Działanie – traktat o ekonomii” Hans Hermann Hoppe „Demokracja – Bóg, który zawiódł” Henry Hazlitt „Ekonomia w jednej lekcji” Murray Rothbard „Złoto, banki ludzie – krótka historia pieniądza" oraz Internety: http://mises.pl/blog/2006/02/05/murphy-psychologia-a-prakseologia/ http://gazetapraca.pl/gazetapraca/1,90443,11056479,Minimalne_wynagrodzenie__im_wyzsza_pensja_minimalna.html http://polskabieda.com/?opcja=info&nr=0
  19. Bez zbędnych ceregieli, jedziemy z konkretami: Manipulacja nr 1: Średnia krajowa = ściema krajowa Średnia wynagrodzenie w Polsce w 2015 r. wyniosło 4214 zł brutto ... żartował GUS . Dobra, wszyscy generalnie wiemy, że masa Polaków zarabia poniżej tej stawki. Skąd więc takie fajne statystyki? Wystarczy spojrzeć na to jak oni to liczą. A liczy się to tak: do wskaźnika wlicza się tylko osoby pracujące na umowie o pracę i to tylko w firmach zatrudniających co najmniej 10 osób. Czyli krótko mówiąc nie wlicza się osób zatrudnionych na umowie zlecenie i o dzieło, ani nawet osób na etacie, zatrudnionych w firmach zatrudniających 1-9 osób. Osoby których nie bierze się pod uwagę to blisko 66% wszystkich zatrudnionych, a są jeszcze osoby pracujące na czarno, czyli wskaźnik idzie się o kant dupy potłuc. W dodatku średnia arytmetyczna oznacza że jak np. jedna osoba zarabia 8 tys. a druga 2 tys. to średnio zarabiają po 5 tys. więc to w samo sobie jest nieprecyzyjne. Dużo więcej mówi już mediana płac. W 2014 r. wynosiła ona 3291,56 zł brutto, przy średniej 4107,72 zł. GUS publikuje średnią krajową co kwartał, a medianę .... co dwa lata. Manipulacja nr 2: Podatnik nie wie ile zapłaci podatku Przykład: Pracownik zarabia 2000 zł brutto, czyli 1459,48 zł "na rękę" .... tak ma przynajmniej na umowie o pracę. Tymczasem pracodawca musi za jego pracę zapłacić 2414,80 zł. Tak więc tyle tak naprawdę wynosi pensja pracownika. Jak niektórzy pewnie wiedzą, w ostatnim czasie mieliśmy z Markiem pewną sprzeczkę, która skończyła niepotrzebnie niemiłą wymianą słów i ostrzeżeniem nałożonym na moją skromną osobę . Niestety Marek nie do końca mnie zrozumiał w tej sprawie. Nie twierdzę, że wszyscy przedsiębiorcy są tacy biedni i nie mają za co płacić pensji pracownikom. Szkopuł w tym, że to pracownik płaci te podatki, a nie pracodawca. No bo zwróćmy uwagę jak to wygląda ze strony pracodawcy: Szukam sobie pracownika na stanowisko X, mogę dać 2414,80 zł, a ile z tego "do ręki" dostanie pracownik, to już nie leży w gestii pracodawcy. Czyli człowiek zarabiający 2414,80 zł dostaje 1459,48 zł, ponad 40% z własnej pensji oddaje na rzecz państwa. Ale na tym nie koniec podatków, są jeszcze podatki pośrednie, poukrywane w cenach za różne towary jako VAT i podatki akcyzowe. Np. cena paliwa to aż w połowie VAT + akcyza. Łącznego ciężaru opodatkowania nie da się precyzyjnie obliczyć, szacunki wahają się od 60% do nawet 80%, zależy jeszcze od stylu życia, chociażby osoby palące płacą więcej podatków, przez koszerną akcyzę i VAT, które stanowią aż 82% ceny papierosów. Jedno z najbardziej solidnych opracowań jakie znam to poniższy film: Tu wyliczono ciężar opodatkowania na około 67%. Manipulacja nr 3: Matematyka w służbie socjotechniki Taka prosta zagadka: Pracownik X zarabia sobie pensję Y, płaci z tego 50% podatku. O ile wyższa byłaby jego płaca, gdyby w ogóle nie istniał ciężar opodatkowania? Wiele osób odpowiedziałoby że o 50%, ale to nie jest prawda. No bo spójrzcie, np. pracownik zarabia 3000 zł, płaci z tego 50% czyli 1500 zł, i zostaje mu 1500 zł. Czy gdyby zarabiał o 50% więcej niż teraz, zarabiałby 3000 zł? Nie, 1500*50% = 750 zł. Zarabiałby więc 1500 + 750 = 2250 zł. Tymczasem żeby zarabiać 3000 zł, musiałby zarabiać o 1500 zł więcej (1500 + 1500 = 3000), czyli zarabiać o 100% więcej. A więc krótko mówiąc brak opodatkowania 50% sprawiłby że zarabiałby nie o 50%, tylko o 100% więcej. A teraz jak przyjmiemy modelowo, że cały ciężar opodatkowania w Polsce wynosi 67%, wychodzi że pracownik dostaje ledwie 33% własnej pensji. A więc gdyby nie ciężar opodatkowania zarabiałby aż trzy razy więcej. Tak więc brak opodatkowania 67% sprawiłby że zarabiałby nie o 67%, tylko o aż 300% więcej. Manipulacja nr 4: Inflacja, kosztuje Cię więcej niż myślisz Jak już było parę razy na forum mówione w dobie centralnej bankowości (banków centralnych), pieniądza fiducjarnego i rezerwy cząstkowej, ciągle zwiększa się podaż pieniądza, jego wartość więc spada, a ceny rosną. W ten sposób ciągle zadłużający się rząd pokrywa swoje wydatki kosztem społeczeństwa korzystając z renty inflacyjnej (obniża wartość pieniądza, w którym jest zadłużony). Jednak nawet osoby wiedzący o tym, że inflacja to nic innego jak ukryty podatek, mogliby machnąć na to rękę i stwierdzić: "inflacja waha się gdzieś w granicach 1-2%, jojtam, to nie tak dużo". Jednak tu już na wstępie popełnia się pewien błąd. Błędnie zakłada się że normalny (czyli rynkowy) poziom inflacji wynosi 0%, tymczasem rynkowo przeważnie mamy lekką deflację. Tak więc jeśli np. rynkowa inflacja wynosi -2%, a NBP zadbał o wysokość inflacji 2% (na plusie) to już jest o 4% więcej niż poziom rynkowy, a nie o 2%. Ale i teraz nawet naiwnie zakładamy że inflacja podawana w statystykach przez NBP ma cokolwiek wspólnego z rzeczywistością. Polecam świetny artykuł w tym temacie: http://independenttrader.pl/jaka-mamy-realna-inflacje-w-polsce.html Prawda że bardzo wymowne? Idźmy dalej: w ciągu zaledwie 10 lat podaż pieniądza w Polsce wzrosła o 183%. W dużym uproszczeniu, coś co kiedyś kosztowało 10 zł dziś kosztuje 28,30 zł. Tymczasem w statystykach NBP inflację liczy się tak: Zarówno w przypadku inflacji CPI oraz 4 miar inflacji podawanej przez NBP mamy do czynienia ze sztuczkami statystycznymi polegającymi na dobieraniu współczynników w taki sposób aby oficjalna inflacja nie była zbyt wysoka. Z inflacji wyłącza się np. ceny administrowane tj. czynsze mieszkaniowe, zaopatrzenie w wodę, kanalizację, wywóz nieczystości, zaopatrzenie w nośniki energii (gaz, energia elektryczna, ciepła woda, centralne ogrzewanie), transport mieszany, usługi pocztowe. Kolejna grupą podlegającą wyłącznie są tzw. ceny najbardziej zmienne tj. usługi administracji państwowej czy usługi prawne. Ostatecznie z wyliczeń inflacji wyłącza się także ceny żywności i energii. Dziękuję za uwagę kto czytał i oczywiście zachęcam do dyskusji
  20. Temat do dyskusji dla wszystkich, jednak dedykuję go Markowi . Tak wiem mistrzu, że nie chcesz brać udziału w dyskusjach dotyczących ekonomii i wolnego rynku, ale polecam chociaż przeczytać mój post, głównie dlatego że piję w nim do mechanizmu który sam dawno zauważyłeś. A mianowicie to że ludzie tym bardziej coś cenią im jest to rzadsze. Tak jak w starych tekstach na samczym runie, zwykłe kamienie są warte mało bo wala ich się wszędzie pełno, no a diament to co innego. Ma to przełożenie w relacjach damsko-męskich (samców alfa jest dużo mniej niż betów), i stanowi podstawę ekonomii. Dlatego że jedna i druga dziedzina dotyczą niczego innego jak ludzkiego działania. Nauka o celowym ludzkim działaniu czyli prakseologia, powinna być traktowana jako podstawa metodologii w badaniu praw ekonomii, bo rynek i gospodarkę tworzą przecież ludzie, ciągle podejmujący działania, zmierzające ku danym celom. Tak to widział Ludwig von Mises, i ja się z nim zgadzam. Ale zasadniczo o co się rozchodzi? Człowiek podejmując działanie, podejmuje je w jakimś celu, i zawsze ten cel ma służyć poprawie obecnej sytuacji, osiągnięcia satysfakcji czy zmniejszenia dyskomfortu. Czy człowiek osiągnie swój cel czy nie to już inna bajka, nikt nie zna przyszłości, więc de facto każde ludzkie działanie jest spekulacją. Ale cel jest zawsze ten sam, dążenie do szczęścia, przyjemności, unikanie bólu, cierpienia, dyskomfortu. Różni ludzie, cenią różne wartości, a więc wartość jest pojęciem czysto subiektywnym (stąd subiektywistyczna teoria wartości przedstawiania przez ekonomistów ASE). Ponieważ ludzie cenią w danym momencie dane wartości w różnym stopniu, możliwa jest wymiana. Tu wchodzi kolejna dziedzina ważna odnotowania, czyli katalaktyka, a więc nauka o dokonywaniu wymiany pomiędzy ludźmi na rynku. Termin ten również wychodzi z prakseologii. A więc tak, mamy rynek, gdzie ludzie pracują, produkują, inwestują i dokonują wymian wartość za wartość. Tylko jak to wszystko ogarnąć? Żeby usprawnić wymianę wprowadza się środek płatniczy, czyli pieniądz, towar, który cechuje się dużą zbywalnością, a więc jest czymś co każdy chętnie przyjmie i wie że może go wymienić na inne potrzebne dobra. Teraz należy się zastanowić, kiedy w ogóle może dojść do wymiany? Dojdzie do niej tylko w przypadku, kiedy jedna strona ceni posiadane dobro mniej niż dobro, którego nie posiada. Czyli np. to że ktoś ceni jabłko równie wysoko jak banana, nie wystarczy żeby chętnie wymienił jabłko na banana. Żeby do takiej wymiany doszło on musi teraz cenić jabłko mniej niż banana (a druga strona odwrotnie teraz bardziej potrzebne jej jest jabłko niż banan), wówczas "pozbywa się" jabłka w zamian zyskuje banana. Tak już mówiłem wprowadzenie środka płatniczego, wszystko ułatwia, ale schemat jest ten sam, człowiek sprzedaje jabłko bo pieniądze ceni w tej chwili bardziej niż to jabłko, a kupuje banana, bo od danej sumy pieniędzy wyżej ceni banana. Istnienie pieniądza pozwala na kształtowanie się cen rynkowych, które odzwierciedlają preferencje konsumentów, są wynikiem znanej chyba wszystkim gry popytu i podaży. Każdy przedsiębiorca dokonuje kalkulacji ekonomicznej, ustala ceny wychodząc na przeciw potrzebom społeczeństwa, starając się je odpłatnie zaspokoić. I teraz tak, jeśli produkcja przyspiesza na skutek obniżenia się jej kosztów (do czego prowadzą inwestycje np. w nowe technologie) dóbr na rynku jest więcej. A więc ich ceny idą w dół, ponieważ skoro jest ich na rynku więcej, stają się "mniej rzadkie", konsumenci cenią je mniej. Przedsiębiorca jednak nie traci, pomimo spadku cen, ponieważ dzięki niższych kosztom produkcji jest w stanie wprowadzić większą liczbę towarów w krótszym czasie. Przeciwnie, zyskuje rozwijając swoją działalność, przyciągając coraz większą liczbę klientów. Tymczasem jeśli rząd dodatkowo obciąża przedsiębiorców np. przez państwowe regulacje, czy wyższe podatki, koszty produkcji idą w górę, więc w tym samym czasie powstaje mniej dóbr na rynku. Ponieważ jest ich mniej, stają się rzadsze, więc ceny idą w górę. Dlatego naturalnym jest, że ceny w gospodarce rynkowej spadają, jeśli pozwolimy temu procesowi działać. Skoro ceny spadają, rosną tym samym płace realne, bo za tę samą stawkę można kupić więcej, godzina pracy staje się więcej warta. Skoro już o płacach mowa, są one niczym innym jak ceną za pracę. Więc ich poziom również ustala rynek i gra popytu i podaży. Pracodawca zatrudni pracownika np. za 3000 zł, tylko jeżeli obecnie 3 tys. zł ceni mniej niż pracę pracownika, która dzięki odpowiedniemu zainwestowaniu przyniesie w przyszłości zysk. A więc o płacy decydują, kwalifikacje pracownika, wydajność pracy oraz popyt na pracę. Ten ostatni jest wbrew pozorom bardzo duży, w warunkach gospodarki rynkowej. Ba to właśnie ludzka praca jest najrzadszym i najcenniejszym czynnikiem produkcji, dzieje się tak z co najmniej kilku powodów. Głównie dlatego, że praca jest jedynym zasobem potrzebnym na każdym etapie produkcji, a kapitał ludzki cechuje tzw. wyłączność. A więc człowiek nie może wykonywać pracy w dwóch miejscach jednocześnie, czyli np. jeśli pracuje 8 godzin w firmie A, nie może w dokładnym tym samym czasie pracować w firmie B. Koszt alternatywnego użycia zawsze dotyczy całego kapitału ludzkiego, ponieważ człowiek nie jest w stanie podzielić swojej wiedzy czy umiejętności na kilka równoczesnych zadań, tak jak można to uczynić z kapitałem rzeczowym czy finansowym. Pracodawcy muszą więc stale rywalizować o pracownika. Co ciekawe istnienie tej silnej rywalizacji dostrzegał nawet sam Karol Marks, wieszcząc upadek kapitalizmu, dlatego że ponieważ kapitaliści muszą rywalizować o siłę roboczą, będą musieli albo stale podnosić pensję robotnikom albo inwestować coraz więcej w nowe maszyny. Tak zresztą było w wieku XIX, płace szły w górę, a ceny w dół. Marks nie przewidział jednak że to wszystko jest również korzystne dla przedsiębiorców, ponieważ inwestycje w nowe rozwiązania technologiczne etc. sprawiają że sami zarabiają dzięki obniżaniu się kosztów produkcji, a na konieczności podwyższania płac nie tracą, ponieważ praca staje się coraz bardziej produktywna. Zyskują wszyscy. Dlatego im bardziej rozwinięty gospodarczo kraj, tym wyższy poziom życia, wyższe płace i relatywnie niższe ceny, niższe bezrobocie itd. Natomiast w sytuacji gdy w rynek płac wkracza państwo robi się nieciekawie. Klin podatkowy zawyża koszty pracy, więc popyt na pracę się obniża, restrykcyjne przepisy i biurokracja sprawiają że "konsumentów" (czyli pracodawców) robi się znacznie mniej, i znowu popyt na siłę roboczą nurkuje. Na domiar złego rząd wprowadza cenę minimalną, czyli (płacę minimalną), a więc "niesprzedany towar" nie może pójść za niższą cenę, więc zaczyna zalegać półki, czyli tak powstaje bezrobocie. I pracownik przestaje być rzadkim dobrem, staje się tanim towarem, którego robi się w nadmiarze. Jeśli rząd nakazuje pracodawcom, że można legalnie zatrudniać od kwoty np. 2112 zł (płaca minimalna + klin podatkowy) to pracodawca zatrudni pracownika którego praca faktycznie jest tyle warta (ale do ręki dostanie już tylko 1286 odjąć podatki pośrednie), natomiast osoby mniej wykwalifikowane już pracy nie znajdują, przynajmniej nie na etacie. Część pracodawców może również "dopłacić" do pracownika (jeśli nie znajdą lepiej wykwalifikowanego), przenosząc do funduszu płac środki przeznaczone na dalsze inwestycje (więc produktywność pracy, i przyszłe płace realne będą rosły wolniej) lub po prostu ponieść większe koszty produkcji, a więc podaż dóbr znowu będzie mniejsza, a to oznacza wzrost cen, czyli także niższe płace realne. Na rynek cen, a więc tym samym rynek płac realnych wpływ ma również polityka monetarna, w erze pieniądza fiducjarnego i centralnej bankowości, podaż pieniądza ciągle rośnie, a więc ceny zamiast spadać, rosną, obniżając realne płace.
  21. Przeraża mnie dyletanctwo kobiet z zakresu elementarnej ekonomii. One nie rozumieją na czym polega proces zarabiania, gromadzenia kapitału, inwestowania, oszczędzania, gry na giełdzie. One chcą tylko wydawać i bez ograniczeń konsumować, nie rozumiejąc podstawowych mechanizmów rynkowych. Oczywiście większość z nich jest za socjalizmem, państwowym interwencjonizmem, państwową edukacją, służbą zdrowia i państwem opiekuńczym... bez komentarza.
  22. To się doigrali nasi "pobratymcy" i "przyjaciele": http://wiadomosci.dziennik.pl/swiat/artykuly/481686,leszek-balcerowicz-bedzie-reformowal-ukrainska-gospodarke.html http://www.money.pl/gospodarka/wiadomosci/artykul/reformy-na-ukrainie-leszek-balcerowicz,214,0,1703126.html Jeśli ta pogłoska stanie się faktem, to gospodarczo już jest po Ukrainie. Sprawiedliwości stanie się zadość za Wołyń i Galicje Wschodnią. Choć Ukraińcy to nie potulne i bierne polactwo. Pojedzie raz dwa na taczce.
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.