Skocz do zawartości
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Wyszukaj

Wyświetlanie wyników dla tagów 'kobiety' .



Więcej opcji wyszukiwania

  • Wyszukaj za pomocą tagów

    Wpisz tagi, oddzielając je przecinkami.
  • Wyszukaj za pomocą nazwy autora

Typ zawartości


Forum

  • Lektura Obowiązkowa - nie tylko dla nowego użytkownika
    • Regulamin Forum
    • Jak kupić książki, nagrania i złożyć dotację
    • FAQ - poradniki, pytania i odpowiedzi
    • Przedstaw się
  • Rozwój - przejmujemy władzę nad światem :>
    • Co zmienić na Forum - Dział Techniczny
    • Rozwój idei Forum
    • Radio Samiec!
    • Czasopismo
    • Dotacje
  • Klub Weterana
    • Zasłużona Starszyzna
  • Relacje męsko-damskie i nie tylko
    • [ŚWIEŻAKOWNIA] - 'Moja historia'.
    • Na linii frontu - podrywanie.
    • Seks
    • Manipulacje kobiet i obrona przed nimi
    • Moje doświadczenia ze związku, małżeństwa
    • Sprawy rodzinne i dzieciaki
    • Rozstania, zdrady, prawo rozwodowe.
    • Mądry Mężczyzna po szkodzie.
    • Ściana hańby
  • Zaburzenia emocjonalne, psychiczne Pań i Panów
    • Borderline
    • Narcyzm
    • Depresja
    • Pozostałe zaburzenia
  • Męskie i niegrzeczne sprawy
    • Samodoskonalenie i samowychowanie
    • Bad Boy
    • Hajs i inne dobra materialne
    • Wtopy i upokorzenia
  • Youtube - ciekawostki, dramy, informacje, nowinki
    • Niekonwencjonalni youtuberzy
    • Zagraniczni youtuberzy
    • Kanały sportowe
    • Konwencjonalni youtuberzy
  • Sport i zdrowie
    • Sport
    • Zdrowie fizyczne i psychiczne
  • Polska i świat
    • Co w zagrodzie i za miedzą
  • Przetrwanie, apokalipsa, preppersi
    • Survival w mieście
    • Survival w terenie
    • Przydatne umiejętności
    • Zestawy ewakuacyjne
    • Ogień, woda, żywność, ubrania, energia
    • Broń i narzędzia
    • Apteczki, zestawy medyczne, pierwsza pomoc, higiena
    • Schronienie, domy, bunkry, ziemianki
    • Urządzenia, pojazdy, gadżety
    • Książki, opracowania, podręczniki, artykuły, wiedza - związane z survivalem
    • DIY, "patenty", life hacki
  • Motoryzacja i Technologie
    • Wszystko co jeździ, pływa i lata.
    • Komputery
    • Technika i sprzęt
  • Hobby
    • Zainteresowania
    • Hobby i twórczość
  • Duchowość
    • Nie samym ciałem człowiek żyje
  • Rozmowy przy wódce
    • Flakon, kielon i zagrycha
  • Rezerwat dla Kobiet
    • Dlaczego tak?
    • Bara-bara
    • Bóg stworzył kobietę brzydką, więc musi się ona malować.
    • Wokół domowej 'grzędy'
    • Niedojrzali emocjonalnie faceci - ploty - dupoobrabialnia ;)
    • Kobiecy kącik 'kulturalny'
  • IT Przywitaj się i napisz czym się zajmujesz.
  • MacGyver a GADGETY MĘSKIE : ......?
  • Samczy Mobil Klub HydePark- zbiór tematów niepasujących do pozostałych kategorii
  • Samczy Mobil Klub Rowery
  • Młodzi samcy w równowadze Tematy
  • Samczy Mobil Klub Powitalnia
  • Młodzi samcy w równowadze Tematy
  • IT Linux
  • Samczy Mobil Klub Zabezpieczenia przed miłośnikami cudzej własności.
  • Samczy Mobil Klub Samochody
  • IT Przywitaj się i napisz czym się zajmujesz.
  • Samczy Mobil Klub Latadła:szybowce, śmigłowce, rakiety, balony :)
  • Samczy Mobil Klub Motocykle

Blogi

Brak wyników

Brak wyników


Znaleziono 167 wyników

  1. Dziś będzie o wojnie płci, ale tym razem o wojnie feministek z innymi feministkami A o co im poszło? O pieniądze oczywiście Dobrze widzieć jak one walczą między sobą https://bezprawnik.pl/dziewuchy-dziewuchom-znak-towarowy/ „Dziewuchy Dziewuchom” stały się znakiem towarowym, a co za tym idzie, przestały być niejako oddolną inicjatywą i ruchem społecznym. Kobiety, które się angażowały oraz udzielały na grupie, mają poczucie bycia wykorzystanymi. Nie dalej jak kilka godzin temu Facebooka zelektryzowała wieść, że oto jedna z administratorek grupy „Dziewuchy Dziewuchom” zarejestrowała nazwę jako znak towarowy. Dlaczego? Mniej lub bardziej oficjalnie pozostałe administratorki mówią o zabezpieczeniu marki przed rejestracją ze strony kogoś innego. Przeciwniczki całej akcji mówią jednak głośno o tym, że to wszystko intryga grubymi nićmi szyta, że chodzi o to, by posiadaczka marki mogła na niej dowolnie zarabiać. Kontrowersji byłoby może mniej, gdyby nie fakt, że grono administracyjne zażądało od wszelkich grup i stron używających nazwy „Dziewuchy Dziewuchom” jej zmienienia. Niepokornych zgłosiły centrum społeczności Facebooka i zniknęły one jak sen jaki złoty. Na samej grupie oraz na stronach z nią związanych trwa burza, która szybko nie ucichnie. O sprawie pisze między innymi Feministyczna Brygada Rewolucyjna FeBRa. Dziewuchy Dziewuchom – znak towarowy „Dziewuchy Dziewuchom” to facebookowa grupa, która zawsze cieszyła się dużą popularnością. Ich przewodnią ideą była walka o prawa kobiet. Na miejscu wymieniały się one informacjami, doświadczeniami i poglądami, zaś cały twór bardzo szybko się rozrósł. To sprawiło, że powstała masa oddolnych podgrup i podstron w rodzaju „Dziewuchy Dziewuchom Warszawa” i tym podobne. W ten sposób łatwiej było dziewczynom dyskutować o prawach kobiet we własnym rejonie, organizować się na różne protesty i wspierać lokalnych działaczy. Entuzjasta idei mógłby pomyśleć, że oto rodzi się wreszcie jakaś silna grupa, której uda się coś zmienić, a jedynym problemem mogą stać się wrogowie z konserwatywnej strony mocy. Słodka naiwności… Kiedy nazwa „Dziewuchy Dziewuchom” została zarejestrowana, do prowadzących oddolne stronki i grupy poszło wyraźne żądanie zmiany nazwy, ponieważ owa nazwa miała się odtąd stać marką. To nie mogło spodobać się tym, które dołożyły swoje trzy grosze do ideowej walki o równouprawnienie. Jak grzyby po deszczu powstają coraz to nowe posty na feministycznych stronach, zaś na samej grupie trwa festiwal wściekłych komentarzy. Dziewuchy dziewuchom wcale się dokładać do garnuszka nie chcą. I czują, że zostały wykorzystane. (Przez inne kobiety-feministki ) Monetyzacja idei Potrafię sobie wyobrazić, że ktoś chciałby zarobić na nazwie swojej grupy. Tak przecież zrobił Jaok, który uczynił pyta.pl znakiem towarowym, teraz należącym wyłącznie do niego. W przypadku „Dziewuchy Dziewuchom” mówimy jednak o olbrzymiej inicjatywie, która nie mogłaby się powieść, gdyby nie zaangażowanie użytkowniczek grupy. Przyzwoitość nakazywałaby w jakiś sposób się z nimi skonsultować (choć z drugiej strony, jak wyodrębnić zdanie całości? Zrobić ankietę?), a przynajmniej spróbować udawać, że cudza opinia administrację cokolwiek obchodzi. O ile o wiele łatwiej byłoby rejestrować facebookową stronę, o tyle z grupkami sprawa jest znacznie bardziej śliska. Te, które są skupione wokół idei, tworzone są przecież poprzez aktywność użytkowników, nie zaś feed na fanpage. Wiadomo, świat nie jest idealny, a kiedy jakaś grupa się rozrasta i zyskuje rozgłos, zaczynają pojawiać się pieniądze, główne źródło konfliktów pomiędzy ludźmi. Trudno nawet powiedzieć, czy rejestrująca znak towarowy administratorka faktycznie zasłużyła na to, by odcinać kupony od wspólnego zaangażowania setki tysięcy osób. Najprawdopodobniej nie, chociaż prawo jej tego nie zabrania. Nie jestem jednak pewna, czy teraz jej internetowy kram odniesie taki sukces, jaki by sobie życzyła… choć z całą pewnością dała sprawie rozgłos i dla wielu stała się nowym Mateuszem Kijowskim. Gdzie KOD jest teraz, wiemy chyba wszyscy. W takim razie, co dalej z „Dziewuchy Dziewuchom”? Scenariuszy jest kilka. Kiedy burza ucichnie, grupa pewnie będzie działać nadal, choć bez wątpienia odium sprywatyzowania idei będzie się za nią ciągnęło jeszcze długo. Powstaną zapewne różne odłamy oraz podgrupki, aczkolwiek trudno powiedzieć, czy dosięgną one liczby 100,000 użytkowniczek jak w przypadku oryginalnej zbiorowości. Za to konserwatywna scena polityczno-społeczna bez wątpienia odtrąbi zwycięstwo, bo jest co pokazywać – wszakże ujawniło się oto, że przeciwnik nie tylko swoją ideę sprzeniewierzył, ale także ją spieniężył. Stanowisko Dziewuchy Dziewuchom® w sprawie nieprawdziwych informacji rozpowszechnianych w mediach społecznościowych W nawiązaniu do nieprawdziwych informacji, które pojawiają się w internecie, a przede wszystkim w mediach społecznościowych, chciałabym odnieść się do zarzutów, pomówień i negatywnych opinii oraz wyjaśnić powody moich działań. Grupa FB Dziewuchy Dziewuchom nie jest ruchem społecznym 1 kwietnia 2016 r. założyłam fejsbukową grupę Dziewuchy Dziewuchom. Jest to inicjatywa autorska, która realizuje konkretną wizję i promuje ściśle określone wartości, takie jak prawa kobiet, wolność wyboru, równość płci. Zakres tematyczny został uściślony w pkt. 1.9. regulaminu grupy (http://bit.ly/DDRegulamin). Jestem założycielką i administratorką grupy Dziewuchy Dziewuchom, natomiast nie poczuwam się do reprezentowania ruchu społecznego Dziewuch, który zaczął powstawać spontanicznie i przybierał różne nazwy lokalne. Oświadczam także, że nie mam zamiaru ingerować w działalność żadnych ruchów określających się jako „dziewuchowe”. Moim planem jest dalsze administrowanie i moderacja na grupie Dziewuchy Dziewuchom oraz dostarczanie kontentu do naszych pozostałych kanałów społecznościowych. Chcę, aby platforma działała tak jak do tej pory, a mianowicie jako forum dyskusyjne, w którym omawiane są wydarzenia polityczne i społeczne dotyczące praw kobiet, wątki związane z edukacją seksualną oraz z przejawami seksizmu. Powody zastrzeżenia w Urzędzie Patentowym znaku Dziewuchy Dziewuchom® Moją motywacją do podjęcia procedury rejestracyjnej było samorzutne i nie podlegające żadnej weryfikacji powstawanie i działalność kolejnych grup na FB, zawierających w nazwie zwrot „Dziewuchy Dziewuchom”. Grupy te rządzą się swoimi zasadami, posiadają własną, niezależną komunikację i własne programy działania, czasem powiązane z polityką i nie zawsze spójne z misją i wizją założonej przeze mnie grupy. Chcąc te inicjatywy rozdzielić, zgłosiłam się z wnioskiem o ochronę znaku, za którym stoi konkretna idea, misja i oprawa wizualna. Działania Facebooka po otrzymaniu decyzji o zastrzeżeniu znaku Dziewuchy Dziewuchom® W dniu 19 kwietnia br. wysłałyśmy do administratorek grup na Facebooku, które mają w nazwie „Dziewuchy Dziewuchom”, wiadomość z informacją o rejestracji znaku i propozycję zmodyfikowania nazwy np. na „Dziewuchy [nazwa miasta, regionu, kraju]”. Część z grup zrobiła to od razu. Dołożyłyśmy wszelkich starań, by uprzedzić o możliwych działaniach Facebooka, który po zgłoszeniu informacji o zastrzeżeniu znaku towarowego ma prawo usunąć te konta, które ten znak bezprawnie wykorzystują. Zrobiłyśmy to, by zgromadzone na profilach grup informacje i zasoby zostały zachowane, bo zdajemy sobie sprawę jak jest to ważne. Dlatego z całą stanowczością podkreślamy, że nie przystąpiłyśmy ani do blokowania, ani usuwania lokalnych profili grup – wszystko odbywa się zgodnie z procedurami portalu i było odpowiednio wcześniej sygnalizowane. Jeśli na tym polu doszło do jakiejkolwiek pomyłki – jesteśmy gotowe do jej naprawienia. Zbiórki i wsparcie finansowe dla Dziewuchy Dziewuchom Zbiórka elektroniczna, która funkcjonowała pod adresem pomagam.pl/dziewuchy była prowadzona przez Joannę Filipczak-Zaród, która jasno zdefiniowała jej cele w opisie – były one i nadal są do wglądu dla wszystkich osób zainteresowanych. Żądanie okazania rozliczenia zebranych funduszy otrzymałyśmy dwukrotnie – od przedstawicielek i przedstawiciela grupy Łódzkie Dziewuchy oraz Dziewuchy Warszawa. Wyczerpujących odpowiedzi udzieliła wówczas ww. organizatorka zbiórki. Żadne komentarze nie zostały usunięte i są do tej pory widoczne na forum. Niezależnie od tego, rozliczenie od miesięcy znajduje się na naszej stronie www (https://www.dziewuchydziewuchom.pl/co-robimy/ ) w części JAK? Twierdzenie, że zebrane środki zostały przejęte na cele inne niż związane z działaniami prowadzonymi przez nas w ramach mediów Dziewuchy Dziewuchom jest niezgodne z prawdą. Znak towarowy Dziewuchy Dziewuchom® nie będzie wykorzystywany do celów prywatnych Nieprawdą jest, jakobym wykorzystała nazwę Dziewuchy Dziewuchom do takich działań jak: sprzedaż koszulek, reklama czy zbiórka środków. Nie mam i nigdy nie miałam zamiaru komercjalizować nazwy, którą wymyśliłam dla konkretnej inicjatywy, co jest udokumentowane w korespondencji z Urzędem Patentowym. Nie planuję produkcji odzieży z tym logo, a przypisywanie mi takich intencji ze względu na zawód, który wykonuję, jest manipulacją. Oskarżenia te traktuję jako naruszenie dóbr osobistych i jeśli będzie tego wymagała sytuacja, skieruję je na drogę sądową. Poczuwam się natomiast do odpowiedzialności za znak i jego wykorzystanie – został zastrzeżony, by osoby trzecie nie mogły go używać w obrocie handlowym i nie czerpały zysków np. z przeprowadzania szkoleń czy zbiórek posługując się nazwą Dziewuchy Dziewuchom. Marka NENUKKO i Dziewuchy Dziewuchom Moja działalność zawodowa nie jest w żaden sposób związana finansowo z platformą Dziewuchy Dziewuchom. Jestem natomiast pomysłodawczynią i organizatorką sesji zdjęciowej z udziałem administratorek grupy Dziewuchy Dziewuchom, którą kilka miesięcy temu zrealizowałyśmy zamiast klasycznej kampanii sezonowej NENUKKO. W wyniku tego działania nie odniosłam żadnych korzyści materialnych, a na realizację sesji przeznaczyłam prywatne środki. Wychodząc z pomysłem sesji zdjęciowej ryzykowałam więcej niż mogłam zyskać. Twierdzenie, że wykorzystałam kontekst działalności feministycznej i tematykę aborcji, aby zyskać rozgłos lub zarobić, uznaję za niedorzeczność, szczególnie ze względu na panujący w Polsce klimat polityczny. O swoich motywacjach związanych z produkcją sesji opowiedziałam dokładnie w rozmowie z dziennikarką Aleksandrą Boćkowską, w materiale opublikowanym w Gazecie Wyborczej 15 września 2017 (http://bit.ly/2JcBQgH) oraz w informacji prasowej przesłanej do mediów. Jest mi przykro, że działaniem związanym z rejestracją znaku towarowego Dziewuchy Dziewuchom® wywołałam tyle dyskusji, silnych emocji i wątpliwości. Nie było to moją intencją i jestem w stanie rozumieć, że zostało to krytycznie odebrane. Mam jednak nadzieję na zrozumienie i jestem otwarta na merytoryczną dyskusję.
  2. https://www.pch24.pl/feministki-z-czarnego-protestu-zapowiadaja-manifestacje-przed-siedziba-radia-maryja,59696,i.html Feministki będą robić zadymę pod Radiem Maryja Ciekawe co na to Ojciec Rydzyk „Urodzinowa chryja pod Radiem Maryja” – to hasło feministycznej manifestacji, która ma się odbyć 3 maja przed budynkiem katolickiej rozgłośni radiowej w Toruniu. Organizatorem protestu są środowiska zaangażowane w „Czarny Protest”. Przed budynkiem „Radia Maryja” w Toruniu, feministki zorganizowane w ramach tzw. „Ogólnopolskiego Strajku Kobiet”, będą protestowały przeciwko działalności katolickiego radia. Oficjalnie manifestacja jest zaplanowana w związku z rocznicą urodzin założyciela rozgłośni – o. Tadeusza Rydzyka. Nie ma jednak wątpliwości, że feministki nie będą wyrażały swego poparcia dla redemptorysty, a ich celem jest wyśmianie zakonnika i działalności radia. „Przyjdź, zaskocz Ojca, chryjnij jego Radiu, pozdrów Rodzinę!” – czytamy w zapowiedzi manifestacji na Facebooku. „Kolektyw Manifa Toruńska i kolektyw Warszawski Strajk Kobiet, Ogólnopolski Strajk Kobiet, oraz Fundacja Nie Tylko Matka Polka postanowiły zatem, że Ojciec Dyrektor, obok oficjalnej imprezy urodzinowej, na swoje 73 urodziny (oraz niemalże 74-lecie istnienia, wliczając nienaganne życie płodowe) zasługuje też na małą niespodziankę” – piszą organizatorzy wydarzenia. Autorki wydarzenia w serwisie społecznościowym kpią z założyciela „Radia Maryja” i sugerują, że inicjatywy podejmowane przez o. Tadeusza Rydzyka są typową działalnością biznesową. „Wstąpił do seminarium, studiował teologię w Warszawie, otrzymał święcenia kapłańskie. Naturalną rzeczy koleją założył rodzinę, wybudował dom, posadził drzewo. Rozwinął firmę rodzinną (znaną jako Rodzina Radia Maryja), ustanowił fundację, dla zabicia czasu założył radio, telewizję, gazetę, szkołę, postawił skromny kościół” – czytamy w zapowiedzi protestu. Przypomnijmy, że środowiska związane z tzw. „Ogólnopolskim Strajkiem Kobiet” nawoływały oraz brały udział w protestach przed kuriami biskupimi. Miało to miejsce w związku z poparciem Kościoła dla projektu „Zatrzymaj Aborcję”, który pozwoliłby na prawne ograniczenie liczby aborcji. Feministki podczas agresywnych protestów skandowały m.in.: „Słowa z ambony to zabobony”, „Kobieto szanuj się. Nie chodź do kościoła” oraz „Lekarzy nie misjonarzy”. „Bierzemy wieszak dla biskupa i idziemy ze słowem na niedzielę powiedzieć, co myślimy o urządzaniu nam życia i odbieraniu nam zdrowia, godności i wolności przez biskupów” – wzywała wówczas Marta Lempart, jedna z głównych organizatorek manifestacji.
  3. http://www.dzienniklodzki.pl/na-sygnale/poszukiwani/g/kobiety-nie-placa-alimentow-na-dzieci-lista-poszukiwanych-za-dlugi-alimentacyjne,13080906,28313814/ Kobiety nie płacą alimentów na dzieci Mieszkańcy województwa łódzkiego są winni swoim dzieciom ponad 707 mln zł. Alimentów na dzieci nie płaci ponad 20 tysięcy rodziców z Łódzkiego. Zdecydowana większość z nich to mężczyźni, ale w tym gronie jest ponad tysiąc kobiet. Policja z naszego województwa poszukuje dwunastu kobiet, które od dawna nie płacą alimentów.
  4. https://www.tvn24.pl/magazyn-tvn24/polak-i-polka-swiatowa-czolowka-pornografie-znaja-i-wiedza-co-lubia,147,2604 Według największego serwisu pornograficznego świata, Polki są ósmą najczęściej oglądającą te filmy grupą kobiet na świecie. Coraz większą popularność zyskują też tego rodzaju filmy skierowane konkretnie do kobiet. Czy pornografia jest dobra, czy zła? Czy może pomóc, a kiedy szkodzi? W jakim wieku stykają się z nią dzieci? O faktach i mitach, o naszej pruderyjności i ciekawości rozmawiamy z Izabelą Jąderek, seksuologiem i terapeutką. Adam Sobolewski: Oglądać pornografię czy nie? Izabela Jąderek Nie ma jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie. W wielu środowiskach stosunek do niej jest zero-jedynkowy, ale dla części osób oraz ich życia seksualnego nie stanowi ona zagrożenia. Zależy to od kilku kontekstów. Młodym osobom przed inicjacją seksualną, które chcą zobaczyć, jak wygląda seks i budowanie relacji erotycznych, oglądanie może zagrażać. Niewykluczone, że wyrobią sobie przekonanie, że to, co widzą w filmach, to prawdziwa relacja, że kobiety traktuje się przedmiotowo, używa się wobec nich przemocy, a seks wygląda bardzo charakterystycznie i jest pozbawiony uczuć. Przykładowo, młodzi mężczyźni po obejrzeniu takich filmów częściej w pierwszych kontaktach seksualnych doświadczają zaburzeń erekcji. Dlaczego? Bo seks wygląda zdecydowanie inaczej niż w tych filmach, inaczej wygląda kobieta, inaczej relacja. Inną kwestią jest podejście osób dorosłych i dojrzałych do pornografii. Osoba z własnymi, wyrobionymi przez lata przekonaniami, która wie, co lubi, co jej się podoba, oglądając ją, może rozbudzić wyobraźnię erotyczną, wprowadzić element ekscytacji, nowości do związku. Część badanych par ogląda filmy pornograficzne razem. W takich sytuacjach pornografia może pomóc związkowi, a nie mu zagrozić. A kiedy jej nie oglądać? Jeżeli powodem jest odreagowanie stresu, smutku, napięcia. Bo można się do tego przyzwyczaić, a to jest już niepokojące i zdarza się, że staje się to jedynym i częstym remedium na stres. Wtedy trzeba przestać albo - jeśli się nie potrafi - skorzystać z pomocy terapeutycznej. Trzeba wtedy przyjrzeć się temu, co leży u podłoża takich zachowań, jak również swoim emocjom. To może trzeba zadać pytanie inaczej: czy pornografia jest dobra, czy zła? Pytam, bo od lat niezmiennie zwraca się uwagę na to, że wyrządza wiele krzywdy kobietom. Jak Pani mówi – są w niej uprzedmiotowiane, często wykorzystywane. Tak, oczywiście, i to jest godne potępienia. Jednak w przypadkach zalecania parom oglądania tych filmów, nie chodzi o mainstreamowe porno, a jego alternatywne formy – tak zwane "porno dla kobiet", a więc to, w którym jest więcej gry wstępnej, relacji, czułości, gdzie seks jest konsensualny. Jeśli para mówi, że chciałaby rozbudzić swoje fantazje i wyobraźnię, to czasem w gabinetach poleca się parom oglądanie wspólnie takich właśnie filmów. Wtedy mogą spróbować pornografii dla kobiet. Trzeba tylko zaznaczyć, że nigdy nie chodzi o bezrefleksyjne oglądanie takich treści. Coś takiego może pomóc parze zwiększyć bliskość. Nie rozwiąże problemów komunikacyjnych, ale może urozmaicić życie erotyczne. Partnerzy mogą zacząć o seksie rozmawiać. Jest na przykład taka artystka – Erika Lust. Poprosiła kobiety z całego świata, by wysyłały jej swoje fantazje seksualne i potem na ich podstawie realizowała swoje filmy. Nie ma tam jedynie kontekstu seksualnego, nie ma pokazywania tylko narządów płciowych. Jest cała otoczka związana z relacją i – co równie ważne – kobietę traktuje się na równi z partnerem. Nie ma przemocy, poruszona jest kwestia zabezpieczania się, ciała są ludzkie. Penisy nie mają 30 centymetrów, a narządy płciowe kobiety jasnoróżowego koloru i nie są zawsze wygolone. A sami ludzie w tych filmach mają różne kolory skóry, różne orientacje, różne preferencje. Na początku stycznia kilka największych na świecie serwisów udostępniających treści pornograficzne opublikowało dane dotyczące swoich użytkowników. Jeden z nich poinformował, że w 2017 roku w stosunku do roku poprzedniego największy wzrost (aż o 1,4 tys. proc.) w jego wyszukiwarce zanotowała fraza "porno dla kobiet" (ang. porn for women). Inna strona podaje, że w Arabii Saudyjskiej i RPA z serwisów pornograficznych skorzystało nawet 50 proc. więcej kobiet niż w poprzednich latach. W sumie ich twórcy szacują, że kobiety stanowią teraz 20-25 proc. wszystkich globalnych użytkowników tego typu stron. Kobiety lubią pornografię? Statystyki wskazują, że użytkowniczek tych serwisów jest nawet do 30 procent. Kobiety lubią i oglądają pornografię. Nie w takim stopniu i nie tego rodzaju, co mężczyźni, ale tak – szukają czegoś alternatywnego i o pornografii dla kobiet słyszy się coraz więcej. Kobiety stają się też bardziej świadome swojej seksualności, wyzwalają się, mówią o tym, że chcą mieć prawo do orgazmu, wyrażać fantazje i pragnienia, szukają tego, co je rozbudzi. Są ciekawe tego, jak wyglądają różne rodzaje seksu. Ma to też związek z pornograficznym mainstreamem, w którym są poniżane. Tam jest ona tylko ozdobą dla mężczyzny, ma wypełnić zadanie. Kobiety nie chcą się tak czuć, chcą być podmiotem w relacji. Wiadomo również, że tylko kilka procent kobiet – niecałe 6 procent – ogląda pornografię więcej niż raz w tygodniu. Kobiety sięgają po nią najczęściej w weekend. Cytowana przez jeden z tych serwisów seksuolożka doktor Laurie Betito mówi w kontekście opublikowanych danych: "Zdaje się, że 2017 rok stał się tym, w którym kobiety zaczęły bardziej otwarcie wyrażać swoje pragnienia". Rzeczywiście, kobiety potrzebują tego. Mówienie o pornografii stanowi dla nich coraz mniejszy kłopot, ale oczywiście dochodzi do tego głównie w zaufanym gronie, bo w odbiorze społecznym kobieta oglądająca pornografię jest dziwna, coś jest z nią nie tak. Doktor Betito idzie nawet dalej, łącząc kwestię częstszego sięgania po te treści w sieci z ruchem takim jak #MeToo. Jej zdaniem te dwa zjawiska mają tę samą podstawę: przekonanie kobiet o ich "rosnącej sile i potrzebie wyrażania swojej opinii". Czy to nie zbyt daleko idąca teoria? #MeToo jest akcją stosunkowo nową, więc trudno w ogóle mówić o przyczynowo-skutkowym związku między oglądaniem pornografii, a tym, przeciwko czemu kobiety protestują. Cytowana specjalistka miała chyba na myśli to, że kobieta chce walczyć o podmiotowość na różnych polach. Bo samo oglądanie pornografii przez kobiety zaczęło się znacznie wcześniej. Co kobietom przeszkadza w mainstreamowym porno? Wizerunek. Operacje plastyczne, ogromny biust, narządy płciowe, które nie tak wyglądają, seks analny, wytrysk na twarz i na biust. Do tego przemoc, podporządkowanie mężczyźnie, powielanie stereotypów. Kobietom bardzo to przeszkadza. Jednocześnie, niestety, część z nich porównuje się do kobiet pokazywanych w tych produkcjach. Mają znamiona, blizny, nie są idealnie gładkie. Różnica jednak polega na tym – i pokazują to statystyki – że kobiety oglądające mainstreamowe porno częściej niż mężczyźni wiedzą, że to, na co patrzą, to fikcja. Żyjemy w kulturze, w której powtarza się, że atrybutem męskości jest penis, a kobiecości – duże, pełne piersi. Dobrze, żeby kobieta miała rowek między pełnymi piersiami, widoczny przy wycięciu w koszulce. Żeby to zrozumieć wystarczy spojrzeć choćby na zdjęcia w gazetach. Porozmawiajmy o nas. Polacy i Polki są piętnastą najczęściej odwiedzającą strony pornograficzne nacją świata. Polki zaś - przynajmniej według najpopularniejszego serwisu tego typu - to ósma najczęściej oglądająca takie treści grupa kobiet. Bez podziału na płeć jesteśmy na 10. miejscu wśród nacji, spędzających w serwisach jednorazowo najwięcej czasu. Jak Pani widzi te nasze miejsca w rankingu? Czego Polki i Polacy szukają w tych filmach? Mamy jakieś szczególne "zainteresowania"? Na co dzień nie mówimy tyle o seksie i jesteśmy pruderyjni, a jednak oglądamy pornografię i, jak widać, potrzebujemy tego. Pachnie to hipokryzją. Potrafimy ganić – kobiety, mężczyzn – za otwarte mówienie o pornografii, a jesteśmy w światowej czołówce. Nie jestem tym szczególnie zaskoczona, ciekawe jest też to, co częściej niż inni wyszukujemy. Na przykład tzw. overwatch. To animowane rozseksualizowane postaci, w zachowaniach najczęściej mocno perwersyjnych. Pornografia zwykle jest tym, co pozwala nam oderwać się od stresu, pomaga wyłączyć się zupełnie od życia. To jest bardzo ciekawe. Nurt pornografii animowanej jest coraz bardziej popularny, bo osoba chcąca zredukować napięcie, będzie chciała wyjść z siebie, ze swoich myśli, uciec od życia, które jest wokół niej i dlatego częściej będzie włączać takie materiały, które właśnie nie są realne. Popularna u nas w wyszukiwaniach fraza to "lesbijki". Jedną z najczęstszych fantazji mężczyzn jest to, że chcieliby uprawiać seks z dwoma kobietami. Coraz więcej kobiet też jednak – niezależnie od orientacji – jest zainteresowana pornografią pokazującą dwie kobiety. Podkreślam, wśród oglądających je kobiet to nie tylko lesbijki. Heteroseksualne kobiety też chcą rozwijać swoją wyobraźnię, choć nie musi im zależeć na takich doświadczeniach w realnym życiu. Inne wyszukiwane często hasło to "milf", bo dojrzała, świadoma potrzeb i wyrażająca je kobieta to pragnienie bardzo wielu mężczyzn. Bardzo by chcieli, by mówiła jasno, czego chce. To ich pobudza. I to widać w badaniach seksualności Polaków. Jesteśmy bardzo aktywni w swoich poszukiwaniach w sieci, a jednocześnie - jak wynika z odsłony takich badań z lutego 2017 roku - zaledwie 42 procent z nas jest zadowolonych ze swojego życia łóżkowego. Tak, i ta liczba rokrocznie spada. Wynika to z tego, że Polacy i Polki są potwornie zmęczeni, przeciążeni obowiązkami. Pracujemy po kilkanaście godzin, a seks, orgazm, służy nam do redukcji napięcia, a nie wyrażenia uczuć do partnera. Trzeba być zazdrosnym o to, czego szuka nasza partnerka, nasz partner w sieci? To zależy od naszego życia seksualnego, tego, co ustalimy w związku. Część osób, wchodząc w relację, nie ustala kwestii, które stanowią dla nich przekroczenie granicy. Dla niektórych oglądanie porno będzie zdradą, dla innych nie. Inną kwestią jest to, że jeżeli nasze życie seksualne podupada, kłócimy się o seks albo o nim w ogóle nie rozmawiamy, a przyłapujemy partnera/partnerkę na oglądaniu tych materiałów w sieci, to jest to powód do niepokoju. Zdziwiłabym się, gdyby ktoś tego niepokoju wtedy nie odczuł. "Czy myśli o kimś innym, może nie realizuję czyichś potrzeb?". Te pytania zwykle się pojawią i w wielu przypadkach ta zazdrość będzie uzasadniona. Tylko że nie pornografia będzie tu "winna", a to, że para przestała dbać o swój seks. Są też jednak i inne konteksty. W czasie rozłąki z partnerem może po prostu chodzić o redukcję napięcia, o sprawienie sobie przyjemności. W rezultacie granica między tym, o co można być zazdrosnym – o to, gdzie oglądanie pornografii się tłumaczy, a gdzie nie – staje się dosyć płynna. Ta zazdrość ma też pewnie inny wymiar. Mówiliśmy o zakrzywionym obrazie rzeczywistości, jaki przedstawia - aktorki po niezliczonych operacjach usuwających rzekome niedoskonałości ciała, hojnie obdarzeni przez naturę aktorzy. Czy nie jest tak, że przez to, co sami wybieramy do oglądania, stajemy się własnymi ofiarami? Penis jest czymś bardzo ważnym dla mężczyzn. Oglądają go, porównują z innymi już w trakcie dorastania. Wydaje im się, że kobiety zwracają na to uwagę, bo liczy się długość, że będą ich oceniały właśnie przez pryzmat wielkości penisa. W przypadku mężczyzny znaczenie ma przede wszystkim to, że jakiekolwiek problemy z zaburzeniami erekcji wykluczają go z życia seksualnego. Podam statystykę dotyczącą przedwczesnego wytrysku. To najczęstsze zaburzenie seksualne u mężczyzn. W różnych badaniach byli oni proszeni o to, by określić długość stosunku. Co się okazało? Czas, który wyliczyli subiektywnie, był dłuższy niż ten, który określała za pomocą stopera ich partnerka. W badaniu "Seksualność Polaków" z 2011 roku panowie nad Wisłą wskazywali w ankietach, że ich penis ma średnio ponad 17 centymetrów długości. Tymczasem jedyne chyba porównawcze badania naukowe, w których rzeczywiście mierzono penisy w ponad 30 krajach Europy i Bliskiego Wschodu (opublikowane przez "British Journal of Urology International" w 2015 r.) wskazują, że średnia ich długość – bez względu na rasę czy narodowość - to 3-4 cm mniej, a 16 centymetrów to właściwie ewenement, bo dotyczy jakichś 5 procent populacji. To jak to jest? O czymś nie wiemy? Polscy mężczyźni są wybrańcami? Biorąc pod uwagę fakt, że 70 procent oglądających mainstreamową pornografię to mężczyźni, można uznać, że będą w efekcie porównywali swoje klaty, mięśnie, penisa, długość trwania stosunku, formę aktywności i ich wnioski będą nieco zaburzone. Gdyby przeprowadzić badania centymetrem, wyniki rzeczywiście byłyby dość jednoznaczne – 14 centymetrów to taka europejska średnia, a niewielka liczba penisów jest większa. Z danych publikowanych przez serwisy pornograficzne nie dowiadujemy się, kto najczęściej sięga po te filmy. Zgaduję, że młodzież. W jakim wieku? Otóż nie. Najczęściej to osoby dorosłe, w wieku 25-34 lat. Jeśli chodzi zaś o średnią wieku, w którym młody człowiek ma kontakt z pornografią po raz pierwszy, to jest to 10 lat. Badania reprezentatywne – na grupie ponad 4 tysięcy nastolatków, jakie wykonała Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę, opublikowane w grudniu 2017 roku – wskazują, że w sumie ponad 40 procent z nich do 17. roku życia zetknęło się z pornografią. Badania Instytutu Profilaktyki Zintegrowanej wskazały natomiast, że 67 procent nastolatków miało styczność z pornografią, a ponad 30 procent oglądało ją regularnie. To są duże liczby. Czy ta granica się obniża? Obniża się, bo dostęp do pornografii jest łatwiejszy. Bez kontroli. Jak my byliśmy mali, nie było komórek, widzieliśmy co najwyżej "świerszczyki" przez szybę w kiosku. I to też nie w wieku 10 lat, a później. Trudno mi w to uwierzyć, w te statystyki o dziesięciolatkach. W Polsce też? Dzieci w tym wieku o tym rozmawiają i pokazują sobie takie filmy? Przecież nie są w stanie zrozumieć, czym w ogóle seks jest, przecież biologia nie podpowiada im tak wcześnie zainteresowania fizycznością. Kropka po tym, co pan mówi. W tym wieku dzieci sięgają po pornografię z reguły przypadkowo. Szukają czegoś w sieci i trafiają na takie treści. Po pierwszym kontakcie najczęściej wydaje im się, że mężczyzna krzywdzi kobietę, ale nie wiedzą, z kim mają o tym porozmawiać, nie wiedzą, co po zobaczeniu czegoś takiego mają zrobić. Boją się. Dopiero 14-15-latek wie, czego szuka. Seks jest wszędzie, seksualne są reklamy, gazety. W "Bravo" pisali, "jak być sexy", "jak mu się podobać", "co zrobić, by moje nogi ładnie wyglądały". Seksualizacja uderza od najmłodszych lat. Dlatego dzieci stają się coraz bardziej ciekawe tego, czym ten seks jest. Chcą to sprawdzić i dowiadują się tego niestety ze stron pornograficznych. I tak może kształtować się w nich obraz męsko-damskich relacji: że można uderzyć, wziąć przemocą, że jak kobieta mówi "nie", to tak naprawdę mówi "tak". Z taką wiedzą dorastający nastolatek często idzie w świat i próbuje budować podobne relacje. Inicjacja seksualna wciąż odbywa się średnio w wieku 17 lat. Najważniejsze jest to, by z czasem pojawiła się też dojrzałość. Należy wychodzić ze złego schematu, uznać, że jest on niepożyteczny, niesłuszny, ale – aby podejście młodzieży do seksu się zmieniało – dorosły, opiekun, rodzic musi o tym rozmawiać. Kontrola rodzicielska na komputerze to za mało. I jak przychodzą do Pani przerażeni albo oburzeni rodzice, to co im Pani mówi? Jacy powinni być w takiej sytuacji dla swoich dzieci? Jakie pierwsze dwa-trzy kroki zrobić, by móc coś zmienić i mieć pewność, że zrozumieją, z czym się stykają? Przede wszystkim nie złościć się na dziecko i nie krzyczeć. Nie mówić, że mu się zabrania, że zabierze mu się komórkę i zrobiło coś złego, bo ono najczęściej nie wie, że to "coś złego" i że może mu zaszkodzić. Choć rozumiem obawę rodziców i to, że z uwagi na strach emocje mogą wziąć górę. Niemniej później należy koniecznie porozmawiać z dzieckiem na ten temat, zapytać, czego szukało, czy ktoś mu o tym powiedział, zapytać, co dokładnie widziało i co w tym jest dla niego interesującego. I w zależności od tego, co dziecko powie – wytłumaczyć, że to jest film, że jest w nim dużo przemocy, że realny seks tak nie wygląda ani ciała tak nie wyglądają. Zapytać, co chciałoby o seksie wiedzieć i odpowiadać na pytania. Koniecznie zachęcić do zadania pytań w przyszłości, bo dzięki temu będziemy budować zaufanie i świadomość, że dziecko zamiast szukać na własną rękę, przyjdzie tam, gdzie może uzyskać rzetelne informacje. No i nie złościć się, kiedy faktycznie zapyta. Zablokowanie dostępu do niechcianych materiałów na domowym komputerze niczego chyba już zresztą nie zmienia? Jeden z największych na świecie serwisów pornograficznych poinformował, że w 2017 roku aż 75 procent odtworzeń wideo na jego stronie odbyło się przy pomocy smartfona. 10 lat temu był to 1 procent. W ciągu dekady dokonała się rewolucja. Dziś oglądanie pornografii w przypadku młodzieży to głównie smartfon. W szkole, tramwaju, na wyjazdach. Większość serwisów każe jedynie potwierdzić użytkownikowi "tak, mam więcej niż 18 lat" i nie ma innych zabezpieczeń. Przyrośliśmy już do sieci. W swojej książce "Seksolatki. Jak rozmawiać z młodzieżą o seksie?", pisze Pani, że w Danii pornografia pojawiła się na lekcjach wychowania seksualnego. Popiera Pani takie rozwiązanie? Nie trzeba pokazywać pornografii, żeby o niej mówić. Wystarczy pokazać zdjęcia z gazet, to, jak wygląda kobieta, a jak mężczyzna. Powiedzieć, że to znajdą w sieci. Porównywać je z obrazami ciała w kontekście biologicznym. Tłumaczyć, jak wygląda ciało po operacjach plastycznych, wyjaśniać, czym są wyretuszowane zdjęcia. Do rozmawiania o wielkości narządów też nie potrzebujemy pokazywania pornografii. Nie musimy się do tego uciekać. Zabrania nam tego prawo (do 15. roku życia), ale abstrahując od prawa, byłoby to nieetyczne. Dodatkowo część dzieci i młodzieży nie oglądała tych filmów i nie chce, więc nie można ich w ten sposób narażać. Nie wolno dopasować jednej części grupy do drugiej – tej, która pornografię widziała. Trzeba mówić o wizerunku ciała, asertywności, przemocy. Można mówić o pornografii, łącząc ją z bardzo wieloma obszarami. Wszystko to bardzo ciekawi młodzież.
  5. https://www.deon.pl/inteligentne-zycie/psychologia-na-co-dzien/art,358,pedofil-w-spodnicy-kobiety-tez-to-robia.html Zauważyłem, że w necie coraz częściej pojawiają się artykuły dotyczące kobiecej pedofili. To dobra droga do przełamania tego tabu Seksualne wykorzystywanie dzieci jest silnie kojarzone z męskim zachowaniem. Choć trudno w to uwierzyć, ze statystyk sądowych niezbicie wynika, że kobiety też to robią. Pedofilia nie jest uzależniona od płci, przy czym rzeczywiście dwudziestokrotnie częściej spotyka się ją u mężczyzn niż u kobiet Temat drażliwy i być może szokujący dla niektórych, zwłaszcza matek. Z pewnością trudno im wyobrazić sobie, że kobieta mogłaby molestować własne lub cudze dziecko. Ze statystyk sądowych wynika jednak niezbicie, że 1-1,5 proc. dorosłych kobiet (czyli jedna na sto pań) to robi! Przy czym trzeba tu podkreślić, że nadużycia seksualne ze strony kobiet nie przebiegają tak samo jak w wykonaniu mężczyzn i rzadko mają podłoże pedofilne, tzn. nie samo dziecko jest źródłem podniety seksualnej. Maluch jest często tylko "narzędziem" do osiągnięcia celu, np. rozładowania napięcia seksualnego lub agresji, poczucia władzy. Choć oczywiście są też zimne i wyrachowane sprawczynie rodem z horroru, ale nie na nich będziemy się tu skupiać. Skąd wiadomo? W kolejnych publikacjach wydanych na przestrzeni ostatnich 20 lat na całym świecie jest bardzo dużo rozbieżności, wręcz sprzeczności (jedni twierdzą, że kobiety częściej molestują chłopców, inni, że to dziewczynki pięciokrotnie częściej są ofiarami molestujących kobiet). Rodzi się zatem pytanie: które dane są prawdziwe i skąd właściwie wiadomo, że doszło do napastowania seksualnego? Trzeba też uściślić, które zachowania np. matki małego dziecka są już nadużyciem. Czy dbanie o higienę niemowlaka, podmywanie go i dotykanie krocza jest już molestowaniem?! Oczywiście nie. Jednak właśnie ze względu na tę szczególną opiekuńczą rolę kobiety, trudno jest ustalić granicę pomiędzy "dobrym" i "złym dotykiem", a tym bardziej udowodnić jej przekroczenie. Dlatego badania i sondaże dotyczące molestowania gromadzone są na kilka sposobów: analizowane są zachowania dzieci w różnym wieku, przeprowadzane są anonimowe ankiety wśród dorosłych (niektórzy z nich dopiero po latach ujawniają, że byli molestowani), na pytania badaczy odpowiadały też same sprawczynie. Na podstawie tych wszystkich danych stworzono ogólny portret statystycznej "molestantki". Okazało się, że do seksualnych nadużyć nie dochodzi tylko wśród ludzi z tzw. marginesu społecznego. Wprost przeciwnie - częściej zdarzają się u osób niekaranych z tzw. normalnych rodzin. Nakreślmy zatem portret potencjalnej sprawczyni: to osoba między 30.-40. rokiem życia mężatka, choć często z różnych powodów samotnie wychowuje dziecko kobieta o pasywnym usposobieniu, tzn. bardzo uzależniona od swego partnera, gotowa zrobić dla niego wszystko, bywa, że wtedy właśnie wchodzi w rolę współsprawczyni opiekunka, nauczycielka, wychowawczyni na koloniach lub po prostu "przyjaciółka rodziny", której często powierzane są dzieci typowa przestępczyni seksualna (ma zaburzenia osobowości). Trudny wiek Molestowane są dzieci w każdym wieku, jednak badaczom udało się wyszczególnić dwa przedziały wiekowe, które są najbardziej narażone na przemoc seksualną ze strony kobiet: maluchy do lat pięciu oraz dzieci między 7. a 14. rokiem życia. Ofiary z pierwszej grupy to często niespokojne i nerwowe szkraby. Ich opiekunki (matki) za pomocą pieszczot miejsc intymnych próbują je uspokoić, uśpić, odstresować lub ulżyć im (to błędne myślenie: u kilkulatków wzwód jest reakcją mechaniczną, niezwiązaną z podnieceniem seksualnym). Druga grupa to młodzi ludzie wkraczający w okres dojrzewania. Na swoje nieszczęście trafiają w ręce dużo starszych "nauczycielek miłości" lub nadopiekuńczych matek, które poprzez zbliżenie starają się przełamać ich lęk przed inicjacją, dowartościowują. Może też się zdarzyć, że dziecko w tym wieku molestują oboje rodzice, np. ojciec jest inicjatorem zbliżenia, ale uczestniczy w nim także matka. Ciekawe jest to, że córki-ofiary tego typu nadużyć po latach miały dużo większy żal do matek (że nie ochroniły ich) niż do ojców. W Anglii w ciągu jednego roku zgłoszono za pośrednictwem Telefonu Zaufania (ChildLine) aż 780 przypadków molestowania przez kobietę. 34 proc. - matka 22 proc - krewna lub znajoma 11 proc - rodzice 11 proc - macocha 11 proc - ciotka 11 proc - siostra Konsekwencje Z badań przeprowadzonych w polskich więzieniach wypływa szokujący wniosek: dorośli mężczyźni, którzy w dzieciństwie byli molestowani seksualnie i nie zostali poddani terapii, później sami krzywdzili dzieci. Tylko dwóch na 50 gwałcicieli nie było ofiarami molestowania w dzieciństwie. Nie wszyscy byli wykorzystywani przez swoje matki czy dużo starsze kobiety. Wielu współżyło ze swymi starszymi koleżankami i nie wspominają tego, jak coś traumatycznego. Podobnie w grupie gwałcicieli badanych w USA aż 59 proc. recydywistów miało inicjację seksualną przed 16. rokiem życia z kobietą starszą o ok. pięć lat. I tu właśnie tkwi szkopuł. Większość ludzi zgadza się, że molestowaniem seksualnym jest przypadek, gdy 19-letnia dziewczyna podejmuje kontakt seksualny z sześcioletnim chłopcem, ale nie uważa za molestowanie przypadku, gdy chłopiec ten ma lat 15. A jakie konsekwencje ponoszą molestowane w dzieciństwie dziewczęta? Wiele z nich ma obniżoną samoocenę, większe skłonności do nałogów, zaburzenia nastroju, myśli samobójcze. Często (nieświadomie) powielają schemat postępowania, jaki panował w ich domu. Albo same stają się sprawcami (przyjmują rolę agresora), albo wybierają na partnerów życiowych agresywnych, dominujących mężczyzn, którzy stawiają je w roli ofiary.
  6. http://www.pch24.pl/czy-ameryka-skonczy-z-feministycznym-obledem--pch,59363,i.html#ixzz5BmSAqIhf Redakcja renomowanego słownika amerykańskiego Merriam-Webster ogłosiła, że w 2017 roku najczęściej sprawdzanym słowem był wyraz „feminizm”. Stał się on trendy po zwycięstwie Donalda Trumpa, którego prezydencka inauguracja spotkała się z protestami wulgarnego marszu kobiet. Drugi skok popularności zapewniła słowu kampania #MeToo w reakcji na skandal z Harveyem Weinsteinem. Historycznie rzecz biorąc, klasyczna walka feministek z ekonomiczną dominacją mężczyzn oraz o „prawo” do aborcji przyniosła im spore sukcesy, więc potrzebne były nowe kierunki. Dziś feminizm jest filozofią nienawiści do mężczyzn oraz tzw. intersekcjonalną platformą walki o władzę , czemu sprzyja sterowana bałkanizacja społeczeństwa amerykańskiego. Mimo gwarantowanego prawem równouprawnienia płci, feministki wolą tkwić w mentalności ofiary. Daje im to nie tylko uprzywilejowany status względem mężczyzn, ale i usprawiedliwia niegodziwe działania. Widać to choćby w szerzeniu propagandy o rzekomej epidemii gwałtów na uczelniach. Dostępne dane przeczą histerii feministek, ale mając wsparcie mediów oraz Partii Demokratycznej, czują się mocne. Co jakiś czas wybucha nowy skandal z wyeksponowanym kłamstwem, które ma ilustrować tezę o panującej na kampusach rzekomej kulturze gwałtu. W 2006 roku głośnym echem odbiła się sprawa o zbiorowy gwałt na czarnoskórej dziewczynie przez trzech białych studentów na Duke University. Nie tylko media, ale i władze uczelni bezkrytycznie uwierzyły studentce jeszcze zanim przeprowadzono śledztwo. Doszło do manipulowania wyników badań DNA oraz pozbawienia oskarżonych konstytucyjnego prawa do domniemania niewinności. Rok później oskarżeni zostali uniewinnieni a politycznie motywowanego prokuratora pozbawiono licencji prawnika. Władze uczelni nie przeprosiły nikogo i nikt nie stracił stanowiska. Rzekoma ofiara gwałtu, którego nigdy nie było, nigdy nie została pociągnięta do odpowiedzialności karnej za wniesienie fałszywych oskarżeń. Kilka lat po tym skandalu magazyn „Rolling Stone” opublikował szokujący w szczegółach artykuł o zbiorowym gwałcie na studentce University of Virginia. Po paru miesiącach okazało się, iż rzekoma ofiara historię zmyśliła, a dziennikarka magazynu nie zadała sobie trudu, by gdziekolwiek sprawdzić wiarygodność opowieści zanim oddała artykuł do publikacji! Po procesie sądowym pismo zostało ukarane wysokimi kosztami, ale redakcja nie zwolniła nieuczciwej pracownicy. Uczelniane „trybunały rewolucyjne” Wydawałoby się, że wobec ekscesów feministek demokraci nie będą się spieszyć z kolejnymi przywilejami dla kobiet na kampusach. Ale w 2011 roku Ministerstwo Edukacji w piśmie do rektorów wszystkich uczelni wezwało je do prowadzania śledztw oraz do orzekania o winie oskarżonych o seksualną przemoc przez specjalne sądy na kampusach. Odtąd „dowodem” stało się przekonanie rzędu 50,1 procenta , że doszło do przestępstwa! Wywołało to lawinę sądów quasi kapturowych, pozbawiających studentów konstytucyjnych praw i ułatwiających studentkom składanie wątpliwych oskarżeń. W efekcie zmalała kontrola nad prawdomównością powódek, błędną identyfikacją sprawców i pomyłkami śledczych. Studentów wyrzuca się z uczelni po wyroku sądu, który pozbawia ich prawa do domniemania niewinności, do posiadania obrońcy oraz do przepytywania świadków strony skarżącej! Towarzyszy temu poszerzanie definicji gwałtu, co ułatwia studentkom oskarżanie o ten czyn chłopaka, z którym spały po wspólnej alkoholowej imprezie. Na niektórych uniwersytetach do oskarżenia o gwałt wystarczy brak wyrażonej uprzednio na piśmie zgody studentki na współżycie! Trudno nie dostrzec jak w tym klimacie jak zaciskanie pętli politycznej poprawności może obracać się przeciwko całkowicie niewinnym ludziom. Skoro bowiem wyroki w sprawach o gwałt orzekane są tak lekkomyślnie a rzucanie falszywych oskarżeń pozostaje bezkarne, co stoi na przeszkodzie by kobiety mogły mścić się na nielubianych kolegach bądź z zazdrości rujnować ich naukowe kariery – także jeśli obwiniani swych rzekomych ofiar nawet nie dotknęli? Promowana przez feministki propaganda rzekomej „kultury gwałtów” znajduje poparcie demokratów i adwokatów, którzy mocą specjalnego funduszu rządowego i nadzieją na zyski procesowe doprowadzili do powstania swego rodzaju przemysłu przestępstw seksualnych. Inicjatywa głównej animatorki tej propagandy, nowojorskiej senator Kirsten Gillibrand (Partia Demokrtyczna) otwarła drzwi do zatrudniania licznych ekspertów od uczelnianych sądów, grożąc opieszałym uniwersytetom zawieszeniem federalnych funduszy. Prestiżowy magazyn „The Atlantic” napisał, że sam Harvard zatrudnia na pełnym etacie 55 ekspertów uczelnianych sądów. Z kolei „New York Times” ujawnił, że w Ministerstwie Edukacji czeka na załatwienie prawie pięćset skarg o przestępstwa seksualne na kampusach, zaś każda z nich wymaga na rozpatrzenie średnio 703 dni! Fałszywym tezom Kirsten Gillibrand jakoby na kampusach kobiety były bardziej narażone na gwałt niż gdzie indziej, przeczą dane statystyczne Ministerstwa Sprawiedliwości. Mówią one, że w minionych 20 latach ilość przestępstw seksualnych była o 120 procent wyższa na terenach poza uczelniami. Zmalała z kolei znacznie liczba takich czynów na kampusach w przeliczeniu na tysiąc studentów – i to aż do 4,4 procenta w 2013 roku. Ocena 53 najlepszych amerykańskich uczelni w minionym roku ujawniła szokujące dane. Aż trzy czwarte z nich nie gwarantuje studentom prawa domniemania niewinności; tylko 47 procent placówek rzetelnie bada fakty, a 79 procent otrzymało ocenę niedostateczną za lekceważenie prawa do sprawiedliwego procesu. Minister Devos czyści stajnię Augiasza W listopadzie ubiegłego roku wysoka fala akcji # MeToo zaczęła nagle wciągać czarnoskórego kongresmana Johna Conyersa, demokratę i weterana komisji sprawiedliwości. Choć przyznał on, że z państwowej kasy (!) wypłacił 25 tysięcy dolarów kobiecie oskarżającej go o seksualne molestowanie, to zaprzeczył swej winie i odmówił podania się do dymisji. Wieloletniego kongresmana bronili początkowo partyjni koledzy protestując przeciwko osądzaniu go na podstawie li tylko słów kobiety, bez zapewnienia mu sprawiedliwego procesu. Okazało się, że to, co wolno robić ze studentami i aktorami, jest niedopuszczalne wobec polityków – Demokratów! Stopień hipokryzji był jednak zbyt duży więc nawet wpływowa Nancy Pelosi, obrończyni „ikony amerykańskiego życia politycznego”, w końcu ustąpiła i Conyers musiał odejść z Kongresu. Republikanie chcieliby odebrać uczelniom kompetencje orzekania o winie studentów i przywrócić je właściwym organom sądowym. Betsy Devos, nowa minister edukacji w rządzie Trumpa zniosła już kilka rozporządzeń prezydenta Obamy dla uczelni. Regulacje te dotyczyły przestępstw seksualnych, w tym przyjmowania za podstawę do orzekania winy tzw. niskiego wymogu dowodowego, ekspresowego, 60-dniowego okresu śledztwa, a także odmowy zgody na próbę pojednania stron. Ale przed Devos jest jeszcze wiele do zrobienia.
  7. https://mamstartup.pl/przestrzen/13081/mezczyznom-wstep-wzbroniony-w-tej-przestrzeni-coworkingowej-pracuja-wylacznie-kobiety The Wing to przestrzeń coworkingowa wyłącznie dla kobiet. Niedawno pozyskała 32 miliony dolarów i właśnie poinformowała, że rusza z międzynarodową ekspansją. Pojawi się między innymi w Londynie i Toronto. Wyjazd poza Stany Zjednoczone The Wing, przestrzeń coworkingowa dedykowana wyłącznie kobietom powstała w Nowym Jorku w 2016 roku. Od tamtej pory szybko zyskała popularność i 13 tysięcy zwolenniczek, które zdecydowały się wpłacić na konto startupu roczną opłatę w wysokości od 2 350 do 2 700 dolarów, aby móc pracować w przestrzeni wolnej od mężczyzn. Poza tym uczestniczki klubu mają szereg innych udogodnień, w tym między innymi pomoc wolontariuszek oraz dostęp do projekcji filmowych i występów publicznych. The Wing działa już w 2 miastach. Wkrótce jednak spółka pojawi się w kolejnych sześciu lokalizacjach, głównie na terenie Stanów Zjednoczonych: w Los Angeles, San Francisco, Seattle, Williamsburg (w północnej części Brooklynu) oraz ruszy z międzynarodową ekspansją i w efekcie zacznie prowadzić działalność się w Londynie i Toronto. Wejście na kolejne rynki jest możliwe dzięki środkom finansowym, które w listopadzie minionego roku zebrały właścicielki sieci coworków. Dyskryminacja? Okazuje się, że WeWork, inny operator przestrzeni coworkingowych, zainwestował 32 miliony dolarów w przedsięwzięcie, a nie jest to jedyna rudna finansowania jaką do tej pory zamknął startup. We wszystkich seriach zebrał łącznie 42 miliony dolarów. Nie znamy natomiast wyników jakie osiąga The Wing, bo panie tworzące projekt nic nie mówią na ten temat. Możemy jednak przypuszczać, że są na dobrym poziomie, skoro zainteresowały inwestorów swoim startupem. Poza tym The Wing wzbudza sporo kontrowersji ze względu na swoją politykę, zgodnie z którą członkami klubu i sieci coworków nie mogą być mężczyźni. Sprawa okazał się na tyle istotna, że postanowiła się jej przyjrzeć nowojorska Komisja Praw Człowieka, która stara się dociec czy startup nie dyskryminuje panów. Niezależenie od tego The Wing ma pełne poparcie burmistrza Nowego Jorku, Bill’a de Blasio oraz jest ciepło przyjmowany w miastach, w których się pojawia. Niemniej nie jest jedynym tego typu coworkiem na rynku. Panie chcą czuć się komfortowo W Toronto, gdzie niebawem rozpocznie działalność The Wing, działa już Make Lemonade, które ponoć ma nieco mniej restrykcyjne podejście do płci. Członkami tego co-worku mogą więc zostać mężczyźni, ale muszą przestrzegać pewnych zasad i ogólnie przyjętych norm. Założycielka przestrzeni tłumaczy, że w jej murach nie wolno używać języka nienawiści i zwracać się do przebywających tam osób w sposób, który nosi znamiona np. seksizmu. Mimo mniej restrykcyjnego podejścia Make Lemonade do płci członkami tego co-worku nie są mężczyźni. – Ważne, aby mieć miejsce, w którym wszyscy czujemy się komfortowo i, w którym czujemy, że to nasze miejsce; miejsce, do którego mamy prawo własności. Gdy zaczniesz odwiedzać przestrzenie coworkingowe, zauważysz, że w wielu tych miejscach dominuje męska kultura, a to jest nieco przytłaczające – mówi w rozmowie z Huffington Post właścicielka Make Lemonade, Rachel Kelly.
  8. http://www.rp.pl/Polityka/180329060-Kanclerz-Angela-Merkel-promuje-kobiety.html Angela na siłę chce wpychać kobiety do polityki. Ciekawe jakie skutki to przyniesie dla Niemiec Piszcie W federalnym rządzie jest coraz więcej kobiet, ale daleko jeszcze do ideału jego szefowej, czyli parytetu. Na czele rządu w Berlinie stoi kobieta i to jej zasługa, że na stanowiskach ministerialnych znalazło się sześć kobiet. Na tym szczeblu w rządzie jest obecnie zaledwie dwu mężczyzn więcej niż kobiet, wliczając Angelę Merkel. Parytetu nie udało się osiągnąć, mimo że zapowiadała to sama kanclerz. W koordynującej de facto pracę rządu kancelarii kobiet jest jednak przewaga, ale kieruje tym gremium mężczyzna, będący jednym z 15 ministrów. Biorąc pod uwagę wiceministrów, kobiet jest jedynie 24 na 82 członków rządu. W MSW nie ma ani jednej kobiety wiceministra. Wśród wiceministrów – fachowców sprawujących tę funkcję niejako z urzędu – są zaledwie cztery kobiety na 27 mężczyzn. Inaczej w gronie parlamentarnych sekretarzy stanu, czyli polityków, ale i tam do parytetu sporo brakuje. W sumie sytuacja w niemieckim rządzie nie odbiega znacząco od tej w biznesie. W zarządach 160 notowanych na giełdzie firm kobiety zajmują 25 proc. miejsc. Tak jest od lat mimo wysiłków Merkel, która stara się przekonać biznes, że trzeba coś z tym zrobić. Mowa była nawet o ustawowym wprowadzeniu obowiązkowych kwot dla kobiet. Ale także w polityce proponowany parytet nie funkcjonuje. Jako pierwsze wprowadziło je ugrupowanie Zielonych, gdzie kobiet na stanowiskach kierowniczych musi być co najmniej połowa. Podobnie w SPD i postkomunistycznej Die Linke (Lewica). Nie ma o tym mowy w kierowanej przez Merkel CDU, nie wspominając już o partii bawarskich konserwatystów CSU. To w kierowanych przez członków tej partii resortach kobiet jest najmniej.
  9. https://www.wprost.pl/kraj/10114427/skandaliczne-slowa-dziennikarza-o-feminazistkach-i-pasztetach-z-wasem-scheuring-wielgus-powiadomila-prokurature.html http://www.gloswielkopolski.pl/polska-i-swiat/a/joanna-scheuringwielgus-sklada-zawiadomienie-na-marcina-role-za-skandaliczne-wypowiedzi-o-feministkach-wideo,13052144/ Według Marcina Roli, dziennikarza internetowej telewizji "WRealu24", feministki to nazistki, Czarny Piątek to spęd neonazistek, a protestujące to "wieszakowe pasztety z wąsem". Toruńska posłanka .Nowoczesnej, Joanna Scheuring-Wielgus złożyła do prokuratury zawiadomienie w sprawie skandalicznych wypowiedzi Marcina Roli, dziennikarza internetowej telewizji "WRealu24". Rola w jednym z programów komentował Czarny Piątek i protesty przeciwko zaostrzaniu prawa aborcyjnego, jakie trwały w ubiegły piątek w całej w Polsce. "Na tych marszach widzimy zazwyczaj wieszakowe pasztety z wąsem, czyli typowe feminazistki" - mówi. Idzie dalej: "Półmózgi, sklonowane owce, ameby, jełopy, debile śmią porównywać marsz niepodległości z jakimś spędem feminazistek, z tym dziadostwem intelektualnym". Stwierdza też, że na organizację Czarnego Piątku "poszło z zagranicy parę banieczek", a feminizm nazywa patologią umysłową. "Feminizm równa się nazizm, równa się islam. Feministki nienawidzą kobiet" - dodaje. Na dzisiejszym briefingu prasowym Joanna Scheuring-Wielgus tłumaczyła, dlaczego złożyła w tej sprawie zawiadomienie do prokuratury. - W momencie, kiedy tzw. dziennikarz, bo inaczej nie jestem w stanie nazwać tego pana, używa takich określeń, to debata publiczna staje się rynsztokiem. I nie można na to nie reagować. Pan Marcin Rola przekroczył granice, a ja się na to nie godzę. Te określenia zniesławiają wszystkie osoby, które brały udział w protestach. Dlatego złożyłam wniosek do prokuratury. Mam nadzieję, że pan Rola zostanie ukarany. Za każdym razem trzeba w takiej sytuacji reagować. Zawiadomienie trafiło do toruńskiej prokuratury. - Wiem, że w innych miastach zostały już złożone podobne wnioski - mówi posłanka. Przypomnijmy, kilka miesięcy temu Marcin Rola w jednym z programów gościł Romana Sklepowicza. Wówczas panowie również komentowali kobiece protesty. Wtedy jednak prym wiódł Sklepowicz, prawnik zapraszany między innymi do TVP Info i Polskiego Radia jako ekspert. „Ładne laski idą na dyskotekę, a te, których nikt bzykać nie chce idą na demonstracje”. Powiedział też: „Stałem tam i się zastanawiałem kto to ru..a? I doszedłem do wniosku, że nikt i dlatego idą w tej manifestacji. Nikt nie chce ich ru...ć, pociągnąć za majtki, to dawaj na manifestację” - mówił.
  10. https://www.wprost.pl/swiat/10113119/nietypowy-trend-podbija-instagram-brwi-w-ksztalcie-butow-delfina-i-syrenki.html Dziewczyny! Nowy makijaż! Najpopularniejszy trend na instagramie! Już zrobiłyście sobie taki makijaż? Jeśli tak to piszcie! Jeśli nie to też piszcie co o tym sądzicie! Na popularnym portalu społecznościowym pojawił się nowy trend. Internautki zamieszczają zdjęcia z nietypowo wyglądającymi brwiami. Jak opisuje „Daily Mail”, w mediach społecznościowych pojawiło się ostatnio wiele trendów dotyczących brwi. Internautki publikują zdjęcia przedstawiające, w jak wymyślny sposób regulują lub dorysowują tę część twarzy. Najpopularniejszym trendem dotyczącym nietypowych brwi są obecnie wysokie buty. Obróbka cyfrowa Zdjęcie z taką brwią opublikował na Instagramie profil SkyzEditz, na którym często pojawiają się także fotografie celebrytów lub kobiet, które przodują w modzie jeśli chodzi o regulację brwi. Co zadziwiające, zdjęcie, które cieszy się dużą popularnością nie jest efektem sprytnego makijażu. Brew w formie buta na wysokim obcasie powstała w programie komputerowym. Internauci podzieleni Część internautów stwierdziła, że brwi w postaci butów to wymysł, a osoba z taką stylizacją wygląda jak zdesperowany klaun. Inni z kolei komentują, że taki wygląd jest kreatywny, a opublikowane zdjęcie jest po prostu swego rodzaju żartem. Szczególnie, że profil SkyzEditz słynie z zamieszczania materiałów, na których wizerunki gwiazd i tzw. influencerów są poddawane cyfrowej obróbce.
  11. https://biznes.radiozet.pl/Newsy/Austriak-otrzyma-300-000-euro-po-anty-meskiej-dyskryminacji Dobry news Urzędnik austriacki ma otrzymać ponad 300 000 euro (370 000 $) za to, że został niesłusznie pozbawiony szans na awans ze względu na płeć, poinformowały austriackie media. Peter Franzmayr wystąpił z pozwem o dyskryminację po tym, jak w 2011 r. nie otrzymał wewnętrznej promocji w ministerstwie transportu. Federalny Sąd Administracyjny zgodził się z nim, orzekając w lutym, że istnieje "wyraźny wzorzec, zgodnie z którym [Zechner] była od początku traktowana bardziej przychylnie niż pozostali kandydaci". Franzmayr otrzyma 317,368 euro odszkodowania, odzwierciedlającego dodatkowe pieniądze, które zarobiłby na poczcie, a także rekompensatę za szkody - podała gazeta Die Presse. Ówczesna Minister Transportu, Doris Bures z Socjaldemokratów (SPOe), broniła sposobu w jaki przeprowadzono wybór i powiedziała, że postępowano zgodnie z odpowiednimi procedurami prawnymi. Wybrani kandydaci zostali uznani za wysoko wykwalifikowanych, dodała, mówiąc, że ostateczna decyzja została podjęta z powodu "masowej niedostatecznej reprezentacji kobiet". Franzmayr pracował jako prawnik i przewodniczący władz miasta w Wels. Wcześniej w tym miesiącu został powołany przez obecnego ministra transportu, Norberta Hofera z Partii Wolno-Prawicowej (FPOe), na stanowisko szefa rady nadzorczej przy autostradzie Asfinag.
  12. Nie wiem co o tym sądzić. Takie coś wstawił Milo Yiannopoulos. Chodzi o most w USA, na Florydzie, który zawalił się dzień po wybudowaniu jego. Były ofiary śmiertelne. https://www.wprost.pl/swiat/10111183/zawalil-sie-most-dla-pieszych-w-poblizu-uniwersytetu-sa-ofiary.html
  13. https://kobieta.wp.pl/tak-metoo-zmienia-sport-w-telewizji-nie-pokaza-juz-zblizen-na-posladki-surferek-6229896780965505a Kolejna zmiana związana z akcją #metoo. Co o tym sądzicie? Obcisłe majtki, krótkie spodenki i zbliżenia na pół ekranu. Ci, którzy oglądali zawody surferów pewnie wiedzą, jak najczęściej pokazywane są sportsmenki. I gdy część postanowiła żartować sobie z #metoo, inni zmieniają właśnie sport. Zbliżenia na pośladki sporstmenek jeszcze do niedawna wydawały się czymś "normalnym". Nieodłączny obrazek igrzysk, mistrzostw i wszystkich innych zawodów sportowych. Krągłości na ekranie telewizorów nieświadomie pokazują przecież lekkoatletki, siatkarki, gimnastyczki, i… surferki. W mediach nie ma dziś informacji o molestowanych zawodniczkach, żadna głośno nie opowiedziała swojej historii z przemocą seksualną w tle, nie było też żadnej petycji jak w przypadku aktorek. Mimo to przedstawiciele World Surf League postanowili odrobić lekcję z #metoo, akcji, która przetacza się po świecie od ostatnich kilku tygodni. WSL rozpoczęło w swoim środowisku dyskusję na temat traktowania sportsmenek. Jak donosi "Stab Magazine", podczas jednego z ostatnich spotkań wypracowano nowe rozwiązania, które mają poprawić sytuację kobiet w tym sporcie. Operatorzy, którzy będą obsługiwali zawody, otrzymali instrukcje, jak filmować poszczególne zawodniczki. Co to dokładnie oznacza? Nie powinni robić zbliżeń na pośladki kobiet. Te, które surfują w skąpych bikini lub krótkich spodenkach, mają być filmowane w planie ogólnym – bez pokazywania szczegółów. Choć zmiana wydaje się niewielka, ma ogromne znaczenie. Bo WSL pokazuje, że trzeba skończyć z traktowaniem kobiet w sporcie jak przedmiotów "do oglądania". To kolejny taki przykład z ostatnich tygodni. Nie tak dawno temu pisaliśmy o Formule 1, która rezygnuje z zatrudniania tzw. grid girls z imprez motoryzacyjnych.Występowanie w skąpych, emanujących erotyką strojach tylko po to, by zadowolić publiczność, jest najczystszą formą seksizmu i uprzedmiotowienia kobiet. Im bardziej kobiety wyginały swoje atrakcyjne ciało, im więcej go pokazywały, tym lepiej. Jak ładne przedmioty z ładunkiem erotycznym, który miały przyciągać do zawodów Formuły 1 jeszcze więcej fanów, chcących sobie "popatrzeć". Do podobnych wniosków doszli organizatorzy konkursów dla surferów. Pewnie jeszcze kilka miesięcy temu nikt nie spodziewałby się, że #metoo odbije się takich echem po całym świecie. Wiele musi się zmienić. Nawet w World Surf League, którego przedstawiciele zdają sobie sprawy z nierówności kobiet i mężczyzn. Panie w tym sporcie wciąż zarabiają 40 proc. mniej niż koledzy "po fachu".
  14. https://www.money.pl/emerytury/wiadomosci/artykul/system-emerytalny-emerytury-kobiet-emerytury,160,0,2400160.html Cała prawda o dyskryminacji mężczyzn w systemie emerytalnym. 8 marca to okazja, by mówić o dyskryminacji kobiet. W niektórych hasłach jest sporo prawdy. Są też zupełnie nietrafione. Jak te o ich dyskryminacji przez system emerytalny. Policzyliśmy i okazuje się, że w tym wypadku to mężczyźni mają powody, by rwać włosy z głowy. Kobiety często z oburzeniem wskazują, że mają za małe emerytury i że są przez to dyskryminowane. Taka sytuacja była przy ustalaniu pierwszych kwot po obniżeniu wieku emerytalnego, gdy kobietom wyliczono średnio 1540 zł, a mężczyznom - 2800 zł. To jednak tylko połowa prawdy. Emerytury kobiet faktycznie są dużo niższe, niż mężczyzn - średnio nawet o 32 proc. Nie ma jednak racji w tym, że kobiety są dyskryminowane przez system. Wręcz przeciwnie - to panowie mają powody do niezadowolenia. Obecnie GUS szacuje, że przeciętny mężczyzna, który teraz przyjdzie na świat, będzie żył około 74 lat. W przypadku kobiet jest to o osiem lat dłużej. Jeśli chodzi o emerytury, to panowie muszą, według reguł przywróconych w ub.r., przeżyć 65 lat, żeby zasłużyć na wypłatę. Panie "tylko" 60 lat. Innymi słowy, płeć brzydka świadczenia emerytalne pobierać będzie przez średnio około dziewięć lat, a płeć piękna przez 22 lata. W rzeczywistości te proporcje są trochę inne. Panowie przechodzą na emeryturę średnio w 63 roku życia, a panie w 61 - tak mówią ostatnie dane GUS. Czas pobierania świadczeń panom wydłuża się więc do 11 lat, a paniom skraca do 21. To dwie przyczyny sytuacji, w której panowie stanowią zaledwie 40 proc. pobierających emerytury. To jednak nie wszystko. Panowie zazwyczaj dłużej odkładają składki emerytalne, bo dłużej pracują zawodowo. Średni staż pracy mężczyzny w momencie przejścia na emeryturę to 37 lat, a kobiety - 33 lata. Różnica wynika głównie z innego dla obu płci wieku emerytalnego. Podsumowując - panowie opłacają składki przez 37 lat, a pobierają emerytury przez 11, a kobiety wpłacają do systemu pieniądze przez 33 lata, a pobierają przez 21 lat. Panowie wpłacają więcej... Teraz przejdźmy do pieniędzy. Przeciętny mężczyzna zarabia około 17 proc. więcej niż kobieta - różnicę oszacowaliśmy, biorąc pod uwagę trend w zróżnicowaniu zarobków w badaniach GUS z października 2014 i 2016 r. Przeciętne wynagrodzenia w gospodarce w 2017 r. wynosiły 4271,51 zł brutto miesięcznie. Przykładając 17-procentową różnicę "międzypłciowe" płac do tej wartości, otrzymujemy: 3919 zł w przypadku kobiety i 4604 zł dla mężczyzny. Przy takich kwotach na składkę emerytalną kobiety odprowadzane jest łącznie 765 zł miesięcznie (382,49 zł po stronie pracownika i 382,49 zł po stronie pracodawcy). W przypadku mężczyzny jest to 899 zł. Przez 33 lata pracy kobieta przelewa do ubezpieczyciela społecznego łącznie około 303 tys. zł (33 lata razy 12 miesięcy razy 765 zł), a mężczyzna przez 37 lat - 399 tys. zł. Mamy więc 96 tys. zł różnicy na niekorzyść mężczyzn. .. a wypłacają mniej Teraz policzmy, ile jest wypłacane. Przeciętna emerytura w styczniu to 2162 zł brutto. Mężczyźni dostawali około 2,6 tys. zł brutto, a kobiety 1,8 tys. zł (wyliczenia własne money.pl na podstawie danych z proporcji z raportu GUS z 2017 r. i wzrostu przeciętnej emerytury do stycznia 2018 r.). Jeśli przeliczyć to na konkretne kwoty wypłat, to panowie dostają łącznie średnio 345 tys. zł emerytur w ciągu swojego życia, a panie 450 tys. zł. Mężczyzna dostanie więc około 44 tys. mniej niż wpłacił, a kobieta 51 tys. więcej. Jak widać system "przechylony" jest w stronę kobiet. W przypadku emerytur formalnie nie mają więc powodów do narzekań.
  15. http://www.olsztyn.com.pl/artykul,lepiej-byc-dama-niz-feministka-pikieta-antyfeministyczna-na-olsztynskiej-starowce-zdjecia,24970.html I takie pikiety są potrzebne dziewczyny Antyfeministyczne! W sobotę na olsztyńskiej starówce odbyła się pikieta pod hasłem "W imieniu dam", która miała być sprzeciwem wobec "feministycznej propagandy godzącej w rodzinę, tradycję i wiarę". - Młode kobiety, prawdziwe damy, wyszły na ulice, aby przekonywać mieszkańców Olsztyna, zwłaszcza kobiety, że lepiej być damą niż feministką - opisuje sobotnie wydarzenie portalowi Olsztyn.com.pl Justyna Koziatek z lokalnych struktur Młodzieży Wszechpolskiej. - Jest to pikieta antyfeministyczna. Sprzeciwiamy się XXI-wiecznemu feminizmowi oraz tym wszystkim lewicowym ideologiom, które w naszym rozumieniu niszczą kobiecość i sprzeciwiają się tradycyjnym wartościom, które wyznajemy oraz niszczą podstawową jednostkę społeczną jaką jest rodzina. Czy była to swoista kontra do wydarzeń, które miały miejsce w wielu miejscowościach całej Polski 8 marca? - To jest inna forma sprzeciwiania się - deklaruje Koziatek. - My nie chcemy wychodzić na ulice i krzyczeć przeciwko feministkom. My chcemy pokazać naszą prawdziwą twarz. Pokazać, że kłótnie i jakieś bezsensowne debaty na ulicach nie są nam potrzebne. Lepiej pokazać to, w co my wierzymy. Jeśli promujemy pewne wartości to właśnie w ten sposób: pieczemy same ciasta, nie boimy się spędzić kilku godzin w kuchni. Uważamy, że gotowanie i sprzątanie też może być przyjemne. Nie walczymy z mężczyznami. Uważamy, że kobieta i mężczyzna muszą się uzupełniać, bowiem to oni tworzą rodzinę - najważniejszą wartość dla nas. Sobotnie pikiety pod hasłem "W imieniu dam" odbyły się w kilkunastu miastach Polski. W stolicy Warmii i Mazur akcja odbyła się po raz czwarty.
  16. https://joemonster.org/art/42505/10_najbardziej_obrazliwych_cytatow_hardkorowych_feministek Feministki zawsze miały dużo do powiedzenia. Ale te kobiety przekroczyły granicę dobrego smaku. Oto 10 wypowiedzi, które niestety poszły w świat, choć byłoby lepiej, gdyby ich autorki ugryzły się wcześniej w język. #1. Germaine Greer "Jedynym miejscem, które zabezpiecza mężczyzn, jest maksymalnie strzeżone więzienie, z wyjątkiem groźby zwolnienia ich." #2. Linda Grant "Dochodzimy do tego, co proponowała Andrea Dworkin, mianowicie, żeby kobiety posiadały swoje własne państwo. (…) Powiedziałam jej, po co zawracać sobie tym głowę. To się nie stanie. Na co ona odparła: ‘nie mówiono tego samego o Izraelu’? Czyż świat nie uważał Theodora Herzla, założyciela ruchu Syjonistycznego, za dziwaka? Żydzi dostali własne państwo, ponieważ byli prześladowani, powiedzieli dość, zdecydowali, czego chcą i poszli o to walczyć. Kobiety powinny zrobić to samo. A jeżeli ktoś nie chce mieszkać w Womenlandzie [Krainie Kobiet – dopisek mój], to co? (…) I jak Żydzi walczyli o Izrael, tak kobiety mają prawo wykonać egzekucję, zgadza się, powiedziałam: wykonać egzekucję, na gwałcicielach, a państwo nie powinno interweniować." #3. Sally Miller Gearhart "Proporcja mężczyzn musi zostać zredukowana i utrzymana na poziomie w przybliżeniu 10% rasy ludzkiej." #4. Valerie Solanas "Obywatelsko nastawionym i odpowiedzialnym kobietom szukającym dreszczyku, a żyjącym w społeczeństwie, którego żaden aspekt nie jest odpowiedni dla kobiety, pozostaje jedynie obalić rząd, wyeliminować system pieniężny, wprowadzić całkowitą automatyzację i wyniszczyć męską płeć." #5. Catherine Comins "Mężczyzna, który został niesprawiedliwie obwiniony o gwałt, może zyskać na tym doświadczeniu." #6. Robin Morgan "Pornografia jest teorią, a gwałt jest praktyką. A czym jest praktyka. Napaść na pojedynczą kobietę jest metaforą mężczyzny tyranizującego narody, organizmy zwierzęce i roślinne a także Matkę Ziemię jako taką." #7. Marilyn French "Wszyscy mężczyźni są gwałcicielami – i jest to wszystko, czym są." #8. Catharine MacKinnon "Mężczyźni, którzy siedzą w więzieniu za gwałt, uważają, że zamykanie ich za to jest największą głupotą jaka kiedykolwiek miała miejsce… Nie tylko dlatego, że jest to pomyłka sądowa. Oni zostali wsadzeni do więzienia za coś bardzo mało różniącego się od tego, co większość mężczyzn czyni cały czas i nazywa to seksem. Jedyna różnica polega na tym, że ich za to zatrzymano." #9. Andrea Dworkin "Krótko mówiąc, moje zdanie brzmi, heteroseksualny stosunek jest czystym esencjalnym wyrazem męskiej obrazy wszystkich kobiet." #10. Manuela Gretkowska "Mężczyzna to nieskomplikowane urządzenie – ma tylko jedną dźwignię - Ch*j w erekcji to jedyny pion moralny faceta."
  17. https://spidersweb.pl/autoblog/seksistowska-promocja-mercedesa/ Mercedes jawnie dyskryminuje mężczyzn. Zauważyłem, że coraz więcej osób dostrzega dyskryminację mężczyzn w różnych strefach życia. Co sądzicie o tej akcji Mercedesa? Sądziłem, że czasy jawnego seksizmu już minęły i że równość płci w normalnych sytuacjach życiowych, np. zakupu dóbr konsumpcyjnych, jest rzeczą oczywistą. Jakże się myliłem! Okazuje się, że seksistowska promocja Mercedesa w ramach zemsty na mężczyznach, za to że ponoć zarabiają więcej to nie żart. Wyobraźcie sobie, że tankujecie swój samochód za 200 zł. W kasie osoba obsługująca informuje was: 210 zł. Dlaczego 210 zł? Bo jest pan mężczyzną. Albo wręcz przeciwnie, mówi: 190 zł, bo jest pani kobietą. Chcielibyście tankować na takiej stacji? Wątpię. Polski importer Mercedesa uznał jednak, że taka właśnie akcja będzie świetną promocją na tzw. Dzień Kobiet. BTW: nie cierpię Dnia Kobiet, bo sama ta nazwa odhumanizowuje kobiety. Skoro kobiety to ludzie, to chyba codziennie jest dzień ludzi? Tym razem jednak dzień kobiet zamienił się w dzień karania mężczyzn. Mercedes przygotował infografikę, z której wynika, że kobiety zarabiają w Polsce 7,2% mniej od mężczyzn. Jest to tzw. gender pay gap, czyli rozbieżność płacowa między płciami. Tyle że w Mercedesie chyba ktoś jej nie zrozumiała. Rozbieżność płacowa między płciami dotyczy łącznej sumy zarobków całej grupy mężczyzn i kobiet. Oznacza to po prostu ile w danym roku zarobili mężczyźni, a ile kobiety. W przypadku kobiet ta liczba prawie zawsze jest niższa, ponieważ kobiety pracują krócej (wcześniej przechodzą na emeryturę), mają dłuższe przerwy w karierach zawodowych związane z urlopami macierzyńskimi oraz ogólnie mają tendencję do wybierania zawodów o niższym stopniu ryzyka. A te właśnie zajęcia są najlepiej opłacane. Zresztą światowe statystyki pokazują, że ponad 9 na 10 wypadków śmiertelnych przy pracy zdarza się mężczyznom. Gender pay gap nie ma nic wspólnego z tym, że kobiety na tym samym stanowisku zarabiają mniej niż mężczyźni. Ktoś, kto odpowiadał za przygotowanie tej infografiki (pozdrawiam i gratuluję), nie zrozumiała o czym mówi wskaźnik, jakim się posłużyła. Rozbieżność płacowa daje pojęcie o rynku pracy i aktywności zawodowej obywateli, a nie o tym, że ktoś dostaje mniej pieniędzy bo jest kobietą. Takie traktowanie jest od dawna zabronione. Ponadto, gdyby rzeczywiście tak było, to firmy chciałyby zatrudniać tylko kobiety – skoro można płacić im 8% mniej za tę samą pracę, to znaczy że z punktu widzenia biznesu są bardziej efektywnymi pracownikami niż mężczyźni. Jest kardynalnym błędem przenoszenie ogólnego obrazu rynku pracy na indywidualne przypadki. Na tej samej zasadzie można byłoby podzielić pracowników na tych z wyższym wykształceniem i tych z wykształceniem podstawowym. Ci z wyższym wykształceniem zarabiają zwykle więcej. Czy ludzie z wykształceniem podstawowym mogą w związku z tym kupić taniej nowego Mercedesa? Mercedes postanowił powziąć zemstę! Ach tak, mężczyźni? Zarabiacie tak dobrze? No to teraz patrzcie: każemy wam płacić więcej za nasze produkty! To może teraz ktoś bardziej ogarnięty zechce mi wytłumaczyć, w jaki sposób odgrywanie się w ten sposób na kimś za to że jest mężczyzną, ma przysłużyć się idei równości płci? Z tego co pamiętam, idee równości społecznej polegają na tym, że nie stosujemy różnego traktowania ludzi z tytułu cech, na które nie mają wpływu. Urodziłeś się białym mężczyzną, a może jesteś Afrykanką? Za zakupy w sklepie płacisz tyle samo. Na tym chyba polega równość. Tak mi się do tej pory wydawało. Pikanterii tej sprawie dodają dwa czynniki: pierwszy to taki, że w celu przygotowania tej akcji promocyjnej posłużono się fałszywie rozumianymi danymi. Drugi czynnik jest jeszcze zabawniejszy. A właściwie mniej zabawny. Zadajmy sobie pytanie: kto kupuje nowe Mercedesy w salonie. Czy są to: a) szeregowi pracownicy korporacji robotnicy budowlani c) kasjerki w supermarketach d) zamożni biznesmeni i biznesmenki Jeśli odpowiedzieliście „d”, gratuluję – świetnie znacie grupę docelową klientów Mercedesa. Mercedesy kupują ludzie bogaci. Zatem aby walczyć z fikcyjnymi nierównościami płacowymi, obniżamy cenę aut z gwiazdą na masce specjalnie dla bardzo zamożnych kobiet. Dla kobiet, które zarabiają prawdopodobnie więcej niż 99% mężczyzn w Polsce. To naprawdę nie brzmi dobrze. Aż czuć niesmak w ustach. Szkoda, że nikt nie wspomniał o life expectancy gap, czyli rozbieżnościach w długości życia. Mężczyźni, jako bardziej obciążeni zawodowo, umierają dużo młodziej. Ich średnia długość życia jest o 11% mniejsza. Wskaźnik ten różni się w zależności od województwa, ale ogólnie oscyluje w okolicach 10-11%. W związku z tym jeśli kobiety mogą kupić nowego Mercedesa o 8% taniej, to ja chciałbym kupić go o 11% taniej. Nie, oszukałem was. Wcale nie chciałbym kupić niczego od firmy, która posługuje się seksizmem dla promowania swoich produktów. Natomiast dla dyrekcji Mercedes-Benz Polska mam świetną radę. W ramach walki z nierównościami płacowymi niezwłocznie wyrównajcie płace swoim pracownikom z polskiego oddziału marki z płacami z niemieckiej centrali.
  18. Natrafiłem na wideo w którym kobiety mówią, że warto bić mężczyzn, bo świat się zmienia i to dla ich dobra. A tu główna perełka: https://mobile.twitter.com/batmar14/status/972357739606396928/video/1 "Jak się męża nie bije to mu wątroba gnije"
  19. https://oko.press/kobiety-nauczcie-sie-skarzyc-cos-trzeba-zrobic-tym-swiatem-mowi-sylwia-spurek-zastepczyni-rpo/ Sylwia Spurek, Zastępczyni Rzecznika Praw Obywatelskich, dr nauk prawnych, radczyni prawna, legislatorka, członkini zarządu Equinet. Weganka i feministka zachęca kobiety do częstszych skarg. Najgorsze jest to, że ona jest zastępczynią RPO i jest ideologicznie nakierowana na feminizm. Artykuł jest pisany przez lewicowy portal, więc treść czytasz na własną odpowiedzialność Jeśli dostajesz obleśne esemesy i nie reagujesz, to sąd może uznać, że naruszyciel nie wiedział, że tego nie akceptujesz. Ofiara musi dać wyraz, że nie życzy sobie takich zachowań - tłumaczy Sylwia Spurek. Opowiada o pracy RPO: "Próbujemy przy pomocy argumentów przekonywać władze do zmian. W normalnym państwie to powinno wystarczyć" „Mamy 2018 rok, sto lat temu Polki wywalczyły prawa wyborcze. Chcielibyśmy dyskutować o takich problemach, jak większy udział kobiet w polityce czy biznesie, a tu trzeba interweniować w sprawach elementarnych: przemocy we własnym domu, opresji przy porodzie, gorszych zarobków tylko z tego powodu, że ktoś jest kobietą. To niesprawiedliwe, okrutne. Kobiety nie czują się bezpiecznie w przestrzeni publicznej, są narażone na poniżanie, przemoc seksualną. Podejmują pracę w gorzej płatnych zawodach, pracują w niepełnym wymiarze czasu pracy, bo trudno im pogodzić role rodzinne i zawodowe, mają więcej przerw w pracy. W konsekwencji żona dostaje dużo niższą emeryturę niż mąż, a po jego śmierci zostaje na kilkanaście lat sama, w biedzie – mówi w wywiadzie dla OKO.press Sylwia Spurek, Zastępczyni Rzecznika Praw Obywatelskich – Odkąd pamiętam miałam poczucie, że coś jest nie tak ze światem, bo kobiety nie są traktowane sprawiedliwie, mężczyznom wolno więcej. Coś z tym trzeba zrobić”. Piotr Pacewicz, OKO.press: Co właściwie RPO można zrobić dla kobiet? Sylwia Spurek, Zastępczyni Rzecznika Praw Obywatelskich*: Kompetencje rzecznika dotyczą treści przepisów oraz praktyki ich stosowania. Tylko tak może zmieniać rzeczywistość, oczywiście pod warunkiem, że będzie miał z kim tę rzeczywistość zmieniać. A ma z kim? No, nie bardzo. Ale konsekwentnie i intensywnie zwracamy się do organów władzy publicznej z postulatami, analizami. Próbujemy przy pomocy argumentów przekonywać do zmian. W normalnym państwie to powinno wystarczyć. RPO ma za partnerów także obywateli i ich organizacje. Jesteście ważnym układem odniesienia dla opozycji, środowisk krytycznych wobec poczynań władzy. Dla ruchu kobiecego chyba też? Mam nadzieję. Ten rzecznik w ogóle słucha ludzi. Obywatele są dla nas pierwszym źródłem wiedzy o naruszeniach praw. Rzecznik ma też intensywny program spotkań regionalnych, także w małych miejscowościach. To nie tak, że my jesteśmy najmądrzejsi. To obywatele i obywatelki mówią, co jest najbardziej dotkliwe. Rzecznik stara się też wspierać sektor pozarządowy, dbać o sprawiedliwe i merytorycznie uzasadnione finansowanie organizacji. W tym kobiecych, które np. pomagają ofiarom przemocy w rodzinie. Na przykład Centrum Praw Kobiet. RPO stara się przekonać ministra sprawiedliwości, który przyznaje dotacje, że specyfika przemocy w rodzinie wymaga specjalistycznej i kompleksowej pracy. I że odmawiając środków takim organizacjom, jak Centrum Praw Kobiet, uderzamy w ofiary przemocy. Te interwencje coś dały? Nie. Czy jest taki podział, że za sprawy kobiet odpowiada wice-rzeczniczka? Staram się być wsparciem dla rzecznika w całym obszarze równego traktowania, bo do tego zostałam powołana. Ale to rzecznik jest twarzą organu równościowego. Ja inspiruję, wspieram, jestem takim back officem. A może „po kobiecemu” umniejszasz swoją rolę? Muszę to przemyśleć (śmiech). Naszym problemem jest, że osoby dyskryminowane same się nie zgłaszają. Z badań wynika, że 90 proc. osób, które doznało dyskryminacji, nikomu się nie poskarżyło. Chodzi o wszystkie rodzaje dyskryminacji – ze względu na płeć, orientację seksualną, wiek, rasę, narodowość, niepełnosprawność. Wychodzimy do tych ludzi, pokazujemy, że mogą się zgłosić, ale też staramy się sami identyfikować ich problemy. I dlatego mój zespół równego traktowania ściśle współpracuje z organizacjami pozarządowymi, które się zajmują prawami kobiet, mową nienawiści, przestępstwami motywowanymi uprzedzeniami itp. Dwa razy do roku prowadzimy badania. Na przykład o problemach asystentury osobistej osoby z niepełnosprawnością, zatrudnianiu osób transpłciowych, godzeniu ról rodzinnych i zawodowych przez kobiety i mężczyzn. To także podstawa do wystąpień generalnych i rekomendacji RPO. Mamy 2018 rok, sto lat temu Polki wywalczyły prawa wyborcze. Chcielibyśmy dyskutować o takich problemach, jak większy udział kobiet w polityce czy biznesie, a tu trzeba interweniować w sprawach elementarnych: przemocy we własnym domu, opresji przy porodzie, gorszych zarobków tylko z tego powodu, że ktoś jest kobietą. To niesprawiedliwe, okrutne. Kobiety nie czują się bezpiecznie w przestrzeni publicznej, są narażone na poniżanie, przemoc seksualną. Kobiety podejmują pracę w gorzej płatnych zawodach, pracują w niepełnym wymiarze czasu pracy, bo trudno im pogodzić role rodzinne i zawodowe, mają więcej przerw w pracy. W konsekwencji żona dostaje dużo niższą emeryturę niż mąż. Który umiera co najmniej 10 lat wcześniej, bo żyje średnio krócej o osiem lat, a na dodatek jest zwykle o kilka lat starszy. Kobieta zostaje sama, w biedzie. Interwencje rzecznika dotyczą wszystkich tych wątków. Zapewnienia izolacji sprawcy od ofiary przemocy domowej. Opieki okołoporodowej, z dostępem do znieczulenia i gwarancjami porodu po ludzku. Różnych form dyskryminacji kobiet. I edukacji antydyskryminacyjnej, bo szkoła powinna uczyć o prawach człowieka, o równości, o tolerancji, o stereotypach. Mam żal do każdego kolejnego rządu od 2001 roku. Prawa kobiet nie były nigdy poważnie traktowane, nie zostały włączone do polityk publicznych, nawet jeśli padały deklaracje i były działania wycinkowe. Jak urlop ojcowski od 2010 roku czy kwoty 35 proc. na listach wyborczych wprowadzona w 2011. A teraz jest jeszcze gorzej. Rząd planował nawet, żeby wycofać się z Konwencji antyprzemocowej Rady Europy. To byłby chyba pierwszy taki przypadek. Protesty społeczne sprawiły, że rząd zatrzymał prace nad wycofaniem się z konwencji, ale poszły komunikaty, że nie trzeba jej stosować. Prezydent otwartym tekstem mówi, że Konwencja jest, ale nie trzeba jej przestrzegać. Ta historia jest w ogóle niewesoła. W 2012 roku Polska podpisała Konwencję, przez trzy lata nie mogliśmy jej, nie wiadomo czemu, ratyfikować. Zrobił to Sejm i prezydent Bronisław Komorowski rzutem na taśmę, przed wyborami 2015. Dlaczego kobiety musiały czekać trzy lata? Po podpisaniu konwencji tylko jedna sprawa została załatwiona od razu – tryb ścigania przestępstwa za zgwałcenie. Wcześniej było „na wniosek” osoby pokrzywdzonej, choć zgwałcona kobieta często boi się konsekwencji zgłoszenia sprawy, nie chce też „wychylać” się ze swoim „wstydem”, od 2014 przestępstwo jest ścigane z urzędu. Ówczesny minister sprawiedliwości przestawiał tę zmianę jako własną decyzję rządu. Minister Gowin już wtedy nie popierał ratyfikacji. Cała masa spraw nie została załatwiona, np. wprowadzenie do prawa przemocy ekonomicznej. Co by to dawało? W tej chwili możemy ścigać za kradzież, kiedy np. udowodnimy, że mąż zabiera pieniądze z torebki żony. W idealnym świecie, wprowadzilibyśmy do kodeksu karnego przestępstwo przemocy ekonomicznej, żeby był pod ręką cały wachlarz zachowań. Na przykład wydzielanie pieniędzy. Zdarzają się nawet przypadki, że tylko ona zarabia, a on i tak odbiera jej pieniądze, a potem wydziela i opresyjnie rozlicza z każdej złotówki. Częste jest dopytywanie, na co kobieta wydała. Inny wątek to niepłacenie alimentów. Kolejna sprawa. Konwencja zakłada, że maltretowana kobieta powinna być chroniona, a sprawca od niej izolowany, bez względu na to, czy toczy się postępowanie karne. I to natychmiast. My takich przepisów nie mamy. O nakazie opuszczenia lokalu decyduje albo sąd, albo prokurator w postępowaniu karnym. Możliwe jest też odizolowanie sprawcy od ofiary w postępowaniu cywilnym. Tyle, że średni czas takiego postępowania to 153 dni. Kobieta, która jest bita, poniżana, wykorzystywana seksualnie, występuje do sądu, ale przez pięć miesięcy dalej mieszka ze swoim katem. Ofiar przemocy domowej jest – sądząc na podstawie niebieskich kart policyjnych – sto tysięcy rocznie: 70 proc. kobiet, 20 proc. dzieci i 10 proc. mężczyzn, ale skala zjawiska jest z pewnością znacznie szersza. A skazań jest tylko jedenaście, dwanaście tysięcy rocznie. Czyli przepaść. Także dlatego, że nie ma w kodeksie karnym takiego przestępstwa jak po prostu przemoc w rodzinie. Jest znęcanie się, które nie uwzględnia wszystkich elementów. Czy rzecznik w jakiś sposób włączył się w kampanię MeeToo? Najbardziej drastyczną formą przemocy seksualnej jest gwałt, który jest przestępstwem. Niektóre inne formy nadużyć seksualnych mogą podpadać pod tzw. inną czynnością seksualną z kodeksu karnego. Ale są też paskudne zachowania, których prawo nie zakazuje, np. w miejscu pracy albo na ulicy. Można bezkarnie gwizdać na kobietę? Kobieta odbierze to jako molestowanie seksualne, ale naruszenia prawa raczej nie ma. Jeśli to jednorazowe zachowanie, to nie będzie to stalking, który musi być działaniem uporczywym. I nie będzie to naruszenie nietykalności cielesnej, bo nikt mnie nie dotknął. Nie będzie to groźba. Można by próbować podciągać pod znieważenie, ale to wątpliwa konstrukcja. Jeżeli idę ulicą i ktoś mnie obejmie, to może to być przestępstwo ścigane z oskarżenia prywatnego, wyczerpujące znamiona przestępstwa naruszenia nietykalności cielesnej. Ale nie zawsze. W przestrzeni publicznej – mówiąc kolokwialnie – musimy kombinować z tymi przepisami. Jeżeli ktoś za mną krzyknie coś obraźliwego, to mogę zareagować, ale trudno wymagać, żebym za każdym razem – a takie rzeczy kobietom zdarzają się często – składała pozew o ochronę dóbr osobistych. Zwłaszcza, że nie znam danych sprawcy, a reakcja policji – o ile jest pod ręką – też może być lekceważąca. Obecne przepisy nie gwarantują kobietom pełnego bezpieczeństwa. A jak szef mówi, że lubi tę żółtą bluzeczkę, zwłaszcza za dekolcik. Na szczęście wchodząc do Unii Europejskiej musieliśmy wdrożyć dyrektywy unijne i w 2002 oraz 2004 roku znowelizowaliśmy kodeks pracy. Jest tam już definicję dyskryminacji pośredniej i bezpośredniej, w tym molestowania seksualnego, jako każdego nieakceptowanego zachowania o charakterze seksualnym lub odnoszącego się do płci. To pojemne sformułowanie, ale dla celów dowodowych kluczowe jest, żeby ofiara naruszenia ten brak akceptacji jakoś wyraziła. Jeśli się tylko uśmiechnie z zażenowaniem, to… …sprawa jest utrudniona. Ofiara musi dać wyraz, że nie życzy sobie takich zachowań. Napisałam, powiedziałam, poszłam do przełożonego, a on nic z tym nie zrobił! Na potrzebę postępowania sądowego taki komunikat jest kluczowy. Jeśli dostajesz obleśne esemesy i nie reagujesz, to sąd może uznać, że naruszyciel nie wiedział, że tego nie akceptujesz. To kiepsko, bo kobieta (a czasem i molestowany mężczyzna) może się bać reagować. Dlatego kluczowe jest, żeby w zakładzie pracy obowiązywały precyzyjne przepisy antydyskryminacyjne, które określają, co ma zrobić pracodawca w sytuacji molestowania seksualnego. Dobry pracodawca zrobi porządne szkolenie, na którym wszyscy dowiedzą się, co to jest dyskryminacja pośrednia, bezpośrednia, co jest molestowaniem, molestowaniem seksualnym, mobbingiem i czym on się różni od molestowania. Nie wystarczy, że pracodawca pokaże pracownikowi rozdział IIa kodeksu pracy i powie: „Proszę podpisać, że pan się zapoznał”. Dla RPO liczy się, czy w firmie funkcjonują realne mechanizmy zapobiegania zachowaniom dyskryminacyjnym. I czy istnieją tzw. procedury skargowe, tak żeby możliwe było kompleksowe i szybkie wyjaśnienie sprawy, z poszanowanie praw zarówno ofiary jak i tego potencjalnego sprawcy. I czy jest jasne, że jeżeli potwierdzi się zarzut dyskryminacji, to będą konsekwencje. Coraz więcej firm wprowadza takie procedury. Dzięki temu każdy pracownik i pracownica będą bardziej uważni na naruszanie czyichś granic. Nikt nie powiesi sobie już kalendarza z nagimi kobietami. Pewien dziennikarz zapytał mnie, czy jeżeli koleżanka w pracy płacze, a on ma odruch, by ją przytulić, to co? Już mu nie wolno? Nie wolno? „Chodzi o to, żebyś ją zapytał” – odpowiedziałam. „Ale ona płacze!” – protestował. „To nie znaczy, że chce, żebyś ją dotykał. Po prostu zapytaj”. To oczywiście może komplikować tzw. tradycyjne relacje międzyludzkie, ale chodzi o to, żeby ona nie została jeszcze bardziej straumatyzowana, jak ktoś obcy ją przytuli. Zadaniem pracodawcy jest nauczenie pracowników, że istnieją granice. A co w tej sprawie rzecznik zrobił? Były jakieś wystąpienia, interwencje? Staramy się oddziaływać na pracodawców, żeby tworzyli wewnętrzne procedury antydyskryminacyjne, a także działania prewencyjne. Badaliśmy, czy takie procedury mają służby mundurowe, bo to są struktury zhierarchizowane z niewielką liczbą kobiet, czyli tym bardziej mniejszość jest zagrożona. I okazało się, że wojsko nie ma odrębnych procedur w ogóle. Przygotowaliśmy właśnie raport, w którym wskazujemy mankamenty i dobre praktyki. Centralne Biuro Antykorupcyjne ma stosunkowo dobre wewnętrzne przepisy antydyskryminacyjne. Podobnie służba celna, obecnie – Krajowa Administracja Skarbowa. Monitorujemy też, jak przepisy kodeksu pracy są stosowane. Niestety… są raczej martwe. W 2016 roku w całej Polsce było dziewięć spraw sądowych o molestowanie seksualne. Może nikt nie molestuje? Głupi żart. Faktem jest, że nie mieliśmy takiej sprawy. Może dlatego, że urząd RPO nie kojarzy z prawami kobiet, co byłoby przykre, ale jest chyba mało prawdopodobne. Może to raczej oznaczać, i to jest jeszcze gorsze, że świadomość tych praw i możliwość ich obrony jest w Polsce niska. Kiedy w 2015 roku zaczynaliśmy pracę, ze zdumieniem zobaczyłam, że także skargi na przemoc w rodzinie praktycznie do nas nie docierały. Staram się powtarzać, gdzie tylko mogę, że przemoc w rodzinie to kwestia praw człowieka i że rzecznik też jest do tych spraw powołany. Teraz już przychodzą. Kilkanaście rocznie. Typowa prawicowa krytyka urzędu RPO: zamiast zajmować się prawami obywateli skupia się na mniejszościach np. LGBT. Co przypomina zarzuty ministra Ziobry, że Centrum Praw Kobiet broni tylko praw kobiet. Dlaczego rzecznik nie broni praw większości – pytają politycy PiS. Dlaczego? Bo taka jest w nowoczesnej demokracji koncepcja praw człowieka i rola organu, który ma ich pilnować. Mamy bronić mniejszości, bo ich prawa są z reguły gorzej realizowane niż prawa większości. (Kobiety to przecież większość ) Starzy ludzie i ich problemy, osoby chore, kobiety rodzące, osoby z niepełnosprawnościami, osoby LGBT, uchodźcy z Czeczenii to wszystko mniejszości lub grupy szczególnie wrażliwe. Trzeba bronić ich praw. Nie zajmujemy się tym, że średnia zarobków w Polsce jest za niska. Dr Bodnar i ja patrzymy na prawa człowieka w ten sposób, że w przypadku mniejszości, naruszenie jest bardziej dotkliwe, bo mniejsze są ich możliwości dochodzenia swoich praw. Dlatego walczymy o to, żeby mniejszości widziały w rzeczniku sojusznika, żeby widziały, że mamy mandat, by bronić ich praw. Ważnym nurtem feminizmu, także w Polsce, są prawa reprodukcyjne. I tu jest problem, bo niektóre wypowiedzi rzecznika wskazują na to, że niekoniecznie widzi on prawa reprodukcyjne jako prawa człowieka. Adam Bodnar, uwaga!, jako pierwszy z dotychczasowych rzeczników praw obywatelskich, co roku analizuje sprawozdania rządu z realizacji ustawy o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży. Bo ta ustawa z 1993 roku zakłada, że rząd co roku przedstawia Sejmowi sprawozdanie. I te sprawozdania są byle jakie. Brakuje wniosków, rekomendacji, pogłębionych analiz. To dotyczy także poprzednich rządów. Oceniając sprawozdania rzecznik skupia się na edukacji seksualnej, dostępie do antykoncepcji, w tym awaryjnej i dostępie do legalnej aborcji. Mamy konkretne zarzuty i postulaty. W szkołach nie ma właściwej edukacji seksualnej, a często żadnej. Przeprowadziliśmy analizę podręczników, okazało się, że zawierają treści sprzeczne z aktualną wiedzą medyczną. Przy okazji przywrócenia recept na antykoncepcję awaryjną zwracaliśmy uwagę na dostęp do ginekologa. Rzecznik uznał, że przywrócenie recept narusza prawa kobiet? Z perspektywy dużego miasta i zamożnych ludzi wiele się nie zmienia. Ale w mniejszych miejscowościach, gdzie na wizytę do ginekologa w przychodni trzeba czekać parę tygodni, wymóg recepty może oznaczać, że nie da się skorzystać z leku. Co uderza, jak wiele innych praw reprodukcyjnych, w kobiety biedniejsze. Ze sprawozdań rządowych wynika, że przerwania ciąży z gwałtu są nieliczne, czasem nawet nie ma ani jednego przypadku rocznie. A może dochodzi do sytuacji, że kobieta przychodzi do prokuratora po zaświadczenie o zgwałceniu, ale go nie dostaje, choć toczy się postępowanie karne? Albo dostaje zbyt późno i nie zdąży w 12 tygodni przerwać ciążę? Zapytaliśmy, ale okazało się, że Ministerstwo Sprawiedliwości nie ma takich danych. Pytamy też o procedurę sprzeciwu od opinii lekarza, jeśli nie chce on wydać zaświadczenia o wpływie donoszenia ciąży na zdrowie kobiety. Czy może ona wtedy skutecznie domagać się zaświadczenia od innego lekarza? Pytamy też, kto informuje kobietę, gdzie może legalnie wykonać zabieg, jeżeli dany lekarz odmówił, zasłaniając się klauzulą sumienia. To wszystko próby kontroli dostępu do aborcji legalnej, około 1000 przypadków rocznie. Według szacunków jest jednak kilkadziesiąt, może nawet 100 tys. aborcji nielegalnych. Czy rzecznik zajmował się prawami tych kobiet, które łamią prawo, żeby przerwać niechcianą ciążę? Zapytaliśmy, czy rząd analizuje skalę tych nielegalnych aborcji w tzw. podziemiu albo zagranicą, prowadzi jakieś badania. Bo analizując skutki ustawy, powinniśmy to wiedzieć. Ale rząd – tak jak poprzednie – nawet nie próbuje tego oszacować. Rzecznik zakłada, że brak aborcji na życzenie, czy z uwagi na trudną sytuację nie narusza praw kobiet. Mam nadzieję, że kobiety docenią to, co rzecznik robi w trosce o prawa i zdrowie reprodukcyjne i seksualne kobiet, od edukacji seksualnej aż po in vitro. Jeden z pierwszych wniosków rzecznika do Trybunału Konstytucyjnego jesienią 2015 dotyczył ustawy o leczeniu niepłodności, która odbiera kobietom samotnym prawo dostępu do ich własnych zamrożonych zapłodnionych już komórek jajowych, bo nie mają partnera lub męża, jako ojca dziecka. Zakwestionowaliśmy tę ustawę. Co więcej, nie przewiduje ona żadnego finansowania leczenia niepłodności, a to są koszty rzędu kilkunastu tysięcy, niewiele osób stać na to, żeby samemu sfinansować całą procedurę. Ustawa ogranicza liczbę zapładnianych komórek jajowych do sześciu, co naraża kobietę na kolejne procedury, jeżeli zabieg nie uda się. Ale co kluczowe, nie zawiera przepisów przejściowych i dlatego niektóre kobiety zostały pozbawione prawa do swoich komórek. Ten wniosek rzecznika nie został do tej pory rozpatrzony przez Trybunał, nikt nie poprawił tej ustawy. Czy rzecznik protestował przeciw wycofaniu się PiS z finansowania trzyletniego rządowego programu in vitro? Był realnym osiągnięciem rządu PO-PSL. Do dziś rodzą się dzieci z zamrożonych zarodków. Łącznie będzie ich może nawet 10 tys. Protestowaliśmy. Minister Radziwiłł odpowiedział, że program rządowy by uznaniowy i on miał prawo się z niego wycofać. Program naprotechnologii, który „zastąpił” rządowe in vitro, daje fałszywą nadzieję wielu parom niepłodnym, które po prostu potrzebują medycznych procedur, czasem tak skomplikowanych, jak mikromanipulacja. Można powiedzieć, że błędem poprzedniej koalicji było wprowadzenie finansowania leczenia niepłodności programem ministerialnym, a nie ustawą. RPO nie jest od tego, żeby zabierać głos w dyskusji, jaka wybuchła na temat okładki „Wysokich Obcasów” z hasłem „aborcja jest OK”. Tak, to nie należy do jego kompetencji (śmiech). Dla mnie zasługą okładki było naruszenie pewnego tabu i ujawnienie różnorodności poglądów. Niektóre uczestniczki Czarnego Protestu poczuły się dotknięte. Obrończynie prawa wyboru odwoływały się do realnych doświadczeń i zagranicznych badań, że aborcja nie musi być traumą. Masa hejtu, głównie męskiego pokazała jednak, że nadal nie słuchamy kobiet, nie chcemy oddać głosu tym, które czegoś doświadczyły. Feministką się pewnie nie urodziłaś. Skąd ci się to wzięło? Odkąd pamiętam miałam poczucie, że coś jest nie tak ze światem, bo kobiety nie są traktowane sprawiedliwie, mężczyznom wolno więcej. Doświadczenie rodzinne niestety potwierdzało ten absurd. Chyba dlatego przyszło mi do głowy, że należałoby jakoś zmienić ten świat. Im więcej wiem, tym bardziej widzę, ile rzeczy jest nie tak, i coraz trudniej mi tego nie zauważać. Tak samo było z moim weganizmem. Komfortowo jest nie wiedzieć cierpienia zwierząt, które zjadamy, ale kiedy już nabierzemy świadomości, to coś z tym trzeba zrobić. Później zrozumiałam, że na dyskryminacji kobiet nikt tak naprawdę nie zyskuje. (O dyskryminacji mężczyzn już nie wspomniała) Stereotypy powodują np., że kobiety mają „wyłączność” na zajmowanie się dzieckiem. Jeżeli mężczyzna miałby takie potrzeby czy aspiracje, a pewnie wielu je ma, to nie jest to traktowane poważnie. Otoczenie uzna, że jest niemęski i będzie go zniechęcać.
  20. https://businessinsider.com.pl/firmy/zarzadzanie/francja-rowne-zarobki-kobiet-i-mezczyzn-nowe-prawo/my26j71 Niedawno coś podobnego zrobiono w Islandii. Teraz to się dzieje we Francji. Co o tym sądzicie? Czy Francja poradzi sobie z tym tak jak Islandia? Francuskie firmy będą miały trzy lata na zlikwidowanie różnic w płacach kobiet i mężczyzn. Na spółki, które tego nie zrobią, zostaną nałożone wysokie kary - zapowiedział premier Francji Edouard Philippe. To drugi kraj po Wielkiej Brytanii, który zmusza biznes do ujawniania tak zwanej luki płciowej w zarobkach. Jak donosi Reuters, we Francji mężczyźni zarabiają średnio 9 proc. więcej niż kobiety, chociaż prawo teoretycznie wymaga równych płac dla obu płci od 45 lat. Teraz jednak francuski rząd planuje wyegzekwować równe płace. Francuskie firmy mają płacić po równo kobietom i mężczyznom Wedle nowych przepisów wszystkie firmy zatrudniające powyżej 50 osób będą musiały instalować specjalne oprogramowanie, połączone z systemami płacowymi, do monitorowania nieuzasadnionych różnic w zarobkach. Oprogramowanie ma znaleźć się już w 2019 roku we wszystkich spółkach zatrudniających ponad 250 osób, a do 2020 roku - w tych mających od 50 do 249 pracowników. W przypadku wykrycia nieuzasadnionej różnicy w zarobkach firma będzie miała trzy lata na jej zlikwidowanie. W innym wypadku specjalni inspektorzy pracy mogą nałożyć na firmę karę w wysokości 1 proc. kosztu wszystkich wynagrodzeń spółki, zapowiedział premier Francji. Dodatkowo, jeśli oprogramowanie wykryje różnice w płacach według płci, firma będzie musiała poinformować o tym na swojej stronie internetowej oraz w wewnętrznej informacji do pracowników - zaś związki zawodowe będą miały dostęp do danych z aplikacji. Przedstawiciele związków zawodowych i pracodawców mieli jedną wątpliwość, dotyczącą nowych przepisów - jakie będą kryteria określenia, czy istnieje różnica w płacach według płci. Niewykluczone, że kwestia ta zostanie rozjaśniona w ramach dalszych prac nad przepisami - francuski rząd ma zaprezentować odpowiednią ustawę w ciągu najbliższych kilku miesięcy. Przypomnijmy przy tym, że w Wielkiej Brytanii firmy także zostały zmuszone do ujawniania różnic w zarobkach wedle płci.
  21. https://www.pch24.pl/hiszpania--podczas-strajku-feministek-zaatakowano-dwa-koscioly,58811,i.html W trakcie "strajku kobiet" zostały zaatakowane 2 kościoły. Feministki jawnie atakują świątynie chrześcijan. Kiedy chrześcijanie zaczną się bronić? Co o tym sądzicie? Hiszpańskie środowiska feministyczne zorganizowały „strajk kobiet”. Jego uczestniczki przemaszerowały 8 marca ulicami Madrytu. Podczas manifestacji zaatakowano dwa kościoły, na których wymalowano feministyczne i wulgarne hasła. Podczas odbywającego się 8 marca strajku generalnego kobiet, który odbywa się w całej Hiszpanii, uczestnicy manifestacji w stolicy kraju zniszczyli elewacje dwóch kościołów: Ducha Świętego oraz Pielgrzymującej Dziewicy z Fatimy. Na ścianach i drzwiach wejściowych do świątyń, nieznani sprawcy wypisali farbą hasła i znaki organizacji feministycznych. Wśród nich znalazły się również hasła propagujące aborcję. Treść niektórych z nich jest wulgarna. W czwartek kilkadziesiąt tysięcy kobiet wyszło na ulice miast Hiszpanii i wzięło udział w feministycznym „strajku kobiet”. Wydarzeniu towarzyszą pikiety, które w kilku miastach doprowadziły do chaosu komunikacyjnego. Nad ranem w całym kraju odwołano ponad 300 kursów pociągów. W wielu miastach Hiszpanii prowadzone są także feministyczne manifestacje, których uczestniczki żądają „poszanowania praw kobiet”, zmniejszenia dyskryminacji płciowej na rynku pracy, a także walki ze zjawiskiem przemocy domowej.
  22. http://www.dziennikbaltycki.pl/wiadomosci/a/adam-nergal-darski-spiewa-piosenke-na-dzien-kobiet-wymachujac-penisem-obrazil-uczucia-religijne-artysta-znow-budzi-kontrowersje,12991460/ Negal na Dzień kobiet śpiewa wymachując penisem do, którego przytwierdzony jest Jezus Chrystus. Co o tym sądzicie? Jak dla mnie to mocno przesadził mimo, że nie jestem chrześcijaninem. Adam "Nergal" Darski, wokalista zespołu metalowego Behemoth po raz kolejny wzbudza kontrowersje. Tym razem burzę wywołał opublikowany na facebookowym fanpage'u artysty film, w którym ten - z okazji Dnia Kobiet - śpiewa piosenkę, wymachując przy tym... penisem, do którego przytwierdzony jest Jezus Chrystus. Nagranie wywołało spore kontrowersje wśród komentujących i podzieliło internautów. Niektórzy byli rozbawieni - inni przeciwnie. Jeden z internautów stwierdził, m.in. (pisownia oryginalna): - Więcej szacunku do drugiego człowieka! To co zrobiłeś jest żenujące. Nikt nie ma prawa szydzić z jakichkolwiek uczuć religijnych! Usuń ten film, inaczej będziesz miał duże problemy! Na ten wpis odpowiedział Nergal (pisownia oryginalna): "Jeśli to obraza Twoje uczucia religijne ... to pracuj nad sobą, żeby nic ich nie obrażało. Twój fundament tzw moralny jest najwyraźniej bardzo kruchy skoro zabawny filmik budzi w Tobie takie negatywne emocje. Praca nad sobą, terapia, zmiana wiary... bo może ta jest po prostu do d***(-red.)? Jest wiele możliwości. A poza tym penis to symbol miłości... jezus rzekomo tez. Wiec skąd to oburzenie koledzy katole-patrioci-PISowcy? Hm? Poza tym polecam skupić się na GENIALNYM wykonie wokalnym a nie na jakichś pierdołach. No i dobrego dnia kobiet". Adam Nergal Darski już w przeszłości miał problemy, w związku z rzekomą obrazą uczuć religijnych. Wówczas chodziło o podarcie Biblii. - To jest księga kłamstw, p... to g..., p... tę hipokryzję - powiedział muzyk podczas występu z 2007 roku, rwąc kartki, które następnie rozrzucił wśród publiczności. Zachowaniem i słowami Darskiego dotknięty poczuł się Ryszard Nowak, szef Ogólnopolskiego Komitetu Obrony przed Sektami oraz kilku posłów PiS. Działacz i politycy - jak sami przyznawali - na koncercie nie byli. Obejrzeli jednak umieszczone w internecie nagranie i złożyli zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa. Muzyk został jednak w tej sprawie prawomocnie uniewinniony.
×