Skocz do zawartości
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Znajdź zawartość

Wyświetlanie wyników dla tagów 'kryzys' .



Więcej opcji wyszukiwania

  • Wyszukaj za pomocą tagów

    Wpisz tagi, oddzielając je przecinkami.
  • Wyszukaj przy użyciu nazwy użytkownika

Typ zawartości


Forum

  • Lektura Obowiązkowa - nie tylko dla nowego użytkownika
    • Regulamin Forum
    • Jak kupić książki, nagrania i złożyć dotację
    • FAQ - poradniki, pytania i odpowiedzi
    • Przedstaw się
  • Rozwój - przejmujemy władzę nad światem :>
    • Co zmienić na Forum - Dział Techniczny
    • Rozwój idei Forum
    • Radio Samiec!
    • Czasopismo
    • Dotacje
  • Klub Weterana
    • Zasłużona Starszyzna
  • Relacje męsko-damskie i nie tylko
    • [ŚWIEŻAKOWNIA] - 'Moja historia'.
    • Na linii frontu - podrywanie.
    • Seks
    • Manipulacje kobiet i obrona przed nimi
    • Moje doświadczenia ze związku, małżeństwa
    • Sprawy rodzinne i dzieciaki
    • Rozstania, zdrady, prawo rozwodowe.
    • Mądry Mężczyzna po szkodzie.
    • Ściana hańby
  • Zaburzenia emocjonalne, psychiczne Pań i Panów
    • Borderline
    • Narcyzm
    • Depresja
    • Pozostałe zaburzenia
  • Męskie i niegrzeczne sprawy
    • Samodoskonalenie i samowychowanie
    • Bad Boy
    • Hajs i inne dobra materialne
    • Wtopy i upokorzenia
  • Youtube - ciekawostki, dramy, informacje, nowinki
    • Niekonwencjonalni youtuberzy
    • Zagraniczni youtuberzy
    • Kanały sportowe
    • Konwencjonalni youtuberzy
  • Sport i zdrowie
    • Sport
    • Zdrowie fizyczne i psychiczne
  • Polska i świat
    • Co w zagrodzie i za miedzą
  • Przetrwanie, apokalipsa, preppersi
    • Survival w mieście
    • Survival w terenie
    • Przydatne umiejętności
    • Zestawy ewakuacyjne
    • Ogień, woda, żywność, ubrania, energia
    • Broń i narzędzia
    • Apteczki, zestawy medyczne, pierwsza pomoc, higiena
    • Schronienie, domy, bunkry, ziemianki
    • Urządzenia, pojazdy, gadżety
    • Książki, opracowania, podręczniki, artykuły, wiedza - związane z survivalem
    • DIY, "patenty", life hacki
  • Motoryzacja i Technologie
    • Wszystko co jeździ, pływa i lata.
    • Komputery
    • Technika i sprzęt
  • Hobby
    • Zainteresowania
    • Hobby i twórczość
  • Duchowość
    • Nie samym ciałem człowiek żyje
  • Rozmowy przy wódce
    • Flakon, kielon i zagrycha
  • Rezerwat dla Kobiet
    • Dlaczego tak?
    • Bara-bara
    • Bóg stworzył kobietę brzydką, więc musi się ona malować.
    • Wokół domowej 'grzędy'
    • Niedojrzali emocjonalnie faceci - ploty - dupoobrabialnia ;)
    • Kobiecy kącik 'kulturalny'
  • Samczy Mobil Klub HydePark- zbiór tematów niepasujących do pozostałych kategorii
  • Samczy Mobil Klub Rowery
  • Samczy Mobil Klub Powitalnia
  • Samczy Mobil Klub Zabezpieczenia przed miłośnikami cudzej własności.
  • Samczy Mobil Klub Samochody
  • Samczy Mobil Klub Latadła:szybowce, śmigłowce, rakiety, balony :)
  • Samczy Mobil Klub Motocykle
  • MacGyver a GADGETY MĘSKIE : ......?
  • Młodzi samcy w równowadze Tematy
  • Młodzi samcy w równowadze Tematy
  • IT Przywitaj się i napisz czym się zajmujesz.
  • IT Linux
  • IT Przywitaj się i napisz czym się zajmujesz.

Blogi

Brak wyników

Brak wyników


Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki, które...


Data utworzenia

  • Od tej daty

    Do tej daty


Ostatnia aktualizacja

  • Od tej daty

    Do tej daty


Filtruj po ilości...

Dołączył

  • Od tej daty

    Do tej daty


Grupa podstawowa


AIM


MSN


Website URL


ICQ


Yahoo


Jabber


Skype


Miejscowość:


Interests

Znaleziono 9 wyników

  1. Bracia, Mam 36 lat. Od 8 lat jestem żonaty z kobietą, którą znaliśmy się trzy lata przed ślubem. Mamy dwoje dzieci – córkę 9 lat i syna 8 lat. Obecnie powodzi mi, jak i nam, materialnie naprawdę dobrze: ona zarabia powyżej średniej krajowej, ja trzykrotność jej zarobków + okazyjnie jakieś złote strzały. Oczywiście znam takich, dla których to co mam to garść miedziaków, ale ja osobiście jestem bardzo zadowolony (zważywszy, że nie miałem nigdy żadnych pleców, kontaktów itd.). Mamy dom, dwa samochody. W małżeństwie panuje rozdzielność majątkowa – kiedyś z Panią żeśmy się pokłócili i ona w ferworze dyskusji (do tej poru nie wiem, jak to wyszło – dziw nad dziwy, ale tylko potwierdza, że kobiety nie planują a tylko reagują emocjononalnie), sama zażyczyła sobie rozdzielności. Natychmiast złapałem temat i u notariusza zrobiliśmy co trzeba (około 2 lat temu). Z pozycji Pani – strzał w kolano, ale do końca moich dni będę jej za to wdzięczny i chyba nawet kiedyś puszczę podziękowanie w gazecie (w stylu kolesia, który złożył życzenia samych sukcesów życiowych swojej ex w pierwszą rocznicę rozwodu). Żeby było śmieszniej, niedługo po ustanowieniu rozdzielności moje dochody poszybowały w górę, w dodatku dopiąłem pewien deal który jednorazowo bardzo mocno mnie (i tylko mnie), zasilił. Samochody też są moje – to znaczy ten, którym Pani jeździ też jest mój. W mrocznych wiekach głupoty i białorycerstwa (rok temu) upiłem jej taki jaki chciała, z salonu – mysląc, że teraz to będę miał wdzięczność, spokój, seks, uznanie etc. O słodka naiwności… Opiszę pewnie jeszcze gdzieś przy okazji różne moje perypetie („Mądrym Dla Memoryjału, Idiotom Dla Nauki, Politykom Dla Praktyki, Melancholikom Dla Rozrywki”), chociaż z tą „nauką tylko dla idiotów” się nie zgadzam, ale tak brzmi cytat 😊 – a teraz przechodzę do rzeczy. Kłócimy się w zasadzie od lat. Oboje jesteśmy wybuchowi i nerwowi, czasem jest naprawdę bardzo ostro. Zawsze jednak jakoś się to rozchodziło po kościach i wracaliśmy do równowagi. Ostatnio, wskutek moich różnych zmian w samym sobie (dieta, schudnięcie, sport, abstynencja alkoholowa, spojrzenie krytyczne na swoje zachowanie, lektura tego forum), zacząłem więcej wymagać od siebie i od niej – w tym zaakceptowania moich zasad w zakresie tego, żeby nie ciosała mi kołków na głowie o głupoty, żeby jak wydaje kasę na wspólne sprawy – umiała się wytłumaczyć na co, żeby parę razy pomyślała zanim coś chlapnie (np. krytykancko o moich bliskich). Konflikt jednak narastał, kobieta robiła się coraz bardziej nerwowa, a przy tym wyczułem absolutny spadek zainteresowania mną jako mężczyzną - seksu wcale albo z musu, inicjatywy do świntuszenia żadnej – słowem, Panowie, kiepścizna i zdychanie z głodu przy dziurze. Oczywiście mnie to humoru też nie poprawiało. Ona wspomina o rozwodzie – ale uważam, że tak tylko gada, bo pomysłu oprócz „powinniśmy się rozstać” na pewno nie ma. Dom jest w większości mój, samochody moje, z dziećmi mam niezły kontakt (zwłaszcza z synem) – kobieta według mnie nie ma zupełnie pomysłu, jak miałoby wyglądać życie po rozwodzie a jedynie chciałaby, żebym zniknął (czyli rozwód jako kwas solny który mnie rozpuści, jeez). Do adremu: Ostatnio, tuż po świętach, Pani walnęła w każdym razie kolejny swój tekścik, na który się solidnie wkurzyłem - niestety po swojemu, z krzykiem i jakimiś tam wulgaryzmami. Tak niestety, ze wstydem przyznaję, mam (ale powiedziałem sobie, że ostatni raz – dzieci patrzą! I swoje wiedzą, a co gorsza mogą podłapać). Kobieta chodziła wścieklejsza niż zwykle, znowu zaczęły się z jej strony różne docinki i uwagi. Wyszło po raz kolejny, że zupełnie bzdurnie odczytuje moje intencje – np. ja się pytam o pozycję z paragonu co to jest (czy jest to jakieś chemiczne świństwo, bo ostatnio tępię słodycze i przetworzone ścierwo w diecie dzieci) – a Pani myśli oczywiście, że chodzi mi o kasę, ze ją kontroluję, i że zależy mi na informacji jak wydała 3,49 zł… Wariactwo, parasol się otwiera w kieszeni (tak – w tej, w której trzymam tego węża!). Ponieważ po kryzysie i potężnej awanturze z początku lutego doszedłem do wniosku, że kobieta nie rozumie, o czym do niej mówię i przypisuje mi jakieś dziwne i fałszywe motywy, proponowałem wtedy terapię małżeńską. Sam swoimi kanałami znalazłem terapeutkę – ale oprócz zgody Pani na terapię sprawa nie posunęła się do przodu. Każdym razie ostatniej nocy zapowiedziałem kobiecie, że: -kończymy wzajemne krzyki w domu, - przypisuje mi motywy zupełnie przez siebie wymyślone i założone - rozwód powoduje wiele nowych problemów, więc lepiej coś naprawić niż rozwalić do reszty, - ja widzę krytycznie różne swoje zachowania i też je zmieniam i oczekuję również konstruktywnego podejścia jej do własnej postawy - jeżeli uważa, że zostaje jej za mało własnych pieniędzy, tudzież mój udział poł na pół jest dla niej nie fair – jestem gotowy na partycypację w stosunku 2:1 na wspólne wydatki. A teraz clou: Dziś Pani pisze z pracy: „Może wyjdziemy gdzieś sami wieczorem i porozmawiamy?” Co mam robić? Osobiście uważam, że czas gadania się skończył. Wolałbym dziś posprzątać garaż po zimie, rozstawić ławkę i ciężary (wracam do pakowania) i skupić się na trzymaniu ramy i trenowaniu spokoju i niedarcia japy, może nawet nauczenia się olewania Pani. Obawiam się przy tym, że jak wyjdziemy, to będę też musiał mówić o jakiś swoich uczuciach, składać deklaracje - a wiem już, że Panie generalnie uczuciowych misiów to lubią tylko na kartach lektur. Drugiej strony obawiam się, ze jak oleję tę ofertę, to będzie nowa drama. Bracia, radźcie! Z góry dziękuję za odpowiedź jeszcze dziś. I na zakończenie – fajnie być tu z Wami.
  2. http://www.fronda.pl/a/albo-byc-mezczyzna-albo-krolikiem-o-sw-jozefie-i-kryzysie-meskosci,104727.html To koronny dowód tego, że katolicyzm to antymęska wiara. Za wzór męskości stawiają Józefa, który był rogaczem bo wychował nie swojego syna - Jezusa. Uważają, że mężczyzna nie powinien szukać szczęścia w sobie i tylko powinien uszczęśliwiać żonę i dzieci. Jeśli jesteście katolikami to polecam opuścić tą wiarę Kościół Katolicki nie dawno wspierał akcję #MeToo o czym pisałem na forum: KK promuje białorycerstwo w walce z kryzysem męskości Istny absurd Piszcie co sądzicie na ten temat Zachęcam do dyskusji Albo być mężczyzną, albo... królikiem. O św. Józefie i kryzysie męskości Święta Bożego Narodzenia to dobra okazja, aby zobaczyć co się dzieje w rodzinie i wśród znajomych. Ku swojemu zdziwieniu zorientowałem się, że w moim najbliższym otoczeniu przeważają związki królicze. Jeśli ktoś nie miał do czynienia z hodowlą królików, to po krótce wyjaśniam: jak się królikowi chce to skacze na króliczycę. Cała operacja trawa dokładnie kilka sekund. Po czym królik zadowolony się oddala, by gryźć marchewki i gałązki, a króliczycę czeka trudny czas ciąży, a następnie wychowania potomstwa. Pan królik zupełnie w tym nie uczestniczy. Obecnie w ludzkich związkach króliczych w stosunku do samych królików różnica jest taka, że kobiety w odróżnieniu od królików dbają o antykoncepcję. Dziecko pojawia się więc rzadko, w wyniku niedopatrzenia lub też na odwrót jako rezultat chłodnej kalkulacji kobiety, która chce mieć potomstwo, nawet jeśli partner wprost i bez ogródek oświadcza, że dziećmi się zajmować nie będzie, ani na nie pieniędzy łożyć. Trzeba zauważyć, że relacje królicze nie dotyczą wyłącznie różnego rodzaju związków partnerskich, ale również od czasu do czasu małżeństw. Po prostu małżonek nie chce pracować, albo uważa, że to wyłącznie kobieta powinna łożyć na utrzymanie rodziny. Wielu (w tym autor) ostrzega, że Europę zalewa islam, że nasza cywilizacja stoi przed widmem zagłady. Trzeba jednak zauważyć, że muzułmanie nas nie atakują, nie napadają z bronią w ręku (ilość zabitych podczas ataków terrorystycznych jest bliska tym, którzy się pośliznęli na skórce banana i skręcili kark), ani z nami nie walczą. Oni po prostu zajmują nasze miejsce. Przypomnijmy sobie te tysiące młodych mężczyzn, maszerujących przez Bałkany na północ. Czy ktoś z nich strzelał do nas lub przynajmniej rzucał kamieniami? Nie, to był i będzie naturalny dla przyrody ruch, migracja, kiedy to wymierającą populację zastępuje inna, zdrowsza. Przyroda nie lubi pustych miejsc. Jeśli cywilizacja choruje, wymiera, to zastąpi ją inna. Czym jest choroba naszej cywilizacji? Na pewno to złożone zjawisko, ale bez wątpienia jego głównym elementem jest kryzys męskości, kryzys ojcostwa. Nie ma kandydatów na mężów, ani na ojców. Ponieważ od wielu lat mam do czynienia na co dzień z muzułmanami, to mogę zapewnić, że dla nich rodzina, dzieci, małżeństwo to rzecz podstawowa. To cel życia i jego radość. Muzułmanie uznają również i wcielają w życie zasadę, że to mężczyzna odpowiada za rodzinę, za jej utrzymanie i on nią powinien kierować. Tymczasem młodzi Europejczycy zupełnie nie rozumieją po co im rodzina i dzieci. Szczęścia szukają zupełnie gdzie indziej. Dlatego muzułmanie zastąpią naszych mężczyzn. Promowana na Zachodzie ideologia LGBT i gender, to nic innego jak z jednej strony zjawisko wypływające z kryzysu męskości, a równocześnie go nasilające. Benedykt XVI był i jest bez wątpienia człowiekiem niezwykle przenikliwym i umiejącym dostrzec najgłębsze prądy kierujące naszym światem. Zupełnie nie interesowały go media, nie potrafił ślizgać się zgrabnie po powierzchni otaczającego nas świata, ani rzucać haseł, które mile łechczą uszy lewackich elit, lecz niestety niewiele mają wspólnego z zasadniczymi bolączkami naszych czasów. Jeśli za sto lat ktoś się zapyta, kto to był Jan Paweł II, to ludzie powiedzą, że do niego strzelał muzułmanin i że ten papież wprowadził tajemnice światła do różańca. A co pozostanie z pontyfikatu Benedykta XVI? Otóż to, że wprowadził on do Modlitwy Eucharystycznej wspomnienie św. Józefa. I nie było to przypadkowe. Okres Bożego Narodzenia stawia nam nie tylko Maryję przed oczy (w Ewangelii wg św. Łukasza), ale również jej Małżonka (w Ewangelii św. Mateusza). Józef to mężczyzna nie tylko wsłuchany w głos Boga, ale również mężczyzna podejmujący decyzję i odpowiedzialność za swoją rodzinę. Mężczyzna, która walczy i ryzykuje dla rodziny, który wszystko dla niej poświęca. Jakże ryzykowna i wręcz szalona była jego decyzja, aby poślubić narzeczoną, która była już w ciąży! Potem, aby uniknąć problemów z władzami wędruje do Betlejem. Aby uchronić Dziecko rusza na emigrację do Egiptu, potem znowu wraca do ojczyzny i w ten sposób przygotowuje pole do działania dla Jezusa. Józef nic nie mówi, tylko rozważa, podejmuje zdecydowane decyzje, walczy o rodzinę i jej szczęście. Jest w tle, ale bez niego Maryja by sobie nie poradziła. Maryja jest na jego tle bardziej pasywna, wymaga opieki i pomocy. Józef działa i walczy. Nie bez powodu Benedykt XVI patrząc na to co się dzieje w naszym świecie, szczególnie postchrześcijańskim, zwrócił nam uwagę na Józefa. Przetrwanie naszej cywilizacji zależy od tego, czy młodzi mężczyźni w Europie pójdą za Józefem, czy też zignorują przesłanie jakie niesie jego życie. Szczęście mężczyzn nie polega na własnym szczęściu, tylko na szczęściu jego żony, dzieci, rodziny. Wybór jest prosty: albo być mężczyzną, albo królikiem.
  3. http://www.pch24.pl/masakry-w-usa--problemem-prawo-do-ojca--a-nie-prawo-do-broni,58987,i.html#ixzz5A7S9hgjs Strzelaniny, do jakich dochodzi coraz częściej w amerykańskich szkołach, wywołują fale nacisków na ograniczenie dostępu do broni, jednak istota problemu nie leży w swobodzie posiadania strzelby czy pistoletu – pisze katolicki portal ChurchMilitant.com W przypadku niedawnej masakry w Parkland powtórzył się dobrze znany scenariusz. Wzbudziła ona serię protestów studenckich, umiejętnie podsycanych przez lewicowe media i polityków. „Konserwatyści twierdzą, iż ci aktywiści gubią trop, atakując prawo do posiadania broni. Zamiast tego [konserwatyści] sugerują, że rosnąca fala masowych strzelanin jest symptomem głębszego kryzysu społecznego, kulturowego i duchowego ogarniającego Amerykę” – wskazuje portal. Analizując zjawisko, Emilie Kao z The Heritage Foundation pisze: „Za tak wieloma szkolnymi strzelaninami kryje się głęboka pustka tożsamości i relacji, które sprawcy w tragiczny sposób starają się wypełnić poprzez nihilistyczną przemoc”. Owa pustka, zauważalna coraz bardziej od czasów wybuchu rewolucji seksualnej, to efekt bezdomności rozumianej jako brak zakorzenienia i normalnych relacji rodzinnych. „To nie przypadek, że podobnie jak liczba dzieci wychowujących się bez ojca, liczba masowych strzelanin eksplodowała począwszy od lat 60. minionego wieku. W ciągu całej tamtej dekady doszło do sześciu masowych strzelanin. Liczba ta podwoiła się w latach 70. A statystyki nieustannie się pogarszają – zauważa Peter Hasson z magazynu „The Federalist's”. Emilie Kao badała m.in. okoliczności 25 najgłośniejszych szkolnych strzelanin od czasu kwietnia 1999, kiedy doszło do masakry w Columbine. Trzy czwarte tragedii miało swoje źródło w rozbitych rodzinach. Z kolei profesor Paul Kengor z Grove City College analizował 27 najbardziej śmiercionośnych zdarzeń tego typu od 1949 roku. Jak wyliczył, co najwyżej czterech sprawców mogło pochodzić z pełnych, biologicznych rodzin, w których jednak prawdopodobnie występowały dysfunkcje w postaci np. „nieobecnego” ojca. „Zdecydowanie głównym czynnikiem wpływającym na prawdopodobieństwo strzelaniny – obok wszelkich innych związanych z przestępczością i patologią występującą pośród młodych mężczyzn – jest dom bez ojca” – ocenił Stephen Baskerville , profesor z Patrick Henry College. „Chłopcy, którzy doświadczają znaczącego zaangażowania ojca w ich życie, nie urządzają takich strzelanin” – wyjaśnia dr Farrell, autor książki „Chłopcy w kryzysie”. „Bez ojców jako przykładów do naśladowania, testosteron chłopców nie jest dobrze ukierunkowany. Chłopiec doświadcza poczucia bezcelowości, niedostatku wyznaczania granic, braku steru i często wycofuje się w świat gier wideo oraz pornografii. W najgorszym przypadku, gdy testosteron chłopców nie jest dobrze ukierunkowany przez zaangażowanego ojca, chłopcy stają się najbardziej niszczycielskimi siłami na świecie. Kiedy testosteron chłopców jest dobrze ukierunkowany przez zaangażowanego ojca, chłopcy stają się jednymi z najbardziej konstruktywnych sił na świecie” – napisał Farrell. Cytowani eksperci zgodni są w przekonaniu, iż prawdziwym problemem nie jest „toksyczna męskość”, jak twierdzą politycznie poprawni komentatorzy, lecz raczej „toksyczna bezdomność”. Polecam też obejrzeć film z Jordanem B Petersonem, który mówi na temat masakry oraz o współczesnych problemach, które przytłaczają młodych mężczyzn.
  4. Cześć Bracia. Przeglądając dzisiaj Joe Monster znalazłem ciekawy artykuł dotyczący współczesnego kryzysu męskości o tytule "Dlaczego coraz więcej jest pip w rurkach, a coraz mniej prawdziwych mężczyzn?" Zakładając ten temat chciałem ogólnie odnieść się do współczesnego kryzysu męskości. Piszcie jakie macie wobec tego tematu przemyślenia, pomysły czy doświadczenia Treść artykułu: Faceci nie mówią o problemach, a już pod żadnym pozorem nie dzielą się nimi z innymi mężczyznami. Mimo wszystko zamknijmy się na chwilę w męskim gronie i zapomnijmy o istnieniu kobiet, niech na potrzebę tego wpisu zostaną "magicznymi istotami". Wzorce Nie jest tajemnicą, że młodzi chłopcy potrzebują autorytetu, idola, swojego własnego Boga. Naturalnie pierwszym z nich jest ojciec, który jest wszechmogący i jest niedoścignionym wzorem. Każdy chłopiec chciał kiedyś podejmować się zadań wykonywanych przez starszego, bo też chciał być taki mądry i też chciał być taki silny. Na tym polu dochodzimy do różnych sukcesów w trakcie dorastania. Nawet jeśli magiczna istota poprosiła o odkręcenie słoika i tym razem to nam się to udało zrobić przed tatą, to czujemy się jakbyśmy nagle awansowali w hierarchii rodzinnej i w społeczeństwie do pozycji herosa. To uczucie unosi nas nad ziemię. Krótko mówiąc: chłopcy potrzebują męskiego wzorca, żeby wiedzieć, jak być mężczyzną. Nie ma żadnego problemu, jeśli mieszkamy gdzieś w lesie w chatce zbudowanej przez ojca do spółki z dziadkiem i chodzimy z nimi na polowania. Wtedy wzorce są dostępne pod ręką 24/7 i w wieku kilku lat jesteśmy w stanie "odkręcić ten pierwszy słoik" zabijając jelenia czy chociaż zajączka. No problemito. Trochę trudniej zrobiło się pod koniec XVIII wieku. Pierwszy upadek roli męstwa w wychowaniu Koniec XVIII wieku to początek rewolucji przemysłowej. Od tej pory nasi ojcowie przestają pracować w domu czy w warsztacie obok i zaczynają codziennie wychodzić do fabryk, w których pracują od rana do nocy. Mogą sobie na to pozwolić, bo przecież dziećmi w domu zajmą się jakieś magiczne istoty. Nawet jeśli część z magicznych też poszła pracować, to najstarsza i tak zajmie się dziecińcem.Właśnie w tym punkcie wychowanie zaczyna być przenoszone niemal całkowicie na magiczne istoty, więc młodzi chłopcy zaczynają mieć utrudniony dostęp do męskich wzorców. Z czasem jednak robi się coraz gorzej. Masowa zagłada wzorców Początek XX wieku to ogromna katastrofa dla naszych społeczeństw. W trakcie dwóch wojen światowych ginie przeszło 70 mln ludzi, z czego przeważającą częścią są młodzi mężczyźni. W tym momencie wiele z europejskich społeczeństw dźwigane jest na barkach magicznych istot, które biorą na siebie masę męskich obowiązków.W niektórych krajach wciąż widzimy różnice. Na poniższej mapce jak na dłoni wyłożono, w których krajach do dziś żyje się w przewadze istot magicznych. W Rosji na 100 istot przypada jedynie 86 mężczyzn, choć 53% dzieci to właśnie chłopcy. W tym miejscu, ledwie kilkadziesiąt lat temu, z naszego widnokręgu zupełnie zniknęli mężczyźni, jedni zginęli w wojnach, a drudzy wsiąknęli gdzieś w pracy. Zaczęliśmy więc przyjmować na siebie więcej wzorców magicznych. Jeśli wzoru nie ma w domu, to gdzie go szukać? Każdy chłopiec w wieku lat kilku idzie w końcu do szkoły, w której spotyka się ze znaną sobie hierarchią. Dorośli są autorytarni, a dzieci są tylko dziećmi. Tu właśnie wielu młodych chłopców ma szansę spotkać pierwszy męski autorytet, jednak jeśli prześledzicie swoje doświadczenia życiowe, to przypomnicie sobie, że w szkołach pracuje bardzo mało mężczyzn. Cały system edukacji jest niesamowicie sfeminizowany, więc w podstawówce czy szkole średniej młodzi mężczyźni mają bardzo marne szanse na spotkanie pierwszego wzorcowego "męskiego mężczyzny".Pierwsza okazja na spotkanie mężczyzny nadarza się dopiero na studiach, bo tutaj udział nauczających mężczyzn jest już o wiele większy.Pytanie brzmi: czy to nie jest za późno? Oczywiście, że to dość późno. Najintensywniej dojrzewamy, kiedy mamy paręnaście lat i to właśnie wtedy układamy sobie w głowach nasze postrzeganie świata, szukamy ideologii i autorytetów. Nie bez powodu najbardziej skrajne zachowania do jakich się dopuściliśmy w życiu to były właśnie te rzeczy, które robiliśmy gdzieś tam u progu szkoły średniej. Poddawanie się różnym subkulturom, wpływom ideologicznym itd. To wszystko dotyczy właśnie lat, w których nie mamy jeszcze dowodu osobistego i właśnie tam potrzebni są silni mężczyźni, którym się "oddamy''.Pokażę to na najdziwniejszym z możliwych przykładów. Janusz Korwin-Mikke pomimo ogromnego poparcia i wielkiego oddania fanów nie przekroczył progu wyborczego, bo większość z jego "wyborców" nie ma jeszcze dowodu osobistego. Przyciąga do siebie masę nastoletnich chłopców, bo widzą w nim silnego i nieuległego mężczyznę, którego nie widzieli nigdy wcześniej.Ale wiadomo, ciężko oddawać swoje dziecko w ręce oszołoma, bo czy można podzielić się swoimi fascynacjami i powtórzyć kilka hasełek Korwina w domu? No nie, bo mama nakopie do dupy. A w szkole? Też nie, bo przecież magiczne istoty tam pracujące nie chcą być uważane za mniej inteligentne i nie chciałyby zarabiać z tego względu mniej. Ojciec też nie obroni, bo nie ma zamiaru spać na kanapie. I tutaj dochodzimy do bardzo ważnej rzeczy: Patriarchat to mit Mowa o wszechobecnym patriarchacie jest dziś już jak najbardziej mityczna, ten może istniał jeszcze jakieś 200 lat temu. Przez wspomniane wyżej przypadki historyczne wartość mężczyzn niesamowicie spadła, dlatego dzisiejszy świat nie jest patriarchalny, nie jest nawet geocentryczny, a jest gynocentryczny (tak naprawdę zawsze taki był) - w samym środku naszego świata znajdują się magiczne istoty, bo to właśnie one są nam potrzebne do tego i tamtego... Najogólniej i prymitywnie rzecz ujmując, do zadbania o przetrwanie naszej cywilizacji, co jest celem bardzo wzniosłym. Przejęły też na siebie tyle obowiązków, że zwyczajnie nie jesteśmy w stanie bez nich przetrwać, bo gdyby ich zabrakło, to stanęlibyśmy w obliczu "śmierci". Tej mniej czy bardziej dosłownej, mniej czy bardziej metaforycznej.Tutaj powstaje ciężki zgrzyt, bo jeśli chłopiec nie miał się od kogo uczyć "jak być mężczyzną", to chcąc pozyskać przychylność istot magicznych będzie robił wszystko, żeby dopasować się do ich oczekiwań. Co jest dość złudne, bo jak doskonale wiemy, magiczne istoty w zależności od wielu różnych czynników (głównie hormonów) raz oczekują jednej rzeczy, a raz drugiej. Trzeba więc być czułym barbarzyńcą na pełen etat z przewagą którejś z cech w zależności od dnia - co nie wszystkim się udaje, bo to bardzo trudne zadanie.Żeby to wszystko idealnie działało, to nie powinno się magicznych istot pytać o to, czego oczekują, tylko dostarczać im właśnie to, zanim jeszcze sformułują swoje potrzeby. Przykład: jeśli spytamy, czy magiczna chciałaby kwiaty i jakie, to nawet jeśli je kupimy to nie będzie to tak dobrze odebrane jak w przypadku, w którym kupimy odpowiednie kwiaty bez uprzedzenia i z własnej inicjatywy. Proste. Jeśli magiczna istota mówi nam już, że oczekuje od nas kwiatów, to daliśmy ciała po całości. Drogi Bojowniku w związku, wiem o czym myślisz, więc jeśli dawno tego nie robiłeś to może bez pytania skocz dziś w drodze do domu po kwiaty, czekoladki, albo bilety do kina. To że dziś akurat ja o tym pisałem to zostaje między nami, męska sztama, wiadomo, pełna dyskrecja. Konkluzja W tych krótkich słowach (bo temat jest bardzo głęboki) dotarliśmy do istoty tego, dlaczego w naszym społeczeństwie występuje coraz więcej zniewieściałych chłopców, którzy są bardzo negatywnie oceniani przez tych bardziej "męskich mężczyzn". Można powiedzieć, że czasy się zmieniają, i kilka innych rzeczy, jednak smutną prawdą jest to, że jeśli komuś udało się wychować syna na "typową pipę", to ten będzie równie surowo i negatywnie oceniany zarówno przez mężczyzn, jak i przez magiczne istoty, które będą widziały w nim przyjaciela (bo będzie kolejną magiczną istotą w otoczeniu), ale nie będą widziały w nim tego czułego barbarzyńcy, więc nie będzie dla nich aż tak atrakcyjny. Pomimo całej poprawności politycznej dzisiejszych czasów, ten model zachowań po prostu nie działa, a bycie tym wzorcowym "męskim mężczyzną" który sam siebie dobrze zna i potrafi na sobie polegać jest nam potrzebne zarówno do odnalezienia się w świecie mężczyzn, jak i do tego, byśmy potrafili w pełni szanować i doceniać otaczające nas magiczne istoty. link do artykułu - http://joemonster.org/art/40347/Dlaczego_coraz_wiecej_jest_pip_w_rurkach_a_coraz_mniej_prawdziwych_mezczyzn_
  5. Dziś będzie krótko Dziś będzie luźno i spontanicznie. Tak blogowo. Ano spędziłem aktywnie dzień, już 18h działam jak nakręcony. Mam warunki bo wszyscy opuścili gniazdo na weekend i zostałem sam. Większość czasu przy kompie - szlifuję programowanie - w tle leci muzyczka, yt podsuwa mi sam sugerowane kawałki.... w końcu usłyszałem kawałek młodego koleżki - Zeusa i wspomnienia odżyły. Kilka lat temu mocne wrażenie zrobił na mnie jego numer Hipotermia - osobiste wyznanie o bezsilności, depresji, wkurwie i myślach samobójczych młodego człowieka. Bardzo się wtedy utożsamiałem z podobnymi stanami - dynamiczna muza i przekaz trafiał do mnie jak mało który. Słuchałem tego kawałka w kółko. Zastanawiałem się, czy Zeus skończy jak Kurt Cobain. Ponure to były czasy. Tydzień temu robiąc porządki znalazłem moje zapiski z tych czasów. Oto one: ================================================= Nie wiadomo kiedy i jak dokarmia się tego robaka. Dorzuca się mu pożywkę i roją się coraz kształtniejsze myśli o życiu, o parszywym życiu i własnej chujowości, bezsilności, głupocie, marnocie, naiwności i parszywości. Jeszcze nie tak dawno stało się na obu nogach czując grunt pod nogami, ale robak już nabrał na wadze i żre wszystko co fajne, zjada całą wiarę, zajmuje coraz więcej miejsca, jest już najważniejszy. Już nie pozwoli się zignorować, już ja sam nie dam rady, ale i z kimś są wątpliwości. Piękny robak - piękny bo wielki - poza tym to gnój! Kurwa! Trza go zabić, zapić, zakopać, cokolwiek. Inaczej wzbudzi strach przed samym sobą. Zniewoli i zagniecie powoli, już oddycha się ciężko, już duszno, już nie mogę spać. Jebana bańka mydlana, bańka obłędnych myśli - dół potocznie - ... i śmieję się z tego ... i znów się boję, że może to prawda, że nic nie mogę, że tylko szkodzę, że się miotam w klatce jak wariat, jak debil. Pomysłu trzeba, przypomnieć trzeba ... wszystko co ważne i co jest naprawdę. ================================================= Coś okropnego musiałem przeżywać, nie pamiętam kiedy i dlaczego to napisałem, ale pamiętam, że jak bywało źle to wylewałem te żale na papier. Wracając do Zeusa o czym on śpiewał w 2012 o swoim życiu Album: "Zeus, Nie żyje". Dziś wszystko wygląda inaczej. Energia i radość życia, tak po prostu. A co u Zeusa? Tym razem, z albumu "Jest super" 2015 Pięknie. Robi robotę. Podsumowując, jeśli czujesz się teraz beznadziejnie, wykorzystaj swój kryzys, jak Zeus, jak ja Jeśli jeszcze gra to do zobaczenia na koncercie
  6. Cześć Bracia. Natrafiłem na artykuł, gdzie był przeprowadzony wywiad z blogerem od spraw rozwoju męskości. W wywiadzie uznał on, że kryzysu męskości wcale nie ma i niewiele się zmieniło jeśli chodzi o naturę mężczyzn. Uważa on też, że wychowanie mężczyzny przez partnerkę jest czymś naturalnym przy czym kobieta powinna traktować mężczyznę jak małego chłopca, ponieważ uznał on mężczyzn za "dzieci w duchu". Powiedział też, że fakt zmiany roli mężczyzn w społeczeństwie wcale nie jest, a wręcz przeciwnie dobry, ponieważ stawia on przed mężczyznami nowe wyzwania (czyli jego zdaniem nowe wyzwania, które narzucają feministki nie są złe tylko dobre ) Jego zdaniem mężczyźni są niedojrzali emocjonalnie i brakuje im opanowania (zabrał wady kobiet i wcisnął je mężczyznom ) Koleś ma prawie 250 tyś ludzi na swoim Fb i dalej karmi ich matrixowymi kłamstwami i jak w imię poprawności politycznej wspiera prokobiecy obraz rzeczywistości. Jednocześnie neguje on fakt istnienia kryzysu męskości co pewnie cieszy feministki, które chcą aby mężczyźni nie byli w stanie rozpoznać swoich problemów i nie mogli się pod tym kontem rozwijać. Inną ciekawą kwestią jest to, że wcale nie wspomniały o wpływie propagandy feministycznej skierowanej przeciwko mężczyznom. Jak widać matrix rzeczywistości oparty na marksizmie kulturowym kwitnie Pogrubiłem kluczowe wypowiedzi tego blogera, o których wcześniej wspomniałem A wy bracia co sądzicie na ten temat? link do artykułu - http://www.spidersweb.pl/2017/08/tomek-saweczko-wywiad.html treść artykułu: O rzekomym kryzysie męskości rozmawiam z Tomkiem Saweczko, prowadzącym bloga Facetem jestem i o siebie dbam, którego fanpage na Facebooku śledzi blisko 250 tys. osób. Tomek Saweczko (rocznik ‘87) to ekspert od wszystkiego, co dotyczy mężczyzn. Założył bloga, ponieważ ilekroć szukał w internecie jakichś informacji na temat kosmetyków czy mody, zawsze lądował na stronach dla kobiet. Natomiast gdy interesowała go tematyka psychologiczna, trafiał na „kołczów-oszołomów”. Był też niezadowolony jakością serwisów dla mężczyzn – począwszy od ich merytoryki, a skończywszy na bombardowaniu czytelników cyckami i furami. Z wykształcenia jest matematykiem, ale – jak sam mówi – nie skończył ze studiowaniem. Dokształcił się z obszaru chemii organicznej, fizjologii, anatomii i biochemii, żeby lepiej zrozumieć kwestie treningu siłowego i odżywiania. Owocem jego starań jest książka “Najpierw wiedza, potem rzeźba”, którą niedawno wydał. Na swoim blogu pisze m.in. o tym, jak dobrać fryzurę do kształtu twarzy, o odżywkach białkowych czy o uzależnieniu od masturbacji. W swoich artykułach Tomek naśmiewa się z tego, że niektórzy uważają, że na bycie gejem jest moda. Namawia do golenia włosów pod pachami, a także tłumaczy, że wandalizm na Marszach Niepodległości nie jest zachowaniem patriotycznym, ale raczej antypatriotycznym. Czy z nami, mężczyznami, dzieje się coś złego? Wychowanie dzieci nie spoczywa już tylko na barkach kobiet. Tak samo gotowanie nie jest zarezerwowane tylko dla nich. One robią kariery i spełniają się zawodowo. Oni przejmują część dawnych obowiązków dam – sięgają po fartuchy, wywieszają pranie, a po wyjściu na siłownię, gładzą deski do prasowania. Ksawery Tyzo, Spider’s Web: Czy jesteśmy świadkami kryzysu męskości? Tomek Saweczko: Bardzo sceptycznie podchodzę do sformułowań tego typu. Bo co ten kryzys męskości miałby znaczyć? Mam dość analityczny umysł i jeśli ktoś mówi mi o jakimś domniemanym zjawisku społecznym, to chciałbym poznać jakieś argumenty. O kryzysie męskości słyszałem wielokrotnie, w różnych mediach. Nigdy nie słyszałem jednak, na czym on ma polegać. Osobiście uważam, że to zwykły tematyczny zapychacz i nie sądzę, żeby męska natura tak bardzo zmieniła się na przestrzeni ostatnich dekad. Dalej kochamy walkę, rywalizację i wyzwania. Ale nie zaprzeczysz, że dzisiaj mężczyźni pełnią nieco inne role, niż wcześniej. To prawda, czasy się zmieniają, a przez to role społeczne ulegają zmianie. Ale nie nazwałbym tego kryzysem. Wręcz przeciwnie, bo zmiany te stawiają przed mężczyznami nowe wyzwania. A co ze słabymi fizycznie i chudymi facetami w rurkach? Faktycznie, często w kontekście kryzysu męskości wspomina się właśnie o nich. Ale moda to też pojęcie względne, spójrz, jak ubierali się zamożni mężczyźni np. w XVII wieku w Europie (o pudrowaniu się nie wspominając). To, jak postrzegamy męskość, jest bardzo mocno uzależnione kulturowo. Wiesz, jak wygląda rytuał inicjujący męskość u Aborygenów? Jednym z jego elementów jest nacięcie nożem penisa i jąder chłopca, który następnie musi stać przez kilka minut nad ogniskiem. Jeśli nie przejdzie tego rytuału, nikt nie uzna go potem za mężczyznę. Czyli nie obowiązuje nas żaden uniwersalny wzorzec, definicja męskości? Nie obowiązuje. Definicja męskości jest dokładnie taka, na jaką umówi się społeczeństwo. Mamy jakieś społeczne wyobrażenie wzorcowego mężczyzny, które ukształtowało się przez lata, ale ono nieustannie ewoluuje i przystosowuje się do nowych realiów. W takim razie, czy czegoś współczesnym mężczyznom brakuje? Jeśli czegoś, to dojrzałości emocjonalnej i opanowania. To ewidentnie widać, kiedy czyta się komentarze w internecie. Chociaż trudno mi powiedzieć, czy kiedyś mężczyźni byli w tym lepsi. Na pewno też nie potrafią przyznać się do tego, co ich gnębi. O wielu rzeczach wstydzą się mówić. O czym na przykład? O swoich niepowodzeniach, porażkach. O wszystkich sytuacjach, w których zawiedli, w ich mniemaniu, jako mężczyźni. I zarówno tyczy się to problemów z erekcją, jak i niespełnionych ambicji. Nie znosimy uczucia braku kontroli. Nie znosimy, kiedy jesteśmy potencjalnym pośmiewiskiem. Nie znosimy, kiedy jesteśmy postrzegani jako słabe jednostki. To chyba rzeczy, które najmocniej wchodzą facetom na ego. Jeśli mężczyzna ma okazać słabość, to zazwyczaj woli się zamknąć – dosłownie lub w sobie. W jednym ze swoich artykułów wytłumaczyłeś, dlaczego lepiej jest być facetem. Czy mógłbyś w takim razie wymienić również przywary, które się z tym wiążą? To wprawdzie był żartobliwy artykuł, który zawsze wrzucam na Dzień Chłopaka. Ale z byciem mężczyzną jest jeden zasadniczy problem: wiele się od nas wymaga. Mamy być: silni, opiekuńczy, niezawodni, odpowiedzialni, wierni, męscy. To spory balast psychiczny i pewnie dlatego tak trudno jest nam się przyznać do słabości, o czym wspomniałem wcześniej. I to jest chyba największa wada bycia facetem: wszyscy dookoła mówią nam, jacy musimy być i dumają nad tym, czy przypadkiem nie dopadł nas jakiś kryzys. Moim zdaniem twój blog jest swego rodzaju drogowskazem wskazującym mężczyznom, co robić, żeby ten cały balast psychiczny ich nie przytłoczył. Nie do końca tak bym to sformułował. W tekstach poświęconych psychologii staram się poruszać tematy, które są bardzo ważne dla mężczyzn, ale mało kto o nich mówi. Chociażby sama sprawa przeżywania rozstania lub radzenia sobie z toksycznymi związkami. Zawsze, kiedy wrzucam taki tekst na Facebooka, dostaję prywatne wiadomości z podziękowaniami. Wydaje mi się, że tymi tekstami po prostu dotykam tego, co wielu facetom leży na wątrobie. Więc nie nazwałbym mojego bloga drogowskazem, ja zwyczajnie pomagam zobaczyć to, czego albo sobie nie uświadamiamy, albo nie chcemy uświadomić. Wielokrotnie wychodzisz też naprzeciw uprzedzeniom i stereotypom. Jak na twoje teksty reaguje ta niereformowalna część internetu, która i tak wszystko wie lepiej? Cóż, ludzi można sprowokować do pisania głupot dosłownie czymkolwiek. Więc to nawet nie ma znaczenia, czy piszę o homoseksualizmie, czy o depilacji. Dla przykładu, jakiś czas temu wrzuciłem jeden z moich najważniejszych tekstów („Toksyczna miłość”). Potem musiałem czytać komentarze w stylu „miłości już nie ma, wszystkie i tak lecą na kasę”. Tutaj świetnie wpisuje się to, co powiedział kiedyś Stanisław Lem: „dopóki nie skorzystałem z internetu, nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów”. A czy spotykasz się z objawami agresji w stosunku do ciebie? Rzadko. Choć faktycznie, obrażanie mnie w mało parlamentarny sposób nie tylko w komentarzach, ale też w wiadomościach prywatnych, nie jest dla mnie czymś niespotykanym. Wielu twórców internetowych nie może sobie poradzić z hejtem. Niejednokrotnie przez niego kończą swoją działalność. Przede wszystkim, hejtem teraz uzasadnia się każdy rodzaj krytyki. To takie słowo wytrych, które stosuje prawie każdy. Wiesz, niektórzy po prostu robią gównianą robotę i ludzie jasno im to komunikują. I każdy, kto działa publicznie, musi mieć świadomość, że naraża się na słuchanie opinii innych na swój temat. Nawet, jeśli część z nich będzie nienawistna. No tak, ale to może nieźle zdołować. Jak sobie z tym radzić? Ja wyznaczyłem sobie dość jasne reguły, których się trzymam i które pozwalają mi zapanować nad sytuacją. Jeśli ktoś przekroczy granicę, nie wchodzę z nim w dyskusję, ale natychmiast blokuję go. Inni blogerzy też powinni spróbować tak robić. Jednak, co istotne, to nie znaczy, że żyję pod jakimś kloszem. To nie jest tak, że krytyka czy hejt spływają po mnie jak woda po kaczym kuprze. W trakcie naszej rozmowy niewiele wspominaliśmy o płci pięknej, a jednak wywiera ona ogromny wpływ na facetów. Czy przekazałbyś kilka rad dla naszych czytelniczek, jak mogą pomóc swoim mężczyznom w byciu mężczyznami? Byłoby idealnie, gdyby panie potrafiły facetom odpuścić pewne błahostki i forsowały sprawy naprawdę ważne. Najlepiej – we w miarę zrozumiały sposób. My nie lubimy się domyślać, o co chodzi i nie służy nam suszenie głowy o sprawy małej wagi. Dla nas wynoszenie śmieci to problem marginalny. W duchu ciągle jesteśmy tylko chłopcami, którzy marzą o tym, żeby zmieniać świat. Jeśli kobieta chce wychować mężczyznę, to musi w jakimś stopniu traktować go jak chłopca i pozwolić mu pobawić się jego zabawkami, nawet jeśli ten czasem nabrudzi.
  7. Witajcie Bracia, chciał bym prosić was o radę w sprawie odwrócenia sytuacji zarówno w moim małżeństwie jak i w innych. Moja żona jak po latach się okazało klasyczna księżniczka i manipulatorka a ja cały czas odrywałem rolę najbielszego z rycerzy. Przebudziłem się jakiś czas temu, przeczytałem większość forum i jestem w trakcie czytania kobietopedii. Poszedłem również za większością rad jakich udzieliliście innym użytkownikom w podobnej sytuacji: schudłem, zadbałem o wygląd, zapisałem się na MMA, postawiłem jej kilka bardzo zdecydowanych granic. Zaowocowało to lawiną lamentów, afer, wyprowadzek "na pokaz" do których nigdy nie dochodziło itp. Jednak jestem pewny że mimo to wszystko ona wciąż nie poczuła się zagrożona. Zmieniła swoje zachowanie w stopniu minimalnym abym nie mógł jej tyle zarzucić. Po tym przydługim wprowadzeniu w sytuację przejdę do rzeczy. Wiemy doskonale między innymi dzięki Panu Markowi że ludziom wpycha się w głowy różne przekonania które dzięki podświadomości ofiara uznaje za swoje. Uważam że sam padłem ofiarą wielu takich sytuacji również w wykonaniu mojej lubej. Ileż to razy święcie wierzyłem że podejmuje samodzielne decyzje a teraz z perspektywy czasu widzę że byłem sterowany. Czy jest możliwe zaszczepienie w jakiś płynny sposób w jej umyśle myśli o zakończeniu tego małżeństwa? Z jej zachowania jasno wynika że nigdy nie dopuszczała takiej myśli do siebie i chodź sprawy w ostatnich miesiącach stawały na ostrzu noża i mówiłem wprost że dla mnie to koniec do niej jakoś to nie docierało(a ja w sytuacji dla mnie wielce stresowej w końcu ulegałem- walczę z tym jak mogę). Szukam sposobu zakończenia tego małżeństwa, na zewnątrz dla wszystkich jesteśmy idealną parą mamy dziecko w wieku przedszkolnym. Moim zdaniem próbowałem wszystkiego by uratować ten związek ale zwyczajnie czuje się w nim jak w więzieniu bez krat. Niby rada jest prosta : powiedz jej jak facet że to koniec i wystaw za drzwi, jednak z powodu dziecka i naszych bardzo katolickich wręcz zaściankowych rodzin chciał bym uzyskać jakiś koronny argument. Zastanawiam się(dzięki audycjom w Radiu Samiec) nad testami DNA, gdyż zawsze dziwiło mnie to że kiedy zaszła w ciąże miałem problemy zdrowotne i nie mogłem "skończyć" w niej. W okresie ponad miesiąca od zapłodnienia w obie strony jestem pewien na 100% że spuściłem się w niej 1 raz. Czy miałem takie szczęście? Z drugiej strony ona już wtedy była na tyle mało atrakcyjna że nie chce mi się wierzyć żeby miała kochanka, do tego tak obsesyjnie mnie opanowała że bardzo rzadko wychodziła z domu sama.
  8. Czytając "Żelaznego Jana" oraz "Dzikie serce" można spotkać się tam z terminem zwanym "męską inicjacją". Męska inicjacja jest zjawiskiem, które istniało od wieków w czasach rodziny tradycyjnej, gdzie to ojciec pełnił rolę głowy rodziny a budowanie relacji na linii ojciec-syn było czymś naturalnym. Wtedy wówczas, kontakt między członkami rodziny był znacznie częstszy, syn uczył się fachu pomagając i podpatrując ojca. Gdy ojca nie było, zastępowało go wujostwo czy dziadkowie, gdyż panowała wtedy "moda" na rodziny wielopokoleniowe. Zaczęło się wszystko psuć od momentu rewolucji przemysłowej, mężczyźni, którzy się przenieśli do miast z całymi rodzinami pracowali w pocie czoła po za domem, relacje zaczęły się więc urywać. W szkołach nauczycielami stały się głównie kobiety, a młody syn kontakt z ojcem miał dość ograniczony. Również sama rodzina zaczęła przechodzić z wielopokoleniowej do rodziny nuklearnej, gdzie kontakt z dalszą rodziną – wujkami, dziadkami staje się ograniczony. W Anglii powstają pierwsze emancypantki, rozkwita feminizm, tymczasem w rodzinach rodzi się tendencja do odsuwania mężczyzny od roli ojca. Rolę wychowawcze obejmowały kobiety. Mężczyźni zaczęli się odsuwać od tego co się dzieje w rodzinie, skupiając się na zarabianiu. Wybuchły Wojny Światowe, potem rewolucja seksualna, nadchodzi II fala feminizmu. Mamy współczesność i rozwój demokracji socjalnej. Przemoc, pogubienie mężczyzn, nałogi, depresje, neurotyzm. Tak to wygląda obecnie w „cywilizowanym” świecie. O męskiej inicjacji można sporo wyczytać jak i samej ważności jej w procesie rozwoju młodego chłopca. Inicjacja mogła przybierać różne kształty, najczęściej był to proces przekazywania wiedzy na temat życia lub nauczania czegoś. U różnego typu plemion indiańskich niekiedy był to obrzęd, np. młodego chłopca wypuszczano do dziczy aby mógł się wykazać. W jednym plemieniu gdy chłopak kończył 5 lat była odgrywana scenka, w której to chłopiec wychodzi z domu do świata mężczyzn. Przychodzili po niego ojciec z wujkami i dziadkami, podczas gdy kobieta opłakiwała utratę syna, który opuszczał jej świat i przechodził do świata męskiego. Tychże rytuałów było całe mnóstwo i czytając ich opisy można się nie raz wzruszyć a nawet i zatęsknić za czymś podobnym. We współczesnym świecie brakuje procesu inicjacji, który opierałby się na rozwoju relacji ojca z dzieckiem, przekazywaniu przez niego wiedzy czy dawaniu synowi ciągłych sygnałów, że sobie poradzi, że jest w porządku i że jest mężczyzną. Kobieta synowi NIGDY nie zastąpi mężczyzny w rodzinie, gdyż jej biologiczna rola na świecie jest zupełnie inna niż mężczyzny. Nie powinno być w tym temacie nawet dyskusji. Mądra, samotnie wychowująca dzieci matka powinna znaleźć wzór mężczyzny swojemu synowi w postaci dziadka, wujka czy kolegi i pozwalać dziecku przebywać w takim towarzystwie. A jak się dzieje? Wiemy sami. Właśnie w braku inicjacji widziałbym wiele problemów współczesnego świata. Brak silnych i świadomych siebie mężczyzn w społeczeństwie prowadzi do słabości. I mamy: feminizm, genderyzm, socjalizm, i inne izmy, które zabierają coraz więcej władzy mężczyznom a przekazują kobietom. Pocieszający jest fakt, że dzięki modzie na tfu tfu partnerstwo, korzysta nie tylko na tym kobieta ale również dzieci, które wreszcie mają możliwość kontaktu z ojcem, znacznie częściej niż w poprzednim pokoleniu. W Polsce istnieją jeszcze pewne silne wartości i ta inicjacja, choć kuleje jakoś funkcjonuje w mniejszym czy większy stopniu. Na zachodzie…. No cóż… Sami wiecie jak to wygląda J Jeżeli chodzi o mnie… Przez wiele lat czułem pewne pogubienie. Chciałem uciec w jakąś daleką podróż aby znaleźć samego siebie. Ogarniać emocje pomogła mi terapia i ciągła praca nad sobą. Brakowało mi jednak rad od „Starszyzny” w kwestiach relacji damsko-męskich. I tak kopiąc, znalazłem się tutaj i widzę, że moja inicjacja ciągle trwa, choć w sposób nietypowy bo przez Internet, ot taki znak czasów J Jak więc u Was wyglądała lub dalej wygląda ta inicjacja drodzy Bracia? Jaki mieliście kontakt z ojcem czy ogólnie ze „starszyzną” ? Co sądzicie o procesie inicjacji?
  9. http://www.economist.com/content/global_debt_clock Na powyższej stronie widzimy wysokość długu publicznego w poszczególnych państwach. U góry łączny dług sięgający już niemal 60 bilonów dolarów. Można także sprawdzić każdy kraj z osobna: Public debt: wysokość długu w dolarach Public debt per person: dług w przeliczeniu na osobę Population: liczba mieszkańców danego kraju Public debt as % of GDP: wysokość długu w stosunku do PKB Total annual debt change: roczna zmiana długu w % Np. Francja Wysokość długu: ponad 2,5 bln dolarów Dług na osobę: 39 tys. dolarów Populacja: 64,5 tys. mieszkańców Dług do PKB: 102% Zmiana roczna długu: wzrost o 2,5% Poniżej możemy także sprawdzić wysokość długu w krajowych walutach, jak i dolarach: http://www.nationaldebtclocks.org/ Jak zatem widać, najbardziej zadłużone są Stany Zjednoczone, dług sięga już nawet 19 bln dolarów, generalnie wszystkie kraje są zadłużone na kwoty przekraczające po 2-3 bln dolarów. Albo jeszcze trafniej ujmując na wysokość 80-90%, a często nawet ponad 100% PKB. Tyle dane optymistyczne . Dlaczego optymistyczne? Bo tu mowa tylko o długu jawnym, który nie uwzględnia zobowiązań na przyszłe emerytury. I tak uwzględniający wszystko dług ukryty jest w rzeczywistości kilkukrotnie wyższy: http://www.spolkigieldowe.bdo.pl/biuletyn/67/bankowosc-i-finanse/czy-swiat-zbankrutuje.html Średnia wielkość ciążących przyszłych zobowiązań w krajach UE w okresie do 2050 r. to 434 proc. PKB, a większość krajów UE mieści się w przedziale 400-500 proc. PKB. Zobowiązania Hiszpanii to 244 proc. PKB, Belgii to niecałe 300 proc., Danii 382 proc. PKB, Grecji to już 875 proc. Niestety najgorzej wypada obciążenie Polski – aż 1550 proc. PKB! Co na to politycy? Jak być może niektórzy wiedzą EBC w ostatnim czasie poszedł w ślad za Fed-em, drukującym dolary na masową skalę, oczywiście drukując euro: http://independenttrader.pl/szalenstwa-europejskiego-banku-centralnego.html EBC prowadzi także "politykę luzowania ilościowego", a więc mówiąc krótko skupowanie obligacji (rządowych papierów dłuższych). Ponieważ w UE są równi i równiejsi, głównymi beneficjentami są... tak zgadliście, Niemcy: http://niewygodne.info.pl/artykul7/03072-Unijna-anty-solidarnosc-ws-umarzania-dlugow.htm Co ciekawe EBC skupuje nie tylko długi rządowe, ale także długi niemieckich, francuskich i włoskich korporacji: http://niewygodne.info.pl/artykul7/03078-EBC-chce-drukowac-euro-by-skupowac-prywatne-dlugi.htm Ale zaraz, czy takie mocne zwiększanie podaży pieniądza i zaniżanie stóp procentowych przypadkiem nie prowadzi do sztucznego boomu gospodarczego, a następnie recesji? A co myśleliście że kryzys 2008 i późniejszy kryzys zadłużeniowy w strefie euro były ostatnimi? Jednak nie bójcie się. Komisja Europejska już w 2014 r. przygotowała prawo według którego banki będą mogły w razie kłopotów finansowych przejmować oszczędności klientów (dyrektywa BRRD) , obecnie UE naciska Polskę na dostosowanie prawa do tych przepisów: http://wolna-polska.pl/wiadomosci/dyrektywa-brrd-pozwoli-bankom-zabierac-oszczednosci-klientow-2016-05 Obywatele i obywatelki Europy, możecie spać spokojnie, rządy i banki są na kryzys przygotowane
×